Poprzedni temat «» Następny temat
I run away but it always seems the same
Autor Wiadomość
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-13, 11:40   I run away but it always seems the same
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Miejsce: Świątynia w Chinatown
Czas: Marzec 2018

Gdyby ktokolwiek spytał ją, dlaczego tak uparcie twierdziła, że zamierza dystansować się od wszystkich, którzy nie byli jej najbliższymi towarzyszami, a jednak jednocześnie nieustannie mieszała się w sprawy całkowicie nieznajomych ludzi… Cóż, pewnie parsknęłaby tylko desperackim śmiechem, stwierdzając, iż nie miała bladego pojęcia, czemu tak było. Czasami naprawdę wolałaby być oziębłą, całkowicie obojętną osobą, ponieważ wtedy zdecydowanie nie dostawałaby tak bardzo po dupie. O zgrozo, nadzwyczaj miękkiej, jak na kogoś, kto lądował na niej tyle razy w przeciągu niecałych paru lat czy miesięcy.
Nie musiała być jasnowidzem, by wiedzieć, że tym razem także nie miało się to na niej zbyt dobrze odbić. Poszła w końcu nie tylko za dziewczyną, która zrobiła jej publiczną scenę i naraziła ją na niebezpieczeństwo - cóż, ten rodzaj ryzyka mimo wszystko była w stanie podjąć; liczyła się z nim, gdy zaczęła praktykować swoje nowe zajęcie - lecz także nie panowała nad swoimi mutanckimi zdolnościami. Była młoda… Z dużym prawdopodobieństwem wciąż jeszcze je odkrywała. Cass umiała to zrozumieć, jednak niewiele to zmieniało. Obie nadal były w Seattle, gdzie jakiekolwiek przejawy inności obecnie kończyły się raczej w niezbyt pozytywny sposób, żeby po prostu nie powiedzieć - tragicznie. Mogły mieć zatem tylko nadzieję, że nikt inny nie widział tamtych skoków lub też nie skojarzył ich z nadludzką mocą, zwalając to na przywidzenie.
Tak czy siak, należało jak najszybciej ewakuować się z tamtej miejscówki, a Cassandra nie była z tego specjalnie zadowolona. Powiedzmy sobie, i tak miała zakończyć pracę na ten dzień, jednak nie zamierzała jednocześnie palić sobie tak dobrego gruntu - na pewno też nie pod własnymi stopami. Dlatego przez całą drogę w miejsce, jakie wybrała jej towarzyszka, raczej się nie odzywała. Nie miała na to specjalnego nastroju, wchodząc za blondynką do środka budynku i kierując swoje kroki w bardziej odosobnioną część świątyni. Tak, aby były jak najbardziej same. Dopiero wtedy się odezwała, opierając plecy o ścianę.
- A więc… - Zaczęła, rozglądając się dookoła. - Mówiłaś, że… Czemu nie chcesz wracać teraz tam, gdzie powinnaś? - Pytając, przelotnie spojrzała na towarzyszkę, ale zaraz powróciła do obserwowania okolicy.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-06-16, 22:38   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Sama nie wiedziała, czemu poprowadziła nieznajomą akurat do świątyni. To miejsce z niczym jej się nie kojarzyło, na dodatek nawet nigdy nie była w środku i... może to właśnie było to? Neutralne miejsce, w którym nigdy wcześniej nie była widziana, nikomu się tu z niczym nie kojarzyła.
Milczały już dłuższą chwilę. Nie przeszkadzało jej to. Nie wiedziała nawet co miałaby powiedzieć. "Dziękuję"? "Przepraszam"? "Hej, jestem Valerie"? Żadna z tych opcji nie wydawała jej się być na miejscu w obecnej sytuacji. Szła więc przed siebie, pogrążona w swoich myślach, które nie był nazbyt optymistyczne. Zastanawiała się co teraz ze sobą zrobić. Mogłaby oczywiście jeszcze na tę noc wrócić do mieszkania Willa, tak by było bezpieczniej, mogłaby się na spokojnie zastanowić co ze sobą zrobić dalej, z drugiej strony jednak... miała już tam nie wracać. Wyrwała się z więzienia, musiałaby być szalona, żeby chcieć tam ponownie wrócić dobrowolnie. Co jej pozostawało - wyjazd z miasta? Z kraju? Nie chciała jeszcze wracać do Kanady. Teraz czułaby się tam jeszcze bardziej nie na miejscu niż poprzednio.
Z rozmyślań wyrwał ją głos kobiety. Odwróciła głowę w jej stronę, nagle zdając sobie sprawę, że cały ten czas pustym wzrokiem wpatrywała się w świątynne zdobienia.
-To nie moje miejsce.. - odparła po chwili zastanowienia. -Już i bez sprowadzania na właściciela... problemów - w tym momencie posłała jej dosyć znaczące spojrzenie, pod słowem problemy kryjąc policję, DOGS, GC i innych, tych wszystkich "złych", którzy mogli donieść, wskazać palcem, zaprowadzić. -byłam tam dosyć niechcianym gościem. - spuściła wzrok, nie mogąc zdobyć się na patrzenie jej w oczy, kiedy to mówiła. Była zła, ale była też zraniona, tym jak bardzo WIll nie chciał jej oglądać, tym jak bardzo i ona nie chciała oglądać jego. Rodzina była dla niej zawsze najważniejsza, więc cała ta sytuacja napełniała ją smutkiem.
-Przepraszam, że cię w to wciągnęłam. - powiedziała nagle, kątem oka zerkając na kobietę. Nie było to wiele, ale czuła, że chociaż tyle jest jej winna. -I za to, że prawie cię wydałam. - uniosła kącik ust w górę, nie będąc za bardzo w stanie posłać jej prawdziwego uśmiechu. Objęła się ramionami i spojrzenie przeniosła przed siebie. Czy ona też była mutantką? Czy po prostu bardzo sprawiedliwą złodziejką? Bała się zapytać.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-17, 18:59   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Prawdę mówiąc, to brzmiało nawet znacznie bardziej niż znajomo. Cały ten szajs z byciem niechcianą w danym miejscu, byciem problematyczną, byciem obcą... Been there, done that, got the T-shirt. Dosłownie, w końcu nadal miała swoją roboczą koszulkę z Bractwa, choć już je opuściła.
- Czyli... Nie jesteś turystką, tak? - Mogła się tego swobodnie domyślić, jednak to słowa blondynki sprawiły, że tak naprawdę zaczęła się nad tym zastanawiać. I choć wcale nie chciała być wścibska, wpychać nosa w cudze sprawy czy naruszać czyjejkolwiek prywatności... Interesowało ją to, dlaczego ta drobna osóbka znalazła się w tak nieprzychylnym - a nawet wręcz wrogim - Seattle, gdzie nie miała nawet miejsca, by spokojnie schronić się przed zagrożeniem. To było na swój sposób naprawdę przykre, zwłaszcza dla niej, bo sama nie miała już przecież całkowicie własnego mieszkania czy nawet pokoju. Nocowała w paskudnym, naprawdę nieprzyjemnym motelu, nieustannie spoglądając przez ramię i podnosząc się gwałtownie z łóżka, gdy tylko słyszała lub widziała, jak pies zaczyna się stresować. To nie było dobre życie. Jakieś na pewno, ale z pewnością nie takie, jakiego mogła chcieć dla siebie samej lub dla kogokolwiek, nawet kogoś, kto na początku był wobec niej wrogo nastawiony.
- Jedź do Kanady, Meksyku, jakiegokolwiek miejsca poza Seattle i wielkimi miastami w Stanach. - Odezwała się wreszcie po kolejnej chwili, spoglądając na towarzyszkę i jednocześnie czochrając psie futro. Prawdopodobnie nie powinna wprowadzać tu zwierząt, jednakże miała to teraz gdzieś. I tak się już dzisiaj naraziła, a Peanut nadal obawiał się pozostać całkowicie sam. Chwilowo nikt ich jeszcze nie pognał, zwłaszcza że nie znajdowały się na widoku. To dawało im też zresztą możliwość rozmowy, nawet jeśli nie o wszystkim. Zdecydowanie nie spodziewała się jednak przeprosin...
- Takie życie... - Stwierdziła w odpowiedzi, odchrząkując cicho. - Sama policja nie byłaby aż taka tragiczna, ale i tak nie polecam wzywania jej. - Stwierdziła z lekkim, choć jednocześnie raczej gorzkawym, uśmieszkiem na ustach. Cóż, znała realia tego miasta.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-06-21, 11:36   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


-Jestem. - odparła bez większego zawahania na pytanie kobiety. -Zwiedzam swoją przeszłość. - wzięła głęboki oddech, pozwalając sobie na przeciągły wydech przez nos, ni to westchnięcie, ni to odetchnięcie. Wyjechała z Seattle jeszcze kiedy była małą dziewczynką, głównie chodziła wtedy do szkoły i bawiła się na pobliskim podwórku, miasto odwiedzając jedynie w trakcie wycieczek szkolnych zza szyby żółtego szkolnego autobusu mknącego bez zatrzymania ulicami miasta, od szkoły do muzeum i tak dalej. Wszyscy znamy ten klimat, wiele się nie da wtedy zapamiętać. Właśnie dlatego pierwszy swój dzień po powrocie poświęciła na wszystkie turystyczne smaczki tego miasta, no, może nie wszystkie, ale większość. Chciała poznać jego bardziej pierwotny charakter, ten sprzed tego całego mutantowego szajsu. Chciała się poczuć jakby to było gdyby tu zostali, byli normalni, a ona chodziłaby teraz na randki do hipsterskich kawiarenek, oglądała nowe wystawy w muzeum i... nie bała się, że zaraz ktoś ją zgarnie i zabije. A w takim mniej więcej nastroju jej pobyt utrzymywał Will, słusznie zresztą, co nie zmieniało faktu, że było to nie do wytrzymania.
Skinęła jedynie głową słysząc słowa kobiety, które w pewien sposób nadały celu jej "ucieczki z domu". To było jasne, że nie mogła dalej tkwić w tym mieście, musiała być w ruchu, ale nie chciała jeszcze wracać do Kanady. Miała jeszcze trochę gotówki, mogła się udać na wschodnie wybrzeże, zajmie jej to trochę czasu, potem złapie pociąg do Montrealu i zakończy swoje kanadyjskie sprawy. Bo nie ulegało wątpliwości, że jeszcze tu wróci. Teraz, kiedy w końcu przejrzała na oczy, nie była w stanie ponownie wszystkiego ignorować.
-Jasne, rozumiem. - odpowiedziała jej równie gorzkim uśmiechem. -Tak przy okazji jestem Imari. - powiedziała, odruchowo posługując się imieniem swojej siostry. Kłamstwo przyszło jej gładko, bez zawahania, żadnego patrzenia w bok, mówiła to jakby to była prawda, jakby faktycznie nazywała się Imari, a nie Valerie, Claire czy kimkolwiek teraz była. Lata praktyki. W sumie nie spodziewała się też, że kobieta również przedstawi się swoim prawdziwym imieniem, jeżeli w ogóle. Nie była przecież głupia, ale miło by było móc jakoś ją nazywać, nawet jeżeli tylko w myślach.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-21, 20:07   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Może niektórym ludziom to pomagało, ale Cassandra, słysząc o szeroko pojętym zwiedzaniu przeszłości, instynktownie się wzdrygnęła. Sama zdecydowanie wolała nie zagłębiać się we wspomnienia - ani te okropne, ani te dobre. Prawdę mówiąc, dawne dzieje i tak ją prześladowały, nie musiała nawet poszukiwać podobnych doznań.
Wystarczyło tylko, że zostawała samotnie w czterech ścianach wynajmowanego motelowego pokoju lub przypadkiem znalazła się w okolicy przypominającej jej o tym, co kiedyś się tam przydarzyło. A Seattle było przecież pełne podobnych miejsc. Praktycznie każdy zakamarek, każda uliczka była związana z pewnym bagażem emocjonalnym, jaki czasem było naprawdę ciężko unieść.
Być może to właśnie dlatego Cass nie wyglądała w tej chwili na zbyt szczęśliwą. Wcześniejsze zaniepokojenie wcześniejszym zaniepokojeniem, złość i irytacja także zaczęły powoli jej przechodzić, ale… Nieprzyjemne, nie do końca określone wrażenie nadal tkwiło gdzieś pod skórą Gardner, sprawiając, że włoski stawały jej dęba.
Nie wiedziała, jak postąpiłaby na miejscu dziewczyny i czy sama miałaby na tyle odwagi, aby wybrać się w taką podróż po przeszłości. Bądź co bądź, nie była przecież zbyt odważną osobą. Od długiego czasu sukcesywnie unikała powrotu zarówno do ojca, który przecież przyjąłby ją z otwartymi ramionami, jak i nawet do samego Albuquerque. A przecież wiedziała, jak niebezpiecznie było obecnie w Seattle. Ba, nawet mówiła o tym swojej obecnej rozmówczyni.
Czy nie lepiej byłoby zatem również się ewakuować? Jeśli nie do domu rodzinnego, to gdziekolwiek? Wsiąść w pierwszy lepszy autobus jadący w kierunku granicy, przedostając się przez nią, a następnie zaczynając imitację nowego życia. Nic jej tu przecież praktycznie nie trzymało. Wszyscy, którzy mogliby to robić, doskonale radzili sobie bez niej, odzywając się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebowali. Powinna zwyczajnie zwiać, może tak byłoby najlepiej.
Pogrążając się w chwilowym zamyśleniu, Cassie dopiero po chwili złapała się na tym, że nie odpowiedziała na pytanie zadane jej przez dziewczynę… Przez Imari, o ile takie faktycznie było imię blondynki. Sama, cóż, nie zamierzała przedstawiać się właściwym ani nawet drugim, jednocześnie poszukując w głowie takiego, które byłoby dostatecznie podobne do jej własnego. Tak, aby w razie czego można było zwalić różnicę na pomyłkę czy przesłyszenie.
- Carrie. - Powiedziała ostatecznie, uśmiechając się lekko, choć raczej niezbyt wesoło czy nawet ujmująco. Ot, jak ktoś, kto był obecnie dosyć zmęczony tym wszystkim, co działo się dookoła. - Masz pieniądze na nocleg? Potrzebujesz czegoś? - Pytając nagle, sama nie do końca wiedziała, czemu to zrobiła. Po prostu… Nieoczekiwanie przyszło jej to do głowy. Nie była przecież aż takim złym człowiekiem, by zostawiać kogoś na lodzie.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-06-24, 11:02   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Zapadła cisza. Nie było ona jednak niezręczna, czy męcząca. Obie się nad czymś zastanawiały, obie odpłynęły w rozmyślania o przeszłości. Myśli Valerie odpłynęły w stronę osoby, o której nie myślała od bardzo dawna. Samej Imari, a może raczej Marceline? Nigdy nie były specjalnie blisko ze sobą, nie była to siostrzana relacja w której zwierzałyby się sobie ze swoich najskrytszych sekretów. Prędzej już coś takiego łączyło ją i Willa, byli sobie bliżsi wiekiem, przez co Claire stała się przez to nieco wykluczona. Nie, żeby jej to specjalnie przeszkadzało wtedy, za pewne gdyby nie zniknięcie Willa, gdyby wszystko nadal toczyło się swoim poprzednim torem nadal nie specjalnie by jej to przeszkadzało. Ale wtedy była inną osobą, łaknęła towarzystwa innych ludzi, pchała się do światła reflektorów, była tym wkurzającym popularnym dzieciakiem. Śmieszne jak całe jej życie wywróciło się do góry nogami w jedną noc.
Zastanawiała się jak Imari teraz wygląda. Zawsze miała piękne blond włosy, których Claire jej zazdrościła, szczególnie, że sprawiała wrażenie, że nic a nic z nimi nie robi. Nie wiedziały się już tyle lat, a przecież mieszkały w jednym kraju. Ponoć. nagle przepełniła ją gorycz. Jeżeli tyle rzeczy okazało się być kłamstwem, jej siostra równie dobrze też mogła wcale nie studiować w Toronto. Ba, mogła nawet być tutaj, gdzieś za rogiem, pędząc na spotkanie z Hopperem, bo przecież jej by nie trzymał w niewiedzy.
Przygryzła wargę, czując, że znowu się nakręca. Nakręciła się już na tyle, że mu zwiała, ale nie chciała zrobić kolejnej głupiej rzeczy, szczególnie, że już w swoja głupotę wciągnęła kolejną osobę.
Carrie.
Podświadomie zwróciła uwagę na to, że kobiecie zajęło nieco więcej czasu przedstawienie się niż normalnej osobie, postanowiła więc nie przywiązywać się specjalnie do tego imienia.
-Tak, tak, mam wszystko. - odparła zaskoczona jej nagłą troską. Nie sprawiała takiego pierwszego wrażenie, ale najwyraźniej kryło się w niej dużo dobroci i empatii. Nagle wydała jej się być osobą z którą chciała by się zaprzyjaźnić. Chciała powiedzieć coś więcej, że jutro prawdopodobnie wyjedzie, że jest bardzo wdzięczna, że z chęcią się jej jakoś odwdzięczy. Nie powiedziała nic z tego. -Jak się wabi? - wskazała głową na psa, cały czas stojącego u boku Carrie.
[Profil]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-30, 23:54   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


|przepraszam za lichy post, ale padam na twarz, obiecuję poprawę <3

Jej towarzyszka zdecydowanie nie wyglądała na kogoś, kto miał wszystko, czego mógł potrzebować, jednak Cassie nie zamierzała naciskać. Wręcz przeciwnie. Po prostu kiwnęła głową, pamiętając, jak to było przecież z nią samą. Nie lubiła zwierzać się ludziom ze swoich problemów czy prosić ich o pomoc. Zwłaszcza teraz, gdy tyle razy już się na tym przejechała. Co tu dopiero mówić o obcych, nawet najbardziej kontaktowych i zdecydowanie zaczynających znajdować jakiś tam wspólny język. Powoli, ale niewątpliwie.
Prawdopodobnie odpowiedź na kolejne pytanie także powinna wymyślić na poczekaniu, żeby w razie czego nie dało jej się powiązać z tym konkretnym - zazwyczaj bardzo ruchliwym i atencyjnym - jack russell terrierem o dosyć charakterystycznym wyglądzie. Tak podpowiadała wszelka logika, całe doświadczenie, jakie dotychczas zdobyła zarówno w pracy, jak i we wszystkim innym. To takie pozornie nieistotne szczegóły sprawiały, że ludzie wpadali na kłamstwie.
Oczywiście, już bez tego nie była idealną oszustką, zwłaszcza teraz, gdy życie tak bardzo jej się skomplikowało. Nie chciała jednak skończyć tak jak niektórzy z tych, których widywała jeszcze podczas działań dla DEA czy FBI. Podanie prawdziwych imion rodziców, tworzących prz tym jakieś charakterystyczne połączenie, czasami stawało się ostatecznym gwoździem do trumny. O dziwo, imię zwierzaka także nim bywało, wbrew ogólnemu stwierdzeniu o tym, że przecież wielu - choć nie każdemu - psom było na imię Burek Peanut.
Jednocześnie, wiedziała jednak, jak działało dobre kłamstwo. Należało trzymać się jak najbliżej prawdy, zmieniając tylko drobne - ale znaczące - szczegóły, dzięki czemu trudniej było się pomylić. A imię psa? Wołało się dosyć instynktownie. Oczywiście, zawsze mogła jakoś się wtedy wytłumaczyć, wykręcić czy coś w ten deseń, jednakże wolała już chyba po prostu odpowiedzieć, co też zrobiła w stosunkowo szybki i naturalny sposób. W końcu nie wymyślała go na poczekaniu.
- Peanut. - To mówiąc, poczochrała psa po łbie, jednocześnie przenosząc wzrok na towarzyszkę i nikło się uśmiechając. - To nie ja je wymyślałam, ale całkiem do niego pasuje. Już nawet przestaję pamiętać, jak to było bez niego.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-07-18, 22:17   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Odwzajemniła uśmiech Carrie, nieco rozczulone spojrzenie przenosząc na psiaka. Zawsze była fanką zwierząt. Na początku nie mieli żadnego, prawdopodobnie Hopperom wystarczyła trójka dzieci, nie potrzebowali kolejnej gęby do wykarmienia, a potem... no cóż, niektóre dziewczynki miały chomiczki czy świnki morskie w internacie, a jej ówcześni opiekunowie kategorycznie odmówili wydawania pieniędzy na "takie głupoty". Potem kiedy zamieszkała sama... nawet o tym nie pomyślała, żeby jakąś istotkę do siebie przygarnąć... Może to i lepiej, szczególnie w świetle obecnych wydarzeń, bo nie ulegało wątpliwości, że czeka ją jeszcze parę wylotów i przylotów do USA.
-Mogę? - zapytała, wyciągając nieśmiało dłoń w stronę Peanuta, pytanie kierując do Carrie. Może nie lubił być dotykany przez obcych? Może tylko ufał swojej właścicielce? Wolała nie ryzykować niepotrzebnego rozdrażnienia psa i zwrócenia na siebie uwagi. To ostatnie czego by im teraz brakowało. -Długo już jesteście razem? - pytanie naturalnie jej się nasunęło, kiedy usłyszała słowa kobiety. Przez chwilę jakby zapomniała o zagrożeniu, o tym, że dopiero się poznały, że wszystko zaczęło się od drobnej kradzieży, a skończyło prawie katastrofą. Wpatrując się w brązowe oczy psa, zapomniała się, poczuła prawie normalnie. Jego przecież to wszystko nie dotyczyło, nikt nic zwierzętom jeszcze nie udowodnił, oficjalnie genu X nie miały, a przynajmniej Valerie nic na ten temat nie słyszała. Chociaż kto wie, może ktoś gdzieś w jakimś laboratorium pracował na jakimś psie zainspirowany tym z Maski. W końcu kto by nie chciał nadprzyrodzonego czworonoga z zielonym pyskiem, nie? -Zawsze chciałam mieć jakieś zwierzę, ale jakoś nigdy nie było po drodze. - westchnęła cicho.
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5