Poprzedni temat «» Następny temat
Iced cold foam cappuccino
Autor Wiadomość
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-17, 11:51   Iced cold foam cappuccino
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Przez pewną chwilę myślała, że wszystkie jej rzeczy po prostu przepadły, zostały spalone, bądź przejęte razem z całym terenem Black Lake Bible Camp przez GC i DOGS. Jaka była jej ulga, gdy w rozmowie z Tildą okazało się, że gdy ta wyprowadzała się z obozu, pomyślała także i o rzeczach Fay, które wrzuciła do niewielkiej, czarnej torby sportowej i zabrała ze sobą.
Nie było tego dużo. Trochę ubrań, jakieś buty, kosmetyczka. Niby nic, jednak gdy myślała, że musiałaby wszystko sobie na nowo kompletować... zwyczajnie nie miała do tego głowy. Jak i zresztą do niczego innego.
Wstępny zestaw ratunkowy odebrała od Rogera. W swoim garażu trzymał jej grata, który powoli przestawał nadawać się do określania mianem samochodu oraz inną torbę w jego bagażniku połową jej oszczędności. Druga część... cóż, obawiała się, że mogła zostać w bractwie, w końcu nie przypominała sobie, żeby wspominała nawet Wallace o skrytce pod podłogą w swojej sypialni. No niestety.
Tym razem to ona się spóźniła, chociaż nienawidziła tego robić. Ale była zmęczona, była rozkojarzona i mimo, że znała miasto dość dobrze, to i tak pomyliła ulice, trochę nadkładając drogi. Potem doszły do tego małe problemy z zaparkowaniem, jednak ostatecznie zjawiła się w niewielkiej kawiarence te pięć minut po czasie. Bardzo szybko odnalazła w środku przyjaciółkę, do której stolika od razu skierowała swoje kroki.
- Hej - przywitała ją, przytulając się do niej na przywitanie i może robiąc to troszkę dłużej, niż planowała na początku, jednak... oh, naprawdę dobrze było ją widzieć. Tym bardziej, że gdy usłyszała od Cass o odwyku, naprawdę się martwiła.
- Co u ciebie? Jak sobie radzisz? - spytała, siadając naprzeciwko i ściągając z głowy bordową czapkę z daszkiem, którą podkradła Ronniemu na czas wypadu z ich wspólnej kryjówki. W końcu ostrożności nigdy za wiele, a często taka mała pierdółka w postaci nakrycia głowy i okularów przeciwsłonecznych potrafiła skutecznie ukryć twarz przez widokiem kamery.
Widząc, że Wallace już wcześniej coś zamówiła, postanowiła poprosić o to samo, gdy tylko kelnerka zbliżyła się do ich stolika.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-21, 16:51   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


O Wallace można było powiedzieć naprawdę wiele, ale jednego nie można jej było zarzucić. Kiedy na kimś jej zależało… była w stanie zrobić naprawdę dużo. Martwiła się o Fay. Odkąd tylko dziewczyna odeszła z obozu i ruszyła na samobójczą akcję… Matilde cały czas zastanawiała się co z Murphy. Może powinna zadzwonić wcześniej, może powinna napisać smsa, ale to nie byłoby mądre posunięcie. Fay mogła wpaść w tarapaty, a jakiekolwiek kontakty mogły nieść zagrożenie dla samej Wallace. Dlatego Matilde po prostu cierpliwie czekała na jakiekolwiek znaki, jednocześnie pogrążając się we własnym dramacie.
Czy dzisiejsze spotkanie z Murphy było rozsądne? Wallace nie była co do tego przekonana. Jeśli dobrze zrozumiała ze słów Cassandry, jak i samej Fay… dziewczyna trafiła pod obserwację DOGS. Dlatego wciąż istniało jakieś prawdopodobieństwo, że spotkanie z przyjaciółką nie należało do najbezpieczniejszych. Ale mimo wszystko Matilde chyba jednak należała do garstki tych ludzi ze skłonnościami masochistycznymi. Nie zastanawiała się nawet zbyt długo. Po prostu pojawiła się we wskazanym miejscu i zamówiła dla siebie kawę.
I kiedy tylko natrafiła spojrzeniem na zbliżającą się Fay, Wallace uniosła kąciki ust, zaraz po chwili odwzajemniając uścisk. Dobrze ją było widzieć żywą. Jakiś niewidzialny ciężar chyba właśnie spadł z jej ramion. Może i były dla siebie obce, ale przez tych kilka miesięcy w obozie... Murphy była dla niej jak rodzina.
– Hej – wyrzuciła z siebie, kiedy tylko dziewczyna postanowiła zająć miejsce naprzeciwko. Matilde spuściła głowę w dół, jednocześnie pod stołem przesuwając butem sportową torbę w kierunku Murphy. – Myślę, że o niczym nie zapomniałam.
A potem upiła łyk swojej kawy, czekając z odpowiedzią, aż kelnerka zostawi je w spokoju. Po części chyba też potrzebowała trochę czasu, by w ogóle ogarnąć, co powinna powiedzieć. Tak dużo się wydarzyło, ale nic czym wypadałoby się w ogóle chwalić…
– W porządku. Miałam szczęście, że odeszłam z Bractwa przed całym tym syfem.. – i na moment umilkła, chyba zdając sobie sprawę, że nie powinna o tym wspominać. Zwłaszcza, że najprawdopodobniej nic z tego nie wydarzyłoby się, gdyby nie ta cała akcja, w której udział brała Fay. Wallace przygryzła wargi, by po chwili gestem głowy wskazać na bordową czapkę i unieść wysoko brew.
– Jesteś bezpieczna?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-22, 17:06   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdyby Fay wiedziała, że swoją obecnością może zaszkodzić Tildzie, nigdy, ale to nigdy nie zgodziłaby się na spotkanie. Ale tak? Lokalizator miała wyciągnięty, każdy z ich grupy w znany sobie tylko sposób pozbył się nadajnika i jakoś wydostał się spod oka dogs. No, przynajmniej to zrobili ona i Ronnie, bo o reszcie nie miała pojęcia. Dodatkowo przyjeżdżając tu nie było minuty, w której nie kontrolowałaby sytuacji w tylnym lusterku na wypadek, gdyby ktoś miał ją śledzić. Wszystko było w porządku, więc wydawało jej się, że była stosunkowo bezpieczna. Wallace w jej towarzystwie też.
Nie miała zbytnio ochoty na kawę... właściwie to na nic nie miała, ale zdawała sobie sprawę, że jeśli niczego nie zamówi, może wyglądać dziwnie. A przecież chodziło o to, żeby wmieszać się w tłum.
Zerknęła pod stół czując, jak przesunięta w jej kierunku torba dotknęła jej nogi. Teraz nie miała zamiaru jej otwierać, ale korciło ją żeby zapytać, czy przypadkiem nie znalazła kilku tysięcy dolarów w gotówce, ukrytych pod podłogą w ich wspólnym pokoju. Pewnie nie, w końcu Fay za bardzo nie chwaliła się swoimi małymi oszczędnościami. Tilda nie był niczemu winna, skoro nie mogła o tym wiedzieć.
- Dzięki, to naprawdę wiele ułatwi - uśmiechnęła się kątem ust, jednak postanawiając nie pytać teraz o pieniądze. Jeśli potem zajrzy do torby i będą, to w porządku, a jeśli nie, Matilde nigdy się o tym nie dowie, a ona jakoś poradzi sobie z tym małym problemem.
- Chodziło mi bardziej o to, że Cass wspominała coś o odwyku... - powiedziała na słowa dziewczyny, które na nowo uderzyły w to, z czym zmagała się od ostatnich dni - Ale cieszę się, że to cię ominęło. Rzeczywiście miałaś szczęście, czego niestety nie można powiedzieć o pięćdziesięciu innych osobach - dodała czując narastającą w gardle gulę. Minęły dopiero cztery dni, a to było zbyt mało czasu, żeby jakoś się z tym wszystkim pogodzić, jakoś sobie to poukładać. Odczucia i emocje były wciąż świeże, te same wtedy, gdy Cass powiedziała im o ataku na bractwo - Nie musisz nic mówić. Aż za dobrze wiem, że to między innymi moja wina - powiedziała, a sekundę później znowu podeszła do nich kelnerka, niosąc kawę Fay. Zły moment, naprawdę, chociaż i tak Murphy udało się zmusić do uśmiechu i krótkiego "dziękuje" mimo, że do oczu powoli napływały jej łzy.
- Tak... razem z Ronnim znaleźliśmy bezpieczne miejsce poza miastem. Jutro odbieramy Penny od Mike'a i na razie skupimy się na tym, żeby jej pomóc i jeśli się uda, to wywieźć ją z daleka od tego wszystkiego.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-22, 18:26   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fakt, że Wallace nie wiedziała nic o pieniądzach Fay tylko wyszedł Matilde na dobre. Bo gdyby tylko brunetka wtedy znalazła tą kasę.. z całą pewnością wymieniłaby te dolary na naprawdę dobrej jakości towar. Bez żadnych skrupułów. Skoro miała się zaćpać, chyba moralność tutaj nie miała żadnego znaczenia. Nie w tej sprawie. Nie dla osoby, jaką była. Być może to, że Wallace wciąż jeszcze żyła i tu siedziała wynikało właśnie dlatego, że nie stać ją było na czystszą heroinę. Chyba nie chciała się za bardzo nad tym zastanawiać. Po prostu posłała Murphy nikły uśmieszek, jakby chcąc tym podkreślić, że to naturalne, że wzięła jej rzeczy. Nie była jednak dobra w jakieś grzecznościowe pogawędki, więc chyba właśnie dlatego wolała to wszystko przemilczeć i skwitować jedynie mimiką twarzy.
– Och – najwidoczniej nie musiała się niczym chwalić, bo ktoś postanowił się pochwalić za nią. Ale chyba nie była zła. Po prostu… takie wieści się rozchodziły. Nie mogła jednak nic poradzić na to, że w jej głowie niemal od razu pojawiła się ta myśl, że zawaliła. Że zawiodła. I choć bardzo chciała sobie teraz obiecać, że już nigdy więcej nie popłynie… przecież doskonale wiedziała, że miała tę obietnicę złamać.
– Taaa... ale przynajmniej ci z rządu też nieźle oberwali – zaznaczyła, właściwie dopiero po wyrazie twarzy Murphy zdając sobie sprawę jak bardzo zawaliła. I nawet nie miała zamiaru się rozwodzić nad tym, jak beznadziejna była w mówieniu czegoś na pocieszenie. Czy naprawdę sądziła, że martwi rządowcy jakoś ułatwią sprawę? Wallace spuściła wzrok na swoją rękę, by delikatnie podwinąć rękaw i pokazać Fay dwie nowe blizny na przedramieniu.
– Nie biorę już od tygodnia i jest cholernie ciężko, ale chyba pierwszą najgorszą fazę mam już za sobą. Kolejna pewnie dopiero za kilka tygodni. – chyba powiedziała to tylko po to, bo chciała, by Fay przestała się zadręczać. Ale to raczej w ogóle nie było możliwe. O czym się przekonała wraz z kolejnymi słowami Fay. Nie mogła jej wyprowadzić z błędu. Obie wiedziały, że Fay przyczyniła się do tej masakry. W Bractwie też była spalona. I choć Wallace nie utrzymywała za bardzo kontaktów z nikim kto pozostał przy życiu, zbyt dobrze znała realia.
– Najbardziej winna temu co się stało jest Colleen – odpowiedziała z cichym westchnięciem, jednocześnie spuszczając wzrok na kubek z kawą i biorąc z niego dużego łyka. Nie chciało jej się pić. Chyba po prostu chciała uniknąć tego spojrzenia Fay. Po raz kolejny Wallace zdała sobie sprawę z tego jak beznadziejna była w relacjach międzyludzkich.
– Więc wszystko z nimi w porządku? – spytała w końcu, chyba odczuwając jakąś ulgę. O ile Mike nie do końca ją interesował to losy tej małej nie były Wallace obojętne. – Jeśli potrzebujesz w czymś pomocy to możesz na mnie liczyć – miała jakieś tam kontakty. Była pewna, że gdyby Fay i Ronnie mieli jakieś problemy ze znalezieniem Penny domu, czy przerzuceniem jej przez granicę to chyba była w stanie pomóc.
– Co z innymi? Leon, Andy, Bartowski? – spytała po chwili. To był drażliwy temat, ale ciekawość wygrała.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-23, 12:17   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy w tym momencie wydała Cass? Czy Tilda mogłaby mieć do niej żal o to, że wygadała się przed Fay? Miejmy nadzieję, że nie.
No ale już trudno, czasu się nie cofnie. Murphy może też mogła zapytać o co w nieco delikatniejszy sposób, ale chyba jakoś nie miała do tego głowy. Nie pomyślała.
Nie, martwi rządowcy nie ułatwiali sprawę. Też byli ludźmi, też zginęli podczas ataku na bractwo, a gdyby nie ona i ich misja, nie ucierpiałby nikt. Nie powiedziała tego jednak na głos wiedząc, że Tilda chciała dobrze. Chciała ją pocieszyć, jednak... na tą chwilę chyba nikt ani nic nie byłoby w stanie tego zrobić.
- To dobrze. To znaczy... dobrze, że z czasem będzie lepiej. Mieszkasz z kimś? Chyba nie powinnaś być teraz sama... - powiedziała, marszcząc lekko brwi, bo nie mogła powiedzieć, żeby czuła się dobrze w tym temacie. Sama od używek trzymała się raczej z daleka, nie licząc jakichś tam małych prób. Nawet alkoholu nie piła za często. Musiałoby być naprawdę bardzo źle, żeby zobaczyć ją w stanie głębokiej nietrzeźwości.
- To nie Colleen tam pojechała - odparła cicho. Wiedziała, że Tilda nie lubiła Marie, ale Fay nie widziała sensu w zwalaniu na nią winy za całe zło wszechświata. Może gdzieś po części też do tego doprowadziła, ale na pewno nie ponosiła za to największej odpowiedzialności - Przykro mi, Till... naprawdę nie miałam pojęcia, że tak to się skończy... obóz nigdy miał na tym nie ucierpieć... każdy odpowiadał za siebie, a ja... nawet miałam nie wchodzić do środka, tylko... tylko rozejrzeć się za Sophie. Ale wypuścili pajęczaki - powiedziała, z każdym słowem jakby ściszając głos, a po wszystkim przygryzając lekko drżącą dolną wargę. Dobrze, że byli w miejscu publicznym, co prawda niezbyt obleganym, ale wciąż wśród ludzi. Chyba tylko to powstrzymywało Fay przed rozklejeniem się. Ale cóż... mówiła o tym chyba pierwszy raz od tamtego dnia, bo nawet będąc z Ronnim, jakoś żadne z nich nie miało ochoty poruszać tego tematu. Każde z nich po prostu próbowało jakoś się z tym pogodzić, jakoś poradzić. Osobno, albo razem.
- Tak. Byli w trakcie przenosin, Mike zabrał ją wcześniej - pokiwała lekko głową. W tym przypadku też cholernie dużo zdawało się zależeć po prostu od szczęścia. Bo gdyby zostali w obozie dłużej... Murphy nawet nie chciała o tym myśleć.
Na kolejne słowa też jedynie skinęła głową. Na razie Tilda i tak zrobiła dużo, przywożąc jej jej rzeczy. Jedno zmartwienie z głowy. A co do przyszłych to jeszcze nie zdążyła się dobrze nad nimi zastanowić. Wciąż jeszcze nie mieli ostatecznego planu działania.
- Z Andym dobrze, z Aaronem już też. Był mały problem, ale już doszedł do siebie - rzuciła, najgorsze zostawiając na koniec - A Leon... nie mam pojęcia. Nie wyszedł razem z nami i myślę, że on... on chyba nie przeżył - zakładała najgorsze, chociaż dla niej ta sprawa nie była jeszcze zamknięta. Z pewnością będzie chciała dowiedzieć się czegoś więcej w tym temacie, chociaż na razie jeszcze nie miała pojęcia w jaki sposób to zrobi.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-24, 12:00   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Dopiero co wyszłam z odwyku, więc na razie zatrzymałam się w motelu, ale raczej wrócę do pracy, więc nie będę sama – mruknęła, nawet nie zdając sobie sprawy z tego ile było w tym prawdy, a ile tak naprawdę kłamstwa. Nie, nie powinna być sama, ale takie czasy. Po prostu chyba liczyła, że Hopper jak najszybciej zrobi to wszystko co miał zrobić i może wtedy… Huh.
– No właśnie. Może gdyby pojechała z wami, albo zrobiła coś znacznie wcześniej.. – tu już nawet nie chodziło o jakiekolwiek sympatie. Po prostu Colleen była chujowym przywódcą. Nie dorosła do takich rzeczy. I bynajmniej Wallace nie była kimś komu jakoś szczególnie zależało na siłowych rozwiązaniach, po prostu… za dużo zła się działo dookoła, by siedzieć bezczynnie i czekać.
– Fay, przestań przepraszać – burknęła cicho, wreszcie przenosząc na nią spojrzenie i nawet zdobywając się na taki gest, jak położenie swojej dłoni na ręce Murphy. Wallace nie miała jej przecież tego za złe. Tak, może i ludzie zginęli. Tak, może i przyczyniła się do tego. To była trudna sytuacja, ale Fay nie powinna się aż tak obwiniać. Po prostu.. stało się. Trzeba było nauczyć się z tym żyć.
– Najważniejsze, że przeżyłaś. Z czasem sobie to wybaczysz – mógłby zginąć nawet i cały obóz, po prostu to dla Matilde nie miało aż tak dużego znaczenia. W końcu sama Wallace była dobrym przykładem na to, że takie rzeczy można było sobie przebaczyć. Potrzebowała czasu i tyle. Ludzie też jej wybaczą. To co zrobiła może było misją samobójczą, ale był to akt odwagi. Być może miała zainspirować tym innych mutantów, być może wynikną z tego jeszcze jakieś dobre rzeczy. Rewolucja, czy coś. Najważniejsze, by śmierć tych ludzi nie poszła na marne. Na wiadomość o tym, że z pozostałymi było okej jedynie skinęła głową. Przecież na dobrą sprawę jej nawet nie obchodzili. Po prostu była ciekawa. Jednak ten cały Leon… To było dziwne uczucie. Kiedyś, przez jakiś naprawdę krótki czas, przecież nawet potrafili się ze sobą dogadać.
– Być może po prostu zostawili go dla siebie – chyba fajnie byłoby w to wierzyć, chociaż w tym wypadku nie była do końca przekonana, czy śmierć nie była lepszym rozwiązaniem.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-25, 11:48   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Pokiwała jedynie głową na słowa Tildy. Naprawdę nie miała o tym zbytniego pojęcia, ale to, o czym mówiła Wallace, wydawało się rozsądne. Powrót do pracy, zajęcie czymś myśli, żeby nie błądziły w niepożądanych kierunkach. Mając zajęcie i nie wiedząc kiedy mija czas, zdecydowanie mniej myśli się o innych rzeczach. Tak przynajmniej bywało w teorii, kto wie, o tym, czy w tym konkretnym przypadku zadziała wiedziała tylko Tilda.
- Może - mruknęła pod nosem, jednak bez większego przekonania. Zresztą, teraz nie było co gdybać. Stało się, nawalili i nic nie mogło tego faktu zmienić.
Może i trzeba było nauczyć się z tym żyć, jednak na ten moment po prostu nie było to łatwe. Nie wiedziała, kto dokładnie stracił życie, kto został pojmany. Nie mogła się z wieloma osobami skontaktować, więc nie miała pojęcia, czy niektóre osoby, które wcześniej znała, dane jej będzie usłyszeć czy nie. A nawet jeśli jakimś cudem nikt, to był jej bliski nie stracił życia, to przecież inni też mieli znajomych, rodziny... wszyscy przeżywali teraz swoje małe dramaty w związku z tym, co miało miejsce. To ich powinna przepraszać. Za to, jak cholernie samolubna była, za to, jak pojechała tam w interesie mając jedynie zobaczenie Sophie. Dopiero na dalszych miejscach była chęć pomocy schwytanym mutantom, chociaż... w trakcie akcji te wszystkie intencje i tak uległy wymieszaniu. Nawet nie miała kiedy rozejrzeć się za siostrą, gdy wszystkie jej działania były skoncentrowane na próbach pomocy Ronniemu, Leonowi i reszcie.
- No chyba, że dogs wypuściło nas doskonale wiedząc, że wyrzuty sumienia same nas wykończą. Nie zdziwiłabym się - rzuciła, uśmiechając się ponuro pod nosem. I o ile do tej pory nie ruszała ręki, na której Tilda ulokowała swoją dłoń, tak teraz cofnęła ją, niby po prostu po to, żeby napić się łyka zamówionej kawy. Tak naprawdę jednak jakoś nie czuła się z faktem, że ktoś próbował ją pocieszyć. Nie uważała, żeby na to zasługiwała.
Nawet, jeśli coś miało z tego wyniknąć, rewolucja, jakaś kolejna akcja, to Fay nie chciała brać w niej udziału. Miała zwyczajnie dość. Bała się kolejnych niepowodzeń, kolejnych przykrych konsekwencji, więc może najlepiej będzie zabrać się za coś, czego nie można było spieprzyć. Pomocy Penny. W najgorszym przypadku po prostu się nie uda, ale przynajmniej nikt z tego powodu nie ucierpi.
- Dlaczego akuratnie jego? Dlaczego wszyscy inni wyszli? - pokręciła głową, chociaż wiedziała, że Tilda nie będzie potrafiła odpowiedzieć jej na te pytania. Sama zadawała je sobie dość często przez ostatnie dni i wniosek był jeden. Nie żył. Bo w to, że postawił na współpracę z dogs nie miała zamiaru uwierzyć.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-26, 15:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace jedynie skinęła głową. Zupełnie, jakby tym jednym gestem chciała przekonać Fay do swoich racji, ale przecież doskonale wiedziała, ze to nie miało w niczym pomóc. Murphy miała poczucie winy. I czy Matilde naprawdę powinna się temu dziwić? Przecież sama czuła dokładnie to samo. Być może w nieco lżejszym stopniu, bo w końcu przez nią zginęła tylko jedna osoba, a nie pięćdziesiąt, ale… liczba nie miała żadnego znaczenia. I Wallace chyba nawet chciała w jakimś stopniu pomóc Fay poradzić sobie z tym wszystkim, ale po prostu nie miała pomysłu jak to zrobić. Nie nadawała się do takich sytuacji, a jakiekolwiek wypadające z jej ust słowa mogły być wyjątkowo krzywdzące. W końcu nie miała tej bariery. Nie znała się na empatii. Była.. po prostu bezradna.
– To by miało sens – stwierdziła w końcu, obserwując kątem oka jak Fay cofa swoją rękę. Matilde przygryzła dolną wargę, ale nie skomentowała tego. Po prostu głupio udała, że uwierzyła Fay w tą nagłą chęć napicia się kawy. Ciężko jej było patrzeć na taki stan przyjaciółki, ale z drugiej strony, czy w ogóle była w stanie temu zapobiec? DOGS z pewnością ich wypuściło dla swoich celów i szczerze mówiąc, lepiej dla wszystkich, by tu faktycznie chodziło jedynie o „wyniszczające poczucie winy”. W przeciwnym wypadku mieli przejebane.
– Skrzywdzili cię? Jak tam byłaś? – chciała chyba wiedzieć. Nie widziała na ciele Fay żadnych obrażeń, ale jeśli były one ukryte pod ubraniami to może i Wallace byłaby skłonna użyć swoich magicznych rączek. Obiecała sobie, że nie będzie leczyć nikogo oprócz Hoppera, ale to była Fay. To była jej młodsza siostra.
– Może on nie chciał wyjść…? Może chciał tam zostać – odparła po chwili zawahania. Nie znała Leona aż tak dobrze, ale to była osoba, która nie dałaby sobie zrobić krzywdy. Był samolubny i coś podpowiadało Wallace, że mógłby zrobić naprawdę wiele tylko po to, by przeżyć.
– Wiesz jaki on był. To znaczy jest. – dodała, szybko poprawiając swoje przejęzyczenie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-06-29, 14:34   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Uśmiechnęła się kątem ust. Tak, miałoby, chociaż w tej chwili trochę ironizowała. Mogła się tylko domyślać, jakie były prawdziwe pobudki dogs, bo w zwyczajne puszczenie jakoś nie mogła uwierzyć. Chyba, że rzeczywiście mieli nadzieję, że dzięki lokalizatorom doprowadzą ich do części bractwa, która ocalała z ataku. Albo po prostu wiedzieli, że niedługo cele będą potrzebne na większej ilości schwytanych, a oni... cóż, byli uważani za zdrajców. Ludzie nie mieli im tego szybko zapomnieć, nie mówiąc już o tym, że co niektórzy będą chcieli jakoś ukarać ich za to, co się stało.
- Nie... zresztą nie wiem, nie pamiętam nic z pobytu tam. Nic mi nie jest w każdym razie - odparła, kręcąc lekko głową. Zresztą, nie chciała o tym myśleć. To, co tam się stało było dla niej jedną wielką tajemnica i nie czuła się gotowa, żeby ją poznać. W tym przypadku niewiedza była chyba lepsza. Zresztą, byli inni, którzy chcieli odzyskać wspomnienia. Na przykład Ronnie. Wierzyła, że gdyby dowiedział się czegoś istotnego, powiedziałby jej o tym. Zaufała mu w tej kwestii.
- Może masz rację... w końcu chciał odnaleźć swoją matkę... może rzeczywiście tak się stało - powiedziała cicho, chyba starając się przekonać głównie samą siebie. Z drugiej strony nawet w tym przypadku... co zyskałby zostając tam? Będąc wewnątrz miał niewielkie szanse, żeby jej pomóc i mimo wszystko coś czuła, że nie jest to właściwa odpowiedź.
- Wiem - przytaknęła, uśmiechając się słabo, jakby naprawdę uwierzyła w to, co mówi Tilda, nie zwracając uwagę na to, w jaki sposób to powiedziała. Cokolwiek by się tam nie wydarzyło, Fay i tak miała zamiar dowiedzieć się, jak to wszystko się skończyło. Inaczej chyba nigdy nie będzie w stanie na dobre zamknąć tego rozdziału.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-01, 12:49   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Nie pamiętasz? – powtórzyła po niej, mrużąc przy tym oczy. Nie zabrzmiało to jednak tak dobrze, jak Wallace by tego chciała. Wierzyła Fay, ale z jakiegoś powodu ta sceptyczna nutka po prostu niepostrzeżenie wdarła się do jej głosu. Może gdyby chociaż trochę potrafiła zrozumieć emocje innych ludzi, byłoby jej łatwiej pocieszyć Murphy. Ale u licha, Matilde miała wrażenie, że lepsze samopoczucie nie było w ogóle możliwe. Zwłaszcza w tej sytuacji.
– Wyparłaś to ze swojej pamięci, czy ktoś.. ci to zrobił? – z całą pewnością nie powinna kontynuować tego tematu, ale nie potrafiła tak po prostu przestać. To było ważne. Nie tylko ze względu na Fay, ale ogólnie. W każdym razie z dziwną ulgą przyjęła fakt, że Fay nie potrzebowała medycznej pomocy. Po pierwsze przynajmniej oszczędzono jej fizycznego bólu, a po drugie… Wallace nie była do końca przekonana, czy byłaby w stanie jej w ogóle pomóc
– Byłaś z nim blisko? – spytała po chwili. To by chyba miało sens. Trzymali się razem, Fay za nim najwidoczniej tęskniła. Czy to było możliwe, że łączyło ich coś więcej? Wcześniej o tym nie myślała, ale teraz…? W tej sytuacji? Chyba nawet Matilde zrobiło się trochę głupio, że dopuściła do tej dziwnej relacji między nią a Leonem. Może gdyby zdawała sobie sprawę z rodzaju relacji Fay i Hawthorne’a… Matilde przełknęła ślinę. Dziwnie było mieć wyrzuty sumienia. Całkiem nowe i niespodziewane uczucie, którego już po kilku sekundach miała dość. Jak ludzie mogli z tym żyć?
– Nie da sobie zrobić krzywdy – dodała jeszcze. Na tyle ile znała Leona była wręcz tego pewna. Potrafił walczyć o swoje. Potrafił walczyć o siebie. Matilde westchnęła ciężko, by upić łyka kawy, jednocześnie zawieszając spojrzenie na Murphy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-07-01, 22:41   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie. I może lepiej niech tak zostanie - powiedziała cicho, spuszczając wzrok na swoją filiżankę. Wszyscy inni chcieli przypomnieć sobie to, co działo się podczas pobytu w dogs. Ronnie już nawet załatwił sobie odświeżanie pamięci u Cass, jednak ona nie poruszała tego tematu. Chyba bała się, że to, czego się dowie zwyczajnie ją przytłoczy. Że będzie to zbyt dużo złych wspomnień, z którymi nie będzie potrafiła sobie poradzić - To chyba sprawka jakiegoś mutanta - dodała, bo jednak pewne krótkie i niewyraźne przebłyski z tamtych dni miała. Jeden dotyczył tajemniczej postaci, przed którą została posadzona i... miała wrażenie, że jej przypuszczenia były słuszne. Czuła, że od tego właśnie zaczął się jej problem z pamięcią. I z tego, co wiedziała, inni mieli podobnie.
- Przyjaźniliśmy się - odparła krótko, bo chyba niekoniecznie chciała przeprowadzać tą rozmowę. Nie tutaj, gdzie była tak bardzo odsłonięta, otoczona ludźmi. Jakoś się trzymała, ale tylko wtedy, gdy nie poruszała pewnych tematów.
- Mógł nie mieć większego wyboru - mruknęła tylko czując, jak w oczach zapiekły ją łzy. Nie, nie mogła, nie chciała o tym rozmawiać... nie tutaj. Nie w ten sposób - Przepraszam cię, ja... ja chyba powinnam już iść. Mam jeszcze... mam jeszcze coś do załatwienia - wymruczała, spuszczając wzrok, bo lewą dłoń wsadzała już do kieszeni spodni, żeby wyciągnąć z nich kilka dolarów, jako należność za kawę, którą ledwo co upiła. Nie powinna tak marnować pieniędzy, szczególnie teraz, ale trudno, to była jedna i ostatnia taka sytuacja - Dzięki za torbę. Do zobaczenia, trzymaj się Till - dodała jeszcze szybko, zmuszając się do lekkiego uśmiechu, jednak potem już wstała z miejsca, sięgając pod stół po swoje rzeczy i opuszczając kafejkę.

//zt x2
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5