To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

S. Ackerman - #1

Sage Ackerman - 2018-04-13, 18:59

Nowy dzień, stara Artemis. Obsypią ją złotem za znoszenie tych sarkastycznych zgryźliwości, które usprawiedliwiał jedynie obecny stan rannej. W normalnych warunkach, była to jej osobowość, jakiej ani trochę nie zazdrościła.
- Ciężko jest być tobą. – podsumowała od niechcenia, pocierając swędzący nos przy płatku. Nie było to ani złośliwe, ani cyniczne. Zwyczajnie, przeciętnie prawdziwie, a przy dopełniającym obrazku połknięciu bez popitki dwóch tabletek na raz zabrzmiało jak cytat z jakiegoś under Indie filmu, pełnego głębokich przemyśleń o sensie życia lub jego braku. Takim na śmierć. Obróciła się ostrożnie na plecy, zwieszając jedną nogę z łóżka i nabrała głęboko powietrza, uspokajając nagły wyrzut adrenaliny. – I tak tu zostaniesz – sprostowała Artemis z zamkniętymi oczami. – Wczoraj ci o tym mówiłam. – i wcale nie było to wytykanie pamięci jak u złotej rybki, pamiętała, że gorączka potrafiła namieszać w głowie człowieka tak bardzo, iż dni, rozmowy, a nawet czynności zlewały się ze sobą do tego stopnia pomiędzy jawą, a snami, iż ciężko odróżnić, co jest prawdą, a co tylko wytworem podświadomości. Schowanie tabletek pod poduszkę było tym pierwszym i próbowała zapamiętać, aby coś z nimi poczynić, gdy już teren będzie czysty.
Cisza w domu przerwał dźwięk lecącej wody. Stary brał prysznic, czyli istniało spore prawdopodobieństwo, że zniknie lada moment, ale na wszelki wypadek sięgnęła po telefon do kieszeni. Uniosła urządzenie na wysokość twarzy, niepocieszona stwierdzając dotkliwy brak powiadomień od brata. Dlaczego tyle z tym zwlekał?
- Na wszelki wypadek, musimy wymyślić historię, dlaczego leżysz akurat u mnie w łóżku... - odwróciła komórkę w poziomie i otworzyła kartę z nowym smsem. Nie lubiła pisać jedną ręką wiadomości. - …i kim w ogóle jesteś, aby wyszło wiarygodnie, gdybyś miała nieprzyjemność poznania go. – przerwała w połowie pierwszego słowa na ekranie, aby odwrócić głowę, spoglądając z bliska na Artemis z konsternacją. – Jakieś propozycje? – bo ona miała przynajmniej dziesięć wersji, które mogła zerżnąć ze scenariuszy teatralnych, ale żaden z nich nie dotyczył normalnego człowieka, a nordyckich bogiń, łachudrów, zabijaków i trolli. Za dużo RagnaROCK’a, za dużo.

Artemis Danvers - 2018-04-13, 20:55

- Wczoraj go tutaj nie było - dźwignęła się na łokciach i rozejrzała dookoła, jakby była gotowa lada moment się poderwać do działania - więc pora na zmianę planów. Gdzie mój plecak i telefon? I kluczyki?
Jeszcze tylko nie wiedziała czym jest to działanie, które chce podjąć, ale nie miała wątpliwości, że chce to zrobić teraz. Byłoby łatwiej gdybym nie był daltonistą (chyba pora obejrzeć Shreka jeszcze raz, bo mi w głowie siedzi), gdyby nie była tak wymęczona i gdyby proszki w końcu kopnęły na tyle, by rwący ból nie utrudniał jej skutecznie podejmowania jakichkolwiek gwałtowniejszych ruchów. I ta cholerna gorączka, Artemis miała wrażenie, że połowa jej umysłu jest zasnuta mgłą, której nie mogła się pozbyć, co tylko frustrowało ją jeszcze bardziej. Potrząsnęła lekko głową, próbując się jej pozbyć, ale nijak nie pomogło.
Na szczęście nie była na tyle narwana, żeby teraz próbować wyjść z łóżka, stoczyć siępo schodach i wychodzić z domu. poczeka do nocy.
- powiedz mu, że jestem twoją lesbijską kochanką, którą ściga okoliczna mafia za niedanie dupy w zamian za ostatnią działkę.
Odpowiedź była byle jaka i zbywająca, bo Artemis nie tyle skupiała się na tym, co dziewczyna ma jej do przekazania, co na analizie całej sytuacji - próbowała wyciągnąć jakieś wnioski z tego, w jakim jest teraz stanie, z obecności mężczyzny w domu i tego, jak to wszystko może się skończyć, ale cholera, nie myślała trzeźwo. To wszystko było jedynie mętlikiem w jej głowie i czuła się jak dzieciak, bo wiedziała, że powinna coś zrobić, tylko nie wiedziała co. Z cichym sapnięciem opadła z powrotem na poduszkę - noga i tak nie pozwalała jej teraz na żadne brawurowe wyczyny.
Obecnie nie spodziewała się, że facet znowu zamajaczy na horyzoncie, ale też miało go w ogóle nie być do końca tygodnia, więc Artemis naprawdę nie rozumiała nie wykorzystania okazji (jaką było branie przez niego prysznica) i nie zabranie jej do piwnicy. Swojego stanu fizycznego nie brała za dostateczną odpowiedź, jeszcze siedziała i oddychała i nawet się przemieszczała (jakoś) ergo - nie było z nią źle. A piwnica była luksusem w porównaniu do miejsc, w których zdarzało jej się bywać. Z tą myślą spojrzała na Sage.
- Czy możesz pozostawić swoje dziecięce fantazje i po prostu wsadzić mnie do piwnicy, dzięki czemu obydwie będziemy bezpieczniejsze? - Skrzywiła się pod koniec, bo cisza, jaka zapadła po jej słowach oznaczała, że prysznic się skończył. Okazja przepadła. - Wyślij go do sklepu po marchew, czy innego chuja, to będzie dość czasu na to.

Sage Ackerman - 2018-04-15, 13:52

- Bezpieczne, zwolnij konie.
Potrzebowały planu, to prawda, ale nie takiego, który zakładał eksmisję Artemis w stanie skazującym ją albo na złapanie przez D.O.G.S., albo dostanie od losu paskudztwa wyżerającego od środka przez naruszoną ranę, bo to było akurat oczywiste, że Danvers na wolności nijak zadba o swoją nogę, a bez odpowiednich środków nie pociągnie długo. Chciałaby uznać to za chwilowy zryw gorączki – to jak i kompletnie nietrafne przywary, na które zareagowała jedynie wywróceniem oczu i cichym, zirytowanym warknięciem – ale nie od dziś wiedziała, że ten typ tak miał. W gorącej wodzie kąpana, jak diabli choć i oni wychodzili na jej tle całkiem nieźle.
Poskubała mostek nosa, zamykając oczy mocno, próbując obmyślić cokolwiek sensownego, co nie wymagałoby przeniesienia Danvers do piwnicy w trybie natychmiastowym, gdzie warunki były żadne dla jej rany. Ani wilgoć po zimie, którą na słowo honoru eliminował kondensator, ani niewygodna kanapa, na jakiej więcej było faktycznego wiercenia się niż spania – sprawdziła na sobie.
- Możesz się przymknąć na chwilę? Ponoć to nie boli. – rzuciła nieprzyjemnie spokojnym tonem, marszcząc jeszcze bardziej brwi. To ani trochę nie pomagało. – Powiedziałam coś, nie pójdziesz tam. Raz, że znowu twoja noga dostanie, a i tak jest w zajebiście beznadziejnym stanie, i dwa… - wypuściła zirytowana powietrze, decydując wziąć sprawy nieco bardziej w swoje ręce. Wymownie spojrzała na telefon, odwracając go z powrotem do pionu. Nie ma co pisać, trzeba się wszystkiego dowiedzieć w inny sposób, skoro Heath do tej pory nie zdał żadnych relacji. - …po prostu nie. Jesteś u mnie, więc się zamknij z łaski swojej i wymyśl lepszą historię dla siebie, dopóki tego nie ogarnę. – i basta. Wykręciła z pamięci numer do brata, na moment ignorując niezadowolone sapanie czy pomruki ze strony Artemis. Przerobiła najróżniejszych mutantów w ciągu ostatnich lat, miała do czynienia z tym przyjemniejszymi, jak i trudniejszymi w obyciu, ale chyba nikt jak na razie nie był w stanie przebić tej jednej baby, która dokładała do pieca, gdy tylko otwierała usta.
Podniosła się na łokciu, wyglądając podejrzliwie w kierunku drzwi, gdy usłyszała stłumiony dźwięk dzwonka brata. Nosz kurwa…. Nie wziął pieprzonej komórki ze sobą…

Artemis Danvers - 2018-04-15, 15:03

- To było pytanie "gdzie", a nie "w jakim są stanie" - warknęła, patrząc na Sage bystro z zaciśniętymi wargami, bo uzyskana odpowiedź tylko ją zirytowała bardziej.
Nie miała nikogo, komu mogłaby się odmeldować i absolutnie nie spodziewała się żadnych wiadomości (co najwyżej z Bractwa, ale jeśli to nie było „znaleźliśmy Remusa” to średnio ją to interesowało teraz), więc telefonu nie potrzebowała, ale nagła świadomość, że nie ma pojęcia, gdzie są jej kluczyki, była bardziej niekomfortowa, niż boląca, swędząca rana. Były dostępem do motocyklu, który teraz był jej wolnością i do miejsca, gdzie trzymała te parę swoich gratów. Utrata ich oznaczałaby, że znowu została z niczym.
- Dobry argument. Rozważałaś wstąpienie do polityki? Z twoimi złotymi ustami starczyłby tydzień i mutanci mieliby święty spokój - odparowała na drugi argument, bo mówienie Artemis (pełnej złośliwych komentarzy, czy przekonania, że ma rację), żeby się zamknęła to trochę tak, jakby oczekiwać od niej założenia letniej sukienki i robienia dobrego wrażenia na rodzicach. Czyli w teorii się da, ale tylko na krótko i jeśli chce przy tym współpracować.
- Pozostanę przy lesbijskiej kochance uciekającej przed mafią. - To i pełne politowania spojrzenie było wszystkim, co Sage uzyskała w odpowiedzi, bo jak chciała to proszę bardzo, niech wymyśla co tylko chce, Artemis miała w dupie.
Nie była durna - gdyby była, to nie pociągnęłaby aż czterech lat szlajając się po kraju i aktywnie używając swojej mocy tak długo. Częściej kłamała, niż mówiła prawdę o sobie, zmyślone imiona i historie były jej codziennością, bo inaczej się nie da, jeśli ciągniesz informacje dla Bractwa od podejrzanych typków. Wiedziała, że wymyślanie nowych scenariuszy jest czasem niezbędne, żeby przetrwać. Ale teraz? Teraz za niezbędne uważała przeniesienie samej siebie do piwnicy, tak, by nikomu nie zaszkodzić, a nie układanie nowych bajek. Najzwyczajniej w świecie miała w dupie, zbyt zmęczona, żeby się dłużej wykłócać o przeniesienie do piwnicy i jeśli ojczulek ją znajdzie? Będzie więcej, niż chętna, by mu powiedzieć, że niczego tutaj nie widział. U diabła, mogła mu powiedzieć, że jest jego nieistniejącą siostrą, która wpadła w odwiedziny, a on by uwierzył. Była zbyt wszystkomijedno, by interesować się, czy może mu jakąś krzywdę wyrządzić, bo scenariusz z użyciem mocy był miły, ale tylko w przypadku, gdyby jego pobyt w domu trwał góra dobę, bo dłużej? Dłużej to mogło się źle skończyć.

Sage Ackerman - 2018-04-17, 19:13

Choć skrobała jej marchewki, Sage już tworzyła teorie spiskowe w głowie, przez które Heath nie wziął swojego telefonu, co skutecznie przełożyła na stuprocentowe „gadaj zdrów, nie słyszę cię, warcz sobie na mnie, woof woof”. On, trzynastolatek, pokolenie Y, które nie potrafiło funkcjonować bez cudów techniki, bo w jaki inny sposób mogliby wygooglować rozpalenie ogniska, jak okraść kogoś i inne tutoriale, idące o rozbicie na kancie dupy, jeżeli takowy kiedykolwiek ktoś znajdzie.
- Dwa z trzech się zgadza – bąknęła z ociąganiem i rozłączyła połączenie wychodzące. Postukała telefonem o brodę, nim dodała: – Uciekinierka z Lesbos, nawet twoje imię na to wskazuje. – kompletnie zbyteczne rozładowywanie czynnika stresogennego, choć inni powiedzieliby, że sarkazm to naturalna reakcja obronna nie tylko na głupotę. – Poza tym, co się tak tego uczepiłaś? – nie żeby faktycznie się tym interesowała, ale lepiej było ubić jakiś grunt, stworzyć pozór normalnej rozmowy, nawet wychodzącej od niekoniecznie spokojnego tematu potencjalnego nakrycia. Jeżeli tak czuły się nastolatki i niewierni małżonkowie, ukrywając kochanków, współczuła im narastającego niepokoju… Dlaczego akurat do tego to porównała? No jasne, przecież leżała na łóżku ze swoją lesbijską kochanką (indeed). Głupi brat, gdyby nie ten drobiazg, miałyby już przynajmniej świadomość, jak wygląda ich sytuacja.
Jakie to upierdliwe…
Trudno, trzeba jeszcze bardziej upierdolić sobie ręce, jakby już nie zrobiła wystarczająco. Choć raz coś mogło pójść po jej myśli.
- Zejdę do niego i po prostu dowiem się, ile tu zostaje – machnęła dłonią z wyraźną niechęcią i podniosła się do siadu. – To najlepsze, co możemy zrobić – zerknęła na nią znacząco – I nie chcę, abyś przyprawiała go o ból głowy – o tak, wystarczyły te pierwsze historie, jakimi Danvers ją uraczyła podczas pierwszego pobytu. Standardowa procedura poznawania nowej, zbłąkanej duszy mutanta – jaką masz moc?; co potrafisz?; wysadzisz mi dom przez sen nieświadomie? – To nadal mój ojciec. – mógł być chujowy od bitych pięciu lat, ale czas poprzedzający ten gwałtowny spadek wspominała dobrze, na tyle, że nie pozwoliłaby, aby cokolwiek złego mu się stało i choć wiedziała, iż leżąca obok Artemis mogłaby bez problemu załatwić im cztery asy, za które jeszcze Ackerman podziękowałby, nie godziła się na takie rozwiązania, bo co jeżeli on faktycznie zostanie dłużej niż dzień lub dwa?

Artemis Danvers - 2018-04-18, 16:02

- Chcesz popracować nad trzecim? - Przekręciła głowę w bok, by móc na nią spojrzeć z uniesioną brwią, bo mogła mieć dziurę w nodze i skłonności do dramatyzowania gorączkę, ale podobna sugestia była silniejsza od niej. Pewnie byłaby przyjemniejsza w odbiorze, gdyby Artemis nadal nie była zła i zmęczona, przez co pytanie było opryskliwe, pełne tego samego politowania, które pojawiło sięw jej głosie już wcześniej.
Wywróciła oczami na wspomnienie o Lesbos i jej imieniu, bo gdyby dostawała centa za każdym razem, kiedy ktoś zażartuje z jej imienia, zrobi nawiązania do mitologii albo powie, że jest oryginalne... Ech, dobrze, że je lubiła, a żarty przestały jej przeszkadzać (co się stało stosunkowo później, w dzieciństwie dawała w nos każdemu, kto tego spróbował - przeszła przez tyle bójek, że nic dziwnego, że niektóre instynkty z walki zostały jej do dzisiaj).
Swoją drogą oczywiście, że wiedząc jak irytujące potrafią być dzieciaki w szkole, kiedy chodzi o twoje imię, pozwoliła na nazwanie swojego pierworodnego syna Remus. Dobrze, że nie Harry Potter. Może to i lepiej, że ktoś ich rozdzielił z Fisherem, bo jak spierdoliliby życie dzieciakowi.
- Uciekania przed mafią? Jest na mojej bucket list. - Wzruszyła ramionami, trochę się wiercąc pod kołdrą, bo było jej ni zimno, ni niewygodnie. Generalnie było jej źle i nieprzyjemnie i dokładnie tak brzmiało każde wypowiedziane przez nią zdanie; ot, krótkie, zirytowane warknięcia. Przymknęła oczy, znowu układając przedramię na powiekach, starając się bardziej skupić na rzeczywistości i znalezieniu sensownego sposobu na ojca Sage oraz postępowanie dalej, a nie na niezmiennie napierdalającej ją nodze, kurwa, czy te proszki w ogóle działały?
- Rób co chcesz. - Warknięcie było ciche i zbywające, bo chociaż była pewna, że do "najlepszego, co mogły zrobić" temu pomysłowi było daleko, to nie miała ochoty się z tym użerać. Nie jej cyrk, nie jej małpy i... auć. Zerknęła na nią w końcu, kiedy tamta powiedziała o bólu głowy i przez chwilę chciała cośpowiedzieć, ale zrezygnowała. Żadnego używania mocy na staruszku. Dobra. Tak długo, jak to nie był wybór między (bardzo ładnie ujętym) "wywołaniem u niego bólem głowy", a życiem Artemis, to sama Danvers do używania perswazji się nie rwała. Niech Sage spróbuje się go pozbyć z domu albo sprzedaćmu ładną historyjkę, proszę bardzo, miała błogosławieństwo Art, niech idzie z bogiem.
- Jakbyś coś jednak spierdoliła i dzwoniłby po Psy, to wróć chociażz butelką whisky, żebym się mogła napić przed - rzuciła milutko i tyle by było z jej faktycznego wsparcia i kibicowania.

Sage Ackerman - 2018-04-19, 17:07

Tym razem to ona nie dała jej szansy na zamknięcie tej potyczki. Ich rozmowy coraz bardziej przypominały przepychanki, które, najwidoczniej, w obliczu niewygodnych spraw przybierały na sile.
- Dla ciebie zostanę aseksualna.
Jak każdy ślepy, który miałby do czynienia z wysłuchiwaniem sposobu wysławiania się Artemis oraz opryskliwych uwag czy cynicznego poczucia humoru, ale ci co widzieli… Poważny konflikt interesów i tak jak uważała jej osobowość za wyjątkowo trudną, tak wizualnie plasowała Danvers gdzieś pomiędzy „would fuck without regreds” i „hey, wanna make out?”. To pewnie wpływ wody morskiej nad Lesbos.
Wywróciła oczami nad tym gburus gbura lis w ludzkiej skórze, która albo wyjątkowo testowała cierpliwość Sage i to wszystko jest elementem głupiego show – Mamy Cię! – albo zbywający ton Artemis we wszelakich formach już przesączył cały słownik, jakim dysponowała kobieta, nie pozwalając, aby język złożył coś w nieco bardziej neutralnym tonie, który nade wszystko byłby przyjemniejszy od ciągłego warczenia.
- Dzięki, Sage, że trzymasz mnie u siebie i nie pozwalasz, abym spierdoliła sobie bardziej tę jebaną nogę kurwa – specjalnie zmieniła głos na niższy, dokonując impresji Danvers, która nawet odnalazłaby zastosowanie w rzeczywistości, bo te charakterystycznie ściągnięte brwi i naburmuszony wyraz twarzy tylko doprawiły kilku sekundowy stand-up. Nie, poważnie, wstała z łóżka. – Wyciągnij ten kij z dupy i weź leki, bo znowu się zgrzałaś. – mruknęła oburzona, poprawiając czarny top i po upewnieniu, że telefon na pewno tkwi w jej kieszeni, bez słowa wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi na tyle głośno, aby ojciec na dole ją usłyszał. Kolejne przedstawienie do odegrania, miała wrażenie, jakby życie przestało faktycznie należeć do niej, a do roli, którą dobrowolnie sobie przypisała dla dobra innych. Pieprzony syndrom Matki Tereski.
Nie pojawiła się do wieczora na piętrze, a Heath był tym, który wyręczał siostrę w kontroli czy Artemis znowu psioczyła na jedzenie i czy nie umarła od przedawkowania lekarstw, jakich ostatecznie nie zabrała spod poduszki wczoraj. A niech się zaćpa.

Artemis Danvers - 2018-04-19, 19:28

Od Młodego dowiedziała się, że ojciec zostaje, ale gdzieś zaraz wychodzi i po spędzeniu nocy w domu znowu się wynosi - gdzie, Artemis nie miała pojęcia, ale też nie wykazała szczególnego zainteresowania podobną informacją. Grunt, że daleko. Kiedy tylko dał jej znać, że staruszek wyszedł z domu i teren jest czysty (jak go poprosiła. W sensie Młodego, żeby dał znać, a nie teren, żeby się oczyścił), wytoczyła się z łóżka i bardzo mozolnie, uparcie nie prosząc o pomoc, dociągnęła swój tyłek do łazienki. Stoczyła tam dużo bolesnych chwil, bo noga utrudniająca nawigację to jedno, ale próba chociaż minimalnego odświeżenia się (leki znowu zbiły gorączkę, więc bardzo potrzebowała tego, tak samo jak zmiany koszulki po raz kolejny) przy pomocy zranionych rąk, z których niemal zębami ściągnęła opatrunki, to coś zupełnie innego. Ręce na szczęście już nie krwawiły, chociaż nadal piekielnie bolały i nie pozwalały jej na wykonywanie mniej więcej osiemdziesięciu procent manewrów, których nawet nie wiesz, jak bardzo potrzebujesz w życiu codziennym, dopóki ich nie stracisz. Czuła, że szlag ją trafi stosunkowo szybko, jak tak dalej pójdzie.
Klnąc pod nosem, na czym świat stoi ogarnęła się na tyle, na ile była w stanie, opatrunki wcisnęła głęboko do stojącego obok umywalki kosza na śmieci (bo nawet jeśli i tak trzeba było je już zmienić, to uznała, że brak ciągłego krwawienia jest wystarczającym powodem, by z nich zrezygnować całkiem) i - po krótkim odpoczynku - wróciła na górę, do mijanej Sage (a może Heatha? Za jedno) mamrocząc "ani słowa".
Czy nie mogli na chwilę zaprosić sąsiada, któremu by powiedziała "wnieś mnie po schodach", a potem dodała magiczne "nic tutaj nie widziałeś"? Znaczy okej, wiedziała że nie, ale co sobie pomarzy, to jej.
Zeusie, nigdy się tak nie cieszyła na dotarcie do łóżka, jak w chwili, kiedy padła, w dodatku całkiem dosłownie, na materac. Wciągnęła ranną nogę na łóżko i zwinęła się pod kołdrą, znowu zapadając w lekki sen, z którego została wyrwana dopiero wieczorem, kiedy ktoś wszedł do pokoju i poderwała się do siadu, patrząc nieprzytomnie na Sage.
- Jak zareagował na wieść o mafii? - Najwyraźniej też zapytała nieprzytomnie, wierzchem dłoni przecierając jedno oko.
Ciemność za oknem wskazywała na to, że już było późno, a z miny dziewczyny wnioskowała, że jej ojciec wrócił do domu.

Sage Ackerman - 2018-04-19, 20:07

Zamykając drzwi od pokoju jedną ręką, drugą ściągnęła z głowy biały ręcznik, ułożony w turban, którego sztukę wiązania prędzej czy później opanowuje każda kobieta na świecie. Wilgotne włosy opadły cicho na jej twarz, a zapach kofeinowego szamponu przyjemnie popieścił zmysł węchu. Słabe światło dobiegające z ulicy rzucało na ścianę ze zdjęciami oraz wejście pomarańczowe pasmo pod kątem na tyle, że zapalenie lampki nocnej było zbyteczne, żeby Danvers dostrzegła z kim ma do czynienia.
Przewiesiła puchatego jegomościa przez kark, wzruszając w odpowiedzi ramionami od niechcenia, po części przez wciąż odczuwaną irytację za kiepski poranek, a po części ze względu na zmęczenie.
- Nie zareagował – ostatecznie ojciec nie wykazał się zainteresowaniem losem jego pociech, pogrążony w przytaszczonych z komendy folderach, jakby nie mógł tego zrobić w pracy. Nawet do cholernej kolacji nawet ich nie odłożył. – Nie miał na co. – wyjaśniła z ociąganiem, trzymając za oba końce ręcznika i chuchnęła od spodu na cienki kosmyk włosów, przecinający jej twarz na pół, a gdy to nie dało efektu, po prostu zaczesała kudły do tyłu. – Idź spać dalej – mruknęła bez emocji, nim ruszyła do biurka – wychodzi koło czwartej, wtedy zniknę. – lampka rozbłysnęła, rzucając światło na blat zagracony rozczłonkowanym skryptem teatralnym i wyschniętym już, otwartym nakreślaczem koloru zielonego. Musiała choć część ogarnąć na za dwa dni, a skoro odstawiali przedstawienie przed samym ojczulkiem, który był przekonany, że w domu poza ich trójką nikogo nie ma, pozostało nic innego, jak przesiedzieć we własnym pokoju. Nie miała ochoty na rozmowy, Artemis wyglądała nadal na nieprzytomną, idealny złoty środek – praca i sen. Zostało już tylko… Zmarszczyła brwi, gdy po przeszukaniu szufladki nie znalazła białych słuchawek. Na biurku nie leżały, w jego obrębie również, pod stosem kartek ani nie tkwiły w kieszeniach wypranej, jakimś cudem uratowanej z krwi szarej bluzy uniwersyteckiej, wiszącej na oparciu krzesła.
Wypuściła ciężko powietrze, rozmasowując skroń i chwilę debatując ze sobą nad łyknięciem magicznej pigułki Danvers, których fiolka nagle pojawiła się na szafce nocnej przy łóżku, tuż obok świeżej butelki wody, jaką przyniósł wcześniej Heath. Obserwowała pomarańczowe opakowanie tak, jakby zaraz miała je przyciągnąć siłą woli – nope, not a mut, nie działa. Wiedziała, że to nie migrena, ból głowy pojawiał się raz po raz w ciągu tego dnia, nie mając jednak charakterystycznych symptomów, jak zaburzenia widzenia czy dziwne zapachy, które nie egzystowały. W innym razie zrzuciłaby to na spocone ubrania Artemis, ale te też były świeże.

Artemis Danvers - 2018-04-19, 21:10

Opadła z powrotem na poduszkę, kiedy zorientowała się, że żadnego niebezpieczeństwa w okolicy nie ma i leniwie wzrokiem śledziła Sage. Suszyło ją jak diabli, ale nawet po informacji, że facet ma zniknąć z domu nad ranem, instynkt przetrwania Artemis nie zgadzał się nad nadmierne przyjmowanie płynów (obolałe wszystko po przeprawie do łazienki - też), dlatego jedynie tęsknym wzrokiem omiotła butelkę, obiecując sobie, że zaraz weźmie mały łyk.
Ułożyła się tak, by móc obserwować poczynania dziewczyny, zastanawiając się, czy dystans jest wywołany chęcią utrzymania ciszy, myślą, by dać jej dalej spać, czy może niechęcią do interakcji jako takiej. To ostatnie szczególnie by nie zdziwiło Artemis, miło by było tylko, gdyby pamiętała co konkretnie palnęła tym razem. Wszystko nadal jej się trochę zamazywało, część uciekała gdzieś w odmęty pamięci, a część wydarzeń była całkowicie zdominowana przez promieniujący ból z nogi, który skutecznie zajmował znaczny procent artemisowej uwagi.
- Zamierzasz tam spędzić noc? Łóżko jest wystarczające na nas dwie. - Zauważyła, instynktownie cichym głosem, pasującym do panującego w pokoju półmroku i całej konspiry wiszącej w powietrzu.
Artemis można zarzucić wiele, między innymi to, że generalnie rzadko kiedy się przejmowała. Kiedy ktoś z grzeczności, czy innych idiotycznych pobudek odmawiał sobie czegoś, ona to bez skrępowania brała. W normalnej sytuacji więc machnęłaby ręką na Sage spędzającą całą noc na krześle, a nie w swoim łóżku, skoro nikt jej do podobnego wyboru nie zmuszał.
Tylko że to nie było normalna sytuacja i nawet Danvers miała te resztki przyzwoitości. Te resztki, które - swoją drogą - pchały ją do piwnicy ciągle i 'niewysłuchane' sprawiały, że (o ironio) robiła się taka nieprzyjemna; no i też wyrażały nadmierne zainteresowanie stanem fizycznym panny Ackerman, która z powodu swojego niezapowiedzianego gościa ledwo co spała w ciągu ostatnich dni.
W chwili obecnej te resztki dopomniały się zmiany całej sytuacji, szczególnie, że Artemis nie była pewna, czy to spojrzenie kierowane na proszki było powodowane chęcią sprawdzenia, czy już się przyćpała (tylko jeden za dużo, więc była przyjemnie 'przymglona', ale nic ponadto), czy chęcią połknięcia jednej. W drugim przypadku, przyzwoitość nakazała wciągnąć Sage do łóżka, żeby odpoczęła.
Jakby na potwierdzenie swoich słów, przesunęła swój tyłek pod ścianę.
- Poza tym nigdy nie wiesz, czy niespodziewanie tu nie zajrzy, a jak zobaczy jakiś kształt na łóżku i ciebie przy biurku...

Sage Ackerman - 2018-04-19, 21:48

Chciałaby nie przyznać racji logice przemawiającej za słowami przyćpanej proszkami Artemis, bo szczerze wolała siedzieć przed tym biurkiem, ale znając swojego ojca – spodziewała się wejścia do pokoju bez najmniejszego powodu, podobnie, jak o poranku. Zignorował polecenie najmłodszego z ich rodziny, aby nie wchodził do Sage, którą trapiła migrena. Zrobił i tak to co chciał.
Wpatrywała się w krzywą od spania koszulkę Danvers, która musiała należeć niegdyś do ojca. Najwidoczniej Heath zadbał o wszystko, kiedy Sage zajmowała się ugadywaniem staruszka, przeprowadzaniem wywiadu i stwarzaniem pozoru, że żaden rozlew krwi nie miał miejsca na ganku podczas jego nieobecności. Szczęśliwie Sinara spędzała większość czasu na dworze, wracając do domu tylko na noc, kiedy miała dość biegania za kijem czy pokonywania przedziwnego toru przeszkód, stworzonego specjalnie przez ojca z najróżniejszych rzeczy znalezionych w domu.
Postukała palcami po papierze skryptu, zastanawiając czy powinna temu dać spokój i faktycznie choć na moment spocząć, bo ostatnie dni były prawdziwym odzwierciedleniem określenia „batshit crazy”. Zaczesała kosmyk za ucho, chwytając za scenariusz, a następnie ostrożnie przekręciła lampkę nocną i zapaliła słabe, żółte światło. Oczy sobie zniszczysz, dziecko… Jodie Foster? Cholera, zaczęła zapominać, jak brzmiał głos matki, choć to były jej sygnowany zwrot…
Wypuściła cicho powietrze, a głuchy dźwięk jej kroków poniósł ją przed łóżko-kryjówkę.
- Daj trochę kołdry – mruknęła z wetkniętymi do kieszeni spodenek dłońmi i skryptem pod pachą, zwiniętym w rulon. – Muszę to przerobić, więc jak chcesz spać to obróć się na drugi bok. – lewa strona nie była tak mocno obita, z tego, co pamiętała, a zraniona noga będzie nawet wdzięczna Danvers. Papiery opadły głucho na pościel, a pomarańczowa fiolka pyknęła charakterystycznie przy orkiestrze szeleszczących tabletek. Nie da rady, to łupanie było zbyt irytujące, aby je tak znosić na sucho. Dwa krótkie łyki prosto z butelki i wpakowała się pod kołdrę, niechcący szturchając Artemis w łydkę. „Sorry”, tyle w temacie, nim chwyciła za dzisiejszy przydział pracy i oparła na prawym boku z głową ułożoną na dłoni, plecami do Danvers. Tak było prościej, nie musiała na nią zwracać uwagi, zasłaniała nawet w ramach wolontariatu padające w ich kierunku światło sobą, więc nie istniał żaden powód do narzekania, którego i tak oczekiwała, jak na szpilkach. Nie obejdzie się bez przywary. Na pewno.

Artemis Danvers - 2018-04-20, 16:01

Kołdrą podzieliła się niechętnie, bo miała ogromną ochotę zawinąć się w nią jak robaczek, a potem w takiej formie wtoczyć pod kaloryfer i... czy ona właśnie pomyślała "jak robaczek"? Co tu się odpierdalało. Co było w tych lekach, na Hadesa, że staczała się umysłowo do poziomu pijanych nastolatków. Instynktownie też, w poszukiwaniu ciepła, przysunęła się do dziewczyny, kiedy tamta wsunęła się pod kołdrę - w jej zaspanym, przyćpanym umyśle jednak pozostały resztki rozsądku, które nakazały utrzymać jakiś tam dystans, który swoją drogą niedługo pewnie zostanie zwiększony przez samą Sage - jeśli nie z powodu dyskomfortu spowodowanego bliskością, to dlatego, że Artemis dawała ciepła jak mały piecyk.
Zaczynała mieć dość tych huśtawek, gdzie na przemian było z nią lepiej i gorzej, przy czym to "lepiej" było normalnym "gorzej". Plan był zwinąć się do końca tygodnia, tymczasem rzeczywistość jej się tak rozmywała, że nie zdziwiłaby się, gdyby usłyszała, że od tygodnia już tu leży. Szczególnie pobudki w środku nocy i niespokojne sny wytrącały ją z rytmu, co jedynie wpływało na poziom frustracji, teraz jednakowoż znacznie przytłumionej przez leki.
Przekręciła głowę na poduszce, by spojrzeć na plecy Sage i zupełnie instynktownie pociągnęła lekko za kraniec kołdry, by nakryć odsłonięty fragment ciała dziewczyny. Ot, prosty, niemalże ludzki odruch, częściowo kierowany myśleniem "mi jest zimno, jej też musi".
- Wymordowana dużo nie przerobisz, kujonie - wymamrotała, zastanawiając się, co dziewczyna do przerobienia ma tak właściwie. Coś z tą sztuką? Coś chyba wspomniała o musicalu dzień wcześniej? Kurwa, czy przyłożyła w ścianę łbem uszkadzając tę część mózgu, która jest odpowiedzialna za pamięć?
Zaczepka, jakkolwiek szczeniacka, wyrwała jej się, zanim Artemis w ogóle ją przemyślała. W bardzo pokrętny sposób można by ją nawet odebrać za objaw troski, ale czy dokładnie o to chodziło Danvers? Ciężko powiedzieć, bo teraz, znajdująca się na granicy snu, w głowie miała przede wszystkim tę butelkę wody, po którą chętnie by sięgnęła, gdyby tylko miała więcej siły. I nawet jeżeli uzyskała jakąkolwiek odpowiedź - kompletnie jej nie zarejestrowała, bo zdążyła zasnąć w sekundę, może dwie po tym, jak skończyła mówić.

Sage Ackerman - 2018-04-20, 22:35

W pierwszej chwili miała zamiar zignorować przebłysk jakiejkolwiek ludzkiej natury w poturbowanej przez życie i najwidoczniej brak alkoholu Artemis, odzywając tylko za potrzebą rzucenia prostego pytania „nie powinnaś spać?”, brzmiącego niemniej na tyle pretensjonalnie i niechętnie, że spodziewała się jakiegoś szybkiego kontrataku. Zdziwiła się zatem nie na żarty, gdy przeciągana cisza nie została przerwana. Trzeci raz czytała to samo zdanie, mając wrażenie, że oczy Danvers świdrują jej plecy, ale gdy zerknęła przez ramię instynktownie, dostrzegła spokojny wyraz twarzy, tak różniący się od tego, który prezentowała na co dzień mutantka. Była nawet znośna. Przyjemna dla oka, kiedy lwia zmarszczka nie pojawiała się między brwiami, a usta nie prawiły plugawych uwag, godnych najprawdziwszych, boskich gromów z bezchmurnego nieba za każdą wywołaną kurtyzanę. W tym wydaniu chyba lubiła ją bardziej.
Ręka podpierająca głowę zaczęła boleć koło drugiej, gdy dotarła do końca skryptu rozjeżdżającymi się od zmęczenia oczami, które błagały o przerwę. Tekst ciążył w dłoni, jakby nagle zyskał kilkanaście dodatkowych stron – tak do rozmiarów podstawowego tomu A encyklopedii powszechnej. Z cichym jęknięciem podniosła się na łokciu, wyglądając ku elektronicznemu zegarkowi na biurku, stwierdzając, że to nadal nie czas na eksmisję z pokoju. Ojciec jeszcze nie wyszedł, a poza ciężkim, gorączkowym oddechem Artemis za sobą nie słyszała nic innego przez te dłużące się godziny.
Nieskutecznie próbowała dotrwać do końca zapamiętywania drugiej części musicalu. Literki rozmywały się na białych kartkach z zielonymi fragmentami, boląc oczy na tyle, że wreszcie podniosła ociężałe, ścierpnięte od tkwienia w jednej pozycji ciało. Szelest kołdry, ciche mruknięcie, gdy poczuła mrowienie na całej długości ramienia, krótkie zerknięcie w bok. Zmarszczyła brwi, gdy dostrzegła mieniącą się w świetle lampki skórę Artemis przy linii włosów. Instynktownie odgarnęła kilka mokrych kosmków z czoła i przyłożyła doń dłoń. Temperatura zaczęła spadać, a gdy chłodną ręką dyskretnie dotknęła jej karku, pod palcami wyczuła pot, jakby ktoś ją oblał wodą albo dopiero wyszła z basenu. To trzecia noc takich niuansów? Nie potrafiła się doliczyć, dni zlewały się w jeden ciąg, dyktowany od pigułki do pigułki i od warty do warty, od wzrostu temperatury do spadku i tak w kółko.
Wstała, aby odłożyć scenariusz na biurko, po drodze zgarniając z szafy nową koszulkę. Nalała wody do szklanki, przygotowując się na następstwo pobudki i usiadła obok na łóżku, lekko szturchając ramię kobiety.
- Hej – cichy szept, nie będzie tak brutalnie wkradać się w sny – Jesteś cała mokra. Mam pomóc ci się przebrać? – marna odpowiedź, jakieś mruknięcie, a gdy trochę do Artemis dotrze, co ma miejsce, na pewno poczuje nieprzyjemne zimno przez oblewające ją poty. Nie było zatem powodu do czekania, gdy Danvers dopiero miała zajarzyć, co tutaj się działo. Powoli zabrała kołdrę do wysokości pasa Art, krzywiąc, gdy napotkała na wpół śpiącą reakcję zapewne wyrażającą nieudolnie sprzeciw wobec zamiarom Sage. – Chodź, to zajmie tylko chwilę i zaraz pójdziesz znowu spać – starała się brzmieć najłagodniej, jak tylko mogła, jednocześnie pochylając do przodu i wsuwając po obu stronach dłonie, aby podnieść Artemis. Wcale nie było łatwo, zmęczony organizm buntował się, a ten wyczerpany nie współpracował, więc dopiero przy drugiej próbie posadziła ją jako tako stabilnie, pozwalając, aby ciężka, śpiąca głowa, którą jeszcze niedawno trapiła gorączka, oparła się o jej bark. Ostry zapach potu już był znajomy, gdy odkleiła mokrą koszulkę od pleców Danvers i zaczęła podwijać do góry. – Unieś odrobinę ręce. – powiedziała cicho, bo nie było potrzeby głośniej skoro miała ucho Artemis dosłownie obok twarzy, a czarny kosmyk, który wydostał się z warkocza, łaskotał policzek Sage.

Artemis Danvers - 2018-04-21, 10:32

Jeśli Artemis zasypiała w miejscu, w którym czuła się względnie bezpiecznie, to wybudzana zwykle składa się przede wszystkim z pomruków, które w jej głowie zdawały się być konkretnymi komendami („spierdalaj, daj mi spać”), pytaniami („co się dzieje, o co chodzi, czemu nie mogę spać”), czy obietnicami („jeszcze pięć minut i będę gotowa do wyjścia”).
Teraz poruszyła się niespokojnie, czując nagły chłód na skórze i leniwie, nieprzytomnie zamrugała ślepiami, czemu zawtórowało ponowne mruknięcie przywodzące na myśl rozleniwionego kocura, a w jej głowie było niczym innym, jak „zostaw”. Machnęła ręką w powietrzu, chcąc powstrzymać Sage i jęknęła głucho, kiedy poczuła, jak coś unosi ją do góry. Słowa dziewczyny do niej już docierały, ale ich sens jeszcze się przedzierał przez warstwę snu, a po nagłej zmianie pozycji miała ochotę jedynie opaść z powrotem na bok, by móc spać dalej. Omal nie zamarudziła w odpowiedzi na komendę, bo bardzo jej się nie podobało to, że zostaje na nowo wciągnęła do rzeczywistości, w której pierwszą rzeczą, jaką na trzeźwo zarejestrowała, był dyskomfort. Nadal nie otwierając oczu oderwała czoło od zgięcia szyi dziewczyny, zaczynając trochę współpracować w całym procesie zmiany koszulki - trochę, bo kiedy tylko przepocony materiał został z sukcesem usunięty, Artemis na nowo oparła się o Sage. Tu jej dobrze, tu jej ciepło, shhh.
- Kochanie, nie dzisiaj, boli mnie głowa - wymruczała (bez ładu i składu, ale w jej głowie żart był w pełni zrozumiały), kładąc lewą dłoń na biodrze dziewczyny, gest który dla niej samej był jasnym „poczekaj”; najwyraźniej tylko dla niej jednak, bo Sage zawierciła się pod Danvers, która wewnętrznie rozdarta, nie wiedziała, czy się budzić, czy paść na wilgotne prześcieradło bez koszulki i dalej spać. Wydała z siebie ciche „shh, czekaj”, bardziej przypominające skacowane jęknięcie.
Chłód na nagiej skórze był nieprzyjemny, ale na tyle orzeźwiający, by w końcu padło na pierwszą opcję jej wewnętrznego dylematu.
- Wody. Prysznica. Utopić się - wymamrotała w szyję dziewczyny swoje trzy życzenia, z czego nie wiedziała, które było najbardziej naglące. Chyba ostatnie, skutecznie zniwelowałoby dyskomfort jaki wiązał się z pierwszymi dwoma, bo nawet zaspana czuła się źle z mokrą, śmierdzącą skórą.
Pozwoliła się na nowo postawić do pionu i z wdzięcznością przyjęła podstawioną do ust szklankę, z której złapała może ze dwa łyki, nim miała dość. Jej ręka niezmiennie spoczywała na biodrze, czy nodze dziewczyny, oczy co i rusz się zamykały i już wiedziała, że wyprawa pod prysznic teraz odpada, więc nieprzytomnym wzrokiem powiodła dookoła, starając się znaleźć koszulkę, która dopiero co została z niej ściągnięta,żeby chociaż móc się nią wytrzeć. Przeżuty mózg domagał się jakiejkolwiek akcji pozbycia się potu, nawet jeżeli ten już zdążył przyschnąć na odsłoniętej skórze.
Przepełniony satysfakcją jęk wyrwał się z jej gardła, kiedy chłodny, wilgotny materiał spoczął na jej karku i w końcu skupiła wzrok na Sage, która chyba wykorzystała materiał z dawnej okładu teraz zmoczywszy go tylko wodą z butelki. Do jej mózgu docierało tak mało bodźców, że nawet nie zauważyła ruchów dziewczyny. Zrobiło się chłodno, znowu chciała się wtoczyć pod kołdrę.
- Może bez prysznica teraz - mruknęła, przymykając oczy i oddychając płytko. - Która godzina? - Pierwsza próba odnalezienia się w rzeczywistości, której towarzyszyło uniesienie ręki do twarzy i przetarcie powiek.

Sage Ackerman - 2018-04-21, 12:38

Zrzuć na gorączkę…
Wszystko mogłaby na to zrzucić, ale kiepskich żartów, które jednak brzmiały lepiej niż kolejna dawka przekleństw, nie potrafiła. Podświadomość Danvers walczyła z otępionym stanem krótko po wybudzeniu i ręka na biodrze Ackerman była tego najlepszym dowodem, jaki mogła sobie zażyczyć.
Nadal nie było dobrze, nie wystarczająco i zdecydowanie na tyle prowokacyjnie, że bez wdrożenia poważnych procedur dnia następnego się nie obejdzie, bankowo.
- Tylko tutaj – mruknęła cicho, przesuwając cienkim, puchatym paskiem po łopatkach i z powrotem po karku. Dalsze maltretowanie zimnem nie miało większego sensu. – Nie ma jeszcze trzeciej. – poinformowała ją, nie zaprzestając podtrzymywania Artemis jedną ręką za plecy nisko. Rzuciła mokry okład na parapet okna, gdzie odbił się z plaśnięciem i prawie spadł na podłogę. Sięgnęła po świeżą koszulkę, zwijając ją w dłoniach tak, aby Danvers mogła najpierw wcisnąć do niej swoje dłonie bez potrzeby unoszenia ramion. – Dawaj, dawaj, to nic dla ciebie. – odrobina motywacji i połechtania cudzego ego nie zabolą, jeżeli miały przyspieszyć ten cały proces pełen niechęć, śpiącego burczenia, bardziej lub mniej zrozumiałego dla otoczenia – czterech ścian i Sage. Dokonały niemożliwego w rekordowym czasie kilkudziesięciu warknięć i nieokiełznanej namiastki wiercenia, gdy opuszczała w miarę sprawnie materiał t-shirtu w dół. Dokładnie poprawiła rękawki, aby nie podwinęły się gdyby Artemis zaczęła się rzucać na łóżku – w co szczerze wątpiła – i aby uniknąć brutalnego lądowania na miękkie poduszki, pomogła kobiecie opuścić się powoli, uprzednio zmieniając stronę poduszki na suchą.
Podniosła się z łóżka i zanim Danvers zdążyła zawinąć się w burrito smutku, chwyciła za kołdrę, aby odwrócić ją na drugą stronę wbrew wszelkim nieprzychylnym uwagom w jakiejkolwiek formie. Dokładnie opatuliła ją, dwa razy upewniając się, że nogi są dobrze przykryte dodatkowym kocem.
- Twoja gorączka powinna już ustąpić… - sceptycyzm aż od niej bił, gdy naciągała bawełniane okrycie bardziej do dołu – Nie podoba mi się to. – Ile tego antybiotyku wpakowała jej do rany? Zeszła już połowa? Musiała się upewnić, bo choć rozcięcie pozostawało czyste, a szwy nawet trzymały to wszystko w przysłowiowej kupie, ciągłe skoki temperatury, jak w przy grypie, nie wróżyły nic dobrego.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group