Samantha Bartowski - 2018-05-29, 20:30 Bolało. To bolało cholernie. Łapska tego chłopaczka, padające słowa, ostrze w ramieniu... To wszystko tak bardzo bolało. To było tak bardzo nierealne... Czy to mogło się dziać naprawdę? Czy to nie jest tylko kolejny koszmar?
Choć tak bardzo się starałam, nie zdołałam dłużej zatrzymywać łez. Pojedyncze krople zaczęły spływać po moich policzkach, gdy próbowałam jakkolwiek zaadaptować się do tej sytuacji. Czułam jak ciepła krew spływa po mojej skórze, jak zaczyna brudzić mi ubranie, czy może też skapywać na ziemię, powolutku, kropla po kropli... I chyba dopiero w tej chwili zaczęłam się naprawdę bać o swoje życie. Swoje i Aarona.
Mimo wszystko jednak... Nie mogłam się zgodzić na postawione przede mną warunki. Pokręciłam więc przecząco głową, zaciskając własne wargi. Wiedziałam, że jeśli ja się teraz złamię... Wszystko będzie skończone. Nie będę w stanie spojrzeć na własne oblicze w lustrze. Nie będę mogła spojrzeć w oczy Ricky, Młodego czy Dale'a. Zdradzę ich wszystkich, jeśli zrobię to, czego ode mnie wymagał rząd.
I już miałam nadzieję, że będzie lżej. Że może jednak serio chcieli mnie tylko nastraszyć, gdy poczułam, jak nacisk na moich ramionach staje się lżejszy, aż w końcu znika. Nie zdążyłam jednak nawet wziąć głębszego oddechu, gdy poczułam przedramię Huxleya na swojej szyi. Mimowolnie próbowałam podnieść swoje dłonie do jego ręki - było to jednak na marne, bo przecież wciąż byłam skuta. Coraz mniej rozumiałam, co tu się dzieje. Serce zaczynało mi walić jak oszalałe, ciało ogarnęły drgawki, a umysł - panika. Z pewnością miałam przyspieszony i płytki oddech - na tyle, na ile pozwalał mi uścisk ze strony Ogara. Łaknęłam powietrza, które tak usilnie próbowali mi zabrać...
I nawet nie wiem, czemu nabrałam tej złudnej nadziei widząc tego grubcia. Z pewnością otworzyłam szerzej oczy, błagając wzrokiem, by to się w końcu skończyło. Brutalnie jednak zostałam sprowadzona do rzeczywistości, słysząc jego słowa, a - po chwili - widząc nagranie. Zawyłam, próbując się wyrwać i zapewne - jeszcze gorzej na tym wychodząc. Jestem pewna tego, że żałośnie zawyłam widząc te obrazy. Nieźle Sam, dobrze Ci idzie udawanie, że wcale go nie znasz. No aktorka z Ciebie pierwsza klasa.
- Nie... Mogę... - Wydukałam, pewnie szeptem, jeśli tylko znalazłam ku temu jakąkolwiek sposobność. Aaron... On był wojownikiem. Zawsze. Byle cela go nie złamie. Chciałam w to wierzyć. A może raczej... Musiałam w to wierzyć...Mistrz Gry - 2018-05-31, 19:10 Wraz ze słowami Samanthy, Huxley mocno szarpnął ręką, bardziej zacieśnić ramienną pętlę na szyi dziewczyny. Czy ona jeszcze nie rozumiała, że oni nie pytali jej o zdanie? Czy ona nie rozumiała, że nie było czegoś takiego jak odmowa? Prędzej, czy później miała i tak się zgodzić. Od niej zależało tylko to w ilu kawałkach wyjdzie z tego przesłuchania. Clyde pokręcił z zażenowaniem głową.
– Podpalacz tak mało dla ciebie znaczy, dziecinko? – i złapał za pilota, by przewinąć trochę nagranie do tego momentu, w którym Aaron Bartowski zwijał się z bólu, a nad nim stał jego kat. Ten sam kat, który teraz podduszał Sam. Ogar z nagrania co jakiś czas raził Aarona paralizatorem, w wyniku czego z ust Bartowskiego wychodziły nieprzyjemne dźwięki. Z kolei realny Ogar z każdą sekundą coraz bardziej odcinał Sam dopływ powietrza.
– Nie wiem, czego pani nie rozumie, panno Bartowski – Clive odezwał się znużonym głosem. Widać było po nim, że nie leżało mu towarzystwo grubszego Clyde’a i był nieco poirytowany jego nieprzyzwoitym zachowaniem, ale nie miał zamiaru nic robić. Jedynie tonem głosu jakby przypomniał młodszemu koledze, że to on jest tutaj szefem i do niego należą wszystkie decyzje.
– To nie była prośba, propozycja, ani oferta. Dlatego teraz weźmie pani długopis do ręki i podpisze te oto dokumenty – mężczyzna przesunął po stole długopis w taki sposób, by kobieta była w stanie chwycić go do ręki. Być może powinien poczekać z jej decyzją, dać jej trochę czasu do namysłu, ale to się nie stało. Rzucił porozumiewawcze spojrzenie Ogarowi, który niemal od razu puścił szyję Sam, ale bynajmniej nie po to, by dać jej spokój. Nie. Zamiast tego po chwycił jej lewą rękę, by korzystając ze swojej siły boleśnie wygiąć, a właściwie to złamać jej małego palca.Samantha Bartowski - 2018-05-31, 20:17 Zabiją mnie.
Oni naprawdę chcą mnie zabić.
Dusiłam się. Coraz bardziej traciłam nadzieję. I wcale nie pomagał mi fakt, że widziałam te cholerne nagranie. Jeśli tylko mogłam, jeśli tylko znajdywałam resztki sił, by móc wydukać ciche "nie", za każdym razem jak widziałam krzywdę Młodego - pewnie to robiłam. Tak bardzo nie chciałam, by cierpiał. Nie po tym wszystkim, co mu zrobiłam.
W tej tragicznej sytuacji potrafiłam jednak odnaleźć resztki zdrowego rozsądku - to przecież nagranie. To już się stało. Tego nie cofnę. Może teraz wcale nie jest tak źle? Może to sfabrykowali, byle mieć na mnie kolejny haczyk? Potrzebowali winnego - a ja przecież byłam tak idealnym kandydatem. Bezbronna, bezsilna, bez... Znaczenia...
Przyrzekłabym, że ten ucisk na mojej szyi zwiększał się z każdą sekundą, a oddychanie stawało się coraz mniej możliwe. Moje oczy zaczęły się przymykać, jakbym miała zaraz stąd odlecieć, zniknąć, odpłynąć świadomością ku lepszym miejscom. Oni jednak za dobrze wiedzieli co robili, bo - nim to się stało - zostałam puszczona. Tlen, tak cenny tlen zaczął znowu napełniać moje płuca. Zachłysnęłam się tym powietrzem, krztusząc się przy okazji i ponownie próbując podnieść moje dłonie ku szyi - wciąż jednak bezskutecznie - przez te przeklęte kajdany. Widać jednak tę próbę postanowił wykorzystać mój nowy przyjaciel, bo niemal natychmiast poczułam jego dłoń na mojej - bynajmniej jednak w celu pocieszenia...
Chyba nawet nie zdążyłam zareagować. Paraliżujący ból rozniósł się po moich nerwach, a ja mogłam przysiąc, że słyszałam dźwięk łamanej kości w tym samym momencie, w którym z moich ust wydarł się kolejny krzyk zmieszany z płaczem. Już nie byłam w stanie powstrzymywać łez.
Co jednak było w tym gorsze? Jeśli tylko drogi Ogar postanowił dać mi szansę i puścił tę zranioną dłoń, co bym mogła podpisać te przeklęte papiery... Cóż. Nie byłabym w stanie. Moje ręce tylko bezwiednie przejechały po stole, nim zaciągnęłam je ku sobie, najbliżej jak mogłam, jakbym chciała je skryć, przyciskając do własnej klatki piersiowej. Cóż za nieszczęście, że przy okazji zrzuciłam ten jakże cenny długopis, od którego zależał dalszy los nie tylko mój, ale i mojego brata...Mistrz Gry - 2018-06-02, 17:29 Zwijający się z bólu Aaron Bartowski nadal gościł na ekranie telewizora. Clyde’a nie obchodziło to, czy Sam w ogóle ma zamiar na to patrzeć. Po prostu nacisnął na klawisz odpowiadający za regulację głośności, po czym wybił najwyższy poziom. Mogła nie patrzeć, ale nie była w stanie nie słyszeć dźwięków wydawanych zarówno przez paralizator, jak i tym bardziej cierpiącego mężczyznę. W tym momencie krzyki Sam wręcz idealnie komponowały się z krzykami Aarona.
Po złamaniu najmniejszego palca, Ogar na moment się zawahał i puścił rękę Samanthy. Nie zrobił jednak tego sam z siebie, to raczej przełożony skinięciem głowy nakazał Huxley’owi, by dał dziewczynie chwilę odpoczynku. I kiedy tylko dziewczyna zaczęła wykonywać ten wysiłek, by pochwycić do ręki długopis, Clive był naprawdę zadowolony. Był wręcz przekonany, że Bartowski nie będzie się dłużej opierać. Mężczyzna zawiesił na Bartowski zaciekawione spojrzenie, czekając… właśnie… na rozwój wydarzeń. I mimo, że – wbrew pozorom – Clive nie odebrał tej małej wpadki za sabotaż, Huxley miał co do tego inne zdanie. Prawdopodobnie właśnie dlatego bez zawahania wymierzył pięścią w twarz dziewczyny, podbijając jej oko.
– Huxley – Clive powiedział spokojnym tonem głosu, jednocześnie przyczyniając się do tego, by ciemnoskóry zrobił krok do tyłu. A następnie przesunął po stole drugi długopis, jednakże tym razem nie było możliwe, by Samantha sama go pochwyciła.
– Huxley poda pani długopis, pani Bartowski. Czy ma pani zamiar podpisać dokumety? – spytał spokojnie.Samantha Bartowski - 2018-06-04, 18:49 Z pewnością szlochałam, skulona, chcąc się schronić na tyle, na ile było to możliwe. W sumie już nie wiedziałam, co bolało mnie najbardziej - złamanie, rany cięte, to przeklęte nagranie?
Czułam się źle. Paskudnie. Bez szans. Przestałam już wierzyć w to, że stawianie się ma jakikolwiek sens. Tym bardziej, gdy nie minęła nawet chwila, a kolejny atak dosięgnął mojej twarzy, wydzierając z mojego gardła kolejny, zachrypnięty krzyk. I znowu, ta cholerna niemoc, gdy nawet nie możesz zasłonić własnego oka... Przyrzekłabym, że mój obraz stał się zamazany - nie wiedziałam jednak, czy to była wina łez, które wciąż spływały po moich policzkach, czy jednak tego uderzenia idealnie nad policzkiem?
Szloch nie ustawał. Jakby mógł? Byłam przerażona. Obolała. Bez sił.... Ja, Sam Bartowski nie miałam sił udawać, że wszystko jest jak należy. A to znaczyło... To znaczyło, że serio jest już źle.
Zaciągnęłam się nosem, próbując opanować własny głos, gdy tylko usłyszałam pytanie mężczyzny. Wiedziałam, że milczenie albo opór spowoduje jedynie kolejne fale cierpienia...
- Wy... Wyłączcie to... Proszę... - Błagałam, wciąż próbując odwracać wzrok od ekranu. Słuch jednak wciąż nie odpuszczał. Słyszałam, dokładnie, każdy jęk, każdy krzyk, każde porażenie... Miałam wręcz wrażenie, że i mnie boli każde kolejne zbliżenie paralizatora, mimo, że przecież już dawno z tego tutaj zrezygnowano.
- Co... Co się stanie... Z Aaronem... Jak... Jak to podpiszę? - Zapytałam w sumie.... Samej nie wiedzieć czemu. Czy w ogóle zechcą odpowiedzieć na moje pytania, czy raczej silą zmuszą mnie do podpisania tych papierów? A jeśli odpowiedzą, czy będzie to zgodne z prawdą, czy jedynie uzyskam takie informacje, jakie byłyby dla mnie satysfakcjonujące? - I... Co się stanie ze mną? - Dodałam po chwili, przypominając sobie o wszystkich zarzutach, które wcześniej wymieniał ten starzec. Mój głos wciąż się łamał a łzy zdawały się spływać jeszcze szybciej po mojej skórze. Wciąż czułam też ścisk na żołądku, jednak sama świadomość, że drogi Ogar stoi nade mną... Działał zdecydowanie lepiej, niż niejeden aviomarin.
Wiedziałam, że to się dobrze nie skończy. Ale czy miałam inny wybór?Mistrz Gry - 2018-06-07, 18:11 Clyde nie miał zamiaru niczego wyłączać. Jakiekolwiek szlochy, prośby nie robiły na nim żadnego wrażenia. Chciał dać dziewczynie nauczkę, chciał pokazać, że tutaj nie ma żadnej władzy, czy wpływów. Wszystko co się tu toczyło było tylko na ich warunkach. Nie jej. Nie miała prawa prosić o cokolwiek. Po prostu.
A co na to Clive? W pewnym sensie to wszystko było dla niego obojętne. Swoim bystrym spojrzeniem przyglądał się reakcjom dziewczyny, najprawdopodobniej notując gdzieś z tyłu głowy trafne spostrzeżenia, które miały mu pomóc w przyszłych przesłuchaniach.
– Przynajmniej to ścisz – odezwał się zmęczonym tonem głosu w kierunku Clyde’a, który z niezadowoleniem wysłuchał rozkazu. Chociaż Clive nie miał problemów z usłyszeniem Bartowski, te wszystkie jęki i odgłosy cierpiącego Aarona zaczynały go naprawdę irytować. Starał się od tego odciąć i skupić jedynie na pojmanej kobiecie, ale te odgłosy ciągle siedziały mu gdzieś z tyłu głowy. Zupełnie jakby Aaron Bartowski był jedną z tych wrednych, niezwykle upierdliwych much.
– Aaron Bartowski zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za swoje haniebne czyny, musi być pani tego świadoma, pani Bartowski. Natomiast z pani podpisem… wyrok będzie o wiele łagodniejszy – stwierdził głosem wypranym z emocji, jednocześnie wyciągając z przyniesionej przez Clyde’a teczki nowe i czyste dokumenty, które po chwili położył na skraju stołu.
– Jeśli chodzi o panią… Uznamy pani działania za nieświadome. Pozostanie pani pod obserwacją naszego oddziału, ale o ile nie powtórzy pani swoich czynów… nikt nie będzie pani niepokoił. – dwa podpisy i wolność. Czy to nie brzmiało jak łaska? Jak prezent na gwiazdkę? Clive skinął w kierunku Ogara głową, a wówczas Huxley zrobił dwa kroki do przodu, by chwycić do ręki długopis i siłą włożyć go Samancie do ręki.
– Jednorazowa, nie do odrzucenia propozycja. Rezygnuje pani z działalności w organizacji FPTP, przyznaje się pani do winy i podpisuje oświadczenie o wspieraniu rządu. W zamian otrzymuje pani wolność. Dla siebie, dla ciemnowłosej dziewczyny z pani mieszkania i łagodniejszy wyrok dla brata – skwitował, po raz pierwszy tego dnia się uśmiechając. Nie był to jednak przyjemny uśmiech. Sam mogła odnieść wrażenie, że żadna odmowa nie wchodziła tu w grę. Clive wyglądał, jak ktoś kto wciąż trzymał asa w rękawie i czekał tyko na odpowiedni moment, by wyłożyć wszystkie karty na stół. Teraz jednak spokojnie przesunął dokumenty po stole.Samantha Bartowski - 2018-06-08, 19:56 Czy można się czuć jeszcze bardziej brudnym, bardziej upodlonym, jeszcze bardziej.. Skrzywdzonym?
Czy można stracić szacunek do samego siebie, w zaledwie kilka godzin? Czy można stracić wiarę we własne możliwości, stać się malutkim, bezbronnym i bezwartościowym człowiekiem tylko i wyłącznie przez jeden ruch ręki?
Z pewnością można - bo właśnie te wszystkie uczucia przeze mnie przechodziły. Emocje mną targały, choć z zewnątrz wyglądałam jedynie na obitą i zapłakaną. Wewnętrznie czułam jednak złość, smutek, wściekłość... Niemoc. I ta niemoc była najgorsza. Znalazłam się w miejscu, z którego nie miałam wyjścia. W sytuacji, której nigdy sobie nie wybaczę...
- Nie chcę... - Mruknęłam, ledwo słyszalnie, przez łzy. Tak bardzo chciałam tego uniknąć. Tak bardzo chciałam wierzyć, ze to tylko zły sen, że tak naprawdę to się nie dzieje... Jednak każda rana, każdy ruch przypominał mi, jak bardzo to jest prawdziwe...
Gdy długopis znalazł się w mojej dłoni, jęknęłam żałośnie, ponownie zanosząc się płaczem. Huxley z pewnością nie zaliczał się do najdelikatniejszych osób, jakie znam - a wtrącenie narzędzia pisarskiego do mojej ręki - zapewne całkowicie niechcąco - wiązało się również z uderzeniem mojego złamanego palca...
Byłam gotowa poświęcić siebie. Mogli mnie tu zabić, nawet, jeśli bałam się tego cholernie. Nawet, jeśli nie zdążyłam się pożegnać ze swoimi bliskimi... Tylko - no właśnie - musieli akurat o nich wspomnieć. Aaron... Ricky... Czy oni mieli być odpowiedzialni za moje czyny? Czy oni musieli cierpieć przeze mnie?
Zacisnęłam własne wargi, starając się nie wydać ani jednego dźwięku, choć przecież wciąż smutno szlochałam. Podniosłam dłonie do tych przeklętych papierów i drżącą dłonią złożyłam na nich krzywy, niestaranny podpis...
Samantha Bartowski...
Zdrajca. Śmieć. Ścierwo. Szmata. Bartowski...
Upuściłam długopis, znowu przyciągając ku sobie moje dłonie. Nie pozostawało mi już nic, poza wiarą, że podpisując ten cyrograf mogłam pomóc chociaż tym, których kocham...Mistrz Gry - 2018-06-09, 11:16 Clive z zadowoleniem obserwował, jak Samantha Bartowski wykonuje ten wysiłek, by złożyć dwa znaczące podpisy na przygotowanych wcześniej dokumentach. Triumfalny uśmiech zagościł również na ustach Clyde’a. Otyły mężczyzna po chwili chwycił do ręki teczkę, do której kilka sekund wcześniej Clive zdecydował się włożyć podpisane przez Sam papierki, a potem z radosnym pogwizdywaniem Clyde opuścił pomieszczenie.
– Zmarnowała nam pani naprawdę dużo czasu, panno Bartowski – Clive odezwał się po dość długim milczeniu. Jakakolwiek satysfakcja, czy zadowolenie zostały zastąpione chłodem i niezadowoleniem. Kobieta z pewnością miała dość silne przeczucie, że ton głosu mężczyzny nie wskazywał na nic dobrego. I cóż… nie pomyliła się aż tak bardzo.
– Zostanie pani wszczepiony mikroprocesor, dzięki któremu będziemy doskonale wiedzieć gdzie pani jest, co pani robi i z kim pani to robi. Radziłbym nic nie robić z tym czipem, gdyż skutki będą… nieodwracalne – mężczyzna zwilżył koniuszkiem języka dolną wargę, po czym kiwnął głową. To by było wszystko. Za dużo czasu dzisiaj stracił, musiał się zająć czymś pożyteczniejszym. Clive podniósł się z krzesła, ruszając w kierunku drzwi. Wydawało się, że już nic więcej nie powie, że odejdzie bez słowa, ale… na nieszczęście Sam tak się nie wydarzyło. Przed samymi drzwiami zatrzymał się gwałtownie i wyrzucił z siebie obojętne:
– Huxley, możesz dokończyć robotę.
A potem po prostu wyszedł, zostawiając Sam na pastwę Huxley’a, który odpowiednio się nią zajął. Dopiero, gdy dziewczyna straciła przytomność, przeniesiono ją do sali laboratoryjnej, by wszyć jej tego czipa, zapoznać ją z mutantem zmieniającym wspomnienia, a także postawić na nogi.
/zt x2
________________________________________________
Mikroprocesor w kształcie ziarenka ryżu znajduje się niebezpiecznie blisko kręgów kręgosłupa. Tak jak Sam została powiadomiona - próby majstrowania mogą nieść ze sobą nieodwracalne, wręcz tragiczne skutki.
Kobieta pamięta podpisanie dokumentów, wiadomość o mikroprocesorze a także nagranie cierpiącego Aarona, natomiast wszystkie inne obrazy są bardzo niewyraźne, przez co dziewczyna nie jest pewna, czy przypadkiem nie podpisała dokumentów z własnej woli. Jeśli chodzi o wszelkie ślady pobicia - dziewczyna ma wrażenie, że miała je już na ciele zanim trafiła do DOGS. Wspomnienia mogą zostać odzyskane przy pomocy odpowiedniego mutanta, lub w przeciągu tygodnia powrócą do dziewczyny w formie koszmarów i flashbacków.
8 marca dziewczyna została porzucona przez białą furgonetkę na klatce schodowej, prowadzącej do jej mieszkania. Mistrz Gry - 2018-06-26, 16:26 Samochód rządowy w ciągu kilku minut podjechał spod restauracji do biura D.O.G.S.
Po drodze Richard mógł bez problemu zamienić kilka zdań z Jeremym, jednak znając swoje prawa - z pewnością nie mówił zbyt wiele. Nie odebrał jednak całego transportu jako negatywne doświadczenie - w sumie traktowano go jak na razie całkiem dobrze, zupełnie jakby rzeczywiście chodziło tylko o krótkie spotkanie biznesowe. W samochodzie zaoferowano mu nawet butelkę zimnej wody - zapewne na ochłodzenie emocji.
Gdy jednak tylko cała czwórka mężczyzn weszła do budynku, Stevens niemal natychmiast przeprosił swego gościa, informując go o innej osobie, która przeprowadzi przesłuchanie, jednocześnie prosząc pozostałych agentów o odprowadzenie mężczyzny do sali przesłuchań.
Samo pomieszczenie zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych. Chłód bił od ścian, żarówka w suficie nieprzyjemnie brzęczała, weneckie lustro aż biło po oczach, a smutny stolik i postawione przy nim trzy krzesła z pewnością nie napawały optymizmem. Ryanowi jednak nie założono żadnych kajdanek ani obroży. Nie wstrzyknięto mu mutazyny. Nie zmuszano go również do żadnych nieprzyjemnych aktywności. Ot - zaoferowano siedzisko i poproszono o poczekanie na kogoś oraz oddanie wszelkiej broni i urządzeń elektronicznych.
Obaj członkowie szwadronów opuścili pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi, pozostawiając Richarda samego sobie w tych czterech ścianach...Rick Ryan - 2018-06-26, 16:47 / z Columbia Tower Club
Richard wsiadł do samochodu rządowego, zachowując się tak, jak ów agent - jakby mieli przed sobą jakieś spotkanie biznesowe. Doskonale wiedział iż jest to najlepsze podejście do tej sytuacji. Wiadomość iż chcą z nim porozmawiać o działalności organizacji trochę go uspokoiła. Mógł na spokojnie przemyśleć jaką taktykę przyjąć, doskonale wiedział jak zmienił się rozkład sił, czytał przecież codziennie gazety aby móc być na bieżąco ze wszystkim. W końcu obecny bieg wydarzeń miał bardzo duży wpływ na jego karierę. Przyjął butelkę zimnej wody, grzecznie za nią dziękując jak i zaszczycił agenta krótką pogawędką o niczym, ot standardowe procedury czyż nie?
Mężczyzna grzecznie pożegnał się z agentem, życząc mu miłego dnia. Oddał również swój telefon i zegarek, prosząc jednak o możliwość zachowania teczki gdyż kodeks zawodowy nie pozwalał mu na zostawienie czyichś akt bez opieki. Gdy już wszystko się odbyło wszedł do pomieszczenia. Cóż, dla zawodowego prawnika nie wydawało mu się jakoś szczególnie nie przyjemnie. Nie raz musiał odwiedzić któreś z więzień gdy jeden z ich klientów był przesłuchiwany to też nie wywołało to w nim żadnych emocji. Ot dzień jak co dzień z tym że tym razem to on miał być prześłuchiwany i niemal był pewien iż właśnie go obserwują.
Richard zajął miejsce przy stoliku tak, by widzieć drzwi do pomieszczenia a swoją teczkę postawił na krześle obok i czekał.Nancy Flanagan - 2018-06-27, 20:45 Praca dla DOGS bywała męcząca. Po marszu pokojowym nieustannie mieli coś do roboty. Powoli miała dosyć nieustających przesłuchań, pościgów oraz aresztowań. Jakby nie mogli dać spokoju tym biedakom z FPTP. Nancy dalej skrycie popierała ich działania. Czasem nawet chciała przelać im jakieś pieniądze, ale była pewna, że rząd monitorował jej wydatki. Nie mogła zwracać na siebie uwagi. A już na pewno nie tuż po marszu oraz ataku na siedzibę Bractwa. Przynajmniej nie kazali brać jej w nim udziału, ale słyszała, że złapali Colleen. Złapali córkę jej przyjaciółki, która tak długo przewodziła Bractwu, a Nancy doradzała Yvonne... i nie zdołała jej uratować. Zawiodła i nigdy sobie tego nie daruje, ale dość smutów. Tak długo, jak była w DOGS musiała wypełniać swoje obowiązki, a teraz musiała przesłuchać... Gdzie ta teczka?! Tu jest...
Nancy weszła do pokoju przesłuchań, przeglądając rozsypujące jej się w rękach dokumenty. Zapewne robiła nieprofesjonalne wrażenie, ale nie przejmowała się tym. Usiadła na krześle na przeciwko... Richarda Ryana.
- Dzień dobry. Wie pan, dlaczego się tutaj znalazł? - Nie cierpiała przesłuchiwać ludzi. Tego dnia to było... trzecie? Nie... Czwarte przesłuchanie. Była tym zmęczona, czego wyraz dała swoją mimiką. Widać było po Nancy, że nie była zadowolona ze swojej obecności w tym miejscu, a patrząc na twarz zauważyć można było przekrwione białka oraz podkrążone oczy. Zapewne byłaby w stanie zabić za kawę.Rick Ryan - 2018-06-27, 21:18 Richard nie wiedział ile czasu spędził w tym pomieszczeniu czekając na osobę która miała go przesłuchać, każda minuta mu się dłużyła gdyż szczerze mówiąc, chciałby mieć to już za sobą. Gdy do pomieszczenia weszła kobieta wstał grzecznie. Prawnik zlustrował ją uważnie wzrokiem wyglądała... Na zmęczoną. Doskonale znał ten stan, gdy po nie przespanej nocy spędzał całe dnie biegając od klienta do klienta, doskonale widział jej przekrwione oczy i szczerze mówiąc, zrobiło mu się trochę przykro tej kobiety. Uśmiechnął się do niej przyjaźnie i dopiero gdy ta usiadła naprzeciw niego, również zajął swoje miejsce.
- Dzień dobry! Pan Stevens powiedział mi tylko iż chodzi o moją działalność w ugrupowaniu From People to People. - - Odpowiedział spokojnym, niemal wyćwiczonym głosem. Lata praktyki dawały swoje. Kobieta patrząc na niego z pewnością nie była w stanie dostrzec żadnych oznak zaniepokojenia czy braku pewności siebie. Rich nie denerwował się, na dobrą sprawę nie należał do tej organizacji długo, a biorąc pod uwagę iż mieszkał w Seattle dopiero miesiąc w jego mniemaniu również działał na jego korzyść.
Ot, kolejne spotkanie biznesowe, czyż nie? Tak właśnie pan Ryan do tego podchodził.Mistrz Gry - 2018-07-12, 16:21 Rzeczywiście - ten dzień nie był łaskawy dla panny Flanagan, co mężczyzna mógł bez problemu od razu zauważyć. Nie zmieniło to jednak jego zachowania, za co zapewne - w normalnych okolicznościach - kobieta byłaby niezmiernie wdzięczna. Dzisiaj jednak nie wiedziała już, co ją bardziej irytuje - ludzie zgrywający idiotów, czy nazbytni służbiści zawsze odnajdujący odpowiednią formułkę na każdy zarzut?
Nancy jedynie pokiwała głową słysząc odpowiedź z ust Ryana. Dobrze. Przynajmniej wie, po co tu jest. To oszczędzi tej dwójce bardzo wiele czasu. Nim jednak ruszyli dalej z przesłuchaniem, pani Kapitan zaproponowała jeszcze kawę, herbatę lub wodę, licząc, że i ona się załapie na choćby filiżaneczkę po całym dniu udręki.
Richard jednak mógł się czuć spokojny. Znał się na tym fachu, wiedział, ile może puścić pary, a stan osoby która go przesłuchiwała był dodatkowym plusem w tej sytuacji - Ryan mógł być pewny, że da radę prześlizgnąć kilka drobnych kłamstw, jeśli tylko będzie to konieczne, ponieważ jego rozmówczyni nie będzie nawet w stanie wyłapać tych drobnych sygnałów, które jakkolwiek mogłyby zdradzić jego niemal pokerową, biznesową twarz.
Wśród pytań, które padły tego popołudnia znajdowały się między innymi:
- Jak długo wspierał Pan działalność ugrupowania From People to People?
- Jak wyglądała Pana działalność dla tego ugrupowania?
- Z iloma członkami utrzymywał Pan bliskie kontakty? Kogo Pan zna?
- Czy dziś, po delegalizacji działań ugrupowania, wciąż wspiera Pan członków FPTP, bądź podejmuje jakiekolwiek działania na rzecz tej grupy?
- Co Pan robił dnia 24 lutego 2018 roku?
- Czy był Pan świadom nielegalnych działań, których dopuścili się członkowie wspieranego przez Pana ugrupowania?
Oczywiście, do części pytań były podsuwane odpowiednie fotografie - między innymi członków FPTP, takich jak Shivali Nyberg, Samantha Bartowski, czy Lucas Hope, który już wszedł w szeregi DOGS, były też prowadzone odpowiednie notatki oraz zadawano dodatkowe pytania, odpowiednie do zaszłyszanych odpowiedzi. Nancy jednak nawet mimo swojego zmęczenia, wiedziała, że nie może się posunąć zbyt daleko. Nie z tym mężczyzną. Stąpali tu po cienkim lodzie i bez odpowiednich zarzutów - mogli sobie pozwolić jedynie na czyste ogólniki. Liczono jednak, że mężczyzna popełni błąd. Błąd, który będzie go kosztować znacznie więcej, niż mogło mu się wydawać... I - na szczęście dla Flanagan - nawet, jeśli ona czegoś nie zdoła wyłapać, zawsze można była polegać na kamerach i osobach za lustrem weneckim, czyż nie?
- Panie Ryan, to będzie wszystko na dzisiaj. Bardzo proszę o nieopuszczanie stanu. Możliwe, że będziemy Pana jeszcze prosić na dodatkowe zeznania po innych przesłuchaniach. - W końcu kobiecie udało się zakończyć, podając mężczyźnie rękę i życząc mu udanego, pozostałego wieczoru.Rick Ryan - 2018-07-12, 16:58 Mężczyzna przyglądał się kobiecie z przyjaznym uśmiechem. Gdy zaproponowano mu kawy poprosił o nią grzecznie, głównie dlatego iż widział jak zmęczona jest kobieta, po za tym kawa sprawiała że łatwiej było mu zebrać myśli, czego naprawdę teraz potrzebował.
- Jak długo wspierał Pan działalność ugrupowania From People to People?
- Nie był to długi okres, dwa, maksymalnie trzy miesiące. - Jak wyglądała Pana działalność dla tego ugrupowania?
- Moja działalność w tym ugrupowaniu polegała głównie na pomocy prawnej, wie Pani, bardzo wiele osób było pobitych lub szykanowanych z powodu swoich poglądów i nikt nie chciał im pomóc, był to dla mnie dodatkowy zarobek. Nigdy jednak nie udzielałem pomocy osobom, które czekała rozprawa z organami rządowymi. - Z iloma członkami utrzymywał Pan bliskie kontakty? Kogo Pan zna? - Nie utrzymywałem bliskich kontaktów z nikim z ugrupowania, znam z imienia może dwie osoby jedna nazywała się chyba Lily, druga Patrick? Nie jestem pewien, jak mówię nie utrzymywałem bliskich kontaktów, a danych personalnych moich klientów z San Francisco nie mogę zdradzić, straciłbym wtedy uprawnienia do wykonywania zawodu. - Czy dziś, po delegalizacji działań ugrupowania, wciąż wspiera Pan członków FPTP, bądź podejmuje jakiekolwiek działania na rzecz tej grupy?
- Nie. Neguję osoby które po delegalizacji dalej wspierają tę grupę, odmawiam też im pomocy prawnej. - Co Pan robił dnia 24 lutego 2018 roku?
- Prowadziłem sprawę wraz z moim ojcem w San Francisco, mieszkam w Seattle dopiero od 7 marca. - Czy był Pan świadom nielegalnych działań, których dopuścili się członkowie wspieranego przez Pana ugrupowania?
- Oczywiście że nie byłem świadom nielegalnych działań tych ludzi, jako prawnik jestem bardzo wyczulony na nie przestrzeganie prawa, gdy tylko sprawa wypłynęła odsunąłem się od tego a moja kancelaria jest zamknięta dla byłych członków ugrupowania. - Mężczyzna odpowiadał na pytania pewnym tonem głosu, widać było po jego postawie iż mężczyzna nie kłamie. Gdy przesłuchanie się skończyło mężczyzna wstał, podziękował za kawę, życzył kobiecie miłego dnia i opuścił biuro departamentu, uprzednio zabierając swoje rzeczy.
[z/t]Mistrz Gry - 2018-11-15, 22:20 / Prosto z komisariatu policji (14 października)
Ewangelina Moseley, została przewieziona pojazdem transportowym DOGS prosto do biura, zgodnie z poleceniami przełożonego. Gdyby stanowiła zagrożenie, kombinowała ucieczkę czy sprawiała inne problemy, mieli wstrzyknąć jej środek uspokajający. Obaj panowie byli więc przygotowani na tę okoliczność.
Na tyłach pojazdu, obserwujący ją i pilnujący mundurowy, nie podejmował z nią żadnej rozmowy. Koleżanka będzie mogła wygadać się dopiero na przesłuchaniu.
Gdy zajechali na miejsce, prowadzący pojazd wysiadł i zaszedł na tyły, by otworzyć drzwi. jego kolega, który towarzyszył oskarżonej, trzymał ją już za ramię i wysiadł z nią, prowadząc prosto do biura DOGS. Na pewno zwracali sobą uwagę, a szczególnie Ewangelina, która trzymana w żelaznym uścisku, nie miała szans się wyrwać. Kolega dołączył do nich, trzymając zaraz Moseley za drugie ramię. I tak kobieta została zaprowadzona do pokoju przesłuchań. Posadzona na krześle i pozostawiona w kaftanie bezpieczeństwa sama. Panowie wyszli i zamknęli drzwi. Czeka ją ponowne przesłuchanie. Tym razem w obecności kogoś z wyżej postawionych w DOGS.