Poprzedni temat «» Następny temat
Amy Vandom
Autor Wiadomość
Amy Vandom



Bądź przygotowany na najgorsze, ale licz na najlepsze

Zamiana w dym

60%

Miłość, prawość i nadzieja





name:

Amy Vandom

alias:
Amy

age:
24

Wysłany: 2018-01-21, 22:10   Amy Vandom

Amy Vandom
urodzona w Londynie 14.08.1994 roku, mieszka w Seattle od 10 lat, nie przynależy do żadnej frakcji, wizerunku użycza Karen Gillan
historia
Jako szczęśliwa jedynaczka urodziłam się w Londynie. To tu się wychowywałam, mając z okna widok na wielkiego Big Bena. Był moim kompasem, inspirował mnie od małego i zachęcał do zgłębiania nauki już od wczesnych godzin porannych. Nie żebym należała do rannych ptaszków, wręcz przeciwnie. Jego dźwięki wybijały godzinę siódmą rano, a ja jak opętana zrywałam się z łóżka i leciałam do szkoły, a w metrze uczyłam się na kolejne testy czy egzaminy. Fajnie było, miło wspominam te czasy, ale trzeba było wyjechać za granicę, bo rodzice dostali jakiś wielki kontrakt. Moje życie nie zmieniło się, dalej wkuwałam jak opętana i spóźniałam się na zajęcia. Zawsze zziajana, roztrzepana i z potarganą burzą rudych włosów, wpadałam do klasy, aby zacząć kolejny dzień w przysłowiowej „budzie”. Jednak na szczęście w Seattle się szybko zaaklimatyzowałam. Nie ciężko było znaleźć przyjaciółki i przyjaciół, gdy się jest wygadanym jak kruk. Te piękne ptaki drą ryja jakby się naśmiewały z każdego. One też mnie zastanawiają. Big Ben dawał mi kopa na pobudkę i inspirował do nauki, bo byłam ciekawa jak go nakręcają. Jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie, że codziennie rano jakieś krasnoludki przemykają po tarczy zegara i ustawiają go na odpowiednią porę. Głupie rozmyślania dziecka, a przecież każdy wie, że to magia. Harry Potter rzucił na wskazówki czar, a Hermiona poprosiła skrzaty domowe, aby żaden mugol nie wstąpił na zakazaną ziemię w wieży. Ale w Ameryce było inaczej, nie było zegara, który by mnie budził, były te ptaki, a dokładnie jeden. Przesiadywał na oknie, a ja go obserwowałam i zastanawiałam się jak wygląda oskubany z piór. Ciekawe czy kruki są smaczne, jak się je dobrze doprawi i upiecze w piekarniku.
Pewnego dnia, w liceum, wszystko się zmieniło. Na gorsze, lub lepsze, zależy jak na to patrzeć. Siedziałam w bibliotece i udając, że się uczę ( bo kto normalny uczy się w bibliotece? Pff! To nie na miejscu!), obserwowałam pewnego przystojniaka. Ukrywałam twarzyczkę za wielkim tomem Harry’ego Potter’a, bodajże był to piąty tom, gdy poczułam dym. Coś się gdzieś jarało. Jak na człowieka przystało, zaczęłam szukać źródła zapachu. Fuj, fuj, fuj. Ktoś pali jointa? Ale nie tylko ja to poczułam. Obiekt westchnień szybko się zmył, pojedyncze osoby, obserwowały i również szukały skąd jest dym. Zraszacze się nie zapalały, a drzwi od biblioteki otworzyły się na roścież i wielkie płomienie zagarnęły pierwsze tomiska będące najbliżej. Wybuchła panika, zaczęłam się dusić. Uczniowie próbowali dolatywać do okien. Co za głąby!
- Nie otwierajcie, kurwa, okien! - krzyknęłam jak do imbecyli. Co oni robili na lekcjach fizyki i chemii? Spali? No fakt, ja spałam, odsypiałam imprezę, ale to całkowicie inny temat, nie na taką sytuację. Debile nie posłuchali. Otworzyli okna i wtedy rozpętał się istny armagedon. Ogień był wszędzie. Piekły mnie oczy, paliły nozdrza i płuca. Brakowało mi oddechu. Zaczęłam się dusić, zresztą tak samo jak reszta. Oparta o jeden z regałów patrzyłam jak co nie którzy cwaniacy wyskakują z trzeciego piętra budynku. No tak, lepiej mieć złamany kark niż się spalić. Pani bibliotekarka latała z gaśnicą, ale to było na nic. Drzwi ewakuacyjnych nie było, bo zraszacze powinny zadziałać bezbłędnie. Nogi się pode mną uginały, słabo widziałam, choć nie wiem czy to przez dym, czy przez trujący gaz w moich płucach. Baj baj kruku! Pozdrów tam kogo chcesz! I ciesz się, że nie zrobiłam z ciebie przysmaku na kolację, choć nie raz mnie przez to swoje gdakanie kusiłeś.
Gdy się obudziłam, świeciło mi po oczach białe światło. Słyszałam nieprzyjemne bzyczenie. Machnęłam ręką i oczywiście, jak to ja, wybiłam lekarzowi latarkę z ręki. Oburzony starzec nie dowierzał, że mam taką siłę, mimo mojego stanu. No sorry bardzo, ale leki przeciwbólowe są the best (choć może to nie leki?). Ten odlot jest po prostu super, aż dziwię się, że do tej pory nie odważyłam się spróbować jakichś tego typu rzeczy na którejś z imprez. Jak się okazało, pożar był wynikiem podpalenia przez gówniarzy, którzy zostali zawieszeni. Pani Mugol-Książkowy, niestety zmarła. Reszta przeżyła, tak samo jak ja, choć u mnie był pewien fenomen. Cały dym, który powinnam mieć w płucach... nie było go. Jakimś cudem mój organizm aktywował swoją mutację gdy byłam jedną nogą po drugiej stronie i zaczął wchłaniać dym, tym samym oczyszczając moje płuca i dając mi szansę na przeżycie. Gdy mnie wyciągnięto z budynku nie kontaktowałam co się dzieje, a mimo poparzeń śmiałam się do upadłego. Mój organizm wsysał dym, przyjął go za dużo, dlatego miałam odlot, ale i reszta ludzi za to przeżyła. Nie podusili się. Na pewno spojrzę inaczej teraz na zamknięte pomieszczenia bez wyjścia ewakuacyjnego. Trauma pozostanie, tak samo jak strach do ognia. Ten dym… on był wszędzie. Jeszcze jak patrzę w okno przypominam sobie jak ciężko się oddychało, jak on się rozprzestrzeniał i pożerał wszystko wokół. Od tamtych wydarzeń minęły już 3 lata, od tamtego czasu zmieniło się kilka spraw – pojawiła się klaustrofobia oraz… nie wiem jak to opisać. Na początku, w momencie pojawienia się paraliżującego strachu moje dłonie nie były wyraźne, zanikały na rzecz czarnego dymu. On mnie otaczał, przytłaczał. Myślałam, że mam halucynacje, ale nie ośmieliłam się głośno o nich mówić, jeszcze wysłano by mnie do jakiegoś domu dla głąbów. Zaczęłam sama z tym walczyć, aż odkryłam w czym tkwi sedno. Nauczyłam się trochę też w necie, jak to dobrze, że wujek google jest tak bardzo pomocny. Zaczęłam nad tym panować. Najpierw powoli, bo wspomnienia wracały, ale z czasem nauczyłam się zamieniać całą siebie w czarny dym. Jedyny mankament był taki, że uruchamiałam swoją obecnością wszystkie czujniki dymu. I tak mijały kolejne dni, a ja teraz pracuję w policji.
charakter
Boże, jak mam sama siebie opisać? Trzeba o to pytać osoby trzecie, ale spoko, skoro prosicie to dostaniecie coś na szybko.
Na pewno jestem ambitna - dążę do postawionego sobie celu.
Nie żebym sobie dodawała inteligencji, ale myślę, że jestem wystarczająco mądra, aby potrafić przez tyle lat ukryć swój dar przed rodziną, współpracownikami i przeżyć mimo otaczającego mnie imbecylizmu co nie których. (Nadal mam przed oczami tych debili otwierających okna… )
Oj, jestem roztrzepana, niestety. Czy to szkoła, czy praca to nadal się spóźniam albo przychodzę na styk, żeby w przeciągu paru chwil przebrać się w mundur i wyglądać jak bym nie widziała się w lusterku od przeszło tygodnia.
Marudna, wredna, sarkastyczna (niektórzy dalej nie wiedzą, czy używam ironii czy mówię serio. Pure Evil! )
Wesoło i z dystansem podchodzę do własnej osoby, bo przecież nikt nie jest doskonały! A warto się czasem pośmiać z własnej głupoty lub innych. Uważam, że poczucie humoru to podstawa w tych czasach, tych trudnych czasach.
opis mocy
Jak można inaczej nazwać moją umiejętność? Zamiana w dym jest niewyobrażalnie dzika i nieadekwatna do przeżyć. Czemu kurna nie mogę zmieniać się w kruka?! Nakopałabym wtedy temu podglądaczowi pod ogon. Oj powiedziałabym mu co serio o nim myślę. A moja moc? Zaczęło się strasznie, bo myślałam, że po prostu wariuję, ale na szczęście, okazało się to nie raz wybawieniem. Tym bardziej, że zaczęłam wyciągać z tego pewne korzyści. Pod postacią dymu mogę się przemieszczać nie zauważenie przez kogokolwiek, a nawet przenikać przez przeszkody. Moja prędkość jest całkowicie normalna, jakbym szła, tyle, że w powietrzu. Nie próbowałam tego robić w czystym klimacie, ale w mieście pełnym smogu jestem niewidzialna kompletnie. Jedyny mankament jaki póki co mnie denerwuje najbardziej, to że każdy czujnik dymu mnie wykrywa i momentalnie drze ryja, że gdzieś się jara. Woda… ona mnie strasznie denerwuje, osłabia mnie, oczyszcza moje cząsteczki z węgla, a wtedy chwila moment jestem z powrotem człowiekiem. Gdy jestem mokra, albo leje jak z cebra to nie zmienię się w dym, nie ma mowy, a gdy dżdży? Wtedy tak, ale na bardzo krótko (jeden post na moc, jeden na odpoczynek). Gdyby nie daj boże, ponownie spotkała mnie woda pod postacią dymu to wtedy jestem zablokowana do czasu aż nie wyschnę. Na pewno też czasowo nie wygląda to za fajnie, maksymalnie mogę być pod postacią dymku jakieś 10-15 minut (dwa posty), bo później staje się materialna i strasznie mnie dusi w płucach. Innymi słowy, teraz już wiecie, czemu do pracy przychodzę wiecznie zziajana, jakbym przebiegła maraton (jeden post na odpoczynek). Kładę szczególny nacisk na ćwiczenie swoich umiejętności, gdyż nikt o nich nie wie, bo nikomu nie ufam na tyle, aby chociaż poprosić o pomoc, więc też nie mam pojęcia na co mnie stać, a jakoś chronić swój sekret muszę. Zobaczymy co będzie dalej, ciągle eksperymentuje i próbuję coraz to nowszych kombinacji,więc może być tylko lepiej.
ciekawostki
Nadal lubię czytać.
Nie tykam alkoholu ani innych używek. Wystarczą mi spaliny, aby być ciągle jak na haju.
Lubię ptaki, muszę sobie kupić jakąś papugę.
Staram się o awans na detektywa.
Uwielbiam tańczyć i chodzić na imprezy.
Słodycze! Dawać mi słodycze! Nie przepuszczę żadnych!
Nie uprawiam sportów.
Moi rodzice podróżują i nie ma ich obecnie w kraju.
Nowa technologia nie jest mi obca.
Potrafię strzelać z różnych typów broni.
Staram się być bezstronna.
Jestem nie ufna i tajemnicza.
Moje włosy są nie znośne! Żyją własnym życiem!
Ah, właśnie, jak mi się zakopci obiad, to ten dym spalenizny tak jakby zostaje we mnie wchłonięty, a wtedy to się czuję jak na niezłym haju! Proponuję spróbować, to jest zajebiste. Po pożarze nie próbowałam tego robić ponownie na większą skalę, żeby chociażby sprawdzić, czy byłoby lepiej. Małe ilości - jak najbardziej przydatna umiejętność.


[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-22, 12:22   
  

   2 Lata Giftedów!


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 60%
Bardzo ciekawie napisana karta! Super ograniczenie mocy jeżeli chodzi o to, jak reaguje na wodę.
Już nie marudzę i życzę miłej gry <3
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8