Poprzedni temat «» Następny temat
Przed domem
Autor Wiadomość
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2018-01-15, 21:01   Przed domem
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


[Profil]
    [A+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2018-04-01, 20:29   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


// 12 Luty

Jeden dzień, a tak wiele zmienił w życiu Esther. Ten jeden dzień... Gdyby wiedziała, że tak się on potoczy nie wyszła by w tedy z domu nie spotkała by się z nimi i może... wszystko było by normalnie. A tak straciła ostatnią osobę, jaką miała na tym świecie. Została sama czy może być jeszcze gorzej...
Jednak od początku od tamtego dni minęło już dokładnie jedenaście dni, trzynaście godzin i czterdzieści trzy minuty. Czemu aż tak szczegółowo no cóż zawsze zapamiętujemy najgorsze dni. Pamiętamy w tedy godzinę, pogodę i wiele innych rzeczy, których normalnie nie bylibyśmy w stanie sobie przypomnieć. Po tym dniu nie wychodziła z domu, ale już miała go dość. Był za pusty... i ciągle słychać było śmiech. Którego już dawno nim nie było.
Jednak panna Goth nie wiedziała, że przyjdzie jej mierzyć się kolejnym okropnym dniem. Kiedy zobaczyła tych mężczyzn za sobą... Pierwszą myślą jaka przyszła jej do głowy ,,Serio?'. Tak wiem oryginalna była ona ale szczerze dziewczyna była okropnym stanie. W tamtej chwili miała dość wszystkiego pracy, samotność, a nawet życia. Jednak nie chciała żegnać się z nim w taki sposób. Nie przez tych... no właśnie jakby było najlepiej ich określić? Jak nawet nie wiedziała czego chcą...
Te ich puste oczy i szydercze śmiech z głupimi odzywkami na pewno ich nie zapomni o ile wyjdzie z tego cało. Bo jak na razie w to wątpiła. Rozejrzała się na po okolicy do domu miała spory kawałek nie było mowy o ucieczce. Mogła zawróć i wróć do zakładu. Carla powinna jeszcze być pracy. Ona zawsze ma na wszystko czas... Wątpiła by dała radę dopiec...
Myśl Esther... No myśl....
Właśnie w tedy kiedy próbowała wymyślić coś co mogło by uratować jej skórę. Pojawił się ten mężczyzna. Zdążył nim cokolwiek zdążyło się wydarzyć. Tak znowu... Esther ktoś uratował ci tyłek... Może dla odmiany zaczęłabyś sama go ratować. Kiedy obserwowała mężczyznę jak pokonuje jednego za drugim. Wiedziała, że powinna wykorzystać moment by stąd uciec, bo nie znała go ani jego powodów. Po za tym co jeśli przegra... Cały czas w głowie miała te natrętną myśl... UCIEKAJ. Niestety nie była w stanie się ruszyć dopiero kiedy zobaczyła, że mężczyzna pokonał ich oraz spojrzał na nią. Chociaż w jego oczach nie widziała nic co mogło by ją zaalarmować to zrobiła krok.
- Dziękuje... Powinnam się już zbierać - powiedziała do niego robiąc kolejny krok w tył. Chciała odejść stąd jak najdalej nim mężczyzna ją skrzywdzi. Bo przecież na pewno to zrobi. Po co by jej w ogóle by pomagał. Była nikim...
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Anthony Evans



Lepiej jeść, niż nie jeść.

Nadludzka Siła

63%

Brak





name:

Anthony Evans

alias:
Iron Hand

age:
38

Wysłany: 2018-04-02, 08:26   
   Multikonta: Armo Romanov


// 12 luty

Któregoś pięknego dnia będąc w Olimpii u Ricky zasiedzial się trochę u niej, a na dodatek popsuł się jego motor. Zastanawiał się czy jego beznadziejna sytuacja może być gorsza...i tak udało się, uciekły również wszystkie autobusy w stronę Olimpii. Postanowił że wróci może do stref mieszkalnych i przekima się u przyjaciółki, która była względnie pijana. Idąc miastem, usłyszał bardzo nieładne słowa kierowane z pewnością do jakieś kobiety, rechot neandertalczyków rozpoznalby wszędzie. Także udał się o tej później godzinie w kierunku z którego nadchodzil dźwięk.
Po dotarciu do miejsca docelowego zauważył urocza lecz skromną na pierwszy rzut oka dziewczynę, która chyba właśnie kończyła pracę. Po ubiorze domyślał się iż była to jakaś kelnerka z pobliskiego baru, nic dziwnego że grupa samców alfa tak bardzo chciała zerwać z niej ciuchy i trochę pobawić. Niestety a może stety, Evans miał już wystarczająco irytujący dzień. Powoli podszedł do jednego z nich i złamał mu rękę jak gałązkę. Reszta twardzieli niewiele myśląc rzuciła się na niego, więc uchylac się przed ciosem zadał następnemu trafienie kolanem w żebra. Słychać było tylko dźwięk łamanych żeberka, prawdopodobne dwa dolne. Po tych dwóch krótkich potyczkach spojrzał groźnie na resztę, chociaz nawet nie podnosił gardy.
- Ktoś jeszcze chce zaczepić Tą Panią? Nie? To ładnie ja przeproście i nie chce was tu więcej widzieć.
Stanął między nimi a nią i czekał na rozwój akcji, jeśli reszta skakała wyznaczył im po parę miłych ciosów, jeśli uciekli odwrócił się do Esther.
- Spokojnie Jelonku nie uciekaj...nie jestem myśliwym...patrz nie mam broni nie musisz się mnie bać. Już wszystko w porządku.
Starał się mówić najbardziej niskim i spokojnym głosem tak by dziewczynie nic nie umknęło, dodatkowo patent z jelonkiem miał rozluźnić nieco atmosferę. Gdy podchodził pokazywał jej ręce żeby potwierdzić to co mówi.
- Chyba pracujesz tutaj niedaleko, prawda? Ale wiesz Olimpia nocą jest niebezpieczna. Ale gdzie moje maniery? Jestem Tony. Miło mi Cię poznać.
Wyciągnął do dziewczyny rękę z najmilszym uśmiechem jaki znał i postanowił ją jakoś rozgadac.
- I wydaje mi się że nie masz blisko do domu...hmm...gdybym miał paliwo to bym Cie podwiózł, ale niestety. Jednakże mam pomysł. W zamian za uratowanie życia dasz się odprowadzić bym nie musiał się martwić czy nic Ci nie jest, hmm "?
Zapytał, chociaz wiedział iż nieważne co odpowie to będzie ją śledzić gdyby musiał aby bezpieczenie wróciła do domu. W sumie jej nie znał i powinien mieć wyjebane, ale jednak nie potrafił przejść obojętnie nad potrzebującym.
[Profil]
   
 
Anthony Evans



Lepiej jeść, niż nie jeść.

Nadludzka Siła

63%

Brak





name:

Anthony Evans

alias:
Iron Hand

age:
38

Wysłany: 2018-04-02, 08:26   
   Multikonta: Armo Romanov


// 12 luty

Któregoś pięknego dnia będąc w Olimpii u Ricky zasiedzial się trochę u niej, a na dodatek popsuł się jego motor. Zastanawiał się czy jego beznadziejna sytuacja może być gorsza...i tak udało się, uciekły również wszystkie autobusy w stronę Olimpii. Postanowił że wróci może do stref mieszkalnych i przekima się u przyjaciółki, która była względnie pijana. Idąc miastem, usłyszał bardzo nieładne słowa kierowane z pewnością do jakieś kobiety, rechot neandertalczyków rozpoznalby wszędzie. Także udał się o tej później godzinie w kierunku z którego nadchodzil dźwięk.
Po dotarciu do miejsca docelowego zauważył urocza lecz skromną na pierwszy rzut oka dziewczynę, która chyba właśnie kończyła pracę. Po ubiorze domyślał się iż była to jakaś kelnerka z pobliskiego baru, nic dziwnego że grupa samców alfa tak bardzo chciała zerwać z niej ciuchy i trochę pobawić. Niestety a może stety, Evans miał już wystarczająco irytujący dzień. Powoli podszedł do jednego z nich i złamał mu rękę jak gałązkę. Reszta twardzieli niewiele myśląc rzuciła się na niego, więc uchylac się przed ciosem zadał następnemu trafienie kolanem w żebra. Słychać było tylko dźwięk łamanych żeberka, prawdopodobne dwa dolne. Po tych dwóch krótkich potyczkach spojrzał groźnie na resztę, chociaz nawet nie podnosił gardy.
- Ktoś jeszcze chce zaczepić Tą Panią? Nie? To ładnie ja przeproście i nie chce was tu więcej widzieć.
Stanął między nimi a nią i czekał na rozwój akcji, jeśli reszta skakała wyznaczył im po parę miłych ciosów, jeśli uciekli odwrócił się do Esther.
- Spokojnie Jelonku nie uciekaj...nie jestem myśliwym...patrz nie mam broni nie musisz się mnie bać. Już wszystko w porządku.
Starał się mówić najbardziej niskim i spokojnym głosem tak by dziewczynie nic nie umknęło, dodatkowo patent z jelonkiem miał rozluźnić nieco atmosferę. Gdy podchodził pokazywał jej ręce żeby potwierdzić to co mówi.
- Chyba pracujesz tutaj niedaleko, prawda? Ale wiesz Olimpia nocą jest niebezpieczna. Ale gdzie moje maniery? Jestem Tony. Miło mi Cię poznać.
Wyciągnął do dziewczyny rękę z najmilszym uśmiechem jaki znał i postanowił ją jakoś rozgadac.
- I wydaje mi się że nie masz blisko do domu...hmm...gdybym miał paliwo to bym Cie podwiózł, ale niestety. Jednakże mam pomysł. W zamian za uratowanie życia dasz się odprowadzić bym nie musiał się martwić czy nic Ci nie jest, hmm "?
Zapytał, chociaz wiedział iż nieważne co odpowie to będzie ją śledzić gdyby musiał aby bezpieczenie wróciła do domu. W sumie jej nie znał i powinien mieć wyjebane, ale jednak nie potrafił przejść obojętnie nad potrzebującym.
[Profil]
   
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2018-04-02, 20:21   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Stała jak ten słup soli obserwując z jaką łatwością mężczyzna pokonuje przeciwników. Chyba tylko głupiec nie był by podważeniem widząc, że daje radę. Chociaż druga stroną ma przewagę liczebnościową. Esther nie mogła ruszyć się z miejsca. Pomimo tego natrętnego głosu głowie. By wykorzystała moment nie uwagi mężczyzn i uciec stąd. Jednak nie mogła tego zrobić. Może stanie tutaj było głupotą, ale nie mogą stąd od tak odejść. Przecież ten mężczyzna zdecydował się jej pomóc. Bez względu jakie miał intencje, ale pomógł. Jednak ten natrętny głos znowu przemówił, że skąd ma pewność iż jej nie skrzywdzi. Nie miała jej ale przecież nie może całe życie obawiać się o to, że spotka kolejnego Philipa. Po za tym nie miała już kogo trać. Została sama... Bez rodzinni i przyjaciół. Dlatego należały się mu podziękowania. Matka przecież dobrze ją wychowała.
Kiedy się odezwał o to by ją przeprośli. Już miała zamiar powiedzieć, że nie trzeba. Nie chce ich przeprośń tylko by dali jej i innym dziewczyną spokój. Gdy na ulicy zostali tylko oni i mężczyzna wyskoczył z tym ,,jelonkiem" spojrzała na niego jak na wariata. Serio? Porównanie do jelonka?
- Po pierwsze jestem spokojna, a po drugie serio porównanie do jelonka i myśliwego - odezwała się pewniejszym głosem. Może to porównanie jednak nie było takie głupie. Esther przestała się cofać gdy mężczyzna się do niej zbliżał. Zastanawiała się tylko kim jest ten mężczyzna. Mało komu udało by się pokonać tylu napastników i nie wyglądało na to by odniósł jakieś większe obrażenie. Czego też jej trochę ulżyło, bo nie chciał by ktoś obrywał z jej powodu. Nawet obcy dziwny mężczyzna.
To, że nie miał broni wcale nie sugerowało tym, że nie jest niebezpieczny. Ostatni mężczyzna, który mówił, że jej nie skrzywdzi i jest przyjacielem też nie miał broni. Nie mogła przecież zapomnieć jak tamta sytuacja się skończyła. Ponieważ cały czas miała je przed oczami. Jednak wróć do chwili obecnej. Cóż pewnie mężczyźni którzy ledwo stąd uciekli zgodzili by się z nią, że z broni czy bez niej należy na Toniego uważać.
- Tak za rokiem. A jakie maisto nie jest niebezpieczne po zmroku? - nie było co kłamać zwłaszcze, że miała na sobie mundurek z logo filrmy. Jeśli by skłamała, a mężczyzna okazał by się spotrzegawczy. Wiedział by od razu, że nie jest z nim szczera.
Przestawił się... Co robić? zaczęła się zastanawiać, bo intuicja podpowiadała jej, że nie musi się go obawiać. Jednak logika mówiła co innego, by nie podawała za wiele informacji. Nim jednak podjęła decyzje Tony zaproponował, że ją odprowadzi.
- Miło mi pana poznać jestem Esther...- to tylko imię więc postanowiła je zdradzić. Nie mogła zapomnieć, że tego wymagała kultura oraz tego, że mężczyzna jej pomógł. Jak sam to zaznaczył... Znowu ktoś jej uratował skórę. Czy można być większą ofermą by ciągle trzeba było liczyć na ratunek innych. - Niech będzie, bo coś czuje, że i tak pan by to zrobił lub nalegał.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Anthony Evans



Lepiej jeść, niż nie jeść.

Nadludzka Siła

63%

Brak





name:

Anthony Evans

alias:
Iron Hand

age:
38

Wysłany: 2018-04-06, 09:46   
   Multikonta: Armo Romanov


Pierwsza reakcja na słowa dziewczyny o jelonku i myśliwym wywołały u niego głupi chichot, na pierwszy rzut oka w sumie mogło wyglądać to jakby był psychopatą, bo ludzie raczej tak nie chichoczą z dupy, ale miał nadzieje że jej to nie odstraszy.
- Dobrze, jak jesteś spokojna to dobrze. Wiesz...ludzie różnie reagują na pomoc, kiedyś jak uratowałem jedną kobietę to dostałem nożem pod żebra i uciekła..także ciesze się że jesteś spokojna i nie masz żadnej maczety za plecami. Właściwie to nawet nie wyglądasz na kogoś kto posługiwałby się bronią białą.
Odpowiedział zwięźle i miło by zachować spokojna sytuacje na tym niepewnym froncie. Rzeczywiście Tony był małą maszyna do rozbijania niespokojnych męskich głów, ale też bardzo miłym i spokojnym człowiekiem o czym Eshter wcale nie musiała wiedzieć. Mimo że grała twarda czuł że trochę się go lęka. Jednakże jeśli miałby pozwolić jej samej wracać to później plułby sobie w brodę gdyby coś jej się stało.
- Oczywiście, że za rogiem.
Przez półmrok ciężko było mu dostrzec znaczek firmy na jej ubraniu, oczywiście gdy przesunęli się kawałek by być bliżej jeden z neonów na którymś budynku nieco oświetlił kobietę i wtedy zobaczył logo.
- Hmm...jakie nie jest ? Seattle jest bezpieczne i ma wiele ciekawych zalet, oczywiście miedzy innymi mnie, ale nie tylko. Olympia ma mnie tylko raz na jakiś czas.
Uśmiechnął się nieskromnie, chociaż była to bardziej prowokacja lub próba wyśmiania samego siebie by trochę rozluźnić nieznajomą. Chwile potem poznał jej imię, widać było że niechętnie je podawała, ale czasami trzeba było docisnąć człowieka by się coś dowiedzieć o nim, zreszta najciekawsze historie i przyjaźnie zaczynają się właśnie w taki sposób, bo przecież najlepszych poznaje się w biedzie.
- Pana...jezu, aż tak staro wyglądam. To straszne, że taka piękna i młoda dziewczyna jak Ty mówi mi na Pan po tym jak podałem swoje imie...cóż w końcu jestem trochę nadgryziony zębem czasu.
Posmutniał trochę, ale za sekundę otrzymał odpowiedź na zadane przez siebie pytanie, więc poszedł za ciosem i mówił dalej w sumie po co tracić czas skoro już kierowali się w stronę jej domu.
- Wiesz, może się nie znamy, ale czułbym się źle gdybym wiedział że po uratowaniu Ci życia, na przykład uderzyłby Cie samochód, albo gdyby tamci chłopcy za nami poszli i poczekali aż Cie zostawię. I nie na pewno nie odbieraj tego że nie poradziłabyś sobie, bo wiem że jak kobieta chce to może, ale...po co masz brudzić sobie rączki, jak dżentelmen może to zrobić za Ciebie, hmm ?
Zapytał co było raczej oczywiste, ale miało to za zadanie podnieść ją trochę na duchu, bo mimo iż Tony nie był jakimś empatą to czuł od niej jakieś takie przygaszenie i brak pewności siebie. Miał wrażenie że była jak jego przyjaciel Steve który chodził zawsze z głową do dołu i potem wylądował pod mostem i zmarł, zawsze wszystko było ważniejsze niż on, a potem wszyscy o nim zapomnieli i został sam.
- Swoją drogą, widząc iż jesteś takim miłym człowiekiem, chociaż w sumie nie wiem. A także potrafisz poświęcić się dla pracy, miałby dla Ciebie propozycje. Oczywiście nie musisz dawać mi znać teraz, ale jak znajdziesz chwile to wiesz...
Widocznie zaciekawił jej osobę interesującą propozycja, ale nie każdy kelner kucharz czy inny pracownik restauracji zostawał do takiego późna by wszystko zostało ogarnięte, zresztą po jej stanie fizycznym było widać że mało śpi dużo pracuje i ogólnie pędzi jak mały motorek przez życie.
- Mówiłem Ci że Seattle to piękne miasto i oczywiście nie chce odbierać uroku miasto Olimpijskiemu, ale mam tam puborestauracje i szukam ludzi, którzy wydają mi się odpowiedni. Część mojego składu poznałem w różny sposób, ale sądzę iż nie spotkaliśmy się tu bez powodu. Nie planowałem nawet żeby być dzisiaj w Olympii, ale tak się zdarzyło, poznałem Cie i może to jakiś znak. Jeśli się zgodzisz to chętnie przyjmę Cie do swojej ekipy. Oczywiście pokrywamy koszty dojazdu, jeśli ktoś jest z innego miasta, więc o to się nie martw. Jeśli chodzi o zarobki to podwoimy Twoje zarobki na podstawie umowy jaką masz tutaj. Rzecz jasna możesz odmówić, ale weź to.
Po skończeniu monologu podał jej wizytówkę ze swoim numerem telefonu i adresem Pubu, by w razie czego mogła sprawdzić jego prawdziwość i oczywiście w przyszłości się skontaktować. Mogło to wydać sie trochę dziwne bo znali się chwile, ale Antoni miał radar wewnętrzny do dobrych ludzi, zresztą, jeśli ktoś okazałby się złym człowiekiem mógł po prostu go połamać.
- Może moje zachowanie wyda Ci się dziwne, ale bardzo szybko wiem jacy ludzie są i wiem iż jesteś godna zaufania. Jeśli mam poznać kogoś wartościowego to mogę położyć na szali nawet swoje życie, taki już niestety jestem.
Uśmiechnął się ciepło i spojrzał jej głęboko w oczy, po czym wyciągnął paczkę papierosów, wyciągnął jednego, podpalił i skierował paczkę w stronę dziewczyny.
- Palisz ?
[Profil]
   
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2018-04-07, 20:29   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Uniosła lekko brew do głory zastanawiąc się co takie też śmiesznego powiedziała, że ten zaczął się śmiać. Jednak nic nie mówiła tylko obserwowała mężczyzne. Jasne uratował ją ale nie zamierzała zaprzestać bycia ostrożna. Osteteczność go oślepi i po prostu ucieknie, bo chociaż była spokojna to obiecała pewnemu głupkowi, że nie da się zabić. Co jak co, ale obietnic dotrzmuje zawsze. Matka tego ją nauczyła, że nie należy rzucać słów na wiatr. Jeśli do czegoś się zobowiązało trzeba było tego dotrzymać Powtarzyała, że inteligenty człowiek powiennien pierw nauczyć się brać odpowiedzialność za swoje słowa i nie rzucać ich gdzie popadni. Natomiast ojciec uczył, że należy być spokojnym, bo wszystko inne rozprasza. Chociaż ich już nie ma to nadal stara trzymać tego czego ją nauczyli.
- Skąd możesz wiedzieć czy nie skrywam niczego za plecami czy rękawie. Nie powinno się oceniać książki po okładce - nigdy nie ma się pewność kto danej chwili stoi przed nami. Czego Esther była doskonałym przykładem, kiedyś była mega popularną dziewczyną z wianuszkiem znajomych. Jednak co jej ci znajomi dali kiedy najbardziej ich potrzebowała. Sądziła, że ich zna, a nie znała. Całej masy przyjaciół została tylko jedna, a raczej była. Po za tym teraz większość ludzi uważa ją za dziwną, cichą i spokojną. Mało kto wie co naprawdę kryje się wewnątrz tej dziewczyny. Więc raczej nie powinno się oceniać ludzi po wyglądzie. Lecz niestety taka nasza natura, bo przecież ciągu pięciu sekund wyrabiamy zdanie.
Zdaje się, że oboje podobnie myślą, bo Esther również nie chce odsłaniać wszystkich kart przed Anthonym. No chyba jeśli sytuacja ją do tego zmuś, a bowiem nie dawno nauczyła się nie przejmować się tym, że kogoś może zranić. Jeśli broni siebie i tych co kocha. Jak na razie została jej tylko ona sama, bo no cóż. Wszyscy, których kochała zniknęli albo nie żyją. Czytaj, że po prostu nie ma ich już w jej życiu.
Kiedy mężczyzna to znaczy Anthony powtórzył jej słowa, że za rokiem skinęła głową. Chociaż raczej nie powinna mówić gdzie pracuje ani też mieszka nie znajomym. Przecież nie zna go, a mieszka sama. Jednak ona chyba jeszcze nie wyczerpała swojego zapasu głupoty. Bądź było w nim coś takiego, czego brakowało Philipowi, że podświadomi czuła iż nie powinna się go obawiać. Wcale nie dlatego, że jej pomógł. Jeśli trzeba było by to sama by dała radę. Najwyżej stracili by wzrok, ale sami by się o to prosili. Tak jak o te kilka połamanych kość.
- No oczywiście, że Seattle jest bezpieczniejsze, skoro tak pan tam jest - powiedziała trochę, a może nie tak trochę ze sarkazmem. Każde miasto jest niebezpieczne po zmroku nawet najmniejsza dziura. Po za tym Seattle jest trzy razy większe od Olympi więc znając życie więcej tam podobnych typków do tych, którzy pewnie teraz zbierają się do kupy. Jednak powiem szczerze, że charakter Anthonego i jego styl mówienia na prawdę działa, bo Esther przynajmniej nie patrzy na niego jakby miał zaraz zaatakować ją. Jednak nie można się jej dziwić skoro nie dawno straciła przyjaciółkę, która zginęła broniąc ją. Jednak dzięki Conorze stanęła na nogi, ale Anthony sprawia, że ten dzień nie był całkiem taki do dupy jak przednie.
- Przepraszam, ale to przez to, że pan... to znaczy Anthony jesteś sporo starszy odde mnie. Nie znam cie na tyle by mówić ci po imieniu. Jakoś nie mogę się przestawić - powiedziała, bo taka prawda był od niej starszy od jakieś siedemnaście lat. Więc nie mogła od razu zacząć do niego walić na ,,ty" to było jakoś dziwne, że trudno to jasno wytłumaczyć.
Zaczęli iść w stronę jej domu, a głowie dziewczyny pojawiła się tylko jedna myśl ,,An błagam nie patrz", bo wiedziała, że tej chwili jej przyjaciółka, a zarazem siostra przewraca się w grobie. Po za tym ledwo znała jego i pozwala się odprowadzić. Gdzie podziała się dawna Esther, która kazała by mu spadać. Słuchała jego wywodu uważnie, chociaż tez myślami była gdzie indziej.
- Dżentelmeni wyginęli wraz z dinozaurami, a po za tym istnieje takie coś jak równouprawnienie. Co znaczy, że mężczyzn i kobiety mają takie same prawa i przystoi im podobne rzeczy- tak jasne, a ile razy słyszała swoim życiu, że kobietą nie przystoi przeklinać. Nawet własny ojciec twierdził, że nie może chodzi na sztuki walki, bo to dla mężczyzn. Dobrze, że brat ją uczył po kryjomu przed ojcem, bo nawet teraz nie umiała by się obronić gdyby jej dar za szwankował.
Późniejsze jego słowa dały jej wiele do myślenia nie musiała by pracować w tym barze i męczyć zarówno współpracownikami jak klientami, którzy większość to tylko by jadła jak świetnie. Po za tym ile już jej ubrań przesiąkło tym ohydnym zapachem. A praca barze wydawała się jej atrakcyjną propozycją. Co z tego, że jest oddalona o godzinę jazdy. Przecież ma samochód, a przecież sama myślała o zmianie. Gdyż stara praca przypomina jej o tym co straciła. Dodatkowo Anthony zaproponował, że podwoi zarobki, a przecież musiała się jakoś utrzymać.
- Chyba nie muszę się nad tym zastanawiać... Jedyne co mogę zrobić tej sytuacji to spytać kiedy mogłabym zacząć- powiedziała do niego po tym jak wzięła jego wizytówkę serio już w czasie jego monologu wszystko sobie przemyślała. Zrobiła list za i przeciw, a po za tym jej sytuacji zmiana pracy dobrze by jej zrobiła.
- Przykro mi nie zaczęłam palić - powiedziała chwili kiedy doszli pod jej dom. Spojrzała na samochód zaparkowany przy garażach oraz na dom, który straszył swoją ciszą. Wiedziała, że w środku nikogo nie ma prócz jej papugi i psa.
- Chesz wejść, bo chyba wiszę kawę?
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-16, 19:52   

Anthony zapewne z wielką chęcią przystanąłby na Twoją propozycję - w końcu któżby odmówił kawy tak urokliwej damie, tym bardziej, gdy do omówienia była (możliwie) przyszła praca?
Niestety, tę uroczą rozmowę przerwał dzwonek z telefonu Evansa.
Mężczyzna, jak na dżentelmena przystało, przeprosił dziewczynę na moment, unosząc jedną ze swych dłoni, gdy drugą złapał za swoją komórką, zbliżając ją do swojej twarzy. Wesoły ton mężczyzny dość szybko zmienił się w zdenerwowany z każdą kolejną sekundą rozmowy. Gdy tylko odłożył słuchawkę, skierował się w kierunku panny Goth ze smutną miną, wygrzebując ze swojego portfela wizytówkę swego lokalu.
- Wybacz Esther, może następnym razem. Tu masz adres mojego pubu. Jeśli znajdziesz moment, wpadaj. Omówimy wtedy Twoją pracę. - Rzucił z ponurym uśmiechem, odwracając się od swej rozmówczyni i odchodząc w znanym tylko sobie kierunku...

[Anthony z/t]
[Profil]
 
 
Emma Williams



Życie bywa okrutne, ale czasami nie pozostaje nam nic innego,jak się z tym pogodzić.

Chlorokineza

8%

słodka dziewczynka





name:

Emma Layla Williams

alias:
Em; Emka; Lay

age:
9

Wysłany: 2020-05-30, 17:51   
   Multikonta: Penny


//29 maja

Siedziałam w pokoju i strasznie martwiłam się o ciocię Esther. Nie było jej już drugi dzień, ani pan Christian ani też pan Nicholas nic nie chcieli mi powiedzieć. Zbywali mnie tylko, ale ja pamiętałam co mówił tamten pan Quentino i co ciocia mi powiedziała. Mówiła, że zamierza iść na grób przyjaciółki przy jej domu oraz później ma się spotkać z tym panem. Nie pamiętałam adresu, bo jeden raz jak byłam w tym domu i jeszcze pod wieczór. Dlatego też nie mogłam tam sama pojechać...
- VANESSA! - wiedziałam, że ona zna adress, bo mówiła kilka razy, że dużo czasu spędzała ciocią. Poszłam do przyjaciółki i zawołałam ją na korytarz, by jej tata nie słyszał. Przecież pogniewał by się dla na nas. Już był zły, bo Vanessa ostatnio sama się wpakowała i miała jakieś ranny. Kiedy z nią rozmawiałam naszła nas An, która szła swoją maskotką. Jak usłyszała, że chcemy gdzieś iść. Powiedziała, że idzie z nami... Chociaż nie byłam przekonana do tego to zgodziłam się, by nas nie wydała.
Samo wyjście z Rebelii nie było takie łatwe jak za każdym razem wcześniej... Cóż może jednak pan Nicholas miał dość tego naszego wymykania się. Tylko, że my nie robimy niczego złego... Chcemy być jak inne dzieci, a te nie są trzymane pod kloszem. Poza tym już wystarczy, że moja ciocia zamykała Annabeth na kilkanaście zamków bez okna, mebli tylko materac. Vanessa co prawda mówiła, że jej tata kazał nas pilnować byśmy już nie wychodziły, ale przecież dorośli... Kto ich zrozumie? Pokręciliśmy się po barze, ale tutaj ciągle ktoś nas obserwował. Aż w końcu się wkurzyliśmy i zdecydowaliśmy się na starą sprawdzoną metodę. Vanessa i An schowały się za drzwiami. Wyszłam na podwórko za barem. Trzymałam psa i otworzyłam furtkę. Pisnęłam z wystraszenia, gdy przy mnie nagle wyrósł mężczyzna. Puściłam Yogiego, a ten bez smyczy jest jak wariat chyba, że dostanie komendę od cioci, czasem posłucha się też jej braci czy też któreś z nas, ale musi mieć humor.
- Co pan zrobił! Niech pan go łapie! Ciocia będzie zła! - krzyknęłam wskazując na psa, bo to oczywiście byłą jego winna, że tan nagle się pojawił i mnie wystraszył. Powinien się odezwać, wydać się swoją obecnością i tym podobnym. A nie nagle się pojawiać nie wiadomo skąd. Jak skupił się na psie... Wiedziałam, że na pewno są tutaj inni, ale nie zaryzykują nas złapania na ulicy wśród ludzi, gdzie możemy krzyczeć. Mogą pojechać, pójść za nami... Proszę bardzo niech straszą An…. Nie będzie to jej winna tylko ich. Dałam znać dziewczyną i razem pobiegliśmy na ulice. Gdzie za gwizdałam przywołując Yogiego o i pomachałam na do widzenia panu... Który ledwo dyszał. Chciał złapać psa, który nigdy nie traci energii i ma w sobie więcej wilka niż psa to niech ma... Trzeba było mnie nie straszyć.
Pobiegliśmy na autobus, bo Vanessa powiedziała, że trzeba tam nim dojechać albo autem. Logiczne żadna z nas nie miała auta ani prawo jazdy. Już widziałam jak policja nas goni, a jedna wciska pedały, a druga kieruje... Kierowca popatrzył na nas tylko, ale miałyśmy pieniądze i powiedzieliśmy, że ciocia nas odbierze na przystanku. Jechaliśmy chyba z półtorej godziny i kolejne tyle szliśmy. An powiedziała by wziąć Yogie więc i pies z nami był. Ciekawy to był wygląd trzy dziewczynki i pies jadący autobusem... Chociaż Yogi był dorosły to wyszliśmy z dorosłym. Czy to pan Chris i pan Nicholas kupią?
[Profil]
  [A+]
 
Annabeth Wilson



Jeśli przestrzegają zasad omija cię zabawa

Ciemna strona mocy

3%

Dziecko





name:

Annabeth Nickole Spivey

alias:
Nicky, Nicko, Ania

age:
4lata

height / weight:
110cm/23kg

Wysłany: 2020-06-03, 10:34   
   Multikonta: Ricky


// najnowszy

Nie chciała zostawać znowu sama z królisiem, gdy dziewczyny dobrze się bawiły. Kręciła się bez celu rozmawiając ze swoją maskowtką gdy spotkała swoje przyjaciółki. Poatrzyła na nie i od razu wiedziała że coś kombinują więc zaczęła je przekonywać że idzie z nimi. Gdy zanosiła się prawie płaczem dziewczynki zgodziły się na to by poszła z nimi, na co dziewczynka ucieszona aż podskoczyła.
Ubrana wyszła zabierając swojego pluszaka i za rękę trzymała Vanesse. Nie miała nic przeciwko temu by iść z pieskiem i z dziewczynami na sutobus i nawet nie wyglądała za bardzo przez okno, bo cały czas podchodziła do Yogiego i go przytulała i głaskała, na co on reagował liżąc ją po twarzy. Gdy dotarły pod dom cioci Esther, An rozejrzała się i złapała mocniej Emme za rękę wtulając swoją twarzyczkę w misia.
Chciała z nimi jechać, ale bała się tego co widzi. Wiedziała przecież że to tu straciła braciszka. Łzy pojawiły się w jej oczach, ale pokiwała główką i po chwili blado się uśmiechnęła. Podeszła do pieska i wtuliła się w niego.
- Cio lobimy? - zapytała spoglądając na swoje "siostrzyczki". Nie wiedziała po co dziewczyny chciały tu być, bo w czasie drogi nie rozmawiały o tym, a ona sama nie pytała, bo zawsze była nauczona że o niektórych rzeczach nie mówi się głośno.
Spojrzała na dziewczyny i rozejrzała się. W okolicy nikogo nie było, a nawet tędy w tym momencie nic nie jechało.
_________________
Annabeth Spivey


[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-06-03, 12:33   
  

   1 Rok na Giftedach!


Właśnie chciała iść zobaczyć co robi Emma i Ana, czy może czegoś nie potrzebują gdy nagle usłyszała wołanie Emmy. Uniosła wzrok zaskoczona i pognała w jej stronę. To co usłyszała nie podobało się jej i to bardzo. Ale no zostawić ją samą...nie mogła! Przecież obiecała, że zawsze pójdą razem nie ważne co by się działo. Więc gdy już miała powiedzieć, że ok ale pod warunkiem, że idą tylko one bo to niebezpieczne...bo nie udawajmy, sama martwiła się o ciocię, z która miała zawsze kontakt a od kilku dni nic, cisza. No i to właśnie jak na złość pojawiła się Ana ze swoją maskotką, mało tego niemal się poryczała więc nie mając wyjścia zgodziła się, jeszcze by tego brakowało by zwróciła na nie uwagę innych. Tak też po dłuższej chwili pojawiły się na miejscu, przed domem cioci Esther.
- Przyjechałyśmy tutaj zobaczyć co się dzieje z ciocią Esther. Obiecaj, że będziesz blisko mnie dobrze? Gdyby coś się działo...uciekajcie.
Uprzedziła bo nie chciała by dziewczynkom coś się stało. A wiedziała, że tato będzie wściekły...ładnie mówiąc. Już widziała jego furię w oczach. Ale no co...przecież nie zostawi dziewczynek samych! Wolała iść z nimi! A nie miała telefonu przy sobie by powiadomić tatę. No życie no!
- Tutaj gdzieś ciocia zawsze trzymała dodatkowy klucz...
Mruknęła szukając i podnosząc co rusz jakieś doniczki a nawet pod wycieraczkę zajrzała. Gdy w końcu trafiła na znalezisko uśmiechnęła się pod nosem i wsunęła klucz do zamka. Przekręciła go i pchnęła drzwi ostrożnie.
- Poczekajcie tutaj, sprawdzę czy wszystko dobrze.
Dodała i weszła do korytarza. Rozejrzała się dookoła i wróciła po dziewczynki.
- Dobra, możecie wejść.
[Profil]
  [AB+]
 
Emma Williams



Życie bywa okrutne, ale czasami nie pozostaje nam nic innego,jak się z tym pogodzić.

Chlorokineza

8%

słodka dziewczynka





name:

Emma Layla Williams

alias:
Em; Emka; Lay

age:
9

Wysłany: 2020-06-03, 19:35   
   Multikonta: Penny


Cieszyłam się, jak udało nam się dostać pod dom cioci Esther. Rozejrzałam się po okolicy, kiedy Van mówiła, An po co tutaj przyjechaliśmy. Wiedziała, że może się trochę bać. Sama doskonale pamiętam ten dzień, kiedy tutaj umarł mój kuzyn. Boże tak bardzo chciałam by wszyscy źli ludzie zniknęli. Przez nich nie żyję mój tata, Mickael oraz wiele innych ludzi.
- Wiem, że się boisz ja również, bo tutaj to się stało. Musimy być dzielne dla cioci Esther... Bez niej nie możemy wrócić, twój tata i Van będą na nas źli - powiedziałam do An, kiedy Vanessa weszła do domu. Jak wróciłam spojrzałam na dom oraz na przyjaciółkę. Nie byłam gotowa tam wchodzić.
- Może weź Yogiego i sprawdź dom, a ja z An sprawdzimy ogród - zaproponowałam, bo cóż podzielmy się po równo. Yogi może nie miał mocy, ale widziałam jaki był bojowy, kiedy trzeba było.
Właśnie Yogi..
- Van poszukaj jakieś rzeczy cioci... Coś dzięki czemu Yogi będzie mógł złapać trop - powiedziałam do Van. Najpierw chciałam sprawdzić cmentarz, bo to na niego wybrała się ciocia Esther. - Spotkamy się dziesięć minut przy garażu - powiedziałam do Van, był mój pomysł i chciałam zrobić wszystko by znaleźć ciocię Esther.
[Profil]
  [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2020-06-04, 18:27   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| 29 maja 2019 roku

Oczekiwałem nieopodal. Bardziej raczej na zbawienie aniżeli jakiegoś kretyna, który po zniknięciu naszej zakładniczki, postanowi przybyć do jej domu, skąd mogła zostać przecież porwana. Do domu, który przecież mógł być pod obserwacją, czy to powalonych porywczy czy też D.O.G.S. Nie wiem, do której grupy zaliczaliśmy się wraz z Gabrielem Lacroixem. On, cóż, czynił z nas niechybnie bardziej powalonych porywaczy.
Stąd też, kiedy pojawiły się pod domem Esther trzy dziewczynki… Popieprzona ostro sytuacja. Co miałem zrobić? Skusić je na kotki z piwnicy? Pokazać kły? Zaprowadzić do przedszkola? Zamurowało mnie totalnie, ale kiedy tak przyjrzałem się im ruchom, to tak w sumie… Coś tam zapaliło się w mojej łepetynie. Wiedziały, gdzie był klucz. Wiedziały za pewne wiele. Może nie tyle, co wtajemniczeni dorośli, ale z pewnością tyle, co ciekawskie dzieciaki. Niechybnie takimi były, skoro znalazły się tu bez opieki. Trzy małe dziewczynki i pies.
Wstałem ze swojego miejsca i niespiesznie ruszyłem w kierunku budynku. Postanowiłem coś zrobić. Gorzej, bo nie miałem obycia z dziećmi. Ale to trochę… jak związek z Colleen Marie? Heh. Pewnie ukręciłaby mi za tę myśl uszy.
Zapukałem do drzwi, po czym delikatnie nacisnąłem klamkę. Uchyliłem drzwi. Zamierzałem wyjść. Przywdziałem uśmiech na wargi, choć to znowu nie było jakieś wymuszone. Cała sytuacja mnie bawiła. Nie miałem pojęcia, czego ciekawego mogłem dowiedzieć się od dzieci, ale leciałem na żywioł. Może trochę zbyt głupio, ale kto nie ryzykował, ten nie miał…
Poza tym, jeśli tego byłoby za mało, być może z Albą, gdyby nie zginęła, mielibyśmy piękną córkę? Małą księżniczkę? Najpiękniejszą na świecie?
- Esther? – zapytałem, jak gdybym był tu stałym gościem, a przy okazji również przyjacielem kobiety. Po jej sesji z Gabrielem, niechybnie się nim stałem naprawdę. W pewnym sensie.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Annabeth Wilson



Jeśli przestrzegają zasad omija cię zabawa

Ciemna strona mocy

3%

Dziecko





name:

Annabeth Nickole Spivey

alias:
Nicky, Nicko, Ania

age:
4lata

height / weight:
110cm/23kg

Wysłany: 2020-09-16, 11:07   
   Multikonta: Ricky


Van wyjaśniła, że są tutaj by znaleźć ciocię Esther. Pokiwała głową, że rozumie i będzie grzeczna. Chociaż ona rozumiała to Bestia w niej nie koniecznie.
- Nie zamierzam uciekać - zapowiedział głos w jej głowie. Rozejrzała się po twarzach ,,siostrzyczek". Upewniając się, czy aby Bestia nie powiedziała tego głośno, ale wyglądało, że nic nie słyszały. Poczekały aż Van wejdzie i sprawdzi w dom. Przed wejściem zatrzymała się.... Nie chciała tutaj być, a już zwłaszcza wchodzić do domu. Rozejrzała się po otoczeniu. Pokazując też, że woli zostać na zewnątrz niż wchodzić. Emma chyba wyczuła to i zaproponowała, że Van sprawdzi dom, a my ogród.
- Ta - powiedziała do dziewczynek zgadzając się z Emmą, że one sprawdzą ogród, a Vania dom. Nie chciała tam wchodzić bała się z tego co może zobaczyć. Dlatego też wolała sprawdzać ogród. Poza tym już te dziury jej przypominały co tutaj się stało.
- Cho - powiedziała pociągając Emmę za dom. Tak by Vania nie mogła się sprzeciwić i nalegać by weszły do środka.
_________________
Annabeth Spivey


[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-09-19, 14:20   
  

   1 Rok na Giftedach!


Westchnęła pod nosem bo co miała biedna począć? Wiedziała, że tata będzie zły, ZNOWU. Ale co miała zrobić? Puścić je same? Wszystko wyszło tak nagle. Gdy te stwierdziły, że idą przeszukać ogród, nieco nie podobało się jej to, że zostawiają ją samą, ale nie mogła przecież zmusić dziewczynek by poszła któraś z nią, tym bardziej, że były tylko we trójkę. Więc ostatecznie została w domu sama a pozostałe poszły dalej. Vania ostatecznie przed wyjściem dziewczynek dała szalik cioci Esther i poszła szukać dalej jej w domu, może coś znajdzie, jakieś informacje czy coś gdzie mogłyby ją znaleźć. Krzątała się po mieszkaniu szukając czegoś co mogłoby pomóc. Z westchnieniem stwierdziła, że nic konkretnego nie widziała, chyba. Postanowiła ruszyć w dół, szukając czegoś, ale czego? Sama nie wiedziała. Po prostu przeglądała rzeczy cioci z nadzieją, że coś znajdzie.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6