Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka między budynkami
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-24, 15:20   Uliczka między budynkami



[Profil]
 
 
Ivette Turner



x

Przemiana w sokoła wędrownego

73

Lodówka Jeremy'ego





name:

Ivette Turner

alias:
Ave

age:
21 lat

Wysłany: 2017-12-16, 18:27   

Czasami jedna mała informacja potrafi zmienić wszystko. Tak było w przypadku wiadomości, jaką dostała od F.P.T.P. Gdyby nie dopisek „P.S”, Ivette całkowicie inaczej by zareagowała. Być może nie chciałaby się od razu w to mieszać, ale z całą pewnością chciałaby się spotkać z organizacją, która pomaga takim, jak ona. A jej nastawienie też inaczej by wyglądało – nie byłaby wkurzona.
A tymczasem, zaczęła się zastanawiać, czy F.P.T.P rzeczywiście pomaga mutantom. Ciężko jej było uwierzyć, że ta sama organizacja, która ich szantażowała, pomaga innym.
Iv naprawdę powstrzymywała się, żeby czasem nie wybuchnąć, nawet jeśli Rhydian coś do niej mówił, to Iv albo odpowiadała lakonicznie, albo wcale nic nie mówiła. Ręce miała schowane w kurtce i szła dość szybko. „Byleby mieć to za sobą”, cały czas sobie powtarzała.
Po raz kolejny tego dnia, Iv miała ochotę się przemienić i stąd odlecieć. Ale nie mogła zostawić Ryśka. Wiedziała, że nigdy się na to nie odważy. Zresztą, nawet by nie chciała.
W końcu się zatrzymała i oparła plecami o jeden z budynków. Wzięła głęboki wdech i spojrzała na Silvera.
- Dzisiejszy dzień chyba nie należy do najlepszych. – Odezwała się w końcu.
[Profil]
 
 
Rhydian Naurielith


xxx

xxx

37%

brak





name:

xxx

alias:
xxx

age:
xxx

Wysłany: 2017-12-16, 18:46   

Rhydian był poddenerwowany i miał się na baczności, żeby się nie przemienić. Ivette również nie wyglądała na zadowoloną z wycieczki. Znał już ją na tyle dobrze, że wiedział jak się zachować, a raczej czego nie robić. Musiał dać jej trochę przestrzeni, ale mimo to szedł tuż obok gotowy ją wesprzeć, jeżeli będzie miała na to ochotę. Kiedy się odezwała odetchnął z ulgą. Już zaczął się poważnie o nią martwić. O czym myślała? Czy winiła go za całą tą sytuację? W końcu to Rhydian był poszukiwany i to on był prowodyrem wielu zdarzeń niekoniecznie zgodnych z prawem.
- Może... Dla mnie to kolejny dobry dzień spędzony z jedyną osobą, której ufam i którą ubóstwiam. Fakt, zdarzają się czasem przykrości, ale to jedynie tło, nic więcej. Jeżeli świat jest płótnem, to ty jesteś malarzem, który przemienia mój czarno-biały świat w paletę pełną kolorowych barw... - Westchnął i zerknął na nią, ale tylko na chwilę, by posłać jej lekki uśmiech.
- Nie ważne co się stanie, ale ty jesteś nietykalna. Niech tylko spróbują krzywo na ciebie spojrzeć, a już ich nie ma. - Powiedział formując pięść i zamachując się w powietrzu wykonał pełen obrót z podskokiem.
- A jeżeli ja nie dam im rady, to jest jeszcze futrzak. - Dodał i podrapał się po głowie wspominając ostatnią przemianę. Była wyjątkowa, bo tym razem wilk podzielił się swoimi wspomnieniami, a przynajmniej fragmentami tamtej nocy. Był blisko Iv, bliżej niż Ryś mógłby sobie wymarzyć. Bolało go to...
- Zaczekaj. - Odezwał się nagle i złapał ją za rękę by się zatrzymała.
- Nie możemy tam iść. To zbyt niebezpieczne. Gdyby coś się zaczęło dziać, to nie mamy świadków. Stańmy na rogu, ale tak by mieć wgląd i na uliczkę, i na główną ulicę. Chociaż tyle. Nie zrobią nam chyba nic złego przy takiej publice? Jak myślisz?
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2017-12-16, 20:37   

W uliczce stało już paru ludzi, zdecydowanie czekających na kogoś. Wyglądali normalnie - ani jak zbiry, ani jak przyjazne owieczki, jednak widać było, że to grupa, a nie przypadkowe osoby, które postanowiły sobie razem postać, bo tak. Było ich pięciu, z czego dwójka (kobieta i mężczyzna) wydawała się być na oko "ważniejsza" w jakiś przedziwny sposób, jeżeli patrzeć na to, jak ustawila się ta grupa - dwie osoby w środku, a reszta je otaczała, niczym ochroniarze otaczają osobistości.
A może to była tylko taka zagrywka?
Tak czy siak, na pewno mieli jakiś cel. A tak właściwie to dwa, które prędko znalazły się na rogu uliczki. Para w uliczce wymieniła spojrzenia i w jednej chwili podeszli do Rhydiana i Ivette, zaś reszta zgromadzenia ustawiła się tak, że nie mieli szans na ucieczkę, a przynajmniej nie tą drogą, którą tutaj przyszli.
- Jak mniemam, Rhydian i Ivette, tak? - odezwał się mężczyzna, uśmiechając się uprzejmie i, jakby się wydawało, przyjaźnie, ale uśmiech ten nie dosięgnął oczu, przez co nabrał chłodu. Jakby facet był drapieżnikiem, tylko czekającym, aż ofiara zacznie panikować, by mógł przypuścić krytyczny atak. - Czekaliśmy na was. Wejdźmy głębiej w uliczkę, nie ma po co przecież zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, prawda? Szczególnie, że gdzieś dookoła może być nasz kochany rząd.
Kobieta wydała z siebie krótki i suchy śmiech, ale jej wzrok był ostry i już wkrótce skupiła go na Rhydianie, jakby go analizowała od środka.
- I naprawdę, kochani, bez żadnych sztuczek - odezwała się słodko i para zrobiła krok w tył, wskazując dłońmi na resztę uliczki, zapraszając dwójkę mutantów głębiej.
[Profil]
 
 
Ivette Turner



x

Przemiana w sokoła wędrownego

73

Lodówka Jeremy'ego





name:

Ivette Turner

alias:
Ave

age:
21 lat

Wysłany: 2017-12-16, 21:26   

Uwielbiała słuchać Rysia. Zwłaszcza, gdy wyrażał się w taki sposób. Kąciki jej ust skierowały się do góry, jak on mógł się uważać za potwora? Iv podeszła do niego i mocno go przytuliła. Cała ona – raz trzyma się z dystansem, a w następnej chwili potrafi cię przytulić.
- Ryś… - Odezwała się, gdy już go puściła. – Ja też nie chcę, aby Tobie coś się stało. – Powiedziała i po chwili przygryzła wargę. Szczególnie włożyła nacisk na słowo „Tobie”. Rhydian jak to Rhydian, był trochę zbyt… Troskliwy. Tak, to określenie idealnie do niego pasowało. Wiedziała, że potrafiłby zaatakować każdego, kto by jej zagrażał, ale problem tkwił w tym, że czasami zbyt wiele ryzykował. Mimo to nie mogła się nie roześmiać, gdy ten zaczął pokazywać, co zrobi.
- No tak, futrzak wszystkich pokona. Ale i tak masz uważać. – Uśmiechnęła się lekko.
- Tak… Masz rację. – Kiwnęła głową i podążyła za mężczyzną.
Na ludzi z F.P.T.P nie trzeba było długo czekać. Gdy tylko Ryś i Iv stanęli na rogu uliczki, w ich kierunku przyszła gromada osób. I ich otoczyli. Nigdy wcześniej Ivette nie miała wrażenia, że tłum jej przeszkadza. A teraz czuła się osaczona.
Ave spojrzała wyzywająco na mężczyznę, który się do nich zwrócił i kiwnęła głową. Nie miała zamiaru odwzajemnić uśmiechu.
- Nie mam zamiaru się stąd ruszać. – Oznajmiła. W jej głosie można było usłyszeć gniew, którego Turner nawet nie starała się stłumić. – Mówcie, co macie do powiedzenia.
Gdy tylko kobieta zaczęła mierzyć Ryśka wzrokiem, Ave miała ochotę go zasłonić. I tak też zrobiła, chociaż za bardzo to nie pomogło – Rhydian był sporo od niej wyższy i masywniejszy.
[Profil]
 
 
Rhydian Naurielith


xxx

xxx

37%

brak





name:

xxx

alias:
xxx

age:
xxx

Wysłany: 2017-12-16, 21:47   

Ciepło mu się zrobiło na sercu, kiedy go przytuliła. Ogon owinięty wokół pasa drgnął, a sam Rhydian rozluźnił się i odwzajemnił uścisk.
- Damy radę. - Puścił jej oczko nim dotarli do uliczki. Tak jak zaproponował, tak też zrobili i stanęli na rogu.
"Jak mniemam Rhydian i Ivette, tak?"
- Nie kuźwa, Bonnie i Clyde! - Warknął ani myśląc kryć się ze swoją naturą. Kiedy Ivette go zasłoniła przed kobietą, Rhydianowi ponownie zabiło serce. Kto by pomyślał, że posiada jeszcze coś takiego...
- Ja tym bardziej. - Poparł Iv i złapał ją za rękę by nie czuła się osamotniona w tym wszystkim.
- Bez żadnych sztuczek? - Uśmiechnął się, a potem wybuchnął tubalnym śmiechem zwracając tym samym na siebie uwagę przechodniów.
- Sprawdź mnie! - Niemalże splunął mężczyźnie w twarz w międzyczasie uwalniając swój ogon i ukazując swoją brzydotę na światło dzienne. Organiczny bicz zatoczył kilkukrotnie koło by stworzyć pomiędzy Rhydianem, Iv, a resztą towarzystwa prowizoryczną barierę. Ogon drgał nerwowo i impulsywnie jakby chciał zastraszyć organizację. Młodzik przysunął się do ptaszyny i wtulił ją mocno do siebie by była bliżej środka tego kręgu.
- Porozmawiamy tutaj, albo wcale. Nie tolerujemy gróźb.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-04, 15:15   

Jedno w tej sytuacji było pewne - mieliście pecha. Zaczynaliście wątpić, czy tacy ludzie mogą w ogóle należeć do organizacji, która w teorii miała pomagać mutantom. Samo ich zachowanie, smsy, które otrzymaliście... Coś tu wyraźnie nie grało.
Para nie ruszyła się z miejsca, wciąż pozostawiając wam przestrzeń, by ruszyć się w środek uliczki. Jeden z pozostałych mężczyzn szybkim ruchem zbliżył się do Rhydiana i bez mrugnięcia okiem - przyłożył swój kciuk za jego uchem. Chłopak (?) osunął się bez słowa - był nieprzytomny. Nie wiedziałaś, co się dokładnie stało, ale zostałaś... Sama. Sama, wśród tej tajemniczej piątki. Ucieczka nie wchodziła w grę - w końcu nie mogłaś zostawić na pastwę lodu swojego Ryśka, prawda?
- Twój towarzysz trochę za bardzo zwraca na siebie uwagę. - Szepnął mężczyzna, który obezwładnił Twego przyjaciela, jednocześnie łapiąc go pod rękę. Po chwili dodał nieco głośniej, zapewne, by przechodnie z głównej ulicy nie zauważyli, że coś dziwnego się dzieje:
- O chłopie! Musisz zacząć w końcu mniej pić! Ostatni raz niosę Cię do dome, hehe.
Robiło się coraz mniej przyjemnie. Cała grupa miała wlepione w Ciebie swoje ślepia wciąż czekając na jakąkolwiek Twoją reakcję. Z ich min mogłaś wywnioskować jedno - albo będziesz współpracować, albo skończysz jak młodzik, z którym tu przyszłaś... O ile nie jeszcze gorzej...
[Profil]
 
 
Ivette Turner



x

Przemiana w sokoła wędrownego

73

Lodówka Jeremy'ego





name:

Ivette Turner

alias:
Ave

age:
21 lat

Wysłany: 2018-02-05, 15:54   

Teraz już na pewno żałowała, że zjawiła się tutaj wraz z Rhydianem. Mogli po prostu zlekceważyć „rozkaz” przyjścia tutaj. Mogli uciec. Przecież zawsze to robili, prawda? Co ich podkusiło, żeby tu się zjawiać? Iv dobrze wiedziała. To była jej wina. Namówiła przyjaciela, a on ją posłuchał. Jednak szybko wyrzuciła te myśli z głowy, nie ma teraz czasu na obwinianie się, trzeba działać.
Poczuła niejaką ulgę, gdy przyjaciel ją objął, tak, to skutecznie rozwiało jej wcześniejsze rozmyślenia i dodało nieco pewności siebie, a przynajmniej do czasu, gdy jeden z mężczyzn zbliżył się do Ryśka, który po chwili się osunął. Nie spadł jednak na ziemię, gdyż tamten mężczyzna wziął go pod rękę.
- Co mu zrobiliście? – Spytała, nie zważając na to, że mówi nieco zbyt głośno, jednakże chwilę później przemówił tamten z mężczyzn, który „zaatakował” jej przyjaciela.
Ledwie zdusiła chęć, aby przemienić się w ptaka i wydłubać im oczy. Ale było ich za dużo, nie dałaby radę ich wszystkich zaatakować, więc jedyne, co zrobiła, to zaciśnięcie lewej dłoni w pięść. Kątem oka spojrzała na Silvera, chciała mieć pewność, że żyje. Musiał żyć. Zresztą, niemożliwe, aby go zabili. On… Nie mógłby umrzeć. Wątpiła, by chcieli tak szybko się go „pozbyć”.
Nie znosiła tej bezsilności. Chciała „coś” zrobić, ale nie miała co, a ponadto czuła jak wszyscy są w nią wpatrzeni, a atmosfera pomiędzy nimi, a nią jakby gęstniała. Czy miała inny wybór, niż zgodzić się?
- Dobrze. – Odparła powoli, jakby powstrzymywała się przed wybuchnięciem. – Dobrze, pójdę dalej. – Powtórzyła moment później. I tak jak powiedziała, tak też zrobiła; wolnym krokiem ruszyła przed siebie, nie spuszczając wzroku z otaczających ją ludzi.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-05, 18:21   

- Nic mu nie będzie. Może co najwyżej go trochę boleć głowa. Jak na kacu, więc wszystko się zgadza! - Stwierdził mężczyzna trzymający Rhydiana, po czym ruszył w głąb uliczki razem z Twym przyjacielem pod ramieniem. Nie spieszył się, szedł powoli i pewnie. Widziałaś na jego twarzy uśmiech... Ale nie ten dobry i miły, raczej uśmiech cwaniaczka, który coś knuje. Nie mogłaś jednak przewidzieć, co.
- Dobrze, że ostatnie szare komórki jeszcze u Ciebie pracują. - Usłyszałaś w końcu głos kobiety, która równo z Tobą szła pomiędzy ścianami tych bloków i kamienic. Ona szła najbliżej Ciebie, a pozostali jakby... Się rozstąpili? Szli normalnie, jakbyście byli paczką znajomych właśnie wracającą z imprezy. Chyba nawet tutaj nie chcieli zbytnio zwracać na siebie uwagi.
- Słuchaj, maleńka. Sprawa jest taka. Jest nas niewielu. Bardzo niewielu. I jesteśmy na takim samym celowniku, jak bractwo. Wyłapują naszych za każdym razem, gdy coś organizujemy. Chcą nam zamknąć usta, ale my się nie damy! - Doszedł do Ciebie po chwili szept kobiety. Mogłaś odebrać wrażenie, że nie brzmiał on normalnie, należał raczej do tych niepokojących... Szalonych... Niebezpiecznych... Kobieta, która wciąż szła koło Ciebie w końcu podniosła swoją rękę i próbowała Cię objąć, by móc być jeszcze bliżej, by ściszyć swój głos do kompletnego maksimum.
- Potrzebujemy silnych sprzymierzeńców. Silnych, jak Ty. Inne cioty z F.P.T.P. nic nie potrafią, i myślą że byle marsze i protesty wystarczą... Ha! Szaleni! - Mówiła i mówiła, gestykulując przy tym wolną dłonią. Jej towarzysze wciąż trzymali się na bokach i tylko kiwali z aprobatą głowami. Widać było, że to ona w tej paczce nosiła spodnie i trzymała wszystkich twardą ręką. Dopiero teraz doszło do Ciebie, że to tylko pewnego rodzaju... Hm... Odłam organizacji? Zachowywali się jak zwykła bojówka, po trupach do celu. Nawet ten sms, który dostałaś to potwierdzał. Normalny członek w życiu by się nie posunął do takich kroków. Prawda? Prawda?! Czy mogłaś w to jeszcze wierzyć?
- Więc nam pomożesz, nie, młoda? - Zapytała w końcu kobieta z najszerszym uśmiechem na jaki było ją stać. Wciąż jednak wydawała Ci się poniekąd... Przerażająca.
[Profil]
 
 
Ivette Turner



x

Przemiana w sokoła wędrownego

73

Lodówka Jeremy'ego





name:

Ivette Turner

alias:
Ave

age:
21 lat

Wysłany: 2018-02-16, 22:16   

„Nic mu nie będzie”. Tia, Iv chciałaby uwierzyć w te słowa, ale wiedziała, że gdzieś tam czai się „jeśli”. Nic mu nie będzie, JEŚLI zgodzicie się współpracować. Nic mu nie będzie, JEŚLI będziecie grzeczni. Jej pięść się jeszcze bardziej zacisnęła.
- La puta que te parió - wysyczała przez zęby, po usłyszeniu słów kobiety. Nie przyjmowała się tym, że może ona znać hiszpański, Iv musiała jakoś dać upust swoim emocjom, nawet w takiej sytuacji, ba, w zwłaszcza takiej, kiedy to jest przyciśnięta do muru i musi słuchać się innych.
Gdy tylko kobieta zaczęła do niej szeptać, Iv zmarszczyła lekko brwi. Była szalona, nietrudno można było to zauważyć, to, w jaki sposób mówiła, całe to zachowanie… Spojrzała w kierunku Rhydiana, który jeszcze był nieprzytomny. Co robić? Nigdy nie obmyślała planów, zawsze robiła to, co uważała za słuszne i wygodne dla niej. Jakże łatwa była zmiana w ptaka i odlecenie od wszelkich problemów, nie rozmyślając o przeszłości i przyszłości, a teraz…
Poczuła dreszcze, gdy tamta ją objęła. Ivette chciała ją odepchnąć, strącić jej dłoń i napluć jej na twarz, lecz nie zrobiła tego, gdyż to był pierwszy raz, gdy przejęła się konsekwencjami, które mogłyby z tego wyniknąć. Krótko mówiąc: bała się o przyjaciela.
Wydawało się, że to ona nimi wszystkimi przewodzi. Miała wrażenie, że tamci są zapatrzeni w kobietę, w jak święty obrazek, tylko przytakiwali i kiwali głową „na tak”. Iv przeszło przez myśl, jak bardzo musi być nieobliczalna. Teraz próbowała pokazać się jako najmilsza osóbka na świecie, lecz Ivette nie wątpiła, do czego przywódczyni mogłaby być zdolna, gdyby ktoś jej stanął na drodze.
- Ależ oczywiście. – Uśmiechnęła się równie sztucznie, jak kobieta, która zdała jej pytanie. – Właśnie zaatakowaliście mi przyjaciela, ale czemu nie. – Wzruszyła ramionami. – Akurat ostatnio mam dużo czasu wolnego, więc nie ma problemu… - Musimy w końcu pomagać mutantom, nie?
Cóż, wątpiła, że jej uwierzą. Nawet po części chciała, aby tak się stało – mogłaby w końcu dać się ponieść swoim emocjom. A jeśli uwierzą, tym lepiej. Uciekną z Rhydianem, jak zawsze. Jej „plan” był raczej słaby, a nawet bardzo słaby, nie brała pod uwagę wielu rzeczy, ale hej, jakoś da radę. Chyba.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-17, 15:16   

Ukryj: 
Spotkanie z F.P.T.P.

Do drugiego rzutu doliczam modyfikator - 2, ze względu na wyczuwalną ironię w samych słowach przez Ciebie wypowiadanych.
By zobaczyć wynik rzutu, należy kliknąć w obrazek - drobne problemy techniczne z kodem, pracujemy nad tym <3
Wynik ogólny - Rzut na rozumienie hiszpańskiego przez kobietę - 4 - nie jest specem, ale jakieś słówka kojarzy.
Rzut na przekonywanie 4 + modyfikator - 2 - wynik ogólny 2 - rzeczywiście, nie uwierzyli w żadne z Twoich słów.



Mogłaś zauważyć nagłą zmianę miny u kobiety. Widać, rozumiała więcej, niż mogło Ci się wydawać. A przynajmniej kojarzyła obelgi, którymi właśnie się posługiwałaś...
- Co powiedziałaś? - Wysyczała sama przez zęby, patrząc Ci prosto w oczy. Chyba nie było sensu z nią zadzierać, bo nawet jej wzrok wydawał się... Nieobecny? Szalony? Niepokojący? Sama nie byłaś pewna, jak to można określić. Prawdopodobnie była to mieszanka tych wszystkich cech, składająca się na jedną, straszliwą całość...
- Dziecko, chyba zapomniałaś, że z nami nie ma żartów. Wolisz trafić w klatki D.O.G.S.?! - Zapytała, już znacznie mniej miłym tonem. Chyba nawet lekko podniosła głos. Faktycznie, ponoć mieli jakieś dowody na Ciebie, prawda? Tylko czy serio byliby do tego zdolni? Czy mogliby zdradzić rządowi kim jesteś tylko dlatego, że nie chciałaś do nich dołączyć? - Dajemy Ci szansę, mała kurwo. Albo ją wykorzystasz, albo zrobią z Ciebie królika doświadczalnego. Twój wybór. - dodała po chwili, niby spokojniej, ale ton jej głosu wciąż wydawał się... Mroczny. Poczułaś też, jak uścisk przywódczyni tej bandy się zwiększył na Twym ramieniu, jakby chciała mieć pewność, że nigdzie nie uciekniesz. Chyba nawet się Ciebie nie bała. Albo może uznała, że to Ty będziesz się bardziej bać ich?
Przez chwilę, nastała cisza. To milczenie zdawało się rozciągać w nieskończoność przez samo zgęstnienie atmosfery. Czekali, aż dasz im sygnał. A przynajmniej na to wyglądało. Kobieta jednak nie dała dojść Ci do głosu, wyciągając swój ostateczny argument.
- Widać, Twój los Ci obojętny. Ale co z Twoim przyjacielem, hm? - Mówiąc to, odwróciła się w kierunku swego towarzysza, tego, który trzymał Rhydiana. Mogłaś dostrzec w jego dłoni mały, lśniący przedmiot. Ostre narzędzie, które znajdywało się niebezpiecznie blisko skóry mutanta. Czy już mówiłam, że ta grupa ludzi była gotowa na wszystko, byle tylko dojść do swojego celu?
[Profil]
 
 
Ivette Turner



x

Przemiana w sokoła wędrownego

73

Lodówka Jeremy'ego





name:

Ivette Turner

alias:
Ave

age:
21 lat

Wysłany: 2018-03-07, 20:00   

Czyli jednak rozumiała hiszpański. Wymruczała coś pod nosem, co brzmiało jak „Nic takiego”. No świetnie, teraz nawet nie będzie mogła się posługiwać po hiszpańsku, bo ta zdzira coś rozumie. Jednak patrząc na całe zachowanie liderki, Iv była coraz pewniejsza, że jest z nią coś nie tak. Ugryzła się w język, nim zdążyła rzucić kolejne obelgi po hiszpańsku.
Całkiem nieźle udało Ci się ich wkurzyć, Iv, brawo. Oby tak dalej”. Cóż, gdyby tylko przyszła sama, już dawno zdążyłaby zwiać. Czy naprawdę by ją wydali? Ivette nie miała wątpliwości, że tak. Pewnie nie od razu – woleliby ją trochę po szantażować, a dopiero później – gdy Turner dalej będzie się im „sprzeciwiać” – zrobiliby to.
Wulgaryzm, który został użyty do jej osoby przez liderkę, jakoś nie szczególnie ją rozzłościł, ba, nawet wywołał u niej niejaki uśmieszek, który dość szybko zniknął, a mianowicie wtedy, gdy uścisk przywódczyni, stał się jeszcze bardziej odczuwalny. Tak, nawet jeśli wcześniej czuła się jak w klatce, tak teraz to uczucie się zwiększyło.
Miała dwie opcje do wyboru. Albo zostać tym – jak to określiła przywódczyni – królikiem doświadczalnym albo też wiernym pieskiem, gotów wykonać każde polecenie, które tylko się jej wydać. Jak można się było domyślić, Iv żadna z tych ról nie pasowała. Niby mówi się, że zawsze trzecia opcja, ba, sama Turner tak powtarzała, aż do teraz. Spojrzała w niebo, jakby miała zaraz usłyszeć cudowne rozwiązanie, a zamiast tego, liderka znów się odezwała.
- Tranquilamente* - Powiedziała, gdy ta kobieta zaczęła jej grozić. A raczej jej przyjacielowi. Uniosła dłonie do góry, jakby to miało sprawić, że „przywódczyni” i cała ta zgrajka się uspokoi. – Na pewno się dogadamy… - Niby wypowiadała te słowa do liderki, ale cały czas patrzyła na gościa, który trzymał Rhydiana i mały nożyk. – Nie trzeba się przecież odnosić do przemocy, prawda?

*Tranquilamente - Spokojnie.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-03-10, 14:10   

Wszystko w tej sytuacji było po prostu złe. Sama idea tego spotkania, całe to zachowanie, nastawienie tych, którzy w teorii mieli wam pomagać...
Zastanawiałaś się zapewne, jak w ogóle do tego doszło, co też się stało, że wpakowałaś się w tak beznadziejną sytuację. Nawet nie miałaś za bardzo jak zareagować.
Wtedy jednak liderka w końcu Cię puściła i odeszła na kilka kroków, by przechwycić nóż od swego przyjaciela. To właśnie ona trzymała ostrze przy szyi Rhydiana.
- Nie musimy. O ile będziemy wiedzieć, jak wiele jesteś zdolna zrobić dla swoich bliskich. - Padło z jej ust, bez jakichkolwiek emocji. Beznamiętnie. Jakby właśnie prowadziła najnudniejszy wykład z historii powstawania cukierków pudrowych...
Miałaś wokół siebie dość sporo przestrzeni, a cała grupa tylko Cię obserwowała. Nie wyglądało na to, że będą chcieli Cię zaatakować. Po prostu... Czekali. Czekali na Twoją reakcję. Na Twoją odpowiedź. Czy jesteś zdolna do nich dołączyć, by ratować swego przyjaciela przed niechybną śmiercią, czy zostawisz go na pastwę losu, odlatując w przestworza?
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-01-18, 02:20   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


//5 maja


To nie tak, że nie doceniałam pomocy. To nie tak, że byłam niewdzięczna. To nie tak, że chciałam się wpakować w kolejne kłopoty.
Ale po tym wszystkim, po przeżyciach z ostatnich miesięcy... Nie mógł ode mnie wymagać siedzenia w jednym miejscu. Tak długo byłam zamknięta, że wizja kolejnego więzienia pod pryzmatem "mojego bezpieczeństwa" sprawiała, że robiło mi się wręcz słabo. Całe szczęście, nie tylko mnie musiał teraz niańczyć. To... To dawało mi pewną dozę swobody.
Kilka dni zajęło mi ogarnięcie jego planu działania. Wiedziałam już, w jakich godzinach pojawia się w okolicy i kiedy muszę zostać w tej małej klitce w jednym z okolicznych budynków. W sumie nie mogłam na to narzekać - po warunkach w DOMu i samym Departamencie, tutaj miałam niemal podwyższony standard. W końcu... Mogłam sobie zrobić kawę o dowolnej porze dnia czy nocy - a to już luksus, prawda?
Wymykałam się. Wymykałam, bo bym oszalała. Wiele dni spędzałam w mieszkaniu Ricks, ale teraz... Teraz nie mogłam już chyba na to liczyć. Czy mnie nienawidziła? Czy po raz kolejny wszystko zjebałam? Nie wiem, kompletnie nie wiem...
Wiedziałam jednak, że nie mam się gdzie podziać. Nie sama. Czy właśnie dlatego chciałam przed nim sprawiać wrażenie, że trzymam się jego wytycznych?
Popchnęłam drzwi do klatki, ściagając czapkę z głowy i kurtkę z ramion. Nawet tak proste czynności wciąż sprawiały mi czasem problemy. W końcu... W gorsze dni nie tylko traciłam czucie w tej nieszczęsnej, prawej ręce, ale i niemal całkowicie traciłam siłę chwytu i jakąkolwiek manualność. To... To było dla mnie ciężkie.
Popchnęłam kolejne drzwi, za którymi miała na mnie czekać moja bezpieczna przystań. Dzisiaj jednak nie przywitało mnie puste pomieszczenie przepełnione zapachami smażonych owoców morza z pobliskiej knajpy, a jego karcące spojrzenie.
Czy możliwe... Że pomyliłam się w moich wyliczeniach?
- Cześć? - Mruknęłam, jak gdyby nigdy nic. Musiałam utrzymywać pozory. - Jak Ty tu wszedłeś? Byłam na dole, na fajce. Nie widziałam Cię kompletnie. - Ciągnęłam tę bajeczkę, licząc, że może pojawił się tu przed chwilą. W sumie... Nawet nie wiem, co mnie pokusiło do tego kłamstwa. Znał mnie za dobrze. Wiedział, jak rozpoznać u mnie blef.
Poza tym... Nawet nie waliłam fajkami...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2020-01-18, 02:34   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Nie, to nie tak, że nie doceniała tego co dla niej robił. To raczej tak, że standardowo była najmądrzejsza i nie mogła choć jeden raz go posłuchać. Sam miała wyjątkowy talent, kłopoty kochały ją odnajdywać. Nie starczyło by mu palcy obu rąk, by zliczyć sytuację w których powinna się go posłuchać, ale tego nie robiła. I tak było dokładnie tym razem.
Stawał na głowie, by zapewnić jej bezpieczeństwo, jasne - znikał raz na jakiś czas, ale dobrze wiedziała, że po prostu musiał. Szczerze mówiąc - chyba wcale nie był zaskoczony, gdy odkrył te jej wycieczki. Przecież ją znał, można chyba się nawet pokusić o stwierdzenie, że znał ją najlepiej ze wszystkich.
Sam od zawsze była niespokojnym duchem, więc do przewidzenia było, że prędzej czy później zacznie ją drażnić siedzenie w jednym miejscu.
A jednak był zły. Był na nią po prostu wściekły, jej ucieczka, jej stan... To wszystko było jeszcze zbyt świeże, po prostu, kurwa, nie powinna tego robić.
Więc tak - tym razem wrócił do ich (kolejnej z resztą) kryjówki o wiele wcześniej. I po prostu na nią czekał. Może trochę jak taki ojciec, który czeka na córkę z pasem w ręku po wywiadówce. No, dobra. Miał w ręku papierosa, a nie pasek, ale... Jakieś tam podobieństwo jest. Wystarczyła jego mina, która mówiła sama za siebie, gdy Samantha weszła do pomieszczenia i postanowiła go jeszcze uraczyć tym żałosnym kłamstwem.
- Żałosne. - rzucił tylko i pokręcił głową z niedowierzaniem. Na jego twarzy nawet pojawił się uśmiech, ale nie raczej nie wywołały go pozytywne emocje.
Zaciągnął się i wypuścił gęstą chmurę dymu w przestrzeń. Nie odrywał od niej spojrzenia, przyglądał jej się uważnie.
- Jak było na spacerze? Mijałaś może jakieś patrole? Pragnę przypomnieć, że jesteś w tej chwili poszukiwana, a czapka na głowie nie sprawia, że jesteś niewidzialna. To tak nie działa, to nie jest film. Widzę, że obrałaś sobie za cel spierdolenie nam tej kryjówki. Źle Ci tutaj? Bunkier był lepszy? - te słowa wręcz ociekały jadem, normalnie nie zachowywał się wobec niej w taki sposób, ale teraz.. Teraz po prostu puściły mu nerwy. Martwił się o nią, cholernie się o nią martwił, w jego ocenie kompletnie nie myślała wypuszczając się na takie spacerki, zupełnie jakby robiła mu na złość. Poza tym - nie oszukujmy się - jemu też było teraz cholernie ciężko, miał tak dużo na głowie... No, po prostu nie wytrzymał, chociaż pewnie powinien ugryźć się w język, a już na pewno nie powinien na nią tak warczeć.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 7