Poprzedni temat «» Następny temat
Stołówka
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-17, 18:15   Stołówka


[Profil]
 
 
Aiden Tremblay



Improvise, Adapt, Overcome.

Zmiana wyglądu

80

lubie ser





name:

Aiden Tremblay

alias:
Leon

age:
26

Wysłany: 2017-12-12, 20:44   

#1

Szczerze mówiąc to miał kompletnie gdzieś swoje obowiązki trenera na obecną chwilę. Najchętniej zamknąłby się w swoim pokoju z kilkoma działkami czegoś mocniejszego, albo z butelką tequili, a najlepiej to i z tym i z tym. Jego samopoczucie mocno spadło, kiedy ponad tydzień temu przestał być już czysty. Myślał, że już skończył tym na dobre, w końcu 3 lata bez nawet małej kreseczki czy jednego drinka to kawał czas u jak dla niego. Jednak śmierć Yvonne załamała go na tyle mocno, że nie potrafił powstrzymać się od dragów. Smutek po jej stracie był bardzo drastyczny dla niego, w końcu była dla niego niczym matka, której tak właściwie nie miał. Stwierdził, że nie potrafi sobie z tym poradzić na trzeźwo i musi się zaćpać. Pewnie nikogo oprócz Aidena nie zdziwi, ze wcale lepiej się nie poczuł, a wręcz przeciwnie nawet gorzej. Po tym zdarzeniu sięgał już tylko, albo aż, po alkohol. Nawet niewprawne oko dostrzegłoby, że wczorajszego dnia również nie żałował sobie procentów. Drgająca powieka, podkrążone oczy, popękane usta, czerwone plamy na skórze, typowe dla syndromu dnia wczorajszego. Mimo wszystko zebrał się na siły i późnym popołudniem wyszedł z pokoju z zamiarem ogarnięcia chociaż kilku jego obowiązków w bractwie. Kilka ostatnich treningów jakie miał przeprowadzić zwyczajnie nie odbyły się, bo albo nie był w stanie się na nich pojawić, albo odpuszczał sobie, bo granat w głowie mógł eksplodować w każdej chwili. Zabrał ze sobą kilka opisów członków bractwa zgłoszonych na treningi i postanowił ułożyć jakiś grafik i przy okazji zjeść jakiś porządny posiłek który postawi go na nogi.
[Profil]
   
 
Ashley Meyers



Hail Satan and have a good afternoon

Skrzydła

89%

Vodka





name:

Ashley Meyers

alias:
Fallen Angel

age:
30

Wysłany: 2017-12-14, 18:43   

|3

Nigdy nie była typem osoby, która przejmowałaby się czymkolwiek, a już tym bardziej kimkolwiek. Jednakże obecna sytuacja dość mocno ją trapiła. Miała szczerą nadzieje, iż Collenn rozpęta tym marnym ludzikom piekło. Liczyła na wojnę, pragnęła aby mutanci ją wygrali, ale co ciekawe nie chciała tego dla siebie. Od ich decyzji i tego jak ukierunkują ten świat będą zależeć losy przyszłych pokoleń. Dzieci takich jak tamta mała Złodziejka. W jakim chciałaby, aby żyli świecie? Na pewno nie w takim, w którym ona sama się wychowała. Ojciec wiecznie się bał. Wiecznie uciekali, chowali się niczym karaluchy, gdyż zdawał on sobie sprawę, iż dni takie jak te kiedyś nadejdą. Co mu to dało? Kompletnie nic. Albo nie żył, albo jest gdzieś obecnie przetrzymywany.
Może dlatego została trenerką? Nie po to, aby uczyć jak żyć ze swoją mocą, czy jak za jej pomocą nauczyć się bronić. Może chodziło jej o przygotowanie ich do wojny? Nie do obrony, a do ataku? I jak tu dziwić się ludziom, że nie mogą jej rozgryźć, jak ona sama tego nie potrafiła?
Jej małe egzystencjalne przemyślenia przerwało pojawienie się w stołówce Aidena. O tej porze mało kto tu przybywał, albo nawet i nikt. Było jej to całkowicie na rękę. Nie przepadała za... tłumami. Wracając jednak do Aidena, wyglądał jak tysiąc nieszczęść. Typowe objawy choroby poalkoholowej.
- Czyżby kac morderca? - Zapytała uśmiechając się półgębkiem taksując mężczyznę wzrokiem. Z nogami założonymi na stole, jabłkiem w ręku, wyglądała jak wąż wiodący na pokuszenie biedną Ewę. W sumie, trochę to by do niej pasowało.
- Mogłeś mi powiedzieć, że będziesz imprezować. Z chęcią bym dołączyła. - Akurat alkoholu nigdy by nie odmówiła.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-30, 22:16   
  

   2 Lata Giftedów!


| z opuszczonego domu.

Droga trochę nam zajęła. Miałyśmy kilka postoi na to, by mała mogła się napić wody. Powinnam wziąć jej ze sobą trochę więcej, ale wcale nie spodziewałam się, że spotkają mnie po drodze takie przygody. Jak można było zauważyć, życie nie było oczywiste, nigdy bym się nie domyśliła, że dzisiaj na swojej drodze spotkam najpierw jakiegoś opryskliwego faceta, a potem maleńką dziewczynkę z aniołem stróżem, którą zabiorę do Bractwa Mutantów. No, miałam tylko nadzieję, że nie jestem zbyt dobra i naiwna, a dziewczynka nie jest podstawioną pułapką, która zniszczy Bractwo, albo pomoże je namierzyć tym, którzy na nas polowali. Może po prostu powinnam zacząć być bardziej ostrożna? Tak, to było możliwe, powinnam. Ciężko mi jednak bylo się do tego zebrać. Nie miałabym serca, żeby tam ją zostawić, naprawdę, nie umiałabym.
Dlatego też po ponad godzinie spaceru na pieszo dotarłyśmy na teren Bractwa. Serce waliło mi jak jakiejś nienormalnej, denerwowałam się, że postanowiłam zabrać ze sobą Lizzy, że nie zabrałam jej do nikogo innego, kto pomógłby mi zweryfikować jej autentycznośc. Po prostu... chciałam jej pomóc, a domyślałam się, że mała może być głodna, więc najpierw po prostu zabrałam ją na stołówkę.
- Okej, co chcesz zjeść? - spytałam, gdy w końcu dotarłyśmy na miejsce - Najpierw zjemy obiad, a potem pójdziemy cię wykąpać i przebrać, a potem zabierzemy do innych czarodziejek. - przedstawiłam dziewczynce swój plan, uśmiechając się do niej.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-01-31, 18:28   
   Multikonta: Sami


Droga tutaj bardzo mi się podobała. Mijałam śliczne drzewka, chyba w oddali nawet widziałam jakiś stawek. Mój opiekun wydawał się cieszyć razem ze mną, bo gdy tak szłyśmy, czułam się prawie jak za starych czasów - gdy chodziłam na spacery z mamą i tatą. Jedną swoją rączką trzymałam Colleen, w drugiej wciąż miałam oparte te metalowe rzeźby przypominające kwiatki, a na swoim ramieniu czułam przyjazny dotyk mojego prywatnego anioła.
W końcu dotarłyśmy do tego dziwnego miejsca. Zaczęłam się uważnie przyglądać wszystkim ścianom i meblom w tym pomieszczeniu. Kwiatki ułożyłam jeden koło drugiego na najbliższym stoliku.
- To w ogóle nie wygląda jak pokój do jedzenia w domu. - Powiedziałam wyraźnie zaskoczona. Chyba spodziewałam się, że czarodziejki mają takie same jadalnie jak normalni ludzie. W końcu w animowanej Sabrinie czarodziejki mieszkały w zwykłym domu, prawda?
Na pytanie kobiety i odczuwane zapachy zaburczało mi jednak w brzuszku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, kładąc jedną ze swoich dłoni w okolicach mojego pępka.
- A są frytki?- Zapytałam wyraźnie zaintrygowana. No dzisiaj na pewno mi nie odpuszczą te małe, smażone pyszności! Zanim jednak usłyszałam odpowiedź, zaczęłam już majstrować przy zamku mojej kurtki, by go rozpiąć. W końcu w siedzibie bractwa na pewno było dużo cieplej niż na dworze w środku zimy.
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-02, 20:34   
  

   2 Lata Giftedów!


Oparłam się o jeden ze stołów, przyglądając dziewczynce z uwagą. Była zaskakująco dzielna i wytrwała jak na jej wiek. Co te biedne dziecko musiało przejść... Nie chciałam nawet myśleć o tym, jakie tragedie ją zdążyły w życiu spotkać, bo to było doprawdy przerażające. Taka mała dziewczynka... zupełnie sama... brudna, głowa, zmarznięta. Było mi jej tak cholernie żal. Jasne, ja aktualnie też łatwo w życiu nie miałam, ale byłam już dorosła. Przez 23 lata życia dane mi było żyć szczęśliwie, z mamą, a ona... a ona była sama, tak strasznie sama. Jej tragedia wzbudzała we mnie okropne współczucie i naprawdę chciałam zrobić dużo, by nie musiała już więcej cierpieć. Co prawda nie do końca miałam czas, żeby opiekować się nią ciągle i nieustannie, ale... może przekażę ją Sally? Może ona będzie mogła sie nią opiekować? Pewnie mogłabym poprosić Albę o pomoc, ale nie za bardzo chciałam, by mała miała cokowiek wspólnego z kurwą, więc to nie był najlepszy pomysł na świecie.
- Wiem słonko, ale my tak tu żyjemy. - powiedziałam, uśmiechając się łagodnie, choć ewidentnie widziałam, że jest zawiedziona, że nie zabrałam jej do typowego domu - Zazwyczaj jest tu mnóstwo osób i wszyscy jedzą wspólnie, taka duża rodzina, ale teraz pewnie wszyscy mają swoje zajęcia i dlatego ich tu nie ma. - wyjaśniłam, chcąc, by dziewczynka nadal się czuła bezpiecznie przy mnie. Co do frytek, które chciała...
- Są. - odpowiedziałam wesoło - Poczekasz tutaj? Nie ruszaj się, a ja zrobię ci frytki. - poleciłam jej, mając nadzieję, że posłucha, bo nie chciałam, by sama biegała po obozie.
Bądź co bądź udałam się do kuchni, gdzie usmażyłam jej frytki, a nawet nalałam soku i po piętnastu minutach wróciłam do niej z talerzem jedzenia.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-02-03, 00:08   
   Multikonta: Sami


Moim największym ratunkiem chyba był sam fakt, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, w jak ciężkiej sytuacji się znalazłam. Nie kierowałam się potrzebami dorosłego, nie miałam wizji idealnego życia. Nie żyłam problemami codzienności tak, jak widzą to dorośli. Byłam dzieckiem. Dla mnie liczyło się to co tu i teraz. Dopóki czułam się bezpieczna, wszystko było ze mną w porządku. A bezpieczeństwo zapewniał mi mój opiekun. Anioł, który nigdy nie odstępował mnie na krok.
Rozejrzałam się po sali wciąż majstrując przy zamku mojej kurtki. Widziałam, jak wiele stolików i krzeseł się tu znajduje. Dopiero teraz ogarnęło mnie zdumienie związane z tym miejscem.
- To tu jest tak dużo czarodziejów?! - Zapytałam z wyczuwalną ekscytacją w głosie. No trzeba było tak od razu! Cóż może być lepszego dla pięciolatki, niż dom pełen magicznych istot. Nie wiedzieć czemu, wyobraziłam sobie, jak część czarodziejek przybywa na stołówkę na miotłach z czarnymi kotami wciskającymi pazurki w ich krańce, podczas gdy pozostali użytkownicy sił magicznych wjeżdżali tu na swych majestatycznych jednorożcach. Ta wizja prawie całkowicie mnie pochłonęła, gdyby nie jeden znaczący szczegół.
FRYTKI.
Na wieść, że otrzymam swe ukochane dziś jedzenie, od razu odwróciłam wzrok w kierunku kobiety, klaszcząc w swoje małe dłonie.
- Tak! Tak! Dziękuję! - Cóż, nawet pobyt na ulicy nie wyzbył ze mnie całkowicie dobrych manier. Gdy Colleen zniknęła mi z oczu, zdjęłam do końca swoją kurtkę i poprawiłam zdecydowanie za duży sweter, którego nie ściągałam z siebie już od kilku miesięcy. Zniszczył się w tym czasie i przetarł w kilku miejscach. Miał też kilka większych i mniejszych plam, o dziwnym zapachu nie wspominając. Kochałam jednak ten sweter. Kurtkę rozłożyłam na ziemi, po czym usiadłam sobie na niej wygodnie, po turecku, przez chwilę wtulając się w kaszmirową (nie)gładkość tkaniny mojego odzienia.
Gdy kobieta wracała na stołówkę, mogła zobaczyć jak gram w łapki - jak to mogło wyglądać - sama ze sobą. Grałam jednak ze swym opiekunem, za każdym razem chichotając, gdy trafił mnie w moje palce. Chyba nawet nie przeszkadzało mi, jak ze mną wygrywał.
Słysząc zbliżające się do mnie kroki, odwróciłam swój łepek jednocześnie zgarniając grzywkę z twarzy. To było jedzenie... I tak pięknie pachniało... Podniosłam swoje dłonie do góry, chcąc złapać talerz, a w moim brzuchu zaczęło jeszcze mocniej burczeć. Chciałam zjeść na ziemi. Tak mi było wygodniej, bo nogi mi nie zwisały i nie dotykałam brodą stolika. Nie widziałam tu też specjalnego krzesełka, takiego, jakie miałam w domu - z masą poduszek, by znajdować się wyżej. Miałam tylko nadzieję, że mojej nowej znajomej nie będą przeszkadzały moje preferencje...
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-03, 18:22   
  

   2 Lata Giftedów!


Miałam nadzieję, że frytki, które przyrządziłam, choć na chwilę nasycą małą. Nie chciałam, żeby była głodna, a umycie jej, przebranie i załatwienie jej pokoju też pewnie trochę nam zajmie. Z resztą, coś mi się wydawało, że Lizzy się może niedługo zrobić śpiąca. Dzisiejszy dzień był całkiem długi i przyniósł mnóstwo emocji, a jeszcze miałyśmy kilka spraw do załatwienia, więc dziewczynka z pewnością niedługo może zacząć się czuć zmęczona. Wydawało mi się, że na dzisiaj wezmę ją do siebie, żeby mogła spać w pokoju obok. Aarona w końcu wyrzuciłam, więc miałam jedno dodatkowe miejsce w domku, które mogła zająć Lizzy. Może ona mnie nie zdradzi, hehe.
Bądź co bądź podałam małej jedzenie, nawet w sumie za bardzo nie zwracając uwagi na to, że siedzi na ziemi. Nooo jak chce, to niech sobie je na ziemi. Nie przejmowałam się tym. Bardziej mnie obchodziło to, jak brudna jest. Trochę mnie to martwiło, szczególnie, jeżeli chodziło o ubrania, bo nie mieliśmy zbyt wiele ubrań w jej rozmiarze. Po ostaniej akcji zaś... po tym, jak Levi zaginął... jak porwali chłopaka z F.P.T.P.... nie umiałam prosić nikogo, by poszedł po cokolwiek, a ja sama nie mogłam iść do sklepu i kupić Lizzy jakiekolwiek ubrania, bo przecież w sekundę by mnie aresztowali. Musiałyśmy sobie poradzić z tym, co mamy... Czułam jednak potrzebę zapewnienia jej wszystkiego co najlepsze. Zobaczymy, czy mi się to uda.
- Smacznego. - powiedziałam z uśmiechem i sama usiadłam na krześle, przyglądając się dziewczynce, która jeszcze przed chwilą ewidentnie grała w łapki ze swoim opiekunem.
Nie chciałam jej pośpieszać, więc po prostu przyglądałam się dziewczynce jak je. Zdecydowanie była głodna.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-02-04, 15:31   
   Multikonta: Sami


- Dzięęęę-kuuuu-jęęęę! - Powiedziałam, wyraźnie przeciągając każdą głoskę, jak to już dzieci mają w zwyczaju, i jak tylko przejęłam talerz w swoje małe łapki, usadowiłam go sobie na nogach - jako, że wciąż byłam w pozycji siadu skrzyżnego, to cale nie było takie trudne. Znaczy... Jasne. Kilka frytek spadło na moje spodnie czy ziemię, jednak w obecnej sytuacji - nawet mimo tego, że strasznie nie lubiłam brudu - nie przeszkadzało mi to. Rozpływałam się nad smakiem pierwszej jedzonej frytki mrucząc radośnie - to było takie dobre! Te smażone pyszności jeszcze nigdy aż tak dobrze nie smakowały. Widać było, jak niewiele trzeba, by zadowolić przeciętną pięciolatkę...
Wraz z opróżnianiem talerza, przyspieszałam tempo jedzenia. Jakby to miał być ostatni raz na kilka najbliższych dni, kiedy miałam coś smacznego w buzi. Dopiero, gdy na moim talerzu zostały pojedyncze, ostatnie, małe fryteczki, zorientowałam się, że kobieta mi się przygląda. Spojrzałam na nią z pełnymi polikami, niczym u chomika, po czym wyciągnęłam naczynie w stronę brunetki.
- Chbes tlochue? - Zapytałam z pełną buzią. Jedno, czego ulica nauczyła mnie na pewno, to to, że nawet, gdy ma się niewiele, zawsze można się dzielić. Dużo dorosłych tego nie rozumiało i pamiętałam, jak było mi przykro, gdy zabraniali swoim dzieciom dzielić się ze mną słodyczami. A ja nie chciałam być tak niedobra jak oni! Było mi jedynie głupio, że sam zapach dania wprawił mnie w taki amok, że nie zapytałam o to od razu, gdy talerz był jeszcze pełen...
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-05, 21:28   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie do końca wiedziałam, jak mam traktować małą, ale starałam się działać zupełnie instynktownie i póki co chyba mi to wychodziło, prawda? W końcu Lizzy czula się dobrze przy mnie, jej opiekun też był ewidentnie spokojny. Dziewczynka nie czuła się zagrożona, a to było dla mnie najważniejsze. Musiała mi ufać i czuć się przy mnie dobrze, bym mogła się nią zaopiekować, bym mogła o nią zadbać jak o własne dziecko, lub dużo, dużo młodszą siostrę.
Z uśmiechem przyglądałam się małej jak je. Bardzo dawno musiała nie mieć ciepłego posiłku w ustach. Pewnie powinnam zapewnić jej trochę więcej witamin, niż te, które "dostarczały" jej frytki, ale wiedząc, ze to właśnie chce jeść, nie miałam serca dzisiaj zarzucać jej warzywami i kurczaczkiem z ryżem. A, niech je śmieciowe jedzenie. Z czasem postaram się wprowadzić jej trochę zdrowszą dietę.
- Nie, dziękuję, nie jestem głodna. - powiedziałam, śmiejąc się cicho na jej propozycję. Ewidentnie była dobrze wychowana, po prostu... po prostu spotkały ją okropne chwile, nawet nie chciałam myśleć, jakie tragedie ją w życiu spotkały. Chciałam teraz zapewnić jej jak najlepszy byt i miałam nadzieję, że mi na to pozwoli. I wtedy właśnie dostałam smsa. Wyjęlam telefon, widząc, że Axon ma do mnie jakąś sprawę. Okej, obowiązki wzywały...
Gdy dziewczynka skończyła jeść, ja wstałam i wyciągnęłam do niej dłoń.
- Ja muszę iść popracować kochanie, ale poznam cię teraz z jedną czarodziejką, dobrze? Ona cię wykąpie i przebierze, żebyś wyglądała jak mała księżniczka. Zaprowadzi cię do biblioteki i wybierzesz sobie jakąś książeczkę, to na wieczór ci poczytam na dobranoc, co ty na to? - zaproponowałam jej z uśmiechem, a gdy się zgodziła, razem wyszlyśmy z pomieszczenia.

/ zt.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-02-09, 00:21   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// 2 dni po grze z Colleen

Bradley był po nocce. Patrolował okolice bractwa, bo w końcu taki miał obowiązek jako ochroniarz. Miał dyżur, więc z rana był zmęczony i śpiący. Nie poszedł jednak od razu do domku spać, bo jego żołądek odgrywał właśnie jakiegoś marsza albo innego poloneza. A wiadomo, że z pełnym brzuszkiem nie idzie się spać.
Po pierwsze ciężko byłoby w ogóle usnąć, a po drugie jeszcze się jakiegoś choróbska od tego nabawi. Wolał nie ryzykować, swoje zdrowie szanował. Nawet gdyby był nieśmiertelny pewnie nadal dbałby o swoje dobre samopoczucie zarówno psychiczne jak i fizyczne.
Poszedł więc na stołówkę, gdzie właśnie jedzone było śniadanie. Wziął talerz i na śpiącego usiadł przy najbliższym stole. Nawet nie był pewien co będzie za chwilę jadł, ale było mu wszystko jedno. Jedyne czego teraz chciał to powrotu do pokoju, a dokładniej do swojego wygodnego łóżka, w którym zatopi się na połowę dnia.
Oczywiście nie będzie mógł zbyt długo spać, żeby przestawić sobie trybu życia. Chociaż w jego przypadku było to mało prawdopodobne, bo potrzebował małej ilości snu do wyspania, a co za tym idzie do szczęścia.
Niestety ostatnie kilka dni spał po godzinę albo i mniej, więc po kolejnej nieprzespanej nocy był wrakiem człowieka. No, może to i przesada, ale wiadomo o co chodzi. Zmęczenie poziom hard.
Przeżuwał sobie spokojnie jedzenie i jeździł bezmyślnie wzrokiem po pomieszczeniu.
[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-02-15, 17:08   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| 05/02/18

Sam ostatnio nie sypiałem za dobrze. Było chyba jeszcze gorzej niż wcześniej, bo ta cała akcja na polanie odbiła na mnie jakieś takie paskudne piętno. Nie spodziewałem się… Nie sądziłem… To, co się tam wydarzyło, totalnie mnie zaskoczyło, nas wszystkich i, cóż, nie mogłem zareagować inaczej jak w ten sposób, w jaki to zrobiłem. Musiałem to zrobić i teraz musiałem sobie z tym radzić, jak gdybym, kurwa, był niezniszczalny. Cóż, poniekąd taki przecież byłem, za takiego mnie właśnie niektórzy uważali, za takiego, co to jest odważny, silny i wszystko spływa po mnie jak po kaczce. Tak, życie. Możesz się w takim bądź razie odpierdolić, bo cokolwiek nie zrobisz, byłem sobie jebanym Aaronem i miałem cię w dupie.
Czytaj: do koszmarów przeszłości dołączyły nowe demony, nowe trupy, nowe zmory; Aaron był duchem, przemykał sobie przez Bractwo, a czasami wcale nie dawał znaku życia, nigdzie go nie było, jak gdyby nie istniał. Zalatywało grozą? Brech na sali. Ktoś chyba krzyczy w tle, czy to z powodu grozy sytuacji, czy to go po prostu mordują. Nie wiem... A nie, to chyba moja torturowana dusza!
Oszalałem, skoro to słyszałem albo w ogóle tak mniej więcej wizualizowałem w swojej głowie?
Przez to wszystko nie miałem również ochoty jeść. Katowałem się bieganiem, pływaniem, wszystkim, byleby się odprężyć, by nie myśleć, by się jakoś wyżyć. Tylko, cokolwiek bym nie robił, musiałem jeść i myśleć. O wszystkim, o niczym i o tym. I o Colleen też, bo wczoraj wypierdoliła moje rzeczy za drzwi i być może rozważała również wyrzucenie mnie z Bractwa. Nie zdziwiłbym się, gdyż była skłonna do bezmyślnych, impulsywnych decyzji. Zemst… Dziwiłem się, że jeszcze nie zniszczyła morderców Yvonne.
- Cześć, Brad – rzuciłem do jedynej chyba osoby znajdującej się na stołówce o tej wczesnej porze. Wróciłem z biegania i postanowiłem coś zjeść, ale… No właśnie. Ostatecznie i tak złapałem za jabłko, które przetarłem o bluzę i w które wgryzłem się zaraz beznamiętnie.
Parszywy los nieszczęśników, którzy o poranku już nie mają co ze sobą zrobić.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-02-27, 22:11   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Spojrzał zmęczonym wzrokiem na osobę, która wypowiedziała jego imię. Chwilę mu zajęło zarejestrowanie wszystkich czynników, które się pojawiły.
Umówmy się, nigdy nic nie miał do Aarona. Ta cała sytuacja nie była mu na rękę, bo nie lubił tworzyć jakichś waśni, ale z drugiej strony nie zamierzał też być bierny. Nie mógł, bo wtedy zdradziłby przyjaźń z Colleen. Aaron ją skrzywdził i może Brad nie był jakimś rycerzem na białym koniu, żeby walczyć o honor dziewczyny, ale mimo ich stanów tamtej nocy, doskonale pamiętał ich rozmowę.
Widok zapłakanej dziewczyny był depresyjny, a kiedy zapytał ją, czy obić mordkę jej byłemu, z chęcią odparła, że tak. Nie mógł odwołać tej deklaracji, zresztą nawet nie chciał. Po prostu chwilowo zastanawiał się, czy da się ją odwlec w czasie. Okazja była wyborna, mało świadków - o ile w ogóle jacyś, duża przestrzeń, jakby Grey chciał trochę porzucać swoim przeciwnikiem... no ale wróćmy na ziemię. Mimo tych sprzyjających okoliczności, jego zmęczenie było sporym utrudnieniem w wykonaniu tej misji.
- O, cześć - mruknął i mimowolnie podniósł się z miejsca. Powolnym krokiem zmierzał w jego kierunku i jego zachowanie raczej nie zwiastowało jego zamiarów. Wyglądało bardziej jakby chciał podejść i uścisnąć dłoń, tak po męsku.
Ostatecznie jednak, kiedy był tuż przed nim, zacisnął dłoń w pięść i z całej siły łupnął mu w szczękę. Siła uderzenia mogła go zrzucić z siedzenia, ale na tym Brad się zatrzymał. Nie zamierzał kopać leżącego.. ani de facto kontynuować bijatyki.
- Wybacz stary, ale obiecałem komuś ten cios. Swoją drogą, chyba się należał za to co zrobiłeś Colleen, co? - zapytał jakby rozmawiał o pogodzie - luźno i bez zbędnej agresji. W końcu to co miał, już przekazał.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-04, 21:36   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Swobodne kroki, typowe, niczym niezaskakujące… Pewnie faktycznie przypuszczałem, że Bradley idzie sobie się ze mną przywitać, ścisnąć sztamę, zagadać, może o coś zapytać, bo czemu nie? Może bywałem gburem i samotnikiem, ale raczej niczym mu nie zawadziłem, to też cios, który na mnie spłynął, zdecydowanie mnie zaskoczył.
Złapałem się odruchowo za szczękę, zastanawiając się, gdzie podziałem emocje. Wyprałem się z nich? Nie czułem wściekłości, nie czułem furii, ani nawet popapranej wdzięczności. Po prostu zebrałem się w sobie, by się podnieść jakoś, usiąść… i rzucić mu pytające spojrzenie. Pytające albo i nie, bo mówił… o Colleen. Moje jabłko pewnie gdzieś tam się potoczyło po ziemi i zniknęło gdzieś pod ławkami.
- Super – skomentowałem to tak, bo najwyraźniej Colleen postanowiła opowiedzieć wszystkim, jaki to dupek ze mnie, w tym co jej zrobiłem i w jaki sposób. Nie miałem nawet pojęcia, jak się o tym dowiedziała. Nie rozmawiałem z nią. Nie otrzymałem takiej szansy, bo po prostu mnie wypierdoliła, a teraz Brad… Czemu akurat Brad?
- Od kiedy zwierza ci się z takich spraw? – zapytałem. Sam nie wiem, czemu to pytanie opuściło moje wargi. Czy to było takie istotne? Pewnie wynik przypadku…? Cholera! Brad dobrze trafił. Bolało jak cholera. Teraz chyba musiałem złapać jakieś mrożonki, a potem je przygotować, by się nie zmarnowały. No, i zjeść.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-03-05, 17:06   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Bradley spodziewał się, że ten cios będzie zaskoczeniem. Teoretycznie nie miał żadnych powodów ani motywów, żeby nie lubić Aarona. Jego zachowanie względem Colleen, choć głupie, nie skreślało go w jego oczach. Każdy popełniał jakieś błędy, jesteśmy tylko ludźmi, często uczucia wchodzą w paradę i jest problem.
Alba właściwie też nie była bez winy, ale Bradley nie zamierzał jej prawić kazań. Nie chciał się w to mieszać bardziej, niż robił to teraz. Obiecał coś i spełnił dane słowo.
Chłopak obserwował Pana Ognistego, bo sądził, że będzie bardziej "wybuchowy" i zechce mu natychmiast oddać. Póki co nic takiego się nie stało, więc trochę się rozluźnił.
- Od kiedy? Jesteśmy przyjaciółmi już od jakiegoś czasu, więc wyobraź sobie, że gdy miała ciężką noc, chciała się wygadać komuś bliskiemu - wzruszył ramionami. Czy to ważne, dlaczego akurat jemu się zwierzyła? Usiadł obok niego na chwilę, obracając się w jego stronę.
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale właściwie to dlaczego akurat Alba, co? Chłopie, jest tyle dziewczyn w obozie, a ty się wziąłeś akurat za najlepszą przyjaciółkę twojej byłej.. - pokręcił głową z dezaprobatą. Był taki niepisany kodeks, czy coś. Nie ruszać dziewczyn kumpli, nie spać z przyjaciółkami swojej dziewczyny itd.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6