Kolejny piękny dzień, w tym samym podłym mieście. Mężczyzna wstał, niezadowolony tak jakby od samego rana jakaś nadludzka siła chciała, aby był w podłym humorze. Nie podobało mu się wprowadzenie patroli, nie podobało mu się również iż te patrole nie raz zaglądały do jego baru i straszyły klientów, którzy przecież rozmawiali o tych wszystkich, fajnych rzeczach! Potrzebował zażyć świeżego powietrza to też udał się do parku. Miał się tutaj przy okazji z kimś spotkać, w końcu należy łączyć przyjemne z pożytecznym, czyż nie?
Viggo usiadł na jednej z ławek, tej oddalonej trochę bardziej od reszty. Wyciągnął nogi po czym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i z przyjemnością odpalił jednego z nich. Czekał. Tarcza jego zegarka pokazywała iż osoba z którą był umówiony się spóźniała. Nie dość iż nie wyjaśniono mu o co chodzi, to jeszcze iż ktoś miał czelność się spóźniać! Mężczyzna zaciągnął się papierosem, rozglądając się uważnie po otoczeniu.
Dzień jak codzień. Praca, praca i jeszcze raz praca. Pewnie w tym dosyć monotonnym schemacie nic by się nie zmieniło, gdyby nie pewne zadanie. Polecenie, które otrzymał nie było nawet podobne do dotychczasowych. Zadanie można by rzecz było proste, aczkolwiek wyjątkowe i intrygujące zarazem. Rick nie poznał zbyt wielu szczegółów. Najwyraźniej niektóre informacje mogły być niepotrzebne. W każdym razie miał spotkać się dzisiaj o ustalonej godzinie w pewnym parku. Wiedział jak rozpoznać swojego rozmówcę i w sumie tylko tyle mu zdradzono. Miał wrażenie jakby został wysłany w niewiadomą. Ale przecież rozkaz to rozkaz, tego nie można było podważyć.
Rick pamiętał już od samego rana o spotkaniu. Jednak przez zamieszanie w siedzibie DOGS czas jakby nagle przyspieszył. Nawet się nie obejrzał gdy zerknął na zegarek i uświadomił sobie, że zaraz się spóźni. Ruszył więc na spotkanie. Oczywiście nie wmaszerował do parku w mundurze Niebieskiego Szwadronu. To był kolejny element zadania, miał się nie rzucać w oczy. Więc ubrał się dosyć normalnie, jakaś biała koszulka i czarne spodnie. Nic specjalnego.
Zwolnił kroku gdy doszedł do parku. Rozejrzał się i zapewne zrobił kilka kroków nim natrafił na oddaloną ławkę, która go zainteresowała. Podszedł bliżej.
- Można? - mruknął. Raczej było to pytanie retoryczne, gdyż Bradford nawet nie poczekał na reakcję nieznajomego tylko od razu usiadł.
Viggo zdążył wypalić papierosa, zanim osoba z którą by umówiony przybyła na miejsce, a przynajmniej tak mu się wydawało gdyż nie miał jeszcze okazji poznać ów tajemniczej osoby wcześniej. Skinął głową, na pytanie czy mężczyzna może się dosiąść po czym zlustrował go uważnie spojrzeniem od stóp aż po czubek głowy, wyłapując nawet najmniejsze szczegóły postaci. Widział zarys mięśni na ramionach nowo przybyłego co postanowił zanotować sobie z tyłu głowy.
Założył ręce na piersi a jego towarzysz mógł zobaczyć całą masę blizn na rękach mężczyzny, poukrywaną pod tatuażami. Linie po starych ranach można również było zauważyć na jego odsłoniętych ramionach, obojczyku i szyi.
- Spóźniłeś się i był to ostatni raz kiedy uszło Ci to płazem. - Odpowiedział spokojnie, niemal przyjaznym tonem tak, jakby rozmawiał z nim o śpiewających ptaszkach i łądnej pogodzie. Jeśli jednak mężczyzna był bystry mógł wyczuć w tej wypowiedzi ukrytą groźbę a wyraz twarzy mężczyzny potwierdzał, że był naprawę poważny w tej kwestii. Viggo mimo iż był padalcem jednego z najgorszych sortów nienawidził jak ktoś się spóźniał i marnował jego cenny czas, a w końcu czas to pieniądz czyż nie? A on nie należał do tych, którzy lubią je tracić.
- Po pierwsze przedstawisz mi się, nie lubię rozmawiać z ludźmi których imienia nie znam. Po drugie opowiesz mi dokładnie czemu chciałeś się ze mną spotkać, znam osobę przez którą się ze mną kontaktowałem więc nie radziłbym ci kłamać. - Norweg spokojnie i rzeczowo przedstawił swoje hm, "warunki". Viggo doskonale wiedział iż to on jest tym, który rozdaje karty. W końcu to mężczyzna potrzebował czegoś od niego a nie on od ów mężczyzny co dawało mu nad nim przewagę. W końcu mógł w każdej chwili odejść w przeciwną stronę,
Zaczęło się. Pierwsze co od razu rzuciło się w oczy to liczne blizny i cała masa tatuaży. Rick nie chciał wnikać w szczegóły, po prostu nie musiał. Tylko po co z kimś takim kazano mu się spotkać, ta kwestia będzie go nurtować przez całe spotkanie. Oczywiście usłyszał także groźbę, ostrzeżenie od strony brodatego i już wiedział, że z pewnością będzie to interesująca rozmowa. Gdyby mógł najchętniej teraz by sobie z stąd poszedł, ale przecież nie o to mogło chodzić w zadaniu a jak powiedziało się "a" trzeba powiedzieć też i "b". Zresztą za kogo się miał by uznawać co może ujść płazem a co nie. Nie minęły nawet 2 minuty a facet już zdążył podziałać na nerwy Bradforda. Jednak jak zwykle jego twarz nic nie wyrażała, zawsze przybierał kamienną maskę obojętności.
Mniejsza z groźbą za chwile zrobiło się jeszcze ciekawiej. Facet musiał mieć wysokie mniemanie o sobie myśląc, że to do niego należy całe spotkanie i będzie mógł sobie ustawiać jak chce Ricka. Na razie Viggo w dużej mierze był mu obojętny, przynajmniej póki nie dowie się po co ta rozmowa. Chyba nie będzie mu dane poznać tej tajemnicy. Myślał, że raczej brodaty wyjaśni o co chodzi. To trochę się pomylił. Może właśnie padał ofiarą nie śmiesznego żartu, albo rozmawia z niewłaściwą osobą. Ale przecież to niemożliwe.O ile jeszcze pierwszy warunek był dosyć oczywisty, tak drugi już nie.
- Rick. A to przypadkiem nie Ty chciałeś się spotkać? - stwierdził, zmieszany tym wszystkim. Raczej przeczuwał, że to nie była najlepsza odpowiedź i trzeba czekać na tylko ciszę przed burzą. Po co w ogóle się zastanawiali czemu i dlaczego, jakby nie mogli od razu przejść do sedna. Może wtedy dowiedziałby się czegoś. Ironią losu będzie jeśli brodaty też by nie wiedział po co przytargał tutaj swoje cztery litery.
W biznesie w którym działał nie było miejsca ani na uprzejmości ani na życzliwości czy uprzejmy ton. Nie tak załatwiało się sprawy w otoczeniu, w tym gronie najwięcej szacunku miał ten, którego reszta bała się najbardziej. To też przy każdym spotkaniu biznesowym robił wszystko, by luzie odczuwali kto tu rządzi i że powinni się liczyć się z jego zdaniem. Tak wyrabia się swoją markę.
Słysząc odpowiedź mężczyzny zmarszczył brwi. Coś mu tu nie pasowało. Wyraźnie dostał wiadomość iż to on ma do niego jakąś sprawę, był niemal pewien, iż chodzi o jakieś konkretne informacje. Mężczyzna zacisnął pięści.
- Jestem pewien że to Ty masz jakąś sprawę do mnie. Czekaj. - Powiedział po czym podniósł swój tyłek z ławki po to, by wyciągnąć z tylnej kieszeni jeansów zwinięty kawałek papieru, po czym znów opadł pa na siedzenie.
- Rick, Pracuje dla departamentu. Potrzebuje trochę tego na czym się znasz, westcrest park, ławki.. - Przeczytał na głos po czym pokazał mężczyźnie kartkę, którą dostał od jednego, ze swoich informatorów. Wyjął paczkę fajek, po czym odpalił jedną z nich i zaciągnął się dymem.
- Nadal jesteś pewien że to ja chciałem się spotkać? - Spytał uważnie się mu przypatrując. Próbował rozgryźć emocje ukrywające się pod tą kamienną maską, czyżby rząd zasadził na niego zasadzkę? Cóż, był w takim miejscu gdzie łatwo mógł uciec, mężczyzna jednak wyglądał na równie zdezorientowanego, co on sam.
I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.
Aerokineza
77%
Dowódca Rebelii
name:
Jamie Jared Duncan
alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon
age:
25
height / weight:
182/72
Wysłany: 2019-01-02, 18:36
Multikonta: Mike/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
8 grudnia
Minęło parę dni od kiedy napisał do Imari i szczerze powiedziawszy myślał, że dziewczyna już się w ogóle nie odezwie, a w Rebelii było coraz gorzej. Nie podobało mu się to ani trochę. Miał coraz większe wrażenie, że dużo spoczywa na jego barkach i szczerze miał powoli tego dość. Na dodatek ostatnio jego skóra dziwnie zareagowała jak tylko wchodził do Laguny, a gdy wracał do swojego mieszkania wszystkie objawy mu mijały. Może miał jakieś uczulenie na ten pieprzony wirus? To wcale nie zachęcało go by pomagać swoim kompanom, a jednak… Siedział teraz na tej ławeczce z czerwonym kapturem założonym na głowę i w luźnych dresach. Czekał na ta Imari i jej kompana, no o ile serio zdecyduje się z nim przyjąć. Nie miał wyboru musiał się z nimi spotkać. Chciał chociaż ulżyć Vincentowi czy też małej Vanessie. Nie mógł mieć pewności czy cokolwiek zadziała. Wiedział też, że nie powinien ufać w 100% tej dziewczynie.. Na dodatek zdradzić kryjówkę Rebelii komuś innemu, ale co miał zrobić? Stać i się patrzeć jak wszyscy prawie odchodzą na drugi brzeg rzeki? nawet on miał dla swoich kolegów trochę sumienia.. Dlatego oczekiwał dziewczyny o umówionej porze na ławeczce. Czasem tylko lekko się rozglądając patrząc czy ktoś idzie.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2019-01-04, 11:55
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Do pomocy wybrała sobie XX, który mial jednak być tylko wsparciem psychicznym bardziej, w
razie gdyby coś się nie udalo. Znów. Nie chciała już chodzić gdziekolwiek sama. Spotkali się w
ustronnym, pozbawionym kamer miejscu. Imari miała na głowie kaptur, pod nim czapkę z
daszkiem. Na nogach lużniejsze damskie bojówki i wygodne buty. I właśnie się spóźniała.
Jakieś 10 minut, ale jednak, niby niewiele.. Nie dala jednak znać Jamiemu, mając nadzieję, że
ten poczeka. W końcu dotarta w umówione miejsce i stanęła dwa kroki przed siedzącym
mężczyzną. coś ścisnęło ją w żołądku dziwnym strachem, więc minał moment, zanim się
odezwała
- Hej - odezwała się cicho, a gdy Duncan podniósł wzrok, mógł zobaczyć dość delikatną w
odbiorze kobiecą twarz o pełnych ustaach i jasnych oczach i.. szpecącej bliżnie ciągnącej się
przez policzek.
- Mamy jakieś miejsce do rozmowy czy zostajemy tutaj? - zapytała od razu. W sumie żadna z
opcji jej nie pasowała..
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.
Aerokineza
77%
Dowódca Rebelii
name:
Jamie Jared Duncan
alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon
age:
25
height / weight:
182/72
Wysłany: 2019-01-04, 14:43
Multikonta: Mike/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
Tak naprawdę Jamie zastanawiał się również by iść oddać krew, przecież od wczoraj można było to zrobić. Jednak co innego pomagać mutantom, a co jeśli tej krwi do ratowania ludzi by użyli, jeśli oczywiście byłaby dobra? Z drugiej strony sam by się nie wybrał na nadstawianie karku, nie od dziś wiadomo, że DOGSi lubią takie miejsca i sprawdzanie krwi by szukać mutantów, a to zdecydowanie nie było mu na rękę. Dlatego jak widać starał się znaleźć jakieś inne sposoby by dopomóc ludziom u siebie. Dlatego też czekał w tym miejscu na te dwie osoby.
Nie spodziewał się punktualności, ale był skłonny poczekać nawet godzinę, jeśli by była taka potrzeba. Czego się dla tych idiotów nie robiło. Najważniejsze, że to miejsce było pozbawione kamer i podglądu psów. Z daleka zauważył idące dwie osoby w jego stronę, odwrócił głowę w ich stronę, widać było, że tak jak on się bardziej kamuflują. Podniósł bardziej wzrok na nich i zobaczył tą bliznę na policzku dziewczyny. Jej głos nie wydawał się zbyt pewny siebie, jakby się go bała. Cóż oboje byli mutantami, Jamie bez powodu nie zaatakowałby jej, zwłaszcza jeśli miała mu pomóc.
-Hej wam. - odparł i wstał z miejsca, by nie wyjść na brak całkowitej kultury - Tutaj jest bezpiecznie, myślę, że na pierwsze spotkanie się nada. - Odparł, po czym gestem dłoni wskazał na ławkę by usiedli.
Przez moment się zastanawiał co miał jej dokładnie powiedzieć, teraz mógł pozwolić sobie na więcej, bez wielkiego brata nad sobą.
-Tak jak wspominałem mój kolega jak również inni są ciężko chorzy. Ich mutację cóż.. Zaczynają się trochę wymykać spod kontroli i szczerze powiedziawszy jestem jedną z nielicznych osób, które nie mają objawów. -westchnął - Nie ryzykuje jednak pójście do przychodni by oddać krew, sama powinnaś się domyślić, że pewnie DOGS położyło na to swoją wszechstronną łapę i będzie wychwytywać mutantów co się tam zalęgną. Bez wsparcia grupy sam i tak bym nie miał co iść, dlatego cóż.. Słyszałem o twojej niezwykłej mutacji, może chociaż byś była w stanie zerknąć na mojego kumpla. - odparł wpatrując się w jej delikatną lecz oznaczoną bliznami buzię
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2019-01-05, 17:55
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Wysłuchała Jamiego i pokiwala głową. Siedziała już na ławce, oczywiście, bo tak rozmawiało się o wiele wygodniej.
Zagryzła wargę.
- Nie, przychodnia nie wchodzi w grę jeśli nie mają was wyłapać jak kaczki - pokręciła głową - Z drugiej strony czasem zastanawiam się czy jest inne wyjście.. U nas to samo - westchnęła, marszcząc nos w niezadowoleniu - Niektórzy są bardziej niebezpieczni dla siebie, inni dla okolicy.. To nie jest łatwy czas.. - westchnęła. A ona była w takim stanie. Nie cieszyło jej to wcale. Odruchowo podrapała się po zrastającej się wciąż bliźnie i rozejrzała po okolicy.
- Nie wiem czy będę w stanie pomóc. Na pewno nie dziś, teraz. Mam ogrom roboty u siebie.. Zapewne będę też jechała z kimś, jeśli to nie problem. Chcecie go przenieść, ze swojej lokacji czy jest to niemożliwe? - spojrzała pytająco na Jamiego, rozumiała, że może nie chcieć wydawać jej położenia Rebelii.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.
Aerokineza
77%
Dowódca Rebelii
name:
Jamie Jared Duncan
alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon
age:
25
height / weight:
182/72
Wysłany: 2019-01-06, 03:16
Multikonta: Mike/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
Duncan i tak był już postawiony pod murem, bo nie miał bladego pojęcia co zrobić z ludźmi w Rebelii, a jednak na ten wielki drastyczny pełny poświęcenia krok nie zamierzał się zdobyć. Nie był idiotą, cenił własne życie i póki co pozostanie anonimowo. Mógłby co prawda spróbować ich tam podusić, pobić, zrobić wietrzną rozpierduchę, ale ile by potrwało zanim by go nie złapali? Czy zdążyłby się ulotnić? Nie miał co do tego pewności. Nie wątpił we własne umiejętności, ale jednak wolał spróbować poszukać innej ścieżki, chociaż ta zdecydowanie opornie mu szła.
-Zdecydowanie nie jest to łatwym czasem, a nie powiem.. Jestem już trochę zmęczony tą sytuacją. Niektóre moce jak mówisz są inwazyjne i mogą spowodować ujawnienie naszych kryjówek. Nienajlepszy czas nadszedł dla nas. Podejrzewam, że ktoś specjalnie tego wirusa wyhodował by nas powybijać i przerzedzić nasze siły. -westchnął również
Po chwili wsłuchał się w jej kolejne słowa i lekko się nerwowo zaśmiał. Przenoszenie mutantów z aktywującymi się losowo mutacjami raczej nie było dobrym pomysłem.
-Jeśli moja mutacja pozwalałby mi wyłączyć mutację przenoszonego to tak pewnie bym i zrobił. Niestety nie posiadam takowej. Podejrzewam, ze masz ogrom roboty u siebie, ale u nas niestety nie ma osoby, która mogłaby chociaż chwilowa ulgę moim kompanom przyjść. Myślałem o mutazynie by im zacząć podawać, ale skutki uboczne i cofnięcie się mutacji mógłby być okropne, a jak wiesz potrzebni są nam moce jednostki. -zagryzł swoją wargę - I niestety mutant do którego chciałbym byś zobaczyła, jest z tych bardziej niebezpiecznych. Jakby to nie była mocno inwazyjna moc to pewnie nie fatygował bym Cię byś znalazła dla nas czas. -spojrzał na jej kompa, a potem z powrotem na młodą kobietę -Jestem skłonny zaprowadzić cię do naszej siedziby, jeśli to miałoby nam pomóc.
Ryzykował i to sporo tym spotkaniem, tym by lokalizację Rebelii chciał zdradzić. Ale musiał coś zrobić, nie chciał się tylko biernie przyglądać wszystkim. Nawet mu było szkoda swoich kompanów.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2019-01-06, 16:21
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
zastanowiła się nad tym, obserwując okolicę, zerkając na swojego kompana. Czy mogli stworzyć wius, żeby ich powybijać albo chociaż wypedzic w poszukiwaniu pomocy? Własciwie to calkiem sprytna opcja.
- To możliwe.. ale obawiam się, że się nie dowiemy czy to prawda - westchnęła. Oparła się na ławce i spojrzała na swoje dłonie. Denerwowało ją to, że nie może pomóc wszystkim.. a równocześnie nie była głupia i wiedziała, że nie jest w stanie tego zrobić, nawet gdyby chciala. Dodatkowo blokowanie mocy tak silnych ja te na przykład Liama.. Do tego cierpiał Will.. To nie było łatwe dla niej.
Gdy usłyszała o mutazynie na moment zamarła, podniosła wzrok na Jamiego.
- Nie rób im tego - powiedziała po prostu i brzmiała w tym momencie śmiertelnie poważnie, a Jamie mógł odnieść wrażenie, że Imari wie co mówi o wiele lepiej, niż ktokolwiek z mutantów chciałby wiedzieć.
- Pomogę wam, ale nie dzisiaj. Dam ci znać na dniach, mam nadzieję, ze dwa dni mi wystarczą. Będziemy w kontakcie, dobrze? - podniosła się z lawki, nie chcąc przeciągać tego spotkania bezsensownei. To nie było bezpieczne.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.
Aerokineza
77%
Dowódca Rebelii
name:
Jamie Jared Duncan
alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon
age:
25
height / weight:
182/72
Wysłany: 2019-01-07, 23:52
Multikonta: Mike/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
Duncan był niemal pewny, że to jebany Genetically Clean… Ta organizacja się spytała coraz bardziej i mogli wymyślać coraz gorsze środki by się jakoś odratować i zwalić wszystko na nich… Potem napiszą, że jakiś mutant panuje nad chorobami i zmutował ją tak, by zarazić pół Stanu. Naprawdę by się nie zdziwił jakby coś takiego nastało. jednak nie zamierzał kontynuować tego tematu, nie po to tu dokładnie byli prawda?
-Nie śmiałbym bez ich pozwolenia. - odparł spokojnie - Z resztą jak wiadomo na rynku teraz nie ma 100% czystej mutazyny, nigdy nie wiadomo jakie skutki uboczne by mogła wywołać. -dodał po chwili.
Tak odniósł wrażenie, że dziewczyna naprawdę tego nie chciała. Nie wiedział czemu, ale brzmiała poważnie, a on sam. Nie był głupi by im ją podawać, chociaż jeśli by naprawdę musiał zrobiłby to dla swojego czy też innych bezpieczeństwa. Jednak o tym dziewczyna nie musiała wiedzieć.
-Dobrze. Cieszę się, że w ogóle poświęciłaś mi czas na spotkanie. - wstał zaraz za nią -Jasne napisz smsa z miejscem spotkania. -odparł z lekkim uśmiechem.
Po chwili poszedł w zupełnie przeciwnym kierunku skąd przyszła pozostała dwójka. Pozostało mu tylko czekać. Co miał zrobić już zrobił.
Wysłany: 2019-03-07, 16:13
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
/po ostatnich grach - po grze z Bradley'em/
Amber nie mogła uwierzyć, że ma jakąkolwiek moc. Dobrze, że Chase nie zawiadomił nikogo gdy był świadkiem jak z psa Ruda zmienia się z ludzką dziewczynę. Jackson miała jeszcze jeden aspekt, że przy podnieceniu ukazywały się jej kocie uszy i ogonek. Było to urocze, ale cóż... musiała się nauczyć to kontrolować.
Nie mogła powiedzieć Ewangelinie o tym czym lub kim była. Choć kobieta była jej najlepszą przyjaciółką obawiała się reakcji kobiety. Ostatnio się odprężyła na zakupach i na ploteczkach. Nowy rok jakoś minął, a i Amber przeżyła jakąś chorobę przy której myślała, że zejdzie z tego świata. Bała się wszystkiego, miała zwidy itd. Spotkała Bradley'a, który zaopiekował się nią i pokazał, że nie ma co się bać. Jest mutantem i bractwo się nią zajmie. Ruda ubrana dość ciepło miała związane swoje długie rude włosy w kucyk i biegała. Musiała trochę... przestać myśleć. Poza tym lubiła ten sport. Po pewnie pół godzinnym maratonie usiadła sobie na ławce i wyjęła termos z ciepłą herbatą. Na chwilę się zamyśliła. Później wyjęła szkicownik i zaczęła szkicować.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Anna na miejscu Amber zapewne by się cieszyła. Zwłaszcza, że sama przyciągała chyba do siebie mutantów. O niektórych osobach nie miała pojęcia, iż są mutantami, a o wielu owszem i ich ukrywała. Nie wiedzieć czemu, sądziła, że łatwiej byłoby jej gdyby i sama okazała się mutantem. Jednak czasem zdarzało jej się zapominać, że i bycie mutantem bywa niebezpieczne. Nie chodzi jej tu o ludzi dookoła. Ale ten ciągły strach, że ją złapią...
Niemniej dzisiaj pierwszy raz od jakiegoś czasu postanowiła wyjść na spacer. Teraz gdy wiedziała, że Ewangelinę przenieśli, to były małe szanse na to by ją tu spotkała.... Zwłaszcza o tej godzinie.
Nie spotkała jej ale dla odmiany zauważyła Amber siedzącą na ławce.
-Hej. Jak tam? Dawno Cię nie widziałam.
Odezwała się podchodząc bliżej znajomej osoby. Może nie znały się jakoś ekstra dobrze, jednak coś tam o sobie wiedziały.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum