Poprzedni temat «» Następny temat
Sala zabiegowa
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-11-19, 01:37   Sala zabiegowa



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-11-21, 00:54   

/ 4 kwietnia - wczesny ranek

Tego pomieszczenia nie mogło zabraknąć, pamiętają o tym że każdy z mutantów był zaszczepiony chipem. Obroża to zdawała się być pikusiem do usunięcia, jeżeli zastosuje się zaawansowaną technologię, a Rebelia jak i Bractwo dysponowało uzdolnionymi członkami w technologii, informatyce innych dziedzinach. Problemem były tylko wszczepione chipy.
Dlatego też dbając o gościa imieniem Caroline, która w ostatnim miesiącu jako więzień była znacznie lepiej traktowana i opatrzona z ran wszelkich, ubrana nawet porządnie, została przetransportowana przez trzech mutantów. Zasłonięto jej oczy, by nie musiała widzieć gdzie jadą. Na miejscu opaskę z oczu zdjęto jej dopiero w tym pomieszczeniu. Nie prezentowało się najlepiej, ale zapewniono jej bardzo sterylny kącik zabiegowy, by mogła przeprowadzić usuwanie chipów. Zapewniono jej wszystkie potrzebne narzędzia nawet w dużej ilości. Dostanie nawet z przydziału pomocników, jeżeli będzie takowych potrzebować. Dwaj męscy mutanci, dobrze uzbrojeni, pozostali z nią w pomieszczeniu, żeby niczego nie kombinowała. Miała czas na przygotowanie się i zapoznanie z miejscem. Zapewniono jej także miejsce siedzące i kule do chodzenia, pamiętając o jej kontuzji stopy, jakiej nabawiła się podczas jednego przesłuchania.
[Profil]
 
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-12-03, 23:38   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam, o co dokładnie chodzi, gdy przyniesiono mi do garażu względnie... Normalne ubrania? Gdy nie musiałam już chodzić w niedopasowanym do mnie dresie, gdy pozwolono mi o siebie nieco bardziej zadbać. To jakaś wizja ostatniego posiłku skazańca? Mój ostatni dzień? Czy co tu się dokładnie działo?
Gdy zasłonięto mi oczy i przewieziono, tak daleko... Bałam się. Panika mnie ogarniała, ciśnienie wzrastało. A obecność tych dwóch rosłych typków... Wcale w niczym nie pomagała.
Widząc przed sobą te wszystkie przyrządy medyczne, w pierwszej chwili miałam przed oczami wizję, jak oni... Robią mi dokładnie to samo, co niegdyś ja im robiłam. Ale... Nikt z nich się nie ruszył. Nikt nie zaczął prowadzić nade mną dziwnych eksperymentów, które miały zmierzyć moją tolerancję na ból czy możliwości.
Zamiast tego przyprowadzano do tej sali kolejnych... Mutantów. Nie zliczę, jak wiele karków otwierałam dziś po raz kolejny, by wydobyć spod skóry obdarzonych te same chipy, które przed miesiącami zazwyczaj osobiście wszywałam. Miałam ochotę płakać, czułam, jak przegrywamy, jak Rząd, przegrywa. Oni... Oni są na wolności. A ja... Ja nie miałam tu żadnego wyboru.
O dziwo jednak - dano mi nawet chwilę na wytchnienie - zapewne widząc, jak dłoń zaczyna mi już drżeć z przemęczenia i nerwów.
Siedziałam więc, z chłodnym już kubkiem herbaty, czekając, aż przed drzwiami pojawi się kolejny.... Pacjent.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-12-04, 20:58   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Podczas tej przerwy, do sali wkroczył jej ulubiony Obiekt... chociaż wkroczył to może za duże słowo. Był tak wykończony, że niemal szurał nogami po posadzce.
Nie umiał znaleźć sobie miejsca. Zmęczenie dawało o sobie znać. Wizja, w której znów był z Dolores, wstrząsnęła nim bardziej, niż by się po sobie spodziewał. Do tego grupa Nicholasa nadal nie wróciła. Miał coraz gorsze przeczucia. Próbował sobie wyobrazić, jakby miał stanąć przed małą Vanessą i powiedzieć jej, że jej ojciec nie żyje...
Nawet nie chciał o tym myśleć.
Dowlókł się do krzesła, które stało obok i opadł na nie. Był blady i miał na sobie wciąż ślady, niedawno przebytego krwotoku z nosa. Usiadł, odchylił głowę do tyłu, przymknął powieki... i po prostu milczał. Nie wiedział po co tu przylazł. W końcu Caroline, nie była jego ulubioną osobą na świecie. Co prawda, nawiązała się między nimi dziwna relacja... Ale jednak dziwne, że akurat przyszedł teraz do niej, zamiast poszukać Imari.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-12-08, 23:37   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Czułam na sobie ich wzrok Wiedziałam, że nie zostawią mnie tu sam na sam z kolejnymi mutantami, że nie dadzą odetchnąć psychicznie w tym małym koszmarku, w którym się znalazłam. Bo przecież... Dla mnie to była katorga! Dziś po raz kolejny zmuszona byłam do prowadzenia tak znanych mi zabiegów - ot, proste cięcie, wzdłuż karku, zaledwie na kilka centymetrów... Tylko że dzisiaj, zamiast pod skórą obdarzonych umieszczać te małe elektroniczne ziarenka - musiałam je wyjmować.
Jak bardzo przeklinałam teraz fakt, że sama nie dałam się zachipować. Może wtedy nigdy by do tego wszystkiego nie doszło? Może by mnie znaleźli, już tej pierwszej nocy, ratując mnie przed każdą raną, każdym siniakiem, każdym zadrapaniem, każdym obrażeniem i każdym poniżeniem...
Ale byłam tu. Od tylu godzin mała kupka zużytej już elektroniki rosła, a ja widziałam jak wiele ma wad. Czemu w podziemiach tak łatwo traci sygnał? Czemu w starym, grubym budownictwie ten sygnał okazywał się zbyt słaby? I czemu przy tak dużej ilości tego sprzętu - sygnał nie mógł się wzmacniać?
Miałam ochotę płakać. Beczeć, niczym małe dziecko bez własnej wolnej woli. Bo przecież... Czy nie stałam się dla nich teraz tylko maskotką w zakrwawionych rękawiczkach?
Podniosłam swój wzrok znad trzymanego przeze mnie kubka. Nie mogłam powiedzieć, bym się nie zdziwiła widząc chłopaka w wejściu. Ale... Nie chciałam, by było widać ulgę na mojej twarzy. Nie chciałam, by widzieli, że czuję się przy nim jakkolwiek bardziej swobodnie. Może wtedy... Może wtedy będę miała szansę na to, by te dwa byczki w końcu stąd wyszły, chociaż na kilka chwil?
- Mogę Ci jakoś pomóc? - Zapytałam dość sucho, bo przecież oczywistym było, że nie przyjdzie mi dzisiaj ciąć jego skóry - a przynajmniej nie tej na jego karku... Ale kto wie, może zdołam jakkolwiek inaczej mu ulżyć w cierpieniu? Zawsze to jakieś urozmaicenie przy tym paskudnym dniu...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Gość

Wysłany: 2019-12-09, 17:09   

Dwa dryblasy, ani myślały się ruszyć. Nawet gdyby Vincent im rozkazał, to głównodowodzącym był tu Nicholas. Nikt nie posłucha polecenia jakiegoś szczeniaka, nawet jeżeli mocno niebezpiecznego.
Uniósł zmęczone powieki i spojrzał na nią. Gdyby nie wiedziała, do czego jest zdolny, mogłaby uznać ten widok za całkiem uroczy. Wyglądał jak umęczony, niewyspany, rozczochrany chomik.
- Masz coś przeciwbólowego ? - mruknął do kobiety, również nie okazując, że tą dwójkę łączy jakaś zażyłość
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-12-09, 17:11   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Dwa dryblasy, ani myślały się ruszyć. Nawet gdyby Vincent im rozkazał, to głównodowodzącym był tu Nicholas. Nikt nie posłucha polecenia jakiegoś szczeniaka, nawet jeżeli mocno niebezpiecznego.
Uniósł zmęczone powieki i spojrzał na nią. Gdyby nie wiedziała, do czego jest zdolny, mogłaby uznać ten widok za całkiem uroczy. Wyglądał jak umęczony, niewyspany, rozczochrany chomik.
- Masz coś przeciwbólowego ? - mruknął do kobiety, również nie okazując, że tą dwójkę łączy jakaś zażyłość
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-12-10, 21:53   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Zbyt dużo już w życiu widziałam, i za wiele doświadczyłam, by wciąż karmić się tą ułudą, że ktoś może wyglądać na niegroźnego. Zdecydowanie zbyt często płaciłam własnym zdrowiem za swoje chore przypuszczenia. Czy też dlatego teraz starałam się im nie poddać?
- Większość dnia korzystam wyłącznie z miejscowych środków znieczulających. Zostawili tu też trochę aspiryny, ibuprofenu i chyba odrobinę ketoprofenu, ale... Nie wiem na ile to są środki na Twoją przypadłość. - Odpowiedziałam - zapewne zbyt mocno rozwijając ten temat - w kierunku chłopaka. Już po chwili też wstałam, kierując się do niewielkiego stolika na kółkach, gdzie nawet uchowały się jakieś szufladki, wśród których mogłam znaleźć słoiczki z wymienionymi przeze mnie lekami. - Mam tu dość mocno odliczoną ilość... Czy w sali chorych już skończyły się środki? - Zapytałam dość wymijającą, jakbym chciała jakkolwiek podkreślić potrzebę wydania mu akurat tych pastylek przed tymi dryblasami, którzy zapewne dostali odgórne polecenia. Zresztą - sama też znałam swoje dzisiejsze zadanie - ulżyć tym, którym zaszkodziłam.
Ale... Czy naprawdę zrobiłam im tak wiele złego? Czy nie dbałam o ich bezpieczeństwo? Co na nich niby tutaj czekało?
Przełknęłam głośniej ślinę, opierając cały swój ciężar ciała na jednej nodze, w oczekiwaniu na jakikolwiek znak od młodego Edamsa.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-12-13, 11:07   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Mógł w sumie iść do sali chorych. Tam jednak musiałby się skonfrontować z tłumami, a tego chciał teraz najmniej. Do tego...nie wiedział czemu, czuł, że potrzebuje teraz towarzystwa Caroline, nawet jakby mieli ze sobą nie rozmawiać. Gdzieś podskórnie wiedział, że ona dokładnie rozumie, że czyjś dotyk może wywoływać obrzydzenie. Czuł, że ona musiała przeżyć coś podobnego. Nie wiedział czemu, po prostu intuicja.
- Pewnie są...ale nie chcę tam się pchać i tak już jest tam ciasno - powiedział cicho. Caroline się domyślała, że ten za tłumami nie przepadał - To była rzeź.
Odchylił znów głowę do tyłu, nie przejmując się kompletnie obecnością dryblasów. Sięgnął w milczeniu za materiał poszarpanej bluzy i uniósł ją nieco wyżej, by pokazać kwitnącego, soczystego krwiaka w okolicach połamanych żeber.
-Zakładam, że na tą "przypadłość" coś się znajdzie. - rzucił beznamiętnie, wciąż patrząc się w sufit
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-12-20, 09:58   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


// Ze stołówki

Niby nie przeszkadzało jej to jak była w centrum zainteresowania. Jednak tej chwili chciała jak najszybciej stamtąd wyjść. Nie lubiła kiedy ludzie oceniają innych i komentują. Każdy z nas jest inny i trzeba to zaakceptować. Dlatego też powiedziała, by stąd poszli. Nie wiedząc jeszcze, że Mary się pojawi. Słysząc jej głos odwróciła się w stronę dziewczyny. I również przywitała się z nią skinięciem głowy. Dobrze, było ją widzieć całą i przede wszystkim żywą. Chciała się spytać dziewczyny, czy już wszyscy wrócili. Jednak na razie powstrzymała się, bo Mary podeszłą do Chrisa. Przez chwilę patrzyła jak podaje mu budelkę i pokazuje jak się z niej korzysta. Widząc, że mężczyzna od razu zrozumiał, a przy najmniej się napił uśmiechnęła.
Słysząc pytanie Imarii sama przyjrzała się Mary. Jednak przy niej dziewczynie nic się nie stało. Nie wiadomo jak było później gdy się rozdzieliły. Jednak nie dostrzegła żadnych ran.
- Jasne. Chodź z nami, bo innym wypadku ktoś może uciec od badania - powiedziała do Mary i lekko uśmiechnęła się do Chrisa. Chociaż sama również wymigała się od badań, by poszukać braci i sprawdzić co z nimi. Jednak coś obiecała, a że zawsze stara się dotrzymać danego słowa. To poczeka z poszukiwaniami później.
Więc poszli całą grupą o ile Mary zgodziła się z nimi iść. Pierw zaglądając do sali chorych. Jednak widząc tam tak duży tłum i brak wolnych miejsc. Zdecydowali się znaleźć inne miejsce mniej zatłoczone i tak trafili do sali zabiegowej.
- Nie przeszkadzamy? Możemy zając jedno łóżko by opatrzyć rany, bo sala chorych pęka szwach - zwróciła się do osób będących w sali zabiegowej. Nie chciała im przeszkadzać. Zwłaszcza że tutaj były najtrudniejsze przypadki. Jak na przykład usuwanie chipa...
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-12-20, 14:38   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Gdyby miał przyjść do sali sam, z pewnością miałby problem ze znalezieniem w sobie wystarczająco odwagi, aby od razu wejść do środka. Na szczęście towarzyszyła mu grupa osób, którą zdążył już bardzo polubić oraz zaufać, więc dużo śmielej podążał wraz z nimi po fabryce, rozglądając się z zainteresowaniem. Niestety sala chorych do której planowo mieli się udać była wręcz przepełniona. Nic dziwnego. Sporo mutantów miało drobne rany, otarcia i siniaki i chyba mało kto opuścił DOM bez jakiegokolwiek zadrapania. W sali zabiegowej również znajdowali się pacjenci wymagający pilnej opieki medycznej lub zabiegu polegającemu na usuwaniu chipów, ale w mniejszej liczbie. To dobrze. Kolejny znak jakim sukcesem był ten atak - niewielu mutantów w porównaniu do ilości wszystkich skończyło ze złamaniami i innymi poważniejszymi obrażeniami.
Chris pierw zajrzał do środka, wychylając jedynie głowę i czekając aż dostaną pozwolenie na wejście do pomieszczenia. Widok jaki tam zastali z pewnością mógł nie być ciekawy. Większość pacjentów była poważnie ranna. Szpitalny zapach również nie zachęcał, ale przynajmniej panowała tutaj względna cisza w porównaniu do innych miejsc w fabryce.
Ogoniasty początkowo nie zauważył znajomego mutanta (Vincenta) oraz dziewczyny przebywających razem gdzieś w kącie. Nie rzucali się w oczy od razu, ale gdy jego złote ślepia w końcu dostrzegły kobietę, uśmiech dotąd bezustannie widoczny na twarzy Chrisa zaczął dziwnie zanikać, podczas gdy całe jego ciało zamarło w bezruchu. Pogryziona butelka, jaką trzymał w dłoni osunęła się z jego palców na podłogę, a i ten drobny hałas nie odwrócił uwagi jaszczura od sylwetki nieopodal.
Znał ją... i nie wyglądał na szczęśliwego jej widokiem. Na Mary zareagował w zupełnie inny sposób i wyraźnie coś było nie tak. Niewykluczone, że nieznajoma również rozpoznała charakterystycznego z wyglądu mężczyznę. Kto wie, czy gdy byli jeszcze razem w DOM'u i wszczepiała mu chip, mutant jej brutalnie nie ugryzł w samoobronie. Czarna maska mogąca ochronić przed ugryzieniem była na jego szyi, ale nie zasłaniała mu twarzy. Tylko czujne oko mogło dostrzec jak jego wargi zaczynają się unosić... i to nie w głupkowatym, chrisowym uśmiechu. Caroline mogła wiedzieć jedno - to był ten przypadek mutanta, który może być dość problematyczny, a mimo to w jej obowiązku będzie usunięcie chipu. Można powiedzieć, że zyskała taką wrogą reputację na własne życzenie i musiała być na to przygotowana... Tutaj prawdopodobnie żaden z więźniów, który ją zapamiętał, nie darzył jej zaufaniem. Nawet Chris nie był wyjątkiem.
Na szczęście to wrogie nastawienie (wynikające bardziej ze strachu niż z nienawiści) w najmniejszym stopniu nie było kierowane do towarzyszących mu nowo poznanych osób i jeśli ktoś mu zwróci słowną uwagę lub go dotknie, mutant przestanie patrzeć w tamtą stronę. Mimo wszystko przyszli tutaj w innym celu. Chip mógł zaczekać.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2019-12-20, 21:13   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Mary dała się poprowadzić do sali zabiegowej.
-Tak w ogóle to jestem Mary.- rzuciła. Przedstawienie się było kwestią ułatwienia komunikacji. Wcześniej na stołówce próbowała opanować sprawę z jaszczurzym mutantem i biedną maltretowaną butelką, ale teraz była chwila na wymianę podstawowych uprzejmości. Oczywiście oczekiwała, że pozostała dwójka się przedstawi. Nie trójka, ponieważ Esther już jej się przedstawiła na samym początku tego w sumie nadal dopiero zaczynającego się dnia. Jeśli tego nie zrobili to dopytała.
Gdy dotarli na miejsce zobaczyła tego chłopaka, któremu powierzyła wtedy grupę mutantów z Christopherem włącznie oraz jakąś kobietę, której nie rozpoznała. Nie było jej na akcji albo po prostu jakoś się nie spotkały. Jednak reakcja jaszczura na jej widok nie wróżyła pozytywnej relacji. Tak nagłą zmianę nastawienia można było bez trudu zauważyć. Uśmiech znikł, sam gad się jakby spiął i… Mary chyba słyszała warkot. Albo to tylko wrażenie, swego rodzaju omam słuchowy, który mózg dodał w ramach ubarwienia opisu. Tak czy inaczej, było to raczej jednoznaczne.
Ruda rzuciła pytające spojrzenie Esther i Imari jakby oczekując wyjaśnienia skąd to wynika. Jeśli wiedzą kim jest ta kobieta to może są w stanie się domyślić czemu jaszczur właśnie tak na nią zareagował.
-Chris…?- przechyliła głowę. Sięgnęła też ostrożnie ręką w stronę jego ręki żeby zwrócić na siebie uwagę. Poniżej łokcia aby w razie czego nie sięgnął jej zębami. Wyglądała na zaniepokojoną. Nie znała go na tyle by przewidzieć jego reakcję, ale widząc jego nastawienie do kobiety w rogu wiedziała jedno: trzeba go uspokoić. Ktokolwiek to był, najwyraźniej miał tu być. Inaczej reszta zareagowałaby podobnie. Nie zamierzała więc dopuścić do ataku na tą osobę.
[Profil]
    [B+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-12-21, 23:43   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


To wszystko wcale nie rysowało się kolorowo. Piękny siniak przybierający kształtu na ciele Vincenta był w sumie jednym z mniejszych zmartwień dzisiejszego dnia, ale... Nie trzeba było być lekarzem, by wiedzieć, że to miejsce wcale nie zapewni mu wystarczającej opieki.
Złapałam jeden ze słoiczków w swoją dłoń, i powoli kuśtykając do chłopaka - przekazałam w jego dłonie dwie kapsułki.
- Doraźnie z pewnością pomoże, ale... Na to przydałby się rentgen. - Skwitowałam krótko jego widoczne obrażenia, przez chwilę zastanawiając się, czy skończył wyłącznie na obiciu, czy jednak kości pod jego skórą wyraźnie się pogruchotały. Co jak co - nieproszona, nie zamierzałam tego sprawdzać własnymi rękoma. W końcu kto wie, na ile mocne stoją tu ściany...
Nim zdążyłam odstawić pojemniczek na jego miejsce, w sali zrobiło się jakby... Tłumniej. Odwróciłam swój wzrok w kierunku skrzypiących drzwi, by dostrzec nie tylko dwie rudowłose niewiasty, ale i tego specyficznego, nieco dzikiego jaszczuroludzia. No pięknie. Jak połączą siły, to może zdołają ze mnie zrobić wiszący ser z dziurami.
Z moich ust wydarło się ciche westchnienie i - mimo wszystko - starałam się przywołać na swoją twarz choć lekki uśmiech - co w tych nerwach wcale nie było takie łatwe.
- Tak, słyszałam. - Odpowiedziałam w kierunku wyższej dziewczyny, gdy ta tylko wspomniała o przepełnieniu w jednej z sal. Widać... Ten dzień wcale nie zamierzał przebiegać spokojnie. - Mi casa es su casa. - Dodałam po chwili, wskazując jedną z wolnych kozetek, wewnętrznie modląc się tylko o to, by to właśnie mężczyzna nie był tym, który najbardziej potrzebuje pomocy. W końcu... Na pierwszy rzut oka wszyscy tu wyglądali na "wyrobionych". Wiedziałam jednak, że nie uniknę najgorszego. Rzuciłam krótkie spojrzenie w kierunku Edamsa, jakbym... Jakbym liczyła na jakiekolwiek wsparcie z jego strony? Huh, chyba serio musiałam oszaleć zamknięta w tym garażu.
Podniosłam lekko swoje dłonie, zupełnie puste, pokazując je Varcerowi - chcąc wierzyć, że to jakkolwiek ostudzi jego negatywną energię wysyłaną wprost w moją stronę. Ten przypadek szczególnie utknął mi w pamięci, bo przecież... Przecież sam się zgłosił do DOMu, czyż nie? Czemu więc tak źle reagował na wszelkie procedury niezbędne do wejścia w to miejsce? I czemu ja musiałam być na pierwszej linii do odstrzału w tym wszystkim?
- Jestem po Waszej stronie. - Rzuciłam nerwowo, bo... Przecież sama w to nie wierzyłam.
Ale czy miałam inne wyjście?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2019-12-22, 22:06   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent wziął od niej kapsułki. Wiedział, że powinien znaleźć się w miejscu z rentgenem, ale coś czuł, że beztroskie wkroczenie do oficjalnej placówki medycznej, skończyłoby się aresztowaniem w jakieś dziesięć minut.
- Są na bank złamane, czuję to. - mruknął, nim cała ta wesoła zgraja weszła do środka.
Esther znał, spędzili nawet razem Boże Narodzenie. Była też Imari, dziewczyna i Koleś Jaszczur, którego spotkał w DOM-ie. Ten ostatni starał się go ratować, gdy Edams został zaatakowany przez Kolesia Niedźwiedzia. Ot zwierzyniec.
Już miał się przywitać i nawet wydusić z siebie podziękowanie, gdy wyczuł nagłą zmianę atmosfery. Jaszczur ewidentnie miał coś do Caroline, a na taką stratę, nie mogli sobie obecnie pozwolić. Wiedział, że kolejne użycie mocy, będzie się wiązać z przykrymi konsekwencjami, ale nie miał zamiaru się wahać, gdyby zrobiło się gorąco. Wstał i by ostudzić nieco gadzie instynkty Gada (hehe), stanął przed Caroline, by zeszła z gadziego widoku.
- Ej. - rzucił, by zwrócić na siebie uwagę - Włos z głowy ma jej nie spaść, jasne? To mój traktorek! Nie radzę robić niczego głupiego - choć chłopak był znacznie niższy, wyraźnie poturbowany, to wydawał się być pewny tego,że może spuścić Jaszczurowi srogi łomot, gdyby zaszła potrzeba. Widać było, że walka, była dla niego chlebem powszednim.
- Wiszę ci przysługę, za pomoc w DOM-ie, nie zmuszaj mnie do zepsucia atmosfery. - powiedział spokojnie, obserwując Jaszczura uważnie.
[Profil]
  [0+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2019-12-27, 15:09   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dołączyła do nich kilka chwil później, zajęta po drodze przez kogoś - być może i Phila. Nie wiedziała, że sytuacja w sali zabiegowej jest tak napięta, ale szybko to wyczuła, gdy tylko przekroczyła próg pomieszczenia. Normalnie na pewno włączyła by się w całość, szybko oceniając sytuację, do czego miała spory talent, a może po prostu dobrze rozwiniętą intuicję. To znaczy tak byłoby z rok temu.. Teraz po prostu wycofała się gdzieś w bok pomieszczenia, mając nadzieję, że nikt jej nie zauważy i nie wciągnie w to, a sama sytuacja nie eskaluje przesadnie. Nie miała pojecia jakie są połączenia między Chrisem, Vincentem, a nieznaną jej kobietą. Cóż, pewnie się niedługo dowie. Nikt tu nie był bardzo poważnie ranny, wiec nie musiała opatrzeć ich od razu.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6