Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...
kontrola pogody
55%
sanitariuszka | informator
name:
Maysilee Griffith
alias:
Sally Griffin | June Hawkins
age:
24 lata
height / weight:
165/47
Wysłany: 2018-12-01, 18:33
Multikonta: Levi, Jane
1 Rok na Giftedach!
/wieczór tego samego dnia [17.11.]
Pomimo zadziwiająco szybkiego upływu czasu, Maysilee nadal czuła się... Zła. Gdzieś tam pod skórą nadal czuła nieprzyjemne dreszcze, jakie dopadły ją podczas porannej rozmowy z prawdopodobnie najokropniejszym człowiekiem, którego kiedykolwiek nosiła Ziemia. Tak, nawet wtedy, kiedy zajmowała się wykonywaniem kolejnych rzeczy z niewidzialnej listy, jaką sobie ustaliła, nie potrafiła do końca zapomnieć słów tego człowieka. Sama nie wiedziała, czemu tak bardzo ją uraziły, jednak nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak przeraźliwie zirytowana...
I żeby w jakimkolwiek stopniu jej to przeszkadzało...
Ale nie. Nie.
Nie czuła poczucia winy, życząc mu, żeby odnalazł swoją zagubioną podeszwę. Tylko po to, żeby wypchał nią sobie usta, oczywiście! Nie miała także najmniejszego problemu z coraz bardziej pogarszającą się pogodą za oknem sklepu, do którego postanowiła zajść. Ba, silnie wiejący wiatr i mocno zacinający deszcz na swój popaprany sposób idealnie oddawały humor Maysilee. Tym bardziej, iż to właśnie ona była przecież przyczyną ich zaistnienia.
Nie przeszkadzała jej nawet wizja zmoknięcia, gdy tylko wystawi stopę poza próg sklepu. I tak zaczynała powoli zbierać się w kierunku bramy getta, a następnie własnego mieszkania, które nadal wynajmowała w mniej kosztownej części Seattle. Nie miała zatem zbyt długo pozostać na dworze, nawet jeśli jej poczucie czasu było dzisiaj dosyć mocno zaburzone. Nie miała bladego pojęcia, która była godzina, wcale o tym nie myśląc, tylko rozglądając się po sklepie w poszukiwaniu środków czystości, jakie obiecała kupić.
I to właśnie wtedy... Gdzieś pomiędzy półką z dwoma paczkami taniego pokarmu dla zwierząt, a działem ze specyfikami na insekty... Cóż, dostrzegła kogoś, kto idealnie pasował do tego otoczenia. Podłego i chamskiego padalca, obok którego musiała się przecisnąć, rzucając wzrokiem na jego zaczerwieniony nos i załzawione oczy - och, czyżby komuś trochę się zmarzło? czy zimnokrwiści mogli zamarznąć od własnego chłodu? - ale nie zaszczycając go ani jednym słowem.
Sam tego chciał. Skoro miał gdzieś jej uczucia i pomoc, ona też miała go w nosie. Po prostu zapłaciła za zakupy, po czym wyszła na mokrą i deszczową ulicę, zmierzając we własną stronę.
Wciąż nie czuł się z tym wszystkim najlepiej. Odpuścił coś, czego tak bardzo chciał. Nie potrafił tego do końca zrozumieć, ale naprawdę nie mógł przyjąć jakiejkolwiek pomocy od tej dziewczyny. To już nawet nie chodziło o honor, czy upór. Nie chciał jej widzieć w getcie. Nie należała tutaj. Powinna się trzymać jak najdalej od tego miejsca. A on… on znajdzie jakiś sposób, by się dowiedzieć, by odszukać siebie. Najwidoczniej osoba, której poszukiwał, która trzymała go przy życiu przez tak długi czas… wcale nie była czymś czego potrzebował. Może musiał być co do tego optymistą?
Thomas czuł się naprawdę podle. Już nawet nie chodziło o kac moralny, który z każdą godziną był coraz bardziej upierdliwy. Miał okropne wyrzuty sumienia co do tego jak potraktował tą biedną dziewczynę. Próbował się jakoś przekonać, że to było po prostu koniecznie. Ale oprócz tego… dosłownie wszystko go bolało. Głowa, mięśnie, gardło. Było mu tak niesamowicie zimno. Nie wiedział, czy to już przeziębienie, czy po prostu zmęczenie. Ostatecznie zdecydował się wyjść do sklepu, by spróbować wymienić coś na kartki. Nie wiedział na ile mógł się spodziewać jakichkolwiek proszków przeciwbólowych, ale był w stanie zaryzykować i wyjść z mieszkania, by to sprawdzić. Nie spodziewał się jednak, że spotka ją. Jego obolałe mięśnie momentalnie się napięły. Nie powinno jej tu być. Powinna być po drugiej stronie. W bezpiecznym miejscu. Dlaczego była taka uparta i nie mogła żyć swoim życiem? Dlaczego musiała się pchać do tego bagna? Jej chłodne spojrzenie, ta cała postawa… jeszcze bardziej ugodziły go w klatkę piersiową. Ale nie mógł dać tego po sobie poznać, prawda? Po prostu przybierając na twarz pełną obojętności maskę, odwrócił głowę, by odejść w drugą stronę. Jedynie gdzieś po kilku minutach, kiedy był wręcz pewny, że była wystarczająco daleko, by tego nie dostrzec, obrócił głowę przez ramię i westchnął ciężko.
/zt
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?
W miejscu takim jak getto, nie było zbyt wielu rozrywek. Nikogo nie zamykano dla zabawy, czy oferowano pudło gier planszowych dla zabicia czasu. Maria nie potrzebowała chińczyka, ale odczuwała skutki zamknięcia. Dusiła się wśród murów, otaczających całą dzielnicę i tęskniła za wolnością. Męczyły ją myśli dotyczące wydarzeń na zewnątrz. Odcięta od informacji i swobodnego przemieszczenia się, nie mogła wysiedzieć w swym klaustrofobicznym, przydzielonym pokoju.
Dlatego łaziła po uliczkach getta, włóczyła się bez celu i obserwowała wszystko oraz wszystkich. Nie chciała poddać się myślom, że nigdy już stąd nie wyjdzie. Czekała na okazję i przeraźliwie bała się, że ta może przejść jej koło nosa. Dlatego nie siedziała w obskurnej klitce. Wędrowała. Musiała rozchodzić nerwy i korzystała póki mogła.
Nawet jeśli pogoda nie sprzyjała a otrzymana kurtka była za cienka, żeby urządzać sobie wielogodzinne spacery. Co to za przeszkoda? Maria była przyzwyczajona do chłodu, zmęczenia i niewygody. Może nie powinna, zważywszy na ostatnie zachorowania, ale wierzyła, że wirus miałby ją dopaść, to dopadnie także w kącie pokoju.
Mijając sklep, nie przewidywała żadnych zakupów. Ale zatrzymała się obok drzwi i zajrzała do środka, żeby się rozejrzeć. Może odnaleźć znajomą twarz albo ujrzeć całkiem nową. Nie życzyła nikomu pojmania, ale w głębi ducha potrzebowała czyjegoś towarzystwa.
Stay low, go fast, kill first, die last. One shot, one kill, no luck, all skill.
81%
Zastępca dowódcy oddziału infiltracji
name:
Vidar Azarov
age:
35
height / weight:
190/75
Wysłany: 2018-12-02, 18:06
1 Rok na Giftedach!
Dziś nie była jedna z tych okazji podczas których Vidar chował się za cudzą tożsamością i próbował infiltrować struktury mutantów w tym czy innym miejscu i celu. Jeden z członków jego zespołu leżał właśnie na stole operacyjnym, więc prócz nagłych wypadków nie wzywano ich grupy do szczególnych zadań. Nie mając nic lepszego do roboty, a chcąc załapać się na nadchodzący świąteczny bonus, zdecydował się zgłosić do patrolowania getta. Spokojna robota i w dodatku przyjemna, kiedy można patrzeć na rezultaty swojej pracy. Nie jedną z twarzy które swego czasu widział po drugiej stronie lunety mógł tu minąć na ulicy. W dodatku, sam bardzo kontrastował z przeciętnym przechodniem w tym kawałku miasta. Mieszkańcy getta nosili cokolwiek co Departament potrafił w ich stronę rzucić, podczas gdy Vidar przechadzał się w ewidentnie drogim płaszczu, z szalikiem przyjemnie i ciepło otulającym jego szyję. Nie trzeba munduru i loga departamentu na ramieniu, aby ewidentnie prezentować sobą kogoś, kto był ponad mieszkańcami getta.
Jego mały patrol zaprowadził go do głównego sklepu w tym kawałku miasta. Trafił na moment, kiedy akurat nie było żadnych klientów, co dawało mu perfekcyjną okazję do zadania kilku pytań właścicielowi. Proste sprawy. Czy ktoś ostatnimi czasy zmienił zakupywane rzeczy? Czy ktoś pytał o nietypowe artykuły? Czy ktoś przestał się nagle pojawiać?
Ewidentnie zadowolony z siebie, bądź z tego czego się dowiedział, skierował się następnie do wyjścia. Prócz samych drzwi, napotkał też parę oczu, zerkających do środka, oraz siłą rzeczy na niego, z racji, że kierował się do wyjścia. Należały one do całkiem niebrzydkiej młodej kobiety, którą skądś kojarzył. Nie umiał powiedzieć skąd, ale ona pewnie lepiej pamiętała twarz, którą nie raz mijała w siedzibie Departamentu, po przeciwnej stronie barykady względem siebie. Nie mniej, dziewczyna była jakąś ciekawostką, tak sama się plącząca i podglądająca uczciwych obywateli zza szyb.
- Sklep jest otwarty. Nie wchodzi pani? – Zapytał, nonszalancko, jakby nigdy nic, kiedy dotarł do drzwi i wychodził na zewnątrz. Przyglądał się jej z zaciekawieniem, oczekując czy coś odpowie. Cała jego postawa zdradzała przesadną wręcz pewność siebie. Jakby wcale nic mu nie groziło, mimo, że był bogato ubranym burżujem w getcie, aż proszącym się o bycie napadniętym.
Skrzywiła się, gdy wewnątrz sklepu zobaczyła strażników. Zrezygnowała z wejścia do środka, ale przez chwilę bacznie przyglądała się wysokiemu mężczyźnie, pochłoniętemu rozmową z właścicielem. Z pogardą pomyślała o kontroli w jedynym miejscu, gdzie można było cokolwiek dostać. Nienawidziła kartek, którymi musiała się posługiwać. Forma płatności jak każda inna, ale gdy przez większość życia brało się co chciało, trudno było przestawić się na coś innego. DOGS ograniczyło każdy możliwy aspekt życia mieszkańców getta, a każda jedna myśl o tym, podkręcała gniew Marii.
Mężczyzna, wyróżniający się postawą i odzieniem, również budził w kobiecie negatywne odczucia. Nie musiała nawet widzieć twarzy, by wiedzieć kim jest Azarov. Ale spojrzenie w twarz, gdy kierował się do wyjścia, szybko przypomniało Marii jego obecność w siedzibie, do której ją siłą zatargali. Przyłapana na podglądaniu mogła tylko zachować spokój. Odwróciła głowę i stanęła z boku wejścia, opierając się o zimny mur.
Czubek nosa zdążył przybrać czerwony odcień, ale Maria nie zwracała na to uwagi. Było chłodno, ale przecież nie z takimi temperaturami miała do czynienia. Schowała dłonie pokryte bliznami do kieszeni kurtki, gdy Vidar wychodził ze sklepu. Zagadana, spojrzała na mężczyznę i wzruszyła ramionami.
- Nie, czekam na kogoś. - Odpowiedziała niedbale i tylko na chwilę wbiła spojrzenie brązowych oczy w elegancika. Nie chciała skupiać na sobie uwagi strażnika, zapominając, że uczyniła to przed paroma sekundami. Spojrzała gdzieś bok, lekko się wychyliła, żeby dostrzec koniec uliczki. Tak, mogła wyglądać jak ktoś, kto kogoś wyczekuje. Ale przez wzgląd na pogodę i porę, miejsce wyglądało na opuszczone. Cisza zapadła a żadne kroki i głosy nie dochodziły do uszu stojących przed sklepem.
Maria mogła się tylko modlić, żeby Azarov śpieszył się do ciepłego domu, albo wolał przejść przez getto, zamiast zajmować się przypadkowym przechodniem.
Stay low, go fast, kill first, die last. One shot, one kill, no luck, all skill.
81%
Zastępca dowódcy oddziału infiltracji
name:
Vidar Azarov
age:
35
height / weight:
190/75
Wysłany: 2018-12-02, 22:21
1 Rok na Giftedach!
Nie było przypadkowych przechodniów. Nie w gettcie. Każdy kto tu przebywał i nie nosił na sobie insygni Departamentu był bogiem chodzącym pośród ludzi. Często niepokornym, ściągniętym tu wbrew woli bogiem, który tylko planował co zrobi kiedy znajdzie się po drugiej stronie muru. Nikt nie był ponad bycie podejrzanym, nawet młode ładne dziewczyny. Poza tym, Vidar był po prostu znudzony. Zimno solinemu ruskiemu chłopu nie doskwierało a cała noc była przed nim. Ktoś na kim mógł skupić swoją uwagę był darem niebios. Poza tym, ciekawiło go skąd kojarzył jej buźkę, mimo, że ona nie wydawała się mieć specjalnej reakcji na jego widok, prócz naturalnego w tej sytuacji strachu, że mógł ją uznać za podejrzaną.
Vidar nie szukał zaczepki, nawet nie chciał nic zrobić dziewczynie. Jakoś wątpił by miał za jej sprawą natrafić na cokolwiek co musiałby zamieścić w raporcie, acz mógł się choć trochę zabawić jej kosztem. Może i byłby skłonny jej uwierzyć, że faktycznie miała się z kimś spotkać, ale kilka rzeczy się nie zgadzało. Nie spuszczając z niej wzroku, postawił kilka kroków do przodu, stając między nią a ulicą, zostawiajac ją z plecami do budynku.
- Ciekawe miejsce na schadzkę. Pora też interesująca. – Odparł, z lekkim rozbawieniem zarówno na twarzy jak i w głosie, po czym zrobił spokojny krok w jej stronę, wciąż z pewną siebie nonszalancją. – Ja tam wolałbym jakieś cieplejsze miejsce, ale co ja tam wiem. – Wzruszył ramionami, stawiając kolejny krok, wkraczając w jej przestrzeń osobistą. Przerwał następnie na chwilę, rozglądając się za jej potencjalnym towarzystwem, które nie wydawało się pojawiać.
- Przyszłaś za wcześnie, rozumiem. – Skwitował jej rzekome alibi, już tym razem nie kryjąc rozbawienia w głosie. Nie podchodził bardzo blisko, ale nadal blokował jej potencjalną ucieczkę w kierunku jezdni. Był ciekawy co zrobi.
Zadrżała, gdy silniejszy podmuch wiatru przetoczył się przez ulicę, ale nie ruszyła się z miejsca. Odwróciła głowę do Vidara, gdy ten postanowił kontynuować pogawędkę. Nie było to na rękę Marii, która miała zdecydowanie złe doświadczenia związane z osobami jego pokroju, ale nie miała innego wyjścia niż dalsze udawanie, że przyszła tu w konkretnym celu.
Znowu wzruszyła ramionami, nie podzielając rozbawienia mężczyzny. Spojrzała mu w oczy, swoimi zdradzając zdenerowanie i nie chęć. Nie trzęsła portkami przed rozmową, ale nie była do niej optymistycznie nastawiona. Chciała tylko, żeby strażnik dał jej święty spokój. Każdy kolejny krok, jaki stawiał w jej stronę, wprawiał ją w zniecierpliwienie.
Masz jakiś problem? Maria zrobiła znudzoną minę, gdy padło słowo schadzka. Wiedziała, że jest podejrzewana, ale jeszcze nie wiedziała o co tym razem. Szpiegowanie?
Na język cisnęły się słowa, jakimi nie powinna zwracać się do osób pokroju Vidara, będąc pod ich kontrolą. Maria nie była głupia i wiedziała do czego mogą posunąć się strażnicy dla własnej satysfakcji. Nie chciała nikomu jej dawać.
- A która jest godzina? Może się spóźniłam. - Odpowiedziała, jakby to wszystko było bez żadnego znaczenia. Zaciskała dłonie w kieszeniach, walcząc sama z sobą i myślami, jakie krążyły w jej głowie.
Zamiast do ucieczki, prędzej byłaby skłonna do rzucenia kąśliwej uwagi, ale powstrzymała się, żeby nie czynić okazji dla mężczyzny. Podskórnie wyczuwała, że tylko czeka na prowokację i świetnie się bawi, stojąc przed nią i ciągnąc za język. A maria wolała dziś wrócić do obskurnego pokoju niż trafić do siedziby Departamentu.
Stay low, go fast, kill first, die last. One shot, one kill, no luck, all skill.
81%
Zastępca dowódcy oddziału infiltracji
name:
Vidar Azarov
age:
35
height / weight:
190/75
Wysłany: 2018-12-03, 19:06
1 Rok na Giftedach!
Vidar bardzo lubił zdolności jakimi los go obarczył. Bycie praktycznie nieśmiertelnym w otwartej walce dla kogoś kto właśnie walką zarabiał na życie było bardzo miłe. Czasem jednak czuł zazdrość wobec mentalnych mutantów, którzy potrafili podsłuchiwać cudze myśli. Teraz bardzo go ciekawiło właśnie co też działo się w główce dziewczyny, która zwróciła jego uwagę. Plątała się w swojej sytuacji, trzymając się swojej wymówki niczym koła ratunkowego na otwartym morzu, mimo iż było jasno widać, że uchodziło z niego powietrze. Co prawda nie złapała się na przynętę jego propozycji rozwinięcia swojej wymówki, ale nie odeszła od niej zbyt daleko. Nadal była na haczyku, czy jej się to podobało, czy nie. Niestety, nie specjalnie miał coś do niej, prócz chwilowego urozmaicenie sobie wieczoru, więc trzeba było kończyć to spotkanko.
- Późna. – Odpowiedział krótko, już bez prowokacji. Rzucił to słowo jakby ze zniechęcenia, odsuwając kwestię jej pobytu tu i uznając ją za skończoną. Skoro jednak już ją miał w swoich szponach, mógł przynajmniej dopełnić formalności w związku z nią. Lepiej będzie wyglądać jego patrol, jeśli choć raz kogoś przeskanuje. Ktoś wyżej pewnie patrzył na takie pierdoły obliczając KPI poszczególnych agentów, a w końcu był tu po premię na święta. Może i nie miał komu za bardzo sprawiać prezentów, ale to tylko znaczyło, ze więcej kasy dla niego.
- Jeszcze tylko jedna rzecz. Ręce tak, żebym je widział i odsłoń chip. Tylko formalność. – Wciąż w jego posturze była pewna dawka nonszalancji, ale jego słowa miały już namiastki polecenia. W międzyczasie sięgnął za połę płaszcza, z zamiarem wyciągnięcia gadżetu skanującego, który dostał od przełożonych. Może gdyby pamiętał o niej coś więcej wiedziałby, że to nie był dobry pomysł.
W odpowiedzi wyczuła ukrócenie tematu, Ale naiwna byłaby, gdyby pomyślała, że strażnik odwróci się na pięcie i odejdzie. Twoje niedoczekanie. Usłyszała kpiący głos z przeszłości. Zacisnęła zęby, wbijając paznokcie we wnętrze zaciśniętych dłoni. Nie powinna dać upustu złości, wobec takiego zachowania.
Nie wiedziała, czym ją potraktowali, gdy próbowała użyć płomieni do ucieczki, ale nie wątpiła, że mężczyzna również jest w to zaopatrzony. Nie chodziłby tak spokojnie, pomiędzy zamkniętymi mutantami. Przez myśl jej przemknęło, że może wyróżnia się pomiędzy strażnikami, ale nie była świadoma czym.
Żądanie dopełnienia formalności zupełnie by ją nie obeszło, gdyby nie wiązało się z formą poddania. Każdy mądry na jej miejscu, spokojnie wykonałby polecenie, podniósłby ręce i dał sobie spokój z buntem, Ale Maria nie chciała, jednocześnie ganiąc się za durne pomysły. Podnieś ręce, głupia.
- Nie. - Wyrwało jej się, zanim zdążyła powstrzymać odruch - Po co? Czekać już nie można? - Odpowiedziała, dając do zrozumienia, że nie spełni polecenia po dobroci. Swoją całą postawą i wyrazem twarzy informując o kłębiącym się w niej gniewie. Rosnącym z każdą sekundą, Za późno rozsądek zaczął się do niej dobijać. Maria już przyjęła obronną postawę,czuła jak dłonie zaczynają się rozgrzewać, a do zapłonięcia wystarczyła iskra. Wystarczyło szarpnięcie jej za ręce.
Stay low, go fast, kill first, die last. One shot, one kill, no luck, all skill.
81%
Zastępca dowódcy oddziału infiltracji
name:
Vidar Azarov
age:
35
height / weight:
190/75
Wysłany: 2018-12-04, 18:26
1 Rok na Giftedach!
Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że Vidar nie miał żadnego konkretnego celu jeśli chodziło o dziewczynę. Gdyby po prostu przyznała, że rewizja sklepu zwróciła jej uwagę i stąd się spotkała wzrokiem z Rosjaninem zamiast pleść kłamstewka, raczej zostawiłby ją w świętym spokoju. Im bardziej natomiast próbowała go zbyć, tym ciekawsza się stawała. Była ratunkiem od nudy, który witał chętnie a jego być może przesadna pewność siebie nie pozwoliła mu dostrzegać potencjalnych zagrożeń. Prawda, że specjalnie niebezpiecznych mutantów, jak wyższego poziomu psioników nie trzymało się w getcie, ale jego lekceważąca postawa wobec zagrożenia ze strony swoich „braci i sióstr” mogła kiedyś się dla niego źle skończyć.
Ewidentnie jednak albo o tym nie myślał, albo po przemyśleniu sytuacji nie uznał potencjalnych wyżyn mocy swojej rozmówczyni za groźne. Ciężko było się bać mniejszej od siebie o głowę panienki, kiedy było się weteranem służb specjalnych i w dodatku potrafiło się znikać z linii niemal każdego ataku na który był w stanie naturalnie zareagować. Widocznie jednak jego nonszalancja została zinterpretowana jako pusty blef, gdyż dziewczyna zdecydowała się jednak pokazać pazurki, kiedy już chciał ją zostawić w spokoju, dopełniając tylko formalności.
- Już nawet tego wam nie mówią, kiedy was tu zwożą? – Zapytał, nieco rozbawiony jej nagłą agresją, wyciągając rękę spod płaszcza, wciąż pustą. Nie sięgnął po instrument skanujący. – Departament naprawdę schodzi na psy. – Ciężko było powiedzieć czy jego nieustępujące rozbawienie pochodziło z mniej lub bardziej celowego żarciku z nazwy swojego pracodawcy. Nie mniej, powrócił do niej spojrzeniem, i nabrał trochę powagi przed kontynuacją.
- Urocza iskierka buntu, ale uwierz mi, że nie masz wyjścia. Musisz jakoś przejść przeze mnie. Jeśli wolisz siłową opcję, to możemy się zabawić. – Rozłożył następnie ręce na boki, jakby zapraszająco. Prowokował ją, żeby go nieco zabawiła próbą walki z nim. Na każdy akt agresji z jej strony był gotów odpowiedzieć znikając za osłoną planu astralnego. Co zrobi potem, już zależało od tego jaki genialny pomysł przyjdzie jej do główki.
Rozbawienie mężczyzny, nie spotykało się z podobną odpowiedzią ze strony Marii. Uśmieszek igrający na jego ustach, jedynie ją irytował. Żałowała, że nie może kazać mu spadać i odejść w swoją stronę. Uwięziona w gettcie, musiała znosić tego typu sytuacje, a każdy jeden strażnik zdawał się świetnie bawić w trakcie prób wymuszania lub zastraszania.
Zaskoczeniem dla Marii był brak użycia siły przez członka DOGS. Podejrzewała, że cierpliwość strażnika prędko się skończy i sięgnie do niej swoimi łapami. Jego utrzymywanie się na dystans, było jeszcze bardziej upierdliwe. Dobry humor nie opuszczał go ani na chwilę, a Maria czuła jedynie rozdrażnienie.
Odlepiła się od muru, przez chwilę wyglądając jakby chciała wyciągnąć dłonie, może rzucić się na strażnika, jak prowokował.
- Masz mnie za idiotkę? - Odpowiedziała, bo wiedziała, że atak na straznika nie skończyłby się pomyślnie. Chciał pokazać swoją siłę? Wyższość nad takimi jak ona?
Chwilę wcześniej pewna, że spotka się z agresją przez swoją odmowę, teraz już nie wiedziała czego ma się spodziewac. Ale zdusiła w sobie pragnienie wybuchu, który tlił się w jej sercu. Nie chciała trafić pod specjalny dozór, dusić się w obroży, a jeszcze bardziej nie chciała trafić na kolejne badania. Każde zwrócenie uwagi na siebie, zwiększało na to szanse.
- Zabawić - Prychnęła pod nosem i uśmiechnęła się kwaśno - Jak ci się nudzi, to zagraj z kolegami w kalambury - Powstrzymując swe moce, nie oszczędzała pyskówki. Nie tknięta, nie zamierzała wystawiać się pod cel strażników.
Stay low, go fast, kill first, die last. One shot, one kill, no luck, all skill.
81%
Zastępca dowódcy oddziału infiltracji
name:
Vidar Azarov
age:
35
height / weight:
190/75
Wysłany: 2018-12-06, 22:15
1 Rok na Giftedach!
Vidar bardzo lubił pytania retoryczne. Zwłaszcza, kiedy zadawały je uparte mutantki, nie chcące słuchać się sług prawa i porządku w tej kapitalistycznej dziurze nazywanej krajem. Wszystko było po jego stronie w tym małym, na razie słowym, konflikcie. Siłą spokoju naciskał na nią, podchodząc do wszystkiego z mieszanką nonszalancji i rozbawienia. Na ten moment generalnie sprawdzał jak bardzo dziewczyna mogła się w jego oczach pogrążyć jeszcze bardziej. Szanował bowiem mutantów, którzy potrafili zrozumieć swoje miejsce i zamiast próbować wyskoczyć z pudełka losu, odnajdywali się w nim. Sam był z resztą najlepszym przykładem, że tak się da. Ot tak widziała mu się sprawiedliwość wobec swoich „braci i sióstr”. Brał siebie jako bazę i oczekiwał od każdego podobnej adaptacji do sytuacji jaką sam prezentował. Nic mniej, nic więcej. Mutacja to w końcu ewolucja a ewolucja to adaptacja.
- Tak. Odmawiasz prostej inspekcji która pozwoli nam się rozejść, tylko z racji upartości. – Odpowiedział na jej pytanie, prostolinijnym spokojnym tonem, jakby nauczyciel prezentujący jakiś fakt na lekcji. Następnie, tym razem prawą ręką sięgnął pod połę płaszcza, spod którego wyciągnął dziwnie wyglądający pistolet. Nie ważne czy znała się na broni, nie był to żaden model z jakim się spotkała. Skierował go nastepnie w jej stronę, w jednej ręce, wciąż widocznie się nie przykładając.
- Więc jak to robimy, skarbie? Po dobroci, czy chcesz ekspresowo trafić na wizytę w Departamencie? – Zapytał następnie. Oczywiście „skarbie”, było wypowiedziane prześmiewczo, bez flirtu czy innych zbędnych zagrywek.
Bezsensu grała na zwłokę. Każdy wiedział, że upór nie miał tu racji bytu i prędzej niż później każdy musiał dać za wygraną. Trudno było zrozumieć czego Maria oczekiwała, prawdopodobnie sama tego nie wiedziała. Za spokojnie i bezpiecznie się czuła? Może monotonia dnia codziennego źle na nią wpływała?
Zbyt wiele niezadanych pytań, by móc oczekiwać na odpowiedzi.
Broń, wyciągnięta zamiast skanera, musiała wywołać oczekiwane zachowanie. Maria nie była samobójcą. Dalsza sprzeczka nie była warta świeczki. Kobieta obdarzyła strażnika spojrzeniem pełnym nienawiści.
Powoli wyciągnęła dłonie z kieszeni i uniosła ręce do góry, obracając się plecami do mężczyzny. Nienawidziła się poddawać i nienawidziła tych wszystkich wyrazów twarzy, podczas spoglądania na jej dłonie. Pełne blizn po dawnych poparzeniach, dziś nie ukryte za rękawiczkami, które straciła.
Długie włosy przesunęła z pleców na jedno ramię, odsłaniając kark.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum