Poprzedni temat «» Następny temat
Cmentarz
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-08-22, 20:29   Cmentarz



[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-23, 13:47   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


//3 maja

Nie czułam się dzisiaj najlepiej. Moc już z samego rana dała mi popalić, wprowadzając mnie w stan upojenia. Plus był taki, że przynajmniej z tego wszystkiego miałam jakikolwiek apetyt, co przecież na trzeźwo niemal mi się nie zdarzało. Ah, no i cioteczka też już była świadoma, jak działa to moje przekleństwo, i chyba powoli zaczynała to akceptować. Albo chociaż... Tolerować.
Już od wielu dni umawiałyśmy się na przyjście tutaj. Dla nas obu to miało być zmierzenie się z przeszłością - choć przecież w tak różnych aspektach. Dzień wyjątkowo też nam dopisywał - słońce nieśmiało wyglądało zza chmur, dając nam przyjemne wiosenne ciepełko... I nawet mimo moich opóźnionych reakcji czy niewyraźnego widzenia byłam w stanie to docenić. Jednak co by Selene całkowitego wstydu nie robić, miałam cały czas założone okulary przeciwsłoneczne, a moją niekoniecznie zachowaną równowagę zawsze mogłyśmy tłumaczyć wciąż nie do końca zagojoną nogą, którą przecież dalej kulałam. Tak, we wszystkim dzisiaj mogłam znaleźć jakiś plus! O dziwo...
Czemu sobie nie odpuściłyśmy przyjścia tutaj, mimo mojego stanu? Cóż... W końcu za dwa dni miałam się oddać pod nóż, nawet jeśli cioteczka o tym nie wiedziała. A nie wybaczyłabym sobie, gdybym jednak... Jednak... Nie miała okazji już się pożegnać. Kolejnym argumentem była też rocznica śmierci. Ile to już lat? Wolałam chyba nie wiedzieć. Ale zdecydowanie za dużo...
- Przepraszam... Że tak... Wyszło. - Powiedziałam, raczej mało wyraźnie, kierując moje słowa oczywiście do blondynki, po chwili cicho przyglądając się mało zadbanemu nagrobkowi. Cóż z tych przynoszonych kwiatów i lampionów, gdy nikt z nas nie miał siły, by spędzić tu więcej czasu?
Janet Bartowski. Czemu opuściłaś nas tak szybko? Zadawałam sobie to pytanie wiele razy. Może gdyby nie Twoja śmierć, wszystko potoczyłoby się inaczej?
Maski. Cały czas je nosiliśmy. Zacisnęłam własne wargi, starając się powstrzymać łzy, choć w moim obecnym stanie to było bardzo ciężkie. Źle się tu czułam. Zbyt wiele złych wspomnień do mnie wracało. Próbowałam jednak znaleźć siłę, spoglądając na swoją krewną. Pytanie tylko, czy odnalazłam ją u niej?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Selene Parr



Nie tak słodko, jak myślisz...

rakotwórczość

77

Szwaczka/projektantka





name:

Selene Alice Parr

age:
43

height / weight:
160 / 57

Wysłany: 2018-08-23, 21:17   
   Multikonta: brok


Selene bała się tego dnia. Bała się rozmowy, która czekała ją nad grobem siostry i wspomnień, które z pewnością jej nie oszczędzą. Odwlekała to więc w czasie, tak samo jak Samantha. W końcu jednak stwierdziła, że dłużej nie mogą z tym zwlekać. Sam chyba doszła do podobnego wniosku, bo kiedy przy śniadaniu Selene zapytała o cmentarz, ta tylko przytaknęła. Obie więc przygotowały się i ubrały nieco lepiej, choć Sam już wtedy była lekko pijana. Selene, która dobrze wiedziała, żedziewczyna nie robi tego specjalnie a jedynie moc z nerwów wymyka jej się spod kontroli nawet tego nie skomentowała. Sama pamiętała swoje początki i zniszczenia, których w jej życiu narobiła moc.
Na cmentarzu czas jakby zwalniał biegu. Ludzie tutaj zdawali się nigdzie nie śpieszyć, byli zamyśleni i przechadzali się alejkami albo stali przy nagrobkach. Jakimś cudem Selene znała drogę na grób Janet, choć wedle wszelkich praw nie powinna była tego pamiętać. Powiedzieć, że grób był zaniedbany było niedopowiedzeniem.
- Przepraszam... Że tak... Wyszło. - Selene machnęła ręką i zamiast kontynuować temat zabrała się zaporządki. Zebrała zeschnięte kwiaty i puste znicze, wymieniając je na świeże. Kawałkiem szmatki przetarła nagrobek z brudu i w końcu wyprostowała się by podziwiać efekt swojej pracy. Zaczekała aż Sam, którą wysłała do kosza na śmieci, wróci i w milczeniu zmówiła prostą modlitwę, którą pamietała jeszcze z wycieczeć do kościoła co niedzielę z rodzicami a potem dodała jeszcze afrykańskie błogosławieństwo. Potem przez dłuższą chwilę obie stały w milczeniu, a Selene coraz bardziej stresowała się tym co miała za chwilę powiedzieć. Zaschło jej w gardle do tego stopnia, że wyjęła z torebki butelkę z wodą. Spojrzała na nią sceptycznie, po czym podsunęła ją dziewczynie.
- Czy... Byłabyś w stanie? - zapytała, nie mówiąc tego wprost. Były co prawda w ostatnim miejscu, gdzie ktoś mógłby szukac mutantów, ale ostrożności nigdy za wiele.
- Nie spytałam jeszcze do tej pory, ale... Jak działawłaściwie twoja moc?
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-23, 22:52   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Starałam się. Naprawdę się starałam. Mimo swojego stanu próbowałam jakkolwiek pomóc cioteczce, która tak usilnie starała się doprowadzić nagrobek do jakiegokolwiek stanu. Ja... Sama nie wiem. Przez te wszystkie lata nie było mnie stać na to, by zrobić coś poza wyniesieniem już dawno zakurzonych i zniszczonych ozdób. Po prostu... Byłam zbyt słaba, by móc o to zadbać.
Czy właśnie dlatego cieszyłam się z jej powrotu i tego wyjścia? Chociaż nie... Cieszyłam się, to zbyt dużo powiedziane. Ale z pewnością czułam ulgę. I z całą pewnością - właśnie dlatego nie mogłam sobie odpuścić tego wyjścia.
Nie przewidziałam jednak, że po raz pierwszy zostanę poproszona o użycie mocy. Ja... Ja przecież jej nie znałam. Nie panowałam nad nią.
- Ale... Ja... Ja... - Zająknęłam się, chyba samej bojąc się reakcji. Sama już byłam nawalona. No a poza tym... Ona... Ona chciała, żebym wodę zmieniła w alkohol? Czy ja to na pewno dobrze rozumiałam? - Ja chyba nie potrafię. - Wyrzuciłam z siebie w końcu, odsuwając dłonią butelkę z powrotem w stronę krewnej. Znaczy... Jasne, wiedziałam, że zamieniłam wodę w alkohol. Ale dalej nie wiedziałam, jak to robię.
- Ciociu... Ja... Ja nie wiem. To... To się samo dzieje. To... Tak... Znaczy... Ja nie wiem... - Zaczęłam się stresować i gubić słowa w swojej niewyraźnej mowie. Szczególnie w tym stanie byłam podatna na wszelkie sugestie, namowy i sytuacje napięciowe. Czy ta się okazała jedną z nich? Z całą pewnością. Poziom mojego stresu jednak nie był na tyle wysoki, by w tej butelce zagościło więcej procent, niż w jednym z najsłabszych drinków...
- Ja naprawdę nie wiem. Ostatnim razem... Alba... Ona musiała... Musiała użyć swojej mocy. Jak na razie to tylko działa na mnie... I chyba w dużych emocjach... Coś... Coś więcej... - Wydukałam po chwili, spoglądając na zdecydowanie czystsze miejsce spoczynku osoby, którą uważałam za swoją matkę. O rany... Janet... Jak bardzo byłabyś teraz mną zawiedziona?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Selene Parr



Nie tak słodko, jak myślisz...

rakotwórczość

77

Szwaczka/projektantka





name:

Selene Alice Parr

age:
43

height / weight:
160 / 57

Wysłany: 2018-08-23, 23:43   
   Multikonta: brok


Selene nie sądziła,że jej słowa wprawią dziewczynę w takie zdenerwowanie. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Sam, Sammy, spokojnie. - napiła się "wody" z butelki, z zainteresowaniem stwierdzając, że coś jednak z tego wyszło. Potem schowała ją do torebki, żeby więcej nie stresować dziewczyny. - Nie chciałam cię stresować. Byłam po prostu ciekawa. - Sama przestraszyła się tego, jak szybko Sam zdawała się tracić nad sobą kontrolę. Delikatnie złapała dziewczynę za ramiona i poprowadziła ją na ławkę, zajdującą się nieopodal nagrobka. Tam pomogła jej usiąść.
- Przepraszam, jeśli byłam obcesowa. - Usiadła obok Samanthy, bijąc się z myślami. Czy mogła dłużej ukrywać te wszystkie sekrety? Co jeśli coś jej się stanie i nigdy nie będzie miała okazji podzielić się tym z dziewczyną, z Aaronem? Wzięła głębszy oddech, maksymalnie przedłużając sekundy zanim będzie musiała coś powiedzieć. No i co? Jak to ująć w słowa, jak wytłumaczyć? "Najprościej będzie najłatwiej", pomyślała.
- Wiesz, zapomniałam w sumie, jak to jest kiedy się jeszcze nie zna swojej mocy. Ale to prawda, to może być przerażające. Musisz pamiętać, że kontrola przyjdzie z czasem, ale tylko jeśli będziesz nad nią pracować. Nie możesz o tym zapomnieć i udawać, że to nie istnieje. - Mówiła nieco szybciej niż powinnna, ale nie chciała żeby Sam jej przerwała.
- Musisz zacząć od podstaw, poznać naturę swojego daru, jego ograniczenia, jego silne i słabe strony. Mogę spróbować ci pomóc, być przy tobie i pilnować żebyś nie przesadziła. Wiem, że teraz wydaje ci się to być przekleństwem, ale z czasem odkryjesz jego zalety. - W końcu umilkłam. Domyśli się, że mówię z własnego doświadczenia? Normalnie powinna, ale teraz była już nieco spita alkoholem, który produkował jej organizm, więc ciężko było powiedzieć.
- Mnie zajęło prawie dziesięć lat opanowanie mocy prawie do perfekcji. - Teraz już nie było odwrotu. To było wystarczająco dosadne nawet dla zidiociałego, a Sam nie była jeszcze całkiem pijana.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-24, 23:04   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedziałam, czemu tak reaguje. Ostatnio chyba wszystko mnie drażniło. Jakby nie mogło? Nie dość, że nie potrafiłam panować na swoją mocą, nie potrafiłam zapanować nad samą sobą, Rząd wciąż miał na mnie oko to jeszcze dzień zabiegu zbliżał się wielkimi krokami. Bałam się? Z całą pewnością. W końcu dalej przed oczami miałam widok bladego Aarona, całego zalanego krwią. Mimo, że widziałam go samej będąc już mocno pod wpływem, mimo że nie pamiętałam zbyt wiele z tamtego wieczoru... Pamiętałam, jak wyglądał. To wystarczyło, by pogorszyć moje samopoczucie.
Dałam się jednak zaprowadzić na tę ławkę, biorąc głębszy wdech.
- Ja po prostu... Dalej nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie radzę sobie z tym. Tym bardziej, gdy... Gdy... - Przełknęłam głośniej ślinę, próbując się powstrzymać przed kolejnym zalaniem łzami. - Gdy przed laty tak nienawidziłam mutantów. Wiesz, że oskarżyłam Aarona o śmierć matki? - Zapytałam, spoglądając na ciocię zza ciemnych okularów, by po chwili jednak spuścić swój wzrok. Byłam tak zaaferowała własnymi przeżyciami, że nawet nie potrafiłam w pierwszej chwili przyswoić, że coś jest do mnie mówione. - Byłam pewna, że mama zachorowała przez niego... Straciliśmy... Jedenaście lat... Bo go za to nienawidziłam... A teraz... Teraz sama... - Wydukałam po kolejnej chwili, pociągając nosem i biorąc kolejny wdech. W mojej głowie z całą pewnością już wirowało, gdy ciało stawało się coraz bardziej wiotkie. Słowa, mimo że mało wyraźne, wciąż jednak wylewały się z mojego gardła. Aż do czasu, gdy próbowałam zrozumieć, co też droga Selene próbuje mi przekazać.
- Czej, czej, czekaj... Tobie? - Zapytałam, wykrzywiając swoje wargi w dziwnym grymasie i podpierając się dodatkowo dłonią o ławkę. - Dziesięć lat? - Dodałam po kolejnej chwili, pocierając się wolną dłonią po czole. Miałam wrażenie, że robi mi się gorąco. Czy ta rodzina naprawdę nie mogła być normalna? - Kiedy... Kiedy to się stało? Jak byłam na studiach? To... To dlatego, nic nie mówiłaś? - Kolejne pytanie wydarło się z mych ust. Czyżby jednak dobrze sobie zdawała sprawę z tego, jaką niechęć w tamtym okresie żywiłam do mutantów? Dlatego nic nie powiedziała?
Moja i tak przemęczona głowa zmagała się teraz z masą myśli, które wirowały podobnie, jak obraz przed moimi oczami. Rany. Teraz to ta zwykła woda dopiero by się przydała...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Selene Parr



Nie tak słodko, jak myślisz...

rakotwórczość

77

Szwaczka/projektantka





name:

Selene Alice Parr

age:
43

height / weight:
160 / 57

Wysłany: 2018-08-27, 22:14   
   Multikonta: brok


Selene nie wiedziała, jak to jest nienawidzić mutantów. Kiedy u niej ujawniła się moc, był to jeszcze temat mocno tabu i rząd oraz media starały się tuszować każdy przypadek użycia mocy. Była zresztą wtedy w takim dołku emocjonalnym, że przez długi czas nawet nie zdawała sobie sprawy z działania swojej mocy. Zmęczenie i chorobę zwalała na depresję, potem, kiedy u kilku osób z jej otoczenia odkryto raka nie powiązała faktów. Dopiero spotkanie z innym mutantem pozwoliło jej przejrzeć na oczy. I choć na początku odebrała swoją mutację jako przekleństwo, to jej praktyczna natura wzięła górę i Selene dość szybko nauczyła się żyć ze swoją mocą a nawet z niej korzystać. Robiła to w warunkach kontrolowanych, nigdy na ludziach aż do Gerarda.
- Aaron nie zawinił w tej sprawie. – potwierdziła spokojnie. - Rak to nie mutacja. W każdym razie nie taka, jak nasze. – dodała.
Bo co innego mogła powiedzieć? Przyznanie się do winy za to co zrobiła nie przeszłoby jej przez gardło. Nie teraz, nie tutaj. Sam właśnie zaczynała się przed nią otwierać, takie wyznanie złamałoby wiarę dziewczyny w ciotkę.
Poczekała spokojnie, aż Sam doda dwa do dwóch i w końcu wyjdzie jej cztery, co w jej stanie pewnie nie było łatwe. Współczuła młodszej kobiecie, bo życie z taką mocą nie raz wykluczało ją z normalnego funkcjonowania. A mimo to Sam walczyła, żeby się nie stoczyć, a przynajmniej taką nadzieję miała Selene.
- Tak… Tak naprawdę moja moc ujawniła się nawet wcześniej, ale… Nie jest tak widoczna, jak twoja, ani tak potężna. – Powiedzenie czegokolwiek, bez ujawniania natury jej mocy było bardzo trudne. Nie chciała jednak żeby zabrzmiało to wykrętnie. Naprawdę chciała się podzielić z Sam swoją wiedzą. Dzięki temu mogłaby nauczyć się kontrolować swoją moc.
– Nie mówiłam nic, głównie dlatego, że nie chciałam obarczać cię ciężarem wiedzy. Musiała byś wtedy zdecydować, czy ukrywać mnie czy powiadomić władze. Poza tym, wybacz, że to powiem ale nikt kogo to nie dotknęło nie potrafi tak naprawdę zrozumieć jak to jest. – Zamilkłam, wyjmując z powrotem wodę z torebki i popijając ją.
– Dlatego wiem, że musisz nauczyć się kontrolować swoją moc, bo jeśli nie to ona będzie kontrolować ciebie. Ciekawi mnie… Potrafisz wyczuć alkohol? Potrafiła byś sprawić, że ktoś inny się upije czy działa to tylko na ciebie? Mogłabyś oczyścić czyjąś lub swoją krew z alkoholu? – Pytania te były czysto retoryczne, ale chciała uzmysłowić Sam, że jej moc dawała wiele możliwości, i gdyby Sam wykorzystała ją dobrze, mogłaby uczynić naprawdę wiele dobrego.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-28, 23:50   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Szkoda, że moja siedemnastoletnia wersja nie była tego świadoma, huh? - Odmruknęłam na jej słowa, pociągając smutno nosem - Aaron do dzisiaj nie potrafi mi tego zapomnieć. Nienawidzi mnie. Czuję to. Za każdym razem, jak w końcu wydaje mi się, że znaleźliśmy wspólny język, znowu musi się coś spieprzyć. I zawsze wraca do tego, jak go potraktowałam przed laty... - Dodałam po chwili, próbując skupić swój wzrok na nagrobkach przede mną. Wydawało mi się, że łatwiej zachowam spokój, obserwując te nieożywione obiekty, nawet, jeśli literki rozmazywały się przed moimi oczami...
Dół spowodowany relacją z bratem jednak szybko mi minął, gdy usłyszałam następne słowa cioteczki. Potężna? Chyba tylko w niszczeniu mojego życia. Prychnęłam, kręcąc głową z niedowierzania, cóż co bzdury opuszczały usta mojej krewnej. A ponoć to ja byłam pijana!
- Widoczna na pewno, skoro nie zauważyłam do tej pory... - Mruknęłam, biorąc głębszy wdech, bo chyba zaczynałam już odczuwać nudności. - Ale z tą potęgą... Nie przesadzałabym... - Dodałam, chyba jakkolwiek jeszcze panując nad tym złym samopoczuciem, choć, o rany, jak bardzo miałam ochotę się położyć i zniknąć na resztę dnia...
Rozstawiłam szerzej nogi, a łokciami podparłam się o kolana. Jakoś... Teraz chyba lepiej czułam się w takiej pozycji, nawet, jeśli była mało kobieca. Ale kogo tutaj to mogło obchodzić?
- W sumie... W tym masz rację. Ja... Ja... Ja dopiero teraz rozumiem... - Pociągnęłam nosem po raz kolejny. Taka była prawda - tyle lat nienawiści, późniejsze długie miesiące w FPTP, ale tak naprawdę... Nigdy ich nie rozumiałam. Aż do teraz. A co jeśli... Co jeśli inni mutanci cierpią jeszcze gorzej, niż ja obecnie?
- Nic nie potrafię... - Odparłam dość pewnie, choć przecież... Sama nic na ten temat nie wiedziałam. Spojrzałam na własne dłonie, które z całą pewnością mi się trzęsły, ale przy moim obecnym, upojonym wzroku nie byłam w stanie tego dostrzec. - Nawet nie wiesz, ile bym dała, by móc się samej otrzeźwić. Jak na razie... Ugh... Wódka. Zamieniłam wodę... W wódkę... - Wydusiłam, wciąż nie spuszczając wzroku ze swoich rąk. W pewnym momencie zacisnęłam je jednak w pięści, i próbowałam spojrzeć na blondynkę - co w takim tempie wcale nie było takim dobrym pomysłem, bo to wstrętne wirowanie tylko się wzmożyło...
- Ciociu... Dalej masz tę butelkę? - Zapytałam dość słabo, ale jednak... Coś chyba we mnie pękło. Co jeśli naprawdę mogłam nad tym kiedyś zapanować?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Selene Parr



Nie tak słodko, jak myślisz...

rakotwórczość

77

Szwaczka/projektantka





name:

Selene Alice Parr

age:
43

height / weight:
160 / 57

Wysłany: 2018-09-02, 13:02   
   Multikonta: brok


Oczywiście, że Selene miała jeszcze butelkę z wodą...Wódą. Nie była tylko pewna, czy w takim stanie Sam będzie potrafiła się skupić. Zdawała sobie jednak sprawę,że jej moc uniemożliwiłaby jej to, niezależnie od tego czy byłyby na cmentarzu, nad grobem jej matki czy w zaciszu domowym. Może więc lepiej było kuć żelazo póki gorące. Kontrola nad upojeniem alkoholowym bardzo przecież ułatwiłaby życie Samanthy. Powoli sięgnęła to torebki i wyjęła butelkę. Płyn w środku mógł bardzo łatwo ujść za wodę, i poza zawartością alkoholu prawie niczym się od niej nie różnił.
- Wiem, że będzie ci ciężko, ale jeśli chcesz tego spróbować to postaraj się skupić. - powiedziała łagodnie, podając butelkę córce.
Bardzo chciała jej powiedzieć, że już teraz jest z niej dumna, że Samantha świetnie sobie radzi, w tej jakże trudnej sytuacji. Nie chciała jednak jej rozpraszać, więc zamiast tego przypomniała sobie instrukcje, które ona sama kiedyś otrzymała.
- Musisz wyczuć naturę swojej mocy. Co jest jej istotą? Czy potrafisz zamieniać cząsteczki płynów w alkohol? Czy może tworzyć nowe cząsteczki alkoholu? Nasze moce to coś wyjątkowego, ale nadal muszą się podporządkowywać zasadom fizyki. Nic nie powstaje z nicości, ani nie jest wieczne. Jeśli potrafisz zmieniać strukturę cząstek w alkohol, to bardzo prawdopodobne, że będziesz także w stanie przywrócić je do ich poprzedniego stanu. - Tłumaczyła, odwracając się lekko, tak żeby siedzieć przodem do Sam.
- Weź butelkę i wyczuj alkohol, który się w niej znajduje. Poczuć jego strukturę, wejdź z nim w interakcję. A potem wyobraź sobie, że cząsteczki alkoholu unoszą się w powietrze i zostaje tylko czysta woda. - Zamilkła na chwilę, niepewna czy dobrze to wszystko tłumaczy.
- Nie wiem, czy to pomoże tobie, ale mi pomogło. Choć odkryłam, że u mnie uwstecznienie mocy wymagało naprawdę długiej pracy nad jej kontrolą. U ciebie może jednak być inaczej. - Pocieszyła dziewczynę i zamilkła już całkiem. Przyglądała się Sam, ale nie ponaglała jej ani nie strofowała. Gotowa była też na to, że dziewczyna za chwilę zezgonuje i będzie musiała ją nieść do domu.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-09-02, 21:55   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Gdyby tylko Selene wiedziała, jakie katusze przeżywam wewnątrz, tam w samym środeczku. Jak źle się czuję fizycznie, walcząc z własnym ciałem. Jak bardzo jestem podłamana utratą wszystkich bliskich i wiecznym strachem... Oh, Gdyby tylko wiedziała, jak wielką kulką nieszczęść byłam! Ale nie wiedziała, bo przecież lata doświadczeń już dawno mnie nauczyły, że nie można pokazywać zbyt wiele. Że to się nigdy dobrze nie kończy. Że lepiej to wszystko zamknąć, za tą grubą skorupą i nie wypuszczać ani odrobinki na światło dzienne. Lata takiego życia już tak bardzo mnie do tego przyzwyczaiły... Że chyba nie potrafiłam inaczej. Łatwiej było udawać silną i twardą, niż kolejny raz się rozklejać i musieć tłumaczyć.
A moc... Chyba chciałam nad nią zapanować. Chciałam wrócić do względnie normalnego życia. Chciałam.... Chciałam być od niej wolna.
Złapałam więc tę przeklętą butelkę w swoje dłonie, samej chybocząc się na tej ławeczce. O rany... Jak mi było niedobrze. Czułam ten nieprzyjemny ścisk w żołądku, który zdawał się tylko coraz bardziej silniejszy, przez to ciągłe wirowanie przed moimi oczami.
Te wszystkie pytania, ten potok słów... Rany, kobieto! O czym Ty w ogóle mówiłaś?! Gubiłam gdzieś połowę, nie wiedząc już, na czym powinnam się skupić. To wszystko wydawało się teraz tak nierealnie trudne, tak bardzo skomplikowane... To wszystko tak bardzo mnie przerastało. A jednak... Chciałam spróbować.
- Czekaj.. Ja.... Nie nadą... Nie nadążam... - Wyznałam zgodnie z prawdą, już teraz walcząc z tym nieprzyjemnym uczuciem w przełyku i pod językiem. Walczyłam z tym, przełykając głośniej ślinę, ale wciąż nie wiedziałam zbytnio, co robię. Gapiłam się więc w tę nieszczęsną butelkę, myśląc o wzrastających procentach, próbując skumulować swoje myśli, próbując zapanować nad samą sobą... Zamiast tego jednak, dopadły mnie paskudne mdłości, z którymi wygrać już nie mogłam - po prostu upuściłam ten kawałek plastiku przepełniony płynem, a sama dość gwałtownie obróciłam się w bok, jednocześnie opróżniając całkowicie swój żołądek... Cóż. Takiej kumulacji mocy cioteczka z całą pewnością się po mnie nie spodziewała.
- Ja... Nie czuję się... Dobrze... - Zdążyłam jeszcze z siebie wydusić, gdy nerwy znowu brały nade mną kontrolę, moje ciało zaczęło drżeć, a z oczu zaczęły się sączyć pojedyncze łzy, będące jednocześnie symbolem mojej dzisiejszej przegranej.
A co najgorsze - nawet nie wiedziałam kiedy dopadł mnie jeden z najgorszych zgonów w ciągu ostatnich kilku lat...
No, ale przynajmniej w buteleczce blondynka mogła teraz znaleźć całkiem niezły płynik, 87 volta...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Selene Parr



Nie tak słodko, jak myślisz...

rakotwórczość

77

Szwaczka/projektantka





name:

Selene Alice Parr

age:
43

height / weight:
160 / 57

Wysłany: 2018-09-06, 08:33   
   Multikonta: brok


Selene chciała, żeby Sam postarała się ze wszystkich sił ale nawet przez sekundę nie przypuszczała jak dewastujące efekty będzie to miało dla jej zdrowia. Wiedziała że poznawanie mocy nie jest proste, a Sam przynajmniej krzywdziła tylko siebie, nie zaś wszystkich dookoła. Mimo to, móc Sam była na tyle specyficzna, że Selene postanowiła że nie upora się z nią sama. Dla Sam tak naprawdę najlepiej byłoby, gdyby dołączyła do podziemia mutantów. Selene nie znała ich i nigdy do nich nie należała, ale wiedziała o nich na tyle żeby wiedzieć, że przewinęła się tamtędy masa mutantów i z pewnością musieli mieć tam kogoś kto specjalizował się w nauce okiełznania mocy.
- Sam, Jeśli nie dasz rady.... - Ale nie dane jej było dokończyć, gdyż jej córka osunęła się bez czucia na ławkę. Selene, upewniwszy się że Sam ma wyczuwalny puls i po prostu zaliczyła zgon, ostrożnie pociągnęła łyk płynu z butelki, po czym momentalnie go wypluła, krztusząc się i charcząc.
Chyba nigdy w swoim życiu nie piła czegoś tak mocnego. Jak dla niej to był praktycznie czysty alkohol. Zakręciła butelkę i włożyła ją do torby, żeby pokazać potem Sam efekt jej poświęcenia.
- Kochanie.... - wymruczala, delikatnie gładząc kobietę po policzku po czym zadzwoniła po taksówkę. Musiała zabrać Sam do domu, dopilnować żeby wytrzeźwiała. Zastanawiała się też ile z ich rozmowy kobieta będzie w ogóle pamiętała, i czy to nie był jednak dobry pomysł żeby powiedzieć jej więcej teraz, kiedy i tak jutro Sam obudzi się tak jakby na cmentarzu nic się nie wydarzyło.
Ostrożnie podniosła Sam, chociaż ze względu na jej wzrost było to raczej trudne. Częściowo ciągnąć ją, częściowo niosąc odholowała ją do wejścia na cmentarz, gdzie chwilę potem przyjechała taksówka. Dopiero siedząc w środku uświadomiła sobie, że jednak nie odwiedziły wuja i będzie musiała wycieczkę tutaj powtórzyć, tyle że tym razem raczej już samotnie.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6