It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2019-12-17, 12:58
2 Lata Giftedów!
Łóżko było zbyt miękkie, a temperatura w pokoju zbyt wysoka.
Dale leżał obok, a ja znów zaczęłam czuć się tak, jakby ktoś zamknął mnie w klatce.
Dlaczego?
Musiałam uciec. Na kilka chwil, na kilka minut lub godzin. Musiałam wyjść z wygodnego łóżka i spod grubej kołdry, która boleśnie wciskała mnie w materac. Wariowałam? A może już dawno zdążyłam oszaleć?
Wstałam, ubrałam się, umyłam zęby, uczesałam włosy. Za oknem było ciemno, a moje odbicie w lustrze napawało mnie nadzieją. Wciąż byłam wychudzona, ale umyta i wyspana już nie wyglądałam jak potwór, który całe życie mieszkał w gęstym lesie.
Na biurku leżał notatnik i długopis, w którym zostawiłam informację dla Dale’a, że wychodzę, ale wrócę. Nie znikałam na zawsze, nie. Nie mogłam zrobić tego sobie, skoro znalazłam kogoś, kto ewidentnie należał do mojego starego życia. W notesie zapisałam też numer telefonu, którego aktualnie używałam. Numer był na kartę, nie do namierzenia. Telefon zaś ukradłam, bo najwidoczniej byłam złodziejką.
Wyszłam z hotelu, z wdzięcznością wdychając powietrze i pozwalając na to, by przez chwile mojego bezruchu chłodny wiatr łaskotał mnie w twarz. W końcu jednak ruszyłam przed siebie.
Nie chciałam wracać do lasu, ani do dziczy, gdzie spędziłam zbyt wiele czasu. Nasunęłam więc czapkę z daszkiem na głowę, tak, by móc choć trochę pozostać nierozpoznawalną. Założyłam też na głowę kaptur czarnej, zbyt dużej na mnie bluzy.
Celem mojej nocnej wycieczki była stacja benzynowa, którą mijałam gdy wczoraj szłam do motelu. W kieszeni czarnych spodni miałam kilka dolarów. Byłam głodna, i chciało mi się pić.
Weszłam na stację benzynową, gdzie kasjer spał na ladzie. Uśmiechnęłam się nieznacznie na ten widok i zaczęłam lawirować między sklepowymi półkami, szukając czegoś, co mogłabym kupić. Zaskakujące, że nie ukraść.
Stalker. Tym teraz był? Czuł się jak creep śledząc dziewczynę. Dlaczego od razu się nie ujawnił? Chyba z obawy. Z nią nigdy nie było prosto i łatwo. Ich relacja od dawna była skomplikowana, a Brad nie mógł zrozumieć dlaczego się do niego nie odezwała. Wyjechała, gdy tylko odzyskał ją na nowo po uwolnieniu z niewoli. Rozumiał wtedy, że musi sobie przetrawić wiele, choć bolało go, że nie chciała, by jej pomógł.
Nie mógł jej winić. Problemy z pamięcią mogły być utrapieniem, dodatkowo nowa moc, którą musiała opanować. Oboje byli tymi nieszczęśliwymi postaciami, którym ciągle przytrafiało się coś złego. Jakby byli jakimiś magnesami na zło.
Zaczęło się od tego, że dowiedział się od kogoś, że widziano ją w mieście. Nie miał pojęcia, czy Dale komuś powiedział i rozeszło się po bractwie, czy ktoś naprawdę ją gdzieś zobaczył. W każdym razie musiał zbadać ten trop i co prawda trochę mu zajęło odnalezienie jej aktualnego miejsca pobytu. Nie był zbyt wyszukany, ale przydrożne motele miały to do siebie, że łatwo było się w nich ukryć. I dla większości pewnie sprawdziłby się idealnie, ale on ją rozgryzł. Miał swoje sposoby na szukanie zaginionych, poza tym różnicę robiło też to, że znał Colleen bardzo dobrze.
Ale może już nie? Tyle czasu minęło od ich prawdziwej przyjaźni, że może to wszystko było juz za nimi? Może ona była zupełnie inną osobą? Tak jak on był. Zmienił się nie do poznania. I choć nadal miał w sobie dużo z tego dawnego, towarzyskiego chłopca z dużym poczuciem humoru, to jednak w jego zachowaniu było widać różnicę. Za każdym śmiechem i żartem skrywał się ten poważny Bradley, który swoje przeżył i ma swoje mroczne sekrety i straszne plany. Nawet zastanawiał się, czy Colleen byłaby w stanie przyjaźnić się z kimś takim jak on teraz.
Ale oto nadszedł jego szczęśliwy dzień, bo dziewczyna opuściła motel. Sama, bez obstawy. Nie był zbyt zadowolony, że poszła akurat na stację benzynową, gdzie na pewno były kamery. W każdym razie zebrał się w sobie na odwagę i postanowił za nią wejść. Po pierwsze trochę ze względu na jej bezpieczeństwo, w końcu była tu sama. A po drugie, ze względu na to, że nie potrafił już stać w ukryciu.
Wszedł na stację benzynową i z ulgą zobaczył, że kasjer śpi na ladzie. Nie robił żadnych gwałtownych ruchów, nie rozglądał się za kamerami, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Na głowie miał czapkę z daszkiem, a na oczach okulary przeciwsłoneczne. Resztę twarzy pokrywała broda, więc raczej nikt nie zdoła go poznać po samych rysach. Ruszył od razu między półki, aż w końcu stanął twarzą w twarz z nią.
- Colleen - powiedział dość cicho, ale na tyle głośno, żeby go usłyszała. Między regałami nie było kamery, upewnił się co do tego. Dopiero wtedy zdjął okulary przeciwsłoneczne, ukazując swoje ciepłe acz zmęczone ciągłą walką oczy.
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2020-01-10, 23:43
2 Lata Giftedów!
Być może zachowałam się niemądrze, i byłam nieostrożna. Prawdopodobnie narażałam się na to, że ktoś mnie odnajdzie, ktoś zorientuje się, gdzie jestem, gdzie śpię… Ale przecież i tak dzisiaj miałam zamiar stąd uciec, razem z Dalem. Może i to było cholernie nieodpowiedzialne z mojej strony, i ryzykowałam wiele, ale… ale chciałam się po prostu przejść na cholerną stację benzynową, i kupić sobie butelkę wody, jakąś kanapkę, batona, i cokolwiek, co sprawi, że poczuję się na tyle normalnie, na ile to było możliwe.
Znów głowa pulsowała mi bólem, tak samo jak wczoraj, tak samo jak codziennie. Wczoraj zaczęłam rozumieć kim jestem, co miałam w życiu i co straciłam. Dale opowiedział mi o mojej mamie, i o Bractwie, o walce, i o tym, jak przetrzymywali mnie w D.O.G.S.. Przedstawił mi moje skomplikowane i popieprzone życie w zadziwiającym skrócie, na moje własne życzenie przytłaczając mnie tymi wszystkimi informacjami, które nadal przetwarzałam. Wciąż tak cholernie dużo rzeczy było dla mnie jedną, wielką niewiadomą… Czy oprócz Dale’a żył ktokolwiek, kto był mi bliski, kto chciał dla mnie dobrze i na kogo mogłam liczyć? Jakie powinny być moje następne kroki, co powinnam zrobić? Walczyć, uciekać? Wrócić do Bractwa? Przecież z pewnością nie dałabym rady na nowo przejąć kontroli, to było niemożliwe… Ledwo panowałam nad własnym życiem, i ledwo za swoje własne życie potrafiłam być odpowiedzialna.
Oddychałam zaskakująco spokojnie, chyba zbyt mocno ukojona bliskością Dale’a, którego śpiącego zostawiłam w motelowym łóżku. Zachowywałam się tak, jakby nic mi nie groziło, jakby nikt nie mógł mnie znaleźć, choć myliłam się bardzo.
Odwróciłam się gwałtownie na dźwięk swojego imienia, które na nowo poznałam raptem wczoraj. Wystraszył mnie, zacisnęłam pięści gotowa do ataku, nawet pomimo tych wszystkich kamer, które z pewnością nagrywały każdy mój ruch i wtedy…
- Bradley. – powiedziałam, w mgnieniu oka rozpoznając jedną z twarzy, które widziałam za każdym razem, gdy zamykałam oczy. Pamiętałam go, cholera, pamiętałam wszystko, co przeżyliśmy razem i pamiętałam, jak nagle przepadłam bez śladu, zostawiając go samego, znikając z jego życia. Nie powstrzymałam się, i tak po prostu wpadłam mu w ramiona, czując, jak mocno bije mi serce, jak cholernie cieszę się, że czułam jego dotyk, i widziałam te cholernie znajome oczy. – Przepraszam. Musiałam stracić pamięć, jak Hopper wyciągał mi z głowy ten pieprzony czip, co mi go D.O.G.Si wszczepili. Dlatego zniknęłam, cholera, przepraszam. – wszeptałam w jego rękaw, uświadamiając sobie, że znam te wszystkie fakty, że wiem, co się ze mną stało, choć akurat tego mi Dale nie powiedział. Czułam się lepiej, mój mózg pracował lepiej. Odzyskałam Dale’a, a teraz odzyskałam Bradley’a, czyli – cholera – dwie najważniejsze osoby w moim życiu.
Ostrożna na pewno nie była, bo nawet nie zauważyła jak Brad ją śledzi. Nie było też mądrym posunięciem wychodzić samej w nocy. Ale nie zamierzał jej teraz suszyć o to głowy. On w sumie na tym skorzystał, bo dostrzegł okazję do rozmowy. Zresztą na szczęście tylko on ją śledził, a nie jakieś służby specjalne DOGS. On sam był bardzo ostrożny, bo grał w tę grę już bardzo długo. Nie mógł sobie pozwolić na błąd, nie po tym co ostatnio przeżył. I tak za dużo razy pakował się w tarapaty i to bez potrzeby. Co prawda widział w tym swoje cele, ale jednak robił wiele rzeczy wbrew swoim instynktom. A miał je bardzo surowe i zwierzęce. Na zasadzie "zabij albo zostaniesz zabity". Przy takim wyborze nie ma wyboru.
Nie wiedział co się z nią działo i co siedzi w jej głowie. Nie miał pojęcia jak na niego zareaguje i co się wydarzy. Był szczęśliwy, że ją widzi, ale bał się, że dziewczyna się przerazi i zacznie krzyczeć, wzbudzając tym samym zbędne zainteresowanie. Kasjer co prawda spał, ale nie wiadomo na jak długo. A walka z DOGS po nocy to ostatnie czego potrzebował. Dlatego patrzył na nią niepewnie, ale tylko do momentu, w którym wypowiedziała jego imię. Jej ton nie pozostawiał złudzeń, rozpoznała go.
Z uśmiechem na ustach przycisnął ją mocno do siebie, gdy wpadła w jego ramiona. Lubił to uczucie, było miłe i znajome. Przez krótką chwilę trwali w objęciu, rozkoszując się swoją obecnością.
- Pamiętasz mnie? Wszystko co przeszliśmy? Czy tylko nasze ostatnie spotkanie? - zapytał cicho. Nie chciał, by ktoś ich podsłuchał.
- Wszystko w porządku. Gdzie zniknęłaś? - zapytał. To miało sens, dlatego się nie odzywała i nie dała nawet znaku, że wyjeżdża. Nie pamiętała go, więc nie mogła tego zrobić. Był ciekawy gdzie się przez ten czas podziewała, co robiła i dlaczego w takim razie wróciła.
Po chwili patrzenia na nią, znów przysunął ją do siebie i przytulił. Jakby bał się, że zaraz znowu zniknie.
- Tęskniłem za tobą - wyszeptał jej do ucha, mocno przyciskając ją do siebie. Po chwili jednak zwolnił uścisk, żeby nie zrobić jej krzywdy. Odsunął ją trochę od siebie, żeby móc spojrzeć jej w oczy i czekał na jakieś słowa wyjaśnienia co się z nią działo.
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2020-01-11, 09:24
2 Lata Giftedów!
Cholera.
Znajdowałam się właśnie na stacji benzynowej, w otoczeniu kamer i śpiącego na ladzie sprzedawcy, schowana w ramionach Bradley’a, za którym tęskniłam tak bardzo, że poczułam łzy napływające do moich oczu. Ostatnio było to uczucie, które towarzyszyło mi cholernie często. Zazwyczaj jednak płakałam z zupełnie innych powodów, niż teraz. Płakałam z bólu, z żalu, z bezsilności, i ze zmęczenia. Teraz płakałam, bo czułam niemal fizyczny ból odrywanego plastra, i płakałam dlatego, bo byłam cholernie szczęśliwa. Odzyskałam go, a on odzyskał mnie, i tylko to się teraz liczyło, nic więcej. Ktoś nas teraz zaatakuje, korzystając z naszej nieuwagi, z naszego rozkojarzenia? Dobrze, niech atakuje, razem sobie poradzimy.
Milczeliśmy przez chwilę, tak po prostu ciesząc się swoją wzajemną obecnością, bliskością, dotykiem, tak cholernie znajomym zapachem… Pachniał jak dom. I był moim domem.
Odsunęłam się od niego nieznacznie, by móc patrzeć mu w oczy, wciąż jednak go obejmowałam, ręce zarzucone mając na jego ramiona. Uśmiechnęłam się nieznacznie i kiwnęłam głową potakująco na jego pytanie, bo tak, pamiętałam wszystko.
Śmiech, i pocałunki, i seks i wypowiadane słowa. Razem płakaliśmy, walczyliśmy ramię w ramię, godzinami trenowaliśmy swoje moce. Pamiętałam cały wachlarz emocji, który przy nim odczuwałam, i uczucia, jakimi go darzyłam, i które były tak silne, tak cholernie intensywne, że aż sama się ich bałam, że aż sama nie wiedziałam, że jestem zdolna się tak czuć. Działał na mnie jak nikt inny… poza Dalem, co niewątpliwie było kolejną kwestią do załatwienia, ale… ale chyba mogliśmy to odłożyć na później, prawda?
- Pamiętam. Pamiętam wszystko. – potwierdziłam, tym razem już na głos, szepcząc jednak w taki sposób, by tylko Bradley mógł mnie usłyszeć. Wciąż się uśmiechałam, szeroko, i radośnie, i nie pamiętałam, kiedy ostatni raz mogłam się w ten sposób uśmiechać. Jednocześnie jednak czułam, jak kilka łez powoli moczy moje policzki.
- Tak, w porządku, nic mi nie jest. – przyznałam, jedną z dłoni układając na policzku mężczyzny, jakby sprawdzając, czy on na pewno tu jest, czy to przypadkiem mi się nie śni – Ukrywałam się w lasach, i w opuszczonych budynkach, i w ogóle. Na jedną noc przyszłam do tego motelu w pobliżu, i Dale też mnie znalazł, a teraz ty… cholera, dobrze wiedzieć, że nie jestem sama na tym pieprzonym świecie. – nawet pozwoliłam sobie na cichy śmiech, pełen radości, i ulgi, i spokoju, a potem on znowu zamknął mnie w uścisku, przyciągając do siebie, a ja nie zamierzałam protestować.
- Ja za tobą też, bardzo. – bo choć jeszcze do wczoraj nic nie pamiętałam, to tęskniłam, wiedziałam o tym, czułam to teraz. I choć bardzo chciałam tak stać i przytulać się do niego w nieskończoność, to to chyba nie była najbardziej rozsądna rzecz na świecie, którą mogliśmy zrobić.
- Chyba powinniśmy stąd iść i rozmawiać w bezpieczniejszym miejscu. – powiedziałam, gdy ten na nowo nieznacznie odsunął mnie od siebie. Myślałam zaskakująco trzeźwo i przytomnie, i czułam się cholernie dobrze, a teraz, gdy Bradley patrzył mi w oczy, czułam się chyba jeszcze lepiej.
On nie był taki przekonany czy w dwójkę poradziliby sobie z oddziałem DOGS. Z pewnością byłaby to niełatwa i nierówna walka. Zależy w jakim stanie jest Colleen i co potrafi, bo mogłoby być ciekawie. Ale lepiej się nie przekonywać. Zdecydowanie lepiej, gdyby mogli spokojnie porozmawiać. Zresztą miał dość walki po ostatnim razie. Swoją drogą musiał jeszcze odwiedzić Nicholasa i dowiedzieć się co dalej. Nie mógł wiecznie trwać w takim zawieszeniu. Drażniło go to.
Ale wracając do dziewczyny to bardzo się cieszył, że w końcu znów ma ją przy sobie. Zwłaszcza, gdy przytaknęła, że naprawdę go pamięta. Zastanawiał się czy pamięta wszystko w odniesieniu do ich relacji, czy generalnie wszystko z przeszłości.
- Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy - powiedział, również ucieszony. Patrzył jej w oczy i uśmiechał się szeroko. Nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy. Cały czas trzymała ręce na jego ramionach, a on trzymał swoje na jej biodrach. Jakoś nie mógł przerwać kontaktu fizycznego.
Bał się, że to wszystko sen, a gdy się obudzi znów jej nie będzie. Albo że za chwilę znowu zniknie. Nie chciał tego, bo była jedną z niewielu osób, które kochał i które były mu bliskie.
Gdy dotknęła policzka, przymknął na moment powieki. Jej drobne ręce były takie delikatne i tak przyjemnie znajome. To niesamowite, że pomimo długiej rozłąki ich ciała reagowały na siebie w taki sposób. Jakby nic się nie zmieniło. A przecież zmieniło się tak wiele.
- Nie mogę uwierzyć, że znowu straciłaś pamięć - pokręcił głową, bo to był naprawdę wyczyn w tak krótkim czasie. Oczywiście nie było w tym jej winy. Było mu przykro, że musiała tego doświadczyć. Choć z drugiej strony to i lepiej, bo nie pamiętała też tych strasznych momentów. A ich było wiele. Chociaż co do tego nie miał pewności?
- Nie jesteś sama - potwierdził jej słowa, a po nich pochylił się, żeby ich czoła się stykały. Miał tak wiele pytań... ale rozmowa w tym miejscu nie była wskazana.
- Tak, chodźmy stąd - powiedział jeszcze. Nie wiedział czy chce coś faktycznie kupić, jeśli tak to poszli do kasjera i kupili potrzebne dla niej przedmioty i wyszli ze stacji benzynowej.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum