Poprzedni temat «» Następny temat
Przystanek autobusowy
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-21, 20:41   Przystanek autobusowy



[Profil]
 
 
Fisher Goldstein



oh no, not you agin

marionetkarstwo

84%

adrenalina





name:

Fisher Goldstein

alias:
Puppetmaster

age:
29

Wysłany: 2017-12-28, 21:28   

||Początek, po spotkaniu z Will'em

Nie spodziewał się, że po spotkaniu z Willem nie uda mu się znaleźć nikogo, komu będzie w stanie podebrać kluczyków. Niestety okazało się, że gdy zimą spadnie śnieg i jest zimno, to kierowcy niechętnie opuszczają ciepłe mieszkania. Nawet samochód, którym przyjechał na miejsce spotkania miał już założoną blokadę na koła i bilet mandat wetknięty za wycieraczkę. I bądź tu człowieku miły dla nieznajomych i oddawaj im ich samochody... Nigdy więcej.
Fisher wściekły, że nie udało mu się dotrzymać złożonej obietnicy, rzucił w powietrze kilka siarczystych słów i rozpoczął mozolną wędrówkę pieszo w kierunku przystanku autobusowego. No podjedzie sobie chociaż kawałek, bo jak ma już zginąć, to niech to będzie w walce, a nie z hipotermii (pomińmy fakt, że prywatnie było mu gorąco, bo to jednak Fisher. Niemniej, wciąż mógł się zaziębić). I tak w jego okolicy nie ma przystanków, które mogłyby naprowadzić sztab poszukujący mutantów bliżej niż już wiedzą co i jak. To nie jego pierwsze wyjście na miasto, jak i również nie ostatnie. Znał sposoby zacierania za sobą śladów i co zrobić, aby kamery w autobusach nie zarejestrowały twarzy. Pozostało założyć kaptur swojej dwustronnej kurtki na głowę, aby nie odmrozić sobie uszu i dostać się na przystanek.
Pech (a może i szczęście) chciały, że w pewnym momencie przed nim pojawiła się kobieta. Na oko młodsza od niego, krótko ostrzyżona, zadbana. Szczęściara z ładną torebką. A niestety Fisher nie na darmo ma przeszłość kryminalną.
Mężczyzna przyśpieszył kroku i jak za dawnych czasów poczekał na odpowiedni moment, aby użyć "pchnięcia" za pomocą swojej mocy. Kobiecie będzie się wydawało, że potknęła się o własne nogi, z zaskoczenia wypuści z rąk torebkę, a co najmniej poluzuje uchwyt. Gdy już upadnie na ziemię, on odkopnie jej bagaż na kilka metrów, gdy wciąż nie będzie wiedziała, co się dzieje, a następnie zacznie biec i gdy poczuje się bezpiecznie, to przeszuka łupy.
Wszystko poszło zgodnie z planem jak zawsze w tak rutynowych akcjach.
Zatrzymał się na pustym przystanku autobusowym i pierwszą rzeczą, którą zrobił, było zdjęcie kurtki i przewrócenie jej na drugą stronę. Dwustronne ubrania mają to do siebie, że można bardzo szybko dzięki nim diametralnie zmienić wygląd. Z tego powodu zamiast zakapturzonego mężczyzny w czerwonej kurtce stał się mężczyzną w jasnoszarej. Następnie otworzył torebkę, mając nadzieję na trochę gotówki. Mógłby jutro kupić synowi czekoladę na przeprosiny. W oczy rzucił mu się jednak identyfikator z F.P.T.P., przez co zrezygnowany odłożył niedoszłe łupy, na ławce obok. Swoich się nie okrada. Zawiadomi policję z jednorazówki, jak pojawi się autobus i będzie miał spokojne sumienie.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2017-12-28, 21:53   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ile już dni minęło, odkąd Sam ostatni raz miała chwilę wolnego? Jak na złość, porą zimową zbierała najwięcej zamówień w swojej pracowni, co łączyło się z dłuższymi godzinami pracy. Teraz tylko marzyła o chwili wytchnienia, mimo, że zwykle towarzystwo maszyn jej to zapewnia. Dzisiaj postanowiła szybciej wyjść z pracy, może nawet skoczyć wieczorem się napić? Cóż to jednak za wyjście, jeśli szybciej się nie ogarnie i chwili nie odpocznie. Ciągle też liczyła, że mijając stare ścieżki, w końcu natrafi na swojego brata.
Chyba właśnie przez to zmęczenie, nie wydało jej się nawet podejrzane, że na prostej drodze potknęła się w adidasach na nogach.
Tak jak przewidział Fisher - Sam upadła a torba zsunęła się z jej ramienia. Nie było ciężko jej odkopać na kilka metrów.
- Hej... Hej! - Krzyknęła za złodziejaszkiem jednocześnie podnosząc się z ziemi. Nie tylko kradzież wpłynęła w tym wypadku na jej złość. Jej całkiem nowe spodnie ucierpiały podczas tego wypadku, a jak wiadomo - kobieta w uszkodzonej kreacji może zabić. Zanim wstała, mężczyzna zdążył już wybiec za róg. Ta jednak nie miała zamiaru odpuścić chamowi. W końcu na coś mógł jej się przydać kurs samoobrony. Ruszyła za nim ile sił w nogach, jednak mężczyzna zdążył zniknąć za rogiem.
- Nie uciekniesz mi gnoju... - Pomyślała samej mijając róg i... Nie ma. Facet wyparował niczym kamfora.
- Hej, wybacz, nie widziałeś tu gnoja w czerwonej kurtce z damską torebką? - Spytała - jak jej się wydawało - innego mężczyznę, który akurat stał na przystanku. Obiecała sobie, że nie będzie pochopnie oceniać już nikogo, bo raz już wyjątkowo mocno się takim myśleniem sparzyła. Jak jednak się nie wściekać, jeśli teraz, w to zimowe popołudnie nie ma ani jak się dostać do własnego mieszkania, ani chociaż do pracowni, bo klucze od obu przybytków znajdowały się w torbie? Kij z pieniędzmi, dużo ich tam i tak nie było.
Sam też nie zdążyła zauważyć, jak to właśnie ten mężczyzna odkładał jej torebkę - ba, nawet za torebką się nie rozglądała. Tak jak zwykle jest bardzo pokojowo nastawiona, tak tym razem miała ochotę kogoś wykastrować... Ale może i lepiej, że Fisher o tym nie wiedział.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Fisher Goldstein



oh no, not you agin

marionetkarstwo

84%

adrenalina





name:

Fisher Goldstein

alias:
Puppetmaster

age:
29

Wysłany: 2017-12-28, 22:33   

Sam Fisher nie skupiał się już na tym, czy będzie miał wolne, czy też nie. Nie było to dla niego istotne. Był zły na siebie, że spóźni się do swojego dzieciaka (co samo w sobie oznacza tyle, że nigdy nie ma wolnego), że popsuł sobie i komuś dzień, jak i również, że nie ma z tego żadnych materialnych korzyści. Ogólnie mówiąc, wyjście na miasto okazało się dla niego bardzo słabe, ale sza. Mogło być gorzej. Chyba.
Być może dlatego właśnie zdecydował się chwilę wcześniej zaopiekować torebką obcej kobiety. Liczył, że może przekazać komuś swój kiepski dzień, aby wynagrodzić małemu złamaną przypadkiem obietnicę. Następnym razem upewni się, że pora roku sprzyja "pożyczaniu” samochodów od przypadkowych ludzi.
A tak poza tym, czuł coś w rodzaju podniecenia, gdy słyszał krzyk tamtej kobiety. Jakby doprowadzenie kogoś do szału miało być swoistego rodzaju narkotykiem, mającym mu przypomnieć, że żyje. Mógł zostać Łowcą w Bractwie i doświadczać tego częściej, ale zdawał sobie też sprawę, że w pewnych kwestiach jest zdecydowanie zbyt pewny siebie, aby móc się tym zajmować. Ochroniarz, swoistego rodzaju żołnierz i siła uderzeniowa. Działał w dobrym miejscu, ale adrenaliny nikt mu nie może zabronić. Już lepiej by było przystawić mu broń do głowy i nacisnąć na spust.
Gdy był już na przystanku i zaczynał się oporządzać, pamiętał, aby uspokajać oddech. Niby zapach tytoniu, który można było od niego wyczuć, był wystarczającym wytłumaczeniem dla ciężkiego oddechu, ale jednak warto było zatuszować bieg. Gdy dziewczyna podbiegła do niego w miarę spokojnym głosem zaczął jej odpowiadać.
- Tam pobiegł - powiedział i wskazał dłonią logiczną kontynuację biegu, gdyby się nie zatrzymał - rzucił ją - dodał, podnosząc torebkę z miejsca obok siebie i wyciągając ją w kierunku kobiety, którą parę minut temu okradł. Nawet gdyby się właśnie zorientowała, że odkładał jej torebkę, to mógł zawsze się wybronić, że podniósł ją z ziemi, bo tamten ją przejrzał w biegu i odrzucił z nieznanego powodu. W końcu akurat do portfela Fisher nie zdążył zajrzeć, więc motywy "obcego" złodzieja, mogły być mu niejasne. Zresztą jak się okazało, dziewczyna była nabuzowana, więc pewnie nawet nie zwróci na to uwagi.
W tej chwili zresztą Fisher zwracał uwagę głównie na uczucie wypełnienia jego palców płynnym ołowiem, które jednocześnie uniemożliwiało mu już poprawne zginanie palców. Nie spodziewał się, że dziś ma gorszy dzień na używanie mocy i liczył, że efekty uboczne go ominą.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2017-12-28, 22:59   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Jak to było? Więcej szczęścia niż rozumu, tak? Zdecydowanie to dziś towarzyszyło kobiecie. Już miała biec dalej, gdy usłyszała, że torebka została za nim. Cofnęła się w stronę przystanku i zabierając torbę z rąk mężczyzny, zaczęła ją przeszukiwać. Musiała się upewnić, że nic nie zginęło po drodze.
Klucze, portfel, dokumenty... Niecierpliwie grzebała przez chwilę w torebce, nim odetchnęła z ulgą.
- To dzisiaj się gnojowi poszczęściło... - Rzuciła pod nosem, wyciągając dłoń z torby i dokładnie ją zapinając. Upewniła się, że tym razem miała ją przerzuconą przez ramię. Po tym wydarzeniu, już chyba nigdy nie będzie nosić torby luzem.
- Ah.. I dzięki, tak w sumie. - Dodała po chwili wciąż zziajana, biorąc głębszy wdech. Fisher miał rację. Jej obecny stan nawet nie pozwolił jej przeanalizować tej kuriozalnej sytuacji. Pewnie dopiero przy nocnych rozmyśleniach ją tchnie, że coś tu było nie tak. W końcu... Sama aż tak zlej kondycji nie miała, by mężczyzna mógł aż tak daleko uciec.
Zamknęła oczy i westchnęła ciężko. Teraz, to już w ogóle musi się napić! Inaczej już chyba nie da rady spuścić z siebie wszystkich negatywnych emocji tego tygodnia.
- Widzi Pan, co za gnoje! Bo to nic innego jak gnój! W biały dzień, zamiast komuś pomóc, to tylko szuka okazji, by mu bardziej zaszkodzić. - Wyrzuciła z siebie podniesionym tonem, bo nie daj borze <tucholski>, a kolejna osoba, która nadepłaby jej na odcisk, dostała by już po twarzy.
Kobieta usiadła na ławce na przystanku, wyrzucając przed siebie nogi i opierając głowę o barierkę przystanku, jakby z rezygnacją. W sumie dopiero teraz dochodziła do niej, że sama zrobiła więcej zła, niż ten jeden złodziejaszek. Bo w sumie, jak bardzo trzeba być zdesperowanym, by na widoku okradać ludzi? Bo jeszcze pół biedy, jakby właśnie odeszła od bankomatu, ktoś mógłby wtedy pomyśleć, że właśnie wybrała ładną sumkę pieniędzy. Ale okradać zwykłego szaraczka? Sam zwątpiła, czy ktoś byłby na tyle głupi, żeby dla tych kilku dolarów ryzykować swoją wolnością.
- Chociaż tak w sumie... Biedny ten człowiek. No chyba, że zabieranie torebek to nowy rodzaj sztachety, a to był mój pierwszy trening - Rzuciła po chwili żartem, jakby na rozluźnienie atmosfery w oczekiwaniu na autobus.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Fisher Goldstein



oh no, not you agin

marionetkarstwo

84%

adrenalina





name:

Fisher Goldstein

alias:
Puppetmaster

age:
29

Wysłany: 2017-12-28, 23:56   

Kobieta prawie zignorowała informacje o jej skradzionych dobrach, ale się szybko zawróciła i zaczęła przeglądać zawartość torebki. Fisher nie odrywał od niej wzroku, gotowy w sumie w każdej chwili zablokować ją, gdyby nagle wyciągnęła gaz pieprzowy. Paranoi nigdy dość, prawda?
Odetchnął cicho z ulgą, gdy zaczęła przy nim grozić "nieznanemu" złodziejaszkowi. Przynajmniej pozytywną rzeczą po tym zajściu będzie, że przez najbliższy tydzień kobieta będzie ostrożniej i bliżej siebie nosić torebkę. Później pewnie zapomni o całym wydarzeniu.
Wzruszył ramionami z obojętnym wzrokiem na podziękowania kobiety, a w środku dziękował, że była zbyt zmęczona na przeanalizowanie tej sytuacji logicznie. Nie sposób się jej dziwić, mało istot by było do tego zdolnych. Fish sam w sobie nie wydał się teraz pewnie dlatego, że naprawdę skupiał się na kontroli własnego oddechu i odpowiadał najkrócej, jak się tylko dało. Co było zresztą swego rodzaju normalnym sposobem jego komunikacji.
Widząc, ekhem, lekkie, ekhem, zdenerwowanie kobiety, pozwolił jej się wygadać, samemu wyłącznie kiwając głową i starając się rozruszać palce, z nadzieją, że uczucie odrętwienia mu zejdzie z palców. Słuchał jej i każdą obelgę przyjmował na klatę jak mężczyzna, który wcale nie będzie później płakać pod prysznicem, aby nie mieć spuchniętych oczu, bo ktoś by jeszcze pomyślał, że umie płakać.
Lekko się zdenerwował, gdy dosiadła się do niego. Miał szczerą nadzieję, że chwyci za torebkę i poleci dalej z pragnieniem, dopadnięcia go i wymierzenie sprawiedliwości, co fizycznie byłoby niemożliwe. A teraz? Może jak odpocznie, to doda dwa do dwóch?
- Takim ludziom należy raczej współczuć, zawsze mówiłem. Człowiek nigdy nie wie, co się u nich dzieje w życiu, że robią to, co robią - uśmiechnął się półgębkiem, na wpół się tłumacząc, a na wpół tłumacząc innych ludzi, którzy zajmują się fachem co on. Fisher zresztą uważał, że jest w miarę uczciwym kieszonkowcem/złodziejaszkiem. Samochody oddawał (z mandatami), torebki i portfele również (nawet jak odrobinę chudsze). Taki trochę Robin Hood, ale egoista-tatusiek. W sumie to całkiem szlachetne.
- F.P.T.P.? - zapytał niewinnie - widziałem twój identyfikator.
Wyciągnął w połowie pustą paczkę papierosów i zaproponował kobiecie gestem, aby się poczęstowała, po czym podszedł do kosza na śmieci, aby nie strącać popiołu na ziemię, ani nie wyrzucić niedopałka na chodnik. Ciężko było utrzymać papierosa w zdrętwiałych, ołowianych palcach, ale czego się nie robi dla nałogu. Z trudnością, ale jednak udało mu się odpalić bibułkę z tytoniem od zapalniczki sztormowej.
No co, może jak zaskoczy później u niej, to jakoś się uda facetowi uwierzyć, że zrozumie motywacje złodziejaszka. Zdesperowanego zresztą jak widać. Zawsze to kilka wyrzutów sumienia, które dręczą duszę w nocy, mniej.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2017-12-29, 00:29   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


I jak gdyby mężczyzna czytał jej w myślach - padły słow, które pokrywały się przemyśleniami kobiety. Sam zgarnęła włosy z twarzy jednym ruchem ręki, zatrzymując ją na potylicy.
- Ta. W sumie racja. Chyba nie chce wiedzieć, co go zmusza do takich kroków. Jest pełno miejsc, gdzie można uzyskać legalną pomoc, bez okradania innych. - Westchnęła już od niechcenia. Dopiero chłodne spojrzenie na sytuacje pozwala się postawić w skórze innego człowieka. Jednak jej wciąż brakowało wystarczająco logicznego myślenia, by skojarzyć, że złodziejaszek wciąż był koło niej.
Na pytanie mężczyzny, wyraźnie podniosła czujność. Wyprostowała swoją postawę, nogi zbliżyła do siebie i już całkowicie odpuściła resztki relaksu. Wiedziała, że zwolennicy mutantów są tak samo źle traktowani. Nie miała jednak zamiaru się tego wypierać. To tak samo, jakby ponownie wyparła się brata.
- Yhm... Ta.. - Mruknęła, spoglądając na mężczyznę, jak gdyby chciała zaobserwować u niego jakąkolwiek reakcje, jednak jedyne co zobaczyła, to paczka papierosów. Tego zdecydowanie nie mogła sobie odmówić, szczególnie, gdy spojrzeć na wszystko, co ją ostatnio spotkało. Skorzystała z oferty nieznajomego i chwyciła końcówkę papierosa w zęby. Najchętniej nie ruszyłaby się z ławki, jednak cóż jej z papierosa bez ognia? Wstała za mężczyzną, by móc złapać odrobinę żaru, po czym zaciągnęła się tymi wszystkimi, cudownymi substancjami. Po chwili wypuściła z ust gęsty dym tytoniowy.
- Mam jednak nadzieję, że to nie problem? - Rzekła w stronę mężczyzny po kolejnym buchu. Do jej autobusu brakowało jeszcze conajmniej kilku minut, i miała nadzieję, że chociaż te przebiegną w miarę spokojnie. Bo któż wie? Może ten facet ma poglądy podobne do tych, które Sam miała za młodego? Nie trudno byłoby wtedy o zwadę. A może zgrywa dobrego glinę, a w rzeczywistości chce od niej wyciągnąć jakieś informacje? Dziesiątki scenariuszy przebiegały przez myśli kobiety i chyba żaden z nich w tym momencie nie był dobry. Miała więc nadzieję, że żaden z nich się nie sprawdzi. Przynajmniej nie teraz - nie, dopóki nie uzyska przebaczenia za najgorsze, co do tej pory zrobiła. Jak widać, każdy ma coś na sumieniu...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-01-14, 20:43   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ten jeden papieros i kilka głębszych wdechów jak gdyby magicznie przyspieszyły czas. Minuty, których brakowało do autobusu minęły w oka mgnieniu. Kobieta westchnęła widząc zbliżający się autobus pasującej jej linii, a peta, który jeszcze przed chwilą znajdywał się w jej ustach zgniotła o brzeg śmietnika, nim go do niego wrzuciła. Co jak co, po jej wewnętrznym wybuchu więcej ognia już nie potrzebowała.
- To ten. Miło było. Jeszcze raz dzięki za papierosa. - Rzuciła jakby od niechcenia, gdy autobus zatrzymywał się przy krawężniku. Kobieta wsiadła do niego i zajęła pierwsze wolne miejsce z brzegu. Nim pojazd odjechał, wysłała jeszcze ostatni, zmęczony uśmiech w kierunku wciąż nieznajomego mężczyzny, mając nadzieję, że więcej już nikogo nie pozna w tak przykrych okolicznościach...

[z/t]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Maya Rekulak



Życie jest chmurne, a sztuka radosna.

Zezwierzęcenie

5

studentka





name:

Maya Rekulak

age:
22

height / weight:
170cm/51kg

Wysłany: 2018-05-28, 21:23   
   Multikonta: -


| Początek, 5 marca 2018
Studenckie życie, choć pod względem majątkowym raczej skromne, otwierało wiele dróg, jeśli tylko ktoś się starał i pracował. A o Mai można było powiedzieć wiele, jednak na pewno nie to, że siedziała z założonymi rękami. Dzięki ciężkiej pracy udało jej się dostać na warsztaty projektowania ze znanym grafikiem w Olympii. Po pierwszym dniu, zmęczona, lecz bardzo z siebie zadowolona, wracała ciemną już uliczką, kierując się w stronę przystanku autobusowego. Do motelu, w którym się zatrzymała, miała jednak kawałek drogi. Liczyła, że bez problemu zdąży na busa: to był ostatni, który tego dnia miał jechać w tamto miejsce.
Szła więc raczej żwawym krokiem. Jej dwa długie, szaro-srebrne warkocze kołysały się w rytm kroków, a elegancki płaszcz podkreślał jej szczupłą sylwetkę. W jednej ręce niosła dość ozdobioną i wyglądającą na drogą torbę, w której znajdował się laptop oraz wszystkie podręczne rzeczy. No, wyłączając telefon – ten spoczywał w kieszeni dziewczyny.
Po dłuższej chwili dotarła na przystanek. Była sama: nikt, poza nią, nie czekał na transport. Położyła torbę na ziemi i zaczęła przyglądać się rozkładowi jady. Już miała dość do wniosku, że Internet nie kłamał i faktycznie lada moment pojawi się spodziewany autobus, gdy stała się rzecz raczej niespodziewana.
Zza rogu wyszło kilku, chyba czterech, wyraźnie pijanych mężczyzn. Gdyby Maya czuła zapachy prawdopodobnie do jej nosa dotarłaby woń alkoholu. Szli, przepychając się i chyba kłócąc, tym samym mimowolnie przyciągając wzrok studentki. Spojrzała na nich w najgorszym z możliwych momentów: jeden z mężczyzn, chyba lider grupy, zerknął na nią w tej samej chwili, a na jego twarzy pojawił się obleśny uśmiech.
Maya poczuła na plecach dreszcze. Zrobiła krok do tyłu. To tylko zachęciło grupę do podejścia w jej stronę.
Cześć, paniusiu, nudzisz się tutaj? – spytał lider, niebezpiecznie się do niej zbliżając.
Dziewczyna chciała coś odpowiedzieć, ale strach, połączony ze świadomością, że przecież… nie powinna się bać, nie powinna się w ten sposób narażać, sprawił, że zabrakło jej języka w gardle. Nieznajomy nie czekał: zrobił jeszcze kilka kroków w jej stronę, chwycił za włosy i pociągnął je w tył. Maya wydała z siebie jęk bólu. Jednocześnie pijak powiedział coś do swoich kolegów, na co ci zareagowali śmiechem, jednak studentka nie rozróżniła jego słów.
[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-05-28, 21:40   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Patrząc z zupełnie innej perspektywy - życie człowieka wyjętego z pod prawa również nie było łatwe. Zwłaszcza po tym co przeszedł. Trzy dni trzymali go w zamknięciu, torturowali, ten demon, który zamieszkał w ciele kobiety która mu to zrobiła... Cóż, ona skutecznie uświadomiła mu, że jednak nie jest niezniszczalny.
Przez tak wiele dni trzymał się sam, dawał sobie radę z każdym przeciwnikiem, aż w końcu trafił na kogoś, kto udowodnił mu, że nie jest tak silny jak myślał. No cóż, tak czasem bywa, prawda?
Tak, czy inaczej... Mogła odebrać mu wszystko, mogła obedrzeć go z człowieczeństwa, ale nie mogła odzwyczaić go od pewnych rzeczy.
Przecież dalej był żołnierzem, prawda? Jego dłonie nie przestawały reagować instynktownie, a on sam dalej nie potrafił przejść obojętnie obok ludzkiej krzywdy.
Dlatego właśnie teraz, gdy przechodził w pobliżu przystanku i usłyszał, jak kilku pijanych łebków zaczepia jakąś dziewczynę... Zatrzymał się. Wolno obrócił się w ich kierunku i uśmiechnął pod nosem.
Dalej szedł podparty o jedną kulę, jego dłonie nie odzyskały pełnej sprawności, właściwie całe jego ciało nie zregenerowało się jeszcze w stu procentach, ale nie mógł odpuścić.
Odwrócił się i ruszył w kierunku wyżej wspomnianych mężczyzn.
W ciągu paru chwil znalazł się blisko przystanku.
- A Ty co, kaleko? Nudzi Ci się? - powiedział jeden z nich. Dale uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową z niedowierzaniem.
Wskazał palcem mężczyznę, który trzymał Mayę (Maye?) za włosy.
- Ty oberwiesz najbardziej. - mruknął tylko zaciskając mocniej palce na kuli.
Tamci się nie patyczkowali - pierwszy z nich ruszył śmiało w jego kierunku. Upadł tak szybko, jak szybko się do niego zbliżał - Dale bez żadnego zawahania uderzył go kulą prosto w skroń, po czym ją odrzucił.
Trzema krokami pokonał dystans dzielący go od następnego przeciwnika i uderzył go otwartą dłonią w krtań - tamten padł na ziemię jak długi krztusząc się. Z trzecim wcale nie musiał się mierzyć - widocznie nie był zbyt lojalnym kolegą, ponieważ rzucił się do ucieczki.
Westchnął cicho widząc przerażenie na twarzy ostatniego z przeciwników - tego, któremu powiedział, że będzie miał najgorzej. Wcale nie kłamał.
Dale mocno złapał dziewczynę za rękę i jednym szybkim ruchem wyrwał ją z objęć tamtego mężczyzny. Po chwili znalazł się przy nim i zaciskając pięść wymierzył mu cios prosto w twarz. Usłyszał charakterystyczny dźwięk łamania kości - cóż, nos tamtego chłopaka już nigdy nie będzie taki piękny. Mimo bolących dłoni uderzył go jeszcze kilka razy, aż tamten padł nieprzytomny. Zasłużył, nie?
Wciągnął głębiej powietrze do płuc i przeniósł wzrok na ich 'ofiarę'.
- Wszystko w porządku? - spytał zaglądając jej prosto w oczy.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Maya Rekulak



Życie jest chmurne, a sztuka radosna.

Zezwierzęcenie

5

studentka





name:

Maya Rekulak

age:
22

height / weight:
170cm/51kg

Wysłany: 2018-05-28, 22:19   
   Multikonta: -


Maya była w kompletnym szoku. Nie dość, że została zaczepiona przez tą wyjątkowo nieprzyjemną bandę to na dodatek jej wybawicielem okazał się… facet o kulach. Co najlepsze, był w tym całkiem niezły. Wydawało jej się, że nie zdążyła mrugnąć, gdy trójka z mężczyzn została spacyfikowana. Dlatego też w żadnym razie nie przygotowała się na to, co Dale zrobił następnie. Gdy poczuła jego uścisk dłoni po prostu dała się przesunąć, niczym marionetka, po czym straciła równowagę. Mając na nogach koturny, nie była w stanie jej odzyskać i już po chwili upadła na kolano, czując, że zdarła sobie z niego trochę skóry. Z jękiem odwróciła się na druga stronę: pan wybawca akurat skończył z ostatnim przeciwnikiem.
Gdy zadał jej pytanie, siedziała z wyprostowaną, delikatnie bolącą nogą. Miała chwilę, by mu się przyjrzeć: był zdecydowanie od niej wyższy i wydawał się dobrze zbudowany. Cóż, najwyraźniej kontuzja to nic przy jakiś umiejętnościach i masie mięśniowej, przynajmniej, jeśli twoi przeciwnicy ledwo słaniają się na nogach.
Dziewczyna ciągle była w szoku, dlatego potrzebowała chwili, by dotarły do niej słowa Dale’a. W końcu skinęła głową.
T… tak. Nic mi nie jest – powiedziała, jakby odruchowo; w świetle latarni mężczyzna mógł zobaczyć, jak przez jeansy dziewczyny powoli przebija się krew. Niemniej, nie był to duży krwotok: zaledwie obdarcie, które po kilku dniach powinno zniknąć.
Dziękuję – dodała po chwili, biorąc głęboki oddech. Jedną nogę przysunęła w swoją stronę i oparła się o nią, przymykając na chwilę oczy. Kręciło się jej delikatnie w głowie; wiedziała, że musi uspokoić puls, aby uczucie zniknęło.
Po chwili znów podniosła głowę.
Chyba… trzeba… zadzwonić na policje. – Jej ton był raczej niepewny. Od tamtego feralnego dnia, w którym zginęła jej matka, nikt nigdy jej nie zaatakował, a nie dość, że wtedy była dzieckiem, to jeszcze tego nie pamiętała… i nie wiedziała do końca, jak ma zachować się w takiej sytuacji.
Dosłownie ułamek sekundy później Maya zauważyła, jak ulicą zmierza autobus: ten, do którego miała w końcu wsiąść.
Och, mój autobus… – powiedziała, trochę instynktownie, natychmiast próbując wstać. Nie skończyło to się najlepiej: w jej kolanie ciągle pulsował ból. Dlatego opadła na chodnik niemal od razu po próbie podniesienia się.
[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-05-28, 22:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Hmm, jak widać nie należy oceniać książki po okładce! Być może musiał wspomagać się kulami, ale wcale nie znaczyło to, że nie potrafił sobie poradzić. Ba, kule sprawiały, że było mu znacznie łatwiej - wszyscy uważali go za kogoś z kim łatwo można sobie poradzić. Jak widać na załączonym obrazku - nie było to jednak takie proste.
Noo... Tak, jak mądrze zauważyłaś - faktycznie przy tym wszystkim pomocne mogło być to, że jego przeciwnicy byli mocno pijani. Chociaż z takimi trzeźwymi też by sobie poradził, nie? Nie można umniejszać samcowi alfa.
Zlustrował ją wzrokiem od stóp, aż po sam czubek głowy. Naprawdę ładna, młoda dziewczyna. Widocznie nikt jej nie powiedział, że ta okolica nie jest najbezpieczniejsza o tej porze. No cóż... Być może po tym incydencie się tego nauczy. Dale wiedział o tym doskonale. Zbyt wiele dni spędził ukrywając się, musiał poznać serce tego miejsca. Wiedział, gdzie można się pokazywać w nocy, a gdzie raczej nie.
Z rozmyślań wyrwał go jej głos. Przeniósł spojrzenie na jej spodnie.
- Nie takie nic. Krwawisz. - mruknął cicho nie odrywając spojrzenia od jej nogi. Krwi faktycznie nie było zbyt wiele, więc doszedł do wniosku, że to jakaś drobna ranka. Pewnie - mógłby sięgnąć po nóż ukryty w kaburze przyczepionej do paska z tyłu. Mógłby rozciąć jej jeansy i obejrzeć ranę, ale chyba nie był upoważniony do takiego ingerowania w jej życie, więc się powstrzymał.
Parsknął śmiechem, gdy odezwała się po raz kolejny. Nie był to raczej złośliwy śmiech, ale no... Policja? Serio?
- Nie, moja droga. Policja nie jest tutaj potrzebna. Zaczęliby zadawać zbyt wiele niepotrzebnych pytań. - rzucił nie zdejmując uśmiechu z ust. No cóż... Taka była prawda. Dale był poszukiwany listem gończym - mimo tego, że nic nie zrobił, gdyby go złapali czekał by go los gorszy niż śmierć. Doskonale wiedział jak szybko Vera Neumann wydostałaby go z policyjnego aresztu i złapała w swoje ręce. Nie mógł na to pozwolić.
Podążył za jej wzrokiem, gdy zwróciła uwagę na autobus, po czym wrócił spojrzeniem do niej. Dziewczyna przewróciła się, a on natychmiast wyciągnął w jej kierunku dłoń, by jej pomóc.
- Nie pojedziesz nim sama. Powiedzmy, że mi też pasuje. - powiedział i pomógł jej wstać z zamiarem towarzyszenia jej zarówno w drodze do autobusu, jak i w dalszej podróży.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Maya Rekulak



Życie jest chmurne, a sztuka radosna.

Zezwierzęcenie

5

studentka





name:

Maya Rekulak

age:
22

height / weight:
170cm/51kg

Wysłany: 2018-05-28, 22:51   
   Multikonta: -


Jego wspomnienie o krwawieniu zbyła machnięciem ręki – do wesela się zagoi, jak to mówią. Nie czuła, by z kolanem działo się coś wybitnie złego, nie widziała więc powodu, by panikować.
Słowa dotyczące policjantów nieco zbiły ją z tropu, bo w końcu… od tego chyba są, prawda? By zadawać niewygodne pytania… tym złym, łamiącym prawo. Niemniej, uznała, że lepiej nie ciągnąć tego tematu: wystarczy, że mężczyzna jej pomógł w potrzebie. Jeśli nie życzy sobie policji… to chyba lepiej to uszanować. Sprawdziła jednak odruchowo, czy ma smartfon w kieszeni: w razie, gdyby i ten nieznajomy miał wobec niej złe zamiary, zawsze miała jakąś – niewielką, biorąc pod uwagę, jak szybko przed chwilą się ruszał, ale jednak – szansę, że uda jej się wezwać pomoc.
Z wdzięcznością przyjęła pomoc przy wstaniu: jej samej zajęłoby to dłuższą chwilę. Z resztą, gdyby nie temperatura, ściągnęłaby pewnie buty: doskonale wiedziała, że koturny i bolące kolano nie są raczej najlepszym połączeniem.
Niech będzie. Na pewno nie będzie to kłopotem? – powiedziała, już spokojniejszym głosem, jednocześnie kuśtykając ku swojej torbie, która jak stała, tak stała. Jakimś cudem nie została przez nikogo nawet dotknięta.
Przewiesiła ją przez ramię akurat w chwili, w której autobus podjechał pod przystanek.
Tak w ogólę… jestem Maya. – Spojrzała na nieznajomego, kierując się w stronę pojazdu. Zaczęła wchodzić do środka przez otwarte drzwi.
[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-05-28, 23:02   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Och, jak dobrze to znał. Podobnie jak ona - nie przejmował się jakimiś drobnymi obrażeniami. Przecież one nie miały większego znaczenia, wszystkie rany wreszcie się zabliźnią, hm?
Jeśli mowa o policji, cóż... Faktycznie nie była mu specjalnie na rękę. Gdyby teraz podjechał do nich radiowóz prawdopodobnie by uciekł, lub spacyfikował policjantów. Wszyscy grali do jednej bramki, a kobieta, która tak mocno go skatowała niestety wyglądała na taką, która ma wiele koneksji. Nie mógł się oddać w ich ręce, ponieważ dla niego oznaczało to pewną śmierć, na szczęście dziewczyna nie zamierzała dalej ciągnąć tego tematu. I dobrze, uszanowała jego decyzję - tak właśnie powinno być.
Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, gdy złapała go za dłoń. Dawno nikomu nie pomógł, nie czuł tej niewypowiedzianej życzliwości, wdzięczności. To było naprawdę... Miłe uczucie. Swoją drogą to dobrze, że po tym wszystkim potrafił dalej okazywać jakiekolwiek emocje.
- Gdyby było nie zaproponowałbym Ci tego - rzucił cicho i ruszył wolnym krokiem w kierunku autobusu. Po drodze podniósł kulę i oparł się na niej wzdychając cicho. Tak strasznie chciałby wrócić do pełnej sprawności, minęło tak wiele czasu... Przynajmniej jego moc wróciła, przez co nie był kompletnie bezbronny. Ciekawe jakby zareagowała dziewczyna, którą poznał parę chwil temu na to, że jest mutantem. Hmm. Pewnie i tak się nie dowie, ponieważ nie zwykł zwierzać się z takich rzeczy. Tyle lat ukrywania się nauczyło go, że nikomu nie można zaufać.
- Maya... Piękne imię. Dale. - odparł i wszedł za nią do pojazdu. Gdyby się chociaż zachwiała, czy coś w tym stylu - oczywiście pomógłby jej wejść do autobusu.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Maya Rekulak



Życie jest chmurne, a sztuka radosna.

Zezwierzęcenie

5

studentka





name:

Maya Rekulak

age:
22

height / weight:
170cm/51kg

Wysłany: 2018-05-28, 23:14   
   Multikonta: -


Skinęła głową. Skoro tak – nie będzie się sprzeczać. Na wszelki wypadek w takich sytuacjach lepiej mieć kogoś obok, zwłaszcza, że przecież nie będą sami: najbliższe trzydzieści minut posiedzą w autobusie, w którym poza kierowcą było jeszcze kilku innych pasażerów.
Cóż, Maya sama pewnie nie wiedziałaby, jak na taką wieść zareagować: choć sama była mutantką, to nie dość, że nie korzystała z własnej mocy, to jeszcze w kręgu znajomych nikogo takiego nie miała. Nikt w każdym razie jeszcze się jej nie zwierzył, ona sama też tego nigdy nie robiła. Na pewno jednak nie zareagowałaby agresją, czy nadmiernym strachem: w końcu sama posiadała zmutowany gen. A że w tej chwili był w jakiś, bliżej jej nie znany sposób, zablokowany…
Dziękuję – rzekła, uśmiechając się delikatnie, słysząc komplement w stronę swojego imienia.
Wsiadając do autobusu udało się jej nie zachwiać: choć nie bała się dotyku drugiej osoby to jednak wolała nie nadużywać pomocnej dłoni Dale’a. Może i przed chwilą jej pomógł, ale bądź co bądź dalej był obcym i na oko starszym od niej facetem, który nawet o kulach potrafi poradzić sobie z czwórką napastników.
Usiadła na najbliższym siedzeniu: miejsce naprzeciwko było wolne, więc Dale mógł je zająć, jeśli tylko chciał.
Wracasz do domu? – spytała, by uniknąć niezręcznej ciszy, jednocześnie układając swoje warkoczyki. Odejmowały jej kilku lat, zwłaszcza, że makijaż częściowo zeszedł jej z twarzy, ukazując chociażby naturalny kolor i kształt ust.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6