Poprzedni temat «» Następny temat
Sala nr 1
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-18, 23:47   Sala nr 1



[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-04-04, 17:37   

Nigdy nie lubił tego miejsca. Nie dało się go polubić. Zamknięte cztery ściany, woń antybiotyków unosząca się w powietrzu. Nie dało się go polubić. czuł się tutaj zazwyczaj stłamszony, klaustrofobiczne wręcz, chociaż ta klaustrofobia z roku na rok miała na nim mniejszy oddźwięk. Zwłaszcza po śmierci Erica. Bywał tu dosyć często. Jakoś tak wychodziło, że albo odwiedzał JJ, albo ściągał za łachmany jakiegoś mutanta, który nie chciał tu przyjść po dobroci - bo niby jaki kretyn chciałby się tu dostać dobrowolnie? I nie przeszkadzało mu poruszanie się po tym budynku. Znał go już jak własną kieszeń - tak jak cale DOGS. Zresztą sam był tutaj na badaniach, sam stał na tamtej arenie, sam widział, jak to wszystko powstawało i sale wypełniane były coraz większą liczbą osób - i coraz większą liczbą mutantów. Dało się to miejsce polubić dopiero wtedy, kiedy nawet miło można było tu spędzić z kimś czas - a JJ lubił. I lubił z nią siedzieć. Przychodził tu, zabierał ją na szkolenia, które też lubiła, pomimo swojego nieznoszenia czepialstwa pana Allisona - zachowywała się jak całkowicie (nie)normalna mutantka. Chciała rozwijać swoje zdolności, czy w tym było coś złego?
- Heeej. - Wlazł do jej pokoju. - Co robisz? - A co ta zołza niby mogła tu robić? Najgrzeczniejsza z grzecznych mutantka, która cieszyła się swoimi przywilejami... albo po prostu miała szczęście że ktoś na nią zwrócił uwagę? Prędzej czy później na pewno by zwrócili. Mutantka o TAKIEJ mocy i to chętna do współpracy - przecież właśnie takich szukali. Szurniętych wystarczająco, żeby robić krzywdę swoim pobratymcom. - Muszę ci się pochwalić. Dostałem awans. Jestem teraz zastępcą dowódcy.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Jay Griffin



Najlepsza definicja człowieka: istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja.

Grawikineza

48%

x





name:

Jaylen Taylor Griffin

alias:
Jay / J.T.

age:
18 lat

Wysłany: 2018-04-04, 20:23   

1.

Najlepsza definicja człowieka: „istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja”.
Gdyby zobrazować całą historię świata w formie kalendarza naściennego – konkretnie jako jeden rok, dwanaście pełnych miesięcy - rozwój ludzkości przypadłby na ostatnie dni grudnia. Dobrze przeczytaliście, to nie jest pomyłka. To naprawdę wiele mówi o naszym gatunku; w zaledwie kilkadziesiąt metaforycznych godzin zdołaliśmy podbić, opanować i… zniszczyć to, co w trudach rodziło się od zimnego, skutego lodem stycznia. Zdewastowaliśmy ulotne dary wiosny, słodkie owoce lata i kolory jesieni, wypaczyliśmy do cna piękno płatków śniegu, a wszystko to zdążyliśmy zrobić na kilka sekund przed północą, zanim jeszcze wysłaliśmy w powietrze sylwestrowe sztuczne ognie.
Uważacie komary za stworzenia skrajnie upierdliwe? Cóż, ja też. Ale ludzie są jeszcze gorsi. Są wszędzie tam, gdzie komary, ale oprócz tego zajęli jeszcze obydwa bieguny.
Ludzka zdolność adaptacji jest zadziwiająca, choć po prawdzie umiejętność ta tak bardzo nam spowszedniała, że mało kto nadal potrafi się nią zachwycić.
Niestety, nasz najbardziej potężny atut to zarazem nasza pięta achillesowa; sprawia bowiem, że potrafimy nie tylko dostosować się do obcych, nieprzyjaznych nam środowisk i wyjść zwycięsko z walki o byt, ale też, co smutniejsze: równie łatwo przyzwyczajamy się do obniżonych standardów. Przywykamy do biedy, do nędzy i brudu, a nawet do sytuacji, w których otoczenie sukcesywnie, po trochu, odbiera nam cząstki człowieczeństwa. Niczym wściekły pies doskakuje i kąsa, doskakuje i kąsa, raz po raz dziabiąc skrawki ambicji, szarpiąc dumę, rwąc w strzępy honor.
Ani się obejrzymy, a coś, co niegdyś uważaliśmy za rzecz absolutnie nie do przyjęcia, staje się naszą smutną codziennością. Poprzeczka się obniża, a my… po prostu się do tego przyzwyczajamy.
Podobnie było z Jaylen. Jasne, pierwsze miesiące nie były łatwe (to kurewsko mało powiedziane). Tęsknota za rodzicami, za domem i za normalnością, zalewała umysł nastolatki ołowianymi falami (doskakuje i kąsa, doskakuje i kąsa…). Ściany celi zdawały się kurczyć, a każda noc spędzona na szpitalnym łóżku (prycza, tak naprawdę to jest więzienna prycza, nic innego) ożywiała cienie kryjące się w kątach pokoju.
Ale to było trzy lata temu. Wystarczająco dawno, by… no właśnie. Wystarczająco dawno, by przywyknąć.
Po jakimś czasie prosty więzienny uniform okazał się być wcale wygodnym, kraty przestały kojarzyć się z niewolą (tak naprawdę były lepsze niż szkło, bo można było przełożyć przez nie rękę). Apteczno-sterylny zapach laboratoriów już dawno uśpił czujność nos i stał się „po prostu powietrzem”. Dało się przeżyć. Serio.
J.T. nie lubiła jedynie zapachu stołówki – wielkiego pomieszczenia, w którym spęd ludzkich ciał wesoło taplał się w dusznym odorze brei, szumnie nazywanych tu (pożal się Boże) „posiłkami”. Nie, tamto miejsce było absolutnie nie do przyjęcia. Jaylen wolała już swoją małą klatkę, ciasną (jak trumna) ale własną.
Kiedy Sahir wszedł do środka, obcięta na chłopaka wychowanka siedziała z podkurczonymi nogami na łóżku, mając rozłożony na kolanach trzeci zeszyt „Invincible”. Na powitanie odpowiedziała tylko wymownie uniesionym do góry palcem – czekaj, moment, nie widzisz, że czytam? – i spojrzała na mężczyznę dopiero wtedy, gdy dotarła do „odpowiedniego momentu” na stronie. Nikt normalny nie przerywa czytania książki w połowie ciekawego akapitu.
– Czym…? – spytała z powątpiewaniem, marszcząc lekko brwi.
No, co tam, Allison? Tęskniłeś za tą zblazowaną miną?
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-04-04, 22:09   

Gdyby Sahir był chociaż minimalnie lepszy w opisywaniu emocji to rzeczywiście określałby minę Jay jako "zblazowaną" - w jego spojrzeniu była jednak całkiem wesoła. Zostawił otworzone drzwi i zatrzymał się za nimi, bo... niby jak miałby wejść głębiej? Zajmował całą przestrzeń, cztery na cztery jak chu... jak strzelił. Cztery na cztery rozmiar klitki rzecz jasna, bo przecież nie chodziło o melony pod jego pachami. Nie było tak źle, nie było tak źle - nie zmieniało to jednak faktu, że mimo wszystko - Sahir był sporym facetem. Mina Jay zawsze była taka sama jak to miejsce - sterylna. W większości wypadków znudzona, czasem podekscytowana - ale to były tylko i wyłącznie jego założenia, jego obserwacje. Innymi słowy: nie mogły być dobre. Starał się, podobno dobrymi chęciami piekło brukowali? Kurcze, to z pomoc Sahira wyłożyli już tam naprawdę długi trakt.
Zatrzymał się nie dlatego, że rzeczywiście się nie mieścił, tylko dlatego, że Jay go zatrzymała. Coś czytała. To dobrze. Książki sprawiały, że człowiek stawał się mądrzejszy i się rozwijał- a Jay musiała być mądrzejsza od niego, żeby się z niej nie śmiali. Proste. Uświęcona chwila, którą uszanował, żeby nikt nie musiał przerywać w połowie ciekawego akapitu. Poruszył się dopiero kiedy skończyła. Gdy uniosła głowę, oderwała oczy od białych stronic usłanych czarnymi literkami. Zamknął drzwi, bo ściany mają uszy, a za drzwiami jest jeszcze więcej ścian. Ciężej utrzymać tajemnicę, kiedy panuje tak nieprzyjemny przeciąg.
- Kim. Jestem osobą. - Przedmiotowe traktowanie - niby przyzwyczaił się do niego, ale jednocześnie wcale nie chciał być tak traktowany. Że niby wywalczył sobie to, by inni go szanowali? Nie, to przecież nie to... Zmarł Eric - wraz z nim zmarły jego ideały. - Ważną osobą w Oddziale Taktycznym, do którego cię zabiorę. - Wyjaśnił łopatologicznie - tak jak zawsze miał skłonności wyjaśniać. Rozejrzał się na boki. Prawo, lewo. Mało miejsca. Jak zawsze. Rana na jego ramieniu zdążyła już trochę ostygnąć - nie bolała. Wszystko się na nim goiło jak na... psie. Niestety potrzeba było trochę więcej czasu, żeby przestrzał po rewolwerze się zagoił - opatrunek był widoczny pod t-shirtem na ramieniu. Sahir nadal czuł się zmęczony. Zbieranie sił zawsze trwało więcej niż jeden dzień - ale w porównaniu do tych pierwszych było stabilnie. Nawet bardzo.
- Usiądę sobie. Mogę sobie usiąść? - Upewnił się grzecznie.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Jay Griffin



Najlepsza definicja człowieka: istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja.

Grawikineza

48%

x





name:

Jaylen Taylor Griffin

alias:
Jay / J.T.

age:
18 lat

Wysłany: 2018-04-04, 22:53   

Jaylen wydawała się nie mieć za złe Sahirowi jego nieco mentorskiego tonu; do tego też już się przyzwyczaiła, a w porównaniu do wszystkich innych rzeczy, jakie ją tutaj otaczały, i wobec których musiała ugiąć karku, akurat ten element – ten głos i cierpliwość w jego brzmieniu – był przyjemny. Oswojenie się z nim nie kosztowało wiele, a już zdążyło zwrócić się z nawiązką.
W ostatniej chwili łapiąc się na tym, że o mało co nie wywróciła oczami po suficie, Jay zamknęła pismo i niedbale odłożyła je za siebie. Bez słowa posunęła się na łóżku w stronę ściany i obróciła przodem do wejścia, krzyżując nogi po turecku. Gest był jasny: zapraszała go, by usiadł, i teraz już Allison mógł być pewien, że zyskał pełnię uwagi małolaty. Jej uważne spojrzenie prześlizgnęło się po całej sylwetce mężczyzny, w widoczny, choć nienachalny sposób wyłapując szczegóły, które nie pasowały do standardowego obrazka. Jak w książeczce dla dzieci – znajdź różnice i zakreśl je pętelką.
Kiedy już skończyła stawiać „pętelki” na jego wizerunku (przysięgam, potrwało to może ze dwie sekundy), znowu zawiesiła wzrok na jego twarzy i tak już zostało, dopóki nie zdecydował się usiąść naprzeciwko niej, lub zrobić cokolwiek innego. Im bliżej podchodził tym dokładniej zbierała z jego skóry oznaki zmęczenia. Pytanie tylko, ile i czy w ogóle je znalazła.
- Gratuluję? Chyba… - przekrzywiła głowę. Tak, zdaje się, że w takich sytuacjach należało złożyć powinszowania, w końcu to oznaczało awans, a awansów nie rozdaje się na ulicy. Chociaż czekaj, wróć… w Taktycznych to chyba właśnie na tym polegało. Co za paradoks. - Czym zasłużyłeś?
Hoho, czy to aby nie był jakiś pretekst do obrażenia się? No wiesz, w końcu skąd to zaskoczenie? Należało mu się jak psu micha (nomen omen, hehe) a ona jeszcze pytała o powody?! Mała siksa. Ale nie, nie wyglądało na to, by sobie z niego kpiła. Raczej chciała, by opowiedział jej o tym, co zaszło. J.T. bardzo szybko połączyła w głowie dwa fakty – promocję i opatrunek – i domyśliła się, że musiał niedawno wrócić z akcji. Co więcej: miała przeczucie, że chyba nawet wiedziała, z jakiej... Był jeszcze bowiem trzeci puzzel, który pasował do układanki. Lecz najpierw chciała usłyszeć to z jego ust.
Ach! Moment! Przypomniała sobie o czymś. Jeśli Allison zdecydował się mówić, Jay w tym czasie sięgnęła do tyłu pod poduszkę i wyciągnęła spod niej napoczętą paczkę gumy balonowej. Oderwała nadmiar pazłotka, a na koniec, znów w milczeniu, wysunęła rękę w stronę gościa.
Cztery gołe ściany, łóżko na kółkach i truskawkowy Boomer. Czym chata bogata.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-04-05, 23:36   

Nigdy by nie pomyślał nawet o tym, że ma mentorski ton, ale racja - miał. I to nie tylko w stosunku do Jay. Zwłaszcza, kiedy trafiały się takie oczywistości - głupi, głupi ludzie. Przecież to takie proste, nie rozumieją? Rozumieli pewnie więcej niż on - albo tyle samo, tylko... inaczej. Szli inną drogą wyznaczoną przez skrawki myśli, więc i potrafili dotrzeć do zupełnej mety, choć według utartych schematów zawsze meta powinna być tylko jedna. Wyjątek nie czynił reguły - dlatego jego "wyjątki" były marginesem uznawanym za "błąd". Skoro dali mu awans to najwyraźniej nie aż tak wielki błąd, za jaki wszyscy inni chcieli go uważać. A może to te "mentorzenie" wywarło tak pozytywny wpływ? Zajął się J.T. i już wszyscy zaczęli go doceniać, że jako jedyny jest w stanie ją opanować! Może sekret tkwił właśnie w tym, że panować wcale nie próbował? Miał ją nauczyć, jak walczyć. Miała być dobrym żołnierzem DOGS, oddanym sprawie, wiernym. Sahir nigdy nie nadawał się do tego, żeby być jakimkolwiek autorytetem, przynajmniej on sam tak o sobie myślał i nigdy nie myślał o Jay w kategoriach łamania jej, oswajania czy cokolwiek tym podobnego - po prostu ją uczył. Przekazywał jej wszystko to, co sam wiedział. Jednocześnie przecież też ciągle sam się uczył. Bez rozwoju jesteś nikim - jak to głosi pewien niesamowity kołczer.
- Tak. Gratuluję. - Powtórzył za nią lekko niemrawo. Lekko, bo nijako? Lekko, bo... słowa brzmiały pusto. Kompletnie głucho, chociaż niby nie było takiej różnicy? Sahir był wieczni zblazowany, wycofany, jego twarz nie prezentowała żadnych emocji - teoretycznie, bo mała cholera była bardzo bystrym obserwatorem. Sahir zresztą też nigdy niczego nie próbował ukryć. Kiedy się chciało można było z niego czytać jak z książki, przynajmniej jeśli się wiedziało, na co zwracać uwagę. Znali się na tyle długo i na tyle często się spotykali, że J.T. wiedziała to doskonale - a on niby tego malca znał, a nadal trzeba było do niego mówić drukowanymi literami, żeby jakieś emocje do niego dotarły. Ewentualnie pierdolnąć mocą gdzieś obok - to też docierało całkiem nieźle. Tragicznie nie było, bo pomimo trudności w rozumieniu emocji był całkiem... miękki. I całkiem łatwo łapał emocje drugiej osoby, kiedy je zrozumiał. Reagował na nie.
- Nie wiem. - Po prostu... zaprosili, stwierdzili, że jest oddany sprawie. Ale rzeczywiście - ciągnięcie za język, ciągnięcie za język... tylko że Sahir był diabelnie niedomyślny i do niego trzeba było łopatologicznie. Przy obcych potrafił być wybitnie milczący, przy J.T. gadać, opowiadać sobie, coś tam mówić, czasami cholera wie, czy faktycznie do niej, czy czasem nie do samego siebie. - Nie mogę brać odpowiedzialności za ludzi, jestem za głupi. - Ojciec mu tak mówił od początku - tak musiało być. - Ale ty jesteś mądra, więc będziesz mi pomagać, ok? - Uniósł głowę na J.T. Nie wyglądał za dobrze, ale też nie było wybitnej tragedii. Stracił sporo krwi, był przemęczony, ale trzymał się na nogach. Chyba nawet każdy obcy mógłby powiedzieć, że potrzebuje odpoczynku.
Spojrzał na gumę, na opakowanie, które zostało wyciągnięte w jego kierunku i wyciągnął jedną dla samego siebie. Słodycze. Mniam! Chociaż sam rzadko jakiekolwiek jadał. Od święta, doprawdy... dzisiaj było święto. Ich małe. Ich wspólne, bo z nikim inny by się przecież nie podzielił tą nowiną. Jeszcze Tori. Powinien do niej pewnie napisać... ale nie czuł, że powinien. Czuł się tak, jakby popełniał zbrodnię wobec Victorii - bardzo ciężką zbrodnię. Tylko - dlaczego?
- Wypuściłem dwie mutantki w czasie akcji. Wydaje mi się, że to bardzo źle. Ale gdybym tego nie zrobił, chyba by mnie zastrzeliły. Straciłem dużo krwi i całą moc. Ale może nie zrobiłyby tego. Nie czuję się dobrze z tą decyzją. Tam na górze powiedzieli, że zrobiłem dobrze. Że jestem wierny i w ogóle, więc mnie awansują. Odmówiłem. Nie przyjęli odmowy. - Odwinął gumę z papierka i wsunął sobie do ust. Śmieszna sprawa, że jego psycholog musiał kombinować, żeby namówić go do mówienia, a przed J.T. potrafi ćwierkać o wszystkim bez żadnych oporów. To chyba kwestia tego, że była dzieckiem. Ufał jej bezgranicznie.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Jay Griffin



Najlepsza definicja człowieka: istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja.

Grawikineza

48%

x





name:

Jaylen Taylor Griffin

alias:
Jay / J.T.

age:
18 lat

Wysłany: 2018-04-06, 07:56   

Dziecięce rysy twarzy Jaylen miały spory wpływ na odbiór dziewczyny przez otoczenie. Zmieniały go na kilka różnych sposobów, rzecz jasna, bo czasem roztaczałyz aurę niewinności, a czasem sprawiały, że ich posiadaczka zdawała się o wiele bardziej irytująca, niż to przystoi osiemnastoletniej już przecież młodej kobiecie. U niektórych J.T. wzbudzała zaufanie, miękkie poczucie bezpieczeństwa, momentami nawet instynkty opiekuńcze (tak!) – ale każdy medal ma dwie strony, zatem, dla uczciwej przeciwwagi, większość ludzi wciąż traktowała ją jak gówniarę. A ona… no cóż, ona nie wyprowadzała ich z błędu. Po prostu miała to w nosie. Chciała tylko robić swoje.
Z niewiadomego więźniarce powodu, Allison znalazł sobie w niej coś w rodzaju powiernika. Przychodził, nieraz przynosił fajne rzeczy, nieraz totalnie poronione rozkminy ciekawe opowieści z zewnętrznego świata. Kiedyś nawet przytargał jej do celi jakąś grę planszową, i wtedy mutantka na kilka godzin zupełnie zapomniała, kim jest i gdzie się znajduje. Po tym popołudniu, leżąc w sztywnej, drapiącej pościeli Jay długo zastanawiała się, co miał na celu i dlaczego przyszedł akurat do niej. Nie mogąc znaleźć rozwiązania (siłą rzeczy, nie miała szansy potwierdzić żadnej ze swoich tez), w końcu dała temu spokój, układając sobie w głowie wygodne wytłumaczenie, że pewnie Sahir robi tak z każdym, kto w jakiś sposób ściągnie uwagę laborantów. Pewnie tak już po prostu miał, że grał dobrego glinę. Usypiał czujność… tak samo jak Jaylen.
Parafrazując najbardziej sławnego ogra w świecie baśni: z dwojga złego lepiej w tę stronę. Zły glina nie przyniósłby w prezencie komiksu albo paczki chrupek, a nie wiem jak Wy, ale ja uznaję to za wystarczająco mocny argument.
– Nie jesteś głupi – stwierdziła kategorycznie. Tylko dziwny… ale tego już nie powiedziała na głos. Słuchając tego, co mówił dalej, sama odpakowała sobie kostkę gumy i wpakowała ją do ust. Pod koniec wyznań Sahira nadmuchała niewielki balon, który pękł dokładnie po słowach „nie przyjęli odmowy”. Głośne „POP!” było niczym kropka na końcu zdania, doskonałe podsumowanie. I mogę przysiąc, że brzmiało niemalże jak „no to klops”.
– Martwy byś im się nie przydał – wzruszyła ramionami, wcale nie mówiąc tego nieszczerze. Naprawdę tak myślała. A to, że mogła być w błędzie, to inna rzecz. Możliwość popełniania błędów to przywilej młodości. – Zresztą… tylko dwie osoby. W ogólnym rozrachunku i tak wychodzisz na plus. - Pociągnęła nosem.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-04-06, 08:45   

Właśnie - wzbudzała zaufanie. I co z tego, że była już prawie dorosłą osobą. Nadal była dzieckiem i pewnie nawet za dziesięć lat w oczach Sahira nim będzie - w końcu o te 10 lat była prawie od niego młodsza. Końcowo była też jedyną osobą, która słyszała też tyle słów z jego strony i którymi się nie przejmował. Nie próbował przy J.T. logicznie układać swoich myśli, po prostu pieprzył trzy po trzy, jak zupełnie potłuczony - i biedna dziewczyna musiała go znosić! No - nie musiała. Za pierwszym razem, kiedy powiedziała mu, że ma spierdalać, to spierdolił - czemu za następnymi razami miałoby nie zadziałać? Allison nie pchał się tam, gdzie nie był chciany, ale wobec J.T. miał niemal poczucie krucjaty. Spokojnie, nie chodzi tu o to, że zacznie rabować, gwałcić i palić - obrabować J.T. nie ma z czego, zwłaszcza, że sama się dzieli, gwałcić też tak średnio, wyglądała jak mały chłopaczek, a palić... nie, jakoś nie. Sahir nie był fanem pożarów, które miały miejsce w jego własnym domu. Ta krucjata była iście niewinna, w porównaniu do tych gwałtownych, które przewróciły świat do góry nogami - miała na celu jedynie pokazanie jej kawałeczka świata od tej przyjemniejszej strony. Głupota! Przecież dziewczyna ten świat takowym widziała! Nie urodziła się tutaj i on dobrze o tym, wiedział, a jednak..! Jednak "dobry glina", co?
- Dzięki. - To można było wałkować w kółko. "Jestem głupi", "nie jesteś!" - a on i tak wiedział swoje - że jest. Wbiło mu się to tak głęboko... na tyle głęboko, że strasznie chciał zmądrzeć. Marzenie głupca.
- Nie przypilnowałem chłopaka, którego miałem złapać. Wszyscy mi uciekli. - Praca bez dowódcy, ot co! Inna sprawa, że był sam jeden na całą grupę mutantów - ale tego już nie widział! Widzieli to za to dowodzący z DOGS. Allison tylko zawsze widział swoje potknięcia. No chyba że układał puzzle, co nie? Wtedy potrafił sparklić wręcz dumą! Chyba że dobre ruchy robiła taka J.T. - wtedy też potrafił aż błyszczeć z radości. Tak wewnętrznie i mentalnie, rzecz jasna. - Potem do tego chłopaka strzelała ósemka naszych i nie mogli go trafić. Stawiał jakieś bariery, widziałem. Moja kula odbiła się od jego ściany - pokazał to palcem, jak kula leci i nagle trach! Zmienia kierunek swojego lotu - i rykoszetem zabiła jakąś mutantkę. - Nieuporządkowane informacje podawane od tyłu? Ależ oczywiście! Przy zdawaniu sprawozdania były to jednak sprawozdania porządne. Innymi słowy ciągle stawało na tym samym - biedna J.T.! - Patrz, do mnie też strzelali. - Naciągnął lekko rękaw t-shirtu i przekręcił się nieco w jej stronę, zerkając na opatrunek. Dzidzia musiała się pożalić, no!
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Jay Griffin



Najlepsza definicja człowieka: istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja.

Grawikineza

48%

x





name:

Jaylen Taylor Griffin

alias:
Jay / J.T.

age:
18 lat

Wysłany: 2018-04-06, 10:41   

Taka bariera… wspaniała zdolność. Jay wiele by dała by móc otrzymać od natury możliwość skutecznej obrony, z pewnością przydałoby się jej to w życiu o wiele bardziej niż „przylepianie” ludzi do ścian. Może gdyby potrafiła asekurować się w ten sposób, nie siedziałaby teraz w smutnie pustym pokoju, nosząc na szyi obrożę.
Nie, żeby jej to przeszkadzało. To raczej mnie jest smutno, że tak skończyła, ba! Że nie widziała w tym położeniu niedoli, a przywykła i uznała je za naturalną kolej rzeczy. Może przyjmowała tę świadomość lekko, ponieważ wiedziała, że ma przed sobą jakąś perspektywę? Nie będzie przecież siedziała w tej celi do końca życia, nie pozwoli zmienić się w warzywo; Jay miała cel, a ten cel prowadził ją do wolności. Ten cel był sekatorem, który przetnie łańcuch przy jej budzie i pozwoli wrócić do świata, z którego tutaj trafiła. Kojec się otworzy, znikną pręty.
Tylko czy rzeczywiście było do czego wracać? Ha. Prywatnie może niekoniecznie, ale dziewczyną kierowało coś więcej: poczucie obowiązku. Ten stary świat – pełen kolorów, zapachów, tekstur, dźwięków i niegasnących świateł – potrzebował kogoś, kto pomoże mu ustalić granice oraz utrzymać balans. Między innymi po to, by ludzie wychodzący na ulice nie musieli bać się, że zwykły spacer nieoczekiwanie zmieni się w krwawą rzeź, która pociągnie za sobą kolejne istnienia.
Zginęło dziecko. I Sahir też mógł zginąć. Zostawili go samego sobie… jednego na wszystkich.
Jaylen z pełną napięcia miną przyjrzała się opatrunkowi.
- Wiem, zauważyłam.
Może gdyby relacja między nią a Allisonem była bardziej zażyła (albo gdyby charakter dziewczyny w ogóle na to pozwalał), J.T. nachyliłaby się nad opiekunem, położyła dłoń na jego ramieniu w uspokajającym geście, palcami drugiej ręki przejechałaby delikatnie po skórze wokół plastra. Powiedziałaby: „Cieszę się, że wróciłeś bezpiecznie…”. Ale zamiast tego nie ruszyła się z miejsca nawet o centymetr, i puściła kolejny balon, który, pękając, rozrzucił w powietrzu chemiczny zapach „truskawki”.
- W wiadomościach mówili, że tamci nazwali to marszem pokojowym – mruknęła. – Ładny mi kurwa pokój. Tępe chuje. Pierdolona propaganda.
Obydwie strony: pro- i anty-mutancka miały obrzydliwie brudne ręce. Ciężko powiedzieć, która nakłamała więcej albo posunęła się dalej w swoich zakusach – ale, jak to się mówi? „Bliższa ciału koszula”? No właśnie.
Cały świat bawi się w „Dzień Świra”.
„Moja jest tylko racja, i to święta racja!”
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-04-06, 18:15   

Ukryj: 
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=zU7co2-yn_Q[/youtube]

Ludzie bardziej doceniali to, co mieli, kiedy już to utracili. I tak człowiek wypuszczony na wolność bardziej doceniał jej zapach i smak, a ten, który został zamknięty, potrafił docenić to, że człowiek tak łatwo się przystosowywał do nowych warunków. Chociaż z tego ostatniego chyba cieszyło się niewielu. Masz rację - ludzie zapominali. Przyzwyczajeni do wygód, którymi obdarzała ich natura, zapominali, jak świetni byli w swoim stworzeniu, jak przemyślani. I jak ułomni w tym wszystkim. Jak powstali, gdzie się narodzili? W czyjej głowie narodził się pomysł na ich stworzenie? ICH zwłaszcza. Mutantów. Tej dwójki, która sobie tutaj siedziała i żuła gumy balonowe, bo mogli. Mi casa e su casa. Czy jak to tam leciało. Bystrze świadomi tego, jak sprytna była Matka Natura i całkowicie na to obojętni, no bo - czy którykolwiek z nich jej dziękował za to, że takimi ich uczyniła i sprawiła, że mogli się spotkać? Bo z Przeznaczeniem, jestem tego pewna, to ta niezwykle cierpliwa Matula była za pan brat. Przynajmniej mogli na siebie szczekać do woli zza bezpiecznych krat. W obrożach bez kagańców. Zawiało już wolnością? Będzie tym słodsza, im usilniej zaczniesz o nią walczyć.
- Po to tu jesteśmy. Żeby pilnować tych mutantów, którzy nie potrafią upilnować samych siebie. - Naprawdę po to? Kogokolwiek tutaj interesowało jeszcze dobro publiczne, dobro ludzi? Czy wszystko zaczynało kręcić się wokół pieniądza i tego, by wyprodukować super żołnierzy? Cały świat przecież wariował. Szalał. Na każdym rogu były wiadomości o mutantach - tam, gdzie o nich milczeli, można było mieć pewność, że ci z genem X mają jeszcze gorzej, niż w Ameryce. - Do pokoju mają prawo tylko ci, którzy potrafią go utrzymać. - Wydmuchał gumę, ale nie strzelił ją. Mały balonik zaraz zniknął pomiędzy jego wargami. Jedni uwalniali się z krat, bo potrafili zdobyć odpowiednio mocni sekator, a inni bardzo sumiennie pracowali na tych krat zbudowanie. Jedni siedzieli w domu marząc o pokoju, inni ruszali na wojnę, by o pokoju sławić. Świat działał tak od zawsze. To, że teraz żyjemy w bardziej "cywilizowanym" świecie niczego nie zmieniło. Zmieniły się tylko bronie, którymi ludzie władają. Wszyscy stali się bardziej ostrożni, bo teraz już wojny nie były słaniem na rzeź żołnierzy - teraz było to naciśnięcie guziczka i zmiecenie wszystkiego wokół.
- Co mówili w wiadomościach? Nie miałem czasu ich obejrzeć.
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Jay Griffin



Najlepsza definicja człowieka: istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja.

Grawikineza

48%

x





name:

Jaylen Taylor Griffin

alias:
Jay / J.T.

age:
18 lat

Wysłany: 2018-04-09, 08:24   

– Bzdety – fuknęła pod nosem Jaylen. Podwinęła jedną nogawkę spodni i zaczęła drapać się po chuderlawej łydce. – Właściwie to mogłam tylko przeczytać paski, wiesz, jak się ogląda telewizję w stołówce… gówno słychać… - wzruszyła ramionami.
Zwykle panował tam taki gwar, że nie można było zrozumieć własnych myśli. Jay miała ze swoimi współwięźniami podwójny problem, ponieważ, po pierwsze: nie lubiła ludzi jako ogółu, a po drugie: wszyscy z nich byli mutantami, część po mutazynie (cholerne ospałe bąki) a część awanturowała się i sprawiała kłopoty (ci drudzy przeważnie szybko dołączali do pierwszej grupy, na całe, kurwa, szczęście). Właściwie to życie w ośrodku bardziej przypominało psychiatryk niż więzienie.
– Informacje podały, że to był zamach, zginął jakiś Haywell i jakiś Smith… – Znowu wzruszyła ramionami i puściła balon. Nie wyszedł. – A ten drugi to nawet nie wiem, co to za ważniak.
[Profil]
 
 
Sahir Allison



Beware of the dog

Manipulacja czarnym glutem

83%

Mortem





name:

Mały Książę

alias:
Cztery

age:
26

Wysłany: 2018-04-10, 18:41   

- No tak. - Czasami zapominał, jakie panowały tu warunki. Nie żeby były o wiele lepsze niż w koszarach, tutaj po prostu ścisła kontrola i pełne zamknięcie zmieniały pogląd na tą sprawę. No i Sahir lubił jedzenie w koszarach, a tutaj podobno było paskudne - nie wiedział, nie próbował, więc wierzył dziewczynie na słowo. Po co ryzykować z narażaniem się na jakiś niedobry smak? Pozostawało tylko współczuć, że ona je coś, czego nie lubi - i musi to jeść, bo nic innego nie dostanie. - Ale co jest bzdetami? - Dopiero załapał, po chwili, że nazwała bzdetami... co, że ludzie, którzy nie zasługują na pokój, żądają go? Czy to, że bzdurą jest, że na niego nie zasługują?
- Mutantka spanikowała po strzale i zaczęła używać mocy. Piekło rozpętało się potem. Ludzie zaczęli ciekać w panice, inni mutanci zaczęli używać mocy, wypuszczono pająki. - Te małe, wredne, skurwysyńskie robociki, które łapały za nogi i raziły prądem kiedy tylko próbowałeś użyć mocy. - Zaczęła się strzelanina. Było całkiem fajnie. - Tak, tka, parę osób umarło, jedną on zastrzelił, innym groził śmiercią, ale tak poza tym to wiesz, J.T. - fajnie było! Spoko zabawa, tobie też polecam!
_________________

<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~


[Profil]
   
 
Jay Griffin



Najlepsza definicja człowieka: istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja.

Grawikineza

48%

x





name:

Jaylen Taylor Griffin

alias:
Jay / J.T.

age:
18 lat

Wysłany: 2018-04-10, 20:54   

J.T. przewróciła oczami i, zgniótłszy w palcach papierek po gumie, rzuciła nim w Sahira. Co jest bzdetami? A o co przed chwilą pytał? O wiadomości, nie? Dziewczyna nie zamierzała powtarzać, bo uznała, że Allison robi sobie z niej jaja. Próbował wszystkim wcisnąć, że niby taki głupi jest i niedomyślny… ale, drodzy państwo, nie kto inny jak właśnie on dopiero co otrzymał awans. Właśnie dlatego Jay nie wierzyła w tę jego upartą samokrytykę.
A jeśli naprawdę nie zrozumiał…? Ha, no trudno, wtedy Griffin po prostu wyjdzie na gburzycę. Znowu. Nic nowego, nie? Prawie wszyscy tak o niej myśleli (gdy w pierwszej kolejności nie myśleli o niej jak o parszywym wybryku natury).
– Taaa… fajnie… z pająkami na pewno – mruknęła pod nosem. Sama myśl o tych wynalazkach wzbudzała u Jay skręty żołądka.
Po krótkiej chwili milczenia mutantka podniosła wzrok na Sahira i utkwiła spojrzenie w jego oczach.
– Nie potrafię strzelać – wyznała ni stąd ni zowąd.
Jej jedynym celem od kilku lat było wydostać się z tego zasranego wariatkowa i dołączyć do (innego wariatkowa, tylko gorszego) szwadronów. Mogła to uczynić prawie natychmiast po swoich osiemnastych urodzinach, i bardzo ciężko pracowała na to, by ludzie na stołkach w DOGS nie mieli żadnych wątpliwości co do jej posłuszeństwa. Jednak teraz, gdy sprawa z zamachem była tak świeża, i sam Allison oberwał podczas akcji, drobne obawy wpełzły pod skórę J.T. wiercąc sobie drogę do jej organizmu jak małe robaczki.
Była gotowa używać swojej mocy, ale nie potrafiła niczego poza tym. Prawdopodobnie nie była w ogóle gotowa psychicznie na to, by odnaleźć się w sytuacji kryzysowej, jak ta podczas pochodu, a trochę wstyd byłoby zginąć na pierwszej misji, no nie…? Strasznie wstyd.



edit:

Sahir strzelił fejspalma, pogadali, pomarudzili, i tyle z tego było.
KONIEC

[z/t]
[Profil]
 
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-12-30, 23:30   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


2 grudnia

Nie wiedział ile czasu minęło od tamtego feralnego dnia. Wiedział jednak, że z jakiegoś powodu to przeżył. Wciąż czuł to cholernie nieprzyjemne łupanie w czaszce, wciąż miał wrażenie, że jego całe ciało tak przeraźliwie drży, ale… chyba to przeżył. Po raz kolejny to przeżył. W pewnym sensie miał wrażenie, że albo był nieśmiertelny, albo jak ten kot miał siedem żyć…
I najwidoczniej był waleczny, najwidoczniej nie pozwalał się tak łatwo zabić. Zupełnie jak to obiecał tej młodej laborantce. Mimo utraty rzeczywistości, z jakiegoś powodu ona wciąż krążyła po jego myślach. Zupełnie jakby ją znał znacznie dłużej niż mu się wydawało. Zupełnie jakby byli spod tej samej gwiazdy. Walker powoli przekręcił głowę w bok, próbując dostrzec przez otwarte drzwi to co się działo na korytarzu. Zdawało mu się, że słyszał czyjeś głosy. Ktoś się tu zbliżał? Ktoś miał zamiar się nim zająć? Zainteresować? Walker chciał podnieść się do siadu, ale to nie było możliwe. Miał wrażenie jakby stracił kontrolę nad swoim ciałem. Nie zostało mu więc nic innego niż po prostu czekać…
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Wichita Schopenhauer



How long am I gonna stand with my head stuck under the sand?

Telepatia

Stażystka





name:

Marlene Jensen

alias:
Wichita Schopenhauer

age:
22 Lata

height / weight:
183 / 65

Wysłany: 2018-12-31, 00:37   
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie rozumiem moich reakcji. Pracę opuszczam wcześniej a w domu czuję się zagubiona. Przesuwam kubki w szafce, wycieram kurze, których nie ma albo kilka razy ścielę jedno łóżko. Czuję się roztrzęsiona i nie jestem w stanie poświęcić czasu mojemu synowi a przecież możemy mieć go za mało. Codziennie pamiętam o chorobie i skutkach zmutowania tego szczepu, ale wieczorem myślę o kimś innym.
Pamiętam jak pierwszy raz zaczęłam pracować dla DOGS. Byłam młoda i głupia, ale myślałam, że ta presja da się znieść. Nie bez powodu twierdziłam, że mam twardą dupę. Po tym wszystkim co przeszłam, to brzmiało jak prawdziwe. Poradziłam sobie z urodzeniem syna, zaczęłam wychowywać dziecko mimo, że byłam samotna i niedoświadczona. Upadałam, ale podnosiłam się silniejsza.
Tamta rozmowa wystarczyła, żebym poczuła się słaba.
Nie wyspałam się. Ciężko nazwać "snem", gdy przewracasz się z boku na bok. Zasuwasz rolety... jest zbyt ciemno i przypominasz sobie wspomnienia z sali w laboratorium. Rozsuwasz rolety... jest za jasno i czujesz się, jakbyś leżała na stole pod lampami z tym ich ostrym światłem. Nie możesz zamknąć rolet do połowy. Bawisz się pilotem do sterowania a potem odpalasz telewizję. Trafiasz na głupi program o odmianach raka. Wyłączasz telewizję. Zajmujesz się pracą. Odpalasz komputer, przeglądasz pliki, informacje, piszesz maila.
To ten mail powoduje, że jestem jak zombie. Wcześnie rano podążam do archiwum. Otrzymuję przejrzaną teczkę, z którą wychodzę z budynku. Pozostaje łącznik i ten nieprzyjemny długaśny korytarz. Przypomina mi o więzieniu. Myślę, że to celowy zabieg architektoniczny.
Jest około dziewiątej kiedy pojawiam się przy drzwiach pokoju. Są uchylone, ale pukam kilka razy. Czekam około minutę i wchodzę do pomieszczenia.
- Dzień dobry. Jak się czujesz? - pytam z uśmiechem. Myślę, że wiemy, że jest sztuczny. Trudno o szczery, gdy widzę taki widok.
Bez pytania zajmuję fotel przy łóżku. Potem sięgam do dużej torebki, wyjmując cieniutką teczuszkę. Jest pozbawiona... wszystkiego. Jestem pewna, że zawiera podstawowe informacje. Resztę wyjęli, o ile nie zamazali. Nie czytałam tego choć to są informacje dla pracowników a nie dla mutantów.
- Ćśśś... nie mów nikomu - tym razem uśmiecham się ze szczerości. Przesuwam teczkę na szafkę nocną. Potem postanawiam zaczekać.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6