Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój przesłuchań
Autor Wiadomość
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-02, 12:52   Pokój przesłuchań



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-02, 12:53   

#02.01

Po raz kolejny wchodząc do tego upiornie sterylnego pomieszczenia - którego wnętrze wciąż było nadmiernie jasnym światłem i chemicznym, cytrynowym zapachem środków do czyszczenia - Barnabas Irving zastanawiał się nad swoim życiem. Ile miał lat, gdy rozpoczął pierwszą pracę dla Rządu? Dwadzieścia cztery? Dwadzieścia pięć? Zaczynał jako zwykła płotka, kolejny szary człowiek na długiej liście nudnych, anonimowych pracowników. Pozwoliło mu to jednak skończyć studia, w dodatku z wyróżnieniem, a następnie podjąć decyzję o pójściu w kierunku, w którym chciał wtedy zmierzać, o podążaniu ścieżką nauki. Z początku nie szło mu to dobrze, ale gdy po raz pierwszy dowiedział się o istnieniu mutantów... Gdy wyjawiono mu tę wiedzę... Żadne badania prowadzone w CDC nie mogły się z tym równać. Gdyby tylko wiedział, w co się ładuje...
Porzucił wysokie stanowisko na rzecz tego, co teraz napełniało go odrazą zarówno do samego siebie, jak i do reszty świata. Nigdy nie pisał się na bycie potworem, nieważne, dla jakiego większego dobra miałby to robić, ale ta praca... Ta praca wyciągała z niego wszystko, co najpaskudniejsze. Nie mógł z niej zrezygnować... Już nie. Miał zbyt wiele do stracenia. Od czasów jego młodości minęło już wiele lat. Teraz włosy Barnabasa przyprószone były siwizną, a w ogródku niedużego, zadbanego domu bawiły się jego wnuki. Po śmierci syna i synowej, to on się nimi zajmował. I po prostu nie mógł dopuścić do tego, by po raz kolejny zostały same, zdane na łaskę całkowicie obcych ludzi.
To właśnie dlatego wciąż tu przychodził. Siadał przy przesadnie wyszorowanym biurku, wdychał ostry zapach środków chemicznych i słuchał głosów ludzi, którzy mieli w sobie znacznie większy potencjał od niego. Tak olbrzymie możliwości, biologiczne przystosowania wynikłe w procesie ewolucji, dary od natury, których... Im nie zazdrościł. Były przekleństwem zarówno dla nich, jak i dla niego.
A jednak wciąż tu był... Odsuwając krzesło, rozkładając przed sobą zawartość kolejnej teczki i czekając na jeszcze jednego nieszczęśnika, któremu miał oznajmić najgorsze.
[Profil]
 
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2019-02-06, 21:16   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Stracił rachubę czasu. Ile już go tutaj trzymali? Tydzień? Miesiąc? Rok? Większości z tego i tak przecież nie pamiętał. Majaki, gorączka, zimne dreszcze, ciemność, najgłębsza czerń, głód i chłód. A potem pojawiły się te dziwne odgłosy. Strzelanina? Słyszał huk, ale nie było żadnego zamieszania. Przynajmniej nie tu gdzie był. Więc.. czy to możliwe? Fajerwerki zwiastujące nowy rok? Tylko który to już był? Ile właściwie minęło? Miał wrażenie, że kompletnie o nim zapomniano. Zostawili go na pastwę losu. Miał tutaj zdechnąć? Był jak szczur, jak karaluch. Dopiero dzisiaj ktoś wreszcie do niego zajrzał. Nic nie mówili, po prostu wyprowadzili go siłą. I zaciągnęli do pomieszczenia, które przecież ta dobrze znał. Ile razy już tutaj trafiał? Zawsze bez skutku. Chociaż… zaraz, zaraz. On nigdy tutaj nie był, prawda? Przebywał w Bostonie. To stamtąd uciekł. Dlaczego więc odczuwał takie silne deja vu? Toby usiadł na krześle, wpatrując się w twarz mężczyzny. Nie wiedział czego się po nim spodziewać. Ale przebywanie w takich miejscach… nie wróżyło niczemu dobremu. To nie mogło się dobrze skończyć. I on czuł to w kościach.
– Błagam… – usłyszał jak z jego ust wydobywa się to jedno słowo. Nawet tego nie kontrolował. To po prostu padło. A on… on chyba naprawdę błagał. Chciał w końcu wyjść na wolność. Chciał żyć. A oni przecież musieli wiedzieć, że nie stanowił żadnego zagrożenia. Prawdopodobnie miał nawet nie pożyć zbyt długo. Dlaczego więc nie mogli się go pozbyć w kompletnie inny sposób? Dlaczego nie zamierzali mu pozwolić na selekcję naturalną? – Nie chcę tam wracać.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-06, 21:39   

Przychodząc do pracy w tym miejscu, Barnabas spodziewał się, że nie będzie mu łatwo. Wtedy jeszcze, kierowany naiwnością, twierdził jednak, iż z czasem przyjdzie mu przyzwyczaić się do tego wszystkiego, iż będzie mu zdecydowanie łatwiej, gdy zaliczy już swojego pierwszego mutanta czy dwóch. Tak też zresztą wspominali jego pierwsi współpracownicy, pocieszając mężczyznę i powtarzając, że wystarczyło tylko spojrzeć na tych ludzi... Cóż, jak nie na ludzi. Jak na wybryki natury, za które miał ich praktycznie cały świat.
Niestety. Mijały dni, tygodnie, a później lata, a Barney wciąż tak samo nienawidził tego, co robił. Owszem, uwielbiał poświęcać się nauce, przeprowadzać badania i sprawdzać, jak pewne czynniki wpływały na zachowanie tych niezgłębionych dotychczas zdolności, jakie odkrywali u swoich obiektów badawczych. Samo krzywdzenie innych nie przychodziło mu jednak z łatwością. Za każdym razem było mu równie ciężko, co na samym początku kariery. Zwłaszcza wtedy, gdy po raz tysięczny słyszał dokładnie te same słowa, jakie padały z ust przerażonych, gniewnych, smutnych czy zdesperowanych aresztantów. Wszystkie brzmiały praktycznie tak samo...
Biorąc naprawdę głęboki wdech, mężczyzna oparł łokcie na biurku, opuszczając długopis, który zaledwie chwilę wcześniej znalazł się w jego palcach. Barnabas sam nie wiedział, kiedy tak właściwie postanowił go wziąć. Nie był jednak potrzebny, nie w tym momencie.
- Nie wrócisz. - Powiedział, patrząc prosto w oczy Tobiasa i nieznacznie kręcąc głową. - Zarząd postanowił wprowadzić pewne... Zmiany związane z liczebnością mieszkańców Dzielnicy Ochrony Mutantów, a ty... Ty tam nie pasujesz. - Nie musiał nawet wspominać, że jego rozmówca teoretycznie nie pasował do żadnego miejsca, prawda? Ton jego głosu mówił sam za siebie.
- Potrzebujemy kilku twoich podpisów. - Tak, czyż to nie brzmiało wręcz absurdalnie? A jednak... W takim momencie nagle uruchamiała się cała machina związana z tworzeniem zbędnej dokumentacji. - A potem będziesz mógł odejść w należytym spokoju... - Barnabas nie chciał brzmieć źle... Naprawdę nie chciał tego robić, a jednak nie potrafił nic na to poradzić. Te słowa po prostu nie powinny opuszczać jego ust. W normalnym świecie by tego nie robiły...
[Profil]
 
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2019-02-06, 22:12   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wrócisz. Toby… Thomas… czy kimkolwiek właściwie był – poczuł ulgę. Poczuł jak kamień spada mu z serca. Miał wrażenie, jakby te dwa słowa miały mu wynagrodzić to wszystko co przeżył w ostatnim czasie. I był zbyt zmarnowany i zmęczony, by pomyśleć o tym co tak właściwie to dla niego oznaczało. Co miało się wydarzyć. To nie było ważne. Nie, dopóki nie musiał tam wracać. Prawdopodobnie jego twarz się rozjaśniła. Prawdopodobnie w tej jednej sekundzie znowu przypominał tego naiwnego nastolatka z głową pełną marzeń. I nie, nie pasował tam. Wszyscy o tym wiedzieli. Dlatego dodatkowo skinął głową, chcąc pokazać jak bardzo się z tym wszystkim zgadzał. Do czasu.
Nie rozumiał. Papiery? Złożyć kilka podpisów? Nigdy tak właściwie nie zgadzał się, by trafić do DOMu. Nagle musiał coś podpisywać, by się z niego wydostać? To nie miało sensu. To zupełnie nie miało sensu. W jednej chwili odczuwał ulgę, a w drugiej… coś zaczęło się mu przewracać w żołądku. I właśnie wtedy… wraz z kolejnymi słowami mężczyzny – to pojął. Oni go wcale nie wypuszczali na wolność. Oni wreszcie chcieli się go pozbyć. Thomas zamrugał oczami, nie do końca wiedząc co ma na to powiedzieć. Był rozgoryczony, wściekły, a z drugiej strony… nie miał siły. Niebezpiecznie błyszczącymi oczami spoglądał w oczy swojego kata i kręcił desperacko głową.
– Nie chcę umierać – wycharczał. Nie zgadzał się na to. Nie zamierzał podpisywać żadnych papierów. Ale… to nie miało znaczenia, czyż nie? I tak mieli go do tego zmusić. Dobrowolnie, czy nie. Te dokumenty zostaną podpisane. – Błagam – podniósł głos, jednocześnie resztkami sił wstając z krzesła. – Nie macie prawa, ja nie podpisze… Wypuśćcie… Ja… – ale słowa nie miały żadnego znaczenia. Decyzja przecież zapadła. A on jeszcze nigdy w życiu nie czuł się w taki sposób. Z nożem przyłożonym do gardła. Nie było nic do zrobienia. – Powiem wszystko co wiem, tylko błagam… – wycharczał zachrypniętym, bezradnym tonem głosu. Brakowało mu tchu.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-06, 22:31   

Wbrew pozorom i wcześniejszym myślom, jakie przewijały się przez jego głowę, nie robił tego wszystkiego zbyt często. Znacznie częściej decydował o wysłaniu kogoś do Dzielnicy Ochrony Mutantów czy gdzieś wgłąb laboratoriów, niż o całkowitym, ostatecznym odebraniu życia. Tego bowiem nienawidził najbardziej...
Nienawidził tej iście boskiej siły, przez którą teoretycznie mógł decydować o życiu i śmierci. Nienawidził tego, iż było to wyłącznie złudzenie możliwości, ponieważ rozporządzenia zwierzchników były jasne i przejrzyste - zaledwie niewielki odsetek mutantów mógł uniknąć najgorszego losu. Poniekąd nienawidził też samego siebie, bo po prostu nie mógł się temu sprzeciwić. Dano mu prawo do decyzji, ale... Czy tak naprawdę mógł o czymkolwiek decydować?
Takie momenty były zdecydowanie najgorsze. Te chwile, w których spoglądał prosto w oczy kogoś, kto powoli uświadamiał sobie, co miało go czekać. Ten początkowy rozbłysk energii, iskierka nadziei na wydostanie się z koszmaru, która gasła dosłownie w jednej chwili, zdmuchnięta przez powiew nadchodzącej śmierci. Nawet jeśli sam nie wykonywał żadnego z wydawanych wyroków, Barnabas czuł się niczym najgorszy kat. Był nim i nie mógł nic na to poradzić.
- Usiądź. - Nie spuszczając wzroku z panikującego, ogarniętego przerażeniem chłopaka, po raz kolejny bezradnie pokręcił głową. Naprawdę nie chciał kolejnej sceny, która zdecydowanie wszystko by pogorszyła. Nie chciał musieć wzywać ochrony, wprowadzać bardziej gwałtownych środków czy robić czegoś znacznie gorszego, nie w prawdopodobnie ostatnich chwilach jego rozmówcy.
Tego, który stopniowo przechodził przez wszystkie etapy, jakie Barnabas zdążył już zdecydowanie zbyt dobrze poznać. Po rozbłysku energii, desperackich błaganiach czy gniewie, pojawiły się etap handlu, próby targowania ze śmiercią... Ale tak jak większość jego poprzedników, nie mógł mieć czegoś na tyle istotnego, by wygrać aukcję. Zbyt wielu próbowało to robić, by Barney wciąż wierzył w to, że Tobias zaoferuje coś naprawdę wartościowego.
- Przykro mi, chłopcze, nie sądzę, byś miał dostatecznie mocną kartę przetargową. A teraz usiądź, proszę. - Odezwał się spokojnym, opanowanym głosem, ponownie wskazując krzesło.
[Profil]
 
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2019-02-06, 22:43   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Usiadł. Co innego właściwie mu pozostało? Poza tym i tak nie miał już sił. Nie miał sił, by utrzymać się na nogach. Ta iskierka nadziei, która się w nim tak szybko zatliła, teraz zbierała swoje żniwo. Nie powinien się ucieszyć. Nie powinien tak interpretować słów mężczyzny. Nigdy nie odczułby zawodu, nigdy nie spotkałoby go to nieprzyjemne zderzenie z rzeczywistością. Może wtedy przyjąłby to z godnością. Przecież wielokrotnie rozmyślał o śmierci. Wielokrotnie zarzekał się, że nie ma dla niego przyszłości. Że chciał umrzeć. A teraz…? Gdy pętla praktycznie ściskała jego gardło, gdy brakowało mu tlenu… chciał żyć. Bardziej niż kiedykolwiek. Teraz, kiedy wiedział kim jest. I co powiedziałaby Maisie? Jakby się dowiedziała? Musiał zobaczyć jej reakcję.
– Nie, nie, błagam – niech go chociaż wysłucha. Niech mu da szansę. Kilka chwil. Co to dla niego było, skoro i tak zamierzał go uśmiercić? A jemu… przecież mogło uratować życie. Toby nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi na to jakie to cudowne uczucie oddychać. Widzieć. Słyszeć. Czuć. Dotykać. Mieć świadomość. Jakim cudem miał to stracić? Zwłaszcza teraz, kiedy zaczął sobie uświadamiać jak wyjątkowe było to, że w ogóle istniał? Na tej olbrzymiej planecie. Chłopak przełknął ślinę.
– Przepustki… W getcie są nielegalne przepustki. Ludzie wchodzą i wychodzą. I jest taka kobieta… Samantha… Ona wykorzystała przepustkę, by wpuścić potężną mutantkę… Ricky… nie wiem jak się nazywała, ale ona… ta Sam… ona jest niebezpieczna i… – mówił, po prostu wyrzucał z siebie wszystko co wiedział. Miał gdzieś to, że był zdrajcą. To były jego ostatnie desperackie ruchy. Po prostu – chciał żyć. Czy o aż tak dużo prosił?
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-06, 23:13   

Dostrzegając, że jego rozmówca faktycznie postanowił zrobić to, o co go poprosił, Barney mruknął do siebie z zadowoleniem, drapiąc się przy tym po podbródku. Naprawdę wolał uniknąć potencjalnych awantur, doskonale wiedząc, jak się zazwyczaj kończyły. Żaden z nich nie potrzebował dodatkowych powodów do niezadowolenia tudzież konsekwencji własnych wyborów. Zdecydowanie nie. Wystarczyło, iż doprowadziły ich do obecnego punktu i do sytuacji, z której praktycznie nie było wyjścia.
Ale Tobias nie zamierzał przestać podejmować prób handlu, czyż nie? Mimo zajęcia miejsca na krześle, wciąż w dokładnie ten sam sposób spoglądał na Barnabasa, sprawiając, iż starszy mężczyzna naprawdę czuł się gorzej. Ironiczne, czyż nie? Poczucie winy u kogoś, kto teoretycznie naprawdę mógłby darować mu życie, gdyby tylko trafił na coś naprawdę wartościowego... W czego istnienie już nie wierzył. Nie po tylu wcześniejszych przypadkach. Zresztą... Naprawdę nie chciał niepotrzebnie wszystkiego przeciągać, pozostawiając mutanta z myślami o zbliżającej się śmierci.
Słysząc błagania, mężczyzna otworzył usta, by po raz kolejny powtórzyć swoje wcześniejsze słowa, jednak... Cóż, nie zdążył tego zrobić. Rozmówca najzwyczajniej w świecie przerwał jego zamiary, raz po raz wyrzucając z siebie niepoukładane, częściowo kompletnie bezsensowne słowa, w których Barney dostrzegł jednak coś... Intrygującego. Coś, co poddało w wątpliwość jego pierwszą myśl o tym, iż Tobias Jensen po prostu starał się grać na czas. To nie brzmiało jak kłamstwa, było na to stanowczo zbyt absurdalne i zarazem, o zgrozo, całkowicie możliwe.
- Powtórz to jeszcze raz. Spokojniej. - Polecił, wpatrując się to w chłopaka, to w kartkę i długopis, który po chwili ponownie znalazł się w jego palcach. - Rozumiem, że znasz blisko tę... Samanthę, tak? Wiesz, gdzie przebywa, co robi, jak wygląda, jakie są jej możliwości? Jesteś w stanie znaleźć tę potężną mutantkę? Po tym, jak opuści getto? Dopuścić do jej zatrzymania? - To było istotne. To było naprawdę istotne, a Barnabas czekał...
[Profil]
 
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2019-02-07, 15:44   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Właściwie to stawiał wszystko na jedną kartę. Nie miał bladego pojęcia, czy to co mówił miało przynieść jakikolwiek efekt. Nie miał pojęcia, czy to co mówił miało w jakimkolwiek stopniu zainteresować tego mężczyznę. Przecież rząd musiał wiedzieć o lewych przepustkach. Musieli być świadomi, że ludzie chcieli uciekać z getta. Ale mimo tego wszystkiego, Thomas wciąż mówił. Nie zamierzał przestawać. Nawet, jeśli po wszystkim miał zostać wykiwany. To była jego ostatnia deska ratunku i zamierzał zrobić wszystko, by nie utonąć.
– Mieszkała obok – wyrzucił z siebie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien tego robić. To było złe, to było naprawdę złe, ale skoro już powiedział A… – Ta… ta Ricky... Ricky Roseberry jest dziewczyną Sam – nie, nie wiedział. Kompletnie nie wiedział jak wyglądała, jaka była jej moc. Musiał improwizować. Musiał nazmyślać. Może jakimś cudem mu uwierzą. Może jakimś cudem jego kłamstwa okażą się trafne… – Ma ciemne włosy, widziałem ją tylko na zdjęciach – pokiwał przy tym głową. Nie miał pojęcia jak wyglądała ta cała Ricky, ale jej imię… brzmiało na ciemnowłosą dziewczynę. Nie spodziewał się, by mogła być blondynką lub rudowłosą. To do niej nie pasowało. – Sam chciała, żeby Ricky po nią przyszła. Chciała uciec. Ricky… ma potężną moc. Ona potrafi… rozwalać i niszczyć. Trochę jak… telekineza – to była potężna moc, prawda? Toby wziął głęboki oddech. Co jeszcze mógł dorzucić? Och tak, to wydawało się genialne. Dlaczego dopiero teraz na to wpadł? – Chcą rozwalić getto. Ta Ricky jest z Europy, pracuje z armią X, a Sam…. Sam jest ich szpiegiem. W getcie. I pomaga im rządowiec. Ryan... albo Brian... nie pamiętam dokładnie imienia. Tylko tyle wiem. – zakończył, spuszczając wzrok na ten cholerny dokument. Na swój wyrok śmierci. Wyrok, który mógł się przekształcić w wyrok śmierci Sam…
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-07, 16:25   

Barnabas uważnie wpatrywał się w swojego rozmówce, gotów wyłapać każde, nawet najmniejsze zawahanie, jakie mogło wynikać z potencjalnego kłamstwa. Zdecydowanie nie był jednak w pełni sił, przez co jego uwaga w znacznym stopniu po prostu gdzieś uciekała, a to, co do niego dochodziło... To brzmiało całkiem logiczne, nawet jeśli nadal stanowiło coś na kształt urywanej, chaotycznej sieczki informacyjnej.
Mimo to, ręka mężczyzny nieustannie poruszała się, a długopis notował kolejne uwagi, raz po raz zakreślając najważniejsze wiadomości. Jeśli cokolwiek z tego było rzeczywiście prawdziwe, chłopak faktycznie stopniowo wygadywał sobie drogę z tego miejsca. Oczywiście, nie bez poważnych konsekwencji, jednak... To było znacznie lepsze niż śmierć, czyż nie?
Pracownik DOGS nie okazywał jednak żadnych emocji, po prostu słuchając i odnotowując wszystkie słowa Jensena. Nawet wtedy, gdy dotarły do niego informacje o potencjalnej zdradzie kogoś z ich organizacji, nie okazał zszokowania czy gniewu. Nie mrugnął ani nie zakaszlał, zwyczajnie uniósł wzrok w kierunku sufitu, a następnie ponownie skierował go na Tobiasa.
- Jeśli to wszystko, zlecę poszukiwania odpowiednich fotografii mężczyzn o tych imionach, a następnie wskażesz nam współpracownika kobiet. Tymczasem możesz powrócić do swojego pokoju. - Cóż, cele raczej nie były przyjemnymi pokoikami, ale... Ponownie - pobyt w nich był znacznie lepszy od umierania, nieprawdaż?
Kończąc rozmowę, Barnabas oddelegował rozmówcę wraz z dwoma ochroniarzami, zabierając się do kolejnej porcji papierkowej roboty, której nie zazdrościł ani sobie samemu, ani tym bardziej wszystkim zamieszanym...

***


Około 5 stycznia do sali Toby'ego wparowało dwóch pracowników szwadronu. Nie odezwali się do Jensena ani jednym słowem, po prostu na siłę wyciągnęli go z izolatki. Zdezorientowany chłopak nie mógł wiedzieć, czego się po nich spodziewać. Nie mógł wiedzieć, co właściwie się działo. Dopóki, nie dotarli do końca korytarzu. Tak po prostu go stamtąd wypchnęli. Prosto na świeże powietrze. A potem za bramę budynku. Osiągnął to czego chciał, czyż nie? Był wolny.

[z/t] x 2
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6