Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka między budynkami
Autor Wiadomość
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-03-10, 10:17   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


No ja pierdolę. To się nazywa mieć pecha. I to wszystko przez tego bęcwała, któremu się zachciało kozaczyć i pokazywać, kto tu jest szefem. Czy NAPRAWDĘ musi się TAK upokorzyć i odwalać ten średnio udany teatrzyk.? Phil jakby wyczuł (tudzież zauważył) że muszą być bardziej przekonujący, bo postanowił naciąć mu skórę tą pieprzoną gwiazdką !
NEUMANN, JAK TO PRZEŻYJEMY, TO ZGINIESZ.
- NIE KŁAMIĘ ! - i jak na dowód, po szyi zaczęła płynąć strużka krwi - POMÓŻCIE, BŁAGAM!
Wtedy też zauważył jakąś staruszkę w oknie, zapewne sprawczynię zamieszania. Głupia, stara kutwa!
- O tam! Jakaś starsza, miła BUNIA( o ja pierdolę, ledwo mu to przez gardło przeszło)! Ona potwierdzi, na pewno widziała !
Jeżeli to łyknęli i spojrzeli w górę, miał chwilę na działanie. Z Philem współgrali zgrabnie niczym Avengersi w bitwie o Nowy Jork. Neumann go puścił, a on chwycił szwadronowców za głowy i...stuknął nimi o siebie z całej siły. Z oszołomionymi (lub nieprzytomnymi, jak będzie fart) będzie łatwiej.
No a jak nie łyknęli, to pora Phila na działanie.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-03-10, 19:24   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Biedny Vincent… Utknął pomiędzy mną a Panią Szwadronową, a to był, cóż, niebezpieczny związek, który powoli nam tu się rozwijał do rangi śmiertelnych wrogów albo cholernie namiętnych kochanków. Hmm. Ta jej talia osy, blond włosy i harda, poważna mina… Wyglądała nieźle, naprawdę nieźle. Miała mnie… Albo prędzej my mielimy siebie. Ba!, ja to już wiedziałem z chwilą, kiedy tylko na nią spojrzałem.
A biedny Vincent, bo – podobnie jak ona – zamierzałem iść w zaparte, stąd ta strużka krwi u chłopaka. Chwała, że się nie kręcił, bo jeszcze by mi się tu wykrwawił biedak. Ale nie mogłem się powstrzymać, nie chcąc dać jej za wygraną. Musiałem wygrać tę potyczkę. Musiałem, więc teraz mierzyliśmy się spojrzeniami niczym dwa wściekłe tygrysy zamknięte w klatce.
- Hahaha – śmiechłem sobie, a co! By ją tak wytrącić nieco z tej jej chłodnej równowagi. Zawahała się raz, zawaha i drugi! Zobaczycie! – Rzuć broń, sikso, inaczej skończysz jak ten dzieciak – odparłem nadmiernie pewny siebie. Gdyby moja racjonalniejsza część mnie w tej chwili istniała i potrafiła przy okazji mówić, wrzeszczałaby wręcz przeraźliwie do Vinceta: WIEJ, KURWA!!!11111oneoneoneone
Ale takiej opcji to ona nie miała, a przy okazji również przestała istnieć. Choć, kiedy Vincent zaczął coś mówić o babuni z nieba, wskazując w górę, to go puściłem i wolną ręką to ja złapałem swój kijaszek grozy, czyli bambusowe fukidake, którym zamierzałem jebnąć lasce w rękę, w której trzymała broń… o ile miałem taką możliwość, ale jeśli byliśmy Avengerami, to na pewno miałem. Albo, hmm, celowałbym typowi w jaja, co by przypadkiem mi tu nie płodził z Panią Szwadronową małych szwadroników.
A jeśli opcja z babunią się nie powiodła i jednak nie spojrzeli w górę, to chyba byliśmy w ciemnej dupie… No, chyba że chociaż te moje groźby nieco nimi wstrząsną i się opamiętają? Wtedy pewnie rzuciłbym shurikena w ich kierunku, tak, by ich przerazić, a może nawet podciąć mojej nowej miłości gardło? Och, tak. Po prostu niektóre romanse to długa – bądź krótka – historia pełna dramatycznej miłości. Pożegnałbym Panią Szwadronową z godnością prawdziwego wojownika. A tę ciotę drugą to bym rzucił świniom na pożarcie.
A jak shuriken by poleciał, to bym wziął swoje bambuko, znaczy bambusowego kijaszka, i nim w bambuko miałem zrobić tego typa-ciotę. Wiadomo, opcja z jajami ponadczasowa. I myślę, że też bym wyszedł na Avengera.
[Profil]
  [AB+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-21, 14:07   

Ukryj: 


Kobieta stała niewzruszona ze swoją bronią wymierzoną prosto w głowę Phila. Gdyby miała zamontowany do lufy laser, ten pewnie już by miał przepalony mózg od tego skupienia na jednym punkcie na środku jego czoła. Nawet mimo widocznej strużki krwi na szyi Vincenta, wydawała się albo nie wierzyć w Wasze słowa, albo miała gdzieś życie młodego chłopaka, mając w priorytecie złapanie niebezpiecznego szaleńca szwędającego się po ulicach. Nieco mniejszym profesjonalizmem w działaniu wykazywał się jednak jej towarzysz, który niemal natychmiast podniósł swój wzrok na okno gdzieś na piętrze. Na Wasze nieszczęście jednak, gesty kobiety zza okna wskazywały raczej... Że chyba o oboje jesteście niebezpieczni, bowiem babuleńka chowająca się za firanką stukała się we własną skroń, po chwili nadstawiając swoje nadgarstki i wskazując na Was palcami. Wydawało się jedynie, że zapomniała otworzyć swoje okno, żeby było jeszcze słychać epitety, jaki raczy zarówno Waszą parkę, jak i tego nazbyt ufającego Waszym słowom mundurowemu...
Neumann postawił wszystko na jedną kartę, próbując rzucić shurikenem w kierunku kobiety. Czego jednak nie przewidział - jej refleks nie był taki tragiczny. Jeszcze zanim mężczyzna zdążył cisnąć w nią swoją bronią, ta zdołała strzelić w niego dłoń, wyrzucając ostre narzędzie spomiędzy jego palców. Shuriken odleciał gdzieś do tyłu, nieprzyjemnie wygięty, pozostawiając jedynie kilka skaleczeń na dłoni naszego biznesmena i małe otarcie z oparzeniem po kuli. Nici więc były z kontynuacji ataku, gdy ból gwałtownie uderzył w mężczyznę, prawdopodobnie zmuszając go do wypuszczenia młodzieniaszka ze swoich objęć.
- ŁAPSKA. DO. GÓRY! - Warknęła kobieta, akcentując każde swoje słowo i nie opuszczając swojej gardy, gdy drugi szwadronowiec skinieniem głowy starał się pokazać Vincentowi, że ten może do niego podejść.
[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-03-21, 15:17   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Tak. Nie szło im dzisiaj. Najwyraźniej bez szczęścia Phila, mieli mieć przejebane. Vincent skrzywił się, gdy usłyszał strzał. Spojrzał kontrolnie na Phila. Szczęśliwie kobieta nie zamarzała go zabić, co działało na ich korzyść... Bo oni takich oporów nie mieli, przynajmniej Vincent.
Widząc znaki dawane przez mężczyznę, czmychnął struchlały, mrucząc pod nosem "OBOŻEOBOŻEOBOŻE" i dla efektu, by tylko utwierdzić gliniarza w myśli, że Vincent jest tu ofiarą, schował się za jego plecami, jak wystraszone dziecko.
- Dziękuję... dziękuję...- zabiadolił
Tak, dziękuję. Że jesteś taki naiwny. Nim szwadronowiec zdążył zareagować, Edams zrobił coś, w czym miał dużą wprawę- chwycił typa za głowę i jednym, sprawnym ruchem przetrącił mu kark. A jeżeli tylko miał jeszcze na to czas, kopnął miłą damę w dół pleców, by ją wybić z rytmu i dać szansę Philowi na działanie.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-03-27, 20:20   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Argh. Zapiekło, zabolało. Dzika siksa… Spojrzałem na nią jedynie podjudzony, zaskoczony faktem, że taka aż harda była, by wytrącać mi shiruken z dłoni. Oj, gdybym pozwolił jej odejść wieczoru dzisiejszego w spokoju, najpewniej w najbliższych dniach zszargałbym jej opinię totalnie, powodując dyscyplinarne zwolnienie, ale… to jasne, że żywa nie mogła stąd ujść, podobnie jak jej partner czy babcia z góry, o ile istniała. Najwyraźniej z Vincentem mieliśmy coś wspólnego – radykalne decyzje.
Zacząłem powoli unosić dłonie w górę, by, cóż, jakoś tam pomydlić jej oczy. Raczej wątpiłem, że uzna, że sobie odpuściłem. Byliśmy z jednej gliny ulepieni, w jednej wodzie kąpani. My nie odpuszczaliśmy, dlatego byliśmy tacy świetni w tym, co robiliśmy.
Nie miałem jak sięgnąć kolejnej gwiazdki, bo z pewnością kolejny strzał dostałbym w środek czoła. Zaraz zapewne zleci się tu tłum gapiów, tu albo w oknach, więc musiałem działać szybko. Nie chciałem zbyt wielu osobom pokazywać swojej twarzy, bo nie widziało mi się palić całych kamienic… Więc kiedy Vincent terroryzował Szadronowca, ja, stosując metodę małpy z cyrku czy też uniku, ruszyłem na Panią Szwadronową. Parłem na przód pewny, że mi się uda, bo przecież zawsze mi się udawało. Zamierzałem po drodze chwycić fukidake i wytrącić tym razem jej broń z ręki, a potem jebnąć ją z całej siły w głowę.
Naciągnąłem na twarz część maski zasłaniającą usta, jeśli miałem ku temu okazję.
[Profil]
  [AB+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-04-13, 11:44   

Mężczyzna czuł się poniekąd dumny, że zdołał pomóc temu młodemu chłopaczkowi, gdy kobieta zrobiła kilka kroków w przód, wciąż trzymając przed sobą wyprostowaną broń. Widząc, jak jej oponent w końcu zaczął się słuchać, podnosząc swoje ręce do góry, po raz kolejny krzyknęła na całą ulicę:
- Na kolana! - Jej ton był zdecydowany i nie pozostawiał miejsca na jakikolwiek sprzeciw, czy zawahanie.
Całą tą scenę z uwagą obserwowała babcia w oknie, jednak nawet na chwilę nie otworzyła okna, by wspierać swoim dopingiem szwadronowców. Trochę szkoda, bo może wtedy... Bohater ratujący nastolatka mógłby ujść z życiem. Szybki chwyt od tyłu z zaskoczenia okazał się być dla niego śmiertelny - oficer jęknął tylko po raz ostatni, wydając z siebie ostatnie tchnienie. Niestety - dystans, który wytworzył się między brunetem a panią z bronią był zbyt duży, by móc kontynuować zaplanowany atak.
Wystarczył ułamek sekundy, by kobieta mogła się odwrócić w stronę huku stworzonego przez upadające ciało jej towarzysza i zrozumieć, co tu właśnie ma miejsce. Przeklęła siarczyście pod nosem, a gdy jej wzrok ponownie skupił się na Philu, z niemiłym zaskoczeniem mogła zauważyć, że nie tylko już się jej nie słucha, ale właśnie... Pędzi na nią z olbrzymim patykiem w dłoniach?
To był impuls. Jej palec nacisnął na spust, widząc zagrożenie. Jej cel nie był jednak tak doskonały, jak chciała tego oczekiwać - kula trafiła Neumanna w ramię, na ten moment uniemożliwiając mu sprawne działanie obranym przez siebie narzędziem do walki. Czy będzie więc kontynuował bieg z bambusem na swą zakazaną miłość?
Pani szwadronowiec nie była też niedoświadczonym robaczkiem. Zdając sobie sprawę z zagrożenia, w jakim się znalazła, obróciła się bokiem do obu mężczyzn, sięgając po swoją drugą broń, starając się wycofać plecami w kierunku ściany budynku - wiedziała, że w tych okolicznościach najważniejsze dla niej było osłonienie pleców.

_____________________
Rzuty:
Ukryj: 
[Profil]
 
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-04-13, 12:42   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Au. Przynajmniej nie było to krytyczne trafienie, co nie? Jeszcze nie umierałem. Jeszcze nie wykrwawiałem się niczym John Wick podczas swoich morderczych podbojów. Jeszcze stałem, choć z ręki wysunął mi się kij. Kwestia unerwienia… Bolało jak chuj. Nawet nieco mnie to cofnęło, bo wiadomo… Prędkość, szok, trafienie. Pach, jak na filmach. Aby nie upadałem. Stałem twardo i jeszcze funkcjonowałem, myślałem.
Vincentowi udało się powalić szwadronowca – jeden sukces. Ja dostałem, ale tylko w ramię. To mnie nie paraliżowało, choć utrudniało niektóre chwyty. Musiałem działać rozsądnie… albo i nie, bo jedynym planem, który mi się narodził w głowie, było odwrócenie sobą uwagi Pani Szwadronowej od Vincenta, by ten z kolei mógł ją przekreślić, zniszczyć, zajebać. A szkoda, sexy była… Ale miała inne przekonania, niestety. Życie.
- 地獄の奥からビッチ! Zabiję cię! Sczeźniesz martwa! – warknąłem w jej kierunku. Najwyraźniej było mnie stać jedynie na obrażanie seksownej kobiety… A cisnęły mi się na zęby, mimo wszystko, jakieś puty i inne bitche. Naciągnąłem maskę na twarz, dając sobie trochę czasu na piękne życie w ciemnej uliczce, po czym pochyliłem się do przodu. Odbierałem nauki u swojego mistrza. Byłby zawiedziony, że dupę skopała mi kobieta… Ale to nie dosłownie, więc raczej takiego dramatyzmu nie było. Strzelać każdy sobie może, czyż nie?
Ruszyłem na nią z krzykiem. Pradawny sposób na przerażenie swojego przeciwnika. Wątpiłem, by to ją jakoś szczególnie urzekło, ale przecież jedynie zwracałem na siebie jej uwagę. Narobić trochę hałasu, rabanu i być happy, kiedy temu drugiemu się uda.
Jeśli udało mi się do niej dobiec, nim mnie zabiła, wytrąciłem jej broń z ręki i pocałowałem ją czule, hehe. Takie trochę trefne założenie, stąd te przekolorowane wyobrażenia. W rzeczywistości pewnie wytrąciłbym jej tę broń i wbił ostrze w wątrobę. Wtedy robi się tak mile ciepło. I zimno jednocześnie.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-13, 13:20   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nie wszystko poszło zgodnie z planem. Źle ocenił odległość. Z wektorami był szybszy, mógł się odbić, przyspieszyć atak. Teraz jednak się przeliczył. Pani szwadronowiec strzeliła do Phila ( nawet przez moment Vincowi się żal chłopa zrobiło... ale tylko przez chwilę) i moment nieuwagi a mierzyła również do niego. Szczęśliwie wiedział, że tylko na filmach i w grach komputerowych, osoba może jednocześnie mierzyć z dwóch rewolwerów i trafiać. Fizycznie, dla zwykłego człowieka, nie było to możliwe, chyba że sama byłaby mutantem i miała specjalne zdolności. A z pewnością nie była.
Kiedy więc Phil pajacował, ubliżając jej w różnych językach, zaatakował znowu. Wykonał ślizg, by uniknąć strzału i podkosić uroczą damę. Kiedy już będzie na ziemi, wystarczy mocny cios w głowę, lub splot słoneczny i będzie pozamiatane.
No no! Umieraj suczo, jeszcze mają tu coś do zrobienia !
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-04-18, 14:51   

Kobieta nie musiała być mutantem, by znać kilka dobrych chwytów - nikt co prawda nigdy nie powiedział, jak bardzo będą one skuteczne, ale jednak... Trzeba przyznać, wyglądała teraz zabójczo. Phil zdecydowanie musiał się teraz pilnować, gdy jego krzyki brzmiały jak śpiew godowy kierowany prosto do swej Julii.
Funkcjonariuszka nie opuszczała swojej broni, a jej czas reakcji nie był wcale taki najgorszy. Baz większego problemu zdołała uniknąć kopniaka ze ślizgu kierowanego spod nóg Vincenta, jednak to okazało się być jej zgubą - Neumann wykorzystał tę chwilę, doskakując do niej, jednak... Szczęście wcale mu już nie dopisywało.
Jego wyuczony ruch nie był tak idealny, jak sobie zaplanował - może trzeba było się bardziej skupić na działaniu, niż wyobrażaniu gorrących buziaczków ze swoją zakazaną miłością? W dłoni mężczyzny zabrakło ostrego narzędzia, ale nie powstrzymało go to przed sprzedaniem kobiecie bolesnego ciosu mocno pod żebra, Bladolica zgięła się w pół, plując gęstą śliną tuż koło leżącego pod jej nogami Vincenta, który miał teraz ułatwione pole do popisu dla swoich działań. Oba pistolety wypadły z jej dłoni, z hukiem odbijając się od asfaltu - a jeden wylądował niebezpiecznie blisko dłoni młodego Edamsa.
Czy Ashley zdoła spełnić swoje fantazje, zanim chłopak zareaguje... Iście strzałowo?

_____________________
Rzuty:
[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-18, 16:43   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


I znów mu się wymsknęła. Widać było, że to nie była amatorka. Nie, żeby sobie specjalnie schlebiał, ale trzeba było być nieco bardziej uzdolnionym, by wyjść żywo ze spotkania z nim.
Ostatecznie jednak, znów znalazła się w jego zasięgu
..a raczej to jej broń, znalazła się na wyciągnięcie ręki. Nie miał na tyle dobrej pozycji, by strzelić jej prosto w twarz, wycelował więc prosto w jej mostek. Śmierć nie przyjdzie natychmiast, ale to będzie kwestia sekund.
Jeżeli się udało, Vinc wstał, upewniając się, że kaptur wciąż jest na jego głowie.
- Jeszcze ta klępa u góry - wydyszał, ścierając z policzka krew rękawem.
A jak nie, to pewnie walczył o życie, czy coś?
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-04-26, 13:00   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Dwóch bezwzględnych asasynów, facetów-chujów odbierających pięknej niewiaście najważniejsze, co mogła utracić – życie. Zew krwi, wewnętrzny szał, potrzeba przetrwania. Człowieczeństwo zagubione gdzieś we krwi, która była marną papką przez mutageny. Taniec… Och, godny taniec śmierci. Istne danse macabre. Powinni nas uwiecznić na karcie symbolizującej najczystszą Śmierć. Albo samą Panią Szwadronową, której nieskazitelne oblicze było pełne kobiecej furii i tego samego głodu, który tkwił również w nas.
Niestety, przeżyć mogło tylko jedno. Zamierzałem to być ja. Żałowałem aby, że nie mogłem zadać jej szybkiej śmierci. Przez to wszystko, przez dziki pęd, nie zdążyłem wysunąć kolejnego ostrza, które zamierzałem zatopić w jej ciele. Pozostały mi pięści, pozostała mi męska brutalność przeciwko jej kobiecej delikatności. Nieładnie, Phil. Mama nie byłaby dumna. Mamy tu nie było.
Wykorzystałem moment utraty przez nią tchu. Oplotłem się zdradziecko wokół jej szyi niczym wąż. Zamierzałem dusić… Już podduszałem, kiedy mój wzrok padał na celującego w nas Vincenta. Może tak byłoby lepiej? O ile trafi odpowiednio, kobieta otrzyma znacznie szybszą śmierć od duszenia. Chociaż…?
Coś mnie podkusiło, mój wewnętrzny psychopata. Zapragnąłem poczuć, jak próbuje wyrwać się z mojego uścisku. Zaciskałem mocniej i mocniej. Ale tak trzeba było. Dawno nikogo nie dusiłem i może to był błąd? Bycie beztroskim Philem sprawiło, że poszanowanie mojej osoby w rebelii nie istniało. Niektórzy nawet nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Phil? To tylko Phil, głuptas. A miałem więcej krwi na rękach niż oni wszyscy razem wzięci.
Jeśli się udało i kobieta w końcu przestała oddychać, szamotać się, zmarła sobie, przyznałem rację Młodemu krótkim:
- Sprzątnij ją. – Rzeczowo. – I wysadź jej mieszkanie. Ja zajmę się psami – stwierdziłem. Wyciek gazu. Bum! Zapalił się od tego śmietnik. Z ciałami. Brak będzie śladów dna sprawców. Pięknie, ładnie.
I notka na przyszłość – nie wstrzykiwać sobie mutazyny, jełopie.
[Profil]
  [AB+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-04-26, 13:42   

Oh Philu... Co się stało z Twoją delikatnością, z Twoją duszą romantyka? Gdzie te wszystkie gorące całusy, gdy bladolica tylko na nie czeka?
Twoje okazanie miłości przez to zbyt mocne przytulenie okazywało się być dla niej zgubne. Dłońmi próbowała się uwolnić spod Twojego uścisku, Próbowała Cię kopnąć, ale nogi młodego Vincenta skutecznie przyblokowały jej buty. Zdawało się, że z każdą sekundą robi się coraz bardziej blada i sina, a Twoja złość... Przelewała się na nią ze zdwojoną siłą.
W tym amoku zasłoniłeś młodemu Edamsowi drogę do prostego strzału. Nic to, że brunet chwycił już broń, już ją wycelował, już dociskał palec do spustu... Mógł co najwyżej podziurawić bardziej swego starszego mentora.
Oczy kobiety przestały być tak urokliwe. Jej zdecydowane spojrzenie nie zachwycało już zza jej rzęs. Gałki dosłownie zdawały się wychodzić poza powieki, a ciało stało się kompletnie bezwładne.

W chwili, gdy Obiekt 36 spojrzał w górę na biedną Deborah, mógł zauważyć ciągnący się kabel od telefonu stacjonarnego. Czyżby wzywała kolejną pomoc? Czy macie czas na kolejne zabawy, nim przybędzie tu kolejny - zapewne lepiej uzbrojony oddział?

Tik, tak, tik, tak...

Neumann chyba niespecjalnie się tym przejął, przerzucając sobie swą zakazaną miłość przez ramię, a jej towarzysza próbując ciągnąć po ziemi, prosto do kontenera. Czy warto było liczyć na więcej szczęścia?
Na tyłach budynku nie było ciężko znaleźć skrzynki ze skrywanym kurkiem od gazu. Tylko... Czy na pewno chcieliście zrobić tutaj wyjście w stylu bombermana?
_____________________
Rzuty:
Ukryj: 
[Profil]
 
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-04-26, 14:31   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Jednak Vincent nie zastrzelił byłej niedoszłej ukochanej Phila. Neumann udusił dziewoję z miną psychopaty ( ok, może będzie z niego drwić ciut mniej) i wydał krótkie polecenie. W zasadzie potwierdził co Vinc powiedział, więc młody nie był urażony wydawaniem mu rozkazów.
Nie mieli czasu. Zaraz kobieta mogła zaalarmować kolejny oddział. Bez słowa udał się na górę, by zakończyć długie już życie staruszki.
Drzwi były otwarte. Głupie babsko. Czemu starzy ludzie nie zamykają drzwi? W ogóle Amerykanie byli słabi w zamki. Zakładając, że nic mu nie przeszkodziło, wycelował prosto w głowę biednej staruszki. Naciśnięcie spustu i stara klępa już leżała bezwładnie na podłodze.
Dobra. Teraz trzeba zatrzeć ślady.
Przede wszystkim, szybko wygrzebał dla siebie jakąś chustę, by zasłonić twarz. Już zabezpieczony, zaczął szukać szachtu. Po chwili myszkowania wynalazł wnękę z rurami z gazem. Perfekcyjnie. Teraz tylko je uszkodzić. Wrócił do kuchni, zaczął szperać w szufladach i po chwili wrócił z... tłuczkiem do mięsa. Zamachnął się i ŁUP! Aż zaczęło syczeć. To jeszcze raz, ŁUP ! I jeszcze raz!
Kiedy był już pewien, że jest odpowiednio zdemolowane, pociągnął ciało denatki jak najbliżej rur. Żeby na pewno nic z niego nie zostało. Zresztą..jak pierdolnie gaz, to nic tu się nie ostanie. Teraz tylko źródło ognia. Serce go aż zabolało, jak rzucał książki na stosik ubrań i polewał to wszystko otwartym chardonnay z lodówki. Odpalona zapałka i W NOGI.
Zbiegł na dół, dysząc przez chustę.
- Spierdalamy stąd- rzucił w przelocie i czmychnął, nie czekając na kolegę.
[Profil]
  [0+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-05-02, 14:07   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Kiedy ciało nadobnej Pani Szwadronowej wylądowało w koszu, zaraz po ciele przebrzydłego szwadronowca… Ech, pomyślałem sobie, że serio ładna laska z niej była. Niestety, pracoholiczka. Podobnie jak ja. Niestety los rzucił nas na dwie różne strony barykady, więc zakończenie historii jakże burzliwej i krótkiej miłości nie mogło być inne. Nie dało się. Po prostu ją udusiłem, a ona umarła sobie w moich ramionach. Przynajmniej umarła w walce. To honorowa śmierć.
Westchnąłem sobie, po czym ruszyłem dupę szukać jakichś łatwopalnych płynów w pobliżu. Przy okazji naciągnąłem sobie dokładniej maskę na twarz i głowę. Lepiej, by nikt nas już więcej nie oglądał. Wystarczyła nam jedna wysadzona kamienica.
Polałem ciała i okolicę kosza znalezioną benzyną, po czym spierdalałem, kiedy to zalecił mój towarzysz Vincento. Hehe. Najwyraźniej przygotował coś naprawdę odlotowego. Pewnie zaśmiałem się, kiedy zziajani przystanęliśmy na moment w oddaleniu. Stuknąłem Vincenta w ramię, po czym wypaliłem:
- Masz ochotę na pizzę?
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-03, 08:23   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Oj tak, będzie odlotowo. Zwłaszcza dla mieszkańców kamienicy. Vincent przez chwilę uspokajał oddech, aż dołączył do niego Phil...i zaproponował pizzę. Pizzę!!! TERAZ!!!
- Czekaj, podsumuję. - wyprostował się - Wpierw piszesz głupie smsy, ja w podobnym tonie ci odpisuje. Ty mnie napadasz z wielkim bambusowym kijem, bo uraziłem Twoją dumę i dziurawisz mi szyję fejk strzałką. Po krótkiej pyskówce, wstrzykujemy sobie mutazynę, dajemy po raz po gębie, walczymy z wezwanym oddziałem szwadronowców. Ja typowi skręcam kark, ty dusisz babkę z miną psychopaty, ja zabijam świadka, ty kitrasz ciała....i proponujesz po tym wszystkim pizzę.
KA-BOOOOOOM ! Choć byli całkiem daleko, aż się zatoczyli, gdy kamienica pierdutnęła z ogłuszającym hukiem.
A! Zapomniał wspomnieć, że wysadza budynek! No bo jeszcze wtedy nie wybuchło.
Vincent sapnął zniecierpliwiony i zdegustowany absurdem sytuacji.
...
- ...zjadłbym pepperoni. Umieram z głodu
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5