Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-23, 13:44   

„Mhm” - wymowne, krótkie, nic dodać, nic ująć. Szczyt możliwości wysławiania się. Spokojne zaakceptowanie faktu, który zapalił lampkę (nadal za jasno), przypominając Sage, że w porównaniu z Artemis, miała tych kilka dni „ogarniania” do przodu. Trudno, później sprawdzi w kalendarzu albo zapyta brata. Albo nie, bo czy coś to zmieni? Oprócz tego, z ilu dni nieobecności będzie musiała się tłumaczyć menadżerowi w Hard Rock Cafe i reżyserowi? Nic.
Jakby ktoś walnął w nią obuchem. – odparła zgodnie z prawdą, klnąc się w duchu na wszystko, że utrzymanie głowy w jakiejkolwiek wygodnej pozycji było męczące. Nawet opuszczenie albo oparcie o bark wymagało pokładów energii, której nie posiadała obecnie na stanie w pokaźnych ilościach. Rozważała kapitulację.
Krótko zerknęła ku Danvers, pozwalając ociężałym powiekom raz opaść, a temu wrednemu mózgowi zawiesić się na kilka sekund. Restart systemu. I to wcale nie dlatego, że miała przed sobą Artemis, jak na talerzu. Yes, indeed. Nope.
Nie przypominam sobie, abyś awansowała do tej rangi – mruknęła bez wyrazu, skręcając ciało odrobinę w prawo i przyglądając powoli uspokajającej się tafli wody. – Ale w sumie mogę przeinaczać fakty – wzruszyła ramieniem leniwie – To prawie jak kac, tylko bez tej fajnej części z piciem i tańcami. – Z kaprysu zanurzyła dłoń do połowy, kontrolując przyjemnie ciepłą temperaturę. Najchętniej sama by już się znalazła w środku i po części nawet to rozważała, bo siedzenie na krawędzi wanny w oczekiwaniu, jak święta krowa przed malowanymi wrotami, miało się nijak do jej faktycznego zamiaru zmycia z siebie okropnych godzin wyłączenia z egzystowania.
Paskudna blizna z tego zostanie – nawiązała znowu do kiepskiego zacerowania Danvers, nim mozolnie wyciągnęła rękę dalej, klepiąc lekko łydkę u zdrowej nogi. – Przesuń ją, nie chce mi się czekać aż woda wystygnie i stwierdzisz, że pora wstać. – nie brzmiała przekonująco ani tym bardziej zachęcająco, raczej zmordowana i niekoniecznie przychylnie nastawiona do odmowy, czemu wtórowało to ułożenie ust w płaską linię. Wystarczyło miejsca na dwie osoby, więc tego argumentu nawet nie mogła użyć przeciwko Sage, która puszczając uwagi mimo uszu, już złapała za dół koszulki i zaczęła podciągać do góry. Długie, ewidentnie zdradzające kiepski sen włosy opadły na plecy cicho, a t-shirt z mokrymi śladami przy krawędzi od startej z ręki wody opadł na zimną podłogę, gdzieś obok ciuchów pożyczonych Artemis. Wolnoć, Tomku, w swoim domku, czy inny szajs...
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-23, 14:19   

- Nie będzie pierwsza - zauważyła, wzruszając ramionami, chociaż to było pierwsze w jej życiu szycie, przeprowadzone przez kogoś, kto nie miał w tym wprawy. Nawet jak raz skończyła z rozerwaną skórą na biodrze, to miała obok siebie człowieka, który nie jeden raz zszywał innych, chociaż nigdy nawet nie pomyślał o szkole medycznej. Ot, szczęście durnego, że zawsze tak dobrze trafiała. - Będzie mi przypominać o tobie w trudnych chwilach. Jak zacznę wątpić w siebie to będę wiedziała, że przynajmniej nikomu nie zjebałam połowy nogi - dodała z uśmieszkiem, unosząc głowę, by spojrzeć na dziewczynę, bo takie z niej kochane stworzenie było. Czy można gdzieś zapisać ją na kurs "prawidłowe obycie w społeczeństwie"?
Przez chwilę myślała, że gorączka wróciła. Albo zaatakowała Sage, w sumie kto ją wiedział, rzecz w tym, że sytuacja zdawała jej się być niezwykle surrealistyczna. I przez chwilę nawet chciała prychnąć, że może poczekać te pół minuty to Artemis z tej wanny wylezie, ale dała sobie spokój, bo było jej za ciepło i za wygodnie i skoro nikt jej nie wyganiał, to ona się nigdzie nie będzie ruszać. Słowem, pokierowała się swoim starym, dobrym "ech, jebać".
- Wszystkim mutantom wchodzisz do wanny? - Sparafrazowała swoje poprzednie pytanie, jednocześnie zmieniając pozycję, by trochę zrobić miejsce wchodzącej do wody dziewczynie.
I bynajmniej nie odwróciła wstydliwie wzroku, ciesząc się widokami, które były niczego sobie i przez "niczego sobie" należy rozumieć, że uruchomiły w głowie Artemis alarm "female boner! female boner!". Ich opierające się o siebie nogi bynajmniej nie pomogły wyobraźni Danvers wrócić na przyzwoite tory i nie da się ująć w słowa, jak bardzo żałowała, że obydwie są teraz w stanie plasującym się gdzieś między "półmartwe", a "gdzie jest góra, a gdzie dół". A przynajmniej tak było z samą Art.
W tej pozycji nie mogła już odchylił głowy i swobodnie oprzeć jej o wannę, więc wyciągnęła z wody rękę, której łokieć wystawiła za brzeg, by zyskać trochę równowagi i wygodniejsze ułożenie ciała. Dalej ocierającego się o Sage przy każdym ruchu. Podłe, biorąc pod uwagę, że jej umysł mógł sobie hasać radośnie po wzniesieniach i wgłębieniach ciała dziewczyny, ale wymordowany organizm ledwo utrzymywał ją w pionie bez podparcia.
- Często cię tak otumania? - Zagaiła uprzejmie (!!!), gotowa skupić wszystkie swoje myśli na rozmowie. Wszystkie. Mistrzem konwersacji i small talku będzie.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-23, 14:41   

Slytherin otrzymuje trzydzieści punktów dla domu za zgryźliwe obycie i minus dwadzieścia za złamanie ducha bojowego bardzo PARAmedyka, który mimo wszystko skutecznie olał przywarę. Nie czerpała z tego zabiegu medycznego ani dumy, ani chluby, będąc szczerze przekonaną, że to był pierwszy i ostatni raz, kiedy musiała kogoś pozszywać. Następnego mutanta z rozciętymi płatami skórnymi odeśle do chirurga, czy tego będzie chciał, czy nie, a już na pewno pogoni do tego tę kobietę z drugiego końca wanny.
- Tylko tym z aktualnym szczepieniem na wściekliznę.– odparła, moszcząc się w ciepłej wodzie i pozwalając sobie trochę zjechać plecami, aby oprzeć sztywny kark o ściankę. Przymknęła oczy, ciesząc każdy centymetr zimnego ciała. Chwała za tych minus kilka centymetrów różnicy pomiędzy nią, a wysoką kobieciną o niewyparzonym języku.
Porzuciła gdzieś wstyd, tego też nauczyło ją aktorstwo. Tylko tym razem nie wchodziła w żadną rolę ani nie odstawiała szopki. Najzwyczajniej w świecie postanowiła skorzystać z dobrodziejstwa już przygotowanej kąpieli , nie śpiesząc z sięgnięciem po buteleczkę z mydłem i szamponem, pozwalając włosom spokojnie dryfować pod powierzchnią ciepłej wody, pachnącej, jeśli dobrze teraz oceniała, jaśminem.
Niechętnie uniosła prawą powiekę, spoglądając na Artemis leniwie, gdy poruszyła się, dotykając według kolei rzeczy boku Sage bodaj łydką albo nawet i kolanem. Nie przyglądała się specjalnie długo, ale na tyle, aby zapamiętać te szczegóły, które już znała – siniaki, blizny, zadrapania, wszelkie ślady walki o życie.
- Różnie – wyczerpująca odpowiedź, dostanie w nagrodę ciastko – Zależy, jak długo mnie trzyma. Czasami to godziny, czasami dni. Raz jest lepiej, raz gorzej. – przejechała dłonią od linii brzucha przez mostek i aż po prawy obojczyk, oblewając skórę ciepłą wodą powoli. – Ile masz blizn na ciele? – Pytanie za pytanie? Mogło być. Spojrzała na Danvers, rejestrując, że mydło zapachowe znajdowało się dokładnie na półeczce pod oknem po jej stronie, więc wyciągnęła do niej powoli ociekającą rękę, ruchem dłoni prosząc niemo o podanie, walcząc z zamykającymi się oczami. Przyjemny zapach, względny spokój i otaczająca, ciepła woda robiły swoje. Po tak nieprzyjemnych nocach, doceniała to o wiele bardziej.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-23, 15:35   

- Żadnej. - Niemal padło automatycznie z jej ust, kiedy wzrokiem podążyła we wskazanym kierunku, by sprawdzić, czego Sage od niej chce. Wychyliła się z wody, eksponując swoje ciało od dolnej linii żeber w górę, bo inaczej nie potrafiłaby dosięgnąć buteleczki, bez krzywienia się z bólu. - Nigdy ich nie liczyłam. - Wróciła do poprzedniej pozycji podając jej mydło i zgarnęła z twarzy włosy, które na nią opadły, jak się pochyliła.
Zerknęła na swoje ciało wodząc wzrokiem od blizny do blizny. Cholera, dużo ich nie było, a mimo to przy jednej, czy dwóch nawet nie potrafiła powiedzieć skąd je ma.
"- No, tylko raz - dodała zaraz, po krótkiej chwili wahania, dochodząc do wniosku, że nie zabije jej, jak trochę rozwinie wątek - jak razem z żołnierzykiem graliśmy w bardzo dojrzałe "kto ma bardziej przejebane" i liczyliśmy, kto ma więcej blizn.
Uśmiechnęła się trochę krzywo, bo ciężko powiedzieć, czy to było miłe wspomnienie, czy nie. Pewnie stanowiło kamień milowy w jej relacji z Dalem, którego swoją drogą nazywanie żołnierzykiem to było mniej więcej to samo, co nazywanie lwa kociakiem; postawny mężczyzna z pewnością jedynie "żołnierzykiem" nie był, ale jak raz Artemis tak go zapamiętała - tak już został przechrzczony w jej głowie. To był jedyny raz, kiedy kompletnie napici weszli w tak gorzki ton, bo od zwykłego przekomarzania się i wyzywania się wzajemnie oraz tego całego "ja mam w życiu gorzej" było naprawdę blisko do historii życia, którymi się wtedy ze sobą podzielili. Na trzeźwo nigdy do tematu nie wrócili, ale z pewnością powstała między nimi więź, która obecnie robiła z Fowlera ICE Danvers.
- Przegrałam z kretesem, facet wygląda jakby chodził regularnie na zabiegi do maszynki do mięsa. - Przesunęła dłonią po linii szczęki leniwie, z namysłem, bezczelnie przyglądając się, jak dziewczyna nanosi mydło na ciało. - Ale następnego dnia mnie sklejał tutaj - uniosła lewe ramię, by pokazać ślad na bicepsie - po tym, jak wywołaliśmy burdę w melinie, by odwrócić od siebie uwagę Kundli. Nie wzięłam tylko na poprawkę tego, że ktoś może na mnie ruszyć z rozbitą butelką, kiedy staraliśmy się ewakuować.
Osunęła się trochę w dół, by ukryć część ciała pod ciepłą taflą wody, gdzieś na skraju wiadomości mając refleksję, że przydałoby się sprawdzić, czy facet jeszcze oddycha.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-23, 16:52   

Beżowe mydło miało na etykiecie intrygujący, kwiatowy wzór, przywodzący na myśl buddyjskie mandale albo etniczne tatuaże, na tyle przykuwające oko, że tylko przyglądanie się bliznom Artemis konkurowało ze złotym, błyszczącym zdobieniem. Nic dziwnego zatem, że przyglądała się znikającym siniakom, gdzieś w okolicach żeber i temu zadrapaniu wyżej. Pełna gama odcieni żółci, zieleni i gdzieniegdzie domieszki sinicy. Krwiaki schodziły, ale mogła tylko podejrzewać, jak bardzo utrudniały życie nawet na tym etapie regeneracji.
Nie ukrywała niewielkiego zwątpienia, gdy z jednej skrajności musiała przestawić się na drugą skrajność, przedstawioną w prostym równaniu „nie mam żadnych śladów =/= nigdy ich nie liczyłam, ale będę dalej grumpy catem, odpowiadając wymijająco”. Ten schemat już też poznała, stąd brała poprawkę na to, co widziała, a co Danvers mówiła, choć chwilowo wisiało jej czy zostanie uraczona wymyśloną historyjką, czy faktycznym zdarzeniem z przeszłości. I tak by nie poznała, co było prawdą, a co nie. Nie tylko na potrafiła grać.
Wycisnęła z buteleczki odrobinę perfumowanego mydła na lewą dłoń i posyłając Artemis skonsternowane spojrzenie, wyobrażając sobie faceta wchodzącego dobrowolnie do wielkiej maszyny rzeźnickiej, a potem zajmującego raną na bicepsie, po której został jaśniejszy ślad. Chyba nawet kojarzyła jakiś tani horror z podobną sceną, ale nie mgła przypomnieć sobie jego tytułu, więc porzuciła dalsze poszukiwania we wciąż średnio ogarniającej głowie, mydląc po kolei ramiona i kolejne centymetry skóry.
- Większość twoich historii działa się w melinach albo opuszczonych budynkach – zauważyła łagodnie, wcierając specyfik w dłonie i mocząc w wodzie, tworząc nowe obłoczki piany, które zakrywały ciało i dryfowały po tafli. – Nie masz w zanadrzu jakichś z bardziej… cywilizowanych miejsc? – zawahała się, nieznacznie kręcąc nosem nad doborem słownictwa. Nie tak chciała to nazwać, ale Danvers powinna wyłapać, co Sage miała na myśli. Nie od parady nie dała się do tej pory zabić – jeśli to nie dzięki ładnej buzi, to jakiejś ilości oleju w głowie. D.O.G.S. w końcu nie patrzyli na cudzą urodę, gdy trzeba było wyeliminować mutanta, chociaż i od tego zapewne istniały wyjątki, o których jednak wolała nie wiedzieć. Lepiej wtedy spała.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-23, 17:52   

- To na swój sposób ujmujące, że myślisz, że w ogóle bywam w takich miejscach. - Uśmiechnęła się pod nosem, bo już najwyraźniej miała tak zaprogramowane, żeby robić sobie paskudny PR. Taki typ. - Poza tym to nie w cywilizowanych miejscach powstają historie życie, młoda damo, mam ci opowiadać o tym, jak kiedyś mój były przypalił mi rękę patelnią przez przypadek? - Mrugnęła do niej, wyciągając z wody lewy przegub, na którym faktycznie była cienka linia po oparzeniu. Zaraz jednak potrząsnęła głową, jakby sama idea wracania do tak banalnych momentów życia była śmieszna. Teraz Artemis zdarzały się one tak rzadko, że prędzej banalne było śledzenie jakiegoś psiego przyjemniaczka, by wyciągnąć od niego informacje.
Oderwała w końcu wzrok od Sage i ponownie spojrzała, tym razem na dłużej, na swoje ciało, nieznacznie się do niego krzywiąc. Czekała na moment, kiedy wciągnie na siebie koszulkę z powrotem, bo paskudna rana na nodze była wystarczająco nieprzyjemnym widokiem i nie potrzebowała więcej.
- Ten poszarpany ślad na biodrze - zaczęła powoli, trochę z namysłem - mam od skakania przez ogrodzenie, po włamie do domu jednego z kundli. Pierdolony wrócił wcześniej, niż się spodziewałam, ale zdążyłam się zmyć z informacjami, których szukałam. Och, tego się dorobiłam - przesunęła palcami po prawej stronie brzucha - jak po paru dniach wspólnej podróży z jedną laską, okazała się pracować dla rządu i tylko szukała sposobności, żeby mnie zabić. Strzeliła do mnie na bardzo cywilizowanym skrzyżowaniu. Kurwa, dobrze, że było blisko szpitala. - Spróbuj się dziwić paranoi.
Mówiła spokojnym, trochę znudzonym tonem, takim samym, jakiego by użyła, by opisać fabułę filmu, jaki ostatnio oglądała i jedynie przy ostatnim zdaniu w jej głosie pobrzmiała ulga, wymieszana z ekscytacją, jakby ukryty przekaz stanowiło "ledwo wyszłam z tego cało".
- A ty? Byłaś chociaż raz w niecywilizowanym miejscu? - zapytała na nowo odgarniając włosy z twarzy i patrząc na Sage spod uniesionych brwi.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-23, 18:28   

Kiedyś nadejdzie dzień, gdy odbędą kompletnie normalną rozmowę. Bez przywar, zgryźliwości czy ociekającego z każdego słowa sarkazmu, który w niemoralny sposób zlepiał dialog w całość. Nie potrafiła wskazać choćby jednej konwersacji z Artemis, nie mającej w sobie odrobiny goryczki cynizmu. Psycholog uznałby to za czerwoną flagę i zalecił jak najszybsze zerwanie jakiegokolwiek kontaktu, a ona pokazałaby mu środkowy palec, bo niektóre tendencje Danvers zdążyły już na nią przejść w zastraszającym tempie. Za nic zatem miała drobne dogryzanie, skupiając się na zmywaniu mydlin i zerkania na wskazane blizny wraz z opowieściami o ich pochodzeniu. Żadna nie wynikała z niewinnego wypadku z dzieciństwa, a ryzykownych sytuacji, w które pakowała się poniekąd dobrowolnie, bo taki był charakter pracy.
Przechyliła odrobinę głowę w bok, przyglądając pamiątkom, jakich wcale nie zazdrościła Artemis. Na upartego, gdyby miała to ocenić pod kątem estetycznym, ślad o szarpanych, nierównych krawędziach wyglądał o niebo lepiej od postrzału, który przestał robić na niej wrażenie, gdy czwarty z kolei mutant trafił do niej z raną po kuli – zadrą albo bezpośrednio tkwiącą w ciele. Johnson gdzieś mignęła w tle, ale jak szybko się pojawiła, tak prędko zniknęła.
- Byłam – potwierdziła cierpko, nie zamierzając rozwijać wątku, dopóki nie dostrzegła zalążka próby wyciągnięcia od niej tej informacji. Uniosła dłoń opatuloną pianą, stopując pytanie na samym wstępie. – Nie – Halt, dalej nie przejdziesz. - Nie, nie chcę o tym mówić. – mruknęła z wyraźną niechęcią, odrzucając jeden z czarniejszych dni w swoim życiu na dalszy plan, prędko odwracając kota ogonem, bo tylko w ten sposób mogła jakoś poprowadzić rozmowę na inne tory, a raczej wrócić na stare. – Patelnia? Poważnie? – uśmiechnęła się z politowaniem półgębkiem, prychając krótko pod nosem, zapierając obiema rękami o obie krawędzi i podciągając do siadu bliżej środka wanny, na słowo uważając z nogą Danvers. - Co on, był pod wpływem? – Bo to miało chyba największe prawdopodobieństwo, bazując na to, co prezentowała sobą kobieta. To albo jego bycie Psem, najemnikiem czy po prostu fajtłapą, parzącą swoją partnerkę gorącą patelnią. Normalna sprawa.
Powoli uniosła się, sięgając po mały, wiklinowy koszyczek z nasadką, który stał obok niewielkiej doniczki ze sztucznymi kwiatami. Miała je wyrzucić, ale stały tu nieprzerwanie kolejny rok, bo cały czas o tym zapominała. Strąciła pokrywkę, wkładając dłoń do sekretnej skrytki, której jeszcze Heath nie odkrył, trzymając dzielnie po stronie niepalących, bo o to w ręce znalazła się paczka czerwonych Lucky Strike’ów, w miarę jak Danvers produkowała się w taki czy inny sposób.
Secret stash zawierał w sobie pięć papierosów i jednorazową, białą zapalniczkę BIC. Wetknęła fajkę między usta, wdychając jeszcze niezapalony zapach tytoniu, a nie pozostając tak wredną, opierając się łokciem o kolano Art, wyciągnęła ku niej paczkę krótkim ruchem głowy zachęcając do poczęstowania karmą dla raka. Miała kaprys, kolejny, za który migrena nienawidziła Sage, ale raz w końcu się żyje, a palenie to jedna z najlepszych atrakcji, jakiej mogły doświadczyć w ciepłej wannie.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-23, 18:58   

Przesunęła z zainteresowaniem wzrokiem po twarzy dziewczyny, kiedy napotkała tak gwałtowny sprzeciw, ale nad wyraz jasny przekaz wystarczył, by momentalnie zgodziła się na porzucenie tematu. Nie wchodziła ludziom z butami do życia, jak tego nie chcieli.
Przed oczami stanął jej Fisher, który tamtego dnia zastał ją stojącą nad rzeczoną patelnią i przygotowującą kolację na nich obojga. Ledwo co zamieszkali razem, więc ciągle byli podekscytowani jak szczeniaki, które nie mogą się sobą nacieszyć. Rzucił sugestią, że mogą być głodni i całkiem skutecznie zaczął ją rozpraszać; odwrócona do niego przodem, oparta pośladkami o blat, z początku nawet nie zauważyła, kiedy oparł jej dłoń tuż obok gorącego naczynia, które oparzyło przegub.
Pijani byli wtedy co najwyżej szczęściem.
- To nie tak, że mi nią przyłożył - parsknęła z nutą rozbawienia, ale nie pociągnęła tematu, bo przyjemne wspomnienie paliło i przypominało o wszystkim, co straciła.
Z wypisanym na twarzy "poważnie?" wzięła jedną fajkę, którą odpaliła od podstawionego ognia i w ciszy obserwowała wracającą do poprzedniej pozycji dziewczynę, przyglądając jej się z zainteresowaniem.
- Nie wiedziałam, że harcerki palą. - Zaczepka silniejsza od niej, chociaż gdy zaciągała się głęboko pomyślała, że po tym geście Sage zasługuje tylko na dużo miłości i szczęścia.
Cisza, która zapadła między nimi była przerywana jedynie cichymi pluskami wody, ilekroć któraś z nich zmieniała pozycję. Wystawiona ponad poziom wody skóra Artemis już robiła się nieprzyjemnie chłodna, czuła więc, że niedługo będzie trzeba wychodzić. Jeszcze dziesięćminut, przeszło jej przez myśl, kiedy z ociąganiem wbiła ślepia w twarz dziewczyny.
Przegrała wewnętrzną walkę z samą sobą.
- Sage? - Uciekła od kontaktu wzrokowego, skupiając spojrzenie na trzymanej w prawej dłoni fajce. - Co się stało z tą całą Johnson, Johansson, czy jakkolwiek inaczej było tej kobiecinie, którą tu ściągnęłaś?
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-23, 19:39   

Niedbale podrzuciła kartonik z trzema papierosami i wpakowaną do środka zapalniczką na parapet. Opakowanie uderzyło do plastikową ramę, a opadło z głuchym plaskiem.
- Wielu rzeczy nie wiesz.
Mniej w tym było faktycznego wytknięcia, co zwyczajnej, zwrotnej riposty, którą zwieńczyła wypuszczeniem dymu, formującego się w pierścień w powietrzu. Indiańska krew, jak się patrzy, fajki pokoju i te inne mecyje. Na reakcję Artemis tylko pokręciła głową, bo „co czaderskiego to nie ona”, ale zbieranie szyszek miało swoje plusy w formie tego znikania na kilka godzin w odosobnieniu, z dala od dorosłych druhów. Bo tak, była skautem. Przez dwa lata. Dawno i nieprawda.
Relaksująca cisza i smak nikotyny na języku działały wyciszająco, a tego potrzebowała najbardziej obecnie w swoim życiu. Powinna wyjechać do jakichś mnichów w klasztorach Shaolin, ogarnąć swoje zen i dopiero wtedy wrócić, aby posprzątać ten cały burdel, nazywany potocznie własnym życiem, bo choć stabilne oraz z teoretycznym przepisem na ciąg dalszy, w niektórych aspektach irytowało. Rozważała opcje fantastyczne, niemożliwe do zrealizowania przez czynniki niezależne od niej, a z którymi musiała koegzystować, aby pozorny pokój pozostawał utrzymany, choć w środku uważała wszystko za upierdliwe. Na tyle, że gdyby naprawdę się uparła, zostawiłaby wszystko w cholerę… Ale prędzej wyrzuty sumienia by ją zeżarły, bo stan wyjebania przeminie, gdy przejdzie tego migrenowego kaca.
Ze zwisającą dłonią za krawędzią wanny, w której trzymała dymiącego papierosa, niechętnie mruknęła elokwentne „Hm?”, gdy usłyszała własne imię. Brzmiało nawet intrygująco, kiedy padało z ust Danvers. Silnie prawie że. Otworzyła przymknięte oczy, kiedy przerwa sugerowała, iż być może powinna zwrócić większą uwagę na rozmówczynię, ale ta nawet nie próbowała spojrzeć jej w oczy. Miała swoje powody, które nosiły imię Jemma.
Uniosła dłoń z papierosem, kontrolując stan popiołu, który przesunął granicę, więc strzepała go na kafelki. Później posprząta. Zaciągnęła się spokojnie dymem, wypuszczając równie powoli kłęby nosem i podciągnęła do siebie jedną nogę, wystawiając kolano ponad poziom wody. Wolną dłonią potarła skroń, wybierając szczątkowe informacje, które mogłaby przekazać Artemis. Co warto, a czego nie?
- Wróciła do domu, tak jak kazałaś – ale nie takiej odpowiedzi zapewne oczekiwała, więc prędko dodała: - Nie zmieniłaś jej mózgu w papkę, jeżeli to chcesz wiedzieć. Przynajmniej nie całkiem – uważnie spojrzała na Danvers, oczekując jakiejkolwiek reakcji. Wyrazu ulgi, zmarszczenia brwi, czegoś, co zdradziłoby, w jaki sposób się poczuła z tą wieścią, że nie usmażyła wszystkich obwodów w głowie Johnson. – Wzięła wolne od pracy. Ból głowy, niechętnie rozmawiała ze mną przez telefon, gdy próbowałam jej udowodnić, że miała z tobą do czynienia. – Co wcale nie było takie proste, zważywszy, iż Artemis wyraźnie kazała lekarce zapomnieć. Jak potężną mocą dysponowała, mogła przekonać się – niestety – na przykładzie nikomu winnej kobiety, nieświadoma, że sama też została pokierowana w pierwszych minutach ich spotkania w tej o to łazience. Nie przypominała już rzeźni, choć wspomnienia pozostaną. Przynajmniej część, niektóre fragmenty były zamazane.
- Jak to jest? – zapytała nagle, przekładając końcówkę papierosa spomiędzy knykci do palca wskazującego i kciuka. - Mieć taką zdolność, jak twoja?
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-23, 20:33   

Oczywiście, że wróciła do domu, jak kazałam. Chciałabym wiedzieć, czy potem z niego wyszła, pomyślała gorzko, bo niby tyle lat używania mocy minęło, niby świadomie ją wykorzystywała na ludziach, a mimo to, efektów ubocznych bała się do teraz. Szczególnie, kiedy istniało zagrożenie, że pojawią się u osoby, której nie zaklasyfikowała pod szeroko pojętą kategorią"chuj" w swojej głowie. Spanikowana, gotowa bronić własnego tyłka za wszelką cenę mogła zupełnie nieświadomie wpłynąć na kogoś tak bardzo, że słuchałby jej polecenia aż do usranej śmierci. Przynajmniej tak obstawiała w teorii i nie spieszyło jej się, by zobaczyć, jak to wygląda w praktyce.
Zaciągając się po raz kolejny, zerknęła na dziewczynę kątem oka i już miała odetchnąć w duchu z ulgą (tuż po skrzywieniu się na dobór słów Sage; czy ktoś może jej przypomnieć, dlaczego kiedykolwiek zdecydowała się na podanie dziewczynie więcej informacji o mocy, niż "ludzie spełniają moje zachcianki"?). Potem jednak usłyszała to cholerne "nie całkiem" i zacisnęła szczęki, na nowo skupiając wzrok na papierosie obracanym w palcach.
Szlag by to.
Zaciągnęła się szybko po raz kolejny, po usłyszeniu pytania momentalnie decydując sięna zgaszenie niewypalonej do końca fajki.
- McQueen. - Niedopałek wylądował na brzegu wanny, ciało Artemis się wyprostowało, szykując się do wyjścia z wody. - Safeword na idiotyczne pytania - wyjaśniła w odpowiedzi na pytający wzrok, w nosie mając, że unika odpowiedzi o wiele mniej dojrzale, niż Sage. Fakt, że faktycznie mogła zrobić krzywdę kobiecie kopnął te resztki człowieczeństwa i chociaż do płakania w poduszkębyło jej daleko, to przyjemny nastrój szlag trafił.
Podwinęła lewą nogę, by móc się na niej wybić i przysiadła na brzegu wanny, gdzie ledwo utrzymała równowagę. Awkward, przeszło jej przez myśl, kiedy Sage się przysunęła, by najpierw Danvers przytrzymać, a potem pozwolić jej się na sobie oprzeć podczas mozolnego (i kurewsko bolesnego) procesu wyciągania rannej nogi nad brzeg i za wannę. Dalej obciążając lewą nogę, wychyliła się do przodu, by złapać za ręcznik i rozłożyć go sobie na udach. Zatrzymała się na dłuższą chwilę w tej pozycji i zwrócona tyłem do Sage, pozwalała, by woda kapała jednostajnie na podłogę.
- Moja martwa matka porusza się żwawiej, niż ja - zamarudziła pod nosem powoli wycierając swoje przedramiona, bo przez obolałe żebra nie była w stanie zarzucić sobie ręcznika na ramiona bez wywoływania protestów połowy ciała, a to dodatkowo męczone przez chłód domagało sięwczołgania pod koc.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-23, 21:01   

- That’s what she said. – westchnęła, dając upust wszystkiemu. Nadal było zbyt wcześnie, zbyt rano i zbyt mgliście, aby użerać się z efektami rozdrażnienia (jak podejrzewała) Artemis, która wyszła z wody, wzburzając zawartość wanny.
Nawet teraz robiła za niańkę, pieprzoną Matkę Teresę, poruszającą się ku potrzebującym szybciej, aniżeli nachodziły refleksje czy to w ogóle się opłacało. Najwidoczniej coś z sprzedzgonowanej Sage zaczęło pukać do drzwi, wymagając od tej obecnej stanięcia na wysokości zadania, jakie ograniczyła tylko do wsparcia Danvers, aby nie wyrąbała się na posadzkę, powodując tylko więcej rabanu. Poniekąd to było egoistyczne, unikała dodatkowej pracy, spełniając przy okazji dobry uczynek. Altruizm to bajka dla dzieci.
Utrzymywała balans wystarczająco, pozwalając na przeniesienie środka ciężkości na jej ramię, którym podtrzymywała Artemis dopóty, dopóki nie odzyskała równowagi na krawędzi wanny. Dopiero, gdy ręcznik zawitał przy starszej, uścisk zwolnił, a Ackerman zorientowała się, że papieros z jej dłoni zniknął. Rozejrzała się, nie mogą go dostrzec ani w wodzie, ani na ściankach. Wniosek? Zaginął w akcji, pewnie na podłodze albo gdzieś, bo w powietrzu nadal czuła dym, który niespodziewanie zaczął ją drażnić. Tak naprawdę nieoczekiwana wzmianka o matce Artemis wywołała przedziwny skurcz w krtani, aż musiała odchrząknąć. Tego akurat o niej nie wiedziała.
- W takim razie może podać sobie rękę z moją – zauważyła bez związku, a gdy Danvers zerknęła na nią, marnie poruszyła barkiem i przesunęła z powrotem ku końcowi wanny, zanurzając tym razem aż po samą szyję. – Nie rozwal czegoś, gdy będziesz wchodzić na górę. – bo tak było łatwiej, po prostu obserwować średnio udolne ruchy Art, pokracznie – „na mutantkę” – dodając jej otuchy, poniekąd dając też do zrozumienia, że zostaje tu na dłużej. Woda stawała się letnia, ale nie zamierzała jeszcze stąd wyjść. Potrzebowała chwili dla siebie, bo gdy całkiem w porządku klimat między nimi przepadł, nie chciała pakować się w drogę Danvers. Nie będzie prawić o lekach, tym, że w lodówce pewnie znajdzie coś do zjedzenia przed połknięciem tabletek. Teraz nie, po prostu, dlatego na dokładkę sięgnęła po paczuszkę papierosów i odpaliła kolejnego. Bez wietrzenia nie obejdzie się.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-23, 21:47   

Z myślą, że czułaby się o wiele lepiej bez widowni za swoimi plecami, wciągnęła na swoje nie całkiem wyschnięte barki koszulkę, bo z tą było najłatwiej. Spodenki wylądowały na ziemi, kiedy podpierająca się o ścianę Artemis wsunęła w nie najpierw ranną nogę, a potem w miarę możliwości jak najszybciej uczyniła to samo z drugą. Ręcznikiem osuszyła końcówki włosów i dopiero wtedy dźwignęła się do góry, jednym ruchem wciągając spodenki do końca.
- Nie utop się, gdy zostaniesz sama - odparowała, trochę żałując, że jej energiczne wyjście z łazienki musiało zostać zdegradowane do mozolnego wykuśtykania, które było potrójnie trudne, ilekroć nie miała niczego, na czym mogłaby oprzeć przynajmniej częściowo ciężar ciała.
Zawahała się w korytarzu, tuż przy schodach, rzucając okiem na salon połączony z kuchni; przede wszystkim to pierwsze nęciło niezwykle wygodnie wyglądającą kanapą i Artemis o mało nie uległa tym diabolicznym podszeptom siniaka, jakim obecnie było jej ciało, kiedy w jej głowie nie pojawiła się nieprzyjemna myśl "a co, jak tatuś niespodziewanie wróci" i szlag to trafił. Dobrze, że apetytu nie miała, bo wtedy unikanie kuchni byłoby znacznie mniej przyjemne. Zaraz jednak w jej głowie pojawiła się myśl, że przecież zostawiła proszki na górze, a po tej porcji narażania mięśni na nowe doznania, połknięcie czegoś przeciwbólowego jawiło się jako najmilsza nagroda z możliwych.
Z nadal rozbudzonymi resztkami wyrzutów sumienia, czuła się nagle obrzydliwie bezbronna przez myśl, że w życiu nie użyłaby mocy na ojcu Sage, gdyby teraz wparował do domu. Gdyby jej bezpośrednio nie zagroził (znaczy celując bronią w twarz), trzymałaby język za zębami, by mu nie zrobić krzywdy. A przynajmniej tak sobie powtarzała w głowie, bo coś czuję, że dyktowany wyrzutami sumienia tok myślowy to jedno, a egoizm Artemis to coś zupełnie innego.
Jak już się stąd wyniesie, to znajdzie przyjemniaczka, który jej zrobił dziurę w nodze i zrobi z niego swojego królika doświadczalnego. Przy nim nie będzie miała najmniejszych skrupułów.
Z podobnymi myślami dociągnęła swój tyłek na górę i z prawdziwie zadowolonym westchnięciem ułożyła się na łóżku, pozwalając by mokre włosy zmoczyły poduszkę. Mięśnie na nowo się rozluźniały, w głowie zaś już miała wizję znikającego bólu, dzięki tabletce połkniętej tuż przed położeniem się.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-25, 12:01   

Ku rozczarowani drażliwej strony, Sage nie robiła za Jacka w domowej wersji Titanica z gasnącym papierosem w dłoni w miarę jak woda zaczynała przechodzić ze stadium letniej do zimnej, choć dzisiaj chyba nie pogardziłaby nawet i takim scenariuszem wydarzeń. Mniej do ogarniania, mniej do roboty, mniej stanu nieprzyjemnego haju – nic tylko faktycznie się utopić.
Wyszła jakieś trzydzieści minut po Artemis. Według jej rozeznania, nic nie uległo potencjalnym zniszczeniom przy powłóczeniu ciała na górę (CSI), a takowe faktycznie znalazła we własnym łóżku, gdzie zajrzała dopiero po kolejnych dwóch godzinach, pozwalając sobie na te sto dwadzieścia minut spoczynku z wilgotnymi włosami rozwalonymi na ojcowskiej poduszce. Dzisiaj nie zrobi mu to różnicy.
Miska zupy jarzynowej, ochłapy chleba (ładnie pokrojone kromki, ona po prostu nie miała humoru)i tyle, jeżeli chodziło o kontrolę stanu zdrowia Danvers, którą wybudziły skrzypiące drzwi. Normalnie naoliwiłaby je już kilka miesięcy temu, ale jako ostatnia linia ostrzegania przed niespodziewanym zawitaniem ojca spełniały się nawet nieźle. Bez tego nie mogłaby bezczelnie udawać, że śpi po bolączkach, w rzeczywistości ukrywając „wroga ludzkości”. Może wstąpienie do akademii policyjnej nie było takim złym pomysłem i te lepsze aspekty staruszek faktycznie przekazał w genach? Nie, nie ma mowy.
Cisza była niepokojąca, podobnie jak budząca refleksje mina albo neutralny wyraz Danvers, która bez sprzeciwu dorwała się do zupy.
- Żadnych uwag? – nie mogła ukryć wciąż trochę zaspanego zdziwienia, kiedy usiadła na krześle z oparciem z przodu dla oparcia. Wilgotne włosy uciekały z prowizorycznie zrobionego koka, przez co kilka razy musiała je albo odgarniać, albo chuchać od spodu. – Myślałam, że będziesz psioczyć, jak zwykle – podzieliła się swoimi obserwacjami, opierając przedramiona o szczyt krzesła – Za ciepłe, za zimne, daj mi spokój, nie chcę teraz, później, zaraz, daj whisky… - ułożyła podbródek przy lewym nadgarstku, spuszczając wzrok na jedzenie, nietkniętą łyżkę i w dalszej kolejności na niepasujący do Artemis spokój. – Coś cię gryzie.
[Profil]
 
 
Artemis Danvers



With great power comes great mental illness.

Perswazja

75%

Informatorka





name:

Artemis Danvers

age:
31

Wysłany: 2018-04-25, 13:57   

Wzruszenie ramionami było jedyną odpowiedzią na pierwsze pytanie, poprzedzone tylko szybkim spojrzeniem na dziewczynę. Z opuszczonymi nogami na ziemię, tą ranną wyprostowaną przed sobą, włosami opadającymi luźno z prawej strony twarzy i jednym łokciem opartym o lewe kolano, mieszała leniwie w zupie, ni to jedząc, ni ją kontemplując, bo myślami była daleko.
"Daj mi spokój", "myślałam, że whisky już dolałaś", "twoja obecność mnie gryzie" i pozostałe dziewięćdziesiąt osiem odzywek z podręcznika Jak zrazić do siebie nawet kaktusa przemknęło jej przez myśl, ale jedynie łypnąwszy spode łba na Sage, zdecydowała się na zachowanie wszystkich dla siebie, bo siedziała przed nią dziewczyna, która uratowała jej życie i przez ostatnie dni stawała na głowie, żeby ją w tym żywym stanie utrzymać, chociaż przecież mogła jej trzasnąć drzwiami przed nosem albo zacerować i wystawić na wycieraczkę po setnym, wściekłym komentarzu padającym z ust Artemis.
Już nie kierowana podstawowymi instynktami, bez gorączki i z działającymi w sposób zadowalający lekami, Danvers faktycznie złagodniała, przestając się zachowywać jak zapędzone w kozi róg dziecko. Niekoniecznie zeszła z tym do poziomu przyzwoitego obywatela, ale z pewnością na jej ustach było mniej obraźliwych komentarzy i niecenzuralnych odzywek, a wyrzuty sumienia, które jak na złość nie chciały jej opuścić skutecznie sprawiły, że przymknęła jadaczkę, pochłonięta rozważaniami "a co, jeśli...".
- Użyłam mocy na tobie, kiedy się tu pojawiłam. - Zmusiła się do uniesienia wzroku znad zupy na Sage, bo przecież się nie bała.
To było absolutnie wbrew jej instynktowi i jeszcze nie skończyła mówić, a w głowie już wrzasnęła na samą siebie "co ty odpierdalasz?!". Traktowanie kogoś sprawiedliwie i porządnie to jedno, ale uznawanie, że 'zasługuje na prawdę' w momencie, kiedy to może skończyć sięnaprawdę źle dla Artemis było już czystą głupotą, na którą nie powinna sobie w ogóle pozwolić. Co to w ogóle za idiotyczne postępowanie, zatajanie prawdy było stokroć zdrowsze dla wszystkich, niż pełna świadomość sytuacji.
Napięła się instynktownie czekając na burzę, wzrok opuszczając z powrotem na miskę, przekonana, że zaraz usłyszy, żeby się stąd wynosiła, bo po prawdzie, dokładnie na to zasługiwała.
_________________
We find ourselves in the same old mess singin' drunken lullabies.
[Profil]
 
 
Sage Ackerman



I see humans,

but no humanity.





name:

Sage Ackerman

alias:
Hey, Broadway!

age:
23

Wysłany: 2018-04-25, 18:45   

Zrobiła co? Użyła na tobie mocy. A, to ok.
Chyba samą siebie zaskoczyła wyjątkowo wycofaną reakcją, jeśli nie ewidentnym jej brakiem, bo mrugnięcie pozbawione wyrazu nijak wskazywało na odczucia Sage. Takowe jednak były niczym konkretnym. Nie zauważyła nagłego napływu złości, uderzenie w klatkę piersiową i skok adrenaliny nie miały żadnego odniesienia, a pretensjonalny ton nigdy nie padł z jej ust. Nawet nie drgnęła na krześle. W gruncie rzeczy, zachowywała się tak, jakby nic nie miało miejsca. Upierdliwości moje…
Przekręciła głowę na prawą stronę, przykładając do przedramienia policzek, przedłużając panującą ciszę o kilka długich sekund. Dla niewprawionego w boju albo zestresowanego – jak Artemis – mogło to wyglądać na spokój przed potężną burzą lub zbieranie energii na potężne ryknięcie, mające na celu zmiażdżenie drugiej osoby, wgniecenie w podłogę i naplucie na sam czubek głowy, tak dla akcentu oraz w ramach akcji Postaw kropkę nad i – nacharcz na cudzy łeb!.
- Wow - neutralne nic - Kiedy konkretnie? – zapytała z ociąganiem i niepasującym do wyznania spokojem. Denerwujący wagon buddyjskich mnichów już dawno pewnie prawiłby o tym, że Danvers dosięgnie karma, a tymczasem Ackerman była pieprzonym kwiatem lotosu na zajebiście wyciszonej tafli pierdolonego jeziora w górach tybetańskich. A mówiąc po ludzku – miała wyjebane. Obudziła się i dzisiaj postanowiła tak podchodzić do wszystkiego, bo miała ewidentnie prawo od życia ze schorzeniem, zmęczeniem i stresem w trybie constans. Ciekawiło ją bardziej kiedy, aniżeli dlaczego Artemis użyła na niej swojej mocy oraz dlaczego tego nie wyłapała, co niebezpiecznie angażowało neurony do pracy na nieco podwyższonych obrotach, nakazując Sage łączyć kropki, dopóki nie uzyska tego zarysu króliczka w czapce magika, bo wszystko, co wyczyniali mutanci przypominało zabobony. Perswazja? Wmawianie innym czegoś, czego nie chcieli i bezkarne rozkazywanie? Niektórzy potrafili tego dokonać bez pomocy genu X, ale pech – albo szczęście – chciało, że natrafiła na taką jedną, która była powierniczką tej zastraszającej mocy.
Wywalone. Takie olewatorskie, i gdyby nie mina Artemis czy wiszące w powietrzu napięcie starszej, prawdopodobnie machnęłaby na to ręką; tylko dzisiaj, gdyby była w lepszej kondycji umysłowej (sic!), zrobiłaby raban o to. A tak? Nie miała zwyczajnie siły się denerwować za coś, co miało miejsce w przeszłości, choć wewnętrzny hipokryta wyrywał sobie włosy ku pamięci Phillis.
Tak. Wywalone.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6