Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-22, 23:57   
   Multikonta: Dale/James


Te kilka dni, czas, który spędził z Caroline... Tylko utwierdziło go to w przekonaniu, że bez niej wszystko jest pozbawione sensu.
Przyzwyczaił się do niej - cholernie się do niej przyzwyczaił. Budził się obok niej i nie wyobrażał sobie już teraz, że mogłoby jej zabraknąć.
Każdego kolejnego dnia oddawał jej kawałek siebie. I, cholera, naprawdę mu to pasowało.
Porzucenie dawnego życia nie wydawało się już celem nie do zrealizowania - wręcz przeciwnie, powoli zaczynał wierzyć w to, że mu się uda.
Przy niej Scott odkrywał czym jest prawdziwe szczęście. I biada temu kto spróbuje to popsuć.
- Hmm? - spojrzał na nią i przycisnął jej ciało trochę bliżej do swojego. Zabawne - niósł ją na rękach, ale miał wrażenie, że kompletnie nic nie waży. Była taką drobną istotą, pomimo tego miała ogromne serce. Wiedział o tym dobrze, ponieważ okazywała mu to - każdy problem przy niej stawał się o wiele mniejszy.
To wszystko co tworzyło się między nimi... Przekuwali tajemnice, ból, oraz strach w coś dużo lepszego. Szczerość, wzajemne zaufanie... I szło im to naprawdę dobrze. Przynajmniej do tej pory.
- Mam nadzieję, że dobre rokowania oznaczają, że w ciągu kilku dni będziesz mogła już normalnie chodzić? - rzucił rozbawiony nie odrywając od niej spojrzenia. No dobra, może czasem odrywał - ale tylko po to, by spojrzeć na drogę! Szkoda by było, gdyby przewrócił się z nią na rękach i sam nie wiem... Połamał jej żebra, czy coś.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-23, 19:39   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Rzeczywiście - ostatnie o czym teraz marzyłam, to wylądowanie razem z nim na schodach przy nieprzyjemnym upadku. O czym myślałam decydując się na mieszkanie na piętrze?
Chociaż z drugiej strony - czy gorsza od piętra nie byłaby chatka na środku niczego, nad którą marzyłam jeszcze kilka dni temu?
Brr... To może jednak zostańmy przy tym mieszkaniu.
Przekrzywiłam lekko swoją głowę, patrząc na niego z niedowierzaniem. Ze swoją przeszłością powinien zdawać sobie sprawę, jak długo może zająć regeneracja uszkodzonych tkanek - tym bardziej, gdy mowa była o kościach.
- Może nie kilka dni, ale... Powinnam odzyskać pełną sprawność. - Rzuciłam dość optymistycznie. Potrzebowałam choć kilku dobrych wieści - szczególnie teraz, gdy conocne koszmary nawiedzały mnie częściej, niż kiedykolwiek wcześniej. - W sumie zaczynam mieć wyrzuty sumienia... - Dodałam po chwili, gdy w końcu znaleźliśmy się przed moimi białymi drzwiami. I czy jemu się to podobało, czy też nie - przy kluczach wciąż miałam doczepioną masę drobiazgów i uroczą, pluszową maskotkę, która obracała się między moimi palcami, gdy starałam się znaleźć ten jeden kluczyk pasujący do zamka. - Nie czujesz się przy mnie... Ograniczony? - Wyrzuciłam z siebie w końcu, mając świadomość jak bardzo pomógł mi w ostatnich dniach, jak wiele mu zawdzięczałam i jak wielkim ciężarem mogłam się okazywać.
Nie wiem, czy brunet czekał aż to mi uda się przekręcić zamek, czy jednak sam ostatecznie się za to zabrał, wcześniej wyrywając mi cały mój zestawik. Wiem jednak, że w końcu mogłam odetchnąć pełną piersią w tych czterech ścianach. Wszelkie zaniedbania udało nam się usunąć jeszcze zanim zdecydowałam się na ponowne łamanie własnych kości, by móc jakkolwiek się przydać - nawet kulejąc. Bo teraz... Teraz to rzeczywiście mogłam się nadać wyłącznie do "leżenia i pachnienia".
Jak dobrze, że nasza znajomość nie zaczęła się od tej strony...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-24, 03:16   
   Multikonta: Dale/James


Dlatego właśnie uważał. Nie mógł jej upuścić - w sumie dosłownie, ale też w przenośni. Ciągnął ją w górę z całych sił i już teraz wiedział, że zrobi wszystko, by tak pozostało. Dlatego ta ich popieprzona relacja miała szansę przetrwać - wspierali się, byli dla siebie. I nie ważne, że znali się tak naprawdę kilka chwil. Czasami te kilka minut, godzin, czy dni spędzonych wspólnie naprawdę wystarczy. I Scott już wiedział. Wiedział, że nie chce nikogo innego. Jeszcze parę dni temu zastanawiał się czy sobie poradzi, czy naprawdę da radę stać się kimś zupełnie innym. Dziś? Dzisiaj to wydawało się o wiele prostsze.
Oczywiście, że zdawał sobie sprawę z tego jak długo zajmuje regeneracja. Ech. Ona i te jej poczucie humoru.
- Ehm. To taki żart. Wiesz, powinnaś się zaśmiać czy coś. Chyba jestem kiepski w te klocki. - rzucił rozbawiony i podniósł ją nieco wyżej tak, by móc cmoknąć ją w policzek - co też uczynił.
- To dobrze. Mam nadzieję, że szybko staniesz na nogi. Chociaż z drugiej strony... Lubię Cię nosić na rękach. - puścił jej oczko i uśmiechnął się lekko.
Wszedł po schodach i zatrzymał się przed drzwiami do jej mieszkania.
Powoli zaczynało go irytować to miejsce. Miał wrażenie, że budzi w niej jakieś złe emocje, w końcu... Tu mogli ją dopaść. Wiedzieli przecież gdzie mieszka.
Cholera, w sumie... Jakaś jego część chciała, by te osobniki się tutaj pojawiły. Mógłby rozwiązać sprawę bez wyrzutów sumienia, że ją okłamał - wtedy przecież tylko by się bronił.
Czy dalej pragnął się na nich zemścić? Oczywiście.
Widział przecież jak kuleje, gdy czasem szlafrok lub inne odzienie zsunęło się delikatnie z niej ramion - widział tą cholerną bliznę. Zwracał na to uwagę za każdym razem i niemal za każdym razem powstrzymywał się, by czegoś nie roznieść.
Widział czasem jak wierci się przez sen, jak się krzywi - dopadały ją koszmary, a wszystko przez to co jej zrobili.
Miał ochotę im powyrywać serce, ale przecież obiecał, obiecał, że nie będzie już tym... Tym czymś kim był kiedyś.
- Ograniczony? - parsknął krótkim śmiechem zerkając na nią. Pokiwał głową z niedowierzaniem, a dziewczyna w tym samym czasie otworzyła zamek.
Wniósł ją do mieszkania, ba, doniósł ją do samego łóżka na którym delikatnie ją posadził.
- Przy Tobie pierwszy raz w życiu czuję się naprawdę wolny.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-24, 19:04   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


- O... Oh, tak... Żart.. - Mruknęłam, wyraźnie zawstydzona, odwracając od niego swój wzrok. Ale czy to mogło cokolwiek dać, gdy moja twarz była tak blisko niego? Rany, rumieniec rozlewający się po moich polikach pewno był widoczny z kilometra...
Wiele rzeczy brałam za bardzo na serio. Często zapominałam o sarkazmie, humorze czy zabawnych anegdotkach. Wyjątkowo za często, odkąd wróciłam.Ale... Nie potrafiłam nic na to poradzić. Mój mózg, mój umysł... Po prostu nie chciał wejść na tę przyjemniejszą stronę. Został gdzieś, na tym etapie "profesjonalizmu", gdzie przecież... Nie wypadało kłamać.
- To chyba... Jest nad dwoje... Nie za dobrych w te klocki, wiesz... Bo... - Zaczęłam się nerwowo tłumaczyć, samej nie wiedząc, dokąd zmierzam. Moje powieki mrugały częściej, niż powinny, a serce niemal chciało wyrwać się z piersi. Było mi tak głupio, a nawet nie miałam gdzie uciec. I to jego kochane podejście wcale w niczym nie pomagało.
Nie wiem, co się ze mną działo. Czułam się tak dobrze, jednocześnie wciąż tak bardzo się denerwując. Lęki nie chciały mnie opuścić, ale zasłona uszyta ze zrozumienia wyraźnie je zakrywała. Chyba... Chyba to było sukcesem tego, co między nami się tworzyło - każdego dnia na nowo, każdego dnia coraz mocniej.
Zrozumienie.
Lubiłam zawieszać na nim wzrok - licząc kolejne zmarszczki, oceniając głębokość blizn w jego skórze, obserwując, jak zarost z dnia na dzień robi się coraz dłuższy. Lubiłam obserwować te zmiany, w ten sposób go poznając. Widząc, ile w życiu wycierpiał, jak wiele starał się ukryć. Czy to nie zabawne, że gdy słowa nie wystarczały, skóra mogła tak wiele nam powiedzieć o drugim człowieku?
Lubiłam też widzieć ten blask, który pojawiał się w jego oczach każdego ranka. Słuchać zachrypniętego głosu po śnie. Wtulać się, w zdecydowanie za mocno spocone ciało, przez moją miłość do puchatych pościeli. Lubiłam jego zapach - to była rzecz, którą mogłam w nim poznać nawet bez nazbytniego kontaktu. Po prostu... Lubiłam jego obecność.
Nim więc ułożył mnie na tej pościeli, pozwoliłam sobie na krótkie przymknięcie powiek, by móc się delektować zapachem jego perfum. To... To mnie uspokajało. To był mój sposób na chwilę intymności, bez pobudzania złych wspomnień, które wciąż kotłowały się w mojej głowie - tak dobrze ukryte, a wprowadzające mnie w stan rozpaczy. A wszystko dlatego, że pachniał... Inaczej. Pachniał bezpiecznie. Kojarzył mi się... Z dobrem.
- Nie wiesz jak dobrze to usłyszeć. - Odparłam z uśmiechem na jego słowa. Dobrze było czuć się potrzebnym i znaczącym, nawet mimo własnych, wewnętrznych wątpliwości.
- Tylko... Co z Twoją pracą? Nie denerwują się Twoją nieobecnością? - Zapytałam po chwili, wyraźnie zmartwiona. Ja... Nie chciałam być źródłem problemów. Nie dla niego.
Nie dla niego...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-25, 00:04   
   Multikonta: Dale/James


Oczywiście, że ten rumieniec był widoczny. W ciągu tych kilku dni jednak widywał go tak często, że... Po prostu do tego przywykł.
Dość szybko zrozumiał jak mocno Caroline jest wycofana i starał się jak mógł, by nie palnąć jakiejś gafy, która doprowadzi do kolejnego ataku paniki. Zachowywał dla siebie większość komplementów, co nie było łatwe. Najchętniej na okrągło powtarzałby jej, że jest idealna, ale hamował się. Do tego dojdą z czasem.
Mimowolnie wywrócił oczami słysząc jej następne słowa.
- Heej... Spokojnie. Nie potrzebuję wytłumaczenia. Rozumiem. - po raz kolejny puścił jej oczko z lekkim uśmiechem. Nie ciągnął dalej tego tematu - bo i po co?
To prawda - zrozumienie było kluczem w ich relacji. Bez niego nie było sensu niczego budować, musieli się siebie nauczyć. Oboje byli w jakiś sposób skrzywdzeni, oboje mieli swoje dziwactwa i... Po prostu się ich uczyli.

On natomiast uwielbiał to uczucie, to ciepło w klatce piersiowej, które pojawiało się tylko przy niej. Kochał z nią rozmawiać i to, że wszystko rozumiała - czasem nawet bez słów. Nikt od dawna nie był tak po prostu dla niego - i ona to odmieniła. A jeśli chodzi o ten blask w jego oczach... Pojawiał się tylko i wyłącznie dzięki niej.
Przykucnął przy łóżku i umieścił jej dłonie w swoich. Uśmiechnął się wesoło patrząc jej w oczy.
- Nie przejmuj się moją pracą. Mogę tam wrócić kiedy zechce, właściciel to mój znajomy. Kiedyś trochę... Trochę mu pomogłem i w sumie to wisi mi dość sporo przysług. Poza tym... Tak naprawdę jej nie potrzebuję. Wystarczy mi pieniędzy na dobrych kilka lat. - to jedyne co mu pozostało z przeszłości. Ukryte pieniądze, konta bankowe na lewe firmy, swojego czasu zarabiał naprawdę nieźle - chociaż nie był pewien czy ona powinna o tym wiedzieć. W końcu... To wszystko pochodziło z przestępstw - niektórych naprawdę paskudnych.
Miał jednak nadzieję, że przemilczą ten temat - dlatego też postanowił go od razu zmienić.
- Tak sobie myślałem... Może gdzieś wyjedziemy? Choćby na weekend? Gdziekolwiek. Byle jak najdalej stąd, no wiesz... Przemyśleć parę spraw, odpocząć od tego miejsca.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-25, 21:42   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Chyba... Byłam szczęśliwa.
Nie wiem, jak to się stało. Nie wiem, jakim cudem tak inna ode mnie istota mogła mieć tak wielki impakt na moje życie. Nie wiem, jakim cudem nasze ścieżki się ze sobą skrzyżowały, ale... Czułam się szczęśliwa. Tak po prostu, normalnie - szczęśliwa.
To, co przez całe lata brałam za to uczucie było dziś niczym. To był tylko spokój, rutyna, ale nie szczęście. W sumie... Było mi dziwnie. Czy na pewno powinnam była czuć te motyle w brzuchu? Czy mój umysł powinien robić się jaśniejszy tylko od krótkiego spojrzenia? Czy... Czy dobrze robiłam, pozwalając mężczyźnie tak bardzo się do mnie zbliżyć?
Może... Może moja ciotka byłaby z tego w końcu dumna?
Dlatego słuchałam jego słów - wpatrując się w jego spojrzenie, obserwując każdy ruch mięśni na jego twarzy. Słuchałam - uśmiechając się lekko niczym mała trzpiotka. Słuchałam - zostając w tym moim wyidealizowanym świecie, gdzie brunet okazywał się być moim ratunkiem, moim własnym, prywatnym rycerzem. Słuchałam - aż rzeczywistość mnie uwierzyła.
To nie była baśń. Wiedziałam przecież, że jego pieniądze nie pochodzą z bohaterskich misji ani z legalnych źródeł. Doskonale zdawałam sobie sprawę, o jakich przysługach on mówił. A jednak... Nie potrafiłam przestać się uśmiechać, choć pewnie moja warga przez ułamek sekundy niebezpiecznie zadrżała...
- Yhm... Tak... - Mruknęłam w odpowiedzi na jego zapewnienia, mrugając nerwowo powiekami. Nie chciałam się znów rozpłakać, nie chciałam pokazywać, jak bardzo jest to dla mnie ciężkie. Nie, gdy byłam tak bliska poznania jego tajemnic, - Po prostu... Nie chcę żebyś został więźniem w mojej wieży. - Dodałam po chwili, wysilając się na jakiś żart, by zbyć ten temat. Przynajmniej na teraz...
I nawet nie musiałam długo czekać, bo wtem mężczyzna wyciągnął asa ze swojego rękawa. Jego propozycja... To było emocjonujące. Tak bardzo chciałam krzyczeć "tak", tak bardzo chciałam się zgodzić, zapominając o tym piekle na ziemi, tak bardzo chciałam od tego uciec, ale... Rzeczywistość i tu postanowiła się panoszyć.
Zaśmiałam się jednak, krótko, zawieszając swoje dłonie na jego ramionach, a oczy skupiając na jego spojrzeniu. Mógł w nim wyczytać, jak bardzo mi na tym zależy, ale...
- Nie jestem chyba najlepszą kompanką na jakiekolwiek wyjścia, Scott. - westchnęłam ciężko, starając się jednak nie pozbywać uśmiechu z własnych warg. - No chyba, że planujesz dzikie drifty na ukradzionym wózku inwalidzkim. - Zaśmiałam się po chwili, samej odwracając myśli od swojego paskudnego położenia. W sumie... Byłam mu wdzięczna, że z niczym na mnie nie naciskał, nie próbował mnie nakłonić do zgłoszenia tego, co się ze mną działo. Po prostu był. A to było najważniejsze.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-26, 00:14   
   Multikonta: Dale/James


To, czy Caroline zrobiła dobrze pozwalając mu się do siebie zbliżyć okaże się dopiero z czasem. Jak na razie ten ich... Związek. Tak, to chyba już można nazwać związkiem.
W każdym razie - ta relacja dopiero się rozwijała, a przecież oboje dobrze wiedzieli, że najgorsze jeszce przed nimi.
Największe tajemnice dalej pozostawały ukryte, a najmocniejsze słowa czekały, by się z nich wydostać. Scottt nie miał pojęcia w jaki sposób jej o tym wszystkim opowiedzieć - ale rozumiał, że nie ma innego wyjścia. Musiała go poznać z każdej strony. Ta najciemniejsza również musiała zostać przez niego ujawniona.
To co przeczytała o nim w aktach... Ile oni mogli właściwie wiedzieć? O jednej dziesiątej tego co zrobił? Wszystko inne zamierzał ze sobą zabrać do grobu - dopóki nie poznał Caroline.
Spojrzał na nią, na ten jej uśmiech który pozostawał na jej twarzy nawet wtedy, gdy mówił o tych wszystkich ciemnych interesach... Jak mógł nie zauważyć, że to nie jest szczere?
Odpowiedział uśmiechem - pozbawionym jednak cienia radości.
- Taa. Tak to wygląda. No, ale mniejsza z tym. - zmienił temat nie chcąc po raz kolejny wracać do kiepskich wspomnień. Nie chciał psuć chwili - która przecież mimo wszystko była magiczna. Każda chwila w jej towarzystwie była... Po prostu cudowna.
- W takiej wieży mogę siedzieć do końca życia. Nic więcej mi nie trzeba. - odparł i zaśmiał się cicho. No, ale wcale nie kłamał - naprawdę mógłby z nią utknąć w jednym pomieszczeniu i wcale by mu to nie przeszkadzało.
Dziewczyna oparła dłonie na jego ramionach. Słysząc jej śmiech nie mógł się powstrzymać i zbliżył swoją twarz do jej twarzy, by złożyć na jej ustach delikatny pocałunek.
- Nie... Nie chodzi mi o jakieś wycieczki, czy coś. Po prostu... Jakiś mały domek daleko stąd. Zdala od zgiełku miasta, może nad jakimś jeziorem... Tylko my, cisza, spokój. - mruknął cicho, wręcz proszącym tonem. O rany... Dopiero tak naprawdę ją zdobył, a już chciał tylko dla siebie.
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-26, 00:40   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Związek...
Pomyśleć, że przez tyle lat odbierałam to słowo wyłącznie w aspektach naukowych. Nie zaprzątałam sobie myśli tą bardziej socjalną wersją tego wyrażenia. Ale w sumie... Dziś robiło mi się dziwnie ciepło na sercu, gdy mogłam pomyśleć o nas w tym aspekcie. Coś nas już łączyło, coś nas do siebie zbliżało, coś... Coś się działo. I nawet, jeśli nie byłam w stanie tego wciąż zrozumieć - nie chciałam tego przerywać.
- Mogłoby Ci się w końcu zacząć nudzić. - Nie odpuściłam sobie jednak tego lekkiego droczenia się. To... To było coś, co często widziałam na filmach, gdy sama nie miałam okazji z tego skorzystać - a przynajmniej tak mi się wydawało. Tylko... Czemu miałam wrażenie, jakbym już kiedyś tak komuś na nerwach grała? I czemu kojarzyło mi się to tak... Przyjemnie?
Nie wiem, chyba już zaczęłam się topić w tej krainie, gdzie szczęście jednak może płynąć ciurkiem. Gdzie nie tylko nerwy przeze mnie przemawiają, ale i sama daję się ponieść emocjom. Gdzie przestaje mnie ogarniać panika na każdy najmniejszy dotyk.
Czy to czas zwolnił? Czy to mój umysł chciał wydłużyć tę sekundę? W jednej chwili jestem przed nim i się śmieję, by po chwili zatopić się w jego delikatnym spojrzeniu, zgubić w cieple jego warg, zadrapać o odrastający zarost, by jednak całkiem nie odlecieć, gdzieś daleko, ponad rzeczywistość. Czas stawał w miejscu tak samo jak mój oddech - i wcale nie chciałam, by wracał na swój dawny tor. Robiło się ciepło na mojej duszy, a organizm oddawał to czerwienią na polikach.
W sumie zabawne, że mężczyzna obchodził się ze mną jak z jajkiem, jednocześnie zrywając ze mnie tę pokruszoną skorupkę, odkrywając to, do czego sama nie sądziłam, że byłabym zdolna. Ta bliskość, ta szczerość, ta otwartość na nowe wrażenia i myśli. Ta chwila, gdy nie chciałam pozwolić mu odejść.
Jedną z dłoni pogładziłam jego policzek. czułam szorstką brodę wbijającą się w moją skórę, dającą mi znać, że to wcale nie moja wybujała wyobraźnia. Odwzajemniłam ten pocałunek, przeciągając go zaledwie o chwilę - a może i wieczność, jeśli wierzyć mojej percepcji. A wszystko po to, by w końcu zrzucić spojrzenie, nie zdzierając uśmiechu z ust,
- Byłoby... Miło. - Wydusiłam z siebie w końcu, opuszczając swoje dłonie na brzeg łóżka. Czy to miał być przedsmak naszej małej, wymarzonej utopii?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-26, 00:57   
   Multikonta: Dale/James


- Nigdy mi się nie znudzi. - odparł krótko wzruszając ramionami. W tej chwili był tego absolutnie pewien. Wiadomo - nie mógł już teraz wiedzieć co będzie za miesiąc, rok, dziesięć lat, ale... Ale na chwilę obecną tak mocno w to wierzył, że nie wyobrażał sobie nawet, by mogło być inaczej.
Jak to możliwe, że cały czas był przy niej uśmiechnięty? I nawet nie bolała go od tego twarz, czy coś.
Wpływała na niego wręcz zbawiennie, gdy tylko ją widział od razu czuł się... Dobrze. Tak po prostu dobrze. Miał na wszystko siłę, nie odczuwał takiego czegoś jak zmęczenie. Z każdą następną minutą szukał kolejnego sposobu, by zobaczyć jej uśmiech.
Wyszukiwał momentu w którym może ją pocałować, przytulić do siebie. Po prostu... Po prostu uwielbiał dawać je szczęście - i sam brał swoją działkę dla siebie. Jak jakiś cholerny narkoman uzależniony... Od niej.
Scott przymknął na moment oczy, gdy jej dłoń przesunęła się po jego policzku.
Nawet te najdrobniejsze gesty były cholernie przyjemne i takie... Takie na miejscu. Jakby dokładnie tego szukał przez całe swoje życie.
I... I już nie myślał tak często o Julie - przez co czasem czuł się winny. Nie chciał o niej nigdy zapomnieć, ba... Chciał jej dalej szukać z tym, że nie był teraz pewien czy to w ogóle ma jakikolwiek sens.
Ten cholerny koralik, który spoczywał w jego kurtce... Tak dawno nie miał go w dłoni. Kiedyś to był jego zwyczaj, taki rytuał... Przynajmniej raz dziennie zdejmował bransoletkę i ją oglądał, gładził koraliki - już na pamięć znał ich kształt. Po tysiąckroć czytał literki, które były na nich wyryte, a teraz... A teraz tego nie robił.
I sam już nie był pewien czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie.
Uśmiechnął się lekko i otworzył oczy.
- A więc postanowione. - rzekł i podniósł się nie dając jej nawet czasu na odpowiedź, zaprzeczenie, czy cokolwiek.
- Chcesz kawy, albo herbaty? - rzucił przez ramię znikając w drzwiach kuchni.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-26, 01:25   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Chciałam wierzyć w to szczęśliwe zakończenie. W to długie, radosne życie u własnego boku, gdzie nawet milczenie jest oznaką czułości - co było przecież śmieszne, bo wcale romantyczką nie byłam. Ale może to on na mnie tak wpływał? Może przez niego odnajdywałam w sobie pokłady empatii i miłości, o której tak dawno temu zapomniałam?
Jaka szkoda, że tak późno...
Ta jego pewność, bezkompromisowość. To chyba cechy, których mi brakowało. Zadziwiające, jak brunet potrafił znaleźć złoty środek - pomiędzy byciem tym decydującym, a pośrednio uległym. Jak potrafił wydać tak głupi rozkaz w sposób, który wydawał mi się czarujący. Jak zaczęłam szczerzyć się na samą myśl, że moglibyśmy zrobić coś tak... Tak szalonego!
Szalonego, przynajmniej dla mnie. Nie byłam typem osoby, która robiła cokolwiek impulsywnie. Zawsze działałam z planem. Czemu więc Scott musiał to we mnie niszczyć? I czemu tak cholernie mi się to podobało?
- Postanowione. - Potwierdziłam, pokazując mu szereg swoich wciąż bielutkich zębów. Jedna rzecz z całą pewnością się tu nie zmieniła - wciąż czułam się przy nim przynajmniej o połowę młodsza.
- Herbaty! - Krzyknęłam w jego kierunku, gdy już postanowił się ode mnie odsunąć, i czmychnąć za drzwiami. - Rooibos, ten z wanilią! - Dodałam po chwili, śmiejąc się samej do siebie, by po chwili wyłożyć się na łóżku z lekkim westchnieniem. Nie chciało mi się wierzyć, jak wielkie miałam szczęście - szczególnie teraz, gdy byłam tak potrzebująca. W końcu... Od zawsze dziewczynki się straszy przed chłopcami, że zależy im tylko na jednym. A przy Scotcie... Przy nim wierzyłam, ze wcale tak nie jest. Nie wykorzystał mojej słabości, a stał się moim oparciem
Czy to właśnie nie było "na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie"? Pewnie nadinterpretowywałam, ale... Chciałam w to wierzyć, to tak pięknie brzmiało.
Na tyle pięknie, że chyba byłam gotowa przed nim otworzyć swoją przeszłość...
Wstałam z pościeli, z niewielkim trudem, podchodząc do białej komody pod ścianą. Miałam tu zdecydowanie za wiele nic nie znaczących bibelotów, ale doskonale sprawdzały się w roli maskowania dla rzeczy, które były dla mnie cenne. Niby... Niby nie byłam nazbyt sentymentalna, ale gdy zza jednego ze sztucznych kwiatków, wyciągnęłam jasne, drewniane pudełko, moje oczy mimowolnie się zaszliły. Przytuliłam tę zdobycz do swojego serca, kuśtykać z powrotem w kierunku łóżka. Tu mogłam w końcu uwolnić baletnicę z jej więzienia - by mogła tańczyć, do tak znanej mi melodii. Kojarzyłam ją z moich snów, gdy niosła mi spokój i ukojenie w najbardziej trudnych chwilach. Ta mała, plastikowa tancerka miała być obrońcą okruchów wspomnień, których już miałam nie odzyskać. Kilka zdjęć, krótki rzemyk, pojedynczy kolczyk. Większość była po mojej rodzicielce, ale i jakieś jednostki z mojej młodości się tu ostały.
Delikatna melodia niosła się, z pomieszczenia na pomieszczenie, a ja miałam wrażenie, że już zaczęła kreślić moją historię. Nie wiedziałam, czy Scott zechce jej wysłuchać - ale chciałam by wiedział, że to ja jestem gotowa.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-26, 01:42   
   Multikonta: Dale/James


Z pewnością takie właśnie było im pisane - szczęśliwe. W tej chwili Scott nie przyjąłby do siebie, że może być inaczej.
Przecież byli jak jacyś cholerni Romeo i Julia (hehe), nie?
Różnili się, okropnie się różnili, a mimo wszystko do siebie pasowali. Jeszcze nie potrafił zrozumieć w jaki sposób to jest możliwe, ale chyba nawet nie chciał tego rozumieć. Jest dobrze tak jak jest - po prostu.
Pokręcił głową z niedowierzaniem i zaśmiał się cicho pod nosem słysząc jej instrukcje dotyczące herbaty. To właśnie w niej uwielbiał. To, że piła dziwaczną herbatę, tego pluszaka przy kluczach, te rumieńce pojawiające się na okrągło na jej policzkach... Te wszystkie dziwactwa, które ktoś inny mógłby nazwać wadami. Dla niego? Jak do tej pory była ideałem. I to właśnie dlatego, że posiadała wady.
Dobra, zaraz chyba sam się pogubię.
Pogwizdując cicho pod nosem wstawił czajnik i wrzucił torebkę z herbatą do jednego z kubków, do drugiego natomiast nasypał kawy.

Za parę chwil wyłonił się z kuchni niosąc gorące napoje. Uśmiechnął się lekko widząc co Caroline trzyma w dłoni. Zatrzymał się na moment, by lepiej usłyszeć melodię płynącą z małego pudełeczka - pozytywki.
Wyglądała tak cholernie uroczo, jak jakaś porcelanowa laleczka, gdy tak trzymała ten swój skarb. A Scott doskonale wiedział, że ten przedmiot nie znalazł się teraz w jej rękach bez powodu. Chciała się z nim czymś podzielić. Nic jednak nie mogło go przygotować na to, co zobaczył po chwili.
Kubki wypadły mu z dłoni, gdy dostrzegł zdjęcie znajdujące się na samym wierzchu małego stosiku z pamiątkami.
Sam zrobił kilka kroków w tył, aż nie oparł sie o ścianę.
- To... Ty... Skąd.. - wybełkotał niewyraźnie. Wpatrywał się w nią, a na jego twarzy można było dostrzec mieszankę strachu, podejrzliwości, być może nawet gniewu - chyba wszystkiego naraz.
Nawet nie wiedział co powiedzieć, żadne słowo nie chciało mu przejść przez gardło. Poczuł, że robi mu się cholernie gorąco i... I miał wrażenie, że za chwilę straci przytomność.
Skąd ona miała zdjęcie Julie? Dlaczego tak bardzo ją przypominała i czy to... Czy to możliwe?
- Julie... To zdjęcie... Skąd je masz..? - wyrzucił z siebie niczym jakiś histeryk, a w jego oczach pojawiły się łzy i pierwszy raz od wielu lat... Słone strumienie popłynęły po jego policzkach.
Po raz kolejny ten cichy głos w jego głowie podpowiadał mu, podsuwał mu odpowiedź na to wszystko, ale on... Ale on resztkami sił odpychał to, co oczywiste od siebie.
To nie jest Caroline.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-26, 02:02   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Siedziałam na łóżku wsłuchując się w kolejne dźwięki wydawane przez pozytywkę. Musiało być dobrze, zawsze po burzy musiała pojawić się tęcza na niebie. Przecież nie mogliśmy żyć w jakimś chorym dramacie, gdzie spokój nie odnajduje dla nas więcej chwil...
Podciągnęłam pod siebie nogi, czekając na ponowne pojawienie się bruneta w drzwiach. Nuciłam melodię pod nosem, dokładnie wiedząc, kiedy się uspokaja, a kiedy przybiera na tempie. Nie mogłam się jednak spodziewać, że to małe pudełko tak poruszy sercem Scotta...
Wzdrygnęłam się, słysząc upadające szkło na podłogę. Wyrwało mnie to z mojego krótkiego transu, całkowicie pozbawiając mnie dobrego humoru, a w moim sercu na nowo budząc lęki. To... Nie powinno tak wyglądać.
- Scott? - Zapytałam, z wyczuwalnym zwątpieniem w głosie. Nie wiedziałam, co mu się stało, ale... Nie chciałam go takiego widzieć. Przecież... Przecież nic nie zrobiłam! Dlaczego więc tak skrajne emocje mogłam rozpoznać w jego spojrzeniu? Czemu patrzył na mnie... Inaczej?
Najgorsze, że nawet nie mogłam wstać. Nawet nie mogłam zareagować. Nie - gdy ból w kostce nie pozwalał na tak drastyczne ruchy.
Czemu się bałam?
- Nie rozumiem... Co... Co się stało? - Zapytałam ponownie, a mój głos wyraźnie się łamał. Gdybym wiedziała, że dzisiaj baletnica przyniesie mi zgubę, nigdy nie wypuściłabym jej na wolność...
Podobnie, jak Scott wypuścił część mojej przeszłości, mówiąc to jedno imię - Julie.
Jego pytania zniknęły gdzieś w odmęcie migrenowego bólu głowy. Czułam, jak coś łopocze pod moją czaszką, we własnym umyśle słyszałam, jak ktoś podobnie wymawia to imię. Julie? Jules? "J"?
Ten przeklęty koralik, to przeklęte "J". Przeklęta Julie, która chciała się uwolnić, ale wciąż nie miała wystarczająco sił...
Jęknęłam, łapiąc się otwartą dłonią za skroń. To... Bolało. Te pojedyncze skrawki słów, zdań, obrazów, nie mogące ułożyć się w żadną spójną całość, a za nimi - ten biedny, ciemnowłosy chłopak, który wyciąga do mnie rękę, a jego ciemne spojrzenie zalane jest morzem łez.
Czy... Czy to mogło być to samo spojrzenie?
Pokręciłam głową, próbując znów się odnaleźć w rzeczywistości. Próbując poznać te ciemne oczy, które pierwszy raz od tylu dni pokazały swoją słabość. I... I sama nie mogłam.
- Przestań... - Wyrzuciłam z siebie, samej zanosząc się szlochem. Ja... Ja się go bałam, bałam się go w tej formie. Był... Inny. Miałam wrażenie, jakby miał mi za złe, ze tu byłam. A ta myśl była... Nie do zniesienia.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-26, 02:15   
   Multikonta: Dale/James


Nie spodziewał się, że to wszystko do niego wróci. Nie teraz, nie w tym miejscu i na pewno nie przy niej.
A jednak wróciło - uderzyło mocniej niż kiedykolwiek. Przez całe swoje życie nie czuł się tak jak teraz. Z tym uczuciem nie mógł się nawet równać ból, który poczuł tamtego feralnego dnia.
I oczyma wyobraźni znów to zobaczył. Po raz kolejny rozpędzony samochód uderzył w ciało jego najlepszej przyjaciółki, jego bratniej duszy. Jej ciało ponownie znalazło się w powietrzu - bezwładne, niczym jakaś lalka rzucona w górę. Uderzyła głową o twardy beton, polała się krew. Słyszał swój własny krzyk - krzyk siebie z przed wielu lat. Łzy lały się po jego policzkach - zupełnie tak samo jak wtedy.
Powoli osunął się po ścianie.
Opadł na ziemię i ukrył twarz w dłoniach.
- Nie... Nie... - powtarzał sam do siebie kręcąc głową. Łzy cały czas kapały na podłogę, a on czuł się jak cholerny gówniarz, jak dzieciak. Czuł się słaby, cholernie słaby, a nienawidził tego uczucia.
Gdzie podział się wielki duch?
Zniknął. W tej chwili był tylko mały chłopiec - ten sam, co wiele lat temu.
Czy to możliwe, że los płata mu figle? Może... Może to co zobaczył, ta osoba na zdjęciu to nie była wcale Julie?
Próbował w duchu sam siebie przekonać, ale wcale mu to nie wychodziło.
Nie potrafił podnieść na nią wzroku, nie potrafił jej spojrzeć w oczy, ponieważ... Już wiedział, że nie zobaczy w niej Caroline. Nie zobaczy w niej kobiety, którą pokochał, kobiety z którą spędził ostatnie dni.
Jej włosy, mimo tego, że proste - dla niego będą złotymi falami.
Jej uśmiech będzie tym samym uśmiechem, który oglądał codziennie wiele lat temu.
Jej głos... Jej głos nie będzie już niósł tylko ukojenia - będzie mu przypominał jak wiele stracił, będzie mu przypominał o tym, że jej nie uratował.
Jej łzy będą uderzać go podwójnie.
Nie potrafił jej uratować. Ani wtedy, ani nawet teraz. Ledwie parę dni temu została wypuszczona z niewoli - niewiadomo skąd, a co on z tym zrobił? Nic.
Nie wydostał jej z ich rąk, nawet nie spróbował się zemścić.
Był zerem, pieprzonym zerem i gdy tylko na nią spojrzy... Boleśnie to odczuje. Więc nie patrzył - po prostu bał się podnieść głowę.
- To przez cały czas... To przez cały czas byłaś Ty... Przez cały czas byłaś obok... Ja... - wyszeptał pod nosem łamiącym się głosem. I wreszcie to zrobił, mimo tego, że cholernie nie chciał.
Podniósł głowę i zajrzał jej w oczy. Zrzucił z ramion kurtkę i podniósł koszulkę pod samą szyję ukazując jej tatuaż na sercu. Oczywiście było to imię. Julie. Jej imię.
- Szukałem Cię... Szukałem Cię całe swoje pieprzone życie.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-26, 02:41   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Julie.
To imię odbijało się echem w mojej głowie, powodując coraz większy ból. Jakby uderzało o każdą krawędź czaszki, zostawiając za sobą mikropęknięcia, które wciąż rosły i rosły, tak długo, aż nie rozniosą mojej głowy. Nie chodziło o samo imię - chodziło o to, jak on je wypowiada. Jak brzmiało... Piekielnie znajomo. A przecież było tak obce...
Nie rozumiałam go, nie był sobą. Nie mogłam pozbierać swoich myśli, które rozpadały się na małe kawałeczki. Myślałam... Myślałam, że w życiu nie spotka mnie już nic gorszego, niż ten ohydny dotyk tamtego mutanta w garażu, a jednak... Widok załamanego Scotta zabolał mnie mocniej - bo miałam wrażenie, że to ja go do tego doprowadziłam. A przecież... Przecież nie chciałam!
Melodia, która dotąd dawała mi ukojenie, świdrowała się coraz bardziej w mój umysł, zostawiając swoje piętno. Nie mogłam tego znieść - zamykając z siłą szkatułkę i oddając się tym emocjom, które zaczęły mnie rozsadzać.
Nastała więc cisza, przerywana wyłącznie płaczem i rozpaczą, a ja... Ja nie wiedziałam co robić. Czułam się słaba, zagubiona, bezradna. Ale... Ale nie mogłam tak na niego patrzeć. Nie, gdy stał się cieniem...
- Scott... - Wyszeptałam, między kolejnymi szlochami, przesuwając się jednak na brzeg łóżka. Moje wargi drżały, a w głowie zaczęło wirować od bólu i nadmiaru obrazów, dźwięków, zapachów... Byłam przebodźcowana, nie wiedziałam już, który szept jest prawdziwy, a który przemawia wyłącznie głosem z przeszłości. Każdy kolejny krótki film, który próbował przebić się do mojej świadomości wywoływał kolejną falę cierpienia, z którym nie byłam w stanie sama sobie poradzić. Czemu... Czemu więc teraz musiałam stracić to wsparcie, bez którego nie dałabym rady przeżyć ostatnich dni?
- Przestań, przestań, przestań... - Powtarzałam słabo, niczym mantrę, stawiając stopy na panelach. Ale przynajmniej ból w nodze był w stanie przygasić ten tłoczący się w umyśle. Wątpiłam, nie wiedziałam, co się dzieje. O co on mnie oskarżał? Dlaczego... Dlaczego nie mogłam się przed tym wybronić?
- A-ale... To nie... To nie jestem ja... - Jęknęłam, między szlochami. Nawet... Nawet jego spojrzenie teraz tak cholernie bolało. Patrzyłam na jego tatuaż, widziałam jego twarz zalaną łzami, widziałam to samo skrzywdzone spojrzenie w swojej głowie... Czułam ukłucie w sercu i ścisk w żołądku, mogłabym też przysiąc, że zrobiło się tu piekielnie gorąco. - Proszę, nie patrz tak na mnie... Ja... Ja nie wiem, ja tego nie rozumiem, Scott... - Wyrzuciłam z siebie niemal ciurkiem, wciąż gubiąc się we własnych wspomnieniach. Moje dłonie mimowolnie zacisnęły się w piąstki, gdy całe ciało drżało, próbując utrzymać się w pionie. Cierpiałam - fizycznie i psychicznie, jak jeszcze nigdy dotąd. - Po... Potrzebuję Cię. - Bałam się do niego zbliżyć, bałam się odrzucenia. Byłam zbyt krucha, by móc samodzielnie zawalczyć o swoje. Byłam nawet zbyt słaba, by zareagować na mokrą, gorącą plamę po kawie, rozpływającą się pod moimi stopami.
Julie.
No przecież oczywiste, że to właśnie Julia musiała sprowadzić truciznę do tego domu...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-29, 02:13   
   Multikonta: Dale/James


To co wydarzyło się w tej chwili... Cóż, będzie dobrze jeśli to wszystko nie doprowadzi go do szaleństwa.
Jak na razie jego mała głowa nie potrafiła tego wszystkiego pojąć. Zakochał się w kobiecie, która tak naprawdę była osobą, której szukał przez całe swoje życie. Kurwa, od kilku dni spędzali ze sobą każdą chwilę, a on nie poznał, że to ona?
W głębi duszy... W głębi duszy chyba od samego początku to wiedział, tylko dlaczego nie chciał tego do siebie dopuścić?
Uśmiechała się tak samo, patrzyła tak samo, to... Pamiętał doskonale jej śmiech, a jednak nie potrafił połączyć Caroline i Julie w jedną osobę.
Tak, czy inaczej - stało się i teraz... I teraz cały świat mu runął.
Straciła pamięć. Po tym wszystkim straciła pamięć. No jasne, przecież gdyby o nim pamiętała na pewno by się odezwała, dała znak życia.
Chyba powinien się cieszyć, a jednak czuł ból.
Łzy nie powinny płynąć, od tak wielu lat nie płynęły - ale tym razem dał upust emocjom, pokazał jej jak cholernie jest słaby. Z drugiej strony... Komu jak nie jej?

Kazała mu przestać, ale jak miał to zrobić? To wszystko uderzyło w niego dokładnie tak samo jak i w nią - może w inny sposób, ale z pewnością z taką samą siłą.
Miał wrażenie, że grunt znika mu z pod nóg, że zapada się gdzieś bardzo głęboko i tak naprawdę... Tak naprawdę wystarczy chwycić ją za dłoń. Przecież wiedział, że Julie Caroline nie pozwoli mu spaść, tylko dlaczego tak ciężko było mu wyciągnąć do niej rękę?
Dlaczego miał wrażenie, że go okłamywała, chociaż przecież nie była świadoma tego wszystkiego i przede wszystkim - dlaczego to wszystko było takie popieprzone?
- Przez ten cały czas.. - rzucił sam do siebie pod nosem i dłońmi starł łzy ze swoich policzków.
Odetchnął głębiej i wreszcie podniósł na nią wzrok.
Przecież to nie było tak, że ją po tym wszystkim zostawi, że odejdzie, nie potrafiłby tego zrobić, ale...
- Potrzebuję... - zaczął, a potem zebrał w sobie na tyle sił, by się podnieść.
Podszedł do niej powoli i wciągnął głębiej powietrze do płuc.
- Muszę to wszystko... To wszystko przemyśleć. Ja... muszę się przejść. - wydukał tylko, po czym minął ją i ruszył w kierunku drzwi.
Odwrócił się przez ramię.
- Daj mi godzinę. Godzinę samotności. Ja... Ja też Cię potrzebuję, po prostu... Muszę pomyśleć. - i nie dając się zatrzymać wyszedł z mieszkania.
Ruszył po prostu przed siebie.
Nie wiedział co dalej robić, nie wiedział jak to wszystko będzie wyglądać. Po tym wszystkim przyszłość wcale nie wyglądała już tak różowo, ale powiedziała mu bardzo ważną rzecz.
Potrzebuje go. A on... A on w głębi duszy wiedział, że też jej potrzebuje.
Stracił Julie, ale... Ale pokochał Caroline. Nie miało to znaczenia, którą z nich będzie. Po prostu... Po prostu jej potrzebował.
Nawet nie wiedział kiedy przekroczył próg pierwszego napotkanego baru, ale doskonale wiedział po co tam wszedł. Zajął miejsce przy barze:
- Whisky. Podwójną.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5