Wysłany: 2020-01-29, 16:49
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Tak Jackson czuła ten piękny zapach róż, które były odłożone na bok. Na pewno jak będzie widzieć te kwiaty różnej odmiany czy koloru będzie wspominać Christophera oraz ich powiedzmy aromat delikatny, rześki i słodki oraz w jakiś sposób zmysłowy.
Amber zauważyła jak patrzy na nią Pan Gekon. Rudzinka zdawała sobie sprawę z tego, że jest naprawdę piękną kobietą. A przecież mężczyzna jest stu procentowym facetem, więc dobrą reakcję wywołuje u niego kobieta.
Jednak jego uśmiech Amber ukazywał, że nie skrzywdzi jej. Poza tym już wcześniej wyraził się na ten temat.
Rudzinka nie znała do końca Chrisa i nie wiedziała czy jest bawidamkiem. Fakt postarał się z tą randką, bo kto na jedną noc by się tak postarał jak on? A może to po prostu był zakład? Nie bardzo Jackson o tym chciała myśleć, bo zaraz by wyskoczy jej kocie atrybuty. Takie oczy w pewnej chwili się ukazały, ale tylko Pan Gekon mógł je widzieć. Nawet kobieta nie zdawała sobie sprawy, że Chris tak uwielbiał te zielone oczy.
Rudzinka bardzo doceniała jak postał się jeśli chodzi o wygląd. Naprawdę nawet teraz był przystojny, seksowny i... gorący. Amber chciała dotknąć Pana Gekona. Miała nawet w normalnej skórze miała trochę bardziej wyostrzony węch, więc czuła te niesamowite, męskie perfumy.
Amber tajemniczo się uśmiechnęła w odpowiedzi na temat zbliżające się wystawy. Oczy Rudzinki znów ukazały swoją kocią naturę.
- Naprawdę to wydarzenie jest ważne dla mnie, bo zaistnieje w towarzystwie dość znanych artystów - przyznała.
Zaraz i Amber poczęstowała się kawałkiem steku. Nie, Jackson nie jadała tylko sałatek. Z powodu zmiennokształtości nawet jadła surowe mięso i polowała na żywe zwierzęta. Może to i obrzydliwe i strasznie, ale w kobiecie tej delikatnej i subtelnej żyję dziki zwierz, a nawet... potwór. Dalej ma jeszcze trudności z opanowaniem czającej się bestii gdy przemieni się w drapieżnika.
Niedługo usłyszała odpowiedź co u niego słychać. Z jego wyjaśnień wychodziło, że nic z tą nieznajomą go nie łączy. Amber nie zamierzała Pana Gekona przekreślać. Wysłuchała mężczyznę do końca.
Rudzinka miała już coś powiedzieć, ale znalazła się przy nich jakąś kobieta. Amber nie zdawała sobie sprawy kim ona jest. Tym bardziej, że może jej i Panu Gekonowi grozić niebezpieczeństwo. Z wypowiedzi nieznajomej zrozumiała, że to jest... kobieta co może udzieliła Chrisowi schronienia.
Przesłyszała się czy usłyszała "bawiliśmy"? Raczej nie, była głucha.
Jackson nie miała zamiaru zrezygnować z Pana Gekona. W myślach się uspokajała.
- Przepraszam, ale jesteśmy na randce. Chciałabym z moim chłopakiem zostać sama. Jeśli to nie problem - odrzekła spokojnie.
Nic nie było widać po Rudzince, że jest mutantem.
[b]- To na czym skończyliśmy kochanie[?/b] - zapytała.
Dłoń Amber powędrowała na rękę Pana Gekona. Ruda udała, że nie widzi konkurencji w postaci tej nieznajomej.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Ciekawe, iż Rudzinka nie zdecydowała się jednak na coś... wegetariańskiego. Mężczyzna znając jej zdolność był przekonany, że przemieniając się w zwierzęta, kobieta odczuwałaby pewien dyskomfort w spożywaniu mięsa, a jednak... i w tym się nie różnili. Christopher nie potrafił odmawiać sobie mięsa, do którego jego bądź co bądź ostre ząbki były przystosowane. Mutacja obdarzyła go naturą drapieżnika i nic nie mógł na to poradzić. Zdarzało się, iż ktoś z otoczenia potrafił go przyłapać, gdy za długo wpatrywał się w jakiegoś ptaszka na drzewie bądź wiewiórkę. Ot miał do nich słabość niczym kot wpatrujący się w kolorowe rybki w akwarium.
Lecz dużo większą słabość Christopher miał do Amber. Zdawać mu się mogło, że mógł z nią rozmawiać dosłownie o wszystkim i nigdy nie znudziłby się jej towarzystwem.
- Zasługujesz na uwagę. Zarówno jako artystka, jak i piękna kobieta. - mruknął czule i uśmiechnął się do niej zalotnie. Miała ambicje i stawiała sobie wysokie cele, co mu się w niej niewątpliwie podobało. Amber była taka niezależna...
Dwójka mutantów przypominała uroczą i przeciętną parę zakochanych, jednak wkrótce ich spotkanie miało się skomplikować, czego oboje jeszcze nie byli świadomi, skupieni na wzajemnym prawieniu sobie komplementów i bliższym zapoznawaniu się.
Słysząc swe imię wypowiedziane przez nieznajomy głos, mężczyzna skierował wzrok w stronę tajemniczej kobiety. Uniósł brwi ku górze, a na jego twarzy zagościło lekkie zamieszanie. Jej słowa były dość jednoznaczne, lecz Christopher wyglądał na wyraźnie zaskoczonego tym, co powiedziała. Nie kojarzył jej... i dziwne, że ktoś skojarzył jego, pomimo obecnego kamuflażu. Trochę go to zaniepokoiło... Czy mutazyna przestawała już działać?
- "Bawiliśmy"...? My się znamy...? - zapytał nieco podejrzliwie mężczyzna, spoglądając na kobietę. Nie był w najmniejszym stopniu świadomy zagrożenia. Nie w takim miejscu pełnym ludzi jak to. Jego postawa była w pełni zrelaksowana. Nie chciał jednak rozmawiać na siedząco i już wstawał od stołu, gdy w tym samym momencie powstrzymała go dłoń Amber. Jakby nie patrzeć, to był pierwszy raz, kiedy ich dłonie się zetknęły. Na dodatek otwarcie został nazwany "chłopakiem". To sprawiło, że Christopher na chwilę stracił oddech. Poczuł się dość niezręcznie. Nie dlatego, że mu się to nie spodobało... przeciwnie, było to wspaniałe uczucie, jednak nie mógł ot tak zignorować tych dziwnych słów nieznajomej i jej szerokiego uśmiechu.
- Heh, jak widzisz jesteśmy trochę zajęci... To chyba jakaś pomyłka. - zapewnił mężczyzna, unikając kontaktu wzrokowego.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Z jednej strony Dominique miałą nadzieję, że oddział DOGS, który zaalarmowała przyjedzie dosyć szybko zd rugiej jak na razie całkiem nieźle się bawiła i chyba miała ochotę pociągnąć tą szardę nieco dłużej. Przede wszystkim jednak najważniejsze było zapewnienie bezpieczeństwa ludziom i do tego powinna dążyć. Jednak skoro można spróbowac się pobawić i to w sposób bezpieczny dla ludzi to chyba można było spróbować.
Teraz Dominique wstchnęla i postąpiła krok do przodu wciąż trzymając jedną rękę w swojej skórzanej kurtce zaciśniętą na rękojeści pistoletu.
-Obawiam się, że muszę nalegać. Tyle się nauszkała Chrisa po tym jak mnie skrzywdził. zacisnęła lekko usta i przeniosła wzrok na mężczyznę.
-Pomyłka? Poważnie? Chris, masz 26 lat, a zachowujesz się jak dziecko. Tyle razy krzyczałeś moje imię w nocy, a założę się, że teraz będziesz się wypierać, że go nie znasz. To naprawdę smutne mon cher. Myślę, że powinniśmy wyjść na zewnątrz, żeby to przedyskutować. Nie ma sensu robić scen przy ludziach powiedziała i podeszła jeszcze jeden krok, wciąż będąc jednak w pewnej odległości. Jej wzrok jednak nie znosił sprzeciwu. Ci przeklęci mutanci potrafią być naprawdę szybcy. A Dominique bardzo liczyła, że wezwany patrol pojawi się tutaj już niebawem Vit! Vit! powtarzała sobie w myślach.
-[A Tobie moja droga radziłabym trzymać się od niego z daleka, przysporzy Tobie samych kłopotów[/b].
Wysłany: 2020-01-30, 22:36
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Może gdyby nie zaszła taka sytuacja Amber nie nazwała by Christophera swoim chłopakiem i też by nie położyła dłoni na jego. Nawet także tak słodko by się do niego nie odzywała.
Zaraz Jackson usłyszała słowa Pana Gekona z których wynikało, że nie zna owej kobiety.
Już Rudzinka miała nadzieję, że ta natrętną kobieta sobie pójdzie. Jednakże wykurzenie jej nie było takie prostę. Poza tym dalsze słowa nieznajomej nie były miłe dla obecnej sytuacji w jakiej Rogue znajdowała się z Chris'em. Nikt by nie chciał słuchać "byłej mężczyzny", która opowiadała co robili.
Jakoś Amber nie umknęło, że kobieta trzyma jedną rękę w kurtce. To wydało jej się dziwne.
Cóż... Rudzinka oczywiście, że była w tym momencie zazdrosna o Pana Gekona i o to co dopiero usłyszała. Nie miała pojęcia, że to wszystko to wymyślona bajeczka przez tą nieznaną kobietę.
Jackson się nie przesłyszała: nie rób scen przy ludziach czy coś w ten deseń?
Amber dość subtelnie i spokojnie wstała i popatrzyła wymownie na Pana Gekona.
- Słuchaj nie obchodzi mnie czy byłaś wcześniej z Chris'em. Już od dłuższego czasu spotyka się ze mną. Jak widzisz jest normalnym facetem i nie widzę nic niebezpiecznego w spotykaniu się z nim. A Tobie radziła bym znaleźć sobie kogoś innego. Nie zawracaj głowy. Widać Twój czas minął. Ani ja ani tym bardziej Chris nigdzie nie idziemy. Jesteśmy na kolejnej randce. - mówiła.
Rudzinka w jakiś sposób nie kłamała. Wszystko wyszło naturalnie. Jednak było słychać w głosie Amber to by kobieta sobie poszła i się od nich odczepiła.
Niestety ta cała sytuacja ukazywała to tak: Amber teraz stała koło Pana Gekona i oboje się trzymali za ręce. Poza tym ich rozmowa zbudziła "sensację" i znalazło się paru gapiów, więc przyciągnęli już uwagę ludzi siedzących w restauracji. Ruda zauważyła, że ktoś się patrzy przy stoliku niedaleko ich. Tam też stał kelner i zauważył wzrok Jackson i najwyraźniej co się dzieję, bo pracownik restauracji ruszył w stronę Amber, Christophera oraz nieznajomej. Zaraz Rogue wróciła wzrokiem na nieznajomą.
- Słuchaj daj sobie spokój. Przez Ciebie zrobiło się z nas widowisko - stwierdziła.
Już Rogue nie była taka miła i także nie zwracała się do nieznajomej per pani.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Tajemnicza kobieta nie odpuszczała. Christopher słuchając jej był w kompletnym szoku i nawet nie potrafił się skutecznie wybronić, jakby tylko potwierdzając to, co mówiła. Nie tylko znała jego imię, ale i wiek. Mutant oczywiście doskonale wiedział, że żadna bliższa relacja ich nigdy nie łączyła, jednak wszystko wskazywało na to, że skądś się znali... a zadawanie głupich pytań w stylu "Skąd wiesz ile mam lat? Kim jesteś?" jedynie sprawiłoby, że wchodziłby na idiotę w oczach tych wszystkich ludzi. Dlatego też słysząc jej miłosne historyjki, które miały prawdopodobnie wywołać spór między nim a Amber, wstał i zaczął unosić wargi, szczerząc ostrzegawczo zęby. Normalny człowiek tak by się nie zachował i był to jedynie kolejny dowód na to, że trafiła na poszukiwanego mutanta.
Christopher poczuł, ze jego relacja z Amber była zagrożona. Tak, był gotów zgodzić się i porozmawiać z nieznajomą na osobności, nie chcąc czuć na sobie tych wszystkich spojrzeń, jednak Amber w przeciwieństwie do niego zachowała zdrowy rozsądek. Nie zamierzała pozwolić na to, aby pojawienie się nieznajomej przerwało ich spotkanie. W końcu był to dla nich ważny dzień... Jej postawa nieco uspokoiła mężczyznę, choć wciąż był poddenerwowany i było to po nim widać. Zacisnął mocniej palce na dłoni Amber.
- Obecnie jej jedynym problemem jesteś Ty. Jeśli przyszłaś tutaj tylko po to, by nam przeszkadzać, wyjdź i nie pokazuj się nam więcej na oczy. - warknął, obejmując obronnie swoją partnerkę. Christopher rzadko używał takich srogich słów, szczególnie w stosunku do kobiet. Można powiedzieć, że obecność Amber dodawała mu większej pewności siebie. Akta z DOM'u wydawały się być zupełnym zaprzeczeniem tego, co obecnie sobą prezentował... czyżby popełniono tam błąd?
- Dobrze wiesz, czemu Cię zostawiłem. Nie zadaję się z mutantami. - powiedział do nieznajomej, postanawiając zaangażować się w jej dziwną gierkę. Oj tak, chciał, by wszyscy to usłyszeli. Nie wiedział jednak czy był to dobry pomysł... miał pewne obawy, ale zaprzeczanie wcale nie polepszyłoby jego sytuacji. Miał nadzieję, że Amber nie zacznie w to wierzyć... tego najbardziej się obawiał.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Dominique wewnątrz, w duchu się uśmiechnęła. Ognista ruda, stoi za swoim facetem, kto by pomyślał. Ognista, ale głupia i naiwna. Skoro jednak nalega i nie ma zamiaru go zostawić to obydwoje się przejadą, jak tylko posiłki dojadą i chyba będzie bardzo intensywnie przesłuchana i zbadana. W końcu ludzie, którzy pomagają terrorystom są również bardzo niebezpieczni dla państwa i zdaniem Dominique nie można ich puszczać wolno.
-Tak bardzo uparta i nierozsądna jesteś moja droga. To smutne. Tres triste...tres triste... powiedziała i pokiwała głową, jednak nie wyglądało na to by słowa Amber, mimo,że odważne i pełne pewności siebie, zrobiły jakieś większe wrażenie na Dominique.
-Pewnie masz rację z tym widowiskiem, dlatego od razu chciałam porozmawiac na zewnątrz, ale uparliście się by robić scenę tutaj
Słysząc słowa Chrisa uśmiechnęła się pobłażliwie i potrząsnęła głową.
-Oj Chris, nie chlebiaj sobie, przyszłam tutaj coś zjeść. Obecnie czekam na kawę i deser. Na pewnoe nie przyszłabym tu tylko z Twojego powodu A więc był nieco bardziej pewny siebie niż wskazywałby na to opis w aktach. Ciekawe. Naukowcy, szczególnie ci behawioralni powinni to zbadać kiedy już będą z powrotem w DOGS. Wtym momencie właśnie nadjechały dwa oznakowane samochody DOGS. Na szczęście nie używali sygnałów by nie ostrzec mutantów za wcześnie.
-Cóż, myślę, że za chwilę dowiemy się kto jest naprawdę mutantem. A państwu radzę opuścić lokal bo może być naprawdę nieprzyjemnie. Niemniej dziękuję temu z was, kto zgłosił sprawę tam gdzie trzeba. W końcu to niebezpieczne czasy i nie wiadomo kto stanowi zagrożenie rzuciła ostatnie zdanie do wszystkich pozostałych ludzi, nie odrywała jednak ani na trochę wzroku od pary, a jedynie sama cofnęła się o dwa kroki, jakby wycofywała się łącznie z resztą, która, jak kobieta miałą nadzieję, jej posłuchali. W końcu trzeba pozwolić umundurowanym profesjonalistom działać, którzy wysiedli z samochodów i zaczeli zmierzać do lokalu.
Wysłany: 2020-01-31, 22:32
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Oczywiście te słowa raniły w jakiś sposób Amber. Jednak teraz nie było czasu na tłumaczenia Chrisa, kłótnie czy coś.
Jackson miała wrażenie, że zaraz może stać się coś złego. Jednak Rogue uważa, że jest szczęściarą, że spotkało Pana Gekona. Jakby nie patrzeć, nie miała zamiaru go zostawić na pastwę losu. Jeśli coś się stanie nie wyjdzie stąd przez Christopherem.
Amber miała nadzieję, że kelner dojdzie do nich i nie wystraszy się albo ktoś powie, że czy się oświadczył czy coś i nie będą chcieli wyjść stąd.
Rudzinka dalej zachowała zimną krew. Jedna zła myśl czy złość i może się przemienić. Jednak dziewczyna bardzo ćwiczyła i wiedziała, że da radę i nie zmieni się.
- Mów sobie co chcesz, ale nie zostawię go - stwierdziła.
Dalej stała przy Chris'ie. Amber w końcu zrozumiała. Jeśli nikt im nie pomoże, to będą musieli walczyć. Jednakże Rogue chciała poczekać co zadecyduję Pan Gekon.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Christopher bardzo wczuł się w swoją rolę, lecz były to jedynie pozory. Sytuacja zaczynała go coraz bardziej stresować i coraz trudniej było mu ukrywać narastający lęk pod maską pewnego siebie mężczyzny. Coś z tą kobietą było nie tak. Coś groźnego... Widział to w jej oczach, które sprawiały, że ciało mutanta nakazało zrobić mu wraz z Amber przy piersi jeden krok w tył, kiedy wcześniej się do nich zbliżała. Chris zbyt dobrze znał to spojrzenie. W podobny sposób patrzyli strażnicy w Dzielnicy Ochrony Mutantów. Z pogardą, wyższością... Czy po tych kilku miesiącach pobytu zaczął popadać w paranoję i widzieć rzeczy, których tak na prawdę nie było? Może zaczynał tracić zmysły...
Kobieta utrzymywała bezpieczny dystans i spokojnie kontynuowała rozmowę z parą zakochanych. To dawało dodatkowy czas dla D.O.G.S, o czym niestety mutanci nie wiedzieli. Kiedy jednak padły słowa o zgłoszeniu, Chris niemal poczuł, jak jego serce przebił zimny, niewidzialny oręż. Wtedy zrozumiał, co się szykuje. Sparaliżowało go i zabrało mu dech w piersi, kiedy spoglądał na tych wszystkich klientów, którzy się od nich odsunęli, zostawiając ich samych na widoku. Ktoś powiadomił D.O.G.S? Ta kobieta przed nimi? Kelner? A może kundle byli już gdzieś wśród nich i czekali na sygnał? Te myśli skutecznie wyparły mutantowi pomysł, by wbić w ten tłum. Dominique wszystko przemyślała i w jednej chwili Christopher oraz Amber byli jak na talerzu. To byłby wspaniały widok dla kundli... lecz mężczyzna nie zamierzał dać im tej satysfakcji. Nie zamierzał pozwolić na to, by Amber przeszła przez to samo, co on. Bez względu na cenę.
- Amber nie ma z tym nic wspólnego! Jeśli spadnie jej choćby włos z głowy to pozabijam wszystkich kundli jeden po drugim! - wyszczerzył zęby, a jego brązowe dotąd oczy pokryła połyskująca złota poświata, zmieniając jego ślepia na gadzie. Ludzkie zęby stały się niebezpiecznie ostre, gdy uniósł swoje dłonie na wysokości twarzy. I proszę, teraz wygląd z akt się zgadzał, choć z jakiegoś powodu nadal brakowało mu pazurów oraz ogona. Wyglądało na to, że mężczyzna nie żartował i swe słowa krzyczał do wszystkich obecnych, lecz zaraz skierował swe ślepia na tę kobietę, która wszystko zaczęła.
- Zostawcie Amber, a pójdę po dobroci i obejdzie się bez rozlewu krwi... - syknął przez zaciśnięte kły, powoli puszczając rudowłosą, którą do tej pory trzymał blisko przy sobie. Chciał negocjować. Walka była ostatecznością... nie chciał, by polała się krew na oczach tych wszystkich ludzi, wśród których były również dzieci. Gdyby Amber trafiła do DOM'u, nigdy by sobie tego nie wybaczył. Nigdy...
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Nałowa Amber Dominique jedynie skinęła głową. Skoro tak chce, to tak będzie, Francuzka nie miała żadnego problemu ze zgarnięciem całej dwójki, tym bardziej skoro jedna ze stron się tego tak bardzo domaga.
Kiedy Chris zrobił dosyć niespodziewanie krok w tył, Dominique posłała mu półuśmiech unosząc kąciki ust do góry. Czyżby wypatrzył coś w jej postawie, może była zbyt sztywna jak na cywila, lub w jej spojrzeniu? Jej odznaki raczej nie mógł wypatrzeć bowiem była ukryta w drugiej kieszeni jej kurtki. Ale cóż i tak się trzeba będzie zdradzić z tym kim się naprawdę jest i to zapewne dosyć niedługo.
-Widzicie kto jest mutantem? Terrorystą? I grozi obywatelom Stanów Zjednoczonych utratą życia? powiedziała bardziej na użytek wycofujących się ludzi. Sama nie odwracając się dałą ręką znak by uzbrojony patrol DOGS wszedł do restauracji.
-Oh mon cher, niestety wszystko wskazuje na to, że jesteście w tak bliskich kontaktach, że może ona mieć rozległą wiedzę na temat potencjalnych zamachów, w których zginie wielu niewinnych obywateli tego kraju. Poza tym sam słyszałeś, że nie ma ochoty Cię zostawiać. w tym czasie dwie osoby z DOGS zaczęły się zbliżać do pary, dwie pozostały obok Dominique z wycelowaną w nich bronią.
-Radzę pójść grzecznie, jeden gwałtowny ruch i ci gentlemani zaczną najprawdopodobniej strzelać sama teraz wycofała się kolejne kilka kroków obserwując przebieg akcji..
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2020-02-05, 18:49
Nikt nie spodziewał się sensacji w tym budynku, gdzie w spokoju pary i grupy osób chciały zjeść spokojnie posiłek i porozmawiać. Musiała znaleźć się taka osoba która tę sensację wywołała. Niestety, na niekorzyść obecnego tutaj Pana Christophera i jego towarzyszki. Zapomniano jednak o jednym. Restauracja ta mieści się na wyższym poziomie budynku. Aby funkcjonariusze DOGS mogli dotrzeć do miejsca zdarzenia, muszą przebiec sporo stopni schodów, lub zmieścić się w windzie ze swoim arsenałem bojowym.
Liczyły się minuty i sekundy. Ludzie byli podzieleni. Nie wszyscy podjęli się tchórzostwa i chęci wycofania.
- Sama go sprowokowałaś. Widziałem jak podeszłaś i zaczęłaś z nimi rozmawiać. Do czego zmierzasz? Nie robił nikomu krzywdy.
Krzyknął gdzieś za jej plecami wysoki chłopak, szatyn w okolicach trzydziestu lat. Stawił się za nieznajomymi, bo widocznie nie miał nic do mutantów. A może tez i sam był jednym z nich?
W pobliskiej części miejsca zamieszania, pod ścianą siedziało dwóch innych mutantów, którzy także obserwowali całe zajście. Jeden był szczuplejszy, w kasztanowych włosach, elegancko uczesanych i w okularach. Długi czarny płaszcz i garnitur go w tym wyróżniał. Drugi, jego towarzysz, był jego przeciwieństwem. Bardzo dobrze zbudowany, blisko było mu do kulturysty. Bardzo ciemne włosy jak i oczy. Ubierał się bardziej na sportowo. Wymienili między sobą kilka zdań, po czym przeszli do działania. Kulturysta podszedł do stolika zajmowanego przez chłopaka co pokazał swoje mutanckie detale na ciele.
- Jakiś problem? Chętnie go rozwiążę.
Zacisnął jedną dłoń w pięść i uderzył w drugą, gdzie jego kości palców zaczęły strzelać, jakby przygotowywał się do przywalenia... kobiecie? Panna Savage chyba nie przemyślała swojego położenia, że i w takim miejscu mogą przebywać tacy Christopher.
Z kolei drugi mężczyzna podszedł do Amber, szepnąwszy jej łagodnie i cicho, ale tak by zrozumiała go.
- Pani. Wyjdźcie stąd drogą ewakuacyjną.
Jeżeli do posłuchała i na niego spojrzała, wskazał jej kierunek wyjścia tuż za sobą. Musieliby przejść do kuchni restauracji i tam szukać drzwi ewakuacyjnych, a tam powinni znaleźć schody kierujące na poziom zerowy. Mieć nadzieje, że oddział DOGS nie będzie przemieszczał się tamtędy. .
Z kolei na parterze, oddział DOGS zmagał się z pokonaniem pięter. Czas grał tutaj dużą rolę.
Wysłany: 2020-02-06, 20:37
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Jackson myślała, że to już koniec. Oczywiście miała w planie w najgorszej sytuacji zmienić się w zwierzę. Jednak na dłuższą metę było to... ryzykowne.
Zaraz zrobiło się jakby zamieszanie po rozmowie Chrisa z tą obcą kobietą.
Naprawdę Amber nie chciała zostawić Pana Gekona samego.
Jednak z tego co zrozumiała tam gdzie mogli oboje trafić... nie było by tam zbytnio przyjemnie.
Gdy usłyszała słowo "Pani" spojrzała na osobę, która do niej się odezwała. Od razu zauważyła, że jemu chodzi o wyjście ewakuacyjne.
- Proszę choć że mną - prosiła.
Znów złapała Christophera za rękę. Czekała na odpowiedź, jeśli został to w oczach ukazał się blask co tylko on widział, że chciała mu przekazać, że wszystko zrobi by być bezpieczna.
Gdyby się przemieniła marne szanse miała by potem uciec. Gdy szła jeszcze obejrzała się za Panem Gekonem. Musiała uważać by nie być zgnieciona przez innych ludzi. Skierowała się do wyjścia ewakuacyjnego. Miała nadzieję, że Chris podąży za nią.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Tak naprawdę nie chciał nikogo skrzywdzić. Nie był typem osoby, która z pełną świadomością próbowałaby przyczynić się do czyjegoś cierpienia. Miał swoje za uszami, chociażby pamiętny atak na Nicholasa, jednak wtedy nie miał nad sobą kontroli. Tutaj ją posiadał i starał się jedynie nastraszyć pozostałych. Pokazać kły, syknąć, ale nic poza tym. Nie chciał mieć żadnych wyrzutów sumienia, a tym bardziej czyjejś krwi na rękach. Liczył, że to zadziała. Poza tym nie był żadnym wojownikiem i prawdopodobnie jakakolwiek walka szybko by się zakończyła, zważywszy na brak jego podstawowych gadzich atrybutów - pazurów oraz ogona, które zwykle dawały mu przewagę.
Dominique zachowywała się tak, jakby ona oraz para mutantów brała udział w przedstawieniu, podczas gdy pozostali klienci restauracji wszystkiemu się przyglądali. Mężczyzna tracił pewność siebie, słysząc jak nieznajoma określała go mianem terrorysty. Nie... nie był nim. Nie chciał być za niego uważany przez tych wszystkich ludzi, a to jak się zachowywał w tym nie pomagało. Zaczął powoli opuszczać ręce, które unosił z przyzwyczajenia, gdy chciał pokazać pazury. Wyglądało już na to, że się poddawał. Sytuacja się jednak znowu zmieniła, gdy kobieta wspomniała o Amber. Jego kochanej Amber. Mężczyzna potrząsnął głową, słysząc te wszystkie brednie.
— Chcieliśmy po prostu spędzić wieczór we dwoje. Nie jesteśmy żadnymi terrorystami! - jego głos zaczął się załamywać. Cokolwiek by nie powiedział, czuł, że nikt im nie wierzył. Widział te spojrzenia przerażonych sytuacją dzieci i dorosłych. Niektórzy zaczynali kierować się do wyjścia, czując niebezpieczeństwo wiszące w powietrzu. Czy to za sprawą mutantów, czy prawdopodobnego przyjazdu uzbrojonego oddziału D.O.G.S. Przestali czuć się bezpiecznie.
Wtedy też pojawiło się wsparcie, którego mutant w ogóle się nie spodziewał. Jednak nie wszyscy klienci byli obojętni na ich los. Widząc, że nie są sami, Christopher odetchnął z ulgą i wyprostował plecy, lecz wiedział, że to jeszcze nie koniec. Wciąż byli w budynku, a podobno ktoś już zgłosił ich pojawienie się. Poczuwszy dłoń Amber, Chris zwrócił ku niej swe spojrzenie. Musieli stąd uciekać. I to natychmiast.
— Dobrze, tylko uważaj na siebie. - powiedział pospiesznie i zaraz oboje ruszyli w stronę wskazanego wyjścia. Jaszczur modlił się w duchu, by nic im nie przeszkodziło. To, że nie tylko oni zaczęli uciekać mogło okazać się zaletą - być może uda im się zniknąć w tłumie. Kundle nie powinni zresztą strzelać do spanikowanych cywili. Najważniejsze więc teraz było, aby się nie rozdzielić i po opuszczeniu restauracji zniknąć gdzieś w bocznej uliczce.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Fakt, że Dominique mocno skupiła się na złapaniu tych, którzy uciekli z domu, miała ich akta modłosnie wyryte w pamięci postawiła sobie za punkt honoru złapanie uciekinierów. I chyba faktycznie nie doceniła faktu, że w publicznej przestrzeni może być więcej mutantów i ich zwolenników. Czuła jak jej wściekłość rośnie, kiedy jeden za drugim zaczęli pojawiac się obrońcy terrorystów. Co za pojebany świat. Jeszcze jakiś dryblas zaczął się do niej przystawiać. A parka, którą zamierzała zgarnąć właśnie się oddalała. Ale najpierw trzeba było zająć się najbliższym zagrożeniem. Nacisnęła więc na spust przez swoją kurtkę celując w kolano dużego mutanta, by z drugiej kieszeni kurtki wyjąć odznakę DOGS..
-Przeszkadzanie w akcji przeciwko terrorystom jest przestępstwem przeciwko bezpieczeństwu publicznemu! Wszyscy, którzy dokonają obywatelskiego aresztowania pary, która właśnie uciekła, oraz tych którzy przeszkodzili w działaniach stróżów porządku publicznego może liczyć na dużą nagrodę pieniężną! podbiegła do baru, mając nadzieję, że chociaż kilka osób będzie łąsa na pieniądze i ruszy za uciekinierami w pościg.
-Poinformuj ochronę budynku, niech zamkną wszystkie wyjścia ewakuacyjne! rzuciła do obsługi - była pewna, że musza mieć jakąś łączność z ochroną budynku. Po czym chwyciła za komórkę.
[b]Potrzebne większe wsparcie. Obstawice wyjście ewakuacyjne. Przesyłam zdjęcie podejrzanego terrorysty i współrzędne skąd ucieka. Towarzyszy mu ruda kobieta, która nie chce go opuścić. Mężczyzna jest niebezpieczny może przemienić się w jaszczurkę. Ponieważ znalazło się kilka osób, które zajęły się mutantami, które spowodowały zamieszanie, stosując właśnie obywatelskie aresztowanie, w tym i rannym, Dominique ruszyła w pogoń za uciekinierami, mając nadzieję, że ochrona budynku zadziała, a więcej patroli wkrótce tu się zjawi.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2020-02-08, 01:26
Amber posłuchała wysokiego i szczupłego mężczyzny w płaszczu, kierując się w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Tuż za nią po chwili ruszył jej towarzysz. Kobieta pozostawała sama w otoczeniu ludzi i mutantów. Ci pierwsi mieli mieszane odczucia względem sytuacji. Część się bała, ślepo wierząc w działania Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego, że tutaj są terroryści. Druga część, nie wierzyła by ta dwójka była jakimkolwiek zagrożeniem w chwili obecnej. Po ostatnich wydarzeniach, gdzie część uratowanych mutantów wróciło do swoich rodzin, bądź z nimi się skontaktowali, drogą słowną rozeszło się, jak byli traktowani.
Podczas ucieczki Amber i Christophera, którzy dotarli do drzwi by je otworzyć, rozległ się strzał.
Dobrze zbudowany mutant, który miał za cel zatrzymać kobietę, syknął wściekle upadając na kolano, czując ból w danym miejscu. Kobieta zaczęła biadolić głupoty wyjmując odznakę DOGS, co tak go wkurzyła, że nie dał jej skończyć i po prostu złapał za nogi i przewrócił ją na plecy, mocnym pociągnięciem. Byli dość blisko siebie, skoro podszedł do stolika a młoda para skierowała się do ucieczki.
- Przestań pieprzyć głupoty babo.
Wydarł się na nią, po czym znów przeklął w myślach łapiąc się za nogę. Kurwica go tak wzięła, że miał ochotę jej porządnie przywalić.
W tym też momencie podbiegł trzydziestolatek, postanawiając wyrwać jej broń z dłoni aby nikogo więcej nie próbowała postrzelić. Możliwe że doszło do szarpaniny.
Skorzystanie z komórki w tym momencie było niemożliwe jak wysłanie zdjęć i wezwanie większego wsparcia, tak jak i podejście do baru w celu zaalarmowania ochrony i proszenie o zamknięcie dróg ewakuacyjnych. Większość ludzi opuściła piętro, ale przez zajęcie wind przez oddział DOGS, stali w tłumie czekając na korytarzu.
Z powodu takiego obrotu sprawy, Domnique nie była wstanie dokończyć swojej przemowy o pieniądzach. Musi poradzić sobie z tymi, którzy nie pozwalają jej wykonać zadania.
Amber i Christopher, jeżeli nie odwracali się za siebie i wyszli za drzwi prowadzące do kuchni, musieli przebieg cały labirynt stołów i blatów by dotrzeć do kolejnego wyjścia, tym razem na korytarz. Dalej już musieli kierować się schodami w dół. Niestety, nie mogło być tak szczęśliwie jakby tego pragnęli. Byli w połowie drogi, kiedy mogli usłyszeć szybkie ruchy przemieszczających się w górę ludzi. To na pewno musiał być DOGS. Ubrani w kaski i maski zasłaniające twarze, kombinezony i kamizelki kuloodporne a także wszelkiego rodzaju broń. Było ich z pięciu. Co więc zrobią? Stawią im czoło? Wycofają się?
Czuł się jak w jakimś filmie. Ucieczka z restauracji pełnej spanikowanych ludzi? Gdy rozległ się strzał, słychać było krzyki przerażonych klientów. Christopher niemal od razu zrozumiał, co tam się musiało zdarzyć, lecz cokolwiek by się tam nie działo, nie mogli zawrócić. Jeśli ktoś tam miał broń palną, konfrontacja na gołe pięści byłaby istnym szaleństwem.
Nie mogli patrzeć za siebie. Wraz z Amber musieli pokonać prawdziwy tor przeszkód, jeśli chcieli się wydostać. Chris dzięki swej mutacji miał przyspieszony czas reakcji, a przez to zwiększoną zwinność, więc o wiele lepiej radził sobie w tak ekstremalnych sytuacjach niż przeciętny człowiek. Liczył, że jego partnerka posiada identyczną umiejętność, która działa nawet wtedy, kiedy nie przemienia się w zwierzę. Jeśli tak nie było, Christopher dotrzymywał jej tempa, nie zamierzając jej zostawić w tyle. To z jego winy się to wszystko zaczęło, więc zamierzał ją za wszelką chronić.
Kiedy udało im się dotrzeć do schodów, do pokonania mieli aż[i] 848 stopni w dół, gdyż nie była to byle restauracja, a jednym z najcharakterystyczniejszych budynków w Seattle mierzącym 184 metry. Mając już za sobą połowę drogi, usłyszeli uderzanie ciężkich butów. Mężczyzna aż za dobrze znał ten dźwięk, a biorąc jeszcze pod uwagę okoliczności... domyślił się, że to powiadomiony oddział DOGS. Znaleźli się w potrzasku. Mogli się z nimi skonfrontować i podjąć walkę, jednak mutant wiedział, że ze swoimi mocami nie mieliby najmniejszych szans. Ani szpony ani kły nie wygrają z bronią palną. A ucieczka na górę? Na pewno by słyszeli, że ktoś przed nimi ucieka, a i nie mieli gwarancji, że starczy im sił i czasu, aby zawrócić i ukryć się gdzieś w restauracji jak myszy pod miotłą. Wtedy Christopher wpadł na pomysł, który mógł wydawać się szalony, lecz zarazem bezpieczniejszy niż atak bądź próba ucieczki.
— Wczuj się w rolę. - powiedział tylko szeptem do Amber, unosząc swoją dłoń na wysokości oczu. O ile czuł, że jego kły nie przypominały już ludzkich, nie miał pojęcia jak wyglądała jego twarz oraz oczy, a na rzucanie pytań i odpowiedzi mogli nie mieć czasu. Spróbował na moment stworzyć pazury na palcach i zadać sobie powierzchowne rany w okolicach czoła i oka. Ból wbrew pozorom byłby niewielki, lecz krwi za to sporo i rany wydawać by się mogły dużo poważniejsze niż były w rzeczywistości. Amber mogła się już domyślić, co mężczyzna planował - zamierzał z nich zrobić ofiary ataku mutanta, który rzekomo znajdował się we wnętrzu restauracji. Chris zaczął głośno szlochać drżącym głosem i szedł dalej w dół po schodach, jakby on i Amber byli jedynie cywilami uciekającymi z miejsca zamieszania.
— Błagam, powstrzymajcie tego zmutowanego szaleńca. Jakaś kobieta zaczęła tam jeszcze strzelać do niewinnych ludzi! To szaleństwo! - wykrzyczał, dostrzegając sylwetki wyspecjalizowanego oddziału DOGS. Celowo unikał kontaktu wzrokowego, zakrywając jednocześnie ręką ranę na twarzy. Przyległ do barierki, odstępując miejsca służbom porządkowym i liczył, że Amber uczyniła to samo. Oby również wczuła się w rolę przerażonej klientki restauracji. Christopher na dodatek próbował w jakiś sposób ochronić tych, którzy mu wtedy pomogli. Nie miał pojęcia, czy byli to zwykli ludzie, czy także mutanci tacy jak oni, ale wiedział, że musiał im jakoś pomóc. Z dużym prawdopodobieństwem za parą podążało również paru innych spanikowanych ludzi, którzy w obawie o swoje życie chcieli jak najszybciej opuścić miejsce, w którym padły strzały.
Christopher bardzo ryzykował i był tego w pełni świadomy. Jeszcze nigdy nie znajdował się tak blisko uzbrojonego po zęby oddziału DOGS. Ba, nigdy wcześniej nie ośmieliłby się do nich odezwać, jednak wierzył, że ten ruch miał największą szansę na powodzenie, a jeśli im się nie uda i kundle się zorientują... gra skończona.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum