Poprzedni temat «» Następny temat
SkyCity Restaurant
Autor Wiadomość
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-10, 21:49   

Ona... Ona wiedziała.
Wiedziała o tym że ktoś próbował mnie postrzelić, myślała jednak że jestem martwa. Kobieta mogła zauważyć jak na mojej twarzy pojawia się zaskoczenie połączone z niedowierzaniem, dlaczego nie chciała mi uwierzyć że ja to naprawdę ja?
- Pani mnie znała, tak?- spytałam nadal zaskoczona z tego zbiegu wypadków w końcu nie zawsze do miejsca pracy przychodzi ktoś, kto może Ci cokolwiek powiedzieć o Twojej przeszłości, ktoś kto chociaż może Cię doprowadzić do rozwiązania jakim był mój domniemany mąż, ale czy mogłam jej zaufać?
Miałam jej odpowiedzieć, gdy nagle wspomniała o nim. O kimś kto kiedyś był moim mężem, kimś kogo nie pamiętałam, ani twarzy, ani głosu, ani imienia. Czy.. Czy ona jednak nie kłamała. Siedziałam tak przez długą chwilę w milczeniu, próbując jakoś ułożyć sobie fakty w głowie. Biłam się z własnymi myślami, czy mogę jej zaufać? Niestety nie miałam innego wyjścia, Shleby była moją brzytwą którą musiałam się chwycić żeby nie utonąć.
- To nie jest prawda..- powiedziałam spokojnie - Proszę, czy może Pani na mnie chwilę poczekać? Muszę Pani coś pokazać..- poprosiłam ją poważnym tonem, by zapewnić ją ze nie chodzi tu o żadnej podstęp.
Gdy kobieta się zgodziła udałam się do kuchni, przy okazji zamawiając jej herbatę. Następnie znalazłam menagera lokalu po krótce opisując mu sytuację. Wytłumaczyłam mu ż ejednak z klientek prawdopodobnie mnie i zna i poprosiłam o chwilę przerwy by móc dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości. Na szczęście John zrozumiał całą tą sytuację i pozwolił mi z nią porozmawiać w godzinach pracy to też zabrałam z szatni torebkę, odebrałam jej zamówienie i powoli wróciłam do stolika przy którym siedziała blondynka. Moje myśli walczyły ze sobą, czułam się skołowana obecną sytuacją. Wiedziałam że ryzykuję naprawdę bardzo dużo by dowiedzieć się czegokolwiek, w końcu mogła być tą osobą która próbowała mnie zabić, musiałam jednak to zrobić.
Gdy wróciłam do stolika podałam jej herbatę po czym usiadłam na przeciwko kobiety uważnie się jej przyglądając.
- To co Pani powiedziała...- zaczęłam otwierając torebkę i wyjmując z niej opasłą teczkę - To nie jest prawda, zaraz to udowodnię...- powoli wertowałam wszystkie dokumenty, naprawdę nie możecie sobie wyobrazić jaka szczęśliwa byłam że nie wyjęłam tej przeklętej teczki z moją dokumentacją medyczną po wczorajszej wizycie u lekarza. Gdy w końcu znalazłam odpowiedni dokument, a dokładniej wypis ze szpitala w Montanie wręczyłam go kobiecie, jeszcze w koszulce na papiery. Widniała na nim data: 26 lipca 2016 roku, oraz opis obrażeń jakie doznałam i w jaki sposób trafiłam do tego szpitala.
- Jak Pani mówiłam, miałam wypadek dwa lata temu ktoś mnie postrzelił a później wyrzucił z samochodu, uraz głowy wywołał amnezję. Po wyjściu ze szpitala udało mi się odzyskać zaledwie kawałek wspomnień. Nie pamiętam nic, co działo się po moich osiemnastych urodzinach a o tym, że mam męża dowiedziałam się dopiero trzy dni temu, nie wiem jak wygląda ani jak się nazywa moja matka, zanim zmarła nie chciała najwidoczniej abym znów go spotkała...- wytłumaczyłam jej spokojnie wbijając wzrok w swoje dłonie. Czułam się głupio że nie miałam wspomnień tak istotnych dla wielu ludzi, że nie wiem kim jestem. Miałam nadzieję ze teraz, kobieta w końcu mi uwierzy.
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Charlotte Shelby



We were born in your world, but you'll die in ours.

wytwarzanie iluzji

81%

właścicielka kliniki aborcyjnej/członek mafii





name:

Charlotte Shelby

alias:
Charles

age:
30 lat

height / weight:
167/58

Wysłany: 2018-08-11, 20:47   

– Można tak powiedzieć – odpowiedziała, nawet na moment nie zmieniając swojego sceptycznego nastawienia. Ale czy tak trudno było jej się dziwić? Takiego typu sytuacje zdarzały się jedynie w ckliwych filmach, a rzeczywistość w jakiej przyszło im żyć w żadnym stopniu nie przypominała ckliwego filmu. Charlotte dość nieufnie przyglądała się blondynce, jakby chcąc oszacować jakie były szanse na to, że kobieta po prostu ucieknie. Nie zrobiła jednak nic, żeby ją zatrzymać. To w pewnym sensie był też test na to, czy blondynka mówiła prawdę. Jeśli miała zamiar uciec – Shelby nie miałaby już żadnych wątpliwości, że ktoś sobie z nią pogrywał. Jeśli jednak wróci (w co Charlie wątpiła) to może rozważyłaby jej słowa…
Dość dużym było więc zaskoczeniem, kiedy po kilku minutach fałszywa Beth Delgado jednak do niej powróciła. Charlie wzniosła wysoko brwi, świdrując spojrzeniem herbatę, ale po chwili zdecydowała się upić łyka. Być może właśnie próbowano ją otruć, ale zdecydowała się podjąć to ryzyko. Nieco zdumiona i zdezorientowana wzięła też do ręki dokumentację kobiety i po prostu zaczęła ją czytać. Sama do końca nie wiedziała co sprawiło, że zaczęła wierzyć tej kobiecie. Po wysłuchaniu jej słów na moment po prostu zamilkła, rozważając w myślach wszystkie wyjścia z tej sytuacji. Zdecydowanie nie powinna jej mówić o swoim romansie z Marcosem – tego była bardziej niż pewna. Po tej krótkiej chwili zawieszenia odchrząknęła, po czym sięgnęła po telefon, by pokazać kobiecie kilka zdjęć. Zdjęć Marcosa.
– To jest twój mąż, Beth – powiedziała cicho, przesuwając swój telefon po blacie stolika. – On nie wie, że żyjesz, prawda? I mów mi po imieniu. Jestem młodsza od ciebie i czuję się naprawdę niekomfortowo, kiedy zwracasz się do mnie per „pani”. Jestem Charlotte. – posłała jej lekki uśmiech. Wciąż ciężko było jej uwierzyć w cały ten zbieg okoliczności, ale nie miała zamiaru dłużej udawać, że te wszystkie znaki nie miały żadnego znaczenia.
[Profil]
  [B+]
 
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-14, 18:01   

Przyglądałam się uważnie kobiecie gdy ta czytała moje dokumenty, może nie powinnam jej na to pozwolić? Z pewnością, wiedziałam jednak że bez tego mi nie uwierzy, a skoro kiedyś mnie znała z pewnością coś o mnie wiedziała skoro faktycznie znała mojego męża... Tylko czy to nie jest jakiś podstęp? Nie odważyłam się spojrzeć na zdjęcie mężczyzny który był moim mężem, mimo że naprawdę chciałam zobaczyć jak wygląda coś w głębi duszy mnie powstrzymywało tak jakby to nie był odpowiedni czas żebym dowiedziała się jak on wygląda.. A może najzwyczajniej bałam się zobaczyć twarz mężczyzny z którym spędziłam większość swojego życia a który teraz był dla mnie kimś obcym? Nie wiem.
Zamiast zdjęciu przyjrzałam się uważnie kobiecie, tak jakbym próbowała prześwietlić ją na wylot, jakbym próbowała dowiedzieć się czy jest w stanie dostarczyć mi jakichś informacji. Nie odzywałam się, dopóki kobieta nie skończyła swojej wypowiedzi.
- Miło mi cię poznać Charlotte.- odpowiedziałam odruchowo, dopiero po chwili uświadamiając sobie o tym, jak dziwnie to musiało dla niej brzmieć. - Ja... Ja nie wiem czy on wie że żyję czy nie. Ze szpitala odebrała mnie matka, nic o nim nigdy nie wspominała, dopiero trzy dni temu poinformowała mnie że kiedyś miałam męża...- wytłumaczyłam jej spokojnie skąd nie mam pojęcia kim jest mężczyzna o tym samym nazwisku co ja. Cały czas jednak nie odważyłam się zerknąć na te zdjęcia mimo iż kusiła mnie ciekawość. - Powiedz mi, Charlotte jak dobrze go znasz? Wiesz cokolwiek na temat tego wypadku?- zapytałam ją spokojnie, cały czas się jej przyglądając.
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Charlotte Shelby



We were born in your world, but you'll die in ours.

wytwarzanie iluzji

81%

właścicielka kliniki aborcyjnej/członek mafii





name:

Charlotte Shelby

alias:
Charles

age:
30 lat

height / weight:
167/58

Wysłany: 2018-08-16, 17:50   

Charlotte zauważyła to, że Beth nie chciała nawet zerknąć na zdjęcie Marcosa, ale z jakiegoś powodu w ogóle tego nie skomentowała. Chyba w jakimś stopniu rozumiała. Okej, wciąż nie do końca jej wierzyła, ale jeśli to co się jej przytrafiło było prawdą to… to musiało być naprawdę ciężkie.
– Wcześniej za mną nie przepadałaś – zauważyła, wzruszając lekko ramionami. Biorąc pod uwagę przeszłość, to miło było cię poznać wydawało się naprawdę komiczne. Ale Shelby nie starała się być w żadnym wypadku złośliwa. Po prostu westchnęła ciężko. Czy dobrze znała Marcosa? Cóż, chyba nie powinna mówić prawdy, nie?
– Skoro jeszcze go nie spotkałaś to na pewno nie wie, że żyjesz – powiedziała cicho. Znała go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że gdyby tylko mężczyzna dowiedział się o tym, że jego zmarła żona jednak oddycha, z całą pewnością, by do niej przybiegł.
– Jak już wspominałam, pracujemy razem – zupełnie jakby to miało wszystko wyjaśnić, prawda? Ot, zwykli partnerzy biznesowi, nic więcej. A jednak… a jednak było dużo więcej. Shelby upiła łyka herbaty, jakby chcąc kupić sobie więcej czasu. Nie mogła przecież dać jej do zrozumienia, że znała Delgado lepiej niż było to dopuszczalne.
– Byliście w Montanie i zostaliście zaatakowani przez rząd, musieliście uciekać i wtedy… po prostu cię postrzelono. Umarłaś. – wypowiadała te słowa bez cienia emocji, jednocześnie nie spuszczając wzroku z twarzy kobiety. Zupełnie jakby nie chciała przegapić jej reakcji na usłyszane słowa.
[Profil]
  [B+]
 
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-16, 19:07   

Ja... Nie mogłam. Zżerała mnie ciekawość mimo to nie mogłam spojrzeć na to zdjęcie w końcu to przecież przez niego miałam ten wypadek, to on nie zareagował gdy kto wyrzucił mnie z samochodu jak i nie zawiózł mnie do szpitala. To on nawet nie próbował mnie znaleźć... Nie byłam pewna czy faktycznie było to prawdą, miałam jednak wrażenie że moja matka raczej nie okłamałaby mnie w tej kwestii, w końcu musiała mieć jakiś powód, czyż nie?
Przyjrzałam się jej uważnie, mając nadzieję że cokolwiek zaświta mi w głowie, że dowiem się jaki był powód mojego braku sympatii do niej, nic jednak nie pojawiało się w mojej głowie. Te słowa jednak sprawiły że miałam ochotę być bardziej ostrożna w stosunku co do kobiety... A co jeśli to ona pomogła mojemu mężowi mnie zlikwidować? Może dlatego teraz była taka podejrzliwa?
- Pewnie nie zechcesz powiedzieć mi dlaczego się nie lubiłyśmy?- zapytała ostrożnie, nadal się w nią wpatrując i zastanawiając się jak dalej powinnam rozegrać to spotkanie, w końcu rozmawiałam z kimś, kto kiedyś mógł być moim wrogiem. Wiedziałam że muszę być ostrożna.
Na stwierdzenie że mój podobno mąż twierdzi że nie żyję, że inaczej na pewno bym już go spotkała prychnęłam tylko pod nosem. Nie wydawało się aby ten mężczyzna faktycznie próbowałby mnie znaleźć, zwłaszcza po tym, co powiedziała mi moja matka. Byłam rozdarta, nie wiedziałam komu powinnam ufać, w końcu tą kobietę dopiero co poznałam...
- W jakiej branży pracujecie? - spytałam z zaciekawieniem. Wiedziałam, że podobno prowadził jakieś podejrzane interesy.... Czyżby to ona była po części odpowiedzialna za to, co mi się przytrafiło? Ta rozmowa zaczynała mi się powoli nie podobać, skoro tak dobrze znała mojego męża, powinna chyba o tym wiedzieć, czyż nie?
- To przez mojego podobno męża mnie postrzelono, to on pozwolił wyrzucić mnie z samochodu jak jakiś worek śmieci, to on to wszystko zlecił... - powiedziałam cicho a w mym głosie dało się wyczuć smutek i zmęczenie. Naprawdę nie chciałam już słuchać tych bzdur, tego wybielania mężczyzny który zostawił ją na na pewną śmierć. - Proszę, dla mnie to nie jest zabawne, czy mogłaby Pani być ze mną szczera?- dodałam jeszcze wpatrując się w jej twarz.
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Charlotte Shelby



We were born in your world, but you'll die in ours.

wytwarzanie iluzji

81%

właścicielka kliniki aborcyjnej/członek mafii





name:

Charlotte Shelby

alias:
Charles

age:
30 lat

height / weight:
167/58

Wysłany: 2018-08-19, 18:23   

– Nie powiedziałam, że się nie lubiłyśmy – poprawiła kobietę, posyłając jej nieco cyniczny uśmiech. Ale nie chciała jej trzymać w niepewności, więc po chwili po prostu dodała: – żony zazwyczaj nie przepadają za koleżankami z pracy swoich mężów.
Więc.. to była twoja wina. Okej, może to nie było bezpodstawne, bo koniec końców Charlotte sypiała z Marcosem, ale tu nie były związane żadne uczucia, prawda? To nie było nic złego. Po prostu dwójka ludzi, która robiła ze sobą interesy. Kiedy trzeba było się dogadać, chodziło się na kompromisy. Kiedy sprawy się sypały, trzeba było się pocieszyć. Kiedy się wygrywało, trzeba było to uczcić. Tak działał biznes. Po prostu. A Shelby nie czuła poczucia winy.
– Zaopatrzeniowej – stwierdziła krótko, nie zamierzając to rozwijać. To była w końcu prawda, czyż nie? Zaopatrzali ludzi w mutazynę. Zaopatrzali ludzi w pomoc medyczną. Zaopatrzali ludzi w broń i inne rzeczy. To czy robili to legalnie, czy nie… miało jakieś znaczenie? Dla Charlotte nie.
– Skoro w to wierzysz to te wszystkie kawały muszą być o tobie – odparowała jak najuprzejmiej potrafiła. Bo hej. O wiele lepiej brzmiało to w taki sposób, niż po prostu stwierdzenie „jesteś głupia”, huh?
– Byłam szczera, a teraz szczerze straciłam apetyt. Jak mniemam herbata na koszt firmy..? – posłała kobiecie uśmiech, a potem podniosła się z krzesła i wyszła. Miała dość tej rozmowy. Ta kobieta nie miała zamiaru jej uwierzyć. Była zaślepiona jakimiś wymyślonymi historyjkami, a Shelby nie miała czasu. Miała jeszcze dużo do zrobienia. Musiała jak najszybciej ściągnąć tutaj Hetfielda.

/zt
[Profil]
  [B+]
 
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-22, 18:57   

Bardzo mi się nie podobało w jaki sposób rozmawiała ze mną ta kobieta. Wydawała się uważać za dużo lepszą ode mnie mimo iż wcale nie miała do tego powodów. To że pracowała z moim podobno mężem wale nie sprawiało że była ode mnie w czymś lepsza. Naprawdę rzadko zdarzało się bym czuła do kogoś niechęć od samego początku w tym wypadku doskonale wiedziałam że raczej nigdy się nie polubimy.
- Och, jeśli te koleżanki są tak wredne jak ty wcale nie dziwię się tym żonom. W końcu nikt nie lubi mieć w swoim otoczeniu żmii...- Odpowiedziałam spokojnie z aż nazbyt przyjaznym uśmiechem na moich ustach, tak jakbyśmy wymieniały między sobą uprzejmości i gdy zwykle czułam się źle w takiej sytuacji, teraz nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, nie mogłam pozwolić żeby traktowała mnie tak, jak tylko sobie chciała. Nie skomentowałam tego, gdzie pracują nie mniej wydawało mi się to naprawdę podejrzane skoro pracowali w zaopatrzeniu dlaczego tak się uniosła?
Uśmiechnęłam się kącikami ust przyglądając się jej uważnie.
- Aż tak niskich lotów osobą jesteś że nabijasz się z chorej osoby? To naprawdę żałosne.. - odpowiedziałam spokojnie wstając od stolika i zabierając swoją torebkę, nie miałam ochoty dłużej kontynuować tej bezsensownej rozmowy.
- Oczywiście że nie i radzę ci zapłacić chyba że chcesz żebyśmy zadzwonili po policję- powiedziałam posyłając ochroniarzowi spojrzenie by wiedział że ta osoba może sprawić nam problemy. Gdy już zapłaciła i wyszła odetchnęłam lekko i wróciłam na zaplecze, w kilku słowach opowiadając o całym zdarzeniu menadżerowi i wróciłam do pracy, Opuściłam restaurację dopiero późno wieczorem...

[z/t]
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-01-15, 19:10   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


// 14 maja 2019 r

Minął prawie miesiąc od ostatniego spotkania Christophera z Amber. Choć początkowo planowali spotkać się następnego dnia, pojawiły się komplikacje. Mężczyzna nie mógł znaleźć nikogo, kto sprzedałby mu mutazynę, do tego przeprowadzka, huk w mediach o ataku na DOM... czy tego chcieli czy nie, spotkania towarzyskie trzeba było odłożyć na bok. Dzisiaj jednak był ten dzień, na który Chris czekał z niecierpliwością. Zarezerwował miejsce w restauracji specjalnie dla Amber i miał w końcu okazję znowu ją zobaczyć. Powiadomił ją telefonicznie, że będzie czekać na nią właśnie tutaj.
Przed wyjściem musiał się jednak dobrze przygotować. Nie tylko musiał zadbać o odpowiedni ubiór, ale i także wygląd, by jako mutant nie zwracać na siebie uwagi w miejscu publicznym. W tym celu zaryzykował i wykupił mutazynę na czarnym rynku. Nie wiadomo było na ile ona zadziała i czy w ogóle, ale Chris uznał, że to jedyna taka okazja. Normalna randka, normalne miejsce a nie jakaś ciemnica. Chciał zrobić na Amber jak najlepsze wrażenie.
Szykując się zaaplikował sobie mutazynę i... zadziałało. Ogon, złote ślepia oraz pręgi zniknęły. Wyglądał jak normalny człowiek. Mógł wtopić się w tłum i nie musiał niszczyć spodni. Co prawda nie stać go było na garnitur przy takich wydatkach, ale miał na sobie czyste i zadbane odzienie. Nawet włosy miał w dużo większym ładzie niż zazwyczaj. Zrobił tyle, ile tylko mógł.
Obecnie siedział przy jednym ze stolików, przeglądając menu. Za szybą było widać przepiękną panoramę Seattle, a i jedzenie wyglądało tu na bardzo dobre. Miał nadzieję, że Amber zasmakuje. Przy obecnym wyglądzie Chrisa aż trudno było go rozpoznać, ale raczej nie trudno było dostrzec samotnego mężczyznę przy stoliku. Trochę się stresował, choć starał się tego po sobie nie pokazywać. A co jeśli ona nie przyjdzie? A co jak jej się tu nie spodoba? Częste myśli podczas randek, z którymi mężczyzna właśnie starał się uporać, na przemian spoglądając w menu oraz w widoki za oknem. "Spokojnie, będzie dobrze. To tylko wspólna kolacja." powtarzał sobie w myślach.
[Profil]
  [0+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2020-01-15, 21:43   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


/Przed grą z Vanessą/

Amber oprócz tego, że skupiała się na tworzeniu obrazów to dużo myślała o Christopherze. Oczywiście zrozumiała fakt, że jego życie się po komplikowało i ich randka zostanie przełożona.
W końcu Pan Gekon jak sobie tam go nazwała skontaktował się telefonicznie z nią. Nie raz myślała, że może rozmyślił się i znalazł sobie jakąś inną dziewczynę do spotykania się. Jak by nie patrzeć minął już miesiąc odkąd ostatnio się widzieli.
Oczywiście nic nie przyspieszała i czekała cierpliwie niech Chris wszystko sobie ułoży.
Bardzo się ucieszyła, że jednak o niej nie zapomniał i randka nadal była aktualna. Pół dnia się szykowała na ten wieczór. Jakoś jej wypadło z głowy, że mężczyzna miał załatwić sobie lek czy coś w tym stylu by zatrzymać mutację.
Tymczasem też Jackson ćwiczyła by czasem nie pokazały jej się kocie atrybuty.
Amber ubrana w dość nietypową sukienkę ruszyła do taksówki. Oczywiście na sobie miała brązowy płaszcz oraz tego samego odcieniu kozaki.
Miała nadzieję, że nie zrobi nic głupie. W taksówce głęboko oddychała by się uspokoić. Nie pamiętała kiedy ostatnio była w restauracji.
Gdy w końcu dojechała zapłaciła za podróż taksówkarzowi i z głębokim wydechem ruszyła w stronę budynku restauracji. Otworzyła drzwi rozglądając się za Chrisem. Zanim go jeszcze zauważyła podszedł do niej jakby kelner czy ktoś w tym stylu i poprosił o jej płaszcz. Amber raz, dwa go zdjęła i oddała mężczyźnie swoje nawierzchniowe ubranie na przechowanie.
Tak naprawdę w całej restauracji był tylko jeden stolik z samotnym mężczyzną. On może i ją widział przez okno, ale ona tylko widziała ową osobą od tyłu.
- Chris to Ty? - zapytała.
Czekała niech mężczyzna odkręci się do niej.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-01-16, 21:35   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Czas powoli i spokojnie upływał. Niby były to zaledwie minuty od jego przybycia, jednak mężczyzna odnosił wrażenie, że mijały godziny. Im dłużej czekał, tym bardziej się stresował. Oczywiście za nic nie zamierzał zrezygnować. Był zdecydowany i dla tej kobiety mógłby przesiedzieć w tym miejscu kilka realnych godzin. Amber przez telefon sprawiała wrażenie zachwyconej tym, dokąd ją zaprosił. Pod stolikiem mężczyzna miał nawet ukryty drobny prezent, który zamierzał jej wręczyć zaraz po jej przybyciu.
I się jej przybycia doczekał. Usłyszawszy swoje imię i głos, którego nie zdołał przez ten miesiąc zapomnieć. Wciąż czasem słyszał go w swojej głowie... Mężczyzna dość niespodziewanie schylił się pod stolik i schował coś za plecami, po czym odwrócił się i wstał do Amber, uśmiechając się do niej ciepło.
- Amber, świetnie Cię znowu widzieć po takim czasie. - powiedział i zaraz jego uwagę przykuła piękna sukienka, w którą rudowłosa była ubrana, zapewne specjalnie na tą okazję. Niemal opadła mu szczęka. Amber wiedziała jak się ubierać.
- Wyglądasz... naprawdę cudownie. - wyznał jej z zachwytem. Chciałby popatrzeć na nią jeszcze trochę, ale po chwili przypomniał sobie o podarunku, który wciąż miał schowany za plecami. Zaśmiał się nieco zmieszany i pokazał Amber pięknie ozdobiony bukiet róż.
- Proszę, to dla Ciebie. - rzekł, wręczając jej kwiaty. Najwyraźniej rezerwacja miejsca i opłata za posiłek nie były jedynym prezentem od mężczyzny. Jak na dżentelmena przystało, z lekkim ukłonem wskazał jej miejsce przy stole, zapraszając ją do wspólnego poczęstunku. Na blacie czekały już dwa kieliszki czerwonego wina, które kelner zdążył im już przynieść oraz przygotowane menu. Amber mogła wybierać spośród najrozmaitszych owoców morza, sałatek oraz mięs.
- Żałuję, że nie mogłem się wcześniej z Tobą spotkać. Brakowało mi Cię... - powiedział mężczyzna, spoglądając głęboko w jej oczy. W jego głosie słychać było żal i zarazem szczęście. Żal, że musiał tak nagle zniknąć oraz szczęście, że Amber była tu teraz z nim. Dla Chrisa był to jak najlepszy prezent. Niczego więcej nie potrzebował. Coraz mniej krył się z tym jak bardzo Amber mu się podobała i nie tylko widać to było w jego słowach, ale i czynach.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2020-01-17, 22:08   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Jackson nie miała pojęcia, że Christopher sporo wcześniej przyszedł. Może gdyby to wiedziała przyszła by o tej godzinie co on. A tak to się nie spieszyła, bo uroda potrzebuję czasu. Bardziej sobie podkręciła swoje długie rude włosy.
Jednak Amber się nie pomyliła. Na widok jego twarzy uśmiechnęła się szeroko.
- Także się bardzo cieszę, że Cię widzę. Naprawdę nie myślałam, że weźmiesz ten lek. Jednak chce byś wiedział, że nie ma znaczenia jak wyglądasz. Podobasz mi się taki i taki jak wtedy też wyglądaweś - wyjaśniła.
Rudzince naprawdę na tym zależało by Pan Gekon o tym wiedział.
Słysząc komplement było widać na twarzy Amber lekki rumień. Jednak nie ukazały jej się kocie uszy. Miała zamiar bardzo się pilnować by nikt nie odkrył, że nie jest zwykłym człowiekiem.
W Rogue wyraziła już opinie o wyglądzie mężczyźnie.
- Widzę, że naprawdę postarałeś się na nasze spotkanie - wyjaśniła.
Jeśli chodzi o sukienkę to Amber naprawdę kupiła swój ubiór specjalnie na tą okazję. Jak by nie patrzeć spotkanie Christopherem jest naprawdę pozytywnym spotkaniem i dzięki niemu Ruda mogła rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu.
Jackson nie spodziewała się, że jeszcze dostanie bukiet róż. Pan Gekon i tak naprawdę natrudził się z restauracją z wyglądem, a tu jeszcze te kwiaty. Dawno nikt się tak nie starał o Amber. Poczuła się naprawdę wyjątkowo.
- Dziękuję Ci. Naprawdę są pięknę - odrzekła.
Zaraz zatopiła swój mały nosek w bukiecie. Pięknie pachniały. Z szerokim uśmiechem usiadła na przeciw Chris'a, a bukiet położyła obok siebie na stoliku.
Jackson nie spodziewała się, że mogła tak utkwić Panu Gekonowi w pamięci i też, że mu jej brakowało. Amber ciężko było mówić o uczuciach. Nie umiała tego tak bez pośród powiedzieć. Chciała mu opowiedzieć, że zastanawiała się nie raz czy w ogóle się do niej odezwie. Jednak patrząc na jego słowa i zachowanie Chris tak szybko z niej nie zrezygnuję.
No chyba, że mężczyzna jest tak świetnym kłamcą. Bo tak naprawdę Rogue dobrze go nie znała. Jednak nawet to nie chciała o tym teraz myślieć. Chciała chociaż przez chwilę być znów szczęśliwa.
- Mam nadzieję, że teraz znajdziesz więcej czasu dla mnie. - odrzekła uśmiechając się zalotnie.
Jakoś Jackson nie wiedziała za co zabrać się do jedzenia. Wszystko wyglądało przepysznie. Postanowiła najpierw wziąć kieliszek z winem.
- Może jakiś toast? Za spotkanie. Byśmy nie przystali na tym jednym - odrzekła.
Następnie wysunęła kieliszek w stronę Christophera.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-01-19, 23:44   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Uśmiechnął się delikatnie na słowa Amber odnośnie jego wyglądu. To miłe, że akceptowała jego mutację i nie uznawała jej za powód do wstydu. Niestety był zmuszony użyć mutazyny po to, by zapewnić im bezpieczeństwo. W obecnych czasach mało kto był taki tolerancyjny jak Amber. Sam fakt bycia mutantem potrafił odstraszać innych, a co dopiero bycie takim, którego mutacja nie tylko daje nadludzkie moce, ale również odmienny wygląd i czasem nawet zachowanie. Ich oboje to spotkało, dlatego potrafili się zrozumieć... a może i nie tylko dlatego?
To spotkanie było dla mężczyzny bardzo ważne, dlatego chciał, aby by Rudzinka o niej zbyt szybko nie zapomniała. Chris łatwo nawiązywał nowe znajomości, lecz poznanie Amber było czymś... innym. Dużo odmiennym od relacji, jakie zwykle łączyły go z ludźmi. W czasie, gdy urwał im się kontakt, czuł się samotny. Często wracał myślami do dnia, kiedy się poznali. Wspominał jej głos, uśmiech i te piękne, kocie oczy. Także kształty, na które prawie każdy mężczyzna nie mógł być obojętny. Chris i w tej kwestii nie był wyjątkiem, lecz wciąż największe wrażenie zrobił na nim jej charakter. Tajemnicza, kochająca sztukę, naturę... Takich kobiet nie spotykało się na co dzień.
- Nie wiedziałem jakie lubisz kwiaty, ale... przy następnej okazji kupię dla Ciebie Twoje ulubione. - uśmiechnął się do niej, szczerząc swoje drapieżne kły. W jego głosie wciąż było słychać lekkie zdenerwowanie, ponieważ wszystkie te niespodzianki bądź co bądź były improwizacją. Krótko się znali, więc nie dało się tego uniknąć.
- Obiecuję. Dla Ciebie mógłbym poświęcić czas o każdej porze... już nic i nikt nie pokrzyżuje naszych planów. - wyszeptał mężczyzna i odwzajemnił zalotny uśmiech. Chris istotnie nie pozostawał obojętny na te niewinne sygnały, a skoro już oboje siedzieli przy stole, Christopher chwycił kieliszek w tym samym czasie, co Amber.
- I żeby każde nasze spotkanie było tak samo wyjątkowe jak wtedy, gdy się poznaliśmy. -
To było jak piękny sen... Przed mężczyzną siedziała kobieta, która przez cały miesiąc nawet przez chwilę nie opuszczała jego myśli. Przez którą Chris doświadczał uczucia tęsknoty i na myśl której potrafił się uśmiechnąć, gdy było mu źle. Z którą już tyle go łączyło, a mogło łączyć jeszcze więcej.
- Chcę żebyś wiedziała, że wiele dla mnie znaczysz. Nie pozwolę na to, byś kiedykolwiek poczuła się znowu skrzywdzona... -
Christopher wciąż pamiętał historię, jaką opowiedziała mu Amber.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2020-01-21, 19:09   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Amber naprawdę cieszyła się z tego, że poznała Christophera. W sumie to przypadkiem, bo na ten most to same poniosły ją nogi. Pan Gekon, bo tak sobie go nazwała w myślach jak jeszcze nie poznała jego imienia pokazał jej, że można nauczyć się żyć ze swoją mutacją, a nawet ujaźmić je i schować. Sprawa u Jackson była łatwiejsza, bo miała tylko kocie atrybuty, ale weź cały czas się tłumacz, że niby lubi postaci z anime czy mangi i tak się ubierasz. Nie daj Boże jak ukażą się te zwierzęce uszy i ogon oraz oczy w trakcie rozmowy ze zwyczajnymi ludźmi. Dlatego też często zakłada czapki i kapelusze by chociać jeden problem mutacji zamaskować.
Poza tym teraz wie, że Chris jest podobny do niej. Tylko on jest bardziej... drapieżny. No i to się bardzo Amber w nim podoba. Jackson też dużo myślała o Chris'ie. Jednak nie robiła sobie zbytnich nadziei jak ostatnio. Wolała by Pan Gekon zrobił ten pierwszy krok.
Rogue słysząc temat nawiązujące do kwiatów cicho się roześmiała.
- Jeśli o to chodzi to trafiłeś w dziesiątkę. Uwielbiam róże - wyjaśniła.
Te kwiaty dla Rudzinki były najpiękniejsze na świecie. Poza tym kiedyś ktoś jej powiedział, że te c
czerwone kwiaty symbolizują miłość do drugiej osoby. Jednak dziewczyna nie wiedziała ile w tym jest prawdy.
Jak widać naprawdę Christophera wzięło na punkcie Amber. Kobieta cieszyła się, że siedzący przed nią mężczyzna jest takim dżentelmenem i umie zabiegać o kobietę. A nie ja spotykała wcześniej mężczyzn przed jej ostatnim rozstaniem i po, którzy chcieli iść z nią tylko do łóżka i na tym ich znajomość pewnie by się skończyła.
Słuchała uważnie kolejnych słów Christophera. Musiała przyznać, że naprawdę ciekawe było co mówił Pan Gekon. Czyli w nocy też by chciał z nią się spotkać? Jednak wolała to pytanie zachować dla siebie.
Na jej twarzy ukazał się tajemniczy uśmiech i na chwilę jej oczy zmieniły się na kocie. Jednakże zaraz się opanowała. Nie potrzeba jej robić z siebie kociego widowiska.
Z ust Rudzinki nie schodził uśmiech.
- Myślę, że będą - odrzekła.
Słysząc dalsze słowa mężczyzny nie bardzo wiedziała co ma powiedzieć. Poza tym ta cała sytuacja była zbyt piękna by była prawdziwa. Naprawdę bała się skrzywdzenia.
Stwierdziła, że musi zmienić temat, bo ten schodzi na dość ciężkie emocje by teraz Amber z siebie to wykrzesała. Naprawdę też bała się zakochać i bardziej zaufać. Nawet jeśli to jest Christopher i tak miała wrażenie, że za dużo mu powiedziała. A może on wykorzysta to przeciw niej? Miała wiele obaw, ale przyszła na to spotkanie. Nie wiedziała dlaczego, ale miała słabość do tego mężczyzny siedzącego przed nią.
Jednak jeszcze nie umiała wyrazić co czuła słowami. Nic nie powiedziała na tamte słowa Pana Gekona.
- Jeszcze mi został jeden obraz do namalowania i pójdziemy niedługo na wystawę byś obejrzał moje prace - przyznała.
Powoli zaczęła jeść to co znajdowało się na stole.
- Naprawdę pyszności zamówiłeś. - pochwaliła.
Przyszło jej do głowy, że kiedyś zaprosi Christophera do siebie na pyszności co ona ugotuję.
- A powiedz w ogóle co u Ciebie słychać? Już wszystko jest w porządku? - zapytała.
Tak jakoś jak myślała, że się nie odzywała przez miesiąc to działo się coś nie dobrego z nim. Może miał kłopoty. Amber nie musi nawet tego wyjaśniać. Wystarczy jak powie, że że wszystkim sobie poradził i jest ok.
Jednakże czekała na jego odpowiedź. Zrobiła poważną minę i nie spuszczała Pana Gekona z oczu.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-01-29, 00:09   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Bukiet czerwonych, żywych róż okazał się być idealnym prezentem dla Amber, co mężczyznę niezmiernie ucieszyło. Rudzinka nawet po odłożeniu ich na stolik wciąż mogła poczuć ich przyjemny zapach. Kto wie, może czując woń tych kwiatów będzie wracać myślami do Christophera. Mężczyzna sam zaczął kojarzyć róże z postacią rudowłosej piękności przed sobą. Wyglądała cudownie i gdzieś z tyłu głowy Chris zastanawiał się, czy faktycznie będzie potrafił skupić się na posiłku, bez nadmiernego spoglądania na Amber. To może być bardzo trudne zadanie...
Kobiecie nie mogło umknąć to, w jaki sposób Christopher na nią patrzył. W tych oczach było widać pewne pożądanie, a jednocześnie na twarzy mężczyzny wciąż znajdował się ten sympatyczny, ciepły uśmiech, którego nie należało się w żaden sposób obawiać. Ton jego głosu oraz staranność również wskazywały na to, że za tą kolacją kryło się coś więcej. Czy gdyby zależało mu tylko na jednym, wkładałby w to aż tyle wysiłku? Amber poniekąd znała sytuację mutanta. Christopher nie spał na pieniądzach, a mimo to zafundował im wspólną kolację w jednej z najpopularniejszych restauracji w Seattle i zadbał o to, aby samemu dobrze wyglądać. Wyprasowana koszula, która podkreślała jego wyrzeźbioną sylwetkę, męskie perfumy oraz wizyta u fryzjera... Cóż, szkoda, że nie mógł zachować swoich gadzich cech. Nie czuł się do końca komfortowo w tej postaci, lecz to tylko na potrzeby wizyty w tej restauracji. Potem... potem oboje będą mogli być po prostu sobą. Bez ukrywania się z tym, kim są naprawdę.
- Na wystawę? Koniecznie, bardzo chcę je zobaczyć. Podobno obrazy często oddają charakter artysty... ciekawe co Twoje dzieła powiedzą mi o Tobie... - uniósł kąciki ust, spoglądając głęboko w jej śliczne oczy. Jakby wręcz prowokował, by ponownie przypominały one kocie. Uwielbiał je.
Kiedy przeszli już do posiłku, mężczyzna delektował się wybranym przez siebie kawałkiem soczystego steku. Amber być może wybrała coś innego, lecz niczym dziwnym było to, że mężczyzna o swojej drapieżnej naturze zdecydował się na mięso. Nie wyglądał na kogoś, kto jadałby wyłącznie sałatki.
Zamarł na moment, kiedy Amber zapytała o jego sytuację. Sprawiał wrażenie nieco... zakłopotanego. Przełknął kawałek mięsa i zastanowił się nad odpowiedzią. Przez ostatni miesiąc sporo się wydarzyło, lecz miał nadzieję, że rudowłosa nie odbierze tego negatywnie. Nie musiał nic mówić, ale jednocześnie uważał, że skoro naprawdę zależało mu na Amber, powinien być z nią szczery. Gorzej, gdyby Rudzinka dowiedziała się o tym nie od niego.
- Udało mi się otrzymać pomoc od przypadkowej kobiety, która pomaga mu... ludziom z problemami. Przygarnia ich pod swój dach i zapewnia schronienie oraz wyżywienie. Tymczasowo u niej zamieszkałem, dopóki sprawa z kwietniowym atakiem na Dzielnicę się nie wyciszy. Nic nas nie łączy, po prostu pomaga mi się... wiesz. - przetarł dłonią twarz, nie chcąc rozmawiać o tym w publicznym miejscu. Wiedział jednocześnie jak to brzmiało, lecz miał nadzieję, że Amber mu uwierzy. Mówił prawdę, nic poza znajomością nie łączyło Chrisa z tamtą kobietą, ale to było jak stąpanie po cienkim lodzie. Musiał uważać z doborem słów, bo nawet przez przypadek mógł coś przekręcić.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Dominique Savage



--

Zastępca Dowódcy Oddziału Taktycznego





name:

Dominique Savage

age:
34 lata

height / weight:
176cm/74kg

Wysłany: 2020-01-29, 01:14   
   Multikonta: Leilah


od czasu ataku na DOM Dominique czuła się winna temu co się stało, głównie temu, że część mutantów znów jest na wolności i zagrażają oni znów bezpieczeństwu zwykłych obywateli. Spędziła więc wiel, wiele godzina na studiowaniu akty i zdjęć każdego z mutantów które uciekły, chcąc pamiętać nawet przez sen jak oni wyglądają i jakie są ich wzroce zachowań. Poprzysięgła i sobie i swoim przełożonym,że nie spocznie dopóki uciekinierzy nie trafią z powrotem tam gdzie ich miejsce, z daleka od normalnych ludzi.
Teraz jednak przyszedłczas na odrobinę relaksu w trakcie posiłku. Dominique nie rozstawała się nigdy z pistoletem, tak było i tym razem, jednak miała nadzieję, że chociaż na chwile odsapnie i nacieszy się dobrym jedzeniem. Dlatego właśnie przyszła dosyć wczesnie do tej restauracji. Zdążyła nawet zjeść dobry obiad. Czekała właśnie na kawę i deser kiedy pewna para, a dokładniej rzecz ujmując mężczyzna nazwany przez kobietę Chris przyciągnął jej uwagę. Wsytarczyło spojrzenie by potwierdzić, że to jeden z poszukiwanych terrorystów, który zbiegł z DOMu. Wszak znała jego twarz, chyba lepiej niż twarz własnej matki. Wstała i wyszła do toalety, gdzie upewniła się, że ma gotową broń jakby co. Potem wiedząc, że ma do czynienia z kimś niebezpiecnzym wykonała jeden krótki telefon domagając się wsparcia. Po czym szybko wróciła na sale nie chcąc by w międzyczasie wyszli. Skierowała się kilka kroków stronę stolika Chrisa.
-Oh Chris, mon amour,, ładnie to tak znikać bez słowa, kiedy tak dobrze się bawiliśmy? zapytała uśmiechając się szeroko. W razie czego była gotowa do strzału. I z niecierpliwością oczekiwała na przyjazd tego pieprzonego wsparcia!
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5