Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-16, 20:41
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Słyszała co trzecie słowo z tego wszystkiego i tyle właśnie rozumiała, czyli nic. Skupiła się wiec na batonie, którego znów pod nos podstawił jej brat, bo to było zdecydowanie łatwiejsze niż nadążanie za rozmową dwóch w pełni przytomnych osob, które cośtam sobie najwyraźniej muszą wytłumaczyć. Chyba, tak to brzmiało.
Usłyszala, że wychudzona. To chyba by musiała być ona. Wisiałyu na niej koszulki ostatnio i strasznie ja to denerwowało. I nagminnie obijała sobie kości biodrowe o szafki i miala na nich siniaki. To też było irytujace. Znaczy, zawsze była chuda, ale teraz to jakaś przesada. Ciężko coś było z tym zrobić.
Wymioty? Jakei wymioty. Znaczy było jej tak średnio całkiem, no ale żeby wymioty? Po prosut.. by się położyła. W głowie jej sie kręci, ot co.
- Nie, biegać nie będę- pokręciła głową, czego od razu pożałowała, wiec zaparła się o stół, bo miała wrażenie, że się przewróci. Dobrze, że Will z Majkim ją trzymali. Biegać na pewno nie chciała. Oni chcieli, zeby biegała? Bez sensu. Mogła się gdzieś... dokulać za to! Z tym jak jej się kręci w głowie to powinno to pójść dość łatwo.
- Ale...! - zauważyla nagle, kompletnie z czapy. Pogrzebała niezbornie w tylnej kieszeni spodni i wyciagnęła stamtąd... przepustkę na godzinę policyjną.
- Patrz! - wybitnie dumna z siebie, niczym pieciolatek wyciagnęła ją w stronę Williama. Tak nagle do niej doszlo, że ją ma. Oświecenie. To pewnie po tym batonie!
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
I'd like to get to know you but you're talking much too slowly
Superszybkość
85%
Łowca w bractwie
name:
Michael Ryan
alias:
Streak
age:
26
height / weight:
180/69
Wysłany: 2018-08-17, 23:26
Multikonta: Jamie/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
Mike traktował Imari podobnie do siebie. A przynajmniej jej przemianę materii. Tylko jedno było wielką różnica, której jego mózg trochę jednak zagubił. Mianowicie Imari organizm pracował na takich obrotach jak jego tylko podczas używania mocy... Jego pracował tak ciągle. Mała a jednak istotna różnica. Powinien się za nią skarcić, ale słysząc słowa Willa, właśnie sobie to uświadomił. Poczuł się głupio, bo naprawdę chciał dla swojej przyjaciółki dobrze. No ale on przecież nie był mózgiem, więc nie wiedział wszystkiego. On by ją pewnie na swój sposób ratował. Przytrzymał Imari, gdy ta się zachwiała.
- Zatem może powinniśmy zabrać ją do skrzydła szpitalnego i będzie trzeba jej kroplówkę podłączyć, by wzmocnić. Wydaje mi się to lepsze niż zmuszanie jej do przełykania jak jest ledwo co świadoma tego co się dzieje. - pogłaskał ją po włosach – Mogłaby tam też pospać. Co o tym myślisz Will?
Nie zamierzał się kłócić kto ma rację, dla niego liczyło się teraz by ta droga mu blondynka wróciła w miarę do siebie. Widocznie jeszcze była na tyle trzeźwo by wyciągnąć coś ze swoich spodni, jednak i tak Ryan czuł się dziwnie w tej sytuacji. W sytuacji, gdzie jego przyjaciółka jest w tak niebezpiecznym dla życia stanie.
- Will, by nie było i bym nie zapomniał. Mam brata bliźniaka, który jest w mieście i którego złapało DOGS na przesłuchanie. Widzieli nas razem, więc pewnie mogą odświeżyć moją sprawę z San Francisco, gdzie byłem w rządowych aktach jako zbieg i poszukiwany. Przykro mi, ze dowiadujesz się w takim momencie, ale czuje, ze potem będzie nam się ciężko też złapać. - odparł wsio spokojnym tonem, chociaż wiedział, ze Will może się pogniewać.
Szczerze mówiąc, Will nie myślał, żeby zanosić Mercy do szpitala, raczej wybrałby jej pokój... ale właściwie, czemu nie? Najwyżej później zamorduje ich za niepotrzebne ściąganie na nią uwagi czy coś w tym stylu. Istniał tylko jeden mankament w tym planie.
- Nie jestem pewny jak stoimy z kroplówkami - westchnął Jeśli tak, jak z resztą wyposażenia medycznego, to słabo. Powinien się cieszyć, dobrze że w ogóle udało im się cokolwiek zgromadzić przez ten miesiąc..- W razie czego myślę jeden batonik powinien wystarczyć, żeby oszukać jej mózg i potem już bez problemu podać jej coś płynnego z dużą zawartością glukozy.
I nie, stanowczo nie umknął mu ten gest ze strony Mike'a względem Mercy. Czyżby coś między nimi...? Huh. Hopper miał zamiar zwrócić na to szczególną uwagę w najbliższym czasie, zwłaszcza że już wcześniej zauważył, że byli szczególnie blisko, jak na ludzi, którzy znają się od miesiąca. Nie żeby powinien oceniać, sam znał Matilde ledwie dwa miesiące.
A co do samego stanu w którym była Mercy... Jasne, obwiniał się za to, nie powinien był na to pozwolić, a przynajmniej nie powinien robić tego tak ochoczo... ale to nie było naprawdę poważne. Może był skrzywiony, ale to nie było prawdziwe zagrożenie życia. Niech odpocznie, odeśpi i, przede wszystkim, niech zacznie, cholera jasna, w końcu jeść tyle, ile potrzebowała.
Uważnie obserwował jak jego siostra grzebała w kieszeni, żeby w końcu wyciągnąć przepustkę. Będzie musiał się tym zająć, spróbować je sfałszować... ale to potem. Na razie musiał jak najszybciej doprowadzić siostrę do jakiegoś sensownego stanu, a potem powiedzieć Mattie, że...
- Wow, dzięki, Mercy - odpowiedział jej, jakby faktycznie chwalił pięciolatka, zanim wziął od niej przepustkę. Skinął głową Mike'owi, kiedy usłyszał jego słowa. Och, bo nigdy nie było za dużo problemów, prawda? Nie żeby sytuacja Ryana była jakaś niezwykła, w końcu większość Bractwa miała swoje własne teczki. - Nieco przed atakiem DOGS straciliśmy dostęp do ich danych, więc nie jestem w stanie niczego potwierdzić, lepiej być ostrożnym. Spróbuj się nie wychylać przez jakiś czas. Nie za wiele jestem w stanie zdziałać z twoim bratem, na ten moment brakuje nam ludzi, żeby uwolnić naszych. Jeśli nie mają na niego nic oczywistego, i tak będzie lepiej, jeśli Bractwo będzie się od niego trzymać z daleka. A teraz, jeśli pozwolisz, powinniśmy się zająć moją siostrą.
I o ile nie wydarzyło się jeszcze nic niezwykłego, po prostu przenieśli Mercy do pokoju służącego za szpitalik.
/zt
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-09-24, 12:54
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
/dzień po spotkaniu z Liamem
Znalazła Simona w stołówce, zapewne od czasu pierwszego spotkania widywali się częściej, uczyli wlasnych mocy i współpracy, pracowali z innymi mutantami na rożne sposoby, by pomóc im w radzeniu sobie z mocą. Znali się więc zapewne już o wiele lepiej niż wtedy.
- Simons, macie moment? - mówił o sobie tak często w formie mnogiej, że jej też się udzielilo, nie zawsze, ale jakoś o wiele bardziej naturalne było to dla niej obecnie.
- Ostatnio dołączył nowy mutant, Liam. Taki wysoki, dłuższe włosy, może zauwazyłeś. Ma ciekawą moc, może będzie w stanie pomóc niektórym w Bractwie, chociaż sam nie do końca w to obecnie wierzy.. traktuje swoją moc jako coś złego, głównie, a wydaje mi się, że można to wykorzystać inaczej. Usiądziemy? - zaproponowała, w końcu dlaczego mieliby stać podczas rozmowy, która mogła chwilę potrwać? Imari wstawiła wodę w czajniku stojącym na blacie niedaleko.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Alex nawet nie wiedział, kiedy mu minął ten rok w Bractwie. Wydawało mu się, jakby to było wczoraj, nim zaczęła się cała ta afera z włoską mafią, która doprowadziła go aż tutaj. Musiał porzucić wszystko co miał- pracę, mieszkanie, poczucie bezpieczeństwa. Zyskał za to nowy dom, przyjaciół...i coś więcej.
Nie da się jednak ukryć, że bycie w zamknięciu, niezbyt mu służyło. Wcześniej może nie był jakiś wybitnie towarzyski, ale zdarzało mu się balowac wieczorami. Teraz, wiedząc że ściga go DOGS, nie mógł wychylić nosa z kryjówki.
Cóż... taka dola mutantów w obecnych czasach. Mogli tylko spróbować to zmienić.
Wolny czas spędzał na różnych aktywnościach - a to z Liamem, albo oglądając filmy, grając w gry czy... gotując. Była to jego mała pasja, którą często uskuteczniał. Tak więc, po paru kwadransach spędzonych w kuchni, zajadał się własnoręcznie zrobionym lasagne, sprawdzając w międzyczasie, co tam słychać w internecie.
Wysłany: 2020-01-26, 14:05
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Jak się tak zastanowić, to nawet i Liamowi minął ten rok dość szybko, Odkąd jest w bractwie. Przebywanie w gronie tych osób, zmieniło jego podejście do wielu rzeczy i spraw. Nie był już zamkniętym w sobie i na otoczenie. Wiele osób pomogło mu nawet normalnie żyć ze swoją mocą, nie musząc się izolować. Mieli nawet do niego cierpliwość, ale nie zmieniło się to, że nadal uważał swoją moc za przekleństwo. Na plus dla niego okazało się szybsze odnalezienie brata. A wszystko dzięki mężczyźnie, który obecnie siedział w stołówce i wcinał zrobione przez siebie lasagne.
Ostatnie dni i tygodnie były pracowite. A dodać trzeba, że z pierwszym tygodniem miesiąca mieli nowego członka bractwa. Pomijając tych, którzy dołączyli po ataku na dzielnicę mutantów, kierowaną przez DOGS. Chloe Harper. Dostał ją pod swoje skrzydła, aby wprowadzić ją w system bractwa, dać pokój i być może poszukać grupę, gdzie będzie dobrze mogła się wykazać.
Liam wszedł do kuchni z pustym kubkiem po kawie, który zaraz umył i wsypał sobie herbaty. Wstawił wodę i poczekał aż się zagotuje. Po czym zapełnił naczynie, opuścił kuchnię i zajrzał przy okazji na stołówkę. Tam już zauważył znajomą postać siedzącą przy stole. Uśmiechnął się do siebie i dołączył o Alexa, nie pytając o nic siadając zaraz obok niego.
- Co tak sam siedzisz?
Zagadał do niego, patrząc na talerz do je i co przegląda. Swój kubek z herbatą stawiając na blacie stołu.
Alex widząc swojego partnera, uśmiechnął się pod nosem. Ostatnio był jakiś idiotycznie szczęśliwy i to za sprawą tego tu obok. W życiu by się nie spodziewał, że zwiąże się z kimś własnej płci...ale też nie ubolewał szczególnie z tego powodu.
- Hej = przywitał się ciepło.
Co prawda nie afiszowali się specjalnie z uczuciem, ale też nie kryli.
- Zrobiłem lasagne. Chcesz? Jeszcze ciepłe - wskazał na kuchnię, bo tam stało naczynie żaroodporne z posiłkiem.
Alex był wyjątkowo zrelaksowany, Zapewne przyczynił się do tego całkiem upojny wieczór, który spędzili wczoraj razem. Parker nie czuł się w tym wszystkim zbyt pewnie, ale Ellsworth nadrabiał doświadczeniem i co najważniejsze, nie popędzał, ani nie robił niczego na siłę.
Wysłany: 2020-01-28, 23:30
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Odkąd byli razem, Liam zauważył jak Alex bywał szczęśliwy, nawet bardziej niż kiedy przebywał z Imari. Czy może po prostu odnosił takie wrażenie. Ellsworth cieszył się, że są razem a ich przyjaźń przekroczyła wszelkie mury i zakazy. Wielu w bractwie zapewne zauważyło, że tych dwoje ciągnie więcej niż sala z komputerami. Jednak nie wszystkie wieczory i noce spędzali razem. Liam nie zapominał o swoim bracie, do którego też wybywał na nocki. Stracili dwadzieścia lat przez rozłąkę i chcieli nadrobić ze sobą ten czas. W końcu to dzięki Alexowi go odnalazł.
- Może później. Na razie nie jestem głodny. Ale przyznaję że pachnie smakowicie. Jesteś lepszym kucharzem ode mnie.
Przyznał szczerze z uśmiechem na twarzy. Wczorajszy wieczór mieli bardzo udaną. Zresztą jak każdy poprzedni.
Skrzyżował ręce na blacie stołu, opierając się o niego i zerkając na komórkę Parkera, który przeglądał wiadomości czy inne informacje. Po czym spojrzenie przeniósł na swój kubek, nieco poważniejąc. Aż w końcu się odezwał.
- Alex... Odkąd tu jesteśmy, minął rok. Myślisz że DOGS zaprzestali nas poszukiwać?
Rzucił temat od tak. Jakby do czegoś zmierzał.
No cóż, nie żeby przejawiał przez niego snobizm, ale tak - kucharzem był niezłym. Wyczulenie zmysłów, pozwalało mu idealnie doprawić dania, przez co smakowały wyśmienicie. Oczywiście były gusta i guściki, ale przeważnie nikt nie narzekał - a wręcz przeciwnie.
Zapytany, uśmiechnął się nieco kwaśno
- Nie sądzę. Wątpię by DOGS odpuściło tak łatwo...zwłaszcza po tym co się stało w DOM-ie. - powiedział w zamyśleniu
Musiał przyznać, że ci co tam poszli, mieli niezłe jaja. On sam wolał działać z ofensywy, niż się pchać przed szereg.
- Ponad rok nie wyściubiłem stąd nosa. - westchnął - A wierz lub nie, a byłem zwierzęciem nawet imprezowym.
Gdy nie mógł opanować zmysłów, pił. A jak pił, to go brało na hulanki. I tak lądował w klubie.
Wysłany: 2020-02-07, 21:52
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
- Nooo, tyle że nas tam nie było. Działaliśmy z tego miejsca. Korci mnie włamać się do ich ]systemu i porządnie namieszać, usuwając nasze dane.
Przyznał, choć do tej pory skupiał się tylko na wydobywaniu informacji z serwerów departamentu i rządu. Namieszanie im w systemach to już poważniejsza robota i dość ryzykowna. Lecz chciałby mieć czyste konto i nie gnić tutaj w zamknięciu.
Na kolejne słowa Alexa uśmiechnął się rozbawiony.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
Stwierdził patrząc na Alexa.
- W przeciwieństwie do mnie, nie imprezowałem. Ciągle izolowałem się od otoczenia i ludzi. Chciałbym stąd wyjechać. Zacząć od nowa.
Rozmarzył się teraz, patrząc w swój kubek herbaty i westchnął.
Alex uśmiechnął się kącikiem ust. Liam był znacznie odważniejszy od niego. Parker zdecydowanie wolał się nie wychylać.
- Równie bezpieczne, co wsadzenie niedźwiedziowi petardę w rzyć - podsumował jakże poetycko. - Jesteś pewien, że jest szansa, że tego nie wykryją?
Co prawda wolałby móc znów chodzić normalnie po ulicach, ale z drugiej strony ryzykowali wykryciem i narażeniem Bractwa. To już wolał by było chujowo, ale stabilnie.
Na przytyk Liama parsknął śmiechem.
- Ano. Nigdy nie byłem zbyt towarzyski...ale chcąc zagłuszyć wybuchy mocy, po prostu piłem. A wiesz jak to jest po kielichu, od razu człowiek jakiś taki bardziej zabawowy. No i wóda mnie przymulała, przez co tępiło mi zmysły i było to bardziej znośne - stwierdził spokojnie - Byłem więc co weekend stałym klientem klubu tanecznego.
Na nagłe rozmarzenie Ellswortha, on również nieco odpłynął myślami
- Hmm? Gdzie? - zagadnął - Mi się marzy chatka, na jakimś wydupiu, najlepiej nad jeziorem. Salon z kominkiem, wielki pokój gamingowy... - westchnął
Wysłany: 2020-02-11, 19:45
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Liam na pierwsze słowa Alexa, uśmiechnął się rozbawiony tym porównaniem, choć spoważniał po chwili, bo to nie była zabawa we włamywanie się do serwerów by coś podpatrzeć i ukraść, ale namieszać.
- To zależy od tego jak silne mają teraz zabezpieczenia. Na pewno nie mógłbym tego robić z tego miejsca, jako że istnieje ryzyko namierzenia sygnału. A nie mam gwarancji, że moje zakłócenia coś dadzą. No i liczy się czas. Fajna zabawa, ale dość ryzykowna....
Trochę rozmarzył się o takiej akcji, jakby brakowało mu tego częstego włamywania się i wkurzania innych.
Później temat nieco się zmienił.
- Więc tańczysz?
Tym razem patrzył na niego z zadziornym uśmieszkiem, jakby chciał zobaczyć Alexa tańczącego, niekoniecznie na rurze. Bo skoro był stałym klubu tanecznego, to coś tam powinien umieć.
- Wielki pokój gamingowy...
Powtórzył Liam, wyobrażając sobie siedzącego Alexa w takim pokoju. Liamowi jednak wystarczał porządny laptop do pracy i komputer do gier.
Rozmyślając nad miejscem, gdzie by chciał polecieć, sam nie wiedział. Północna Kanada? Europa? Azja? Za daleko też nie chciał, by znów nie oddalać się od brata.
- Najbliżej, bym pojechał gdzieś do Kanady. Najdalej, Azji. Zobaczyłbym kraj z jakiego pochodził mu opiekun. A najlepiej do takiego miejsca, gdzie prawa mutantów nie są zbyt mocno ograniczane. Gdzie nie traktowano by nas jako terrorystów, potworów i tak dalej.
Alexowi nie uśmiechało się ryzyko. Jasne, fajnie byłoby stąd wyjechać i zwiedzić z Liamem kawałek świata...ale ryzyko było duże. Za duże. Nie chciałby stracić ani własnego życia...ani Ellswortha.
Zeszli na temat tańca. Parker uśmiechnął się kącikiem ust.
- Ano. Wiem, że nie wyglądam. - zaśmiał się - Tak naprawdę nie jest to bardzo skomplikowane. To kwestia wczucia się w muzykę. -a z jego umiejętnościami szło mu to naprawdę bardzo dobrze.
Liam zaczął roztaczać wizję łatwej egzystencji dla mutantów. Taaaak...to była całkiem zachęcająca perspektywa.
- Podoba mi się ta wizja - uśmiechnął się do swojego partnera. - Choć teraz musimy zadowolić się wieczorkami filmowymi w moim pokoju. - nie żeby co drugi, kończył się oglądaniem przez dziesięć minut a potem...innymi historiami. Hehe. - Mamy do nadrobienia serial - zafalował brwiami.
Wysłany: 2020-02-22, 22:35
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Jakby nie patrzeć, Liam cały czas podejmował się ryzyka, wychodząc na wieczór czy nawet na noc do brata, lub o innych porach, jeżeli się umawiali. Do tego czasu, nikt go nie rozpoznał a i umiejętnie wymijał patrole, jeżeli takowe zdarzały mu się na planowanej drodze. To zaś nie ma się co równać z włamaniem na serwery i oczyszczenie systemów, gdzie to zadanie bywało już bardziej skomplikowane i wymagało zdecydowanej precyzyjności i kto wie, czy byłoby także konieczne być w ich pobliżu.
Ten temat jednak zostawili, przechodząc na dyskusję przeszłości Alexa, jak to imprezował i został królem tańca. Wyobrażenie Liama.
- Musiałbym to zobaczyć na własne oczy. Bo moja wyobraźnia nie współpracuje z Twoimi słowami.
Odparł z uśmiechem, najwyraźniej zachęcającym do tego by się chlali i Alex zaczął dla niego tańczyć. Kij z tym, że Liamowi pić nie wolno. Choć, parę miesięcy temu te zakaz złamał. Ale to dlatego, że jego brat nie miał pojęcia o problemach alkoholowych Liama.
Wizja była piękna i nawet zaakceptowana przez Alexa, ale mocno wybił mu to z głowy, sprowadzając do rzeczywistości, że Liam westchnął zrezygnowany i spuścił głowę. Jakby się poddał.
Słowa o nadrobieniu serialu, sprawiły że Liam podniósł głowę i spojrzał na Parkera, zauważając to poruszenie brwiami. Czyżby mu to była zachęta do czegoś?
- A no mamy.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy a nogą pod stołem, zaczynał zaczepiać nogę Alexa, ocierając jak na razie. Nie mógł jakoś oderwać wzroku od jego pięknych oczu.
Prywatny pokaz tańca. Brzmiało...ciekawie. Wątpliwe by Parker się na to zgodził, ale ! No chyba, że faktycznie coś wypiją, to wtedy czemu nie? Po takiej przerwie, nie trwałoby długo, by go namówić by poruszać bioderkami,
Wiat...to brzmiało dwuznacznie.
Czując nogę Liama, ocierającą się o jego, uśmiechnął się kącikiem ust, bardzo zadziornie. Co tu się odbywało, hohoh?
- Wodzenie na pokuszenie publicznie? No nieźle - znów zafalował brwiami. - No to nie ma co czekać. Serial czeka
Serial. Jasne. Chyba, że serial pod tytułem "Alex i Liam - sypialniane historie"
Wstał, uniósł zachęcająco brew ku górze i ruszył niespiesznie do swojego pokoju. Zachowujmy pozory, prawda?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum