Poprzedni temat «» Następny temat
Z zewnątrz
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-17, 17:36   
  

   2 Lata Giftedów!


I wszystko co dobre między nami po prostu prysło, jak bańka mydlana. Oczywiście, wiedziałam, że było w tym wszystkim dużo mojej winy, ale z drugiej strony… czy będąc w takim chujowym stanie psychicznym mogłam być winna czegokolwiek? Nie umiałam poradzić sobie z emocjami. Raz się wściekałam, a raz śmiałam w niewyobrażalnej wręcz euforii. Raz chciałam, by Dale mnie objął, bym mogła poczuć ciepło drugiej osoby, a chwilę później… chciałam uciekać, bo bałam się, że rozpadnę się od tej bliskości. Ci cholerni naukowcy sprawili, że byłam poważnie popieprzona, ale czy w ogóle mogłam się za to obwiniać? Kurwa, przecież ja wcale nie chciałam trafić do tego cholernego laboratorium. Oddałabym wszystko, by cofnąć czas, by móc zapobiec temu, jak mnie schwytali… I, kurwa, ja przecież nawet nie pamiętałam jak to się stało, więc cofanie się w czasie do wspomnień, których w ogóle nie miałam, kompletnie nie wchodziło w grę.
Najpierw było mi przykro. Uciekłam ze strachu przed jego dotykiem i usiadłam na tym cholernym krześle stojącym przy stole, bo po prostu było mi zajebiście przykro. Nie chciałam się tak zachowywać. Wiedziałam, że Dale’owi może być strasznie źle z tego powodu, że nie powinnam była tak reagować, uciekać, odtrącać go… Ale po prostu nie umiałam inaczej. Chciałam poruszać się na przód bardzo małymi kroczkami, może czasami nawet cofnąć się nieznacznie, żeby nie oszaleć, żeby nie wrócić do samego początku… I, kurwa. Byłam pewna, że Fowler mnie zrozumie. Jasne, domyślałam się, że jego cierpliwość może się kiedyś skończyć, ale prawda była taka, że dzisiejszy dzień był dopiero początkiem naszych problemów. To wszystko dopiero co się zaczęło, a on… wyszedł z pokoju, zaczął walić dłonią w ścianę, atakować mnie jakimiś swoimi chorymi pretensjami. Patrzyłam na niego i teraz… teraz nie było mi przykro. Byłam wściekła.
- Ja pierdole, dobrze, że ja wiem co robić. – odpowiedziałam mu, bez cienia uśmiechu. On naprawdę śmiał mówić mi, że nie wie co robić? Kurwa… No bez jaj. To nie on stracił pamięć, nie on stracił wszystko, co miał do tej pory, nie on kurwa siedział w jebanej celi bez jakiejkolwiek nadziei na ratunek. Biegał sobie po mieście planując odbicie kogoś tam dla siebie ważnego z miejsca, w którym ja też siedziałam. I mnie wcale nie planował uwolnić. No… ale to on nie wiedział co robić, tak?
Dale mówił dalej, a ja nie byłam w stanie usiedzieć w miejscu. Wstałam, patrząc mu prosto w oczy, słuchając tego wszystkiego co do mnie mówił, a co dla mnie było totalną, kurwa, bzdurą. Cudownie, czyli to ja byłam tą złą, to wszystko moja wina… Jasne, bo przecież powinnam wpaść mu w ramiona i cieszyć się, że łaskawie zgodził się przyjąć mnie z powrotem. Tak? Tak to powinno wyglądać?
- Spierdalaj, serio. Jak ci nie pasuje to, że nie potrafię się zdecydować… Cholera, i ty to nazywasz miłością? Człowieku, zastanów się. Jeszcze kilka godzin temu nie wiedziałam jak się nazywam, a ty oczekujesz ode mnie, żebym ci powiedziała, czy nie wiem, będziemy żyli ze sobą długo i szczęśliwie? Próbuję, kurwa, próbuję. Nie wiem co będzie. Raz czuję się dobrze, i bezpiecznie i jestem szczęśliwa, a raz mam ochotę uciec, i krzyczeć, i płakać z bezsilności. Przytłaczasz mnie i, cholera, jeżeli to dla ciebie jest miłość, to spakuj ją sobie w kieszeń i daj mi spokój, bo takiej miłości wcale nie chcę. – miałam dość. Patrzyłam mu w oczy i po prostu, kurwa, miałam dość. To wszystko było bez sensu. Dale wyszedł, a ja byłam tak wściekła, tak cholernie wściekła… Machnęłam ręką, a krzesło, na którym wcześniej siedziałam, z głośnym hukiem uderzyło w drewniane drzwi domku, które mężczyzna dosłownie przed chwilą zamknął za sobą. On mógł niszczyć mój dom, to ja też mogłam.
Westchnęłam ciężko i wyszłam z salonu do sypialni, zamykając za sobą drzwi. Byłam zmęczona i nie obchodziło mnie już totalnie nic. Ani Dale, ani ten cały Hopper, ani moja rana… Nic. Chciałam po prostu iść spać i obudzić się jutro ze świadomością, że będzie lepiej.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2019-05-18, 11:47   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/początek

Tak jak obiecał, przyjechał najszybciej jak był w stanie. Zaparkował samochód na jednej z leśnych dróżek, w końcu to był ten sam samochód, którym był w Bractwie, lepiej nie ściągać na niego uwagi. Nie chcieli powtórki z tamtego ataku.
Chwycił swój plecak, chciał już wyjść z samochodu, ale się zatrzymał. Wyciągnął metadon i wziął jedną tabletkę. Nie miał już tych cholernych migren, ale to gówno z nim zostało. Ciągle świetnie pamiętał, jak po operacji go nosiło, bo nie mógł po prostu wyrzucić tych zasranych tabletek, bo syndrom odstawienia by go zabił. W ciągu tych sześciu tygodni przerzucił się już na jakąś normalniejszą dawkę, ale cały czas musiał brać metadon boleśnie regularnie. Nie wiedział ile godzin tam z nimi spędzi, a nie chciał słuchać pytań na swój temat. Nie był cholernym ćpunem.
Przejście na teren Black Lake Bible Camp zajęło mu kilkanaście minut - dość żeby zacząć się czuć z tym wszystkim nieswojo. Ostatni raz był w pobliżu tego miejsca niemal rok temu, kiedy razem z Kovacs sprawdzali czy nikt się nie uchował... Wcześniej nie spędził tutaj dużo czasu, niecałe dwa miesiące... Ale znał ten cały teren na pamięć. Często wracał tutaj w swojej głowie. Potrafił wyobrazić sobie tę poświatę ognia, krzyki, strzały, płonące budynki... Drake Silvo, Halsey Snow, Allison Thorn, Evan Reid, Rose Evans... Nigdy nie próbował nauczyć się tych imion, ale potrafił je wymienić z pamięci. Za dużo razy czytał akta. Powinien tutaj być, może nie na tej liście... ale to było jego zadanie, to po to Colleen go tutaj ściągała. Miał upewnić się, że będą bezpieczni,
Zabawne, ale nie czuł aż takich skojarzeń z tamtą wizją, chociaż przecież faktycznie ją pamiętał, chociaż to było o kilka miesięcy później. Te budynki wyglądały zupełnie inaczej, było o wiele lat za wcześnie... choć las... Las wyglądał tak samo. Chyba nawet wtedy tędy przebiegali. Mógł sobie wyobrazić jak Cole...
Miał robotę do zrobienia. Fowler - i Marie - na niego liczyli. Nie mógł sobie pozwalać na te idiotyczne... Cokolwiek to było. I powinien być ostrożniejszy. To, że nie wiedział czy DOGS są tutaj, nie znaczyło, że ich nie było. Tak, to było istotne.
W końcu dotarł pod dawny domek Colleen, żeby zobaczyć Dale'a pijącego w najlepsze. Nie trzeba było być geniuszem, żeby dojść do wniosku, że spotkanie po miesiącach rozłąki nie poszło zgodnie z planem.
- Jeśli wszystko zacznie się sypać, wolałbym być trzeźwy - rzucił mijając go przy schodach. W tym zdaniu nie było złośliwości, ono było raczej... po prostu. Zwyczajne. Nie ważne jak chujowo miało być, lepiej zachować rozsądek.
Hopper nie miał najmniejszej ochoty na jakieś zbędne pogaduszki. Miał robotę to zrobienia, a im dłużej czekali, tym były większe szanse, że DOGS skorzysta z tego sygnału. Colleen nie było w salonie, w łazience nie świeciło się światło, więc musiała być w sypialni. Podszedł do drzwi, zapukał do nich i czekał. W końcu wychowywał się z siostrami.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-26, 21:05   
  

   2 Lata Giftedów!


Nosiło mnie ze złości. Czułam się tak, jakby te negatywne emocje miały mnie zaraz rozerwać od środka. I było mi gorąco. Dusiłam się w tym cholernym domku, ale jakiś irracjonalny strach powstrzymywał mnie przed otwarciem okien. Dopiero co uciekłam, dopiero co odzyskałam wolność i cholernie nie chciałam znów jej stracić.
Chodziłam po pokoju z kąta w kąt. Nie umiałam znaleźć sobie miejsca. Byłam zmęczona, ale nie chciałam iść. Niechętnie patrzyłam na pościelone łóżko, które wydawało mi się zbyt miękkie, choć przecież jeszcze nawet na nim nie usiadłam. Bolała mnie głowa i nie wiedziałam, czy powinnam wyjść za Dale’m i spróbować się z nim dogadać, czy zignorować to kompletnie i zostać w tym pokoju już do rana.
Byłam pogubiona, tak strasznie pogubiona… Fowler kompletnie mnie nie rozumiał, a mnie cholernie to denerwowało. Czy on naprawdę wyobrażał sobie, że ot tak, o, go pokocham? Ledwo pamiętałam swoje imię, dopiero co przypomniałam sobie, że moja mama nie żyje, a on wymagał ode mnie miłości. Ciężko było mi pojąć to, że mogłam go kiedyś kochać. W tym momencie był w moich oczach upartym egoistą, nikim więcej. Nie myślał o mnie kompletnie. Liczyło się tylko to, że za mną tęsknił, że chciał ze mną być, a ja czułam się niemal tak, jakbym moim obowiązkiem było odwzajemnianie jego uczuć. Kurwa. Nie chciałam się na niego wściekać. W przeciwieństwie do niego ja starałam się postawić w jego pozycji i rozumiałam, że mógł być rozgoryczony, mógł cholernie cierpieć, a ja nie chciałam sprawiać mu bólu, serio. Dużo prościej by było, gdybym po prostu go kochała, gdybym pamiętała to uczucie, ale… nie było tak. Dale mnie przytłaczał i nie byłam w stanie wytrzymać dłużej w jego towarzystwie, będąc pod presją uczuć, które powinnam wobec niego żywić.
I wtedy usłyszałam pukanie do drzwi i zatrzymałam się gwałtownie. Dale? Spięłam się cała, jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle było możliwe. Okej. Wrócił, a ja starałam się zachować spokój. Wiedziałam, że krzyczenie na siebie w niczym nam nie pomoże. Wzięłam głęboki wdech i uniosłam dłoń, mocą otwierając drewniane drzwi. Mimowolnie się uśmiechnęłam, ciesząc się z wolności i z mocy, z której swobodnie mogłam korzystać, choć używanie jej powodowało jeszcze większy ból głowy. Uśmiech ten jednak szybko znikł, bo w drzwiach dostrzegłam mężczyznę, którego kompletnie nie znałam. A raczej pewnie znałam, ale go nie pamiętałam.
Od razu poczułam się dziwnie. Stałam przecież naprzeciwko niego jedynie w za dużej koszulce i bieliźnie. Widział wszystkie moje blizny, siniaki i strupy, które szpeciły całe moje ciało. Widział też poparzenia na szyi i rękach, które powstały na skutek usunięcia obroży. Czułam się bardzo niepewnie, a Dale’a nie było w pobliżu. Kim on był?
- Ty… jesteś Hopper, tak? – przypomniałam sobie, że Fowler przecież wspominał, że ten cały Hopper do nas przyjdzie, miał nam pomóc. Podobno był mądry i pomagał mi, jak byłam jeszcze Przywódczynią Bractwa. Skrzyżowałam ręce na piersi, wciąż czując się dziwnie, niepewnie. Ale… chyba musiałam się przełamać i mu zaufać, prawda? Nie miałam wyjścia.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2019-05-26, 23:06   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kilka rzeczy wydarzyło się na raz.
Po pierwsze, otworzyły się drzwi. Same, Colleen stała za daleko od nich, żeby to zrobić. Nieco dziwne... ale przecież miały metalowe zawiasy, jakoś musiały się trzymać ściany. Otwieranie drzwi za pomocą zawiasów nie było najprostszym zadaniem, nie ważne jakie moce się miało, to po prostu wymagało precyzji. To oznaczało, że nie dość, że Colleen nie mogła być na mutazynie, to na dodatek nie mogła stracić zbyt wiele ze swoich umiejętności. DOGS nie chciało, żeby straciła moce... bo chcieli ją wykorzystać jako broń, to chyba dość oczywiste. Świetnie. Czy był lepszy sposób na użycie broni, niż pozwolenie, żeby wrogowie sami ściągnęli ją w sam środek swojej siedziby? Świetnie. To nie musiała być ta opcja... ale mogła. Hopper miał zbyt wiele do stracenia, żeby ryzykować.
Po drugie: znikający uśmiech. Jasne, może Will nie był kimś, na czyi widok skakało się z radości... Ale Colleen ufała mu, przynajmniej kiedyś. Poza tym, miał z niej ściągnąć te wszystkie ustrojstwa, to chyba był powód do radości? Mogła też wiedzieć, że jest inteligentny i że jeśli teraz spróbuje dostać się do reszty mutantów, Hopper to przejrzy... Protestowałaby wcześniej. Nie pozwoliłaby Dale'owi go tutaj ściągać.
Cholera. Tutaj mogło chodzić o zaufanie, ale nie w tą stronę. Obiecał jej, że zrobi wszystko, żeby obronić Bractwo... a w dniu ataku nawet go tutaj nie było. Nic dziwnego, że mogła mieć do niego pretensje. Każdy racjonalnie myślący człowiek powinien mieć.
Po trzecie, obroża. Zniknęła. Na jej miejscu pojawiły się poparzenia. Świetnie. A powiedział, żeby poczekali.
Czwarte, blizny. Nie miał pewności, przecież nigdy mu się nie spowiadała z takich rzeczy... ale był niemal pewny, że nie miała ich wcześniej, a przynajmniej nie miała ich aż tyle. Szlag. Szlag, ja pierdole i kurwa jego mać. Dlaczego nie było go wtedy w Bractwie? Wiedział jak to wszystko się może skończyć. Powinien to przewidzieć..
Piąte... Stała tam w samej koszulce. Nie spodziewała się go. To by wyjaśniało jej niepewność... przynajmniej do momentu, w którym Will nie usłyszał jej pytania.
- Uhm, cześć. - Podrapał się po głowie. Nie rozpoznawała go? Jak dużo z tego wszystkiego pamiętała? - Axon, jeśli coś ci to mówi - dodał. Przecież w końcu on nigdy nie był dla niej Hopperem. Ciągle funkcjonował raczej jako Axon kiedy DOGS ją dorwało, a przez wiele lat nawet nie wiedziała jak się naprawdę nazywał. - Widzę, że już sobie poradziliście z obrożą... - ...chociaż prosiłem, żebyście zaczekali. - Chcesz... włożyć spodnie, sprawdzić kim do cholery jestem czy cokolwiek innego, zanim zajmiemy się resztą? - spytał. W końcu, jeśli miał rację, musiała być dość mocno spanikowana.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-26, 23:30   
  

   2 Lata Giftedów!


Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń i powoli miałam tych wrażeń dość. Głowa pulsowała mi bólem, który wcale nie chciał zniknąć. Na nowo rozdrapywałam stare – jak się okazywało – rany, przypominając sobie wiele okropnych rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu, a o których nie pamiętałam. Miałam już dość tych wszystkich wspomnień, ale jednocześnie chciałam odzyskać pamięć jak najszybciej się dało. Mieszałam się w swoich własnych uczuciach i w swoich potrzebach. Chciałam spać, ale wiedziałam, że nie zasnę. Byłam głodna, ale mój żołądek nie przyjąłby jedzenia w tym momencie. Chciałam wyjść na dwór i poczuć się wolną, ale ta przestrzeń dookoła i to, jak bardzo to miejsce było moim domem totalnie mnie przerażało.
A teraz jeszcze stałam naprzeciwko mężczyzny, którego nie pamiętałam i znów było mi głupio z tego powodu, choć przecież nie powinno, prawda? Amnezja nie była moją winą. Nie mogłam się obarczać jakimikolwiek wyrzutami sumienia przez to, że nie pamiętałam ludzi, ani zdarzeń z nimi związanych. Nie umiałam się jednak powstrzymać. Było mi cholernie źle z tym wszystkim.
Mężczyzna zaczął mówić, przedstawiając się jeszcze jakimś innym imieniem, a ja przeczesałam nerwowo wciąż mokre włosy, bo imię Axon nadal nic mi nie mówiło. Po prostu go nie pamiętałam, kompletnie, ale mogłam się postarać, by jakoś go sobie przypomnieć, co nie?
- Tak, ja… nie mogłam wytrzymać. Zdjęliśmy ją z Dale’m. Nie mówił wcale, że powinniśmy poczekać, a nawet jeśli to ja bym chyba nie wytrzymała tego czekania. – zaczęłam się tłumaczyć, bo Hopper (czy tam Axon) miał taką minę, jakby był zły za to, że zdjęliśmy ze mnie obrożę. Nie chciałam, żeby wściekał się na Dale’a. Już wystarczyło, że ja byłam na niego zła, co nie? Mimowolnie dotknęłam dłonią zaczerwienienia na szyi i skrzywiłam się z bólu. Cholera, nieprzyjemnie.
Kiwnęłam głową na słowa mężczyzny, stwierdzając w myślach, że owszem, w spodniach chyba poczuję się trochę pewniej. Wyminęłam go więc w drzwiach i zgarnęłam ze stołu dresy, które Dale wcześniej tam przygotował. Założyłam je na siebie i wróciłam do sypialni, po czym usiadłam na łóżku, które faktycznie było zbyt miękkie.
- No to zacznijmy od tego, że… prawie nic nie pamiętam. Dzisiaj rano jeszcze nie wiedziałam, jak się nazywam. – wyjaśniłam, co by nie było nieporozumień – No i z ciekawostek, to… podobno moja moc się zmieniła. Dale twierdzi, że kiedyś kontrolowałam tylko metal, a teraz… – obie poduszki za mną uniosły się gwałtownie do góry, by potem równie gwałtownie opaść. Skrzywiłam się nieznacznie z bólu. Tak swobodne używanie mocy było dla mnie czymś nowym. Dawało mi dużo radości, ale sprawiało równie dużo bólu.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2019-05-27, 00:27   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, świetnie. Nie chciał jej robić żadnych wyrzutów, po prostu... To była technologia DOGS, a on już dawno przyzwyczaił się do myśli, że Colleen była martwa albo nie do uratowania. Skoro cudownie się odnalazła lepiej było tego nie zepsuć, prawda? To byłaby niezła ironia losu, gdyby zginęła tutaj, teoretycznie bezpieczna, podczas ściągania obroży.
- Po prostu nie musiałaś być dzisiaj dodatkowo rażona prądem - wyjaśnił. Dale musiał sobie z tego zdawać sprawę i najprawdopodobniej to on tutaj był najbardziej na siebie zły w tej kwestii. Jeden błąd więcej i mogłaby nie żyć. Cholera... Niezły dzień. Dowiedzieć się, że miłość jego życia jednak żyje, żeby parę godzin później zabić ją brakiem cierpliwości. Nawet zwykłe rażenie prądem nie było wiele lepsze.
Kiedy Colleen zniknęła za drzwiami, nieco głębiej wszedł do sypialni. Wyglądała... dość normalnie. Prawdopodobnie została cała przetrząśnięta od góry do dołu, kiedy wparowało tutaj DOGS, okno było nieco zabrudzone i wnikliwe oko mogłoby zobaczyć na nim delikatną warstwę sadzy... ale poza tym wyglądało dość normalnie. Prawie tak jak kiedyś. Było w tej myśli coś dziwnie niepokojącego... chociaż przecież nie powinno być.
Oparł się o ścianę, odwrócił w kierunku Colleen siadającej na łóżku. Powinien jak najszybciej zająć się jej czipem. Jeśli to nie była pułapka, w którą się radośnie wpakował, im dłużej dziewczyna wysyłała sygnał, w tym większym zagrożeniu byli.
Skinął głową, słysząc jej wyjaśnienia. Zdążył się zorientować, że nie mogła zbyt wiele pamiętać, ale spodziewał się, że cokolwiek zostało. Cholera, przecież wiedział, że DOGS ma takie możliwości. Nieco bardziej interesujące co to oznaczało dla samej Colleen.
- To, co się działo w DOGS, dzieciństwo? - dopytał. Sporo zależało od tego kiedy straciła pamięć... Ale najdziwniejsza była myśl, że mogła nie pamiętać o swojej ciąży. Hopper nie potrafił sobie wyobrazić nie pamiętać o Josie. Przecież... to było jego dziecko. O ile Colleen w ogóle donosiła ciążę. Przecież na samym jej początku trafiła w środek walki.
Hopper ściągnął brwi słysząc resztę zdania i widząc ten cały pokaz.
- To jest... dziwne - orzekł, jak przystało na profesjonalnego geniusza. - Jakie masz skutki uboczne? Wcześniej raczej nie znałem wszystkich, ale może wyłapię jakieś zmiany - dodał. W końcu to były jakieś informacje, prawda? Może cokolwiek mu podpowiedzą. - Jak z bólem? - spytał jeszcze. Nie uśmiechało mu się wciskać kolejnej osobie opioidów, ale była obita. Jeśli było naprawdę źle, nie było sensu, żeby się męczyła.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-27, 20:48   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


'Nie poszło zgodnie z planem' to raczej mało powiedziane. Wszystko kolosalnie się spierdoliło, wszystko poszło nie tak jak miało pójść. Nienawidził sam siebie za to, że jej nie pomógł, a ona przypominała mu o tym na każdym kroku. Co najgorsze - miała absolutną rację. Teraz wybierał się na ratunek przyjaciółce, a jej nie potrafił pomóc.
Jakim cudem mając wtyki w D.O.G.S nie dowiedział się, że Colleen przetrwała? Prawdopodobnie kwestia przypadku, Brian nie musiał wiedzieć, że coś dla niego znaczy, oraz nie miał obowiązku wyjawiania mu więcej informacji niż już wyjawił.
Po raz kolejny podniósł do ust butelkę zastanawiając się nad tym co dalej, gdy pojawił się Will.
Uniósł tylko do góry jedną brew, gdy ten go mijał. Liczył na dłuższą chwilę rozmowy, na to, że ich geniusz spyta się go o cokolwiek, ale jak widać nie było to specjalnie potrzebne.
Wzruszył ramionami i pokiwał głową z niedowierzaniem. Na jego ustach pojawił się trochę kpiący uśmiech.
Przeniósł wzrok na butelkę, po czym wyrzucił ją gdzieś w krzaki. Nie powinien chyba tyle pić, ale co zrobić, gdy tylko to potrafi złagodzić ból?
Nie zamierzał im przeszkadzać, dlatego bezceremonialnie ruszył w kierunku samochodu, by już po chwili zająć miejsce za kierownicą i odjechać. Miał parę rzeczy do przygotowania i co jak co, ale... Kurwa, ufał mu. I dobrze wiedział, że Will jest w tej chwili bardziej potrzebny niż on sam.
Prawdopodobnie Dale nie powinien również prowadzić pod wpływem, ale o tym w ogóle nie myślał. A nuż przydarzy mu się jakiś wypadek i wreszcie będzie miał spokój?
[z/t]
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-27, 22:01   
  

   2 Lata Giftedów!


Czemu w ogóle czułam taką podświadomą potrzebę tłumaczenia mu się z tego, że zdjęliśmy tę obrożę? W sensie, okej, Dale mi wyjaśnił, że Hopper to jest najmądrzejszy człowiek jakiego znał i w ogóle, ale czy to dlatego mu się tłumaczyłam? Pojęcia nie miałam, ale faktycznie to robiłam i fakt ten bardzo mnie zaskakiwał.
- Nie, w porządku. Wolałam, żeby mnie poraziło, niż żebym musiała mieć na sobie tę cholerną obrożę jeszcze dłużej. – mówiłam prawdę. Mogłabym nawet umrzeć, tak bardzo miałam dość tego cholernego urządzenia, które blokowało moją moc. Dusiło mnie, zabierało wolność, a przecież podobno ją odzyskałam. I znów to robiłam. Znów się przed nim tłumaczyłam, tworząc jakieś mało przekonywujące – choć prawdziwe – argumenty. Dziwiło mnie to na tyle, że ta krótka przerwa od mężczyzny, podczas której zakładałam na siebie spodnie, była niemal oczyszczająca.
Zaraz jednak wróciłam do sypialni, siadając na łóżku, będąc kompletnie gotową na całkiem sporo pytań, które z pewnością zrodziły się w głowie Hoppera. I faktycznie, pierwsze z nich padło dosyć szybko.
- Jeżeli chodzi o DOGS… Nie wiem, kiedy straciłam pamięć. Nie pamiętam. Wiem, co mi robili przez te ostatnie kilka dni, a może tygodni, albo miesięcy… Nie wiem. No ale bili mnie. Dużo razy. Strzelali do mnie i mocą kazali wyjmować kule. Zmuszali mnie też do walki z innymi mutantami. Pokazywali różne zdjęcia, głównie Dale’a, mojej mamy… Pamiętam też Bradley’a, jego zdjęcia też mi pokazywali. I wielu innych osób, ale… twoich nie. – odpowiedziałam, marszcząc nieznacznie czoło. W zasadzie czemu jego zdjęć nikt nigdy mi nie pokazał, skoro podobno tak mi pomagał i tak bardzo mu ufałam? To było dziwne, ale nie chciałam popadać w paranoję. Pracowałam nad swoim zaufaniem – a raczej jego brakiem – wobec innych. Chyba nie był tu po to, żeby mnie skrzywdzić, co nie?
- Jeżeli chodzi o dzieciństwo… Pamiętam, jak aktywowała się moja moc. Przypomniało mi się, jak facet z ciężarówki, którą mnie przewozili chciał mnie zastrzelić. Iiii pamiętam, jak moja mama umarła. Przypomniałam sobie, bo Dale mi pokazał wisiorek od niej. I przypomniałam też sobie kilka sytuacji jak mnie tu przywiózł… Ale to są tylko przebłyski. Pamiętam… Aarona. Jego zdradę. I Albę, wiem kim jest. I pamiętam Matilde, która mnie nie lubi. Wiem, że… było zimno, spadł śnieg, a ja byłam pijana i całowałam się z Bradley’em. I pamiętam, jak Dale spał w tym łóżku, jak się o niego martwiłam, i pamiętam jak się poznaliśmy i chciał mnie zabić, a potem jak pocałował mnie nad jeziorem, ale… nie pamiętam tego, że go kochałam. Nie kocham go teraz, jestem tego pewna. – zmarszczyłam czoło, bo było mi dziwnie się tak uzewnętrzniać przed obcą osobą, ale chyba nie miałam wyjścia, co nie? Chciał wiedzieć co pamiętałam, więc mu mówiłam, bo jeżeli ma to mu – i mi – jakoś pomóc, no to dobrze, niech pozna moje wspomnienia.
Zaraz potem przeszliśmy do dyskutowania o mojej nowej mocy, a ja kiwnęłam głową, przytakując, że owszem, to wszystko było dziwne.
- Nie jestem pewna. Nie pozwalali mi nadużywać mocy. Raz poleciała mi krew z nosa, a teraz… ciągle boli mnie głowa. Bardzo. Cała pulsuje. – wyjaśniłam, częściowo odpowiadając też na kolejne z pytań – Poza tym jest dobrze. Bolą mnie mięśnie, mam mnóstwo siniaków, no i trochę szczypią mnie te cholerne poparzenia. Reszta jest chyba ok. – dodałam, zastanawiając się przez chwilę nad swoim samopoczuciem. Chyba faktycznie było względnie ok. Oprócz bólu głowy czułam się całkiem dobrze, a już na pewno lepiej niż przez ostatnie tygodnie spędzone w laboratorium.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5