Dlatego Scottie starała się nie przywiązywać do ludzi. Niewiele osób ją tolerowało przez jej ignorancję, zarozumiałość i sarkazm, ale jak już ktoś miał do niej najmniejszy procent sympatii to jej jad tracił na śmiertelności.
Jeżeli chodzi o romantyczne relacje to bardzo od nich uciekała. Nie była brzydka, więc gdyby chciała to na pewno znalazłaby jakiegoś chłopaka. Ale bała się takiego rodzaju odpowiedzialności. Miała jakąś słabość do swojego przełożonego, ale to tylko pomagało jej w wykonywaniu swoich obowiązków.
No niestety ich relacja na przestrzeni lat mocno się zmieniała, zresztą tak samo jak oni sami. Po odejściu Jamesa z domu rodzinnego miała mu za złe, że ją zostawił na pastwę mściwego ojca. Wcześniej chronił ją przed jego gniewem, ale potem była sama. Kontakt na odległość nie rekompensował jej straty, więc była zwyczajnie smutna przez większość czasu. Potem postanowiła pójść w jego ślady i stała się twardsza i bezwzględna.
Była młodsza, chyba bardziej naiwna i zwyczajnie miała nadzieję, że uda im się popracować nad ich relacją i poprawić ją. Może nie będzie już jak kiedyś, ale na pewno mogliby stać się przyjaciółmi.
- Możesz się oszukiwać, ale ja wiem co widzę - odpowiedziała. Nie bała się go, jego warknięcia nie robiły na niej wrażenia. Nie chciała patrzeć jak jej własny brat się wykańcza, dlatego chciała mu pomóc, nawet jeśli miałaby mu najpierw skopać tyłek, żeby przejrzał na oczy.
- To raczej też kiepsko - westchnęła. Nie wiedziała co mu poradzić, bo raczej propozycja wizyty u psychologa byłaby źle odebrana. Rozmowy z nią też niewiele dadzą, bo traktował ją protekcjonalnie i czasem nie traktował poważnie jej słów. Co prawda przeszło jej przez myśl, że mógłby znaleźć kobietę, która pozwoli mu dojść do porządku.
Wiedziała, że może do niego przyjść z każdym problemem i chciałaby, żeby on też przychodził do niej w trudnych chwilach, ale wiedziała, że tak nie jest. Ona też rzadko chodziła do niego z problemami, bo chciała być samodzielna i sama radzić sobie z trudnościami. Tego się od niego nauczyła, między innymi. Swoją drogą, kto traktowałby ją poważnie, gdyby z każdym problemem leciała do braciszka? I owszem, gdyby połączyli siły mogli być niepokonani, ale chyba oboje mieliby problem, żeby traktować siebie jako równych partnerów, a nie rodzeństwo, które trzeba chronić przed złem tego świata.
- Wiem. Za bardzo skupiłam się na ćwiczeniach walki na odległość i teraz mam problem w walce wręcz - mruknęła niezadowolona. Nieco wyolbrzymiała problem, bo tak naprawdę radziła sobie całkiem nieźle. Ale jak to ona, zawsze chciała być lepsza. Podziękowała mu skinieniem głowy za jego rady, po czym nieco się zawahała, gdy położył jej dłoń na ramieniu.
"Dobrym żołnierzem"? Tylko tyle miał jej do powiedzenia? Z jednej strony poczuła ukłucie zawodu, ale za chwilę spojrzała mu w oczy i zrozumiała, że nie tylko to miał na myśli. Chciał jej powiedzieć więcej, ale nie umiał i musiała to uszanować.
- Miałam na kim się wzorować - odpowiedziała i oczywiście, że mówiła o nim. Ojciec nie był jej żadnych wzorcem, więc musiał zrozumieć o co jej chodzi. I po chwili zamiast odpuścić i odwrócić się, to ona chciała przez chwilę poczuć się jak mała dziewczyna w obięciach swojego starszego brata i poczuć wsparcie, którego jej brakowało. Zrobiła krok w jego stronę i wtuliła się w niego na chwilę, wdychając jego zapach skóry czy tam potu. Tyle jej wystarczyło. Odsunęła się z zaszklonymi oczami, bo wiedziała, że nie powinna tego zrobić i nie będzie to dla niego komfortowe. - Przepraszam.
To prawda - Scarlett miała wady, ale chyba każdy je miał. A jeśli mowa o tej dwójce, cóż... Można by chyba sporządzić bardzo długą listę ich wad. Z pewnością znalazłoby się ich więcej niż zalet.
Skoro zaczynamy rozmawiać o ich życiu miłosnym, hmm... Cóż, w przypadku Jamesa sprawa jest naprawdę prosta - ono po prostu nie istniało. Nie poczuł nigdy niczego do żadnej kobiety, jedyne co robił to zaspokajał rządze w burdelach, lub z przypadkowymi kobietami. Uważał, że miłość to bzdura, nie ma czegoś takiego i prawdopodobnie nie zmieni swojego toku myślenia. No, chyba, że... Nie. Dobra, nie ważne.
Fakt - ich relacja naprawdę diametralnie się zmieniła przez te wszystkie lata. James... Tak, to prawda - odszedł, zostawił ją z tym tyranem i właściwie nigdy sobie tego do końca nie wybaczył. Nie potrafił tego zrobić, nie był nawet do końca pewien co nim wtedy kierowało. Nie był tchórzem, nie chciał przed nim uciec... Chyba zamierzał iść do wojska, by nauczyć się bronić przed tym potworem, który ich wychowywał. Nie raz chciał wrócić, ale nie potrafił. Jego dusza została przykuta do oddziału wraz z którym walczył, jego myśli cały czas pozostawały na froncie - zrobili z niego maszynę do zabijania, która nie potrafiła wrócić do najważniejszej dla niego osoby. Taak... Nigdy sobie tego nie daruje.
Podobnie jak tego, że Scottie poszła w jego ślady. Nie powinna się taka stać i chociaż jej psychika ucierpiała mniej niż jego... Również się zmieniła. Stała się o wiele twardsza, bezkompromisowa, a teraz? Oboje należeli do organizacji, która tępiła innych tylko dlatego, że byli... No właśnie. Inni.
Czy James chciałby poprawić ich relację? Myślę, że tak, tylko chyba nie do końca wiedział jak to zrobić. Zupełnie jakby gdzieś tam między jedną, a drugą serią z karabinu zgubił uczucia, jakby wyparowały, wyplenił je z siebie.
Mężczyzna westchnął cicho, gdy jego siostra mu odpowiedziała.
- Ja... Nie rozmawiajmy o tym. To... To nie jest ważne. - odparł spuszczając na moment wzrok, momentami nienawidził tego, że potrafiła go przejrzeć jak nikt inny.
Pomimo tylu lat ona dalej... Dalej znała go jak własną kieszeń, oszukiwanie jej nie miało najmniejszego sensu - a i tak to robił. No, a przynajmniej próbował.
- Spokojnie, dam sobie radę. Zawsze daję, nie? - rzucił siląc się na wesołość, chociaż w jego wykonaniu zabrzmiało to conajmniej głupio. No, zawsze warto spróbować.
A do psychologa nie zamierzał iść - psycholodzy to idioci. Gdyby tak nie było to w jaki sposób oszukałby człowieka, który powinien ocenić jego stan psychiczny po powrocie z wojny? No, debile.
Na szczęście ten temat powoli dobiegał końca, a oni poruszyli zupełnie inny - taki w którym miał wiele do powiedzenia.
Przyjrzał jej się dokładnie, a kąciki jego ust uniosły się ledwo zauważalnie w górę.
- Jeśli chcesz możemy... Możemy poćwiczyć razem. Nauczę Cię paru rzeczy. - rzucił niby dość obojętnym tonem, ale w głębi duszy... Chciał tego. Spędzić z nią trochę czasu.
Ano dobrym żołnierzem... nie umiał inaczej określić tego wszystkiego co czuł. Na szczęście dziewczyna chyba to zrozumiała.
- Jestem chyba ostatnią osobą, na której powinnaś się.. - nie zdążył nawet skończyć zdania, ponieważ dziewczyna przytuliła się do niego. Wzdrygnął się delikatnie, poczuł.. Zaskoczenie, ale ono szybko minęło. Scarlett odsunęła się od niego, a on spojrzał na nią. Ujrzał cisnące się do jej oczu łzy i poczuł, jak jego serce (niespodzianka, jednak je ma!) pęka na kolejny tysiąc kawałków.
Dlaczego nie potrafił być normalnym starszym bratem? Tak naprawdę chciał tylko, by była szczęśliwa...
- Nie... Nie przepraszaj mnie, ja... - odwrócił od niej wzrok i wciągnął głębiej powietrze do płuc, po czym objął ją i mocno do siebie przytulił.
Poczuł się conajmniej dziwnie, ale... Ale poczuł też ulgę.
- To ja przepraszam, Scottie. Za to, że nie umiem być lepszym bratem, takim, na jakiego zasługujesz. wyszeptał cicho i przymknął na moment oczy.
Powinien to zrobić tak dawno temu... Tak po prostu ją przytulić.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
Jako rodzeństwo mieli w sobie dużo podobieństw, do których raczej się nie przyznawali. Scottie widziała w bracie doskonalszą wersję siebie. Szybszy, silniejszy, bardziej pewny siebie. Miała wrażenie, że jako drugie dziecko odziedziczyła wszystko to co złe, ale bywała zbyt surowa we własnym osądzie. Ostatecznie wady brata również widziała.
Scarlett nigdy nie poznała żadnej dziewczyny brata i choć domyślała się, że nie żyje w całkowitym celibacie to jednak nie sądziła, żeby miał jakiś poważniejszy związek. Pewnie by się o takim dowiedziała prędzej czy później. A tok myślenia zawsze można zmienić i prawdopodobnie w pewnym momencie nawet James to zrobi.
Dziewczyna tylko w początkowych latach miała mu za złe, że ją zostawił. Potem zrozumiała, że był na etapie, gdzie nie mógł niańczyć młodszej siostry. Ona też musiała się usamodzielnić, a poza tym James miał swoje życie i nie mogła oczekiwać, że będzie wiecznie jej bronił. Zdobyła dzięki temu swojego rodzaju doświadczenie, ale też bardzo się zmieniła. Wydoroślała, jednocześnie stając się bardziej chłodną i zdystansowaną osobą. Nie chciała, żeby się obwiniał o to jak potoczyło się jej życie. Nie był za nią odpowiedzialny, miał swoje problemy. Sama nie widziałaby się teraz w innym miejscu, więc cieszyła się, że poszła w jego ślady. Nauczyła się radzić sobie na własną rękę, choć były oczywiste minusy tej sytuacji. Scottie nie wierzyła w jego kompletny brak uczuć. Widziała, że na takiego się kreuje, ale wiedziała, że tak nie jest. Patrzył na nią z troską i zabiłby osobę, która ośmieliłaby się ją skrzywdzić. Tak nie zachowywał się bezduszny potwór.
- To jest ważne, ale nie musimy rozmawiać o tym w tym momencie - kiwnęła głową, dając spokój temu tematowi. I tak jeszcze będzie truła mu głowę. Jak to młodsza siostra. Nie da mu spokoju dopóki się nie upewni, że jest ok. A na to się nie zapowiadało. I jego próby oszukiwania były naprawdę niepotrzebne. Za dobrze się znali, żeby mogły przejść.
- Taaa - mruknęła. Nie chciała mówić jakim kosztem daje sobie radę i co się z nim dzieje, więc zakończyła temat. No prawie, bo oczywiście musiała mieć ostatnie słowo. - Nie myśl sobie, że cię z tym zostawię. Podręczę cię kiedy indziej.
Zapowiedziała lojalnie o razu, żeby potem nie miał pretensji. Musiała chociaż spróbować jakoś mu pomóc. Zresztą z nią też nie było najlepiej, dlatego wolała skupić się na jego problemach niż zajmować własnymi.
- Chętnie - uśmiechnęła się do niego, zadowolona z tej propozycji. Też chciała z nim spędzić więcej czasu, bo naprawdę nie mieli go dla siebie zbyt wiele. Cały czas miała wrażenie, że powinni się trzymać razem i współpracować, że jako zjednoczone rodzeństwo byliby silniejsi. Może te ćwiczenia byłyby tego początkiem?
Nie chciała słuchać tych bzdur, że jest ostatnią osobą, na której powinna się wzorować. Dla niej był autorytetem i zawsze chciała być taka jak on. Na kim do cholery miała się wzorować, na sąsiedzie? Bo chyba nie na psychopatycznym ojcu.
Myślała, że ją odepchnie, myślała, że każe jej zachowywać się odpowiednio do miejsca i zawodu. Jako żołnierz nie powinna okazywać słabości, a jednak to zrobiła. I kiedy myślała, że swoim przytuleniem wszystko zepsuła, on zaskoczył ją najbardziej jak tylko mógł od tych kilku lat. Przytulił ją, tak po prostu. Korzystała z tego momentu i w stu procentach odwzajemniła ten uścisk.
- Jesteś wspaniałym bratem, najlepszym. Zawsze się o mnie troszczysz, nawet jak tego nie pokazujesz. To nie twoja wina, oni ci to zrobili... - nie mówiła dokładnie, ale wiadomo o co jej chodziło. Zrobili z niego maszynę wypraną z uczuć, podczas gdy gdzieś głęboko bardzo mu tego brakowało. Nie mogła mu mieć tego za złe, sama była podobna tylko w mniejszym stopniu. I skoro już zaszli dziś tak daleko to postanowiła jeszcze bardziej przeciągnąć tę strunę i powiedzieć coś oczywistego, czego nie powiedziała mu parunastu lat. - Po prostu pamiętaj, że cię kocham.
Jasne, znalazłoby się między nimi kilka podobieństw, podobnie jak i różnic. To jednak nie było ważne, ważne było to, że pomimo tego wszystkiego co zostało między nimi zepsute - byli dla siebie. On zamordowałby za nią każdego, ona prawdopodobnie też nie pozwoliłaby go skrzywdzić i mimo tego, iż o tym nie mówili - tak właśnie było. James doskonale o tym wiedział i właściwie była to jedna z niewielu rzeczy, które nie pozwalały mu się załamać, stracić ducha. Siostra trzymała go przy zdrowych zmysłach.
Na pewno Scarlett nie była od niego 'gorsza'. Wręcz przeciwnie - gdyby ktoś zapytał o to James'a ten bez wahania odparłby, że Scottie jest tysiąc razy lepszą osobą niż on.
Może... Może bywała naiwna, ufała ludziom, którym nie powinna, ale od tego przecież miała jego. Ludzie, którzy ją skrzywdzą muszą się liczyć z tym, że znajdą się na jego czarnej liście, a tak szczerze... No cóż, trafić na nią to nic przyjemnego.
Co do zostawienia jej samej z tym psychopatą do którego kiedyś mówili 'tato'... Nie potrafił sobie tego wybaczyć. To zawsze siedziało w jego głowie, nie umiał o tym zapomnieć. Nie potrafił sam siebie usprawiedliwić i nawet jeśli Scarlett w jakiś tam sposób mu to darowała... James nie potrafił.
Być może przez to stała się silniejsza, ale czy musiała się taka stać? Powinien ją chronić, taka jest rola starszego brata i wtedy właśnie zawiódł. Obiecał sobie jednak, że więcej jej nie zawiedzie, nie na tym polu. Mógł jej nie okazywać uczuć, odsuwać się od niej, ale nie pozwoli jej nikomu tknąć. Nikomu.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko słysząc, jak Scottie przystaje na jego propozycję. Przyda im się trochę czasu spędzonego tylko we dwoje, nawet jeśli upłynie on na trenowaniu do upadłego, ponieważ warto zauważyć, że... James był okropnie wymagającym człowiekiem - zwłaszcza, jeśli chodzi o walkę. Nie zamierzał jej odpuszczać tylko dlatego, że była jego siostrą, ale ona chyba doskonale o tym wiedziała. Z resztą... Dzięki temu może będzie się o nią choć trochę mniej martwił, gdy Scottie dojdzie do jego poziomu - albo i go przerośnie - z pewnością będzie w stanie poradzić sobie lepiej niż do tej pory. Mimo tego, że i tak naprawdę świetnie jej idzie - zawsze może być lepiej, nie?
Reynolds nie uważał się za kogoś kogo można naśladować, ba, ciężko mu było znaleźć w sobie jakiekolwiek ludzkie cechy, ale skoro ona tak mówiła... Nie zamierzał się z nią kłócić - i tak był na przegranej pozycji. Czasem czuł się tak, jakby to on był młodszy od niej. Strofowała go, nie umiał jej okłamać, często nawet robił to, co mu kazała. Ehm... Czy to nie wystarczający dowód miłości!?
Cały czas trzymał ją w ramionach, po chwili oparł brodę o jej głowę korzystając z tych kilku chwil ulgi na którą sobie pozwolił. Wiedział dobrze, że taki moment więcej się nie powtórzy, że nie okażą po raz drugi takiej słabości - a przynajmniej przez pewien czas.
W milczeniu wysłuchał jej słów i wzdrygnął się, gdy powiedziała, że go kocha. Czy umiał powiedzieć jej to samo?
-Ja... Wiedz, że jestem dla Ciebie. Zawsze. - wydobył z siebie tylko i na moment przymknął oczy. Przypomniały mu się lata wczesnego dzieciństwa. Trzymając się za ręce przemierzali pobliskie okolice, zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi, zawsze mogli na siebie liczyć. Kochał ją tak mocno jak tylko starszy brat może kochać swoją siostrę, kiedy to wszystko stracili?
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
To chyba było właśnie w nich najlepsze. Mimo wszystkego co się wydarzyło oni nadal byli dla siebie ważni i nie było siły, która mogłaby ich oddalić tak naprawdę (a przynajmniej tak się Scarlett obecnie wydawało). Nie musieli sobie tego mówić i zapewniać się o wzajemnej miłości, bo tego akurat nie potrafili, ale najważniejsze, że potrafili sobie to okazać. Większość rodzin ma odwrotnie, zwykle jest wiele słów i zapewnień, a kiedy przychodzi co do czego to nie potrafią się wstawić za ukochanymi.
Co prawda nie sądziła, że była aż tak dla niego ważna, że np. trzymała go przy zdrowych zmysłach. Ale gdyby się nad tym zastanowić, miało to sens.
Każde z nich odczuwało inaczej i pewnie nieco idealizowało tę drugą stronę. Ona zawsze widziała go jako tego lepszego i trzymała jego stronę cokolwiek by nie zrobił. Zawsze usprawiedliwiała jego zachowania i może było to w jakiś sposób toksyczne, to nie mogła nic na to poradzić. Był jedną z osób, które szczerze kochała i jak się nad tym głębiej zastanowić to w sumie jedyną taką osobą. Nie chciała żeby był dla siebie surowy, ale nie mówił jej o swoich zmartwieniach, więc nie mogła go zapewnić, że nie chowa urazu za jego wyjazd.
Musiała się usamodzielnić, nikt nie żyje w bańce do końca swoich dni. Lepiej, że stała się silna i twarda, bo inaczej zawsze czekałaby na ratunek brata, który kiedyś mógłby nie nadejść. A wtedy mogłaby bez niego zginąć. Teraz przynajmniej miał pewność, że sobie poradzi.
Wspólny trening był obiecującym wydarzeniem i nie mogła się doczekać. Wiedziała, że nie będzie miała lekko. Miała już wymagających nauczycieli, ale wiedziała, że James będzie dla niej jeszcze bardziej surowy. Będzie chciał ją nauczyć jak najwięcej, skoro była jego siostrą. I zdecydowanie podzielała to zdanie, że zawsze może być lepiej.
Oczywiście, że to dowody miłości, które doceniała. Wiedziała, że nie pozwoliłby nikomu innemu na to co jej. Oczywiście w pewnym momencie się to zmieni i jakaś inna kobieta stanie wyżej od niej w hierarchii, ale póki co nie chciała o tym myśleć.
- Wiem, że też mnie kochasz - westchnęła. Zdawała sobie sprawę, że dokładnie o to mu chodziło, ale nie potrafił tego z siebie wydusić. Było jej nieco przykro, ale ostatecznie miała tego świadomość.
Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy i oni również nie mogli stać przytuleni bez końca. Dziewczyna mimo tej miłej chwili, odsunęła się od brata i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Obowiązki wzywały, poza tym nie chciała całkiem się rozkleić i pokazywać siebie w tak kruchej i słabej wersji.
- Widzimy się na kolejnym treningu - uśmiechnęła się jeszcze do Jamesa i wyszła z sali.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum