Poprzedni temat «» Następny temat
Brama główna
Autor Wiadomość
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-02, 19:24   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zdobycie auta nie jest szczególnie trudne, kiedy jesteś jedną z istotniejszych osób w Bractwie. Z resztą, to był jeden z jego warunków kiedy w ogóle dołączał do tej cudownej inicjatywy rodzinnej Marie: będzie im pomagał tak długo, jak to będzie dla niego wygodne. Nie miał zamiaru z niczego rezygnować, a przynajmniej nie z możliwości załatwiania swoich spraw.
Albo spraw Wallace. Bo z tym nie miał w zasadzie nic wspólnego. Nieszczególnie uśmiechało mu się pędzić na złamanie karku i ryzykować zatrzymaniem przez policję dla Cassandra (i tej drugiej), ale sam się zaoferował. Tak, teraz to Wallace będzie jego dłużniczką, straci możliwość zażądania od niego czegoś... Ale Hopper nie był pewien czy to w ogóle byłe tego warte. To była Cassandra Gardener. Gardener. I jasne, nie znał jej. Nic mu nie zrobiła, nie powinien mieć do niej pretensji. Mimo wszystko, nie mógł pozbyć się myśli, jak niezmiernie szkoda by było, gdyby jej ojciec dowiedział się, że jego córka żałośnie wykrwawiła się na chodniku. Naprawdę, zobaczenie jego reakcji musiałoby wręcz łamać serca.
Z resztą, to nie była jedyna rzecz którą robił wbrew sobie. Plan zakładał, że będzie unikał Wallace aż znowu nie będzie potrzebował jej mocy. Nie miał zamiaru po raz kolejny wdawać się z nią w dyskusję, dawać się sprowokować, ba! Nie miał zamiaru nawet widzieć jej na oczy. Nie miał ochoty przez następne kilka dni być wkurzonym, miał zamiar faktycznie coś załatwić, a do tego musiał myśleć o czymś innym niż to, jak bardzo irytująca jest Wallace. Cholera, po co on w ogóle odbierał ten telefon? Wiedział kto dzwonił i wiedział jak bardzo chujowy to był pomysł. A mimo to, festiwal chujowych decyzji trwał w najlepsze.
Czekał na Wallace pod bramą, a kiedy ta w końcu raczyła się zjawić, nawet nie uraczyła go spojrzeniem. Zmieniła stację, podkręciła głośność i usiadła obrażona zaciskając te swoje cholerne czerwone usta. Czy ona przypadkiem nie zapominała, że właśnie ratował jej dupę? Mogła odłożyć bycie zbuntowaną nastolatką na inny dzień.
Poczekał chwilę, tak żeby zasiać wątpliwość w je głowie, a potem sięgnął do gałki i ściszył radio. Dopiero potem odezwał się jak gdyby nigdy nic:
- Nie masz przypadkiem czegoś mojego? - zerknął na nią, ale nie bezpośrednio. Wzrok wbił w jej odbicie w lusterku.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-02, 19:59   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Pytanie brzmiało: po cholerę ona zadzwoniła do niego? Właściwie to pożałowała swojej decyzji, gdy tylko Hopper zakończył tą jakże pasjonującą rozmowę. W końcu doskonale zdawała sobie sprawę, że był to tylko strzał w kolano, zwłaszcza że znajdowała się w takiej sytuacji. W sytuacji, w której nie mogła się pozbyć tego złamasa ze swoich myśli i dosłownie wszystko jej o nim przypominało. A z jakiegoś powodu – jej genialny umysł wpadł na ten zajebiście rozsądny pomysł. Nie możesz przestać myśleć o gościu, którego powinnaś nienawidzić? Cóż, poproś go o pomoc w super ważnej sprawie. A potem bądź mu wdzięczna, bo czemu nie. I zacznij myśleć o nim dwa razy częściej. W znacznie cieplejszych barwach. I żeby skomplikować wszystko jeszcze bardziej – nienawidź go za to, że go nie nienawidzisz. Brzmiało jak idealny plan, huh?
Gdy sekundy zaczynały jej się już dłużyć w nieskończoność, na jej twarzy pojawiło się coś na kształt konsternacji. Nie zdołała jednak należycie zareagować, czy wyrazić to co czuła, bo już po chwili muzyka z głośników stała się znacznie cichsza, z kolei do jej uszu dobiegł głos Hoppera, który sprawił, że coś jakby przewróciło się w jej żołądku. Jeszcze wczoraj była przekonana, że się czymś struła, jednak teraz.. była wręcz pewna, że jej organizm w ten irytujący sposób reagował na Hoppera. To pewnie.. tak.. to pewnie przez strach. W końcu był mordercą, huh? A ona była z nim w jednym samochodzie. I nikt nie mógłby jej pomóc.
– Masz na myśli swoje dziewictwo? – odparła niezwykle oschle, jednocześnie wykrzywiając swoje czerwone usta w fałszywie uprzejmym uśmiechu. Jednakże wciąż nie obdarzyła go spojrzeniem. I chociaż teoretycznie przekręciła głowę w jego kierunku, jej wzrok był wbity gdzieś w szybę, a dokładniej w miejscu koło jego ucha.
– Skoro już to ustaliliśmy – zaczęła, przełykając ślinę, bo zrobiło jej się dziwnie sucho w ustach. – To jedź. – dokończyła głosem nieznoszącym sprzeciwu, a potem ponownie sięgnęła do gałki, by podkręcić głośność – prawdopodobnie na najwyższy poziom – jednocześnie ponownie wbijając wzrok przed siebie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-02, 21:37   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie sądził, że ktoś może być aż tak irytujący samą swoją obecnością, a jednak, Wallace biła jakieś rekordy. Chyba powinien oddać jej swój tytuł czarującego króla uroku osobistego i relacji międzyludzkich. Czy tak się czuła większość osób w jego towarzystwie? Chyba właśnie zaczął im współczuć. Nikt nie zasługiwał na takie męki.
Mimo wszystko, musiał przyznać, że ta rozmowa telefoniczna nie była aż tak tragiczna. Wallace stawała się nie do przeżycia, dopiero kiedy pojawiała się w zasięgu wzroku, a kiedy była z nim zamknięta w ciasnej przestrzeni samochodu osiągała jakieś wyżyny bycia irytującą. Czy dało się oddychać w bardziej nieznośny sposób?
Może dlatego obserwowanie jak na jej twarzy pojawia się coraz większa konsternacja sprawiało mu taką satysfakcję? Ta oczywiście znowu zmieniła się w podirytowanie, kiedy usłyszał jakże błyskotliwe słowa Wallace. Odwrócił się do niej i posłał jej spojrzenie, które doskonale pokazywało co myślał o jej wysublimowanym poczuciu humoru i nijak nie obchodziło go to, że Wallace robiła wszystko, żeby nie patrzeć w jego stronę.
Kiedy zobaczył, że kobieta szykuje się do podkręcenia głośności w pierwszym odruchu chciał sięgnąć do gałki, złapać ją przed nią albo po prostu znowu ściszyć radio... ale właściwie nie musiał tego robić. To nie on się śpieszył, to nie były jego przyjaciółki. Nie musiał nawet wchodzić w konfrontację. Wystarczyło, żeby odpowiednio długo poczekał i jakoś przetrzymał obecność tej kobiety w samochodzie. W gruncie rzeczy, kiedy muzyka doskonale zagłuszała jej istnienie a on patrzył w inną stronę, mógł udawać że jej tutaj nie ma. Trzeba było tylko ignorować jej zapach, ale na tyle mógł się zdobyć, skoro perspektywą miała być Wallace, która sama ustępuje.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-02, 22:14   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Może i posłał jej niezwykle wymowne spojrzenie, ale Wallace nie była w stanie go odpowiednio zarejestrować, bo najzwyczajniej w świecie wciąż unikała jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego z tym człowiekiem. Z jakiejś dziwnej przyczyny sądziła, że spojrzenie w oczy Hoppera będzie niosło ze sobą naprawdę poważne konsekwencje. Ba, była wręcz tego pewna. Już teraz nie mogła znieść świadomości tego, jak blisko niej się znajdował. Ani tego, jak głośno oddychał. Czy jak intensywnie pachniał. Szczerze mówiąc, było jej piekielnie gorąco. Zupełnie, jakby ten złamas postanowił wyłączyć klimatyzację i włączyć ogrzewanie. A to – jak udało jej się zarejestrować kątem oka – nie miało miejsca.
Zamiast tego panowała ta niezręczna cisza. Tak, o ironio – cisza. Mimo głośnej, agresywnej muzyki, cisza zdawała się krzyczeć jeszcze donośniej. To zabawne. Nieważne, jak bardzo podkręciłaby tą gałkę, wszystko zdawało jej się odpływać. Byli tutaj oboje. Oboje wpatrzeni w coś, co teoretycznie nie istniało. Oboje unikali siebie nawzajem. I oboje grali w jakąś dziwną grę, której reguł nigdy nie spisali. I William miał rację – czego w życiu by mu nie przyznała na głos. To jej zależało. I czuła to. Czuła to w dolnej wardze, która mimowolnie zadrżała. Dlaczego, do cholery, nie jechał?! Musiał. To była jego powinność. Zadeklarował się, a ona mu podziękowała. A teraz… teraz, właściwie czego on chciał?! Czego oczekiwał?
Czekała. Po prostu czekała, tępo wpatrując się w zegarek, na którym właściwie nawet nie zmieniała się godzina. A słowa piosenki uderzały ją jeszcze bardziej, niemal przenikając ją na wskroś. I don't hate you, I don’t hate you. Chyba właśnie dlatego zdecydowała się wyłączyć to cholerne radio. Czy rzeczywiście cały świat był przeciwko niej? Nienawidziła, Hoppera. Nienawidziła. A przynajmniej… cóż… chciała w to wierzyć.
– Słuchaj, dupku. Jesteś mi to winien. – warknęła, w końcu, tracąc cierpliwość i przełykając głośno ślinę. I jednocześnie… wreszcie przekręcając głowę w jego kierunku. Wciąż jednak nie spoglądała mu w oczy. Tym razem zawiesiła wzrok gdzieś na wysokości jego szyi. A właściwie tych blizn, które tak ją intrygowały.
– Za twoje nędzne jebane życie, które dobrowolnie zgodziłam się ocalić. JEDŹŻE, NO – wybuchła, właściwie czując coś dziwnego. Wypowiedzenie tych słów było dla niej czymś.. czymś zaskakującym. Właściwie to chyba pierwszy raz zdała sobie sprawę, że obchodziło ją życie tego człowieka. I ze złości – chyba nie zapanowała nad sobą wystarczająco dobrze – bo jej spojrzenie uciekło do oczu mężczyzny.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-03, 00:01   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper nie sądził, że cisza będzie mu się kiedykolwiek dłużyć, ale cóż, z Wallace niemożliwe stawało się możliwym. Nie patrzył na nią, nie słyszał jej, ale i tak gdzieś z tyłu głowy miał świadomość, że ona obok niego siedzi i jeśli spojrzy w jej kierunku, to przegra ich jakiś pierdolony konkurs. Podobnie z resztą, jeśli ściszy radio albo przełączy tę irytującą piosenkę, która niepokojąco przypominała mu to, co Wallace powiedziała mu ledwie kilka dni wcześniej. Że jakaś część niego jest warta ratowania. Cokolwiek sobie myślała mówiąc to, Hopper był w tym momencie stuprocentowo pewny, że to nie była prawda. Znając życie, po prostu jakoś doszła do tego co tak naprawdę chciał usłyszeć i to powiedziała. Żeby go zmanipulować, może nawet tylko po to, żeby go zirytować. To była Wallace. Ona nie miała szczególnie złożonych i wyrafinowanych planów. Ona w ogóle nie miała planów.
Z resztą, ta piosenka wcale tak bardzo ich nie dotyczyła. Stanowczo, it ain't love.
Cóż, Will chyba nie był jedyną osobą w aucie, którą irytowała ta piosenka, bo Wallace gwałtownie wyłączyła radio. Czy tym samym Hopper wygrał ich nieoficjalne zawody? Przynajmniej doczekał się jednego - zmusił ją, żeby to ona ustąpiła. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę jak bardzo uparty człowiek obok niego siedział.
Słuchanie, jak Matilde wybucha sprawiało mu jakąś satysfakcję, nie ukrywajmy tego. To on wygrał. I szczerze mówiąc, William nie był do końca pewien czy kiedy postawiłeś mnie pod ścianą, grożąc jednej z niewielu osób, które mnie obchodzą w pełni łapie się w definicję słowa dobrowolnie, ale w końcu nie był językoznawcą. Z resztą, co on tam mógł wiedzieć, nie skończył nawet ogólniaka.
Kiedy w końcu podniosła wzrok złapał jej spojrzenie. Nie miał zamiaru odwracać oczu, o nie. Skoro już wygrywał tę ich wojenkę, dlaczego miałby nie iść na całość? Niech to ona pierwsza odwróci wzrok, niech to ona sama odda mu broń. Był wystarczająco cierpliwy, miał dość samozaparcia. Jak dla niego, mogą tu siedzieć cały dzień, a jej się śpieszyło.
- Kiedy oddasz mi moją broń, Wallace - odpowiedział zaskakująco spokojnie. Aż sam się zdziwił - już chyba zaczął przyzwyczajać się do tego, że ponosi go w towarzystwie Matilde. Ale co miał na to poradzić, skoro była aż tak irytująca?

/btw, jakby jakiś stalker był zainteresowany, odwołujemy się do piosenki Rise Against - Savior
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-03, 09:08   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jej pierwszą, mimowolną reakcją na słowa mężczyzny było zmarszczenie brwi. Właściwie to miała wszystkie powody na świecie, by grać głupią i udawać, że nie ma pojęcia nic o żadnej broni. Być może nawet mogłaby mu zasugerować zalążki alzheimera, ale… nie chciała z niego robić większego debila, niż był nim w rzeczywistości. Tak, miała go za idiotę. I tak, z pewnością bawiłoby ją wkręcanie Hoppera, ale… nie miała na to teraz czasu. Musiała jak najszybciej dostać się do tego pierdzielonego Seattle i miała zamiar to zrobić. Ba, miała zamiar zmusić Hoppera, by ją tam zawiózł.
I najwidoczniej stało się dokładnie tak, jak przypuszczała, bo gdy tylko uświadomiła sobie, że ich spojrzenia się skrzyżowały, coś jakby w niej drgnęło. Mierzyła go wzrokiem, podejmując tą chorą gierkę, jednocześnie powoli zatapiając się w jego ciemnych tęczówkach i totalnie tracąc poczucie czasu. W tym momencie nie była do końca przekonana, czy wolałaby teraz rzucić mu się na szyję, czy może wyciągnąć pistolet z torby i wsadzić mężczyźnie lufę do buzi. To właśnie tak skrajne uczucia wobec niego miała. A to.. to doprowadzało ją do szału. I sama myśl, że przez ten cholerny kontakt wzrokowy zdradzała się ze swoimi myślami, niemożliwie ją wkurzała. A jeszcze bardziej wkurzał ją fakt, że nie mogła tego tak teraz przerwać. Z rozchylonymi wargami wpatrywała się w jego oczy, mimowolnie uświadamiając sobie, że całkiem podobał jej się kolor tęczówek Hoppera… Ale to nie o to tu chodziło. Wallace powoli uniosła prawą brew ku górze, by po chwili wyrzucić z siebie bezczelne i wyzywające:
– Bo co? Bo zabijesz mnie tak jak tamtą biedną kobietę? – po wypowiedzeniu tych słów jej usta wykrzywiły się w sardonicznym uśmiechu. I cóż, najwidoczniej potrafiła jednak korzystać z Google. W tym momencie nawet nie myślała o przekręcaniu głowy. Miała wrażenie, jakby właśnie wyszła na prowadzenie i to zajebiście jej się podobało. Nie okazała jednak tego po sobie. Tak po prostu czekała. Czekała aż ten złamas wreszcie przekręci te jebane kluczyki w tej cholernej stacyjne i pojedzie do tego pierdzielonego Seattle. A w międzyczasie.. ona po prostu przełknęła ślinę, zupełnie nieświadomie przygryzając dolną wargę.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-03, 10:27   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie sądził, że to było w ogóle możliwe, ale cholernie mu się dłużyło, kiedy urządzali ten pojedynek na spojrzenia. Paradoksalnie, cisza wydawała się być niewyobrażalnie głośna. Jeszcze dodatkowo podbijała i potęgowała to, że siedzieli obok siebie i wbijali wzrok w swoje oczy, sprawiała że to było jeszcze bardziej nieznośne. Hopper miał ochotę jakoś przerwać ten nieznośny impas, nawet jeśli to miałoby być tylko nieznaczne odwrócenie wzroku. Wiedział, że tego nie zrobi. Nie miał zamiaru przegrywać, nawet jeśli wpatrywanie się w te jej oczy w tej ogłuszającej ciszy stawało się coraz trudniejsze. Właściwie, jakiego one były koloru? Wcześniej myślał, że były po prostu piwne, teraz wydawały mu się bardziej zielone. Nieistotne.
Nie miał zamiaru dać jej się sprowokować, zwłaszcza że akurat tego argumentu spodziewał się od kiedy przedstawił się jej swoim imieniem i nazwiskiem. Dał jej informacje o sobie i mógł być pewny, że zamiast uszanować jego prywatność prędzej czy później wykorzysta te informacje przeciwko niemu. To była Wallace. Ona tak robiła.
- Oczywiście, to ostatni etap mojego niewyobrażalnie skomplikowanego planu bondowskiego złoczyńcy - odpowiedział błyskawicznie.
Ciekawe czy Wallace naprawdę w to wierzyła. Że ją zamordował. Nie żeby był szczególnie święty i nigdy nikogo nie zabił... ale tamtej kobiety nie i z jakiegoś powodu to było dla niego istotne. Może dlatego, że to wtedy wszystko się posypało i akurat to nie było jego winą?
Pewnie i tak jej to nie obchodziło. Zamiast tego po prostu siedziała i przygryzała dolną wargę w ten swój sposób. Czy ona chciała go doprowadzić do szału? Tak, właściwie to o to jej chodziło. Mimo tego, Hopperowi coraz trudniej było zachować chłodny umysł, nie wtedy kiedy absolutnie każda cząstka Wallace była aż tak drażniąca. Po co on w ogóle odbierał ten telefon? Przecież musiał wiedzieć, jak to się skończy.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-03, 10:59   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jeśli jemu każda sekunda się dłużyła, to ciekawe co ona miała powiedzieć! Siedziała w tym cholernym samochodzie, wpatrując się w oczy tego złamasa i z każdą chwilą właściwie zapominała, dlaczego tutaj w ogóle się znalazła. Sms od Cassandry jakby przestał w ogóle mieć dla niej znaczenie. W tym momencie nic nie miało znaczenia. I to.. to chyba w tym wszystkim było najgorsze. I choć odpowiedź Hoppera nieco ją zawiodła, Matilde nie odwróciła spojrzenia. Jedynie z pozornym zaciekawieniem przekrzywiła głowę w bok, a sam wyraz jej twarzy wręcz krzyczał nieme „oh really?”.
– Więc jednak ci się to podobało, huh? Obserwowanie jak uchodzi z niej życie? Jak wykrwawia się na śmierć? Jak jej oczy tracą cały ten blask? – wyrzucała z siebie niewzruszonym tonem głosu, jednocześnie uświadamiając sobie, że tak naprawdę chyba nawet nie wierzyła w to, że ten kretyn byłby do czegoś takiego zdolny. Wyglądał jak buc i był cholernie irytujący, prawdopodobnie nosił zdecydowanie za dużo broni niż sądził, że tego potrzebuje – co robiło z niego paranoika – ale jednak… nie czuła strachu. Koniuszkiem języka przesunęła po swojej dolnej wardze, by zwilżyć swoje usta, po czym.. po prostu kontynuowała. Bo nie potrafiła przestać.
– A co było potem, huh? Najwidoczniej nie byłeś zbyt rozważny skoro odnaleziono jej ciało. Wystarczyło.. cóż… trochę pomyśleć – i autentycznie się uśmiechnęła, mierząc go coraz śmielszym i bardziej wyzywającym spojrzeniem. Nawet nie wiedziała kiedy tak naprawdę gierki z Hopperem zaczynały plasować się na liście top 5 hobby wszechczasów. I czerpałaby z tego zajebistą satysfakcję, gdyby nie ten jeden szczegół. Zdawało jej się, że był tak niemożliwie blisko, a jednak… niewystarczająco blisko. Wallace ciężko westchnęła, wywracając przy tym oczami, by zaraz potem uświadomić sobie do czego to wszystko zmierzało. To było.. złe. A mimo to ona wciąż tkwiła w tej samej pozycji.
– Słuchaj, Hopper. Nie mam twojej broni, okej? Gardner mi ją zabrała bo rzekomo „nie jest dla mnie” – wyrzuciła z siebie w końcu, chcąc jak najszybciej zakończyć ten konkurs. Po prostu… nie mogła już dłużej na niego patrzeć. Nawet nie spodziewała się, że to kłamstwo tak łatwo przejdzie przez jej gardło. W pewnym sensie była nawet skłonna sama w to uwierzyć.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-03, 11:40   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ona nawet nie wiedziała, o czym mówiła. Nigdy nie widziała umierającego człowieka, pewnie nawet nigdy nie widziała ciała, nie licząc tego Aarona. A jednak, z jakiegoś powodu uznała, że ma coś do powiedzenia. Bo chciała go wkurzyć. I właśnie jej się to udawało.
Nie był z tego dumny. Pewnie gdyby nigdy nie musiał wynieść się ze swojego domu, to w życiu by nawet nie wystrzelił kuli. Ba! Może nawet wystarczyło tylko, żeby nigdy nie trafił na Gardenera, żeby nigdy nie zapuszczał się na południe. A jednak to zrobił, wszystko to się wydarzyło, a on był mordercą. Czy Wallace miała szansę się tego dowiedzieć? Gdyby Cassandra się zorientowała... Ale przecież nie miała jak. Gdyby nie jej nazwisko, sam Hopper najprawdopodobniej nie zorientowałby się z kim ma do czynienia, więc jak ona miałaby do tego dojść? Nawet nigdy się nie widzieli, a nawet jeśli - był tylko kolejnym pionkiem jej ojca. Nikim istotnym, nikim wartym zapamiętania, kimś kto najprawdopodobniej za niedługo zginie. Choć może gdyby tak faktycznie było, nikt nie zadałby sobie aż tyle wysiłku, żeby stał się użyteczny. Po prostu wcisnęliby mu w rękę broń bez żadnej instrukcji, wysłali w teren i dali jasno do zrozumienia, że lepiej byłoby dla niego zginąć, niż wrócić z pustymi rękami.
Nie mógł oczywiście dać po sobie poznać tego wszystkiego. Nie teraz, nie tutaj, nie przy Wallace. Musiał dalej grać w tę ich durną gierkę, wpatrywać się w te jej cholerne oczy.
- Yeah, to była najlepsza część - odpowiedział, choć chyba bez tego samozaparcia by wygrać tę kłótnie i bez takiej dawki zgryźliwości. Czy właśnie odpuszczał? Nie, stanowczo nie. Po prosto... zbierał siły na drugą rundę. I niech Wallace nawet nie próbuje tego oblizywania swojej pomalowanej szminką wargi. Miał stanowczo lepszą koncentrację niż ona. - Usłyszałem gliny, więc nie miałem czasu ugotować i zjeść jej ciała - odrzucił, jednocześnie zdając sobie sprawę, że ta dyskusja zaczyna chyba sprawiać mu jakąś przyjemność. To szukanie coraz bardziej absurdalnych, sarkastycznych odpowiedzi.
Mogła próbować oszukać kogoś innego, Hopper aż za dobrze wiedział, jaka była Matilde. Co właściwie było dość dziwne, biorąc pod uwagę że znali się niespełna tydzień, a on cały czas nie był w stanie jej rozgryźć.
- Mogła próbować - odpowiedział, jasno dając do zrozumienia co myśli o takim scenariuszu. - I tak, to nie jest broń dla ciebie. Wybijesz sobie bark - dodał.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-03, 12:23   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Phi, niby nigdy nie widziała umierającego człowieka? Przecież przed sobą miała chodzące zombie! Jeszcze kilka dni temu Hopper wyglądał gorzej niż nie jedno ciało, więc Matilde miała doświadczenie w obcowaniu z takimi fenomenalnymi przypadkami. W każdym razie z całą pewnością zauważyła zmianę w tonie jego głosu, a to wprawiło ją w konsternację. Po części poczuła się niepewnie, ale z drugiej strony… wręcz przeciwnie. To było cholernie dziwne uczucie. Posłała mu więc wyjątkowo uroczy uśmiech, poszerzając go wraz z kolejnymi słowami chłopaka. Była naprawdę niezwykle zaskoczona, że było ją stać na coś podobnego. Zwłaszcza w obecności tego człowieka!
– Myślałam, że tacy jak ty gustują w surowym mięsie – odparła, mrugając powiekami i jedocześnie wykrzywiając dolną wargę. Zupełnie jakby Hopper ją czymś zawiódł. I żeby zaakcentować całe to niezadowolenie zacmokała w powietrzu, by po chwili dodać niepocieszonym tonem głosu: – A to niespodzianka.
W tym momencie była bardziej niż pewna, że tego nie zrobił. Cóż, najwidoczniej był jeszcze większym frajerem niż myślała, skoro dał się wrobić w jakieś morderstwo, przed którym najprawdopodobniej teraz uciekał. Jak to szło..? Najgenialniejszy człowiek na ziemi? Dobry żart!
Widziała po nim, że jej nie uwierzył i to.. całkiem nieźle ją wkurzyło. Nie dała jednak tego po sobie poznać. Po prostu z kamiennym wyrazem na twarzy wzruszyła lekko ramionami, zupełnie jakby chciała powiedzieć „mam to gdzieś”. I co to w ogóle za zagrywka z mówieniem jej o wybiciu barku? Czy to był jakiś przejaw troski? Matilde niemal zemdliło. A przynajmniej tak jej się wydawało, bo wciąż nie potrafiła odpowiednio zdiagnozować tego dziwnego uczucia w żołądku, które towarzyszyło jej w obecności Hoppera. Ale to nie miało znaczenia. Matilde przełknęła głośno ślinę, by w tym momencie całym swoim ciałem przekrzywić się w stronę mężczyzny i wyciągnąć dłoń w jego kierunku. A potem zacisnęła rękę na jego koszulce, by przyciągnąć go do siebie, jednocześnie pilnując by nie utracić kontaktu wzrokowego. Nie planowała sprawić, by był tak blisko. Właściwie już teraz niemal stykali się nosami, a droga do jego ust była zadziwiająco krótka. Ale mimo tego.. wciąż się przybliżała i sprawiała wrażenie, jakby w ogóle nie miała zamiaru przestać. Czuła jego ciepły oddech, czuła intensywny zapach jego perfum, i to wszystko jakby mieszało jej w głowie. Chciała tego. Znowu, kuźwa, tego chciała. Ale to nie o to tu chodziło. I kiedy ich usta niemal się ze sobą stykały, Matilde wyrzuciła z siebie:
– Słuchaj dupku – nie, nie miała zamiaru się odsuwać – W twoim interesie jest to, by Cass i Fay przeżyły. Jeśli coś im się stanie przez to, że nie dojedziemy tam na czas, pożegnaj się ze swoim życiem. Moja moc potrwa jeszcze zaledwie kilka dni, a wtedy zostaniesz bez niczego. Nie będziesz miał na mnie żadnego haka, nic. Po prostu umrzesz. A ja z przyjemnością pójdę na twój chujowy pogrzeb. – wyrzuciła z siebie, siląc się na wyjątkowo spokojny ton głosu ale nie potrafiła tak do końca ukryć wzburzenia. Ani tym bardziej faktu, że jej oczy zaczęły dziwnie lśnić. Była wkurwiona i jak najszybciej chciała jechać. Ale z jakiegoś nieznanego powodu – jeszcze bardziej pragnęła go pocałować. I przełknęła ślinę, zaciskając mocniej palce na jego ubraniu. – Jedź.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-04-03, 14:00   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Co Hopper mógł poradzić na to, że ta rozmowa zaczynała go coraz bardziej bawić? Mimo, że prowadził ją z Wallace, tą najbardziej irytującą i nieprzewidywalną kobietą na świecie, to to po prostu była niezła zabawa. To jej całe udawane rozczarowanie, niewinne miny i mruganie powiekami... to było w pewien sposób urocze. ale tylko w pewien sposób. I pewnie byłoby bardziej, gdyby to nie była Wallace.
- Słońce, jestem ich pełen - odrzucił miękko. I założył okulary, tylko po to, żeby podbić jak bardzo cool była ta kwestia. Mogą ją zacząć wypisywać na koszulkach, jak hasta la vista, baby. Jeżeli dorzucą do nadruku twarz Hoppera w okularach przeciwsłonecznych, sprzeda licencję za pół ceny.
Oczywiście, Wallace nie była na tyle stabilna emocjonalnie, żeby wytrzymać pięć minut nie zmieniając całego swojego nastawienia o sto osiemdziesiąt stopni. Poczuł, jak Matilde chwyta go za koszulkę i przyciąga stanowczo zbyt blisko, żeby mógł zachować trzeźwość umysłu. Ostatnio, kiedy byli tak blisko siebie, oddychali tym samym powietrzem, wylądowali razem w łóżku. Cholernie ciężko było o tym nie myśleć czując zapach jej perfum, jej ciepły oddech na swojej skórze. Była bliżej niż na wyciągnięcie ręki.
I kiedy byli tak blisko siebie, nagle coś zrozumiał. Nie chodziło o słowa Wallace, a przynajmniej te w których mu groziło. Jej naprawdę na nich zależało. Na Gardener, na Fay, kimkolwiek ona właściwie była. Nie była jeszcze aż tak zepsuta i złamana, ciągle miała ludzi dla których była w stanie zrobić wszystko. I ona nie przeżyłaby, gdyby ktokolwiek z tej garstki ludzi zmarł. Do końca zabiłaby te swoje resztki niewinności. I kiedy Hopper tak wyraźnie widział jej zaszklone oczy, widział jak bardzo próbuje być opanowana, czuł jej ciepły oddech na swojej skórze, zdał sobie sprawę, że nie może na to pozwolić. Może dokładnie w taki sam sposób jak ona nie mogła nie spróbować go nie uratować, jeśli faktycznie mówiła wtedy prawdę. Jeśli mówiła wtedy prawdę.
Nagle, tknięty jakimś dziwnym impulsem, pocałował ją w te jej cholerne czerwone usta. Kto maluje usta na misję ratunkową, gdzie wszyscy skończą cali w krwi? Wallace. Chyba powinien przestać stawiać te cholerne pytania retoryczne w swojej głowie, skoro jednak miał zamiar na nie odpowiadać.
Równie nagle co zaczął ją całować, oderwał się od niej i włączył to radio ani odrobinę nie ściszając głośności. Nie zmienił też stacji, nie poparzył z powrotem na Matilde. Po prostu włożył kluczyki do stacyjki i uruchomił silnik, a potem wyjechał za bramę Bractwa. Przez całą drogę nie odezwał się nawet słowem, tylko w głowie wyrzucał sobie, że jest skończonym idiotą. W końcu jak inaczej mógł się nazwać odpuszczając kwestię swojego glocka, całując Wallace czy w ogóle odbierając ten cholerny telefon?

/zt
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-03, 15:06   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nawet nie potrafiła się powstrzymać, by nie wywrócić oczami. Słońce, słońce słońce… Co za złamas! Jak on w ogóle śmiał tak do niej mówić! Nie zamierzała jednak dać się wyprowadzić z równowagi. Po prostu obdarzyła go zniesmaczonym, wręcz skwaszonym spojrzeniem, jednocześnie resztkami silnej woli powstrzymując swoje wargi od wykrzywienia się w półuśmiechu. Nie, nie da mu tej satysfakcji. Tak samo, jak nie miała zamiaru zostać stłamszona przez te jego cholerne okulary. Tak, mógł sobie je zakładać, jeśli tak bardzo tego chciał. To nie zmieniało jednak tego, że ona wciąż wpatrywała się w jego oczy. A raczej w szkła, za którymi znajdowały się jego oczy. Wciąż.. się liczyło, prawda?
I niespodzianka! Tak, zależało jej. Cholernie jej zależało. Czy naprawdę jego złamasowatość musiała osiągnąć tak wysoki poziom, że wręcz ją zmuszał do okazywania jakichkolwiek ludzkich odruchów? Nienawidziła go za to. A jednocześnie… wcale go za to nie nienawidziła. W głowie Wallace wciąż brzmiały słowa tamtej piosenki. I don’t hate you, I don’t hate you. I gdy była tak cholernie blisko… to wszystko nabierało coraz więcej sensu. Wciąż jednak twardo wpatrywała się w jego okulary, coraz mocniej zaciskała pięść na jego koszulce, zupełnie jakby miało to w czymś pomóc. Jakby.. jakby to był klucz do przekonania Hoppera, by nacisnął nogą na pedał gazu. Ale najwidoczniej po raz kolejny zamierzał zrobić coś tak idiotycznego. Po sposobie w jaki napięły się mięśnie na jego twarzy doskonale dobrze wiedziała co zaraz nastąpi. Wiedziała, że ją pocałuje. Ona przecież też tego chciała. A mimo to.. wciąż była cholernie zaskoczona. I gdy ich wargi się złączyły.. Wallace nie do końca wiedziała co robić. Jakiś cichy głosik w jej głowie krzyczał, by odepchnęła tego dupka. W końcu.. jak on śmiał, huh? To się miało nigdy więcej nie powtórzyć! I w ogóle co to były za porządki, że tak po prostu kiedy tylko miał na to ochotę – nachylał się nad nią i ją.. całował?! Jeszcze w dodatku całował w ten sposób, że brakowało jej tchu?!
Matilde chyba jeszcze nigdy w życiu nie zamarła do tego stopnia, że nawet miała kompletną pustkę w głowie. Ona dosłownie skamieniała. Pozwalała mu się pocałować, w pewnym momencie nawet wykazując cień zainteresowania i odwzajemniając ten pocałunek, ale gdy tak nagle przerwał… Wallace była jeszcze w większym szoku niż wcześniej. Po prostu… nie do końca była pewna, czy to rzeczywiście wydarzyło się naprawdę. I kiedy tak włączył tą muzykę, a potem przekręcił kluczyki w stacyjce, ona na sekundę przeniosła na niego swoje zamglone spojrzenie, a potem.. gwałtownie przekręciła głowę w bok, niemal przytulając się całym ciałem do drzwi pasażera. Przynajmniej dopięła swego, huh? Pojechali. Powinna się cieszyć. I w rzeczywistości naprawdę się cieszyła. Tylko najwyraźniej nie z tej rzeczy, z której powinna.
Ona również nie odezwała się ani jednym słowem, właściwie nawet nie poruszając się, poza jednym razem, gdy sięgnęła do torby po puszkę dietetycznej coli. I choć muzyka tak strasznie bębniła, ona zdawała się jej w ogóle nie słyszeć. Obserwowała drogę przed sobą, zatapiając się w swoich myślach i.. zupełnie nieświadomie wykrzywiając usta w subtelnym uśmiechu, wciąż czując na ustach smak pocałunku.

/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-19, 17:02   

//2 marca 2018, późny wieczór

Ten dzień w końcu nastąpił. Co prawda Aaron nie zebrał tak wielkiej armii mutantów, na jaką miał nadzieję, gdy wspinał się na stół w stołówce, jednak kilku samobójców odważnych sprzymierzeńców udało mu się zyskać.
Mimo głośnego wystąpienia Bartowskiego, które na pewno odbiło się echem po bractwie, starano się utrzymać całą akcję w tajemnicy, odkąd tylko ktoś... Bardziej ogarnięty wziął sprawy w swoje ręce. Udało się nawet sprowadzić jakiś sprzęt elektroniczny w postaci słuchawek dousznych z mikrofonami, laptop z dość żywotną baterią, choć bardzo słabym systemem (nie można się po nim spodziewać zbyt szybkiego działania) jednak z bardzo dobrą zaporą i kilkoma, prawdopodobnie przestarzałymi planami budynku. Zyskaliście również stary samochód terenowy, który zdoła was zarówno zawieźć na miejsce, jak i z niego odebrać - o ile oczywiście wyjdziecie stamtąd cało.
No nic tylko działać!


_________________________________________________________

• Jest to wstęp do eventu - właściwe wydarzenie będzie mieć miejsce w siedzibie D.O.G.S. - jest to ostateczny moment na określenie swojego ekwipunku. Postaci mogą między sobą rozmawiać i nie ma tu wyznaczonej konkretnej kolejki.
• Przewidywany odpis MG wraz z odjazdem na miejsce ataku - Sobota wieczór (proszę o pojawienie się wszystkich postaci do godziny 21.00)
Niezbędne jest wypełnienie poniższego kodu:*
Kod:
[b]Imię i nazwisko postaci:[/b] wpisz
[b]Ostateczny ekwipunek postaci:[/b] Co postać ma przy sobie.

*Jeśli postać ma przy sobie broń palną, nie jest konieczne określenie jej konkretnego modelu - niezbędne jest jednak określenie wielkości magazynku i ew. liczby dodatkowych magazynków (w granicach rozsądku).
**W wyjątkowych przypadkach MG ma prawo ingerować w ekwipunek postaci (jeśli wykroczy on mocno poza realne do osiągnięcia przez danego mutanta normy).
[Profil]
 
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-04-20, 15:48   
   Multikonta: Nie


Imię i nazwisko postaci: Leon Hawthrone
Ostateczny ekwipunek postaci: pistolet, trzy magazynki z nabojami, nóż, kusza ze strzałami (taką, jaką miał Hawkeye w Avengers :lol: )

Chyba nie muszę mówić, że Leon był jedną z pierwszych osób, które głośno (okej, może trochę ciszej, zwłaszcza na panującą sytuację w Bractwie! :lol: ) powiedziały Hell, yeeaaaah! na szaloną akcję Bartowskiego? Jeśli jeszcze przez sam jeden Bóg wie ile, będą się chować w ukryciu, nigdy nie uzyskają szansy na niepodległość, więc jakiekolwiek działanie przeciwko DOGS było według Hawthrone' a krokiem do przodu. Nawet jeśli to było trochę szalone, wiedział, że później by żałował, gdyby się na to jednak nie zdecydował. A po za tym, w końcu to była jakaś szansa na dowiedzenie się czegoś o matce... Dlatego to było dla niego jeszcze większą motywacją. I kiedy już dotarł na miejsce ,,zbiórki", był w bardzo dobrym nastroju, jak na niego.
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-04-21, 12:21   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Imię i nazwisko postaci: Fay Murphy
Ostateczny ekwipunek postaci: 2x raniuszek amerykański, 1x tyran zachodni, rewolwer, dodatkowe magazynki

Fay od samego początku była nieco sceptycznie nastawiona do całego tego pomysłu. Naprawdę nie chciała sprzeciwiać się Colleen, jaka by ona nie była, a posadka w obozie całkiem jej pasowała. I to nie tak, że chciała tak żyć do samego końca, nie chciała w końcu dać sobie spokój z ukrywaniem się, po prostu... uważała, że to nie tak powinno się rozegrać. Skoro już byli częścią bractwa, częścią jakiejś społeczności, to nie powinni robić niczego przeciwko jej przywódcy i w ukryciu.
Dwie rzeczy wpłynęły jednak na to, że zmieniła zdanie i zdecydowała się pomóc. Po pierwsze ze względu na osoby, które brały w tym udział, a po drugie, nawet ważniejsze... dowiedziała się czegoś nowego, co mogło... cóż, wcale nie przesadzi się mówiąc, że zmieni całe jej życie, bo tak właśnie było. Dlatego musiała być na miejscu, musiała przekonać się na własne oczy, czy tamte informacje mogłyby być prawdziwe. Dlatego postanowiła działać. W tym momencie to było dla niej ważniejsze od wszystkiego, nawet lojalności względem Colleen.
Wszystko miała przygotowane już wcześniej - zwierzaki, które miały pomóc były już złapane i zamknięte w niewielkiej klatce podróżnej, którą właśnie pakowała do bagażnika samochodu terenowego, który miała prowadzić. W założeniu miała się nie mieszać w samą akcję, tylko być tam, obserwować, przekazywać informacje i na koniec spróbować bezpiecznie dowieźć wszystkich z powrotem do obozu.
Gdy wszystko było już gotowe, odpaliła silnik i udała się pod bramę obozu, gdzie wszyscy mieli się spotkać. Widząc na miejscu tylko Leona, zatrzymała się obok i opuściła szybę.
- Gdzie reszta? - spytała, bez zbędnego powitania, bo cóż, wciąż byli nieco pokłóceni, ale mniejsza o to. Bardziej interesowało ją, czemu był sam. Inni jeszcze nie przyszli, czy musieli się po coś wrócić?
Poprawiła okulary przeciwsłoneczne, które miała na głowie i zerknęła ponownie w stronę bramy, skąd reszta drużyny będzie szła.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6