People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-09-14, 02:48
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Nie słyszał już co do niego mówi. To znaczy... Miał wrażenie, że ktoś próbuje mu coś powiedzieć, ale nie potrafił zrozumieć co.
Raz na jakiś czas odzyskiwał przytomność, ale nie miał nawet siły otworzyć oczu, lub się odezwać.
Dziewczyna ułożyła jego głowę na swoich kolanach, a jemu było po prostu... Dobrze. Tak dobrze, że wcale nie miał ochoty wstawać, budzić się z tego snu - który mógł przecież pozostać nieskończony.
Ale... To nie on.
On taki nie był, był cholernie uparty i walczył do końca. I tym razem - mimo tego, że powieki nie chciały się podnieść zmusił się do tego, by otworzyć oczy, by na nią spojrzeć.
Minęło przynajmniej kilka godzin... A może więcej, lub mniej?
Nie miał pojęcia.
Zerknął kątem oka na swój lewy bark. W międzyczasie zdążyła go zabandażować, a ból, mimo tego, że cały czas dawał o sobie znać powoli stawał się tępy i był nawet do zniesienia. Warto zauważyć, że to nie pierwsza rana postrzałowa w karierze Fowlera. Z drugiej strony... Chyba nigdy nie był tak blisko drugiej strony.
Ponownie przeniósł na nią spojrzenie, kąciki jego ust mimowolnie delikatnie drgnęły, jakby chciały unieść się w górę, ale nie potrafiły.
No cóż... Sam dość szybko odwdzięczyła mu się za to co zrobił.
Uratowała mu życie.
Odwrócił głowę na bok tak, że teraz policzkiem opierał się o jej kolana.
- Udało... Udało nam się, Sam... - wyszeptał bardzo słabo i ponownie przymknął na moment oczy.
Czuł radość - wewnętrzną radość i nawet jeśli na tą chwilę nie potrafił tego okazać... Był po prostu szczęśliwy. Oboje byli bezpieczni, wolni. Odzyskał ją po raz kolejny, nie zawiódł jej. Tylko to się dla niego w tej chwili liczyło.
Inne problemy odeszły gdzieś na bok. Po prostu... Pierwszy raz od dłuższego czasu cieszył się chwilą. Nie potrzebował słów. Milczenie w jej towarzystwie też było złotem.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2019-09-14, 03:18
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Sama chyba już dawno przestałam liczyć czas. Ponoć to domena szczęśliwych, huh? Czy to znaczyło, że byłam już szczęśliwa?
Nie wiem, czy jeszcze potrafiłam czuć się tak po prostu dobrze. Z całą pewnością czułam pewnego rodzaju ulgę - szczególnie, gdy blondyn w końcu się ruszył, wydobywając z siebie tych kilka, prostych słów. Z tyłu głowy wciąż jednak miałam to dziwne, niepokojące przeczucie, że to wcale nie koniec...
W końcu wciąż miałam w sobie ten przeklęty chip. Wciąż nie mogłam się czuć w pełni bezpieczna. Wciąż, to oni mnie posiadali.
- Tak, udało się. - Odpowiedziałam delikatnie, a łzy w końcu znalazły dla siebie ujście. Słone krople zaczęły spływać po moich policzkach, tworząc ścieżki zbudowane z ulgi, a nie strachu i cierpienia - po raz pierwszy, od tak długiego czasu.
- Nie strasz mnie tak więcej ćwoku. - Dodałam po chwili, uśmiechając się pod nosem i głaszcząc go lekko po głowie. Zasłużył na odpoczynek. Zasłużył na ten sen. Musiałam mieć tylko pewność, że ani na chwilę nie zapomni o tak przyziemnej rzeczy, jak oddychanie.
Wciągając powietrze nosem, zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu nieco wygodniejszego miejsca. Ledwo powstrzymywałam szloch, a zamglone spojrzenie nieco utrudniało tę narzuconą misję, ale oto był - materac, wcale nie tak daleko, i dosyć nisko. Czy mogłam wykrzesać z siebie jeszcze trochę sił, by chociaż tyle mu zapewnić?
- Jeszcze nie odlatuj, potrzebuję Cię. - Stwierdziłam, przecierając nos wierzchem dłoni. - Chodź, ułożysz się wygodniej. - Dodałam po chwili, szturchając go w zdrowe ramię. Nawet jeśli w trybie zombie - powinien choć odrobinę mi zelżyć tę nieludzką podróż na kilka metrów.
Powędrowaliśmy więc - chwiejnym i wolnym krokiem, na ten kawałek miękkiego podłoża. A gdy tylko Fowler się na nim ułożył, przykryłam go kocem, samej nie wiedząc co ze sobą zrobić.
Emocje za bardzo we mnie buzowały. Ból utrzymywał mnie przy świadomości. Strach, że w każdej chwili jego oddech może zesłabnąć nie pozwalał zmrużyć powiek. Chyba właśnie dlatego, sama zajęłam miejsce pod ścianą, będąc blisko niego i mogąc słyszeć, czy wciąż świszcze i chrapie przez swój nochal.
Zmęczenie jednak i ze mną w końcu wygrało - więc gdy rano Dale otworzył oczy, mógł zobaczyć i moją głowę opartą o materac, zapewne zdecydowanie za blisko jego samego...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-09-14, 03:28
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Po raz pierwszy od wielu lat koszmary nie dały o sobie znać. Sam nie wiedział dlaczego - ale to dobrze. Jeszcze tylko tego by brakowało.
Otworzył oczy jakoś chwilę po pierwszych promieniach słonecznych (których tak czy siak nie mogli zobaczyć, bo przecież byli pod ziemią).
Parę dobrych chwil zajęło mu przypomnienie sobie co się właściwie wczoraj wydarzyło i dlaczego tak cholernie boli go bark, cała ręka.
Ostatnie kilka dni... Cholera, to był jakiś pieprzony maraton, jakaś męczarnia, ale teraz mógł wreszcie odetchnąć. Odpocząć.
Colleen była w dobrych rękach - był przy niej przecież Will, Dale go o to poprosił, a Hopper nie należał do ludzi, którzy łamią obietnice. Sam była... Właśnie, gdzie ona jest?
Przeniósł wzrok w lewą stronę i ujrzał jej twarz. Zasnęła na podłodze obok niego układając tylko głowę na materacu. Jakby nie mogła położyć się obok niego... Eh.
Wreszcie mogła odpocząć. Wreszcie była bezpieczna, wraz z Brianem udało im się zdjąć z Sam kajdany. I te przysłowiowe i te prawdziwe. Pozostaje tylko pytanie - jak mocno ją skrzywdzili psychicznie? Jak wiele czasu zajmie jej dojście do siebie - i czy w ogóle uda jej się to zrobić? Doskonale wiedział co to znaczy zostać złamanym. Vera Neumann się o to postarała. W ciągu trzech dni odebrała mu wszystko, Dale nawet nie chciał myśleć co teraz ma w głowie Sam.
No nic. Najważniejsze, że była przy nim.
Sięgnął prawą dłonią do jej włosów, by delikatnie pogładzić ją po głowie.
Chyba powinni wstać, a z pewnością Sam powinna coś zjeść. Sen był potrzebny, ale nie mogli sobie pozwolić na kilkanaście godzin snu. Poza tym mieli wiele do omówienia.
Poczekał aż otworzy oczy.
- Nie mówiłaś, że skończyłaś medycynę...Nawet udało Ci się mnie nie zabić. - po tych słowach delikatnie się uśmiechnął.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2019-09-14, 03:45
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Czy mi przeszkadzało spanie na podłodze? Chyba od dawna już nie. Tak do tego przywykłam, że chyba cokolwiek, co nie jest tak twarde jak parkiet, powodowałoby ból pleców. Poza tym... Ostatniej nocy w ogóle nie zamierzałam spać. Ja... Ja miałam czuwać, ale jak widać - nawet tak proste zadania potrafiły mnie czasem przerosnąć.
Co najgorsze - mimo względnie bezpiecznej sytuacji, nie potrafiłam odnaleźć spokoju ducha. Gdy tylko poczułam we własnych włosach dotyk, moje powieki szeroko się otworzyły, a ja niemal "stanęłam na baczność" - przerażona wizją, że ktoś zaraz wykorzysta tak bliski dystans na raczej mało przyjemne czynności. Potrzebowałam chwili, by przypomnieć sobie, że jesteśmy tu sami - nie ma tu Ogara, nie ma innych kundli, nie ma bezlitosnych naukowców i nie ma mutantów rządnych krwi przez pieprzone choroby...
Oh, wait...
Poczułam ulgę, gdy mój wzrok w końcu dostrzegł obolałego Fowlera. Zapewne mało odpowiedzialnie - po prostu się do niego przytuliłam. W końcu wczoraj nie mieliśmy na takie drobne czułości czasu.
- Uczyłam się od mistrza. - Wyrzuciłam z siebie tylko, podpierając się brodą o jego zdrowie ramię. - Albo ćwoka, który lubi ludzi straszyć, zależy jak na to spojrzeć. - Dodałam po chwili, już się od niego odsuwając. - To ja miałam być księżniczką w opresji, nie na odwrót. - Wysiliłam się na głupi żart, kolejny raz przecierając powieki wierzchem dłoni, powstrzymując się od łez. Nie mogłam przecież pokazać, jak wielką ciotą jestem. Nie jemu. Niezależnie od tego, czy ból brzucha i wciąż nieprzetrawione emocje mną targały, czy też nie. Chociaż... Tego chyba nie powinnam ukrywać.
- Dale, ja... Ja nie czuję się najlepiej... - Stwierdziłam - jak zwykle - odkrywczo, trzymając się jedną dłonią za podbrzusze. Mimo skrajnego wychudzenia, było jednak widać, że coś tam jednak odstaje. - Poza znieczuleniem w płynie, masz jakieś zwykłe leki? - Zapytałam z głupią nadzieją. Niby tyle czasu trwałam bez takich wygód, ale nie przypominałam sobie, bym czuła taki ból poza momentami, gdy byłam bita. A to... To raczej nie wróżyło nic dobrego.
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-09-14, 03:53
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
No tak. Chyba nikt lepiej od Sam nie wie czym jest karcer. Była uwięziona tam przez tyle czasu - bez nadziei na lepsze jutro. Przywykła do wręcz dramatycznych warunków, naprawdę doskonale to rozumiał.
Szkoda tylko, że ją to spotkało. Po prostu na to nie zasłużyła - nawet jeśli myślała inaczej. Ta dziewczyna i tak wiele przeszła w swoim życiu i gdyby tylko Dale mógł chętnie zamieniłby się z nią miejscami.
Taki już po prostu był - a przynajmniej jeśli chodzi o Sam.
Zrozumiałe było też to, że bała się w jakiejś tam mierze ludzkiego dotyku. Nie chciał nawet myśleć o tym co mogła tam przeżywać kobieta. Ci wszyscy degeneraci, bardziej lub mniej zniszczeni mutanci, strażnicy... Najchętniej by ich wszystkich rozszarpał i być może będzie miał jeszcze okazję - a przynajmniej część z nich.
Swoją drogą... Zabójstwo Very, a teraz to?
Prawdopodobnie Fowler jest w tej chwili jednym z najbardziej poszukiwanych mutantów w tej części świata. Tak bywa - specjalnie mu to nie przeszkadzało. Przywykł do życia w ukryciu.
Sam niespodziewanie się do niego przytuliła, a on ponownie się uśmiechnął - jakoś często mu się to zdarzało odkąd ją uwolnił.
Przytulił ją do siebie na tyle mocno na ile pozwoliła mu przecież świeża rana i westchnął cicho pod nosem kręcąc głową.
- Od razu ćwok... Widać, że wolność Ci służy. - powiedział pół-żartem.
To właśnie robili. Obracali najgorsze nawet sytuacje w żart i przeważnie to działało. Dlaczego nie teraz?
Spojrzał na nią uważnie, gdy się od niego odsunęła. A konkretnie na jej brzuch.
- Powinnaś coś znaleźć. Poszukaj w łazience, po szafkach. Nie pierwszy raz ląduje tutaj ranny, więc powinny się tu znaleźć jakieś mocne przeciwbólowe prochy. - powiedział cicho, a w jego sercu po raz kolejny zagościł strach. Strach o nią, o jej stan zdrowia.
Dlaczego chociaż raz wszystko nie może iść po jego myśli?
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2019-09-14, 04:13
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Jakoś muszę sobie odbić te ostatnie miesiące, nie? A najbliżej, niestety jesteś tylko Ty. Jakby był... Aaron, jemu by się oberwało. - Mój głos z całą pewnością załamał się na myśl o moim bracie. Co się z nim dzieje? Czy i jego złapali? Czy w trakcie tej wojny ucierpiał? A może... Może serio lepiej mu się żyje beze mnie, bez tego balastu?
Chyba wolałam o tym nawet nie myśleć...
Uśmiechnęłam się jednak smutno pod nosem, wstając ze swojego miejsca i idąc we wskazanym przez Fowlera kierunku. Zatrzymałam się tylko na chwilę, mijając jedną z futryn.
- Ćwok czy nie ćwok... Dziękuję. - Wyrzuciłam z siebie wyjątkowo lekko, oglądając się przed ramię wprost na blondyna, nim zniknęłam za drzwiami łazienki. Skorzystałam z chwili, by opłukać twarz zimną wodą, nim ruszyłam w poszukiwaniu leków przeciwbólowych. Co jak co, facet wiedział jak urządzić sobie schron.
Chwilę zajęło, nim mogłam powrócić do Dale'a. Jak bardzo dziwne by się to nie wydało - sprawdzałam ulotkę każdej tabletki, która przewinęła się przez moje dłonie i takową posiadała - nawet mimo usilnej chęci wciągnięcia ich wszystkich, tak na raz. Mimo wszystko - uzależnienie tak łatwo nie chciało odpuścić, ale... Miałam świadomość, że nie rozchodziło się teraz tylko o moje dobre samopoczucie.
W końcu jedna z pastylek trafiła do moich ust. Pozostało odczekać konstytucyjne trzydzieści minut, nim zacznie działać.
- Myślisz... Myślisz że Kersey też z tego wyszedł? - Zapytałam, opuszczając łazienkę. Tak, wciąż się o niego martwiłam. Oboje ryzykowali o wiele za dużo dla mnie. A ja... Nigdy bym sobie nie wybaczyła, jeśli któremukolwiek z nich coś się przez to stanie. Już teraz plułam sobie w brodę za stan blondyna. Nie mogłam do tego dokładać kolejnych ofiar.
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-10-13, 02:32
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Westchnął cicho pod nosem. Aaron. Gdzie ten człowiek właściwie się podziewał? Odkąd znał Sami, cóż... Chyba nie był najlepszym bratem.
Dlaczego to nie on ją uwolnił, czy w ogóle wiedział co się z nią działo? Chyba... Chyba nie powinien poruszać tego tematu dlatego wolał to przemilczeć. Pokręcił tylko głową zrezygnowany i trochę się skrzywił. Bolało, rana była świeża i cały czas piekła - nie pomogło nawet to cholerne znieczulenie w postaci wódki. Właściwie... Ile czasu temu pił? Ile spał? Chyba krótko, ale głowy by nie dał. Propo głowy... Też bolała.
Podążył za nią wzrokiem i gdy zniknęła za drzwiami ciasnej klitki, którą nazwał łazienką podwinął delikatnie bandaż, by spojrzeć na stan rany. Gaza była cała czerwona. Kurwa mać.
Czy zawsze ktoś musiał do niego strzelać? Nie mógłby go ktoś dla odmiany nie wiem, powitać z uśmiechem? Która to już kulka?
Co do schronu... Potrzebował takich miejsc - awaryjnych. Takich w których zawsze mógłby się schronić, dlatego utrzymywał kilka takich w porządku - dostarczał tam jedzenie, gdy się kończyło, wodę, leki, broń... Nigdy nie wiadomo w której części kraju się znajdzie i czego będzie potrzebował. Przez wiele lat żył jak zwierzę, musiał się ukrywać, dlatego nauczył się być skrupulatnym w tych kwestiach. I jak widać - to się sprawdzało.
Sam wróciła, a on wskazał jej głową, by do niego podeszła.
- Daj mi tabletkę, albo daj mi się napić. A najlepiej to i to. Boli jak skurwysyn. - rzucił przymykając oczy - celowo nie odpowiedział od razu na jej pytanie. Nie znał na nie odpowiedzi, wiedział za to na pewno jak wiele ten człowiek dla niej zaryzykował. Nie ważne kim był wcześniej, co zrobił w swoim życiu... Koniec końców zachował się jak trzeba.
To ich łączyło - Sam. Oboje byli dla niej gotowi poświęcić cholernie wiele.
- Brian to silny gość. Trochę wspólnie przeżyliśmy, kiedyś, daleko za granicą... Wiem, że ciężko go dopaść, ale... Ale nie umiem Ci odpowiedzieć na to pytanie. Mogę Ci obiecać, że z czasem spróbuję się dowiedzieć co się z nim stało, ale na razie... Na razie postaraj się o tym nie myśleć. Musisz dojść do siebie, musimy pomyśleć co dalej, to... - przerwał na chwilę i syknął cicho z bólu. Podniósł się na materacu, by trochę wygodniej oprzeć się o ścianę.
- Następne dni, może tygodnie... Będą cholernie ciężkie. Zanim przypomnisz sobie jak wygląda normalne życie, zanim zaczniesz normalnie jeść, normalnie chodzić, normalnie... Normalnie spać... - Wiedział co to znaczy dochodzić do siebie po czymś takim. Wiedział jak będzie jej ciężko, ale przecież... Przecież po to go miała.
Mocno wierzył w to, że jest w stanie jej pomóc.
- Ale nie zostawię Cię. Z tym, że jest kilka kwestii, ja... muszę Ci coś powiedzieć. Colleen, ona... Ona żyje. I to... To nie wszystko.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2019-10-13, 22:24
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Gdy tylko do moich uszu dotarła prośba mężczyzny, niemal od razu cofnęłam się do łazienki po blister tabletek, by po chwili rzucić je w kierunku blondyna. Sama nie wiedziałam, na ile ten szajs sobie poradzi z bólem, który aktualnie nam dokuczał, ale... Czy mieliśmy lepszy wybór? W końcu szpitale i lecznice odpadały, a ja... Ja nawet nie znałam nikogo, kto mógłby nam pomóc "na lewo". Ale może... Może Fowler znał?
- Przynajmniej tego drugiego nam nigdy nie zabraknie. - Dodałam po chwili dość smutno, zgarniając z jednego z blatów otwartą już dawno butelkę. Dalej się nienawidziłam za to, kim się stałam. Za to, co się ze mną działo... Ja... Ja nie chciałam być mutantem. Nie takim. Nie tylko po to, by szkodzić. Bo przecież... Przecież nie widziałam żadnych dobrych stron mojej mocy. Czy to miała być kara za wszystkie ostatnie lata? Czy znajdę jakiś użytek poza lewą sprzedażą tej wątpliwej jakości trunków, które może kiedyś uda mi się wytwarzać świadomie?
Usiadłam w końcu na materacu, koło Dale'a, opierając się plecami o ścianę. Swój wzrok skupiłam gdzieś przed sobą, co chwilę wędrując spojrzeniem na sufit - ku oślepiającemu światłu z żarówki. Cóż... Wiele się to nie różniło od celi, nawet, jeśli względnie mogłam mówić "o wolności".
- Obawiam się że żadna przygoda wojskowa nie może się równać karze za dezercję... - Wyrzuciłam z siebie czując, jak poczucie winy wręcz rozrywa mnie od środka. Teraz, gdy byłam tutaj, z przyjacielem - zrozumiałam że to wszystko moja wina. To moja panika go do tego doprowadziła - do zdradzenia Rządu. Nie, żebym tę instytucję kiedykolwiek popierała, ale.. Ta wymiana wydawała mi się teraz tak bardzo nierówna. On... On przecież miał szansę na normalne życie. A ja? Czy pozostanie mi się ukrywać pod ziemią do końca życia? A co, jeśli nawet teraz nie jesteśmy bezpieczni? Co, jeśli już za kilka minut wparują tu szwadrony, zamykając nas oboje i to wszystko tak naprawdę nie miało sensu? Tak samo jak mowa o normalności - nie można już wrócić do stanu sprzed wojny. Po prostu... Nie można.
Moje spojrzenie niemal odruchowo jednak wróciło do mego towarzysza, gdy tylko usłyszałam to syknięcie. Tak dobrze to rozumiałam - bo sama miałam ochotę krzyczeć. Wiedziałam, że oboje potrzebujemy spotkania ze specjalistą, a mieliśmy... Tylko siebie.
- Jak rana? - Zapytałam, sięgając do stołu gdzie wciąż leżały nierozwinięte bandaże i kilka gaz z poprzedniego wieczoru. Nie miałam jak inaczej się odwdzięczyć za wszystko co dla mnie zrobił, niż chociaż dbając o tę ranę postrzałową. Nim jednak wróciłam na swoje miejsce i próbowałam się dobrać do jego klaty (hehe), ten mnie wyraźnie zaszokował.
Coleen. Dobrze przecież wiedziałam, że żyje. Doskonale poczułam to na własnej skórze.
- Ja... Wiem. Ale ona... Nie jest sobą... - Wyznałam, wzdychając ciężko. Chyba dopiero teraz zrozumiałam, jak wielkie miałam szczęście, że nie spotkało mnie to, co jej. Przecież ona w ogóle nie pamiętała, kim była. W ogóle nad sobą nie panowała... Mimowolnie podniosłam jedną ze swoich dłoni do własnej szyi. To... To było straszne miejsce, gdzie nawet ci, którzy kiedyś ratowali Ci życie, stawali się Twoimi wrogami.
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-10-13, 22:56
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Uśmiechnął się smutno słysząc jej słowa. To prawda - alkoholu nigdy nie brakowało. Życie zmuszało ich do tego cholernego pijaństwa, bo nie ma co ukrywać - oboje mieli z tym problem.
Tylko, że tak było o wiele prościej, wódka znieczulała.
- Taa. - mruknął tylko w odpowiedzi i przesunął się tak, by mogła usiąść koło niego.
Również wbił wzrok gdzieś przed siebie i westchnął cicho.
- To prawda. Jeśli wpadnie w ich ręce, cóż... Nie można mieć wielkich nadziei na to, że wyjdzie z tego cało. Nie mamy jednak jak mu pomóc, poza tym... Oboje doskonale wiedzieliśmy w co się pakujemy. Był na to gotów, wiedział co może się wydarzyć. - powiedział spokojnie i zerknął na nią. Przypomniał sobie swoją ostatnią rozmowę z Brianem. Gdyby po raz kolejny stanęli na przeciwko siebie - tym razem jako wrogowie - Dale nie zawahał by się. Pociągnął by za spust. Niestety w jego życiu nie było miejsca na sentymenty.
- Jakoś. Chyba nie najlepiej. Nie wiem. - wzruszył ramionami. To w tej chwili miało dla niego najmniejsze znaczenie.
Prawda była taka, że znalazł się w cholernie paskudnej sytuacji - i nie chodziło wale o ranę postrzałową.
Dopiero odzyskał Colleen, a zaraz musiał ją zostawić, by pośpieszyć Sam na ratunek. W dodatku... Kurwa, dowiedział się, że jest ojcem. Jeśli wierzyć tej wiadomości, którą otrzymał... Gdzieś tam trzymają jego dziecko. Prawdopodobnie przeprowadzają na nim jakieś badania, a on nie mógł zrobić absolutnie nic.
Uniósł brwi na odpowiedź przyjaciółki.
- Uhm... Wiesz? - nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogli się gdzieś spotkać, a jeśli wiedziała więcej niż on? Jeśli wie co jej tam robili, jak ją traktowali, co zrobili z jej głową? Tylko... Tylko, że Dale nie był do końca pewien czy chce to usłyszeć.
- Jestem ojcem. Colleen była w ciąży. Urodziła gdzieś... Gdzieś tam. Oni mają... Oni mają moje dziecko. - powiedział wreszcie i opuścił głowę. Zacisnął dłonie w pięści i odetchnął głębiej. Cholera, było tyle spraw, którymi trzeba było się zająć, a on... A on powoli nie miał na to wszystko siły.
- Zawsze wszystko robiłem sam, ale teraz... Teraz nie dam rady. Ich jest zbyt wielu. - dodał po paru chwilach ciszy.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2019-10-14, 02:38
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Jego słowa... Wcale mnie nie pocieszały. Wręcz mogłabym przysiąc, że coraz gorzej się czułam ze świadomością, jak wiele oboje musieli poświęcić dla mojego bezwartościowego życia. Bo kim byłam? Zwykłym ćpunem, alkoholikiem, słabą jednostką w tym padole cierpienia. Nic nie znaczyłam - o czym codziennie przypominały blizny na moich przedramionach.Byłam jednym, wielkim gównem na tym świecie a w moich osiągnięciach nie można było znaleźć nic poza zdradą i... Zapłodnieniem?
Kurwa mać. Przez tego małego pasożyta, który od tylu tygodni decydował o moim życiu, prawdopodobnie dwójka najbliższych mi osób musiała poświęcić... Siebie. To... To wcale nie był uczciwy układ.
Czułam ścisk w gardle. Czułam wyrzuty sumienia. Ale czułam też wściekłość, bezradność, chęć... Chęć zemsty.
Chyba nigdy wcześniej nie odczuwałam tak silnie tego uczucia...
- Był oślepiony... - Skomentowałam krótko zachowanie Kerseya. Doskonale wiedziałam co nim kieruje, a jednak... Wykorzystałam to. We własnej bezsilności wykorzystałam go, a teraz nie mogłam się z tym pogodzić.... - On... On nigdy by tego nie zrobił, gdyby nie... Gdybym ja... - Sama nie wiedziałam jak to z siebie wydusić, nie wiedziałam, jak o tym w ogóle mówić. Było mi tak cholernie wstyd, czułam się załamana sama sobą. Ale teraz nie było chwil na słabości. Nie było czasu na sentymenty...
- Pokaż to. - Odparłam w końcu, chyba samej chcąc zająć czymś myśli. A czy może być coś lepszego niż wciąż krwawiąca rana? Niezależnie od tego, czy facet ze mną współpracował czy nie - zamierzałam mu pomóc. Za dobrze go znałam i doskonale wiedziałam, jak zakończy się jego "leczenie". Dlatego bez większych ogródek - jeśli sam tego nie zrobił - sama podwinęłam jego koszulkę do wysokości rany. Nie wyglądało to dobrze. Ale... Musiałam zachować pokerową twarz, nawet, jeśli piekielnie się teraz bałam, a ból rozrywał mnie od środka. Jak dobrze, że chociaż to nauczyłam się tak dobrze maskować.
Musiałam zerwać stary opatrunek i oczyścić ranę, by móc na nowo obłożyć ją gazą. Wiedziałam, że to zdecydowanie za mało, a sama pewnie narobiłam większych szkód zeszłej nocy, niż to było konieczne. A co najgorsze - do głowy z pomocą nie przychodził mi nikt, poza... Rocky. Tylko czy mogłam ją prosić o pomoc, gdy byłyśmy tak poróżnione?
- Byłeś w Bractwie, prawda? - Zapytałam w końcu, gdy wciąż oczyszczałam jego ranę. Gdy jednak mi wyznał, jak wielkie zmiany zaszły w jego życiu... Oniemiałam.
- Widziałam... Widziałam ją kilka dni temu. Na bloku X. Wystawili ją między innych więźniów, wcześniej... Chyba była izolowana. Nie wiem czy nie miała zostać kundlem. Na to... Na to wyglądało... - Wyznałam dość niechętnie, czując jak z każdym kolejnym słowem się łamię. - Ona... Nie była sobą. Zaatakowała mnie na wspomnienie o Bractwie. - Dodałam po chwili, niemal na nowo czując jej wychudzone palce na własnej szyi. To nie było przyjemne uczucie. Ale gdy tylko wspomniał o tym dziecku... Zrozumiałam.
Moja dłoń mimowolnie powędrowała na mój brzuch, w kierunku tego małego kłopotu, który pchał mnie ku tak wielu irracjonalnym decyzjom. - Nawet nie chcę wiedzieć co ona... Co Wy musicie przechodzić. - Stwierdziłam ze łzami w oczach. Przecież... Przecież właśnie o to chodziło. Wiedziałam, co robili z dziećmi mutantów. Dlatego tak błagałam Kerseya o śmierć, gdy tylko się dowiedziałam. Wolałam to od świadomości, co mogą robić tej małej kruszynie, gdy już się urodzi. Przetarłam nos własnym rękawem, by po chwili prychnąć w bezradności. - Chyba dokładnie to kierowało Brianem. Nie chciał... By i mnie spotkał ten los. - Pokręciłam głową, pozwalając kilku łzom powoli spłynąć po moich policzkach. Nie wiedziałam, na ile Kersey wprowadził Dale'a w naszą sytuację, ale liczyłam, że jeśli jeszcze o niczym nie wiedział - to będzie wystarczający znak, by się domyślił...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum