Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2020-04-12, 22:50
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Mógł sobie myśleć ile chciał, Ims raczej nie była specjalnie wstydliwą osobą, jeśli chodzi o swoje ciało. Przeszkadzało jej to, że waży trochę za mało, ale poniekąd przyzwyzaiła się do takiego stanu rzeczy, bo przy używaniu przez nią mocy spalała więcej kalorii niż przyjmowała, bardzo często. Więc było jak było i wiele się nad tym nie zastanawiała, bo sama często nie patrzyła na fizyczne aspekty wyglądu innych osób, przynajmniej nie było to jej glowne kryterium wyboru.
Spojrzała na kanapki, ale obecnie zajmował ją za bardzo Phil siedzący na skraju wanny, co aż się prosiło..
- Nie jeste kurą domową i chyba zdązyłeś już to zauważyć. Lepiej dla mnie.. i dla wszystkich.. jak mieszkam w Bractwie. Albo w Rebelii. To już chyba bez różnicy obecnie - w końcu Hopper zniknął, oddawał przywództwo, musiała sobie radzić sama.
Znów. Zacisnęła na moment zęby, nie chcąc się teraz w to zaglębiać myślami. W końcu miała Neumanna chociaż na chwilę dla siebie. To nic, że zaraz musiał uciekać i nie wiadomo ile mu zejdzie.
Gdy znów spróbował upolować buziaka Imari wyciągnęla dłoń by oprzeć ją na karku mężczyzny, by się wychylił by ją pocałować... I pociągnęła go do wody. ac
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Uparta była. Nie miałem przecież na myśli typowej kury domowej… A może miałem? Pewnie z tego względu, że sam nie czułem oporów przed nazywaniem siebie w tej chwili podobnym mianem. Rządziłem na tym terenie, więc i byłem tu gospodynią, a co!
Postanowiłem skorzystać z koła ratunkowego zwanego językiem miłości.
- Mon amour, je ne voulais rien dire de mal. Je t'aime et je veux te donner tout ce que j'ai! – odparłem do niej jak najbardziej poważny i zaraz zamilkłem, bo brzmiało to niczym oświadczyny. Zagubiłem się gdzieś w pewnym momencie, zanadto zaleciałem i tak wyszło… Ale nie był to odpowiedni moment. Nie mógł być. Wyciągnięcie z kieszeni marynarki pudełeczka jedynie by mnie ośmieszyło. Ja to wiedziałem, wiedziałem aż zanadto! Ale przynajmniej miałem pomysł na język, którym powinienem się posługiwać w trakcie oficjalnych zaręczyn. Francuskim! Myślę, że po japońsku niewiele by zrozumiała, a francuski… Ach, francuski!
Nie zdążyłem jednak dorzucić do swych słów puenty, bo wylądowałem w wannie. Myślę, że chyba będą nici z mojego powrotu do fabryki. Myślę, że jak najbardziej, jeśli Imarka dalej będzie mnie tu sobą kusiła.
Oczywiście, nie obraziłem się ani nic. Wybuchnąłem śmiechem, bo ja to takie bardziej dziecko byłem. Bezceremonialnie więc pomacałem sobie jej udo pod wodą.
- Et vous serez toujours la dame de cette maison… Je le pensais! – skwitowałem, bo właśnie o to mi chodziło, kiedy mówiłem, że pragnę jej oddać wszystko, co mam. Nazwanie jej gospodynią domową było nawiązaniem do tego, że będzie rządzić tu twardą ręką, a nie, że zamierzam ją tu zamknąć z garami i niech gotuje. Nie, nie, nie. Ja mogę gotować! Ja kochałem gotować, szczególnie że umiałem! Ona mogła pachnieć i ładnie wyglądać.
Więc teraz, kiedy wszystko już było jasne, postanowiłem odebrać to, co do mnie należało. Chwyciłem się krawędzi wanny, by się nieco jakoś unieść i złożyć na jej wargach soczysty pocałunek. Żałowałem aby, że ta wanna taka mała… Mogłem ją zabrać do tej swojej. Ta miałbym większe pole do popisu.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2020-05-18, 09:26
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Phil zapewne wiedział, ze zamknąc Imari w domu się nie da. Uniosła brew gdy wyznał jej.. właściwie miłość, chociaż innymi słowami, bo miala nadzieję, że nie wyskoczy z kolejnymi oświadczynami. Przynajmniej teraz był trzeźwy, ale ona siedziała w wannie więc czas nie był idealny, poza tym przed chwilą wyciągał ją z brudnego magazynu, a do tego była zmęczona jak.. Na szczęscie nie wpadł na taki pomysł. Wpadł za to do wanny.
Roześmiała się, co w sumie od jakiegoś czasu zdarzało jej się raczej rzadko i podniosła się, wspierając na bokach wanny. Wymagało to trochę gimnastyki, ale poszlo jej nad wyraz sprawnie, bo ułożyla się na Philu, wciągając go przy okazji bardziej w wodę. I tak był już mokry, więc w sumie teraz nie robiło to różnicy.
- Mam nadzieję, że to o to ci chodziło.. - mruknęła - Bo jak chcesz mnie tu zamknąć i czekać aż będę gotować to możesz umrzeć z głodu! Nadal się nie nauczyłam - parsknęła, bo nigdy w to dobra nie była. Potrafiła parzyć herbatę.. ale z gotowania niewiele jej wychodziło.
- No, może dzisiaj dam się zamknąć w sypialni, żebym mogła się wyspać. Ale poza tym to nie! - to tak, żeby wiedział na pewno ze nie ma na co liczyc w kwestii królewny w zlotej wiezy!
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Właściwie to wybuchnąłem śmiechem, bo to imarkowe wrzucenie mnie do wody i podtopienie skojarzyło mi się z praniem. Czyli mogłem rzec, że Imarka mnie właśnie sprała, haha. Albo podtapiała… Hehe. Może to ona powinna być tu szefem mafii, skoro miała ku temu ciągoty i nawet jej to dobrze szło, gdybym nie miał tylu różnych kończyn, kręgosłupa i gdyby mnie właśnie ciskała pod wodę w basenie… chociażby.
- NIE BĘDĘ CIĘ ZMUSZAŁ DO GOTOWANIAAA! AAA! OBIECUJĘ JA TOBIE! – zawyłem, rzecz jasna teatralnie, bo przecież ja Imarci się nie bałem. Chyba. To właściwie kwestia sporna, bo kiedy tak pomyślałem chwilę temu, że mógłbym jej się naprawdę oświadczyć, to aż mnie ścisnęło w żołądku. Nie, nie, nie. Wolałbym się stąd ewakuować… Do Kanady chociażby. A może lepiej do Australii?
- I mam nieodparte wrażenie, że śmiesz powątpiewać w moje zdolności kulinarne… To następnym razem zrobię madame coś bardziej wymyślnego do jedzenia aniżeli kanapki, skoro tak się rzeczy mają – stwierdziłem tym razem wielce dumnym i urażonym tonem, próbując tak jakoś się okręcić, by przytulić do siebie Imarkę. Tego dokładnie w tej chwili nam brakowało. Naszej dwójki. Tulącej się. W wannie. Pominę fakt, że w mych wizjach to my oboje raczej nadzy byliśmy. Cóż, nie można było mieć wszystkiego.
W końcu ją przytuliłem, a kiedy ją przytuliłem, dopadła mnie ponownie ponura rzeczywistość.
- Jak to bywa, że kiedy udaje mi się ciebie zaciągnąć w swoje skromne progi, to muszę jechać? Nie podoba mi się to – stwierdziłem, składając pocałunek na czubku jej głowy. Omnomnom. Pianka. Płyny. Cudna sprawa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum