Parsknął, słysząc jej słowa. Może trochę faktycznie tak było... Ale pewnie gorszą minę miała Addams. Może powinien jej po prostu pozwolić to wygrać, obydwoje byliby odrobinkę szczęśliwsi.
I żarty żartami, ale powoli schodzili na poważniejsze tematy i Hopper nie był pewny, na ile mu się to podobało. Chyba już nigdzie nie mógł uciec od widma zagrożenia, a tym razem nie odpowiadał tylko za swoje życie, a za pięćdziesiąt osób... i te dwadzieścia, które ciągle były gdzieś w DOGS. Gdyby tylko miał lepszy sprzęt albo znalazł jakąś prostą lukę w zabezpieczeniach ich bazy danych...
- Uważaj, bo odbierzesz mi robotę. To ja tutaj odpowiadam za przejmowanie się rzeczami, które się jeszcze nie wydarzyły... i upewnianie się, że się nie wydarzą. - I miał tutaj na myśli nie tylko samą wycieczkę Mercy do DOGS, ale też to, że gdyby tam trafiła, reszta Bractwa przetrwała. Może to był brutalny sposób myślenia, ale nie miał zamiaru pozwolić żeby wydarzenia z marca kiedykolwiek się powtórzyły.
- Mercy, nie istnieje jakaś uniwersalna lista traumatycznych przeżyć, które kwalifikują cię do miana pokrzywdzonych przez los - odpowiedział jej tylko. Tak, ludziom działy się gorsze rzeczy, ale to nie znaczyło, że to co jej się przytrafiło nie było okropne i że nie mogło jej być z tym ciężko. Cholera, wystarczy posłuchać co było traumami, po którym mutantom odblokowywały się moce. Czasami otarcie się o śmierć... a czasami rozwód rodziców.
- Wiesz, czasami się zastanawiam na ile niektóre rzeczy zostały mi w głowie przez moją pamięć, a na ile przez to, że to po prostu były rzeczy, które zostają w głowie - rzucił, znowu niespodziewanie dzieląc się jakąś głęboko skrywaną częścią swojego życia. I nie był pewien, czy odpowiadać na to jej pytanie, ale skoro ona to zrobiła i uzewnętrzniła się przed nim... Chyba był jej to winien. - Uhm... Myślę że głównie chodzi o jedną, starą sprawę... Więc, miałem grupę przyjaciół, bez których pewnie dawno byłbym martwy albo w laboratorium, którzy mi ufali i których zawiodłem przez własną krótkowzroczność i głupotę. A teraz, z tego powodu, wszyscy są martwi.
Może to nie była pełna historia, nawet pełna, pozbawiona kontekstu historia... ale powiedział jej, tak?
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-09-03, 12:17
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Poważniejsze tematy to coś, co przychodzi całkiem naturalnie w poźnonocnych godzinach. Zadziwiająco łatwo wtedy je poruszyć, chociaż kilka godzin później, po wschodzie słońca już wydają się ciężkie i niemożliwe do wyartukułowania. Trzeba korzystać, póki jest taka możliwość i można się rpzed kimś otworzyć na te kilka chwil, a potem przejść nad tym do porządku dziennego, jakby nigdy nic się nie stało.
- Wiem, że nie istnieje, ale wciąż uważam, ze to, co stało się mi nie ma żadnego.. porównania, nawet jeśli to okropnie niefortunne słowo, do tego, co dzieje się innym i jakoś potrafią z tym żyć i funkcjonować, lepiej niż ja - była tego wszystkiego świadoma, a rownocześnie oskarżała się o bycie.. co, slabą? Sama nie wiedziała. Czuła sie winna, zdenerwowana, niezadowolona, smutna i milion innych rzeczy, których czasem nie potrafiła, a może nie chciała nawet nazwać.
- Zawiodłeś ich, bo nie potrafiłeś czegoś przewidzieć i był to zwykły przypadek czy zawiodłeś ich, bo.. coś innego? - zapytała, dość wprost, ale czy naprawdę powinna krążyć po niedopowiedzeniach, kiedy rozmawia z własnym bratem, który do tego dzieki swojej mutacji miał być diablo inteligentny? Wolała chyba wypowiadać swoje myśli bardziej wprost, żeby nie być posądzoną o psychologowanie sobie, co i tak robiła, ale często dosć nieświadomie i zwyczajnie odruchowo, chcąc po prostu.. pomóc komu się da.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
- Cóż, może nie potrafią. Są po prostu lepsi w udawaniu - odpowiedział jej po prostu. Zanim to powiedział na głos nawet nie uświadomił sobie jaki to może mieć wydźwięk. To nie miało być o nim - nie było - po prostu chciał ją uświadomić że był jeden czynnik którego nie brała pod uwagę. Tymczasem, Mercy nie była głupia, na pewno spróbuje ułożyć jakąś logicznie wyglądającą w jej głowię historyjkę z tego jego nocnego biegania i tej rozmowy... a on naprawdę nie miał problemów z rzeczami, które przeżył. Z pewnością. Nie musiała się tym przejmować, nie powinna, Nie żeby był na nogach przez koszmary a 2 miesiące wcześniej planował własną śmierć. I to wszystko w jakiś sposób sprawiało, że poczuł się naprawdę dziwnie. Chyba powinien jak najszybciej zmienić temat... Ale po tym ostatnim pytaniu. W końcu jeśli da jej czego chciała, łatwiej będzie mu coś z niej wyciągnąć.
- To nie był przypadek. Gdybym się zastanowił przez pięć minut zorientowałbym się na co się zanosi - odpowiedział, trapiąc się po głowie. Chyba to był ten moment w którym już nie chciał dalej ciągnąć tematu. Opowiedział o tym Wallace... Ale ona wiedziała jaki on był. Zdawała sobie sprawę, że w jego życiu musiały się stać rzeczy... A Mercy ciągle go uważała za takiego samego Willa. - Te koszmary... to coś konkretnego czy ogółem atak? - spytał. Po prostu chciał wiedzieć, a biorąc pod uwagę ile jej właśnie powiedział - należało mu się.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-09-06, 15:16
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Historyjkę ułoży sobie na pewno, tego może się spodziewać już teraz. Zapewne od razu połączyła to w jedną, zgrabną całość, która mówila wyraźnie, że Hopper po prostu lepiej udaje, a nie nie ma problemów z tym, co dzialo się w jego życiu. Czy czuła sie z taką wiedzą lepiej? Sama nie wiedziała. Miała nadzieję, że to tylko ona tak kijowo sobie radzi, a najwidoczniej nie. Po prostu musiała nauczyć się lepiej udawać. Nigdy nie była w tym wybitna, nie ukrywała swoich uczuć ani emocji.
Pokiwała głową z cichym "och" na jego słowa. Czyli zapewne obwinial się o to, tak jak i ona. Widziała, że nie można go cisnąc, by coś powiedział, bo zapewne utnie temat i nie wrócą do niego.. A tak była możliwość, że jakoś uda się temat kontynuować. Oczywiście, że chciała wiedziec jak najwięcej, bo Will był jej bratem, a ona byla ciekawska, ale też dlatego, że... może by to mu pomogło? Wygadanie się. Wydawał się bardzo zamknięty. Miała tylko nadzieję, że rozmawia więcej z Tildą.. ale ta też wolała nie mówić nic niż mówic cokolwiek.
Czy uważała, go za takiego samego? Nie. Nie, w końcu widziała conieco w jego głowie ze wspomnień, które jej pokazał, reszty mogła się domyślać, był o wiele bbardziej ostrożny, zamknięty, może trochę wycofany, choć to nieodpowiednie słowo.
- Ehm.. różnie. To znaczy na początku miałam powtórki z ataku.. A poźniej.. że to się powtórzy, że ludzie, których już lepiej poznałam giną.. że kogoś łapie DOGS albo GC, że... no, pełno tego jest - wzruszyła ramionami - Głównie jakieś wariacje z atakiem, ale w nowych konfiguracjach.. - westchnęła. wcale nie było tak łatwo o tym mówić jak jej się wydawało.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
To nie była kwestia chujowego radzenia sobie z tym. To była kwestia tego, że to było chujowe. Nikt normalny nie powinien przechodzić nad takimi rzeczami do porządku dziennego i - kto wie - może to znaczyło, że Hopper jeszcze nie był tak zepsuty? Że były w nim jeszcze jakieś resztki normalności? Sam nie wiedział. Z resztą, to nie było w jego stylu, szukanie pozytywów. On był człowiekiem od wieszczenia katastrof i za każdym razem kiedy o tym zapominał, pozwalał sobie udawać że nie wszystko musi się skończyć tragicznie - cholernie tego żałował. Nie powinien dać się ponosić emocjom, bezmyślnej euforii. Tak naprawdę to właśnie to zabiło Elvirę dziesięć lat temu i to zabiło trzydziestu czterech mutantów z Bractwa.
Nie ważne jak dziwnie to by nie brzmiało, Will miał wrażenie że wyrzucenie z siebie tego wszystkiego faktycznie zrobiło mu lepiej... ale nie mógł o tym opowiedzieć Mercy. Ona nie wiedziała jaki był naprawdę, jak bardzo się zmienił, a on... naprawdę nie chciał jej tego uświadamiać. Czy to było aż tak złe, że nie chciał, żeby jego własna siostra zobaczyła jakim potworem się stał przez te jedenaście? Ona była na to wszystko za dobra, zadręczała się przez sam atak, a coś takiego? Nawet nie chciał myśleć co by o nim pomyślała... Cholera, może nie powinien był jej w ogóle wpuszczać do swojej głowy. Pewnie wszystko by się dla wszystkich lepiej skończyło, gdyby po ich spotkaniu wywiózł ją do Kanady.
Hopper nie miał pojęcia co odpowiedzieć siostrze. Że jeśli tu zostanie, to właśnie to się stanie? Zostając przy tym życiu prędzej czy później będzie musiała oglądać jak jej przyjaciele giną albo zostają szczurami laboratoryjnymi w DOGS. Will mógł próbować jej tego oszczędzić... ale jak widać, szło mu chujowo.
- Postaram się jak najszybciej załatwić ci te tabletki - obiecał. - Gdybyś chciała się o tym wygadać... wiesz, kręci się tutaj biegający po nocy idiota - zaproponował niezręcznie. - Jest dość nieznośny, więc jeśli coś się będzie działo i tak się jakoś dowie, więc, w zasadzie, mówiąc mu od razu oszczędzisz mu trochę roboty i martwienia się - zauważył. Nie, wcale nie próbował jej zmanipulować.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-09-19, 12:58
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Zapewne, jeśli przyjdzie jej nad tym rozmyślać w swojej bezsenności to dojdzie do podobnych wniosków, choć nie uważa Hopper za zepsutego. Miała bardzo, bardzo słabe pojęcie o tym co i jak sie z Willem działo - widziała, że nosi broń, że raczej nei jest to atrapa i że potrafi się nią poslugiwać, widziała, że trochę inaczej się rusza... Niemniej jednak, to nadal było bardzo niewiele i mogło znaczyć cokolwiek.
Gdyby zapytał ją teraz czy chce wiedzieć dokładnie co robił przez ten czas odpowiedziała by, że tak. Bez chwili zawahania. A gdyby poznała prawdę pewnie wcale nie zmieniła by zdania. I to w sumie nawet nie dlatego, że była ciekawska, a po prostu.. martwila sie, zależało jej i tak dalej. Co poradzić na to, że była tak okropnie, do szpiku dobra, mimo wszystkiego co działo się naokoło?
Wiedziała też, że zostawanie tutaj nie jest najbezpieczniejszym, co mogła zrobić i lepej byloby, gdyby udalo jej się przedostać do Kanady. Ale nie było takiej opcji, że zostawi Willa, Claire i Bractwo, któremu może pomóc swoją mocą - chociaż trochę - samych. Nie i koniec.
- Wiesz, ze to działa w dwie strony, nieznośny, biegajacy po nocy idioto? - uniosła brew - Chociaż czasem mam wrażenie, ze to jak mówienie do kamienia.. bardzo upartego kamienia.. Komuś mógłbyś się wygadać.. w pełni. Nawet, jeśli nie mi - wzruszyła ramionami. Jasne, że chciałaby, żeby to była ona. Oczywiście. Ale z drugiej strony była w stanie zaakceptować to, że rozmawiał by z Tildą albo Valerie, bo ważne było, żeby porozmawiał z kimkolwiek.. Mogło mu to pomóc. Może zrozumieć kilka spraw, spojrzeć na nie inaczej, nawet jeśli był pewien, że jest nieomylnym dupkiem geniuszem.
Wzruszyła ramionami po chwili, jakby miał zaraz zacząć coś wymyślać albo odsuwać temat, więc zrobiła to za niego. Nie chciała naciskać.
- Wiesz co? Mam coś dla ciebie - stwierdziła nagle - Poczekasz tu moment? Możemy iść potem razem pobiegać - zaproponowała.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Naprawdę doceniał tę propozycję Mercy, tak samo jak wszystko co dla niego zrobiła... ale nie. Nie miał najmniejszego zamiaru jej się z tego zwierzał, nie miał zamiaru o tym gadać. Nie wiedziała kim teraz był i nie chciał tego zmieniać. Z resztą nie ważne jak bardzo by się starała, tak naprawdę nie zrozumiałaby. I może najważniejsze w tym wszystkim... Nie chciał jej współczucia. Nie chciał żeby sposób w jaki go traktowała zmienił się w jakikolwiek sposób, nie ważne czy przez to co zrobił, czy przez to czego doświadczył. Uśmiechnął się tylko na tę jej propozycję, unikając bezpośredniej odpowiedzi.
- Chyba to zrobiłem - przyznał, drapiąc się po głowie. Naprawdę, nie miał pojęcia dlaczego jej o tym mówił. Żeby się nie martwiła? Nie miał pojęcia. Ale chyba faktycznie czuł się nieco lepiej, od kiedy w końcu powiedział o wszystkim Mattie. Może to była kwestia tego, że od jakiegoś miesiąca nie mógł się pozbyć uczucia, jakby coś przed nią ukrywał... i nie, nie chodziło o jego migreny. W ich przypadku miał rację, co potwierdzały nawet ostatnie słowa dziewczyny. To była kwestia tych wszystkich złych rzeczy które zrobił w życiu... a to, że Matilde została mimo wszystko... tak, to było całkiem niesamowite. Ciągle go chciała, mimo wszystko, i to był powód, przez który tak naprawdę spadł mu kamień z serca.
- Uhm... okay - odpowiedział jej na to dziwne pytanie. Jasne, mógł poczekać tutaj te pięć minut, i tak nie miał nic do roboty.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-09-20, 18:06
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Wiedziała, że nie jest z nim łatwo, dlatego specjalnie więcej nie naciskała. Każdy mial swoje.. strachy, jeśli tak można to nazwać. Czy podejście Imari zmieniło by się, gdyby się dowiedziała? Nie miała pojęcia. Teraz mogła jedynie gdybać.
- Powiedzmy, ale niech ci bedzie - uśmiechneła się do mężczyzny. Czy wiedziała, że to taka sprytna półprawda? Pewnie tak. Ale naprawdę nie miała pojęcia co mógł przejść jej starszy brat. Naciskanie go jednak nigdy nie przynosiło niczego dobrego.
Ruszyła więc w stronę sypialni, skąd wróciła po pięciu minutach, z rękami za plecami.
- Zamknij oczy - poprosiła, stając przed nim, z całkiem łobuzerskim uśmiechem - I nie komentuj! - fuknęła zaraz po tym, bo widziała jak otwiera usta, marszcząc się w jakimś dziwnym grymasie, który znała aż za dobrze.
- Wyciągnij ręce. I nie podglądaj, bo widzę jak mrużysz powiekę - zmarszczyła brwi, bo już prawie wyciągnęła co miała za plecami.
Poczekała aż wystawi dłonie pod siebie, i upewniwszy sie, ze zamknął oczy postawiła mu na rękach.. Misia.
Zmęczonego życiem misia z jednym oczkiem bardziej, trochę poprzecieranego tu i ówdzie, wyraźnie wytulonego prawie do granic możliwości.
- ...pamiętasz? - tłukli się o tego misia jako dzieciaki. Mama kupiła im drugiego, ale nikt go nie chciał. Chyba wydali go komuś w szkole. Imari miała od tych walk bliznę na ramieniu, Hopper gdzieś na dłoni, niewielką, mogła być już niewidoczna.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Akurat tym razem był z nią zupełnie szczery - naprawdę z kimś o tym porozmawiał, nie ważne jak bardzo to do niego nie pasowało. Jasne, chciał, dać jej taką odpowiedź, żeby więcej nie drążyła i dała mu spokój... Ale chyba też chciał się z nią tym podzielić. Nawet nie potrafił znaleźć powodu czemu, po prostu. Może żeby się nie martwiła. Naprawdę, radził sobie sam przez tyle lat, nie musiał nikomu się wygadywać... Ale jeśli musiała wiedzieć, to się wygadał. Znał to życie, potrafił w nim funkcjonować. Jeśli trzeba było o kogoś tutaj się martwić, to właśnie o Mercy... Ale przecież nie mogła tego zauważyć, prawda? Była sobą, zawsze zrzucała to na dalszy plan, nawet kiedy nie powinna. To wszystko nie mogło się dla niej dobrze skończyć... Ale po to tu był. Żeby nie dopuścić, żeby to się stało. Był jej to winny, za to co ściągnął na ich rodzinę te jedenaście lat temu.
Kiedy Mercy wróciła z niespodzianką, Hopper już otwierał usta, żeby rzucić coś o tym, że jego młodsza siostra planowała się go w końcu pozbyć... Ale dziewczyna zdążyła mu przerwać. Uniósł tylko oczy ku niebiosom, jasno dając do zrozumienia co o myślał o tym jej genialnym pomyśle. Choć może próbował myśleć, bo nie był w stanie powstrzymać delikatnego uśmiechu. Mercy.
Ostatnie czego Will się spodziewał, to był ten cholerny misiek. Oczywiste, że go rozpoznał, on nie zapomniał o takich rzeczach. To była raczej kwestia tego, że te jedenaście lat temu wszystko się zmieniło. Stracił całe swoje życie i tutaj nie chodziło tylko o jakąś metaforę czy przyszłość. Kiedy wyszedł wtedy z domu, nie zabrał nic ze sobą, jeszcze nie wiedział że powinien. Przez te jedenaście lat nie miał niczego ze swojej przeszłości, z tamtego życia. Pół roku temu, kiedy wrócił do ich starego domu, miał możliwość coś zabrać... Ale tego nie zrobił. Może było już dla niego za późno. Może nie chciał nijak naruszać swojego domu, wyglądającego dokładnie tak samo jak wtedy kiedy spędził w nim ostatni dzień. Może gdzieś podświadomie bał się tego co to za sobą niosło, powrotu do tych emocji... Ale kiedy Mercy wcisnęła mu tego miśka nawet nie miał pojęcia co poczuł. To było dla niego zbyt skomplikowane.
- Ja nie zapominam rzeczy - odpowiedział, nie mając pojęcia co jej powiedzieć i równocześnie starając się brzmieć zupełnie zwyczajnie. Huh, co ti za pytanie? Zapomniała że ma brata geniusza?
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-09-24, 18:21
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Obserwowała zmiany na jego twarzy i nie do końca potrafiła powiedziec o czym myśli jej brat. Był zadowolony, zły, smutny, że przyniosła tego misia? Nie potrafiła tego rozgryźć i w jakiś sposób ją to niepokoiło, chociaż nie miała pojęcia dlaczego. Jakby will zmienił się tak bardzo, że już nie była w stanie go zrozumieć, rozszyfrować po minie. Może wcale go już nie znała? Ta myśl przeraziła ją, chociaż nie potrafiła by powiedzieć dlaczego wszystko wewnątrz niej się skręciło w mały węzeł. Co jeśli to, co jej się wydawało było nieprawdą? To przerażające, jeśli miałaby go tak naprawdę nie znać, a on nic nie mówił albo nie chcial albo.. sam tej zmiany nie widział.
Nie zapominał. Jasne. Tak, to jedyny komentarz na jaki się zdobędzie? Nie miała pojęcia o czym obecnie myślał.
- Chciałabym, żebyś go zatrzymał - hej, właśnie oddawała mu swojego absolutnie ukochanego miśka po dobroci. To było coś, choć po jego minie.. nie miala pojęcia czy Will doceni.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Dlaczego chciała mu dać tego misia? Przecież zawsze próbowała mu go zabrać. Proszę bardzo, zabrała sobie, udało jej się i niech go trzyma u siebie. Naprawdę, miło było zobaczyć tego pluszaka, niezły kawałek historii, ciężko uwierzyć że kiedyś ich największym problemem było kto będzie trzymał tego misia... I tyle wspominek mu wystarczy. Dlaczego ona w ogóle chciała mu dać tego misia? Przecież to był tylko głupi misiek, nic więcej. Dla dzieci takie różne, dziwne rzeczy mają z jakiegoś absurdalnego powodu znaczenie, chociaż nie powinny. Dlaczego wytarty kawałek materiału wypchany watą miał mieć dla kogoś znaczenie? Dlaczego miał mieć dla niego znaczenie? Przecież to była zwykła głupota.
- Myślę, że powinien zostać u ciebie - odchrząknął. W końcu skoro miał dla niej jakieś znaczenie, to niech go sobie trzyma. Kim on był, żeby zabierać jej taką pamiątkę? Tak, właśnie. Niech sobie zabierze tego miśka i trzyma go gdzieś głęboko w szafie, mu się całkiem dobrze żyło z dala od niego.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-10-04, 18:16
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Zapomnij. Prezent, czy coś. Nie oddaje sie prezentów. Możesz go sobie schować do szafy, ale jak go wyrzucisz to obiecuje, ze go znajdę i wepchnę ci w odbyt - jak zawsze kochana młodsza siostra radziła sobie doskonale z emocjami, z którymi Will sobie nie radził i ubierała swoje groźby w słowa dość dobitne i działające na wyobraźnie. I choć mogło to brzmieć jak żart, to jednak żartować o misiu nie było wolno i teraz Hopper był na niego skazany już na wieczność. Może go wpakować na dno szafy, ale ma go mieć.
Gdyby Will nie był takim sentymentalnym dupkiem to by się po jedenastu latach nie pojawiał w jej herbaciarni, bo w ogóle by o tym nie myślał. Tak samo nie chciałby pomóc Valerie z ucieczką do Kanady, z jej mocą, ze wszystkim. Więc niech sobei fuczy, ze nie chce misia, ale musi go zatrzymac i koniec.
- A misiu nie lubi badań per rectum. Miał jedno, jak mu wnętrzności wypadały, ma złe wspomnienia - dodała jeszcze po chwili.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Może Mercy właśnie myślała sobie o tym, jaka była cholernie zabawna, ale Will nie był w najmniejszym humorze na żarty. Dlaczego po prostu nie mogła zatrzymać tego miśka? Przecież wiedziała, że go nie chciał. Nie miał najmniejszej ochoty mieć go gdziekolwiek w zasięgu wzroku, a skoro ją bawiły takie sentymentalne błahostki, no to proszę bardzo, tylko niech nie każe mu zawracać sobie tym głowy. Poza tym, trzymanie go po tylu latach... Nie, to po prostu nie było w jego stylu, rozmyślanie nad sensem życia trzymając starą, wytartą szmatkę wypchaną watą. Że w ogóle cokolwiek widzieli w tym pluszowym misiu, lata temu. Naprawdę, że też miał bliznę na dłoni z równie błahego powodu.
- Po prostu go zatrzymaj, okay? - odpowiedział ostro wciskając jej tego miśka z ręce. I zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, ruszył biegać. W końcu po to wyszedł z pokoju, a nie miał najmniejszej ochoty dyskutować ze swoją irytującą, młodszą siostrą. I nie, to stanowczo nie była ucieczka. Żeby miał uciekać przed swoją młodszą siostrą uzbrojoną w misia? Absurdalne.
Wysłany: 2020-05-02, 11:52
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
/ 19 maja 2019
Po udanej i integracyjnej rozmowie nad jeziorkiem z Bradleyem i Anną, udali się do mieszkania dziewczyny, gdzie Liam poczekał przy swoim samochodzie na zewnątrz a wspomniana dwójka zajęła się pakowaniem rzeczy panny Payne. Gdy była gotowa, Liam otworzył bagażnik, gdzie można było wrzucić jej bagaże. W zależności od tego, ile miała. Pożegnali się z Bradem i Liam z Anną wsiedli do samochodu i odjechali w stronę siedziby bractwa.
Zapewne dziewczynie było teraz dziwnie, inaczej. Życie się jej zmienia do zostania mutantem. Nowo odkryta moc bywała niekiedy problematyczna pod wpływem silnych emocji.
Liam prowadząc pojazd, spoglądał na towarzyszkę, sprawdzając jak się trzyma psychicznie. Nowe miejsce, nowi znajomi. Przypominało mu to także jego pierwsze dni w bractwie. Gdzie mimo prób izolacji, kończyło się na spotkaniach w grupach.
Podróż trochę trwała. Aż zajechali za bramę ogrodzenia, gdzie ktoś im otworzył strzegący terenu. Rozpoznali Liama, więc mogli wjechać od razu do garażu.
- Jesteśmy. Jedna prosta zasada. Miejsce to nikomu poza członkami bractwa nie jest znane. Choć myślę że Brad powiedział Ci co ważne o tym miejscu?
Przedstawił jedną zasadę, ale też zapytał, czy może Bradley już wtajemniczył dziewczynę w teoretyczne zasady tego miejsca. Warto wiedzieć.
Po otrzymaniu odpowiedzi, Liam wysiadł z auta i podszedł do bagażnika, który otworzył i wyjął bagaże dziewczyny.
Ann cały czas nie była pewna co do tego czy rzeczywiście powinna dołączyć do bractwa. Cały czas biła się z myślami czy dobrze robi. Cały czas bała się, że zrobi coś nie tak, złapią ją co doprowadzi do nieszczęścia. Nie martwiła się tu o siebie, jednak o innych. Mniej obawiała się tego wszystkiego gdy była zwykłym człowiekiem. Było jej jakoś... Łatwiej. Choć czasem zastanawiała się wówczas, jak by to było gdyby i u niej aktywował się gen, jakoś nie wyobrażała sobie tego w ten sposób.
Całą drogę spoglądała na okolice. Jakby chciała zapamiętać jak tam trafić. Cóż, i tak jazda autem niezbyt jej się zdawała, bo sama w życiu prowadziła tylko raz i z marnym skutkiem dla niej, posiadacza auta które zostało skrzywdzone przez jej pomyłkę gazu z hamulcem. Cóż... Od tamtej pory nie wsiadała za kierownicę i nawet wołami by jej nie zaciągneli.
Po jakimś czasie byli na miejscu. Spojrzała na Liama gdy wspomniał, że nikomu nie jest znane to miejsce poza członkami bractwa. Cóż... Logiczne. Zwłaszcza, że nie oszukujmy się, gdyby wiedzieli o tym miejscu wszyscy, to w 5 sekund mieli by tutaj szeregi DOGS i innych popaprańców.
-Za dużo nie powiedział... Bardziej skupiał się na namowach bym tu dołączyła...
Liam mógł się zorientować, że Brad nie miał w tym łatwego zadania. Minęło kilka miesięcy nim Ann dała się przekonać. Kolejne kilka tygodni nim Brad umówił spotkanie z Liamem.
Chwilę później poszła w ślady mężczyzny i wysiadła z auta wciąż powtarzając sobie w myślach, by się ogarnęła i nie tchórzyła. W końcu musi się ogarnąć, prawda?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum