Poprzedni temat «» Następny temat
Z zewnątrz
Autor Wiadomość
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-16, 15:57   
  

   2 Lata Giftedów!


Czyli to się działo. Dzisiaj miałam pozbyć się obroży. Dokładnie tak, jak tego chciałam. Podczas gdy ja starałam się przywrócić samą siebie do względnego porządku i cieszyłam się wodą pod prysznicem tak, jakby była najcenniejszym skarbem na świecie, Dale wykonywał telefony i myślał. I wymyślił. Więc chyba to że dałam mu ten czas, którego tak bardzo potrzebował, było dobrą decyzją. Kto wie, może jakbym się wkurzała ciągle i jęczała mu nad uchem, to nadal nie wiedziałby co powinniśmy zrobić, a przez to byłabym jeszcze bardziej zła i rozdrażniona? No, to brzmiało jak coś całkiem realnego, dlatego cholernie cieszyłam się, że wyszłam.
Boże. Dzisiaj odzyskam swoją moc.
Patrzyłam na Dale’a, wciąż głupio się uśmiechając, a gdy on tak nieznacznie uniósł kąciki ust w górę, to nawet cicho się zaśmiałam, bo to było fajne uczucie, że on się cieszył, że ja się cieszę. A potem… a potem zaczął mówić te wszystkie rzeczy, przez które było mi strasznie głupio. Znów. Jego wyznania, obietnice, przeprosiny… Dziwnie się z tym czułam. Było mi źle, bo nie umiałam na nie odpowiedzieć. No a nie chciałam, żeby czuł się tak jak Ross w Przyjaciołach, kiedy wyznawał dziewczynie miłość, a ona odpowiedziała mu „dziękuję”.
O cholera. Pamiętałam jakiś głupi fakt z serialu. I zdziwiło mnie to na tyle, że aż przeniosłam wzrok gdzieś przed siebie, rozkojarzona. Czemu pamiętałam takie głupoty, a ważnych rzeczy już nie? Westchnęłam cicho, starając się nie denerwować na samą siebie i moje luki w pamięci, a po chwilę swoją uwagę znów skupiłam na Dale’u.
- Wiem. Dziękuję. – powiedziałam krótko, a mój uśmiech trochę przygasł. Nie umiałam mu odpowiedzieć ja dla ciebie też, choć czułam, że powinnam. To naprawdę było chujowe, nie czuć miłości do kogoś, kto chyba był kiedyś dla ciebie najważniejszą osobą na świecie… Dale nawet sobie nie wyobrażał, jak źle się z tym wszystkim czułam. Naprawdę miałam nadzieję, że kiedyś sobie przypomnę, że kiedyś go pokocham… Nie mogłabym chyba żyć z myślą, że nie jestem w stanie odwzajemnić jego uczuć. On naprawdę się starał. I widziałam… widziałam jak na mnie patrzy.
Na całe szczęście przeszliśmy do tematu obroży i tego, jak mieliśmy ją zdjęć, więc nie musiałam się skupiać ani na miłości, ani na jej braku. Dobrze. Z powagą słuchałam wyjaśnień mężczyzny i nawet kiwałam potakująco głową, co by wiedział, że jestem w pełni skupiona i że rozumiem, co się może wiązać ze zdjęciem obroży. Ale nie obchodziły mnie żadne konsekwencje.
- Damy radę. – powiedziałam, patrząc mu w oczy – I przestań się o mnie w końcu tak martwić. Przeżyłam rok w tym cholernym laboratorium, więc przeżyję wszystko. Będzie dobrze. Tylko pozbądźmy się obroży. – dodałam, bez cienia uśmiechu. Chciałam, żeby przestał się zamartwiać, bo to było totalnie bez sensu. Mógł się martwić, jak mnie przy nim nie było, a teraz… a teraz już miało być tylko lepiej. No, pod warunkiem, że uda nam się pozbyć obroży blokującej moje moce, za którymi tak strasznie tęskniłam.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-16, 20:28   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Oczywiście, że dostanie to czego chce. On również bardzo chciał się tego z niej pozbyć, możesz mi wierzyć lub nie, ale widok ukochanej w obroży... Nie był zbyt przyjemny.
Nie do końca to wszystko jest jego zasługą. Dobrze, że miał takich ludzi jak Will, którzy mogli mu pomóc. Już dawno temu zrozumiał, że w pojedynkę nie jest w stanie zdziałać tak wiele jak z nimi wszystkimi.
Podobał mu się ten jej uśmiech, podobało mu się to, że wreszcie jest szczęśliwa. Ciekawe kiedy ostatni raz tak było?
Życie w zamknięciu na pewno jej nie oszczędzało, co było z resztą widać po jej sylwetce, po sposobie w jaki się zachowywała. Trochę jak zwierze, które reaguje nieufnie. Nic dziwnego.
Jeśli chodzi o to wszystko co do niej mówił... Cholera jasna, wcale nie chciał, by było jej głupio. Chyba po prostu nie potrafił się powstrzymać, a może chciał, by to zrozumiała?
Z pewnością poczucie winy też miało w tym wszystkim udział. Cały czas starał się zasłużyć na jej wybaczenie, chociaż wiedział, że na nie nie zasługuje. Zbyt wielką krzywdę wyrządził jej tym, że tak po prostu ją porzucił. Mógł tylko liczyć na to, że z czasem zrozumie jak ciężko było ją odnaleźć i da mu szansę na naprawienie błędów.
Spojrzał jej po raz kolejny w oczy i widząc jak zmarkotniała zacisnął wolną dłoń w pięść. Dlaczego nie potrafił się powstrzymać przed mówieniem jej tego wszystkiego? Zwykle był dobry w ukrywaniu uczuć, a teraz? Przy niej... Przy niej po prostu nie potrafił.
Cała jego... Ich przeszłość uderzyła w niego tak nagle i tak mocno, że ciężko mu było utrzymać to w sobie. Do tej pory nie mógł uwierzyć. Minął rok, a ona tak po prostu tutaj siedziała i trzymała go za dłoń. Zupełnie jakby dalej śnił i biada temu, kto spróbuje go teraz obudzić.
- Nie masz za co. Podziękujesz jak to z Ciebie zdejmiemy. - powiedział i delikatnie szturchnął ją barkiem z uśmiechem na ustach. Ile mogli się smucić, skoro tak naprawdę od tej pory wszystko miało być coraz lepiej?
Może i powinien poczekać z tym na Hoppera, ale... Zbyt wiele czasu czekała. Bez ryzyka nie ma zabawy, nie?
- To nie jest takie proste przestać się martwić, ale postaram się. Zaraz Ci to zdejmiemy, ale przed tym... - puścił wreszcie jej dłoń i podniósł się z kanapy. Ponownie złapał za butelkę wódki do której przykleił się wcześnie i wlał w siebie kilka kolejnych łyków.
Na trzeźwo na pewno nie będzie robił takich rzeczy, o nie!
Odetchnął głęboko i przyklęknął przy niej, po czym obiema dłońmi chwycił za obrożę tak mocno jak tylko się dało.
- No dobra. Na 3. - powiedział zaglądając jej głęboko w oczy, po czym sięgnął po swoją moc. Poczuł się dobrze, gdy adrenalina rozlewała się po jego ciele, gdy sunęła wprost do jego rąk, by zagnieździć się w mięśniach. Zawsze wizualizował to sobie właśnie w ten sposób, jakby była jakąś substancją ukrytą w jego organizmie i skierowana w odpowiednie rejony dawała mu siły, lub poprawiała inne atrybuty.
Czas jak zwykle odrobinę dla niego spowolnił i wtedy zaczął odliczanie.
- 1...2...3. - z całej siły szarpnął za obrożę próbując ją rozerwać na dwie części, nie zamierzał jej puszczać - nie ważne, czy zacznie go pieścić prądem, parzyć, czy działać w jakikolwiek inny sposób. Musiał to po prostu z niej zdjąć - teraz, w tej chwili.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-16, 21:09   
  

   2 Lata Giftedów!


W normalnych okolicznościach chyba nie przeszkadzałoby mi to, jak bardzo Dale mnie kochał. Wierzyłam mu w tą jego miłość i byłam na nią gotowa, ale… cholera, nie dzisiaj. Byłam wykończona. Potrzebowałam bardzo dużej ilości snu, serio. Przytłaczały mnie wspomnienia, które dzisiaj odkryłam, moje stare życie totalnie przygniatało mnie swoim ciężarem. Dowiedziałam się dzisiaj za dużo i najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie reagować pozytywnie na wyznania Dale’a, na jego emocje, na jego ból z powodu mojego zniknięcia, oraz jego radość, gdy okazało się, że jednak żyję. To było za dużo. Bałam się jednak tego, jak bardzo moje odtrącenie może go zaboleć. Nie byłam też pewna, czy w ogóle mnie rozumiał. Chciałam… chciałam odzyskać to, co było między nami, ale chyba po prostu potrzebowałam czasu. Musiałam znów go pokochać, a coś mi się wydawało, że to nie stanie się tak ot tak, błyskawicznie. Po roku w zamknięciu byłam już naprawdę kompletnie inną osobą… A co, jak w ogóle nie byłam już zdolna do miłości?
- Okej. – powiedziałam już tylko, uśmiechając się krótko. Zaczynałam się denerwować. Okej, czyli mieliśmy zrobić to teraz? W tym momencie? Cholera. Dale puścił moją dłoń, a ja znów objęłam się rękoma, odczuwając to samo dziwne zimno co wcześniej. Patrzyłam, jak mężczyzna znów upija trochę wódki z butelki i czułam, że chyba też by mi się przydało, ale jednak się nie zdecydowałam. Skoro miałam użyć mocy do zdjęcia obroży… wolałam być całkowicie trzeźwa. I tak byłam naćpana mutazyną, wykończona, wygłodzona i wszystko, co najgorsze, więc wolałam nie dokładać do tego jeszcze bycia pijaną, co z pewnością zmniejszyłoby moją skuteczność podczas używania mocy.
Dale wrócił do mnie, na kanapę i zacisnął dłonie na obroży. No i się zaczynało. Już za chwilę miałam być wolna…
- Będzie dobrze. – szepnęłam, patrząc na mężczyznę i nie wiedząc do końca, czy staram się uspokoić jego, czy samą siebie. Nie bałam się… martwiło mnie jedynie, że może się nie udać, a wtedy chyba wpadłabym w szał. Naprawdę. Zamknęłam oczy, dla lepszego skupienia i uniosłam dłonie na wysokość obroży. Dłonie pozwalały mi na zdecydowanie lepszą kontrolę mojej umiejętności, a podczas zdejmowania tej cholernej obroży każda pomoc mogła się przydać… Dale odliczał, powoli. I na 3 zacisnęłam dłonie, wyobrażając sobie, że obroża rozpada się na dwie połowy, że ją rozrywam. Razem z Dalem.
Byłam gotowa na ból. Ale nie zamierzałam się wycofywać. Musiałam pozbyć się obroży.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-05-16, 22:33   

Walczyliście teraz o wiele. Bo czyż wolność nie jest bezcenna? Czym są jakiekolwiek obrażenia, przed wizją tej złudnej wolności - jaką mogliście zyskać dzięki temu jednemu ruchowi?
Ból nie stanowił przeszkody, gdy motywacje pchały Was do przodu. I dobrze to wiedzieliście - gdy wasze skupione dłonie w całośći skupiły się na tej metalowej obręczy, kierując ku niej swoje moce - bez żadnych ograniczeń, bez żadnego zawahania.
Colleen mogła czuć, jak z każdą chwilą ból staje się coraz bardziej nieznośny, jak promieniuje - od jej karku, przez kręgosłup, na wszystkie kończyny i głowę. Mogła czuć, jak po jej skórze biegają iskierki, powodując kolejne blade szlaczki, które przez kolejne dni będą zdobić jej ciało. Dawała z siebie wszystko. Czuła, jak jej moc płynie przez jej dłonie, jak krew powoli zaczyna wypływać z jej nosa, brudząc po drodze delikatne, popękane wargi. Dale natomiast mógł zauważyć, jak lekkie przedmioty otaczające ich w tym biednym pomieszczeniu zaczynają drgać, jak kobieta traci nad sobą panowanie... Jednak i on musiał się skupić teraz na jednym - mimo, iż dłonie go parzyły niemiłosiernie i mógł widzieć, jak kolejne iskry odbijają swoje piętno i na jego rękach...
To były krótkie, ale bardzo intensywne sekundy. W końcu jednak obroża nie wytrzymała pod podwójną siłą mutantów - rozrywając się w dwóch miejscach, jednak pozostawiając po sobie ślad na obojgu swoich oprawców...
Panna Marie w tej samej chwili ujrzała mroczki przed oczami, by już po sekundzie bezwładnie wpaść w ramiona swego ukochanego sprzed wielu miesięcy.
Rany, choć w rzeczywistości nieznaczne, będą Wam jednak sprawiać problem w najbliższych kilkunastu dniach. Na Waszej skórze pojawią się bąble wypełnione surowicą. Ale dobrze, że to Was chociaż nie oszpeci, czyż nie?
Ale kto wie - może gdzieś na byłym terenie bractwa ostała się jeszcze jakaś dawno przeterminowana maślanka, która choć odrobinę ukoi Wasz ból?

______________________________________
Ukryj: 
poziom oparzeń: 1. Dale'a, 2. Colleen

Cytat:
Oparzenie I stopnia
Obejmuje tylko naskórek, objawami są zaczerwienienie skóry i ból. Po 2-3 dniach następuje mocne swędzenie oparzonego obszaru.
Objawy ustępują po kilku dniach bez pozostawienia blizn.

Oparzenie II stopnia powierzchowne (IIA)
Obejmuje naskórek i część skóry właściwej, pojawiają się pęcherze z surowiczym płynem, goi się w ciągu 10–21 dni, nie pozostawia blizn.

Oparzenie II stopnia głębokie (IIB)
Obejmuje naskórek i pełną grubość skóry właściwej. Skóra jest biała z czerwonymi punktami w okolicy cebulek włosowych. Bolesność mniejsza niż w przypadku oparzenia w stopniu IIA ze względu na uszkodzenie zakończeń nerwowych. Goi się przez kilka tygodni, pozostawia blizny.

Oparzenie III stopnia
Martwica obejmuje skórę właściwą wraz z naczyniami, nerwami skórnymi i podskórną tkanką tłuszczową. Skóra przyjmuje barwę od perłowo białej, przez białoszarą do brunatnej, jest twarda i sucha. Goi się długo. Pozostawia widoczne blizny.

[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-16, 22:46   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Zajęło to dobrą chwilę. Najpierw obroża kompletnie nie reagowała na ich połączone moce, zupełnie, jakby to kompletnie nie działało. Po chwili jednak Dale poczuł pod palcami, że powoli puszcza, co tylko dodało mu więcej siły, oraz motywacji.
Pozwolił swojej mocy jeszcze swobodniej płynąć przez swoje ciało, pozwolił, by podniosła poziom jego siły tak wysoko jak to tylko możliwe.
Nie przerwał nawet, gdy przedmioty wokół niego zaczęły drgać (swoją drogą, halo, od kiedy Colleen rusza czymś więcej poza metalem?). Zignorował ból, cholera jasna, piekło jak diabli, ale przecież przyszło mu się zmierzyć w swoim życiu z o wiele większym cierpieniem.
I wreszcie... Puściła, rozerwała się na dwie części, a Colleen nieprzytomna wpadła prosto w jego ramiona.
Podłożył prawą rękę pod jej głowę, żeby nie upadła na podłogę, a swoją lewą dłoń uniósł na wysokość twarzy.
Cholera jasna, była cała zaczerwieniona, poza tym piekło jak cholera. Poparzenie, na szczęście niezbyt poważne. Za parę dni będzie w porządku.
Odsunął włosy z jej szyi, dzięki czemu mógł obejrzeć jej obrażenia przynajmniej na niego nie nakrzyczy, póki jest nieprzytomna.
Podobnie jak u niego - niezbyt poważne oparzenia. Być może zostanie ślad, chociaż niekoniecznie.
Poklepał ją delikatnie po policzku mając nadzieję, że to ją ocuci.
- Col, ocknij się... Udało się, już po wszystkim... - powiedział nie odrywając wzroku od jej twarzy.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-16, 23:04   
  

   2 Lata Giftedów!


Ból.
Rozsadzało mi czaszkę. Czułam się tak, jakbym miała zaraz eksplodować. I chyba płonęłam. Całe moje ciało płonęło. W tym samym momencie zapłonęły moje dłonie i głowa. Krzyczałam, ale nie miałam zamiaru przestać. Nie mogłam się wycofać, nie teraz… Nic nie wiedziałam i nie obchodziło mnie kompletnie nic poza obrożą. Ona musiała pęknąć. Musiała rozpaść się na ból i uwolnić mnie. Nie widziałam innego wyjścia. Musiało się udać. Po prostu, kurwa, musiało.
A może nie płonęłam? Może to był prąd? Ale czy to wszystko działo się naprawdę, czy to było tylko i wyłącznie w mojej głowie? Nie wiedziałam, nic nie wiedziałam.
Otwórz się. Otwórz się. Otwórz się.
A potem chyba upadłam. Tak mi się wydawało.
Nagle zrobiło ciemno. Nie mogłam otworzyć oczu. Moje powieki były potwornie ciężkie, a ja… przez te kilka następnych chwil nie mogłam się obudzić. To wszystko… czułam się tak, jakby od momentu, w którym uniosłam ręce minęła cała wieczność. To trwało i trwało, a ból się rozprzestrzeniał, atakował, chciał mi przeszkodzić… Najgorsze było to, że wciąż nie wiedziałam, czy się udało… Chciałam spytać o to Dale’a, ale nie mogłam. Słyszałam go, ale nie mogłam mu odpowiedzieć.
Zaczynałam panikować.
Boże. A co, jeśli już nigdy się nie obudzę? Jeżeli to właśnie był koniec? Tu i teraz?
Nie. To nie mogła być prawda. I cholera, jak dobrze, że nie była. Złapałam gwałtownie powietrze w płuca, aby zaraz po tym otworzyć oczy, bardzo powoli. Ból znów mnie zaatakował. Wszystko mnie piekło. Dosłownie. Ale żyłam. Dale też żył. I wcale nie czułam na sobie obroży…
- Dale… udało się? Naprawdę? – spytałam głupio, nie mogąc w to uwierzyć. Cholera… byłam wolna. Chyba naprawdę udało mi się uciec.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-16, 23:22   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Uśmiechnął się lekko, gdy Colleen otworzyła oczy. Znaleźli się niebezpiecznie blisko siebie, a jedyne czego teraz pragnął, to pocałować ją.
Zabawne, że w tak cholernie trudnym dla nich momencie zaczął zachowywać się jak zakochany kundel, jak szczeniak, który nie potrzebuje niczego poza miłością.
Tak na niego właśnie działała, ta rozłąka, to, że ją stracił... To wszystko sprawiało, że wariował. Nie mógł tego robić, powinien się choć trochę ogarnąć, tylko jak to zrobić?
- Tak, jesteś... Jesteś wolna. - odparł po chwili zastanowienia wiedząc, że nie do końca jest to prawda. Prawdopodobnie miała w sobie jeszcze chipa, ale postanowił trochę nagiąć prawdę, by mogła chociaż przez krótki okres czasu nacieszyć się wolnością.
Potem przyjedzie Will, sprawdzi czy ma w sobie to cholerstwo, a jeśli tak jest to pozbędzie się go i wtedy zaczną myśleć co dalej.
Musiał przemyśleć co z nią dalej zrobić, gdzie ją ukryć... Musiała przecież dojść do siebie zanim zaczną działać w jakimkolwiek kierunku.
Aha, no i pozostawały jeszcze jedne dwie bardzo ważne kwestie. Co zrobić z utratą jej pamięci, oraz co zrobić z Sam, która przecież dziś miała również odzyskać wolność.
Wpakował się w niezłe bagno, to był... To był bardzo pracowity tydzień, ale to nie ważne. Wreszcie czuł, że robi coś naprawdę dobrego i po raz pierwszy od dawna poczuł, że ma dla kogo żyć.
Pomógł jej wstać, przecież nie mogli a może mogli? trwać w tym romantycznym uścisku w nieskończoność.
Wspólnymi siłami stanęli na nogach, a Dale po raz kolejny obejrzał swoje dłonie. Paskudna sprawa, zapewne trochę utrudni mu to trzymanie broni, ale da sobie jakoś radę. Jakaś maść, okłady i będzie w porządku.
Podszedł do swojej torby i poszperał w niej trochę szukając czegokolwiek, czym można by było to opatrzeć.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-16, 23:41   
  

   2 Lata Giftedów!


I Dale znów się uśmiechnął, a ja nie mogłam zareagować inaczej. Zaśmiałam się. Cicho i słabo, ale naprawdę szczerze. Udało się. Pozbyliśmy się obroży i wcale nie stało nam się nic jakoś bardzo złego, co nie? Czułam ból, ale… ale to było nic z bólem, jaki powodowało noszenie tej cholernej obroży. Teraz mogłam robić wszystko, co chciałam (no, prawie, bo wciąż byłam tak słaba, że pewnie nie byłabym teraz najpotężniejszym mutantem świata). Nie byłam już bezbronna. Odzyskałam swoją moc. Musiałam jeszcze odzyskać pamięć i… i na nowo będę sobą.
Oczywiście, wszystko małymi kroczkami. Nie zamierzałam się spieszyć, a już na pewno nie z odzyskaniem pamięci. Obroża była dla mnie absolutnym priorytetem. Nie mogłam być zależna od tego, czy Dale – albo ktokolwiek inny – obroni mnie przed tymi świrami z laboratorium, czy może akurat nie będzie go w pobliżu. Musiałam być samowystarczalna. Musiałam być w stanie zawalczyć o swoje życie i o swoją wolność, szczególnie teraz, świeżo po ucieczce. Byłam stuprocentowo pewna, że oni tak łatwo nie odpuszczą. Na pewno mnie szukali i na pewno byli cholernie zmotywowani, żeby mnie znaleźć… Musiałam być gotowa na ich przyjście. Musiałam móc korzystać ze swojej mocy, by móc się obronić.
- Cholera… Nie wyobrażasz sobie nawet, jak strasznie się cieszę… – odpowiedziałam mu i znów się zaśmiałam, bo naprawdę nie byłam w stanie powstrzymać tej radości. Ból i rany totalnie schodziły na boczny tor. Liczyło się tylko to, że się nam udało.
Z pomocą Dale’a uniosłam się najpierw do pozycji siedzącej, a następnie bardzo powoli wstałam. I dopiero teraz zauważyłam, jak bardzo dłonie mężczyzny były poranione. Spojrzałam mu w oczy, a potem znów na jego dłonie, i poczułam niemal fizyczny ból w sercu. Wyrzuty sumienia. Był poparzony przeze mnie. Cierpiał przeze mnie. To była totalnie moja wina.
- Dale… Przepraszam. – szepnęłam cicho, nagle markotniejąc. Byłam straszną egoistką i nawet mając tego świadomość, nie potrafiłam tego zmienić. Przecież Dale mógł zranić się znacznie bardziej… Mógł nawet umrzeć. Przeze mnie.
Odwróciłam się plecami do mężczyzny, nie będąc w stanie znieść tego widoku. Mogłam nie wracać. Mogłam nie uciekać, albo przynajmniej nie wpadać na Dale’a… Byłoby mu lepiej beze mnie. Przecież już zdążył pogodzić się z moją śmiercią, więc wracałam totalnie bez sensu.
Usiadłam na kanapie, zagryzając wargę tak mocno, że znów poczułam smak krwi w ustach. Ale nie… zaraz. Uniosłam dłoń do twarzy, by zrozumieć, że przez nadmierny wysiłek poleciała mi krew z nosa. Nadal była świeża. Zrobiłam więc coś tak naturalnego dla mnie jak oddychanie. Coś, za czym cholernie tęskniłam… Wyprostowałam rękę i nawet nie zerknęłam w kierunku stołu, a już po chwili w dłoni trzymałam paczkę chusteczek, które wcześniej przecież leżały na blacie. Zaśmiałam się cicho, w euforii. Udało mi się. Mogłam korzystać z mocy. Cholera…
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-17, 00:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Ponownie udowodniła mu, że jej śmiech jest najpiękniejszym dźwiękiem na świecie. Pragnął go słyszeć codziennie. Zabawne, że taka sama myśl przyszła mu do głowy, gdy pierwszy raz się zaśmiała wtedy nad jeziorem.
I trwało to do tej pory. Utkwili w jakimś naprawdę mrocznym romansie, niestety... Nie było im pisane 'długo i szczęśliwie'. Zwłaszcza teraz po tym wszystkim.
Jeśli chodzi o jej pamięć... Pewnie, zamierzał dać jej tak wiele czasu jak będzie potrzebowała, chociaż zrozumienie tego przyszło mu z trudem. To była dziwna sytuacja dla kogoś, kto tego nie doświadczył, kto nie był w jej skórze. Nie umiał sobie wyobrazić jak to jest, jak mogła tak po prostu zapomnieć o tym wszystkim co ich łączyło, o tym, co przeszli wspólnie... To była dla niego jakaś pieprzona abstrakcja, ale powoli wbijał sobie do głowy, że musi być cierpliwy - chociaż zwykle taki nie był.
- Też się cieszę. Cholernie się cieszę, że się udało. - odparł zgodnie z prawdą. Jemu też zależało na tym, by się tego pozbyć, by pomóc jej stać się wolną. I jakimś cudem dokonali tego. Po raz kolejny pokazali sami sobie, że razem mogą wszystko. Przynajmniej on tak to widział.
Chwilę później już obejrzał swoje dłonie, a Colleen nagle zmarkotniała przepraszając go. Wygrzebał więc to co niezbędne z torby i podszedł do niej bliżej.
Uniósł jedną brew do góry i przeniósł na nią wzrok.
- Hej, spójrz na mnie... - zaczął, ale nie zdążył dokończyć, ponieważ dziewczyna skorzystała ze swojej mocy, by przywołać do siebie chusteczkę.
- Zaraz, jak Ty... Jak to możliwe? Jak Ty to zrobiłaś, kiedyś... Kiedyś tego nie potrafiłaś, Col. Twoja moc ograniczała się tylko do metalu... - powiedział cholernie zdziwiony tym, co właśnie ujrzał. Jej moc jakimś cudem ewoluowała, a on nie miał pojęcia jakim cudem. Potrząsnął głową i westchnął cicho.
- Dobra, nie ważne. Hopper na pewno wszystko nam wyjaśni, on... On będzie wiedział jak... Ja pierdole. - ostatnie słowa wyrzucił z siebie szeptem i zaśmiał się sam do siebie. Ta sytuacja coraz bardziej go przerażała, naprawdę było... Dziwnie.
Na całe szczęście nie musieli się przejmować już obrożą. Przynajmniej jedną rzecz mieli z głowy.
Dale nie był tylko pewien, czy to, że przerwali ją na pół wystarczy. Chyba najlepiej będzie sie jej pozbyć. Podniósł to co z niej zostało i ruszył w kierunku wyjścia.
Przekręcił w zamku klucz i wyszedł na zewnątrz. Uporał się z nią dosyć szybko, korzystając ponownie ze swojej mocy zwiększył swoją siłę tak, by rzucić jedną część gdzieś głęboko w las, druga poleciała w kierunku jeziora. Wrócił do domu i zamknął za sobą drzwi.
- Muszę dzisiaj zniknąć. Na noc. Jest ktoś, komu coś obiecałem i... Po prostu muszę tam być. Chciałem spytać, ja... Chciałbym wiedzieć, czy na mnie poczekasz.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-17, 00:58   
  

   2 Lata Giftedów!


Siedziałam na tej kanapie i zadręczałam się tym wszystkim. Wywróciłam jego życie do góry nogami, totalnie. On… był pewny, że ja nie żyję. Umarłam dla niego prawie rok temu. To był cholernie długi okres czasu. Nie było mnie przy nim, pomimo tego, że przecież tak bardzo się ponoć kochaliśmy. Nie byliśmy ze sobą przez cały, długi rok, który mnie zmienił kompletnie. Wydawało mi się, że nie jestem już tą samą osobą, co byłam kiedyś. Zastanawiałam się też, czy kiedykolwiek w ogóle wrócę do normalności, a najgorsze było w sumie to, że przecież nie potrafiłam tej normalności zdefiniować. Nie pamiętałam już, co było dla mnie normalne. Byłam kompletnie zagubiona we własnych wspomnieniach, których niemal nie miałam. Wiedziałam, że potrzebuję czasu, by sobie wszystko przypomnieć, no a przynajmniej większość. Dzisiaj, po przeżyciu tak intensywnego dnia, bo odkryciu tylu rzeczy o sobie… nie chciałam dowiadywać się więcej. Zrozumiałam, że nie mogę się spieszyć, ale co jeśli Dale wcale nie będzie chciał dać mi tego czasu, tak jak ja nie chciałam zrobić tego samego dla niego? Co, jeżeli po prostu się mną zmęczy, odejdzie i zostanę sama? Albo – co gorsza – nie odejdzie. Będzie trwał przy mnie w dobrych i w złych chwilach, a ja… a ja nie będę w stanie go pokochać, bo już nigdy nie będę taka sama jak kiedyś. Bałam się tego. Cholernie. Bardzo nie chciałam skrzywdzić Dale’a, a póki co to tylko to robiłam…
- Nie. Czekaj. To ty mnie posłuchaj… – mówiłam szeptem, jakby bojąc się mówić te rzeczy na głos. Nie umiałam przewidzieć reakcji Dale’a. Nie wiedziałam też, czy w ogóle chcę się odzywać i dalej w to wszystko brnąć.
- Ja… nie wiem, jak to będzie. – westchnęłam ciężko i spuściłam wzrok, wstydząc się patrzeć w oczy mężczyźnie, który właśnie się do mnie dosiadł – Nie wiem… nie wiem, czy jest jakikolwiek sens w tym, żebyś robił dla mnie tak wiele, Dale. Przeraża mnie to, ale… ale naprawdę niewiele pamiętam. Wiem, że się całowaliśmy. I wiem, że byłeś i jesteś dla mnie dobry, za dobry, ale… – tu uniosłam głowę, czując, że muszę patrzeć mu w oczy – Nie pamiętam mojej miłości do ciebie, rozumiesz? Nie pamiętam. I czuję się okropnie z tym, jestem przerażona i mam ochotę coś rozwalić, ale… co będzie, jak sobie nie przypomnę, Dale? Co się wtedy stanie? – mówiłam tak cicho, że gdyby nie to, że Dale siedział bardzo blisko mnie, to nic by nie słyszał. Uwolniłam się od obroży, ale miałam łzy w oczach i wciąż cierpiałam. Naprawdę cholernie nie chciałam ranić Dale’a, ale robiłam to i czułam, że będę robić to na każdym kroku. Szczerze uważałam, że powinien mnie zostawić, powinien odpuścić, dać sobie ze mną spokój… Nie byłam już jego Colleen. Nie wiedział, kim byłam. Ja też z resztą nie wiedziałam, bo właśnie się okazywało, że nawet moja moc nie była moja.
- To są chyba jakieś żarty… – odpowiedziałam, w między czasie wycierając się z krwi, znów odwracając wzrok, wściekła, bezsilna… - Umiem… ruszam wszystkim. Każdym ciałem stałym. Mogę nimi rzucać, formować w dowolne kształty. To wcale nie jest zależne od materiału. Ja… tylko to pamiętam, tylko tą moc pamiętam. – starałam się to jakoś wyjaśnić, ale nie byłam w stanie. Co oni ze mnie zrobili? Nawet moją moc zmienili pod siebie… Czyli wyglądało na to, że gdyby nie mój wygląd, byłabym kompletnie inną osobą, tak? Kurwa. To wszystko było totalnie pojebane i Dale mówił o jakimś Hopperze, którego kompletnie nie pamiętałam i bałam się go spotkać. Bałam się ludzi z mojego starego życia, bo cholernie przerażał mnie mój brak uczuć wobec kogokolwiek. Naprawdę strasznie nie chciałam nikogo zranić, odrzucić, czy cokolwiek, ale… ale w jaki sposób mogłam przywrócić to, co kiedyś czułam do innych?
Dale wyszedł z obrożą, ale wrócił zaraz i znów siedział ze mną, mówiąc, że musi wyjść, że wróci, żebym na niego czekała… Wylałam dzisiaj cholernie dużo łez, ale nie umiałam się powstrzymać. Patrzyłam na niego, czując, jak znów płaczę, jak nie jestem w stanie tego zatrzymać.
- Poczekam. Oczywiście, że poczekam, Dale, ale… ale czy to jest naprawdę to, czego chcesz? Dale… nie było mnie przez rok… To jest tak strasznie długo… Wszystko, czego chcę, to żebyś był szczęśliwy, a nie jestem pewna, czy ze mną będziesz. Może… może byłoby lepiej, gdyby mnie tu nie było po twoim powrocie… – mówiłam, oddychając ciężko. Naprawdę chciałam dla niego jak najlepiej. Naprawdę. Chwyciłam go za obie dłonie, znów splatając nasze palce ze sobą. Musiał wiedzieć, że chciałam zrobić to dla niego, nie dla siebie.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-17, 01:18   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


To prawda. Jej pojawienie się naprawdę sporo namieszało - nie tylko w jego życiu, ale również w głowie. Ciężko mu było to wszystko ogarnąć, ale warto zauważyć, że to był dopiero pierwszy szok. Być może z czasem będzie w stanie jakoś to poukładać i ponownie wróci do chłodnego analizowania. Znajdzie jakieś wyjście, by jej pomóc. Przywróci jej pamięć, albo zadba o to, by mogła zbudować coś od nowa. Do tego jednak potrzebna była jej akceptacja. Ah, no i mogłaby wreszcie przestać być taka uparta, chociaż... I tak już robili postępy. Przynajmniej w niego nie celowała, nie?
Normalność to akurat pojęcie względne, nie ma co się nad tym w ogóle zastanawiać. Z pewnością razem dadzą radę zrobić tak, żeby było dobrze. Nie ważne gdzie, wspólnymi siłami mogą zdziałać naprawdę wiele. Tego był pewien, pozostało mu tylko przekonać do tego Colleen.
Wysłuchał tego całego jej wywodu, ale nie odpowiedział nic. Zwyczajnie wyszedł z pozostałością po obroży, by się jej pozbyć.
Odpowiedziała mu na pytanie, które zadał po powrocie, a on... Po prostu się uśmiechnął i wbił wzrok w ich złączone dłonie. Zacisnął mocniej palce na jej palcach i złapał z nią kontakt wzrokowy.
- Strasznie dużo gadasz. - powiedział, a z jego ust nie znikał uśmiech. Jasne - było mu cholernie przykro, ciężko, to wszystko strasznie go bolało, ale... Widział nadzieję. Po prostu Colleen była dla niego światłem i był pewien, że dadzą sobie ze wszystkim radę, więc... Why so serious?
- Nie ważne, że tego wszystkiego nie pamiętasz. Wracają do Ciebie wspomnienia, a raczej ich strzępy. To znaczy, że możesz przypomnieć sobie wszystko, a ja... A ja będę obok, gdy tak się stanie. Nawet jeśli nie będziesz mnie kochać, jeśli nie przypomnisz sobie tego konkretnego uczucia... To nie ważne. Dalej pozostaniesz bliską mi osobą i pomogę Ci wyjść z tego bagna. - powiedział pewnie, nie odrywając od niej wzroku. Mogła na niego liczyć i to był najlepszy moment, by wreszcie to zrozumiała. Zamierzał stać u jej boku, być kimś na kim będzie mogła polegać w tym popapranym świecie.
- To jest to, czym się zajmuje. Pomagam innym wychodzić z trudnych sytuacji, od tego mnie macie, więc... Proszę Cię, zamiast dramatyzować weź się w garść. Wrócę jutro, a Ty tutaj będziesz. Złapię Cię za rękę i po prostu stąd wyjdziemy - razem. Małymi krokami Cię... Naprawimy. - ostatnie słowo powiedział żartobliwym tonem. Oczywiście nie uważał, że jest zepsuta, chociaż... No dobra, może trochę uważał. Ale nawet jeśli nie była już 'jego Colleen' to... Był w stanie pokochać tą nową.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-17, 01:37   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie umiałam pogodzić się z tym, jak bardzo musiałam zmienić się w jego oczach. Kompletnie nie znałam samej siebie, ani w obecnej „formie”, ani tej z poprzedniego życia. Jedyne co wiedziałam, to to, że z pewnością się zmieniłam, no i na pewno zmieniłam się na gorsze. Dale mnie znał. Wiedział, jaka byłam, jak się zachowywałam. Mogłam się jedynie domyślać, jak dużo z nim przeżyłam, a teraz… a teraz byłam dla niego niemal jak obca osoba. I dlatego właśnie nie chciałam, by poświęcał mi tak dużo uwagi, by tak bardzo się starał, by tak bardzo chciał o mnie dbać, być ze mną. Coś mi podpowiadało, że nie robiłby takich rzeczy dla kogoś obcego, a ja… a ja przecież teraz byłam dla niego obca. Moje imię i nazwisko było takie samo, i mój wygląd, choć też na pewno znacznie się zmieniłam. Po prostu cholernie nie podobało mi się to, że Dale cierpiał przeze mnie, że go krzywdziłam, i że nie miałam pewności, że będę kiedyś tą starą sobą, zakochaną w Fowlerze do szaleństwa.
Liczyłam na to, że mnie zrozumie. Chciałam, by usłyszał moją perspektywę, by zastanowił się nad tym wszystkim… Wcale nie byłabym zła gdyby mnie zostawił, wręcz przeciwnie właśnie. Chciałam, żeby był szczęśliwy, a to osiągnięcie szczęścia przy mnie było dość wątpliwe. Musiał być tego świadomy, cholera jasna!
- Super, a ty mnie w ogóle nie słuchasz. – odpowiedziałam mu i byłam zła, bo wychodziło na to, że cały mój monolog mogłam wrzucić do kosza. On wiedział swoje. Może nie potrafił po prostu ogarnąć, co jest dla niego dobre, a co nie. No ale to ogarniałam i wiedziałam, że trwanie przy mnie, wspieranie mnie, bycie ze mną… to wszystko mogło się skończyć jedynie bardzo źle, albo cholernie źle, albo kurwesko źle. Tylko jedna z tych trzech opcji była możliwa.
Patrzyłam na niego i chciałam krzyczeć. Naprawdę nie wyobrażałam sobie, że mogę go nie kochać. On… patrzył na mnie z miłością, z którą ja chciałam patrzyć na niego, ale nie umiałam. Nie teraz… a może nigdy? To wszystko było cholernie popieprzone, a on wciąż mnie zapewniał, że będzie dobrze, że mnie nie zostawi i że nic go nie obchodzi. Naprawi mnie i już, i będzie dobrze, a jak nie będzie dobrze, to i tak będzie. Denerwował mnie, tak strasznie mnie denerwował. Ale… było coś uroczego w tym wszystkim. Naprawdę.
Puściłam jego dłonie bez słowa i usiadłam tak, by móc oprzeć swoją głowę na jego ramieniu. Już kiedyś tak robiłam, wiedziałam to. Nie do końca byłam pewna, czy powinnam się do niego zbliżać, ale… ale chciałam. Działałam instynktownie.
- Strasznie jesteś uparty. Denerwujesz mnie. – powiedziałam, ale zaśmiałam się cicho, więc nie musiał się przejmować, że mówię jakoś super poważnie. Nie kłamałam co prawda, ale… ale to nie było nic negatywnego. Denerwował mnie, owszem, ale doceniałam to, w jaki sposób to robił. Nie chciał mnie zostawiać. Chciał się starać. I po roku spędzonym w samotności strasznie cieszyło mnie, że był jeszcze ktoś na świecie, kto chciał o mnie walczyć.
- Będę na ciebie czekać. Nie ruszę się stąd, obiecuję. – zapewniłam jeszcze, szeptem – A… gdzie idziesz? – spytałam, nie mogąc powstrzymać ciekawości. Chciałam wiedzieć, co było takie ważne, że mnie zostawiał, pomimo swojej wielkiej miłości do mnie. Nie mogłam powstrzymać się od wątpliwości, choć widziałam jak na mnie patrzył i wydawało mi się, że rozumiem jego uczucia. Ale… cholera. Po prostu wciąż nie byłam w stanie pojąć, czemu mnie nie uratował.
- Dale, i… co się ze mną stało? Z moją mocą? Ten cały… Hopper… myślisz, że on będzie wiedział? – spytałam jeszcze, bo cała ta sprawa nie dawała mi spokoju. Boże… Oni zmienili mnie całkowicie. Po co to robili? Jak?
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-17, 12:10   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Fowler został postawiony w cholernie trudnej sytuacji, to prawda. Czy nie był jednak do takich przyzwyczajony? Całe jego życie to cholerna wojna, nie było czasu na odpoczynek. A to wszystko? To tylko kolejna kłoda, którą los rzucił mu pod nogi. Chciał mocno wierzyć, że i to uda mu się przeskoczyć, przecież musiał. Kto jak nie on?
Oczywiście, że ją znał. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że znał ją lepiej niż ktokolwiek inny, a przynajmniej... Z tej najlepszej strony. Kawał czasu temu oddała mu swoje serce i pokazała prawdziwe oblicze. Dobrej osoby, pełnej ciepła. To była właśnie jego Colleen. W tej chwili jej to wszystko odebrano, uczynili z niej kogoś kompletnie innego. Stworzyli ją na swoje potrzeby, ale to nie znaczyło wcale, że nie ma szansy na odzyskanie starej Col. Najważniejsze, że tutaj była. Udało jej się uciec nawet bez jego udziału. To świadczyło tylko o jej sile - niezmiennie pozostawała cholernie silną osobą, która potrafi sobie poradzić ze wszystkim.
Cieszyło go to. Tak po prostu cieszyło go, że znowu tutaj była. Nawet jeśli ich drogi będą musiały się rozejść, hej... Nie ma tego złego. Od zawsze najbardziej liczyło się dla niego jej bezpieczeństwo, oraz szczęście. Wszystko co uczyni ją szczęśliwą będzie... Dobre. Nawet jeśli jego miałoby zabraknąć w jej świecie.
- Słucham, słucham... - burknął udając rozdrażnienie, a uśmiech nie znikał z jego ust. Czy to sprawa alkoholu, czy też czegoś innego? Nie przeczę - wlał w siebie już tyle, że z pewnością poczuł delikatne szumienie w głowie, ale potrzebował tego. No bo ej, jak znieść coś takiego na trzeźwo? Przecież to jakaś paranoja, jakiś żart, to... To wszystko.
Dziewczyna ułożyła się na jego ramieniu, a on instynktownie objął ją ramieniem i przytulił mocno do siebie. To było takie... Takie naturalne, takie na miejscu. Zupełnie jakby znalazł się dokładnie w tym miejscu w którym powinien się znaleźć, a ona była brakującym elementem układanki, którą był on.
Oparł głowę o kanapę i wbił spojrzenie w sufit nie przestając się uśmiechać.
- Ja jestem uparty? Ja? - odparł i zaśmiał się wraz z nią. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że ta Colleen jest tak cholernie podobna do tej poprzedniej? To dowód na to, że ludzie jednak się nie zmieniają. Nawet po utracie pamięci - cechy, które ją określały zostały na swoim miejscu.
Zmazała uśmiech z jego twarzy swoim następnym pytaniem. To było cholernie głupie, że musiał ją zostawić, ale... Ale po prostu nie było innego wyjścia. Jeśli dzisiejszej nocy nie pojawi się z samochodem przy siedzibie D.O.G.S to ktoś straci szansę na odzyskanie wolności. Pewnie - odzyskał Colleen, powinien z nią siedziek jak pies... Nie był to jednak powód, by odmówić komuś innemu wydostania się zza krat.
- Ktoś potrzebuje mojej pomocy. Jeśli dzisiejszej nocy nie będzie mnie w pewnym miejscu ktoś straci szansę na wydostanie się z tego samego miejsca co Ty. Ja... Naprawiam błędy. Tobie nie zdołałem pomóc, ale być może zdołam pomóc tej osobie. Potrzebuje mnie, nie mogę zawieść kolejnej osoby. - powiedział dość smutno i zerknął na nią. Nie chciał by miała mu to za złe, z drugiej strony... Wiedziała jak smakuje karcer i z pewnością gdyby mogła uwolniłaby wszystkie osoby zamknięte w tym pierdolniku. Dlatego powinna dobrze to zrozumieć. Taką miał przynajmniej nadzieję.
Jeszcze mocniej przycisnął jej ciało do swojego i ponownie zamknął oczy napawając się jej obecnością, jej zapachem, oddechem, który czuł na sobie za każdym razem, gdy tylko się poruszyła, by ułożyć się nieco wygodniej.
Czy mogli pozwolić sobie na taką chwilę... spokoju? W każdej chwili ktoś mógł to zburzyć, w końcu byli w tej chwili prawdopodobnie najbardziej poszukiwanymi mutantami w tym stanie.
Przez moment... Przez moment chyba mogli. Wydaje mi się, że oboje tego potrzebowali. Tak po prostu się przytulić i zostawić wszystko w tyle, być dla siebie chociaż przez parę minut. Dale z pewnością tego właśnie potrzebował, a i Colleen przyda się chwila relaksu z kimś komu tak po prostu na niej zależy. Po roku w towarzystwie potworów to musiało być dla niej coś... Coś nowego.
- Nie wiem. Nie umiem tego wyjaśnić, ale on będzie potrafił. Jest najmądrzejszą osobą jaką znam, na pewno będzie wiedział dlaczego to wszystko się wydarzyło i co robić dalej. Widzisz... Ja umiem działać. W terenie jestem naprawdę niezły, to jest to, co robię, w czym jestem najlepszy, a on... On potrafi myśleć. Dlatego jest nam potrzebny. - wytłumaczył jej i wolną dłonią sięgnął do jej buzi, by odgarnąć z niej kilka niesfornych kosmyków.
Kątem oka po raz kolejny dostrzegł oparzenie na jej szyi. Jego również dłonie piekły jak cholera, ale... Ignorował ten ból, nauczył się go ignorować.
- Powinniśmy Ci to opatrzyć, Col... - powiedział cicho. Nie chciał psuć chwili, chciał zostać w tej pozycji do końca świata. Mógłby tak po prostu nigdy nie wstawać, na zawsze pozostać jej oparciem. Zupełnie tak jak teraz.
Szkoda, że życie nie jest takie proste i już niedługo czeka ich brutalne zderzenie z rzeczywistością.
Ale jeszcze nie teraz. Teraz byli tylko oni - w tej swojej bańce odpornej na wszystkie bodźce z zewnątrz. I nawet jeśli nie czuła do niego tego co on czuł do niej... Miała go całego.
Należał do niej.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-17, 12:55   
  

   2 Lata Giftedów!


Starałam się nie analizować wszystkiego zbyt intensywnie. Już wystarczająco dużo przeżyłam dzisiejszego dnia, więc musiałam się opanować, by nie myśleć za dużo. Przecież… będzie co będzie, tak? Póki co siedziałam obok Dale’a, z głową na jego ramieniu, a on mnie obejmował i choć czułam się trochę dziwnie, tak jakbym była totalnie oderwana od rzeczywistości, to… to było mi całkiem dobrze. Działałam zupełnie naturalnie, instynktownie. Przez prawie rok – jak się okazywało – byłam zupełnie odcięta od innych. Nie mogłam z nikim rozmawiać, a o jakimkolwiek dotyku to nawet nie marzyłam, bo po co? I tak miałam zgnić w tym cholernym laboratorium i gdyby nie to, że zdecydowali się przewieźć mnie do innej placówki… Teraz pewnie siedziałabym w swojej celi, z martwym wzrokiem wlepionym w jedną ze śnieżnobiałych ścian. Byłabym sama. Bez imienia, bez tożsamości, bez pamięci i bez mocy. Byłabym nikim.
A teraz, w ramionach Dale… Czułam, że żyję. Miałam tożsamość, odzyskałam moc. Czułam, że z czasem odzyskam więcej wspomnień. Wydawało mi się, że chyba może być dobrze, a przynajmniej właśnie to starałam się wmówić samej sobie. Nie mogłam panikować i przejmować się więcej, niż to było absolutnie konieczne. Może jak będę udawać, że jest okej, to faktycznie tak będzie?
Dale się uśmiechał. I śmiał się ze mną. I chciałam, żeby już zawsze tak było, bo było po prostu dobrze. Może i go nie kochałam, okej. Ale… ale przecież chyba mogłam go pokochać, prawda? Te myśli nie były w stanie mi odpuścić. Wciąż się zastanawiałam, wciąż nad tym rozmyślałam… Co zrobić, by przypomnieć sobie swoje uczucia? Dręczył mnie fakt, że pewnie takich ludzi, których kiedyś kochałam było znacznie więcej. Co, jeśli do nikogo nie będę w stanie poczuć tego samego? Albo co, jak pokocham tego cholernego Aarona, który kiedyś mnie zdradził z tą swoją blond dziwką? Ich pamiętałam. I pamiętałam swój ból i cierpienie po tym, jak dowiedziałam się prawdy. Co, jeśli mój spaczony umysł przypomni sobie miłość do niego, a nie do Dale’a? Cholera… Miałam nadzieję, że to nigdy się nie stanie. Ba, miałam nadzieję, że nigdy nie spotkam już Aarona i Alby. Czułam nienawiść i złość, gdy tylko o nich myślałam. Przecież pobiłam jakąś laskę jeszcze będąc w laboratorium, tylko dlatego, że wypowiedziała jego imię… Kim była? I skąd o nim wiedziała?
- No, na pewno nie ja. – odpowiedziałam od razu. Serio, nie wydawało mi się, że byłam uparta, w ogóle. Ja po prostu… byłam zagubiona. I wściekła, rozkojarzona. To wcale nie znaczyło, że byłam uparta. On natomiast był, i to cholernie. I doprowadzał mnie tym do szału. I nie tylko tym, bo zaraz potem wyjaśnił, gdzie wychodził dzisiejszej nocy, a ja aż parsknęłam cicho śmiechem. No proszę. Czyli jednak był w stanie kogoś uratować, tak? Szkoda tylko, że na mnie mu tak nie zależało.
Nie skomentowałam tego, a on przycisnął mnie do siebie trochę mocniej. I poczułam się jak w potrzasku. Popadałam ze skrajności w skrajność, bo wcześniej czułam się tak, jakbym mogła zostać w jego ramionach już na zawsze, a teraz… a teraz chciałam uciekać. Spięłam się znacznie, odwracając głowę, by nie musieć na niego patrzeć. Ciężko mi w ogóle było stwierdzić, czemu tak się poczułam, ale… ale tak było. Wzdrygnęłam się gwałtownie, gdy dotknął mojej twarzy.
Nie, to było za wiele.
Wyplątałam się z jego ramion. Nie mogłam tak dłużej. Dusiłam się. To dlatego, że mnie nie uratował, a szedł ratować kogoś innego, kto ewidentnie był dla niego ważniejszy? A może dlatego, że… że przecież udawałam to wszystko. Nie kochałam go, a przytulaliśmy się tak, jakby wszystko było w porządku. Ja pierdole, pojebane.
- Dobrze. – powiedziałam krótko, w ten sposób komentując jego słowa dotyczące tego całego Hoppera, który miał tu przyjść. Odczuwałam jakiś irracjonalny strach przed jego obecnością. Skoro był taki mądry, jak mówił Dale… Może mógł mi w jakiś sposób zaszkodzić? Może zauważy, jak strasznie popieprzona jestem, a może powie mi coś, czego zdecydowanie nie chciałam się o sobie dowiadywać?
Usiadłam tak, że kolana miałam teraz na wysokości klatki piersiowej, obejmowałam je rękoma. Nie chciałam, by Dale znów mnie dotknął. Nie wiem czemu, po prostu nie chciałam. Czułam, że potrzebuję od tego uciec i chyba faktycznie to robiłam, a wtedy on stwierdził, że powinniśmy opatrzeć moją ranę, a ja dopiero teraz zorientowałam się, że w ogóle jakąkolwiek ranę mam. Dłonią dotknęłam swojej szyi i tego oparzenia, w tej samej chwili krzywiąc się z bólu. No, faktycznie… miałam jakąś ranę.
- Nie, nie trzeba. Nie z takimi ranami sobie radziłam. Jest okej. – powiedziałam cicho i wstałam, zmęczona siedzeniem, zmęczona tym dniem. Podeszłam do stołu, przy którym wcześniej siedziałam i zgarnęłam butelkę z wodą, wypijając całą na raz. I zamknęłam oczy, oddychając ciężko.
Odtrącałam go. Raz za razem. Dawałam mu nadzieję, że jest okej, a potem uciekałam. I bałam się, że będę tak robić już do końca świata…
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-17, 17:15   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


No jasne. Kto jak kto, ale akurat Dale był zwolennikiem życia z dnia na dzień. Dostosowywał się do sytuacji i jakoś zawsze to szło. Tak będzie pewnie i tym razem - zwyczajnie zrobią to co będą musieli. Powtórzę to po raz kolejny - najważniejsze, żeby działali razem, a wszystko będzie dobrze.
Skoro potrafiła obdarzyć go zaufaniem to znaczy, że mogli odzyskać sporą część tego co będzie kiedyś, a to już był jakiś plus. Przecież to właśnie ich trzeba było szukać nawet wtedy, gdy wydawało się, że sprawa już jest przegrana. Plusów.
Nie miał pojęcia czy Colleen jeszcze kiedykolwiek poczuje do niego to co kiedyś, ale... Kurwa, chwilowo nad tym nie myślał. Osiągnęli sukces, pozbyli się tej obroży, a z pomocą Willa sprawdzą czy nie ukryli w niej jeszcze jakiejś elektroniki i... Tego też się pozbędą. A potem ją gdzieś ukryją, pomyślą co dalej. Na razie wszystko szło dobrze i oby tak zostało - naprawdę przez parę chwil mógł przestać się zastanawiać nad ich miłością i po prostu żyć tu i teraz. Zwłaszcza, że tu i teraz było całkiem przyjemne.
- Wcale. - mruknął tylko i wywrócił oczami. Jak to możliwe, że tego nie widziała? Przecież od samego początku musiał postępować przy niej ostrożnie. Nie wiedział jak mogą skończyć się jakkolwiek nieodpowiednie słowa wobec niej. Może obrazi się na śmierć, ucieknie stąd przy pierwszej okazji, albo wyjmie broń i go zastrzeli?
Przeniósł na nią wzrok, gdy parsknęła śmiechem.
Aha.
Czyli po prostu się mylił sądząc, że dziewczyna będzie w stanie zrozumieć jego chęć pomocy temu komu mógł pomóc. Nawet jeśli nie był w stanie wydostać jej miał możliwość uwolnić kogoś innego. A jeśli to ją tak bawi... No cóż.
Dziewczyna wyrwała się z jego ramion, a on nawet tego nie skomentował.
- Nie wiem co robić, wiesz? - powiedział uśmiechając się sam do siebie. Podniósł się z kanapy i przeszedł do innego pomieszczenia. Zacisnął dłoń w pięść i uderzył kilka razy w ścianę, do niej mógł dotrzeć tylko związany z tym huk. Lepiej wyładować się w ten sposób, niż na nią krzyczeć, nie?
Oparł głowę o ścianę i odetchnął głęboko.
- Po prostu nie wiem już co robić. Co bym nie powiedział jest źle. Posłuchaj mnie uważnie. Wiem doskonale, że miałaś ciężko. Wiem, że Cię nie uratowałem i masz do mnie o to żal, ale zdecyduj się do cholery. Skoro męczy Cię mój dotyk, to mnie nie dotykaj. Nie będę Cię do niczego zmuszał, serio. Bawi Cię to, że mogę pomóc komuś innemu, a nie umiałem Tobie? Próbowałem. Naprawdę, kurwa, próbowałem. Mnie to nie bawi, wybacz. - wyrzucił z siebie po czym złapał za butelkę i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych.
- Wiem, że nie z takimi ranami sobie radziłaś, ale zacznie Ci to paskudnie puchnąć, jeśli tego nie opatrzysz. No, ale zrobisz co chcesz. Będę na zewnątrz, idę... Nie wiem, sprawdzić teren, czy coś. - po tych słowach po prostu opuścił pomieszczenie trzaskając drzwiami.
Jakkolwiek by nie cierpiała - on również to odczuwał, a parskanie śmiechem na to co do niej mówi było w jego mniemaniu zwyczajnie nie na miejscu. Sam już wystarczająco się nienawidził za to, że nie potrafił jej stamtąd wyciągnąć. I doskonale o tym wiedziała, bo powtarzał to tysiąc razy. Jasne - był w stanie znieść i to. Po prostu... Po prostu musiał się napić.
Najpierw dawała mu złudzenie, pozwalała mu przez chwilę się sobą cieszyć, myśleć, że wszystko będzie dobrze, po czym go odtrącała. Obśmiewała, nie wierzyła w jego słowa, była miła, dziękowała mu tylko po to, by z sekundę na sekundy znów być zimną jak lód.
Podniósł butelkę do ust, by ponownie wypłukać problemy czterdziestoma procentami i skrzywił się lekko.
- Co jest nie tak z tymi kobietami... - mruknął tylko sam do siebie pod nosem opierając się o poręcz od schodków wiodących do domku.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 5