Poprzedni temat «» Następny temat
Huśtawka
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:46   Huśtawka



[Profil]
 
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-04-24, 20:39   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Powiedzmy sobie wprost, naprawdę lubiłem ładne widoki tak jak nienawidziłem widoku nie żywych ludzi. Wzdrygnąłem się idąc w stronę huśtawek powolnym krokiem wygodnie ubrany i z zamyślonym wyrazem twarzy. Usiadłem na jednej wzdychając ciężko i trzymając dłońmi za łańcuchy od huśtawki. Odepchnąłem się nogami od ziemi po czym zacząłem bujać w tył i w przód. Czułem się jakbym nagle wrócił do czasów beztroskiego dzieciństwa i nie musiał niczym martwić. Bez udziału mojej woli zacząłem cicho śpiewać piosenkę która utkwiła mi w umyśle. Miała ona tytuł "Hallelujah" i była naprawdę piękna.
[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-04-29, 20:36   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#13

Choć po ostatnich burzach - tym razem tych dosłownych, choć metaforyczne też przecież nadzwyczaj często dotykały Cass - zdawało się, że chmury nie opuszczą zbyt szybko nieba, jeden z poranków powitał Cassandrę zaskakująco pięknym słońcem. Choć był to przecież dopiero początek marca, przez wiosenno-letnią aurę, pogoda w Seattle znacznie bardziej przypominała środek czerwcowego dnia, na dodatek gdzieś w Kalifornii. W motelu, w którym się zatrzymała, nie było okiennego termometru, jednak - wystawiając dłoń za okno - Gardner ze zdziwieniem wyczuła, jak zadziwiająco ciepło było na zewnątrz.
Gdyby nie wiedziała, jak zdradliwe bywały temperatury o tej porze roku... Gdyby nie pogrążała się w coraz to bardziej ponurych i okropnych myślach... Gdyby nie kryła się po miejscach jeszcze bardziej obskurnych od ich domku w Bractwie, z którego też zresztą już odeszła... Gdyby nie była sobą... Pewnie naprawdę doceniłaby ten dzień. A gdyby nie zagrożenie ze strony D.O.G.S., Genetically Clean i - być może - także niezadowolonej Marie... Zapewne zrobiłaby coś więcej, wychodząc także na spacer.
Teraz jednak, chociaż musiała wyjść, zdecydowanie nie ubrała się w spacerowe ciuchy ani nie szła spacerowym krokiem. Wręcz przeciwnie, zakładając ciemne, jednolite, luźne ubrania, nie planowała stroić się niczym szczur na otwarcie kanałów spacer po parku. Nie brała tego także pod uwagę, zakładając duże okulary przeciwsłoneczne i czarny kapelusz z szerokim rondem, który zadziwiająco mocno kontrastował z jej włosami - niezmiennie rozjaśnionymi na miodowy blond - i bladą skórą. Nie myślała o tym, chcąc tylko jak najmniej wyróżniać się z tłumu podczas swojej szybkiej wyprawy po chińszczyznę na wynos.
W końcu jedzenie nikogo jeszcze nigdy nie zabiło, nie? No, przynajmniej z jej otoczenia... Nawet jeśli zawsze musiał być ten pierwszy raz.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-29, 20:39   

Kiedy tak Lucas beztrosko huśtał się na huśtawce, jego telefon zaczął wibrować. Szybko okazało się, że zadzwonił do niego agent, który był bardzo niezadowolony efektami ostatniej sesji zdjęciowej. Z rozmowy wynikało, że ostatnie miesiące pracy poszły po prostu na marne, a Hope stracił jeden bardzo cenny kontrakt. Ta rozmowa nie wpłynęła zbyt dobrze na chłopaka. Nie było to nic wielkiego w porównaniu do tego co wydarzyło się na marszu, ale w pewnym sensie zakłóciło to koncentrację mężczyzny. Huśtanie nie przypominało mu już dłużej o dzieciństwie i swobodzie, a o kolejnych wzlotach i upadkach. To wystarczyło, by mężczyzna przypadkowo stracił kontrolę nad swoją mocą. I na nieszczęście dla Hope’a w zasięgu jego możliwości pojawiła się Cassandra, która nie mogła tak po prostu zignorować syreniego śpiewu.
[Profil]
 
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-05-01, 09:46   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Tak telefon od agenta ani trochę nie poprawił mi humoru. Pogorszył go za to znacznie. Nie zauważyłem iż zaczałem śpiewać z pomocą swych mocy. W tym momencie było mi chyba wszystko jedno. Nie byłem pewny nawet tego. By choć trochę poprawić sobie humor zamiast hallelujah zacząłem śpiewać piosenkę "Meet me on the battlefield". Siedziałem obrócony w stronę wody nadal się huśtając także nie miałem jak zauważyć czy ktoś się do mnie zbliża czy też nie. Skupiłem się więc na śpiewie który to przynosił mi ukojenie za każdym razem.
[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-01, 12:37   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Choć już dosyć dawno nie była w tej okolicy i, jak to w typowym wielkim mieście, wiele zdążyło się od tego czasu pozmieniać, nie przejmowała się tym jakoś specjalnie. Jej wielka wyprawa miała być szybka, sprawna i nieszkodliwa - przynajmniej w założeniu - natomiast Cassandra specjalnie sprawdziła wcześniej w Internecie drogę do malutkiej chińskiej knajpki. Położonej raczej na uboczu, a jednak na tyle blisko, by kobieta nie musiała krążyć po raczej nieprzyjaznym mieście.
Być może sytuacja po marszu chociaż trochę się już uspokoiła i Cass teoretycznie nie miała żadnych powodów, aby tak bardzo obawiać się ewentualnego starcia, jednakże niewiele to zmieniało. Nadal czuła się wręcz paranoidalnie zestresowana, co - zwłaszcza w połączeniu z nachodzącymi ją ponurymi, okropnymi myślami o własnym skopanym życiu - nie ułatwiało zbytnio wyluzowania się i odpuszczenia. Nawet na ten jeden dzień. Przepiękne słońce być może wywoływało uśmiech na twarzach spacerowiczów, jednak jej głowa nie unosiła się w jego stronę. Wręcz przeciwnie, Gardner starała się spoglądać w dół, po prostu szybko mijając ludzi.
Przynajmniej do czasu. Sama nie do końca wiedziała, co było pierwsze - dosłyszany przez nią męski głos czy przemożna ochota, by skierować się w stronę, w którą wcześniej zdecydowanie nie zamierzała iść. Nim się spostrzegła, jej nogi same obrały całkowicie nowy kurs, serce zaczęło bić szybciej, a puls przyspieszył. Czuła się zupełnie tak, jakby wypiła zbyt dużo szampana z truskawkami, jakby skrzące się bąbelki dosłownie ją wypełniały, unosząc jej ciało w górę i wypełniając je zadziwiającą lekkością. Nie umiała zapanować nad tym wrażeniem. Ba!, nie chciała nad nim zapanować, mając nieodparte wrażenie, że jej źrenice musiały być teraz naprawdę mocno rozszerzone.
Aż wreszcie przystanęła w miejscu, wpatrując się przed siebie z doznaniami stereotypowej nastolatki podczas burzy hormonów. Zupełnie tak, jakby właśnie zobaczyła swojego największego idola... Z tą różnicą, że nawet nie znała tego mężczyzny. Pamiętała go - owszem. Mgliście łączyła go z marszem pokojowym FPTP, jednak nie wiedziała, czemu miała tak nieopanowaną ochotę, by go uściskać. Zresztą... To musiało - musiało! - być przeznaczenie!
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-01, 13:20   

Wraz z każdym kolejnym krokiem dziewczyny, hipnotyzujący głos Lucasa działał na Cassandrę jeszcze intensywniej. Zupełnie, jakby każde jedno słowo wydobywające się z ust mężczyzny zaczynało przeszywać ją na wskroś. Jego śpiew, cała jego refleksyjna postawa. To wszystko wydawało się takie właściwie. Jeśli to nie była miłość od pierwszego usłyszenia… to jak inaczej to nazwać?
Tymczasem Lucas nie był świadomy tego, że za jego plecami pojawiła się jakaś dziewczyna. Wciąż się huśtał i śpiewał, pogrążając się w coraz paskudniejszych myślach. I nagle… pod wpływem silnego wiatru, prędkości z jaką huśtał się mężczyzna i niestabilności huśtawki, zniosło mężczyznę na prawo, niemal go obracając wokół własnej osi. W efekcie Lucas uderzył ramieniem w metalową poręcz i upadł na piasek. Choć w gruncie rzeczy nic poważnego się nie stało, skóra na jednej z dłoni Hope’a została rozcięta o ostry kamień.
Widząca to zdarzenie Cassandra instynktownie ruszyła z pomocą. To nie był jakiś tam mężczyzna z marszu, nie. To był istny Apollo!
[Profil]
 
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-05-02, 19:19   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Upadając na ziemię z moich ust wydobył się bolesny trel. Upadek może nie bolał tak bardzo jednak przeciąta skóra na dłoni piekła. Uniosłem dłoń spoglądając na nią z niezadowoleniem. Przeklinałem siebie w duchu kiedy uświadomiłem sobie iż to może nie zagoić mi sie do nastepnej sesji. No cóż będzie trzeba wykombinować coś by agent tego nie zauważył. Na razie jednak musiałem zrobić jedno a mianowicie wstać. Ruszyłem więc swój zgrabny tyłek z piasku otrzepując się jedną dłonią której nie zraniłem. Kiedy byłem już pewny iż jestem czysty rozejrzałem się i ze zdziwieniem zauważyłem zbliżającą się w moją stronę kobietę. Nie wiedziałem o co chodzi więc po prostu stałem nie bardzo wiedząc co zrobić.
[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-02, 21:08   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- O nie! - Pisnęła, prawie nie poznając własnego głosu. Cienkiego, przepełnionego autentycznym lękiem i zszokowaniem, rozemocjonowanego jak nigdy przedtem. - O nie, o nie, onieonieonie! - Kontynuowała, dosłownie wmurowana w ziemię. Brudną, niehigieniczną, nieczystą ziemię, po której zapewne ganiało tyle bakterii. Maluteńkich, niedostrzegalnych ludzkim okiem, jednak będących w stanie zaszkodzić nawet tym twardym, napiętym mięśniom mężczyzny o niemożliwie...
Cudoooownych oczach...
Niech ją cholera, jeśli dotychczas uwielbiała wpatrywać się w oczy swojego byłego. O stokroć - tysiąckroć! - mniej zapierającego dech w piersiach od człowieka, który teraz na nią spojrzał. Tak! Właśnie na nią! Ze wszystkich wystrojonych kobiet podążających teraz pobliskimi ścieżkami. Ze wszystkich starannie umalowanych biegaczek, których smukłe ciała unosiły się i opadały wraz z kolejnymi sprężystymi susami... Ten oto kociooki młody półbóg zwrócił swą twarz właśnie w jej kierunku. A ona jakby zapomniała, jak zamyka się usta, chwilę wcześniej rozchylając wargi w kompletnym szoku.
Serce jej łomotało, nogi miękły, gardło zaciskało się w braku słów, jakie mogłaby teraz powiedzieć. To było... Coś niesamowitego. On był kimś niesamowitym. Nawet obsypany piaskiem, nie wyglądał ani odrobinę gorzej. Wręcz przeciwnie, drobne ziarenka kwarcu skrzyły się w słońcu, sprawiając, że nieznajomy lśnił. A gdy podniósł się z ziemi, nim w ogóle zdążyła poruszyć nogami i wesprzeć go w tym ruchu - o losie, zmarnowała szansę zaimponowania mu! - mimowolnie westchnęła przeciągle, przekrzywiając głowę w bok. Proporcje jego ciała były tak... Idealne.
Choć nie słyszała już tego przejmującego śpiewu, rwącego serce na drobne kawałeczki, teraz to ptaki usiłowały dorównać jego głosowi. Tworząc atmosferę, która sprawiała, że aż chciało się unosić głowę ku słońcu. Nie, nie temu w górze. Ku niemu - Słońcu Narodu, chlubie amerykańskiej ziemi, ucieleśnieniu wszelkich marzeń i snów. Co tam Kapitan Ameryka, Iron Man czy Obama! Nie byli godni całować Mu stóp! Co tam jej marny były narzeczony! Być może był przystojny, jednak miał okropny charakter. A On - mężczyzna, który wykazał się niesamowitą odwagą podczas marszu? Musiał być tak dobry, jak i piękny. Michał Anioł wyrzeźbił mu ciało, zaś muzy ofiarowały charakter.
Wiedziała, że cokolwiek powie, jakkolwiek się do niej zwróci... Będzie dobry i godny. Ale... Czy ona była godna? Po tak długim zaniechaniu? Przedtem zatrzymała się w pół kroku, strwożona dostrzeżoną sceną, tym przerażającym upadkiem. Teraz jednak jej oczy spostrzegły coś jeszcze. Potrzebowała dłuższej chwili, by zauważyć strużkę krwi czerwieniącej się na nieskazitelnej skórze jej bohatera, któremu nareszcie mogła odpłacić się za wsparcie w jakże trudnych chwilach.
Tym razem nie wahała się ani sekundy. Z kolejnym piskliwym jękiem - o nie! opuszczającym jej usta - zerwała apaszkę z szyi, doskakując do nieznajomego - lecz jakże znanego jej sercu - mężczyzny, padając na piasek tuż przy jego skaleczonej dłoni. Nie mogła przecież pozwolić, by ta błękitna, drogocenna krew plamiła ziemię. Nie czekając na nic więcej, poczęła bandażować mu skaleczenie, wykorzystując do tego czarny materiał swojego własnego szala. Przez jej gardło i tak nie mogły teraz płynąć słowa, mogła zatem dostać choćby anginy. Byleby tylko Adonisowi, którego zdania lub potencjalnych protestów nie brała nawet pod uwagę, nic więcej się nie stało.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-03, 10:51   

Kiedy tak Cassandra doskoczyła do Lucasa, bez pytania oferując mu swoją pomoc, w głowie mężczyzny zakiełkowało dziwne zwątpienie. Czy to możliwe, że dziewczyna była tu przez cały czas? Czy to możliwe, że była jego kolejną psychofanką? Zdecydowanie zbyt szybko przejęła się jakimś przypadkowym mężczyzną, spadającym z huśtawki. To nie mógł być przecież przypadek. I nagle ta myśl uderzyła w Hope’a z zatrważającą siłą. Chyba niczego w życiu nie był bardziej pewny niż tego, że to właśnie Cassandra zepchnęła go z huśtawki.
Co się jednak tyczyło panienki Gardner… jak na rasową sanitariuszkę przystało – genialnie zajęła się skaleczeniem mężczyzny. Rana została opatrzona po mistrzowsku i z pewnością nie można było mówić o żadnym zakażeniu, czy tym bardziej zakrwawieniu stylowych ubrań Lucasa. Czy pozostało więc do zrobienia coś jeszcze oprócz podmuchania, pocałowania paluszka i podzielenia się z mężczyzną swoimi najskrytszymi planami, których teraz przecież był nieodłączną częścią?
[Profil]
 
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-05-03, 13:27   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Odrobinę się przestraszyłem tego jak nagle ta kobieta ruszyła do mnie. Moje własne myśli podsyłały mi różne wytłumaczenia tego dlaczego ta osoba mi pomaga.
-Emm dziękuje ci bardzo za pomoc. Byłaś tu cały czas?- Spytałem odrobinę się pesząc i przeczesując dłonią włosy w nerwowym geście. Było to naprawdę ważne pytanie bo może jednak to nie ona mnie popchnęła? W ogóle nie czułem na sobie niczyich dłoni także jak mógłbym ją podejrzewać o to że mnie zepchnęła? Kiedy upadałem była przecież trochę oddalona ode mnie. Nie mogła tak szybko odbiec po popchnięciu mnie także może to przypadek że tu jest?
[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-03, 15:10   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Jakże dobrze było posiadać wiedzę medyczną! Nawet podczas oficjalnej przynależności do Bractwa, w którym przecież przez dosyć długi czas zajmowała się rannymi i poszkodowanymi, nie czuła się tak bardzo jak ryba w wodzie... Sanitariuszka w piasku? Nieistotne, jak mogłaby w tych okolicznościach nazwać własne odczucia, bowiem tak naprawdę liczyło się przecież wyłącznie jedno - to, jak wspaniałe uczucie ją teraz przepełniało!
Owszem, jednocześnie była wręcz nadmiernie podenerwowana tym, że mogłaby zbłaźnić się przed opatrywanym mężczyzną, jednak starała się skupić wyłącznie na tym, aby jak najsprawniej i najdokładniej zająć się jego raną. Drąc apaszkę i praktycznie nie zwracając uwagi na otoczenie. To, co wewnątrz, było znacznie ważniejsze. A w jej sercu buzowały teraz tak... Skrzące się bąbelki najwytrawniejszego szampana. To była najprawdziwsza magia, to był cud i przeznaczenie, strzała Amora, którym to niechybnie też musiała być ta chodząca doskonałość.
A gdy usłyszała jego głos... Jego miękki, lecz zarazem tak rozdzierająco głęboki - niczym pomruk króla dżungli - głos. Wsłuchując się w słowa, bez wątpienia kierowane właśnie do niej, nie skupiała się na przekazywanej jej treści. Wręcz przeciwnie, choć pytanie nieznajomego było dosyć krótkie i jasne, Cassandra zatrzymała się gdzieś na etapie pojmowania tego, iż właśnie jej podziękował. Tak! Gdyby nie klęczała na ziemi, pewnie by na nią opadła, czując jeszcze większą miękkość i bezwład w nogach. Tak jednak tylko usiadła na własnych piętach, przez chwilę - rozchylając przy tym usta - wpatrując się w mężczyznę, nim z jej ust nie począł wydobywać się istny słowotok.
Czuła wewnętrzną potrzebę, aby powiedzieć mu o wszystkim, o czym myślała w tej chwili. Przecież był jej bratnią duszą, platonicznym kochankiem. Nie mogła zmarnować tej okazji, nadal delikatnie trzymając jego ranną, obwiązaną apaszką dłoń. Ani przez moment nie zastanawiała się nad tym, jak nieskładnie miała zabrzmieć jej wypowiedź. Nie wzięła także pod uwagę tego, że tak pospieszne wyrzucanie słów z ust sprawiało, że tylko co któreś słowa w zdaniu były możliwe do zrozumienia. I tak miał ją zrozumieć! Na tym polegała siła losu, który ich ze sobą złączył!
- To... Siła wyższa... Przysłał, a potem... Niemożliwe, niewiarygodne... I tak to właśnie w życiu bywa... Nie jestem w stanie... Jakże wspaniały... Po nim psa... I dom... Już dziś... Teraz... Zaraz... - Choć trochę plątał jej się język, wreszcie przeszła do sedna, wypalając na jednym wydechu. - Wyjdź za mnie! - Nadal klęczała, trzymała go za rękę, gdzieś w motelu miała swój dawny pierścionek zaręczynowy, który miał tak pięknie pasować mu do tych błyszczących oczu. Czy to nie było najlepszym, co mogło się stać?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-03, 20:49   

Czy brak odpowiedzi na pytanie nie był wystarczająco wymowny? Czy to możliwe, by dziewczyna migała się od wyznania swojego sekretu tylko po to, by Lucas nie przejrzał jej niecnych planów? To teraz wydawało się być takie prawdopodobne. Tak ochoczo rzuciła mu się z pomocą, zupełnie jakby to sobie zaplanowała.
I te nagłe niespodziewane oświadczyny. Nieważne jak Hope musiał być skołowany tymi wszystkimi słowami, stanął przed podjęciem naprawdę poważnej decyzji. I cokolwiek zamierzał zrobić, pojawienie się pięcioletniej uroczej dziewczynki, która zamierzała w spokoju się pohuśtać, ale teraz w zdumieniu przyglądała się całej scenie, znacznie komplikował sprawę.
Co się tyczy Cassandry… nieważne jaką odpowiedź uzyska od Lucasa, nie mogła nie zawalczyć o tę miłość. W głowie nawet z pewnością zaczęła planować datę ślubu, a imiona Stephen i Josephine wydawały się być idealnymi imionami dla dwójki ich przyszłych, uroczych dzieci.
[Profil]
 
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-05-04, 17:22   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Brak odpowiedzi na moje pytanie mimo iż była naprawdę podejrzana to nadal nie rozumiałem jakim cudem mogłaby mnie popchnąć i tak szybko uciec. Niezbyt rozumiałem sens jej słów dopóki nie zadała mi pytania jakże niecodziennego. W końcu kto proponuje małżeństwo dopiero co spotkanej osobie?
-Wybacz mi jednak znamy się zbyt krótko bym mógł podjąć tak ważną decyzję- Powiedziałem uśmiechając się do niej delikatnie oraz podając jej nie zranioną dłoń by pomóc jej wstać. Nie chciałem jej urazić! Co to to nie! Możliwe iż tą odpowiedzią powiedziałem iż spotkamy się jeszcze jednak nie obchodziło mnie to zbytnio. Jeśli ta się nie zasmuci.
[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-04, 20:16   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Już od dłuższego czasu praktycznie nie zwracała uwagi na otoczenie, nie zwracając zatem najmniejszej uwagi na małą dziewczynkę, która obserwowała całą sytuację. O ile nic nie zagrażało jej wybrankowi, cała reszta była nieistotna. Liczyli się przecież tylko i wyłącznie oni - ich dwoje, przyszłość, dom, pies, może nawet... Dzieci? Chłopiec i dziewczynka. Marzenie każdej stereotypowej kury domowej, którą bez najmniejszego zawahania zostałaby teraz dla tego człowieka. W końcu tyle było im przeznaczone. Może także urocza parka, która odziedziczyłaby urodę po ich ojcu, istnym półbogu, nie po niej - wypłoszowatej śmiertelniczce wykorzystującej tak niebanalną okazję.
Kiedyś chciała mieć przecież rodzinę. Być może nie była na etapie wybierania imion potencjalnego potomstwa, jednak rozważała takie okoliczności. Wtedy jednak była młoda - no, na pewno młodsza - i głupia. Dała się omotać, nie zważając na jakiekolwiek racjonalne aspekty tamtej relacji, która zresztą nadzwyczaj szybko się po tym zakończyła. Tym razem... Tym razem było zdecydowanie inaczej. Czuła to! Wiedziała! Nawet jeśli do jej uszu dotarły słowa odmowy, nie zwróciła na nie zbyt dużej uwagi. Zupełnie tak, jakby wyłącznie przeleciały jej przez głowę, wylatując bezpowrotnie.
- Może być wspaniale, może być naprawdę wspaniale. - Mruknęła, wpatrując się błyszczącymi oczami w twarz mężczyzny, który... Jakoś się nazywał. - Jak właściwie masz na imię? - Dodając, nie zaczęła wcale logiczniej na to spoglądać. Nie, nie, nie. Chciała po prostu wiedzieć, kogo zamierzała uszczęśliwiać do końca ich dni. Wspólnych i przepełnionych niemożliwym do ogarnięcia szczęściem.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5