Poprzedni temat «» Następny temat
Deptak #2
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 12:32   Deptak #2



[Profil]
 
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-05-27, 16:04   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


#2

Był dosyć późny wieczór, gdy opuściła pracę. Lampy uliczne już dawno rozjaśniły się pełnym blaskiem, a po ciemnym, prawie że czarnym niebie płynęły ciężkie chmury - najprawdopodobniej zwiastujące deszcz lub kolejną burzę, ostatnio tak często goszczącą nad Seattle. Co prawda, nadal nie padało, lecz najprawdopodobniej już wkrótce miało się to zmienić, zwiastował to także silny, chłodny wiatr, który dosłownie uderzył w Jane, gdy ta zaczęła schodzić po schodach siedziby Genetically Clean.
Mimo wszystko, Atwell postanowiła jednak nie zamawiać taksówki ani Ubera, tylko przejść się na piechotę. Potrzebowała tego. Po niezmiernie ciężkim, a zarazem także niemożliwie nudnym i męczącym jak cholera, dniu spędzonym na typowo papierkowej robocie, potrzebowała odrobiny ruchu. I nawet jeśli tego wieczoru zdecydowanie musiała odpuścić sobie przebranie się w luźniejsze ubrania i wyjście, by trochę pobiegać, mogła przynajmniej odrobinę się przespacerować. Nieistotne, że nie miała parasolki.
Słysząc pierwszy głośny grzmot i czując duże krople deszczu spadające na jej włosy, szła właśnie deptakiem w kierunku domu, wcześniej przez chwilę spoglądając na horyzont. Dookoła nie było zbyt wielu ludzi, większość zapewne pochowała się już wewnątrz okolicznych budynków. Janine nie zamierzała tego jednak robić. Dokończywszy niedawno kupioną kawę, nieustępliwie zmierzała przed siebie - mimo deszczu i braku parasola.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Harrison Promise



Don't get too close, its dark inside, it's where my demons hide, It's where my demons hide

Medium

66%

x





name:

Harry Promise

age:
25 lat

height / weight:
185/80

Wysłany: 2018-05-27, 16:44   
   Multikonta: x


/ przed spotkaniem z Viggo?

Harry uwielbiał taką pogodę. I nie, wcale nie odzwierciedlała jego emo nastawienia do świata, tego, że jest taki samotny i porzucony, co ja mam zrobić ze swoim życiem! Właśnie wprost przeciwnie! Kiedy padało, na zewnątrz można było spodziewać się mniejszej ilości ludzi, a to sprzyjało beztroskim spacerom po deptaku. Postanowił odwiedzić szpital, ale tak jak się spodziewał - nie znalazł na liście pacjentów znajomego nazwiska. Łudził się nadzieją, że może Joseph trafił do szpitala, a to oznaczało bezpieczniejszą opcję, znacznie lepszą od tej, która kiełkowała i rozwijała mu się w głowie, z każdym kolejnym dniem. DOGS.
Szedł szybko deptakiem z kapturem narzuconym na głowę. Ciężko było nazwać to spacerem, skoro poruszał się co najmniej w taki sposób, jakby sądził, że jest śledzony. Zatopiony w myślach, nie zauważył idącej z naprzeciwka dziewczyny, trzymającej w ręce kawę i wpadł na nią, wytrącając jej plastikowy kubek z ręki.
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
If you ever want to join me baby I'll be dancing in the dark
<img src="http://img25.otofotki.pl/obrazki/gv865_wTLM_DouglasBooth_3.jpg" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/7bed901bd03ad671815872ce938aa750/tumblr_o7w2veChcr1runoqyo1_500.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Don't throw my name 'round here like that, you could het us in some trouble talking that way.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-27, 19:14   

9 marca był bardzo ponurym dniem...
Ciemne chmury malowały się nad blokowiskami Seattle, rozprzestrzeniając wokół mroczną aurę i nieprzyjemny, chłodny deszcz. Wiatr hulał na wolnych przestrzeniach, powodując dreszcze na każdym odkrytym skrawku skóry. Lampy uliczne przez deszcz wyglądały na znacznie mniej rozpalone, przez co całe miasto wydawało się jeszcze ciemniejsze, niż jest w rzeczywistości...
A jednak, mimo tak nieprzychylnych warunków, dwie nieznane sobie duszyczki zagnało aż do tego miejsca - deptaku, który o tej porze zdecydowanie nie przyciągał żadnych przechodniów.
Pewnie właśnie dlatego, znaleźliście się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie...

Krzyk. Głuchy krzyk i szloch niosły się z oddali. Nawoływanie o pomoc, szmery, upadek... Tak, mogliście to wszystko dokładnie usłyszeć, mimo wciąż uderzających kropel deszczu o drewniane podłoże. Tylko skąd się niosły te dźwięki? To była całkowicie otwarta przestrzeń, gdyby komuś coś groziło, z pewnością byście to dostrzegli. A jednak... Nic nie było widać.
Kolejny przeraźliwy krzyk był niesiony przez wiatr. Tym razem dużo bardziej dramatyczny, błagający...
Jeśli przystanęliście choć na chwilę, choć na ułamek sekundy, próbując namierzyć pochodzenie tajemniczych odgłosów, moglibyście przysiąc, że wychodzą... Spod ziemi? Czyżby ktoś się ukrywał pod deptakiem? Ale jak? Przecież pod tym drewnem jest woda, czyż nie?
Czy ciekawość weźmie nad wami górę, i spróbujecie dotrzeć do tajemniczej ofiary, czy może raczej zlecicie to zadanie organom do tego przeznaczonym?
[Profil]
 
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-05-27, 22:13   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Okręcając się mocniej długim, welurowym szalem, wreszcie przyspieszyła kroku. Być może było coś takiego w atmosferze tego miejsca - w opustoszeniu, coraz bardziej zbliżającej się burzy, niezwykłej ciszy z delikatnym pluskiem fal i szumem odległych samochodów - co sprawiało, że mogłaby tu zostać jeszcze przez chwilę. W mieszkaniu przecież nic na nią tak naprawdę nie czekało. Była jednak stanowczo zbyt realistyczną duszą, aby dać się pochłonąć tej marzycielskości. To już na nią nie działało.
Gdy się nad tym mocniej zastanowiła, w staniu na deszczu nie było zupełnie nic przyjemnego. Równie dobrze mogła wziąć po prostu - znacznie cieplejszy i przyjemniejszy - prysznic we własnym mieszkaniu. Po czymś takim z pewnością tak łatwo by nie zachorowała, na co przecież nie mogła sobie pozwolić, nie miałaby mokrych ubrań do suszenia i nie śmierdziałaby jak zbiornik wodny. Te argumenty zdecydowanie do niej przemawiały, sprawiając także, iż zaczęła iść jeszcze sprawniej...
Patrząc już nie na niebo czy horyzont, a na własne - ubrane w niezbyt praktyczne, ale przynajmniej kobiece, szpilki - stopy. Nie dostrzegając wcześniej nikogo w okolicy, nie sądziła przecież, że może spowodować to jakieś problemy, nie większe od nogi utkwionej w szczelinie między deskami. Najwyraźniej się jednak myliła. Mając dosyć opóźnione, zwłaszcza jak na kogoś o dosyć szybkim refleksie, reakcje, nie tylko dała wytrącić sobie kubek z ręki, lecz także wpadła obcasem w nieszczęsną przestrzeń, której tak bardzo unikała.
Nie chciała nawet wiedzieć, jak fatalnie to wyglądało, gdy całym ciężarem zwaliła się w przód - na tego, kto ją prawie przewrócił. Nic więc dziwnego, że jej pierwszą reakcją było odbicie się od piersi mężczyzny i otwarcie ust w chęci wypowiedzenia jakiegoś wyjątkowo nieprzyjemnego komentarza. I może faktycznie by to zrobiła, gdyby nie dźwięki, jakie rozległy się dookoła nich. Nie od razu je dosłyszała, nie od razu się na nich skupiła, ale gdy już to zrobiła... Zmarszczyła brwi, spoglądając na deski pod swoimi stopami - i zarazem na unieruchomiony obcas - wcale nie ruszając się przy tym jednak z miejsca.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Harrison Promise



Don't get too close, its dark inside, it's where my demons hide, It's where my demons hide

Medium

66%

x





name:

Harry Promise

age:
25 lat

height / weight:
185/80

Wysłany: 2018-05-28, 22:04   
   Multikonta: x


Atmosfera wokół zdecydowanie nie sprzyjała przechadzkom po deptaku, ale dzięki temu Promise mniej rzucał się w oczy, a to sprzyjało jego sytuacji, tak? Poza tym, już trochę męczyło go ukrywanie się, chowanie się jak jakiś szczur po kątach. Śmierć rodziców i zaginięcie brata nie było czymś, co spłynęło po nim jak po kaczce, ale skoro istniała nadzieja na odnalezienie chociaż tego drugiego, to może faktycznie trzeba było ogarnąć dupę i ruszyć do przodu?
No i bynajmniej z jego ust nie popłynął żaden ,,nieprzyjemny komentarz:, od którego powstrzymała.została powstrzymana nieznajoma, tylko zwyczajny bluzg. Zachwiał się nieco do tyłu, kiedy dziewczyna oparła na nim swój ciężar, ale zdążył utrzymać równowagę, nim oboje runęliby na te nieszczęsne deski, łapiąc ją z automatu pod łokcie. Nie zdążył powiedzieć żadnego ,,Przepraszam" i szczerze mówiąc, chyba nieszczególnie mu to chodziło po głowie, bądźmy szczerzy: Promise nie przeprasza, nawet jeśli... powinien? Hipokryta, nadęty buc, ignorancki dupek.
Z resztą, szybko jego uwaga została skierowana na dochodzące w ich stronę wołania. Harry, zmarszczył brwi, nic z tego nie rozumiejąc, bo w promieniu kilkunastu metrów nie było widać nikogo, mimo, że dźwięki były całkiem wyraźne.
- Też to słyszysz? - zapytał, zupełnie bezpardonowo, ot tak, w stronę dziewczyny, a potem skierował na nią lekko zdezorientowane spojrzenie.
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
If you ever want to join me baby I'll be dancing in the dark
<img src="http://img25.otofotki.pl/obrazki/gv865_wTLM_DouglasBooth_3.jpg" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/7bed901bd03ad671815872ce938aa750/tumblr_o7w2veChcr1runoqyo1_500.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Don't throw my name 'round here like that, you could het us in some trouble talking that way.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-29, 21:09   

To mogłaby być taka piękna, romantyczna scena.
Ledwie zapalające się lampy uliczne, półmrok, lejący deszcz i szum oceanu... Dwójka nieznajomych, wpada na siebie, kubki z kawą zostają wytrącone, obsasy się łamią, ale silne ramiona mężczyzny ratują tę damę z opresji... Problem był jednak taki, że to wcale nie Jane potrzebowała tego ratunku.

Krzyk nie ustawał. Robił się coraz bardziej żałosny, błagalny, chyba nawet nieco histeryczny. Mieliście pewność, że osoba, do której należał, miała z pewnością coraz mniej czasu. Tylko jakim cudem w ogóle mogła się znaleźć pod deptakiem?
[Profil]
 
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-05-29, 23:22   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, nawet jeśli ich zderzenie było też po części jej winą, ona także nie miała ani okazji, ani ochoty go za to przepraszać. Ba!, z jej ust nie wydostało się nawet krótkie dzięki, jakie zapewne powinna była powiedzieć, gdy złapał ją za łokcie i tym samym sprawił, że się nie wywróciła. Nie chodziło nawet o to, że nie była kulturalna. Oj, doskonale wiedziała, kiedy należało powiedzieć te wszystkie uprzejme słowa i jaki uśmiech dobrze było do nich dobrać.
Nagłe, głośne dźwięki, których źródła nie była w stanie dokładnie zidentyfikować, sprawiły jednak, że całkowicie przestała o tym myśleć. W chwili, w której w jej głowie pojawiło się podejrzenie o miejscu pod pomostem, już dawno zapomniała o tym, że nawet nie odezwała się do nieznajomego towarzysza, mimo że nadal ją przytrzymywał, a ona zdecydowanie tego potrzebowała. Nie za bardzo wiedziała, jak powinna załatwić sprawę z obcasem - wciąż zaklinowanym w szczelinie między deskami - bo zapinany paseczek uniemożliwiał jej proste wyciągnięcie nogi z buta. Ostatecznie szarpnęła jednak stopą, przytrzymując się swojego niecodziennego, ponuro wyglądającego towarzysza i zrywając kawałek materiału.
Akurat w odpowiednim momencie, aby móc zareagować na słowa mężczyzny, niewątpliwie słysząc to samo, co on. Wrzaski, krzyki, odgłosy desperackiego poszukiwania pomocy...
- Zamierzasz to sprawdzić? - Odpowiedziała, rozglądając się dookoła. Skoro już przeszli na ty...
Ktoś inny, bardziej heroiczny, z pewnością już dawno by zainterweniował, ale Jane? Jane nie zamierzała narażać się sama. Nie była tak dobrym człowiekiem.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Harrison Promise



Don't get too close, its dark inside, it's where my demons hide, It's where my demons hide

Medium

66%

x





name:

Harry Promise

age:
25 lat

height / weight:
185/80

Wysłany: 2018-05-30, 17:52   
   Multikonta: x


No to mamy drobny... problem? Bo Promise wylewnym altruistą też nie bywał. Nawet okazjonalnie! Nauczenie się dewizy Umiesz liczyć, licz na siebie, nie oglądaj się na innych i wrycie jej w mózg, przyszło mu zadziwiająco łatwo. Poza tym, jako czarna owca rodziny, nigdy nie trzymał się zbyt blisko, zawsze miał problemy z okazywaniem uczuć, właściwych uczuć. To Joseph' owi zawsze zostawała ,,przypinana" odznaka tego dobrego, kochającego chłopca, nie jemu. Ale teraz mógł zrobić wyjątek, prawda? Skoro już tu był, skoro już się znalazła okazja do ,,herosowania?"
Chłopak, niestety nie zauważył drobnego dramatu z butem zaklinowanym w szczelinę w roli głównej. Zbyt bardzo niepokoiły go dźwięki dochodzące w ich stronę. Ale... Hm, właściwie, nie wiedział skąd dokładnie dochodziły? Ale idealnie dolatywały do ich uszu...
- Och... - mruknął, w końcu, bardziej do siebie niż do niej, kiedy zauważył, że została uziemiona i że sama wydostała się z opresji. No brawka, Promise, co za refleks spostrzegawczości! Puścił dziewczynę, robiąc krok do tyłu.
- Chyba łatwiej by było to sprawdzić, gdybym wiedział GDZIE jest ta osoba. - powiedział, z nutką zniecierpliwienia, dostatecznie głośno, żeby mogła go usłyszeć w szumie deszczu. - Nikogo nie widać. - rozejrzał się jeszcze raz wokół. A potem (no, moi drodzy, olśnienie numer dwa i to w przeciągu kilku minut! xD)....
- Czy mi się wydaje, czy to dochodzi spod desek? - zerknął w dół na swoje trampki.
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
If you ever want to join me baby I'll be dancing in the dark
<img src="http://img25.otofotki.pl/obrazki/gv865_wTLM_DouglasBooth_3.jpg" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/7bed901bd03ad671815872ce938aa750/tumblr_o7w2veChcr1runoqyo1_500.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Don't throw my name 'round here like that, you could het us in some trouble talking that way.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-31, 15:16   

Gdybyście oboje teraz próbowali sobie wyobrazić plan deptaku, miejsca, w których łączy się z chodnikami i ulicą, z pewnością skojarzylibyście punkty, gdzie między barierkami można zejść pod płaszczyznę desek. Z pewnością korzystają z niej konserwatorzy powierzchni płaskich, być może niektórzy drobni przedsiębiorcy, mający budki na obrzeżach promenady, jak i służby porządkowe. W końcu - wiadomo - tam, gdzie kończy się lita ziemia, nie od razu zaczyna się woda. Nagłe olśnienie z pewnością w końcu kogoś z was nawiedziło - z pewnością w jednym właśnie z takich miejsc właśnie odkrywa się czyjś koniec świata...

Krzyk na chwilę ustał - a przynajmniej tak wam się wydawało. Wciąż wzrastający deszcz skutecznie tłumił tak odległe dźwięki. A może to była kwestia rozmowy między wami? Ta krótka wymiana zdań z pewnością mogła zaburzyć waszą percepcję słuchową, ograniczając ją jedynie do najbliższego otoczenia. Może nawet któreś z was pomyślało, że to wszystko to tylko paranoja? W końcu takie rzeczy nie dzieją się na ulicach. Nie wam. To się nie może dziać, nie przy was. To tylko w wiadomościach, tylko w telewizji, tylko w gazetach o tym piszą. Czemu nagle wy mielibyście być zamieszani w jakiekolwiek dziwne wydarzenia?

Ta złudna nadzieja została jednak szybko rozmyta, gdy kolejny raz usłyszeliście krzyk - z pewnością już ostatni, najgłośniejszy, najbardziej żałosny. Wrzask, wycie, jakby właśnie obdzierali kogoś żywcem ze skóry. A co gorsze... Wciąż dochodził z tego samego miejsca, pod deskami, nim ucichł, zostawiając was jedynie z szumem oceanu, na ledwie oświetlonym deptaku...
[Profil]
 
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-06-01, 23:09   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Nawet mając obcas utkwiony w szczelinie, pod którą znajdowała się zapewne dosyć głęboka woda, czy narażając się tym samym na uszkodzenie kostki, nie przyszło jej do głowy, by poprosić mężczyznę o jakąkolwiek pomoc. Prawdę mówiąc, niczego od niego nie oczekiwała. Owszem, przytrzymał ją, a ona się na nim oparła, jednakże to było dosyć… Odruchowe, niezamierzone. Jeśli zaś chodziło o wszystkie inne sytuacje, Atwell praktycznie zawsze radziła sobie całkowicie sama. Tym razem też miało tak być. Nie miała co do tego nawet najmniejszych wątpliwości.
Być może, gdy była jeszcze znacznie mocna, dosyć często polegała na swojej rodzinie i przyjaciołach - na matce, na ojcu, na siostrze. Ale to była już zamierzchła historia. Ci wszyscy ludzie już dawno postawili na niej krzyżyk. Przekreślili swój udział w jej życiu, robiąc z niej potwora, którym nigdy nie była. Pozostawiona tak naprawdę sama sobie, musiała zacząć brać odpowiedzialność za własne życie. Z początku trochę sobie z tym nie radziła, wielokrotnie potknęła się na drodze do tego, kim była obecnie. Robiła rzeczy, o które by się nie posądziła, korzystała z nieoczekiwanych wyjść, dosłownie wyważała zamknięte przed nią drzwi…
Więc miała nie poradzić sobie z byle butem?
Gdy wreszcie rozerwała nieszczęsne zapięcie - teraz smętnie dyndające po zewnętrznej stronie jej kostki - wysunęła stopy z obu butów, stając boso na pomoście i momentalnie tracąc kilka centymetrów, które wcześniej prawie równały ją z mężczyzną. Mimo to, wcale nie zamierzała patrzeć na niego z dołu. Wręcz przeciwnie - wcale na niego nie spojrzała, odsuwając się tylko, bo już nie potrzebowała jego pomocy. Nadal obserwowała otoczenie, starając się dojść do tego, skąd niosły się dźwięki. Pod nimi była przecież tylko woda, nic więcej, a krzyki nie brzmiały ani trochę bulgocząco.
- Przecież tam nie ma suchego gruntu. - Mruknęła bardziej do siebie niż do niego, raczej doskonale wiedząc, że nie powinni rozważać takich rzeczy, tylko raczej od razu rzucić się na ratunek, ale… Nie widziało jej się robienie z siebie superbohaterki, w porządku? Nie zamierzała narażać się nawet dla kogoś, kto słyszalnie znajdował się w okropnej, przerażającej sytuacji. To nie było w jej stylu…
Nie mieli wiele czasu na reakcję… I najwyraźniej całkowicie stracili te minuty, gdyż wrzask nagle się urwał, mimo to tkwiąc w pamięci Jane. Nie była całkowicie gruboskórna. Czuła wyrzuty sumienia, bezgłośnie przełykając ślinę. Może to właśnie dlatego postanowiła wreszcie zaproponować.
- Możemy zejść niżej. Zobaczyć, co tam jest. - Było ciemno, nie znała tego człowieka, chwilę temu prawdopodobnie coś się komuś stało… Co złego mogło się zdarzyć, nie?
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Harrison Promise



Don't get too close, its dark inside, it's where my demons hide, It's where my demons hide

Medium

66%

x





name:

Harry Promise

age:
25 lat

height / weight:
185/80

Wysłany: 2018-06-02, 19:34   
   Multikonta: x


Może właśnie dlatego tkwili w miejscu jak kołki? Bo oboje nie potrafili zebrać się do tego, by nawiązać pracę w grupie? Promise też był przyzwyczajony do tego, że zawsze wszystko robił sam. Taki Pan Samodzielny, indywidualista, nie lubiący polegać na łasce innych. Zazwyczaj jest tak, że rodzice doglądają więcej i nawet natarczywiej swoje młodsze latorośle, ale to Harry miał więcej swobody, jeśli chodziło o jego wychowanie. I, o ironio losu, to on musiał uważać na swojego starszego brata, żeby nie zrobił niczego głupiego. I, nie, wcale nie miał tego za złe rodzicom, dobrze czuł się nie będąc kontrolowanym. Kiedyś wysnuł sobie teorię, że to na pewno przez zdolności, jakie mu zostały przekazane w pakiecie.
- Jesteś pewna? Bo ja nigdy tu nie byłem. - mruknął, w końcu robiąc parę kroków do przodu. Wyciągnął z kieszeni wiatrówki latarkę, którą wziął na wszelki wypadek i pstryknął nią, a światło troszkę rozproszyło zapadające powoli ciemności. Nie miał zielonego pojęcia, co robi, ale lepsze było to niż sterczenie w miejscu nie robiąc nic.
- Tu, między barierkami. - powiedział, ale nie obejrzał się za siebie, by sprawdzić czy dziewczyna idzie jego śladem. Do niczego jej nie zmuszał, w końcu byli sobie obcymi ludźmi. W sumie, jeśli on - jako facet - mógł być czysto hipotetycznie jakimś zboczeńcem, gwałcicielem, tak ona, cóż? Płatną zabójczynią? Nie przeszło mu nic takiego przez głowę, rzecz jasna. Tylko teoretyzuję. Bo skoro to mężczyzn zazwyczaj stawia się w złym świetle, jeśli chodzi o takie sytuacje, to czy kobiety też można by było w takim świetle postawić?
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
If you ever want to join me baby I'll be dancing in the dark
<img src="http://img25.otofotki.pl/obrazki/gv865_wTLM_DouglasBooth_3.jpg" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/7bed901bd03ad671815872ce938aa750/tumblr_o7w2veChcr1runoqyo1_500.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Don't throw my name 'round here like that, you could het us in some trouble talking that way.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-04, 19:07   

Wasza krótka wymiana zdań w deszczu trwała, przeciągając się niemal w nieskończoność, gdy w końcu w tle przestało być słychać krzyki. Mogłoby być całkiem romantycznie, gdyby tylko Harry nagle nie postanowił zostawić naszej damy w (już nie) opałach, zostawiając ją na pastwę losu, za sobą i idąc w kierunku barierek.
Jak mógł się przekonać, że to był dobry trop, spytacie?
Nogi go niosły, kroki się przeciągały, już tylko metry dzieliły go od ogrodzenia, za którym z pewnością mógłby znaleźć zejście na dół, gdy posadzka niebezpiecznie się zatrzęsła a deski zaczęły pękać, jedna po drugiej, w tak szybkim tempie, że nawet Promise nie mógł tego zarejestrować - tym bardziej w deszczu, tuż przy oceanie...
Nie minęła sekunda, jak deptak wybił, a panele roztrzaskane na kawałki zaczęły się unosić. Nasze medium miało tu nie lada problem, bo - na jego nieszczęście - pod jego nogą znajdowała się jedna z podnoszonych belek. Mężczyzna z impetem został przewrócony, latarka z jego rąk wypadła, sunąc po drewnie kilka metrów, a kolejne drzazgi zaczęły lecieć w jego kierunku, co z daleka mogła obserwować nasza zdecydowanie niższa bez obcasów Jane.
Jeśli tylko kobieta próbowała skupić swój wzrok na samym wypadku, mogła zauważyć ciemną, umięśnioną i rozrośniętą sylwetkę, malującą się na powoli rozpalanych światłach miasta.... Cień, poruszał się z niesamowitą prędkością i wywoływał w kobiecie uczucie grozy, strachu, niepewności...
Pytanie jednak brzmiało - co za sobą pozostawiła ta zjawa, w tej właśnie wytworzonej dziurze w podłożu?
[Profil]
 
 
Harrison Promise



Don't get too close, its dark inside, it's where my demons hide, It's where my demons hide

Medium

66%

x





name:

Harry Promise

age:
25 lat

height / weight:
185/80

Wysłany: 2018-06-05, 13:02   
   Multikonta: x


Pomijając ten nieszczęsny but, lady Jane, nie wyglądała Harry' emu na jakąś biedną, zagubioną osóbkę, liczącą na pomoc ze strony drugiej osoby, gdyby przyszło co do czego, więc za bardzo się nie przejął, ani nawet nie pomyślał o tym, że ją pozostawił na chwilkę samej sobie. Wiecie, XXI wiek, kobiety (niestety) nadal zmuszone do tego, by pokazać swoją niezależność. Promise nie chciał jej w niczym umniejszać! A i nie był żadnym rycerzem na białym koniu.
Właśnie miał zerknąć za barierkę, kiedy coś potoczyła się nie tak. A nawet bardzo nie tak. Najpierw poczuł lekkie drżenie pod stopami, a potem sytuacja wymknęła się spod kontroli o wiele szybciej niż zdążył z siebie wydusić cokolwiek: Dziewczyno, wiej!, Ja pierdylam, wszyscy zginiemy albo Nic, tylko współczuć w spłacie ubezpieczenia za te gówniane deski.
Przeklął, upadając na plecy, próbując wypatrzyć coś w ciemności. W takich sytuacjach, Pan Medium żałował, że nie dostał w pakiecie innych mocy, bardziej koksiarskich od kontaktu z drugą stroną... Oddech miał szybki, płytki, kiedy półleżąc, cofnął się do tyłu, dalej od dziury. Potem, trochę się gramoląc, z winy mokrych desek, wstał chwiejnie na nogi. Wszystko trwało kilkanaście sekund.
- Co to miało, być, do cholery?! - rzucił za siebie, trochę zdyszany, ogniskując wzrok na Jane.
_________________

<div style="width:390px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; text-transform:lowercase; line-height:80%; color:#B2C0C1;text-shadow: 1px 1px #000000;">
If you ever want to join me baby I'll be dancing in the dark
<img src="http://img25.otofotki.pl/obrazki/gv865_wTLM_DouglasBooth_3.jpg" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;"><img src="https://78.media.tumblr.com/7bed901bd03ad671815872ce938aa750/tumblr_o7w2veChcr1runoqyo1_500.gif" style="border:5px double #B2C0C1; width:180px;height:100px;">
<div style="width:380px; background-color:#B2C0C1; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Don't throw my name 'round here like that, you could het us in some trouble talking that way.
[Profil]
 
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-06-10, 22:28   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiedziała, co powinna myśleć o tym mężczyźnie, prócz tego, że miał wyjątkowo marną skłonność do wpadania na ludzi i psucia im nie tylko nastroju, lecz także dosyć drogich butów, za które - jak oceniała po jego ubiorze - raczej nie miał oddać jej pieniędzy. Nie zamierzała go nawet o to prosić, po prostu akceptując fakt, iż najprawdopodobniej będzie musiała zejść z deptaka i prawie natychmiast zamówić taksówkę wprost do domu, żeby nie szwędać się boso po ulicach. Ten etap życia miała już przecież dawno za sobą, teraz nie ściągając już szpilek, gdy wracała do domu po kolejnym przyjęciu, a stopy bolały ją jak po przechadzce po rozżarzonych węglach.
Z drugiej strony… Nie chciała tu być jednak całkowicie sama, gdy z niedalekiej odległości docierały do niej przeraźliwe wrzaski kogoś, kto mógł być w znacznie gorszej sytuacji. Nie była bohaterką, by rzucać się na pomoc. Nie była także cykorem czy tchórzem, ponieważ w jej fachu po prostu by coś takiego nie przeszło. Musiała jednak przyznać, że krzyki sprawiły, iż poczuła, jak ciarki przechodzą jej po skórze. Być może przez to, że skojarzyła je z czymś zupełnie innym niż to, z czym prawdopodobnie mieli teraz do czynienia… Z czymś znacznie bardziej bolesnym i osobistym. I to właśnie sprawiło, że na dłuższą chwilę prawie całkowicie zamarła, nim ruszyła za mężczyzną, odpowiadając mu.
- Tak mi się wydaje. Niezbyt często bywam w takich miejscach. - Pewnie niespecjalnie miała go tym zaskoczyć. Tak przynajmniej sądziła. Raczej już od dawna nie wpasowywała się w podobne klimaty. Nie była smukłą rusałką w luźnych, zwiewnych strojach, biegającą po pomoście i zarzucającą włosami z kwiecistym wiankiem. Była poważną, dobrze ubraną, poprawnie uczesaną kobietą, która być może chodziła teraz boso, pozostawiając oba buty tam, gdzie straciła swój obcas, ale nie czerpała z tego zbytniej satysfakcji. Zwłaszcza że deski były zimne i mokre, co spowalniało jej kolejne ruchy.
Na… Szczęście? W jednej chwili dostrzegła bowiem, że mężczyzna wychyla się w kierunku barierek i świeci na nie latarką, aby w kolejnej instynktownie odskoczyć jak najdalej od miejsca, w które jeszcze chwilę wcześniej ostrożnie zmierzała. Z początku nie wiedziała, co się dzieje. Wszystko stało się tak szybko, że jej oczy zarejestrowały wyłącznie unoszące się deski, upadającego nieznajomego i cień, którego ten najwyraźniej nie zauważył, krzycząc do niej swoje pytanie…
Jane nie odpowiedziała. Była na to stanowczo zbyt zszokowana, czując jeszcze mocniejsze dreszcze i obserwując ten ciemny kształt, gotowa po prostu rzucić się do ucieczki, nie patrząc na nic i na nikogo. Chwilowo jednak wciąż jeszcze stała w miejscu...
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6