People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-06, 23:59
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Z pewnością Dale nie był najnormalniejszą osobą, miał ostro poprzewracane w głowie, właściwie sam nie był do końca pewien, dlaczego zdecydował się gdzieś ją zabrać, skoro i tak zamierzał prędzej czy później odejść - mimo, że tego nie chciał... I tak zawsze to robił, ponieważ po prostu nie potrafił inaczej.
Dzisiaj jednak nie chciał o tym myśleć, chciał żyć tą chwilą, chciał czuć jej obecność i sprawić, by uśmiechnęła się choć raz i by ten uśmiech był tylko dla niego. Pragnął czuć jej dotyk na sobie, jeszcze raz zatopić się w jej ustach i zapomnieć o całym świecie.
Z opuszczonego hangaru skierowali się w kierunku samochodu zaparkowanego nieopodal, należał on do Dale'a, no... Może w pewnym sensie do niego należał, ale na pewno był bezpieczny, blachy były czyste.
W końcu znaleźli się przy czarnym renault kadjar, a on wyciągnął z kieszeni kluczyki i otworzył go, uprzednio rozglądając się, czy aby na pewno nikogo nie ma w pobliżu. Gdy już oboje znaleźli się w samochodzie odpalił go i ruszył.
Właściwie... Wcześniej nie miał pojęcia, gdzie ją zabrać, ten pomysł przyszedł mu do głowy dopiero w tej chwili.
Po jakichś dziesięciu minutach zaparkował przed jednym z barów, który, no cóż... Nie wyglądał najlepiej.
- Poczekaj tutaj chwilę na mnie. - mruknął i nie czekając na odzew wyszedł z samochodu i skierował swoje kroki w kierunku baru, do którego wszedł.
Wyszedł z niego po kilku minutach, a dziewczyna mogła zauważyć, jak chowa do kieszeni kolejną parę kluczy.
Ponownie zajął miejsce obok niej, za kierownicą i zanim ruszył złapał ją za dłoń.
- Chcę, żebyśmy dzisiaj nie myśleli o niczym złym. Udawajmy... normalnych. Może być? - zapytał z delikatnym uśmiechem patrząc na nią.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-02-07, 00:20
2 Lata Giftedów!
Trochę się denerwowałam. Nie miałam pojęcia, gdzie Dale chce mnie zabrać, a ja generalnie bardzo dawno nie opuszczałam terenu dzielnicy Black Lake. To było dość ryzykowne, gdy się było tak poszukiwany mutantem jak ja. Na co drugim słupie w stanie Waszyngton wisiało moje zdjęcie, co zdecydowanie nie ułatwiało mi wycieczek do miasta, z których po prostu rezygnowałam, a teraz... a teraz jak gdyby nic wsiadłam z mężczyzną do samochodu, pozwalając, by zabrał mnie w tylko sobie znane miejsce. Byłam idiotką, ewidentnie zostawiłam mózg w tym namiocie tydzień temu, bo inaczej nie umiałam wyjaśnić swojego zachowania. Nie powinnam być tak lekkomyślna... Nie mogli mnie złapać, a pewnie dość szybko by im się to udało, gdyby Dale zabrał mnie do miasta. Wszyscy przeciwnicy mutantów doskonale znali moją moc, więc wcale bym się nie zdziwiła, gdyby brygada antyterrorystyczna zaopatrzyła się w jakieś bardzo nie-metalowe kule, z którymi bym sobie nie poradziła. Powinnam odmówić. Powinnam stanowczo nie zgodzić się na to, by Dale zabierał mnie gdziekolwiek, ale... ale nie zrobiłam tego. Poddałam się mu, wsiadłam do auta i zgodziłam się na to, by zabrał mnie tam, gdzie chce.
Nie wiedziałam co mam mówić, więc w sumie to nie odzywałam się wcale. Byłam tak zagubiona... Czułam się tak strasznie zmieszana tym wszystkim... Czemu życie nie mogło być po prostu proste?
Nie odezwałam się nawet, gdy zaparkował samochód i wyszedł gdzieś, wracając z nową parą kluczy, którą dostrzegłam. Po prostu czekałam na niego cierpliwie, nadal zdenerwowana, nadal przerażona. Gdy wrócił do samochodu i odezwał się do mnie, spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko, ale jego propozycja... nie umiałam tak, nie dało się. Nie byłam normalna i nie umiałam udawać.
- Jak szuka cię cały kraj, to wcale nie jest tak łatwo. - powiedziałam, choć on chyba o tym wiedział. Przeniosłam wzrok na nasze splecione ze sobą dłonie, byliśmy teraz faktycznie tacy... normalni.
- Nie bylam w mieście od trzech lat, Dale. To nie jest do końca bezpieczne. - dodałam, zgodnie z tym, co czułam. Martwiłam się, bo jak zaatakują mnie, to jego oczywiście też, a krwawych walentynek zdecydowanie nie chciałam przeżywać.
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-07, 00:35
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Czy Dale miał pojęcie o tym, jak to wszystko może się skończyć? Czy wiedział, że Col jest poszukiwana, że polowali również na niego? Oczywiście, że tak. Czy w tym momencie się tym przejmował? Absolutnie nie. Nic złego dzisiaj nie miało się wydarzyć, zwyczajnie czuł to w kościach, a jeśli już spotka ich coś takiego... Będzie wiedział jak wyjść z tego cało, ale... Nie. Nie w tym dniu. To miał być... ich dzień, tak cholernie pragnął oderwać się od tego wszystkiego... Musieli to zrobić, po prostu musieli.
Poza tym, chyba nikt nie pomyślałby, że są na tyle głupi, by w walentynki paradować sobie gdzieś razem niczym zakochana para.
Nic nie mogło im przeszkodzić, ten jeden raz wszystko musi się udać.
- Doskonale wiem, że Cię szukują, mnie z resztą też ale... Bez ryzyka nie ma zabawy, nie? - rzucił nieco ironicznie, bo przecież doskonale zdawał sobie sprawę z możliwych konsekwencji takiego postępowania. No cóż. Czasem trzeba zrobić coś, czego się nie powinno.
- Kto Ci powiedział, że zabieram Cię do miasta? - powiedział zabierając swoją dłoń. Odpalił ponownie silnik i ruszył przed siebie.
Jechał dość szybko, jak zwykle dostarczając swojemu organizmowi odpowiednią dawkę adrenaliny, chociaż oczywiście nie pruł jak wariat przez miasto - przecież przypadkowa kontrola była im bardzo nie na rękę i chociaż posiadał lewe dokumenty, to nie był pewien, czy Col również takie ma.
Zatrzymał się jeszcze raz przed pobliską kwiaciarnią i zastanawiając się co właściwie odwala ponownie wyszedł z samochodu. Wrócił z bukietem pełników, czerwonych kwiatów przypominających nieco maki. Kobieta, które mu je sprzedała stwierdziła, że są wyjątkowe, tak jak ten dzień, więc... Wziął je. Wrócił do samochodu i wręczył jej kwiaty.
- Słuchaj... Daleko mi do romantyka i w ogóle nie znam się na tym, ale... Skoro są walentynki, to powinny być i kwiaty, prawda? - rzucił przesuwając delikatnie palcami po jej policzku i po raz trzeci już odpalił silnik.
Po jakichś następnych dziesięciu minutach byli już na miejscu.
Zaparkował w pobliżu portu.
Gdy wysiedli z samochodu ponownie złapał ją za dłoń i ruszył w kierunku pomostu do którego były przycumowane łodzie.
Do tej pory nie mógł uwierzyć w swoje zachowanie, w to, kim był przy niej, jak cholernie pragnął, by chociaż się uśmiechnęła, jak bardzo zależało mu na tym, by była szczęśliwa, by te cholerne walentynki, które w zasadzie nic dla niego nie znaczyły były dla niej wspaniałym dniem... Tylko tego chciał.
Dotarli do niewielkiej motorówki o imieniu 'Shireen', a gdy się przy niej znaleźli spojrzał na nią i powiedział:
- Zapraszam na pokład. - uśmiech ponownie zagościł na jego ustach, a myśl, że spędzi z nią cały dzień i być może część nocy sprawiła, że zrobiło mu się cieplej w okolicach klatki piersiowej...
Z każdą następną sekundą spędzoną w jej towarzystwie zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna stała się dla niego kimś ważnym, choć minął tak krótki czas od ich pierwszego spotkania...
W głębi duszy miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał nigdy patrzeć jak odchodzi z tego świata, bo tego by nie przeżył.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-02-07, 00:58
2 Lata Giftedów!
Cieszyłam się, że z nim jestem, choćby to miało być - tym razem naprawdę - nasze ostatnie spotkanie. Jego obecność wypełniała mnie radością, choć teraz... choć teraz przytłoczył mnie smutek. Tak bardzo chciałam, byśmy byli normalnymi ludźmi, którzy nie muszą się ukrywać, którzy mogą po prostu się kochać, być ze sobą, nie przejmując się niczym i nikim. Tak, chyba tego chciałam teraz najmocniej. Matka zawsze wpajała mi, że musimy być dumni z tego, że jesteśmy wyjątkowi, że jesteśmy mutantami, a ja... zawsze byłam z tego dumna. Teraz jednak czułam się dziwnie, myśląc o tym. Chyba po prostu byłam już zmęczona. Zmęczona tym ciągłym ukrywaniem się, uciekaniem, życiem w lesie jak bandyta, którym przecież wcale nie byłam... Nie chciałam takiego życia dla siebie. Marzyłam o spokoju, bo miałam już serdecznie dość tego wszystkiego. Teraz... teraz zamiast cieszyć się w pełni z tego, że mężczyzna, do którego ewidentnie coś czułam, chciał mnie zabrać na prawdziwą randkę, na której nigdy nie byłam, to ja przejmowałam się tym, czy za godzinę nie będziemy oboje martwi, albo nie skończymy z obrożami na szyjach, zamknięci w celi, katowani jak Levi. Tak bardzo się bałam. Tak bardzo się martwiłam. Byłam tak cholernie zmęczona uciekaniem...
Postanowiłam jednak nie protestować, bo szczęście, które miał zaoferować mi Dale było zbyt kuszące, bym mogła z niego zrezygnować. Najwyżej zginiemy, ale przynajmniej razem. Przynajmniej po raz ostatni zrobię to, co chciałam zrobić, a jeżeli ci, którzy nas zaatakują, nie będą chcieli nas zabić, a będą próbować nas porwać... to wtedy ja nas zabiję, żebyśmy nie musieli stać się ich szczurami labolatoryjnymi. Nie chciałam podzielić losu Leviego, a Dale zdecydowanie nie mógł tego losu podzielić. Tak bardzo martwiłam się wtedy o Leviego... jak bardzo martwiłabym się o Dale'a?
Jechaliśmy przed siebie, aż w końcu Dale znów się zatrzymał. Patrzyłam na nim, zaciekawiona, bo wyglądał zupełnie tak, jakby miał cały plan na dzisiejszy dzień, co zdecydowanie mnie zaskoczyło, a gdy wrócił do auta z bukietem... nie powstrzymałam się i zaśmiałam się cicho. Cholera, chyba nigdy nikt nie kupił mi kwiatów.
- Dziękuję. - powiedziałam, z wdzięcznością przyjmując od niego prezent. Uśmiechnęłam się lekko i pocałowałam go krótko w policzek, ale zaraz odsunęłam się, by mógł prowadzić na tyle bezpiecznie, by nikt po drodze nas nie zatrzymał. Serce biło mi strasznie mocno, strasznie szybko. Jaka ja byłam lekkomyślna, to naprawdę ciężko było mi samej w to uwierzyć.
No i wtedy dotarliśmy na miejsce, do portu.
No tak, to wcale nie było miasto.
Spięłam się, zdecydowanie zdenerwowana. Kurwa, złapią nas, no na pewno się to stanie. Czemu ja się na to godziłam?
Założyłam kaptur na głowę, by choć trochę zadbać o to, by nie rzucać się w oczy. Wysiadając z auta, zostawiłam w nim kwiaty, bo wydawało mi się, że mogłabym się przez nie zbytnio wyróżniać, a tego to ja na pewno nie chciałam.
Chwyciłam jego dłoń chyba trochę zbyt mocno. Mógł się domyślić, jak bardzo się tym wszystkim denerwuję. Szłam obok niego, ze spuszczoną w dół głową, z okularami na oczach. Dobrze, że świeciło słońce, to nie wyglądałam aż tak podejrzanie. Błagam, niech tylko nikt nie zatrzyma nas po drodze.
Chciałam się cieszyć tymi chwilami, ale strach całkowicie mną zawładnął. Gdy doszliśmy do łódki po prostu wsiadłam do niej z pomocą Dale'a, przerażona i wściekła na siebie, ze tak się zachowuję. On się starał, a ja nie umiałam okazać mu, jak bardzo to doceniam, bo panikowałam, zupełnie i całkowicie panikowałam.
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-07, 01:14
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Myślę, że nikt nie powinien musieć żyć w taki sposób w jaki żyli oni, przecież... W gruncie rzeczy byli całkiem podobni do ludzi, jedyna różnica była taka, że zostali obdarowani wyjątkowami umiejętnościami, niektórzy trochę różnili się wyglądem, ale to nie był powód, by traktować ich w taki sposób. Szkoda, że nie mogli nic na to poradzić, nie z tak małą ilością osób i z tak małymi środkami jakie w tej chwili posiadali wszyscy ukrywający się mutanci. Pozostało im chyba tylko czekać na dogodny moment, który mógł nadejść za miesiąc, rok, pięć lat, albo... nigdy.
W każdym razie Dale w odróżnieniu od dziewczyny zachowywał spokój w tej sytuacji, był nauczony ukrywania się w tłumie, nie wyróżniania się, a poza tym... W głębi duszy ciągle wierzył, że nic nie przeszkodzi im w tej ich, ekhm... randce? No dobra, możemy tak to nazywać, chociaż to zdecydowanie nie jest dla niego codzienna sytuacja.
Fowler wiedział czym są tortury, wiedział jak to jest być zamkniętym w celi i zdanym na łaskę obcych ludzi, którzy krzywdzą nas tak mocno i... Przeżył to. Jeśli miało się to wydarzyć drugi raz? Cóż, być może i tym razem uda mu się wyjść z tego w jednym kawałku, jeśli nie... Przynajmniej te chwile spędzone z nią na pewno są tego warte.
Dale cały czas zastanawiał się nad tym dlaczego postępuje w taki sposób, dlaczego jeszcze nie uciekł i z każdą następną chwilą coraz bardziej rozumiał to wszystko, bo przecież... Miłość taka jest. Chaotyczna. Można się w niej zagubić, przestać racjonalnie myśleć, nie można się przed nią oJebronić, a im większa miłość, cóż... tym większy chaos. I chyba właśnie to uczucie spowodowało w jego głowie taki mętlik i sprawiło, że zachowywał się jak ktoś kompletnie inny, ale... Jeśli dzięki takiej zmianie dziewczyna, której dłoń tak mocno teraz ściskał miała choć przez kilka sekund poczuć się doceniona, poczuć, że komuś na niej zależy i na moment zapomnieć o wszystkim i wszystkich... To mógł być teraz kimś innym.
Jeszcze podczas drogi do łodzi przeniósł na nią wzrok, gdy założyła kaptur, a następnie mocno ścisnęła jego dłoń, za mocno. Wiedział, że się boi, denerwuje...
- Weź głęboki oddech... Nie ma się czego bać w końcu... Jesteśmy tylko nomalną parą, prawda? - może i było czego, ale zawsze można było to olać.
W końcu dziewczyna znalazła się na łodzi, a Dale odcumował ją i również na nią wszedł. Następnie wyjął z kieszeni klucze do motorówki i wsadził je do stacyjki. Przekręcił i mimo, że za pierwszym razem silnik odmówił mu posłuszeństwa, to za drugim już się udało.
Po paru minutach już wypłynęli na wodę i powoli oddalali się od brzegu, z każdym przebytym metrem odgłosy miasta cichły i powoli zaczynała otaczać ich błoga cisza przerywana tylko miarowym warkotem silnika i odgłosem obijania się wody o łódź.
- Chcesz trochę posterować? - zapytał po kilku chwilach przenosząc na nią spojrzenie.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-02-07, 01:35
2 Lata Giftedów!
Chciałam się uspokoić. Naprawdę chciałam i nie ukrywałam, że teraz... przydałaby mi się Alba. Nie zawsze lubiłam, jak mieszała mi w głowie, ale czasami te jej zabawy uczuciami zdecydowanie mi pomagały. Jakoś tak miałam, że zawsze odczuwałam wszystko zbyt mocno, a ona... ona jako moja przyjaciółka zawsze mi pomagała. Szkoda, że postanowiła to wszystko zburzyć, zniszczyć i skopać, a między nami już nigdy nie miało być dobrze. Ja nie wybaczałam i choć teraz gdy myślałam o Aaronie, nie odczuwałam niemalże żadnych emocji, to... to nie umiałam im wybaczyć i wiedziałam, że nigdy się to nie stanie, nigdy się z nimi nie pogodzę. Taka już byłam, nie umiałam tego zmienić, a prawda była taka, że oni oboje doskonale o tym wiedzieli.
Bądź co bądź nie chciałam teraz się na nich skupiać, jednak... uciekałam myślami. Uciekałam, by nie zastanawiać się nad tym, że ktoś nas zaraz zaatakuje. Naprawdę nie chciałam psuć atmosfery swoim przytłaczającym wręcz strachem, ja... tak bardzo chciałam poczuć się normalnie, po prostu wtulić się w Dale'a i wiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się ułoży. Szkoda jednak, że życie nie mogło być tak piękne.
Usiadłam gdzieś, gdzie na motorówce można było usiąść i zapięłam kurtkę, wiedząc, że pewnie ostro zmarznę na wodzie. Kiedyś pływaliśmy z rodzicami, więc wiedziałam, co to za uczucie. Od czterech lat jednak nie miałam okazji znaleźć się na wodzie, więc byłam całkiem podekscytowana, choć nie do końca umiałam to okazać, mimo tego, że naprawdę chciałam...
Wlepiłam wzrok gdzieś przed siebie, oddychając ciężko, nerwowo. Z każdym jednak przepłyniętym metrem czułam się trochę lepiej. Czy na wodzie ktokolwiek postanowiłby nas szukać? D.O.G.S. z pewnością nie mieli mnie za idiotkę, więc może w życiu nie pomyśleliby, że będę sobie randkować i pływać tak na widoku, narażając się na to, że mnie złapią? Może najciemniej jest zawsze pod latarnią w tym przypadku się sprawdzi i zupełnie nic się nam nie stanie? Naprawdę miałam taką nadzieję, bo chciałam zacząć w pełni cieszyć się tą chwilą.
Gdy wydawało mi się, że jesteśmy względnie bezpieczni i nie widziałam wokół ani jednej łódki, ani lądu, stwierdziłam, że już czas przestać się zadręczać i bać. Co będzie, to będzie. Przynajmniej zginę nie marnując ani chwili czasu spędzonego z Dalem. Mama zdecydowanie nie byłaby ze mnie dumna.
Wstałam i podeszłam do niego ostrożnie, by przypadkiem się nie wywrócić i nie wpaść do wody, bo to już byłaby tragedia.
- A co? Chcesz, żebym to ja była odpowiedzialna za naszą śmierć, a nie ty? - powiedziałam, pół żartem pół serio, bo co jak co, ale sterować zdecydowanie nie umiałam. Nigdy mnie jakoś do tego nie ciągnęło, więc chyba po prostu się do tego nie nadawałam. Westchnęłam cicho, stojąc tak obok niego i patrząc przed siebie.
- Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. - dodałam, naprawdę ciesząc się, że tu byłam. Robiliśmy razem rzeczy, których nie robiłam od momentu, gdy przestałam być normalna. To było cholernie dziwne, przerażające, ale też... piękne i cieszyłam się tym.
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-07, 01:53
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
No tak, taka ingerencja we wspomnienia przydałaby się również Fowler'owi, oj tak - to mogłoby mu naprawdę pomóc, ale niestety nie miał nikogo do kogo mógłby się o taką pomoc zwrócić, jego nieodłącznym kompanem był alkohol. To w butelce zawsze topił smutki, cokolwiek by się nie działo... Po prostu pił. Być może był już nawet uzależniony od alkoholu, chociaż... Przecież w ciągu ostatnich paru dni w sumie nie pił zbyt wiele, ponieważ zależało mu na znalezieniu Colleen, a przecież nie chciał rozmawiać z nią kompletnie pijany... Kolejna rzecz w jego zachowaniu na którą miała wpływ. No, coraz lepiej, naprawdę coraz lepiej...
Co do jej przyjaciółki i jej obecnego chłopaka... Cóż, może po prostu powinna jej wybaczyć? W końcu wybaczanie jest łatwiejsze od nienawiści, ponieważ nienawidzić trzeba przez cały czas, a wybaczyć wystarczy raz, poza tym... Jeśli naprawdę były ze sobą blisko to na pewno tęskni za nią - może ta tęsknota jest ukryta gdzieś głęboko pod negatywnymi emocjami, ale one z czasem mogą wyblaknąć, rozmyć się. To by było chyba dla niej najlepsze, a teraz, gdy on pojawił się w życiu i jeśli... Jeśli miał zostać w nim na stałe, czego tak bardzo pragnął... Może pora zapomnieć o tym co jej zrobili? W końcu ludzie popełniają błędy. Mutanci również. Niestety Dale nie mógłby w żaden sposób wpłynąć na jej decyzję - ona należała tylko i wyłącznie do niej.
Na chwilę obecną cieszył się po prostu z tego, że są we dwójkę naprawdę z dala od wszystkich, na szczęście na razie byli na wodzie sami, a prędko to się nie powtórzy, ponieważ niedługo ludzie zaczną korzystać z tego, że lód wreszcie się rozpuścił - nie ma co się im dziwić, żeglowanie to fantastyczna sprawa.
A i motorówka na której płynęli była całkiem przyjemna - nie była specjalnie duża, ale miała małą kabinę pod pokładem z dwoma kojami w której spokojnie zmieściłaby się trójka ludzi. Była również wyposażona w małą kuchenkę gazową, oraz lodówkę. Tak więc tak jak mówiłem - była całkiem przyjemna.
Zerkał na nią raz na jakiś czas mając nadzieję, że nie był to bardzo zły pomysł i dziewczyna w końcu zacznie podzielać jego zdanie, zrozumie, że nie mają się w tej chwili czego obawiać... Uwierzy w to.
I chyba tak się stało, ponieważ po chwili znalazła się obok niego, a gdy się odezwała brzmiała nieco... Pewniej? Tak, chyba tak.
- Daj spokój, na pewno sobie poradzisz. - odparł uśmiechając się lekko i zmniejszył obroty silnika zmniejszając ich prędkość. Odsunął się od steru i złapał ją za dłonie, po czym oparł je na kole za pomocą którego można było kierować łodzią.
- Nie musisz mi dziękować ja... Sam cieszę się, że jestem tutaj. Z Tobą. - powiedział, a następnie uśmiechnął się lekko - ona chyba nie miała pojęcia jak wiele to dla niego znaczy, jak bardzo mu pomaga tym, że jest obok, w końcu.. Zostawił jej kartkę z jednym słowem, z podziękowaniem. Ona odganiała od niego demony przeszłości.
- To nic trudnego, Pani Kapitan. - zażartował dalej uśmiechnięty i po krótce wytłumaczył jej jak sterować tą misterną maszyną co nie było przecież takie trudne. No... Może nie wylecą za burtę.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-02-07, 02:14
2 Lata Giftedów!
Gdy tylko stanęłam obok niego już wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję, gdy stwierdziłam, że póki co nie mam czego się obawiać. Nie mogłam popadać w paranoję, bo ta zdecydownie mogła mnie zgubić. Oczywiście, musiałam być ostrożna i to bardziej, niż każdy normalny mutant, ale nie mogłam być paranoiczką. Moje życie nie powinno się kręcić tylko i wyłącznie wobec chęci przetrwania, bo przecież zasługiwałam na to, żeby po prostu żyć i cieszyć się tym życiem, chociaż w minimalnym stopniu. Musiałam czerpać z życia wszystko, co szczęśliwe, by nie zwariować, a przecież po śmierci matki byłam tego cholernie blisko. Mojej mamy nie było przy mnie już półtora miesiąca i to byl najwyższy czas, bym po prostu się ogarnęła. Będąc smutną paranoiczką tylko we wszystkim sobie przeszkadzałam. I tak się dziwię sama sobie, że zdecydowałam się zwerbować takiego Axona, czy Lizzy, nie myśląc, że ci następnego dnia napuszczą na nas wszystkich żołnierzy, jacy pracowali dla D.O.G.S..
Musiałam myśleć racjonalnie i nie dać się kierować przerażeniu, więc teraz postanowiłam po prostu cieszyć się walentynkami, które obchodziłam wspólnie z mężczyzną, którego prawdopodobnie kochałam. Czy kiedykolwiek będę w stanie mu to powiedzieć? Czy kiedykolwiek w ogóle jeszcze bedę miała szansę, by to powiedzieć? Przecież... nie umiał mi obiecać, że nie odejdzie, więc... wcześniej czy później to się stanie, a ja nie chciałam sprawiać, by czuł się źle, że rozkochał w sobie jakąś wariatkę i ją zostawiał. Nie chciałam na taką wyjść.
Wracając jednak do obecnej sytuacji. Stanęłam przed Dalem, układając dłonie na sterze, dokładnie tak, jak nimi poprowadził. Było mi teraz tak dobrze, gdy stał za mną, gdy mnie dotykał... Uśmiechnęłam się lekko, gdy powiedział, że cieszy się, że tu ze mną jest i miałam wrażenie, że mówi to szczerze, z drugiej jednak strony... Nadal gdzieś z tyłu głowy myślałam, że wkrótce ode mnie odejdzie. Ale dlaczego? Skoro był przy mnie szczęśliwy, to dlaczego chciałby ode mnie odejść?
- Skoro tak mówisz. - skomentowałam jego słowa, jakoś nie potrafiąc przestać się uśmiechać. No i tak sterowałam tą łódką, nadal mając na swoich dłoniach jego dłonie, stosując się absolutnie do tego, co mi mówił. Ufałam mu bezgranicznie, co zupełnie mnie zaskoczyło. Przecież się nie znaliśmy. Nic o nim nie wiedziałam, a jednak... a jednak to nic w zupełności mi wystarczyło.
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-07, 20:59
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Faktycznie, podobne odczucia miał również Dale - gdy tylko Col była blisko niego miał takie wrażenie... Czuł, że jest na swoim miejscu, że powinien być obok niej. Może to głupie, może faktycznie zachowywał się jak nastolatek, jak nie on, ale... było mu lepiej. Tak po prostu lepiej.
Walentynki... Kto by pomyślał, że Dale kiedykolwiek spędzi to 'święto' w taki sposób. Dzisiaj jednak wyjątkowo mu zależało, tak bardzo chciał zapewnić tej dziewczynie szczęście... Nigdy niczego tak mocno nie pragnął.
Świetnie szło jej sterowanie, zupełnie jakby urodziła się właśnie w tym celu, by zostać kapitanem jakiegoś statku, właściwie... Ona chyba nadawała się do wszystkiego, Dale odnosił wrażenie, jakby nie było dla niej rzeczy niemożliwych. Była... Silna - i cholernie mu się to podobało, ponieważ jego poprzednie kobiety nie były takie. Poddawały mu się całkowicie, robił co chciał bez żadnej dyskusji, a z nią? Nie mógł by tak postąpić, zależało mu na jej zdaniu, chociaż... Po tak krótkim czasie niby nie powinno.
No cóż, chyba powinni pogodzić się z tym, że zakochali się w sobie w tak krótkim czasie i oboje powinni to zaakceptować.
Dale cały czas trzymał swoje dłonie na jej dłoniach, płynęli tak przez jakiś czas, aż wreszcie znaleźli się na tyle daleko i w tak schowanym miejscu, że nie było sensu dalej płynąć.
- Pani Kapitan, czy możemy zarzucić kotwicę? - spytał, a następnie zaśmiał się cicho.
Następnie złapał ją za biodra i odwrócił w swoją stronę. Mocno przycisnął jej ciało do swojego i zajrzał jej w oczy, by po chwili pocałować ją prosto w usta.
- Zatrzymajmy się na chwilę. - powiedział, po czym podszedł do steru i przesunął koło nieco w prawo, by ich łódź zatrzymała się w najbardziej dogodnym miejscu. Zwolnił obroty silnika i podszedł do kotwicy. Chwycił ją w obie dłonie i wyrzucił za burtę.
- Co prawda ta łódź nie do końca należy do mnie, ale jak znam człowieka, o którego ją dostałem... Powinniśmy znaleźć w lodówce coś do picia. Masz ochotę?
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-02-07, 21:51
2 Lata Giftedów!
I stałam tak, sterując łódką z pomocą Dale'a i starałam się bardzo, by nas nie zabić, bo to zdecydowanie nie byłaby bohaterska śmierć, a skoro miałam ginąć, to wolałam to zrobić w inny sposób niż rozbijając się łódką. Jak by to wyglądało w gazetach?
Nie no, żartuję. Generalnie wolałabym nie umierać w ogóle, ja... miałam w głowie jakieś takie głupie myśli o tym, żeby zestarzeć się przy mężczyźnie, do którego właśnie się przytulałam, którego dotyk czułam, z którym spędzałam walentynki. Jasne, to mogło się wydawać takie głupie, takie naiwne... ale chyba mogłam pozwolić sobie na odrobinę naiwności? W sumie i tak już sobie na nią pozwoliłam, przez to, że nie protestowałam i znaleźliśmy się w takiej sytuacji, a nie innej, choć Dale ewidentnie nie chciał mi obiecać, że coś będzie między nami. Ja jednak nie chciałam się zadręczać tymi myślami, choć zdecydowanie mnie męczyły. Angażowałam się, zbyt mocno, choć przecież wiedziałam, że nie powinnam...
- Tak, tak, możemy! - odpowiedziałam ochoczo na pytanie mężczyzny, który chciał zatrzymać łódkę. Nie protestowałam, bo przecież nie znałam się na tym wszystkim, a skoro on uważał, że warto się tu zatrzymać, to zgadzałam się z nim absolutnie. I faktycznie... byliśmy w miejscu na zatoce, które wyglądało jak odcięte od całego świata, co zdecydowanie mi odpowiadało. Było tak pięknie... nawet pogoda nam sprzyjała, bo temperatura podniosła się już znacznie powyżej 0 stopni, dzięki czemu nie było nieprzyjemnie zimno. Nie chciało mi się wierzyć, że to mogło trwać i nie zostać przez coś zniszczone, albo brutalnie przerwane...
Póki co jednak wszystko wyglądało na to, że to szczęście może jeszcze trochę potrwać. Za chwilę już stałam twarzą w twarz z Dalem i znów się całowaliśmy. Czułam się tak wspaniale...
Przyglądałam się mu, gdy odszedł ode mnie by zarzucić kotwicę i wciąż nie umiałam uwierzyć w swoje szczęście. Stałam tak, uśmiechając się idiotycznie, zbyt szczęśliwa, by reagować w jakikolwiek inny sposób.
- Mhm, chętnie. - odpowiedziałam na jego propozycję. Chwyciłam go za dłoń i pozwoliłam, by poprowadził mnie tam, gdzie tylko chciał.
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-09, 13:14
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
To fakt, śmierć z powodu kiepskiego sterowania Col zdecydowanie nie należałaby do tych bohaterskich, być może nawet pośmiertnie dostaliby nagrodę Darwina? To by były dopiero udane walentynki, hm?
No jasne, że nie, przecież nikt nie chciał umierać, taki już był człowiek - chwytał się tego życia resztkami sił, nawet jeśli było naprawdę marne i pozbawione sensu, ale... Pragnienie życia towarzyszyło nam od zawsze.
Zwłaszcza w takich momentach, gdy przez cały czas wszystko się sypie, a nagle odnajduje się kogoś, kto potrafi tak po prostu naprawić to tym, że zwyczajnie jest. Głupim uśmiechem, dobrym słowem, samą obecnością... Taa, w takich chwilach naprawdę chciało się żyć.
Właściwie cały ten ich walentynkowy wypad był dość... Idiotycznym pomysłem. Oboje poszukiwani, nie mieli prawa do życia a co dopiero do chwili radości... Mimo, że oboje doskonale wiedzieli, iż ta ich cała randka może skończyć się źle... Dalej w to brnęli i w zasadzie taka świadomość, że w każdej chwili mogą zostać złapani dodawała temu wszystkiemu smaku. Przynajmniej w mniemaniu Dale'a.
Po zatrzymaniu łodzi Fowler złapał dziewczynę za dłoń i ruszył wraz z nią pod pokład, gdzie znajdowała się lodówka.
Otworzył ją i szybko przejrzał jej - w sumie dość bogatą zawartość.
Znajdowało się tam parę butelek różnego rodzaju alkoholu.
- Szampan, wino, wódka, whisky...? - spytał odwracając się w jej kierunku i podrapał się po potylicy. Kurwa... Tyle alkoholu i Fowler na pokładzie? To nie mogło skończyć się za dobrze. Sceny rodem z titanica po kilku głębszych? Yhh.. Nie, lepiej nie.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-02-09, 14:06
2 Lata Giftedów!
Byłam ciekawa, co jeszcze spotka nas dzisiejszego dnia, podczas tej randki. Już i tak byłam zachwycona tym wszystkim, co zorganizował Dale, ale... ale wiedziałam, że będę musiała zepsuć tę atmosferę. Czułam wewnętrznie, że nie mogę się godzić na angażowanie się w relację bez przyszłości. Chciałam. Chciałam nie zniszczyć tej relacji, trwać w niej, ale... ale nie mogłam być na tyle nieodpowiedzialna, żeby umawiać się z nim raz na tydzień na krótkie spotkania w lesie, czy w namiocie, nie wiedząc, kiedy on stwierdzi, że najwyższy czas uciec. No... nie mogłam sobie na to pozwolić, naprawdę nie mogłam. Mutanci w Bractwie byli dla mnie jak dzieci (swoją drogą, co, jakbym naprawdę miała dziecko? nie chciałam sobie nawet tego wyobrażać, bo to by była, cholera, tragedia) i nie mogłam sobie pozwolić na takie okazywanie mojej nieodpowiedzialności, jaką ewidentnie było umawianie się z Dale'm, choć przecież całkiem jasno wyrażał się na temat tego, że nie wie, jak to dalej będzie z nami.
Jakaś taka ponownie zmartwiona weszłam z mężczyzną pod pokład, a następnie usiadłam na kanapie ([i]bo chyba jakaś była, prawda?[/b]), zsuwając buty i zdejmując z siebie kurtkę. Zagryzając nerwowo wargę, przyglądałam się Dale'owi, gdy tak zaglądał do lodówki w poszukiwaniu alkoholu.
- Wino, poproszę. - odpowiedziałam, nie spuszczając z niego wzroku. Nie wiedziałam, jak mam zacząć, jak mam z nim rozmawiać. Chciałam się cieszyć tym wszystkim, ale za bardzo myślałam o przyszłości, za bardzo wszystko analizowałam... Och, idiotka ze mnie, ale nie umiałam tego zmienić.
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-11, 21:01
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Dale chyba sam do końca nie wiedział co jeszcze dzisiaj wymyśli, właściwie każdy z tych pomysłów, to, co robili do tej pory przychodziło mu do głowy samo, z czasem. Wpadał na co raz to nowe rzeczy, by tylko sprawić jej radość, a może i w pewnym sensie zaimponować? Nie wiedzieć czemu zależało mu na jej zdaniu, bardzo mu zależało. Chciał, by zobaczyła go dzisiaj z innej strony, nawet, jeśli nie do końca taki właśnie był. A może gdzieś tam w środku ukrywała się w nim ta dobra strona, może wychodziła z niego ta pozytywna część jego charakteru? Jeśli tak było, to nic, tylko się cieszyć. To oznaczałoby, że jest jeszcze jakaś nadzieja dla niego.
Ta cała relacja, to, co ich połączyło, pierwsze spotkanie - nie do końca udane, to drugie, ta magiczna noc, która ich połączyła... To wszystko nie miało najmniejszego sensu, oraz prawa bytu, a jednak działo się. Uczestniczyli w tym oboje, poddawali się swoim pragnieniom i uczuciom, które do tej pory - przynajmniej w przypadku Fowler'a - były schowane gdzieś głęboko, ukryte pod maską, którą codziennie zakładał - maską arogancji, ból przykrywał cwaniackim uśmieszkiem... Taki po prostu był.
Tym razem jednak zapragnął być kimś kompletnie innym - właśnie dla Colleen. I jak na razie całkiem nieźle mu to wychodziło.
Co do jego (bardzo prawdopodobnej) ucieczki... Jeszcze nie przyszedł na to czas i chociaż wiedział, że powinien tak właśnie zrobić... Im dłużej przebywał w jej towarzystwie tym bardziej pragnął zostać już na zawsze.
Mężczyzna wyciągnął z lodówki butelkę zawierającą wybrany przez nią trunek. Pół - słodkie? Może być. Właściwie... Dla niego każdy alkohol był dobry.
Położył flaszkę na stół i podrapał się po głowie zastanawiając się gdzie jego drogi kolega mógł schować korkociąg...
Po przeszukaniu paru szuflad wreszcie na niego na trafił. Wyjął też dwie szklanki - niestety brakowało tutaj profesjonalnego kompletu naczyń do różnych rodzaji alkoholu, więc takie najzwyklejsze szklanki musiały im wystarczyć.
Za pomocą korkociągu otworzył butelkę i nalał wino do szklanek - po równo.
Podał jej porcję alkoholu, a sam zdjął kurtkę i rzucił ją gdzieś na bok - po raz kolejny odsłaniając przed dziewczyną wiele blizn, które były doskonale widoczne na jego rękach. I tak wiedział, że prędzej czy później poruszy ten temat, chyba, że postanowi to przemilczeć, chociaż... Mało kto nie zwracał na to uwagi.
I mimo, że nie był to jego ulubiony temat do rozmów to jej... Akurat jej by powiedział.
Usiadł koło niej i wziął w dłoń swoją szklankę.
- Mam nadzieję, że jak do tej pory się spisuję? - rzucił pół - żartem, pół - serio. Oczywiście chodziło mu o tą całą randkę, bo już doszliśmy do tego, że tak właśnie będziemy nazywać ich spotkanie.
Uśmiechnął się delikatnie i 'stuknął się' z nią szklankami, po czym upił łyka.
Hmm. Całkiem niezłe.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.
telekineza
78%
Była szefowa Bractwa Mutantów
name:
Colleen Marie
alias:
Magnet Girl
age:
25
height / weight:
168/46
Wysłany: 2018-02-11, 21:51
2 Lata Giftedów!
Pomimo wszelkich wątpliwości, przemyśleń... pomimo tego wszystkiego, jednego byłam pewna - czułam się teraz cholernie bezpieczna. Może nawinie, może bez powodu, ale wierzyłam, że teraz, z nim, na tej łódce... że nic nam się nie stanie, że jesteśmy odcięci od całego zła tego świata. Tak, ja chyba trochę byłam idiotką, ale co innego mogłam zrobić? Naprawdę, ja... po prostu czułam się bezpiecznie, pierwszy raz od bardzo dawna, choć pewnie wcale nie powinnam czuć się bezpiecznie, bo zło było wszędzie. Czekało tylko, aż wykonamy jeden, nieostrożny ruch (swoją drogą, chyba ten ruch wykonywaliśmy właśnie teraz, czyż nie?), który będą mogli śmiało wykorzystać, by nas porwać i zamknąć w klatkach.
Cała ta atmosfera jednak... Dźwięk wody obijającej się o łódź, w której siedzieliśmy... walentynki... Wszystko to sprawiało, że owszem, martwiłam się i walczyłam sama ze swoimi emocjami, ale... ale czułam się bezpieczna.
Przyglądałam się Dale'owi, gdy wyjmował wino, gdy je otwierał, a następnie nalewał nam do szklanek. Czemu się tak zachowywał? Miałam wrażenie, że mu zależy, że naprawdę się stara, że... że może nawet coś do mnie czuje? Tak mi się wydawało i chciałam, żeby tak było, ale... ale z drugiej strony... Ah, kretynko, powinnaś po prostu z nim porozmawiać... gdybyś tylko umiała...
- Tak, jest... cudownie. - powiedziałam, uśmiechając się, chyba nawet trochę smutno. Przyjęłam od niego szklankę i zaraz upiłam z niej łyk wina. Widziałam jego blizny, widziałam wszystko i... kurwa, ja go tak bardzo nie znałam. Tak zupełnie, w ogóle.
- Czemu to robimy, Dale? - spytałam, patrząc mu prosto w oczy - Dlaczego? Ja... ja nie mogę wychodzić poza Bractwo. Jestem ich Przywódcą, jestem za nich odpowiedzialna. Ty... Ty nie chcesz z nami być, poza tym... już raz uciekłeś i nie obiecujesz, że nie uciekniesz po raz kolejny. - mówiłam, z każdym razem co raz ciszej, aż w końcu też spuściłam wzrok, nie potrafiąc już na niego patrzeć. Powinnam się powstrzymać i już nic nie mówić? Całkiem możliwe...
- Dlaczego w ogóle się w to bawimy? Nie mam czasu na przelotne romanse i zabawy, mam pod sobą zbyt wiele ludzi, by ryzykować ich życie dla kogoś, kto wysyła mi tak sprzeczne sygnały, nie ważne, jak bardzo mi na tym kimś zależy... - dodałam, tak cicho, że nie byłam pewna, czy cokolwiek z tego usłyszał. Jednocześnie też przyznałam, że mi na nim zależy. No cóż... zaryzykowałam wiele, ale musiałam, bo nie mogłam tkwić w takiej relacji. Nie mogłam.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum