Poprzedni temat «» Następny temat
Nowy sposób kontroli (zakończone)
Autor Wiadomość
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-05, 02:29   Nowy sposób kontroli (zakończone)
   Multikonta: Mary Pond


poniedziałek 16 kwietnia 2018, godzina 14:50
willa Państwa Hills w West Seattle

Przedpołudnie było dość deszczowe, ale zaczynało się przejaśniać. Jane miała po zajęciach od razu wracać do domu. Jak zwykle zresztą, ale tym razem gosposia szczególnie nalegała, co oznaczać mogło odwiedziny przedstawiciela DOGS. Dość niespodziewane swoją drogą. Przynajmniej zapowiedziane nie wcześniej jak wczoraj. Rozumiała presję jaka jest położona na jej rodzicach przez sytuację, w której się znalazła i nie chciała im utrudniać, ale nie spieszyła się jednak. Wzięła trochę dłuższą trasę przez co nie przyszła od razu po zajęciach, ale i tak do przybycia lekarza z Departamentu zdążyła odłożyć plecak i się nieco odświeżyć. Gosposia jak zwykle przesadziła z poganianiem młodej Hills. Zwłaszcza od kiedy sytuacja w domu stała się tak napięta.
Tak czy inaczej kiedy przyjechała Pani Caroline Mccoy, Jane była gotowa i by zabić czas odrabiała zadanie domowe w swoim pokoju. Gosposia i tak powita, a następnie poprowadzi lekarza w odpowiednie miejsce. Jak zwykle.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-05, 03:11   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Jane była mi już poniekąd znana. Kilka razy miałyśmy "przyjemność" spędzić ze sobą nieco czasu w departamencie, innymi razami byłam tu przysyłana - najczęściej w zastępstwie - na rutynowe badanie i pobranie próbek krwi od dziewczyny.
Dzisiejsze spotkanie nie było jednak owiane tą rutyną, do której zapewne już obie przywykłyśmy.
Znajdując się na posesji, nie szło nie zwracać uwagi na wystrój wnętrza i bogate wyposażenie tego domostwa. Za każdym razem rozpływałam się nad tymi szczegółami zdecydowanie zbyt długo - chyba samej nieco marząc o tej odrobinie luksusu.
Przywitałam się z gosposią, nie odmawiając proponowanej przez nią herbaty, by po chwili skierować się do pokoju brunetki, w dłoniach trzymając swoją zdecydowanie za dużą torbę. Rodzice dziewczyny byli już powiadomieni o dzisiejszej niespodziance i z chęcią, czy też nie - musieli ją zaakceptować.
Pytanie tylko brzmiało - czy samą zainteresowaną o tym fakcie powiadomili?
- Jane? - Zapytałam, pukając trzykrotnie w jej drzwi. Co jak co - nawet, jeśli przyszłam tu w mocno nieprzychylnej sprawie - musiałam uszanować choć resztki prywatności tej panienki. Na tyle zasługiwała.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-05, 03:38   
   Multikonta: Mary Pond


Gosposia z uśmiechem kiwnęła głową i obiecała, że za chwilę przyniesie, po czym zostawiając Panią Mccoy pod drzwiami pokoju Jane odeszła do kuchni by załatwić to o co została poproszona.
Młoda na dźwięk pukania uniosła głowę znad zeszytu przewracając oczami, ale znajomy kobiecy głos przyniósł pewną ulgę. Zmieniła workspace na laptopie i zamknęła ekran. Nikt nie musiał wiedzieć co ogląda na Thorze, przeglądarce pozwalającej przynajmniej część jej czynności w internecie zastrzec przed oczami Departamentu.
-Proszę!- zawołała obracając się na krześle i wstając. Pokój stylem nieco odbiegał od reszty domu dopasowując się do młodego wieku rezydentki, ale przepych nadal był widoczny chociażby w jakości wykonania mebli, sprzęcie czy rozmiarach samego pomieszczenia. Dziewczyna miała nawet miejsce na przestrzeń pełniącą funkcję małego salonu. Ot, kanapa z puchatą narzutą, fotel z tego samego zestawu i stoliczek kawowy.
-Dzień dobry.- przywitała się z uśmiechem. Była trochę sztywna, mimo że lubiła Caroline. Dziewczyna po prostu zawsze była nieco nerwowa podczas takich wizyt nie zaliczających się do tych rutynowych. Zwłaszcza na początku gdy jeszcze nie wiedziała czego dotyczą. Jakby gdzieś z tyłu głowy była obawa, że zwrócili uwagę na któryś z jej wyskoków.
-Ruth zaproponowała coś do picia?- spytała z wyuczoną uprzejmością czy gosposia wypełniła jeden ze swoich podstawowych w takiej sytuacji obowiązków. Chociaż wiedziała, że to oczywiste. Ruth pracowała tu od wielu lat i zawsze wypełniała swoje obowiązki od A do Z.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-06, 00:06   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Słysząc zaproszenie, niemal natychmiast nacisnęłam klamkę, biorąc głębszy wdech. Nie wiedzieć czemu - szykowałam się dziś na najgorsze - łącznie z wybuchem niepohamowanego, młodzieńczego buntu. W końcu... Czy mogłabym ją winić, gdyby do takiego doszło, po tej "bombie", którą miałam dla niej przygotowaną?
- Dzień dobry, Jane. - Odparłam z uśmiechem, choć na pierwszy rzut oka można było poznać, iż jest on wymuszony. - Jak Ci dzień minął? W szkole wszystko dobrze? - Zapytałam, z rzeczywistą ciekawością, nim jakkolwiek przeszłam do mniej przyjemnej części tej wizyty. - Tak, tak. Jak zawsze. Za kilka minut powinna się pojawić z herbatą. - Odparłam na jej pytanie, kładąc swoją torbę na ziemi i zajmując miejsce na kanapie. Sama w sumie nie wiedziałam, jak zacząć tę rozmowę - w końcu do tej pory wszystkie zabiegi wykonywałam na nieprzytomnych obdarzonych, a tutaj? Dziewczyna nawet nie wykazywała oznak żadnych mocy, mimo, że jej testy wciąż wychodziły pozytywne. To aż nie chciało się mieścić w głowie. W pewnym sensie... było mi jej po prostu żal.
- Zaczniemy... Od standardowej procedury, hm? - Zaproponowałam, kierując na nią swoje spojrzenie i posyłając pokrzepiający uśmiech. Mimo wszystko - próbki musiałam pobrać jeszcze zanim wprowadzę w jej żyły znieczulenie...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-06, 02:46   
   Multikonta: Mary Pond


-Dzień? Dzień był w porządku.- ten kształt uśmiechu, ten brak charakterystycznych zmarszczek choćby wokół oczu nie pomógł dziewczynie się uspokoić -Koło astronomiczne robi pojutrze wystawę z kilkoma prelekcjami. Rozdawali dzisiaj ulotki.- dodała coś co będzie miało miejsce w niedalekiej przyszłości. Również dlatego, żeby jej odpowiedź nie brzmiała jak zwykłe „fajnie”. Zauważyła, że to w dziwny sposób uspokaja dorosłych. Jakby przez to mieli wrażenie, że ich rozmówca czuje się bardziej swobodnie niż jakby zamykał wszystko jednym słowem. Może taka właśnie jest geneza tego zjawiska. Jakby nie patrzeć jednym słowem można przykryć wszystko, a wyduszając z siebie jakąś bardziej konkretną odpowiedź trudniej jest skłamać czy coś zataić.
Podążyła wzrokiem za kobietą gdy ta usiadła na kanapie zostawiając swoją torbę na ziemi. Oczywiście potwierdziła, że Ruth przyniesie niedługo herbatę. Dobrze. Jane sama podeszła bliżej i również usiadła na kanapie.
-M-mhm- kiwnęła głową reagując na pytanie o standardową procedurę. Zdjęła lekką bluzę żeby odsłonić zgięcia łokci skąd zwykle pobierano jej krew. Żyły były ledwo widoczne. Tak już miała gdy się stresowała, zresztą nie była jedyną taką osobą. Często się zdarza, że u pacjentów, którzy przyszli na jakieś badania krwi praktycznie nie widać naczyń krwionośnych właśnie dlatego, że strach czy nawet drobny niepokój „wciąga” je głębiej pod skórę przez co potem piguły muszą nakłuwać po kilka razy zostawiając takich pacjentów z jeszcze większą traumą. Nie ma to jak wspaniałości ludzkiego organizmu.
W trakcie zabiegu, w zasadzie blisko jego początku do pokoju zapukała gosposia, a zaproszona wniosła tacę, którą zostawiła na stoliczku kawowym. Nalała z dzbanka herbaty do obu filiżanek, po czym odstawiła i wyszła uśmiechając się ciepło do Caroline i Jane. To był ten typ złotej kobiety, która zrobi wszystko dla dobrego samopoczucia osób w swoim otoczeniu. Wraz z filiżankami i dzbankiem na tacy była cukierniczka i talerzyk z kilkoma maślanymi ciastkami i czekoladkami miętowymi na przegryzienie.

Ukryj: 
Zestaw jest w tym stylu:


-Coś... coś się stało?- spytała w końcu po dłuższej chwili ciszy. Wyraźnie przez cały ten czas się do tego zbierała -To nie są rutynowe odwiedziny.- dodała na wypadek jakby Caroline nie zrozumiała o co jej chodzi.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-07, 00:59   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


-Oh, to ciekawe. Zamierzałaś się wybrać? - Zapytałam, niemal czując jak gula w moim gardle rośnie. W końcu... Jeśli nic dziś nie stanie na przeszkodzie, dziewczyna prawdopodobnie spędzi najbliższe kilka dni w domu, by móc się na spokojnie zregenerować. Doskonale zdawałam sobie sprawę, jak musiała się czuć przytłoczona w tych czterech ścianach, tak kontrolowana na każdym kroku. A teraz... Teraz to się miało jeszcze bardziej zwiększyć.
Miałam wrażenie, że nerwy mnie zjadają. Normalnie potrafiłam się od tego odciąć - praca to praca, zabieg to zabieg, ale tutaj... Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że ona na to nie zasługiwała. Ale tym samym - nie mogłam się sprzeciwić rozkazom.
- To... Dobrze. - Odburknęłam, mrugając kilkukrotnie powiekami, ale nim zdążyłam jeszcze wyjąć niezbędny mi sprzęt, w pokoju zjawiła się gosposia z herbatą. Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak wdzięczna, za jej obecność.
- Dziękuję. - Mruknęłam w kierunku kobiety, gdy wychodziła z pomieszczenia, co pozwoliło mi nieco ochłonąć. Spojrzałam na rękę dziewczyny, po chwili zakładając opaskę uciskową nad jej łokciem i kilkukrotnie uderzyłam płaską dłonią o jego zgięcie - pomagało to choć odrobinę "wydostać" żyły na wierzch.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

- Przez kilka minut uciskaj gazik w tym miejscu. Unikniesz brzydkiego siniaka. - Zasugerowałam, przelewając próbkę do odpowiedniego flakonika, po chwili ją zabezpieczając i chowając w mojej torbie. Wtedy też mogłam sobie pozwolić na zdjęcie rękawiczek, by wziąć choć łyka herbaty, nim przejdę do najgorszego.
Co jednak najbardziej mnie martwiło, to samo to miejsce - nie było tak sterylne, jak warunki w sali zabiegowej, a jednak... Musiałam sobie z tym jakoś radzić. Rodzice młodej kategorycznie zabronili wywożenia jej do siedziby departamentu, a to było jedyne miejsce, gdzie otwarcie prowadziliśmy... Takie metody pracy.
Westchnęłam ciężko, słysząc jej słowa. Co jak co, młoda miała intuicję.
- Masz rację. To nie rutynowe badanie. - Wyznałam, zaciskając dłonie na własnych kolanach, starając się utrzymać podniesione kąciki ust. - Rozumiesz sytuację, w jakiej znalazła się Twoja rodzina, prawda? Wyrzeczenia, jakich musiał się podjąć Twój tato, byś mogła wieść... Względnie normalne życie? Dziś niestety, prócz zapasu mutazyny... Mam coś jeszcze. - Dodałam po chwili, czując, jak ścisk w gardle zaczyna mnie łapać. W sumie... Nie rozumiałam, czemu akurat mnie oddelegowano do takiego zadania. Powinnam siedzieć w sali badań i czekać na kolejnych pacjentów lub obiekty badawcze - nie chodzić na wizyty domowe.
Ale... Rozkaz to rozkaz, no nie?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-07, 08:07   
   Multikonta: Mary Pond


-Raczej nie jestem fanatykiem astronomii.- ale jednak niedaleko okna stał teleskop, przez który oglądała czasem niebo, o ile pogoda na to pozwalała. Żałowała, że nie może pojechać w miejsce mniej zanieczyszczone światłem. Seattle było dość jasne co znacznie utrudniało obserwacje. Nawet jeśli jej dom nie znajdował się w centrum. Z drugiej strony miała wiele hobby i rzadko kiedy uważała się za fanatyka czegoś. Jakby nie patrzeć, miała dużo czasu na próbowanie różnych rzeczy. Jak tylko zdążyła z lekcjami miała go aż nadto na czytanie, pisanie, oglądanie i cokolwiek tam jeszcze chciała. O ile nie wychodziła za często.
-Zaprosili przyszłego załoganta ISS. Miałam nadzieję posłuchać jego prezentacji.- dodała.
Podczas zabiegu Jane nie miała problemu. Można nawet trochę się uspokoiła. To było coś co znała i nie było w żaden sposób straszne. Czasem się zastanawiała po co im tak często próbki jej krwi. Przecież nie robili z każdą z nich tego samego testu, co nie? Jednak tak jak zawsze, i tym razem nie spytała o to. Gazik oczywiście przytrzymała. "Kłutą" ręką sięgnęła filiżankę żeby się napić. Gdy Caroline robiła wstęp, młoda Hills wbiła spojrzenie w zawartość naczynia opierając je na nodze. Kiwnięciem głowy potwierdziła, że wie, rozumie, gdzieś już to słyszała. Było jej to powtarzane cały czas, przynajmniej raz w tygodniu od kiedy zaczęło się to wszystko. Jak mogła nie wiedzieć?
-Co takiego?- odłożyła herbatę i wbiła spojrzenie w lekarkę. Chciała ukrócić to owijanie w bawełnę, a równocześnie bała się co może usłyszeć gdy Caroline dotrze do sedna. Co mogło w aż takim stopniu stresować tą kobietę i czy w takim razie Jane nie powinna być jeszcze bardziej zestresowana?
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-10, 00:29   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie mogłam powiedzieć, bym jej nie rozumiała - w końcu moje wujostwo też na pewnym etapie mojego życia trzymało nade mną istny, szklany klosz. Utknęłam w książkach i nauce, gdy rówieśnicy szaleli po barach i koncertach, ale... Czy w sumie tego żałowałam?
Z jednej strony omijała mnie spora część młodości, z drugiej - chyba byłam zadowolona z tego, kim się dzięki temu poniekąd stałam. Może też przez tę względną izolację łatwiej było mi zrozumieć rozterki, z jakimi zmagała się Jane?
- Może jest szansa, że będą streamować to wystąpienie? Z tego co się nie mylę, w Twojej szkole chyba czasem praktykują takie rozwiązania? - Zapytałam, by choćby odrobinę uspokoić własne sumienie, które gdzieś tam w środku mi szeptało, że nawet spełnienie tak małych zachcianek mogę dziewczynie odebrać po dzisiejszej wizycie.
W międzyczasie sama sięgnęłam po filiżankę, biorąc z niej kilka łuków gorącego naparu, by po chwili sięgnąć do swojej torby, gdzie czekało kilka sterylnie zapakowanych narzędzi...
- Departament wprowadził... Pewną alternatywę, czy może raczej uzupełnienie dla obroży. Kojarzysz z całą pewnością te wielkie kołnierze, do których noszenia zostali zmuszeni niebezpieczni mutanci, prawda? - Zapytałam, biorąc kolejny wdech w płuca. - Masz to szczęście, że przebywasz poza murami Departamentu, ale przy obecnej sytuacji i wzmocnionej działalności tych... Tych terrorystów na ulicach... - Mówiąc to, miałam oczywiście na myśli najświeższe wydarzenia - takie jak chociażby atak mutantów na ambasadę we Francji - Rząd nie chce pozwolić na kolejny, niepotrzebny rozlew krwi. - Starałam się wytłumaczyć całą tę sytuację, bo przecież... Jakbym po prostu wyskoczyła, że "mam chip który będzie śledził każdy Twój ruch", oczywistym by było, że mogłaby spanikować. - Pierwszym etapem były kamery i zwiększone patrole, a teraz... Teraz wprowadzany jest program dozoru mutantów. Też się do niego kwalifikujesz. - Wyrzuciłam z siebie chyba najgorsze, co miałam do przekazania, nim mogłam jej pokazać sterylnie zapakowane, niby plastikowe pudełeczko, wewnątrz którego znajdował się niewielki przedmiot, swoim kształtem przypominający małe ziarenko ryżu.
Liczyłam, że już bez słów dziewczyna zrozumie, co z nim będę musiała zrobić...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-10, 01:12   
   Multikonta: Mary Pond


-Raczej nie. Ale załatwiali kamery, więc pewnie będzie na ich kanale na youtube.- odpowiedziała zerkając na Caroline podejrzliwie. Już miała dopytać czemu miałaby na tym polegać, bo nie wydawało jej się, by lekarka miała dostatecznie dużo zainteresowania i czasu na coś takiego. Jednak nie musiała się odzywać, by otrzymać odpowiedź. Kobieta zrobiła krótkie wprowadzenie opisując działania jakie Departament podjął w celu zapewnienia bezpieczeństwa zwykłym obywatelom. Wspomnienie o obrożach już wzbudziło pewne podejrzenia w głowie dziewczyny. Mimo to przez cały wywód przytakiwała, bo i pamiętała te dziwaczne kołnierze, i rozumiała skąd w ogóle pojawiła się potrzeba by je stosować, i wiedziała o tych większych patrolach. Na kilka nawet się natknęła. Przestała przytakiwać dopiero na ostatnim stwierdzeniu. Program nadzoru, do którego się kwalifikuje… Brzmiało złowieszczo.
-Co to…- zmarszczyła brwi patrząc na prezentowany obiekt. Po chwili jednak dodała dwa do dwóch. Dziewczyna odsunęła się na kanapie. Nie mieściło się to w głowie.
-Chcą mnie... zachipować? Jak... jak zwierze?- jeśli istniały spojrzenia mówiące więcej niż tysiąc słów, to zdecydowanie było jedno z tych mocniejszych. Obrzydzenie, złość strach... Szkliste oczy i drżąca broda kazały przygotować się na dramę.
-Nie…- szepnęła wstając i cofając się kilka kroków na galaretowatych nogach -Nn-nie zgadzam się na to.- powiedziała upartym i już otwarcie płaczliwym głosem -To nie jest jak traktuje się człowieka. Przecież… przecież DOGS wie już o mnie wszystko. Śledzą aktywność mojej karty, połączenia telefoniczne, SMS, to co widzę w internecie i nie zdziwiła bym się jakby dom był naszpikowany jakimiś podsłuchami czy innym monitoringiem. Teraz potrzebne im jest jeszcze moje miejsce na mapie? - mówiła "oni", nie "wy". No i wciąż mówiła, nie krzyczała. Zresztą trudno powiedzieć na ile byłaby w stanie powstrzymać wtedy szloch, który póki co udawało jej się utrzymać w ryzach. Wyraźnie nie Caroline winiła o ten stan rzeczy. W końcu ona tylko wykonywała swoją pracę. Jane przyglądała się twarzy kobiety jakby szukając potwierdzenia tej myśli.
To było głupie. Wiedziała, że nie ma nic do gadania, a jednak nie zamierzała się poddać tak po prostu. Chciała uzyskać cokolwiek. Chociaż odrobinę zrozumienia. Takiego otwartego przyznania, że to co ją spotkało nie jest fair, że to wszystko nie powinno jej spotykać.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-10, 03:02   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Rozumiałam, z jak niewdzięczną misją przyszło mi się dziś zmierzyć. Rozumiałam też, z jakiego powodu właśnie mnie tu oddelegowano. Ale szczerze... Chyba nie wiedziałam, jak sama będę miała sobie z tą sytuacją poradzić.
Nie miałam skrupułów, gdy przychodziło mi testować możliwości niebezpiecznych osobników - ich zachowania, granice, działanie mutazyny... To wszystko było potrzebne, by medycyna i nauka mogły ruszyć do przodu, by wiedzieć, jak walczyć z tą zarazą. Rozumiałam, że bezpieczeństwo ogółu stoi ponad komfortem jednostki - z tego też powodu sama pracowałam przy tak ciężkim temacie. Ale tutaj? Tu miałam przed sobą dziewczynę, której odebrano młodość mimo braku widocznych oznak aktywacji genu X. Tak jak byłam w stanie zrozumieć, że konieczne są powtórki badań, by móc wyeliminować możliwość rozwoju u niej - bądź co bądź - tajemniczej mutacji, tak kontrolę przez wszywkę również uważałam za zbędną.
Ale... Żadna z nas nie miała wyboru.
- Nie, nie jak zwierzę. - Starałam się samej zachować spokój, gdy odpowiadałam na jej pytanie. - To... To też dla Twojego bezpieczeństwa, Jane. - Wyznałam po chwili, biorąc głębszy wdech. Czułam, jak atmosfera w pomieszczeniu zaczyna gęstnieć, a jej nerwowa reakcja tylko to potwierdzała. Wstałam chwilę po dziewczynie, odkładając pojemniczek na stół, a samej trzymając lekko podniesione ręce - na znak, że nic nie zrobię całkowicie wbrew jej woli. - Też mi się to do końca nie podoba, uwierz na słowo. - Czułam, jak moje serce podchodzi mi do gardła a myśli nie chcą ułożyć się w spójną całość. W końcu... Gdzieś z tyłu miałam tą świadomość, że u coraz większej ilości osób budzi się gen, że zwiększa się ilość ataków terrorystycznych, że nie mogliśmy wykluczyć zaciągania młodych i nieświadomych mutantów w szeregi tych niebezpiecznych osobników - dla zysku tych drugich.
A Hills... Była na swojej pozycji zagrożona. Córka wpływowego człowieka będąca mutantem? Jakby nie daj boże odkryli jej prawdziwy potencjał... Mogłoby się to skończyć tragicznie. W końcu kto mógł wiedzieć, jakie asy ukrywa w swoim rękawie?
Zbliżyłam się do niej na symboliczne dwa kroki, wciąż jednak zachowując niezbędny dystans - nie chciałam przecież, żeby brunetka wpadła w całkowitą panikę - ostatnie co było nam tu potrzebne, to siłowe jej spacyfikowanie środkami farmakologicznymi i całkowite naruszenie zaufania - to przecież była prosta droga, żeby wepchnąć ją w ręce "tych złych".
- Na spokojnie, Jane. Usiądź, widzę jak bledniesz. Najpierw porozmawiamy na spokojnie, dokończymy herbatę, dobrze? Obiecuję, że wszystko będzie ok. - Wyrzuciłam z siebie w końcu, stosunkowo spokojnym tonem, choć pewnie i moje ciśnienie zdążyło już wzrosnąć. Ale co mogłam więcej zrobić?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-10, 16:52   
   Multikonta: Mary Pond


Jane nie ruszyła się z miejsca tylko spuściła głowę i objęła się ramionami. Nie zareagowała jeśli Caroline spróbowała podejść bliżej ani nawet jeśli podjęła próbę fizycznego kontaktu. Przez chwilę próbowała walczyć ze szlochem wstrzymując oddech, ale to była walka, której wygranie jest ponad siły zwykłej nastolatki.
-"To dla twojego bezpieczeństwa.", "Dla twojego dobra.", "Mamy wszystko pod kontrolą.", "Będzie lepiej.", "Nikt cię nie skrzywdzi.", "Wszystko będzie ok."...- wymieniała -Wiesz ile razy ja to słyszę?- spytała unosząc w końcu wzrok. Głos stał się nosowy, bo płacz już zdążył wypełnić zatoki.
-Cały czas. Ciągle, dzień w dzień od dwóch lat wszyscy mi mówią, że będzie dobrze. Nikt nie mówi w jaki sposób ani kiedy. A ja jedyne co mogę zrobić to wierzyć w te obietnice lub nie.- wytarła łzy z oka nasadą dłoni -Ale nie jest dobrze. Nie jest nawet lepiej.- pociągnęła nosem. Powinna wyszumieć z siebie kłębiące się emocje. Strach, złość frustrację Jednak zamiast kontynuować jak zrobiłaby to niejedna nastolatka na jej miejscu, Jane zdusiła je w sobie gdy tylko w jej głowie pojawiła się myśl, że przecież żadna z nich nie ma na to czasu. Sposób myślenia wpojony przez rodziców-biznesmenów. Nie do końca było to zdrowe, a na pewno nie wyglądało na takie z zewnątrz. Wciąż miała zaczerwienione oczy i zawalony nos, ale oddech szybko wrócił do bardziej normalnego tempa. Jakby ktoś zerwał jeden z kabli w jej głowie. Odetchnęła i podeszła do kanapy. To był... nad wyraz krótki wybuch.
-Opowiedz mi proszę co dokładnie robi to ziarenko i jak wygląda zabieg.- poprosiła zaskakująco spokojnie.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-13, 00:17   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


- Wszyscy to słyszymy, szczególnie odkąd wzrosła liczba ataków na ulicach... - Próbowałam jakoś uargumentować wszystkie te słowa, które sama zresztą ślepo powtarzałam. Rząd obiecywał gruszki na wierzbie, ale nie mógł zagwarantować natychmiastowego wyłapania każdego z obdarzonych. Mimo wszystko jednak... Nawet takie działania jak te, które podejmowałyśmy tutaj zmniejszały szansę na zagrożenie w przyszłości. Bo... Jasne, może i Jane nie wykazywała żadnych nadludzkich zdolności, mimo aktywowanego genu X, ale u ilu osób działania prewencyjne okazały się najlepszą walką z zarazą? - Wiem jak jest Ci trudno. Zdaję sobie sprawę, jak wiele wyrzeczeń musisz podejmować, ale... Pomyśl też o tym, jak wiele masz szczęścia. - Mówiąc to miałam oczywiście na myśli tych wszystkich mutantów, którzy byli zamknięci - z dala od rodzin, od codziennego życia, wysyłani na liczne badania i eksperymenty... Do licha, sama prowadziłam te przeklęte badania na tych wszystkich dzieciakach, ale przecież... Nie mogłam jej tego powiedzieć, prawda?
Całe szczęście ten nagły atak histerii dość szybko przeminął - przynajmniej zewnętrznie, choć wciąż mogłam zaważyć jak bardzo jej dłonie się trzęsą - zresztą, nie mogłam się jej dziwić... Nim jeszcze dziewczyna usiadła, pogłaskałam ją delikatnie po ramieniu, na znak otuchy, nim sama usiadłam koło niej, biorąc głębszy wdech. - Oczywiście. - Potwierdziłam, na nowo łapiąc płytkę z małym urządzonkiem w swoje dłonie. Przez chwilę trzymałam pojemniczek między swoimi palcami, niemal ślepo się w niego wpatrując, próbując przetworzyć każde słowo, które za kilka chwil miało opuścić moje usta.
- Jak widzisz, jest to niewielkie urządzenie. Jest to jeszcze prototyp, co jakiś czas wysyła krótki sygnał z lokalizacją. Niektórzy są zdania, że w przyszłości każdy z nas będzie w taki wyposażony, co ma pomóc w odnajdywaniu porwanych i zaginionych... - Zaczęłam dość lekko, starając się znaleźć dobre strony tego małego ustrojstwa, nim płytkę przekazałam w ręce młodej - gdyby tylko chciała się całości przyjrzeć przez ten przezroczysty pojemniczek. - Zabieg jest na tyle prosty, że nie musieliśmy Cię ściągać do szpitala ani laboratoriów. To proste nacięcie, bardzo niewielkie, na wysokości kręgów szyjnych. Jeśli sobie życzysz, mogę je wykonać pod znieczuleniem miejscowym bądź mocniejszą narkozą. - Stan zdrowia dziewczyny był regularnie sprawdzany - wiedzieliśmy więc jakie dawki jakich leków będą w jej przypadku najlepsze i nie okażą się szkodzące dla jej ogólnego zdrowia. - Dostaniesz zwolnienie na dwa, może trzy dni, by zaleczyć nieco miejsce cięcia. Mimo wszystko, możesz czuć ciągnięcie w miejscu szycia. Przy następnej wizycie miałabyś ściągnięte szwy i to w sumie... Tyle. Nic skomplikowanego. - Starałam się przywołać uśmiech na moje wargi, choć ten musiał wypadać dość blado. Ale co więcej mi pozostało? Czułam wewnętrznie, że to nie jest to, co powinnam robić. Ona nie była niebezpieczna, nie widziałam w tym wyższego dobra, które zawsze kierowało moimi posunięciami, ale... Nie mogłam sobie pozwolić na utratę pracy.
Nie, gdy mogłam zmienić ten świat.
- Oczywiście, nie ma pośpiechu. Dzisiaj już nic nas nie goni. Dobrze będzie, jeśli się trochę rozluźnisz, i... - Sama nie wiedziałam, jak chciałam to dokończyć. Miałam jej zaproponować obejrzenie ulubionego filmu, litrowy pojemnik lodów i wtulenie w ukochany kocyk, by uspokoić jej skołatane nerwy? Gdzieś wewnątrz czułam, że byłoby to najlepsze, co mogłabym jej zaoferować, ale moja pozycja nie pozwalała mi nawet na zasugerowanie takich opcji.
Czemu musiałam być taką ciepłą kluchą, mając tak odpowiedzialną posadę?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-13, 01:23   
   Multikonta: Mary Pond


- Wiele szczęścia…- powtórzyła, ale nie zaprzeczyła. To była prawda. W pewnym sensie to co ją spotkało było niesprawiedliwe też w drugą stronę. Nie miała mocy, a mimo to traktowano ją jako mutanta ALE takiego, który ma dość bogatych rodziców, by przekupić DOGS. Więc na tle tych zamkniętych w DOMu nie powinna narzekać. Na gest Caroline uśmiechnęła się cieplej niż na początku gdy denerwowała się niespodziewaną wizytą.
-No ale wiem już czemu rodzice nie powiedzieli z większym wyprzedzeniem. Ani co to za wizyta.- zauważyła. Państwo Hills znali swoją córkę, ale pewnie na taki news trudno było przewidzieć reakcję nawet osoby, którą zna się od pieluch. W dodatku młodej zdarzało się uciekać. Wprawdzie nie od badań, ale miała od pewnego już czasu taki okres, że znikała czasem na dłużej bez żadnej informacji. Teraz pewnie się to urwie zważywszy na te nowe okoliczności. Skorzystała z możliwości przyjrzenia się chipowi. Oj, jak kusiło żeby wyrzucić przez okno. Pewnie trochę by to szukały. No i musiałoby zostać odkażone czy coś. Tyle że za to byłyby też dość poważne konsekwencje.
-To jego jedyna funkcja?- zainteresowała się obracając pudełkiem jakby dzięki temu miała się więcej dowiedzieć o jego zawartości. O tym małym ziarenku grzechoczącym wewnątrz. Miała też inne pytania.
- Będzie to naprawdę aż tak problematyczne żebym nie mogła pójść chociaż na tą prelekcję o ISS? Teb chip będzie czuć potem, jak już się zagoi? Jakoś przez skórę albo po prostu, wewnątrz? To się jakoś ładuje? Teraz już naprawdę tylko dom i szkoła czy AŻ TAK ich nie obchodzi co robię? Wiesz, wyskoczyłoby się czasem na jakieś zakupy czy coś…- zadawała pytania po kolei i za każdym razem czekała na odpowiedź wpatrując się w lekarkę. Jeśli nie znała lub nie chciała udzielić odpowiedzi na któreś z nich kiwała tylko głową na znak, że ok, rozumie. Wydawała się też bardziej zainteresowana tymi informacjami niż bagażem emocjonalnym, który powinien się z tym wiązać. Brzmiała jakby po prostu rozmawiała.
-Zostałaś lekarzem z pasji?- spytała po tym jak Caroline próbowała ją uspokoić. Pytanie może trochę zaskakujące, ale jakoś tak Jane w tej chwili szczególnie rzuciło się to w oczy. Jeśli otrzymała potwierdzenie dodała jeszcze -Widać.
Rozluźniła się albo przynajmniej na to wyglądało. Jeśli Caroline dała się wciągnąć w taką nieco bardziej przyziemną konwersację o zainteresowaniach, gustach odnośnie jedzenia czy spędzania czasu wolnego to Jane chętnie z tego skorzystała.
[Profil]
  [0+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-14, 01:25   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Jane się poszczęściło nie tylko dlatego, że uniknęła zamknięcia w samym Departamencie. Jak potoczyłoby się jej życie, gdyby to Dolores jako pierwsza ją wypatrzyła? Albo co by się stało, gdyby jej mutacja okazała się... Bardziej widoczna, a rodzice chcieli ją ukryć? W swoim życiu widziałam wielu mutantów, którzy na własną rękę starali się leczyć. Czysta mutazyna, jaką zapewniał Rząd była niezwykle droga, a ta czarnorynkowa... Niosła za sobą fatalne efekty uboczne. Nie tylko uzależniała, ale i prowadziła do niepełnosprawności, a tak wiele osób było zmuszonych do jej zażywania - byle tylko móc wieść jak najbardziej normalne życie.
Czy więc zamknięcie w takim małym pałacu było takie złe?
- Jestem pewna, że Twoi rodzice robią co tylko mogą, byle i Tobie w tym zelżyć. I ja o tej wizycie dowiedziałam się dopiero dzisiaj. - Odpowiedziałam na jej rozterkę, przywołując delikatny uśmiech na usta. Mimo wszystko... Nie wątpiłam we własne słowa. Nie wiedziałam, czy sami zostali postawieni przed faktem dokonanym, czy jednak przeciągali tę kwestię tak długo, aż Departament zdecydował się na wysłanie chirurga prosto do swojego "pacjenta". Ale z całą pewnością... Musieli kochać Jane i robili dla niej niezmiernie wiele.
- Tak.- Kiwnęłam głową. - Przy tym modelu - tak. - Doprecyzowałam po chwili, bo przecież już trwały próby udoskonalenia tego urządzenia. Liczyłam jednak że w przypadku młodej Hills obejdzie się bez zbędnych... Upgrade'ów.
- Jeśli będziesz się czuła na siłach, a sama rana nie będzie Ci sprawiać problemu... Nikt Cię nie zamknie za dodatkowe godziny w szkole. Obawiam się jednak, że te pierwsze dwa, może trzy dni mogą być trudne przez samo umiejscowienie chipa. Skóra w tym miejscu narażona jest na ciągły ruch, więc istnieje dość spore ryzyko kolejnych otwarć nacięcia, nawracających krwawień, a co za tym idzie... Gorszym ogólnym gojeniem i brzydszą blizną. Uprzedzając też pytanie - nie radzę tego wydrapywać. - Współczułam jej strasznie całej tej sytuacji, co z całą pewnością było słychać po moim ciężkim westchnieniu, gdy tylko próbowała jej uargumentować, dlaczego wyjścia w pierwszych dniach nie są zalecane. Ale przecież nie przypnę jej kajdankami do kaloryfera, prawda? Nie taka była moja rola. - Po zagojeniu całość nie powinna Ci sprawiać problemu, a sam chip wyczuwalny będzie tylko po dociśnięciu palców do samego karku. O ile oczywiście dobrze się wygoi... - Zarzuciłam w odpowiedzi na kolejną falę pytań, w tej samej chwili łapiąc za filiżankę, gdzie ostała się resztka herbaty. To... To nie była prosta kwestia do poruszenia.
Zwilżyłam usta naparem, by znów spojrzeć na dziewczynę i uśmiechnąć się w jej kierunku - po raz pierwszy chyba z całkowitą szczerością dzisiejszego dnia.
- W sumie ten chip w pewnym sensie zapewni Ci nieco więcej swobody. Dzięki nadawaniu tego sygnału i pełnej świadomości tego, gdzie możesz się podziewać... Być może uda się uniknąć tak nagminnych meldowań. Poruszę też z Twoimi rodzicami kwestię opracowania miejsc, gdzie nie boją się o Twoje bezpieczeństwo. Co Ty na to? - Nie miałam pewności, na ile Departament w ogóle pozwoli na takie działania, ale... Naprawdę starałam się znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji. Wierzyłam, że skoro i niebezpieczne obiekty potrafili wypuścić z laboratoriów jedynie dzięki tym chipom, to i tej młodej dziewczynie oddadzą nieco swobody - w końcu jeśli zejdzie z ustalonych ścieżek, od razu będą o tym wiedzieć, czyż nie?
Nie mogłam jednak ukryć zdziwienia, gdy jej pytanie... Zeszło na mój temat. Kiwnęłam jedynie swoją głową w odpowiedzi, by po chwili moje poliki obszedł ciepły rumieniec. Mimo tylu lat na karku... Dalej kiepsko radziłam sobie z przyswajaniem jakichkolwiek pochwał.
Czy to nie był jednak najlepszy moment, by nieco podłapać ten temat? Póki herbata wciąż znajdowała się w filiżankach, a słodkości gościły na stole... Chyba mogłyśmy z tego dnia wyciągnąć coś więcej, niż tylko nieprzyjemny zabieg.
- Skoro o tym mowa... To kim Ty byś chciała zostać w przyszłości? - Zapytałam, nie wypuszczając filiżanki ze swojej dłoni, jakby to ją miało uchronić przed wyparowaniem ostatnich kropel słodkiego płynu z jej wnętrza...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-14, 01:51   
   Multikonta: Mary Pond


-Przy tym modelu.- powtórzyła licząc może na więcej szczegółów, ale jeśli Caroline nie chciała o tym mówić to mogła swobodnie milczeć nie czyniąc tego niezręczną ciszą - Pewnie na niektórych nie starczy samo śledzenie po mapie.- przyznała świadoma, że akty terroryzmu są aktami terroryzmu niezależnie od tego w jakim celu się je organizuje.
-No dobra, zobaczę jak się będę czuła. Będę nosić jakieś plastry jeśli się okaże, że gojąc się będzie swędzieć.- częściej było tak w przypadku otarć niż cięć, ale zdarzało się, a Jane wiedziała, że odruch ten czasem okazywał się zbyt silny, zwłaszcza gdy była zmęczona. Zauważając, że Caroline kończy się herbata, podniosła się nieco, by dolać jej z dzbanka, który gosposia zostawiła. Sama nie wypiła jeszcze swojej. W międzyczasie słuchała jak lekarka proponuje pomoc w szukaniu jakiegoś kompromisu, który dałby jej nieco więcej swobody. W sumie skupiona na tym jak bardzo narusza to jej konstytucyjną wolność nie zauważyła plusów całej sytuacji. Bo faktycznie nie będzie takiej potrzeby pilnowania jej skoro wystarczy spojrzeć na monitor odpowiedniego urządzenia. To zdecydowanie podniosło ją na duchu.
-Naprawdę mogłaby Pani?- rozpromieniła się -To bardzo miłe. Pewnie nie jest to częścią Pani obowiązków, ale jeśli faktycznie jest taka możliwość to ja bardzo chętnie z niej skorzystam.
Jej nagłe pytanie wyniknęło trochę z chwilowego przeczucia, które akurat tym razem przekuła na słowa. Zdarzało jej się na głos zwrócić uwagę na jakiś dziwny szczegół.
-Nie jestem jeszcze pewna. Wydaje mi się, że przejmę firmę ojca. To chyba najbardziej prawdopodobny scenariusz. Tylko ja chyba zostawię trochę więcej władzy w rękach zarządu żeby mieć trochę więcej czasu dla siebie. Wtedy będę mogła robić coś co lubię poza pracą.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5