Poprzedni temat «» Następny temat
set me free
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-11, 23:10   set me free
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


To... To wszystko to jakiś chory, popieprzony sen! To nie mogło dziać się naprawdę. Najpierw ten wielki chaos, zabawa w przebieranki, "zachowywanie się naturalnie", gdy gmach departamentu opuszczałam w zdecydowanie za dużych ubraniach po jakimś żołnierzu... Czułam, jak z każdym krokiem buty obcierają mnie coraz bardziej, jednocześnie czekając na chwilę, gdy w końcu przekroczę bramę - u boku Briana. W końcu organizując to wszystko stawał na celowniku - stał się zdrajcą. On... On nie mógł tu zostać. Dlaczego... Dlaczego nie ruszył za nami?
Nim zdążyłam się zorientować, co się w ogóle dzieje, że Kersey zostaje po drugiej stronie, nim zdołałam w jakikolwiek sposób zaprotestować - poczułam szarpnięcie. Zdecydowane, a jednocześnie - dziwnie znajome.

Fowler.

Zapakował mnie do tego wozu niczym zwykły worek kartofli, a zapewne w tym momencie nawet niewiele więcej od takowego ważyłam, odjeżdżając z tego miejsca, gdzie mogłam dostrzec już wyłącznie cienie rysujące się za drzewami w mroku...
- Czemu go tam zostawiłeś?! Zabiją go! - Nie zwracałam teraz uwagi na jego słowa, troskę i zmartwienie. Gdzieś w tym wszystkim poniekąd zapomniałam o sobie, szturchając go w ramię. - Zajebią go tam gorzej niż jebane nieposłuszne kundle! - Wrzasnęłam po chwili, ledwo powstrzymując się od łez.
Od kiedy byłam taką jebaną ciotą?
Ja... Ja nawet nie wiem, czy cokolwiek mi opowiedział. W tych nerwach, minuty zlewały mi się w jedną, nierozróżnialną całość i nawet nie wiedząc kiedy - ciemność za nami zmieniła się w jaskrawe i niepokojąco hałaśliwe światła.
- Kurw... - Zdążyłam jedynie przekląć, nim poczułam szarpnięcie samochodem spowodowane tym nagłym przyspieszeniem. Czy ktokolwiek by się spodziewał, że za bycie jebanym aktywistą kiedykolwiek spotkają go takie radosne przygody?
Samochód wyrywał - to w lewą, to w prawą. Podskakiwał na kolejnych nierównościach na drodze. Przyspieszał na prostej drodze, by zwolnić przy zakręcie. Jednak nie to było główną atrakcją wieczoru, a moment, gdy szyba całkowicie odpuściła pod wpływem naboju przebijającego się do środka między kawałkami szkła.
Jestem pewna, że w tej chwili pisnęłam niczym mała dziewczynka, jaką teraz się czułam. Bezbronna, bezsilna, bez szans.... Zgodnie z wcześniejszym poleceniem blondyna, schyliłam si modląc o spokojny koniec. Czy w ogóle wierzyłam w boga, żeby ten mógł mi teraz pomóc?
Słyszałam kolejne strzały, słyszałam jak nasz silnik szaleje, i chyba... Chyba byłam wdzięczna, że tego nie oglądam. Chyba nawet nie byłabym w stanie, bo takiego bólu... Dawno nie czułam.
Jak dobrze, że nie miałam czasu się nad tym rozwodzić...

Nie wiedziałam, czy to umiejętności Fowlera, czy zwykły fart nas uratował. Zgubili nas? Stracili zainteresowanie? Nie wiem... Wiem jedynie, że w pewnym momencie to wszystko po prostu ucichło, a drzwi koło mnie się otworzyły...
Tak bardzo miałam nadzieję, że jak podniosę wzrok, nie zobaczę trupa swojego przyjaciela, a mnie ponownie nie skują...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-09-11, 23:24   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Gdyby miesiąc temu ktoś powiedział Fowlerowi, że znajdzie się w takiej sytuacji prawdopodobnie by w to nie uwierzył.
Jasne - plany uratowania Sam cały czas były w jego głowie, ale w tej chwili po prostu stały się rzeczywistością, gnali samochodem na razie w bliżej nieokreślonym kierunku. Byleby znaleźć się jak najdalej od jej oprawców.
Dale nie zdążył nawet zastanowić się odpowiedzią na jej wyrzuty, ponieważ w lusterku zauważył kilka samochodów, które niebezpiecznie szybko się do nich zbliżały. Wcisnął gaz w podłogę wyciskając ze swojego samochodu tak wiele jak się dało. Jego moc trochę mu przy tym pomagała, dzięki niej szybciej reagował, łatwiej mu było wchodzić w zakręty przy zawrotnych prędkościach.
W pewnym momencie poczuł rozrywający ból w lewym barku. Pocisk przeszył jego ciało powodując, że Dale mimowolnie ruszył kierownicą. Cudem uniknęli wypadku.
Syknął z bólu.
Tylko jedna myśl go teraz napędzała - musiał ją stąd wydostać, nie mógł jej stracić po raz kolejny. To tak jakby dał jej nadzieję tylko po to, by chwilę później ją odebrać.
Zebrał wszystkie siły jakie mu pozostały i ignorując ból skręcił gwałtownie w prawo mając nadzieję, że w nic nie wjedzie, oraz, że uda mu się zgubić pościg.
I udało się.

Wyczłapał się z samochodu. Jego ubrania całe były zalane krwią, jego lewa dłoń spoczywała na prawym ręku.
Otworzył jej drzwi dysząc ciężko.
- U-Udało się. Jesteś... Jesteś wolna. - pomimo tego, iż wyglądał słabo... Uśmiech przez chwilę rozjaśnił jego twarz.
Dopiął swego.
Ich plan się powiódł.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-11, 23:41   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie pojawiło się żadne, agresywne szarpnięcie. Nikt we mnie nie celował, nie słyszałam dźwięków broni ani stukotu ciężkich, wojskowych butów. Za to usłyszałam wyraźnie osłabiony głos blondyna.
Podniosłam swój zaszklony wzrok, nie mogąc się wyprostować. Miałam wrażenie, że coś rozrywa mnie od środka. Jak widać jednak, adrenalina serio potrafi zdziałać cuda, skoro widząc ten szkarłat tak szalenie rozprzestrzeniający się po jego ubraniu mimowolnie wyrwałam się z samochodu, prawie samej się na niego przewracając.
- Jezu, Dale, oni... Oni... - Cię trafili? No shit, Sherlock. Odkrycie roku Sam. Nie ma co, żaden detektyw nie będzie lepszy od Ciebie.
Zaczęłam panicznie rozglądać się za czymkolwiek, co mogłoby mu ulżyć - nawet, jeśli sama nie do końca byłam w stanie stanąć w pionie.
Niemal od razu zaczęłam ściągać z siebie kurtkę, jednocześnie rzucając do niego tonem nieznoszącym sprzeciwu:
- Natychmiast siadaj. - Jeśli nie chciał mnie posłuchać, z całą pewnością próbowałam go to tego zmusić, jednocześnie ściskając zdjęte odzienie w kulkę. Czułam się paskudnie, ale nie to było teraz ważne. Nie w chwili, gdy to jego życie było zagrożone, a mi ta jebana niemoc towarzyszyła od tak wielu miesięcy. Niezależnie od tego, czy mi na to pozwolił czy nie - musiałam odsłonić ranę - po dobroci, lub też nie, by po chwili samej kucnąć obok niego - w tej pozycji przynajmniej odrobinę uśmierzałam własny ból.
- Shit... - Syknęłam, widząc wciąż krwawiącą ranę pod jego bluzką, do której niemal natychmiast zaczęłam dociskać tę twardą kurtkę. To powinno zatamować krwotok - przynajmniej na razie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że sama nie do końca byłam w stanie myśleć logicznie. - Będziemy tu bezpieczni? - Zapytałam dość niepewnie, rozglądając się wokół w poszukiwaniu miejsca, gdzie znajdziemy choć odrobinę ciepła i zyskamy czas na wylizanie się z tych ran.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-09-11, 23:52   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Na chwilę obecną blondyn nie mógł się nacieszyć jej widokiem. Nawet ból odchodził gdzieś na dalszy plan. Czy mogło być lepiej? Dopiero co odzyskał Colleen - kij z tym, że nie pamiętała co między nimi było, najważniejsze, że odzyskała wolność. Zaraz po tym udało mu się wraz z Brianem wydostać Sam z tego piekła. Teraz wreszcie czuł, że spełnił swoją powinność i nawet jeśli miałby umrzeć od tej śmiesznej kulki w jego barku... Był na to gotów.
Przymknął na moment oczy, gdy dziewczyna posadziła go na trawie. Oparł się plecami o samochód i skrzywił się delikatnie czując ucisk w miejscu rany. Dobrze zrobiła - miał tego świadomość, musiała zatamować krwawienie, ale... Co dalej? Szczerze mówiąc - odniósł w swoim życiu kilka ran postrzałowych i mógłby przysiąc, że pocisk nie przeszedł na wylot - a to bardzo źle. No, chyba, że Samantha posiada jakieś ukryte zdolności chirurgiczne, o których wcześniej nie wiedział.
Podniósł na nią wzrok.
- Będzie... Będziemy. Musimy tylko kawałek przejść, niedaleko jest... Znajdziemy schronienie. - wychrypiał i zebrał siły na to, by podnieść rękę i wskazać jej palcem kierunek w którym powinni ruszyć.
Nie miał siły prowadzić, poza tym nie daliby rady przedostać się przez ten cholerny las w który ich wciągnął. Nie miał pojęcia jakim cudem udało mu się zgubić pościg, oraz w jaki sposób wywiózł ich aż tak daleko z tą cholerną raną. Stracił sporo krwi i czuł się coraz gorzej.
Musiał jednak dotrwać, by zaprowadzić ją do bezpiecznego miejsca.
- Musimy... Musimy ruszać. - rzucił i spróbował się podnieść, co okazało się cholernie trudnym zadaniem. Dobrze, że miał przy sobie kogoś z kim nieraz wychodził z bagna.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-12, 00:02   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Chirurgiem nigdy nie byłam, ale sama złapałam kulkę, no nie? Jak dodamy do tego umiejętności krawieckie - o ile tylko znajdą się narzędzia - chyba byłabym w stanie wyprowadzić go na względną "prostą" - a przynajmniej chciałam w to wierzyć.
Miałam ochotę płakać. Z bezsilności, z bólu, z tych nagłych przypływów gorąca, gdy było mi tak cholernie zimno. Ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Nie teraz, gdy byliśmy tak blisko. Poza tym - na litość boską, to Dale pieprzony Fowler. Nie takie rzeczy go nie zabijały. A dzisiaj co - byle kulka miała go zatrzymać? Po moim trupie - nawet, jeśli ból który mi towarzyszył chciał po cichu mi przekazać, że nie jest do tego wcale tak daleko.
- To ruszaj tyłek. - Wydusiłam z siebie niby pewnie, choć blondyn z całą pewnością wyczuł załamanie w moim głosie. Jak dobrze, że było ciemno i nie widział, jak pojedyncze łzy spływają po moim policzku.
Syknęłam, gdy sama się podnosiłam, a po chwili próbowałam pomóc temu terminatorowi. - Dasz radę iść? - Zapytałam, wyciągając do niego rękę. Nie wiedziałam, jak tam dotrzemy, skoro sama ledwo trzymałam się na nogach a i on bardzo kiepsko wyglądał. Przyrzekłabym, że ostatnim razem był tak blady, gdy mieliśmy dwutygodniowy maraton picia bez żadnego jedzenia przed laty - a wtedy też niewiele nas dzieliło od szpitala. Jaka szkoda, że dzisiaj za żadne skarby nie możemy się w żadnym zjawić...
Ruszyłam we wskazanym przez niego kierunku, próbując pomóc mu iść za każdym razem, gdy wydawało się to konieczne - choć pewnie była to pomoc bardzo dwustronna. Martwiłam się niemiłosiernie - w końcu taki ból brzucha w moim stanie nie świadczył o niczym dobrym, ale... Miałam świadomość, że jeśli już na tym etapie stracę Fowlera, żadne z nas nie wyjdzie z tego żywe.
Pytanie tylko brzmiało - co znaleźliśmy, po dotarciu do tego obiecanego schronienia?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-09-12, 00:17   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


No dobra. Być może te umiejętności krawieckie jeszcze się w czymś przydadzą - jeśli uda im się dotrzeć na miejsce, co na razie stało pod wielkim znakiem zapytania. Wiadomo - Dale potrafił się na coś uprzeć i przeważnie udawało mu się to osiągnąć, aczkolwiek... Jak długo można mieć szczęście? Prędzej czy później każdemu podwinie się noga i być może dziś był ten dzień w którym szczęście miało go opuścić? Boże, oby nie.
Cholera, a wszystko szło tak gładko. Czy jeden zabłąkany pocisk miał odwrócić los? Mogli mieć tylko nadzieję, że tak nie będzie. Poza tym... Dobrze, że nie trafili w głowę, nie?
Kiwnął głową na znak zrozumienia i spróbował 'ruszyć tyłek' co naprawdę nie było proste. Z pomocą Sami jednak udało mu się podnieść do góry i wspólnie ruszyli przed siebie. Dale powoli uniósł lewy nadgarstek bliżej twarzy, by móc zerknąć na zegarek wyposażony w mały kompas.
Jako były członek U.S. Army Rangers musiał się potrafił nim posługiwać - kolejna dobra rzecz, którą wyniósł z wojska.
Dzięki znajomości tego terenu, oraz pomocy tego sprytnego urządzonka wiedział w którym kierunku mają iść - czyli mimo odniesionych obrażeń potrafił jeszcze w miarę logicznie myśleć.
Sił dodawała mu myśl, że są o krok od dania tej dziewczynie zasłużonej wolności, że naprawdę niewiele brakuje... To pchało go na przód.
I tak szli - właściwie w milczeniu - wspierając się jak zwykle.
Jego jedyna rodzina, człowiek, który znał go na wylot. Tak cholernie zniszczona przez pobyt w tym piekle, wychudzona, słaba, przestraszona.
- Co oni... Co oni Ci zrobili... - wymamrotał pod nosem, chyba bardziej sam do siebie niż do niej.

Mijały minuty, a blondyn czuł się coraz gorzej. Ostatnie kilkaset metrów było dla niego prawdziwą męczarnią, ale... Udało się. Podszedł do jednego z wielu krzaków i odgarnął zdrową ręką gałęzie. Nogą przerzedził stos liści i ich oczom ukazały się ciężkie metalowe drzwi. Były otwarte - można było je zamknąć tylko od środka. Otworzenie ich sprawiło mu mały problem, po raz ostatni sięgnął po moc czując, jak wysysa z niego resztkę sił, ale ciężkie wrota ustąpiły ukazując im dość strome schody na dół.
Znaleźli się w bardzo starym bunkrze - który jednak nie był jakoś cholernie zapuszczony - wręcz przeciwnie. Znajdowało się w nim sporo pożywienia, broń, ubrania, był nawet prąd, oraz woda (inna sprawa, że nawet nie był w stanie teraz zapalić światła). Przez kawał czasu to miejsce było kryjówką Fowlera - nikt go tu nigdy nie odnalazł. I oby tak zostało.
Opadł ciężko na jedyne krzesło w pomieszczeniu i drżącą ręką sięgnął do kieszeni. Po co?
Oczywiście po papierosy... Z dwojga złego lepiej po fajki, niż po piersiówkę, huh?
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-12, 00:43   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tylko mi się wydawało, czy ta trasa trwała wieczność? Miałam wrażenie, że każde mijane drzewo, każda ścieżka i każdy kamyk wygląda dokładnie tak samo - jak byśmy kręcili bezsensownie kółka w tym mroku. Zgubiliśmy się? Czy jego osłabiony umysł wcale tak dobrze sobie nie radził, jak mu się wydawało?
Przełknęłam głośniej ślinę słysząc jego ciche pytanie. Dobrze to wiedział. Dobrze to widział. Jakiekolwiek słowa w tej materii były całkowicie zbędne, choć przecież i mi to pytanie tyle razy przewijało się przez umysł...
Ale nie tylko ja byłam zniszczona. Nie tylko mnie spotkała krzywda. Przecież i Fowler kilka miesięcy temu pojawił się w opłakanym stanie w progu mojego domu, czyż nie? A ilu mutantów wciąż żyje zamkniętych za tym wielkim murem? Co z tamtą dziewczyną, która wyzionęła ducha przy moim boku? Co z tą dziewczyną, którą zaatakowałam, gdy całkowicie straciłam nadzieję?
Rany... Jak bardzo było mi wstyd za wszystko, co zaszło w ostatnim czasie. Może... Może ja wcale nie zasługiwałam na tę wolność?

W końcu jednak dotarliśmy. Byliśmy na miejscu. Wolni. Bezpieczni. Sami...
Nie czułam się pewnie wchodząc dalej w mrok. Ten mnie przerażał, ale... Nie było nic lepszego. Nie, gdy czas nas naglił. Ponownie przełknęłam ślinę, próbując przyzwyczaić swój wzrok do ciemności i biorąc głębsze wdechy. Wciąż miałam wrażenie, że ból rozrywa mnie od środka, ale... Nie mogłam się teraz poddać. Nie, gdy byliśmy tak blisko do względnego spokoju.
- Jest tu jakiś generator? - Zapytałam, zapewne dość naiwnie. Chociaż kto wie? Może mężczyzna był tu całkiem niedawno i już o wszystko zadbał? Może potrzeba było już wyłącznie jednego kliknięcia małego przełącznika, by nastała jasność? Podparłam się o coś, co wydało mi się blatem. Miałam wrażenie, że moje ciało jeszcze nigdy nie wydawało mi się tak ciężkie, będąc jednocześnie skrajnie wychudzonym.
W sumie zabawne, że do moich nozdrzy niemal od razu dotarł zapach tytoniu - tak pożądanego przeze mnie w ostatnich miesiącach, budzący dziwne wspomnienia ale i... Dający dziwny spokój? Żarzący się z kilkudziesięciu centymetrów blask na końcu papierosa dawał mi względną informację na temat obecnego ustawienia blondyna - nie siedział prosto, był na to zdecydowanie za nisko. To... To znaczyło, że jest słaby. Że musimy działać.
- Powiedz, że nie tylko ten nawyk Ci został. - Wydusiłam z siebie, mając jednak na myśli tę nieszczęsną piersiówkę. Co jak co - do odkażenia rany przydałaby się teraz jak znalazł - no, chyba że jednak Dale ukrywa w rękawie znacznie więcej asów, i ma tu istną apteczkę pierwszej pomocy?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-09-13, 23:48   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


No cóż, mogła odnieść takie wrażenie, ale Dale - mimo tego, że być może na to nie wyglądał - naprawdę wiedział co robi. Miał zadanie przed sobą, misję, którą musiał wykonać i jak przystało na żołnierza parł do przodu nie bacząc na swój stan.
Zwłaszcza, że cholernie mu zależało na tym, by im się powiodło.
Okropny z niego uparciuch, co? Jak jakiś cholerny Rambo, czy coś w tym rodzaju, wiecznie wychodził cało z opresji, chociaż gdyby zapytać go o to jak mu się to udaje... Pewnie odparł by, że po prostu ma szczęście.
Po wielu perypetiach naszym uciekinierom udało się wreszcie dotrzeć na miejsce, a Dale mógł odetchnąć. Problem w tym, że uczucie ulgi trwało ledwie parę sekund, ponieważ ból nie dawał mu spokoju.
Tylko w filmach te wszystkie postacie z kulką w ciele potrafią przejechać jeszcze tysiąc kilometrów i przy tym zabić setki przeciwników. W rzeczywistości, cóż... Wygląda to trochę inaczej.
Czuł się cholernie słabo, z każdą kolejną minutą coraz gorzej.
- Korytarz po prawej.. - mruknął tylko w odpowiedzi na jej pytanie. Na całe szczęście lata uciekania przed najróżniejszymi organizacjami rządowymi nauczyły go dbać o takie rzeczy. Po prostu musiał mieć kilka miejsc w których mógłby zapaść się pod ziemię - a one musiały być dobrze wyposażone.
Ten bunkier szykował już od dawna. Wiedział, że prędzej czy później uda mu się wydostać Sam, miał na to nadzieję od momentu, gdy usłyszał, że ją zabrali. Dlatego tak - był tutaj generator.
Nie powinna mieć problemów ze znalezieniem go, ponieważ był no... No w sumie to był dość spory.
Słysząc jej następne słowa spróbował parsknąć śmiechem, co niestety nie wyszło najlepiej, ponieważ z jego gardła wydobył się kaszel powodujący jeszcze większy ból w lewym barku. Skrzywił się lekko i z trudnością uniósł papierosa do ust. Pieprzony nałóg.
- Zapal to światło i chodź do mnie.. - wymamrotał szukając jej wzrokiem. Miał wrażenie, że powoli odpływa. Czy naprawdę taka jedna zbłąkana kula była w stanie mu odebrać życie?
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-14, 00:16   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Prosta instrukcja. Nie trzeba było wielu chwil, bym z syknięciem ruszyłam się z miejsca, po drodze potykając się o jakieś krzesło, czy inną drabinę. Jak dobrze, że tego huku nikt poza nami nie mógł już usłyszeć - mimo, że moja paranoja próbowała mi wmówić, że wciąż jestem w DOMu...
W końcu jednak znalazłam tę wielką puchę, dającą światłość. Kilka przełączników później, nastała światłość, rażąc mnie w oczy. Potrzebowałam chwili, by móc przyzwyczaić wzrok do nowych okoliczności, a jednocześnie - znaleźć po drodze kilka przedmiotów, mogących się przydać.
Bandaż, plastry, spirytus... To nie było wiele, ale teraz mogło zdziałać cuda. Miałam świadomość, że czeka nas tu jeszcze jedna misja - tak cholernie wykraczająca poza - przynajmniej moje - kompetencje.
- Idę! - Odkrzyknęłam po chwili, łapiąc wypatrzone przeze mnie dobra. Teraz ważne było jedno - nie pokazać po sobie, że i mnie dopadła słabość...
W tym wszystkim jednak, nie spodziewałam się aż tak paskudnego stanu mężczyzny. Mimo wszystko - w ciemności nocy nie wyglądało to tak źle. Ślady z krwi rysowały się po jego torsie, i zapewne nawet już ta wojskowa kurtka na niewiele się zdawała.
- Dale... - Mruknęłam, czując, jak kolana się pode mną uginają. Chyba... Chyba i mi robiło się słabo. - Trzeba... Trzeba to z Ciebie wyciągnąć. - Oświadczyłam jakże odkrywczo, zbliżając się do blondyna i klękając przed nim. Wyglądał... Naprawdę kiepsko.
- Powiedz, że byłeś już w podobnej sytuacji i powiesz mi co robić... - Wyrzuciłam z siebie niby pewnie, ale jednak... On na pewno mógł wyczuć, jak mój głos się łamie. Niby przed kilkunastoma miesiącami sama oberwałam kulką, ale byłam wtedy na takim odlocie, że już nawet nie pamiętałam, co dokładnie się działo pod tym przeklętym magazynem. Wiele bym jednak dała, by tamta kobieta - Colleen - była tu teraz. Wtedy wszystko byłoby dużo prostsze.
Od czego z całą pewnością mogłam zacząć, to nasączenie jakiejś względnie czystej szmatki tym spirytusem, by przeczyścić okolice rany i lepiej widzieć, z czym mamy tu do czynienia...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-09-14, 00:29   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dziewczyna po paru chwilach odnalazła generator i zapanowała światłość. Jarzeniówki zaczęły wydawać ten charakterystyczny brzęczący dźwięk, który w połączeniu z głośnym generatorem potrafił doprowadzić człowieka do szału. Ciężko było tu usnąć, ale po paru głębszych nie stanowiło to wielkiego problemu.
Jasne - miejsce samo w sobie było dość przybijające, te surowe ściany, miejscami bardzo zniszczone, ale przynajmniej było ciepło, czysto, był dopływ wody, oraz jedzenie. Wszystko co potrzebne, aby przetrwać. Takie rzeczy jak światło, lub materac były tylko wygodami, które tak naprawdę nie były potrzebne, ale umilały trochę pobyt w tym pięciogwiazdkowym hotelu.
Podniósł na nią wzrok, gdy zwróciła się do niego po imieniu. Mimowolnie uśmiechnął się delikatnie. Wreszcie ujrzał ją w świetle i chociaż wyglądała tragicznie... To przecież dalej jego Sam. Była tutaj. Obok niego, całkowicie bezpieczna. Wiedział to na pewno, nikt ich tutaj nie odnajdzie, a nawet jeśli odnajdą... Cóż. Zbierze w sobie resztkę sił i ją obroni.
Zignorował wszystko co powiedziała i podniósł ostatni raz papierosa do ust. Rzucił go na podłogę i złapał ją wolną już dłonią za rękę.
- Gdybym... No wiesz. Gdyby Ci się nie udało. Przeczekasz tutaj trzy dni, a potem wyjmiesz z szuflady (wskazał głową szafkę po jego lewej stronie) telefon. Jest w nim jeden numer. Wyjdziesz na zewnątrz i zadzwonisz. Odbierze mężczyzna, przekażesz mu, że mnie już nie ma. Powie Ci co dalej. - wydusił z siebie prawie na jednym oddechu. Coraz ciężej było mu się wypowiadać. Nieco mocniej zacisnął palce na jej dłoni i uśmiechnął się lekko.
- Obiecaj mi, że to zrobisz, jeśli z tego nie wyjdę. Po prostu... Po prostu obiecaj.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-14, 01:13   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Mimo, że w pierwszej chwili ten prsty gest czułości wydawał się całkiem miły, jak tylko usłyszałam te paskudne słowa z jego ust - niemal natychmiast wyrwałam mu swoją rękę z jego dłoni.
- Zamknij się ćwoku! - Wydarłam ze swojego gardła, powstrzymując łzy za własnymi powiekami. - Przestań pieprzyć głupoty. Nie będzie żadnego "gdyby się nie udało". Ma się udać. Uda się! - Dodałam po chwili znacznie pewniej, niż cokolwiek, co wypadło z moich ust dzisiejszego dnia. Targały mną liczne emocje - złość, bezradność, smutek... Ale z całą pewnością, nie znalazłam dziś miejsca na zwątpienie czy poddawanie się. - Za trzy dni sam do niego zadzwonisz, żeby nas stąd zgarnął. A wtedy... - Wtedy... Poszlibyśmy się ujebać, gdyby nie ten mój przeklęty stan, przez który zdecydowanie za często pozwalałam sobie na chwile słabości. Ale teraz nie było na to absolutnie czasu. - Uczcimy to. Po prostu. Będziemy wolni, Dale. - Wydusiłam z siebie w końcu, znacznie spokojniej, wysilając się na uśmiech.
Rozejrzałam się jeszcze po pomieszczeniu, w poszukiwaniu innych przedmiotów mogących pomóc przy tym wątpliwej jakości zabiegu, jaki mieliśmy tu za chwilę odstawić.
Druty? Igła? Nici? Cokolwiek, co mogłam znaleźć - zatargałam przed mężczyznę, uspokajając swoje trzęsące się dłonie. Nie pozwolę, by byle kulka odebrała mi mojego najlepszego przyjaciela. Nie teraz, gdy byliśmy tak blisko sukcesu.
- Nie z takich tarapatów się wylizywałeś. Mów co robić. Najpierw to gówno trzeba wydostać, tak? Co dalej? Samo zaszycie wystarczy? Trzeba to przypalić? Streszczaj się, dopóki mam cierpliwość! - Rzuciłam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Nie było teraz chwil na czułości. Musieliśmy stanąć twardo na ziemi. A jeśli tylko ten ćwok wpadał na pomysł, by przymykać oczy czy nie daj boże - odpływać mi na tym krześle, z całą pewnością nie miałabym skrupułów, by przyłożyć mu jednego płaskiego, czy też dwa...
Cel uświęca środki, no nie?

Wystarczały mi proste instrukcje, bym robiła co w mojej mocy. Starałam się, by każdy mój ruch był na tyle pewny, by z tej rany nie zrobić jeszcze większego bagna niż to, z którym zaczęliśmy.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-09-14, 01:32   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Och, no jasne, że tak. Jak mógł w ogóle spodziewać się po niej innej reakcji? Nawet osłabiona i nie przypominająca siebie Sami dalej potrafiła go tak po prostu opierdolić.
W normalnym wypadku pewnie by się zaśmiał widząc jej złość - zawsze go bawiła taka rozgniewana, ale tym razem nie miał na to siły.
- Zawsze musisz być taka uparta? - mruknął cicho i westchnął odwracając wzrok. Puścił jej dłoń i uniósł spojrzenie w górę krzywiąc się lekko.
Mimo tego, że nie obiecała mu, że to zrobi... Już wiedziała jak ma się zachować, gdyby odszedł. Dzięki temu był spokojny - nie była głupia. Gdyby mu się nie udało przetrwać na pewno posłucha jego instrukcji, a człowiek, który odbierze telefon odpowiednio ją pokieruje. Dale pociągnął wiele sznurków, by się do niego dostać, miał jednak nadzieję, że ten telefon się nie przyda. Nigdy.
Sam skompletowała cały zestaw małego medyka i podeszła do niego, a on przeniósł na nią wzrok.
- Zacznij od... Daj mi się napić. - głową kiwnął w kierunku małej przenośnej lodówki w której znajdowała się butelka wódki.
To było mu w tej chwili po prostu potrzebne - i wyjątkowo nie dlatego, że był pieprzonym alkoholikiem. Po prostu... Będzie bolało jak cholera.
Zaraz po tym jak podała mu butelkę z jej pomocą uniósł ją do ust i wlał w siebie naprawdę ogromną ilość alkoholu. To powinno go odpowiednio znieczulić.
Zerknął na narzędzia, które zebrała. Igła, nić, czyste ręczniki okej... Niestety nie bardzo było czym wydobyć kulkę. Jasne - zebrał do tego cholernego bunkra wiele rzeczy, ale apteczka została stąd zabrana już jakiś czas temu. Dlaczego nie przewidział, że któreś z nich może odnieść rany? Chyba był zbyt pewien siebie, oraz powodzenia tej misji.
No cóż.
- Wyjmij z plecaka nóż. Ten mniejszy. - oprócz sporych rozmiarów noża przy pasie miał jeszcze dwa - jeden większy, oraz jeden mniejszy od tego, który nosił przy sobie.
Polecił jej, by rozcięła jego ubrania. Ostrze było zadbane, dlatego z łatwością powinna pozbyć się kurtki, oraz koszulki.
Rana była naprawdę paskudna.
Jedną dłonią Dale sięgnął po raz kolejny po butelkę stojącą obok krzesła, na którym siedział. Ponownie ją przechylił, po czym podał jej.
- Oczyść ranę. - mruknął i zacisnął mocno zęby czekając, aż to zrobi.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-14, 02:05   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Cóż. Musiałam nadrobić kilka miesięcy nie opierdalania kogokolwiek, czyż nie? W końcu do tej pory, to do mnie się dopierdalano - w końcu przyszła pora na odwrócenie kart.
- Za to mnie kochasz. - Odparłam z wymuszonym uśmiechem, przecierając jedną z powiek swoją dłonią. Teraz nie było czasu na rozklejanie się. Całkowicie też rozumiałam potrzebę napicia się właśnie w tym momencie. Czy przypadkiem przed laty, na statkach, marynarze w dokładnie ten sam sposób się znieczulali? A wtedy byli nawet w stanie odciąć sobie kończyny. To chyba najlepszy dowód na to, że lepszego leku w tym momencie nie mieliśmy.
Pośpiesznie dałam więc mu tę butelkę i wykonałam kolejne polecenia. Widząc błyszczące ostrze noża, sama zaczęłam wątpić czy to dobry pomysł, ale przecież... Nie było innej opcji. Życie Dale'a leżało teraz tylko i wyłącznie w moich rękach.
- Trzymaj się mocno. Czeka nas jazda bez trzymanki. - Wysiliłam się na żart, przechodząc już do głównej części zadania. Zniszczone ubrania już do niczego się nie nadawały, przesiąknięte jego krwią, więc wylądowały na ziemi. Na porządki przyjdzie czas później.
Nie powiedziałabym, że byłam teraz najdelikatniejsza. Ważniejsza dla mnie była walka z czasem, więc w mig jego rana została oczyszczona. Czułam ten paskudny, żelazny zapach przebijający się ponad spirytusem i wódką. Widziałam, jak z rany sączy się wciąż ta szkarłatna ciecz. I modliłam się, żeby ból brzucha nawet nie chwilę nie zachwiał moją dłonią...
Przełknęłam głośniej ślinę, nim wraz z jego kolejnymi instrukcjami starałam się wydostać kulę z jego barku. To... To było straszne przeżycie. Jego krew na moich rękach - dosłownie, i w przenośni. Bo przecież jeśli on mi tu dzisiaj zejdzie... To będzie moja wina.
Już po kilku minutach kawał żelastwa wylądował na podłodze, tuż koło ubrań. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc, że najgorsze już za nami.
- Wyliżesz się. To rozkaz. - Stwierdziłam, biorąc głębszy wdech, nim mogłam zacząć opatrywać tę ranę...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-09-14, 02:17   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


A on bardzo to wszystko doceniał. To, że robiła dobrą minę do złej gry - i robiła to właśnie dla niego. Tylko ona potrafiła go tak pokrzepić, sprawić, że uwierzył w to, że im się uda.
Nic nie odpowiedział na jej słowa, ponieważ... Cholera, po prostu musiał oszczędzać teraz siły. Przekazać jej najważniejsze informacje.
Nie mieli nic innego poza alkoholem, niestety Fowler nie mógł liczyć na jakieś miejscowe znieczulenie czy coś, więc... Po prostu postanowił schlać się jak świniak - i tym razem było to naprawdę wskazane.
Dość szybko poczuł wpływ alkoholu na swój organizm. Obraz mu się rozmazał, zrobiło mu się cholernie gorąco i ból troszkę zelżał, ale najgorsze przecież dopiero przed nim.
- Teraz... Nie przestrasz się... Wyjmij zapalniczkę z mojej kieszeni i przepal ostrze. Będziesz musiała użyć go, żeby wydobyć kulę. - wybełkotał w znanym chyba tylko sobie języku, ale miał nadzieję, że go zrozumie.
- I daj mi... Coś, żebym mógł zagryźć. - dodał po chwili zastanowienia. Byłoby miło, gdyby nie odgryzł sobie języka, nie?
Gdy skórzany pasek znalazł się w jego ustach mocno go zagryzł i zamknął oczy czekając na to co nieuniknione.

Nóż wszedł w jego ciało, Sam próbowała wydłubać z jego pomocą kulę, a on miał wrażenie, że wbija w niego rozżarzone pręty. Czuł ból, nie... On cały był bólem. Starał się nie wiercić, co nie było proste, wydawał z siebie zduszone przez pasek krzyki, jęki, miał wrażenie, na zmianę odpływał na kilka sekund i odzyskiwał przytomność.
Aż wreszcie wyjęła nóż z jego ciała, a kula upadła na podłoże odbijając sie od niego.
Wypluł pasek i dysząc ciężko podniósł na nią wzrok - miał otwarte tylko jedno oko, druga powieka już nie chciała z nim współpracować.
Pokiwał głową, gdy wydała mu rozkaz. Nawet go to już nie bawiło, cały świat rozmazywał mu się przed oczami, w głowie mu dudniło i cholernie chciało mu się pić. I nagle - mimowolnie - przechylił się w prawą stronę i spadł z krzesła. Dość mocno uderzył głową o podłogę, przez co zamroczyło go jeszcze bardziej.
Nie miał już pojęcia gdzie jest góra, a gdzie dół, gdzie właściwie jest i czy na pewno nie jest już martwy.
- Zszyć.. Musisz... zszyć... - wyszeptał między oddechami. To było cholernie ważne, musiała jak najszybciej zamknąć ranę, by przestała wydobywać się z niej krew.
Nie miał siły nawet już przekręcić się na plecy, został na boku i zwyczajnie... Odpłynął. Tym razem jednak nie odzyskał przytomności po kilku chwilach tylko... Leżał tak czekając na zbawienie.
Albo na jakiegoś anioła stróża. Chyba, że to właśnie Samantha nim była.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-09-14, 02:39   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Chyba sama miałam już nieco opóźnioną reakcję, bo nawet nie zdążyłam zareagować, gdy ten po prostu zaczął spadać na podłogę. Moje ciało zresztą nie było już na tyle silne, by nawet móc go uchronić przed tym upadkiem. Robiłam, co mogłam, ale... Ale to wciąż było za mało.
- Dale! - Wrzasnęłam przerażona, niemal natychmiast lądując obok niego. Moja próba podłożenia pod niego choćby moich rąk, skończyła się jedynie na tym, że i mnie coraz więcej zaczynało boleć, a impaktu to i tak nie zelżyło. - Kurw.. - Przeklęłam pod nosem, łapiąc ze stołu igłę i nici, które oderwałam od szpulki własnymi zębami.
Czułam, jak łzy zbierają się pod moimi powiekami, ale nie mogłam dać im wypłynąć. Jedynie ciche szlochy wyrywały się z mojego gardła, gdy zaszywałam jego ranę. Co jak co - ale chociaż w szyciu skóry miałam już doświadczenie.
- Nie zostawiaj mnie teraz... - Poprosiłam, nie wiedząc nawet, czy jeszcze mnie słyszy. Potrzebowałam go - bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. A gdy tylko rana została całkowicie zaszyta, ostatni raz przetarłam ją szmatką zwilżoną spirytusem. Nie wyglądało to już nawet aż tak tragicznie...
Usiadłam na ziemi, samej podpierając plecy o stół, a głowę mężczyzny ułożyłam na swoich kolanach. Dłoń przyłożyłam do jego nosa - oddychał. To dobrze. To piekielnie dobrze. Żył. Nie zszedł pod moimi wątpliwej jakości chirurgicznymi zdolnościami. Czy to znaczyło, że kolejne godziny były znaczące? Rozejrzałam się dookoła - na otaczające nas warunki, na jego zniszczone ubrania i zakrwawioną kulę. Spojrzałam na własnej ręce, wciąż ubrudzone szkarłatnym płynem. Czułam ścisk w gardle, ale nie mogłam płakać. Nie teraz. Teraz musiałam być silna - za naszą dwójkę.
- Dale. Dale... Już będzie dobrze. - Wyrzuciłam z siebie niczym mantrę, otwartą dłonią klepiąc go po policzku. Nie wiedziałam, czy mi odpowie. Nie wiedziałam, czego dalej się spodziewać. Ale wierzyłam, że zadziała to jak dobra, samospełniająca się wróżba.
Wiedziałam jedno - dziś z pewnością nie zmrużę oka, czuwając nad własnym przyjacielem...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5