Poprzedni temat «» Następny temat
I am your Batman!
Autor Wiadomość
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2018-10-06, 07:59   I am your Batman!
  

   1 Rok na Giftedach!


A tak się odpicował!

Chase akurat musiał iść do roboty, ale na szczęście nie wcześnie rano. Dobrze, że to jego własne studio, gdzie sam sobie mógł ustalić godziny pracy, a nie że ktoś mu je narzucił, bo by to było mu totalnie nie na rękę. Poza tym nienawidził, kiedy coś szło nie po jego myśli, albo ktoś próbował mu rozkazywać. O nie, to u niego nie przejdzie, a w życiu!
Wracając jednak do teraźniejszości. Chłopak wykonał wszelkie poranne czynności i w międzyczasie odpowiednio zaopiekował się swymi pupilami. Na koniec włożył na siebie jedną ze swych ukochanych, skórzanych kurtek, którą ktoś mu zrobił na zamówienie, nie zakładając pod spód żadnej koszulki i pozostawiając nagi tors na wierzchu. Taki był jego styl, lubił też prezentować swe atuty. Na dworze było na tyle ciepło, że teoretycznie mógłby wyjść w krótkim rękawku i spodenkach do kolan, ale jakoś nie lubił zbyt często w takowych chadzać.
Wreszcie wybył z domu jakoś tak przed dwunastą. Wsiadł na motor i pojechał na nim do Damask Tattoo. Zaparkował tam, gdzie zwykle, dobrze zabezpieczając swe cudeńko, coby żaden debil nie próbował mu go ukraść. Oczywiście standardowo, zanim wbił do środka, zapalił. Bez tego to się by nie obeszło. A on jest od tego bardzo uzależniony, ani jednego dnia nie wytrzymałby bez chociaż jednego szluga. Kiedy skończył, rzucił niedopałek na ziemię, przygniatając go butem, po czym spokojnym krokiem przekroczył próg tak dobrze znanego mu budynku. Dobrnął do swojego biurka, przy którym zwykle siadywał i zajrzał do notatnika, gdzie miał każdy szczegół zapisany. Chase na szczęście nie będzie się w najbliższym czasie nudził. Już kilku klientów było z nim na dzisiaj umówionych, toteż gdy tylko przychodzili, robił im to, o co go poprosili.
Czynił zgrabnie i zwinnie swą powinność, skupiając na tym całą swoją uwagę. Aż nastał wieczór. Została mu ostatnia osoba, której miał zrobić dziarę, więc grzecznie na nią czekał. Wykorzystał czas, który mu pozostał na nieco dłuższą przerwę. Wyszedł na zewnątrz, stając przy ścianie niczym luzak i się o nią delikatnie oparł. Odpalił zapalniczkę i podpalił odpowiednią końcówkę papierosa. Mocno się nim zaciągnął, aby delektować się tym ulubionym uczuciem rozchodzącego się po płucach dymu nikotynowego. Skierował nieznacznie głowę ku górze. Przyglądał się niebu, na którym stopniowo zaczynały pojawiać się gwiazdy, a nawet księżyc było widać wtedy w całej pięknej okazałości! Miał coś w sobie takiego hipnotyzującego i ciężko było wyjaśnić, czemu tak bardzo oczarowywał swym blaskiem. Świecił jasno, a on nie potrafił oderwać od niego wzroku. Odpłynął do swej krainy fantazji i nic specjalnie do niego nie docierało. Był kompletnie nieświadomy tego, co go lada moment czeka. Będzie to coś, co odmieni jego życie raz na zawsze...
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2018-10-06, 12:42   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Ubranko :3

Amber musiała zmienić swój klimat. Tam skąd pochodziła czyli z Włoch zaczęło się robić niebezpiecznie. Pewni wrodzy ojca Rudzinki namierzyli ją. Choć nie spotykała się z ojcem to te zbiry jakoś ją namierzyły. Oczywiście dowiedziała się od jednego swojego ochroniarza, bo jakiś inny facet zatrudniony dla Don Cosso wytropi taki spisek. Niby specjalnie co raz wysyłali Amber do innych krajach, ale jak widać to nie pomogło. Nie dość, że matka jej miała dość, a tak naprawdę prawie jej nie było w domu. Cóż... może dobrze, że wysłała Rudzinkę do Wielkiej Brytanii. Tam skończyła szkoła i studia która chciała. Poza tym drugim powodem było to, że Jackson chciała od tego wszystkiego się uwolnić. Zacząć nowe życie. Bez tych ciągłych stresów, więc ma nazwisko i imię. Poza tym od zawsze miała wrażenie, że rodzice nigdy jej nie kochali i vice versa. Widać, że to wszystkim na dobrze wyszło. Nie utrzymuję z nimi kontaktu, zmieniła numer komórki. Nie raz zastanawiała się czy ma jeszcze jakieś rodzeństwo, Jak już wspomniałam nigdy oni nie mieli czasu dla swojej córki. W sumie nie chciała już myśleć o swoich rodzicach. Chciała ten temat zachować i zostawić głęboko w swoim sercu.
Dziś przyleciała samolotem bladym świtem. Jak na córkę mafioza nie miała zbyt dużo bagaży. Od razu gdy wysiadła miała "pod nosem" taksówkę. Dała obydwu mężczyzną pieniądze za usługi. Podjechała do najbliższego hotelu i tam trochę się rozpakowała. Zrobiła wszystkie czynności jakie potrzebne po rozpakowaniu. Zaczęła wysyłać swoje CV i nawet do Damask Tattoo jako osoby robiącej piercing.
Gdy nastał wieczór Rudzinka szykowała się na imprezę. W sumie nie będzie siedzieć w sobotę sama w czterech ścianach. Ubrała się tak się jej podobało. Zadowolona z siebie ruszyła na imprezkę oczywiście wybawiła się jak nigdy, bo jakoś w mieście był inny klimat, a może po prostu do dobrego klubu trafiła. W sumie trochę popiła, ale to nic. Nie czuła pijana, uśmiechnięta i zadowolona wyszła z lokalu. Nie spodziewała się tego, że ktoś się może do niej przyczepić.
- Cześć Maleńka, widzę, że masz chęć na jeszcze na zabawę - rzekł ktoś.
Okazało się, że cienia wyszli dwaj mężczyźni. Obeszli ją w taki sposób jakby koty chciały zaatakować swoją myszkę. Amber poczuła się niekomfortowo, bo nieznajomi byli jeszcze tak bezczelni, że rozbierali ją wzrokiem. Jednakże to jeszcze nic.
- Dziękuję, ja już skończyłam na dziś, więc żegnam - przyznała.
Amber już miała się odwrócić, ale jeden z typów dosyć boleśnie złapał ją za rękę.
- Oj ślicznotko, ale my nie chcemy się zabawić - przyznał.
Zanim Ruda się spostrzegła już jeden facet stał za nią i trzymał ją za ręce. Czuła na sobie jego oddech i to, że jego członek reaguję na ciała Jackson dotykając dziewczyny pupy. Tymczasem drugi za sprawą noża przecina sweter młodej. Amber nie dość, że czuła strach to jeszcze złość. Zaczęła się szarpać,
- Nie ujdzie wam to na sucho. Pomocy!
Tyle tylko dziewczyna zdążyła wykrzyknąć zanim gość z przodu zatkał jej usta.
- Jeszcze raz się odezwiesz, a potnę tą Twoją piękną buźkę. - szepnął jej na ucho.
I co miała teraz zrobić Amber? Nie mogła się uwolnić, choć udało się Rudej kopnąć w kroczę temu na przodzie. Heh, ten z tyłu nie zabezpieczył jej nóg. Chciała już się uwolnić jednak... ten drugi dalej ją trzymał. Pierwszy zgiął się w pół i zaklął.
- Ty dziwko! Własna matka Cię nie pozna! - ryknął.
Gdy Jackson usłyszała ten obraźliwy tekst na jej temat wyłożyło to taki gniew, że...
młoda zamieniła się w.... przemieniła się w owczarka szetlandzkiego rudej barwy.
Dziewczyna w skórze tego zwierzęcia rzuciła się na nich. Faceci zrobili wielkie oczy, ale nie ważąc jak to się stało znaleźli jakoś kija czy coś i zaczęli okładać tego psa. Amber w skórze psa warczała na nich i chciała ugryźć. Najbardziej było słychać przekleństwa tych nieznajomych i skowyt bólu zwierzęcia.
Amber nie wiedziała czy przeżyję ten wieczór...
[Profil]
  [0+]
 
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2018-11-06, 06:20   
  

   1 Rok na Giftedach!


Całe szczęście, że Chase nie był zmuszony do zmiany miejsca. Jakoś świetnie czuje się w Seattle i na razie nie myślał o przeprowadzce za granicę. Do innych krajów wyjechać to tylko co najwyżej na wakacje, nic ponadto. Jak dotąd właściwie nie miał takiej sposobności, a chętnie by się gdzieś wybrał, a skoro interes kręci się coraz lepiej... może w końcu poczyni w tym kierunku coś konkretnego? Zawsze mógłby zwrócić się z tym do matki, ale... jakoś mu się to nie widziało, wolałby jak już zrobić to na własną rękę. Ojciec i tak z góry odpadał – między nimi wciąż panowała napięta atmosfera i nic nie zdawało się tego zmienić. Chciałby poprawić z nim stosunki, a niestety póki co czuł się na tyle bezradny, że dawno przestał próbować, odpuścił i jest jak jest. W każdym razie tak łatwo się nie podda i kiedyś podbije świat!
Studia dawno miał za sobą. W następstwie po dostatecznym ustatkowaniu się, przyszła pora na imprezowanie. Świetnie się bawił, wykorzystując każdą chwilę jak najlepiej. Jeszcze nie myślał o niczym stałym, co za tym idzie z czystym sumieniem mógł sobie pozwalać na wszelkie szaleństwa. Zazwyczaj po zakończeniu pracy o ile nie padał na ryj, leciał bezpośrednio w tany. Taki plan miał również i dzisiaj. Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że zostanie mu on pokrzyżowany...
Damask Tattoo widniał akurat jako pierwszy na liście i miał same przychylne opinie. W końcu jest najlepszy w Seattle! Kiedy Amber wysłała swoje CV, Stirlingshire prawdopodobnie kogoś dziarał w tamtym momencie. Zdarzało mu się czasem odebrać telefon i bezpośrednio z kimś umówić, albo jak w tym przypadku wziąć na rozmowę kwalifikacyjną, ale zwykle ma pełne ręce roboty. W związku z tym do tego zadania ma odpowiednich ludzi, którzy to ogarniają i potem mu wszystko przekazują. Informacja do niego dotarła i zamierzał zająć się tym właśnie po powrocie z przerwy, jeśli zdąży, zanim przyjdzie ostatni klient, który mu został. Stał sobie nonszalancko oparty plecami o tę ścianę, paląc w spokoju papierosa, będąc pogrążony w myślach. Obserwował piękno widniejących na niebie gwiazd, jednocześnie może trochę się przy tym rozmarzył. Aż z jego gardła wydobyło się takie nostalgiczne westchnięcie. Nagle tą wręcz przeszywającą dookoła ciszę przerwał głośny krzyk. Ktoś wołał o pomoc i nikt do cholery nie reagował, bo po co! Niby o tej godzinie nie było zbyt wiele ludzi, niemniej zawsze się jacyś kręcą, nikt mi nie powie, że nie! Rozejrzał się więc dookoła, coby namierzyć biedną dziewczynę, którą jakieś chuje chciały skrzywdzić. Z góry wiedział, że to będą faceci... och jak oni go irytowali. Fakt, sam należy do płci męskiej, bywa dupkiem, acz niektórych... nic, a rozjebać! A sam może święty nie jest i zdarza mu się robić nieodpowiednie rzeczy, z tym że w przeciwieństwie do większości on kobiety szanuje, nigdy nie podniósłby na żadną ręki, ani nie traktował jak jakiejś szmaty...
Postanowił coś zdziałać, nie mógł tego ot tak zostawić. Natychmiast popędził prosto do źródła hałasu. Wtem jego niebieskim niczym ocean oczom ukazała się dramatyczna scena: dwaj kolesie, przypuszczalnie ci sami, którzy usiłowali zgwałcić kogoś bezbronnego, a teraz... najwyraźniej ich niedoszła ofiara skorzystała z okazji i uciekła, ponieważ jakiś dzielny pies stanął w jej obronie. Tak to mu wyglądało! Jako iż kochał zwierzęta, nie mógł biedaka zostawić na pastwę tych kretynów, a ewidentnie z nimi przegrywał... okładali go kijem, a pomimo prób ugryzienia ich, kończyły się one fiaskiem. Niewiele myśląc rzucił się na jednego z nich. Ugh, jak to dobrze, że tędy przechodził! W innym wypadku mogłoby to się chujowo w skutkach skończyć dla rudej psiny... Wprawdzie nie wyglądał na silnego, lecz już sam wzrost mu dużo dawał – był o wiele wyższy od tych mężczyzn, a też dba o kondycję i niekiedy coś ćwiczy, także... jak się postara, może mocno przywalić! Szturchnął go dość boleśnie w ramię, by ten się opamiętał, a on jak na złość to zignorował. Nie chciał po dobroci, zatem trzeba użyć większej siły! – EJ, WY! ODWALCIE SIĘ OD NIEGO PIEPRZONE CHUJKI! PRZEGIĘLIŚCIE... – ryknął na nich wystarczająco głośno, by go usłyszeli. A oni dalej robili swoje, jakby tkwili w jakimś transie... O nie, tak nie będzie! Wkurwili go na tyle, że bez jakichkolwiek skrupułów zamachnął się i z całej pety przywalił mu prosto w te obrzydliwe ryło, a na dokładkę kopnął boleśnie w krocze. Na koniec potężnie odepchnął w bok, przez co stracił równowagę i wywinął orła do tyłu, upadając na kość ogonową. Następnie zajął się tym drugim... mianowicie przypalił go prosto w kość policzkową resztką papierosa, gdyż z tego wszystkiego nie dokończył palić. Z gardła oprawcy wydobył się wrzask. Spojrzeli na Chase'a z przerażeniem. – Nigdy więcej nie tkniecie żadnego zwierzęcia, bo będziecie mieli ze mną do czynienia... Rozumiemy się? Tak? To teraz wypierdalać i mi się na oczy nie pokazywać! – dodał groźnie, nim ci zdążyli jakkolwiek zareagować i gdy frajer, który się wywrócił dźwignął się ledwo na nogi, ostatecznie uciekł z "podkulonym ogonem", a za nim poleciał ten z przypaloną mordą. Nawet nie próbowali mu oddać, przerazili się nie na żarty. O to chodziło, zasłużyli sobie! Przegonił śmierdziuchów! Normalnie bohater dnia niczym jego ukochany Batman! Kiedy zniknęli mu już z pola widzenia, odwrócił się do roztrzęsionego stworzenia, ostrożnie podchodząc nieco bliżej, aby sprawdzić jego stan. W dalszym ciągu żyło, ale było całe we krwi i poranione, choć nie doznało żadnych złamań, na co Chase odetchnął z ulgą.
Nie bój się, wszystko będzie dobrze. Zaopiekuję się tobą... – mówił kojącym dla ucha głosem, uspokajając przerażonego futrzaka. Dostrzegłszy, że raczej nie da rady iść o własnych siłach, wziął go delikatnie na ręce, po czym pognał na tyły studia i usadowił w koszyku z tyłu motoru. Wykonał na szybko telefon, że został postawiony w kryzysowej sytuacji i musi przełożyć wizytę. Jak się okazało miał jakiegoś niezwykłego farta – i tak temu klientowi było to na rękę, bo sam myślał o tym samym, toteż wspólnie dogadali kolejny termin. Uwinąwszy się z tym i po rozłączeniu połączenia, zamknął od razu swe studio. Bezzwłocznie wsiadł na Harley'a i z piskiem opon pojechał do swojej posiadłości. Tam przynajmniej miał środki, aby udzielić pierwszej pomocy, nieważne że średnio się na tym znał. W razie potrzeby zadzwoni po weterynarza, gdyby miał sobie nie poradzić. Po dobrnięciu na miejsce, do środka wpadł jak jakaś burza i postarał się czym prędzej opatrzyć rany poszkodowanemu psiakowi. Jakimś cudem mu to się udało i nie pozostało nic innego, jak to przeczekać, wypocząć i nazajutrz powinien stanąć na nogi. Żeby nie był samotny, ciemnowłosy specjalnie położył go na swoim łóżku, a sam umył się, rozebrał do samych gatek i wskoczył pod kołdrę, kładąc na plecach tuż obok niego. Głowę miał skierowaną na poduszce do rudzielca, a zarazem ułożył dłoń na jego sierści, po której go lekko gładził. Ów czynami chciał mu okazać jak najwięcej ciepła i wsparcia, by poczuł się przy nim bezpiecznie. Kosztowało go to wiele i nieźle wyczerpało, dlatego też błyskawicznie zasnął...
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2018-11-08, 12:28   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Amber jako pies broniła się jak mogła. Kilka razy udało jej się ugryźć jej przeciwników. Jednak ci faceci mieli nie dość, że przewagę liczebną to mieli jeszcze jakieś kije do bicia jej. Jako dziewczyna Ruda mało by zdziała, a może i była by zgwałcona, a tak to... nie dojdzie do tego, bo jest psem. Teraz była i mniejsza, a do dyspozycji miała tylko szczękę. Bała się, że po prostu zginie jako pies. Tak naprawdę Jackson nie miała już nadziei na ucieczkę czy tym bardziej na przeżycie. To był już jej koniec... przykry, ale koniec. Jako pies myślała jak on, jednakże dziewczyna była gdzieś w głębi tego zwierzaka.
Później już Amber nie udało się ugryźć swoich oprawców. Nagle zjawił się jakiś nieznany brunet jak batman by pomòc bezbronnym.
Pierwszy facet nawet nie zwrócił uwagi na tego nieznajomego. Miał zamiar dokonać tego co zaczął.
- Ubiję to wynaturzenie. Nie będzie mi tu chodzić dziewczyna zamieniająca się w psa! - ryknął.
Jak widać oprawca wierzył w to, że ta Ruda, którą chciał przed chwilą zgwałcić jest tym zwierzakiem. Racze nikt mu nie uwierzy, bo mężczyzna miał dobrze w czubie. A kto by słuchał pijackich wywodòw? Nie tylko on, bo jego kolega także był tego samego przekonania. Jednak nie odzywał się, bo ten pierwszy jak widać był jego szefem.
Cała ta bijatyka była dość śmieszna... bo tak naprawdę ten nieznajomy, wysoki i taki jak chucherko przegonił tych dwóch postawnym mężczyzn. Jakby nie patrzeć Amber była pod wrażeniem. Za pewne Jackson w formie psa wyglądała okropnie. Była ona cała we krwi i powoli oraz płytko oddychała. Jeszcze też trzęsła się z tych całych emocji. Jednakże zwierzątko na początku nie chciało nigdzie iść i powarkiwało. Nawet, że akurat ten mężczyzna uratował ją. Rudzinka bała się, że brunet ją dobije, a jego słowa są nieprawdą.
Jednak Amber nie miała już siły walczyć o jakby przetrwanie. Przestała po chwili warczeć i poddała się kładąc, a bardziej po prostu łapki jej się załamały pod swoim ciężarem. Głos nieznanego bohatera batmana był taki kojący, że jakoś też przekonała pieska.
Zanim się Jackson zorientowała już mężczyzna wziął ją na ręce i w bliżej nieokreślonym kierunku pobiegł. Potem Ruda znalazła się w jakimś koszyku jak się okazało na motorze. Kilka minut minęło jak gdzieś pojechali. Amber w ciele psa chciała tylko spać. Jednakże jakoś trzymała się dzielnie. Mało co już rejestrowała, ale chyba znalazła się w domu swojego batmana. Mężczyzna zaczął opatrywać ją, a ona jako piesek cicho piszczał, bo go to bolało. Trzeba było przemyć rany wodą utlenioną prawda?
Jackson znalazła się potem na łóżku. Później po jakimś czasie zobaczyła nieznajomego w samych bokserkach. Gdyby teraz była w swojej ludzkiej formie pewnie wypełzły by na jej policzkach rumieńce i czuła by się zawstydzona. Jednak teraz była zwykłym psem i tak też myślał o niej ten facet. W oczach tego zwierzaka było coś ludzkiego. Jednak nieznajomy mógł tego nie dostrzec. Przez jeszcze trochę czasu piesek patrzył się na swojego wybawcę, Jakoś tym, że głaskał ją naprawdę jej pomagało. Zanim się spostrzegła też zasnęła. Chodź dzielnie patrzyła się na swojego wybawiciela. Mężczyzna naprawdę był niesamowicie przystojny i atrakcyjny. Tylko jako pies nic nie mogła zrobić. Jakoś bardziej wtuliła się w mężczyznę.
Amber nie miała pojęcia, że rano wròciła do swojej ludziej postaci. Ona i nieznsjomy spali twarzami do siebie. Milimetry ich dzieli by się pocałowali. Było to takie urocze. Jackson jako człowiek była... naga. Naprawdę będzie ciekawe jak te osoby się obudzą. Na razie jeszcze Amber spała i przy tym się regenerowała.
[Profil]
  [0+]
 
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2018-12-01, 06:48   
  

   1 Rok na Giftedach!


Chase widział odwagę psa, który z całych sił walczył o swe życie. Niestety, nie miał on szans z tymi cholernymi osiłkami – mieli nad nim znaczącą przewagę. Niewiele brakowało do tego, aby zatłukli go tymi kijami na śmierć. Chłopak zjawił się w ostatniej chwili niczym bohater i zdążył uchronić jak postawił na początku niewinne zwierzę od rychłego końca. Zdawał sobie sprawę od jakiegoś czasu o istnieniu mutantów, niemniej... nadal było to dla niego coś nowego. Nie bardzo miał pojęcie o tym, jak wiele ich jest i jakie moce mogą posiadać. Zmiennokształtność nie winna go w związku z tym absolutnie dziwić. Mimo wszystko po usłyszeniu tych specyficznych słów wypowiedzianych przez jednego z oprawców... zdawały się do niego jakoś nie dotrzeć; uznał to za jakiś nieśmieszny żart, który sobie uroili przez wysoki stan upojenia alkoholowego. Tatuażysta odczuł to natychmiast, gdy ich zaatakował. Równie dobrze z tego względu mogli pierdolić farmazony, czyż nie? Fakt, Stirlingshire nie wygląda bynajmniej na kogoś, kto byłby w stanie kogokolwiek pokonać. A jednak. Wzrost mu wiele dawał, tak samo jak sumienne ćwiczenie jogi i innych sportów w wolnych chwilach. Na pierwszy rzut oka niepozorny, a siłę w tym chuderlawym ciałku posiada i to jaką! Na tyle, by udało mu się dokopać do tyłków dwóm rosłym facetom. On nawet potrafi podnosić innych ludzi! Także lepiej z nim nie zadzierać, bo ostatecznie doznane konsekwencje mogą być niezwykle nieprzyjemne. O tym właśnie ten przeklęty duet zdążył się przekonać na własnej skórze.
Po dokonaniu z pozoru niemożliwego, mógł dokładniej zająć się okaleczoną psiną. Starał się wszelkie ruchy wykonywać ostrożnie i delikatnie a zarazem płynnie. Chciał ją przekonać, że jego nie musi się obawiać i może mu zaufać. Nie zamierzał jej przecież skrzywdzić, ani dobijać leżącego! On nie z takich.
Przekroczywszy próg swojej posiadłości, wnosząc jednocześnie do środka rudą na rękach, mogła poczuć się całkowicie bezpiecznie; nic jej tu już nie groziło złego. Była cała we krwi, ale wciąż nie miała jakichś strasznie poważnych ran, by było koniecznym zawiezienia jej do weterynarza. Jeśliby zaszła taka potrzeba, zrobiłby to następnego dnia. A tak choć nie był najlepszy w te klocki, wyrobił się i odpowiednio opatrzył sunię po uprzednim uspokojeniu jej. Starał się to wykonać szybko i bezboleśnie, by jej ulżyło i nie musiała dłużej cierpieć. Ta cała sytuacja dostatecznie go wymęczyła. Dlatego też po wykonaniu należytych kroków, odświeżył się, rozebrał do bokserek i padł na łóżko, na którym wcześniej położył również zwierzaka. Skąd mógł wiedzieć, że to w rzeczywistości dziewczyna? Nie wstydził się być na golasa; wolał czuć swobodę i luz, toteż było to dla niego czymś normalnym i codziennym, kiedy kładł się spać. Resztkami sił gładził ją po futrze, pozwalając na zapoznanie się i przyzwyczajenie do jego zapachu. Wykonywał ów gesty głównie po to, aby nie musiała się go obawiać w żadnym stopniu. Działało. Jego dotyk ją koił i o to chodziło. Chase był na tyle zmęczony, że raczej nie dostrzegłby w niej cech ludzkich. Ba, niczego się nie doszukiwał, jego mózg praktycznie już nie pracował. Nic dziwnego, że niemal od razu odleciał do krainy snów i w tym momencie jego dłonie opadły bezwładnie na tylną część ciała jego nowego towarzysza...
Przespał może jakieś kilka godzin. Z niejasnych przyczyn niemal po nastaniu świtu, powieki ciemnowłosego mimowolnie delikatnie się rozchyliły, ujawniając jego niewiarygodnie niebieskie tęczówki. Zamrugał kilkukrotnie, nie wierząc w to co widzi. Na pewno nie pił alkoholu. Nie wczoraj! Pamiętał każdy najdrobniejszy szczegół minionej nocy. Zdawało się to być takie niemożliwe... Serce przyspieszyło obrotów, waląc mocniej o jego żebra, jakby co najmniej miało zaraz wydostać się na zewnątrz. Ujrzał rudowłosą piękność, wtuloną w niego, a on ją obejmował... jego dłonie umiejscowione były na jej nagich plecach. Wmurowało go w miękką powierzchnię. Ani drgnął. Nie wiedział co powinien zrobić i tak... leżał w bezruchu, gapiąc się skonsternowany w urodziwą twarz nieznajomej. Czyli wychodzi na to, że jest istotą nadprzyrodzoną... co mu w ogóle nie przeszkadzało, żeby nie było! Jednakże... bardzo powoli jego umysł to przetwarzał. Był przekonany i pewny, że się z nią nie przespał... mimo że tak to się przedstawiało, a oni byli usytuowani tak, jakby faktycznie doszło do zbliżenia. Jakoś specjalnie go to nie speszyło, ponieważ często gościł w swym łóżku rozmaite kobiety, tak jak je pan bóg stworzył... ale w dalszym ciągu było to dość zaskakujące. Tak jakoś chwycił między swe szczupłe palce rudy kosmyk, który opadł jej na policzek i odgarnął go za ucho, nie mogąc oderwać od niej oczu. Czekał, aż i ona się obudzi... może wtedy odzyska zarówno zdolność mowy, jak i swą naturalną żwawość.
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2019-01-21, 12:44   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiadomo czy lepiej, że Amber przemieniła się w psa czy nie? Ciekawe czy może zmieniać się w inne zwierzęta. Chodzi o takie większe i niebezpieczniejsze. Gdyby podobna sytuacja się przydarzyła, a może inna i bardziej zła, gdzie by Rudzinka potrzebowała pomocy chciałaby sama się obronić. Nie będzie powiedziane, że znajdzie się wtedy taki Batman pod postacią jak ten nieznajomy i ją uratuje,
Teraz spała sobie wygodnie. Jackson myślała, że nadal będzie psem, a tu zaskoczenie. Gdy otworzyła oczy zobaczyła najpierw wpatrujące się w nią jasnoniebieskie oczy. Potem spojrzała tak, że widziała całą twarz Batmana. Musiała przyznać, że mężczyzna jest niesamowicie przystojny. Zaraz ujrzała też, że nieznajomy trzyma w palcach jej rudy kosmyk włosów. Po chwili wyrwała się i zakryła kołdrą. Czuła wstyd, jakoś przeszło jej przez myśl, że jej naga. Spojrzała w dół, ale dalej zasłaniała się przykryciem. To prawda była bez ubrania.
- Czy my spaliśmy ze sobą? - zapytała.
Teraz patrzyła się na niebieskookiego. Czekała co powie. Poza tym myślała jak to się stało, że teraz znów jest człowiekiem. Powoli dochodziła do tego, że mężczyzna uratował jej życie. Poza tym widziała jak przez mgłę co działo się wczoraj.
- Dziękuję Ci za uratowanie życia. To co widziałeś... nawet mi trudno wyjaśnić czemu zmieniłam się w psa. Jestem Amber, a Ty? Mam jeszcze pytanie czy pożyczysz mi koszulę? Nie mam żadnego ubrania - przyznała.
Jak widać gdy Jackson zmieniła się w zwierzaka to jej ubrania uległy zniszczeniu. Nic na to Amber nie mogła poradzić. Miała nadzieję, że młodzieniec co ją uratował nie pójdzie z tym co widział na policję. Przecież i tak by nikt mu nie uwierzył, że taka niby zwyczajna osoba jak ona zmieniła się w psa. Już szybciej z niego by wariata zrobili.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2019-02-06, 05:54   
  

   1 Rok na Giftedach!


Zależy od punktu widzenia. W postaci psa mimo wszystko miała większe pole do popisu i szanse na wyjście z tej beznadziejnej sytuacji w jednym kawałku. Gorzej, że ci dwaj mężczyźni ją otoczyli, co ograniczyło jej wszelkie ruchy, do tego te nieszczęsne kije... W ten czy inny sposób była w potrzasku i gdyby nie znajdujący się w pobliżu tamtego zaułka Chase, mogłoby się to wręcz tragicznie w skutkach skończyć. Wprawdzie tatuator nie należał do jakichś wspaniałych wojowników – nie był pod tym względem żadnym specjalistą, ale walczyć i bronić się potrafi. Mógłby w razie co nauczyć ją trochę trików, a to zawsze coś. Po odkryciu te parę lat wstecz, iż na świecie żyją ludzie z nadprzyrodzonymi zdolnościami, chłopak jednak o wiele bardziej przyłożył się do swojej formy. Nigdy na nią nie narzekał, gdyż zawsze przykuwał szczególną uwagę do wyglądu swego ciała i innych aspektów z tym związanych. Aczkolwiek żyjąc w dostatecznym zagrożeniu, potrzebował ją nieco mocniej rozwinąć. Co za tym idzie w wolnych chwilach cisnął rozmaite treningi dłużej niż zazwyczaj. Słabeuszem także nie jest, niemniej w starciu z jakimś potężnym mutantem raczej nie miałby najmniejszych szans i tu nie chodzi nawet o siłę fizyczną. Ogólnie rzecz biorąc lepiej dmuchać na zimne, o! A nóż dodatkowe umiejętności mu się przydadzą i znów kogoś uratuje, tudzież będzie w stanie uchronić swoją własną skórę w obliczu jakiegoś niebezpieczeństwa. Różnie to bywa w tych czasach. Póki co mógł pochwalić się bohaterskim czynem, w końcu nie dopuścił do tego, aby jacyś idioci zatłukli niewinnego psa na śmierć! Początkowo tak myślał, a jak już wiadomo, później okazało się, że to piękna, zmiennokształtna kobieta. Nie miało to dla niego znaczenia... nikogo nie skreślał, ani nie potępiał. Każdy ma prawo żyć. Dlatego nie pojmował tej bezsensownej wojny i tępienia inności. I chyba nigdy nie zrozumie...
Po tym jak się obudził był niezwykle zaskoczony tym ujmującym widokiem, który nijak go nie przeraził. Nie spodziewał się tego co prawda, co jest zupełnie inną kwestią. Trudno było powstrzymać się od tych kilku niewinnych gestów... to było silniejsze od niego! Coś ewidentnie go do niej przyciągało. Musiał się głębiej zamyślić, bo dopiero jej drastyczna, a zarazem płochliwa reakcja go ocuciła i jakby wrócił do rzeczywistości. Bynajmniej niedziwnym było, że ta się tak wystraszyła i od razu od niego odsunęła, naciągając na siebie większą ilość kołdry.
Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy... – zapewnił ją kojącym i niezwykle opanowanym tonem, nie spuszczając z niej tych swoich niebieskich tęczówek. Jej pytanie go odrobinę zmieszało, ale nie miał się tak naprawdę czym stresować – jego sumienie było czyste i nie skorzystał z okazji, a mógł. Zresztą dotychczas nie wiedział, że ma do czynienia z człowiekiem, a ze zwierzęciem przecież nie uprawiałby seksu! Żaden z niego zwyrol. – Teoretycznie tak... lecz tylko leżeliśmy obok siebie, do niczego nie doszło żeby nie było. Jeszcze wczoraj byłaś psem... – tak ociupinkę zażartował, aby rozluźnić dość napiętą atmosferę, która na ten moment między nimi powstała. Nie był pewien, czy mu to wyszło, a źle nie chciał! Nie potrafił się opanować. Prosiło się! Tak czy siak był z nią absolutnie szczery. Po co miałby ją okłamywać? Ano właśnie. On nie z takich. Wolał komuś powiedzieć przykrą prawdę prosto w twarz, niż słodzić i omamiać pięknymi kłamstwami. – Nie ma sprawy... Wiesz, mnie to już nic nie zdziwi. Prawdopodobnie nie jesteś zwykłym człowiekiem. Od jak dawna się tak dzieje? – zainteresował się, ponieważ te tematy były dla niego niezwykle ciekawe, chciał wiedzieć więcej o każdym obdarowanym jakąś mocą. Uśmiechnął się do niej delikatnie, okazując jej empatię i szacunek. I nie, nie zamierzał tego nigdzie zgłaszać. Nie widział sensu. Dla niego liczyło się to, że ją ocalił i nie doznała gorszych obrażeń. – Chase, najlepszy tatuażysta w mieście! Miło mi cię poznać ślicznotko. – nie omieszkał się przedstawić siebie w dobrym świetle, chociaż to też nie tak, że zaczął się przechwalać. Jak to typowy Stirlingshire, skromnością nie grzeszył. A takie pieszczotliwe określenia odnośnie jej urody automatycznie cisnęły mu się na język. Jednak czemu miałby czemukolwiek zaprzeczyć, skoro każde przytoczone przez niego słowo to sama prawda?
Jasne, zaraz coś ci ogarnę. – pokiwał potwierdzająco głową, po czym wygramolił się z łóżka. Teraz mogła podziwiać w całej okazałości wszystkie jego tatuaże – był w samych bokserkach. Nie miał problemu paradować przed kimś półnago, a nawet nago. Ot, nigdy nie wstydził się swego ciała, ba on wręcz lubił uwydatniać swe atuty. Miał bezsprzecznie co pokazywać, co jak widać świetnie wykorzystywał! Podszedł natychmiast do swojej szafy, z której wyciągnął pierwszą lepszą koszulkę. Padło na taką z logiem Batmana. Norma u niego! Pewnie i tak będzie sięgać sporo poniżej tyłka rudowłosej. Cóż, przynajmniej zakryje co trzeba i Amber przestanie odczuwać takie skrępowanie w jego obecności. Wrócił do niej, siadając na skrawku wyra i podał jej kawałek ubrania z pięknym uśmiechem wymalowanym na swej twarzy.
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2019-02-25, 13:36   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Jednak jak widać Amber nie umie dobrze korzystać ze swojej mocy. Tak naprawdę nie była świadoma tego, że może się przemieniać i jest zmiennokształtna. To się porobiło nikt się tego nie spodziewał, że jej pierwsza postać to niby taki śliczny, słodki i milusi owczarek szetlandzki. Amber miała takie szczęście, że... Chase zjawił się odpowiednie porze i w odpowiednim dniu. Jackson musiała kogoś znaleźć kto wie co się z nią działo. Czemu jest taka? Przecież wcześniej nie miała takich akcji jak ta.
Jednak wracając do tu i teraz... Rudzinka dalej nie była pewna swojego położenia. Dalej nie mogła uwierzyć w to, że... dopiero co była psem, a teraz znów jest dziewczyną. Widok tego przystojnego i prawie bez ubrania nieznajomego, który był tylko w bokserkach, cóż... nie nijak jej nie pomagało.
W jakiś sposób głos mężczyzny działał na nią kojąco tak samo jak wtedy gdy była rudym pieskiem. Poza tym choć Amber była pod przykryciem i nie było widać jej pięknego gołego ciała to i tak wzrok bruneta jakoś ją onieśmielał. W sumie jak żyje Jackson nigdy nie widział tak niebieskich oczu. Miały one taki odcień jak pies husky. To ciekawe, że ludzie mają takie niezwykłe oczęta.
Amber czekała prawie wstrzymując oddech na odpowiedź czy ze sobą nie spali. Może to by nie był aż taki dramat. Jednak Rudzinka tak czy siak chciała by uczestniczyć w kochaniu się, a nie była by wykorzystana.
- To dobrze - przyznała tylko.
Nie musi jej przypominać, że była psem, bo urywki pamięta. Kiepsko to kiepsko, ale coś tam Jackson zaczynało świtać z dnia wcześniejszego, a nawet trzeba by pokreślić, że późnego wieczoru.
Cicho się zaśmiała na test z tym psem. Ruda miała ciepły i uroczy śmiech. Trochę powiedzmy rozluźniła się po tym słowach bruneta. Jednak nadal nie miała pojęcia jak ma na imię ten przystojniak.
- Mam nadzieję, że nigdzie nie będziesz szedł z tą wiadomością. Nawet gdyby to podejrzewam, że nikt Ci... nie uwierzy. Na to wygląda? Od jak dawna? Cóż... to był pierwszy raz - odpowiedziała.
Uśmiechnęła się gdy powiedział jak ma na imię i od razu dowiedziała się czym się zajmuję.
- Miło mi Cię poznać Chase - powiedziała.
Gdy się odwrócił przyglądała mu się bacznie studiując każdy jego tatuaż. Musiała przyznać, że niezłe z niego ciacho. Czuła jak Rudej robi się gorąco. Za chwilę jej ludzkie uszy zamieniły się w kocie, a z tyłu wyrośl ogon. Nawet nie była tego świadoma. Cóż... miejmy nadzieję, że zaraz ode zniknął. Niby Chase był obcy dla niej, ale coś poczuła do niego. Czyżby miłość od pierwszego wejrzenia? A może po prostu pociąg seksualny? Nie wiadomo, ale było by kłamstwem gdyby Amber się zarzekała, że owy mężczyzna jej się nie podoba. Obstawiała, że pewnie ma dużo na koncie kochanek, albo po prostu przypadkowych dziewczyn. Poza tym w związku raczej nie był, Ukazywało to, że spał sam, a może był w luźnym związku, że po prostu on i jego dziewczyna spali w oddzielnych mieszkaniach. Mogło by być tak. Jak na razie nie chciała o tym myśleć nasza Rudzinka.
Zaraz Chase przyniósł jej koszulkę z logiem batmana. Co za zbieg okoliczność. Zaraz założyła ubranie i wstała.
- Dzięki, Może to głupie pytanie, ale nie potrzebujesz kogoś kto zna się na persingu? Poza tym powiesz mi gdzie masz łazienkę? - pytała.
Powoli wstała i była gotowa przejść do tego innego pomieszczenia. Nie miała pojęcia, że oprócz kociej aparycji może mieć jeszcze rozmazany makijaż. A to dla kobiety tragedia jeszcze jak patrzy na nich mężczyzna, która im się podoba, to nawet podwójna tragedia. Amber czekała na odpowiedź Chase'a.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2019-03-15, 11:07   
  

   1 Rok na Giftedach!


Chase swego czasu był kompletnie nieświadomy, że posiadanie mocy może być w ogóle realne. Wprawdzie już od małego rajcowały go tego typu klimaty, w końcu nie bez powodu ukochał sobie mocno jednego z superbohaterów. Przez wiele lat żył w niewiedzy, w czym najprawdopodobniej maczał palce głównie jego ojciec. Cóż, chłopakowi póki co nie było dane dowiedzieć się prawdy – jest bezustannie święcie przekonany, iż ten się od niego zwyczajnie odwrócił. W jego mniemaniu William zupełnie nie poparł drogi, którą obrał jego syn, dlatego zerwał z nim wszelkie kontakty. Odkąd jego nieudolne próby zwrócenia na siebie uwagi rodzica nie odniosły oczekiwanych skutków, nie wnikał w powody takiego traktowania, i sobie ostatecznie odpuścił. Stosunek mężczyzny wobec niego niesamowicie go bolał, lecz nic na to poradzić nie mógł. W ten czy w inny sposób odkrył istnienie mutantów, co o dziwo nie zaburzyło jego światopoglądu i nie wpłynęło na niego negatywnie. Nijak mu to nie wadziło, zwłaszcza że sam chciałby być jednym z nich, choć absolutnie zdawał sobie sprawę z tego, iż to niemożliwe.
Pomimo początkowego i krótkotrwałego osłupienia widokiem seksownej, do tego nagiej dziewczyny w jego łóżku, szybko mu ten stan minął. Serio, nic nie było go już w stanie zdziwić, nie ma co ukrywać! Teoretycznie ta cała przemiana Amber powinna być zaskakująca właśnie dla Stirlingshire'a, a tu taki psikus. Najwyraźniej w tym przypadku było na odwrót i to ona się tym bardziej przejęła. Ewidentnie rudowłosa była speszona, co było w takim ustawieniu czymś normalnym. Mimo wszystko jego głos wciąż dobrze na nią wpływał i ją uspokajał, co go radowało. Na tyle, by ta nie odczuwała w jego obecności niepotrzebnego strachu. Niebieskość oczu Chase'a oczarowała mnóstwo przedstawicielek płci pięknej, co jest faktem niepodważalnym. No, może też nawet niektórych mężczyzn, acz nigdy nie zwracał na to uwagi, gdyż zdecydowanie pociągają go same panie. Mógł być niezłym podrywaczem, tak trochę dupkiem i niestabilnym uczuciowo typem, jednak za żadne skarby świata nie wykorzystałby okrutnie żadnej kobiety. Wyznawał pewne zasady i się ich skrupulatnie trzymał, bo nie potrafiłby skrzywdzić bezbronnych i niewinnych.
Nie zrobiłbym niczego wbrew czyjejś woli. Aaaale... jeśli będziesz mieć kiedyś ochotę, możemy coś pomyśleć w tym kierunku... – rzucił luźną propozycją przeciągając przy tym specjalnie jedną literkę, a jednocześnie przesunął nerwowo dłonią po swoich sterczących czarnych włosach. Następnie puścił jej perskie oczko, racząc również takim uroczym, niewinnym uśmiechem. Och, on nie byłby sobą, gdyby nie palnął tekstu w podobnym stylu. Nie mógł się jakoś w tym momencie powstrzymać! Musiała mu to wybaczyć. Anielski śmiech Amber wywołał na jego ciele przyjemne dreszcze, co ukazało się na jego ciele jako tak zwana gęsia skórka. Mocno przypadło mu do gustu to co widział i słyszał, bezsprzecznie! Poczuł coś bliżej nieokreślonego, czego sam nie był w stanie na razie sprecyzować, niemniej... wyjątkowo pragnął się temu poddać, czego jak dotąd przy nikim innym nie miał. Czyżby miłość od pierwszego wejrzenia...? Kto wie!
Nie przeszło mi to bynajmniej przez myśl. Możesz być spokojna. Tutaj jesteś bezpieczna... Przyrzekam. – odpowiedział szczerze, na podkreślenie czego przytknął sobie dłoń do nagiej wytatuowanej klaty. Nie skomentował ostatniej części jej wypowiedzi, tylko pokiwał głową na znak, iż rozumie i te słowa do niego dotarły. – Podoba mi się twoje imię... Amber. Piękne, jak jego właścicielka. – kolejny komplement padł z jego ust w kierunku rudej, co było wręcz silniejsze od niego. Gdy zaczęła mu się tak bacznie przyglądać, naturalnie mu to pochlebiało, i pomimo iż był przyzwyczajony do takich reakcji, tym razem było jakoś inaczej. Coś było takiego w jej spojrzeniu, że nogi się pod nim uginały. Akurat poszedł po koszulkę i w tym samym czasie wyrosły jej zwierzęce uszy i ogon. Przy wręczaniu jej kawałka ubrania nie od razu zwrócił na to uwagę. Jego koncentracja była nieźle rozproszona. Skoro ona poczuła coś podobnego... musi to oznaczać jakieś przeznaczenie! Chase definitywnie nie jest obecnie w związku, ani też luźnym. A i owszem, ma na swym koncie wiele kochanek. Może właśnie dzięki niej z tym skończy i wreszcie się zaangażuje...? Z pewnością jeśli tak się stanie, jak już będzie jej wierny do samego końca.
Nie ma za co. Nie jest ono głupie. W sumie... faktycznie brakowało mi kogoś takiego. Idealnie się więc składa. Musisz mi pokazać, co potrafisz i zobaczymy! Tak, jest na dole. Zaprowadzić cię? – stwierdził po chwili namysłu, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Dopiero teraz dostrzegł kocie elementy, co wywołało u niego lekki chichot. Jak rozmazany makijaż był dla dziewcząt tragedią, tak jemu wcale nie przeszkadzał. Głupotą by było, gdyby miał kogoś skreślać za taką błahostkę. Zresztą to nic takiego, nie ma możliwości, by komuś się to nie przytrafiło, szczególnie po spaniu. – Czy oprócz tego... nie potrzebujesz czegoś jeszcze, koteczku? – ach ten Chase... cisnęło mu się te określenie przez to co zobaczył na język i tak jakoś wyszło. Chociaż nie powiedział tego wprost, tym zdrobnieniem jawnie jej coś zasugerował. Podszedł do niej bliżej, tak żeby móc lepiej przyjrzeć się tym zabawnym uszom. Ostrożnie wyciągnął ku nim swą dłoń, praktycznie nieodczuwalnie dotykając go koniuszkiem palca, po czym delikatnie je nim pogładził. – Ależ z ciebie słodziak... – wyrwało mu się niemalże szeptem i tak cichutko westchnął, nie spuszczając z niej oczu. Miał szczerą nadzieję, że mu się nie dostanie za swoje zachowanie po łbie! Nie jego wina, że go pociągała, a widząc ją do tego w takiej formie, totalnie ześwirował i powoli tracił nad sobą kontrolę. Ciekawe, do czego to doprowadzi...
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2019-03-27, 19:39   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Jackson mogła zauważyć, że Chase lubi nadprzyrodzone rzeczy tutaj może powiedzieć o batmanie, Przecież dał koszulkę z takim logo naszej Rudzince, więc raczej bardzo lubił i tego bohatera jak rzeczy związane z taką tematyką. Ciekawe czy X0men'ów też lubi?
Amber nic nie wiedziała jaka relacja wiązała bruneta i jego ojca. Może kiedyś przejdą na takie tematy. Raczej spotkanie Rogue i jej wybawcy nie spotka się na tym spotkaniu, ale będzie też inne i pewnie lepsze, ciekawsze, a może i pikantniejszego? Czas pokaże!
Ogólnie dziwna sprawa, że przemiana rudowłosej nic a nic nie zaskoczyła, ani tym bardziej wstrząsnęła światopoglądem mężczyzny.
- Wyglądasz tak jakbyś to, że z psa zmieniłam się w człowieka w ogóle Cię nie ruszyła. Widziałeś kiedyś coś nadprzyrodzonego? = zapytała.
Może i Jackson była dalej zaskoczona tą całą sytuacją, ale zaraz zauważyła to wszystko. Poza tym Chase też ją uspokajał jakby wiedział jak postąpić z takimi jak ona. Tylko nawet nie wiedziała czy czym albo kim jest? Wynaturzeniem?
Przecież normalny człowiek nie zamienia się w psa!
Słysząc propozycję mężczyzny o jakby dalszej relacji w bardziej cielesny sposób.
- Pożyjemy zobaczymy, jednak nie mówię nie - powiedziała.
Następnie Rudzinka puściła mu oczko i uśmiechnęła się dość zagadkowo.
Dziewczyna musiała przyznać, że ma tak ładny uśmiech.
- Dziękuję za komplement - powiedziała.
Amber nie wiedziała, ale naprawdę Chase jej się podobał i wpadł rudowłosej w oko. Nie wiedziała, ale w jakiś sposób jakaś niewyjaśniona siła ciągnęła ją do tego przystojnego niewytatuowanego właściciela tego domu.
Jakoś tak słodko wyglądało jak przyrzekał, że nic jej nie zrobi, ani też nie zawiadomi odpowiednich władz. Jeśli oczywiście takie istniały. Amber jak na razie nie miała o tym pojęcia.
Jackson ucieszyła się gdy usłyszała, że ma szansę na pracę. Jakoś jak tutaj przyjechała nic jej się nie układało. Nie miała roboty, a mieszkała w hotelu. Głupio teraz wylecieć z pytanie czy może u niego zanocować. Może kiedy indziej po bliższym zapoznaniu. Rogue tego nie wykluczała.
- Pokaże Ci przy następnym spotkaniu, też mam talent rysowniczy to jakbyś chciał mogę Ci pokazać moje szkice. Nie, poradzę sobie. Jakbym się zgubiła to wtedy zaczniesz mnie szukać - przyznała z uśmieszkiem na ustach.
Amber nie wiedziała za bardzo z czego tak naprawdę śmiał się Chase. Teraz to wygląda z tymi kocimi uszami jak koteczek z oczami zapewne jak padła. Chodzi tutaj o rozmazany tusz po nocy i tej całej wcześniejszej nieprzyjemnej sytuacji. Jednak została odratowana, więc jest wszystko dobrze. Nawet lepiej niż dobrze, jest po prostu super!
Uszy, które wyrosły Amber były takie jak u normalnego kota, a nawet... bardziej delikatniejsze, więc nie bardzo dały się pogłaskać. Jednakże mężczyźnie się udało.
Jackson to nie przeszkadzało, a nawet pochlebiało, że taki mężczyzna jak Chase zainteresował się nią. Nie tam by Rogue coś brakowało tylko... częsta faceci z podobnym wyglądem jak właściciel tego domu nie patrzy nic i tylko by chciał wykorzystać i zostawić. Oczywiście dziewczyna go nie skreślała tylko jakoś do tej pory trafia na takich pustaków i dupków. Może Chase odmieni życie Amber i zmieni podejście do mężczyzn?
- A i jeszcze jedno zanim pójdę do się odświeżyć - powiedziała dość zagadkowo.
Jackson chwilę tak stała rozważając czy jej pomysł nie będzie za śmiały. Jednak jak się mówi: raz kozie śmierć!
Podeszła do Chase i musiała w sumie stanął na palcach, bo mężczyzna był od niej wyższy. Po chwili... ich usta się złączyły, był to żarliwy i płomienny pocałunek. Nie wiedziała ile to trwało, ale... nie dziewczyna nie chciała przestać.
[b]- Dziękuję mój batmanie za ratunek/b] - wyszeptała mu w usta.
Jeśli Chase'owi nie przeszkadzało to, że Amber gdy ma rozmazane oczy i wygląda jak panda to i tak wpadła w oko. Czekała na reakcje bruneta, co on na ten pocałunek.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2019-04-02, 23:40   
  

   1 Rok na Giftedach!


Och, to nie jedyna rzecz z Batmanem jaką Chase posiada. Ma dość sporą kolekcję i jeśli Amber zdąży zapoznać się z każdym zakątkiem posiadłości chłopaka... natknie się nie raz i nie dwa na jakiś motyw związany z "Człowiekiem Nietoperzem" i to nie tylko w kwestii ubrań. Ogółem Stirlingshire obłędnie interesuje się tematyką nadprzyrodzoną, stąd takie a nie inne reakcje z jego strony. Tak jak zapewne każdy, po prostu ukochał sobie jednego z superbohaterów silniej od reszty i tak to wygląda.
Nic dziwnego, że nic o sobie nie wiedzą, skoro to dopiero świeża znajomość. Zważywszy jednak na okoliczności mają idealną okazję na to, aby poznać się dużo lepiej, co niewątpliwie oboje wykorzystają i któregoś dnia prawdopodobnie zbierze im się na głębsze wyznania. Pewnym jest, iż ciemnowłosy zdecydowanie będzie chciał utrzymać z nią kontakt i nie pozwoli na to, aby mu gdzieś znikła na amen. Ponadto już od samego początku coś niewyjaśnionego go do niej ciągnęło, dlatego też zacznie ją zapraszać w różne miejsca. A nie zdarza mu się to zbyt często, więc to nie byle co!
Nie ukrywam, że mnie to wszystko niesamowicie ciekawi. Tak, kilku mutantów spotkałem na swej drodze, odkąd w Seattle miał miejsce atak terrorystyczny w 2014. – zaczął tłumaczyć rudowłosej pokrótce, jak rozpoczęła się jego przygoda z odkryciem ludzi obdarzonych specjalnymi zdolnościami nadnaturalnymi. Całe szczęście, że tragiczne skutki tej bezsensownej wojny nie dotknęły zarówno Chase'a jak i jego rodziny i żadne z nich nie stało się jej ofiarami. W innym wypadku nie byłoby go od dawna na tym świecie. Jakaż byłaby to przeogromna strata. Szkoda takiego przystojniaka! – Mniemam, że nic nie wiesz na temat tego wydarzenia, prawda? Aż dziw, że posiadając moc do tej pory nie byłaś jej świadoma, ani istnienia ciebie podobnych. – skwitował, przytykając sobie dłoń do brody w zastanowieniu, gdyż to była niezła zagwozdka, no doprawdy! Może uda im się jakoś wspólnie do tego dojść? Na wszystko jest jakieś racjonalne wytłumaczenie. Według niego nikt nie jest wynaturzeniem... bardziej uważał to dar od losu, aniżeli coś negatywnego. Takie ma do tego podejście i nic tego nie zmieni! Fakt, że Amber zmienia się akurat w psa mu absolutnie nie przeszkadzał... ba, w jakimś sensie go to kręciło! Może brzmi to nieco wariacko, ale jego zdanie innych nie obchodzi.
Usłyszawszy jej kolejną wypowiedź, jego zawadiacki uśmieszek się jedynie powiększył. – Cieszy mnie to w takim razie. – odpowiedział, odwdzięczając się jej również puszczeniem kolejnego oczka. Był jawnie zadowolony z jej postawy, bo już z góry wiedział, że właśnie dostał sporą szansę na powodzenie swych niecnych planów, które w międzyczasie poczęły tworzyć się w jego głowie. Cóż, było to silniejsze od niego, co zrobić! – Ja zawsze jestem szczery. Cała przyjemność po mojej stronie słodziutka. – powiedział zgodnie z prawdą, uśmiechając się do niej uroczo z taką trochę nutką niegrzeczności zarazem.
On nie widział najmniejszego sensu w zawiadamianiu kogokolwiek o tym fakcie, jeszcze ktoś inny zrobiłby jej krzywdę i co wtedy? Nie wybaczyłby sobie tego do końca życia! Jakoś nie ufał władzom i innym takim, zwłaszcza że większość podchodziła z nienawiścią do inności, w związku z czym wolał w nic nie ingerować żyjąc w spokoju własnym życiem, nikomu nie wadząc. Jackson spodobała mu się na tyle, by natychmiast zgodzić się na jej propozycję. Nie potrafiłby jej odmówić. – Pewnie, z chęcią je obejrzę. Jeśli będą dobre, może oprócz zajmowania się przekłuciami, będziesz też projektować wzory? Tego nie wykluczam. – w jego głosie wyczuwalny był wyraźny entuzjazm, który był w takim samym stopniu uwydatniony na zewnątrz. Wizja takiej piękności plączącej się w jego studio tatuażu piekielnie go nakręcała, może odrobinę podniecała. – W porządku. – dodał po krótkiej chwili z niezmiennym wyrazem twarzy. Owszem, te kocie uszy były małe, acz nie na tyle, żeby nie było sposobności ich dostrzec z oddali, czy też dotknąć. Chase jak dotąd nigdy się nie zaangażował w stały związek; zmieniał kobiety jak rękawiczki, niemniej nie był z takich, co wrednie wykorzystują i rozkochują w sobie specjalnie, tylko od razu daje do zrozumienia jak sprawa wygląda. Po co miałby kogokolwiek oszukiwać, wodzić za nos? Ot, wciąż nie trafił poza tym na odpowiednią osobę i tyle w temacie. Jeśli to Amber jest mu przeznaczona, i on otrzyma możliwość zmian w niektórych kwestiach. Same plusy!
Przyglądał się rudowłosej uważnie, gdy z jej ust padły te dwuznaczne słowa. – Tak...? – typowa reakcja na coś nieprzewidywalnego. Sam był cholernie śmiały i wewnętrznie pragnął ją pocałować, na co skusiłby się jako pierwszy... gdyby miał większą pewność, że tym czynem by jej do siebie nie zniechęcił. Różnie to mogło być po niedawnych przeżyciach... A tu proszę, to ona się na to odważyła, czym mile go zaskoczyła! Stał teraz naprzeciwko niej i delikatnie gładził te jej słodkie uszy. Nagle się doń zbliżyła i złożyła na jego ustach gorący pocałunek. Do tego nie byle jaki! Naturalnie go odwzajemnił, a nawet powoli zaczął go mocniej pogłębiać tak, by przeobrazić go w dzikszy i zachłanniejszy, namiętnie badając językiem dosłownie każdy zakamarek jej jamy ustnej. To było tak błogie uczucie, że aż nie chciał tego przerywać!
Polecam się na przyszłość kochanieńka... – wymruczał to między żarliwymi i wygłodniałymi pocałunkami. Och, jakże on jej pożądał... prawie wcale nie był już w stanie siebie kontrolować, a im pieszczoty były intensywniejsze, tym on łaknął więcej i więcej. Jak tak dalej pójdzie, nic go nie powstrzyma przed wyzwoleniem z siebie totalnego zwierzęcia... Resztki zdrowego rozsądku trzymały go w ryzach, ale niewiele tutaj brakowało do przejścia na wyższy poziom zbliżenia. Walić rozmazany makijaż! Istotnie nie zwracał na to kompletnie uwagi. – A może... potowarzyszyć ci pod tym prysznicem...? Ty i ja byśmy się razem odświeżyli, hm...? – zaproponował niezwykle zachęcającym, a jednocześnie kuszącym tonem, mając nadzieję, że na to przystanie. Czemu by nie...? O ile nie będzie przeciwna, nic nie stawało na przeszkodzie. Zresztą... jak szaleć to szaleć!
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2019-04-14, 21:11   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Na pewno jeśli Amber zawita w tym domu na dłużej to pewnie odkryje, że Chase uwielbia Batmana. Nie tylko w ubraniach, ale i ma inne rzeczy temat tego bohatera. Oczywiście Rudzinka zauważywa, że spodobała się swojemu wybawcy. Co wskazywały jego komplementy oraz zachowanie, uśmiech i nie tylko. Jackson nie miała pojęcia, że brunet brał ją bardzo na poważnie nie jak inne i mogła by się poczuć wyjątkowo. Poza tym też nie da jej przepaść jak kamień w wodę.
Amber słuchała nowych infornacji od mężczyzny. To wszystko było nie wiarygodne.
- Nie, bo ja wtedy jeszcze nie byłam w tym mieście. Niedawno tutaj przybyłam. Nie mam zielonego pojęcia czemu dopiero moja moc czy jak to nazwać mi się objawiła - stwierdziła.
Nie wiem czy pisałam, ale raczej Chase był jak by to ująć w jakiś sposòb dżentelnenem. Po pierwsze nie wykorzystał ją, po zmianie, a mògł. Drugi punkt to, że tymi komplementami w jakiś sposòb adorował dziewczynę co było naprawdę miłę, a mężczyzna zdobył więosze szanse u niej.
Poza tym Amber ucieszyła się, że szanse ma by dostać pracę u swojego wybawcę. Jak jeszcze usłyszała, że może zobaczy jej szkice. Naprawdę by się cieszyła jak by mu się spodobały i mogła by projektować wzory na tatuaże.
Ruda może miała trochę traume po wczorajszych wydarzeniach. Jednak nie została zgwałcona. Poza tym jakby nie patrzeć dzięki temu złemu doświadczeniu poznała Chase'a. Nie wiadoma czy w inny sposòb by się poznali. Po prostu może to było zbyt śmiałe i mężczyzna pomyśli sobie, że Jackson jest łatwa. Jednak to nie prawda tylko... jej wybawca strasznie jej się spodobał. Obawiała się, że jeśli nie wykona tego ruchu, to nigdy na to się nie odważy. Poza tym może brunet swoimi komplementami chciał być tylko miły dla Rudzinki i tyle. Jednak gdy Amber pocałowała "swojego batmana" poczuła, że on nie jest jej obojętny i też tego chce, bo tak to by nie odwzajemnił pocałunku nieprawdaż?
Może to głupio zabrzni, ale pocałunek stał się taki, że przez moment... czas stanął w miejscu. Czuła ten żarliwy, głęboki, dziki pocałunek, ktòry przekształcił za sprawą Chase we francuski.
Po jakimś czasie oderwali się od siebie i czar pocałunku prysł. Còż... trochę się zdziwiła na jego propozycję.
- Chciałabym... jednak obawiam się, że pomyślisz, że jestem łatwa - odrzekła.
Następnie spuściła wzrok, nie chciała by jej wybawiciel tak ją spostrzegał. Widać było, że w jakiś sposòb na tym jej zależało.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2019-04-30, 13:49   
  

   1 Rok na Giftedach!


Sam pokój Chase'a miał kilka ozdób z Batmanem, więc już na wstępie można łatwo się zorientować o jego obsesji na punkcie tego konkretnego superbohatera. Reszta posiadłości skrywa tego znacznie więcej, co po zwiedzeniu jej rozmaitych zakamarków od razu powinno rzucić się każdemu w oczy. Po takiej wycieczce po wszystkich pomieszczeniach, najmniejsze wątpliwości zostaną definitywnie rozwiane.
Och tak, Amber jest totalnie w jego typie. Drobna, seksowna, zgrabna, do tego nieziemsko piękna z unikalnym kolorem włosów. Bądź co bądź naturalna rudość wcale nie jest tak często spotykana, bo to raczej rzadka barwa u ludzi. Gdyby nie poczuł tych dziwnych prądów, takich jakby elektrowstrząsów, które przeszyły jego ciało na wskroś, pewnie nie wziąłby jej na poważnie i stałaby się kolejną krótkotrwałą przygodą w jego licznej kolekcji romansów. W tym przypadku było zupełnie inaczej, jakby jakiś Kupidyn pierdolnął go z całej siły strzałą amora w łeb. Czuł to dosłownie każdą komórką swego ciała, pomimo iż dopiero co zaczęli się nawzajem poznawać i wciąż niewiele o sobie wiedzieli. Nigdy nikogo nie pokochał, a tu wystarczyło jedno spojrzenie, aby dziewczyna w błyskawicznym tempie skradła jego serce. Miłość od pierwszego wejrzenia bez dwóch zdań, a to cholernie dużo znaczy. Takie coś trafia się raz od wielkiego dzwonu i niestety nie każdemu jest to przeznaczone, chyba że w innym wcieleniu...
Niekoniecznie musi tutaj chodzić tylko o Seattle. Przypuszczam, że mutantów można znaleźć również w innych częściach świata. Wierzę ci. Spokojnie, pomogę ci w rozwikłaniu tej zagadki. – zaoferował jej się widząc, że była w tym wszystkim faktycznie nowa, na co wskazywało to przeogromne zdziwienie i zakłopotanie wymalowane na jej ślicznej buźce. Sam wprawdzie nie był ekspertem w sprawach nadprzyrodzonych mocy, ale wystarczająco się tym interesował, by chociaż spróbować się tego podjąć. Na pewno jej tak z tym samej nie zostawi, o to martwić się nie musiała!
Chase starał się ze wszystkich sił sprawić, by mieć u niej większe szanse, stąd też podszedł do tej znajomości nieco inaczej niż zwykle. Gdyby zachował się typowo dla siebie, z góry byłby skazany na porażkę, a tego nie chciał. Zraziłby ją do siebie i być może zranił. Szybko się zorientował, iż należy ona do tych wrażliwszych osób, a z takimi powinno się obchodzić ostrożnie i delikatnie. Dotychczas jeśli na podobne natrafiał i tą jedną cechę w takiej lasce wyczuł, wycofywał się natychmiast, nawet nie próbując uwodzić w celu zaciągnięcia do łóżka. Jako trochę taki casanova żył w przekonaniu, że nie poradziłby sobie z tego typu osobowością. Nie chciał mieć potem problemów w postaci kompletnie zdruzgotanej kobiety, albo takiej, która by się do niego przyczepiła i odczepić nie dała. Tym razem... coś się zmieniło i intuicja wprost mu podpowiadała, żeby zaryzykował, gdyż nie pożałuje.
Ciemnowłosemu nie przeszło w ogóle przez myśl, że Amber jest łatwa. Gdzie tam... Był świadom swych atutów i tego, jak mocno działa jego wygląd na kobiety. Niech się nie śmie obwiniać, że nie potrafiła się powstrzymać przed pocałowaniem go. Jego atrakcyjność była niczym silny magnez – nie do powstrzymania. Stirlingshire był do tego od dawna przyzwyczajony, że niewiele musiał robić, a i tak każda przedstawicielka płci pięknej na niego leciała. I takie z silniejszą wolą w końcu wymiękłyby prędzej czy później. Także ten stan jest jak najbardziej normalny. Skoro do tego ona go do siebie przyciągała... nic dziwnego, że odwzajemnił z taką żarliwością jej odważny pocałunek, którego sam niewyobrażalnie pragnął. Kiedy się tak namiętnie i z pasją całowali, sam czuł się tak, jakby był w siódmym niebie, a otaczający go świat wirował mu przed oczyma.
Nie, nie uważam tak. Równie dobrze mógłbym zostać za taką propozycję uznany za dupka i bezpośrednio dostać od ciebie z liścia. – próbował ją nieco rozbawić i rozluźnić atmosferę śmiesznymi tekstami, aczkolwiek powaga po chwili wróciła na jego facjatę. Dodatkowo lekko posmutniał i mina mu zrzedła. Aż spuścił głowę w dół, wpatrując się tępo w podłogę. – Jeśli na takiego wyszedłem i mi się należy... zrób to. – skwitował cicho i nastawił jeden z policzków, będąc gotowym na ewentualne uderzenie z jej strony. Liczył, że mimo wszystko obejdzie się bez tego, ale... cóż, wyjątkowo był gotowy przyjąć coś takiego z godnością na klatę. Tak czy siak udowodnił jej, iż nie postrzega jej w sposób w jaki założyła. Prędzej to on mógłby zostać tutaj postawiony w negatywnym świetle. Chase nie zamierzał nalegać i nie zacznie na nią uparcie naciskać. Jeśli mu definitywnie odmówi, po prostu odpuści. Wybór należy tym samym do niej.
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2019-05-03, 13:47   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Rudzinka zdawała sobie, że jest ładna i może się podobać. Jednak nie kiedy jej rude włosy nie podobały się mężczyzną. Cóż... często faceci woleli... jak w tej piosence: "brunetki, blondynki ja wszystkie was dziewczynki całować chce...". Tym bardziej w jakiś sposób Amber cieszyła się, że nie została znów odrzuca. Także jak zauważyła mężczyźni wolą dziewczyny odważne, które pierwsze wychodzą z inicjatywą. Jackson wolała być podrywana, a bardziej adorowana. Marzyło jej się bardziej to drugie.
Jeśli chodzi o swoją moc to Ruda obawiała się, że nie tylko może być jakiś wydział na wzór Instytutu Xaviera z filmu X-men, ale też może są jacyś łowcy, którzy zabijają osoby z tym genem X. Jednak jak na razie nie chciała o tym myśleć. Może potem przepyta bardziej Chase. Miała nadzieję, że brunet coś wie na ten temat.
Dalej poszło o tą propozycje by wziąć razem prysznic.
- Nie uważam Cię za niego - przyznała.
Podeszła bliżej niebieskookiego i pogładziła go po policzku. Zaczęła wpatrywać się w jego niepowtarzalne tęczówki.
- Nie wiem jak potoczy się moje życie po tym jak znajdziemy osoby, które zajmują takimi jak ja. Chce z Tobą zaryzykować - wyjaśniła.
Dalej gładziła policzek mężczyzny. Następnie go pocałowała z żarliwością i namiętnością.
- Prowadź batmanie do łazienki - szepnęła zachęcająco..
Musiała w sumie wspiąć się na palce by chociaż dostać do ramion bruneta. Powoli zaczęła dotykać gołego torsu mężczyzny okrytego tatuażami.
Jeśli miało dość do tego, że już więcej nie zobaczy Chase to chciała spędzić z nim niezapomniany dzień i przeżyć różnorakie doznania i uczucia, który dopiero teraz zaczęła odczuwać.
W międzyczasie dalej się całowała z niebieskookim.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Chase Stirlingshire



If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?

Najlepszy tatuażysta w mieście!





name:

Chase Stirlingshire

alias:
The Prophet

age:
30 lat

height / weight:
193 / 72

Wysłany: 2019-05-09, 02:32   
  

   1 Rok na Giftedach!


Każdy ma inny gust, to samo tyczy się typu urody. Wiele kobiet nie podoba się Chase'owi, co jest naturalną koleją rzeczy. Wbrew pozorom i tak nie należy on do wybrednych osobników. Kolor oczu, tudzież włosów nie miał dla niego zbytnio znaczenia. Wiadomo, że niektóre barwy przykuwały bardziej oczy, niemniej nie były one żadnym wyznacznikiem. Przynajmniej on miał takie podejście do tych spraw. Amber jest na tyle pociągająca, że ci, którzy uważają ją za nieatrakcyjną są cholernie ślepi! Byłby w stanie zrozumieć, że kogoś mogłaby nie kręcić, ale zdecydowanie nie pasuje do niej określenie brzydka. Gdyby spotkał po drodze tak myślącego idiotę, niepodważalnie wyśmiałby go. O nie, teraz jej nie da zniknąć ot tak... Wywołała w nim tak dużo emocji, jakich żadna nigdy nie wywołała. Nie potrafiłby jej odrzucić, zwłaszcza że w tak krótkim czasie zakręciła mu w głowie... Cóż, zazwyczaj to on czynił ten pierwszy krok. Rudowłosa piękność pozytywnie go zaskakiwała i tym wyjściem z inicjatywy zdobyła u niego dodatkowego plusa. Nie spodziewał się, że w podzięce za swój bohaterski czyn pocałuje go w tak żarliwy, a zarazem namiętny sposób.
Ciemnowłosy ogółem był świadom istnienia ludzi obdarzonych mocami, jednakże sam nadal nie posiadał na ten temat wszystkich informacji. Nie wiedział, czy to faktycznie wygląda jak rodem z X-menów, czy jeszcze jakoś inaczej. Acz z miłą chęcią się w to wgłębi i dowie więcej, głównie żeby pomóc swej ślicznej towarzyszce w odnalezieniu się w nowej sytuacji! Wspólnymi siłami na pewno uda im się rozgryźć tę zagwozdkę.
Kiedy nastawił policzek i był przygotowany na tak zwanego plaskacza, zacisnął swe powieki czekając na przyjęcie ciosu. Ku jego olbrzymiemu zdziwieniu to nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, zamiast dostać w ryj, poczuł jej alabastrową skórę w tym miejscu, w którym myślał, że mu się oberwie. Ona go delikatnie głaskała! Doznał szoku i tego nie ukrywał, bo tego to on się bynajmniej nie spodziewał! Po jego ciele znów przeszły przyjemne prądy. Chyba powoli zaczynał uzależniać się od jej dotyku... i nie tylko. Drastycznie otworzył oczy i począł się w nią głupkowato wpatrywać. Po tym co od niej usłyszał, przytknął swą dłoń do wierzchniej części jej dłoni i trochę mocniej docisnął do swej twarzy, muskając ją opuszkami palców. – To miłe z twojej strony... – aż mu się te niebieskie tęczówki zaświeciły; tryskały z nich takie wesołe iskierki. Z nieznacznym zawahaniem, lecz nieco pewniej niż dotychczas, sięgnął drugą ręką, pierw wtykając ją między kosmyki jej rudych włosów, coby je pomierzwić przez chwilę. Następnie przesunąwszy nimi wzdłuż jej policzka, przeniósł ją na biodro, na którym zacisnął palce. – Jesteś niesamowita... ja również chcę zaryzykować. Może dane będzie mi być twym Batmanem więcej niż ten raz... choć wolałbym, aby ratowanie ciebie nie było konieczne zbyt często. – stwierdził z lekkim rozbawieniem, przylegając do niej ciałem na tyle, że bardziej stykał się z jej własnym. Rzecz jasna odwzajemnił kolejny jej pocałunek z radością i równie gorliwie co ona, nie chcąc być gorszym. Boże... jakże ona go nakręcała i podniecała! Serce przyspieszyło bicia, rozpędzając się stopniowo do takiej prędkości, że aż waliło niczym młotem, praktycznie wychodząc z jego klatki piersiowej. – Pamiętaj, że jak już zaczniemy... nie będzie odwrotu. Na pewno tego chcesz...? – spytał dla pewności, ponieważ nie chciał, żeby potem czegokolwiek żałowała. Zamruczał uroczo, gdy poczęła go pieścić po wytatuowanym torsie. Po uzyskaniu zgody, pod wpływem rozmaitych gorących emocji, po prostu chwycił ją na ręce, wygodnie ułożył w swych ramionach chroniąc przed upadkiem i udał wraz z nią do łazienki. Może i nie wygląda na jakiegoś mięśniaka, ale jest dostatecznie wysportowany, że dla niego taka Amber to żaden ciężar. Z łatwością mógł ją podnieść i nieść.
Dotarłszy do odpowiedniego pomieszczenia, postawił ją na posadzce, po czym przycisnął plecami do pobliskiej dość chłodnej ściany. Po omacku odkręcił wodę pod prysznicem, znajdującym się tuż obok i wsunął obie dłonie pod jej koszulkę. Pragnął zbadać poszczególne partie jej nagiego ciała, których wcześniej nie miał sposobności dotknąć. Tym razem to on zaatakował jej usta z dzikością, przelewając w ów czynność jak najwięcej uczucia. Na tym póki co poprzestał, oczekując na jej dalsze ruchy. Nie musiała się o nic martwić, to bezapelacyjnie będzie pełen niesamowitych doznań dzień, który na długo oboje zapamiętają. Chase już o to zadba!
_________________


Chase Stirlingshire

We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!


[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6