Dla Hoppera koszmary już dawno przestały być czymś zaskakującym, nauczył się z nimi żyć już lata temu. Zwykle były drobną niedogodnością, po której przewracał się na drugi bok i spał dalej, ale czasami zdarzały się te gorsze, po których potrzebował chwilę ochłonąć. I właśnie tak było tym razem, dlatego po cichu wciągnął na siebie bluzę, wziął broń i wymknął się z pokoju, nie budząc Wallace. Przy jej bezsenności pewnie by nawet potem nie zasnęła.
Planował wyjść na zewnątrz, pobiegać, łatwiej było poukładać wtedy myśli. Nocne chłodne, powietrze powinno mu dobrze zrobić, tak samo jak chwila w samotności. Ale nie spodziewał się, że zaraz po tym jak wyjdzie z części garażów, w której były pokoje, zobaczy własną siostrę robiącą dokładnie to samo.
- Nie możesz spać, huh? - spytał, chociaż to było dość oczywiste. Gdyby mogła, nie byłaby teraz na nogach.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-30, 16:53
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Tak, też myślała nad tym, żeby przejsć się, bo przebiec raczej nie, zajęło by jej to jakąś godzinę, może potem udałoby jej się przysnąć? Nadal miała koszmary, nadal sobie z nimi nie radziła. Nie radziła sobie z całkiem sporą iloscią rzeczy i wcale nie było jej z tym dobrze. Starała się, ale co to zmieniało? Nic. No właśnie.
Kroki usłyszała dość późno, pogrążona w myślach. Podniosła wzrok na Williama dopiero, gdy się odezwał i wyglądała na całkiem zaskoczoną. Nigdy wcześniej jej nie przyłapał. Bo też rzadko zbierała się aż tak daleko...
Wzruszyła ramionami, wciskając ręce w kieszenie bluzy, którą miała na sobie.
- Jakoś tak wyszło.. Ty? Wyglądasz jakbyś szedł biegać - a przynajmniej mial na sobie buty w których biegał, widziala go kilka razy.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
- Bo właśnie to robię - stwierdził. Chyba to był jego sposób na wszystkie problemy i dręczące go myśli. Co z tego, że akurat była druga w nocy? W Tanzanii wybiło właśnie południe. Z resztą, zanim przerzucił się na metadon, przez migreny nie funkcjonował przed zachodem słońca. Jak dobrze, że była wtedy zima i nie było aż tyle ostrego światła.
I naprawdę, nie planował wypytywać Imari, ale odpowiedź jakoś tak wyszło brzmiała całkiem podejrzanie. Nie miał najmniejszego zamiaru wpakowywać się z butami w jej życie... ale w końcu był jej bratem. Chciał coś wiedzieć.
- Jakoś tak wyszło akurat dzisiaj czy zwykle wychodzi? - spytał. Jeśli dołączyła do grona ludzi, którzy nie mogli spać po nocach, mógł jej złożyć gratulacje wieloletniego członka tego otóż klubu. Tylko najpierw chciał się dowiedzieć, że to o to chodziło i przez co w ogóle nie mogła spać.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-30, 17:15
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- Doskonała godzina na takie aktywności.. - pokiwała głową, z lekko rozbawionym uśmiechem. Nie zamierzała mówić, że to głupie czy cokolwiek takiego, po prostu zwyczajnie bawiło ją Williamowe "to właśnie robię" jakby bieganie w środku nocy było kompletnie oczywiste, Przed odpowiedzią na następne pytanie zawahała się, co miała mu powiedzieć? Prawdę czy lepiej skłamać? Tylko wychodziła z założenia, że kłamstwo jest ogólnie bez sensu, jeśli nie ma ku temu jakiś wielkich powodow. I to był ten problem z nią. Nie kłamała, a moż eczasem powinna.
- Od jakiegoś czasu.. - przyznała się, chociaż dość niechętnie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
- Cóż, w takiej stolicy światowego biznesu jak Morogoro wszyscy są już na nogach, myślę że nie pozostaje nam nic innego, jak dostosować się do nich - odpowiedział jej zupełnie poważnym tonem. W końcu Morogoro to nie były żarty... a on wiedział, że bieganie w środku nocy nie należało do najpopularniejszych czynności w tej części stanu. Cóż, kiedy Mercy zastanawiała się gdzie do cholery leży Morogoro, nie zastanawiała się dlaczego jej starszy brat jest na nogach, a on nie stawał się głównym tematem rozmowy.
- Czyli jak dawna? - dopytał. Chciał wiedzieć czy to było raczej coś świeżego, czy coś, do czego dała radę się przyzwyczaić.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-30, 17:35
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Niestety, problem polegał na tym, że... znała go. Nawet jeśli nie widzieli się tyle lat, znała go.
- Ale to nie Morogoro, gdziekolwiek by to nie było, a ty żyjesz wedle czasu USA, a przynajmniej powinieneś.. Więc masz jakiś swój powód bycia na nogach. I myślis, że tym nieszczęsnym.. gdziekolwiek, odciągniesz moje myśli od tego, że nie śpimy obydwoje - wytknęła mu wprost, bo... chyba bo lubiła. I bo mogła. Ale tak, gdzie to się znajduje? Musi sprawdzić.
- Od marca..? - zmarszczyła brwi, ale przecież była w stanie podać dokładną datę, co do dnia i może co do godziny, bo ta wryła jej się w pamięć okrutnie i na dobre.
A Will nie był głupi, wiedziała, że był świadom tego co znaczy "od marca".
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Och, oczywiście nie mogła go spytać gdzie leży Morogoro, to by było za proste i za bardzo po jego myśli, prawda? Dlaczego nie mogli wrócić do czasów, kiedy miała pięć lat, a odwrócenie jej uwagi nie mogło być prostsze? Przydałoby mu się to teraz. Wzruszył tylko ramionami, odpuszczając i dając do jej do zrozumienia, że udało jej się go przyłapać. W razie czego mógłby to zwalić na natłok pracy... ale czy w ogóle był sens? I tak o to nie pytała.
Pokiwał głową, kiedy usłyszał od kiedy to się ciągnęło. Mógł się tego spodziewać, w końcu nie przeżyła jeszcze niczego takiego w swoim życiu. To zostawało w głowie... a też Mercy nigdy nie powiedziała mu, co dokładnie tam się stało ani co widziała. Cholera, powinien być wtedy w Bractwie. Może zorientowałby się na co się szykowało i jakoś temu zapobiegł... A już z pewnością mógłby oszczędzić Marceline niektórych rzeczy.
- Jeśli nie miałabyś z kim pogadać... - rzucił, nawet nie kończąc tej propozycji. Nie był w tym dobry, sam nie lubił mówić swoich sprawach, ale hej, może ona tego potrzebowała? I akurat chciała pogadać o tym z kimś równie beznadziejnym w relacjach międzyludzkich, co jej brat.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-30, 18:08
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Na pewno zostanie jej to w głowie i jak będzie miała okazję to sprawdzi gdzie to było i co to było, ale to później, bo teraz miała ciekawsze rzeczy do roboty. Will nie próbował protestować i dobrze, to byłoby idiotyczne, w końcu musiał by mówić, że wcale nie jest na nogach, a wtedy.. cóż, chyba przydał by mu się jakiś zakład zamknięty i porządna diagnoza. Imari nie wiedziała jednak dlaczego mężczyzna nie śpi. Pokłócił się z Tildą? Nie wyglądał na zdenerwowanego.
- I zrzucać ci na głowę kolejne rzeczy? - wzruszyła ramionami. Wyglądała jak wieszak w dresie. Wlasciwie nie wiedziała czy Will się przejmie czy w ogóle go to interesuje. Znaczy.. niby wiedziała, że tak. Ale równocześnie gdzieś tam z tyłu głowy miała świadomość, że może.. wcale nie? Może to nieprawda? Mimo, że wpadał do niej jak dwa tygodnie ledwo ruszała się z pokoju. Martwił się i interesował na ten Willowy sposób, to jednak.. czasem nachodziło ją przekonanie, że wcale a wcale go to nie interesuje, udaje tylko i wolal by mieć ją z głowy.
Ale nigdy nie mówiła tego na głos.
Westchnęla.
- Miałam jedno opakowanie tabletek nasennych, ale.. - ale skończyło się zdecydowanie za szybko, więc teraz nie miała nic do pomocy - Ale tak właściwie wiem, że pewnie powinnam chodzić na jakąś śmieszną terapię.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Wzruszył ramionami, słysząc jej wątpliwości.
- Mam pojemną głowę - odpowiedział tylko. W końcu miał ten swój magiczny, niemieszczący się w czaszce mózg, musiał mieć z niego jakieś profity od czasu do czasu. I naprawdę, jeśli potrzebowała pogadać - był tutaj. Może nie był w tym najlepszy, jak w całej masie innych rzeczy, ale był gotowy dać z siebie wszystko. A jeśli to było niewystarczająco - miał zamiar znaleźć kogoś, kto faktycznie by jej pomógł.
I tak, stanowczo się o nią martwił. Miał zamiar pogadać z Marianem na temat tego czy nie dało się czegoś z nią zrobić i spróbować odesłać od niej jak najwięcej ludzi, którzy mieli problemy z mocą. Niech załatwią to starymi, dobrymi metodami, ćwicząc, zamiast wykańczać Mercy... Bo przecież ona nie mogłaby im odmówić, prawda? Bo potrzebowali pomocy. Była za dobra i miała za miękkie serce dla tej rzeczywistości.
- Chrzanić terapie - odpowiedział jej. Miał wrażenie że zabrzmiał jak zbuntowany nastolatek, ale trudno. Sam pewnie wedle jakichś psychologicznych standardów powinien już od dawna chodzić na terapię, ale nie miał najmniejszego zamiaru zwierzać się jakiemuś losowemu człowiekowi ani teraz, ani za 10 lat. O ile dożyje. - Mogę ci coś załatwić, ale to może chwilę zająć - westchnął. Fentanyl zdobywał przez dwa miesiące. Cóż, to nie było takie mocne i takie rzadkie, ale miał mare szanse załatwić jej coś porządnego w dwa dni. Może gdyby podrobił receptę...
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-30, 19:04
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- I ładujesz je problemami wszystkich tutaj, odkąd zostałeś przywódcą Bractwa - mruknęła z przekąsem. Nie chciała mu dodawać, jeśli się martwił. A jeśli się nie martwił to ta rozmowa nie miała sensu.
Pracowała z Marianem jak obydwoje mieli czas, Imari starała się pamiętać o ilości i częstotliwości spożywania posilków, nie zawsze jej wychodziło, ale powoli, może powoli.. coś z tego bedzie. Na razie jednak przyjdzie jej trochę poczekać na rezultaty.
Parsknęła na jego słowa.
- Mówisz? Bo ja mam wrażenie, że jednak by mi się przydała. To albo żeby pojawił się tu jakiś mutant, który może mi wymazać wspomnienia. Oba są tak samo prawdopodobne, wydaje mi się - prychnęła ironicznie.
Jeśli by się dowiedziała, że odsyła od niej ludzi, żeby cwiczyli inaczej... Pewnie by się zdenerwowała. Dobrze więc, ze tego nie robił. Chciala pomagać, musiała pomagać. Chociaż wtedy nie czuła się tak okropnie.. źle, po tym co stało się podczas ataku i po tym, na co pozwoliła.
- Możesz..? - uniosla brwi - Jeśli tak, to nawet jeśli chwilę zajmie.. to jakoś przeżyję, skoro udało mi się ostatnie dwa miesiące to co za różnicę zrobi kolejny miesiac.. - to mogło być jakimś rozwiazaniem. Sen bez snów, bez koszmarów powtarzających się z różnym natężeniem codziennie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
- Ktoś musi ogarnąć ten syf - wzruszył ramionami, ale równocześnie poczuł się niewiarygodnie fałszywie. Cokolwiek ona w zasadzie uważała, że robił - nie robił tego. Po prostu starał się upewnić, że nikt więcej nie zginie przez jego krótkowzroczność. Miał już dość osób na swoim sumieniu na całe życie. - Mercy, byłem w gorszych sytuacjach niż bycie przywódcą Bractwa. I - niespodzianka - jakoś to przeżyłem. Twoje problemy mnie nie zabiją.
Och, to była właśnie jedna z różnic między nimi. On w życiu nie miałby zamiaru brać udział w czymś takim, prosić kogoś o pomoc i to taką dotyczącą niego samego, jego najtrudniejszych przeżyć... A Mercy sama stwierdzała, że tego potrzebowała. Cholera, chyba czasami jej zazdrościł tego jak dobrze była przystosowana do życia wśród ludzi.
- DOGS mają takiego mutanta. Może ktoś w Bractwie otworzy grupę wsparcia za dwa tygodnie? - rzucił, po raz kolejny próbując zmienić problemy w żart. Hopper potrzebował informacji o tym kundlu, ale nie był w stanie dostać się do bazy danych DOGS, więc nie wiedział nawet, co tamten mutant potrafił zrobić i jak dużym zagrożeniem był.
- Mogłaś mi powiedzieć wcześniej, szybciej bym to załatwił - powiedział, ale w jego głosie nie było pretensji. Doskonale ją rozumiał. - Słuchaj, nie będę ci mydlił oczu mówiąc, że to się staje łatwiejsze. Nigdy nie powinno, nie takie rzeczy. Po prostu... uczysz się jakoś żyć, po tym wszystkim i z tym wszystkim - dodał dość niespodziewanie. Te słowa w pewien sposób były naprawdę prywatne, chyba głównie przez to, że brały się z doświadczeń, o których Will absolutnie nie rozmawiał.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-30, 19:54
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Ktoś musi, to prawda. Sama nie miała by pojęcia jak w ogóle się za to zabrać i z której strony. Ni cholery nie wiedziała. Ale też ona nie nadawała się do dowodzenia kimkolwiek, taka była prawda i nie zamierzała się oszukiwać w żadnym stopniu.
- To miało mnie uspokoić? Jeśli tak, to nie zadziałało - fuknęła, bo taka prawda. Po pierwsze, bo uważał to za "gorszą sytuację", a po drugie bo był w innych, które uważał za jeszcze gorsze. Więc.. nie, to nie pomoglo.
Zapewne ona zazdrościła jemu, że ptorafił się na to zamknąć, radzić sobei sam, nie prosić się nikogo o pomoc.. Bo ona nie potrafiła. Potrzebowała ludzi, wiedziała kiedy nie poradzi sobie sama.
- DOGS? Widzisz, może jednak powinnam do nich isć, coś dobrego by z tego wyniknęło.. - oczywiściie, bo uważała się za całkiem bezuzyteczną, nie posiadając zdolonści bojowych dzięki swojej mutacji, była typowym, 100% supportem.
- Nie chciałam cię tym obarczać, miałam nadzieję, że jakoś sobie poradzę - wyjaśniła, choć dość niechętnie. Nie działało, jak widać.
- Tak - westchnęła ciężko - tak słyszałam i tak czytałam, tak mówił mi Mike i tak dalej.. ale.. jakoś nie działa, jeszcze nie. Może w końcu przejdę nad tym do porządku dziennego. Na razie mogę jedynie pomagać całej reszcie, która tu została.. i chyba tyle - widziała ten prywatny kawałek i o ile bardzo chciała go pociagnąć, to wiedziała, że z Willem absolutnie się to nie uda, prędzej zamknął by się w sobie jeszcze bardziej. Miała nadzieję wiec, że po prostu z czasem i dyskretnym popychaniem w tym kierunku, otworzy się bardziej. Przed nią albo kimś innym.. przed kimś na pewno powinien.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
- Po prostu ogarnianie problemów Bractwa to nie jest najgorsza rzecz, która mogła mnie spotkać - dodał, starając się trochę załagodzić sytuację. Z resztą, naprawdę, potrafił sobie poradzić w gorszych sytuacjach, o czym świadczyło to, że ciągle żył. I nie licząc DOGS, które nie wiedziało, że był mutantem i Gardnera, na drugim końcu kraju, który musiał przez te osiem lat odpuścić - nic poważnego mu nie groziło w najbliższym czasie. Jeśli już Mercy chciała się czymś martwić, to jego ciśnieniem w czaszce.
- Tak, dokładnie, myślę, że seria elektrowstrząsów świetnie by ci zrobiła na cerę, a faszerowanie mutazyną i otępiaczami jest świetne dla włosów - rzucił zgryźliwie. To stanowczo był świetny pomysł, właśnie od tego powinna zacząć. Co mogłoby pójść nie tak?
I oczywiste, że Mercy nie chciała go obarczać. Zawsze taka była, a to tylko przysparzało jej kłopotów.
- Następnym razem się nie zastanawiaj - odpowiedział. - I, Mercy... Potrzebujesz czasu. Nie chcę cię straszyć, ale to nie jest kwestia dwóch miesięcy. Może to kwestia mojej pamięci, ale ciągle wracają do mnie rzeczy sprzed dziesięciu lat. - Nie był pewien czy powinien to mówić ani czy w ogóle chciał to mówić... ale powinna wiedzieć. To nie było takie proste i powinna się na to przygotować.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-08-30, 20:50
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
- A na głosowaniu wyglądałeś, jakby nic gorszego nie moglo się stać -uśmiechnęła się kącikiem warg, chociaż nie było jej w sumie do śmiechu na chwilę obecną. Nie sądziła, że będzie miała okazję tutaj, teraz porozmawiać ze swoim bratem o tym, co ją gryzie. I... najwyraźniej jego też.
- Tak, elektrowstrząsy mogłyby mnie wyleczyć z martwienia się o to, co stało się w marcu. Mogłaby to być dość skuteczna terapia.. szokowa. Miała bym nowe rzeczy do martwienia się, jak to, że mogę wydać położenie bractwa i zabić was wszystkich, jesli zafundowali by mi jakiekolwiek tortury - nie, nie była na to przygotowana ani fizycznie ani psychicznie. Udało jej się przeżyć życie wybitnie pokojowo, kompletnie inaczej niż jej bratu, wiedziała, że nie poradziła by sobie z czymś takim zapewne.
- Tak.. wiem. ale wciąż mam nadzieję, ze wcale tak nie będzie. Wiem, że.. ludziom dzieją się gorsze rzeczy - spojrzała na Hoppera. Jemu się działy, tak jej się wydawało, cośtam we wspomnieniach widziała przecież.. Coś mogła jakoś wywnioskować, choć tak naprawdę nie miała pojęcia o tym wszystkim.
- I naprawdę, chyba.. wolała bym zapomnieć. Nie mieć tego w głowie każdej nocy.. A potem wyrzucać sobie, że ludzie żyją z gorszymi traumami i nie powinnam się tak zachowywać, ale nic nie mogę na to poradzić - wydawała się ekstremalnie sfrustrowana tym, co się działo w jej głowie, z jej ciałem, bez jej ingerencji.
- A ty..? Co się takiego działo? - ot, żeby mogła poczuć się gorzej, bo jej brat na pewno miał gorsze rzeczy za sobą. Tego była pewna.. Chciała s ię dobić Też. Ale przede wszystkim chciała wiedzieć, poznać go na nowo, bo jednak.. zmienił się. A jej nadal na nim zależało.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum