Poprzedni temat «» Następny temat
Sypialnia #1
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-04-12, 20:05   Sypialnia #1







[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-16, 23:23   
  

   2 Lata Giftedów!


| 28 luty, na 1 marca.

Był środek nocy, a ja nie mogłam spać. Łóżko było zbyt miękkie, w pokoju było zbyt ciepło. Całe ciało wciąż bolało mnie od poparzeń wywołanych pozbywaniem się obroży, a co gorsza… wciąż nie mogłam przyzwyczaić się, że tej obroży nie było. Czułam się tak dobrze, że aż chciałam płakać i nie potrafiłam tego zaakceptować. Potwornie bałam się, że to może być tylko cisza przed burzą, że wszystko może się jeszcze pogorszyć… No bo co, jak teraz odzyskałam wolność, odzyskałam nadzieję i chciałam wierzyć, że w końcu będzie lepiej, jak jutro znów mogłam zostać pojmana? Cholera… bardzo, bardzo się tego bałam. I ten strach trochę mnie paraliżował. Zwłaszcza teraz, gdy Dale zabrał samochód i wyjechał gdzieś na noc, a ja czułam się z tym bardzo dziwnie. Znów byłam sama. Znów zamknięta w czterech ścianach.
Jasne. Miałam klucz. Mogłam wyjść. Ale… ale gdzie miałam iść? Byłam wykończona, poraniona... Było ze mną źle. Ale przynajmniej byłam wolna i naprawdę miałam w planach zrobić wszystko, by tą wolność zachować.
Wstałam z łóżka, nie będąc w stanie dłużej w nim leżeć. Nie mogłam. Po prostu nie mogłam. Wciąż nie odzyskałam poczucia czasu, nie miałam pojęcia, która w zasadzie była godzina, jak dawno Dale wyszedł z domku, kiedy miał wrócić i czy w ogóle miał wrócić. Panikowałam.
Wyszłam z sypialni, jakaś taka poddenerwowana. Oddychałam ciężko. Było mi gorąco, cholernie gorąco, choć miałam na sobie tylko i wyłącznie za dużą koszulkę, którą dał mi Fowler. Dusiłam się. Chciało mi się pić. Weszłam do kuchni i jakoś tak automatycznie uniosłam rękę, a po chwili już trzymałam w niej butelkę z wodą, która cały ten czas stała na stole. I wybuchłam śmiechem. Głośnym, histerycznym śmiechem. Było w nim jednak sporo radości, bo… odzyskałam moc. Już prawie byłam sobą… Musiałam jeszcze odżyć. Odpocząć. Wylizać się z tych wszystkich ran.
No i przede wszystkim… odzyskać pamięć.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-17, 23:43   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// 28.02-1.03

Nie spodziewał się telefonu od Dale'a Fowlera. Nie widział go kilka dobrych miesięcy i tak naprawdę nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Pora wieczorna również nie wróżyła dobrze, ale nie mógł zignorować jego telefonu. Nie po tym co razem kiedyś przeżyli. Może nie mieli już takiego kontaktu, ale nadal się wzajemnie szanowali. A przynajmniej Brad szanował i lubił Dale'a. Rozmowa oczywiście była zaszyfrowana, ale Bradley zrozumiał przekaz. I szczerze mówiąc nie mógł w to uwierzyć. Dale przekazał mu, że Colleen żyje oraz miejsce jej położenia. Gdyby nie przekazał mu tego szyfrem to myślałby, że to pułapka. Cóż, dalej nie miał pewności czy nie była to jakaś pułapka ze strony GC lub DOGS. Nie miał pewności, ale ta informacja bardzo nim wstrząsnęła i nie mógł tego zignorować. Zwłaszcza, że został poproszony, żeby się nią zaopiekował. Nie wiedział dokładnie dlaczego, ale z tego co wiedział to dziewczyna była w DOGS więc jej stan mógł być różny.
Ubrał się tylko i od razu wsiadł do samochodu, by pojechać we wskazane miejsce. Był zdenerwowany, nawet bardzo. Tak dawno się nie widzieli, a Brad nadal obwiniał się za jej porwanie. Gdyby tylko był wtedy w bractwie to być może wcale by do tego nie doszło. Ochroniłby ją. A potem dowiedział się jeszcze w GC o tej ciąży i był całkiem przerażony. Dlatego jechał szybko, żeby jak najszybciej zorientować się w sytuacji.
Gdy znalazł się na miejscu był środek nocy. Bał się, że przestraszy dziewczynę tym późnym przybyciem, ale nie mógł czekać ani chwili. Zapukał do drzwi spokojnie i czekał na odpowiedź. Po paru chwilach postanowił się dodatkowo odezwać.
- Colleen to ja, Bradley. Dale mnie przysłał dla bezpieczeństwa - powiedział wprost do drzwi i czekał na jakąkolwiek reakcję.
Gdy drzwi się przed nim otworzyły, a on zobaczył dziewczynę całą i zdrową - no może nie do końca, ale żyła. Był w szoku i nie wierzył własnym oczom. Tęsknił za nią niesamowicie, dopiero teraz go to tak uderzyło.
- Colleen, jesteś cała - powiedział niby do niej, ale trochę do siebie. A potem po prostu do niej podszedł i przytulił ją do siebie. Jej zapach był tak znajomy, ale tak obcy. Nie wierzył w to co się dzieje, ale był naprawdę szczęśliwy. Przynajmniej dopóki sądzi, że nie odniosła zmian w psychice.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-18, 08:02   
  

   2 Lata Giftedów!


Dale wyszedł z domku już dawno temu. Było jeszcze jasno za oknami, gdy zatrzasnął za sobą drzwi, krzycząc, że nie potrafię się zdecydować, czy go kocham, czy nie. Cieszyłam się, że go nie było. Przytłaczał mnie. Sprawiał, że brakowało mi powietrza. I cholera, nawet jak go nie było, to tak właśnie się czułam, bo wiedziałam, że wróci do mnie i wszystko zacznie się od nowa… On niczego nie rozumiał. Wymagał ode mnie, żebym go do szaleństwa kochała, a prawda była taka, że ja kompletnie nie pamiętałam tego uczucia. Po prostu. Jakby nigdy go nie było.
Było mi zajebiście ciężko, a on skupiał się tylko na sobie i na swoim złamanym sercu, które kompletnie mnie teraz nie obchodziło. Potrzebowałam czasu i cierpliwości, a on kompletnie nie chciał mi tego dać i z każdym swoim słowem pełnym pretensji sprawiał, że co raz mniej chciałam sobie przypomnieć uczucie, jakim go darzyłam. No bo… jak mogłam kochać człowieka tak upartego, tak egoistycznego? Kompletnie sobie nie wyobrażałam, że kiedyś może być między nami dobrze i nawet nie wiedziałam, czy jeszcze tego chcę… Wiedziałam jedynie, że z dnia na dzień będzie inaczej, że wszystko będzie się zmieniać, i że to ja sama mogę narzucić tempo tych zmian. Nie musiałam mieć przy sobie Dale’a, jeżeli tak bardzo nie pasowała mu moja powolność we wracaniu do swojej normalności.
Odkręciłam plastikową butelkę z wodą, którą trzymałam w ręku i wypiłam niemal całą na raz. Wciąż byłam głodna. Wciąż chciało mi się pić. Bolało mnie całe ciało… Poparzenie na szyi po obroży cholernie mnie szczypało, w połowie zagojona rana postrzałowa na boku też dawała o sobie znać. Do tego te wszystkie blizny, zadrapania, siniaki… Ah, i ślady, które wyglądały trochę jak po parzeniu piorunem, których nabawiłam się poprzez zdjęcie tej cholernej obroży. Pewnie wyglądałam jak potwór, ale… ale czy wygląd był teraz najważniejszy? Jasne, miałam nadzieję, że kiedyś przynajmniej połowa z moich ran zniknie, nie będzie przypominać mi o wszystkich okropnych wydarzeniach, które przeżyłam, ale czy to w ogóle było możliwe?
I wtedy usłyszałam pukanie do drzwi i zamarłam. Bardzo powoli i bardzo cicho odstawiłam butelkę na stół i uniosłam dłonie do góry, kierując się w stronę wejścia do domu. Gotowa do ataku. Kto to mógł być, do cholery? Serce gwałtownie mi przyspieszyło. Denerwowałam się.
I nieznajomy w końcu się odezwał, a mi wystarczyło tylko imię, jakim się przedstawił. Bradley.
Naparłam na drzwi swoją mocą, otwierając je, a moim oczom okazał się mężczyzna ze wspomnień, które przypomniałam sobie zaraz po tym, jak Dale mnie tu przywiózł. To był on. Wiedziałam o tym. Pamiętałam go. Oboje ruszyliśmy w swoją stronę w tym samym momencie i już po chwili wpadliśmy sobie w ramiona. Pachniał domem. Był dla mnie definicją poprzedniego życia.
- Brad… – wyszeptałam w jego ramię, nie mogąc uwierzyć, że tu był, że Dale go tu przysłał. Czułam napływające do oczu łzy, które powoli spływały po moich policzkach. Dzisiejszego dnia płakałam dużo, ale teraz były to łzy szczęścia.
Całowaliśmy się. Ja go uwielbiałam. I dokładnie to mu mówiłam. Chciał mnie, pomimo tego, że byłam w rozsypce. Akceptował moje wady i czułam się w jego ramionach tak dobrze, jak nigdy wcześniej.
Pamiętałam. Przyszedł do mnie do tego małego domku na polu do mini golfa. Był tam ze mną i tam… tam zrozumieliśmy, że coś do siebie czujemy, nadal, po tych wszystkich latach. A potem przeszliśmy do biura (mojego biura?) gdzie nie uprawialiśmy seksu, my się kochaliśmy. I było mi cudownie, i nie pamiętałam, czemu się rozeszliśmy, ale teraz znów mnie obejmował, a ja naprawdę czuję się dobrze.
- Co… co tu robisz? – zdążyłam wyjąkać, odsuwając się od niego nieznacznie, na tyle, by nadal mógł mnie przytulać, ale bym mogła patrzeć w jego oczy. Nie zmienił się. Takiego go właśnie pamiętałam.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-19, 18:29   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Bradley nie miał pojęcia co się działo w życiu Colleen. Ani teraz ani wcześniej. Szczerze mówiąc to nie wiedział nawet czy przeżyła. Tęsknił za nią i chyba nie było dnia, w którym by o niej nie myślał. Zwłaszcza, że czuł się winny za to całe uwięzienie kobiety. Nie mógł sobie wybaczyć, a fakt, że nie znał prawdy był przytłaczający. Gdy był w GC robiono mu fizyczną krzywdę, ale też psychiczną, ponieważ mówiono mu jak Colleen cierpi. Co prawda mówili też o innych ludziach, na których mu zależało, ale potem okazało się, że większość ich słów była kłamstwem. Dlatego nie miał pojęcia co się dzieje z Collen. Działo się wiele, dlatego mężczyzna nie uwolnił jej z placówki.
Jej powrót musiał być trudny. Zdawał sobie sprawę, że nie było jej przez rok, ale jeśli cały czas była w zamknięciu to zmiany w psychice musiały być poważne. On był uwięziony kilka miesięcy, a potem ponad pół roku dochodził do siebie. Głównie psychicznie, ponieważ do ran fizycznych zdążył się przyzwyczaić i nie były aż tak uciążliwe jak te na psychice.
W każdym razie dla Brada los również nie był łaskawy. Nigdy nie był, choć ostatnie 2 miesiące były całkiem znośne. Dochodził do siebie i pomagał w bractwie, póki jeszcze tam był. I nie pomyślałby, że los jeszcze się do niego uśmiechnie, a na pewno nie w takiej formie. Telefon Dale'a był dla niego jak dar od niebios. Choć od razu nie skakał z radości to teraz, gdy ją zobaczył to miał na to ochotę. Na początku nie dawał sobie zbyt wielu nadziei, ale gdy okazało się, że to nie kłamstwo, a ona stoi tuż przed nim, jego serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej.
Delektował się jej bliskością i trzymał ją w ramionach i przytulał, pokazując jednocześnie jak bardzo za nią tęsknił.
Odchyliła nieco głowę, by móc spojrzeć mu w oczy. Przez chwilę jeździł wzrokiem po jej twarzy, próbując wyłapać wszystkie zmiany jakie w niej zaszły.
- Przyjechałem jak tylko dowiedziałem się, że tu jesteś - odpowiedział jej, a jego oczy za chwilę nieco się zaszkliły. Był zwyczajnie wzruszony. - Tak bardzo cię przepraszam, Col. Zawiodłem cię, nie uratowałem. Przeze mnie przeszłaś przez piekło. Zrozumiem jeśli mnie znienawidzisz.
Mówił z uczuciem, chcąc jej wszystko wytłumaczyć. Chciał się też dowiedzieć wszystkiego o niej, ale póki co stali w korytarzu i patrzyli na siebie. Chyba powinni usiąść i na spokojnie porozmawiać.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-19, 19:05   
  

   2 Lata Giftedów!


Póki co nie obchodziło mnie kompletnie nic, poza jego obecnością, poza tym, że trzymał mnie w ramionach. Nie chciałam go zadręczać tym wszystkim, przez co przeszłam i wcale nie chciałam sobie przypominać, dlaczego w zasadzie nasze drogi się rozeszły, czemu zeszłam się z Dalem… Nic z tych rzeczy mnie nie obchodziło, a już na pewno nie w tym momencie, bo jutro na pewno będę miała mnóstwo pytań do Bradley’a. Dzisiaj jednak… dzisiaj chciałam tylko tego, by nie wypuszczał mnie z ramion, by nie odstępował mnie nawet na krok. Tęskniłam za nim i uświadomiłam sobie to dopiero teraz. Cholernie za nim tęskniłam i nie mogłam powstrzymać łez, gdy tak patrzyłam w jego oczy. I widziałam, że on czuł się podobnie.
Zaśmiałam się cicho na jego odpowiedź, tak totalnie radośnie. Uniosłam dłoń, by móc pogłaskać go po policzku, tak, jak wcześniej Dale’a, ale teraz… ale teraz robiłam to z uczuciem, które łamało mi żebra swoją intensywnością. Boże. Jak cudownie, że on tu ze mną był.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak strasznie się cieszę na twój widok. – wydusiłam, uśmiechając się przez łzy. Oddychałam ciężko, uświadamiając sobie, jak bardzo słodko-gorzka była ta chwila. Wolałabym nigdy nie rozstawać się z Bradem i witać się z nim po roku w taki sposób, ale… przynajmniej tu był, a jego dotyk wcale mnie nie odstraszał, wręcz przeciwnie. Mogłabym nawet umrzeć w jego ramionach i wszystko byłoby dobrze, ale teraz… już wcale nie chciałam umierać, choć jeszcze dzisiaj rano właśnie o tym marzyłam.
Nie potrafiłam przestać się uśmiechać i jednocześnie nie umiałam nie płakać, a wtedy Bradley zaczął mnie przepraszać za coś, za co jeszcze kilka godzin temu krzyczałam na Dale’a, ale… na Brada wcale nie byłam zła. To nie była jego wina, że mnie nie uratował. Czułam to. To nie był jego obowiązek i nie miałam mu nic za złe, kompletnie nic.
- Oszalałeś? Postradałeś zmysły z tęsknoty? – odpowiedziałam, siląc się na żart, ale tak naprawdę było mi koszmarnie przykro, że Bradley się tym wszystkim tak zadręczał. Nie powinien… - To nie jest twoja wina. Nic z tego nie było twoją winą, rozumiesz? I, cholera, nigdy cię nie znienawidzę durniu. Uwielbiam cię, nie umiałabym inaczej. – odpowiedziałam od razu, używając wyznania, które pamiętałam, które kiedyś mu już powiedziałam. Czy on pamiętał?
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-19, 19:38   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Gdy widział jej łzy, sam bardziej się wzruszał i czuł wielką gulę w gardle, która nieco blokowała jego słowa. Ich spotkanie było bardzo emocjonalne, ale po takiej przerwie chyba nie było w tym nic dziwnego.
On również bardzo za nią tęsknił. Doskonale pamiętał ich relację. Byli bliskimi przyjaciółmi, potem ich uczucie przerodziło się w coś więcej, ale zanim zdążyło się rozwinąć, pojawił się Dale i uwaga dziewczyny przeszła całkowicie na niego. Brad nie miał do niej żalu, bo cieszył się jej szczęściem i nadal byli przyjaciółmi. Do czasu aż ich nie porwali.
Uśmiechnął się, gdy pogłaskała go po policzku. Nie doszukiwał się w jej zachowaniu niczego dziwnego. Przypuszczał, że dziewczyna nadal jest szaleńczo zakochana w Dale'u a jej zachowanie jest czysto przyjacielskie. Zawsze była bardzo kochana i uczuciowa, a on przy niej był taki sam, więc mimowolnie pogłaskał ją po plecach, nadal trzymając ją w objęciu oczywiście. Nie chciał jej wypuścić po takim czasie osobno.
- Na pewno nie tak bardzo jak ja - powiedział przekornie, uśmiechając się do niej uroczo. Ich relacja zawsze była fajna - nie polegała tylko na słodzeniu sobie i wspieraniu się nawzajem, ale też czasem na przyjacielskiej złośliwości i wielu, wielu żartach. Po prostu nadawali na tych samych falach.
Kiedy widział łzy spływające po jej policzkach, otarł je palcami i umieścił niesforny kosmyk włosów za uchem.
- To niewykluczone - mruknął tylko nieco rozbawiony. Ale gdy go tłumaczyła, pokręcił tylko głową. Nie widział tego tak jak ona. - Gdybym był w bractwie nikt by cię nie tknął palcem.
Westchnął i spojrzał na dół, wstydząc się tego, że ją zawiódł. Natomiast jej kolejne słowa bardzo go rozbawiły. Oczywiście, że pamiętał jej słowa. Nieco zdziwiło go to odniesienie, ale uśmiechnął się do niej szeroko.
- Ale tym razem chyba mnie nie pocałujesz, co? - zaśmiał się, wspominając ostatni raz kiedy powiedziała mu, że go uwielbia.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-19, 19:58   
  

   2 Lata Giftedów!


Tyle emocji w ciągu jednego dnia… Strach. Utrata nadziei. Panika. Ból. Niepewność. Znów strach. Żal. Współczucie. Radość. Euforia. Smutek. Tęsknota. I… miłość? Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Byłam autentycznie wykończona tym wszystkim, zbyt wiele wydarzyło się tego jednego dnia, ale obecność Bradley’a skutecznie mnie uspokajała. Tak strasznie cieszyłam się, że był tu ze mną, że trzymał mnie w objęciach i patrzył mi w oczy z taką cholerną radością, z takim samym wzruszeniem, z jakim ja patrzyłam na niego. Miałam mu tyle do opowiedzenia… Cholera, przede wszystkim musiał się dowiedzieć, że ledwo pamiętałam kim byłam, ale… ale to mogło poczekać, co nie?
- Cholera, nie jestem tego wcale taka pewna. Ja bardziej płaczę. – rzuciłam, wciąż żartując i czułam się tak cholernie wspaniale z tym, że w ogóle miałam ochotę na żarty. Odkąd Dale zaczął mi wyrzucać brak miłości do siebie, odkąd wyszedł trzaskając drzwiami… No cóż. Od tamtego momentu humor miałam raczej chujowy, ale kompletnie zapomniałam o tym wszystkim, bo teraz już było dobrze. Bradley był ze mną, więc jak mogłam czuć się źle?
No ale prawda była taka, że płakałam bardziej niż Brad, co wcale nie oznaczało, że on za mną nie tęsknił, czy coś. Wiedziałam, że tęskniliśmy za sobą tak samo mocno, że tak samo mocno cieszyliśmy się na swój widok. Patrzyłam mu w oczy i po prostu to wiedziałam.
Ta chwila między nami była cudowna, naprawdę. Iście filmowa scena rodem z najlepszej produkcji Hollywoodu. No, poza jednym, małym wyjątkiem. Bo moje serce pękało na myśl, że Bradley mógłby obwiniać się o moje porwanie. On… nie mógł. To nie była jego wina, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale on powiedział, że nie było go wtedy w Bractwie jak zostałam zaatakowana, a ja… a ja nie wiedziałam o czym on mówił. Nie pamiętałam. Spuściłam wzrok, nagle zawstydzona tym wszystkim. Znów byłam zła. Odebrali mi tożsamość, zabrali pamięć. Powinnam była pamiętać tak cholernie ważne wydarzenie…
- Brad, ja… ja nie pamiętam tego ataku. W ogóle… niewiele pamiętam. – szepnęłam cicho – Dzisiaj rano… uciekłam z furgonetki tych okropnych ludzi z laboratorium i dopiero Dale przypomniał mi, jak się nazywam. Nie pamiętam… prawie niczego. Przypomniałam sobie kilka rzeczy, gdy mnie tu przywiózł, ale większość to po prostu ogromna dziura w głowie… – zamknęłam oczy, nie mogąc pogodzić się z tym wszystkim. No i nie mieliśmy o tym rozmawiać, a jednak musiałam mu wyznać prawdę w między czasie. Cholera, no, w sumie musiał wiedzieć o mojej amnezji. A skąd miałam wiedzieć, czy Dale mu o tym powiedział? Pewnie nie. Był na mnie tak wściekły…
Po chwili podniosłam wzrok, znów patrząc na mężczyznę. Nerwowo zagryzałam wargę, znów czując się tak strasznie źle ze wszystkim, a wtedy… on się odezwał, a ja przez chwilę nie wiedziałam, jak się zachować. Ale po chwili uniosłam się nieznacznie na palcach i pocałowałam go. Krótko, delikatnie.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-19, 20:29   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nie miał pojęcia kiedy wróciła i co dzisiaj przeżyła, a gdyby to wiedział to pewnie dałby jej jakoś odpocząć? Czy może jakoś inaczej to rozegrał? W każdym razie nie miał o niczym pojęcia i bazował tylko na swoich odczuciach - szczęściu, że ją widzi.
- Znasz mnie, cierpię w milczeniu - uśmiechnął się, ale była w tym też prawda. Nie lubił okazywać swoich słabości i nie lubił prosić kogoś o pomoc. Musiał to zrobić po porwaniu, bo sam w życiu nie doszedłby do pełnej sprawności, a przynajmniej nie w takim czasie.
Nie chciał, żeby płakała, ale wiedział, że to łzy szczęścia, więc w tych okolicznościach było to całkowicie zrozumiałe. Nie wiedział co tu zastanie i równie dobrze mogła być w całkowitej rozsypce. A tu się okazuje, że jest silniejsza niż ktokolwiek mógł przypuszczać. On złamał się po kilku miesiącach, a ona po roku nie straciła ducha. Był pełen podziwu. Przynajmniej dopóki się nie odezwała i nie powiedziała mu prawdy. Był w szoku i nie wiedział co o tym myśleć.
Jak to możliwe, że straciła pamięć? Co oni jej zrobili? Cudem uciekła, ale ten brak pamięci był niepokojący.
A po chwili delikatnie go pocałowała. Zaskoczyła go, ale biorąc pod uwagę jej słowa już się tak bardzo nie dziwił. Nie powiedział jej tego, żeby to zrobiła. Nie wiedział, że nie miała pamięci, a odniósł się jedynie do ich spotkania w przeszłości. Pokręcił głową w szoku i nie wiedział co zrobić. Musieli naprawdę porozmawiać.
- Masz tu jakiś alkohol? Chodźmy usiąść i porozmawiać - powiedział, bo naprawdę nieco w głowie się nie mieściło, a alkohol mógł być przyjemnie rozluźniający, który pozwoli mu nieco otworzyć umysł na te wszystkie nowości i rewelacje.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-19, 20:44   
  

   2 Lata Giftedów!


Może całowanie Bradley’a nie było najlepszym pomysłem na świecie, ale nie było w tym też nic złego, co nie? To było… niewinne, ale ciarki rozeszły się po całym moim ciele. Czułam się trochę tak, jakby to był mój pierwszy pocałunek i kompletnie zapomniałam o całym świecie.
Dzisiejszego dnia czas zatrzymywał się dla mnie wiele razy. Zatrzymał się, gdy jeden z ochroniarzy celował we mnie pistoletem, gotowy, by mnie zastrzelić. Zatrzymał się też, gdy wysiadłam z samochodu Dale’a i zobaczyłam ten domek, w którym właśnie się znajdowałam; domek, który kiedyś był mój, z którym wiązało się milion wspomnień, a ja przecież pamiętałam może z dwa. I w końcu, czas zatrzymał się teraz, gdy pocałowałam Brada, choć trwało to może z trzy sekundy, albo może i krócej. Pamiętałam nasz pocałunek, wtedy, w budce na polu do mini golfa. I pamiętałam, że to ja pierwsza go pocałowałam, zaraz po tym, jak wyznałam mu, że go uwielbiam. Zupełnie tak, jak teraz… Pamiętałam też, jak się w nim podkochiwałam gdy byliśmy młodsi, i jak przyjaźniliśmy się przez cały ten czas, jak byłam z Aaronem. Bradley był dla mnie cholernie ważny, a co najważniejsze… pamiętałam to, co do niego czułam. To nie były jedynie wydarzenia. Patrzyłam na niego i wiedziałam, że coś było między nami. Czyli jednak byłam zdolna do uczuć. Nie zniszczyli mnie całkowicie, a przecież tego właśnie tak strasznie się bałam, jak zrozumiałam, że… nie kocham Dale’a, pomimo wydarzeń z naszego wspólnego życia, jakie zdołałam sobie przypomnieć.
Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie Brada, na które kiwnęłam potakująco głową. Zdążyłam zauważyć, gdzie Dale trzymał alkohol. Czułam się trochę jak złodziejka, zabierając to, co należało do mężczyzny, ale przecież chyba mogłam, prawda? Czy nie?... No cóż, teraz to już chyba nieważne.
Wzięłam Bradley’a za rękę, ze skrytki Fowlera wyjęłam wódkę, a następnie poprowadziłam naszą dwójkę do sypialni, która była moja – a przynajmniej na dzisiejszą noc. Usiadłam na łóżku i westchnęłam ciężko, po czym odkręciłam butelkę i upiłam spory łyk wódki, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Obrzydliwe.
- Nie wiem… nie wiem od czego zacząć. – szepnęłam, wlepiając wzrok w podłogę. To było ciężkie, cholernie ciężkie. Wiedziałam jednak, że Bradley potrzebuje odpowiedzi i zamierzałam mu je dać, oczywiście, że tak. Po prostu… ciężko było mi mówić o rzeczach, których sama nie rozumiałam, których nie pamiętałam. Szczególnie, że jak opowiedziałam Dale’owi o tym, co czułam, to on mnie nie zrozumiał. Wściekł się i wyszedł. Co, jeśli Bradley też sobie pójdzie?
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-19, 21:49   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nie miał jej za złe tego pocałunku. Przeciwnie, był bardzo miły i przypomniał o dawnych czasach i uczuciu. Była cudowna i słodka, ale wiedział, że nie powinien tego robić nawet jeśli chciał.
Nie wiedział co się dzieje w jej głowie, ale pozwolił jej na chwilową zawiechę i dopiero wtedy poszli po wódkę. Cały czas szli za rękę, bo chyba oboje nie chcieli stracić kontaktu fizycznego. Po takim czasie było to tak przyjemne i pełne emocji, że zwyczajnie nie mógł oderwać ręki.
Gdy znaleźli się w sypialni z wódką, oboje usiedli na łóżku, twarzami do siebie. Nie przestał trzymać jej za rękę, jakby bał się, że gdy przestanie jej dotykać to stracą kontakt i nić porozumienia.
- Może ja zacznę? Może będzie ci dzięki temu łatwiej - stwierdził, po czym westchnął i zaczął mówić. Bez zbytnich szczegółów, po prostu w skrócie to co działo się z nim podczas jej nieobecności. Skoro nie pamiętała to ktoś musiał jej przypomnieć chociaż część.
- Chyba pamiętasz to, że byłaś głową bractwa. Pojechałem na misję i miała to być zwykła, rutynowa akcja, ale okazało się, że to pułapka. GC nas zgarnęło. Byłem tam przez parę koszmarnych miesięcy... pokazywali mi twoje zdjęcia, powiedzieli że jesteś w ciąży. Potem mówili, że nie żyjesz, a ja nie wiedziałem co jest prawdą a co nie - powiedział wyraźnie skruszony. Patrzył jej w oczy mimo wszystko, choć głos momentami mu się łamał. - Bractwo odbiło mnie podczas transportu. Byłem tam tylko kilka miesięcy, ale ponad pół roku dochodziłem do siebie. Udało mi się dzięki ludziom z bractwa. Jestem im ogromnie wdzięczny, dlatego nie opuściłem ich, gdy większość była chora przez cholerną epidemię. Ale wkrótce planuję przenieść się do rebelii.
Gdy skończył, zostawił pauzę żeby mogła mu zadać pytania jeśli jakieś miała. A potem uśmiechnął się do niej i powiedział:
- Twoja kolej.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-19, 22:09   
  

   2 Lata Giftedów!


Bradley nie puszczał mojej dłoni. Trzymał mnie jak szliśmy do sypialni i nie puścił nawet gdy usiedliśmy na łóżku, a mnie cholernie to cieszyło, bo odczuwałam jakiś taki irracjonalny strach, że… zniknie. A wtedy chyba zapłakałabym się na śmierć. Odzyskałam go, a on odzyskał mnie i wiedziałam, że nie możemy pozwolić sobie na ponowną stratę siebie wzajemnie.
Byłam zestresowana. Nie umiałam zebrać myśli, nie wiedziałam w sumie co mam mówić, o czym opowiadać i co wyjaśniać. Wydawało mi się, że ”straciłam pamięć, koniec historii” mogło mu nie wystarczyć. Wiedziałam, że Brad się o mnie martwił i po prostu chciał wiedzieć, co się ze mną działo. Rozumiałam to i nie miałam mu tego za złe. Po prostu… nie wiedziałam, jak mam się zabrać za swoje opowieści, bo choć nie było zbyt wiele do opowiadania, to to niewiele było zdecydowanie wystarczające, bo popieprzone i szokujące. Cholera, przecież ja nawet moc miałam inną niż kiedyś! Ale… jak to wszystko wytłumaczyć i opowiedzieć?
Odetchnęłam z ulgą, gdy Bradley stwierdził, że zacznie mówić pierwszy. Podniosłam wzrok i miałam ogromną ochotę po prostu go przytulić, znów utonąć w jego ramionach… Ale wiedziałam, że nie mogę. Rozmawialiśmy ze sobą na poważne tematy, które powinny być poruszone. Nie ruszyłam się więc z miejsca, skupiając się na tym, co opowiadał Brad. Na samym początku kiwnęłam potakująco głową, wiedząc, że byłam przywódczynią. Dale już mi o tym powiedział. Zaczęło się więc niewinne, a potem… kurwa.
- Czekaj… Kim… czym jest GC? – spytałam i poczułam się jak totalna idiotka, ale naprawdę nie wiedziałam i chciałam się dowiedzieć, ale… ale zaraz potem Brad powiedział o mojej ciąży i chęć dowiedzenia się czym było GC kompletnie wyparowała. Powiedzieli, że jesteś w ciąży. Poczułam się tak, jakbym miała zaraz zwymiotować. O czym on mówił? Co on w ogóle gadał?
- Że… co? – patrzyłam mu w oczy i z pewnością wyglądałam tak, jakbym zobaczyła ducha – Ale… to jest prawda? Boże, Brad, ja… w ciąży? Byłam w ciąży? – wolną ręką zakryłam usta, kompletnie nie wiedząc co robić, jak mam zareagować na tę informację. Ja… kurwa, nie przypominałam sobie w ogóle żadnej ciąży! Boże…Z kim? – znów miałam łzy w oczach. Znów poczułam się tak, jakby kompletnie nie była sobą, jakbym całkowicie utraciła wszystko, co miałam. Ja… miałam nadzieję, że tylko tak mu mówili, że to nie była prawda.
I byłam egoistką, bo nie skupiłam się na jego tragediach. Przeżył takie same piekło, jak ja, a ja nie potrafiłam się na tym skupić, bo myślałam o tej cholernej ciąży, o której nie miałam pojęcia. Czy to… to był jakiś żart, prawda? Tak mu mówili, żeby się mną przejmował, żeby go zranić… To na pewno była bzdura.
A może miałam cesarskie cięcie i nic o tym nie wiedziałam? Ale… ale chyba zostałaby blizna, co nie? Kurwa… Nie oglądałam swojego ciała. Nic nie zauważyłam. Ja pierdole. Instynktownie przesunęłam dłoń na brzuch, cholernie chcąc sobie coś przypomnieć, ale… nic. Czarna dziura.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-19, 22:28   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Bradley cieszył się tym, że mimo że Col nie pamięta wiele z przeszłości to zachowuje się wobec niego tak jak dawniej. I chciał wierzyć, że gdyby wszystko pamiętała to i tak zachowywałaby się tak samo. Przecież ich relacja nie zmieniła się od tego czasu.
Widział po niej, że się stresuje i nie chciał, żeby tak było. Nie wiedział ile miała mu do powiedzenia, ale przyjmie wszystko, każdy ochłap. Nie mógł jej winić za tę sytuację, prawda?
- Skrót od Genetically Clean. Organizacja, która szerzy nienawiść do mutantów. Zabijają nas, torturują i eksperymentują na nas - odpowiedział na jej pytanie cierpliwie. Rozumiał, że nie pamiętała i nie miał nic przeciwko, żeby jej wszystko po kolei tłumaczyć.
Zmarszczył brwi na jej zdziwienie o ciąży. Nie przypuszczał, że i to mogłaby zapomnieć. Nie widziała żadnych zmian w swoim ciele? Może kłamali i wcale nie była w ciąży? Chociaż Hopper chyba też o tym mówił. Starał sobie przypomnieć wszystko, ale nie mógł w tej kwestii podać zbyt wielu szczegółów. Nieco się speszył, bo może nie powinien o tym mówić? Może ktoś inny miał? Może to była tajemnica?
Mleko się wylało i teraz musiał odpowiedzieć, chociaż nie wiedział co dokładnie i jak wytłumaczyć.
- Szczerze mówiąc nie wiem. Jak wyjeżdżałem to nie wiedziałem, że jesteś. Może kłamali? - zapytał nieco zmieszany. - Nie wiem. Spaliśmy razem, ale to było wcześniej. Potem byłaś z Dale'em, więc pewnie z nim.
Nie miał pojęcia, bo nie miał okazji wtedy z nią porozmawiać. Chciał jej pomóc, ale nie miał wystarczających informacji. Zabrali jej dzieci? Może umarły? A może naprawdę nie była w ciąży? Sam już nie wiedział.
- Nie masz żadnej blizny? - zapytał, gdy dotknęła swojego brzucha. Było mu przykro, że to przeżywała. Ścisnął mocniej jej dłoń i był gotowy, żeby wziąć ją w ramiona, jeśli będzie to dla niej zbyt duży szok. Podstawił jej za to butelkę po tym jak sam wziął większego łyka.
I nie miał jej za złe, że nie zwróciła większej uwagi na jego krzywdy. Jej sytuacja była dużo gorsza, a on chciał tylko zacząć i jednocześnie dać jej wstęp do rozmowy.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-19, 22:50   
  

   2 Lata Giftedów!


Byłam w szoku. Cholernym szoku. Powiedzieli, że byłaś w ciąży. Było mi na przemian gorąco i zimno. Czułam się tak, jakbym spadała w dół, jakbym traciła grunt pod nogami. To był atak paniki? Co to było?
Kiwnęłam krótko głową na wyjaśnienie Bradley’a dotyczące tego całego Genetically Clean, czyli kolejnych, kurwa, potworów, którzy zdecydowali się nas torturować i więzić, jakbyśmy wcale nie byli ludźmi. Nie… nie mogłam jednak w stu procentach się na tym skupić, bo… Powiedzieli, że byłaś w ciąży.
Bradley powiedział, że GC mogło kłamać, a ja złapałam się tej myśli jak tonący złapałby się liny rzuconej przez ratowników. To nie mogła być prawda. Nie byłam w ciąży. Na pewno nie. Przecież bym się zorientowała, na pewno… wiedziałabym. I… Dale miał być ojcem? I nic mi nie powiedział? Zatrzymał to dla siebie? Nie… na pewno by nie zataił tego przede mną. To musiała być bzdura.
- Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Nie mogę, Brad, nie. – powiedziałam spanikowana, odpowiadając tym samym na jego pytanie. Oderwałam też dłoń od brzucha, nie chcąc o tym myśleć. Bradley nie wiedział zbyt wiele o mojej domniemanej ciąży, a ja chyba nie chciałam się dowiadywać. Pierdolenie, to na pewno było kłamstwo. Z wdzięcznością wzięłam od chłopaka butelkę i wypiłam kolejny, spory łyk alkoholu, krzywiąc się tak samo jak kilka chwil temu. Zawsze tak strasznie nie lubiłam wódki, czy po przebywaniu prawie rok w zamknięciu tak mi się stało?
- Mi też pokazywali twoje zdjęcia i… nie umiałam cię rozpoznać. – zmieniłam temat. Szybko, gwałtownie, uciekając od ciąży jak najdalej tylko mogłam. Wolałam skupić się na jego tragedii, na opowieści o mnie… W ciążę nie chciałam wierzyć.
- Przypomniałam sobie ciebie dopiero jak Dale mnie tu przywiózł. Pamiętam… jak trzymałeś mnie za rękę i chodziliśmy po obozie. I śmiałam się, i było mi dobrze. I… podkochiwałam się w tobie, a potem byliśmy razem w tym domku na mini golfie, a potem w hotelu, i czułam, że tak powinno być. Ale wcześniej… cholera, nie wiedziałam, że istniejesz i na pewno jest jeszcze milion takich osób, których nie ma w mojej pamięci. – mimowolnie zaczęłam mówić o sobie. To chyba był dobry sposób na ucieczkę od tematu, który mnie przerażał, prawda?
- I… boże. Nie pamiętałam własnej mamy. Ale już pamiętam, wiem, co się stało, ale… nie pamiętam, że kiedykolwiek kochałam Dale’a. Wściekł się. Krzyczał. On strasznie mnie przytłacza, powiedziałam mu to. Wyszedł, trzasnął drzwiami… Wiem, że to moja wina, okropnie się czuję z tą cholerną amnezją, ale… nie umiem. Nie umiem sobie przypomnieć. – wódka rozplątała mi język i to kompletnie. Na tyle, że zapomniałam, że miałam go wypytać o jego przeżycia, a nie skupiać się na sobie. Znowu. Kurwa, ale była ze mnie zjebana egoistka. Westchnęłam ciężko i upiłam kolejny łyk alkoholu, przekazując butelkę Bradowi.
- Strasznie mi przykro, że musiałeś to wszystko przeżyć, Bradley. – powiedziałam, patrząc mu w oczy. On nie zasługiwał na takie cierpienia… - Ale… o jakiej epidemii mówisz? I co to rebelia? Ja pierdole, ja… nic nie wiem… – byłam zmęczona i zirytowana. Czułam się jak dziecko, które nie wiedziało kompletnie nic.
- Nawet nie wiem gdzie powinnam iść, co ze sobą zrobić… Nie mam… nie mam niczego. Wszystko mi odebrali. – dodałam jeszcze, teraz już kompletnie załamana, bo serio nie wiedziałam co powinnam robić. Nie mogłam przecież na całe życie zostać w tym cholernym domku… Ale gdzie indziej mogłam iść?
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-19, 23:11   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Było mu przykro, że nie wiedziała o ciąży. Wiedział, że teraz nie da to jej spokoju i było mu głupio, że był przyczyną tego zamieszania. Nawet nie wiedział czy to prawda, więc nie musiał wcale dzielić się tą informacją. Nie zwykł coś przed nią zatajać, więc w sumie czemu teraz miałoby być inaczej? Nie chciał jej okłamywać po prostu.
Jeśli straciła pamięć to niekoniecznie musiała pamiętać o ciąży i porodzie, ale wiedział jak przerażająca musiała być ta myśl.
- Przepraszam, Col. Nie chciałem cię zdenerwować. To nie jest potwierdzona informacja, niepotrzebnie o tym powiedziałem - westchnął, po czym zgodnie z jej wolą zmienili temat. Nie będzie jej przecież namawiał ani zmuszał do sprawdzenia. Skoro nie chciała wiedzieć to musiał to uszanować. Chociaż on chciałby wiedzieć, gdyby był na jej miejscu. Ale kim jest by mówić jej jak ma postępować.
- Rozumiem. Czyli pamiętasz rzeczy przed atakiem, ale tylko jak je wyzwolisz w jakiś sposób. Interesujące - stwierdził, zastanawiając się czy jest jakiś mutant, który mógłby odblokować jej pamięć. Może przeżyła taką traumę, że mózg automatycznie się zamknął na te wspomnienia? A może coś jej podali?
- Pamiętasz coś z niewoli? - dopytał jeszcze, zastanawiając się od którego momentu straciła pamięć. Gdy wspomniała o ich relacji, uśmiechnął się lekko. A potem słuchał jak nie pamięta o matce ani o uczuciu do Dale'a. Cholera, to musiał być dla niego cios. Westchnął i nie wiedział co powiedzieć. Współczuł przyjacielowi i dziewczynie, bo na pewno wolałaby wszystko pamiętać i nie przeżywać takich chwil.
- Może to tymczasowa blokada w pamięci? Wszystko do ciebie powoli wróci, skoro pamiętasz mnie i naszą gorącą relację - uśmiechnął się, nieco żartując. Nie chciał do końca się umartwiać z nią tutaj. Chciał, żeby poczuła się mimo wszystko lepiej.
- Przykro mi, że cię to spotyka. Ale nie gniewaj się na Dale'a. Jego też na pewno to wszystko przytłacza - powiedział, próbując bronić przyjaciela, chociaż nie postąpił zbyt mądrze, żeby krzyczeć na ukochaną dziewczynę tylko dlatego, że nie pamięta. Przecież nie z własnej woli, prawda?
- Słuchaj, nic z tych rzeczy nie jest twoją winą, rozumiesz? - powiedział, kładąc wódkę obok i łapiąc ją za obie ręce, żeby bardziej zrozumiała przekaz. - Na wszystko potrzeba czasu, więc nie martw się. Stopniowo wszystko sobie przypomnisz, a my będziemy tu żeby ci pomóc. Ja na pewno.
Uśmiechnął się do niej i pogłaskał ją czule po policzku. Bardzo jej współczuł tej sytuacji i tak naprawdę nie wiedział co może zrobić, żeby jej pomóc.
- Daj spokój, ty przeżyłaś dużo więcej. To mi jest przykro, że ciebie to spotkało - westchnął. A potem zaśmiał się krótko, kiedy zaczęła zadawać pytania.
- Przez parę miesięcy panowała choroba. Zaczęło się jak zwykła grypa, ale potem rozwijała się w okrutny sposób. Krew, utrata wzroku, ból i szaleństwo. Na szczęście mnie nie dotknęło więc pomagałem jak mogłem. Część osób chorych umarło, ale potem wynaleźli lekarstwo. A rebelia to grupa buntowników, która postanowiła działać i bronić się przeciw ludziom. Walczyć z tymi, którzy próbują nas wszystkich zabić - odpowiedział i miał nadzieję, że nic nie pominął.
- Najpierw musisz dojść do siebie, a potem będziesz się zastanawiać. Może wrócisz do bractwa, może pójdziesz ze mną do rebelii? A może odetniesz się od tego i zaczniesz normalne życie? - zapytał, bo nie miał pojęcia, ale chciał jej przekazać, że ma wiele opcji. Puścił jej ręce i otworzył ramiona, mówiąc: - Chodź do mnie.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5