Znalezionych wyników: 8
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Siłownia
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 871

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-18, 19:29   Temat: Siłownia
Nie uważała sentymentalizmu za złą cechę charakteru, aczkolwiek starała się mu przeciwdziałać, w zamian żyjąc w ciągłym biegu i z dnia na dzień. Dowodził on, że człowiek potrafi uczyć się nie tylko na swoich pomyłkach, ale i pomyłkach innych, poniekąd czując się związanym z tym, co go ukształtowało. Z drugiej strony, na co komu życie w błędnym kole?
Vivien nie była wyjątkiem od reguły, wedle której na czyjąś osobę składały się zaprzeczające sobie zlepki różnych przymiotów. Sama od dłuższego czasu przypisywała sobie niewzruszoność oraz obojętność, a w rzeczywistości miewała przykry zwyczaj rozczulania się nad każdym, komu potrzebna była odrobina wsparcia. Podobnie współczuła mężowi, bo chociaż nie miała najlepszych kontaktów z rodzicami, ci wciąż żyli i trzymali się wyjątkowo dobrze, starając się zebrać w całość resztki życia, które pozostawili po sobie przed laty. Za każdym razem uśmiechała się do bruneta, uciszając mocnym uderzeniem tamtą wylewną Aedelwine, która mogłaby zaburzyć naturalny porządek rzeczy, a tym bardziej, niezamierzenie dać mu do zrozumienia, że smutek może uchodzić za słabość. Znała go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że tego nie potrzebuje.
Parokrotnie zastanawiała się nad tym, które pierwsze zdradzi się ze swoimi mocami albo ile jeszcze czasu minie, nim ludzie zauważą, że coś odbiega od normalności. W najczarniejszych scenariuszach wiedziała, że padłoby na nią. Mówiła i robiła wszystko to, co siedziało jej w głowie, niekiedy nawet nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Wystarczyłoby napatoczyła się na jakiegoś niepożądanego obserwatora, kogoś, kto wie więcej niż powinien bądź zwyczajnie potrafi poznać się na różnicach, które do tej pory ujawniały tylko wiarygodną poprawę stanu pacjentów. Trzeba brać wzgląd na to, że część z nich skazana była na jedno.
Na szczęście trochę dojrzała mieszkając pod jednym dachem z Nero. Powoli zaczynała ważyć słowa i czyny, przestawała polegać na emocjach oraz może stawała się trochę bardziej rozsądna. Ale czy na pewno? Wciąż potrafiła się śmiać, żartować i nie brać wszystkiego na poważnie. Różnica polegała na tym, że kiedyś niczego nie przyjmowała do siebie.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: clever as the devil and twice as pretty
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 292

PostForum: Relacje   Wysłany: 2017-12-15, 19:37   Temat: clever as the devil and twice as pretty
Vivien Aedelwine-Nero

URODZIŁA SI? ORAZ WYCHOWAŁA W VANCOUVER. W STANACH JEST OD 7 LAT. W TYM CZASIE ZDĄŻYŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ I ZAJĄĆ SI? REZYDENTURĄ W GRACE HOSPITAL. OSOBA NEUTRALNA, RACZEJ NIE AFISZUJĄCA SI? ZE SWOIMI ZDOLNOŚCIAMI NAWET WŚRÓD MUTANTÓW. PONIEKĄD TAKA ZOSIA SAMOSIA, LUBUJĄCA SI? W WSZELKICH STAROCIACH OD PŁYT WINYLOWYCH PO STARE SAMOCHODY I CZARNO-BIAŁE FILMY.

Po dokładniejsze informacje odsyłam do karty ;)


pozytywne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
negatywne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
neutralne
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji

  Temat: Siłownia
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 871

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-15, 19:15   Temat: Siłownia
To przeświadczenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny poniekąd ich łączyło. Jednak ona starała się nie wracać wspomnieniami do swojego dzieciństwa. Nie musiała, bowiem akceptowała je w całości i była niemalże pewna, że nie powieli błędów swoich rodzicieli. Poza tym wraz z pielęgnacja w głębi siebie żalu oraz goryczy nie potrafiłaby wpasować się w kanony normalnego życia, nie wspominając, jak bardzo mogłyby na tym ucierpieć jej relacje z najbliższymi – mężem, którego pragnęła z sił uszczęśliwić, rodzicami oraz bratem. Od zawsze powtarzano Aedelwine, że nic nie jest czarno-białe, a szarość może być jednym z najgorszych kolorów. Nie miała czasu, ani ochoty analizować szarości, stąd ta wielka ambicja puszczenia wszystkiego w niepamięć.
Niestety, zwyczajna egzystencja nigdy nie była im pisana. Gryzła się z niemalże każdą komórką ich jestestwa. O ile Vivien posiadała tę możliwość nie afiszowania się ze swoimi zdolnościami podczas normalizowania stanu pacjentów, tak Giotto zmuszony był baczyć na każdy ruch w czasie prowadzenia swoich niebezpiecznych interesów. Ona nie musiała ryzykować, On natomiast swym działaniem, na które tylko pozornie reagowała apatią potrafił ją zmartwić. Z drugiej strony miała chyba wystarczająco dużo czasu, by się z tym pogodzić. Rozpoznała zasady gry i przyjęła je do siebie, kryjąc każdą oznakę niepokoju.
Na początku ich znajomości ciężko było uwierzyć kobiecie, że oblicze, które wszystkim prezentował było tylko jednym z wielu. Pewnego dnia wyraźnie poznała się na swoim błędnym założeniu, zaczynając wierzyć, że jeśli ktoś jest w stanie uraczyć odrobiną sympatii prawie nieznaną osobą, nie może być całkowicie przesiąknięty zgryzotą. Wciąż postrzegała go przez pryzmat wielu superlatywów. Była zauroczona, wpatrując się w jego przystojną twarz z niemalże dziecięcym uwielbieniem, a nawet jeśli została przyłapana na tej niewinnej głupocie nie zwykła odwracać wzroku. Pozwalała by jego niski głos pieścił jej uszy, a drobne przejawy uczucia potęgowały rozpowszechniające się po klatce piersiowej ciepło. Kochała tego mężczyznę jeszcze bardziej z każdym dniem, bo zasługiwał na wiele więcej.
- Mamy wystarczająco dużo czasu, by się o tym przekonać. - odpowiedziała w końcu, gdy śmiech zelżał do jednego, miękkiego uniesienia kącików ust.
Pocałunek, który zainicjowała był głęboki, pełen żaru i namiętności. Za każdym razem, gdy brunet dotykał tych bardziej wrażliwych fragmentów, gdzie naskórek zdawał się być cieńszy nie mogła powstrzymać szybszego bicia serca ani dreszczu podniecenia.
Nie protestowała, gdy za jego pośrednictwem oparła się plecami o jedną z szyb kabiny, a jedynie przywarła do niego mocnej, ściskając szczupłymi palcami skórę na ramieniu podczas próby utrzymania równowagi, po tym jak uniósł jej nogę na wysokość swojej miednicy. Każda komórka ciała Vivien wręcz krzyczała, domagając się równie odważnych i zdecydowanych pieszczot. Skupiała się doznawanej przyjemności, kiedy kolejno muskał wybrane fragmenty jej twarzy, mimowolnie przygryzając dolną wargę podczas próby stłumienia cichych westchnień.
- Chyba jestem już czysta jak łza. – mruknęła prawie niesłyszalnie, nim ponownie połączył ich usta w kolejnym pocałunku. Czuła, jak jej oddech przyśpiesza, a endorfiny buzują w ciele, lecz zupełnie jak gdyby celowo przeciągała sprawę, jak najdłużej chcąc nacieszyć się fizyczną bliskością męża - aksamitną fakturą ciała, ciepłem, kojącymi zmysły kroplami wody.
  Temat: Vivien
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 349

PostForum: Telefony   Wysłany: 2017-12-15, 13:39   Temat: Vivien
Kod:
<center><div class="sms1"><img class="sms2" src="http://i68.tinypic.com/2nqgtwm.jpg" />(1) nowa wiadomość od Vivien<div class="sms3">TREŚĆ</div></div></center>


(1) nowa wiadomość od Vivien
TREŚĆ
  Temat: Siłownia
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 871

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-14, 18:05   Temat: Siłownia
Vivien w tylko sobie znanym stopniu kultywowała wartość, jaką była rodzina. Nie poznała wzorców, które zostały przekazane Giotto w okresie wczesnej młodości i nie zawsze potrafiła pojąć ich wagę, choć darzyła miłością z osobna każdego, najbliższego krewnego. Oczywiście, kochała także męża i nie chciała by myślał, że z premedytacją przekłada pracę nad jego osobę, szczęście i pragnienia. Na moment obecny mogła jedynie docenić, iż wykazuje w stosunku do niej wyjątkową wyrozumiałość, której do czasu ich spotkania nie miała możliwości zasmakować. W odpowiednim okresie wszystko uległo zmianie – Cynthia Aedewine przestała czekać, aż jej córka wróci z podkulonym ogonem, a były małżonek kobiety, ojciec Vivien dążył do wypełnienia przeprosinami dzielących ich przestrzeni.
Całość może nie wydawała się idealna, acz na ten moment była wystarczająca. Analogicznie prezentowała się sytuacja wspomnianej już wielokrotnie dwójki. Ich związek nie był wzorowy, jednak wzajemne zrozumienie oraz pielęgnowane pieczołowicie uczucie sprawiały, że funkcjonował bez większych komplikacji.
Nim poznała drugą stronę młodego Nero – tą łagodniejszą i bardziej opiekuńczą, musiała przebić się przez mur, który wokół siebie zbudował. Według niej stało się to samoistnie bo nie wyczekiwała momentu, kiedy coś kliknie, a on częściowo zmieni swoje negatywne nastawienie. Na dłuższą metę rzeczywiście mogła mieć na to wpływ, choć nie dokładała starań celem zmienia go. Jeśli on był w stanie zaakceptować ją całą, ze wszystkimi wadami oraz nawykami, mogła odwdzięczyć się mu wyłącznie tym samym.
Wszystko to brzmiało ładnie w teorii. W końcu każdy zostaje zmuszony przez okoliczności do przekalkulowania życiowych priorytetów - zastanowienia się czego naprawdę się chce i podjęcia dalszych decyzji. Oni będą musieli zrobić to wspólnie, jako że cztery lata temu zadeklarowali sobie pewne rzeczy.
Obecny stan niejako zadowalał Vivien. Miała Jego i pracę, momentami wierząc, że nie potrzebuje niczego więcej, a potem zastanawiała się, czy aby nie boi się wyjść ze strefy komfortu. Mogłaby przecież aspirować do czegoś ponad karierą, obrączką na placu i przysłowiowym domkiem z ogródkiem. Finalne ten mógłby się kiedyś wydać jej bardzo pusty.
Miał prawo wierzyć, że będzie chciała możliwie szybko nadrobić dwa dni nieobecności. Czasem po prostu się mijali, zajęci własnymi sprawami, więc czemu przeszkadzała by ta odrobina uwagi, którą zamierzali sobie poświęcić, mając ku temu predyspozycje?
Nie była w stanie przegapić okazji, by powiedzieć mu jak wiele dla niej znaczy, jak bardzo za nim tęskni podczas dłużących się wieczorów, kiedy nie może zasypiać otulona jego ramionami i spokojnym, ciepłym głosem albo jak brakuje jej tego delikatnego uśmiechu, który okazjonalnie pojawiał się na jego twarzy, a który zdawał się wręcz zaraźliwy i na swój sposób wyjątkowy.
- To jedno, konkretne jest tym, na którym najbardziej mi zależy. – odparła, wyginając kąciki ust w szerokim uśmiechu. Była typem kobiety, która pod wpływem pieszczot odczuwała rozczulające ciepło w głębi siebie. Lubiła, gdy dotykał jej chłodnej skóry, swymi ciepłymi palcami albo łagodnie gładził włosy, teraz zlepione od wilgotnych kropli. Wtedy posiadała pewność, że pragnie i kocha tylko ją.
Przylgnęła do niego jeszcze bardziej, niedługo po tym, jak złączył ich usta w pocałunku. Dłonie dotąd błądzące po klatce piersiowej mężczyzny, teraz powolnymi ruchami drażniły jego kark. Bardzo niechętnie, powolnie, wręcz leniwie, jak gdyby szukała ostatnich powodów, dla których nie powinna tego robić, odsunęła swoje wargi od jego. Rozchyliła je, jakby niebawem miały paść z nich następne słowa, lecz nic takiego się nie stało. Opuszkami palców potulnie pogładziła jego policzek aż po kącik ust, którego dotknęła przypadkowym muśnięciem. Podtrzymywała to milczenie, dopóki za kolejną inicjatywą nie połączyła ich ust, tym razem może nawet nieco intensywniej. Chciała pozwolić sobie na znacznie więcej, z niespokojnym tętnem i rozgrzanym ciałem pchając mu się w ramiona, jakby nie widzieli się znacznie dłużej.
  Temat: Siłownia
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 871

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-13, 21:24   Temat: Siłownia
Obydwoje mieli wystarczająco dużo czasu, by przyzwyczaić się do wspomnianego stanu rzeczy. Bądź co bądź praca nie pozostawiała im zbyt szerokiego pola manewru i wymuszała okazjonalne pójście na ustępstwa, acz podobnie do niego potrafiła docenić te kilka godzin spędzonych w swoim towarzystwie. Nawet jeśli za każdym razem zdawały się nieznośnie krótkie.
Można powiedzieć, że kluczową rolę w ich relacji odgrywało wzajemne rozumienie i akceptacja nawyków, przyzwyczajeń drugiego. Nie była w stanie robić mu wyrzutów, choć niejednokrotnie cierpiał na deficyt wolnego, angażując się bez reszty w rodzinny biznes. W zamian ujmował ją coraz bardziej każdym, drobnym gestem, pamiętając o niej, kiedy sama traciła rachubę.
Vivien bywała specyficzna. Miewała dni, gdy dałaby się dosłownie pokroić za leniwy weekend z mężem, w czasie, którego wykorzystaliby chwile świętego spokoju. Jednocześnie cichy głosik ambicji w głowie kazał jej odczuwać potrzebę posiadania czegoś, czemu mogłaby poświęcić się w całości. Czegoś, co będzie tylko jej. Kształcenie się, choć wyjątkowo absorbujące mogło dać kobiecie to poczucie. Na koniec uważała obecny okres w swoim życiu za wyjątkowo ważny. Musiała być wybierana do asystowania przy najciekawszych przypadkach, by nauczyć się więcej niż pozostali. Później będzie łatwiej – przestaną ją ograniczać długotrwałe dyżury a cały sztab rezydentów – przyszłych specjalistów w podobnej sytuacji - będzie szukał sposobu, by się wykazać, dając jej upragnioną przestrzeń.
Oczywiście, zauważyła na sobie wzrok Gio. Na szczęście czasy, kiedy zmieszałaby się pod jego wpływem miała już dawno za sobą. Założyła tylko kilka niesfornych kosmyków za ucho, wiedząc, że i tak mężczyzna widzi ją w lepszym świetle niż w rzeczywistości. Przykładowo zmęczenie wyraźnie odznaczało się na jej twarzy, podobnie odrobinę pogniecione ubrania zaburzały ten cały wizerunek skrupulatnej pani doktor, za którą próbowała uchodzić. Bynajmniej, nie było to teraz najważniejsze, bo jego zdaniem najwyraźniej zawsze wyglądała dobrze.
Poczekała tę chwilę, nim przetarł ręcznikiem wybrane partie ciała. W duchu musiała przyznać, że dawał z siebie naprawdę dużo, celem utrzymania czy nawet poprawy kondycji. To skutkowało mieszanymi uczuciami – przeplatającymi się wzajemnie podziwem i troską. Z różnych powodów. Mogła mieć jedynie nadzieję, że robi to wyłącznie dla siebie oraz docenić fakt, że w wyniku ich małżeństwa nieco zwolnił. Ku ogólnej uldze miał ten komfort, że nie zwykła mu niczego narzucać, ale nie przynależała również do ludzi, którzy trzymają swoje emocje ukryte – kiedy się martwiła, z pewnością był w stanie to dostrzec. Odpowiedź Aedelwine poprzedziło dyskretne wywrócenie oczami, po czym delikatny uśmiech wynikający z rozbawienia wkradł się na jej usta.
- Gdybym zwracała większą uwagę na telefon, nie miałabym niespodzianki. - odparła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Cóż, miło ze strony Nate'a, że przejął obowiązki swojego kuzyna, kiedy ten potrzebował dnia wolnego. Zresztą od lat prowadzili wspólny biznes - założyli go i rozkręcali, przez co Kanadyjka nie miała wątpliwości, że tamten był w swoim żywiole. Tym lepiej dla niej.
Odwzajemniała pocałunek wraz, z którym pojawiło się znajome uczucie ciepła, rozchodzącego się stopniowo po ciele. Nie chciała, by równie szybko zniknęło, dlatego mimowolnie odprowadziła bruneta wzrokiem, przygryzając delikatnie dolną wargę. Początkowo uznała, że powinna iść za jego przykładem i wykorzystać tę chwilę na doprowadzenie się do porządku, lecz skierowała się ku drzwiom łazienki, a nie wyjściowym, potwierdzając tym samym szybką zmianę zdania.
Gdy klamka, a później pociągnięte lekko drzwi ustąpiły pod naporem jej siły, przeczesała palcami włosy, rzucając krótkie spojrzenie w stronę kabiny prysznicowej.
Nie śpieszyła się, stopniowo zdejmując z siebie warstwy odzieży, która lądowała bezładnie na podłodze. Wkrótce dołączyła do męża, kilkoma krokami zmniejszając dzielącą ich odległość.
- Myślę, że możemy porozmawiać już teraz – oznajmiła, lekko zachrypniętym głosem. Przesunęła dłonią po jego policzku, jednym z palców muskając usta, następnie szyi i prawym obojczyku. Choć nawiązała kontakt wzrokowy, wpatrując się intensywnie w jego ciemnobrązowe tęczówki, sprawiała wrażenie niezdecydowanej. Zupełnie, jakby z premedytacją liczyła, że przejmie inicjatywę i zadecyduje, w którym kierunku wszystko się potoczy.
- Trzymałam dziś w rękach ludzkie serce, wiesz? - powiedziała cicho, składając dłonie na klatce piersiowej mężczyzny, jedną z nich w miejscu, gdzie znajdował się wspomniany wcześniej narząd. Przymknęła na moment powieki, zwracając większą uwagę na spadające na wybiórcze partie jej ciała ciepłe krople.
  Temat: Siłownia
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 871

PostForum: V. Aedelwine-Nero & G. Nero    Wysłany: 2017-12-12, 20:25   Temat: Siłownia
| 1



Spędziła w szpitalu ostatnie czterdzieści osiem godzin, w większości próbując przezwyciężyć zmęczenie podczas przeciągającego się nieznośnie dyżuru. Przez ten czas nie postawiła nogi w domu ani nie widziała się z mężem. Gdzieś pomiędzy jednym pacjentem a drugim zapomniała o istnieniu telefonu komórkowego, finalnie nie odzywając się do Giotto słowem. W zgodzie z obowiązkami miała tendencję do prędkiego wybywania z lokum i wracania po wielu godzinach, acz zwykle znajdywała również chwilę na krótkie spotkanie albo kilkuminutową rozmowę. Dla odmiany przez wspomniane dwa dni nie wiedziała, w co włożyć ręce - spała w pracy, przed każdym obchodem odświeżała się właśnie tam, w duchu pochwalając decyzję o zostawieniu w szafce dodatkowych ubrań na czarną godzinę albo, po prostu skazywała się na ciemną, szpitalną kawę wątpliwej jakości, która miała utrzymać ją w pionie podczas papierkowej roboty. Już dawno straciła rachubę, skutkiem czego nie przywiązywała dłużej wagi do zbliżającego się popołudnia. Poza tym nie zakładała zastać nikogo na miejscu, po czterech latach małżeństwa, bez problemu potrafiąc określić, gdzie o tej porze można by spotkać mieszkającego z nią bruneta.
Dość niedbale zostawiła plecak przy wejściu, zapewne robiąc przy tym odrobinę hałasu, po czym jak gdyby nigdy nic, ruszyła na górę, z zamiarem wzięcia prysznica i przebrania się w świeże ubrania. Później śniadanie, którego z oczywistych względów nie miała czasu zjeść. Właściwie rzadko bywała głodna podczas intensywnej pracy.
Była mile zaskoczona, słysząc hałas dobiegający z poddasza, który roznosił się zwłaszcza po pogrążonym w ciszy wnętrzu sypialni. Szybko odłożyła dotychczasowy plan na bok, na rzecz przywitania się z małżonkiem. Prawdę powiedziawszy, po dwóch dobach milczenia liczyła na jego towarzystwo przez resztę dnia i nie sprawiała wrażenia przejętej myślą przerwanego przez jej obecność treningu. Mimo wszystko nie zabrała głosu od razu. Stanęła niedaleko i przyglądała się mu podczas wykonywanych czynności, bezwiednie obracając obrączkę na palcu.
- Przypomniałam sobie o tym, że mam dom i męża. - powiedziała dość lekko, siląc się na humorystyczne zabarwienie wypowiedzi. Zapewne zdał sobie sprawę z jej pojawiania, gdy tylko przekroczyła próg pomieszczenia, więc koniec końców musiała przerwać ciszę, którą sama zainicjowała. Czasami tylko miewała wątpliwości, czy aby dobrze robi poświęcając się rezydenturze w tak rozległym stopniu.
- Myślałam, że o tej porze będziesz w pracy. - przyznała, zbliżając się, by pocałować go krótko. Zgodnie ze wcześniejszymi przemyśleniami nie spodziewała się go w domu wcześniej niż wieczorem. Z drugiej strony nie mogła narzekać - była to jedna z lepszych wiadomości dzisiejszego dnia.
  Temat: Vivien Aedelwine-Nero
Vivien Aedelwine-Nero

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 556

PostForum: Karty Postaci   Wysłany: 2017-12-10, 15:39   Temat: Vivien Aedelwine-Nero
Vivien Aedelwine-Nero
urodzona/y w [Vancouver, Kanada] [30.07.1989] roku, mieszka [Seattle] od [7 lat], przynależy do [Factionless], piastuje stanowisko [Rezydentka w Grace Hospital, Seattle], wizerunku użycza [Nicole Meyer]
historia
Cynthia, moja ukochana matka po rozstaniu stała się wyjątkowo nieszczęśliwą kobietą. Dopóki na jej drodze nie stanął nowy wybranek serca z brylantowym pierścionkiem w dłoni, zaprzątała sobie myśli na zmianę smutkiem i wyrzutami sumienia. Po dziś dzień przejawia nadzwyczajną predyspozycję do sentymentalizmu, spoglądając w ulotnym skupieniu na bogato obramowane płótna przypadkowego artysty. Na pamięć znam jej rytuały, których rozpoczęcie zwiastuje wystukanie na starej maszynie szeregu niebanalnych zdań, w drodze tworzenia kolejnej z poczytnych książek. Zauważyłam, że nie szlocha już tak często nad lampką czerwonego wina, które przed laty pijała z ojcem, a przywołuje na usta najszczerszy uśmiech i spędza wieczory w towarzystwie właściciela stadnin z Vancouver, który miejmy nadzieję zostanie z nią dłużej niż cieszący się w rodzinie złą sławą Joseph Aedelwine - rozpoznawalny na całym świecie archeolog oraz posiadacz wyjątkowo niepokornej duszy.

Dorastałam z bratem w domu przepełnionym miłością, darowaną od kobiety, która niezachwianie wypełniała obowiązki przynależne obojgu rodzicom. Ojciec naprzemiennie wracał i odchodził, zamykając się we własnych czterech ścianach, gdy odpowiedzialność zanadto go przytłaczała bądź ruszał w nieznane, chcąc przełamać kolejny z naukowych stereotypów. Z pochodzenia; Brytyjczyk wysoki brunet o głębokim spojrzeniu, szerokich barkach i spracowanych dłoniach, które kontrastowały z miękką skórą palców jego byłej małżonki – delikatnej urody Kanadyjki, zdolnej jednać sobie nieznajomych wrodzoną bystrością umysłu i budzącym zaufanie uśmiechem. Los musiał być w wyjątkowo groteskowym humorze, gdy pozwolił im wpaść na siebie tamtego wieczoru w Montrealu podczas corocznego festiwalu muzycznego, kiedy to doświadczony odkrywca oczarowany wdziękiem przyszłej ukochanej dał się poznać jako zupełnie inny niż chłopcy, z którymi widywała się do tej pory – był mężczyzną ukształtowanym przez palące piaski Sahary i niepewną pogoń za kolejnym, wielkim odkryciem. Byli niczym nieznane, zachęcające do wzajemnej eksploracji światy, i tacy dla siebie pozostali do końca przesyconego goryczą małżeństwa.

Perspektywa upływającego czasu pokazała, że niesnaski rodzinne wynikające z różnic pochodzenia i tożsamości tylko pozornie zapanowały nad aspektami mojego życia. Jako niedoświadczona przedstawicielka świadka mutantów, żyłam z przeświadczeniem o rzekomym pozbawieniu talentu do wieku późniejszego niż rodzeństwo, zawczasu będąc nazywana słabą w zgodzie z braterską złośliwością. Przekonawszy się o posiadaniu umiejętności uzdrawiających podczas niemiłej w skutkach zabawy, drążącą od nerwów dłonią zniwelowałam niewielką, acz paskudną dla oka ranę na nodze krewniaka. Idąc za jego przykładem, nie szepnęłam nikomu słówka o dziwnej przypadłości, która w późniejszym czasie stała się podwaliną do mojego kulejącego marzenia o medycynie.

Przez długi czas miałam określony plan na życie i nie potrzebowałam motywacji, by dążyć do jego spełnienia. Będąc wystarczająco poukładaną i konsekwentną w postanowieniach, pozwoliłam przykleić sobie miano kujonki, naraziwszy się w ten sposób najmłodszym entuzjastom ciągnięcia dziewczynek za warkocze. Zwłaszcza jednemu chłopcu ze starszej klasy, który w obliczu zacieśniającej się przyjaźni z moim bratem zajął przeznaczone mi miejsce w zlokalizowanej na wysokościach drewnianej konstrukcji, a później ulubionej kryjówce w pobliżu szkoły. Dopiero przemocą wywalczyłam sobie należyty szacunek, do dziś w subtelnym uśmiechu wspominając nasze dziecięce przekomarzania. W czasie nauki chęć poznania i zdobycia nowych doświadczeń pozwoliła mi odkryć zdecydowane predyspozycje do przedmiotów ścisłych, ale to pragnienie zbliżenia się do ojca pchnęło w kierunku książek o podłożu humanistycznym. W przeciwieństwie do znacznego grona posiadaczy genu X ciągnęło mnie ku ludziom – ku ich monotonnemu życiu, w które z całych sił próbowałam się wpasować. Niestety, snute niegdyś założenia dość szybko spotkały się z negatywną reakcją matki, która poznawszy się na pielęgnowanej przeze mnie tajemnicy, przeraziła się prędkiego wkroczenia prawie pełnoletnich dzieci w sam środek kpiącego od nienawiści środowiska. Zaczęłam bezmyślnie ignorować mnogie namowy i prośby, co zaowocowało pretensjami, rekompensując mi pogarszające się relacje z rodziną narastającym zainteresowaniem ojca i zdobytą z trudem niezależnością. W oparciu o nabytą wiedzę każdą możliwą chwilę przeznaczałam na studium nad pojawiającymi się wraz ze stresem zdolnościami, testując w większości przypadków własną wytrzymałość. Zauważyłam, że te objawiają się nadzwyczaj dyskretnie. Później pomimo braku kwalifikacji parokrotnie towarzyszyłam rodzicielowi w trakcie odległych podróży, po raz pierwszy czując dumę z dzielenia pokrewnej pasji.

Wydarzenia związane z osłabieniem jego zdrowia, stałym wyjazdem do Stanów, czy pierwszymi krokami na szpitalnym korytarzu były zarówno bolesne, jak i otwierające oczy. Znalazłam swój sposób na życie – znacznie ciekawszy i wiarygodniejszy niż ten, który ofiarowano mi zamkniętej pod kloszem. Zrozumiałam, że próba pomocy innym wyzwala we mnie skrywane pokłady zapału oraz elokwencji, której upust mogłam dać jedynie czując namiastkę adrenaliny. A co najważniejsze, po raz pierwszy czułam, że nie muszę korzystać ze zdolności, by ukoić czyjś ból. Nie było rzeczy, która mogłaby zmienić moje nastawienie, dlatego prawie zapomniawszy o zobowiązaniach wtopiłam się w społeczeństwo ludzi i ukierunkowałam swoje życie pod dyktando panujących w nim praw, tylko okazjonalnie przypominając sobie o prawdziwym pochodzeniu. Kiedy wydawało się, że znalazłam swoje powołanie, a moje serce nie będzie chciało już niczego więcej...poznałam przyszłego męża. Wówczas byłam zaledwie stażystką, spijającą słowa przełożonych niczym ambrozje. Bałam się samodzielnych decyzji, lecz oni zgodnie powtarzali, że nie często zdarzały im się takie studentki - otwarte umysłem, o zadziwiającym refleksie wypowiedzi i wyważonej pewnością siebie. On był inny. Pacjent doprowadzający do skraju cierpliwości mniej i bardziej doświadczonych, który w miarę postępującego leczenia coraz bardziej zapędzał mnie w kozi róg, prowokując drzemiącą w środku ambicję. Choć mówiono, że jest chodzącym przykładem znieczulicy i potwornego egocentryzmu, zdawałam się tego nie zauważać, błyskawicznie ulegając platonicznemu uczuciu. Długi czas trzymałam się na dystans, swą żarliwość ukazując jedynie w wyrównanych dyskusjach. Rozumiałam powody, przez które etyka lekarska nie pozwalała na przejawy fraternizacji, jednak to nie przeszkadzało mi widzieć w nim kogoś więcej – cudownego i nadzwyczaj przystojnego rozmówcy o łagodności wyprzedzającej słowa. Zaczęliśmy się spotykać jako przyjaciele z dziwną chemią wiszącą pomiędzy a później para. Równie piękna, co ceremonia ślubna była wyciskająca łzy przysięga, stanowiąca błahe, acz skutecznie zapewnienie, że żadnej innej kobiety nie kochał z tak wielką pasją, jak mnie. Nie musiałam być dla niego idealna, nie przywiązywał wagi do tego, że jestem 'popękana' oraz zagubiona. Dzięki temu zaczęłam widzieć wszystko z barwniejszej perspektywy, zwłaszcza że rzeczywistość, w której przyszło nam funkcjonować nie zwykła nikogo rozpieszczać.

Miałam czas, by przyzwyczaić się do bycia obserwatorem – kimś, kto nie miesza się w przedsięwzięcia, które bezpośrednio go nie dotyczą. Niezależnie od szczerości męża, nie czułam również potrzeby bycia częścią prowadzonych przez niego na szerszą skalę interesów. Chciałam normalnego życia i związana z tym apatia, przymykanie oka na pewne sprawy, pozwoliły mi skupić się na sobie.
charakter
Dawniej ufna marzycielka zdolna do gwałtownego przeżywania każdej drobnostki, dziś zamknięta introwertyczka w ciągłym starciu z beztroską ekstrawertyczką, kształtującą wydarzenia zgodnie z potrzebą serca. Osoba o niejednostajnym charakterze, zwykle nadążająca za pośpiechem świata, a innym razem trzymająca się bliżej cienia, z dala od kuriozum osobliwego życia. Wytrwale brnie przez dłużące się tygodnie, kreując w sobie potrzebę rozwoju, niezależną od przenikliwych wspomnień, które narzuciło jej wyjątkowe dzieciństwo. Ceni jedynie uznanie, na które sama zapracuje. Czas do tej pory nie przepływa jej przez palce – żyje teraźniejszością, by nie marnować dni na żal i gorycz. Niespętana przez poczucie obowiązku szuka swojego miejsca i roli do odegrania, wybierając logiczne rozwiązania ponad nagłe porywy emocji. Od najmłodszych lat ciekawa zakątków bliższych i dalszych, napędzana jest przez chęć ich wnikliwego zbadania. Nie uznaje pojęcia rzeczy niemożliwych, dlatego pozwala by odważne działanie momentami graniczyło z głupotą, podobnie jak perfekcjonizm ustąpił skrajnemu wręcz niedbalstwu o przedmioty i ludzi. Słodkie lenistwo raz za razem zakłóca ciężka praca, dowodząca stałej próby doskonalenia się, niestety wyłącznie w dziedzinach bliskich jej duszy. Błyskotliwość wypowiedzi zaskakuje, a uszczypliwość humoru dostosowana jest do charakteru rozmówcy. Makiawelistyczne intrygi nierzadko wypiera realne wrażenie szczerości, a inteligencja w połączeniu z lekkością stylu bycia błędnie odczytywana jest jako autowaloryzacja. Żyje rozbita pomiędzy jednym sposobem bycia, a drugim, kiedy to potrafi ująć nieznajomych otwartością i empatią, by z kolejnym mrugnięciem oka odstraszyć ich postępującym zdystansowaniem. Przynależy do dwóch światów, wcale nie czując się ich częścią. Oba tak samo obce, jak znajome
opis mocy
Mutacja kobiety od zawsze objawiała się w subtelny sposób, jednak podobnie do wielu, innych posiadaczy genu X potrzebowała zapalnika - czegoś, co pozwoli jej odkryć drzemiące pokłady mocy. Ich wszelkie próby opanowania, w miarę rzadszych z wiekiem ćwiczeń nie sprowadzały się do próby kontroli, a raczej znalezienia bodźca, który mógłby w stanie wywołać pożądany efekt. Nie od początku była w stanie ukształtować zdolności wedle własnej woli. Dopiero upływ czasu umożliwił jej wybranie sytuacji, w której chciałaby ich użyć oraz stopień posunięcia zmian. W przypadku Vivien nic nie działo się samoistnie, acz naznaczone było metodą prób. Odnosiła intencjonalne, niewielkie skaleczenia, by sprawdzić, czy potrafią zagoić się bez ingerencji – nie potrafiły. Później, naprawdę sporadycznie używała umiejętności na pacjentach, celem przyśpieszenia poprawy stanu ich zdrowia, całą zasługę przypisując aplikowanym lekom. Przemyślanie pokuszała się o drobny wpływ, niewywołujący przesadnego zainteresowania.

Na obecnym etapie dobrze radzi sobie z leczeniem nieskomplikowanych obrażeń, od złamanych kości po oparzenia i różnorodne rany powstałe wskutek przerwania tkanek. Problemem nie jest także oczyszczenie organizmu ze szkodliwych substancji, zakażeń, chorób albo wpłynięcie na zaburzoną gospodarkę hormonalną. Niemniej do wymienionych niezbędny jest kontakt fizyczny. Pomimo przekroczenia ćwierćwiecza wciąż nie miała okazji poznać wielu aspektów opisywanej mutacji. Nie ma pewności, czy byłaby w stanie odtworzyć zniszczone lub utracone organy, nie wspomniawszy o kończynach. Podobnie sytuacja klaruje się w przypadku przywracania kogoś do życia – istnieje niewielka szansa, iż zdolności odniosłyby skutek w momencie przejścia poszkodowanego w stan śmierci klinicznej – momentu, gdy w normalnych okolicznościach zadziałać może jeszcze aparatura medyczna.
W tym samym czasie zdolna jest oddziaływać na jedną osobę. W zależności od rozległości urazu, następna próba skutkować może niepowodzeniem lub tylko częściową likwidacją dolegliwości. Dodatkowo mutacja nie zapewnia kobiecie całkowitej nietykalności - wciąż może umrzeć, a swoje rany zdaje się goić znacznie ciężej.

Analogiczne leczenie poważniejszych przypadłości okazuje się bardziej pracochłonne i wyczerpujące, a niekiedy zajmuje nawet więcej czasu niż w przypadku drobnych skaleczeń. Wiąże się to ze zdecydowanym osłabieniem organizmu mutantki, a tym samym dolegliwościami pokroju zawrotów głowy prowadzących do omdlenia albo krwotoku z nosa.

Korzystanie ze zdolności jest możliwe przez 4 posty fabularne, następnie w zależności od wysiłku włożonego w wykonywaną czynność odpoczynek jest niezbędny przez 1 post w przypadku drobnych skaleczeń, ilość porównywalną, gdy ma do czynienia z bardziej zaawansowanymi obrażeniami (4 posty) lub nawet dwukrotnie większą (8 postów), w chwili wyraźnego osłabienia postaci.



ciekawostki

→ Jest córką Brytyjczyka oraz Kanadyjki, którzy wychowali się i dorastali na obszarze Kolumbii Brytyjskiej. Sama urodziła się w pięknym Vancouver, jednak okres jej dzieciństwa niewątpliwie zawsze powiązany będzie z pobliskim miasteczkiem Belcarra.

→ Fakt, iż nie została jeszcze rozpozna zawdzięcza łagodnemu objawianiu się mocy oraz niechętnemu obnoszeniu się z własną tożsamością, nawet wśród posiadaczy genu X. Przez pewien czas, nie zależało jej na niczym innym jak wpasowaniu się w zwyczajne społeczeństwo.

→ Nie jest szablonowym molem książkowym, ale ceni sobie literaturę. Potrafi kilkakrotnie sięgnąć po wcześniej przeczytane pozycje, szczególnym zainteresowaniem darząc kryminały i powieści psychologiczne. Skusi się na lżejsze tematyką utwory, gdy liczy na chwilę odprężenia, a ta zdarza się nadzwyczaj rzadko.
Zdecydowanie woli doświadczyć czegoś na własnej skórze niż poprzez przewracane sukcesywnie kartki. Od czasu studiów kolekcjonuje płyty winylowe, dając upust względnemu zamiłowaniu do muzyki.

→ W wyniku nawyku stała się przysłowiowym rannym ptaszkiem, co więcej nie potrzebuje długotrwałego wypoczynku, by następnego dnia wstać w pełni sił. Sen do godzin popołudniowych uważa za marnowanie czasu i zabójstwo dla wydajności.

→ Uważa się za złotą rączkę. W przeszłości, sukcesywnie chwytając się różnorodnych zajęć i profesji przyzwyczaiła się do rozwiązywania drobnych, technicznych problemów na własną rękę. Upodobała sobie stare samochody, które okazały się wspólnym tematem rzadkich rozmów między nimi nią a ojcem. Podobnie jak czarno-białe filmy.

→ Jest mężatką od 4 lat.

→ Oprócz władania nienaganną angielszczyzną, jako Kanadyjka z krwi i kości przyswoiła sobie w stopniu komunikatywnym język francuski. Następnie studia wymogły na niej śladową znajomość łaciny, a mąż podszkolił w zakresie włoskiego. Oczywiście, Vivien do tej pory utrzymuje, że zrobiła to, tylko po to, by móc w tymże języku przeklinać.


 
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10