Znalezionych wyników: 82
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-03, 22:34   Temat: #1
Najwyraźniej to był dobry dzień na zmartwienia. Na marszu o Shivali, po marszu o Shivali i o siebie, w domu o Shivali i o Sahira. Była monotematyczna, bo bardziej obchodzili ją bliscy jej ludzie, niż te pierwszy raz widziane na oczy twarze, których zresztą już nie pamiętała. Shivali. Nie powiedziała Sahirowi, bo nie chciała mu zdradzić tajemnicy przyjaciółki, którą nie miała prawa szastać na lewo i na prawo. Mogła mu powiedzieć o sobie, że jest mutantką, zresztą i tak nie wiedział, co potrafiła, ale Shivali? Nie mogła jej zdradzić. Dlatego nic ponad "chyba ją zgarnęli" nie mogła powiedzieć, a wiedziała, że tak było. Czuła jej strach, kiedy prowadzili ją do samochodu - i ta dziwna wiadomość, którą posłała jej myślowo, nim straciła kontakt z więzią. Przestała ją czuć - to też trochę się dołożyło do paniki i paranoi. Ale domyślała się, co się stało: mutazyna. Domyślała się, chociaż nigdy nie miała jej w swoim organizmie, za to jej bliscy - niestety tak.
Victoria odwzajemniła ten lekki uśmieszek, chociaż sama nie miała na to najmniejszej siły. I ona uśmiechnęła się krótko, blado. W jakiś sposób było to pokrzepiające, prawda? Siedzieli tak jeszcze chwilę, dłuższą chwilę w ciszy, ale tak naprawdę to nie potrzebowali słów. Żadne z nich nie znajdowało w ciszy nieprzyjaciela, dobrze było pomilczeć, niż pieprzyć bez sensu o pogodzie. Dzisiaj nie rozmawiało się o dupie Maryni... Zresztą ta dwójka nigdy o tym nie gadała.
Sahir zaczął się zbierać, ale Viki nie byłaby sobą, gdyby jednak nie odwróciła się i nie sięgnęła do szafki, by dać mu tabletki przeciwbólowe. Nie te najsłabsze, bo nie takich używała; niestey jej przypadłość była na tyle irytująca, że gdy już potrzebowała, musiała brać znacznie silniejsze leki żeby uśmieżyć ból. Ale o tym Sahir nie wiedział wcześniej, no bo skąd?
- Weź, w razie czego, ok? - mogła się wkurzać, że jest z DOGS, ale na pewno nie przestała się martwić i troszczyć. Odprowadziła go do drzwi. - Jasne. A ty uważaj na siebie, dobrze? - chyba by sobie nie wybaczyła, gdyby jednak teraz sobie coś zrobił, jakiś wypadek, czy coś... Bo przyjechał do niej, chociaż nie powinien, a ona go stąd wypuściła... chociaż nie powinna. Przytuliła go równie krótko, gdy znowu się przysunął, teraz nie było w niej takiego zaskoczenia jak wcześniej, chociaż zdecydowanie było dziwnie.
Zamknęła za nim drzwi, a sama nie wyszła już tego dnia z mieszkania. Położyła się na łóżku w sypialni i zasnęła.

[z/t]
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-03, 11:22   Temat: #1
Oczywiście, że miało znaczenie. Co, jeżeli zasłabnie za kierownicą? Albo przyśnie? I wtedy wjedzie w jadący z naprzeciwka samochód, albo w drzewo, albo... Było dużo opcji i logika podpowiadała, że to całkiem możliwy scenariusz, jeśli za kierownicę siada ktoś zmęczony i osłabiony. Nie powinna mu pozwolić stąd wyjść, ale nie miała prawa mu mówić co ma robić. Zwłaszcza, że pewnie faktycznie mieli tam teraz niezły młyn. Nie to, by ktoś tak wycieńczony jak on na cokolwiek się przyda, nie? Ale nie powiedziała więc nic, choć swoje pomyślała. Ogólnie sporo myślała, tylko rzadko kiedy się tym dzieliła ze światem zewnętrznym, nie czuła takiej potrzeby.
- Chciałabym, żeby tak było - tylko teraz pytanie, czy chciała tego rzeczywiście dla siostry, dla jej ducha i pamięci, czy raczej dla siebie i dla uspokojenia swojej tęsknoty. Bo tak to było ze śmiercią... Przychodziła, koiła ból jednostki tylko po to, by całą resztę ludzi, dla których była ważna - zostawić z dziurą w miejscu serca. Z dziurą, która wcale nie chciała się zasklepić, jeśli ta śmierć przychodziła niespodziewanie, tak jak w przypadku Sophie. Nie byli na nią gotowi, ani rodzice, ani Victoria. Na co dzień nie tęskniła, bo nie rozmyślała o tym wciąż i wciąż, ale przychodziły momenty słabości, jak chociażby w rocznicę śmierci, albo... teraz... i tęsknota dawała o sobie znać. Nigdy jakoś do końca nie odchodziła.
Victoria splotła teraz dłonie, które dotykały jej czoła, a ręce opadła na łokciach na stole i patrzyła... na nic konkretnego właściwie.
- Ja za tobą też - przecież to było oczywiste. Nie znali się jednego dnia, tylko ponad rok - i to był rok, w którym jednak rozmawiali ze sobą, a nie rok milczenia. A dzisiaj nie było pierwszym spotkaniem po roku, bo ktoś kogoś zobaczył na pochodzie i sobie przypomniał.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-03, 10:40   Temat: #1
Nie oberwała, a sama czuła się słabo, mogła więc bez większych problemów wyobrazić sobie, jak czuje się Sahir. To znaczy na tyle, na ile miała dane. Może jego mutacja pomagała w takich sytuacjach? A może wszystko pogarszała? Różnie to bywało - a ona nie wiedziała, że nie szło to w ani jedną, ani drugą stronę. Zgadywała więc tylko, odnosząc jego ranę do siebie. Ona sama ledwo się teraz trzymała na nogach, właśnie z wyczerpania i to głównie psychicznego, całą sytuacją. Naprawdę marzyła teraz o tym, żeby zalec w wannie w długiej kąpieli. Albo może jednak walnąć się do łóżka i przespać cały dzień. I noc. Ale w końcu trzeba będzie wstać i się ze wszystkim zmierzyć, tylko... Tylko nie teraz. Siedziała więc na krzesełku na przeciwko Allisona i patrzyła na niego, a raczej na miejsce, gdzie ukrywał się jego opatrunek pod bluzą i kocem.
- Na pewno? Wiesz, że to nie wygląda dobrze... - nie to, żeby opatrunek wyglądał źle, ale chodziło jej o ból i to zimno, o którym mówił. I pewnie męczyłaby go o to dalej, gdyby nie reszta rzeczy, które miał do powiedzenia. Przestała przewiercać spojrzeniem jego bluzę, żeby spojrzeć na jego twarz.
- Sahir, ona nie miała już honoru i godności, bo wszystko jej już wtedy zabrali. Nie ma niczego odważnego w samobójstwie. W jej przypadku też nie. Nie widziała dla siebie żadnych perspektyw, pewnie cierpiała, nie wiem. Mało mówiła, praktycznie w ogóle - wyrzuty sumienia, że nie była przy niej, nadal ją gniotły. Wyrzuty sumienia, że siostra nie chciała mówić o tym, co ją spotkało, ani o tym, jak się czuje. Nie mówiła. Po prostu nie. Do jedzenia też musieli ją zmuszać. - Tęsknię za nią, zawsze będę.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-03, 09:36   Temat: #1
Nie chciała go stresować, nie chciała sprawiać mu bólu... Ale tak się właśnie składało, że to nie była normalna, zdrowa sytuacja. Czasami ten wybór trzeba było podjąć. Ona już podjęła decyzję, ale nie mogła tego zrobić za dwie osoby. Nieważne, czy Sahir lubił czy nie brać odpowiedzialność na własne barki, ani czy lubił czy nie, gdy mu się mówiło, co ma robić - nie zamierzała robić tego za niego i brać wszystkiego na siebie. Czasami jednak trzeba było myśleć, a skoro potrafił wskoczyć do samochodu i tutaj przyjechać, to równie dobrze mógł się zastanowić, czy to jest pożegnanie, czy nie. Oczywiście, Victoria sama wolałaby, żeby nie było, przywiązanie to naprawdę zdradliwa sprawa, ale nie miała prawa decydować sama. Być może okaże się, że Sahir jednak będzie mądrzejszy i wyjdzie, z goryczą, ale również ze świadomością, że tak trzeba było zrobić.
Zostanę. Czyli jednak żadne z nich nie poszło po rozum do głowy. Victoria nie wiedziała czy się cieszyć, czy jednak smucić z tego powodu. Nie było żadnego westchnięcia ulgi, nic nie powiedziała, jedynie kiwnęła głową. Był niereformowalny... Jechał tutaj godzinę z kawałkiem tylko po to, żeby napić się herbaty i porozmawiać chwilę, bo będzie musiał niedługo wracać i marnować kolejną godzinę z hakiem. Równie dobrze mogli to załatwić przez telefon. Niby. Chociaż może rzeczywiście lepiej, że się widzieli. Czy nie? Victoria w tym momencie nic już nie wiedziała.
- Będziesz mógł prowadzić z tą ręką? Nie pogarsza się? - Tori powoli opadała z sił; adrenalina i nerwy znowu z niej schodziły, spływały, dlatego odsunęła sobie jedno z krzeseł i usiadła przy stole, tym samym znowu zmniejszając ten dystans między nimi. Czuła się zmęczona, jakby była przez tydzień na chodzie, a przecież było to ledwie kilka godzin. Kilka godzin, w których naprawdę sporo się wydarzyło... I jeszcze ten strach o Shivali... Sahirowi powiedziała, że CHYBA ją zabrali, a przecież wiedziała dokładnie, że została aresztowana.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-02, 08:32   Temat: #1
Wiedział jak to jest obchodzić czyjąś rocznicę śmierci i odwiedzać grób, ale Viki znała tylko pierwszą część. Przychodziła na grób siostry, gdy jeszcze mieszkała w Los Angeles i gdy nie miała bladego pojęcia, że jest taką samą mutantką jak siostra, ale odkąd wyjechała - nigdy nie wróciła. I nigdy więcej tego grobu nie odwiedziła, nawet w samotności.
- Jej nikt nie musiał łapać. Wystarczyły obowiązkowe testy przed przyjęciem na studia - testy, które zrodziły wątpliwość, dlatego zabrano ją na dalsze badania. Z których wróciła po roku. Victoria też miała taki test, jednak nie przed studiami, a już po tym, gdy je rzuciła - w samej siedzibie DOGS, gdy pojechała tam ten jeden raz z siostrą. I wtedy była czysta. - I nikt nie musiał jej zabijać. Sama się zabiła - co Sahir chciał osiągnąć mówiąc jej, że łapie mutantów i ich zabija? Co, ostrzegał ją, że ją też może złapać i ją zabić? Już mu przecież powiedziała, że wystarczy jej to, że jej stąd nie zabierze. I że po nią nie przyszedł, a po prostu do niej. Chyba, że po prostu chciał jej to powiedzieć, bo chciał być z nią szczery. Teraz, po roku. Jeżeli tak to... Na Victorii o dziwo nie zrobiło to żadnego wrażenia. Śmierć była wszędzie, a DOGS właśnie tym się zajmowali. Łapali, a gdy nie mogli złapać, to zabijali. Tak wyglądał świat i nauczyła się tego przez te dwa lata patrzenia na niego zupełnie inaczej, niż przez całe życie.
- Winny czego? - tego, że jej nie powiedział? Rzeczywiście, mógł czuć się winny. Ale czy to źle, że jej nie powiedział? Nie staliby teraz w tym miejscu, nic by nie bolało, bo niczego by nie było. Nie byłoby tej znajomości, nie byłoby tej... przyjaźni, albo czegokolwiek co było między nimi.
- Czy zostaniesz czy nie. Od ciebie zależy co zrobisz dalej.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-01, 23:30   Temat: #1
Wiedziała, że prawda zaboli. Stwierdzenie, że o tym pomyślała. Ale nie mogła inaczej. Ona wolała prawdę niż dobre samopoczucie drugiej osoby, która żyła w ułudzie. Fakt, że nie mówiła o tym, że jest mutantką nie brała za kłamstwo. Brała za nieistotny, przeszkadzający szczegół; to, że była mutantką nie zmieniało tego, kim jest. Tak jak nie zmieniało to w Sahirze. Dlatego też to jej całkowicie nie przeszkadzało. Dlatego to nie sama kwestia mutacji była tą, która zaprzątała jej głowę. Tylko to jebane DOGS.
Lubię DOGS. Więc padło. Więc znowu się nie pomyliła, jej sposób myślenia jej nie zawiódł. Dobrze jej się wydawało. Victoria nie miała bladego pojęcia jak zareaguje na to potwierdzenie faktu - trochę bała się swojej reakcji, obawiała się mdląco-ssącego wrażenia w żołądku, bała się krwi odpływającej z twarzy. Ale nic takiego nie miało miejsca. Przyjęła to ze spokojem, przynajmniej względnym. Oswoiła się z tą myślą, bo wydawała jej się jedyną sensowną. Powinno ją trafić, powinna wpaść w szał - przecież byłą tak cholernie nerwowa, byle co wyprowadzało ją z równowagi... ale jakoś nie Sahir. Dziwne, nie? Nawet nie to, że pracował dla DOGS.
- Byłam tam kiedyś, w Seattle, w tym budynku. Z moją siostrą. Pojechałam z nią na rutynowe badania i po jej dawkę mutazyny. Nikogo nie obchodziło, że prawie musiałam ją nieść i nikogo nie obchodziło, że była taka, bo w ogóle kiedykolwiek trafiła w ich ręce - nigdy nie wdawała się w te szczegóły. Tak, napomknęła mu kiedyś, że nienawidzi DOGS ze względu na swoją siostrę. Dużo później, w drugą rocznicę jej śmierci powiedziała mu dlaczego. Ale nie wdawała się w takie szczegóły tego krótkiego epizodu między wypuszczeniem jej z... z laboratorium, a jej samobójstwem. - To ona była tą lubiącą ludzi, wiecznie pełną energii, wesołą dziewczyną, nie ja. To mnie zawsze trzeba było gdzieś ciągnąć. A wtedy... - nie dokończyła. Nie trzeba było. I tak wyrzuciła z siebie za dużo słów na raz. - Nie winię cię. Ty masz takie doświadczenia, ja mam takie. Nic tego nie zmieni - oni dali mu dom, tak? To generalnie tłumaczyło teraz dlaczego poszedł z nimi wtedy do baru w San Francisco, chociaż wcale nie chciał. To też poniekąd tłumaczyło, dlaczego nie siedział z nimi. Jego drużyna była jego domem. Rozumiała to, a przynajmniej tak jej się wydawało. I naprawdę go o to nie winiła. I rzeczywiście nic nie zmieni jej nastawienia, jej wieloletniej, pielęgnowanej nienawiści. Do organizacji, nie do poszczególnych ludzi. Chociaż gdyby wiedziała od początku, że on dla nich pracuje, to wiadomo jaki byłby efekt - nie dałaby się wciągnąć w tę znajomość. Zgadywała też, że musiał być dużo lepiej traktowany od jej siostry. Ona dostawała mutazynę, a Sahir... No mówił, że użył za dużo mocy na pochodzie, więc na pewno jej nie przyjmował. Zresztą skoro ich lubił, to pewnie mu nie przeszkadzało, że odwala za nich brudną robotę.
- Już ci powiedziałam. To zależy od ciebie - miała go namawiać? Miała go błagać? Pfff, niedoczekanie.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-01, 21:48   Temat: #1
Chyba powinna usiąść. Chyba powinna zmniejszyć dystans, który sama wytworzyła, stając oparta o szafki, w pewnym oddaleniu od stołu i, siłą rzeczy, od Sahira. Chyba nie tak powinna wyglądać ta rozmowa, a jednak wyglądała, i Viki nie bardzo miała pomysł, jak mogłaby to rozwiązać. Wiedziała jedno - to nie był czas ani miejsce na ściemy, ani niedopowiedzenia. Stało się co się stanie, nikt czasu nie cofnie, ale oboje dysponowali podobnymi danymi o sobie. Oboje się domyślali, ba, byli praktycznie pewni, że stoją po dwóch różnych stronach barykady i żadne z nich tak naprawdę nie wiedziało, jaką mocą dysponowało to drugie. Ale Tori nie potrzebna była ta wiedza do szczęścia. Cokolwiek to było, mogła bez trudu zablokować Sahira i wtedy oboje uchodziliby za zwykłych, przeciętnych Kowalskich (czy raczej przeciętnych Johnów Doe). Przy Viki każdy mógł być przeciętnym, szarym człowieczkiem. ...to chyba nie coś, co odpowiadałoby Sahirowi, prawda?
- No właśnie - on przyjechał tutaj, żeby sprawdzić, że nie stała jej się żadna krzywda, a ona w ten sam sposób martwiła się o niego, chociaż uciekając z pochodu myślała głównie o sobie. Jednak gdy już doszłaby do siebie, to prędzej czy później na pewno by do niego napisała, albo zadzwoniła - nieważne, że miałaby świadomość, że on jest z DOGS. Tak, to miało znaczenie, ale naprawdę nie wpływało to na to, kim jest. Chyba, że przez ponad rok grał... Ale po co? Bo wiedział czym jest i chciał ją tak dorwać? Nie. Na pewno nie.
- Pomyślałam - czy on musiał być tak bardzo przenikliwy? Musiał? To stwierdzenie też wcale nie przyszło jej łatwo, no ale co, miała ściemniać? I znowu - nie chciała. - To moja paranoja, Sahir. Jest pielęgnowana od dwóch lat - to nie było zdrowe i o tym wiedziała. Ale czasami jednak miała wrażenie, że czają się za nią cienie, które depczą ją po piętach, bo wiedzą, że to ona. To było bez sensu, ale miała tego świadomość. Problem polegał na tym, że w żadnym stopniu tego nie leczyła. Jedynie podsycała. A pochód dzisiaj był jak zapalnik, który podpalił lont ładunku wybuchowego. Pożoga w końcu ustanie, prawdę mówiąc już ustawała, od momentu, w którym zjawił się Sahir, ale tamte myśli nadal były prawdziwe. A przynajmniej prawdziwe były wtedy, nie teraz. Teraz były wspomnieniem czegoś bezsensownego i niepotrzebnego.
- Wystarczy mi myśl, że nie przyszedłeś tu po to, żeby mnie stąd zabrać - to jej naprawdę wystarczyło, zwłaszcza w chwili, w której zdołała sobie samej wytłumaczyć, że myśli o bzdurach, a nie o faktach. - Zostań. Chyba, że nie chcesz.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-01, 20:38   Temat: #1
Fajnie? Victoria wiele by dała, by jednak być normalną. By nie musieć ciągle uciekać, by nie musieć martwić swoich bliskich, z którymi jedyny kontakt, jaki utrzymywała, to telefoniczny - i to rzadko. By nie musieć ze strachu przed rządem się ukrywać. Dobrze, jej moc nie manifestowała się fajerwerkami, przedmioty nie pękały, nic przy niej nie lewitowało - ot zwyczajny człowiek, nawet wtedy, gdy traciła kontrolę. Ani fizycznie, ani psychicznie sama nikomu nie wyrządziłaby swoją mocą krzywdy. Ale mogłaby się do tego przyczynić... Nie w stosunku do zwykłych, szarych ludzi, a do mutantów. Mogłaby pośrednio nawet skrzywdzić Sahira, który nie mógłby się obronić przed innym mutantem. Ale to wszystko w momencie, gdyby straciła kontrolę. Albo gdyby ktoś ją wykorzystał. Nie było więc fajnie, było chujowo, bo jej moc mogła naprawdę zrobić ogromną różnicę. Mogła wpłynąć na być albo nie być innych posiadaczy obudzonego genu X. I chyba to najbardziej bolało. Stała więc po środku, z dala od Bractwa, w którym pewnie byłaby albo bezużyteczna, albo właśnie wykorzystywana, żeby zapanować nad innymi. I rząd i mutanci czegoś by od niej chcieli, wiedziała to. Dlatego... lepiej jej było z dala. Ale czy faktycznie mogła sobie na to pozwolić? Chyba nie. Zresztą na pochodzie się pojawiła... Z czystej ciekawości. Ciekawość zabiła kota.
- Sahir, przestań - głupia, powinna mu pozwolić zniknąć. Te słowa nadal nie padły, ale chyba nie ma sensu się łudzić, co? OCZYWIŚCIE, że bezpieczniej by było, gdyby zniknął. Ha, gdyby się dowiedział co potrafi, tym bardziej by się w tym utwierdził. I ona też to wiedziała, a jednak wcale tego nie chciała. I to było wkurwiające, bo rzadko kiedy odczuwała taki dysonans między logicznym myśleniem a uczuciami. Zwykle to myślenie górowało, a teraz? Kurwa. - Gdybym nie chciała cię w moim życiu, to bym ci nie otwarła drzwi - albo przyłożyłaby mu tą parasolką. A nie dość, że ją odłożyła, to jeszcze wpuściła go do środka, zrobiła herbatę i dała mu koc, bo było mu zimno. - Nigdy nie powiedziałam, że byś to zrobił - nie, nie powiedziała, ale przemknęło jej to w panice przez myśli.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-01, 18:45   Temat: #1
Bez przesady, nie była aż taka malutka, chociaż przy Sahirze rzeczywiście mogła się taka wydawać. Nie była też wątła, jej mięśnie były zarysowane - w końcu już od kilu lat nieprzerwanie ćwiczyła jogę, a miała też epizod ze sztukami walki. Ale nie była też napakowana. Odpowiednie słowo jakie ją określało, to chyba było: smukła. Na pewno nie wiotka. A słowa, jakimi można było czasami opisać Sahira to były: mężczyzna idealny. Dosłownie to samo pomyślała wtedy, kiedy go poznała. No bo hej, gdzie takiego znajdziesz? Nie dość, że było na co popatrzeć, bo jeszcze cała reszta zalet. I jedna duża wada, na cztery litery, pierwsza na D, ostatnia na S... To wymagało pytań, to oczywiste. Wymagało pytań i odpowiedzi. Tak samo jak kwestia genu X. Mógł jej powiedzieć? Mógł, tak samo jak ona mogła powiedzieć jemu. Ale ona nie mówiła nie bez powodu. Nie dlatego, że nie chciała się tym dzielić - to znaczy to też, bo wiadomo jak normalni ludzie patrzyli na mutantów: najczęściej ze strachem. Nie chodziło też o to, że mu nie ufała, czy o to, że gdy mu powie, to on przestanie się do niej odzywać. Nie mówiła, żeby przypadkiem go nie wkopać, żeby nie musiał ściemniać, kiedy jednak ktoś wpadnie na jej trop. I nie mówiła ze strachu o samą siebie. To były te same powody, dla których nie wiedzieli o tym jej rodzice oraz, dla których wyniosła się z Los Angeles. Nie była więc na niego zła, że nie powiedział jej, że sam jest mutantem. Równie dobrze mógł wyjść z podobnego założenia co ona, no bo hej, tego się nie mówi ot tak, z dupy, przy rozmowie o pogodzie. Jedyne o co mogła być zła, to ta sprawa z pracą dla DOGS. I była zła, trochę - i na niego, i na siebie...
- Mogę ci coś dać w razie czego - ba, mógł się tu nawet przespać, jeśli nie gonił go czas i jeśli poczułby się na tyle źle. Przecież nie wyrzuciłaby go z mieszkania, nie? Jasne, była impulsywna, czasami nawet nazbyt agresywna, ale teraz była na tyle zmęczona i wyzuta z energii, że nie było na to szans. Chyba sama powinna się położyć i zasnąć... A Sahira absolutnie nie zamierzała przepędzić, nawet nie zwróciła większej uwagi na to, że bezczelnie wyłożył się na jej stole. - Rozumiem - odparła mu, patrząc się na ten kubek z herbatą, a sama oparła się o szafki kawałek dalej. To jej "rozumiem" chyba wywołało kolejne pytanie, którego nie spodziewała się tak prędko. Tori uniosła spojrzenie wyżej, prosto na Sahira i zapadła cisza. Dłuższa cisza, w której brązowooka ważyła słowa i zastanawiała się co ma mu powiedzieć. Miała ściemniać? Mogłaby, ale jak dotąd nie okłamała Sahira. I nie chciała tego robić. Gdyby to był ktoś inny, to bez mrugnięcie okiem zaprzeczyłaby. Ale... Szlag, no był przecież na pochodzie. Jak wystarczająco długo pomyśli... Jeśli zwrócił uwagę na jej trzymanie się za głowę... Jeśli zorientował się kiedy jego moc przestała działać... Bo oczywiście jego stwierdzenie, że jest mutantem jej nie zdziwiło. Nie była pewna, która z mocy szalejących przy scenie była jego, ale wyraźne wyczuła, na które osoby jej moc podziałała. To działało w komplecie. Więc wiedziała. I Sahir też mógł dojść do tego, że i ona nie jest zwykłym człowiekiem. Powtórzmy to: wiedziała doskonale, że nie jest debilem.
Tori poczuła, że zaschło jej w gardle. I chyba wstrzymała oddech.
- Tak.
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-04-01, 14:24   Temat: #1
Czy to była hipokryzja? Nie w oczach Victorii - bo jej normalnym wydawało się, że jeśli ktoś stał się tobie bliski, to się o nią czy o niego martwisz. Nieważne, czy jest to osoba słaba czy silna, czy zaradna czy nie - po prostu się martwisz, bo nie znasz dnia, ani godziny. Tak to już było.
Nie spodziewała się, że złapie ją za rękę. W tej chwili w ogóle o tym nie myślała, starając skupić się na tych prostych zadaniach: zaparzyć herbatę, podać ją na stół. Jej dłoń drgnęła, oddając tym samym zaskoczenie Tori, to był odruch, ale jednak mu się nie wyrwała. Chociaż mogła. Chociaż powinna. Był przecież z DOGS - ale to stwierdzenie nie padło jeszcze na głos. Tak samo nie padło to, że on jest mutantem pracującym dla DOGS. Ani, że ona nim jest...
Jeśli można powiedzieć, że zaskoczyło ją, że złapał ją za rękę, to jak bardzo zdziwiona i nieprzygotowana musiała być na to, że on wstał i przyciągnął ją do siebie, żeby ją objąć? Jak w ogóle mogła się tego spodziewać? Tak, jasne, może i tego chciała, może i nie miała nic przeciwko, ale i tak jej garda była teraz opuszczona. Złapał ją tak kompletnie pozbawioną jakiejkolwiek ochrony. Nie opierała się, skądże... Przyciągnięta w ten sposób, sama wyciągnęła do niego ręce, żeby go objąć się wtulić - w osobę jednocześnie jej tak bliską, której ufała, i jednocześnie teraz nieznaną. Nieznaną? Przecież go znała. To, że pracował dla DOGS zupełnie nie zmieniało przecież tego, kim jest, jaki jest, ani co myśli. Tak, chciała myśleć, że teraz Sahir zmieni się nie do poznania, bo wtedy przynajmniej nie miałaby wątpliwości co zrobić... A teraz? Czy teraz miała go wyrzucić ze swojego życia? Tę samą osobę, która po akcji z pochodem jechała tu na złamanie karku, żeby sprawdzić czy nic jej nie jest? Tę samą osobę, która teraz przytulała ją do siebie? Życie nigdy nie było proste, a wybory... rzadko jednoznaczne. Jednak Viki na pewno nie posądzała go to, by był brudnym robakiem, którego trzeba trzymać na dystans. Powinna, ale nie potrafiła.
- A nie chcesz ich teraz wziąć? - no chyba, że planował zaraz się stąd ulotnić... Kiedy poczuła, że ją puszcza, ona też go puściła, jednak zapomniała się cofnąć. Kocyk. Tak. Zaraz poszła do salonu, by przynieść mu koc i zastała go z kubkiem herbaty w rękach i w bluzie. Podała mu koc. - Nie wyglądasz najlepiej...
  Temat: Forumowe Memy
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 2059

PostForum: Rozmowy   Wysłany: 2018-04-01, 10:03   Temat: Forumowe Memy
Rico napisał/a:
Obrazek

Stwierdzam, że to urocze. :dance:


Awwwwwww :lofki:
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-03-31, 23:45   Temat: #1
Owszem, z Seattle do Olympii była długa droga, ale kilometry nie liczyły się, kiedy trzeba pozyskać dla siebie i swoich korzyści kogoś, kto potrafi zablokować moce innych mutantów i tym samym sprawić, że są całkowicie bezużyteczni. Victoria o tym wiedziała, zdawała sobie z tego sprawę od samiutkiego początku, kiedy tylko zorientowała się w tym, co może zrobić. Fakt, że zatrzymali jej siostrę i, że robili z nią rzeczy, które zmieniły ją nie do poznania, które ją zniszczyły, tym bardziej działały na wyobraźnię kobiety. Nic dziwnego, że wpadła w taką paranoję. Nie trzeba mieć dużej wyobraźni, żeby zorientować się, co mogliby jej zrobić, gdyby już ją dorwali. Gdyby wiedzieli. To było jasne, a przynajmniej było jasne dla niej. I dla Shivali... Bo Shivali wiedziała, dlatego kazała jej się stamtąd zmywać. Sahir najwyraźniej nie wiedział. A przynajmniej... jeszcze nie wiedział.
Tori pokręciła nieznacznie głową.
- Nie, nie trzeba. Wybacz, potrafię strasznie panikować - o, mało powiedziane. Ostatecznie z dnia na dzień wyjechała z rodzinnego Los Angeles na złamanie karku, byle gdzie, z biletem w jedną stronę. I od tego czasu nie wróciła. Nie była nawet odwiedzić grobu siostry. Jeżeli chodziło o jej moce i sprawę z DOGS, to... To była rzeczywiście okropną panikarą. A co najlepsze, w bazach danych DOGSów widniała jako osoba "czysta", ostatecznie, gdy była tam z siostrą, to i jej zrobiono testy. I nic nie wyszło... Cóż za pomyłka.
Johnson zręcznie uniknęła odpowiedzenia na stwierdzenia mężczyzny, bo po prostu się odwróciła, żeby mu tę herbatę zaparzyć. I udawała, że nie słyszała... Chociaż nie, słyszała na pewno, tylko udawała, że nie ma o czym mówić, bo przecież jest tylko "panikarą". Czy się bała? Oczywiście. Czy Sahir mógłby ją obronić? Wątpliwe, bo pewnie gdyby dostał rozkaz, żeby ją zgarnąć, to by ją zgarnął. A ona niewiele by na to poradziła. Mogłaby mu tylko nakopać, ale znając ją i to, jak zdążyła się już do niego przywiązać, to nie zrobiłaby nawet tyle. W końcu podsunęła mu herbatę na stół i dopiero wtedy na niego spojrzała, na opatrunek, który pokazał. I trochę zmiękła. Miękka buła.
- Boli? Mogę ci dać jakiś koc, skoro ci zimno - nie znała się na medycynie, chociaż przeszła kurs pierwszej pomocy, miała nawet certyfikat. Ale wydawało jej się, że skoro mu zimno, to na pewno nie było jakoś bardzo dobrze. I pewnie był zmęczony. A ten debil tutaj przyjechał, chociaż równie dobrze mógłby jej wcale nie zastać... I jak miałaby nie zmięknąć?
- Nikt mi nic nie zrobił - fakt, nikt jej nie postrzelił, nikt do niej nawet nie celował. Prawdę mówiąc, to chyba tylko Shivali i Sahir zwrócili uwagę, że w ogóle tam była - takie odnosiła teraz wrażenie - ale to chyba tym lepiej. Jednak nie mogła się pozbyć wrażenia, że coś przeoczyła. - Nie, zostań - wcale nie chciała, żeby sobie poszedł. Ale... Ale rzeczywiście było dziwnie. I było jej ciężko. POWINNA go wyrzucić przez okno i już nigdy mu nie otwierać, miała swoje zasady, nienawidziła tej przeklętej organizacji, która skrzywdziła jej siostrę, a tu... A szlag by to wszystko trafił!
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-03-31, 22:41   Temat: #1
Victoria wiedziała mimo wszystko, że Sahir nie jest taki głupi, na jakiego wygląda. Zresztą nigdy go nie traktowała jak debila i nigdy też się nie bawiła w tłumaczenie mu wszystko do zera jak kretynowi. Zresztą... czasami potrafił ją nieźle zaskoczyć. Może i nie mówił najszybciej, ale naprawdę jej to nie przeszkadzało, że nie chlapie na lewo i prawo bez sensu tylko faktycznie myśli nad tym, co mówi. A że zwykle było to totalnie abstrakcyjne... tym lepiej.
- Nikogo konkretnego. Po protu myślałam, że... - że co? Sahir totalnie zachowywał się tak, jakby jednak nie zdawał sobie sprawy, że jest mutantką. To tylko jej się wydawało, że cały świat już wie, ale prawda jest taka, że... Kto miałby się dowiedzieć? Czy ktoś bacznie ją obserwował? Czy ktoś zauważył symptomy i połączył kropki w zakreślance? Miała tendencje do paranoi, taka prawda. Już od wtedy, kiedy przypadkiem zdemaskowała tego mutanta, którego zaraz zgarnęli - to wtedy, kiedy zorientowała się, że i ona ma przebudzony gen X. Zresztą od wtedy właśnie uciekała, nie? Czy to znaczyło, że pora pakować manatki i wyjechać na Alaskę? Nie chciała. Bardzo, bardzo nie chciała. Tutaj było jej dobrze. Tutaj miała blisko i do niego, i do Shivali. - Po prostu sobie ubzdurałam, że ktoś mnie śledził od tamtego pochodu - w końcu to z siebie wydusiła i odetchnęła.
Nie miała się czym stresować, nie miała się o co martwić. Gdyby Sahir chciał jej coś zrobić, to zrobiłby już dawno, a nie bawiłby się w gadkę o parasolu - tak sobie tłumaczyła. Logika, chłodna logika, ale weź to wytłumacz swojej głupiej głowie. Vika przynajmniej się starała.
- Shivali. Tak, to moja przyjaciółka, mówiłam ci o niej - mówiła, nie raz, ale nigdy mu nie pokazywała przecież jak ona wygląda. Shivali zresztą też doskonale zdawała sobie sprawę z istnienia Sahira - trudno by było, żeby nie zdawała, skoro dzieliły ze sobą myśli. Wszystkie myśli. - Została tam... Chyba ją zgarnęli... - nie chyba, tylko na pewno. Wiedziała to. Ale Sahir nie wiedział, że ona wie. - Ona... Była jedną z organizatorek tego... - chyba nie trzeba było kończyć. "Pochodem" było to tylko na papierze, a w praktyce żadnego pochodu nie było. Była krwawa jatka.
Tori kiwnęła mu głową w potwierdzeniu. Skoro już się tutaj pofatygował i to tak nagle... Chyba faktycznie się martwił. Nie sądziła, że zwrócił na nią aż taką uwagę, ale to ona po prostu straciła głowę. A przecież stała całkiem blisko w pewnym momencie, więc było całkiem zrozumiałe, że jednak ją widział. I widział, jak ucieka. Nie było sensu stać w tym przedpokoju, więc zaraz poprowadziła go do kuchni, chociaż "poprowadziła" to złe słowo. Sahir był tutaj tyle razy, że nie potrzebował jej przewodnictwa, by gdziekolwiek tutaj trafić, ale jednak szedł za nią. Szum wody w czajniku był całkiem... Całkiem uspokajający. Zagłuszał myśli. Boże, i co ona miała teraz zrobić? Jak miała się zachowywać?
- Nic ci nie jest? - zapytała w końcu, totalnie nie wiedząc co ma mówić. W powietrzu nie wisiał żaden inny temat niestety. A prędzej czy później wyjdą pewne słowa, które teraz zostawały w sferze domysłów i niedopowiedzeń...
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-03-31, 21:29   Temat: #1
Tak, oczywiście, Allison był do tego właśnie zdolny: do siedzenia na klatce schodowej pod drzwiami i straszenia reszty mieszkańców. To była oczywista odpowiedź, ale w tej konkretnej minucie Viki po prostu myślała swoim torem, a nie jego torem. A przecież była już przyzwyczajona, w końcu znali się... nie od wczoraj. I nigdy jej to nie przeszkadzało - było inaczej, zmuszał ją do myślenia, nigdy nie zanudzał. Ech, cholera by to wszystko, Victoria, weź się w garść!
- No starte, bo go nie kupiłam. Myślałam, że to kto inny, a nie ty - ano, wzięła go w końcu w łapy zanim zobaczyła, że to Sahir. Ale i tak, choć znała go przeszło rok, chociaż mu ufała - no na bogów, przecież zawsze mogła na nim polegać, nawet wtedy, gdy dopiero co go poznała i się spiła jak szpadel - to i tak nie była pewna, czy zaraz jej z tego mieszkania nie wytarga jak szmacianą lalkę... Stąd parasol ciągle był w jej rękach. I wiedziała jak bardzo to jest bez sensu i idiotyczne, więc zła na siebie odwróciła się na chwilę od mężczyzny by odwiesić go na wieszak.
Znowu zamarła, gdy zaczął mówić - czyli jednak, czyli jej się nie wydawało, czyli ją zauważył, tak samo jak ona jego. No dobrze, czyli to jedno mogła sobie odhaczyć. Więc wiedział, że była w Seattle. Naprawdę się martwił? To dlatego tak szybko się tutaj zjawił? Ona naprawdę niedawno wróciła, góra dziesięć minut wcześniej, nawet się przebrać nie zdążyła, niezłe wyczucie. Chyba, że naprawdę coś od niej chciał i teraz grał, by uśpić jej czujność. Sahir? Grał? Viki, przestań! Doskonale wiedziała, że to nie gra, no chyba, że robił ją w bambuko przez rok... Nie, naprawdę musiała przestać, albo zaraz zwariuje!
Kobieta odwróciła się w końcu do niego, gdy skończył mówić i przez chwilę milczała. Nie bardzo wiedziała co ma powiedzieć, nie bardzo wiedziała co ma zrobić, a już tym bardziej nie wiedziała jak ma się zachowywać względem niego.
- Tak, ja też cię widziałam - o tak i to więcej niż raz, bo nie tylko jak zawracała a on szedł w stronę prowizorycznej sceny... Przecież później, gdy starała się zapanować nad Shivali też go widziała. Tyle, że wtedy miała co innego na głowie niż zastanawianie się nad tym, dlaczego walczy przeciwko mutantom. A przynajmniej tak to wyglądało - nie była pewna, niczego nie mogła być pewna... Chociaż te jego słowa... Że myślał, że już go nie lubi i że nie chce go znać... To mówiło sporo. Lubiła? Chciała znać? Tak, lubiła, nadal - chciałaby powiedzieć, że to jedno zdarzenie przekreśli cały rok znajomości, ale tak nie było. Rok to jednak rok i przyzwyczaiła się do niego, taka prawda. Był jedną z tych nielicznych osób, z którymi utrzymywała stały kontakt i, cholera, naprawdę go lubiła. Czy chciała go więc znać? Kurwa, i tu się sprawa komplikowała, bo jedna jej strona chciała, bardzo, a druga... druga mówiła jej, że jest z DOGS i że trzeba to zakończyć, póki będzie bolało mniej. - Uciekłam więc jest ok - nie ma to jak ominąć połowę jego wypowiedzi i odnieść się tylko do końcówki. Uciekamy, panno Johnson? - Wejdziesz?
  Temat: #1
Victoria Johnson

Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1444

PostForum: V. Johnson   Wysłany: 2018-03-31, 16:29   Temat: #1
Czasami niewiedza naprawdę była błogosławieństwem. Ktoś inny już dawno połapałby się, że parasolka była po to, by go zdzielić w ten głupi łeb, niech tylko okaże jakiekolwiek fałszywe ruchy - ale nie Sahir. Nie, on nie pomyślał o najbardziej oczywistej odpowiedzi. On pomyślał, że ona w słoneczny dzień potrzebuje parasolki, by wyjść.
- Co? - jego tok rozumowania był tak abstrakcyjny, że ją kompletnie zbił z tropu, nic więc dziwnego, że dłoń z parasolką jej trochę opadła. Brązowowłosa zamrugała bezrozumnie po czym wgapiła się w Sahira przenikliwie, próbując coś z tego zrozumieć. Panika nie pomagała. Ale jego zachowanie było na tyle rozbrajające, że przynajmniej się nie powiększała. - Nie, dopiero przyszłam niedawno.
I co, mieli tak stać? Bez sensu. Albo on zawróci, albo ona go wpuści. Już i tak było wystarczająco dziwnie. Wystarczy, że jej mózg pogalopował w domysłach niebezpiecznie daleko, wystarczyło, że wyobraziła sobie, że Sahir szedł tutaj jej śladem tylko po to, żeby ją dorwać. Ale przecież tak nie było, nie musiał iść jej śladem, wiedział dokładnie gdzie mieszka. Pytanie tylko dlaczego założył, że tutaj będzie? W Seattle wydawało jej się, że zwrócił na nią uwagę, tak jak ona zwróciła na niego, ale... Teraz nie była tego taka pewna. Wydawało jej się to, tak, to na pewno to. W takim razie nie wiedział, że była w Seattle; w takim razie wiedział, że jest w Olympii.
Dziewczyna odetchnęła, po czym odsunęła się i szerzej otworzyła drzwi. Mógł wejść, proszę bardzo. Tylko skąd w takim razie wiedział, że nie była w pracy? Miała teraz w głowie taki mętlik, że trochę mechanicznie zamknęła za nim drzwi i stała jak kretynka tuż obok, nadal dzierżąc parasol jak tarczę. Albo jak miecz... Zależy.
 
Strona 1 z 6
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10