Znalezionych wyników: 101
|
| Autor |
Wiadomość |
Temat: Mieszkanie |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 442
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-05-24, 15:16 Temat: Mieszkanie |
Dla mnie ta gra się nie skończyła. To była partia, która trwała w zawieszeniu przez tak wiele, długich miesięcy. Och, cóż za szkoda, że ta moja zabaweczka tak dobrze się ukrywała! Z drugiej jednak strony... Mój głód na zabawę z każdym mijającym dniem, z każdą godziną wzrastał. Czy mogłam więc chcieć czegoś więcej? Wrócił do mnie, ten robaczek przybył, niczym przywołany moją głodną myślą na więcej zabaw. Dla mojej chorej rozrywki...
Uniosłam lekko swoją brew na jego słowa, by po chwili zacząć masować skórę swoich ramion i polewać ją wciąż ciepłą wodą. Bagatelizowałam go? Być może. A może to jednak tylko kolejny ruch na naszej planszy?
Jego zagrywki nie robiły na mnie wrażenia. Sama znałam je od podszewki, sama dokładnie w ten sam sposób się bawiłam. No i... Dalej byłam przekonana o własnej przewadze. Był na moim podwórku. Na moim placu zabaw. Z całą pewnością był świadom, że i ja mam swoje asy w rękawie.
- Korzystaj, póki możesz. Byłaby wielka szkoda, gdyby rozlały się na niewłaściwego mężczyznę. - Skwitowałam krótko, dość wymownie spoglądając na cielsko tego trupa, z którego wciąż rozlewała się krew na moją idealnie czystą posadzkę. Och... Budziło to wspomnienia. Tak miłe, wywołujące dreszcze wspomnienia... Chyba już mimowolnie przygryzłam lekko swoją wargę, na sam ten żelazny zapach. Pobudzało to moje zmysły i wyobraźnię, już miałam w planach naszą kolejną zabawę, gdy tylko Fowler wykona jeden, zdradliwy dla siebie ruch...
- Nie każdemu udałoby się tak po prostu wejść na moją posiadłość. I to... W takim stylu. Zadziwiasz mnie, Fowler. - Wyjaśniłam po chwili moje poprzednie słowa. Chyba dlatego byłam tak głodna kolejnych zabaw z nim. Był wyjątkowy, znosił wiele. Zapewniał mi rozrywkę na długie godziny. Chyba dlatego tak bardzo nie chciałam się z nim rozstawać. Pewne jednak było, że nie popełnię więcej tak głupiego błędu, jak przed niemal rokiem.
Uśmiechnęłam się nieznacznie słysząc jego plany co do mnie. Nie powiem - miał gość odwagę, by w ogóle o tym mówić. Wysoko też mierzył poprzeczkę - bo wbrew temu, co mogło mu się wydawać - wiele było potrzeba, by się mnie pozbyć. Miałam swoją siłę - i na pewno nie miałam zamiaru mu odpuszczać. Już nie...
- Och, do miłej rozmowy to nam brakuje co najmniej dobrej kawy. A już na pewno lampki szampana. - wyrzuciłam z siebie dość lekko, wychylając się lekko z wanny i łapiąc za butelkę, która przy niej stała. Jak dobrze, że moi pracownicy dobrze wiedzieli, czego mi potrzeba po całym dniu wrażeń! Bez ogródek odwinęłam sreberko, by po chwili - otworzyć ten trunek i nalać do nazbyt zdobionego kieliszka. Upiłam z niego zaledwie jeden łyk, by po chwili podnieść swoją dłoń w jego kierunku - w wyraźnym geście dzielenia się - Nie ma dobrej chwili rozluźnienia bez odrobiny bąbelków, czyż nie? - Stwierdziłam dość dwuznacznie, nie odrywając od niego wzroku, z wyraźnym uśmiechem na ustach i wciąż uniesioną dłonią ze szkłem. |
Temat: Mieszkanie |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 442
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-05-13, 22:43 Temat: Mieszkanie |
Dla mnie to była gra - moja niewinna zabawa, która eskalowała do niebezpiecznej rozgrywki przez jeden, głupi błąd. Ale to zupełnie jak w szachach, prawda? Od jednego pionka może zależeć los króla. I dzisiaj, to ja byłam tą figurą...
Doskonale słyszałam wszystko, co działo się za ścianą. Nie miałam jednak nic do stracenia czy do ukrycia. A co więcej - mogłam odzyskać najcenniejszą dla mnie zabawkę, jeśli tylko poświecę te marne pionki ku własnej uciesze. Jeśli tylko zaryzykuję w imieniu mojej gry...
Nie przestawałam nucić swojej piosenki ani przez chwilę - nie, gdy jęki Howarda niosły się po mieszkaniu, nie, gdy słyszałam jak jego zęby rozsypują się niczym rozerwane koraliki po podłodze, ani też w chwili, gdy była słychać jak resztką sił próbuje się zaprzeć przed ciągnięciem swoimi ciężkimi butami.
Nie wzdrygnęłam się nawet, gdy drzwi zostały wyważone, a jedynie rozłożyłam swoje ręce na brzegu wanny, obracając się przez ramię i spoglądając na jego przedstawienie znad zapachu bąbelków. Cóż za ciekawa kompozycja się utworzyła, gdy jednak metaliczna woń krwi również zaczęła się nieść w tym parującym pomieszczeniu.
- Wiedziałam, że jeszcze się spotkamy. Jak widać piosenka nie kłamie. Wszystko jest inaczej za drugim razem. - powtórzyłam ostatni zaśpiewany wers, tym razem jednak bez żadnej linii melodycznej. W moich oczach z pewnością nie mógł dostrzec ani przerażenia, ani przejęcia się nagłą śmiercią mojego - już byłego - ochroniarza. Westchnęłam jednak ciężko, odwracając się w tej wannie tak, by nie musieć nadwerężać swoich biednych kręgów. Wyłożyłam się też wygodniej, jedną ze swoich dłoni delikatnie masując się po szyi i ramieniu, gdy drugą na nowo ułożyłam wzdłuż brzegu wanny. Nie odrywałam spojrzenia od blondyna, analizując wszelkie zmiany, jakie w nim nastąpiły. I nawet... Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak cieszyło mnie to, czego zapewne sam nie dostrzegał - jak stał się zimnym zwierzęciem napędzanym tylko jedną myślą.
Myślą o mnie.
Jeden z kącików moich ust nieznacznie się uniósł na jego lekki komentarz.
- Lepiej prezentują się na ciele. - skomentowałam to krótko, nie bardzo zważając na fakt, że to spotkanie raczej powinno być... Bardziej niezręczne. - Muszę Ci przyznać, Fowler. Niezły z Ciebie agent. - Dodałam po chwili zakręcając jeszcze lecącą wodę. Mimo wszystko - jej szum trochę przeszkadzał w tej konwersacji. - Ale domyślam się, że ta ścieżka z trupów wcale nie była po to, by do mnie dołączyć? - Zapytałam, zapewne za mocno go lekceważąc. |
Temat: Mieszkanie |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 442
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-05-13, 19:37 Temat: Mieszkanie |
Źle się działo. Czułam w kościach, jak ta organizacja upada coraz bardziej, jak zbliża się jej kres. Czułam, że upadek Genetically Clean wisi już w powietrzu. Byliśmy na równi pochyłej - ku samemu dnu - a wszystko przez tego geniusza, jakim okazał się być Haywell. Gnida sprowadziła nam na łeb same problemy, z którymi do dziś to JA musiałam się zmagać. Nikt inny nie miał wystarczająco samozapracia, Louanne od czasu ciąży była zbyt miękką kluchą, by móc mieć jakikolwiek wpływ na innych. A ja? Wiadomo było, że jak coś sobie postanowię... Nie będzie tak łatwo się mnie pozbyć.
To dlatego coraz później wracałam do domu. Dlatego coraz mniej czasu w nim spędzałam. Ale przecież... Przecież nic nie traciłam. Nie miałam rodziny, nie miałam partnera. Nie miał kto płakać za moją nieobecnością. Byłam całkowicie samowystarczalna. No, może poza jedną kwestią - ochroną.
Gdy tylko podjechaliśmy z Howardem przed ogrodzenie, czułam, że coś jest nie tak. Było... Zdecydowanie zbyt cicho. Co prawda - była już późna pora i normalnie nie powinno nawet na chwilę mnie to zająć, ale jednak... Te ciołki dostawały za to pieniądze, tak? Za ochronę. Ale jak widać - byli tak samo bezużyteczni, jak wszyscy moi poprzedni asystenci.
A może jednak moja paranoja wcale się tak mocno nie myliła?
Kierowałam się do swojego mieszkania tym samym tempem, co zawsze, po drodze wymieniając kilka słów z moim lojalnym gorylem. I coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu - że jednak coś jest nie tak...
Stukot moich szpilek niósł się przez klatkę, raz za razem, stopień za stopniem. Z całą pewnością doskonale było słychać, jak zbliżam się do własnych drzwi i w końcu przed nimi staję - z lekkim zawahaniem.
Teraz byłam pewna.
Gra się rozpoczyna...
Nacisnęłam na klamkę i nie napotkałam żadnego oporu. Uśmiechnęłam się pod nosem, nawet mimo faktu, że gdzieś tam w środku jeszcze chciałam wierzyć, że w rzeczywistości to niekompetencja tych debili. Trzymałam się jednak w gotowości.
- Howard. Sprawdź mieszkanie. - Rzuciłam sucho, gdy sama zdjęłam z nóg swoje drogie obcasy, a z ramion ściągnęłam markowy płaszcz, wieszając go na aksamitnym wieszaku w jednej z szaf przy wejściu.
Niemal natychmiast swoje kroki skierowałam ku łazience. Zabawa czy nie zabawa - należał mi się teraz relaks. Zasłużyłam na niego po całym dniu naprawiania błędów po tych ciołkach z administracji...
Nuciłam swoją piosenkę, odkręcając ciepłą wodę w wannie i wpuszczając do niej drogie olejki zapachowe. Po chwili też spięłam swoje włosy ozdobną spinką już rozkoszując się aromatem kwiatowym noszonym po pomieszczeniu. Moje zabawki były jak zawsze na miejscu - niewielkie, z pojedynczymi ładunkami, mieszczące się gdzieś pomiędzy szamponami a zapachowymi świeczkami. W końcu... No litości, wiedziałam, że jestem na celowniku bardzo wielu osób. Napsułam krwi zbyt wielu osobom...
Zdjęłam z siebie wszystko, co mogło mi przeszkadzać w tym małym domowym SPA. Ignorowałam każdy dźwięk, który mógł dochodzić spoza łazienki. Teraz... Teraz nic nie miało znaczenia. Byłam tylko ja, ta ciepła, pachnąca woda i moja piosenka.
- Everything is different the second time around... |
Temat: #1 |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 556
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-04-14, 13:03 Temat: #1 |
Szczęście nie zawsze miało mu dopisywać, nawet, jeśli na pierwszy rzut oka właśnie tak się wydawało. Gdy tylko wspomniał o tym, jakoby kogoś miał, z całą pewnością dostrzegł nutkę zawodu w moim oku. W sumie... Już od tak dawna nie miałam okazji stosować tak otwartej manipulacji, że chyba sama się zaczynałam dziwić, że idzie mi to tak dobrze.
Całe szczęście już po chwili urok robił swoje. Wystarczył ten jeden gest i jego następne słowa, bym wiedziała, że wygrałam.
- Philipie! - Wyrzuciłam z siebie, niby onieśmielona, ledwie na chwilkę odwracając swój wzrok, jakbym się chciała upewnić, że nikt nas nie podgląda. W końcu... To było takie niemoralne.
Nie minęła jednak sekunda, gdy dałam się mu uwieść.
Zachichotałam, niby nerwowo, przysłaniając jedną dłonią swoje usta, gdy drugą położyłam na jego ręce - dokładnie tej, która właśnie spoczywała na moim kolanie.
- Oh. Z całą pewnością wiesz, co mówić kobiecie. - Stwierdziłam nieco przyciszonym tonem, unosząc jedną ze swoich brwi, by po chwili wstać ze swojego miejsca i nachylić się do jego ucha - oczywiście przy okazji dość mocno podkreślając przed nim mój własny dekolt.
- Ja za to wiem, co się robi z takimi... Mężczyznami. - Wyznałam, niemal szeptem, nim odsunęłam się od jego osoby oblizując swoją wargę i po chwili ją przygryzając. Odeszłam, w kierunku jednej z framug - prowadzących prosto do mojej sypialni.
- Chciałbyś się przekonać? - Zapytałam, nim zniknęłam gdzieś w korytarzu.
Był mój. O tym byłam przekonana. Kolejna cudowna zabawka do mojej kolekcji... |
Temat: #1 |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 556
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-03-17, 15:43 Temat: #1 |
- Oh, Philipie! Wiesz, jak wprawić kobiętę w dobry nastrój! - Odparłam z lekkim uśmiechem, niemal chichocząc jak jakaś młoda siksa na ten wyrywkowy komplement, jednocześnie unosząc swój kieliszek. Czego młodemu Neumannowi nie można było odmówić - rzeczywiście był z niego niezły alvaro, w przeciwieństwie do jego wujaszka. No ale coś za coś - do swego czasu Kris miał głowę na karku - przynajmniej do chwili, gdy nie postanowił stanąć po drugiej stronie barykady...
I jak widać, w tej rodzinie nikt się na błędach nie uczył.
- Zaufanie to niezwykle ważna sprawa. Szczególnie w rodzinie. Nie chciałabym, by nasza relacja opierała się wyłącznie na dobrym wyglądaniu na zdjęciach. Czuję się samotna, Phil. - Wyznałam, z niezwykłym przekonaniem w głowie, kładąc swój kieliszek na blacie i pocierając palcem o jego krawędź. - Chciałabym móc się cieszyć zjazdami rodzinnymi, chciałabym móc zapomnieć o tej nienawiści. Rozumiesz. Nawet mimo faktu, że jesteś mutantem. - Dodałam po chwili, przywołując na usta dość cierpki uśmiech, by po chwili westchnąć ciężko. Wewnętrznie jednak moje serce się rozpalało - miałam go. Wyznał to. Był już... Mój.
A ja wiedziałam, jak do niego trafić.
Podpiłam łyk wina i oczywiście całkowicie niechcący szturchnęłam go w nogę własnym kolanem.
- Powiedz mi, Phil... Masz Ty już jakąś... PAnnę na oku? - Zapytałam niezwykle niewinnie, obejmując go swoim spojrzeniem, patrząc tęskno w jego tęczówki, jakbym liczyła na przeczącą odpowiedź. Tak bardzo chciałam wierzyć, że jego romantyczna natura ciągnąca do zabawy się obudzi, a jego wyobraźnia zrobi wszystko za mnie... |
Temat: #1 |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 556
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-02-18, 21:41 Temat: #1 |
Gdy już miałam pewność, ze wyglądam absolutnie perfekcyjnie, uśmiechnęłam się po raz ostatni do swojego odbicia w lustrze, nim wyszłam do drogiego Phillipa. Stukot moich szpilek z całą pewnością niósł się między pomieszczeniami i zwiastując moje pojawienie się we framudze drzwi.
- Oh, musisz mi wybaczyć! Tyle rzeczy na głowie, rozumiesz, praca i te sprawy. Prawie wypadło mi z głowy, że Cię dzisiaj zapraszałam! - Odparłam z udawanym zmartwieniem, posyłając w kierunku mężczyzny lekko przejęty uśmiech, nim go przytuliłam na przywitanie z klasycznymi trzema buziakami w powietrze. Przedstawienie musiało trwać, czyż nie?
Wtedy też przystanęłam przy blacie, na którym w wiaderku pełnym lodu czekał na nas schłodzony, alkoholowy trunek. - Jesteś głodny Philipie? Oczywiście nie odmówisz jednej lampki z kochaną cioteczką, czyż nie? - Zapytałam, szturchając go lekko ramieniem. - Rozumiesz, muszę sobie odbić w końcu stresy dnia codziennego. A przez te całe wybory nie mam nikogo zaufanego! - Dodałam po chwili, jakby chcąc rozwiać jakiekolwiek wątpliwości młodego Neumana, co do celu jego przyjścia. Wtedy też zaczęłam rozlewać alkohol do kieliszków. - To co tam u Ciebie? Mów! Wręcz... Niecierpliwię się nad odpowiedzią. - Stwierdziłam dość lekko jak na mnie, i - o dziwo - wcale przecież nie kłamałam... |
Temat: #1 |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 556
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-02-08, 21:56 Temat: #1 |
// Styczeń, wieczór
Niezwykle niecierpliwiłam się na ten dzień. To właśnie dziś miałam się dowiedzieć prawdy. Miałam się przekonać, czy rodzina Neumannów od początku była zdrajcami dla ludzkości. To dziś zaprosiłam biednego Phila, na jego ostatni dzień życia...
Czemu nagle zaczęłam pawać niezwykłą nienawiścią do drogiego bratanka czy siostrzeńca mojego byłego męża? Oh, nie było prostszego pytania! Ten młodzieniec zdradził mi się przy szampanie - ale ja musiałam mieć pewność.
Raczej niczego się nie spodziewał. Być może nawet nie pamiętał tamtej rozmowy. Być może tylko sobie żartował - a wtedy, szczęście mu dziś z pewnością dopisze. W innej sytuacji...Chyba wzbogacę się o nową zabawkę.
Szykowałam się na ten wieczór dłużej, niż powinnam. Zadbałam o elegancki strój, odpowiedni makijaż, i brak towarzystwa mojej ochrony. To była sprawa jedynie między mną, a tą latoroślą Neumannów... Wino stało już odpowiednio schłodzone, ostatnie poprawki szminki na ustach, i wtem - z całą pewnością doszedł do mnie dzwonek spod drzwi, lub też ich otwieranie.
- Rozgość się Philipie, za chwilę zejdę! - Krzyknęłam zza drzwi łazienki, jeszcze poprawiając dekolt w mojej sukience. Zdawałam sobie sprawę, jak działam na mężczyzn. A dziś... Wolałam się wszystkiego upewnić bez rozlewu krwi. Przynajmniej - na razie... |
Temat: Mieszkanie |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 442
|
Forum: V. Neumann Wysłany: 2019-02-08, 21:43 Temat: Mieszkanie |
Salon:
Kuchnia z jadalnią
Sypialnia:
Łazienka:
|
Temat: Rynek |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1753
|
Forum: black lake Wysłany: 2018-10-04, 22:29 Temat: Rynek |
- Oh, chłopcze! Nie ma na to czasu! Szybko, chodź, Esther miała wypadek! Oh! - Załkałam bezradnie, próbując jak najlepiej zbyć kwestię mojego imienia. Nie mogłam sobie pozwolić na to, by ten młodzieniec mnie rozpoznał. Nie teraz. Nie, gdy byłam tak blisko. Nie, gdy cała moja kariera dalej wisiała na włosku, a GC robiło z siebie istnych debili. Porażka za porażką, ugh...
Wyciągnęłam rękę w kierunku chłopaka, próbując go zaciągnąć - najpierw w tłum, dla niepoznaki, by po chwili zacząć się niepewnie rozglądać.
- Oh! Pogotowie ją zabrało! Mówiła, że musisz o tym wiedzieć. Że jej pomożesz! Oh, jak możemy się najszybciej tam dostać?! - Zawołałam, znów udając olbrzymie zmartwienie i rozglądając się po pojazdach zebranych przed rynkiem. I niby ukradkiem podeszłam do jednego z brzydszych aut, gdzie siedział nie kto inny, jak mój dobrze wychowany Howard.
- Oh, zabierze nas pan do szpitala? To bardzo ważne!
Kolejne sekundy minęły, gdy mój podwładny niby się zastanawiał, by w końcu kiwnąć twierdząco głową. Bez namysłu wsiadłam więc do tego pojazdu, nie patrząc nawet na to, że nie pasuje do mojej nowej torebki, by po chwili tylko rzucić ponownie smutnym tonem w kierunku Donovana:
- No na co czekasz? Nie mamy teraz czasu! Po drodze Ci wszystko wyjaśnię! |
Temat: Silence before the storm |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 715
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-08-26, 19:56 Temat: Silence before the storm |
To nie życie Lou wisiało tu na szali, tylko moje. Pewnie dlatego tak bardzo ignorowała wszelkie moje zażalenia i wątpliwości. Może ona właśnie chciała żebym zdechła i to był jej zamierzony ruch? Niekompetentny ochroniarz pierwszym gwoździem do trumny, czyż nie?
- Tak. Niesubordynacja. Nie słucha rozkazów. Postępuje pochopnie. Prowadzi samowolkę. I zdecydowanie nie współpracuje z moim stylem. - Odparłam, przerzucając jedną dłonią swoje włosy przez ramię. Na mojej twarzy gościła powaga i z całą pewnością - w żadnym aspekcie nie żartowałam. - Tak. Będę dużo spokojniejsza wiedząc, że jest z pełna rozumu. - Odpowiedziałam na jej kolejne pytanie, przytakując.
- Z chęcią bym to zrobiła. Ale ten gnój Reynolds już tę granicę przekroczył, przebijając ramię dziewczyny na wylot. Taki jest zrównoważony. Ups. - Stwierdziłam po chwili, niby beznamiętnie, odwracając się na własnym obcasie i kierując w stronę drzwi. W sumie... Chyba wewnętrznie czułam pewnego rodzaju satysfakcję z takiego obrotu spraw.
- Do zobaczenia, Pani Prezes. - Rzuciłam na koniec, lekko ironicznie, nim zniknęłam za drzwiami z tak pożądaną przeze mnie teczką. Nie dałam jej już chwili na wtrącenie się w moje słowa - w końcu nie chciałam jej przeszkadzać w obowiązkach, czyż nie?
[z/t] |
Temat: Silence before the storm |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 715
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-08-19, 21:35 Temat: Silence before the storm |
Nie chciało mi się wierzyć, że Louanne miała tak płytkie myślenie i nie była w stanie dostrzec tych prostych sygnałów, które mówiły o niekompetencji mojego ochroniarza. Przecież to trzeba było być ślepym!
- Czy niesubordynacja, traktowanie więźniów wbrew zaleceniom, podejrzane zachowanie i z całą pewnością gesty przypominające te u schizofreników to Twoim zdaniem mało? - Zapytałam niby beznamiętnie, a jednak z wyczuwalną nutką agresji w głosie. To było po prostu za dużo. To było... To było śmieszne! - Jeśli nie wierzysz moim słowom, sprawdź nagrania z cel z ostatnich kilku dni. Wyślij kogoś za nim, nie wiem, cokolwiek! - Dodałam po chwili, już nieco wyprowadzona z równowagi, jednak w końcu wzięłam głębszy wdech, jednocześnie rozluźniając swoje palce.
- Jestem na dobrej drodze. Schwytaliśmy dziewczynę, przez którą łatwiej dorwiemy Fowlera. Nie jest postacią medialną, nie robi się o niej głośno. Poza jej bliskimi nikt nie zwróci uwagę na jej zaginięcie. Jeśli ona nam nie pomoże... Cóż. Jej bliscy to zrobią. Wystarczy jeden telefon, gdy ona się złamie. - Odpowiedziałam w pewnością w głosie, wciąż jednak pilnując własnych wartości. Nie mogłam skrzywdzić człowieka. Przekonać do swoich racji? Oczywiście. Ale każdy człowiek miał prawo do życia, a ja to prawo byłam gotowa uszanować. |
Temat: Rynek |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1753
|
Forum: black lake Wysłany: 2018-08-17, 18:48 Temat: Rynek |
//28 kwietnia
Kto by pomyślał, że jeszcze się tu zjawię?
Ah, to miejsce tak miło wspominałam. W końcu to właśnie tutaj złapałam jedną ze swoich najcudowniejszych zabawek. A teraz... Teraz potrzebowałam nowej. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach w GC. Wciąż czułam się niepocieszona i zdradzona przez tę organizację. Właśnie dlatego potrzebowałam chwili wytchnienia i relaksu... A czy są na to lepsze sposoby, niż schwytanie mutanta prężnie działającego w szeregach FPTP?
Ah, jak byłam wdzięczna za te krótkie nagrania utwierdzające mnie w przekonaniu, że Conor Donovan zasłużył sobie na bycie moją uciechą. Wiedziałam o nim tak dużo - o jego miłostkach, o jego pracy, o jego trasach... Wiedziałam też, że właśnie o tej porze powinien się kierować do domu swojej ukochanej i musiał pokonać ten ryneczek, by tam trafić.
Czekałam więc, oczywiście w towarzystwie mojego jedynego zaufanego pracownika - Howarda, wypatrując tej młodej buźki po okolicy... A gdy w końcu ją dostrzegłam...
- Halo? Conor? Conor? Czy to Ty? - Zapytałam nieco przestraszonym tonem, przywołując na twarz niezwykle zmartwioną minę, w czasie, gdy przepychałam się między ludźmi w stronę chłopaka, a mojego ochroniarza odesłałam do samochodu, by już odpalił silnik - Proszę, powiedz że się nie mylę i Ty jesteś Conor! - Dodałam po chwili z już niemal zaszklonymi oczami. Jednego mi odmówić nie można było - aktorką byłam genialną... |
Temat: Silence before the storm |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 715
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-08-17, 16:43 Temat: Silence before the storm |
Na komentarz brunetki jedynie przewróciłam oczami. Czasami naprawdę mnie męczyła swoim zachowaniem. Ja... Nie miałam czasu na zbędne uprzejmości i teatrzyki, o czym Henning powinna doskonale wiedzieć.
- Co do jego siostry nie mam żadnych wątpliwości. Wręcz uważam, że należy jej się uznanie i być może nawet awans w niedalekiej przyszłości za oddanie naszej sprawie. Jej brat jednak... Dalej uważam, że nie jest wystarczająco zaufaną jednostką. Jest w nim coś niepokojącego, Louanne. I nie podoba mi się to. - Stwierdziłam chłodno i spokojnie, mimo, że przecież wcale nie czułam się przy nim bezpieczna. Zdecydowanie bardziej wciąż ceniłam obecność Howarda, który przez tyle lat ani razu mnie nie zawiódł. No.. Poza tą źle związaną liną... Ale ten jeden raz byłam mu w stanie wybaczyć.
Przechwyciłam teczkę od Louanne, jednocześnie wstając ze swojego miejsca i wzdychając ciężko. Czy ona naprawdę uważała mnie za idiotkę?
- Wiem, Pani Prezes. Biorę to do swojego biura i odstawię na Twoje biurko przed wieczorem. - Odpowiedziałam na jej zalecenia, jednocześnie potrząsając z niedowierzaniem głową. - Ale serio. Sama też powinnaś zwrócić na niego uwagę. Jeśli coś mi się stanie, jestem niemal pewna, że i on będzie maczał w tym palce, Henning. - Dodałam jeszcze, dokładnie przyglądając się swojej towarzyszce. Nawet, jeśli teraz nie traktowała moich słów poważnie, byłam niemal przekonana, że kiedyś okażą się prawdą... |
Temat: Sala konferencyjna |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 3079
|
Forum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN Wysłany: 2018-08-17, 15:54 Temat: Sala konferencyjna |
Cała ta sytuacja była po prostu absurdalna. I nie, wcale nie chodziło o podejście moje czy dowódcy – tutaj w ogóle nie powinno było dochodzić do takich spekulacji i rozmów! Dopiero teraz widziałam, jak bardzo rozbiegły się cele i postulaty GC, dopiero teraz widziałam, jak bardzo zmieniła się nasza kadra. Dopiero teraz widziałam, że ci wszyscy ludzie z pewnością zapomnieli, po co w ogóle ta organizacja istniała!
Gotowałam się wewnątrz słysząc kolejne genialne pomysły. Utrzymywanie mutantki aż do porodu? Co, może jeszcze w prywatnej drogiej klinice? Współpracowanie z nią? Że co słucham? W takie gierki mógł się bawić Rząd, nie my. Nie JA.
Margaret nawet nie zdawała sobie sprawy, jak mnie gryzł fakt, kto taki jest teraz u władzy. Z chęcią przecież osobiście bym wydłubała oczy Henning, gdyby nie ta cudowna medialna przyjaźń między nami. Za czasów Haywella to był jeszcze całkiem znośny układ, jednak tym bardziej teraz, gdy bylam bezpośrednio jej podwładną... Bolało mnie to. Do kurwy nędzy, sama miałam męża mutanta i nawet nie zawahałam się go zabić! Louanne tolerowałam tylko dlatego, że była człowiekiem. Nie mogłam tego jednak powiedzieć przy ogóle. To po prostu nie wypadało.
Przechwyciłam jednak wzrok dowódcy i uważnie obserwowałam swoją kuzynkę, gdyby jednak wymiękła. Sama już nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Jednak ten słodki dźwięk wystrzału, widok krwi chlapiącej na ściany i wsiąkającej w wykładzinę... Oh, to była mimo wszystko radość dla mojej duszy. Krótka chwila, w której mojej źrenice się zwężyły, a na ustach zagościł uśmiech na ułamek sekundy. To było za mało, by mnie dostatecznie zadowolić, jednak wystarczająco, by odzyskać wiarę w Imogen. Przynajmniej do czasu, aż się nie odezwała.
- Ja naprawdę nie wierzę w wasze słowa. Czy tutaj wszyscy postradali zmysły? Sanders? Ruiz? Trailor? Naprawdę nie widzicie, że to niepotrzebne ryzyko i marnotrawstwo pieniędzy na to... Na to wynaturzenie? - Zapytałam wyraźnie zniesmaczona i zawiedziona kierunkiem, w którym właśnie zmierzało GC. Nie po to tyle lat walczyłam, zabijałam i wspierałam finansowo tych ludzi, by dzisiaj stali się przychylni mutantom przez byle bękarta! Przerzucając swój wzrok po reszcie sali zrozumienie odnalazłam jedynie w oczach Reynoldsów. Tylko oni sobie nic nie robili z tego wydarzenia. Tylko oni zdawali się rozumieć naszą misję, co było szczególnie przykre, ze względu na fakt że byli zwykłymi szaraczkami i nawet nie mieli zbyt wiele do powiedzenia.
- Niby jakie nieprzyjemności, Louanne? Zostałaś bohaterką. Te pojedyncze złe słowa wywodziły się z tych samych ust, co każde złe słowo o nas, wybawicielach ludzkości. To marne FPTP, bractwo, wolni mutanci. Żaden zdrowo myślący człowiek nie powiedział o Tobie nic złego. A może... Może stajesz się jedną z nich, nasza droga pani prezes? - Zarzuciłam jej z podejrzliwością w głosie. Nie podobała mi się jej postawa. Ktoś tak słaby nie powinien był nam przewodzić. A przecież dobrze wiedziałam, że nie jestem jedyną, która tak uważa.
Przygryzłam własną wargę, widząc przed sobą pistolet. Z pewnością są jeszcze w nim naboje. Gdyby tak... Tak...
- Tak. Chcę coś jeszcze dodać. - Wyrzuciłam z siebie, chłodno, spokojnie, nie przywołując na twarzy żadnych emocji. Przyglądałam się jedynie tej broni, tuż przede mną, niczym zahipnotyzowana, by po chwili rozejrzeć się po zebranych. Czułam wobec większości odrazę, że pozwolili sobie na tę słabość i litość. Że wykazywali ludzkie odczucia względem tych potworów, które jutro mogą ponownie nas zaatakować, zniszczyć życia i dobre imię ludzkości. Przecież już na całym świecie dopuszczali się kolejnych zamachów, czyż nie? A my tutaj chcieliśmy ją ratować do dnia, gdy urodzi kolejnego robaka? O nie... Na to nie mogłam pozwolić.
To był ułamek sekundy, gdy w mojej zdrowej dłoni znalazł się pistolet. Krótkie przycelowanie, kolejny strzał. Mutantka dostała idealnie między żebra, tak, jak przed laty uczył mnie tatuś. Jak chcą, niech ją ratują Jak chcą, niech pozwalają jej żyć. Jak chcą, niech robią z nią wszystko. Mogą z niej nawet zrobić kolejnego prezesa. Jeśli tak miała wyglądać ta organizacja, ja nie chciałam być na jej czele. W tym samym też momencie, odłożyłam pistolet z powrotem na blat, odsuwając się od stołu i kierując się do wyjścia.
- Twój ojciec byłby Tobą zawiedziony, Henning. - Rzuciłam cicho, gdy tylko mijałam panią prezes. Nie chciałam, by inni to słyszeli, chciałam jednak, by nasza przewodnicząca zastanowiła się nad własnym zachowaniem. Przecież nie takie były postulaty naszej organizacji. Od początku chodziło o eliminację mutantów. Wszystkich. Bez wyjątku.
- Reyolds! - Warknęłam, by ten dryblas przypadkiem nie został gdzieś w tyle, gdy otwierałam drzwi, a stukot moich butów zaczął nieść się po korytarzu, na którym na całe szczęście nie było już ani grama wykładziny...
[z/t] |
Temat: Teach me something I don't know |
Vera Neumann
Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 448
|
Forum: zakończone Wysłany: 2018-08-14, 16:35 Temat: Teach me something I don't know |
Reynolds, nawet, jeśli była tylko pionkiem, miała przed sobą piękną przyszłość. Widziałam to. Potrafiłam w niej to rozpoznać. Miała tę siłę, której brakuje wielu kobietom. Nie bała się, nie okazywała emocji, potrafiła być wyrachowana. Wiedziałam, że gdy tylko pojmie wszystko, co ja bym chciała przekazać moim następcom... Będzie czekał ją awans. Tacy ludzie nie mogą się marnować na pierwszej linii frontu. Byli zbyt cenni, zbyt doskonali... A ja wiedziałam, że moje dni są policzone. Musiałam mieć więc pewność, że ktoś będzie kontynuował moją misję. Ktoś... Ktoś musiał wyplewić tę zarazę.
- Tutaj mamy dobry okaz. Silny. Wytrzymały. Powinien być w stanie zobaczyć swoją skórę od środka. - Stwierdziłam niezwykle spokojnie, jakbym właśnie wspominała o pogodzie. Nie ruszał mnie strach malujący się w oczach mężczyzny, choć podziwiałam jego siłę woli. I oh... Jak pięknie było widzieć to przerażenie, gdy wiedzieli, co ich czeka... Nie zasłużyli na słodką nieświadomość. Nie, gdy miałam z sobą... Moją następczynię.
- Miałaś szansę samej to zrobić? - Zapytałam po chwili, wpatrując się w oczy dziewczyny, a jednocześnie wyciągając z kieszeni mój stary, zaufany i bardzo niewielki wojskowy nóż. Ach, tyle wspomnień... Jedna z moich najcenniejszych zdobyczy, niewielki tatuaż, jedno krótkie słówko... Kawałek skóry, należący niegdyś do Fowlera, odszedł od niego właśnie przez to niewielkie ostrze. A dziś nas czekała dużo weselsza zabawa. - Wymaga to trochę siły, ale po to mamy Howarda do pomocy. - Dodałam z niezwykłym uśmiechem na ustach. Cieszyły mnie takie aktywności, dawały swego rodzaju satysfakcję. Liczyła, że i młoda Scarlett zdoła w tym odnaleźć dla siebie uciechę. - Ma język, tylko boi się go użyć. Jego strata, nasz zysk. - Zaśmiałam się, podchodząc do mutanta i otwierając swój nóż, by po chwili wbić go w skórę mężczyzny na wysokości ramienia. Cięłam powoli, delikatnie, starając się, by linia była jak najbardziej równa. Krzyk mężczyzny z pewnością już zaczął się nieść po korytarzach cel, a mój drogi ochroniarz za każdym razem, gdy ta ofiara próbowała się wyrwać, doprowadzał ją do porządku. Krew już spływała po moich dłoniach, jak i całym ręku naszej dzisiejszej zabawki, gdy udało mi się połączyć pierwsze wbicie z ostatnim cięciem. Wtedy też ponownie spojrzałam na brunetkę, nie zdejmując z moich warg tego niepokojącego uśmiechu...
- Zechcesz czynić honory? - Zapytałam, unosząc jedną z moich brwi. Jeśli będzie w stanie to zrobić, zerwać chociaż odrobinę jego skóry... Z pewnością coś dobrego jeszcze z niej wyrośnie. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|