Znalezionych wyników: 14
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-31, 00:42   Temat: #1 |20.01.2019|
Czuł się co najmniej dziwnie. Nie mogąc określić dokładnie swojego stosunku emocjonalnego do tej całej sytuacji, do niej, wprawiał się w coraz większe zakłopotanie, chociaż poza tym co widać – czyli ogólnej postawie – raczej nie dawało się dostrzec jego wewnętrznej bitwy. Cały ten monolog jaki z siebie przed chwilą wypalił był dla niego po prostu czymś istotnym i niezwykle ważnym, kiedy zrozumiał jak dziwnie się zachował. I choć tłumaczył sobie, że to dla jej dobra, to na samym początku, kiedy się tu pojawiła to przecież tak nie było. Mimo swojej niby kanadyjskiej osobowości szedł z zamiarem spuszczenia porządnych batów intruzowi i bynajmniej nie żałowałby, gdyby faktycznie okazało się, że był to wróg. Ale nie był. Hej! Przecież to Maysilee, jego przyjaciółka, młodsza siostra, osoba niegdyś dla niego tak bardzo ważna. Co prawda, tak, chciała uciec, rozmyślić się ze swojego wtargnięcia, kiedy zorientowała się, że właściciel jest w domu, a co gorsza – kiedy zobaczyła z kim konkretnie miała do czynienia. Teraz dopiero zaczął sobie uświadamiać jak bardzo go to zabolało, choć z drugiej strony mógł obwiniać o to tylko i wyłącznie siebie i swoją pasywno-agresywną postawę. Czy nie powinien od razu pozwolić rzucić się jej w swoje ramiona w jednym, wielkim reunionie po tak długim czasie? Zresztą i tak było za późno.
A może jednak nie?
Nie spodziewał się już, żeby była to pułapka. Nie doszukiwał się w niej człowieka D.O.G.S.ów czy wroga, a wręcz znienacka przestał traktować ją tak chłodno jak jeszcze chwilę temu. Jego zaburzenia osobowości dawały o sobie znać w różnych momentach, mniej lub bardziej istotnych, a tę zmianę mógł chyba uznać za taką na plus. Kiedy przeszło mu pierwsze zażenowanie tę sytuacją, ponownie wbił w nią wzrok i nie odpuszczał ani na sekundę, przyglądając się każdej jednej zmarszczce części jej twarzy doszukując się wszelkich zmian i reakcji, i analizując jej niewerbalną odpowiedź na jego wywód. Od zawsze był w tym dobry.
Na pewno skłamałby, gdyby powiedział, że spodziewał się, iż Maisie opuści ten dom w trymiga i ucieknie z krzykiem czym prędzej, bo wcale tak nie uważał. Gdzieś podświadomie sądził, że zostanie, bo dojdą do niej jego logiczne słowa, których tak poprawnie nie potrafił ująć jeszcze pół godziny temu. Halo, panie Verhoeven, może po prostu – no nie wiem – Twoje podejście ekspresjonistyczne do drugiej osoby też ma tu znaczenie?
Kiedy rzuciła mu pilota, instynktownie z pełnym refleksem wyciągnął w jego kierunku dłoń, aby pochwycić urządzenie i na powrót ukryć go przed ciekawskimi oczami w jednej z kieszeni. Nie spuszczał jednak spojrzenia ciemnych tęczówek z dziewczyny, które świdrowało ją z równą uwagą, jaką sokół poświęca zauważonej właśnie myszy i choć wyglądały one na bardzo spokojne, to jednak gdzieś w jego wnętrzu rozgrywał się właśnie dramat pod wdzięcznym tytułem „uciekaj”. Widział, że się zbliża, ale chwilowy paraliż umysłowy wystarczył mu do tego, aby nie ruszyć się z miejsca i pozwolić się jej objąć. Momentalnie spiął wszystkie mięśnie – choć naprawdę nie chciał tego okazywać! – i zacisnął zęby wahając się czy powinien ową czułość odwzajemniać. Nie była wyjątkiem, to na pewno, przecież nie przepadał za czyimś dotykiem i choć miał pamięć mięśniową, ba! znał Maisie, to jednak taki szmat czasu pozmieniał nieco dotykalski stan rzeczy. Innymi słowy: w tej chwili – jakkolwiek to zabrzmi – macał go głównie kot.
Nie podołał. Nie uścisnął jej wzajemnie, choć naprawdę bardzo chciał, żeby móc zakopać tę kość niezgody na dobre, ale musiała go zrozumieć. Chyba jeszcze co nieco o nim pamiętała? I miejmy nadzieję, że nie wpadło jej do tej dziewczęcej makówki, że się zmienił. Faceci się nie zmieniają. Zdradził się jednak delikatnym uniesieniem kącików ust na słowa o rozsypaniu się w proch. No tak, dla niej trzydzieści cztery lata były jeszcze nieosiągalnym pułapem wiekowym, którego nie potrafiła sobie zapewne w żaden sposób wyobrazić, ba! trzydziestka i od razu do piachu. Rozbawiło go to bardziej niż sądził.
- Miejmy nadzieję, że jednak dożyję spokojnej starości… – nie było to najlepsze podsumowanie, ale wykorzystał swój zasób słownictwa na dzisiaj do maksimum. Trzeba było wrócić do starego, dobrego Vera, który choć małomówny to… nie… dobra… jego mowa ciała też raczej nie była zbyt ekspresyjna. Mimowolnie dotknął miejsca, w które „uderzyła” i rozmasował je lekko uśmiechając się szerzej. Tak… chyba zmierzało to w dobrą stronę.
- Yyy… rozgość się? – w sumie nie wiedział co ma odpowiedzieć. Najwyraźniej obecność innego człowieka działała na niego dość dziwnie, wprawiając w pewien rodzaj konsternacji. Szczególnie, że dziewczyna była dość rozgadaną osobą, a dla niego przetworzenie dwóch faktów i dwóch pytań w jednej wypowiedzi było jak rozwiązywanie enigmy. – Szczerze to nie wiem, coś powinno być.wolisz mrożone żarcie czy mrożone żarcie? Przecież nie przyzna się, że ostatni raz jadł wczoraj, bo jedyne czego mu teraz brakowało to matczynego wywodu na temat tego jak się zaniedbywał.
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-27, 01:31   Temat: #1 |20.01.2019|
To nie tak, że wybrałam ten budynek bez powodu.
Wcale. W żadnym wypadku nie była to pierwsza, lepsza kamienica – wyglądająca jak wszystkie inne w Chinatown – do której weszła kiedy tylko miała okazję zniknąć patrolowi z oczu, a jego drzwi w ogóle nie były tymi przypadkowymi, które naszły jej pierwsze pod ręce, kiedy postanowiła włamać mu się do mieszkania. Patrzył na nią z lekka uśmiechnięty, doskonale wiedząc jak bardzo w tym momencie zmyślała czy też starała się wybronić z tego – jak uważała – braciszkowania. No ale co miał poradzić, że skoro już się tu pojawiła to zaczął się o nią martwić? Myślała, że stanie mu przed oczami, zrobi flashbacki godne ostatniego roku, kiedy byli rozdzieleni i to wszystko? Hoho. Otóż nie do końca.
- Ach… czyli namierzyłaś mnie wcześniej i wiedziałaś gdzie przyjść? No patrz, a ja głupi myślałem, że to zrządzenie losu. - stwierdził, może nieco zbyt wesoło, ale jej tłumaczenia w jakiś sposób go bawiły. Był święcie przekonany, że za chwilę podejdzie do niego i walnie mu tak zwanego kuksańca w ramię czy coś podobnego, a chyba wolałby tego uniknąć zważywszy, że w jego dłoni znajdowała się jeszcze zbyt mocno parująca końcówka kawy. Przynajmniej atmosfera zaczynała się rozładowywać… tak przynajmniej sądził.
W końcu to retoryczne pytanie również miało być żartem.
Niewinną, nieszkodzącą nikomu a n e g d o t ą, która miała rozładować atmosferę. Przecież znała go bardzo dobrze – on tak się nadawał do życia rodzinnego, jak ona do bycia żołnierzem. O tyle o ile żonę mógł sobie skołować, tak o dzieciach niespecjalnie myślał, ba! nawet by się wzbraniał zważywszy na ich sytuację jako ludzi wykluczonych w pewien sposób ze społeczeństwa. Gdzie miałby wychowywać potomstwo? W piwnicy ukryte przed światem zewnętrznym? Ta cisza, która nastąpiła więc po jego wypowiedzi troszkę zbiła go z pantałyku. Nie wiedział co miał myśleć o tym, że dziewczyna umilkła na dłuższą chwilę, aby taktycznie zmienić temat na grasujące po kanapie kocię. Nie był pewien czy w tym przypadku dobrym pomysłem byłoby dochodzić do tego, dlaczego tak zareagowała, bo on wciąż nie wiedział. Naprawdę nie domyślał się jaki był powód jej odejścia i jak bardzo go obwiniała o znalezienie sobie innej partnerki niż ona sama. Choć może obwiniać to zbyt duże słowo na to co się zadziało… no, w każdym razie, dopóki nie wyrzuci mu tego w twarz, to raczej będzie tym typowym mężczyzną, któremu na słowa domyśl się, raczej nie zaświeci żadna lampka w głowie obwieszczająca eurekę.
- Toque. – rzucił krótko, choć dało się w tym krótkim słowie słyszeć wyraźny francusko-kanadyjski akcent. Typowy Kanadyjczyk musiał być typowy i wybrać jedno z najbardziej narodowych słów jakie mogły istnieć, a szczerze mówiąc nie było ich dużo, zważywszy, że mówili w tym samym języku co Amerykanie. Uśmiechnął się lekko obserwując jej reakcję na czarnego kociaka i choć wiedział, że była to taktyczna ucieczka od tematu, to jednak nie miał zamiaru go kontynuować, ani męczyć jej jeszcze bardziej. Nie dość, że z pewnością popsułoby to jej samopoczucie, to na dodatek jego związki nie były czymś o czym chciałby rozmawiać. A już na pewno nie te przeszłe. Naprawdę coraz bardziej zaczynało mu zależeć na tym, aby kiedy w końcu stąd wyjdzie mogła tu wrócić i normalnie z nim porozmawiać. Sam nie wiedział jaki stał za tym powód, w końcu raczej unikał kontaktu z ludźmi, a odkąd się rozstali to drugiego człowieka widywał raz dwa tygodnie, jak dostawca przywoził zakupy, a i czasami nawet i nie, bo zostawiał je pod drzwiami. Możliwe, że jednak gdzieś wewnątrz siebie miał takie odczucia jak tęsknota czy przywiązanie, które po zobaczeniu jej zaczęły znów budzić się do życia i być głodne niczym niedźwiedź po zimowym śnie.
Delikatny, życzliwy uśmiech nie schodził mu z twarzy, kiedy obserwował jak Maisie podchodzi do zwierzaka i próbuje nawiązać z nim kontakt. Zawsze była otwarta na ludzi, tak więc zwierzęta tym bardziej zyskiwały jej sympatię. Zresztą z wzajemnością. On sam również zbliżył się do mebla i położył przedramiona na oparciu pochylając się nad kanapą, a tym samym kotem i dziewczyną, jednakże w przypadku tego pierwszego nie zyskał za grosz atencji, bowiem w tej chwili bardziej interesowały go palce jego ofiary. Kanadyjczyk wpatrywał się w ten obrazek, a i nawet zapatrzył się na dłuższa chwilę w czarnym nie-tak-już-małym punkciku, kiedy z tego całego zamyślenia wyrwał go jej głos.
Coś do przebrania zanim pójdziemy spać?
Mrugnął kilkukrotnie oczami wpatrując się w nią nieco tępo, jednakże nie minęło kilka sekund jak jego twarz ponownie była skażona myślą, skoro jego mózg już przetworzył w pełni jej pytanie. Zastanowił się przez chwilę – głównie w kwestii ubrania, choć i kwestia samowolnej decyzji również zajęła mu przez chwilę neurony. Odchrząknął.
- Zachowuję się jak kretyn. – wypalił ni stąd ni zowąd jak rolnicy łąki na wiosnę, nagle zrywając się z miejsca i odstawiając pusty kubek na przeciwległą komodę. Przeczesał palcami włosy odwracając się w jej kierunku i wpatrując się w nią twardo, chociaż może nieco zbyt mocno zagubionym wzrokiem. – May, ja Cię mogę stąd w każdej chwili… wypuścić. – faktycznie brzmiało to źle, jeśli przemielić to przez dłuższą chwilę na języku. – … ja po prostu uch. – pauza była zupełnie tego samego typu, jaką zastosowała na nim jeszcze przed chwilą. Jednak w przeciwieństwie do tamtej, ta trwała dużo krócej. – Nie chcę, żeby Ci się coś stało. Wiesz, że jakbyś wyszła to by Cię zgarnęli i nawet nie zaczynaj mi to o żadnym czemu wszyscy myślą, że sobie nie poradzę… - zaczął ją naśladować w jej mowie i choć wyglądało to zabawnie, to jemu wcale nie było do śmiechu. – … bo nie poradzilibyśmy sobie nawet oboje. – oni kontra patrol D.O.G.S? Może i ta bitwa miałaby sens, dopóki nie wezwaliby posiłków, a z pewnością zrobiliby to od razu. Zacisnął zęby uwydatniając mięśnie żuchwy i skupił swój wzrok na suficie, doszukując się na nim jakieś nieścisłości, wzoru, który pozwoliłby mu się uspokoić. Jak na złość nic nie znalazł.
- Może faktycznie powinniśmy to jakoś inaczej rozegrać, ale ja byłem w szoku, Ty byłaś w szoku, trochę źle to wyszło… – złapał się pod biodra nie wiedząc co ma zrobić z dłońmi, a wyciąganie ich w jej kierunku w tej chwili z pewnością wyglądałoby na groźbę, choć sądząc po tonie głosu bardziej przypominało to jakąś… bezsilność? Podstawowe pytanie brzmiało czy z powodu jego niedostosowania do kontaktów międzyludzkich, tej całej sytuacji czy też innego… problemu.
Jeśli więc chcesz… – wyjął z tylnej kieszeni pilota, którego rzucił na kanapę przed nią (kot się od razu zainteresował!) – Możesz iść, ale wiedz, że na pewno pójdę za Tobą, dopóki nie będziesz bezpieczna. A jeśli nie… to rozgość się, tam są ubrania, tam jest łazienka, a jutro na spokojnie wrócisz do domu. – oj Ver Ver, Ty paraemocjonalna istoto. W zasadzie nie można się było na niego gniewać, bo wyglądał teraz jak porzucony szczeniak. Z drugiej strony… miało się mu ochotę strzelić w pysk, choć to w rachubie Maisie – o ile dobrze ją znał – raczej nie wchodziło w grę.
Jedno było pewne - na pewno należało docenić fakt, że wypowiedział więcej słów na raz niż przez ostatni miesiąc. Jak widać jej obecność działała na niego bardziej niż sądziła - w razie jakby jeszcze się tego nie domyśliła.
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-24, 01:18   Temat: #1 |20.01.2019|
Jej zachowanie bawiło go coraz bardziej. No bo jak tu nie roześmiać się, kiedy dziewczyna w świecie tak niebezpiecznym, tak bardzo nieprzystępnym dla ludzi ich pokroju, zaczyna dziwić się przeciwwłamaniowym drzwiom na tytanowe zamki. Mówiła o nich, jakby gdyby był to co najmniej naprawdę wytwór magiczny, zasilany jakąś niestworzoną energią z kinetyki napędzanej jednorożcem z dodatkiem magicznego pyłu od wróżki z Piotrusia Pana. Tymczasem były to zwyczajne – co prawda nieco przez niego ulepszone – drzwi, które nie miały żadnych właściwości, poza mocnym, niełatwym do sforsowania zamknięciem, jak i materiałem, z którego były zrobione. Ach, i nie można było zapominać o tym, że mógł je zamknąć z drugiego pokoju, ale to też raczej mechanicznie, a nie magicznie. Nie miał telekinezy, czy jak to tam się nazywała ta umiejętność. Bądź co bądź – dla niego brzmiała bardzo nierozsądnie. Z drugiej strony czego miał się spodziewać, skoro po godzinie policyjnej śmigała sobie w butach na obcasach, jak gdyby była na modowym wybiegu i miała pokazywać najnowszą kolekcję koturn? Parsknął na tę myśl, na ułamki sekund chowając swoje usta pod dłonią, jakby miało mu to pomóc w ukryciu tego niewygodnego faktu. Może i May nie była taka jak inne, ale wciąż pozostawała kobietą, która za chwilę mogłaby zapytać co mu tak do śmiechu.
- W przeciwieństwie do Ciebie. – będąc pewnym już swojego humorystycznego spokoju, wypalił do niej nawiązując do jej nocnych wędrówek. – Co by było gdybyś nie dała rady wejść do żadnego mieszkania? Ba! Trafiła na kogoś gorszego niż ja? – jego ton zmieniał się z każdym kolejnym słowem na coraz bardziej niebezpieczny, czy może… przejęty? Tak, to z pewnością było to. Nie widział jej rok, cholernych dwanaście miesięcy, a na samą myśl o tym, że mogło jej się coś stać, przyspieszyło mu serce i włączył mu się tryb starszego brata, czy może zważywszy na ochłodzenie ich relacji – tymczasowego opiekuna. Co prawda przejąłby się każdym, zwykle nie odmawiał pomocy, ale jeśli chodziło o nią. No cóż. Zdecydowanie było to coś większego niż zwyczajne przejmowanie się.
Kąciki jego ust podniosły się w delikatnym uśmiechu – kiedy chwilę wcześniej uspokajając się – usłyszał o systemie zdrowotnym Kanady. Znów patrzył przez okno, na rozświetlone mimo późnej pory Chinatown i popijał kolejne łyki kawy w dość szybkim tempie. No cóż, inni denerwując się obgryzają paznokcie – on przypłaca skurczami łydek spowodowanymi kofeiną i zrywających go w nocy ze snu. Nie skomentował tego jednak, wzruszając jedynie neutralnie ramionami. Mimo, że było to dość żartobliwe pytanie, to jednak zaczął się nad nim zastanawiać. Znając ogólny charakter jego narodu, to raczej by o to nie pytali, gdyby dowiedzieli się, że wrócił zza granicy. Amerykanie zawsze byli tymi złymi.
Zmarszczył brwi, słysząc jej napoczętą wypowiedź. Znów skierował uważne spojrzenie w jej kierunku, o dziwo otrzymując w zamian równie twardy wzrok niebieskich oczu dziewczyny, co w sumie wyprowadziło go z pantałyku zważywszy na jej ucieczkowe zerknięcia sprzed chwili. Nie odzywał się, grzecznie czekając aż postanowi zakończyć swoją wypowiedź, bo nie wypadało się wtrącać. Oczywiście wiedział, że chodziło jej o kota, mimo że gdzieś wewnątrz, bardzo, bardzo głęboko jego męska intuicja podpowiadała mu, że to wszystko miało drugie dno. Rzecz jasna do tej pory nie miał pojęcia, jaki był powód odejścia May i pozostawienia go samego.
No jakoś nie mógł się domyślić.
Parsknął. Drugiego kota?
- Owszem. – odstawił kubek na parapet, aby usiąść w kuckach i rozejrzeć się po podłodze w akompaniamencie czegoś pokroju kanadyjskiego, jedynie mu znanemu kici kici. Minęło kilka sekund, ale w końcu mogła dostrzec biegnącą, czarną strzałę w kierunku właściciela, która od razu wskoczyła mu po ręku na ramię i utknęła tam wpatrując się w niego, jakby spodziewała się szynki. Daj mi tę szynkę człowieku.. Zielone oczy kota w końcu jednak dostrzegły dziewczynę, co wprawiło zwierzę w pewną konsternację. Raczej nie wyglądało jakby często widywał tu innych ludzi niż Ver. – Spodziewałaś się żony i dziecka? – dopytał ironicznie głaszcząc zwierzę po głowie i ściągając je z siebie, aby przerzucić je na kanapę. Przez chwilę patrzył na półroczne kocię dopatrujące się w poduszce swojego największego wroga, aby znów spojrzeć kawowymi tęczówkami na swoją rozmówczynię. Widząc jej minę raczej nie chciał znać odpowiedzi na to retoryczne pytanie, mimo że wcale nie było dla niego takie oczywiste jakby mogło się wydawać.
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-22, 00:01   Temat: #1 |20.01.2019|
Czy zaczniemy trochę dalej?
Nie wiedział, dlaczego w jego odczuciu zabrzmiało to jak zdobywanie kolejnej bazy w nieokreślonym dla niego celu, ale owszem, tak właśnie te słowa odebrał. Mimowolnie kąciki jego ust uniosły się do góry w typowym dla niego, finezyjnym i tajemniczym uśmiechu, ale swoich myśli oczywiście nie zdradził, bo wtedy byłoby to wszystko zbyt proste. Przyglądał się jej uważnie swoimi węgielnymi oczami i nie spuszczał wzroku nawet wtedy, kiedy jej spojrzenie uciekało gdzieś w bok. Nieświadomie przechylił nawet głowę, próbując złapać choć odrobinę tego wzroku, ale w żadnym stopniu nie było to proste. Parsknął. Była urocza jak zawsze i mógł z całą pewnością powiedzieć, że nie zmieniła się ani trochę. No, może odrobinkę, ale było to na tyle niezauważalne, że nie zwrócił na to większej uwagi. W każdym razie tak to wyglądało na pierwszy rzut oka.
- Powinnaś. - siedzenie w kuckach nie było dla niego szczególnie wygodne, a jakoś nie miał ochoty na to, aby swoimi niedawno upranymi spodniami czyścić podłogę, tak jak to ona właśnie robiła z jego wycieraczką. Co prawda mało używaną i dość schludną, no ale jednak wycieraczką. Wciąż w lewej dłoni trzymając kubek, wyciągnął w jej kierunku dłoń – wcześniej upijając nieco kofeinowej cieczy, co by jej nie wylać – aby mogła się jej pochwycić i wstać, bo chyba nie miała zamiaru spędzić tych kilku godzin jak bezdomna pod jego drzwiami, z tym, że od strony wewnętrznej.
- Przesadnie ostrożnych? – mielił te dwa słowa na języku, jakby brzmiały dla niego w jakiś sposób abstrakcyjnie. – Siedzenie w jednym miejscu to nie jest przesadna ostrożność... – poprawił ją i ruszył w kierunku okna, po drodze popijając czarną kawę. – …to po prostu siedzenie w jednym miejscu. – podsumował elokwentnie, bo jego limit słów na dzisiaj wyczerpał się już trzykrotnie.
Alaska albo okolice Machu Picchu.
Zmarszczył brwi przerywając patrzenie spomiędzy zasłon na niezbyt zatłoczoną o tej porze ulicę i przeniósł wzrok przez ramię na jej sylwetkę. A przynajmniej miejsce, gdzie zakładał, że stała, bo przez chwilę nie zerkał na nią bezpośrednio.
- To już wolałbym coś w Kanadzie. - odezwał się patriota. No ale taka była prawda, jakby już gdzieś miał wyemigrować, to najpewniej do swojej ojczyzny, choć jak wiadomo byłby z tym niemały problem przy odprawie. Dopiero po chwili dotarło do niego, że miało to być chyba coś w rodzaju żartu, ale nie miał zamiaru się tłumaczyć, bo wyszłoby jeszcze gorzej. Człowiek beton.
- W jakiś sposób mi tu dobrze. Nikt mi nie jojczy nad głową… - zaczął, jakby zastanawiając się czy aby na pewno nie mija się to z prawdą . – …poza chcącym żreć od czasu do czasu kotem. Robię swoje i mam spokój. - kolejny łyk szóstej czy siódmej już dzisiaj kawy popłynął przez jego gardło rozgrzewając cały przełyk. Koniec końców spojrzał na nią ponownie, jakby spodziewając się, że powie również coś od siebie. O sobie. Nie, żeby nalegał, bo nie nalegał, no ale…
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-19, 23:12   Temat: #1 |20.01.2019|
W typowej dla siebie ciszy wciąż opierał dłonie na blacie, wpatrując się niemo w przeciwległą ścianę oddzielającą go od przypadkowego gościa, który pojawił się już jakieś piętnaście minut temu. Nadal nie wiedział co ma z nim począć bynajmniej nie dziecko, możliwe, że stał za tym brak czasu, aby móc porządnie się nad tym zastanowić. Ta chwila, teraz, wydawała się idealna, aby móc zebrać rozbiegane myśli i spróbować przemyśleć wszystko od początku do końca, złapać głębszy wdech i być może uznać, że źle to wszystko razem zaczęli. Wszystko to spowodowane szokiem, niedowierzaniem i na pewno zaskoczeniem, nie mogło zakończyć się dobrze, skoro od razu nie wskoczyli sobie w ramiona po tym jakże długiej – przynajmniej w jego mniemaniu – rozłące.
Opuszki jego palców przesuwały się delikatnie po teksturze gładkiego blatu, jakby zaczęły nudzić się nad tą bezczynnością i w celu uniknięcia odrętwienia miały ochotę robić coś innego niż bezczynnie się o nań opierać.
Oczy w kolorze gorzkiej czekolady równie gorzko przyglądały się niewielkim pęknięciom, jakby zarysowaniom na ścianie, którego wcześniej w jakiś sposób nie dostrzegał. Śledzenie cieniutkiej linii było jego zaczepem do zebrania myśli, którego tak bardzo potrzebował. Tak więc wpatrywał się w nią z całą intensywnością, dopóki ta nie zakończyła się nagle jak za gładkim pociągnięciem pędzla - niknąc w dalszej, nieskazitelnej ścianie. Westchnął.
Otrząsnął się z tego dziwnego transu i zerknął na zegarek, który przez cały ten czas znajdował swoje miejsce na jego prawym nadgarstku. Trzy minuty. Tyle zajęło mu rozmyślanie nad tym wszystkim i szukanie rozwiązania. Sam nie wiedział czy je znalazł, ale był święcie przekonany, że to dziwne uczucie w żołądku nie znaczyło nic przyjemnego dla jego martwej emocjonalności, która nawet w takich chwilach nie chciała powstać z martwych i okazać choć niewielkiej dozy zainteresowania, wystawić łba ze swojej ciemnej i głębokiej jaskini.
Przełknięcie śliny było pewnym bodźcem do postawienia pierwszego kroku, a drugi i każdy kolejny jakoś sam z siebie wyszedł. Czuł coraz większe zdenerwowanie, a to niepokojące uczucie piętrzyło się w nim coraz mocniej, preferując obranie całkowicie innej drogi niż sobie postanowił. Ale był uparty. Uparty jak stado osłów i jak coś postanowił, i zaczął realizować, to raczej nie poddawał się tak łatwo. Choć tu naprawdę mózg krzyczał zawracaj, zawracaj!
- Chyba troszkę źle to wszystko zaczęliśmy. – szybko mogła zorientować się, że kucał przed nią, jak gdyby nigdy nic, na wprost, wpatrując się w jej oczy i w żadnej z dostępnych sekund nie mrugając. I choć na jego twarzy nadal nie było uśmiechu, to jednak niewielkie mimiczne zmarszczki zdradzały fakt, że jego nastawienie nieco się odmieniło. Z pewnością na lepsze.
Dwa kubki, po jednym w każdej z dłoni, z których unosiła się parująca ciecz, znajdowały się w odległości wystarczającej, aby jeden z nich mogła pochwycić. Miał jedynie nadzieję, że nie postanowi wylać zawartości żadnego z nich na jego ciało, bo wtedy autentycznie przerzuciłby ją przez kolano i jej wpieprzył jak małemu dziecku.
- To co, jeszcze raz?
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-13, 23:07   Temat: #1 |20.01.2019|
Im dłużej przyglądał się jej manierze i zachowaniu, to tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że faktycznie trafiła tu przypadkiem, a los pogrywał sobie z ich żywotów, jak to zwykle miał w zwyczaju, odkąd się poznali. Szczerze mówiąc dziwił się, że mogło mu przejść przez myśl podejrzewanie jej o dołączenie do D.O.G.S., ale w dzisiejszych czasach nie był pewien samego siebie, a co dopiero człowieka, którego nie widział stricte prawie rok. Mimo wszystko – nawet wierząc, że nie miała złych zamiarów - jakoś nie mógł się rozluźnić, poczuć tego odprężenia, zarówno psychicznego, jak i fizycznego, tak więc wciąż pozostając z nią naprzeciw, był spięty nie mniej niż ona. Naprawdę nie chciał jej straszyć, wywoływać w niej jeszcze większego poczucia niepokoju niż robił to sam fakt ich spotkania, ale jakoś mu nie wychodziło. Jego emocjonalność nie potrafiła wrzucić innego biegu i zamiast ładnie ruszyć na jedyneczce, ciągle na skrzyni biegów widniało głupie R. Cholerny wsteczny, zawsze wskakuje wtedy, gdy nie trzeba.
Chciał jej odpyskować, dorzucić swoje trzy grosze na temat złośliwości odnośnie jego lokum, odpowiedzieć jej czymś pokroju „skąd wiesz, skoro nie widziałaś piwnicy”, ale w ostateczności ugryzł się w język, pozostawiając jej wypowiedź bez – jak pomyślał – zbędnego komentarza. Z chęcią by się z nią poprzedrzeźniał, ale to nie był odpowiedni moment na sugestie dotyczące posiadania ukrytych pomieszczeń, w których może zastać kości jego poprzednich ofiar. A przynajmniej tak to zapewne by sobie wyobraziła, patrząc na jej obecny stan.
To była ciężka chwila dla ich obojga, a on nawet nie śmiał ukrywać, że cała neutralność, a może nawet wrogość wychodziła z jego inicjatywy. O ile wystarczająco dobrze znał May, to wiedział, że gdy tylko ustąpiłby na choćby milimetr w swoim tym całym pokazie niezależności, to ta zaraz zawiesiłaby mu się na szyi i nie puściła, dopóki nie uznałaby tego za wystarczające. A on nie chciał się spoufalać, nie tak szybko i mimo że im dłużej patrzył na jej twarz, tym bardziej dochodził do wniosku, że naprawdę za nią tęsknił, to jednak… no jakoś coś go powstrzymywało. On na pewno nie zrobi pierwszego kroku w celu odbudowania tej przyjaźni.
Taktyczne zerknięcie na jej botki – w każdym razie dla niego – nie było jego najlepszym posunięciem tego wieczoru, bowiem w dziwny sposób wywołały na jego twarzy mniej skontrolowany uśmiech. Złapał się palcami za podbródek, imitując pozę zastanowienia i przechylając głowę zmarszczył brwi.
- Właśnie dlatego. - i choć wcześniejszą jej wypowiedź przemilczał – gdyż zapewne nie chciał, żeby wyszło że z obcasami miał do czynienia – tak teraz skwitowanie tego wszystkiego wyszło mu doskonale. Kto normalny w środku zimy biegał na kilkucentymetrowych obcasach? Pół biedy, że były to jakieś botki czy inne babskie nazewnictwo, ale wciąż pozostawała kwestia uciekania w takich butach. Sprint w zupełności odpadał, chyba że chciałaby wpaść w poślizg i pobić rekord na 400 metrów w saneczkarstwie bez sanek, w ostateczności i tak zatrzymując się na słupie. Wracając jednak do kwestii jej pytania, co prawda retorycznego, to w tym wszystkim nie omieszkał odpowiedzieć sobie w myślach.
Bo im zależy, tak jak najwyraźniej wciąż zależy mi.
Z udawanym wyrzutem spojrzał na nią, podkreślając całość palcem wskazującym wbitym we własny tors. Jemu? Satysfakcję, a skąd. Musiał jednak przyznać się sam przed sobą, że jej uśmiech nieco go uspokoił.
- Muszę Ci się do czegoś przyznać. Od zawsze marzyłem, żeby zabarykadować Cię we własnym mieszkaniu wbrew Twojej woli, a jak nie będziesz krzyczeć, to dostaniesz ciasteczko. – ironia wylewająca się z tego zdania była tak ogromna, że Niagara przy tym była niewielkim strumyczkiem. Nieco cieplejsze spojrzenie powędrowało w jej kierunku, a on sam splótł ręce na piersi, kiedy mówił te słowa. Niby krok do przodu, ale poza wciąż sprawnie zatrzymująca wszelkie czułości. Zdecyduj się Ty pantofelku emocjonalny.
Spojrzenie ciemnych tęczówek w istocie świdrowało ją wzrokiem, choć nie wiadomo czy z czystej grzeczności – czy innego powodu – nie śmiał zbyt długo patrzeć na inne partie ciała niż jej oczy. Te cholerne, niebieskie oczy. Masz kawę?
Zamrugał kilkukrotnie oczami, wybudzając się z dziwnego transu i rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby owy produkt miałby się cudownie zmaterializować gdzieś obok niego. Niczym zombie bez słowa ruszył do wewnątrz mieszkania, a zanim zniknął za framugą prowadzącą do kuchni, posłał jej ostatnie spojrzenie, mówiące wyraźnie a tylko pociągniesz tę klamkę jeszcze raz.
Generalnie każdy normalny człowiek zapewne mniej więcej pamiętałby co ma w lodówce, ale to z pewnością nie był ten typ człowieka. Szedł tylko po to, żeby sprawdzić, czy nie rozwinęła się tam jakaś obca cywilizacja na otwartym produkcie spożywczym, o którym zdążył zapomnieć. Bo jeśli chodziło o kawę – to można było wierzyć bądź nie – ale najważniejszym sprzętem w tym domu był ekspres i dwadzieścia worków skitranych po szufladach. Do tej pory dziwił się, że nie spożywa kofeiny w formie dożylnej, siedząc przy komputerze i nie ćpajac 24h/7, ale z drugiej strony ten napój był jedynym sensem jego podnoszenia się z krzesła, zaraz po szeroko-pojętym korzystaniu z toalety.
- Nie mam ciasta, wymagasz zbyt wiele. – szczerze mówiąc to nawet nie przepadał za żadnymi wypiekami. Z drugiej strony jak miał to robić, skoro przecież nie czuł smaku i było u naprawdę wszystko jedno co je. Odwrócił się w kierunku wejścia, coraz bardziej obawiając się momentu pokroju usiądź, zrobię naszą ulubioną kawę i wszystko mi opowiesz. I nie, żeby mu na tym zależało, bo zdecydowanie nie był typem człowieka, który do pewnych rzeczy lubił wracać, tak więc najlepszą taktyką byłoby zostawienie jej samej w kuchni #szowinista, a samemu wrócić do tego, czym zajmował się wcześniej. Z drugiej strony danie jej wolnej ręki we własnym mieszkaniu mogłoby doprowadzić do wzięcia noża i próby ucieczki.
Z trzeciej strony najpierw w domu trzeba posiadać nóż.
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-13, 00:29   Temat: #1 |20.01.2019|
Jeśli chodziło o niego to sam nie wiedział, czy jego wyobrażenia na temat tej chwili były realne, czy jedynie teraz miał wrażenie, iż coś takiego miało miejsce w jego głowie. Coś w stylu deja vu, ale nie jestem pewien czy w istocie faktycznie to deja vu miało miejsce. Mimo wszystko, jeśli miałby już mieć jakiś pogląd na tę sytuację, to na pewno byłoby to coś bardziej emocjonalnego, zarysowanego pozytywnymi odczuciami, masą przytuleń i płaczu – oczywiście ze strony May, bo on niet – a także innych dziwnych rzeczy, których on zwykle nie robi, ale być może by zaczął. Było jednak całkowicie inaczej i koniec końców niespecjalnie go to zdziwiło. Gdyby faktycznie wszystko poszło gładko i sprawnie, to później przez najbliższych pół roku miałby wrażenie, że coś zrobił nie tak, że postąpił źle. Nie według zasad, nielogicznie… że mogło się to inaczej skończyć i że May mogłaby być zdrajcą. Ale czy faktycznie? Być może oceniał ją nieco zbyt surowo, ale w końcu przezorny zawsze ubezpieczony. I to powiedzenie akurat zawsze miało sens.
- Nie mam wanny. – nadal pozostając w tym samym miejscu, nie drgając ciałem choćby na milimetry, odpowiedział jej tonem nieco mniej oschłym niż jeszcze chwilę temu, ale niekoniecznie musiał być to dobry znak. W końcu po Verze jedyne czego można było się spodziewać, to niespodziewanego, szczególnie w chwilach dla niego tak stresujących, tak bardzo istotnych i tak bardzo prostych do spieprzenia. Niby powinien się skupić, pomyśleć, przybrać jakąś taktykę, ale był obecnie w tak potężnym stanie zaskoczenia i rozchwiania emocjonalnego, że przemyślenie choćby kolejnego kroku w przód zajęloby mu całe wieki, nie mówiąc już o jakichś normalnych krokach i strategiach w jego bezemocjonalności. Bo tak naprawdę nie chciał jej skrzywdzić, nie śmiałby, chyba ze ona skrzywdziłaby jego. W każdym razie inaczej niż psychicznie.
I patrzył tak, tu, teraz, na nią. Wystraszoną, roztrzęsioną i zdezorientowaną. Nigdy nie potrafiła ukrywać swoich emocji, a teraz choć zapewne myślała, że jej to całkiem nieźle idzie, to w istocie wychodziło gorzej niż zwykle. Mężczyzna westchnął, przechylając głowę i wpatrując się w nią coraz bardziej intensywnie, jakby co najmniej mógł dopatrzyć się jej duszy i wyszukać wszystko to, co go w tej chwili interesowało.
- Nie umiesz zmyślać. – mruknięcie wydobyło się z jego ust, a on sam w końcu się poruszył. Postąpił krok w przód, jeden, niepewny, jakby zastanawiał się nad jego sensem ostatnich dziesięć minut i jakby ten krok miał coś oznaczać. Po kolejnym jednak zatrzymał się, jakby nie chciał jej spłoszyć, wyglądać jakby miał zamiar zaatakować. W sumie, jego ręce znajdowały się nisko, rozluźnione, nie mające zamiaru raczej zmienić swojego położenia. Coś go tknęło, kiedy ta nerwowo zerknęła na zegarek, uspokoiło jego nerwy, wprawiło w stan dziwnego spokoju. Nie udawała.
- Tupnij nogą, może Ci to pomoże. - kąciki jego ust delikatnie drgnęły, nie miał pojęcia czy to dostrzegła, a jeśli tak, czy to w jakiś sposób zdradzało, że jego wewnętrzne odczucia są całkowicie inne, niż te które okazywał na zewnątrz. Zależało mu, to na pewno.. – Nie wypuszczę Cię stąd w łapy D.O.G.S. - romantyczne wyobrażenia - Bo musiałbym Cię później ratować. - szlag jasny trafił..
Włożył dłonie w kieszenie spodni, chyba już całkowicie oznajmiając, że się poddaje w kwestii ofensywnych działań. Powietrze zaczęło natychmiastowo wracać do normy. – Rozgość się, bo do co najmniej szóstej nikt stąd nie wyjdzie, a już na pewno nie będziesz to Ty. – nie, żeby mu to przeszkadzało, bo i tak nie miał takiego zamiaru, a czy ona… to już go teraz niespecjalnie obchodziło. Ostatnie czego mu teraz brakowało, to rozpierducha imitująca Wielki Wybuch w jego mieszkaniu, kiedy jedyne na czym mu zależało teraz to święty spokój.
I choć nie zdawała sobie jeszcze z tego sprawy, to tak bardzo zaburzony przez jej pojawienie się.
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-11, 01:56   Temat: #1 |20.01.2019|
Nie był emocjonalnym człowiekiem, w każdym razie nie uzewnętrzniał swoich rewelacji. Czuł jednak, że jego serce wali tak mocno, że najprawdopodobniej nie tyle co słychać, co widać te uderzenia na zewnątrz w postaci ruszającej się nierównomiernie klatki piersiowej, a to mu się nie podobało. Oczywiście był to tylko i wyłącznie jego chory wymysł i nic takiego nie miało miejsca, a jego serce – choć bijąc szybciej – na pewno utrzymywało jakieś normy względności uderzeń na minutę. Mimowolnie spojrzał jednak na ułamki sekund na swoją klatkę piersiową, upewniając się, że nie robi z siebie kompletnego głupca i nie zdradza się ruchem swojego torsu, jakby co najmniej wyobrażał sobie, że nastąpi tu zaraz kardiologiczny twerking.
Czarne oczy wbijały się w jej sylwetkę, lustrując ją uważnie, choć skupiając się w gruncie rzeczy na jej twarzy – równie niewzruszonej co jego. Patrzyli na siebie jak wrogowie, miast rzucić się sobie w objęcia po tak długiej i w pierwszych miesiącach – na pewno dla niego – bolesnej rozłące. Był przecież jak lis z Małego Księcia – raz stworzone więzy miały pozostać z nim na zawsze, był oswojony w tej całej swojej oschłości i aspołeczności, a mimo wszystko najpierw rozerwały je nagłe wydarzenia w postaci śmierci Alexis, a później kolejna część została bezczelnie odcięta właśnie przez Maysilee. Teraz nie miał już nikogo, więc zdziczał ponownie, a oswoić go po raz drugi będzie dużo trudniej. Można pokusić się o stwierdzenie, że niemożliwe.
Jego łuki zębowe ocierały się o siebie coraz mocniej, a mięśnie wokół żuchwy napinały się i rozluźniały w nerwowym tiku, tak dobrze zapewne znanym dziewczynie. Zawsze lepsze to niż gryzienie paznokci. Nie miał pojęcia co powinien teraz zrobić, był całkowicie zagubiony, jak mały chłopiec którego zaprowadzono do kąta i kazano tam stać, mimo że nic złego nie zrobił. Nie wiedział w jakich zamiarach tu przybyła, a nie był w stanie uwierzyć w aż taki zbieg okoliczności i parszywy chichot losu, choć jakby nie patrzeć powinien się był już przyzwyczaić. Nadal był gotów się bronić, zaatakować ją jeśli ona rzuci w jego stronę ofensywą. Nie wiedział jak wyglądała jej moc przez ostatni rok. Czy w ogóle ją posiadała?
Kubeł zimnej wody w postaci jej monologu jeszcze bardziej wybił go z rytmu. Chcę stąd wyjść. Chcę stąd wyjść, chcę stąd wyjść. – rozbijało się w jego głowie jak populistyczna mantra, którą powinien sobie powtarzać za każdym razem, kiedy nie może podnieść się z własnego łóżka. Spuścił na chwilę wzrok i opuścił ręce wzdłuż ciała, nieco rozluźniając swoją sylwetkę. Nabrał większy haust powietrza do płuc i wypuścił go powoli, zastanawiając się nad tym jak powinien zareagować, co teraz zrobić, jak to rozwiązać. Skup się człowieku.
- Znasz moje położenie z nieznanej mi przyczyny i mam Cię, ot tak, wypuścić? – bynajmniej nie myślał tu w kontekście ich znajomości, to na pewno, a jego głos był nieco bardziej lodowaty niż zamierzał wytonować. Można było się nawet doszukać w nim dozy jakiegoś… wyrzutu? A i warkot niedowierzania mógł się otrzeć, niczym kot, o tę wypowiedź. Nadal nie wiedział jednak jakie miała zamiary, nie wiedział po co tu przyszła, kto ją przysłał, skąd się tu wzięła, jak to się stało. Tyle pytań, tak mało odpowiedzi, tak mało logicznych odpowiedzi. Z drugiej strony nawet jeśli miałaby tu wpływ ich wcześniejsza relacja, to i tak by tego nie zrobił, po prostu. Czy musi być ku temu logiczne wyjaśnienie? Powinno, ale nie mógł go na tę chwilę znaleźć.
Podniósł na nią spojrzenie czarnych oczu, aby znów odbić je gdzieś indziej. Zbyt dużo myśli kołatało się w jego głowie, walczył sam ze sobą z tym co powinien zrobić. Z jednej strony chciał się jej stąd pozbyć, a po drodze wymazać pamięć, co by jego lokalizacja nadal pozostawała tajemnicą. Niech nie wie nikt. Z drugiej strony gdzieś wewnątrz, bardzo głęboko, naprawdę skrycie miał ochotę ją powitać, przytulić, dać się choć raz od dłuższego czasu ponieść tym i tak zapewne dość chłodnym z jego strony emocjom – ale jednak. Poczuć znów tę przyjaźń. Nie. Nie wolno Ci .
Spojrzał na nią ponownie, wbił wzrok niczym sokół polujący na mysz.
No dalej, podaj mi choć jeden powód, dla którego chcesz wyjść.
Czy może ten, dla którego mnie zostawiłaś?
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-10, 23:35   Temat: #1 |20.01.2019|
Narastająca w nim ekstaza coraz bardziej pobudzała jego organizm do niekontrolowanych ruchów, mimo, że starał się powstrzymywać w najlepszym tego słowa znaczeniu. Od miesięcy w swoim spokojnym przytułku nie miał sytuacji, aż tak bardzo zagrażającej ogólnemu spokojowi jaki do tej pory mu towarzyszył, a przecież każde wyłamanie się z pewnością nie zwiastowało niczego dobrego. Szczególnie jeśli nie było zaaranżowane przez niego samego. Oddychał powoli, niby spokojnie, a jednak momentami dość płytko, wodząc oczami po ciemnym korytarzu i chwytając się źrenicami każdego, najmniejszego źródła światła jakie towarzyszyło tej wędrówce. Światełka elma pomagały mu nieco, ale jego ogólna znajomość rozkładu pomieszczeń odgrywała w tej całej para-gonitwie największą rolę, bo przecież intruz stałym bywalcem nie jest… momentami nie doceniał swoich wrogów, to było pewne.
Zatrzymał się.
Niczym dzikie zwierzę nasłuchiwał, jakby co najmniej jego uszy pozwalały mu na dosłyszenie niczego albo posiadał echolokację. To nie ta bajka. I choć prawie połowa z jego zmysłów nie działała to nie zauważył, aby miało to jakikolwiek wpływ na pozostałe z nich, a już na pewno nie na słuch. We wszechogarniającej ciemności jedynie jego oczy mogły się do niej w jakiś sposób przyzwyczaić, ale to też nie było coś, co zadowalałoby go w jakimkolwiek stopniu. Stał więc przez chwilę, próbując pomyśleć co w zasadzie chce zrobić, ale jego mózg najwyraźniej był równie zaskoczony co właściciel tą niecodzienną sytuacją, a im więcej czasu miał na zastanowienie się, tym gorsze pomysły przychodziły mu do głowy.
Zacisnął zęby.
Złapał się na tym, że rozważał to wszystko o kilkanaście sekund zbyt długo, wpatrując się we własne dłonie. I choć widział jedynie ich kontury, to już po chwili na ich końcówkach zaczęły pojawiać się kolejne elektrody rozświetlające to pomieszczenie bardziej. Ścisnęło go w żołądku, ale co miał do stracenia?
Postąpił krok.
Drugi.
Trzeci.
Zbliżał się do miejsca, gdzie siedział intruz. Miał szczerą nadzieję, że jakimś cudem przybyszowi udało się w ostatniej chwili przecisnąć się przez zamykające się drzwi i że nie zastanie go w pomieszczeniu, do którego zmierzał. Albo, że było to urojenie i jego maszyny pomyliły się w kalkulacjach, a poruszenie wejścia było dziełem przypadku, względnie przeciągu, tak często dudniącego na korytarzach starej kamienicy w Chinatown. Nie odzywał się ani słowem, poruszał w zasadzie bezszelestnie, a im bardziej zbliżał się do kresu swojej jakże ambitnej wędrówki, tym mocniej powietrze wokół zaczynało gęstnieć z jego woli. Musiał się zabezpieczyć, przecież nie wystawi się pod celownik, niczym głupie kaczki w pewnej dawnej strzelance na pegasusa.
Powietrze zagęszczało się coraz bardziej, a i jego naelektryzowanie nie pozostawało dłużne. Samopoczucie jednostek, które w jego mniemaniu znajdowały się jakieś siedem metrów przed nim zapewne robiło się coraz gorsze, ale na tę chwilę nie przesadzał z tym uzewnętrznianiem się, bo te nagłe zmiany działały również na niego. Pojedyncze rozbłyski przemykały po jego ciele, emitując delikatne świszczenie niczym przy wystrzale pomniejszego fajerwerka.
Prosty włącznik światła smagnięty jego palcami rozświetlił na wpół jego salon.
Jego ciemne oczy wpatrywały się w intruza z całym chłodem jaki w sobie od wielu miesięcy posiadał i z jeszcze większą zawiścią niż można było sobie po nim wyobrażać. A jednak coś w jego twarzy zaczęło się zmieniać. Z pierwszej myśli o uderzeniu mocą i schwytaniu włamywacza, teraz nie wiedział co miał zrobić. Czuł, jak wali mu serce, ale nie było to już spowodowane ekscytacją, a przeradzało się powoli w dziwne zmieszanie i być może odrobinę strachu, bowiem nie wiedział, czy ma już zwidy od zbyt długiego przesiadywania wśród maszyn, czy po prostu los robił sobie z niego żarty.
Przed nim stała May. Jego May.
Dziewczyna, którą przed tyle czasu traktował niczym młodszą siostrę, a później wszystko się popsuło. Nie wiedział z czyjej winy, ale w pewien sposób przed dłuższy czas miał jej to za złe. Zapewne tak jak ona jemu. Teraz nie wiedział co ma myśleć. Nadal jednak w pełni swojej powagi przypatrywał się jej, jakby nie wierzył, iż naprawdę przed nim stała. Nie musiał się upewniać, że to ona, w najmniejszym stopniu. Przecież nie widział jej jedynie, a może i aż rok, a ona sama nie zmieniła się od tego czasu zbyt wiele, w zasadzie… prawie nic.
Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował z tego pomysłu. Zaciskał nerwowo zęby i nie opuszczał rąk, nadal będąc przygotowanym na ewentualny atak. Wiele mogło się od tamtego czasu zmienić, zarówno on jak i ona nie musieli być już przyjaciółmi, mogli działać po przeciwnych stronach barykady i znaleźć się naprzeciw siebie tylko po to, aby jedno zginęło. Nie mógłby jej – co prawda – zrobić nic gorszego niż ogłuszenie… zresztą, to nie było chyba teraz aż tak ważne. Był kompletnie zagubiony.
  Temat: #1 |20.01.2019|
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1342

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-09, 23:37   Temat: #1 |20.01.2019|
Półmrok przesłaniający pokój był wyjątkowo kojący dla jego oczu, o ile można tak nazwać również wpatrywanie się w monitor komputera ósmą godzinę z rzędu, bez chociażby jednej, małej przerwy na siku. O ile jego ekrany były ustawione na jak najlepsze wyświetlanie w trakcie mrocznych, wieczornych posiedzeń, tak na pewno taki okres przesiadywania niczym zombie przed wyświetlaczem nie było dobre dla jego gałek. Niejednokrotnie mógłby otrzymywać upomnienia pokroju kup sobie okulary, nawet zerówki, ale nie dostawał. Bo nie miał od kogo. To był plus jego obecnego życia. Cisza, spokój i brak jakichkolwiek ingerencji w jego jestestwo. Nie było nikogo kto by nad nim ślęczał, ściągał mu sen z powiek czy też stwarzał poczucie zagrożenia. Od tygodnia nie wychodził z domu i doskonale sobie radził, a to nie był nawet jego rekord. W końcu w dobie wszechobecnego wokół Internetu nie było problemem załatwić różnorakich spraw nie ruszając nawet tyłka z siedzenia wygodnego krzesła za kupę dolarów. Nawet jedzenie dostarczane było przez bardzo sympatyczną doręczycielkę z tej samej knajpy, każdego dnia. O ile pamiętał, aby odebrać je z wycieraczki, nie mówiąc już o zjedzeniu.
Całe to jego przesiadywanie w jednym miejscu i nieodrywanie się od sprzętu wcale nie oznaczało, że w mieszkaniu panował nieład czy też jak to określa się trywialnie – bałagan. Wręcz przeciwnie, wszędzie było aż zadziwiająco czysto, a dopatrzeć się można było jedynie gdzieniegdzie opadającej warstwy kurzu, którą zapomniał oczyścić. Jak miałby być szczery, to połowa sprzętu w kuchni nawet nie wymagała jakiegokolwiek czyszczenia, bo nigdy go nie używał. Stał, bo stał, bo taka opcja była dostępna w obecnym wynajmie. Sam Ver nie potrafił przecież gotować, nawet zrobienie sobie herbaty wymagało od niego skupienia uwagi i próby niezapomnienia o tym, że w ogóle wstawił wodę w czajniku. Dał sobie spokój z umiejętnościami gastronomicznymi jakieś dziesięć lat temu, gdy kolejny garnek chcąc nie chcąc, spalony do cna wylądował w kontenerze na śmieci w asyście próby wyłączenia alarmu przeciwpożarowego. Taka historia. Poza tym mało jadł. Ekonomia przede wszystkim.
Wpatrywanie się w ekran komputera i pisanie kolejnych linijek kodu dla jego najnowszego klienta wcale nie oznaczało, że nie był czujny. Bynajmniej. Taka ignorancja sprowadziłaby na niego śmierć szybciej niż zdołałby się przedstawić z prawdziwego imienia i nazwiska. A może nawet i samego imienia. Nie słyszał delikatnego, z kobiecej ręki pukania, ale czerwony monit zwrócił jego uwagę natychmiast po niespodziewanym otwarciu się drzwi jego mieszkania. Zwróciło to jego uwagę natychmiast i całkowicie, głównie z racji tego, że ostatnim razem zdarzyło się… nigdy. Zacisnął zęby czując dziwne, wręcz głupie podekscytowanie w okolicach żołądka i począł się zastanawiać, czy sam w swoim nieokrzesaniu nie pozostawił otwartych drzwi, kiedy ostatnio wychodził, a teraz pchnął je chociażby przeciąg. Niemożliwe. W dobie dzisiejszych wydarzeń po takim błędzie wolałby się sam zabić. Podniósł się z miejsca czując jak przy oderwaniu od fotela przez jego dłonie przeszła niespodziewana fala prądu, spowodowana najwyraźniej nagłą zmianą jego ukrytego rozemocjonowania.
Długie palce delikatnie przemknęły po płaskich przyciskach klawiatury drugiego komputera, wdrażając kolejne linijki w system, odpalając czy zamykając różne programy, a także wysadzając z siebie dziwne komunikaty wymagające potwierdzenia. Wszystko robione było niezwykle delikatnie i sprawnie, jakby co najmniej obchodził się z żywą kobietą. Nie musiał nawet koncentrować na klawiaturze swojego wzroku. Teraz tylko i wyłącznie obserwowały one drzwi do pomieszczenia w jakim aktualnie się znajdował.
Bordel de merde.
Ostatnie kliknięcie klawisza enter natychmiast wygasiło wszystko co elektroniczne w tym nie tyle co pomieszczeniu, co całym mieszkaniu. Jeżeli ktoś wcześniej uznał obecny światłocień za półmrok, tak teraz dopiero tak naprawdę spełniało to prawdziwą definicję tego słowa. Widać było tyle, na ile naturalne światło próbowało oddać poprzez grube i ciemne zasłony. Co więcej drzwi za intruzem, samoistnie zaczęły domykać się i zamknęły na cztery spusty, mocnymi, tytanowymi zamkami, nie pozwalając, aby ktokolwiek wszedł, mógł cało stąd wyjść. A jeśli już ktoś tu się znalazł, to raczej nie miał normalnych zamiarów, więc dostępne opcje nie pozwalały mu na inne posunięcia.
Z jednej strony chciał z całym możliwym bezpieczeństwem badać teren, z drugiej… miał ochotę naprawdę szybko pozbyć się marudera z tego domu. Powolnym krokiem przemierzał więc korytarz dzielący go od kolejnego pomieszczenia i widoku na drzwi wejściowe, a z każdym kolejnym haustem powietrza czuł jak wali mu serce. Sam nie był pewien czy z ekscytacji, czy ze zdenerwowania, koniec końców jednak w ostatecznym rozrachunku fala nagłego rozemocjonowania raczej nie powstrzymywała niewielkich wyładowań wydostających się z jego ciała i mknących przez siebie do prezentacji ogólnej właściciela tego przybytku.
  Temat: Wygląd mieszkania
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 163

PostForum: T. Verhoeven   Wysłany: 2019-03-09, 20:22   Temat: Wygląd mieszkania




  Temat: Theseus Verhoeven
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 283

PostForum: Relacje   Wysłany: 2019-03-09, 18:59   Temat: Theseus Verhoeven
Theseus T. Verhoeven

34 lata | Kanadyjczyk | mieszka w Seattle | Niezrzeszony | niegdyś Bractwo | programista - haker - elektryk
może znać się z jednostkami powiązanymi z Maysilee i Alexis, Bractwem z którego odszedł ok. rok temu i innymi - najpewniej - zwyczajnymi ludźmi, bo raczej ostatnimi czasy nie afiszuje swojej osoby. Dramy zawsze w cenie.
pozytywne
work in progress
neutralne
MAYSILEE GRIFFITH - choć razem przeżyli wiele i w pewnym momencie można było powiedzieć, że są jak brat z siostrą, to rozeszli się w nieciekawych relacjach. Obecnie nie ma pojęcia co się z nią dzieje, gdzie się znajduje i odkrył, że lepiej mu na duszy jeśli się tym nie interesuje.
negatywne
work in progress
inne
ALEXIS KETMAN - jest przekonany, że nie żyje. Nie ma pojęcia co by zrobił, gdyby stanęła teraz przed nim, jak gdyby nigdy nic.

  Temat: Theseus Verhoeven
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 340

PostForum: Relacje   Wysłany: 2019-03-09, 13:11   Temat: Theseus Verhoeven
Theseus T. Verhoeven
alias Ver/Człowiek Beton lat 32
Choroby i alergie:
> uczulenie na psią sierść
> alergia pokarmowa na rośliny strączkowe
Obrażenia:
na tę chwilę brak, może nieco wychudzony
Frakcja i pozycja:
Niezrzeszony

Zawód:
Programista | Haker | Elektryk
Rodzina:
> bliska nie żyje
> dalsza może gdzieś być
Opis mocy i poziom mocy: elektrometeorologia, 85% - panowanie i używanie na własną korzyść zjawisk elektrycznych w atmosferze, spowodowanych przepływem ładunków elektrycznych i jonizacją gazów, związanych ze świeceniem materii, zmianą koloru, kształtu bądź wytwarzaniem dźwięków.

Dodatkowe umiejętności:
> mówi po angielsku i francusku (narodowe)
> umie posługiwać się łukiem i różnymi typami strzał
> a także sztyletami
> gra na pianinie
Mocne i słabe strony:
> szeroko wykształcony
> brak węchu i smaku
> emocje i uczucia to nie dla niego
> wysoki próg bólu
> problematycznie wysoki instynkt samozachowawczy
> nie jest typem człowieka "yolo"
Przyjmowane leki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Cele życiowe i marzenia:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Lęki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Theseus Verhoeven
Theseus Verhoeven

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 832

PostForum: Karty Postaci   Wysłany: 2018-12-18, 21:05   Temat: Theseus Verhoeven
Theseus Theodore Verhoeven (Ver)
ur. 17.11.1985r. w Fort McMurray, Kanada;
mieszka w Seattle od około 4 lat.;
należał do bractwa, obecnie Niezrzeszony, rozważa powrót;
pracuje jako programista, choć też dorabia jako elektryk
wizerunku użycza Ben Barnes;
historia
Piękne miał dzieciństwo.

Wychowywany jako długo wyczekiwane, jedyne dziecko był niezwykle rozpieszczany. Najlepszy sprzęt, najlepsze ubrania, należał nawet do szkolnej sekcji łuczniczej, która chciała wynieść go w bardziej profesjonalny sport ze względu na umiejętności!
Jego niania dbała jednak o to, aby wyrósł na porządnego chłopaka, wymanierowanego i grzecznego, co nie było trudne zważywszy na jego wrodzony charakter i ciągoty do elektroniki, nad którą spędzał mnóstwo czasu. Największym zmartwieniem jego rodziny było jego wyalienowanie, a największym wyzwaniem karmienie go w dobie skupienia nad aktualnie tworzonymi rzeczami. Coś jednak musiało się w tym wszystkim zmienić.
Było zbyt pięknie.
To się nie zdarza.
Czcze bajeczki.
Urodziny miały być idealne tak jak wszystko w jego życiu. Od rana jednak pogoda towarzysząca temu dniu powoli zaczęła zdradzać zamiary jakie zaczynał szykować dla niego los. Burzowe chmury rozpościerające się ponad rezydencją wyglądały coraz bardziej groźnie, a kolejne światła zapowiadające wyładowania przerażały gości uspokajanych przez służbę.
Zdmuchnięcie świeczek.
Nagłe strzały.
Zamieszanie.
Nikt nie wiedział komu Verhoevenowie zaszli za skórę, ale zamaskowani ludzie zdawali się nie mieć litości zarówno dla nich, jak i dla gości, a trupy słaniały się jeden po drugim w ogromnym pomieszczeniu. Dla dziecka to nie był szok. Ta trywialna nazwa była zdecydowanie zbyt lekkim określeniem tego, co właśnie się w nim działo.
Wszędzie krew.
Niekontrolowane bicie serca.
Adrenalina.
Wszystko działo się zbyt szybko. Kolejne uderzenia piorunów waliły w ściany, rozbijały okna, łapały się wszystkich dostępnych przewodników. Gumowe buty nie miały tu większego znaczenia. Pole elektromagnetyczne wciąż żyjących napastników zdawało się palić ich od środka. Po rozbudzeniu z transu mógł jedynie zobaczyć leżące wokół ciała, nie chciał wiedzieć w jakim stanie znajdowali się napastnicy.
~


Minęło kilka lat.

Nie miał pojęcia jak to się stało, że znalazł się na drugim końcu świata.
Sam nie wiedział czy spotkanie na swojej drodze dwóch dziewcząt było dla niego dobre. Poczuł się jednak w pewien sposób odpowiedzialny, choć nie do końca wiedział co go z nimi łączy. Szczególnie z Alexis. Zdawało się, że przywiązanie robiło swoje.
Ale zawsze gdy zdawało się być dobrze, coś musiało się popsuć.
Znów wszystko działo się zbyt szybko. Nie chciał jej zostawiać, chciał jej pomóc. Nie wiedział co się dzieje, ogromna dezorientacja panująca na tamie wcale nie pomagała. Znów był tym zagubionym chłopcem, który oglądał śmierć bliskich, tym razem jednak nikt z jego ręki nie zginął.
Nie mógł pokazywać słabości. Brał odpowiedzialność za osobę, na której w pewien sposób mu zależało, choć w środku niezwykle cierpiał. Ile jeszcze osób musiał stracić? Coraz częściej miał wrażenie, że lepiej się nie spoufalać. Najwyraźniej przynosił pecha.

~


Nie był przekonany do Bractwa.

Ale ta mała idealistka straszliwie na nie nalegała, a on jakoś nie potrafił jej odmawiać. Poza tym, mógł robić swoje - siedzieć całe dnie przed maszynami, wiele z nich naprawiać, wiele z nich ulepszać i być w jakiś sposób przydatnym. Przy okazji mógł też nabyć całkiem przydatną umiejętność - posługiwanie się sztyletami może nie sprawiało mu takiej przyjemności jak łuk, ale jednak była to broń, którą mógł atakować z krótszego dystansu. Poza tym zdawało się, że Maisie całkowicie została wchłonięta przez tę organizację, wiedział jak bardzo starała się pomóc, z drugiej strony też strasznie wyciągała wszystko na piedestał. Nieszczególnie mu to odpowiadało.
A później go zostawiła. Więc i on pozbawił się obecności Bractwa do tej pory żałując, ze zostawił je w największej potrzebie. Kiedyś im to wynagrodzi. Kiedyś.

"Gdzie się podziewałeś przez ten cały czas?!"

Omijała go większość z tych wszystkich zdarzeń, które miały miejsce. Kitranie się w swojej własnej dziupli, którą podejrzewano o przebywanie normalnej rodziny miało swoje plusy, ale również minusy. Codziennie śledził najnowsze informacje z wszelkich dostępnych źródeł (zarówno legalnych, jak i nie), ale było to dla niego nieco mało zważywszy na to, ile działo się na zewnątrz.
Był to ogromny błąd.
O mały włos nie trafienie w sam środek największego zamieszania utwierdziło go jedynie w przekonaniu, że nie warto się pokazywać. O włos od zdradzenia się szybko przeniósł się w dogodne miejsce, gdzie raczej nikt go nie namierzy i nie miał zamiaru z niego wychodzić przez dłuższy czas.

~


Lubił burzowe powietrze.

Rzadko jednak wychodził na zewnątrz, często kitrając się w swojej samotni na obrzeżach Seattle. Właściciel mieszkania niespecjalnie się interesował, szczególnie jeśli na czas otrzymywał pieniądze. Nora zamieniała się w interesująco zaopatrzony pokój, w którym co rusz ekrany migotały z każdej strony wyrzucając z siebie niezliczone ilości danych. A po środku nich był Ver. Spokojnie pracujący, zarabiający jako nieznany nikomu haker programista,
Nikt nie zadawał mu pytań.

charakter
PIERWSZE WRAŻENIE

Kanadyjczyk jaki jest każdy wie i widzi. I choć Thes nie przeprasza za to, że oddycha, to jednak duża część jego charakteru stereotypowo wręcz określa jego pochodzenie.
Spotykasz Vera i myślisz sobie – wycofany człowiek. W istocie, jest bardzo spokojną i opanowaną jednostką, którą raczej ciężko wyprowadzić z równowagi. Nie przepada za zbyt dużym tłumem, jest raczej typem samotnika, który woli zaszyć się w swojej informatycznej dziupli i spędzić tam kilka kolejnych dób o samej wodzie, niż znaleźć się wśród zbyt mnogiej ilości żyjących organizmów. Mimo wszystko jest człowiekiem uprzejmym i miłym, często uśmiechniętym, zarażającym pozytywną energią wszystkich dookoła, nawet jeśli tego nie chcą bądź się wypierają. Jest pozytywną osobowością, ma ogromne poczucie humoru i nie obraża się z byle powodu mając do siebie dość duży dystans.
Komputery i elektronika to jego drugie „ja”, można powiedzieć, że żyje z nimi w pewnej symbiozie. Zdarza mu się z nimi rozmawiać, jak z najlepszymi przyjaciółmi, aczkolwiek jeszcze nigdy nie zaliczył takiej konwersacji w obecności osób trzecich. Całe dnie może przy nich siedzieć, majsterkować i pisać kolejne linijki kodu, starając się odkrywać rzeczy, których do tej pory nikt jeszcze nie zdołał. Cierpliwość do maszyn jest jego mocną stroną – zawsze stara się dojść co jest przyczyną usterki, zawsze znajdzie brakujący średnik w programowaniu i zawsze dopnie swego jeśli chodzi o postawiony cel.
Mówi niewiele, zdawkując słowa, które ma do przekazania drugiej osobie. Jeśli chce się z nim nawiązać lepszy kontakt, najlepiej robić to online bądź znaleźć odpowiednie podejście, które tak naprawdę ciężko odkryć. Zdanie złożone wyrwane z jego ust można zapisać w kalendarzu, bowiem zdarza się to rzadziej niż przelot komety Halleya, a jeśli byłaby taka możliwość to bawiłby się w odpowiedzi pojedynczymi słowami. Tak. Nie. Może. Nie wiem.
Jego najmocniejszą stroną jest skuteczne ukrywanie emocji. Maska obojętności, którą potrafi przybrać na twarz i szelmowski uśmiech nie zdradzają kompletnie niczego, co aktualnie miałoby się dziać w jego nerwowych ośrodkach, co daje mu sporą przewagę. Poza tym sam umie całkiem nieźle odczytywać emocje, mimo że z ludźmi ma do czynienia przez o wiele mniej czasu niż z maszynami. Przy każdej nadarzającej się okazji stara się jak najlepiej poznać i odczytać drugiego człowieka, a później go zapamiętać.
Największą jego wadą jest fakt, iż jest uparty. Uparty jak stado osłów i jeden dodatkowy, więc jak coś postanowi to raczej nikt nie będzie w stanie zmienić jego zdania jakkolwiek irracjonalne by to nie było. Stawia na swoim kiedy może i jak może, choć czasami stara się przyjmować też dobre rady innych. Zdarza mu się szukać wrażeń i przygód, lubi wplątywać się w różne kłopoty i szukać z nich wyjścia. Jest również bardzo ciekawski i ani trochę tego nie ukrywa.

GŁĘBSZE POZNANIE

Przyglądając mu się uważniej można dostrzec, że dość często się uśmiecha. Szczerze czy nie - kąciki jego ust często unoszą się ku górze w różnych konfiguracjach. Jest również naprawdę grzeczny i przestrzega raczej większości zasad savoir-vivre'u. Takt i elegancja na pierwszym miejscu i nie, nie nosi informatycznych koszul w kratę, choć czasami musi mieć na nosie okulary w swej upartości i wielogodzinnej pracowitości.
Uprzejmość zdaje się być jego drugim imieniem, a i jest również wielkoduszny. jeśli ktoś będzie w potrzebie to bezinteresownie zostanie mu udzielona pomoc...
Nie jest raczej zbyt emocjonalny, co tworzy z niego człowieka dość stabilnego. Nigdy nie potrafił się naprawdę szczerze zakochać, a pierwszym wrażeniu pojawiające się „miłości” okazywały się rozczarowującymi zauroczeniami. Mimo wszystko potrafi być naprawdę dobrym, poświęcającym się dla drugiej osoby przyjacielem, a kiedy znajdzie się już osoba, która skradnie jego serce na poważnie to może się zaskoczyć, jak wiele jest w nim uczuć. Skrzywdzenie go w takim przypadku może skończyć się dla niego naprawdę tragicznie.
Możliwość wykazania się ukazałaby zapewne ogromne zdolności analityczne i taktyczne jakie posiada. Uwielbia spędzać godziny nad planami i myśleć o kilka ruchów w przód, stąd też ciężko wygrać z nim chociażby w szachy.

CISZA PRZED BURZĄ

Co prawda ciężko go zdenerwować, bo w istocie nic nie jest go w stanie wkurzyć. Jeśli jednak komuś się to uda, to naprawdę może zdziwić się jak wiele nienawiści i agresji potrafi mieć w sobie ten mężczyzna. Obudzenie w nim poważnego zdenerwowania i zawiści może skończyć się naprawdę tragicznie, a jeżeli ktoś zajdzie mu poważnie za skórę, to choćby miał podążyć za nim na koniec świata to go znajdzie i wymierzy karę adekwatną do czynu osądzając po swojemu. Brzydzi się jednak brutalnością. W większości przypadków.
Czasami bywa też wredny i zdarza się mu mieć dość spory tupet. Ostatnimi czasy coraz częściej.


opis mocy

➼ ELEKTROMETEOROLOGIA - panowanie i używanie na własną korzyść zjawisk elektrycznych w atmosferze, spowodowanych przepływem ładunków elektrycznych i jonizacją gazów, związanych ze świeceniem materii, zmianą koloru, kształtu bądź wytwarzaniem dźwięków.

Innymi słowy jeśli go wkurzysz, to dostaniesz piorunem po dupie.

Wady mocy
Naelektryzowanie - dotykanie go może wywoływać kopanie prądem częściej niż u normalnego człowieka.
Zaburzenia elektroniki - każde jedno urządzenie elektroniczne, którego się dotknie, może różnie zareagować na jego obecność, w tym psuć się. Plusem jest to że kształci go to w fizycznym naprawianiu sprzętu, z drugiej strony jest cholernie irytujące.
Symptomy RZS - przy nagłych zmianach pogody.
Zaburzenia nastroju - zależne od obecnie panującej pogody i jonizacji. Czuje się lepiej w trakcie burz i parnego powietrza, a zdecydowanie gorzej gdy na zewnątrz panuje piękna, słoneczna aura.
Utrata panowania nad emocjami - może doprowadzić do skrajnego braku kontroli nad mocą.

➼ Dłuższe utrzymywanie zorzy na ogromnej wysokości może doprowadzić go do zawrotów głowy, z kolej na niskim dość mocno zmęczyć zważywszy że najpierw musi ją stworzyć.
Ognie elma mogą go naelektryzować, co jest nieprzyjemne dla towarzyszy.
➼ Zbyt długie przebywanie wśród jonizacji działa także na niego i jego ciało, aczkolwiek nie przeszkadza mu tak bardzo jak innym. Po jakimś czasie odczuwa migreny i ból głowy, musi poprawić równowagę jonizacji u siebie.
➼ Jeśli chodzi o odporność to wystawia się czasami niepotrzebnie na działanie elektryczności i choć nie czyni mu to podobnych innym szkód, to np. uderzenie pioruna może pozbawić go przytomności czy zadać obrażenia. W najgorszym przypadku może utracić przytomność.
➼ Jest również narażony na ataki będąc w centrum zamieszania burzy, dodatkowo jego ciało działa jak piorunochron, także im bliżej niego tym większa szansa na porażenie (również siebie samego).
Paraburza w niekorzystnych warunkach tworzenia może doprowadzić go do zawrotów i bólu głowy, migren i utraty przytomności.
➼ W przypadku pola elektromagnetycznego nieodpowiednia regeneracja może go nawet zabić, kiedy zmieni też własne pole.

Nadużycie mocy
Naelektryzowanie - razi prądem przez cały czas, dotknięcie go - boli, chcąc nie chcąc ma również wpływ na urządzenia elektryczne, które w ogóle się go nie słuchają i nie może nic z nimi zrobić. Skupia na sobie całą moc którą wcześniej stworzył i oddziałuje ona na niego bezpośrednio poddając go tym samym pod niesamowitą torturę na własnym podwórku.
Świecenie - po jego ciele przemykają niewielkie ognie Elma, co sprawia, że wygląda jak jarzeniówka. Czarne do tej pory tęczówki świecą jakby ktoś włożył mu tam zarówki, co go w zależnym stopniu oślepia na jakiś czas.


I poziom [0-19%]
Błędne ogniki - Zjawisko wyłącznie optyczne, w postaci unoszących się kilkadziesiąt centymetrów nad powierzchnią mini-wyładowań elektrycznych, które przypominają świetliki. Wyłącznie w celach estetycznych.
Kreacja zorzy polarnej - Całkowicie nieofensywny i niedefensywny poziom tworzenia tego zjawiska świetlnego. Może stworzyć zorzę na niebie, na jej domyślnym ułożeniu, czyli ponad 100 km nad Ziemią. Jej jedynym zadaniem jest pięknie wyglądać.
Ognie świętego Elma - Zjawisko akustyczno-optyczne w postaci małych, cichych, ciągłych wyładowań elektrycznych na różnych powierzchniach, a szczególnie krawędziach przedmiotów, mające miejsce w czasie pogody zapowiadającej burzę. Może służyć jako wabik na przeciwnika. Jest całkowicie nieofensywną i niedefensywną umiejętnością, wywołując jedynie odczucia dźwiękowe (świsty, syczenie, gwizd) bądź optyczne.

[Użycie]
W zależności od warunków musi bądź nie musi samodzielnie podtrzymywać zjawiska (np. przy dużych wyrzutach ze Słońca zorza będzie w stanie sama utrzymać się dłużej, gęste powietrze podtrzyma ogniki itd.).
Ogniki – 6 postów / 2 odpoczynku / na 20 metrach.
Zorza – 2 posty / 3 odpoczynku, rozprasza się samodzielnie
Ognie elma – co post przez max 4 posty / 3 odpoczynku / do 10 metrów.

II poziom [20-45%]
Ognie świętego Elma - zwiększenie zasięgu do 20 m.
Jonizacja powietrza (ujemna) - Zbieranie naelektryzowania z większego obszaru (roślin, zwierząt, wody, atmosfery), aby zamknąć go w mniejszym i zagęścić. Wykorzystywana w ofensywie i defensywie: na takim obszarze można zamknąć człowiek, a naelektryzowane pole zniechęci do bezpośredniego ataku fizycznego.
Na tym poziomie może lekko naelektryzować ciało (np. włosy na sztorc) i spowodować nieprzyjemne uczucie delikatnego rażenia prądem (jak np. przy ruchomych schodach). Wpływa również na urządzenia elektryczne, zakłócając ich działanie, jak i zakłamuje gps.
Odporność na elektryczność – wykazuje zwiększoną odporność na działanie elektryczności, która ma na niego mniejszy wpływ niż w przypadku innych osób. Nie działa w przypadku pól elektromagnetycznych i jonizacji (które wciąż mogą na niego wpływać, szczególnie w stanie zmęczenia).

[Użycie]
Jonizacja – 5 postów / 3 odpoczynku / 10 m. Raz zebrane pole łatwiej ściągnąć drugi raz.
Odporność – pasywna.


III poziom [46-70%]
Ognie świętego Elma - zwiększenie zasięgu do 40 m.
Zorza polarna – możliwość wytworzenia zorzy polarnej na dużo niższym pułapie, przez co jest w stanie wpływać swoim polem elektromagnetycznym na jednostki, a także oślepiać. Samo pole zwalnia czas reakcji jednostki i może doprowadzić do dezorientacji.
Jonizacja powietrza (ujemna) – zwiększenie obszaru działania do 20m, a także silniejsze odczucie kopnięcia prądem.
Jonizacja powietrza (dodatnia) – zbieranie naelektryzowania z większego obszaru (np. elektronika, sieci energetyczne), aby zamknąć go w mniejszym i zagęścić. Niekorzystnie wpływa na samopoczucie ludzi znajdujących się na danym obszarze, może doprowadzić do złego samopoczucia, zawrotów i bólu głowy. Obecność zbyt dużej ilości roślin może mu utrudnić zadanie.

[działanie]
Zorza – 5 postów / 5 odpoczynku / 30 metrów.
Jonizacja dodatnia – 5 postów / 3 odpoczynku / 10m


IV poziom [71-89%]
Jonizacja powietrza (ujemna) – zwiększenie obszaru działania do 30m, a także jeszcze silniejsze odczucie kopnięcia prądem.
Jonizacja powietrza (dodatnia) - zwiększenie obszaru działania do 20m, działanie zwiększa się o uczucie znużenia, a także utratę przytomności.
Pole elektromagnetyczne rozproszone – wytwarzanie bez pomocy zorzy większego stężenie pola elektromagnetycznego wokół organizmu żywego. Zwalnia czas reakcji jednostki i może doprowadzić do dezorientacji.
Burza – kumulowanie chmur burzowych w jednym miejscu i wywołanie wyładowań elektrycznych na całym obszarze. Stopień trudności zależy od obecnie panującej pogody – zdecydowanie łatwiej mu, kiedy burza i tak już się zbliża, a w trakcie ładnej pogody może wypruć z niego większość sił.

[działanie]
Pole elektromagnetyczne – 5 postów użycia / 5 regeneracji / do 20 metrów.
Burza – sprowadzenie lub stworzenie - w najgorszym wypadku i wielkości - do 4 postów. Później żyje własnym życiem / 5 regeneracji.

V poziom [90-100%]
Burza - zjawisko zwiększa swoją siłę.
Paraburza – stworzenie wyładowań z obecnie panujących warunków elektrostatycznych w powietrzu. Stopień trudności zależy od obecnie panującej pogody jak w przypadku burzy. Naładowanie powietrza również ma ogromny wpływ – im gęściejsze tym lepsze.
Pole elektromagnetyczne skupione – na tym etapie może manewrować polem elektromagnetycznym znajdującym się w organizmie żywym – ekstremalnie je zwiększać bądź zmniejszać. Skrajnie niebezpieczne dla innych osób, użyte ofensywnie ma bardzo poważne skutki.

[działanie]
Paraburza – 1 post użycia / 3 regeneracji / do 5 osób.
Pole elektromagnetyczne – 3 posty użycia / 10 regeneracji / do 3 jednostek. Im krócej używa, adekwatnie o 1 krócej się regeneruje.

ciekawostki

powiedzieć, jakoby był uzależniony od kofeiny jest całkowitą ignorancją. Już dawno stwierdzono, że zamiast krwi ma w żyłach kawę i napoje energetyczne wymieszane z yerbą. Nie stroni od żadnego zaproponowanego napoju, który da mu kopa do działania, no chyba, że ma w sobie truciznę. Wtedy podziękuje.

jeśli umiałby zamieniać się w psa tropiącego, to byłby całkowicie bezużyteczny z racji wrodzonego braku węchu i smaku. Czasami żałuje, że nie jest w stanie zrozumieć zachwytu nad spożywanym jedzeniem, ale z drugiej strony… może jeść wszystko bez obawy, że – poza wyglądem – może go czymś odrzucić.

wystające biodra i kości obojczyków raczej nie są spowodowane genetycznym ułożeniem szkieletu, a szczupłą sylwetką, która ukształtowała się z powodu nikłego spożycia żywności. Zwyczajnie zapomina jeść i nie odczuwa głodu, kiedy siedzi już którąś godzinę z rzędu nad programistycznym problemem.

wysoki próg bólu pozwala mu znieść naprawdę dużo. W połączeniu z jego umiejętnością nieukazywania emocji daje to naprawdę niezłe rezultaty jeśli chodzi o fizyczną wytrzymałość w obliczu tortur czy sparingu.

stara się ćwiczyć swoją moc codziennie, przez co najmniej godzinę. Oczywiście nie zawsze mu to wychodzi, ale robi to w miarę regularnie.

jeżeli chodzi o alergie, to ma dwie: pokarmową, a konkretnie na rośliny strączkowe, która objawia się wymiotami i okropnym bólem przewodu pokarmowego, a także na psią sierść, która powoduje u niego delikatną wysypkę. Stąd też jest fanem kotów (posiada jednego).

z wykształcenia jest w dużej mierze elektrotechnikiem: ma dwa doktoraty – z informatyki i elektrotechniki, a przy okazji magistra z energetyki i fizyki. Zastanawia się jeszcze nad zrobieniem inżyniera robotyki, ale z racji, że aktualnie brakuje mu doby, to musi to mocno rozważyć.

nosi przy sobie zwykłą broń w postaci trzech sztyletów poukrywanych przy różnych partiach ciała, a także łuk z kołczanem, w zapasie posiadając ok. 30 strzał, w głównej mierze zwykłych, ale również wybuchowych i zapalających.

zna angielski i francuski, oba w kanadyjskiej odmianie. Ponadto mówi z bardzo wyraźnym zachodnim akcentem i dziwnie zaciąga końcówki zdań. Używa typowego kanadyjskiego "eh?" na końcu pytania.

potrafi grać na pianinie, uczył się tego w szkole muzycznej i pod okiem ojca. Nie jest to poziom mistrzowski, ale umie całkiem sporo, a także grać ze słuchu.

od linii obojczyków, aż do połowy ud po lewej stronie ma sieć blizn spowodowanych przez uderzenie pioruna po błędnie wykalkulowanym użyciu mocy. W pewien sposób darzy te pamiątki sympatią, z drugiej strony ich nienawidzi.

na lewej łydce ma wytatuowaną strzałę, innych znamion poza wyżej wymienionym brak. Zastanawia się nad zrobieniem sobie tatuażu na plecach lub zagospodarowaniem swoich blizn.

jego prawie czarne tęczówki sprawiają wrażenie, jakby był na całodobowym haju, szczególnie jeśli ktoś zastanie go w półmroku.

przestał pijać alkohol od pewnego incydentu, a namówienie go na procenty graniczy z cudem. Z tego powodu też ma dość słabą głowę, a nigdy nie wiadomo co zrobi człowiek pod wpływem. Zdarza mu się natomiast popalać fajki, ostatnimi czasy coraz częściej.



 
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 10