Znalezionych wyników: 132
|
| Autor |
Wiadomość |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-18, 00:21 Temat: chatka nad jeziorem |
Konsekwencje. To wszystko pieprzone konsekwencje.
Jej całe życie, to, że przez jego większość była okłamywana. Praca w D.O.G.S. która - nie oszukujmy się - do najprzyjemniejszych nie należała, to, że tak naprawdę siedziały w niej dwie całkowicie rózne osoby, to sprawiało, że... Stawała się kimś kompletnie innym, tworzyła kolejną wersję siebie. Zupełnie jakby było ich zbyt mało...
To jednak nie zmieniało jego uczuć. Zamierzał przy niej trwać niezależnie od tego kim się stanie. To nie tak, że była w jego oczach potworem, choć takie mogła odnieść wrażenie. Hej, on naprawdę ją rozumiał. Szukała rozwiązania, w jego poszukiwaniu pozwoliła samej sobie sięgnąć do tego mroku, który przecież siedzi w każdym z nas.
Po prostu chciała dobrze, pragnęła dla nich dobrego i szczęśliwego życia, nawet jeśli mieliby to obkupić paroma złymi uczynkami.
Starał się jej nie oceniać, ale nie mógł nic poradzić na zdziwienie, które wymalowało się na jego twarzy, gdy o tym usłyszał.
Zacisnął usta w wąską kreskę i odwrócił od niej wzrok.
- Nie zrobimy tego, Jules... - ciekawe, czy zauważyła, że przestał już do niej mówić Caroline. Już od jakiegoś czasu nie używał tego imienia, robił to całkowicie nieświadomie. Po prostu... Dla niego ona wróciła, a Caroline gdzieś zniknęła. I sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
-... ale znajdziemy rozwiązanie. Obiecuję. Coś wymyślimy, Twój pomysł... Po prostu ma zbyt wiele słabych stron. Coś może pójść nie tak. - oczywiście skłamał. Wcale nie chodziło o minusy tego planu, a raczej o to, że nie mógł pozwolić na to, by pochłonął ją mrok. Nie ją. Po prostu nie.
Dlatego postawił sobie za cel znalezienie innego sposobu na pogrzebanie Ducha. Nawet jeśli ona nie widziała lepszego rozwiązania, albo jeśli takowe okaże się bardzo trudne. Hej, robił już rzeczy, które wydawały się niemożliwe. To tylko kolejny stopień w drodze na szczyt. Dadzą radę.
Te sekundy, a może minuty, które spędził przed drzwiami łazienki ciągnęły się w nieskończoność. Zawsze tak miał, po każdej ciętej wymianie zdań, czy trudnej rozmowie z nią. Od razu pragnął to wszystko naprawić, czuł się źle, gdy atmosfera między nimi była ciężka. Wiadomo, takie chwile też są potrzebne, ale... U nich to wszystko było tak cholernie intensywne i po prostu trudne.
Usłyszał dźwięk wody lecącej z kranu. Pokręcił głową z niedowierzaniem. No tak, dopiero co wyszła z lodowatej wody, więc postanowiła... Przemyć twarz wodą? I była jej ona potrzebna do zdjęcia przemoczonych ubrań?
Nie powiedział jednak na ten temat nic.
I nagle usłyszał huk. Mężczyzna niewiele myśląc złapał za klamkę i wszedł do środka. Oczywiście kierowała nim tylko i wyłącznie troska, pomyślał, że mogła sobie zrobić krzywdę - znał ją na tyle, by wiedzieć, że to bardzo możliwe.
- Nic Ci nie... - urwał w połowie zdania, gdy zawiesił na niej swój wzrok. Przez chwilę po prostu zaniemówił, aż doszło do niego, że wpatruje się w nią jak zwykły idiota.
Okazało się ponieważ, że jest ona po prostu ideałem. Jak spełnienie jego wszystkich marzeń, jej ciało... Cholera, co tu dużo mówić. W jego oczach była nieziemsko piękna.
- Ehm.... Przepraszam. - wydukał odwracając się do niej plecami.
Wciąz się cofał, w tej chwili zachował się zupełnie jak młodzieniec, który pierwszy raz zobaczył kobietę bez ubrań! |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-17, 00:14 Temat: chatka nad jeziorem |
Z pewnością jej słowa wywołały w nim niepokój. Nie do końca wiedział co ma na myśli, ale... Ale po prostu czuł, że to na pewno nie będzie coś, co chciałby usłyszeć.
I wcale się nie mylił.
Na początku go zatkało. Po prostu nie wiedział co powiedzieć, ponieważ podobnie jak i ona nie spodziewał się, że coś... Coś takiego mogłoby się zrodzić w jej głowie. Halo, przecież to on był tutaj tym złym, to on był kryminalistą, mordercą, to on siedział w więzieniu, a ten jej pomysł... To brzmiało bardzo źle.
Przyjrzał się jej uważnie, próbował nie dać po sobie pokazać, że go to ruszyło - nie chciał przecież jej spłoszyć, czy coś w tym rodzaju. Chciała dobrze - rozumiał to doskonale, tylko... Kurwa, no nie tędy droga, nie w ten sposób!
- Jules... Cholera, przecież nikt nie może odpowiedzieć za moje czyny, to wszystko... To ja to zrobiłem. To moje ręce, nie kogoś innego... - wyrzucił tylko z siebie cicho starając się tak mocno jak tylko potrafił, by nie zabrzmiało to oskarżycielsko, źle. Kim był, żeby ją pouczać, skoro robił o wiele gorsze rzeczy?
Po chwili jednak... Sam zaczął o tym myśleć, analizować plusy i minusy tego planu i niestety nie wyglądało to za dobrze.
- Poza tym... Na pewno są jakieś zdjęcia, to, że jestem Duchem nie oznacza, że jestem na tyle dobry, by nigdy mnie nie sfotografowano. Pomijam fakt, że trzeba byłoby znaleźć kogoś przynajmniej odrobinę podobnego do mnie, poza tym... Wszyscy wiedzą o moim tatuażu. Te płomienie są moim znakiem rozpoznawczym, wątpię, żeby ktoś posiadał podobne dziary. Je można zrobić tylko w jednym miejscu. - chodziło mu oczywiście o pobyt w więzieniu, ponieważ większa część z nich tam właśnie powstała. Czarne płomienie pnące się w górę jego ręki, wchodzące na szyję.... Symbolizowały one jego transformację w kogoś innego, pochłaniały go, zmieniały w tego pieprzonego Ducha...
Nie, to zdecydowanie nie było do zrobienia.
Wysłuchał jej następnych słów i mało brakowało, by zachłysnął się powietrzem, które nagle stało się niesamowicie ciężkie - albo mu się tak wydawało.
- To jedyne wyjście, czy po prostu chcesz tam wrócić? Jeśli tak, to powiedz wprost. - powiedział twardo, nie silił się już nawet na jakiś miły ton. Nie wiedział co ją tam ciągnie, dlaczego chce do tego wrócić. Nie znał całej prawdy, ale... Słyszał kilka historii, wyłapał parę rzeczy zawartych między wierszami, a reszty mógł się domyślić. Dlaczego ją torturowano? Prawdopodobnie z zemsty, a za co się mścili? To już wie tylko Jules. A najgorsze, że... Odniósł wrażenie, iż dziewczyna pragnie do tego wrócić. I nie wyobrażał sobie tego. Po prostu nie.
- Będę. Nie potrzebujesz większej ochrony. Będę zawsze - jeśli tylko mi na to pozwolisz. - odparł na jej kolejne słowa, a chwilę później Julie wydostała się z jego ramion, podniosła się i zniknęła za drzwiami łazienki.
Nie wytrzymał, po prostu nie wytrzymał i zacisnął dłoń w pięść po to, by mocno uderzyć w podłogę na której klęczał.
Dlaczego to wszystko musiało być takie trudne, dlaczego każda chwila szczęścia musiała zostać obkupiona cierpieniem, smutkiem, żalem?
Miał ochotę krzyczeć, gdyby pamiętał jak się płacze to pewnie by w tej chwili wył. Ale... Ale nie mógł.
Nie mógł teraz pokazać jak bardzo go to wszystko rusza, miał być dla niej wsparciem.
Może... Może to tylko chwila słabości, może po prostu trudno jej zapomnieć o poprzednim życiu? Przecież ma dobre serce - wiedział o tym na pewno, nie znał lepszej osoby niż Jules...
Podniósł się z kolan i podreptał pod drzwi łazienki. Oparł się o nie plecami i westchnął cicho, zrezygnowany. Delikatnie puknął knykciami w drzwi.
- Hej... Wszystko w porządku...? - rzucił cicho, spokojnie, zabrzmiało to na pewno o wiele cieplej niż jego poprzednie słowa. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-16, 00:49 Temat: chatka nad jeziorem |
Oczywiście, że chciał się zmienić. Chciał z tym wszystkim skończyć, ponieważ to po prostu przestało mu być już potrzebne.
Osiągnął swój życiowy cel. Odnalazł ją, odnalazł to co było dla niego zawsze najcenniejsze. I jeśli Julie chciała, żeby duch odszedł... To musiał po prostu odejść. Scott pragnął jej szczęścia ponad wszystko inne, pragnął wynagrodzić jej te stracone lata. Chciał oglądać codziennie jej uśmiech, chciał być jego powodem.
I... Zrobi to. Z nią da radę. Wspólnie będą w stanie pogrzebać jego przeszłość i zacząć wszystko na nowo.
Na początku nie do końca zrozumiał o co jej chodzi.
Co miała na myśli mówiąc, że wie jak mogą to zrobić? Wydawało mu się to oczywiste - pogrzebać kontakty, zapomnieć o przeszłości, nie wiem, wyjechać stąd... Wyglądało jednak na to, że jego ukochana miała lepszy plan, na co zareagował na początku zaskoczeniem.
- Powrotu...? Nie... Chyba nie rozumiem. - wydukał z siebie wreszcie zaraz po tym, jak dziewczyna mu podziękowała.
Nie wypuścił jej z objęć, ale mogła poczuć, że uścisk stał się trochę lżejszy.
W jego głowie pojawiły się w tej chwili czarne scenariusze.
W jego mniemaniu to po prostu zabrzmiało źle. Doskonale wiedział czym zajmuje się ta pieprzona organizacja i chociaż tak naprawdę nie mieszał się w tę całą wojnę to... Sam był mutantem. I naoglądał się w swoim życiu wielu rzeczy, o wielu też po prostu słyszał.
Znikający przedstawiciele jego gatunku. Tortury - często prowadzące do śmierci. Chore eksperymenty. To... To własnie robili.
A ona chciała tam wrócić i jeszcze z ich pomocą pogrzebać Ducha? Niby w jaki sposób?
Nie postawił na niej oczywiście od razu krzyżyka. Zamierzał dać jej rozwinąć myśl, wytłumaczyć o co jej chodziło.
- Po tym wszystkim... Chcesz tam wrócić? - dodał jeszcze i odsunął się od niej trochę, tak, by móc spojrzeć jej w oczy. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-14, 01:35 Temat: chatka nad jeziorem |
Podobno łatwo jest powiedzieć, a trudniej zrobić... No cóż, tak. To wszystko co jej obiecywał tak naprawdę było cholernie trudne do wykonania.
Pogrzebanie przeszłości, zmiana nawyków... Starał się jak tylko mógł, ale to za każdym razem wracało - w ten, czy w inny sposób.
Tak bardzo chciał jej zagwarantować spokojną, szczęśliwą przyszłość, tak desperacko tego pragnął...
Co z tego, skoro Duch na okrągło wracał. Prędzej, czy później, w lepszym, lub w gorszym momencie, ale wracał.
Nie mógł się go pozbyć, a co najgorsze... Czasem pragnął tak po prostu pozwolić mu wyjść.
Adrenalina uzależniała. Będąc tą gorszą wersją siebie mógł brać to czego chciał, zasady go nie obchodziły, podobnie jak to, że krzywdził innych. Stawał się wtedy samozwańczym Panem życia i śmierci i do cholery jasnej - bywały momenty w których mu się to podobało.
Mrok zawładnął nim już dawno temu i nie chciał tak łatwo oddać swojej zabawki.
Tylko, że wcześniej nie próbował razem z Julie. Teraz nie był sam i być może właśnie dzięki niej uda mu się zmienić. Przecież... Zasługiwała na to. Zasługiwała na wszystko co najlepsze.
Dopiero trzymając ją za dłoń czuł się kompletny - tak, jak w tej chwili, ta krucha dziewczyna od zawsze była dla niego wszystkim.
- Tak by było chyba najłatwiej, ale... Nie. - podniósł na nią wzrok i pokiwał głową przecząco. Ponownie ucałował wierzch jej dłoni i uśmiechnął się nieznacznie.
- Taka osobistość zasługuje na większą ceremonię. - rzucił pół - żartem, pół - serio. Ot tak, żeby trochę rozładować atmosferę, chociaż... Sam już nie wiem, czy ten żart był na miejscu. No, ale taki już urok Pana D'Amico. Nie był najlepszy w rozmowach, a Julie na pewno zdążyła to już zauważyć.
A o co konkretnie mu chodziło? Oczywiście już po chwili jej to wytłumaczył:
- To nie jest tak, że utopimy broń, a on zniknie. Musimy pogrzebać go całkowicie. Odciąć wszelkie kontakty, powyrzucać telefony komórkowe. Przekazać wszystkim jasną informację, że Duch już nie istnieje, że wycofał się z gry. Jeszcze nie wiem jak tego dokonamy, ale... Spójrz na mnie. - urwał i puścił jej dłoń, ale tylko po to, by swoim małym palcem objąć jej mały palec. Spojrzał jej w oczy i ponownie się odezwał:
- Razem damy radę. Obiecuję. On zniknie. Zniknie i zostanie tylko Scott. My. Zostaniemy tylko my. Niczego więcej nie pragnę. Tylko... Tylko Ciebie. - sam nie wiem dlaczego nagle zebrało mu się na te wszystkie wyznania i dlaczego stały się one o wiele prostsze po tym, gdy powiedział jej, że ją kocha.
Przy niej wszystko było nowe. A to, że wreszcie uczył się mówić otwarcie o tym co czuje było naprawdę czymś... Czymś dziwnym dla niego, czymś, czego nigdy nie doświadczył.
To ciepło, które czuł w jej towarzystwie, to, że tak cholernie mocno zwariował na jej punkcie... Wow. Nigdy by się po sobie czegoś takiego nie spodziewał, a więc może warto uwierzyć w to, że uda im się skończyć z przeszłością. Może po prostu są sobie pisani.
Po tych wszystkich mocnych słowach dziewczyna zsunęła się z krzesła i wpadła mu w ramiona. Przytulił ją mocno do siebie, jedną ręką pogładził ją po włosach.
Faktycznie, on też poczuł, że jej ubrania są cholernie zimne, ale nie miało to znaczenia, ponieważ miał wrażenie, jakby wewnątrz jego ciała płonęło ognisko.
- Nie... To już nie ważne. I rozumiem Cię, to wszystko... Wszystko miało wyglądać inaczej, ale jeśli dasz mi jeszcze jedną szansę, to... Spróbuję sprawić, żebyśmy poczuli się choć trochę normalni. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-10, 02:59 Temat: chatka nad jeziorem |
Musiała to zrozumieć, przecież... Przecież doskonale wiedziała w jakim świecie przyszło im żyć, wiedziała kim jest Scott, oraz kim był, poza tym... Sama miała wrogów i do tego próbował się właśnie odwołać.
Rozpaczliwie pragnął by zrozumiała co nim kierowało, ale to były dość egoistyczne pobudki. Potrzebował ujrzeć w jej oczach, że to rozumie, by usprawiedliwić swoje kłamstwo.
Prawda jest taka, że Scott nie umiał w to wszystko, nie wiedział czym jest związek, nie znał tego wszystkiego wcześniej. Całe życie darzył Julie tym właśnie uczuciem, ale... Dopiero teraz uczył się tego wszystkiego. Rzeczywistość w której się znalazł okazała się cholernie trudna i mimo prób - cały czas polegał, popełniał błędy.
Dlatego właśnie czasem zachowywał się jak kompletny idiota i jedyne co mu pozostało to w duchu modlić się, by jej cierpliwość się nie skończyła. To był jego najgorszy koszmar, bał się tego, że któregoś dnia Julie poczuje zawód tak wielki, że nie będzie w stanie mu już wybaczyć, nie będzie w stanie na niego patrzeć.
Wyrzucił tą cholerną broń do jeziora - to był impuls, po prostu poczuł, że to trzeba zrobić. Jakby w ten sposób miał jej pokazać, że jest w stanie zmienić swoje nawyki, że będzie walczył ze swoją własną mroczną stroną.
Jej głos go uspokajał, nawet w tej chwili, nawet po tym kompletnie niepotrzebnym wydarzeniu, po tych wszystkich mocnych słowach czuł bijące od niej ciepło.
I chciał jej uwierzyć, naprawdę chciał wierzyć w to, że są już poza zasięgiem wszelkiego zła, ale... Nie potrafił.
Postanowił to jednak przemilczeć, nie musiał tego mówić na głos. Nie chciał.
- Koniec tajemnic... Już dość. - powiedział cicho i może zabrzmiało to słabo, ale w rzeczywistości... Tak właśnie zamierzał postąpić. To nie miała być kolejna obietnica, której nie będzie w stanie dotrzymać.
Nie mógł jej okłamywać, przecież tylko ona się dla niego liczyła, była wszystkim co miał...
Dziewczyna ujęła jego twarz i uniosła do góry zmuszając go tym samym do tego, by wreszcie na nią spojrzał.
Oczywiście, że to wyłapała, był tego świadom. Bał się odrzucenia, ale nie zobaczył go w jej oczach.
Julie pocałowała go w czoło, a on odetchnął... Z ulgą.
Wcale nie musiała nic mówić - niektóre rzeczy po prostu się wie, on... On po prostu wiedział, że dziewczyna czuje dokładnie to samo co on.
Po jej następnych słowach ponownie opuścił wzrok, chociaż ledwie na moment.
Mocniej złapał ją za dłoń i przysunął ją do swoich ust. Złożył na jej wierzchu delikatny pocałunek i znów spojrzał jej w oczy.
- A więc on zniknie. Wspólnie go pogrzebiemy. Chcę... Chcę stać się kimś kto jest Ciebie wart. Kimś, kto na Ciebie zasługuje. - powiedział już o wiele pewniejszym głosem. Miał być jej oparciem, powodem uśmiechów, a nie zmartwień. Miał być kimś komu będzie mogła zaufać w stu procentach, kto będzie lekiem na to całe zło, które ich otacza. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-10, 01:12 Temat: chatka nad jeziorem |
A on chyba właśnie potrzebował takiej temperówki, szkoda tylko, że twarda z niego sztuka i jak się okazuje - poprowadzenie go w odpowiednim kierunku wcale nie będzie takie proste dla Jules. Z drugiej strony... Jeśli nie ona to kto? Na nikim bardziej mu nie zależało, przez całe swoje życie szukał właśnie jej, więc jeśli ona sobie nie poradzi... Nikt tego nie zrobi.
Być może to właśnie taki typ człowieka, facet, którego prawdziwą siłą jest kobieta stojąca za jego plecami. Nie ważne, że jest od niego mniejsza i z pozoru krucha - to dzięki takim kobietom mężczyźni są zdolni do wszystkiego. I chciał tego, pragnął tego jak niczego innego, ale za każdym razem wracał do starych nawyków.
I to nie tak, że nie próbował być inny, oczywiście, że się starał. Nawet teraz, przed wyjazdem... Naprawdę długo myślał nad tym czy brać tą broń. Jednak ten drugi - mroczniejszy Scott wygrał tą batalię i wreszcie zabrał ją ze sobą.
Nie dał jej tego czego w tej chwili najbardziej potrzebowała i paradoksalnie ten cholerny pistolet dzięki któremu mieli być bezpieczniejsi sprawił, że kobieta poczuła się jeszcze bardziej zagrożona.
A on zrozumiał właśnie dlaczego zawsze odwracał wzrok.
Nie potrafił znieść jej łez, nie potrafił spokojnie obserwować jak ten błysk z jej oka gdzieś ucieka, znika...
Łamało mu to serce, rozpadał się, czuł się jak zwykły śmieć - ponieważ to on do tego doprowadził. Nikt inny, tylko on sam.
- To... Nie, to nie tak... - próbował jeszcze się wytłumaczyć, chociaż nawet on sam słyszał jak żałośnie to brzmi.
Jej krzyk, jej słowa... Po prostu go bolały, zupełnie jakby raz po raz wbijała w niego szpilki, czuł się po prostu okropnie, ale gdzieś tam w głębi duszy... Po prostu ją rozumiał i wiedział, że zareagowała odpowiednio, a on po raz kolejny zawalił sprawę.
- Ja... Musiałem to... Nie rozumiesz... - podjął kolejną próbę wytłumaczenia jej, ale nie umiał z siebie wydusić nic sensownego.
Opuścił głowę, poczuł się bezradny, poczuł się taki cholernie... Słaby.
Miała rację. Oszukał ją, po prostu ją oszukał, mimo tego, iż obiecywał, że tego nie zrobi.
- Przepraszam.. - powiedział, po czym odwrócił się i schylił się, by wsunąć dłoń do swojego bagażu. Wyciągnął ten pieprzony pistolet i podszedł do drzwi. Otworzył je, po czym zamachnął się mocno i rzucił bronią w kierunku jeziora.
Po kilku sekundach mogli usłyszeć ten charakterystyczny 'plusk' świadczący o tym, że przedmiot wylądował w wodzie i w tej chwili właśnie spada na dno.
Scott podszedł do krzesła na którym siedziała Jules i przyklęknął przy nim.
Wolno sięgnął swoimi rękoma do jej dłoni.
- Przepraszam. Przepraszam, że Cię okłamałem, ja... Nie wiem co myślałem, myślałem, że tak trzeba, tłumaczyłem sobie, że to dla Twojego... Dla naszego dobra. Jestem idiotą, jestem cholernym idiotą, wiem, że nie powinienem... Nie będę Cię oszukiwał, nie zrobię tego więcej. To co czuję, gdy pomyślę, że coś mogłoby Ci się stać, ja... Strasznie Cię kocham i nie wiem co bym zrobił, gdyby ktoś nas tutaj znalazł, chciałem być przygotowany i... - urwał i oparł czoło o jej nogi.
Huh.
Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że pierwszy raz powiedział jej, że ją kocha.
Może i to było wiadome od dawna, ale to uczucie, te słowa wypowiedziane na głos, ten nadmiar emocji, który aktualnie odczuwał... Miał wrażenie, że zaraz go to wszystko rozsadzi od środka.
I miał ochotę płakać, po prostu płakać, ale... Łzy nie pojawiły się w jego oczach. Zupełnie jakby zapomniał jak to się robi, a może już wszystkie wylał. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-10, 00:27 Temat: chatka nad jeziorem |
Oczywiście - to nie była jej wina i Scott nigdy w życiu tak nie pomyślał. Doskonale rozumiał sytuację, choć nie znał w stu procentach całej historii jej życia... Mógł się domyślać.
W zasadzie to dobrze. Dobrze, że miała względnie dobre życie z jej późniejszymi opiekunami, chociaż... Nie powinni jej trzymać pod kloszem. Mimo wszystko... Chcieli dla niej dobrze, prawda?
Różnili się, tak bardzo się od siebie różnili.
Odbierając życie rybie Scott widział w niej tylko i wyłącznie posiłek, siebie natomiast jako jedno z ogniw w łańcuchu pokarmowym, które jest po prostu wyżej.
Ale... Chyba się uzupełniali. Pasowali do siebie - Scott w to wierzył. Ona była jego lepszą połową, była sercem, oraz rozumem, on natomiast twardą ręką, która miała ich chronić przed wszelkim złem tego świata. Taki układ mu odpowiadał.
Rany, ta jej przylegająca koszulka... No, pewnie zwrócił by na to większą uwagę, gdyby parę chwil później niczym zwykła pierdoła nie upuściłby pistoletu. Cholera, coś takiego? Przecież to mu się nigdy nie zdarzało, był pieprzonym duchem, człowiekiem nie do wykrycia, wykonywał robotę i znikał, a teraz jak jakiś cholerny gimnazjalista próbował zatuszować swoją wpadkę. I niech mi ktoś powie, że przez miłość ludzie nie głupieją.
- Nic, to tylko... - wydusił z siebie próbując ukryć przed nią broń, ale (oczywiście) na nic się to nie zdało.
Westchnął, gdy Julie zaczęła krzyczeć. Wyprostował się, jednak wciąż stał do niej plecami.
Spodziewał się tego, oczywiście, że się spodziewał. Dlatego planował to przed nią ukryć, choć może nie powinien.
Nie rozumiała jego punktu widzenia, nie rozumiała, że tak naprawdę nigdzie nie mogli poczuć się w stu procentach bezpiecznie.
Nie wiedziała o nożu, który ukrywał w samochodzie pod siedzeniem kierowcy.
Nie spytała go czemu jechali tutaj tak długo, czemu tak uparcie pchał się w ulice oddalone od tych głównych.
Nigdy nie spytała dlaczego na okrągło się rozgląda, czemu każdego obserwuje zupełnie tak, jakby był jego wrogiem.
Nawyki. Osoby chcące zrobić im krzywdę mogły czaić się za każdym rogiem dlatego ta pieprzona broń była mu potrzebna.
Czy mógł jednak jej się dziwić? Chciała... Normalności. Normalnego faceta, który mocno przytuli ją do siebie i w którego ramionach poczuje, że wszystko jest tak, jak powinno być. W zamian na okrągło udowadniał jej, że nie jest normalny, w ten sposób pokazywał również, że ich życie takie nie będzie.
Odwrócił się i podniósł na nią wzrok, po czym powoli i ostrożnie zrobił kilka kroków w jej kierunku.
- To... Posłuchaj, nigdy nie wiem... Nigdy nie mogę... Nie wiem co może się stać. To tylko zabezpieczenie... - powiedział ostrożnie wiedząc, że w tej chwili jego ukochana jest niczym chodząca bomba zegarowa i że stąpa po cienkim lodzie.
Jasne, obiecał, że będzie normalnie i tak miało przecież być! Przecież miała tego nie widzieć... Gdyby nie zobaczyła tej pieprzonej broni wszystko byłoby okej...
Tylko czy to nie jest czasem tłumaczenie samego siebie? Jakby próbował przekonać sam siebie, że tak naprawdę wcale jej nie okłamał.
- Nie mogę... Nie mogę ryzykować, nie chcę, żeby coś Ci się stało.. - dodał szeptem. Nie odrywał od niej wzroku, tym razem udało mu się jakoś wytrzymać jej spojrzenie, choć zwykle nie potrafił. Za każdym razem gdy coś zrobił uciekał wzrokiem, ponieważ... Bał się zobaczyć w jej oczach strach, nienawiść, lub po prostu zawód. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2020-01-06, 22:05 Temat: chatka nad jeziorem |
Nie, nie, nie. Rola mutanta w tym związku została już zaklepana!
A moc przyciągania nieszczęść... Huh, faktycznie do niej pasowała. Widocznie los upodobał sobie kopanie jej po dupie, ale... Przynajmniej nie była z tym sama. Już nie. I nawet jeśli miałby zacząć kopać o wiele mocniej... Wspólnie jakoś dadzą sobie z tym radę. Musieli przecież walczyć z tym całym syfem, który ich otaczał, a Scott odnosił takie wrażenie, że... Przy niej będzie łatwiej. Dodawała mu siły i to miało się już nigdy nie zmienić. To słynne "na zawsze razem" w ich przypadku nie miało równać się trzem miesiącom. O nie.
Miał co do niej poważniejsze plany, właściwie... Od zawsze wiedział, że jest mu pisana. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że zakochał się właściwie od pierwszego wejrzenia w jej drugim ja?
Parsknął cicho śmiechem, gdy Jules odwróciła głowę. Jasne, rozumiał to, że mogło być to dla niej nie przyjęte, ale i tak... No po prostu nie mógł się powstrzymać. Te chwile w których bywała taką bezbronną dziewczynką, zupełnie jakby nie znała życia... Bawiły go trochę, ale też rozczulały.
- Tak, już po wszystkim. Już nie cierpi. Jak chcesz zamiast ją jeść możemy zrobić jej pogrzeb. No wiesz, kupimy kwiaty, powiesz coś ładnego... - powiedział starając się zachować pełną powagę, chociaż Julie znała go już na tyle, że powinna dostrzec, iż niewiele mu brakuje do tego, by po raz kolejny wybuchnąć śmiechem. Jak dziecko, jak dziecko...
Dopłynęli wreszcie do brzegu, Scott po przywiązaniu (czy tam zacumowaniu!) łódki wydostał się z niej pierwszy i odwrócił w jej kierunku. Nie musiała mu o tym mówić, a tym bardziej go o to prosić, ponieważ od razu wyciągnął dłonie w jej stronę.
Postawił ją bezpiecznie na drewnianym pomoście i sięgnął po wiaderko z rybą, którą wcześniej w nim umieścił. Wszystko inne zostawił na łajbie, później będzie czas, żeby to zabrać, teraz priorytetem była zmiana ubrań przez Jules. Nie chciał, żeby mu się przeziębiła.
Złapał ją mocno za dłoń i wspólnie poszli do domku.
Postawił wiadro na kuchennym blacie i poszukał wzrokiem torby z jego rzeczami. Też się trochę zmoczył przy tym wszystkim.
Odsunął suwak i przez parę chwil przetrzepywał bagaż w poszukiwaniu ubrań. Wyciągnął je, ale niestety zapomniał o tym, że właśnie tą koszulką owinął broń - którą oczywiście ze sobą zabrał. Z głośnym hukiem pistolet uderzył o podłogę. Nic nie miało prawa się stać, nie mógł wystrzelić, bo oczywiście nie był odbezpieczony, ale... Nie zamierzał jej tego pokazywać.
Złapał szybko za broń i wpakował ją z powrotem do torby, po czym podniósł wzrok na nią. Nie wiedział co zobaczy na jej twarzy, ale... Ale to było kompletnie niepotrzebne. Nie powinna o tym wiedzieć, nie musiała. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2019-12-23, 00:06 Temat: chatka nad jeziorem |
To prawda, Julie miała niezwykły talent do pakowania się w kłopoty - i to na własne życzenie. Chociaż... Można powiedzieć, że ta kąpiel, której przed chwilą zażyła to wina Scotta. Mógł ją ostrzec, że wędke trzeba trzymać troszkę mocniej, nie?
Tak, czy inaczej... O rany, ile on się najadł strachu, gdy dziewczyna znalazła się w wodzie!
Uniósł jedną brew, gdy usłyszał jej słowa. No pewnie. Najlepiej byłoby ją tam zostawić i wesoło powiosłować sobie z powrotem do brzegu i stamtąd oglądać, jak się topi!
- Nie drażnij mnie nawet! - odparł już trochę weselej, chociaż... Ej, faktycznie mogłaby sobie odpuścić te komentarze!
Nie miał jej tego za złe, oczywiście, że nie miał. To chyba... Ten strach, który odczuł sprawił, że przez te parę chwil rzeczywiście mógł zabrzmieć niezbyt miło, aczkolwiek... Raczej nie dał jej szansy na to, by się nad tym zastanowić. No, ryba nie dała.
- Inaczej go się nazwać nie da. - odparł wzruszając ramionami i już po chwili zaczęli wspólną walkę z bestią rybą z morskich głębin jeziora.
Posiłowali się tak parę chwil, aż wreszcie ich zdobycz znalazła się na pokładzie łódki.
Okej, faktycznie była całkiem spora, Scott wcale nie czekał i kucnął przy niej, by dość bezceremonialnie... Walnąć ją w łeb młotkiem, który znajdował się w ich małej skrzyneczce z przyrządami wędkarskimi. Może i mało humanitarne, czy coś tam, ale... No cóż, on się tym nie specjalnie przejmował.
- Huh... No, spora ryba. - powiedział rozbawiony i przeniósł na nią wzrok.
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, zbliżył się do niej i pocałował ją delikatnie.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. - szepnął cicho, po czym westchnął i opadł z powrotem na ławeczce.
Złapał za wiosła i pokiwał głową z niedowierzaniem. Czy życie kiedyś zacznie ich trochę oszczędzać i oszczędzi im takich ekscesów?
Z pomocą wioseł ruszyli w kierunku brzegu.
Jeszcze trzeba będzie oprawić tą rybę... Och, oczyma wyobraźni już widział jak na to zareaguje Caroline. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2019-12-20, 00:01 Temat: chatka nad jeziorem |
Myślę, że tej dwójce takie coś po prostu było potrzebne. Parę chwil zapomnienia i zwykłego cieszenia się z małych rzeczy. Przez wiele lat ich życie było jednym wielkim bagnem i w sumie po części dalej tak jest, ale nie teraz, nie dzisiaj. Dzisiaj było pięknie, mogli cieszyć się pogodą, oraz swoją obecnością. I to wystarczyło.
- Już milczę. - odparł rozbawiony tym jej teatralnym gestem. Lubił, jak w ten sposób się zachowywała, uwielbiał się z nią wygłupiać, te ich przekomarzanki... Po prostu za nią szalał. Całkowicie przepadł, był w niej zakochany po uszy, ten czas który ze sobą spędzili wystarczył, by Scott zrozumiał, że nie chce nikogo innego.
I jeśli dało się kochać mocniej, to z każdą kolejną sekundą tak właśnie się działo.
Dlatego przez te parę chwil - tak jak obiecał - milczał i po prostu na nią patrzył z delikatnym uśmiechem.
Ta świadomość, to, że należeli do siebie, że ma przy sobie kogoś tak cudownego sprawiała, że jego serce biło mocniej, ba, miało ochotę wyrwać się z klatki piersiowej.
Gdyby Julie nie wyciągnęła do niego dłoni prawdopodobnie trwał by tak w tym dziwnym zawieszeniu i patrzył by się na nią jak debil.
Wyciągnął dłoń, by wspólnie z nią wykonać ten ich mały rytuał. Przecież obietnica na mały palec była nie do złamania, teraz już nie miał wyjścia - musiał jej dotrzymać.
- Książka też potrafi wyciszyć. Ja... Też miałem trochę czasu na czytanie, wiesz, tam... Za murami. - rzucił odwracając wzrok. Nie był dumny z czasu spędzonego w więzieniu, chociaż... Z drugiej strony otworzyło mu to oczy na wiele rzeczy. Zrozumiał jak cenna jest wolność, jak cenne jest życie. Tam... Każdy dzień był dla niego walką. Z powodu swojej reputacji wiele osób chciało odebrać mu życie. Niektórzy byli opłaceni, z innymi kiedyś zadarł, jeszcze innych okradł, znaleźli się też tacy, którzy chcieli po prostu sprawdzić, czy plotki o nim są prawdą.
Dorobił się tam kilku blizn, oraz wielu ciekawych wspomnień - przetrwał i obiecał sobie, że więcej tam nie wróci. Co nie znaczyło wcale, że przestał robić to co robił, bo przez pewien czas był jeszcze aktywny jako Duch, choć były to raczej ostatnie podrygi... Więc tak. W gruncie rzeczy więzienie wyszło mu na dobre.
Za chwilę ciężkie tematy odeszły w niepamięć, ponieważ wzięli się wreszcie za wędkowanie - w końcu po to się tutaj znaleźli, rozmawiać mogli również na brzegu.
Jules zastosowała się do jego zaleceń i już po chwili spławik unosił się na wodzie.
Uśmiechnął się delikatnie, gdy dziewczyna wydała z siebie okrzyk radości, nie zdążył jednak nawet jej pochwalić, ponieważ jakaś ryba od razu chwyciła za przynętę.
No, nie jakaś ryba - prawdopodobnie jakiś gigant sądząc po tempie zwijania się żyłki.
Zanim Scott zdążył się choćby obejrzeć... Julie już była w wodzie.
Trzeba przyznać, że wcale nie rozbawiła go ta sytuacja - ba, był tym przerażony, w jego głowie pojawiła sie przez sekundę myśl, że zaraz się utopi, że może zrobić sobie krzywdę, więc... Wybór był raczej oczywisty. Całkowicie olał wędkę i rzucił się swojej księżniczce na ratunek. Złapał ją mocno za ręce i mocno pociągnął do góry - z racji tego, że ważyła tyle co nic wciągnięcie jej z powrotem do łódki nie było trudnym zadaniem.
- Wykończę się przez Ciebie nerwowo, przysięgam.. - mruknął tylko pod nosem zszokowany i pokręcił głową z niedowierzaniem.
Nie wiem, czy w tym stanie znalazłaby się większa pierdoła niż ona. Pewnie, w większości przypadków mu się to podobało, ale nie, kiedy go tak straszyła!
- To chyba tyle z naszego wędkowania. Przeziębisz się, musimy wracać po jakieś suche ub... - nie zdążył dokończyć. Wędka znowu zaczęła delikatnie drgać, a więc ryba nie zamierzała dać spokoju - widocznie bardzo spodobała jej się ta zmyślna sztuczna przynęa.
- Ale temu skurwysynowi to nie odpuścimy. - powiedziął twardo i chwycił mocno za wędkę. Wcisnął ją w dłonie Julie, a sam zajął miejsce za nią, jednocześnie obracając ją w kierunku wody. Usiadł tak, że dziewczyna była przed nim, obejmował ją rękoma i razem z nią trzymał wędkę, by ją asekurować - żeby tym razem nie wypadła jej z rąk.
- Kładziesz palec na żyłce i mocno ciągniesz w lewą, lub w prawą stronę - tak, by ryba się zmęczyła. Gdy poczujesz, że trochę odpuszcza ciągniesz wędkę do góry i zwijasz żyłkę kołowrotkiem. - szepnął jej do ucha i czekał na jej ruchy, by wspomóc ją swoją siłą. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2019-11-21, 02:06 Temat: chatka nad jeziorem |
Grunt, że te ciemne barwy już nie pojawiały się tak często jak kiedyś. Zupełnie, jakby w dniu w którym się poznali wręczyli sobie nawzajem jakieś kolorowe okulary, przez które wszystko wyglądało kompletnie inaczej.
Przecież potrafili w tej całej beznadziejności, w tym syfie odnaleźć dobre strony i cieszyli się takimi drobnostkami, cieszyli się swoim towarzystwem.
No i najlepiej niech po prostu tak zostanie. W sumie... Nie było sensu martwić się na zapas, skoro teraz było dobrze. Jak coś się zepsuje... Wtedy będą się zastanawiać co dalej. Scott na pewno coś wymyśli - był całkiem niezły w wydostawaniu się z pozornie beznadziejnych sytuacji. Oczywiście chodzi o takie w których ktoś by ich zaatakował, czy coś, a reszta... Cóż, po coś ją miał, nie?
- Nic takiego. - odparł szybko wzruszając ramionami i odwrócił od niej wzrok. No dobra, teraz to chyba serio cofali się o te kilka lat wstecz, zachowywali się jak kompletne gnojki, jak zakochani uczniowie szkoły podstawowej, ale... Ale odpowiadało mu to.
Mógł przez chwilę być właśnie takim dzieckiem, które nie przejmowało się niczym, a jedyne co go interesowało to jej uśmiech.
Uniósł do góry jedną brew, gdy strzeliła tego swojego foszka, po czym zaśmiał się wraz z nią.
- Nie jesteś najlepsza w obrażaniu się na mnie. Za bardzo mnie lubisz, żeby to robić. - rzucił z przekąsem cofając się w rozwoju jeszcze bardziej, o ile można bardziej. Teraz to już chyba jakieś przedszkole, czy coś w tym stylu.
Zdawał sobie doskonale sprawę z tego o czym mówi, wiedział o co prosi - bo przecież w tym wszystkim zawarta była niewypowiedziana prośba. Chciał, by kiedyś tak się stało, chciał ją stąd zabrać, a do tego oczywiście potrzebował jej zgody. Nie musiała jej jednak udzielać teraz. Rozumiał jej obawy, wiedział z czym to się wiąże i jak cholernie trudno byłoby im się stąd wydostać, ale... Wiedział też, że jest to możliwe.
Pełno było przecież takich ludzi, którzy z dnia na dzień znikali - niektórzy z pomocą rządu, inni przed nim uciekali. Wystarczyło po prostu znać odpowiednie osoby i mieć odpowiednią ilość pieniędzy.
Teraz jednak to nie było ważne. Na takie rozmowy mieli jeszcze czas, poza tym... Na razie nie byli zmuszeni do ucieczki, grunt nie palił im się pod stopami.
- Nie stracisz. Już nie. - powiedział spokojnym tonem, jakby chciał ją w ten sposób pokrzepić. On również nie wyobrażał sobie już życia bez niej, nie mógł jej stracić. Nigdy więcej.
Na szczęście oporządzanie wędki było zajęciem, które pozwalało odgonić wszelkie myśli, ponieważ wymagało odrobiny precyzji.
Skupił się więc na tym.
- Kiedyś może i tak... Wiesz, to dobre zajęcie, gdy chce się pobyć samemu ze swoimi myślami. Pozwala się wyciszyć i takie tam... - mruknął pod nosem. Po paru chwilach zakończył te wszystkie skomplikowane procedury i wręczył jej wędkę.
- Zaraz Ci wszystko powiem. - złapał się za drugą wędkę, by powtórzyć na niej te same skomplikowane czynności. Tym razem poszło mu o wiele szybciej, to chyba jak z jazdą na rowerze - wystarczy sobie przypomnieć co i jak i samo pójdzie.
Po krótce objaśnił jej w jaki sposób jest skonstruowana wędka oraz do czego służą jej poszczególne elementy, po czym podniósł się z deski służącej za jedną z 'ławek' na łódce.
- Wstawaj. Dasz sobie radę. Kładziesz palec na żyłce w tym miejscu, po czym bierzesz zamach i mniej więcej w jego połowie zabierasz palec. To nie takie trudne, jak się wydaje. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2019-11-21, 01:18 Temat: chatka nad jeziorem |
Te momenty niestety zdarzały się zdecydowanie zbyt rzadko. Kto w ogóle zadecydował o tym, że tak ma wyglądać świat? Dlaczego przeważnie tych gorszych chwil, upadków, było o wiele więcej niż radości?
Jasne - każdy dążył do tego samego, do jak największej ilości uśmiechów, każdy próbował kolekcjonować same pozytywne spojrzenia, jak jednak dobrze oboje wiemy - rzadko komu to się udawało.
Trwali w tym jednak, próbowali nieustannie pokonać pecha, bo przecież go mieli. Pieprzonego pecha.
Z drugiej strony... Jak nazwać to, że udało im się odnaleźć? Po tylu latach na siebie trafili, tak strasznie się zmienili, mieli tyle historii do opowiedzenia sobie nawzajem. Mimo tego, że tak różni - to jednak tacy sami. Jak to określić? Szczęście w nieszczęściu.
Przy sobie nie musieli udawać kogoś innego - i dobrze. Scott miał już dość bycia kimś innym, a przecież tak właśnie wyglądała większość jego życia. Ten radosny chłopak, którego pamiętała dawno temu zniknął ustepując miejsca potworowi, który przez zbyt wiele lat kierował jego poczynaniami.
W pewnym momencie chyba nawet uwierzył w to, że nim jest - dopiero teraz, dopiero, gdy ona pojawiła się w jego życiu zrozumiał, że przecież może być inaczej.
Ze wszystkich sił starał się pogrzebać ducha. Dla niej.
- Nie, nie, ten coś, yh... Spławik. Spławik też będzie potrzebny. - mruknął wywracając oczami, ale po chwili parsknął śmiechem. To było cholernie urocze, zupełnie jakby na moment znów stała się tą małą dziewczynką, jego najlepszą przyjaciółką.
- Nie będziemy łowić na trupy. Po to mamy sztuczne przynęty, gamoniu.. - ostatnie słowo dodał pół-szeptem, czyli może jednak czuł trochę respektu! Nie mógł przecież wiedzieć, czy nagle Julie nie dojdzie do głosu i na przykład, bo ja wiem... Nie wyrzuci go z łódki?
Sięgnął po jej wędkę, ale odłożył ją na razie na bok.
Ciężkie tematy już takie były - wymagały dokończenia rozmowy, nie pozwalały o sobie zapomnieć.
Wysłuchał co dziewczyna ma do powiedzenia i gdzieś tak w połowie jej wypowiedzi przestał wiosłować. Odłożył wiosła na bok, i spojrzał w jej oczy.
- A jeśli powiem Ci, że... Możemy stać się kimś innym? Caroline McCoy, Julie Kane, Scott D'Amico i... Blake Carter. Oni mogliby zniknąć, odejść, nigdy nie wrócić. Jestem... Jestem w stanie sprawić, że stalibyśmy się kompletnie kimś innym. - powiedział i odwrócił od niej wzrok. Oczywiście wiedziała z czym to się wiąże, musiałby ponownie uruchomić swoje kontakty, zdobyć trochę gotówki - nie do końca w legalny sposób, ale czy cel nie uświęca środków?
Gdyby tylko... Gdyby tylko zdecydowali się na ten krok poruszył by niebo i ziemię, by im się udało.
- Ale to... Może kiedyś... - dodał po chwili już o wiele smutniejszym głosem, po czym złapał ją za dłoń i uniósł do swoich ust, by złożyć delikatny pocałunek na jej wierzchu.
- Dobra, chyba trochę zepsułem nastrój. Postarajmy się go naprawić. - powiedział i puścił jej oczko z delikatnym uśmiechem, chociaż smutek pozostał i było to widoczne gołym okiem.
Chciałby tego dla nich, oczywiście, że by tego chciał - najbardziej na świecie pragnął zabrać ją stąd. Chciał spędzić z nią resztę życia - wiedział to już teraz, tutaj nie czekało ich nic dobrego, ale hej... Przecież i tak czekał na nią tak wiele lat. Mógł poczekać jeszcze trochę.
Obiecał jej przecież, że na starość skończą w takim domku i zamierzał dotrzymać słowa.
Poza tym... Obiecał coś jeszcze - sam przed sobą.
Zamierzał uczynić ją tak szczęśliwą jak to tylko możliwe.
Sięgnął po wędkę Caroline i zaczął mocować na niej wszystkie instrumenty potrzebne do złowienia ryby. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2019-11-21, 00:13 Temat: chatka nad jeziorem |
Cholera, oczywiście, że będzie.
Poradzą sobie, Scott potrafił kombinować jak mało kto, potrafił sobie radzić w życiu, potrafił również walczyć. Caroline natomiast była tą dobrą stroną, pełną ciepła, poza tym była cholernie mądra.
Dopełniali się i... I Scott wierzył w to, że poradzą sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu.
Tak wiele mogło się wydarzyć, a jednak obecność tej drugiej osoby dawała nadzieję na lepsze jutro. I tego powinni się trzymać - mimo tego, że przeszłość nie chciała dać o sobie zapomnieć - powinni spojrzeć w przyszłość.
I dokładnie tak - brak dźwięku kul świszczących w powietrzu, brak krzyków, łez... Mogłoby tak pozostać.
Znaleźli się na wodzie, zupełnie sami. Ciszę poza ich rozmową przerywał tylko dźwięk uderzania wioseł o taflę wody.
Na moment na nią spojrzał i uśmiechnął się pod nosem. Ta cała historia, ich historia... Cholera, to było coś niesamowitego. Do tej pory Scott nie mógł w to wszystko uwierzyć, ale samo spojrzenie na nią sprawiało, że czuł się po prostu... Szczęśliwy. Czuł się najszczęśliwszysm człowiekiem na śiecie i to właśnie można było zobaczyć w jego oczach.
Roześmiał się, gdy pomachała mu tęczowym cosiem przed nosem.
- To akurat, moja droga, są spławiki. No, ale dobra. Możesz wziąć tęczowego.
Wychylił się tak, by móc zajrzeć do środka skrzynki.
Oprócz małej puszki kukurydzy i drobnego pojemnika z robakami, które pewnie już dawno pozdychały dojrzał sztuczne przynęty.
- Widzisz te kolorowe cosie przypominające ryby? To jest przynęta jeziorna - na średnie i większe gatunki pływające w takich miejscach jak tutaj. Powinny się nadać. - powiedział uśmiechając się do niej delikatnie.
Skąd znał się na łowieniu ryb? Kiedyś doszedł do wniosku, że jest to jeden ze sposobów na przetrwanie. Gdyby zabrakło mu jedzenia mógł przecież po prostu zmajstrować wędkę, wygrzebać kilka robaków z ziemi i coś złowić. W jego mniemaniu facet powinien potrafić takie rzeczy - zwłaszcza, jeśli jest się poszukiwanym bandytą, oraz mutantem, który powinien się ukrywać przed rządem.
Zacisnął mocniej palce na trzonkach wioseł i włożył trochę więcej siły w czynność, dzięki której płynęli, zamyślony obrzucił spojrzeniem linię brzegową.
- Nie myślałaś kiedyś... Żeby stąd uciec? Mam na myśli... Nie na weekend, nie na tydzień - tylko na zawsze? Wyjechać z kraju, poszukać szczęścia gdzieś idziej... Wiesz, jak najdalej stąd. - rzucił nie patrząc na nią. Czy mógł już sobie pozwolić na dodanie, że najlepiej by było, gdyby uciekła z nim?
Ta wizja była... Przyjemną wizją.
Z dala od zgiełku miasta, najlepiej na jakiejś wsi. Sami, być może mogliby wieść normalne życie.
Tylko, czy on sam potrafiłby wytrzymać bez adrenaliny, od której prawdopodobnie był uzależniony?
Nie był pewien, ale dla niej... ale dla niej na pewno mógł spróbować - o ile oczywiście kiedyś wezmą taką opcję pod uwagę. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2019-11-09, 02:07 Temat: chatka nad jeziorem |
Podobno właśnie tak jest. Ci, którzy w głębi duszy są cholernie samotni na ogół wydają się osobami towarzyskimi, skorymi do rozmowy, żartów - mimo tego, że w środku głośno krzyczą.
Jeśli chodzi o siłę... Cóż, z pewnością jej miarą można nazwać ilość porażek, upadków, oraz oczywiście podniesień po tych upadkach.
A w tym chyba oboje mieli doświadczenie, hmm? W porażkach, przecież oboje tak wiele stracili, oboje tak wiele przeszli.
W tej chwili jednak przyszłość malowała się w troszkę jaśniejszych barwach - przynajmniej w tej małej główce Scotta. Czasem tak po prostu chciał wierzyć, że się ułoży. Pewnie, bywały dni, gdy te wszystkie problemy wręcz go przytłaczały, rozumiał przecież, że pewni ludzie nigdy o nim nie zapomną i mu nie odpuszczą, ale... Z Caroline u boku czuł, że jakoś da radę. No, a właściwie dadzą - bo odkąd zaczęło się to wszystko, co teraz jest między nimi przestał o sobie myśleć jak o pojedynczej jednostce.
- Najważniejsze, że już sobie przypomniałaś. - odparł dość spokojnie i mimowolnie uśmiechnął się delikatnie. Czuł jak jego serce rośnie, gdy tak o tym rozmawiali. Przecież... Przecież tak naprawdę to jakiś pieprzony cud - to, że się odnaleźli. Na świecie jest tyle miejsc, tyle ludzi, a mimo wszystko znów na siebie trafili. I niech ktoś teraz wytłumaczy Scottowi, że przeznaczenie nie istnieje.
Potrafił jej wybaczyć wszystko - to, że przez tyle lat o nim nie pamiętała, że nie dopuściła do siebie tych wspomnień, przecież... Przecież wiedział, że to nie jej wina.
W jego życiu był moment w którym obwiniał ją o to jak potoczył się jego los. Jednak... To już minęło. Zrozumiał, że sam sobie to wszystko zgotował i jak przystało na mężczyznę - po prostu brał to na klatę. Problem pojawił się oczywiście w momencie, gdy nie musiał już zadbać tylko o swoje bezpieczeństwo.
Na jej następną wypowiedź tylko wzruszył ramionami.
- Żadna z nich nie dała mi tego, co mam w tej chwili - z Tobą. - odparł zgodnie z prawdą i jednocześnie zamknął temat. Właściwie wszystko już zostało powiedziane i naprawdę zrobiło mu się o wiele lżej. Takie rozmowy czasem były potrzebne.
Poważne tematy nagle zniknęły, a oni chyba znów na te parę chwil stali się dziećmi. Zupełnie jakby nadrabiali te wszystkie lata, jakby od nowa stawali się najlepszymi przyjaciółmi. Choć... Czy choć na chwilę Jules przestała być jego przyjaciółką? Chyba mimo wszystko gdzieś tam w jego głowie zawsze nią była - bo przecież to do niej zwracał się w snach, lub, gdy leżał sam w ciemności w zimnej celi... To ona trzymała go przez te wszystkie lata, a chęć odnalezienia jej pozwoliła mu pozostać przy zmysłach. Nie zwariował - a przynajmniej nie tak do końca.
Z tym, że teraz poznawał nową Julie, tą pomieszaną z Caroline - ich osobowości się przeplatały tworząc cholernie ciekawą mieszankę.
Zaśmiał się tylko słysząc jej groźby i pokiwał głową z niedowierzaniem.
- Przyrzekam, że jeśli to zrobisz, to polecisz razem ze mną. - odparł tylko i poczekał, aż dziewczyna zajmie miejsce w łódce., a gdy to zrobiła pchnął łajbę na wodę i sam wskoczył do niej po chwili.
Zaczął wiosłować i tak sobie powoli płynęli w kierunku środka jeziora.
- Wątpię, żeby pływały tutaj jakieś wielkie ryby, ale może uda nam się coś złapać. Zobacz jakie mamy przynęty. - wskazał jej głową małą skrzyneczkę, którą ze sobą zabrali. |
Temat: chatka nad jeziorem |
Scott D'Amico
Odpowiedzi: 50
Wyświetleń: 2248
|
Forum: inne części stanu Wysłany: 2019-11-07, 03:19 Temat: chatka nad jeziorem |
To prawda. Ta mała panienka miała w sobie od groma siły. Scott z biegiem lat zrozumiał przez co tak naprawdę przechodziła i naprawdę był pełen podziwu, że dała sobie z tym wszystkim radę. Nie każdy by to potrafił i nawet jeśli są to cholernie przykre doświadczenia - to właśnie takie dają nam najwięcej sił. To dzięki nim potrafimy brnąć dalej i ciężej nas złamać... A ona była twarda - nie widział tego wcześniej w Caroline, ale teraz... Teraz to się zmieniało i działo się to na jego oczach.
- Tylko się nie przyzwyczajaj. - wywrócił teatralnie oczami i zaśmiał się widząc, jak cholernie jest z siebie dumna.
W zasadzie... Miło było ją widzieć właśnie taką. Radosną, walczącą o swoje, podobała mu się, gdy była taka pewna siebie - nawet jeśli przeważnie nie trwało to długo.
I chyba takiej właśnie kobiety potrzebował, by stanąć na nogi.
Nie... Potrzebował właśnie jej.
Te ich wesołe rozmowy jednak nie mogły trwać wiecznie - nie oszukujmy się, prędzej czy później zawsze schodziło na poważniejsze tematy. Było ich zbyt wiele, by nie wydostawały się na światło dzienne, zbyt wiele emocji w nich siedziało - zbyt wiele się wydarzyło.
A jednak to, że spytała o tatuaż nie zapoczątkowało kolejnych łez, kolejnej kłótni - kolejnego dramatu. Nie, wręcz przeciwnie.
Być może... Wreszcie uczyli się jak po prostu ze sobą rozmawiać?
Zastanowił się nad tym co powiedziała zaraz po tym krótkim pocałunku.
- Jak mógłbym zapomnieć? Szukałbym Cię do do końca swojego życia. Na szczęście już nie muszę. - odparł i uśmiechnął się. Jego tułaczka się zakończyła, od wielu dni nie patrzył na swoje odbicie w lustro z takim obrzydzeniem. Nie czuł się przegrany, wręcz przeciwnie. Wreszcie coś mu się w życiu udało, ba... Coś, co było dla niego najważniejsze. To zupełnie tak, jakby spełnił swoje marzenie.
- Nigdy... Nigdy z nikim nie byłem, nie dłużej niż na jedną, dwie noce. - odparł całkowicie szczerze odwracając wzrok. Nie chciał by wzięła go za jakiegoś dupka, który traktuje w taki sposób kobiety, z drugiej strony... Właśnie taki był - nie były mu potrzebne do niczego innego, to były zaledwie przelotne romanse. Zaspokajał chwilowe żądze, liczył się tylko seks - dopóki w jego życiu nie pojawiła się ona.
Scott podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Huh. Wędki. No proszę, chyba mieli szczęście!
Zdarzyło mu się w swoim życiu łowić ryby i z tego co pamiętał nie była to jakaś wielka filozofia, więc...
-... Myślę, że są. I myślę, że złowimy dzisiaj kilka ładnych okazów. - puścił jej oczko, po czym poszedł po wędki. Wziął obie pod pachę, wziął też małą walizeczkę, która zapewne zawierała haczyki, spławiki i tego typu rzeczy.
- Powinniśmy Ci skombinować taki rybacki kapelusik, czy coś w tym rodzaju... - ruszył w kierunku drzwi, by zanieść do niej zestaw małego wędkarza. Przechodząc obok dziewczyny delikatnie uszczypnął ją w bok. Ach, te końskie zaloty. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|