Znalezionych wyników: 14
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Taras widokowy
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2722

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-05-01, 01:41   Temat: Taras widokowy
Nigdy nie była bohaterką.
Nie jest nią też teraz, a szarpiące wnętrznościami wyrzuty sumienia tylko jej o tym przypominają, gdy oddech coraz bardziej przestraszonej nieznajomej zatrzymuje się na jej własnej dłoni, ciepły i dziwnie lepki. Czuje go na skórze nawet długie sekundy później, kiedy przed jej oczami ważą się losy jej najbliższej przyszłości, a zdezorientowana kobiecina wystukuje podyktowany przez nią numer na klawiaturze najnowszego modelu telefonu. Widzi, jak drżą jej palce i odruchowo wykręca własne, dopóki nie zaciska się na nich czyjaś inna ręka – większa, bardziej szorstka, która powinna być znajoma, ale z oczywistych powodów nie jest; stanowcze szarpnięcie wyrywa ją z chwilowego marazmu, który trwa nie więcej niż sekundę, jednak z jakiegoś powodu czas traci na znaczeniu, zmieniając fakturę i konsystencję. Nie wie, dlaczego pozwala się prowadzić Williamowi w głąb uliczki, ale to robi, słysząc w oddali odbijające się od ceglanych ścian echo przeszłości. – Tak. Becky – przytakuje, chociaż słowa jej brata nie mają najmniejszego sensu. Nie ma ich też jego obecność tuż obok, ani fakt, że niecałą minutę później przysiada czujnie na siedzeniu pasażera, zalewana tysiącem zupełnie nieistotnych myśli: że przegapiła moment, w którym nauczył się jeździć, strzelać z broni palnej i nie reagować mdłościami na widok rozerwanych nieludzko zwłok; nie ma pojęcia, czym są emocje, które kotłują się w jej klatce piersiowej, gdy próbuje przetworzyć to wszystko, co właśnie miało miejsce; nie wie też, gdzie właściwie zabiera ją Will, składające się na pytanie głoski gubią się gdzieś po drodze z krtani na język.
Kiedy wyjeżdżają z maleńkiego parkingu, bezwiednie zaciska palce na krawędziach fotela, jak wtedy, gdy miała siedem lat i tata po raz pierwszy zabrał ją na karuzelę w wesołym miasteczku; jej żołądek również zachowuje się podobnie, jak tamtego dnia, być może dlatego, że raz na jakiś czas zapomina o równym oddychaniu. Wie, że powinna się odezwać, ale nie ma pojęcia, co powiedzieć – wszystkie słowa, które jeszcze chwilę temu tłoczyły się w jej umyśle, gdzieś umknęły, przegnane przez napływającą zewsząd rzeczywistość. Żałuje, że nie potrafi wyłączyć emocji tak samo, jak czasami robi to ze zmysłami, bo zrobiłaby wiele, żeby nie czuć płonącej gdzieś za mostkiem obawy, póki co skutecznie przyćmiewającej inne rzeczy – ulgę, przerażenie, niezręczność, tlącą się nieśmiało, naiwną nadzieję; na co – nie jest pewna, wiedząc jedynie, że powinna odwrócić się i uciec jak najdalej, zanim ściągnie śmierć i nieszczęście na kolejną osobę, która na nie nie zasłużyła. Tym razem jednak pozwala zwyciężyć egoizmowi i uparcie milczy, nie nalegając, by William zatrzymał samochód; uciszanie wyrzutów sumienia jest czymś, co od jakiegoś czasu idzie jej niepokojąco dobrze.

| zt x2
  Temat: Taras widokowy
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2722

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-04-23, 14:55   Temat: Taras widokowy
przepraszamprzepraszam, już wracam do żywych

Nie ma pojęcia, w którym dokładnie momencie, otaczająca ją rzeczywistość barwi się na nienaturalnie jaskrawy odcień surrealizmu, ale nic z tego, co miało miejsce w ciągu ostatnich piętnastu minut, nie wydaje się prawdziwe – zaczynając od niespodziewanego spotkania zaginionego przed laty brata, przez krwawy atak w centrum Seattle, po groteskowy obraz rozerwanych w nieludzki sposób zwłok, rozciągniętych w ciemnej alejce. Idealny materiał na jeden z jej nocnych koszmarów, a jednak z jakiegoś powodu Sarah jest stuprocentowo przekonana, że nie śpi; zbyt realny jest otaczający ją odór, zbyt mocno naciągnięte struny w słowach Williama, zbyt niekontrolowanie drżące jej własne dłonie, gdy wreszcie odnajduje siłę, by oderwać od nich wzrok. Nie jest dumna ze swojej reakcji, czas jednak nie sprzyja wyjaśnieniom (co przyjmuje z ulgą – i tak nie miałaby pojęcia, co właściwie powinna powiedzieć, ogarnięta wrażeniem, że prawda nigdy nie przejdzie jej przez usta); nie ma zresztą okazji do zrobienia czegokolwiek ponad krótkie skinięcie głową, bo nagle z otumanienia brutalnie wyrywa ją kolejny krzyk – wysoki i piskliwy, przecinający rozgrywającą się scenę na pół, jak nierówne, tępe ostrze.
Ułamek sekundy zajmuje jej odnalezienie źródła dźwięku, kolejnego potrzebuje na ocenę zagrożenia, bo tak właśnie jej umysł instynktownie klasyfikuje wrzeszczącą w niebogłosy kobietę. Starszą, raczej niemogącą pochwalić się tężyzną fizyczną, w pomarszczonej dłoni trzymającą smycz psa, który co prawda jeszcze nie ujada, ale Sarah widziała wystarczająco dużo tych małych, irytujących bestii, żeby wiedzieć, ile potrafią narobić hałasu.
Zdaje sobie sprawę – stalowo-chłodna realizacja zalewa jej umysł metodycznie i niepowstrzymanie – że sytuacja nie nadaje się już do odratowania, bo nie ma możliwości, by kobiece piski nie zaalarmowały w ciągu paru sekund kolejnych pięciu przechodniów, ale postawiona w stan gotowości, zaczyna działać instynktownie, nie patrząc w przyszłość dalej, niż najbliższe pół minuty. Opanowuje ją dziwne wrażenie, że jedynie stoi obok i patrzy, gdy jej własne stopy prowadzą ją o trzy kroki do przodu, a dłoń ściska rękaw paskudnego futra, by szarpnięciem wciągnąć kobiecinę głębiej w uliczkę. – Ciszej! – mówi, jednocześnie ostro i cicho, stanowczym gestem zasłaniając nieznajomej usta – chcąc jednocześnie stłumić jej wrzaski, jak i brutalnie ściągnąć jej uwagę. Nie myśli jeszcze o tym, że staruszka najprawdopodobniej zapamiętuje właśnie szczegóły jej twarzy, choć odruchowo stara się pozostawać poza polem jej widzenia, palcem wskazując na zmasakrowane zwłoki. – Zwierzę, które to zrobiło, najprawdopodobniej wciąż jest w pobliżu, krzyki mogą je tutaj ściągnąć – dodaje, niemal pewna, że jest dokładnie na odwrót, ale krew zbyt mocno szumi jej w uszach, by była w stanie wychwycić nieszczerość we własnych słowach. – Proszę zadzwonić na 911 – nakazuje i powoli cofa rękę; policja jest ostatnim, czego potrzebuje (potrzebu?), ale jeżeli wszechświat zachował chociaż szczątkowe resztki litości, to w chwili, w której kobieta skończy rozmawiać z pracownikiem zespołu powiadamiania ratunkowego, będą już daleko stąd.
Nienawidzi myśli, która pojawia się w jej głowie, gdy odwraca się w stronę Willa i przypomina sobie o rewolwerze – zdusza ją w zarodku, zamiast tego zaczynając milcząco powtarzać w kółko kolejne linijki głupawej piosenki o pająku tkającym sieć, której nauczyła się w drugiej klasie; odruchowa czynność, niemająca na celu kompletnie nic, oprócz powstrzymania ataku paniki, przyczajonego już na naciągniętych do granic krawędziach świadomości. Ruszając w stronę brata, zaklina rzeczywistość, by w ciągu następnych paru minut nic nie poszło już nie tak.
  Temat: Taras widokowy
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2722

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-04-14, 00:15   Temat: Taras widokowy
Powinno zaalarmować ją to, jak łatwo obdarza go kredytem zaufania, gdy mimo odruchowej czujności, bez namysłu zamyka oczy, odsłaniając przed nim swoją mutację i jednocześnie wystawiając się na ewentualny atak. Chociaż pozornie nic się nie zmienia – nie padają żadne wielkie słowa ani puste obietnice, a powietrza nie przecinają emocjonalne wyznania – część otaczającego ją muru zdaje się kruszyć, wpuszczając do środka skrawki wątpliwości. Niewielkie, ale znaczące, bo przecież Sarah z zasady nie ufa, już prawie bezwiednie powtarzając milcząco mantrę zakazów, z których najważniejszym jest ten definitywnie zabraniający jej budowania więzi, które mogłyby zatrzymać ją w miejscu. Przywiązanie w jej przypadku zawsze kończy się źle, jednak tym razem z jakiegoś powodu nie ogarnia jej panika – być może wygrywają wspomnienia sprzed, a może po prostu to niewidoczne i nieokreślone jeszcze niebezpieczeństwo odsuwa natarczywe myśli na dalszy plan, rozrywając bębenki w jej uszach.
Wzmianka o Claire nie umyka jej uwadze, ale chłodna kalkulacja, uruchamiająca się zazwyczaj w sytuacjach zagrożenia, zmusza ją do tymczasowego odłożenia tej kwestii na bok i oznaczenia jej jako nienaglącej; i tak nie jest w stanie zrobić nic z poziomu tarasu widokowego, nawet jeżeli na myśl o siostrze, jej wnętrzności wypełniają się lodem. Przywołuje się do porządku, skupiając się na faktach i układając w myślach plan na najbliższe minuty: przedostać się na ulicę, zlokalizować niebezpieczeństwo, uciec poza zasięg policji i służb porządkowych. Choć nie ma pojęcia, gdzie w tym wszystkim umieścić Williama, musi przyznać, że zignorowanie jego słów byłoby zwyczajnie głupie – bliskość zaparkowanego samochodu jest atutem, którego odrzucenia nie jest w stanie logicznie uargumentować. Przez kilka sekund szuka właściwej odpowiedzi, zduszając w zarodku pytania, które rodzi widok trzymanego przez niego rewolweru – na nie przyjdzie czas później – ale koniec końców nie mówi nic, jedynie krótko kiwając głową.
Gdy zbiegają na dół, trzyma się pół kroku za nim, połowę swojej uwagi koncentrując na śledzeniu jego kroków, połowę na uważnym obserwowaniu okolicy – wytężanie słuchu nie przynosi jednak żadnego rezultatu, ani jeden podejrzany dźwięk nie wybija się ponad odgłosy zmywanego deszczem, ulicznego szumu, i Sarah nie jest pewna, czy budzi to w niej ulgę, czy niepokój. Jej ciało wydaje się nie mieć takich dylematów: mięśnie napinają się odruchowo, a po karku rozchodzi się nieprzyjemne mrowienie; przez chwilę nie dostrzega jeszcze przyczyny tych reakcji, mimo że dziwnie znajoma woń dociera do niej zanim jeszcze znikają oboje w ciemnej uliczce. – Will – odzywa się nagle, ostrzegawczo i, jak się okazuje, zbyt późno – bo w następnym ułamku sekundy jej zmysły zalewa mdląco-słodkawa woń śmierci, a przed oczami rozciąga się obraz równie makabryczny, co groteskowy.
Nie rejestruje momentu, w którym się zatrzymuje, nieruchomiejąc wbrew wszelkiemu instynktowi samozachowawczemu i zwyczajnie wbijając spojrzenie w strzępy zielonej sukienki, rozerwanej i odsłaniającej malowniczą wiwisekcję ludzkich wnętrzności. To nie jest pierwszy raz, kiedy widzi martwego człowieka, ale chociaż nie chce patrzeć, nie potrafi oderwać wzroku od leżącego ciała kobiety – zamordowanej tak niedawno, że życie wciąż jeszcze zdaje się z niej uciekać, mimo że nadal otwarte oczy wpatrują się w wylot ulicy zupełnie pusto, wypatrując ratunku, który nie nadszedł. Jasne, rozsypane na chodniku włosy, choć zabarwione szkarłatem, kojarzą jej się z delikatnymi lokami dziewczynki z magazynu, i mimo że wie, że nieznajoma nie ma z nią nic wspólnego, przez chwilę ma wrażenie, że jest z powrotem w kryjówce mutantów, a powietrze wypełnia zapach siarki; spogląda w dół, na własne dłonie, zastanawiając się – bezsensownie – dlaczego są jasne i czyste, a nie pokryte lśniącymi plamami czerwieni.
Jeżeli Will coś do niej mówi, zupełnie go nie słyszy, odcięta od jakichkolwiek dźwięków szczelną barierą bardziej nachalnych bodźców, z których najostrzejszym i najbardziej wyraźnym jest otumaniający, rdzawy smród krwi, sprawiający, że jej żołądek wywraca się na drugą stronę i podchodzi do samego gardła. Cofa się bezwiednie, instynktownie próbując odsunąć się jak najdalej; do rzeczywistości przywraca ją dopiero zderzenie z chłodną, wilgotną ścianą, ale gdy przenosi wreszcie spojrzenie na brata, jej pole widzenia wciąż zdaje się lekko falować. – Gdzie zaparkowałeś? – pyta krótko, starając się oddychać przez usta, chociaż jej gardło wciąż jest boleśnie ściśnięte. Resztki moralności – marne pozostałości po dawnym życiu – każą jej zostać na miejscu i wezwać pomoc, ale ucisza je z brutalnością adekwatną do siły chaosu, szalejącego w jej umyśle.
  Temat: Mike ten szybki!
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 1546

PostForum: Relacje   Wysłany: 2018-04-12, 22:41   Temat: Mike ten szybki!
Cześć, hej! <3

Szukam nam punktu zaczepienia i tak sobie myślę, że możemy zahaczyć o tę grupę mutantów, z którą Mike trzymał się w Portland - Sarah co prawda akurat tam nie zatrzymywała się na dłużej, ale po powrocie z Kanady do Stanów przez kilka miesięcy rozbijała się po kraju, mogłabym więc uznać, że w którymś momencie trafiła na tę samą grupę i trzymała się z nią przez parę tygodni. Sarah i Mike są od siebie charakterologicznie drastycznie różni, ale łączyło ich rozdzielenie z rodzeństwem i walka wręcz, więc pewnie po burzliwym rozpoczęciu znajomości, mogliby odnaleźć wspólny język. Może w pierwszych dniach coś jej żartobliwie zawinął, nie wiedząc, że ma to dla niej wartość sentymentalną, a ona z kolei nie wiedziała, że Mike tylko się drażni i zareagowała przesadnie agresywnie, na jakiś czas go do siebie zrażając? Mogli spędzić kilka tygodni nie znosząc się nawzajem, ale koniec końców z jakiegoś powodu zakopując topór wojenny; może połączyły ich wspólne ćwiczenia walki/mocy? Nie wiem, na ile mogę sobie pozwolić i jakich relacji szukasz, ale mogli nawet pod koniec zacząć sobie ufać i nawiązać coś w rodzaju dziwnej przyjaźni - z tym, że Sarah, będąc sobą, pewnego dnia po prostu zniknęła bez słowa pożegnania.

Cokolwiek wybudujemy z przeszłości, moglibyśmy wrócić do tego teraz - Sarah najprawdopodobniej niedługo dołączy do Bractwa, gdzie może wpaść prosto na Mike'a. <3

Anyway, to tylko taka propozycja, wyrzucaj/zmieniaj/dodawaj/przestawiaj do woli! ^^
  Temat: Sarah Hopper
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 445

PostForum: Informatory   Wysłany: 2018-04-11, 21:48   Temat: Sarah Hopper
MARZEC
Kto: Sarah i William Hopper
Gdzie: taras widokowy w Seattle [x]
Kiedy: 1.03.18
Opis: [trwa]

Kto:
Gdzie:
Kiedy:
Opis:

Kto:
Gdzie:
Kiedy:
Opis:

Kto:
Gdzie:
Kiedy:
Opis:

Kto:
Gdzie:
Kiedy:
Opis:

  Temat: Sarah
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 931

PostForum: Relacje   Wysłany: 2018-04-11, 00:43   Temat: Sarah
Jakby ktoś jeszcze nie zauważył, jestem najgorsza w odpisywaniu w relacjach.

Colleen, przypadkowe spotkanie w Seattle brzmi okej - musiałoby to tylko być w miarę wcześnie, bo Sarah nie miała jeszcze skończonych 15 lat, kiedy wyjechała do Kanady, więc Col miałaby wtedy 12. I właściwie chyba nawet pasuje to do Twojej historii - czująca-się-niesamowicie-dorośle Sarah mogłaby pomóc Colleen się odnaleźć, a przy okazji mogłyby nawiązać coś w rodzaju zalążka młodzieńczej przyjaźni. Bardzo krótkotrwałej, bo przerwanej dosyć niespodziewanie przez wyjazd Sary, ale może da nam to lekkie tło, jak już się spotkamy w fabule! :dance:

Sage, no to chyba wszystko już wiemy, daj znać, kiedy mogę Cię porwać do pisania. <3
  Temat: Taras widokowy
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2722

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-04-10, 23:03   Temat: Taras widokowy
W miarę upływu kolejnych sekund, pierwszy szok zdaje się stopniowo zanikać, zmywany przez chłodną, rozpyloną w wieczornym powietrzu mżawkę, która przykleja jej włosy do skroni i sprawia, że zaczyna lekko drżeć. Z zimna, tłumaczy sobie, wciąż próbując utrzymać na wodzy zarówno własne myśli, jak i bulgoczące pod skórą emocje, ale nie potrafi nic poradzić na fakt, że z każdą chwilą widzi więcej. Być może wcale nie chce; dostrzega uważne spojrzenie Willa, przemykające po jej twarzy, barku i trzęsących się palcach (zaciska je bezwiednie, starając się stłumić niekontrolowane dygotanie), i sama nie pozostaje mu dłużna, przyswajając drobne detale, które wcześniej jej umknęły. To, że nadal stoi przed nią jej brat, nie pozostawia wątpliwości, choć nie rozpoznaje dwóch jaśniejszych blizn na policzku ani sylwetki, bardziej postawnej, niż zapamiętała. Nowe są również półokrągłe cienie pod oczami, widoczne nawet w słabym świetle gasnącego dnia, i w pewnym momencie Sarah łapie się na tym, że już nie chce uciekać – a przynajmniej, że ucieczka zeszła tymczasowo na dalszy plan, przyćmiona przez kłębiące się na języku pytania. Jedenaście lat rozłąki wydaje jej się nagle dziwnie prawdziwe i namacalne; jak pusta, gigantyczna przestrzeń, którą ma ochotę chociaż częściowo zasypać.
Jej myśli, chaotyczne i rozbiegane, wciąż jeszcze przypominają luźne strzępki porwanej waty, i najprawdopodobniej dlatego nie od razu dociera do niej znaczenie tego, co mówi Will. Imię jej siostry, wypowiedziane w dziwnej atmosferze punktu widokowego, z jakiegoś powodu wydaje jej się nie na miejscu, a jednak na swój sposób przyćmiewa całkowicie wizję włamania do miejskiego monitoringu. – Nie – dociera do jej uszu i dopiero po chwili orientuje się, że słyszy swój własny głos, choć sama nie jest pewna, czemu właściwie zaprzecza. – Nie, Claire jest w Kanadzie – dodaje i przez chwilę naprawdę w to wierzy, choć w tym zdaniu kryje się więcej niepewności, niż byłaby skłonna przyznać. William nie ma powodu, żeby ją okłamywać – w jego spojrzeniu nie dostrzega zresztą nieszczerości, ani gdy odpowiada na jej pytania, ani gdy zwyczajnie przyznaje się do winy, chociaż na to ostatnie, Sarah odruchowo kręci głową. – Nie znasz mnie – mówi, bez smutku czy goryczy, tonem nienaturalnie płaskim, jakby informowała go, że jutro będzie padał deszcz. Sama siebie nie znam, dodaje, wyłącznie do własnych myśli i przez moment ma wrażenie, że znów czuje w dłoni charakterystyczny ciężar pistoletu; odpędza wspomnienie gwałtownie, nadal wywołuje u niej mdłości. – Ale może masz rację.
Wciąż jeszcze jest daleko od kapitulacji, ale jej ramiona rozluźniają się nieznacznie, gdy rozważa możliwe opcje. Wie doskonale, że nie może tak po prostu poszukać schronienia u boku odnalezionego niespodziewanie brata, bo nosi ze sobą zbyt wiele kłopotliwego bagażu kiepskich wyborów, który mógłby pociągnąć na dno nie tylko ją, ale ich oboje – ale być może mogłaby odczekać przynajmniej kilka dni, dopóki nie ucichną echa niedawnej obławy.
Jej spojrzenie łagodnieje dosłownie na ułamek sekundy, jednak z otwartych ust nie wydobywa się żaden dźwięk, bo słowa zostają nagle zatrzymane przez krzyk, który przecina nieruchome powietrze jak brzytwa i sprawia, że włosy na karku stają jej dęba. Reaguje instynktownie, unosząc przed siebie lewą dłoń, w geście powszechnie oznaczającym zaczekaj; nie sprawdza jednak, co robi Will, zamiast tego przymykając powieki i nasłuchując. Początkowo nie słyszy wiele więcej ponad własny oddech i desperackie wołanie o pomoc, ale po chwili kolejne zmysły wyłączają się jeden po drugim, aż otaczająca ją rzeczywistość zdaje się być utkana z samych fal dźwiękowych; dociera do niej szum samochodów na ulicy poniżej, odległe kroki przechodniów i odgłosy, których nie rozpoznaje: nieludzkie, obce, jakby zwierzęce. Wrzask kobiety przechodzi tymczasem w agonalne wycie, tak wysokie, że przez moment Sarah ma wrażenie, że roztrzaska się jak hartowane szkło – ale hałas urywa się, pozostawiając po sobie tylko dzwoniącą w uszach ciszę.
Otwiera oczy.
Nie zaatakował jej człowiek – informuje Willa. Serce bije jej odrobinę zbyt szybko. – Raczej zwierzę, ale nie jestem w stanie rozpoznać, jakie. – Omiata spojrzeniem taras, na koniec zatrzymując je na bracie. – Nikt za tobą nie szedł? – pyta, ale właściwie nie czeka na odpowiedź; okoliczności nawet w jej paranoicznym umyśle nie chcą połączyć się w całość – co nie zmienia faktu, że ktoś zapewne ściągnął właśnie całe morze niechcianej uwagi na okolicę, w której się znajdowali. – Musimy się stąd zmyć – mówi, nie czując konieczności tłumaczenia dlaczego; wygodnie nie zauważa też, że w jej słowa wdarła się liczba mnoga.
  Temat: Taras widokowy
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2722

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-04-09, 00:06   Temat: Taras widokowy
Okłamywałaby samą siebie, twierdząc, że nigdy nie wyobrażała sobie tego momentu; że jedenaście lat wystarczyło, by całkowicie pogrzebała myśl o ponownym spotkaniu. William mógł być zaginiony, mógł ukrywać się w jakimś zapomnianym kraju na końcu świata, modlić się o śmierć w zamkniętej, eksperymentującej na mutantach placówce albo po prostu wieść spokojne życie z dala od nich, ale nie był martwy – a przynajmniej ona nie miała okazji, żeby za takiego go uznać. Zdarzało się więc, że kołysząc się gdzieś między jawą, a snem, myślała o chwili, w której wreszcie ponownie się zobaczą, traktując to nie tyle jako realną możliwość, a skrywany zazdrośnie fragment przeszłości – jeden z niewielu, jakich nie pozwoliła sobie odebrać. Nienawidziła wypełnionych patosem powiedzeń, ale było coś smutno-prawdziwego w stwierdzeniu, że nadzieja umierała ostatnia.
Sekunda, w której Will się do niej odzywa, nawet odrobinę nie przypomina jednak utkanych przez jej umysł scenariuszy – może dlatego, że ani jeden z nich nie zakładał kalejdoskopu podejrzeń, przelewających się przez jej czaszkę, ani ćmiącego bólu w lewym ramieniu, tłumionego przez znacznie ostrzejszy i fantomowy, rozlewający się za jej mostkiem. W żadnej z wizji z jej gardła nie wydobywał się też urywany, pozbawiony wesołości śmiech, ale nie potrafi powstrzymać cichego parsknięcia, które stanowi jej jedyną reakcję na jego słowa. Zaraz jednak reflektuje się, na powrót przyjmując ostrożną pozę i odruchowo obracając lewą stronę ciała ku tyłowi – zupełnie jakby jego podbródek, którym wskazuje w jej stronę, miał jakąś magiczną moc. – Jak mnie znalazłeś? – Wyrazy wypadają z jej ust ciszej i z mniejszą pewnością, niż by tego chciała, z trudem przedostając się przez ściśnięte gardło. Widok Williama i nieodłącznie wiążące się z nim wspomnienie domu uświadamia ją, jak bardzo jest zmęczona; dręczona koszmarami, wyrzutami sumienia i nieustępującym poczuciem osaczenia, nie zmrużyła oka od czasu obławy, i nawet teraz jej dłonie drżą niekontrolowanie, a obraz przez oczami się zamazuje – zupełnie jakby patrzyła przez tracący ostrość obiektyw aparatu. Przez chwilę ma ochotę po prostu się poddać, jednak coraz głośniejsza paranoja nakazuje umysłowi zachowanie resztek przytomności. – Pracujesz dla nich? – Być może jest wykończona, ale ta perspektywa wcale nie wydaje jej się bezsensowna i w zupełności tłumaczy fakt, że jej zaginiony przed laty brat stoi tuż przed nią cały, zdrowy i przede wszystkim wolny; jak inaczej mogłoby mu się to udać, jeżeli nie poprzez dobrowolną kooperację?
Samo podejrzenie, logiczne lub nie, wywołuje w niej falę odrazy do samej siebie, powodującej, że przez ułamek sekundy nie widzi przed sobą twarzy Willa, a puste, pozbawione wyrazu rysy funkcjonariusza, któremu odebrała życie; zaciska na chwilę powieki, zastanawiając się mgliście, czy przypadkiem nie wariuje – ale gdy ponownie je otwiera, naprzeciwko znów stoi jej brat. Jej brat.Daj mi jeden powód, dla którego powinnam ci teraz zaufać – dodaje jeszcze, przerywając krótkie milczenie. Desperacja, żal i niewypowiedziana prośba walczą ze sobą, przelewając się między głoskami.
  Temat: Taras widokowy
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 39
Wyświetleń: 2722

PostForum: capitol hill   Wysłany: 2018-04-08, 18:08   Temat: Taras widokowy
Nie powinna była tu przychodzić.
To pierwsza myśl, która pojawia się w jej głowie, gdy zatrzymuje się przy krawędzi tarasu, zaciskając palce na chłodnej barierce. Zimne, wieczorne powietrze bez problemu wdziera się pod materiał zbyt luźnej kurtki, bezlitośnie przypominając jej o tym, że nic nie osłania jej zarówno przed pogodą, jak i ludzkimi spojrzeniami. Te ostatnie czuje na sobie w sposób niemal namacalny, świadoma każdej pary prześlizgujących się po niej oczu; chociaż z pozoru nie wyróżnia się niczym spośród reszty mieszkańców Seattle – upewniła się wielokrotnie, że jej skóra ani ubrania nie noszą już śladów krwi ani prochu – nie potrafi pozbyć się wrażenia, że wzrok anonimowych, nieznajomych osób prześwietla ją na wylot. W opuszczonych klatkach schodowych i przeznaczonych do rozbiórki budynkach czuje się jednak jak w potrzasku, i być może dlatego podświadomie ucieka tutaj; otwarta przestrzeń punktu widokowego stanowczo nie należy do najbezpieczniejszych, ale przynajmniej pozwala myślom płynąć swobodniej – a Sarah desperacko potrzebuje nowego planu działania.
Choć wieczór jest bezwietrzny, wychwytuje cichy dźwięk jego kroków w chwili, w której pojawia się na podeście. Wstrzymuje oddech odruchowo, instynktownie nasłuchując; mimo że teoretycznie znajduje się w miejscu publicznym i nie ma powodu do podejrzeń, przez moment skupia całą swoją uwagę na pojedynczej parze butów, stukających o drewniany parkiet, raz, drugi, trzeci; po pięciu sekundach nie ma już wątpliwości, że kieruje się prosto w jej stronę i ledwie zauważalnie przenosi ciężar ciała na palce, szykując się do ewentualnej ucieczki. Czy to możliwe, żeby dotarli do niej aż tutaj? Ale nie, kimkolwiek jest nieznajomy, nie robi nic, by wezwać posiłki, nie próbuje też zachowywać się specjalnie cicho; zwyczajnie zbliża się do barierki, przystając tuż obok – zupełnie jak gdyby nie miał do dyspozycji całej reszty tarasu.
Przez moment zastanawia się, czy go nie ogłuszyć. W lewym ramieniu nadal czuje nieprzyjemne mrowienie, ale mężczyzna znajduje się po jej prawej i jest prawie przekonana, że nie spodziewa się ataku. Wciąga powoli chłodne powietrze do płuc, w myślach opracowując już odwrót i wybierając stoliki, które mogłaby przewrócić, żeby spowolnić pościg. Jest właśnie w trakcie wyławiania ze świeżej pamięci położenia prowadzących w dół schodów, gdy jej niechciany towarzysz odzywa się, przy pomocy dwóch słów detonując w jej umyśle fantomowy granat.
Nawet nie rejestruje momentu, w którym jej głowa odwraca się gwałtownie w stronę mężczyzny, a jej stopy wykonują dwa kroki w tył, pozwalając jej na objęcie wzrokiem całej, ciemniejącej na tle miasta sylwetki. Ulotna iluzja kontroli nad sytuacją pęka z trzaskiem, podczas gdy Sarah bezskutecznie próbuje zrozumieć, dlaczego ktoś użył właśnie jej prawdziwego imienia, wypowiedzianego głosem tak bardzo przypominającym głos jej zaginionego brata. Jakaś jaśniejsza, trzeźwiej myśląca część jej umysłu podpowiada jej, że zna słabo oświetlone rysy wpatrującego się w nią człowieka, ale to przecież niemożliwe.
Co… – zaczyna, ale głos ją zawodzi. Instynkt samozachowawczy ostro nakazuje jej ostrożność, jednak zdradliwy głos gdzieś w tyle czaszki powtarza tylko: Will, Will, Will i jest chwila, w której prawie się poddaje, nie chcąc niczego innego, niż tylko objąć go ramionami i sprawdzić, czy na pewno jest prawdziwy. Ale ostatnie wspomnienia wciąż płoną w jej pamięci zbyt świeżo, więc gdy odzywa się po raz drugi, jej słowa wydają się całkowicie wyprane z emocji. – Co tutaj robisz? – rzuca krótko, oschle, prawie oskarżycielsko, w duchu błagając jednak, żeby jego odpowiedzi okazały się tymi właściwymi.
  Temat: Sarah
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 931

PostForum: Relacje   Wysłany: 2018-04-07, 23:28   Temat: Sarah
Sage, nielegalne przejażdżki wagonami brzmią super, Sarah raczej nigdy nie miała wielu przyjaciół - trzymała się mocno na uboczu, trenując sobie w spokoju swoją siatkówkę - ale jeżeli chcesz, to Sage mogła być jedną z tych nielicznych i mogły razem odkrywać uroki dorastania. :roll: Sarah wyjechała trochę niespodziewanie i po cichu, i pewnie znajomość się mocno rozjechała, ale myślę, że starałaby się chociaż zostawić jej wiadomość ze strzępkami wyjaśnień i z prośbą o zrozumienie. Co do spotkania po latach, to trzy-cztery lata temu Sarah wróciła do Seattle, próbując odszukać rodziców, ale zamiast tego wpadła prosto na oddział Niebieskich Szwadronów i ledwo udało jej się uciec, ale po wszystkim nie miała się gdzie podziać - może właśnie wtedy wpadła na Sage i zatrzymała się u niej na kilka dni/tygodni? Od tej pory stara się przetrwać raczej na własną rękę, ale możemy uznać, że pozostają ze sobą w kontakcie, przynajmniej od czasu do czasu - i że Sage (notabene po raz kolejny) jest jedną z niewielu osób, którym Sarah może ufać?

Anthony, już będziemy ogarniać, zdefiniuj tylko, co rozumiesz przez przygarnięcie? ^^ (Pewnie i tak to od Ciebie kupię, bo nazywasz się jak mój zaginiony ukochany i w dodatku też potrafisz walczyć.)

Colleen, pomyślimy razem, powiedz tylko, czy chcesz kombinować coś z przeszłości, czy zaczekamy chwilę, aż przywlokę się do Bractwa (bo planuję!)? <3
  Temat: Sarah
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 931

PostForum: Relacje   Wysłany: 2018-04-07, 13:16   Temat: Sarah
Cześć, bracie marnotrawny! <3 Ilość moich wątków oscyluje aktualnie na poziomie zera absolutnego, więc powiedz tylko słowo i gramy. 8)

Sage <3 trzy lata to właściwie prawie dwa, bo urodziłam się w środku grudnia, to jak najbardziej możemy kombinować coś z dzieciństwa! W dodatku jestem wielką fanką karty (ma jakiś taki life is strange'owy vibe - przypadek?), więc wezmę od Ciebie wszystko; na razie mam w głowie tylko strzępki, ale jeżeli chodzi o teraz, to może skorzystałam kiedyś z Twojego domowego schroniska dla mutantów? Obiecuję, że dokładam wszelkich starań, żeby nie ściągać gospodarzowi problemów na głowę, sprzątam po sobie, nie chrapię w nocy i potrafię zrobić najlepsze na świecie naleśniki z jagodami. ^^
  Temat: Sarah
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 931

PostForum: Relacje   Wysłany: 2018-04-07, 12:16   Temat: Sarah
Sarah Hopper

W telegraficznym skrócie: Urodziłam się 25 (i pół) lat temu w Seattle i mieszkałam tam do 15. roku życia. Kolejne 3 lata spędziłam w kanadyjskiej Ottawie, już jako Amelia Blanc, i ten okres okazał się dla mnie szczególnie burzliwy - odkryłam mutację, naraziłam się bardzo niebezpiecznym ludziom, nauczyłam się kontrolować swoją moc i walczyć. Do Stanów wróciłam w 2010 roku i początkowo podróżowałam samotnie po kraju, żeby koniec końców zatrzymać się w Detroit. Tam żyłam względnie pokojowo do 2014 roku, trzymając się z grupą mutantów. Po lipcowym ataku terrorystycznym wróciłam do Seattle żeby sprawdzić, co dzieje się z moją rodziną i od tego czasu przebywam w okolicy, starając się przetrwać.

Szukam właściwie wszystkiego, od zapomnianych znajomości z dzieciństwa, przez wszystkich, których mogłam poznać w trakcie orbitowania między ukrywającymi się grupami mutantów, po ludzi, którym z jakiegoś powodu podpadłam (nie trzeba będzie szukać daleko). Lubię relacje nieszablonowe i nieoczywiste, lubię też wymyślać, także zapraszam mocno. <3
relacje
(kiedyś to uzupełnię)

  Temat: Sarah Hopper
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 445

PostForum: Informatory   Wysłany: 2018-04-06, 23:31   Temat: Sarah Hopper
Sarah Hopper
alias Amelia Blanc/Cisza lat 26
Choroby i alergie:
chroniczna bezsenność, uzależnienie od środków nasennych, zespół stresu pourazowego
Obrażenia:
-

Zawód:
brak stałego zatrudnienia, ale zdarza jej się podejmować prace dorywcze wszelakiej maści
Rodzina:
Ze starszym bratem, Williamem, straciła kontakt 11 lat temu, kiedy z dnia na dzień po prostu zniknął. Wierzy, że jej młodsza siostra, Valerie wciąż mieszka bezpiecznie w Ottawie, ale nie widziała jej już prawie od 8 lat, choć stara się od czasu do czasu sprawdzać, co się z nią dzieje. Do 2014 roku utrzymywała względnie regularny kontakt z rodzicami, w chwili obecnej jednak nie zna ich miejsca pobytu.
Opis mocy i poziom mocy:
kontrola nad wyostrzaniem zmysłów, opanowana w 74%

Dodatkowe umiejętności:
walka wręcz (poziom zaawansowany), strzelectwo (bardzo pobieżnie), prowadzenie samochodu, pływanie, ukrywanie się, orientacja w terenie, kradzież i drobne, manualne czynności, wymagające precyzji, jak np. podważanie zamków; potrafi też ugotować coś z niczego, nie powodując powszechnego zatrucia pokarmowego
Mocne i słabe strony:
+ szeroko pojęta sprawność fizyczna, walka wręcz, biegi długodystansowe, szybkość i zwinność,
+ intuicja, zdolność do podejmowania szybkich decyzji pod presją,
+ łatwość w przystosowaniu się do przetrwania w nowych warunkach;

- nieufność ocierająca się o paranoję, zamieniająca jej relacje z innymi ludźmi w niekończącą się próbę sił,
- nadmierna potrzeba ciągłego kontrolowania sytuacji, niechęć do uginania się pod rozkazami innych, odruchowy opór przed przyjęciem pomocy, przyznaniem się do błędu i niewiedzy,
- nieprzewidywalność i okresowa niestabilność emocjonalna;
Przyjmowane leki:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Cele życiowe:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Marzenia:
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Sarah Hopper
Sarah Hopper

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 682

PostForum: Karty Postaci   Wysłany: 2018-04-03, 00:53   Temat: Sarah Hopper
Sarah Hopper
urodzona w Seattle 13 grudnia 1992 roku, wróciła tam około 3 lata temu, nie przynależy do żadnej frakcji, wizerunku użycza Emily Meuleman
historia
I. Porcelana

Kiedy śni o domu, pod powiekami zawsze widzi Seattle.

Jej dzieciństwo ma zapach mokrej farby na płocie przed domem, na której przez przypadek odbija wszystkie pięć palców lewej dłoni, a później ucieka na krótkich nóżkach przed udawanym gniewem taty. Poranki pachną wilgotną, świeżo skoszoną trawą, przyklejającą się do jej kostek i łaskoczącą jasną skórę; popołudnia przesyca woń parujących babeczek, które pieką razem z mamą, nie marnując okazji do wysmarowania sobie nawzajem twarzy puszystą mąką. Z tego wszystkiego najbardziej lubi jednak wieczory: te zimowe, ciemno-jasne, kiedy szaleństwo dnia codziennego nagle zwalnia, a jej udaje się namówić Willa na ściągnięcie z najwyższej półki jednego z tekturowych pudełek, kryjących w sobie gry planszowe. Chociaż jest od niej tylko rok starszy, niemal zawsze wygrywa, pozostawiając ją bez pionków, drukowanych dolarów albo statków. Wbrew pozorom, podziw iskrzący w brudnozielonych tęczówkach nie znika wcale razem z nimi, a z każdym rokiem błyszczy coraz jaśniej, niezacieniony świadomością, że nigdy nie będzie w stanie go doścignąć. I tak próbuje, nie przejmując się, że Will znacznie wcześniej od niej uczy się mówić, chodzić, rozróżniać kolory i dodawać, że bez problemu zapamiętuje drogę ze szkoły do domu, podczas gdy ona długo gubi się w przedmiejskich uliczkach, zanim udaje jej się odtworzyć właściwą trasę z pamięci. Podąża jego śladami z niegasnącym uporem, choć tak naprawdę dzieli ich znacznie więcej niż nieodkryta jeszcze mutacja.

Kiedy ma pięć lat, w jej życiu pojawia się Claire i nagle wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie jest już najmłodsza ani najdelikatniejsza, a chociaż uwaga rodziców stopniowo przenosi się w stronę gaworzącego w kołysce niemowlęcia, Sarah nie czuje zazdrości. Zamiast tego od pierwszej sekundy zakochuje się w drobnych paluszkach i wielkich oczach, tak bardzo niepodobnych do jej własnych, a jednak niezaprzeczalnie znajomych. Im bardziej dorastają, tym różnice między nimi odcinają się zresztą coraz wyraźniej: włosy młodszej siostry są jasne i miękkie, nos drobny i zgrabny, twarz mniej pociągła, i to wszystko w jakiś niewytłumaczalny sposób sprawia, że Sarah wchodzi w rolę obrońcy zupełnie naturalnie, z dumą dojrzałej kilkulatki przecierając dla Claire najtrudniejsze szlaki. Nie dzielą jednak zainteresowań ani zbyt wielu cech charakteru; Sarah z upływem lat zdecydowanie się wycisza, orbitując gdzieś na obrzeżach szkolnej społeczności, unikając wydarzeń towarzyskich i nie szukając poklasku wśród popularnych dzieciaków. Mimo starań, nie wygrywa naukowych olimpiad jak Will, ale w którymś momencie odkrywa w sobie naturalny talent do sportu; wrodzona intuicja daje jej sporą przewagę we wszystkich rozgrywkach drużynowych i wkrótce święci sukcesy w stanowej drużynie siatkówki, tylko od czasu do czasu tęsknie oglądając się w stronę starszego brata, którego wszyscy zgodnie okrzykują geniuszem.

Jej rzeczywistość rozsypuje się jak domek z kart w kwietniu 2007 roku, gdy William z dnia na dzień po prostu znika, pozostawiając za sobą lawinę pytań i absolutnie żadnych odpowiedzi. Ani przez sekundę nie wierzy w domniemane morderstwo, zna go zbyt dobrze – ale niepodważalna wiara w niewinność brata nie sprawia wcale, że rozumie więcej. Rodzice nie mówią wiele poza pustym to dla waszego dobra, nie wie więc, dlaczego razem z Claire lądują w samolocie do Ottawy, ani z jakiego powodu litery na jej paszporcie układają się w obce Amelia Blanc. Nienawidzi tego imienia od samego początku, krzywi się, słysząc je z ust kobiety na stanowisku odpraw, z całej siły ściskając drobną dłoń siostry; nigdy nie uczy się nazywać jej Valerie. Dom, w którym lądują, wbrew staraniom ich prawnej opiekunki, nie pachnie wcale normalnością, przesycony kłamstwami i niedopowiedzeniami, jak całe ich nowe życie, przeciwko któremu buntuje się na każdym kroku. Protestuje głośno, gdy zostają posłane do różnych szkół i chociaż wyrosła już z dziecięcego strachu przed ciemnością, przez całą pierwszą noc spędzoną w swoim pokoju w internacie płacze gorzko w poduszkę, dławiąc się samotnością. Budowane przez lata poczucie bezpieczeństwa rozwarstwia się i kruszy, sprawiając, że z każdym dniem zamyka się w sobie, ucząc się nie ufać i nie przywiązywać, chowając swoją prawdziwą tożsamość tak głęboko, że z biegiem czasu sama zaczyna mieć problemy z jej odnalezieniem.

II. Kość słoniowa

Przez pierwsze miesiące zwyczajnie czeka, naiwnie uciekając w podpartą zaprzeczeniem bierność i przekonując samą siebie, że wszystko wkrótce wróci do poprzedniego porządku. Szkolne obowiązki pomagają jej we wtopieniu się w tło, wypełniają dłużące się minuty i sprawiają, że coraz rzadziej zerka w stronę telefonu, który i tak nie dzwoni. Rodzice kontaktują się z nią rzadko i ostrożnie, ich rozmowy ograniczają się więc do lakonicznych wiadomości wysyłanych z obcych numerów; jedynie do Valerie stara się dzwonić regularnie, ale parę słów zamienionych przez telefon nie jest w stanie zastąpić prawdziwych spotkań twarzą w twarz. Więź z siostrą wymyka się spomiędzy jej palców powoli, lecz metodycznie, i być może dlatego odruchowo zaczyna szukać w obcym miejscu czegoś znajomego, czego mogłaby się uchwycić. Kilka tygodni po przyjeździe do Kanady wraca więc do siatkówki, choć nadal tkwi w upartym marazmie, tłumacząc sobie, że musi być w formie, kiedy już wrócą do Seattle. Myśli o domu stają się jej osobistą mantrą, pierwszą rzeczą, którą powtarza zaraz po przebudzeniu i bezpośrednio przed zaśnięciem, nie przybliżają jej jednak ani o milimetr do upragnionego celu.

Jej moc ujawnia się po jednym z wieczornych treningów, kiedy w drodze powrotnej do internatu, wpada na grupkę podpitych mężczyzn. W pierwszej chwili bardziej wyczuwa ich obecność, niż ich zauważa; instynkt każe jej rzucić się do ucieczki i nie upływa nawet sekunda, gdy słyszy, że zaczynają za nią biec. Ukrywa się w bocznej alejce, ale – choć niebezpieczeństwo szybko mija – krążąca w żyłach adrenalina robi z nią coś dziwnego. Jej zmysły szaleją jak po potężnej dawce metamfetaminy, mimo że nigdy nie miała w ustach ani grama narkotyku; szare otoczenie tonie jednak w technikolorze, pisk opon hamującego samochodu dwa skrzyżowania dalej wwierca jej się w mózg jak tysiące zatopionych we wrażliwej tkance igieł, a zapach jej szumiącej, pulsującej pod skórą krwi, wywołuje falę obezwładniających mdłości. Nagle staje się przerażająco świadoma własnego oddechu, a gdy bezwiednie opiera się plecami o chropowaty mur, chłód ściany przeszywa ją na wskroś. Chyba wymiotuje za przepełnionym śmietnikiem, choć jej umysł łaskawie wyrzuca to wspomnienie z pamięci, a kiedy kilkanaście minut (godzin? dni?) później jej organizm wreszcie się uspokaja, jej ubranie jest mokre od potu. Nie jest pewna, jak udaje jej się wrócić do pokoju, ale tamtej nocy nie śpi, niemal przez godzinę próbując zmyć z siebie niewidzialny brud pod prysznicem, aż gorąca woda zamienia się w letnią, a letnia w lodowatą. Resztę dzielącego ją od poranka czasu spędza przed komputerem, szukając wszystkiego, co sieć jest jej w stanie powiedzieć na temat mutantów, i z każdą kolejną przeczytaną linijką jest coraz bardziej pewna dwóch rzeczy: że właśnie uaktywnił się u niej gen X, oraz że to samo spotkało wcześniej jej brata.

Początkowo nie rozumie istoty swoich umiejętności, ale raz przerwana blokada, okazuje się niemożliwa do ponownego zamknięcia. Sarah staje się nerwowa, płochliwa; jej własne zmysły i emocje obracają się przeciwko niej, a opanowanie ich przypomina próby kontrolowania nieużywanych przez kilkanaście lat mięśni. Zaczynają dokuczać jej uporczywe migreny, nienaturalnie wyostrzone dźwięki zalewają ją bez uprzedzenia, a od nagromadzenia zapachów dostaje zawrotów głowy. W pierwszym odruchu zagłusza dodatkowe bodźce rozdzierającą uszy muzyką; później odkrywa, że jej moc słabnie, gdy jest zmęczona, zaczyna więc regularnie biegać, doprowadzając się do stanu bliskiego wycieńczeniu. W tym samym czasie wciąż przeszukuje sieć, zwracając uwagę na każdy szczegół, który może doprowadzić ją do Willa; odnajduje jego stare wpisy, skupiając się jednak nie na nich, a na ludziach, którzy mu odpowiadali, analizując setki razy każdy fragment tekstu. Nie jest geniuszem, ale nie brakuje jej rezolutności; nagięcie własnych zasad i kilka przysług wkupuje ją w łaski szkolnego hakera, który zdobywa dla niej personalia użytkowników, którzy lata wcześniej interesowali się postami jej brata, ale każdy trop, jaki podejmuje, kończy się ślepą uliczką. Odnosi jednak wrażenie, że ktoś zaczyna uważniej jej się przyglądać, choć nie jest do końca pewna, czy jeżdżący za nią samochód i głuche telefony, nie są objawem narastającej paranoi. W chwili słabości, zakleja kamerę na ekranie komputera.

W desperackiej próbie odbudowania chociaż części utraconego poczucia bezpieczeństwa, zapisuje się na kurs samoobrony, organizowany przez przyszkolny klub walk. Jej trener ma na imię Anthony, jest niewiele starszy od niej i Sarah od pierwszego zamienionego z nim zdania szczodrze obdarza go niechęcią, jest jednak zbyt dumna, żeby zrezygnować. Ćwiczy do upadłego przez cztery wieczory w tygodniu, całkowicie nieświadoma, że łatwość z jaką przychodzi jej wyczucie zamiarów przeciwnika, nie jest niczym normalnym. Anthony przez dłuższy czas po prostu ją obserwuje, a po zakończonym kursie proponuje jej kontynuowanie nauki. Zgadza się, bo treningi z nim pomagają jej odzyskać równowagę i łagodzą wariujące zmysły; wraz z kolejnymi litrami potu i dziesiątkami siniaków, jej uderzenia stają się celniejsze i bardziej świadome. Uczy się oszczędzać energię i odczytywać nadchodzące ataki na podstawie drobnych gestów, nie zauważa jednak momentu, w którym stają się sobie coraz bliżsi, a ich rozmowom zaczyna brakować pierwotnej ostrożności. Kiedy Anthony w końcu odkrywa przed nią prawdę i wyznaje, że mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłaby przypuszczać, jej płuca o dziwo nie wypełniają się paniką, a zaufaniem. Po chwili wahania, prosi, by mówił na nią Sarah.

Ćwiczą razem przez kolejne dwa lata, w czasie których uczy się nie tylko nowych sposobów na unikanie i zadawanie ciosów, ale też kontrolowania własnej mocy. Anthony pomaga jej opanować strach, związany z obcymi umiejętnościami; codzienne sesje medytacji pozwalają jej zrozumieć wreszcie, za co odpowiada obecny w jej organizmie gen. Nauka wyłączania kolejnych zmysłów idzie jej mozolnie, ale przynosi efekty i wkrótce jest w stanie wykorzystywać swoje zdolności do czegoś więcej, niż oszukiwania na klasówkach. Czasami smakuje gorzką porażkę, samodzielnie ogłuszając się wyostrzonym przez przypadek hałasem, albo uwrażliwiając zmysł dotyku w niewłaściwym momencie i prawie mdlejąc przez nieistniejący próg bólu, ale z każdego takiego upadku ponosi się silniejsza. Swoją mutację skrupulatnie ukrywa, wierząc, że w ten sposób chroni Valerie. Przeszłością dzieli się jedynie z Anthonym, w końcu opowiadając mu o zniknięciu Williama i swoich podejrzeniach; obiecuje jej pomóc, więc kiedy w czerwcu 2010 roku odbiera dyplom ukończenia szkoły, oboje podejmują decyzję o wyjeździe. Osiągnięcia sportowe otwierają przed nią co prawda podwoje jednego z kanadyjskich uniwersytetów, ale znajomym i rodzinie opowiada, że planuje zrobić sobie rok przerwy i objechać kraj. Z siostrą żegna się na dworcu autobusowym, jednak prosto z niego jadą z Anthonym na lotnisko i wsiadają do samolotu lądującego w Seattle.

III. Stal

Na miejscu czekają na nią oni. Wyczulone zmysły pozwalają jej na dostrzeżenie mężczyzn w ciemnych uniformach jako pierwszej, i tylko dlatego udaje jej się opuścić lotnisko niezauważoną. W trakcie ucieczki rozdzielają się jednak z Anthonym i jest to ostatni raz, kiedy go widzi: jego plecy znikają w tłumie podróżnych i nie odnajduje go już więcej, ani w umówionym punkcie, ani nigdzie indziej. Wraca tłumione przez lata poczucie zagrożenia, i być może to właśnie ono prowadzi jej stopy prosto do domu rodziców. Otwiera jej matka, ale zamiast czułego powitania, otrzymuje pełne dezorientacji spojrzenie kobiety, która jak gdyby nigdy nic oznajmia, że jej nie zna i wyrzuca za drzwi. Dopiero później znajduje w kieszeni kurtki klucz i kartkę z adresem, które okazują się prowadzić do prostego, hotelowego pokoju na drugim końcu miasta. Wieczorem tego samego dnia posłaniec zostawia na jej wycieraczce telefon komórkowy, plik banknotów i nowe dokumenty z jej zdjęciem; kolejne nazwisko, którego nie kojarzy, przyjmuje już tym razem bez większych emocji. Telefon dzwoni kilka godzin później – to ojciec zdenerwowanym głosem każe jej na siebie uważać. Upewniwszy się, że połączenie jest bezpieczne, mówi mu o wszystkim, po czym przez kilkanaście minut oboje płaczą w słuchawkę. Kiedy rozmowa zostaje przerwana, Sarah orientuje się, że jest po raz pierwszy w życiu, jest zdana całkowicie na siebie.

Krótkie, intensywne poszukiwania Anthony’ego nie przynoszą żadnego rezultatu, ale w prasie nie pojawia się też informacja o nieszczęśliwym wypadku z jego udziałem, ani list gończy opisany jego nazwiskiem, więc uznaje to za dobry omen. Posługując się fałszywym nazwiskiem, wyjeżdża z Seattle i przez jakiś czas rzeczywiście podróżuje po okolicznych stanach, próbując zgubić ewentualny pościg. Umykanie przed nieznanym wrogiem przypomina ściganie się z cieniami, i być może dlatego zatrzymuje się dopiero w Detroit, gdzie przez przypadek trafia na grupę mutantów. Nie są żadną zorganizowaną frakcją, ani nie zajmują się walką z niesprawiedliwą rzeczywistością, łączy ich za to zrozumienie i brak konieczności udawania kogoś innego, i to właśnie wśród nich Sarah po raz pierwszy od zniknięcia Willa czuje, że gdzieś przynależy. Pomagają jej wynająć mieszkanie oraz znaleźć pracę, a chociaż kelnerowanie w średniej klasy pizzerii nie stanowi szczytu jej ambicji, to w jakiś sposób pomaga jej zebrać w całość rozsypane okruchy poczucia normalności. Początkowo wycofana i nieufna, z czasem uczy się nazywać ich przyjaciółmi, mimo że ich wspólne ćwiczenia nad mocami boleśnie przypominają o utraconej przeszłości. To wtedy zaczynają wołać za nią Cisza, bo nieustannie ucisza ich tym słowem w trakcie treningów, kiedy beztroskie i głośne żarty nie pozwalają jej się skupić. Przez chwilę nawet się o to wścieka, później już nie zawraca sobie głowy udawaniem złości. Któregoś dnia ostatecznie też godzi się ze świadomością, że najprawdopodobniej nigdy więcej nie zobaczy brata.

Kiedy 4 lipca 2014 roku Stany Zjednoczone ogarnia pożar, nie od razu rozumie skalę zjawiska, choć nie mija dużo czasu, zanim właściciel mieszkania wypowiada jej umowę najmu, ktoś podpala jej samochód, a w lokalu, w którym pracuje, pojawia się kontrola genetyczna. Ucieka tylnymi drzwiami i przez kilka dni ukrywa się w kawalerce przyjaciela, ale po tym, jak dwóch członków ich grupy znika bez śladu, reszta zgodnie decyduje, że pozostanie na miejscu jest zbyt niebezpieczne. Zamknięcie granic oznacza zresztą utratę kontaktu z Valerie, a gdzieś między atakiem terrorystycznym, a medialnym szałem, który po nim zapanowuje, milknie również telefon matki i ojca. Chociaż powrót do Seattle wydaje się kuszeniem losu, zabiera wszystkie oszczędności i wsiada w zatłoczony autobus. Dom rodziców zastaje jednak pusty, a kiedy wychodzi, na podjeździe wpada prosto na oddział Niebieskich Szwadronów. Ilość mocy, jakiej musi użyć, żeby przed nimi uciec, prawie ją zabija; wysiłek odchorowuje w opuszczonym budynku, który na kilka tygodni staje się jej noclegiem. Od tamtej pory jej codzienność wygląda właśnie tak: skupiona na własnym przetrwaniu, zaczyna żyć z dnia na dzień, czasami łącząc się tymczasowo z innymi mutantami, ale ufając jedynie sobie samej.

Choć póki co nie wierzy w możliwość zwycięstwa nad amerykańskim rządem, nawarstwiający się gniew zaprowadza ją w szeregi samozwańczej mutanckiej bojówki, składającej się z paru równie zdesperowanych zbiegów. Przez niemal pół roku mieszkają w zdezelowanym magazynie na obrzeżach miasta, od czasu do czasu organizując drobne akcje protestacyjne i sabotażowe. Początkowo nie planuje zagrzewać z nimi miejsca, ale najmłodsza mieszkanka zatęchłej kryjówki ma jedenaście lat i tęczówki o barwie identycznej, co oczy Claire, i choć Sarah sama się za to nienawidzi, nie potrafi odejść. Jej zadania polegają głównie na trenowaniu niedoświadczonych mutantów i okradaniu pobliskich sklepów spożywczych. Sama również doskonali swoje umiejętności, ucząc się strzelać do rozstawionych pod ścianą butelek. Mimo że robi to dla własnej ochrony, przeklina dzień, w którym bierze do ręki broń, bo niedługo potem po raz pierwszy zabija z niej człowieka, posyłając nabój prosto w czaszkę członka Czarnych Helis, którzy w końcu, końcem lutego 2018 roku, organizują obławę na ich magazyn. Robi to nieświadomie i bez brawury, widząc skierowaną w swoją stronę lufę pistoletu i reagując instynktownie; w następnej chwili jej twarz opryskuje coś ciepłego i gęstego, a ona, mimo panującego dookoła chaosu, przez przerażająco długą sekundę wpatruje się w wypływające z oczodołu fragmenty mózgu. Wtedy nie wie jeszcze, że siła odrzutu prawie wybiła jej ramię ze stawu, bo ból przyćmiewają inne bodźce; ucieka na oślep, podczas gdy rysy zabitego mężczyzny na stałe wypalają się pod jej powiekami. O jedenastoletniej dziewczynce przypomina sobie dopiero później, gdy zgięta w pół, dochodzi do siebie, gdzieś w otaczającym magazyn lesie.

Po raz kolejny jest zdana jedynie na siebie.
charakter
Nie jest kimś, na kogo zwrócisz uwagę w tłumie. Raczej zdystansowana i zdecydowanie milcząca, przez większość czasu woli trzymać się na uboczu, nie zabierając głosu, dopóki nie uzna tego za konieczne. Przy pierwszym spotkaniu bywa oschła i nieprzystępna, często otaczając się przy tym szczelnym murem biernej wrogości, żeby nikt przypadkiem nie postanowił się do niej zbliżyć. Lata rozczarowań i złamanych obietnic uczyniły z niej osobę ostrożną, jeżeli nie paranoiczną, rzadko więc zdarza się, by obdarzyła kogoś zaufaniem. Postawiona przed problemem do rozwiązania jest do bólu praktyczna, uznając emocje za czynnik niepożądany i zaciemniający obraz sytuacji; pokłady empatii co prawda posiada, ale chowa je głęboko, nie do końca potrafiąc po nie sięgać. Co nie oznacza, że brakuje jej współczucia – wprost przeciwnie, w grupie na ogół w jakiś naturalny sposób przyjmuje rolę obrońcy, odruchowo robiąc z siebie tarczę między słabszymi, a ewentualnym zagrożeniem. Jej działania są jednak zazwyczaj pozbawione sentymentu; o ile ktoś wyraźnie nie wedrze się do jej serca, raczej nie grozi jej oskarżenie o bezinteresowność. Jej motywy nie zawsze są jasne dla otoczenia, ale zazwyczaj nie podejmuje akcji bez przyczyny; zdarza jej się dążyć do celu po trupach, choć w większości przypadków opamiętuje się w porę. W osądach bywa surowa, najbardziej chyba w stosunku do samej siebie.

Nie bez powodu w kontaktach międzyludzkich stara się zachować emocjonalny dystans, bo dla tych nielicznych, na których jej zależy, skoczyłaby w dosłowny ogień. Troska jest jedną z niewielu rzeczy, które są w stanie wytrącić ją z równowagi, a już z niej wytrącona, zachowuje się impulsywnie i często z oscylującą na granicy niebezpieczeństwa brawurą. Gdy zapomina o opanowaniu, pęka gruba warstwa obojętności i wygląda zza niej wrodzone poczucie humoru; jej żarty są raczej gorzkawe, zabarwione cynizmem, choć wciąż jeszcze zdarza jej się śmiać szczerze. Potrafi też wpaść w złość albo poddać się agresji, mimo że oboma tymi uczuciami wyraźnie gardzi – tak samo jak wszystkim, co odbiera jej poczucie kontroli nad sytuacją i samą sobą. Jej moc niejako wymusza na niej nieustającą czujność, pozwolenie, by emocje wzięły nad nią górę, zazwyczaj kończy się źle – jeżeli nie dla otoczenia, to na pewno dla niej. Ufa swoim przeczuciom i instynktowi, czasami bardziej nawet, niż chłodnej logice. Bywa posądzana o nieprzewidywalność, być może ze względu na pozornie przychodzące znikąd akty prostej dobroci, o których jednak mówić nie lubi, na słowa wdzięczności machając z poirytowaniem ręką. Sama z zasady unika zaciągania długów, a jeżeli już to robi, to zawsze spłaca je przy pierwszej możliwej okazji.

Wietrzna pogoda i migreny sprawiają, że staje się marudna i nerwowa.
opis mocy
Gen X, kryjący się w genotypie Sary, oddziałuje głównie na jej zmysły, znacznie je wyostrzając i pozwalając na odbieranie bodźców, które dla normalnych ludzi pozostają niezauważalne. Moc ma jednak swoje ograniczenia: po pierwsze, uwrażliwienie jednego ze zmysłów oznacza zazwyczaj tymczasowe przytępienie lub całkowite wyciszenie pozostałych – nasłuchując, odcina się więc od wizji, a próbując dostrzec coś w oddali, przestaje zwracać uwagę na dźwięki i zapachy. Po drugie, korzystanie z dodatkowej kontroli, jaką dają jej wynikające z mutacji umiejętności, wymaga sporej dawki ostrożności: uwrażliwienie na dotyk może dać jej znaczną przewagę przy czynnościach, w których niezbędna jest precyzja, ale jednocześnie czyni ją bezbronną w przypadku ewentualnego ataku (przekonała się bardzo wcześnie, jak bardzo w takim stanie boli zwyczajne uderzenie); przy wyostrzonym słuchu, niezwykle łatwo ją ogłuszyć, wyczulony wzrok bez problemu ulega oślepieniu, a od mocnych zapachów nietrudno dostać zawrotów głowy. Z tego powodu, jej pierwsze treningi dotyczyły przede wszystkim ćwiczeń nad równowagą pomiędzy zmysłami i osiągnięciem odpowiedniej kontroli nad własną mocą; dopiero, gdy przestała stanowić zagrożenie dla samej siebie, mogła przejść do myślenia nad innymi, bardziej praktycznymi zastosowaniami dla swoich zdolności.

Ponieważ szlifowanie umiejętności praktykuje już od dziesięciu lat (z mniejszą lub większą częstotliwością), obecnie moc raczej rzadko wymyka jej się spod kontroli. Choć wyostrzanie zmysłów samo w sobie ma charakter pasywny, okazało się niezwykle przydatne przy przetrwaniu w trudnych warunkach: dzięki wrażliwemu słuchowi jest w stanie odpowiednio wcześnie zauważyć zagrożenie, smak i węch pomagają przy tropieniu, wzrok przy wypatrywaniu kryjówek; wszystkie razem z kolei od samego początku były nieocenionym sprzymierzeńcem w nauce walki, pozwalając na szybkie reagowanie na ataki przeciwnika. Niestety, panowanie nad umiejętnościami wymaga sporej dyscypliny i świadomości; właściwe używanie mocy staje się znacznie trudniejsze w sytuacjach zwiększonego ryzyka, wiążących się z działaniem pod presją czasu albo w poczuciu zagrożenia, a destabilizacja emocjonalna praktycznie je uniemożliwia. Najbardziej niebezpieczne jest jednak doprowadzenie do przesilenia, czy to poprzez szybkie, wielokrotne zmiany wiodącego zmysłu, czy próbę wykorzystania kilku jednocześnie. W takich momentach kontrola nad mocą zupełnie się kruszy, a napływające zewsząd bodźce przytłaczają Sarę do punktu, w którym myślenie czy poruszanie się o własnych siłach, staje się niewykonalne; w następstwie często pojawiają się migreny, silne zawroty głowy i mdłości; całość przypomina przebiegiem atak padaczkowy, a najskuteczniejszym sposobem na jego przerwanie jest utrata przytomności.

Sarah zdaje sobie sprawę, że poza pięcioma wykorzystywanymi przez nią zmysłami, istnieje jeszcze szósty – intuicja – i od pewnego czasu jej uwaga coraz częściej w trakcie treningów skupia właśnie tam, ale póki co, nie jest w stanie uchwycić tego ulotnego i niejednoznacznego przeczucia, które czasami samoistnie ją nawiedza; wszelkie próby okiełznania go, wywołują jedynie frustrację.

Mechanicznie: Jeżeli Sarah nie znajduje się pod wpływem silnego stresu i nic nie utrudnia jej skupienia, jest w stanie bezpiecznie używać mocy przez 6 postów, następnie przez 2 musi odpoczywać. Jeżeli jest wystraszona, ranna, działa pod presją czasu lub emocji, jest w stanie używać mocy tylko przez 4 posty, następnie przez 2 musi odpoczywać. Nadmierna eksploatacja umiejętności (ciągłe używanie jej przez 5 postów w sytuacji zagrożenia) jest możliwa, ale grozi skutkami ubocznymi opisanymi wyżej, trwającymi przez 3 kolejne posty.
ciekawostki
♦ Jeszcze od czasów szkoły, jej niezawodnym lekiem na wszelkie dolegliwości jest wysiłek fizyczny: w ten sposób odreagowuje stres i pozbywa się nagromadzonej agresji. Jeżeli tylko może, zaczyna dzień od biegania, wciąż też ćwiczy walkę, wychodząc z założenia, że skoro jej moc nie pozwala na miotanie kulami ognia ani zsyłanie gromów z jasnego nieba, musi polegać na własnych mięśniach. Jej styl opiera się o kursy samoobrony, na które uczęszczała w przyszkolnym klubie, indywidualne lekcje z różnymi nauczycielami i osobiste doświadczenie, jest więc mieszaniną wszystkiego po trochu. Wierzy, że ćwiczenia pomagają jej w opanowaniu mocy i skupieniu.
♦ Zbyt częste wykorzystywanie mocy powoduje u niej chroniczną bezsenność. Najprawdopodobniej jest uzależniona od środków nasennych, choć upiera się, że wcale ich nie potrzebuje.
♦ Jest leworęczna.
♦ Jej skóra to konstelacja blizn i siniaków, z których większość – paradoksalnie – nie powstała w żaden bohaterski ani brawurowy sposób, a na skutek prozaicznych, codziennych wypadków.


 
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10