| Autor |
Wiadomość |
Temat: Parowanie |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 499
Wyświetleń: 20563
|
Forum: off-top Wysłany: 2020-04-29, 20:36 Temat: Parowanie |
| Alba? |
Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 1207
|
Forum: Domki Wysłany: 2018-03-05, 00:51 Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
Prawda jest taka, że do pewnego momentu Sally miała cholerne szczęście. Ojciec akceptował odmienność swoich córek i wychował je w przeświadczeniu, że są wyjątkowe, podczas gdy w oczach większości amerykańskiego społeczeństwa byli po prostu dziwolągami. Halloway w ogóle nie wyróżniała się spośród tłumu nastolatków, a jej moc można było łatwo wytłumaczyć chorobą. I wszystko było cudowne, mieli siebie i żyli normalnie. Do czasu. Bolało ją to z jakim obrzydzeniem patrzyła na nią macocha. Ta sama, która jeszcze dwa dni temu doradzała jej, którą sukienkę ma na siebie włożyć na urodziny przyjaciółki. Gdyby nie jej ojciec, który poświęcił się dla dobra swoich księżniczek, pewnie nigdy nie stanęłaby na drodze Ronniego. Do dzisiaj w koszmarach prześladuje ją widok martwego ciała ojca, opadającego z głuchym łoskotem na drewnianą posadzkę. A potem już tylko droga i ucieczka, która tak naprawdę nigdy się nie kończyła. Bo nawet teraz uciekała w pewnym sensie. Patrzyła jak bliskie jej osoby umierają, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Z tego powodu zginął jej ojciec, z tego samego powodu została zabrana Alex. I z tego samego powodu umarła jej mama, wydając ją na świat, sama musiała się z nim pożegnać. Nie chciała do tej długiej listy dopisywać jeszcze Ronalda. Można powiedzieć, że była już tym zmęczona. Przytłoczona i czasem naprawdę zastanawiała się, czy by tego nie skończyć? Każdy ma swoją "ciemniejszą stronę". Sally też. Ostatnio musiała zmierzyć się samotnie ze swoją bezsilnością. - Colleen? Nie wiem, prosiłam ją, aby ochłonęła i zastanowiła się na spokojnie co dalej, nie chcę aby ktoś znowu ucierpiał - wyznała. Wiedziała, że Marie tak samo jak i Ronnie będą domagać się rozlewu krwi za to co spotkało członków Bractwa, ale Sally o ile mogła, starała się być tym głosem rozsądku. - To nie twoja wina, Ronnie - powiedziała, patrząc na niego. Znała go zbyt dobrze. Wiedziała, że nie odpuści sobie tego, że nie było go w Bractwie, kiedy działo się coś takiego.
Sama Sally nie spodziewała się, że wypowie jego imię. A na pewno nie w takim kontekście. Czuła się dziwnie z tym, że pojawił się na nowo w jej życiu. Była inną osobą. Chyba wydoroślała, a uczucie do niego chociaż kiedyś było żywe, teraz pozostawało mglistym wspomnieniem. I tylko nim. A przynajmniej tak wydawało jej się po pierwszym spotkaniu, które naprawdę nie mogło być zaliczone do udanych. - Też miałam taką nadzieję...- powiedziała. Pamiętała jak bardzo bolało jego zniknięcie. Jak cierpiała, gdy musiała dopisać go do listu osób, które straciła. A teraz? Sama nie wiedziała co czuje względem jego osoby. Na pewno go nie nienawidziła. Naprawdę trzeba być człowiekiem okrutnym aby zasłużyć sobie na nienawiść panny Halloway. Czy było jej dziwnie z obecną sytuacją? Nie, po raz pierwszy od kilku tygodni czuła się naprawdę bezpieczna. Uśmiechnęła się delikatnie. - Wiem, oczywiście, że wiem - wyszeptała, przymykając nieco powieki. Było naprawdę miło... Miała wrażenie, że dokładnie w tym momencie wszystko było na właściwym miejscu. Czuła jak jej dłoń idealnie wpasowała się w dłoń Ronniego. A potem? Czar prysł. I sama nie wiedziała dlatego wydawało się jej to takie dziwne. Jakby coś na co dawno czekała, a nie zdawała sobie z tego sprawy, właśnie uciekło jej z rąk. Miała chyba dosyć bycia niewinną i zachowawczą Sally. Było tyle rzeczy, które chciała jeszcze zrobić. I cokolwiek miało się stać, zanim Ronnie się zdystansował, to chciała tego. - Zastanawiałeś się kiedyś jakby to było nie uciekać? No wiesz, żyć normalnie - ona się zastanawiała. I była ciekawa, czy gdyby nie to wszystko to wpadłaby kiedyś na Ronniego? Spytała, skupiając się w sumie na niteczkach przy rękawie. I w sumie zastanawiała się, czy w jego wizjach "normalnego" życia była ona. Bo w obecnej sytuacji Sally nie wyobrażała sobie, żeby Hendersona zabrakło u jej boku. Nawet jeżeli ten koszmar się już skończy. |
Temat: Kto pode mną napisze? |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 288
Wyświetleń: 10669
|
Forum: off-top Wysłany: 2018-03-04, 22:58 Temat: Kto pode mną napisze? |
niekoniecznie
ktoś z bractwa? |
Temat: Pokój w hotelu | 8 osób |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 973
|
Forum: Domki Wysłany: 2018-03-04, 22:55 Temat: Pokój w hotelu | 8 osób |
Fala emocji i wspomnień uderzyła w nią, kiedy tak patrzyła na niego. Nie sądziła, że spotka na swojej drodze Daniela. A co w tym było najśmieszniejsze? Nie potrafiła w tym momencie go nienawidzić. Chyba w palecie wszystkich emocji i uczuć, nienawiść nie występowała. Nie wiedziała tylko jak ma mu pomóc. Zamurowało ją, tak po prostu i chyba nie ma się co dziwić. Nie tego spodziewała się, wchodząc do pokoju nowego członka bractwa. Wszystkiego, ale nie tego. A chyba jeszcze bardziej z pantałyku zbił ją wybuch śmiechu Daniela. Naprawdę aż tak bardzo go to bawiło?Sama Sally nigdy nie marzyła o ponownym spotkaniu. Dlaczego? Bo bała się, że będzie za bardzo bolało.
- Jasne - wykrztusiła, znajdując wyłącznik światła. Po chwili pokój spowiła ciemność, do której jej oczy musiały się przyzwyczaić. Wzięła kilka głębszych wdechów, a następnie wróciła do Willa. Czuła jak trzęsą się jej ręce, ale próbowała zignorować ten fakt i znalazła gdzieś ręcznik. Zmoczyła go wodą, po czym zaczęła delikatnie ocierać mu twarz. Musiała improwizować, gdzieś tam znalazła pewnie jakiś kubeczek, w którym trzymało się szczoteczki do zębów i napełniła go wodą. Za specjalnego wyboru nie miała. Nie czas też było na pytania i poważne rozmowy, kiedy widziała w jakim był stanie. - Danny, słyszysz mnie? Błagam, mów do mnie - mówiła półszeptem, aby nie drażnić jego wyczulonych zmysłów. Pod jego usta podstawiła wcześniej wspominany kubeczek z wodą. - Musisz się trochę napić - starała się mówić łagodnym, spokojnym głosem. Starała się nad sobą panować, ale jakoś nie bardzo jej to wychodziło. Na razie kucała przed nim, próbując wlać w niego chociaż trochę wody. Bała się, cholernie się bała. Nie tak wyobrażała sobie ich spotkanie po latach, bo nie czarujmy, pewnie jakoś sobie wyobrażała moment, w którym spotkają się po raz kolejny. |
Temat: Opuszczony magazyn |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1729
|
Forum: south westside Wysłany: 2018-03-04, 22:38 Temat: Opuszczony magazyn |
| Słysząc słowa poszkodowanej, jedynie posłała jej delikatny uśmiech. W każdym razie nie uważała się za anioła, ale chciała zrobić wszystko aby mieć na nią równie zbawienny wpływ co owe skrzydlate istoty. Nie bardzo interesowało ją to co działo się dookoła i miała nadzieję, że Colleen i Aaron zachowają się tak jak należy i nie będą sobie skakać do gardeł. Bo nawet Sally, aniołek miała swoje jakieś tam granice cierpliwości. - Cholera - mruknęła, kiedy ta straciła przytomność. Jednakże póki oddychała nie mogła na razie przestać. Liczyło się zaszycie rany czym też zajęła się niemalże od razu, gdy tylko Colleen dała jej zielone światło do tego, że może zacząć zszywać paskudną ranę. Samą Halloway przerażała sprawność, z jaką poradziła sobie z raną postrzałową. Postarała się ją jak najprecyzyjniej zaszyć, a potem nałożyła na to jeszcze jałowy opatrunek. Miała tylko nadzieję, że wyciągnięcie ten kuli przez Colleen nie uszkodziło za bardzo mięśnia w nodze dziewczyny. Był tylko jeden problem. A mianowicie pęknięta kość. Serio? I jak niby miała to tutaj usztywnić? Pewnie puściła niezłą wiązankę pod nosem, co w ogóle nie było do niej podobne. No, ale pewnie miała jakieś tam sposoby na ogarnięcie i tego, bo w końcu to była super Sally! Trochę byłby przypał, jakby nie umiała nic na to poradzić. Niestety, moja wiedza z pierwszej pomocy tego nie obejmuje xD - Ktoś wie, jaką ma grupę krwi? - spytała, pochylając się nad Samanthą, chcąc się upewnić czy Sam w ogóle oddychała. Rzuciła wściekłe spojrzenie Aaronowi, tak, Sally Halloway i wściekłe spojrzenie - Na litość boską, ogarnij się i nie panikuj bo teraz jej tym w niczym nie pomożesz - pisnęła, co niby miało wyjść groźnie, a wyszło jak zawsze. Wzięła głębszy wdech, sama musiała się uspokoić bo chyba niepotrzebnie naskoczyła na Aarona, ale naprawdę. Krzyczenie nic tu nie pomoże. - Musimy ją stąd zabrać do tego motelu, gdziekolwiek, tu jest za zimno. |
Temat: Pisiont twarzy Brada |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 2377
|
Forum: relacje Wysłany: 2018-02-16, 01:39 Temat: Pisiont twarzy Brada |
Ok, nie wiem co chcę, ale muszę coś mieć bo
i nie wiem czemu nie wpadłam tu wcześniej XD |
Temat: Artemis |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 1450
|
Forum: Relacje Wysłany: 2018-02-16, 01:36 Temat: Artemis |
| Dobra, przychodzę tutaj bo Sally obok Leviego to słoneczko obozu! Pracuje jako sanitariuszka, więc jeżeli Artemis potrzebowała pomocy medyczne to prawdopodobnie na jej drodze stanęła właśnie Halloway. I mimo pozornej otwartości, nie mówi za specjalnie o sobie, dużo bardziej woli słuchać. Pewnie zazdrości Danvers tej pewności siebie bo Sally to klucha, która wiecznie chodzi w za dużych swetrach, a jej "ulubiony" typ relacji z facetami to "friendzone" XDD |
Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 1207
|
Forum: Domki Wysłany: 2018-02-16, 01:29 Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
Sally rozpamiętywała dzień, w którym Alex zniknęła z ich życia. Pamiętała jak bardzo chciała pobiec w stronę Alex, rzucić się na pewną śmierć. Wtedy jej barierą ochronną stał się mocny uścisk Hendersona. Od kiedy siostra została jej odebrana, to on stał się jej tarczą, kimś na kim mogła polegać. Pewną stałą, której ona rozpaczliwie potrzebowała. Nawet bractwo nie było dla niej pewnikiem. Tym bardziej po ostatniej akcji bała się o dobro mutantów jak nigdy dotąd. Naprawdę, chciałaby stąd wyjechać. Tam, gdzie jest bezpiecznie. I była pewna, że gdyby powiedziałaby chociaż słowo, na drugi dzień byliby już w drodze na Kubę. Tylko, że nie wybaczyłaby sobie, zadręczałaby się tym, że gdzieś tam giną jej przyjaciele, a ona z tym nie robi kompletnie nic. Zastanawiała się też nad tym, dlaczego po prostu wszyscy nie wyjadą? Umówmy się, USA jak na kraj słynący z tolerancji nie bardzo umiał pogodzić się z istnieniem mutantów. Ludzi troszeczkę innych. To absurd!
Gdyby kiedykolwiek powiedziałby jej za jaką okropną osobę siebie uważał, pewnie wybuchnęłaby śmiechem. Osoby żądne zemsty nie opiekowały się przestraszonymi, zagubionymi nastolatkami. Znosił ją dzień w dzień. Zawdzięczała mu to, że jeszcze oddycha i nie stała się kolejnym obiektem badań, narzędziem w rękach rządu. Każdy miał mrok w sobie, trzeba było tylko umieć sobie z nim radzić. Czy zdawała sobie sprawę z tego, że to ona była jego światełkiem w tunelu? Prawdopodobnie nie. Jakby ktoś nie zauważył, Sally była naprawdę zakompleksioną osobą i dosyć cichą. Do tego uważała, że jest bezsilna w tej całej wojnie, tym czasem odgrywała tutaj także ważną rolę. - To najgłupszy argument, jaki w ogóle mogłeś przytoczyć - burknęła, jednak po chwili z jej ust wydostał się śmiech. Jak mogła się nie zaśmiać, słysząc coś takiego? Naprawdę myślał, że coś takiego ją przekona? Zaniepokoiła się. Co on robił z takimi typami? Zmarszczyła brwi i posłała mu badawcze spojrzenie, jakby znowu chciała sprawdzić czy nic mu nie jest. Jednak nie skomentowała tego w żaden sposób. Kiedy spytał o bractwo, zacisnęła mocno usta. Zarówno przy tej całej operacji nogi w opuszczonym magazynie, jak i ratowania Leviego zachowywała stoicki spokój. Dopiero później wypłakiwała oczy. - Mieliśmy przejąć zapasy od kilku ludzi z FPTP. Rutynowe działanie, nic wielkiego. Wszystko miało być dobrze, ale Colleen obudziła mnie w środku nocy. Okazało się, że kobieta z organizacji miała przestrzeloną kość, musiałam zoperować to na miejscu, w jakimś magazynie - tu zrobiła przerwę na głębszy oddech. - Potem okazało się, że porwali Leviego i Danny gdzieś zniknął - na samą myśl w jej oczach zbierały się łzy - Danny wrócił, jakiś chłopak z organizacji zabrał go do siebie i zoperował ranę, ale Levi... - kolejna przerwa, potrzebowała chwili na zebranie się. - Colleen znalazła go niedawno w tragicznym stanie. Liczne rany, połamane kości... Na brzuchu miał wycięty napis "you're next" - szybko wytarła pojedyncze łzy z policzka. Odkaszlnęła delikatnie. - Poza tym mamy nowego członka, pamiętasz Daniela Blake'a? - rzuciła niby to obojętnie, ale spięła się. Ronnie doskonale wiedział kim był brunet. Sally wpadła na niego kiedy Alex jeszcze z nimi była. Cóż, nawet uciekając przed władzami, znajdzie się czas na nieszczęśliwą miłość.
Przełknęła ślinę. Zawsze się martwiła, niezależnie co by jej powiedział i tak by się martwiła. A ostatnie wydarzenia jedynie potęgowały jej niepokój. Przerażał ją brak jakichkolwiek wizji. Gdy poczuła jego zaskakująco delikatny dotyk na plecach, czuja jak ogarnia ją wewnętrzny spokój i jakieś bliżej niezidentyfikowane uczucie. Przyjemne, ale dziwne. Uniosła głowę ku górze, aby móc na niego spojrzeć. W jej oczach nie było nic innego jak najczystsza na świecie troska. Nie, w tym momencie nie martwiła się oto co by się z nią stała, gdyby jego zabrakło. Miała to gdzieś.
Chyba zbyt długo patrzyła w jego oczy, nieco zakłopotana opuściła wzrok. - Po prostu... Po prostu nigdy więcej tak nie rób, ok? - wydukała, bezsilnie opierając głowę o jego ramię. Przymknęła oczy. Czuła ulgę, jakby strach postanowił wypuścić ją ze swoich szczelnych objęć i mogła spokojnie odetchnąć. |
Temat: Szpitalik |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 1978
|
Forum: Dawne biuro Bractwa Wysłany: 2018-02-16, 00:39 Temat: Szpitalik |
Wzdrygnęła się kiedy zobaczyła napis na brzuchu poszkodowanego. Jej oczy zaszkliły się i poczuła kluchę w gardle, ale starała się opanować. Naprawdę nie chciała się teraz rozklejać, będzie mogła to zrobić kiedy będzie miała pewność, że ustabilizowała stan zdrowia Leviego. Teraz musiała się zająć poszkodowanym profesjonalnie i nie angażując się w to emocjonalnie. - Już spokojnie, csii, Levi uspokój się. Jesteśmy przy tobie, nie płacz - starała się mówić spokojnie i łagodnie jak to miała w zwyczaju i naprawdę jej to wychodziło. Może jednak nie była tak słabą osobą, za jaką się uważała? Może niektórzy pomagali w tej wojnie walcząc, a jej rola była z goła inna?
Pozwolicie, że ominę trochę to opatrywanie. Sally szybko uwinęła się ze wszystkim. - Colleen znajdziesz kartę Leviego i przygotujesz mi jego grupę krwi? - poprosiła, kończąc opatrywać jego rany. Pozostało jedynie nastawić bark i usztywnić rękę, którą trzeba było obserwować. Nie mogła wpakować jej w gips, mogła jedynie założyć coś w rodzaju szyny, aby w razie czego opatrunek nie zaciskał się na ręce. Spojrzała spokojnie w niebieskie oczy Leviego. - Wszystko będzie w porządku, obiecuję, naprawdę nie masz się czego obawiać - skupiała jego uwagę na sobie, dlaczego? Mógł to poczuć za chwilę, gdy jej dłonie z zaskakującą siłą nastawiły bark chłopaka. Pewnie delikatnie wytarła policzki Leviego z łez i ucałowała go w czoło. - Niedługo kończę, podam ci coś przeciwbólowego - powiedziała, zdejmując zakrwawione rękawiczki, które pewnie wcześniej założyła. |
Temat: Opuszczony magazyn |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 1729
|
Forum: south westside Wysłany: 2018-02-15, 23:49 Temat: Opuszczony magazyn |
/ z 1 na 2
Kładła się do łóżka z myślą, że gdy się obudzi zobaczy wszystkich, którzy wyruszyli na misję w jednym kawałku. Levi obdarzy ją swoim uroczym uśmiechem, a Danny znowu powie coś odnośnie jej szopy na głowie. Po prostu wszystko miało być w porządku. Nie spodziewała się, że w środku nocy wpadnie do niej spanikowana Colleen. Chociaż obudzenie się stanowiło problem to gdy jej zaspany mózg zakodował o czym mówiła brunetka, na pół ślepa zaczęła się ubierać, a potem biegiem przemierzyła odległość między jej pokojem, a szpitalikiem. Ostatnio pokonywała ten dystans sprintem dosyć często i to wcale jej się nie podobało. Zapakowała do apteczki wszystko co mogłoby być jej potrzebne. A może miałą już taką jedną przygotowaną, na wszelki wypadek, który miała nadzieję nigdy nie nadejdzie.
I z tą wielką apteczką wpakowała się do samochodu Leen. Nie wiedziała gdzie jadą i nie pytała. Bała się pytać co się stało. Przez cały czas tylko trzymała się rączki i miała wrażenie, że jej żołądek zaraz zrobi jej psikusa. W końcu jednak znalazły się na miejscu. W biegu zdążyła jeszcze związać włosy w jakiegoś misternego koka. Nie chciała, żeby przeszkadzały jej w pracy. - Odsuńcie się proszę - delikatna barwa głosu Sally jej drobna postura i rozkazujący ton nie pasowały do siebie. Podeszła do poszkodowanej. Jak na osobę bardzo wrażliwą, teraz zachowywała się dosyć profesjonalnie. Pokręciła głową, otworzyła apteczkę i wyjęła wszystko co potrzebne do opatrzenia rany postrzałowej. - Nazywam się Sally, proszę może ci się przydać po wszystkim - powiedziała, wyciągając alkohol. Nie mogła zabrać jej do obozu, chociaż tam byłoby zdecydowanie łatwiej. - Czy któreś z was mieszka niedaleko? - zagadnęła, naciągając rękawiczki na dłonie. - Mogę pomóc tutaj, ale nie możecie tu zostać zbyt długo - odparła. Nie wiedziała kim była kobieta. Najchętniej zabrałaby ją do obozu, gdzie mogłaby udzielić jej pomocy profesjonalnej. Zmieniła szybko sznurek na opaskę uciskową. - Macie latarki? Potrzebuję więcej światła. |
Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 1207
|
Forum: Domki Wysłany: 2018-02-08, 23:59 Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
Szczerze mówiąc, nie wiem, które z nich by szybciej wymiękło. Z pewnością, gdyby powiedział jej o swoim planie to znalazłaby miliony argumentów przeciwko jego decyzji, ale czy w końcu nie spakowałaby swoich rzeczy i nie poszła z nim, bo przecież musiała wiedzieć co się z nim dzieje. Chyba zaczynało im zależeć na sobie nawzajem bardziej niżby chcieli. Sally przez tygodnie jego nieobecności wiele razy analizowała wszystko. Może ona zrobiła coś nie tak? Może czegoś nie zauważyła? Miała za dużo pytań i zdecydowanie za mało odpowiedzi.
W pewnym sensie obydwoje byli skrzywieni i daleko im do normalności. Halloway też nie była osobą w pełni normalną. Podejrzewam, że żadna ze znajdujących się osób w Bractwie nie była normalna. Za każdym krzywym uśmiechem kryła się jakaś historia. Sally straciła całą swoją rodzinę. Panicznie bała się samotności, a jednocześnie bała się przywiązania się do kogoś po raz kolejny. A z drugiej strony z jej charakterem, nieangażowanie się emocjonalnie było niemożliwe. Byli kompletnie różni. Sally była osobą raczej łagodną, spokojną i ostrożną. Typowa pacyfistka. Z kolei Ronnie był chodzącym przykładem agresji i siły. To on był dla niej ostoją, a nie odwrotnie. To ona potrzebowała jego. To ona nie przeżyłaby w świecie nawet miesiąca, gdyby nie Ronnie.
Czy się cieszyła? Oczywiście, że tak, ale przede wszystkim była po prostu zła. Tak, Sally Halloway też potrafi się na kogoś zezłościć i odwracanie jej uwagi tym całkiem czarującym uśmiechem nie zadziałało zbawiennie. Trzymała tą cholerną chusteczkę przy nosie i miała w sumie ochotę rzucić nią w niego, bo tylko to miała pod ręką. - Masz rację, nie powinieneś. I jak w ogóle mówisz, że miałam się nie przejmować? Chyba zdurniałeś! - powiedziała z wyrzutem. Ale w sumie bardziej niż złość przemawiał przez nią żal. - Żadnego sms'a, żadnej cholernej wiadomości. Po tym co ostatnio w Bractwie, myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę. - powiedziała, pod koniec tracąc głos. Przypomniała sobie o Sam, o Levim, o Danielu i krew zmroziło jej w żyłach. - Nie wiem, czy jest w porządku - wydukała, bo fizycznie nic jej nie było, niby. Chociaż cieknąca z nosa krew mówiła sama za siebie. - Szukałam cię, chciałam wiedzieć gdzie jesteś i czy w ogóle żyjesz - panikowała bardziej niż zwykle. Ale co się dziwić? Ostatnio nie działo się dobrze. Czuła jakby grunt osuwał jej się pod stopami, a ona nic nie mogła z tym zrobić. Mimo wszystko ciśnienie z niej zeszło. Pozwoliła nawet zabrać mu tą cholerną chusteczkę, chociaż w starciu z nim nie miała żadnych szans. - Bałam się, rozumiesz? - mruknęła, powoli siadając na łóżku. W nocy budziła się zlana potem bo znowu śniło jej się, że znalazła go martwego, z tym samym napisem. |
Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 1207
|
Forum: Domki Wysłany: 2018-02-08, 21:25 Temat: Pokój w hotelu | 4 osoby |
W czasie jego nieobecności Sally zdążyła wymyślić całkiem pokaźną ilość synonimów do słowa "dupek". Bo jak inaczej mogła w tej chwili nazwać Ronniego? Była przywiązana do niego bardziej niż do jakiejkolwiek osobie w tym cholernym obozie. A on tak po prostu znikał. Niedługo wróci. Co to w ogóle miało znaczyć? Po jego odejściu czuła się w obozie bardziej samotna niż zwykle. Przez ostatnie kilka tygodni jej życie toczyło się według tego samego schematu. Wstawała rano i sprawdzała, czy Henderson wrócił do obozu, szła coś zjeść i większość czasu spędzała w szpitalu, porządkując i zajmując się chorymi. A gdy wracała do domku, siadała na łóżku, na którym spał Ronnie i usilnie próbowała wywołać jakąkolwiek wizję. Chciała go znaleźć. Tylko nie wiedziałaby co zrobić gdyby faktycznie jej się udało. Bała się też tego co może zobaczyć. A potem? Nie mogła w nocy spać, zadręczając się pytaniem dlaczego? Przecież doskonale wiedział, że straciła w swoim krótkim życiu już prawie wszystkich. Dlaczego i on postanowił w tak brutalny sposób zniknąć z jej życia. Po dwóch tygodniach zaczynała się zastanawiać czy w ogóle wróci. Czy żyje?
Włóczyła się po obozie jak cień samej siebie, chociaż nadal posyłała blade, ale szczere uśmiechy w stronę przechodniów. Zabawiała Leviego, który dochodził do siebie, jakimiś głupimi historyjkami. Co prawda samopoczucia w ogóle nie poprawiał jej obecność nowego członka bractwa. A na dodatek czuła, że przez swoje odizolowanie zaczęła oddalać się do Colleen i Alby, co łamało jej serce. Ale nie chciała mieszać się w te dramy, nie chciała stawać między młotem, a kowadłem.
Dzisiaj znowu po skończonym dyżurze i upewnieniu się, że bohaterski Levi przeżyje podczas jej chwilowej nieobecności i udała się do swojego domku. Przez dłuższy czas siedziała na podłodze, zaciskając palce na jednym z przedmiotów z ich wspólnego domku. Ostatnio coraz częściej trenowała swoje moce. Nie chciała dłużej być bezużyteczna . I znowu przesadziła. Gdy poczuła chwilowy zawrót głowy i krew spływającą z nosa, rzuciła tym co miała pod ręką i ostrożnie wstała, docierając do małego stoliczka, na którym znajdowały się chusteczki. Przyłożyła jedną z nich pod nos. Drugi raz w ciągu krótkiego okresu czasu wyglądała tak jakby zobaczyła ducha. Wybałuszyła swoje niebieskie oczęta, wypuściła ręki brudną chusteczkę. Nie wiedziała co zrobić. Jednocześnie chciała go przytulić i Bogu dziękować za to, że jest cały. A z drugiej strony aż się w niej gotowało i poczuła nieodpartą chęć wymierzenia mu siarczystego policzka. Ostatecznie gapiła się jak sroka w gnat, biorąc kolejną chusteczkę. - Dlaczego? - spytała, bo tylko tyle była w stanie z siebie wydusić. Podeszła bliżej. Otaksowała go wzrokiem, jakby chciała się upewnić, że wszystko ma na miejscu, hehe. Musiało z niej to zejść. - Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Rób -zaakceptowała dokładnie każde słowo. - Masz szczęście, że żyjesz, bo inaczej sama bym cię zabiła - burknęła, całkiem poważnie. Tak, była zła. Cholernie zła i chyba tylko chwilowy, gorszy stan nie pozwolił jej na wybuch, czy to płaczu, czy wściekłości. |
Temat: Szpitalik |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 1978
|
Forum: Dawne biuro Bractwa Wysłany: 2018-02-08, 20:53 Temat: Szpitalik |
| Stresowała się, tak bardzo się stresowała. Przekładała co chwilę rzeczy z jednego kąta, w drugi. Zerkała na drzwi, jakby w ten sposób miała sprawić, że Colleen wraz z Levim pojawią się szybciej na miejscu. Wcześniej sprawdziła w kartotece medycznej grupę krwi chłopaka. Być może będzie potrzebna, a także na wszelki wypadek znalazła kroplówkę z morfiną i odżywczą. To wszystko mogło się jej zaraz przydać. W końcu przywódczyni pojawiła się na miejscu razem z Levim, podbiegła do nich i ułożyła go na łóżku. Wiedziała, że teraz zaczynała się walka o jego życie. Zaczęła delikatnie oglądać jego obrażenia; oznaki pobicia, połamane palce, rany w dłoniach i plama krwi na brzuchu. Uniosła spojrzenie na jego twarz, a kiedy zorientowała się, że Griffin ocknął się, uśmiechnęła się do niego łagodnie. - Jesteś tu bezpieczny Levi, wróciłeś do domu - powiedziała. Przystąpiła do działania. Zajęła się najpierw krwawiącymi ranami, aby Levi nie wykrwawił się jej na łóżku. Musiała oczyścić rany z wszelkich drobinek, aby nie wdało się zakażenie. W między czasie poinstruowała Colleen, co ma jej podać i przygotować do usztywnienia złamanych palców. - Nie ruszaj się, proszę, odpoczywaj - w jej głosie nie było paniki, chociaż w środku cała się trzęsła to na zewnątrz zachowywała powagę. Głos Sally był przyjemny dla ucha, kojący. Nie znam się na tak zaawansowanych czynnościach w zakresie pomocy medycznej, ale z pewnością Sally wiedziała o tym sporo i wiedziała co robi oraz w jakiej kolejności miała wykonywać te skomplikowane operacje. |
Temat: Pokój w hotelu | 8 osób |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 973
|
Forum: Domki Wysłany: 2018-02-08, 14:20 Temat: Pokój w hotelu | 8 osób |
/14.02
Osobiście? Sally nie chciała mieć nic wspólnego ze świętem zakochanych. Przypominało to jej tylko jak bardzo była samotna. Szczególnie teraz, kiedy Ronnie znikną, Bóg wie gdzie i na jak długo. Alba i Colleen były chyba pochłonięte własnymi sprawami i Halloway nie miała zamiaru wchodzić w to ze swoimi butami. Tak, zdecydowanie samotność doskwierała jej bardziej niż zwykle. Zdawała sobie sprawę, e tak naprawdę to nie miała przy osoby, która mogłaby kupić jej tego cholernego kwiatka i tandetnej czekoladki w kształcie serduszka. Niby to nie było takie ważne, ale jednak.
Dlatego siedziała dzisiaj w szpitaliku, licząc, że może chociaż tutaj się na coś przyda. Przeglądała zapasy, robiła porządek w lekarstwach, bandażach i innych tego typu artykułach. Przekładała je chyba z milion razy. I faktycznie miała się przydać. Przyszedł do niej jeden z mieszkańców obozu i powiedział, że w pokoju obok chyba ktoś źle się czuje, bo cały czas wymiotuje. Jak wiadomo, ściany mają uszy. A tak naprawdę były zbyt cienkie, aby zachować jakąkolwiek prywatność. Spakowała więc wszystko co może być potrzebne, łącznie z butelką wody. Podejrzewała, że to najszybciej pomoże przy dolegliwości nowego pensjonariusza. Chwilę później znalazła się pod drzwiami odpowiedniego pokoju. Zapukała dwukrotnie. - Wchodzę - poinformowała, a następnie nacisnęła klamkę i weszła do środka. Ostrożnie ruszyła w głąb pokoju, orientując się, że tam musi znajdować się "poszkodowany". W pierwszej chwili ona sama zesztywniała, patrząc się na mężczyznę, który znajdował się w małej łazience blisko muszli klozetowej. Spodziewała się spotkać tutaj każdego, ale nie jego. Chociaż, dlaczego? Prawdopodobieństwo było to samo. Czuła jak zapiekły ją oczy. Po chwili dopiero dopadła do bruneta, wyrywając mu opakowanie z rąk. Przełknęła ślinę. - Ile tego wziąłeś? - spytała słabym głosem. Owszem, chciała krzyczeć, ponieważ nie wiedziała jak inaczej poradzić sobie z natłokiem emocji. Położyła dłonie na jego policzkach, zmuszając go do spojrzenia na jej twarz. Czy w ogóle był w stanie rozpoznać Sally? - Danny, powiedz co Ci jest? - spytała. Skąd miała wiedzieć, że tak naprawdę miał na imię Will. Zresztą w tym momencie wydawało się to być najmniejszym problemem. Musiała go zabrać z tej cholernej podłogi. |
Temat: Szpitalik |
Sally Halloway
Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 1978
|
Forum: Dawne biuro Bractwa Wysłany: 2018-02-02, 23:24 Temat: Szpitalik |
Siedziała w swoim domku jak na szpilkach. Wszyscy wiedzieli o dzisiejszej akcji Bractwa, które miało przejąć potrzebne artykuły od organizacji F.P.T.P! Sally znowu była zła na samą siebie, że w żaden sposób nie mogła przydać się przy wykonywaniu zadania. Nie naszła ją żadna wizja w związku z tym wydarzeniem i nic nie pomogły szczerze uściski członków grupy. Chyba łudziła się, że może wtedy jej moc postanowi się odblokować i być może uda jej się zapobiec katastrofie. Jednakże tak się nie stało. Moc robiła różne figle Halloway, być może to z powodu zbliżających się urodzin starszej siostry dziewczyny, a może po prostu, postanowiła pokaprysić. Prawda była taka, że nie miała ochoty na wychodzenie z domku i jakiekolwiek rozmowy z innymi. Wychodziła tylko wtedy kiedy musiała i rozmawiała najczęściej ze swoimi współlokatorami. I to wszystko.
Teraz, chociaż żadna wizja nie pojawiła się to Sally miała naprawdę złe przeczucie. I jakby wykrakała. Członkowie bractwa wrócili w bardzo osłabionym składzie. A brak Daniela? Naprawdę nią wstrząsnął. No i jeszcze Levi, to naprawdę okrutne i niesprawiedliwe. Gdy dostała wiadomość od Colleen jednocześnie poczuła ulgę, a także poziom adrenaliny gwałtownie skoczył. Po raz kolejny urządziła sobie szybki sprint do miejsca, w którym leczyli tych poważniej chorych i rannych. Dotarła do pomieszczenia cała zdyszana, od razu zakładając parę białych rękawiczek. I przygotowując wszystko co będzie jej najprawdopodobniej potrzebne. Zdążyła przed nimi. Siedziała jak na szpilkach, wpatrując się uparcie w drzwi. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|