| Autor |
Wiadomość |
Temat: Sala nr 1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 57
Wyświetleń: 3241
|
Forum: Blok X Wysłany: 2018-04-10, 19:41 Temat: Sala nr 1 |
- No tak. - Czasami zapominał, jakie panowały tu warunki. Nie żeby były o wiele lepsze niż w koszarach, tutaj po prostu ścisła kontrola i pełne zamknięcie zmieniały pogląd na tą sprawę. No i Sahir lubił jedzenie w koszarach, a tutaj podobno było paskudne - nie wiedział, nie próbował, więc wierzył dziewczynie na słowo. Po co ryzykować z narażaniem się na jakiś niedobry smak? Pozostawało tylko współczuć, że ona je coś, czego nie lubi - i musi to jeść, bo nic innego nie dostanie. - Ale co jest bzdetami? - Dopiero załapał, po chwili, że nazwała bzdetami... co, że ludzie, którzy nie zasługują na pokój, żądają go? Czy to, że bzdurą jest, że na niego nie zasługują?
- Mutantka spanikowała po strzale i zaczęła używać mocy. Piekło rozpętało się potem. Ludzie zaczęli ciekać w panice, inni mutanci zaczęli używać mocy, wypuszczono pająki. - Te małe, wredne, skurwysyńskie robociki, które łapały za nogi i raziły prądem kiedy tylko próbowałeś użyć mocy. - Zaczęła się strzelanina. Było całkiem fajnie. - Tak, tka, parę osób umarło, jedną on zastrzelił, innym groził śmiercią, ale tak poza tym to wiesz, J.T. - fajnie było! Spoko zabawa, tobie też polecam! |
Temat: Sala nr 1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 57
Wyświetleń: 3241
|
Forum: Blok X Wysłany: 2018-04-06, 19:15 Temat: Sala nr 1 |
Ludzie bardziej doceniali to, co mieli, kiedy już to utracili. I tak człowiek wypuszczony na wolność bardziej doceniał jej zapach i smak, a ten, który został zamknięty, potrafił docenić to, że człowiek tak łatwo się przystosowywał do nowych warunków. Chociaż z tego ostatniego chyba cieszyło się niewielu. Masz rację - ludzie zapominali. Przyzwyczajeni do wygód, którymi obdarzała ich natura, zapominali, jak świetni byli w swoim stworzeniu, jak przemyślani. I jak ułomni w tym wszystkim. Jak powstali, gdzie się narodzili? W czyjej głowie narodził się pomysł na ich stworzenie? ICH zwłaszcza. Mutantów. Tej dwójki, która sobie tutaj siedziała i żuła gumy balonowe, bo mogli. Mi casa e su casa. Czy jak to tam leciało. Bystrze świadomi tego, jak sprytna była Matka Natura i całkowicie na to obojętni, no bo - czy którykolwiek z nich jej dziękował za to, że takimi ich uczyniła i sprawiła, że mogli się spotkać? Bo z Przeznaczeniem, jestem tego pewna, to ta niezwykle cierpliwa Matula była za pan brat. Przynajmniej mogli na siebie szczekać do woli zza bezpiecznych krat. W obrożach bez kagańców. Zawiało już wolnością? Będzie tym słodsza, im usilniej zaczniesz o nią walczyć.
- Po to tu jesteśmy. Żeby pilnować tych mutantów, którzy nie potrafią upilnować samych siebie. - Naprawdę po to? Kogokolwiek tutaj interesowało jeszcze dobro publiczne, dobro ludzi? Czy wszystko zaczynało kręcić się wokół pieniądza i tego, by wyprodukować super żołnierzy? Cały świat przecież wariował. Szalał. Na każdym rogu były wiadomości o mutantach - tam, gdzie o nich milczeli, można było mieć pewność, że ci z genem X mają jeszcze gorzej, niż w Ameryce. - Do pokoju mają prawo tylko ci, którzy potrafią go utrzymać. - Wydmuchał gumę, ale nie strzelił ją. Mały balonik zaraz zniknął pomiędzy jego wargami. Jedni uwalniali się z krat, bo potrafili zdobyć odpowiednio mocni sekator, a inni bardzo sumiennie pracowali na tych krat zbudowanie. Jedni siedzieli w domu marząc o pokoju, inni ruszali na wojnę, by o pokoju sławić. Świat działał tak od zawsze. To, że teraz żyjemy w bardziej "cywilizowanym" świecie niczego nie zmieniło. Zmieniły się tylko bronie, którymi ludzie władają. Wszyscy stali się bardziej ostrożni, bo teraz już wojny nie były słaniem na rzeź żołnierzy - teraz było to naciśnięcie guziczka i zmiecenie wszystkiego wokół.
- Co mówili w wiadomościach? Nie miałem czasu ich obejrzeć. |
Temat: Sala nr 1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 57
Wyświetleń: 3241
|
Forum: Blok X Wysłany: 2018-04-06, 09:45 Temat: Sala nr 1 |
Właśnie - wzbudzała zaufanie. I co z tego, że była już prawie dorosłą osobą. Nadal była dzieckiem i pewnie nawet za dziesięć lat w oczach Sahira nim będzie - w końcu o te 10 lat była prawie od niego młodsza. Końcowo była też jedyną osobą, która słyszała też tyle słów z jego strony i którymi się nie przejmował. Nie próbował przy J.T. logicznie układać swoich myśli, po prostu pieprzył trzy po trzy, jak zupełnie potłuczony - i biedna dziewczyna musiała go znosić! No - nie musiała. Za pierwszym razem, kiedy powiedziała mu, że ma spierdalać, to spierdolił - czemu za następnymi razami miałoby nie zadziałać? Allison nie pchał się tam, gdzie nie był chciany, ale wobec J.T. miał niemal poczucie krucjaty. Spokojnie, nie chodzi tu o to, że zacznie rabować, gwałcić i palić - obrabować J.T. nie ma z czego, zwłaszcza, że sama się dzieli, gwałcić też tak średnio, wyglądała jak mały chłopaczek, a palić... nie, jakoś nie. Sahir nie był fanem pożarów, które miały miejsce w jego własnym domu. Ta krucjata była iście niewinna, w porównaniu do tych gwałtownych, które przewróciły świat do góry nogami - miała na celu jedynie pokazanie jej kawałeczka świata od tej przyjemniejszej strony. Głupota! Przecież dziewczyna ten świat takowym widziała! Nie urodziła się tutaj i on dobrze o tym, wiedział, a jednak..! Jednak "dobry glina", co?
- Dzięki. - To można było wałkować w kółko. "Jestem głupi", "nie jesteś!" - a on i tak wiedział swoje - że jest. Wbiło mu się to tak głęboko... na tyle głęboko, że strasznie chciał zmądrzeć. Marzenie głupca.
- Nie przypilnowałem chłopaka, którego miałem złapać. Wszyscy mi uciekli. - Praca bez dowódcy, ot co! Inna sprawa, że był sam jeden na całą grupę mutantów - ale tego już nie widział! Widzieli to za to dowodzący z DOGS. Allison tylko zawsze widział swoje potknięcia. No chyba że układał puzzle, co nie? Wtedy potrafił sparklić wręcz dumą! Chyba że dobre ruchy robiła taka J.T. - wtedy też potrafił aż błyszczeć z radości. Tak wewnętrznie i mentalnie, rzecz jasna. - Potem do tego chłopaka strzelała ósemka naszych i nie mogli go trafić. Stawiał jakieś bariery, widziałem. Moja kula odbiła się od jego ściany - pokazał to palcem, jak kula leci i nagle trach! Zmienia kierunek swojego lotu - i rykoszetem zabiła jakąś mutantkę. - Nieuporządkowane informacje podawane od tyłu? Ależ oczywiście! Przy zdawaniu sprawozdania były to jednak sprawozdania porządne. Innymi słowy ciągle stawało na tym samym - biedna J.T.! - Patrz, do mnie też strzelali. - Naciągnął lekko rękaw t-shirtu i przekręcił się nieco w jej stronę, zerkając na opatrunek. Dzidzia musiała się pożalić, no! |
Temat: Sala nr 1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 57
Wyświetleń: 3241
|
Forum: Blok X Wysłany: 2018-04-06, 00:36 Temat: Sala nr 1 |
Nigdy by nie pomyślał nawet o tym, że ma mentorski ton, ale racja - miał. I to nie tylko w stosunku do Jay. Zwłaszcza, kiedy trafiały się takie oczywistości - głupi, głupi ludzie. Przecież to takie proste, nie rozumieją? Rozumieli pewnie więcej niż on - albo tyle samo, tylko... inaczej. Szli inną drogą wyznaczoną przez skrawki myśli, więc i potrafili dotrzeć do zupełnej mety, choć według utartych schematów zawsze meta powinna być tylko jedna. Wyjątek nie czynił reguły - dlatego jego "wyjątki" były marginesem uznawanym za "błąd". Skoro dali mu awans to najwyraźniej nie aż tak wielki błąd, za jaki wszyscy inni chcieli go uważać. A może to te "mentorzenie" wywarło tak pozytywny wpływ? Zajął się J.T. i już wszyscy zaczęli go doceniać, że jako jedyny jest w stanie ją opanować! Może sekret tkwił właśnie w tym, że panować wcale nie próbował? Miał ją nauczyć, jak walczyć. Miała być dobrym żołnierzem DOGS, oddanym sprawie, wiernym. Sahir nigdy nie nadawał się do tego, żeby być jakimkolwiek autorytetem, przynajmniej on sam tak o sobie myślał i nigdy nie myślał o Jay w kategoriach łamania jej, oswajania czy cokolwiek tym podobnego - po prostu ją uczył. Przekazywał jej wszystko to, co sam wiedział. Jednocześnie przecież też ciągle sam się uczył. Bez rozwoju jesteś nikim - jak to głosi pewien niesamowity kołczer.
- Tak. Gratuluję. - Powtórzył za nią lekko niemrawo. Lekko, bo nijako? Lekko, bo... słowa brzmiały pusto. Kompletnie głucho, chociaż niby nie było takiej różnicy? Sahir był wieczni zblazowany, wycofany, jego twarz nie prezentowała żadnych emocji - teoretycznie, bo mała cholera była bardzo bystrym obserwatorem. Sahir zresztą też nigdy niczego nie próbował ukryć. Kiedy się chciało można było z niego czytać jak z książki, przynajmniej jeśli się wiedziało, na co zwracać uwagę. Znali się na tyle długo i na tyle często się spotykali, że J.T. wiedziała to doskonale - a on niby tego malca znał, a nadal trzeba było do niego mówić drukowanymi literami, żeby jakieś emocje do niego dotarły. Ewentualnie pierdolnąć mocą gdzieś obok - to też docierało całkiem nieźle. Tragicznie nie było, bo pomimo trudności w rozumieniu emocji był całkiem... miękki. I całkiem łatwo łapał emocje drugiej osoby, kiedy je zrozumiał. Reagował na nie.
- Nie wiem. - Po prostu... zaprosili, stwierdzili, że jest oddany sprawie. Ale rzeczywiście - ciągnięcie za język, ciągnięcie za język... tylko że Sahir był diabelnie niedomyślny i do niego trzeba było łopatologicznie. Przy obcych potrafił być wybitnie milczący, przy J.T. gadać, opowiadać sobie, coś tam mówić, czasami cholera wie, czy faktycznie do niej, czy czasem nie do samego siebie. - Nie mogę brać odpowiedzialności za ludzi, jestem za głupi. - Ojciec mu tak mówił od początku - tak musiało być. - Ale ty jesteś mądra, więc będziesz mi pomagać, ok? - Uniósł głowę na J.T. Nie wyglądał za dobrze, ale też nie było wybitnej tragedii. Stracił sporo krwi, był przemęczony, ale trzymał się na nogach. Chyba nawet każdy obcy mógłby powiedzieć, że potrzebuje odpoczynku.
Spojrzał na gumę, na opakowanie, które zostało wyciągnięte w jego kierunku i wyciągnął jedną dla samego siebie. Słodycze. Mniam! Chociaż sam rzadko jakiekolwiek jadał. Od święta, doprawdy... dzisiaj było święto. Ich małe. Ich wspólne, bo z nikim inny by się przecież nie podzielił tą nowiną. Jeszcze Tori. Powinien do niej pewnie napisać... ale nie czuł, że powinien. Czuł się tak, jakby popełniał zbrodnię wobec Victorii - bardzo ciężką zbrodnię. Tylko - dlaczego?
- Wypuściłem dwie mutantki w czasie akcji. Wydaje mi się, że to bardzo źle. Ale gdybym tego nie zrobił, chyba by mnie zastrzeliły. Straciłem dużo krwi i całą moc. Ale może nie zrobiłyby tego. Nie czuję się dobrze z tą decyzją. Tam na górze powiedzieli, że zrobiłem dobrze. Że jestem wierny i w ogóle, więc mnie awansują. Odmówiłem. Nie przyjęli odmowy. - Odwinął gumę z papierka i wsunął sobie do ust. Śmieszna sprawa, że jego psycholog musiał kombinować, żeby namówić go do mówienia, a przed J.T. potrafi ćwierkać o wszystkim bez żadnych oporów. To chyba kwestia tego, że była dzieckiem. Ufał jej bezgranicznie. |
Temat: Sala nr 1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 57
Wyświetleń: 3241
|
Forum: Blok X Wysłany: 2018-04-04, 23:09 Temat: Sala nr 1 |
Gdyby Sahir był chociaż minimalnie lepszy w opisywaniu emocji to rzeczywiście określałby minę Jay jako "zblazowaną" - w jego spojrzeniu była jednak całkiem wesoła. Zostawił otworzone drzwi i zatrzymał się za nimi, bo... niby jak miałby wejść głębiej? Zajmował całą przestrzeń, cztery na cztery jak chu... jak strzelił. Cztery na cztery rozmiar klitki rzecz jasna, bo przecież nie chodziło o melony pod jego pachami. Nie było tak źle, nie było tak źle - nie zmieniało to jednak faktu, że mimo wszystko - Sahir był sporym facetem. Mina Jay zawsze była taka sama jak to miejsce - sterylna. W większości wypadków znudzona, czasem podekscytowana - ale to były tylko i wyłącznie jego założenia, jego obserwacje. Innymi słowy: nie mogły być dobre. Starał się, podobno dobrymi chęciami piekło brukowali? Kurcze, to z pomoc Sahira wyłożyli już tam naprawdę długi trakt.
Zatrzymał się nie dlatego, że rzeczywiście się nie mieścił, tylko dlatego, że Jay go zatrzymała. Coś czytała. To dobrze. Książki sprawiały, że człowiek stawał się mądrzejszy i się rozwijał- a Jay musiała być mądrzejsza od niego, żeby się z niej nie śmiali. Proste. Uświęcona chwila, którą uszanował, żeby nikt nie musiał przerywać w połowie ciekawego akapitu. Poruszył się dopiero kiedy skończyła. Gdy uniosła głowę, oderwała oczy od białych stronic usłanych czarnymi literkami. Zamknął drzwi, bo ściany mają uszy, a za drzwiami jest jeszcze więcej ścian. Ciężej utrzymać tajemnicę, kiedy panuje tak nieprzyjemny przeciąg.
- Kim. Jestem osobą. - Przedmiotowe traktowanie - niby przyzwyczaił się do niego, ale jednocześnie wcale nie chciał być tak traktowany. Że niby wywalczył sobie to, by inni go szanowali? Nie, to przecież nie to... Zmarł Eric - wraz z nim zmarły jego ideały. - Ważną osobą w Oddziale Taktycznym, do którego cię zabiorę. - Wyjaśnił łopatologicznie - tak jak zawsze miał skłonności wyjaśniać. Rozejrzał się na boki. Prawo, lewo. Mało miejsca. Jak zawsze. Rana na jego ramieniu zdążyła już trochę ostygnąć - nie bolała. Wszystko się na nim goiło jak na... psie. Niestety potrzeba było trochę więcej czasu, żeby przestrzał po rewolwerze się zagoił - opatrunek był widoczny pod t-shirtem na ramieniu. Sahir nadal czuł się zmęczony. Zbieranie sił zawsze trwało więcej niż jeden dzień - ale w porównaniu do tych pierwszych było stabilnie. Nawet bardzo.
- Usiądę sobie. Mogę sobie usiąść? - Upewnił się grzecznie. |
Temat: Sala nr 1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 57
Wyświetleń: 3241
|
Forum: Blok X Wysłany: 2018-04-04, 18:37 Temat: Sala nr 1 |
Nigdy nie lubił tego miejsca. Nie dało się go polubić. Zamknięte cztery ściany, woń antybiotyków unosząca się w powietrzu. Nie dało się go polubić. czuł się tutaj zazwyczaj stłamszony, klaustrofobiczne wręcz, chociaż ta klaustrofobia z roku na rok miała na nim mniejszy oddźwięk. Zwłaszcza po śmierci Erica. Bywał tu dosyć często. Jakoś tak wychodziło, że albo odwiedzał JJ, albo ściągał za łachmany jakiegoś mutanta, który nie chciał tu przyjść po dobroci - bo niby jaki kretyn chciałby się tu dostać dobrowolnie? I nie przeszkadzało mu poruszanie się po tym budynku. Znał go już jak własną kieszeń - tak jak cale DOGS. Zresztą sam był tutaj na badaniach, sam stał na tamtej arenie, sam widział, jak to wszystko powstawało i sale wypełniane były coraz większą liczbą osób - i coraz większą liczbą mutantów. Dało się to miejsce polubić dopiero wtedy, kiedy nawet miło można było tu spędzić z kimś czas - a JJ lubił. I lubił z nią siedzieć. Przychodził tu, zabierał ją na szkolenia, które też lubiła, pomimo swojego nieznoszenia czepialstwa pana Allisona - zachowywała się jak całkowicie (nie)normalna mutantka. Chciała rozwijać swoje zdolności, czy w tym było coś złego?
- Heeej. - Wlazł do jej pokoju. - Co robisz? - A co ta zołza niby mogła tu robić? Najgrzeczniejsza z grzecznych mutantka, która cieszyła się swoimi przywilejami... albo po prostu miała szczęście że ktoś na nią zwrócił uwagę? Prędzej czy później na pewno by zwrócili. Mutantka o TAKIEJ mocy i to chętna do współpracy - przecież właśnie takich szukali. Szurniętych wystarczająco, żeby robić krzywdę swoim pobratymcom. - Muszę ci się pochwalić. Dostałem awans. Jestem teraz zastępcą dowódcy. |
Temat: Biuro Friedricha Wellera |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1285
|
Forum: Centrum Administracyjne Wysłany: 2018-04-04, 12:57 Temat: Biuro Friedricha Wellera |
Powrót do DOGS był męczący. Długi, za długi, trzymał oczy na zapałkach - i te zapałki prawie się łamały. W końcu jednak dojechał. Szukali go. Dzwonili do niego - odebrał, zapewnił, że zaraz będzie. Na miejscu zostawili go w spokoju widząc, jak się słania na nogach, więc wziął tabletki przeciwbólowe i zasnął jak dziecko. Dopiero na drugi dzień był na chodzie - w miarę. Dni mijały błyskawicznie. Na tłumaczeniu, na opowiadaniu, na zeznaniach i zbieraniu danych. Trupy w laboratorium, jedna żywa - i jeden z niewielu mutantów, wiernych jak pies, nie do końca na chodzie - ot, było co ogarniać. Zwłaszcza, że chyba ci na górze nie byli zadowoleni z Setha. Albo właśnie byli bardzo i dali mu urlop - Sahir w to nie wnikał. Nidy przecież nie wnikał w to, co robiło DOGS. Był tylko żołnierzem, który wykonywał rozkazy - i jak dotąd wykonywał je bardzo dobrze. Nie zawsze wszystko szło tak, jak powinno, ale niepowodzenia nigdy nie były związane z tym, że nawalił on sam - przez brak skupienia, przez niedokładność - przez cokolwiek tylko można było misje zawalić.
- (...) i wypuściłem te dwie dziewczyny. Nie wiem, czy były mutantkami. Zużyłem za dużo mocy. Gdybym został tam chwilę dłużej, zemdlałbym. - Tylko on, serdeczny pan psycholog, z którym rozmawiał i cały wielki zarząd, przed którym w końcu musiał się zacząć tłumaczyć. O tym wszystkim, czego oczy DOGS widzieć nie mogły. Taki raport trzeba było po prostu złożyć i tyle, nie było co się rozczulać, wzdychać i marudzić. - Zaraz po tym wróciłem do siedziby. - Notowali. Skrobanie po papierze, podczas gdy jego psycholog cały czas go obserwował. Sahir podał ich dokładne rysopisy i model broni, jakim operowały - być może tak uda im się znaleźć te dwie niecnotki, które sobie umknęły ku wolności? To też nie jego sprawa - jego sprawą się to stanie, kiedy nakażą je złapać - żywe czy martwe.
- Zdaje się, że podjąłeś najlepszą decyzję. - Friedrich podniósł na Sahira przenikliwe spojrzenie. Co on tu robił i dlaczego majaczył ze zwykłym pionkiem? Tego czarnowłosy nie wiedział - i guess what? Nic go to nie obchodziło! Dowódca Niebieskich Szwadronów przestał notować w swoim kajeciku zapadła cisza - jedna z tych, które określiłoby się mianem niezręcznej, ale dla Sahira była po prostu ciszą. - Twój ojciec, Eric, wiernie służył naszej sprawie, widzę, że ty jesteś równie oddany. - Sahir skinął głową, ale Friedrich już tego nie widział - opuścił spojrzenie na akta Allisona, które leżały przed nim i przewertował parę kartek, chociaż mutant dobrze wiedział, że musi je znać - a ich przeglądanie w tym momencie jest... cholera wie, po co jest. - Chcę zobaczyć, jak sprawdzisz się na stanowisku Zastępcy Dowódcy. - Przestał w końcu szeleścić tymi cholernymi karteluszkami.
- Słucham? - Czarnowłosy dosłyszał bardzo wyraźnie, nie trzeba mu było powtarzać - zapytał po głupiemu - machinalnie, wyrwało mu się z ut, zanim zdążył się zastanowić nad tym, co mówi. Po co mówi.
- Mam wobec ciebie duże oczekiwania.
Nie chciał. Nie chciał brać odpowiedzialności, nie chciał się interesować, nie chciał się udzielać. Dobrze mu było na jego miejscu, w kącie, gdzie nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Podobno jednak ludzie się zmieniali - i podobno zmiany te najczęściej wymuszał zmieniający się świat. Czy już tego czasem nie przerobili z Viki?
- Jeśli to możliwe, chciałbym odmówić.
- Wolałbym nie. - Odparł mu od razu Friedrich. - Jeśli sobie nie poradzisz, wrócisz na poprzednią pozycję.
- Tak jest. - Entuzjazm. Powinien się chyba cieszyć? Być może. Pewnie każdy normalny by się cieszył - tylko niby od kiedy Sahir był normalny?
[/zt] |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-03, 23:14 Temat: #1 |
Odpowiedzialność. Ciężka z nią sprawa. Mniej ciężka niż z próbami ogarnięcia się. Po stracie do człowieka dopiero zaczynało docierać, jak wiele miał w swoich dłoniach rzeczy, których nie potrafił docenić - szkoda, że tak niewielu potrafiło to docenić odpowiednio wcześnie. Sahir nigdy nie docenił - chyba dlatego, że ciężko było tutaj cokolwiek doceniać. Teraz powinno być łatwiej - i chyba było. Samodecydowanie o sobie, własne decyzje, własne znajomości - układanie sobie życia po swojemu, kawałek po kawałeczku. Bez zbędnego pośpiechu. Czasami to tylko czas wymagał na nas przyśpieszenia, żeby nie stać jak kołek w jednym miejscu, kiedy on się obracał i sunął jak szaleniec do przodu. Wymógł to na nim, wymógł też na Viki - nie pierwszy już raz stali się ofiarą tej machiny, ale nie byli w tym sami. Wystarczyło przywołać twarze wszystkich obecnych na pochodzie, żeby uświadomić sobie, jak wiele tych ofiar było. Każda z nich miała swoje własne plany na przyszłość, swoją rodzinę, zostawioną daleko za sobą albo tuż przy swoim boku, o którą musieli walczyć. Oto świat stworzony przez Boga - trochę tragiczny, nie uważasz? Musiał tai być, skoro nawet z najpiękniejszych, jego najwspanialszych aniołów osunął się w cień. Okrzyknięto go diabłem.
- Dobrze, że nie musimy za sobą tęsknić. - Uśmiechnął się. Lekko. Naprawdę lekko, wyciągając jeden kącik warg w górę - przysięgam, chyba po raz pierwszy w swoim życiu. Niepewny, lekko drżący uśmiech, jakby jego twarz nie była pewna, czy jest w ogóle w stanie wygiąć tak zmarszczki mimiczne - ledwo przesunęły się w bok, już odigęły z powrotem, płynnie, nieszczególnie się śpiesząc. Viki nigdzie się nie śpieszyła - on też nie musiał. Dopił swoją herbatę i wstał, składając koc w pedantyczną kostkę, którą odłożył na krzesełko, na którym siedział. - Dziękuję za herbatę. I koc. Będę już jechał. - Zawsze miał powolne ruchy, ale dziś były wyjątkowo flegmatyczne, płynne w ten nie pozytywny i oczekiwany sposób. Tak płynne, jak płynne były ruchy zmęczonego człowieka, który powinien posadzić swoje dupsko na tapczanie i odpocząć. Można było jednak do niego mówić jak do ściany - jego obowiązki wobec DOGS zawsze były dla niego ważniejsze niż jego własne dobro.
- Jeśli będziesz się znowu bała - zadzwoń do mnie. Pomogę ci. - Zawsze przecież pomagał. Kiedy tylko czegoś potrzebowała - zawsze był na miejscu, chociaż wbrew jego woli nie zawsze od razu. Czasami nie było go w Seattle, czasami był zbyt zajęty swoimi... obowiązkami. Zatrzymał się w progu, spoglądając na nią i przysunął się znów do niej, żeby ją przytulić - tak krótko. Tak dziwnie. No bo przytulanie się było mimo wszystko dziwne.
Odwrócił się i zniknął na klatce schodowej.
[z/t] |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-03, 11:56 Temat: #1 |
W tym wypadku to jak się czuł nie miało żadnego znaczenia. Musiał wrócić do DOGS, przez chwilę nikt nie zauważy jego nieobecności, nie żeby kiedykolwiek zauważali to, czy był czy go nie było - nie o to chodzi. Akurat dzisiaj, po takiej akcji, w siedzibie pewnie będą wszyscy wokół latać. Teoretycznie nikt nie potrzebował, żeby plątał się pod nogami, skoro jego robota była skończona, ale pewnie będzie musiał się tłumaczyć, gdzie zniknął, dlaczego ujęli tylko jedną mutantkę, czemu nie złapał tamtego kolesia - mnóstwo wytłumaczeń, a on dla nich i tak miał tylko wzruszenie ramion. Po prostu tak wyszło. Po prostu tak się stało. Biadolenie nad rozlanym mlekiem. Sahir tak na to nie patrzył - to nie było biadolenie nad rozlanym mlekiem, to był autentyczny problem, bo zawalił sprawę - i to naprawdę mocno. W dodatku musiał im powiedzieć, że puścił dwie mutantki. Znaczy - niby jedna mutantką nie była, ale on wszystkich członków pochodu nazywał mutantami. Tak było łatwiej. Po co sobie komplikować życie. Tak właśnie trzeba było sięgnąć po coś więcej niż zwykłe wzruszenie ramion. Najchętniej zawinąłby się w koc przy ciepłym kominku i zasnął. Był całkowicie wycieńczony, też ledwo trzymał się na nogach, droga do DOGS i od DOGS tutaj była bardzo mętna, wymagała więcej skupienia, niż chciał zaoferować, ale przecież było warto. Tak jak musiał wrócić do siedziby, tak musiał przyjechać tutaj, chociaż też prawda - łatwiej byłoby zadzwonić.
Pokręcił głową.
- I to, co jej odebrali, odzyskała. Jak prawdziwa wojowniczka. - Wiedział jak to jest kogoś stracić. Aż za dobrze. I nie skłamałby, gdyby powiedział, że za nimi nie tęskni, ale też nie powiedziałby prawdy. Teraz nie tęsknił. Umarli - taka naturalna kolej rzeczy, wszyscy umierali. Były jednak takie chwile, w których człowiek zostawał sam na sam ze sobą. Samotność i tęsknota potrafiły wtedy uderzać ze strojoną siłą. Nic nie odpowiedział więc na to, kiedy powiedziała, że tęskni, przynajmniej nie od razu. Cisza zapadła między nimi, ale nie była zła, tak się przynajmniej Allisonowi wydawało. Nie wyglądała, jakby tęskniła - a jednak. - Też bym za tobą tęsknił. Gdybyś odeszła. |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-03, 11:18 Temat: #1 |
Nie było chyba takiego szaleńca, który lubił nieść na barkach odpowiedzialność... chociaż nie, wróć. Był. Na pewno musiał jakiś być, pewnie było ich nawet kilku, może na te 4 miliardy ludzkości, czy ile tych ludzi zalęgło się na ziemi, były ich nawet dziesiątki - takie pojedyncze indywidua, które celowo obciążały się wszystkim, czy mogli. Masochiści. Nie ranili swojego ciała - woleli rany głębokie, które nie broczyły krwią, a jednak bolały. Sahir nie był masochistą, ale nie był też osobą, która by przed tą odpowiedzialnością uciekała - cholera, przecież tu był. To nie strach przed tym, że będzie musiał dźwigać odpowiedzialność swoich decyzji i czynów, a strach, że podejmie złą decyzję. Ba! Strach, bo podświadomie wiedział, że podjął złą. Dlatego też nie potrafił dokładnie opisać kierunku tego stresu, chociaż znał przyczyny - w końcu cała ta sytuacja była przyczyną. Cały ten pochód, od którego zaczął się nowy rozdział w życiu. Coś się w końcu miało zmienić - nie wiadomo tylko, czy na lepsze czy na gorsze.
Sahir pokiwał głową i upił parę łyków herbaty, która cudownym ciepłem rozlała się po jego ciele. Przytrzymał kubek przy swoim czole - to ciepło było naprawdę zbawienne, wzbudzało przyjemne dreszcze, od których mięśnie się rozluźniały, chociaż wcale nie miał ich napiętych. Przynajmniej tak mu się wydawało do tej pory. Cholera wie, czy to miała być odpowiedź na oba, na pierwsze czy na ostatnie. To twierdzące kiwnięcie. Oboje chcieli po prostu czuć się dobrze. To nie grzech. Nie było nic złego w tym, że nie chcieli rezygnować z siebie wzajem... Och, przecież to przyniesie tyle tragedii.
- Słabo się czuję. Ale sobie poradzę. - Był przecież dużym, rosłym facetem. Niby. Bo dojrzał do wieku trzech lat, a potem już tylko rósł. - Moja mama mówiła, że samobójstwo to bardzo honorowa śmierć, bo nie pozwala innym odebrać ci honoru i godności. Twoja siostra musiała być bardzo odważna. I tak się spotkacie, więc dobrze, że już za nią nie tęsknisz i się nie upijasz. |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-03, 09:53 Temat: #1 |
Nie wpadł na to, by takim sposobem ją ostrzegać, nie musiał mówić niczego innego poza tym, że jest z DOGS - obojętne co tam robił, to było jedno wielkie ostrzeżenie. Mówił to, żeby wiedziała. Nie widział w tym niczego złego, było to tak samo normalne jak wypiekanie chleba czy wciskanie paniom wdzianek z wieszaków do rąk, żeby w końcu kupiły coś dla siebie - obojętne, czy będzie to na nie pasować, czy nie. Pieniądze zarobione, kasa wypełniona, podwyżka na koniec miesiąca wyższa - to się liczyło. Nie dobro klienta. Każdy chciał zarobić. Nie to, żeby brak pogoni za pieniędzmi była szczególnie dziwna i nadmiernie odstawała od norm. Ludzie żyli spokojnie ciesząc się z tego, co mieli - a jeszcze inni żyli bojąc się własnego cienia, co dopiero cienia innych i modląc, żeby ich wielkie sekrety pozostały sekretami do końca czasu, jaki będzie dane im przeżyć. W końcu ani Viki ani Sahir za zielonymi dolarami nie gonili.
Czarnowłosy wzruszył lekko ramionami w odpowiedzi na to, czego czuje się winny - no bo właśnie, czego? To pytanie już było trochę zbyt harde jak na jego możliwości w tym momencie. Po prostu winny. Posadzony na ławie oskarżonych o życie od samego początku - od wyroku nie było odwołań. Jego większe i pomniejsze kary przetaczały się w trakcie - ciekawe, co miało się stać na samym końcu. Viki wcale nie miała gorzej. Chyba każdy mutant był o to oskarżony, dlatego każdy musiał sobie radzić na swój własny sposób. Od razu pożałował tego ruchu. Przymknął oczy i ściągnął lekko brwi, łapiąc się za bark. Głupio było zapominać o tym, że zostało się postrzelonym, zwłaszcza, że to postrzelenie miało miejsce nie tak dawno temu - i ciągle bolało, cholera. Mógł tego nie pogarszać.
Sahir nigdy nie lubił dawania wyborów. Stresowało go to. Nakręcał się niepotrzebnie, bo zaczynał MYŚLEĆ. Zwłaszcza dawało to dysonans, kiedy przecież już powiedziała, że ma zostać - a teraz mówiła, że to jego decyzja. Z tym, że ona od początku nie mówiła tego jako rozkazu. Niczego zresztą przecież nigdy nie mówiła jako rozkazu. Fakt, gdyby to powiedział na początku - nie spotkaliby się więcej. Zresztą gdyby Sahirowi tak nie zależało to by jej powiedział, gdyby nie chciał jej zatrzymać przy sobie z myślą, że kiedy się dowie - odejdzie. Nie odeszła. Nie odtrąciła go. Powinno być wszystko dobrze, ale z jakichś powodów wcale się dobrze nie czuł.
- Zostanę. - Powtórzył. - Dzisiaj nie za długo, muszę wracać. - Zostanie, nie zniknie, nie odejdzie. Żaden kontakt nie zostanie zerwany. Czy to w ogóle było mądre? Nie było. Nie wydawało się ani mądre ani bezpieczne. |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-02, 01:03 Temat: #1 |
I bardzo dobrze, że padała tutaj prawda, bo on był taki sam - wolał ją niż kłamstwo, zresztą nie uznawał czegoś takiego, brzydził się przekłamaniem, nie akceptował go i nie zamierzał nigdy zaakceptować. Sam przecież zawsze walił strzały jak z procy - czasem celne i bolesne, czasem nie - przynajmniej nie było pomiędzy nimi fałszu, mieli mocne podstawy, nic dziwnego, że teraz wcale mocno się nie chwali - bo Sahir się nie wahał. Już powiedziała: zostań. Dalszych rozkazów nie potrzebował, żadnego namawiania, żadnego przekonywania. Krótkie słowo - zostań. Po prostu bądź. Psy tak już miały, że najlepiej reagowały na najkrótsze komendy, te najbardziej proste. Łatwo zbroił się w pewność siebie, chociaż stres wprawiał go w niepokój - i ten niepokój odczuł tu i teraz, w momencie, w którym fundament, który był taki trwały, mógł się rozpaść i pęknąć pod ich nogami, nie gwarantując tego, że ciągle będą stali na tym samym poziomie. Gdyby spadł niżej - nadal mogliby ze sobą rozmawiać? Słyszałby ją z dołu? Albo gdyby ona została zabrana, tak nagle, wyrwana siłą i postawiona obok - poza polem jego widzenia - nadal wszystko byłoby tak samo? Oczywiście, że nie. Sahir nie cierpiał zmian. Każda kolejna powodowała stres, a stres powodował niepokój - ciąg przyczynowo skutkowy, bardzo prosty, przez niego nie nazwany, ale jego psycholog przecież potrafiła opisywać i nazywać rzeczy - szkoda tylko, że ta mądrość lekarzy od mózgu nie szła obok człowieka dzień w dzień, krok za krokiem.
Czarnowłosy skrzywił się lekko, kiedy Viki opisała to w tak dosłowny, obrazowy sposób. Bardziej plastycznie się nie dało, co? I tu nie chodziło o to, że był na takie widoki wrażliwy, był raczej przyzwyczajony, nie robiło to na nim wrażenia - skrzywienie nie było spowodowane wrażliwością ani obrzydzeniem, nie było to nawet niezadowolenie z powodu tego, że kobieta o tym mówi.
- Ja zajmuję się łapaniem takich mutantów. I zabijaniem ich. - I czy jego cokolwiek kiedykolwiek obchodziło? Nie. Jej siostra też nie robiła na nim wrażenia - to uczucia Tori na nim wrażenie wywierały. Wiedział jak to jest stracić kogoś bardzo bliskiego i obchodzić rocznicę jego śmierci. Wiedział jak to jest odwiedzać w samotności jego grób - całkowicie zaniedbany i opuszczony, bo kto niby miał o niego dbać? - Dziękuję. Czuję się winny. Ale tak chyba musi być. - To nie było poczucie winy, ten stres, który się w nim poplątał, bo niczego przecież nie żałował. Nie widział swoich błędów. Właściwie, skoro już sobie wyjaśnili, że nie chcą się rozchodzić, nie powinien się stresować, prawda? Zwłaszcza, że jakoś na początku było łatwiej. Teraz wchodzili chyba na każdy z powodów, dla których nie chciał jej mówić, chociaż żadnego nie nazwał - jak to on. Przestawał być takim dobrym bohaterem książki.
- Co zależy ode mnie? |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-02, 00:09 Temat: #1 |
Co by zrobił, gdyby kazali mu ją zabrać? Naprawdę działałby na jej korzyść? Sprzeciwiłby się rozkazom i... i co? Co dalej? Jeśli nie on przyszliby po nią inni. Przyszedłby i zabrał ją? Na pewno nie. Przyszedłby i uciekł z nią? Nie. Żadna z tych opcji nie mogła się zdarzyć. Każda z tych opcji mogła się zdarzyć. Próżne nadzieje, zwykłe biadolenie dzieci, które nie chciały podejmować prawdziwie dorosłych decyzji. O ile jakikolwiek wybór tutaj mógł uchodzić za "iście dorosły". Rzeczywistość nakazywała swoją presją, żeby porzucić tą znajomość. Przeciąż ją ostrymi nożycami, przecież to nie zaboli tak bardzo jak będzie boleć, kiedy coś przez przypadek się wydarzy. Równie dobrze może się jednak ten przypadek nie wydarzyć nigdy. Sahir nie wiedział, że DOGS nie miało o niej żadnych informacji - przecież jej nie sprawdzał. Skoro zaś mieli o jej siostrze, a ona sama była mutantką to wydawało się oczywiste, że o niej też mieli. Tylko czy to aby na pewno aż takie oczywiste było? Co za sytuacja. Przewrażliwienie i te paranoje, które tak mocno oplątały cierniami Viki nie powinny brać góry nad ich trzeźwym myśleniem. TRZEŹWYM. Nie tym emocjonalnym, tylko tym, który przełamywał bariery realizmu aż do granic możliwości. Do tej czwartej ściany. Za nią powinny być przecież tylko te najlepsze odpowiedzi.
Zrobiło mu się jeszcze gorzej, chociaż nie powinno, choć nie wiedział czemu. Bo pomyślała, że mógłby ją skrzywdzić. Naprawdę o tym pomyślała... Opuścił spojrzenie i rozluźnił nieco palce na kubku. Poczuł się jeszcze bardziej brudny. Jeszcze bardziej nie na miejscu. Zabolał strzał prosto w dziesiątkę - wrażliwe uczuciem, że nie wierzyła w niego wystarczająco mocno, choć miała rację - takim jak on przecież nie powinno si ufać, prawda? DOGS nie powinno się ufać, wbrew temu, co mówiła tamta dorosła, która mierzyła do niego z broni. Wystarczyło mu jednak samo to, że Viki nadal chciała, żeby został. Tylko czy on na pewno też chciał zostać? Czy to było mądre? Pewnie, nie musiał być wnikliwy, ale zazwyczaj był, kiedy już jakiś temat go zainteresował - szkoda tylko, że zazwyczaj było to przy tematach takich jak ten o parasolu, a nie tych istotnych i poważnych.
- Ja lubię DOGS. - Podniósł na nią spojrzenie. - To mój dom. - Wiedział, że ona ich nienawidziła za to, co zrobili jej siostrze. Jego też nie traktowali tam dobrze, choć od jakiegoś czasu... od śmierci Eryka wszystko się zmieniło. Być może on sam się zmienił. Zaczynał mieć wątpliwości - a to bardzo niezdrowy syndrom. To "zwątpienie". Bo wcale nie lubił DOGS. To był syndrom sztokholsmki i zwykłe przyzwyczajenie. Odpowiednia tresura, przez którą nawet nie wpadło mu do głowy, że mógłby podchodzić do DOGS inaczej niż merdając ogonkiem i przybiegając na ich każde zawołanie. - Ale chcę tu zostać. - Opuścił znów spojrzenie. |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-01, 21:57 Temat: #1 |
Czy Sahir oddałyby cokolwiek, żeby być normalnym? SAHIR cieszył się, że jest nienormalny. Że narodził się z darem, dzięki któremu był chciany. Był potrzebny, nikt nie wyrzucił go na próg jak zabitego psa - a tak by się stało, gdyby nie miał niczego wartościowego do zaoferowania. Przynajmniej w takiej myśli się wychowywał. Czy dałby coś, żeby Viki okazała się normalną dziewczyną? Od początku nie była normalna. Od momentu kiedy spotkał ją pijącą w barze. Była bohaterką z ładnej książki - ładną bohaterką z ładnej książki. Smutną i samotną, tak jak smutna była ona teraz, ale nie była już samotna! Miała chociażby Shivali. Tą dziewczynę, która chciała od niego pomocy. Dziewczynka w dużych, czerwonych kaloszach, z parasolką w dłoni, żółtą i tak wyraźną w szarudze miasta. Nie uśmiechała się często, ale też nigdy nie płakała. Często wydawała się dość zawstydzona i nigdy nie biegła na oślep, żeby nie była w stanie zahamować. Tracić ją teraz? Dlatego, że w końcu trzeba się było przyznać, kim się jest. Nie było to dobre uczucie. Kiedy mówiłeś prawdę powinieneś czuć się dobrze. Kiedy wyjawiasz sekret - kamień powinien spaść ci z serca - Sahir czuł się tylko gorzej. Ciężar prawdy był dość ciężki - na tyle, że odczuwał go na swoich ramionach. Gotów był przyjąć go tak, jak powinien przyjąć go mężczyzna - z odpowiedzialnością, jaką wziął za tą kobietę. Przynajmniej uważał, że był za nią odpowiedzialny, tak się czuł. Tak to określał w swoich własnych myślach.
- Ja wiem. - Nie trudno było zamknąć komuś drzwi przed nosem, zresztą powiedział jej już, że spodziewał się, że go wyrzuci. Nie wyrzuciła. Otworzyła mu drzwi. Zaparzyła herbatę. Dała koc i pytała, czy dobrze się czuł - jak lepiej było o kogoś dbać? Tylko z drugiej strony jak można było dbać o swojego wroga? - A nie pomyślałaś tak? - Bo to była jego własna myśl. Czemu więc nie jej? Wiedział, że miał problemy z nazywanie emocji, rozumieniem ich u innych, ale ta sytuacja tutaj była dla niego jasna i klarowna. Rzecz jasna - z jego własnego punktu widzenia. To, co ona czuła, było znacznie bardziej skomplikowane i przechodziło jego wyobrażenia. To, jaka była zagubiona i to, że ta decyzja nie była dla niej wcale taka prosta - jak mocne piętno cały ten marsz na niej wywarł? Jak głęboko się wdarł i jak głęboko sięgał? Śmierć, panika, mania prześladowania, świadomość, że można stracić kogoś bliskiego. Dla Sahira to było prostsze. Dla niego decyzja była banalna - to zawsze miało być większe dobro dla niej.
- Zrobię jak zechcesz. To dla mnie ważne... - Oczywiście, że było ważne - Bardzo ważne! Przyjechał tu z myślą, że powiedzą sobie do widzenia. |
Temat: #1 |
Sahir Allison
Odpowiedzi: 29
Wyświetleń: 1630
|
Forum: V. Johnson Wysłany: 2018-04-01, 21:15 Temat: #1 |
Konwersacja wyjątkowo się nie kleiła. Takie miał wrażenie, może złe? Porozumiewali się, nigdy nie byli przecież tymi super gadatliwymi ludźmi, którzy obudzą się w grobie i wstaną z trumny na baczność z uniesioną ręka i okrzykiem na ustach "chciałem jeszcze powiedzieć, ze..!". Pełzli jak ślimaki, którym nie przeszkadzały nawet wielkie mury zamku wzniesione z piasku, które wokół nich wybudowały dzieciaki pod lasem pachnących jodłom. Na niebie zbierały się deszczowe chmury - niedługo spadnie deszcz, dlatego warto było wyjść z tego nietrwałego, piaskowego więzienia i przesunąć się w kierunku pola sałaty, obok którego mieszkali, a którego właściciel wybitnie ich nie lubił - ale cóż, nie zawsze można było być proszonym gościem. Znali drogi, którymi chadzali, chociaż oboje dość często zmieniali miejsce zamieszkania - Sahir w tym temacie pobiłby pewnie każdego. Szybkie były te powole ślimaki. Zadziwiająco szybkie w swojej powolności. To przez świat, nie przez ich tempo. Pokonywali kolejne metry, w trakcie których ziemia okręciła się już ze dwa razy - pędziła na złamanie karku, wraz z nią całe rzesze ludzi wznoszące modły do nowych bogów (autorytety zmieniały się równie szybko, próbowałeś je kiedyś kontrolować?), zapatrzeni punkt docelowy, w swoją metę. Nie liczyła się podróż - liczył się cel.
Dla ludzi bez celu podróż była wszystkim.
Ac, pole sałaty, pokonanie murów przed nimi - byle się wydostać i umknąć temu, co drzemało w cieniu i co obserwować mogliśmy tylko kątem oka. Jeśli spoglądałeś przed siebie - nie widziałeś dymu ciągnącego się za twoim plecami. Za każdym jednym krokiem. Wypalone w ziemi plamy, które spalały trawę - dlatego tylko piasek był odpowiednim królestwem dla takich marnych, mizernych istot. Przy czym Sahir nigdy by o Viki nie pomyślał jako o marnej. Była wielka mimo swej maleńkiej postury. Szybka mimo tego, jak wolno się poruszała. Mądra w ciszy, którą oferowała - całą sobą i swoimi słowami.
Sahir pokiwał lekko głową, chociaż wiedział, że takie słabe tabletki nic mu nie dadzą. Takie już brał. Znaczy - nie dadzą, heh. Chroniły przed bólem rozsadzającym czaszkę, który czuł, kiedy jechał do siedziby DOGS. Jechanie samochodem było samobójstwem, mógł się zabrać z całą ekipą. Nie zrobił tego - nie ma drążyć tematu. Gdyby zabrał się z nimi to musiał by drałować po samochód, nie poszłoby mu tak szybko i być może nie zdążyłby dojechać na czas do Tori. Jest tu, opatrzyli go - po krzyku. Kolejna blizna do kolekcji, nic wielkiego.
- Fajnie. - Chyba niefajnie. Sądząc po jej minie i znów po tym, że ledwo to z siebie wykrztusiła to chyba jednak tak fajnie nie było. Nie mogło być, sądząc po tym, jak wypowiadała się o DOGS... poczuł się teraz jeszcze gorzej. Opuścił spojrzenie na herbatę, unosząc się nieco, którą ciągle trzymał w dłoniach. Niefajnie. On był z DOGS, a ona... Właśnie, skąd ona była? - Bezpieczniej będzie, jeśli zniknę z twojego życia. - Była na pochodzie. Wiele rzeczy się tam działo - i ona też się działa. Sahir nie wiedział, jaką miała moc i... nie chciał wiedzieć. Nie chciał pytać. Ona chyba też nie chciała, żeby on wiedział, takie odebrał aktualne wrażenie. Zresztą sam fakt, że była mutantką i chyba użyła w tej panice pochodu swojej mocy... tak, widział, jak się kuliła. Jakby straciła kontrolę nad mocą - ale może wcale nie straciła? Może właśnie próbowała ją kontrolować? - Nigdy bym cię nie skrzywdził, Victorio. Przykro mi. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|