| Autor |
Wiadomość |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-05-06, 18:08 Temat: #1 |
Skrzyżowała ręce na piersi, wbijając wzrok w trampki z uwalonymi czubami od trawy i niewielkim źdźbłem u krawędzi prawego. Zatem podejrzenia, które wysnuła na widok bałaganu, nie okazały się bezpodstawne, co potwierdziło pierwsze pytanie Artemis. Nie wlazła do wynajętego pokoju jak do siebie, ale też nie uważała przesadnie, wzbudzając teraz niekoniecznie pozytywne odczucia względem odbytej eskapady, na którą mimowolnie się zgodziła.
Milczała, dopóki szelest przeczesywania torby nie zmienił się w kolejne dźwięki wypadających przedmiotów na podłogę, które pośpiesznie poznała w trakcie ich zbierania z motelowej wykładziny. Nie kryła się ze spoglądaniem na Danvers, pochłoniętą nerwowym przeszukiwaniem zawartości. Z jednej strony, dobrze, że to wyszło, a z drugiej – śmierdziało kłopotami na kilometr, ale może tylko przesadzały; nie, czteroletnie doświadczenie w tułaczce i zgarnianiu batów oraz pięcioletnie ukrywanie mutantów jak w mordę nakazywało powściągnięcie brawury.
- Nikt – odpowiedziała neutralnie, pocierając policzek wnętrzem dłoni. – I nie. – dodała tym samym tonem, przymykając na chwilę oczy, próbując przypomnieć sobie ten cały bałagan i przestrzeń przed motelem, ale nie pojawiło się nic szczególnego w tych obrazach. – Chociaż – poderwała głowę, marszcząc czoło i wyglądając na ścianę przed sobą. – Wrzuciłam kluczyki do skrzynki… – nakreśliła w powietrzu kółko, powtarzając kwestię, czemu towarzyszyło następnie krótkie zawieszenie. Dłoń zastygła w bezruchu. – Nikogo poza mną tam nie było. Przynajmniej tak mi się wydaje – te pustki z początku nie wydały jej się szczególnie podejrzane, ale teraz, gdy ewidentnie coś istniało na rzeczy, nie mogła tego zignorować. – Recepcja pusta, światła pogaszone, a parking opustoszały – mruknęła niepocieszona, że nie zapamiętała więcej, stąd przepraszające spojrzenie posłane w kierunku Artemis - Zupełnie tak, jakby wszyscy wzięli nogi za pas.
Oby to nikogo nie kosztowało ani zdrowia, ani życia. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-05-03, 13:16 Temat: #1 |
Z założonymi rękami siedziała na krawędzi oparcia kanapy od niespełna dwóch minut, odkąd zeszła do piwnicy po udanej misji odzyskania rzeczy Artemis z obskurnego i tak typowego amerykańskiego motelu na przedmieściach. Nie obyło się bez drobnego potknięcia, które wolała przemilczeć, posyłając Danvers wątpliwe spojrzenie i wzruszając rękami.
- Ciężko tego nie robić przy okazji zgarniania rozrzuconych rzeczy dookoła – tak jak Art mówiła, większość rzeczy znalazła w obrębie torby po drugiej stronie łóżka. Walające się koszulki, bielizna – na szczęście czysta, inaczej kijem przez szmatę by tego nie tknęła – i jedna, samotna butelka wysokoprocentowego trunku, rozlana na kiepskiej jakości wykładzinie. – Wsiąkł w podłogę. – odparła z bezczelną szczerością, zerkając na uchylone, wąskie okno, zza którego dochodził odgłos świerszczy w ogrodzie. – Całkiem niezły burdel tam zostawiłaś – nie patyczkowała się ze słowami dzisiaj, przedstawiając wszystko tak, jak rzeczywiście zastała. – Całe łóżko rozwalone na części, rozprute poduszki, czerwony materac z brzegu, rozbita lampa… - wyliczała na palcach, zastanawiając czy pominęła coś jeszcze, gdy zginała i prostowała mały palec – Chyba wszystko. – przytaknęła sobie, marszcząc nos, bo znowu przypomniała sobie ten smród rozlanego etanolu, od którego normalnemu człowiekowi robiło się niedobrze. Aż wzdrygnęła niewidocznie, zrzucając wszystko na napływający chłód przez okno, więc poszła w jego kierunku coś z tym zrobić.
- Klucze wrzuciłam do recepcji przez skrzynkę – oznajmiła z wolna, przekręcając klamkę i dźwięki z zewnątrz ucichły, ustępując cicho buczącej żarówce u niskiego stropu. Została tam przez dłuższą chwilę, zwyczajnie opierając jedną ręką o okno, gdy drugą przetarła suche oczy, odnajdując więcej niepokoju w tym wszystkim niż faktycznie chciała. – To nie ty zrobiłaś taką rozróbę, prawda? - Właściwie była do tego przekonana, ale wolała potwierdzić swoją teorię. Ciężkim krokiem podeszła do bliższej, narożnej kanapy. Sprężyny zabrzęczały, gdy rozsiadła się na niej z wyciągniętymi na stół nogami. Za dużo pedałowania na rowerze, jak na jeden wieczór. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-29, 14:38 Temat: #1 |
- To akurat nie ma najmniejszego związku – odparła natychmiastowo, minimalnie tracąc ten denerwujący spokój i łypnąwszy na Artemis, postawiła wszystko na jedną kartę, byle ta dyskusja wreszcie dobiegła końca w sposób inny niż trzaskanie drzwiami na wychodnym. – McQueen. – i poklepała lekko ramię kobiety, unosząc na jednym łokciu. Tyle wystarczy? Powinno. Safeword. Nieważne, że było zarezerwowane przez Danvers, dewiza na takie rzeczy nie obowiązywała w jej pokoju, na jej łóżku z nie jej osobą, o czym przekonywała się coraz bardziej, mając jednak zdrowy rozsądek za nic. Ot, trafiła kosa na kamień.
Dźwignęła się nagle do siadu, w pierwszej chwili żałując zbyt porywczego podrywu przez skok ciśnienia. A jednak, dzisiaj wskazanym wręcz było pozostanie leniwym.
- Pogadaj z Młodym o tym – zaproponowała na odwal się, rozcierając lewą powiekę opuszkami palców. – Ja mam do odbicia rozczłonkowane zwłoki z twojej torby. – Choć rzeczywiście byłoby lepiej, gdyby ta wizja nie znalazła ujścia, podobnie jak wędrówka do piwnicy bez jej superwizji. A chrzanić, spierdzielą się ze schodów, to się spierdzielą. Najwyżej przejmie się tym jutro, albo pojutrze, zależne, kiedy przejdzie jej ta chandra. Jakiś głosik z tyłu głowy kazał oczekiwać poprawy nawet w okolicach zniknięcia Danvers – czyli nieprędko, bazując na jej obrażeniach.
Z szafy, która nadal śmiała się z Sage półką ze spodenkami do spania, wyleciały kolejno ciemnogranatowa koszula dżinsowa, czarny top i tego samego koloru spodnie. Pogoda za oknem była szarawa. Seattle znowu zaskakiwało nieprzewidywalnością meteorologiczną, co denerwowało meteopatów i tych z protezami kości nawracającymi bólami, znużeniem i patologiczną sennością, a przeciętnie zdrowych ludzi niewiedzą, co ubrać, aby nie zgrzać się przy duchocie, ale jednocześnie nie zmarznąć, gdy zawieje. Uroki mieszkania w tym miejscu powtarzały się jak w kalejdoskopie wraz ze zmianą pór roku, a mimo to nie kwapiła się, aby zamknąć na odchodne uchylone okno pokoju. Nic jej się nie chciało, ale spoczywające w tylnej kieszeni klucze motelowe ciążyły bardziej niż „wywalenizm”, więc w przeciągu następnej nadchodzącej godziny, gdy pierwsze krople deszczu uderzyły o szyby, Sage podebrała Heath’owi rower, ruszając w kierunku skraju miasta, powtarzając sobie, że przecież wcale nie musiała tego robić. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-28, 20:54 Temat: #1 |
Nic, co mogłoby wywołać domniemaną – teoretycznie – reakcję nie padło z jej ust, a wizja spowitego płomieniami domu na moment błysnęła w wyobraźni dziewczyny, w pierwszej kolejności ustalając, że gaśnica była w schowku, a Heath miał beznadziejne położenie pokoju, bo wyskok przez okno skończyłby się na betonowej dróżce. O sobie pomyślała na końcu, kiedy już wyprowadziła brata, wygoniła psa z salonu, a drzwi wejściowe zagruzował spadający strop. Najpewniej tak by właśnie skończyła. Tragicznie i bez oklasku. Ale to tylko wyobrażenie… Żeby jednak żadna z nich nie zdziwiła się, jak któregoś dnia faktycznie zastanie zgliszcza, co było dość realnym scenariuszem, gdyby tylko Sage została złapana na gorącym, haniebnym uczynku pomagania mutantom przez chorego piromaniaka.
Zjechała dłonią z mostka po krawędź koszulki, którą naciągnęła w dół. Koniec świecenia brzuchem, robiło się zimno.
- Po co pytasz, skoro i tak cię to nie obejdzie? – mruknęła z przymkniętymi oczami, starając się odgonić potrzebę odpoczynku przez przynajmniej dwie lub trzy godziny. - W Seattle jest sporo piwnic, w których możesz lizać rany. Jedno miejsce zniknie, znajdziesz następne. Wywiad bez celu jest upierdliwy.
Prosto z mostu w sam środek tarczy. Nie zrobiła nic innego, jak odwróciła kota ogonem, ciągając już za poznane nitki zachowania Artemis. Nie trzeba geniuszu, aby zauważyć niektóre wzory czy sposoby działania i choć miała dwadzieścia trzy lata, znała się na ludziach bardziej niż wiek sugerował. Aktorstwo? Poniekąd. Trzymanie najróżniejszych typów spod ciemnej, antyrządowej gwiazdy we własnym domu? Już prędzej. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-28, 00:17 Temat: #1 |
W obrębie łóżka, zapamiętaj. I tak zapewne rozejrzy się nie tylko po tamtej okolicy, tak na wszelki wypadek. Rozważała nawet zabranie ze sobą Sinary, bo skoro tak bardzo ojciec już ją szkolił w tych wszystkich policyjnych komendach, być może okazałaby się godną towarzyszką, która wejdzie pod łóżko i wyciągnie… Zagubioną bieliznę? Nie, nie chciała wiedzieć, co mogło się tam czaić. Pies zostaje w domu.
Obróciła dłoń wierzchem do góry, przekładając klucze między palcami od niechcenia, gdy Artemis zajęła miejsce obok. Jak na materacowej sesji grupowej, tylko brakowało im terapeuty oraz innych, pokręconych typków do rozmowy w leżącym kółeczku wzajemnej adoracji. Cholera, nawet egzystencjalne pytanie Danvers współgrało z tą atmosferą. Wybornie.
Powoli opuściła rękę z kluczami, układając ją na mostku, gdy zaczęła lekko mrowić przez spływającą w dół krew.
- Ta wiedza zmieni coś w twoim życiu? – odpłaciła pięknym za nadobne z tonem nasuwającym na myśl rozbawioną zgryźliwość. Im dłużej przebywała w towarzystwie Artemis, tym wredniejsze odpowiedzi padały z jej ust, zupełnie jakby przejmowała już całkiem zachowanie leżącej obok kobiety, na którą spojrzała po chwili. – Mniej wiesz, lepiej śpisz. – dodała w końcu, nie odnajdując powodu do szczerości czy dzielenia czymś tak ważnym, jak wewnętrzna potrzeba przeciwdziałaniu nieszczęśliwym wypadkom – przykład, Artemis Danvers oraz jej noga – oraz dogryzanie ojcu za jego plecami, bo im więcej mutantów przeżywało, tym on miał więcej roboty i częściej znikał z domu. Ratowała życie, aby egoistycznie wypełnić luki, których potrzebowała we własnym życiu, bo była też… znudzona. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-27, 22:48 Temat: #1 |
- Altruizm nie istnieje. Poczytaj czasami naukową prasę. – mruknęła trochę nieprzyjemnie w odwiecie, jakby właśnie została obrażona… i właściwie tak się przez moment poczuła. Sekunda, może dwie, nie więcej, ale jednak, wystarczająco, aby naprostować Artemis, bo szczerze uważała ten pseudopsychologiczny aspekt za obelgę, nie tylko ze względu na domniemaną definicję przedkładania cudzego dobra nad swoje bezinteresownie, jednak to wymagałoby kolejnych wyjaśnień. Nie trzymała mutantów w piwnicy, bo chciała im nieść pomoc za nic. Odnajdując w tym trochę pokręcony cel, w taki sposób odbębniała własną potrzebę zapobiegania tragediom. Dzięki temu czuła się lepiej, zupełnie, jakby odpracowywała niewyjaśnioną karę narzuconą przez los, której przyczyny nawet nie potrafiła nazwać. Chciała robić coś więcej ze swoim życiem, a przede wszystkim – ucierać nosa nieobecnemu ojcu, który tępił drugiego człowieka. Podobnie, jak ona tamtego pijanego kierowcę. W pewnym sensie, byli tacy sami.
Wzruszyła ramionami i przesunęła odrobinę nogi w bok, aby Danvers przypadkiem na nie nie wpadła, gdy pochylała się po jedzenie. Teatralny wywrót oczami już na stałe wpisał się w dzisiejszy repertuar reakcji Sage, który został zawężony do wszelkich ekspresji wyrażających politowanie czy obojętność.
- Jak tyle gadasz... – nie zostawi tego bez komentarza, jakim zamknęły w końcu temat „szlachetnego postępowania” i wywalenia Artemis na bruk. Zdążyła przymknąć oczy, czerpiąc z tej krótkiej przerwy, gdy raz po raz łyżka obijała się o ceramiczne naczynie, a nagła zmiana na brzdęk kluczy, wzbudził jej czujność. Prawa powieka do góry, Sage, chociaż udawaj, że to cię interesuje.
- Kazałaś mi zachować spokój, nie uważać na twoje ubrania. Miej pretensje do siebie. – odparła krótko, wyciągając rękę po niewielki pęczek i machnięciem palców zachęcając Danvers do podania. Obróciła go w prawo, oglądając logo hotelu na zawieszce, próbując rozczytać zatarty napis pod ozdobną literą M. Jeżeli dobrze kojarzyła, to miejsce było gdzieś bliżej obrzeży Seattle. – Powinnam spodziewać się konkretnej ilości pustych butelek - uniosła klucze do góry, zaczepiając ogniwem na środkowym palcu - albo czegoś innego, bardziej typowego? Zwłok w szafie chociażby? – Oczywiście, że tam pójdzie… Akurat to było do przewidzenia. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-27, 20:48 Temat: #1 |
/Dzisiaj bez polotu, sorry... :/
Perfidnie ciężkie westchnięcie i lekkie nachmurzenie czoła były jedynym wyrazem, na jaki sobie teraz pozwoliła, gdy dźwięk suwaka błyskawicznego u plecaka Artemis pojawił się gdzieś pomiędzy poważnymi słowami, a krótkim łomotem, gdy dobytek spadł został zrzucony na podłogę. Nie zirytowała jej, ale nadal uważała za mordęgę sprzeczanie w tak bezsensownej kwestii, której już nie zmienią. The past is in the past czy inne tam Frozenowe mądrości.
Powiodła wzrokiem do góry, zadarłszy głowę na pościeli. Zatrzymała brązowe tęczówki na odwróconym do góry nogami zdjęciu ze śmiejącym się bratem w ogrodzie i upaćkaną koszulką od trawy. Dwa lata przed tragedią.
- A, tamto – mruknęła od niechcenia. Miała wrażenie, jakby od incydentu z lekarką minęły wieki a nie siedemdziesiąt dwie godziny. Teraz już siedemdziesiąt pięć. – Zachowywałaś się głupio, więc to naturalne, że mnie zdenerwowałaś – sięgnęła dłonią do klamerki trzymającej fotografię i przekręciła nieco w prawo, bo była krzywo z tej perspektywy. – I jakby faktycznie chodziło tylko o twoje robienie krzywdy innym, nie byłoby cię tutaj z własnej woli, skoro tak zażarcie radzisz mi wywalenie ciebie. – wtrąciła bezczelnie, zanim Artemis zdążyła skontrować, zauważywszy pewien schemat, który pojawił się w tej wymianie zdań. Gdyby była na miejscu Danvers, również nie byłaby zadowolona z tego cholernego spokoju. Prawdopodobnie kazałaby sobie ogarnąć podejście, co i tak zostałoby skutecznie olane.
- Jeśli chcesz tak bardzo iść, idź. Nie będę cię powstrzymywać – powiedziała nonszalancko, podkładając jedną rękę pod wilgotne włosy, a drugą kładąc na odsłoniętym brzuchu – Ale nie mów mi o byciu rozsądnym, gdy sama nie jesteś, bo obleciał cię strach. - spojrzała kątem oka ku Artemis, unosząc wyzywająco lewy kącik ust. - Mylę się? |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-26, 22:48 Temat: #1 |
Tamten moment faktycznie nabrał teraz więcej sensu, a poniekąd zamglone wspomnienia nocy pełnej krwi na podłodze odnalazły wreszcie powód swojej niewyrazistości. Dobrze było wiedzieć, że jednak to nie efekt post-migrenowy wtedy tak dawał się we znaki, a działanie Artemis, które… No właśnie, nie zakładało nic złego. Chyba, że ratowanie własnej nogi już wpisano na listę egoistycznych czynów niewybaczalnych. Co innego mieszanie w głowach osób, które faktycznie chcą pomóc, jak to zrobiła z Johnson – głupie, irracjonalne i zdecydowanie godne pożałowania, ale powiedzenie komuś, aby wziął się w garść dla wyższego dobra? Co w tym było złego?
Powiodła wzrokiem za miską, aby w następnej chwili śledzić ruchy Artemis, gdy sięgała po swój skromny dobytek. W gorącej wodzie kąpana…
- Tak czysto teoretycznie – uniosła palec u lewej ręki i wskazała na podłogę - to mój dom. – Zbagatelizowanie tematu słownymi potyczkami często prowadziło do rozwiązania sporu, a z tego, co zdążyła zauważyć i usłyszeć, Danvers miała problem. – Gdzie ten twój sztandarowy egoizm się podział? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że martwiłaś się o mnie? – tym razem nawet pokusiła się o kiepski, ciut irytujące uniesienie kącików ust, które opadł, gdy tylko podniosła głowę. – Jeszcze pomyślę, że masz jakieś uczucia, a skutecznie do tej pory z tym walczyłaś. – stoicki spokój Sage zdawał się kompletnie nie współgrać z tym poruszeniem. Cholerna oaza, gdyby tylko częściej miała w nosie cały świat, może nie żyłaby w ciągłym stresie. Nawet lubiła tę część siebie, choć nie darzyła sympatią okoliczności jej wywołujących.
Ciężko wypuściła powietrze, widząc, że marne były próby powstrzymania Danvers przed obranym planem eksmisji z domu Ackermanów, zwłaszcza iż plecak pozostawał praktycznie gotowy do zarzucenia na plecy i czmychnięcia choćby przez okno. Przy dobrych wiatrach może połamałaby się z tego pierwszego piętra w ogródku, a biegająca po trawie Sinara by na nią nasikała.
- Upierdliwy człowiek – powiedziała to w końcu na głos, niechętnie podnosząc z krzesła, które przesunęła nogą w bok z głuchym szurnięciem po podłodze. – Najpierw przychodzisz i oczekujesz pomocy, pilnując, abym nie rozwaliła ci przy okazji nogi, a mnie nie dosięgła trauma - wetknęła dłonie do kieszeni, pokonując w dwóch krokach dystans od łóżka - a potem zwijasz manatki, bo tak? – materac uniósł się odrobinę, gdy usiadła na nim, nie dalej niż na długość ramienia od Artemis. Nie minęła sekunda, a zimna pościel już łaskotała ramiona i szyję Sage, która bezczelnie położyła się ze zwisającymi z krawędzi nogami w kolanach. Przekręciła lekko głowę, wilgotne włosy już przyległy do kołdry, gdy ze znużonym głosem wydała ostateczny werdykt, przyglądając lewemu ramieniu Danvers, nie dostrzegając blizny, o której usłyszała dzisiaj: – Jesteś dziwna. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-25, 19:45 Temat: #1 |
Zrobiła co? Użyła na tobie mocy. A, to ok.
Chyba samą siebie zaskoczyła wyjątkowo wycofaną reakcją, jeśli nie ewidentnym jej brakiem, bo mrugnięcie pozbawione wyrazu nijak wskazywało na odczucia Sage. Takowe jednak były niczym konkretnym. Nie zauważyła nagłego napływu złości, uderzenie w klatkę piersiową i skok adrenaliny nie miały żadnego odniesienia, a pretensjonalny ton nigdy nie padł z jej ust. Nawet nie drgnęła na krześle. W gruncie rzeczy, zachowywała się tak, jakby nic nie miało miejsca. Upierdliwości moje…
Przekręciła głowę na prawą stronę, przykładając do przedramienia policzek, przedłużając panującą ciszę o kilka długich sekund. Dla niewprawionego w boju albo zestresowanego – jak Artemis – mogło to wyglądać na spokój przed potężną burzą lub zbieranie energii na potężne ryknięcie, mające na celu zmiażdżenie drugiej osoby, wgniecenie w podłogę i naplucie na sam czubek głowy, tak dla akcentu oraz w ramach akcji Postaw kropkę nad i – nacharcz na cudzy łeb!.
- Wow - neutralne nic - Kiedy konkretnie? – zapytała z ociąganiem i niepasującym do wyznania spokojem. Denerwujący wagon buddyjskich mnichów już dawno pewnie prawiłby o tym, że Danvers dosięgnie karma, a tymczasem Ackerman była pieprzonym kwiatem lotosu na zajebiście wyciszonej tafli pierdolonego jeziora w górach tybetańskich. A mówiąc po ludzku – miała wyjebane. Obudziła się i dzisiaj postanowiła tak podchodzić do wszystkiego, bo miała ewidentnie prawo od życia ze schorzeniem, zmęczeniem i stresem w trybie constans. Ciekawiło ją bardziej kiedy, aniżeli dlaczego Artemis użyła na niej swojej mocy oraz dlaczego tego nie wyłapała, co niebezpiecznie angażowało neurony do pracy na nieco podwyższonych obrotach, nakazując Sage łączyć kropki, dopóki nie uzyska tego zarysu króliczka w czapce magika, bo wszystko, co wyczyniali mutanci przypominało zabobony. Perswazja? Wmawianie innym czegoś, czego nie chcieli i bezkarne rozkazywanie? Niektórzy potrafili tego dokonać bez pomocy genu X, ale pech – albo szczęście – chciało, że natrafiła na taką jedną, która była powierniczką tej zastraszającej mocy.
Wywalone. Takie olewatorskie, i gdyby nie mina Artemis czy wiszące w powietrzu napięcie starszej, prawdopodobnie machnęłaby na to ręką; tylko dzisiaj, gdyby była w lepszej kondycji umysłowej (sic!), zrobiłaby raban o to. A tak? Nie miała zwyczajnie siły się denerwować za coś, co miało miejsce w przeszłości, choć wewnętrzny hipokryta wyrywał sobie włosy ku pamięci Phillis.
Tak. Wywalone. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-25, 13:01 Temat: #1 |
Ku rozczarowani drażliwej strony, Sage nie robiła za Jacka w domowej wersji Titanica z gasnącym papierosem w dłoni w miarę jak woda zaczynała przechodzić ze stadium letniej do zimnej, choć dzisiaj chyba nie pogardziłaby nawet i takim scenariuszem wydarzeń. Mniej do ogarniania, mniej do roboty, mniej stanu nieprzyjemnego haju – nic tylko faktycznie się utopić.
Wyszła jakieś trzydzieści minut po Artemis. Według jej rozeznania, nic nie uległo potencjalnym zniszczeniom przy powłóczeniu ciała na górę (CSI), a takowe faktycznie znalazła we własnym łóżku, gdzie zajrzała dopiero po kolejnych dwóch godzinach, pozwalając sobie na te sto dwadzieścia minut spoczynku z wilgotnymi włosami rozwalonymi na ojcowskiej poduszce. Dzisiaj nie zrobi mu to różnicy.
Miska zupy jarzynowej, ochłapy chleba (ładnie pokrojone kromki, ona po prostu nie miała humoru)i tyle, jeżeli chodziło o kontrolę stanu zdrowia Danvers, którą wybudziły skrzypiące drzwi. Normalnie naoliwiłaby je już kilka miesięcy temu, ale jako ostatnia linia ostrzegania przed niespodziewanym zawitaniem ojca spełniały się nawet nieźle. Bez tego nie mogłaby bezczelnie udawać, że śpi po bolączkach, w rzeczywistości ukrywając „wroga ludzkości”. Może wstąpienie do akademii policyjnej nie było takim złym pomysłem i te lepsze aspekty staruszek faktycznie przekazał w genach? Nie, nie ma mowy.
Cisza była niepokojąca, podobnie jak budząca refleksje mina albo neutralny wyraz Danvers, która bez sprzeciwu dorwała się do zupy.
- Żadnych uwag? – nie mogła ukryć wciąż trochę zaspanego zdziwienia, kiedy usiadła na krześle z oparciem z przodu dla oparcia. Wilgotne włosy uciekały z prowizorycznie zrobionego koka, przez co kilka razy musiała je albo odgarniać, albo chuchać od spodu. – Myślałam, że będziesz psioczyć, jak zwykle – podzieliła się swoimi obserwacjami, opierając przedramiona o szczyt krzesła – Za ciepłe, za zimne, daj mi spokój, nie chcę teraz, później, zaraz, daj whisky… - ułożyła podbródek przy lewym nadgarstku, spuszczając wzrok na jedzenie, nietkniętą łyżkę i w dalszej kolejności na niepasujący do Artemis spokój. – Coś cię gryzie. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-23, 22:01 Temat: #1 |
- That’s what she said. – westchnęła, dając upust wszystkiemu. Nadal było zbyt wcześnie, zbyt rano i zbyt mgliście, aby użerać się z efektami rozdrażnienia (jak podejrzewała) Artemis, która wyszła z wody, wzburzając zawartość wanny.
Nawet teraz robiła za niańkę, pieprzoną Matkę Teresę, poruszającą się ku potrzebującym szybciej, aniżeli nachodziły refleksje czy to w ogóle się opłacało. Najwidoczniej coś z sprzedzgonowanej Sage zaczęło pukać do drzwi, wymagając od tej obecnej stanięcia na wysokości zadania, jakie ograniczyła tylko do wsparcia Danvers, aby nie wyrąbała się na posadzkę, powodując tylko więcej rabanu. Poniekąd to było egoistyczne, unikała dodatkowej pracy, spełniając przy okazji dobry uczynek. Altruizm to bajka dla dzieci.
Utrzymywała balans wystarczająco, pozwalając na przeniesienie środka ciężkości na jej ramię, którym podtrzymywała Artemis dopóty, dopóki nie odzyskała równowagi na krawędzi wanny. Dopiero, gdy ręcznik zawitał przy starszej, uścisk zwolnił, a Ackerman zorientowała się, że papieros z jej dłoni zniknął. Rozejrzała się, nie mogą go dostrzec ani w wodzie, ani na ściankach. Wniosek? Zaginął w akcji, pewnie na podłodze albo gdzieś, bo w powietrzu nadal czuła dym, który niespodziewanie zaczął ją drażnić. Tak naprawdę nieoczekiwana wzmianka o matce Artemis wywołała przedziwny skurcz w krtani, aż musiała odchrząknąć. Tego akurat o niej nie wiedziała.
- W takim razie może podać sobie rękę z moją – zauważyła bez związku, a gdy Danvers zerknęła na nią, marnie poruszyła barkiem i przesunęła z powrotem ku końcowi wanny, zanurzając tym razem aż po samą szyję. – Nie rozwal czegoś, gdy będziesz wchodzić na górę. – bo tak było łatwiej, po prostu obserwować średnio udolne ruchy Art, pokracznie – „na mutantkę” – dodając jej otuchy, poniekąd dając też do zrozumienia, że zostaje tu na dłużej. Woda stawała się letnia, ale nie zamierzała jeszcze stąd wyjść. Potrzebowała chwili dla siebie, bo gdy całkiem w porządku klimat między nimi przepadł, nie chciała pakować się w drogę Danvers. Nie będzie prawić o lekach, tym, że w lodówce pewnie znajdzie coś do zjedzenia przed połknięciem tabletek. Teraz nie, po prostu, dlatego na dokładkę sięgnęła po paczuszkę papierosów i odpaliła kolejnego. Bez wietrzenia nie obejdzie się. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-23, 20:39 Temat: #1 |
Niedbale podrzuciła kartonik z trzema papierosami i wpakowaną do środka zapalniczką na parapet. Opakowanie uderzyło do plastikową ramę, a opadło z głuchym plaskiem.
- Wielu rzeczy nie wiesz.
Mniej w tym było faktycznego wytknięcia, co zwyczajnej, zwrotnej riposty, którą zwieńczyła wypuszczeniem dymu, formującego się w pierścień w powietrzu. Indiańska krew, jak się patrzy, fajki pokoju i te inne mecyje. Na reakcję Artemis tylko pokręciła głową, bo „co czaderskiego to nie ona”, ale zbieranie szyszek miało swoje plusy w formie tego znikania na kilka godzin w odosobnieniu, z dala od dorosłych druhów. Bo tak, była skautem. Przez dwa lata. Dawno i nieprawda.
Relaksująca cisza i smak nikotyny na języku działały wyciszająco, a tego potrzebowała najbardziej obecnie w swoim życiu. Powinna wyjechać do jakichś mnichów w klasztorach Shaolin, ogarnąć swoje zen i dopiero wtedy wrócić, aby posprzątać ten cały burdel, nazywany potocznie własnym życiem, bo choć stabilne oraz z teoretycznym przepisem na ciąg dalszy, w niektórych aspektach irytowało. Rozważała opcje fantastyczne, niemożliwe do zrealizowania przez czynniki niezależne od niej, a z którymi musiała koegzystować, aby pozorny pokój pozostawał utrzymany, choć w środku uważała wszystko za upierdliwe. Na tyle, że gdyby naprawdę się uparła, zostawiłaby wszystko w cholerę… Ale prędzej wyrzuty sumienia by ją zeżarły, bo stan wyjebania przeminie, gdy przejdzie tego migrenowego kaca.
Ze zwisającą dłonią za krawędzią wanny, w której trzymała dymiącego papierosa, niechętnie mruknęła elokwentne „Hm?”, gdy usłyszała własne imię. Brzmiało nawet intrygująco, kiedy padało z ust Danvers. Silnie prawie że. Otworzyła przymknięte oczy, kiedy przerwa sugerowała, iż być może powinna zwrócić większą uwagę na rozmówczynię, ale ta nawet nie próbowała spojrzeć jej w oczy. Miała swoje powody, które nosiły imię Jemma.
Uniosła dłoń z papierosem, kontrolując stan popiołu, który przesunął granicę, więc strzepała go na kafelki. Później posprząta. Zaciągnęła się spokojnie dymem, wypuszczając równie powoli kłęby nosem i podciągnęła do siebie jedną nogę, wystawiając kolano ponad poziom wody. Wolną dłonią potarła skroń, wybierając szczątkowe informacje, które mogłaby przekazać Artemis. Co warto, a czego nie?
- Wróciła do domu, tak jak kazałaś – ale nie takiej odpowiedzi zapewne oczekiwała, więc prędko dodała: - Nie zmieniłaś jej mózgu w papkę, jeżeli to chcesz wiedzieć. Przynajmniej nie całkiem – uważnie spojrzała na Danvers, oczekując jakiejkolwiek reakcji. Wyrazu ulgi, zmarszczenia brwi, czegoś, co zdradziłoby, w jaki sposób się poczuła z tą wieścią, że nie usmażyła wszystkich obwodów w głowie Johnson. – Wzięła wolne od pracy. Ból głowy, niechętnie rozmawiała ze mną przez telefon, gdy próbowałam jej udowodnić, że miała z tobą do czynienia. – Co wcale nie było takie proste, zważywszy, iż Artemis wyraźnie kazała lekarce zapomnieć. Jak potężną mocą dysponowała, mogła przekonać się – niestety – na przykładzie nikomu winnej kobiety, nieświadoma, że sama też została pokierowana w pierwszych minutach ich spotkania w tej o to łazience. Nie przypominała już rzeźni, choć wspomnienia pozostaną. Przynajmniej część, niektóre fragmenty były zamazane.
- Jak to jest? – zapytała nagle, przekładając końcówkę papierosa spomiędzy knykci do palca wskazującego i kciuka. - Mieć taką zdolność, jak twoja? |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-23, 19:28 Temat: #1 |
Kiedyś nadejdzie dzień, gdy odbędą kompletnie normalną rozmowę. Bez przywar, zgryźliwości czy ociekającego z każdego słowa sarkazmu, który w niemoralny sposób zlepiał dialog w całość. Nie potrafiła wskazać choćby jednej konwersacji z Artemis, nie mającej w sobie odrobiny goryczki cynizmu. Psycholog uznałby to za czerwoną flagę i zalecił jak najszybsze zerwanie jakiegokolwiek kontaktu, a ona pokazałaby mu środkowy palec, bo niektóre tendencje Danvers zdążyły już na nią przejść w zastraszającym tempie. Za nic zatem miała drobne dogryzanie, skupiając się na zmywaniu mydlin i zerkania na wskazane blizny wraz z opowieściami o ich pochodzeniu. Żadna nie wynikała z niewinnego wypadku z dzieciństwa, a ryzykownych sytuacji, w które pakowała się poniekąd dobrowolnie, bo taki był charakter pracy.
Przechyliła odrobinę głowę w bok, przyglądając pamiątkom, jakich wcale nie zazdrościła Artemis. Na upartego, gdyby miała to ocenić pod kątem estetycznym, ślad o szarpanych, nierównych krawędziach wyglądał o niebo lepiej od postrzału, który przestał robić na niej wrażenie, gdy czwarty z kolei mutant trafił do niej z raną po kuli – zadrą albo bezpośrednio tkwiącą w ciele. Johnson gdzieś mignęła w tle, ale jak szybko się pojawiła, tak prędko zniknęła.
- Byłam – potwierdziła cierpko, nie zamierzając rozwijać wątku, dopóki nie dostrzegła zalążka próby wyciągnięcia od niej tej informacji. Uniosła dłoń opatuloną pianą, stopując pytanie na samym wstępie. – Nie – Halt, dalej nie przejdziesz. - Nie, nie chcę o tym mówić. – mruknęła z wyraźną niechęcią, odrzucając jeden z czarniejszych dni w swoim życiu na dalszy plan, prędko odwracając kota ogonem, bo tylko w ten sposób mogła jakoś poprowadzić rozmowę na inne tory, a raczej wrócić na stare. – Patelnia? Poważnie? – uśmiechnęła się z politowaniem półgębkiem, prychając krótko pod nosem, zapierając obiema rękami o obie krawędzi i podciągając do siadu bliżej środka wanny, na słowo uważając z nogą Danvers. - Co on, był pod wpływem? – Bo to miało chyba największe prawdopodobieństwo, bazując na to, co prezentowała sobą kobieta. To albo jego bycie Psem, najemnikiem czy po prostu fajtłapą, parzącą swoją partnerkę gorącą patelnią. Normalna sprawa.
Powoli uniosła się, sięgając po mały, wiklinowy koszyczek z nasadką, który stał obok niewielkiej doniczki ze sztucznymi kwiatami. Miała je wyrzucić, ale stały tu nieprzerwanie kolejny rok, bo cały czas o tym zapominała. Strąciła pokrywkę, wkładając dłoń do sekretnej skrytki, której jeszcze Heath nie odkrył, trzymając dzielnie po stronie niepalących, bo o to w ręce znalazła się paczka czerwonych Lucky Strike’ów, w miarę jak Danvers produkowała się w taki czy inny sposób.
Secret stash zawierał w sobie pięć papierosów i jednorazową, białą zapalniczkę BIC. Wetknęła fajkę między usta, wdychając jeszcze niezapalony zapach tytoniu, a nie pozostając tak wredną, opierając się łokciem o kolano Art, wyciągnęła ku niej paczkę krótkim ruchem głowy zachęcając do poczęstowania karmą dla raka. Miała kaprys, kolejny, za który migrena nienawidziła Sage, ale raz w końcu się żyje, a palenie to jedna z najlepszych atrakcji, jakiej mogły doświadczyć w ciepłej wannie. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-23, 17:52 Temat: #1 |
Beżowe mydło miało na etykiecie intrygujący, kwiatowy wzór, przywodzący na myśl buddyjskie mandale albo etniczne tatuaże, na tyle przykuwające oko, że tylko przyglądanie się bliznom Artemis konkurowało ze złotym, błyszczącym zdobieniem. Nic dziwnego zatem, że przyglądała się znikającym siniakom, gdzieś w okolicach żeber i temu zadrapaniu wyżej. Pełna gama odcieni żółci, zieleni i gdzieniegdzie domieszki sinicy. Krwiaki schodziły, ale mogła tylko podejrzewać, jak bardzo utrudniały życie nawet na tym etapie regeneracji.
Nie ukrywała niewielkiego zwątpienia, gdy z jednej skrajności musiała przestawić się na drugą skrajność, przedstawioną w prostym równaniu „nie mam żadnych śladów =/= nigdy ich nie liczyłam, ale będę dalej grumpy catem, odpowiadając wymijająco”. Ten schemat już też poznała, stąd brała poprawkę na to, co widziała, a co Danvers mówiła, choć chwilowo wisiało jej czy zostanie uraczona wymyśloną historyjką, czy faktycznym zdarzeniem z przeszłości. I tak by nie poznała, co było prawdą, a co nie. Nie tylko na potrafiła grać.
Wycisnęła z buteleczki odrobinę perfumowanego mydła na lewą dłoń i posyłając Artemis skonsternowane spojrzenie, wyobrażając sobie faceta wchodzącego dobrowolnie do wielkiej maszyny rzeźnickiej, a potem zajmującego raną na bicepsie, po której został jaśniejszy ślad. Chyba nawet kojarzyła jakiś tani horror z podobną sceną, ale nie mgła przypomnieć sobie jego tytułu, więc porzuciła dalsze poszukiwania we wciąż średnio ogarniającej głowie, mydląc po kolei ramiona i kolejne centymetry skóry.
- Większość twoich historii działa się w melinach albo opuszczonych budynkach – zauważyła łagodnie, wcierając specyfik w dłonie i mocząc w wodzie, tworząc nowe obłoczki piany, które zakrywały ciało i dryfowały po tafli. – Nie masz w zanadrzu jakichś z bardziej… cywilizowanych miejsc? – zawahała się, nieznacznie kręcąc nosem nad doborem słownictwa. Nie tak chciała to nazwać, ale Danvers powinna wyłapać, co Sage miała na myśli. Nie od parady nie dała się do tej pory zabić – jeśli to nie dzięki ładnej buzi, to jakiejś ilości oleju w głowie. D.O.G.S. w końcu nie patrzyli na cudzą urodę, gdy trzeba było wyeliminować mutanta, chociaż i od tego zapewne istniały wyjątki, o których jednak wolała nie wiedzieć. Lepiej wtedy spała. |
Temat: #1 |
Sage Ackerman
Odpowiedzi: 106
Wyświetleń: 4630
|
Forum: S. Ackerman Wysłany: 2018-04-23, 15:41 Temat: #1 |
Slytherin otrzymuje trzydzieści punktów dla domu za zgryźliwe obycie i minus dwadzieścia za złamanie ducha bojowego bardzo PARAmedyka, który mimo wszystko skutecznie olał przywarę. Nie czerpała z tego zabiegu medycznego ani dumy, ani chluby, będąc szczerze przekonaną, że to był pierwszy i ostatni raz, kiedy musiała kogoś pozszywać. Następnego mutanta z rozciętymi płatami skórnymi odeśle do chirurga, czy tego będzie chciał, czy nie, a już na pewno pogoni do tego tę kobietę z drugiego końca wanny.
- Tylko tym z aktualnym szczepieniem na wściekliznę.– odparła, moszcząc się w ciepłej wodzie i pozwalając sobie trochę zjechać plecami, aby oprzeć sztywny kark o ściankę. Przymknęła oczy, ciesząc każdy centymetr zimnego ciała. Chwała za tych minus kilka centymetrów różnicy pomiędzy nią, a wysoką kobieciną o niewyparzonym języku.
Porzuciła gdzieś wstyd, tego też nauczyło ją aktorstwo. Tylko tym razem nie wchodziła w żadną rolę ani nie odstawiała szopki. Najzwyczajniej w świecie postanowiła skorzystać z dobrodziejstwa już przygotowanej kąpieli , nie śpiesząc z sięgnięciem po buteleczkę z mydłem i szamponem, pozwalając włosom spokojnie dryfować pod powierzchnią ciepłej wody, pachnącej, jeśli dobrze teraz oceniała, jaśminem.
Niechętnie uniosła prawą powiekę, spoglądając na Artemis leniwie, gdy poruszyła się, dotykając według kolei rzeczy boku Sage bodaj łydką albo nawet i kolanem. Nie przyglądała się specjalnie długo, ale na tyle, aby zapamiętać te szczegóły, które już znała – siniaki, blizny, zadrapania, wszelkie ślady walki o życie.
- Różnie – wyczerpująca odpowiedź, dostanie w nagrodę ciastko – Zależy, jak długo mnie trzyma. Czasami to godziny, czasami dni. Raz jest lepiej, raz gorzej. – przejechała dłonią od linii brzucha przez mostek i aż po prawy obojczyk, oblewając skórę ciepłą wodą powoli. – Ile masz blizn na ciele? – Pytanie za pytanie? Mogło być. Spojrzała na Danvers, rejestrując, że mydło zapachowe znajdowało się dokładnie na półeczce pod oknem po jej stronie, więc wyciągnęła do niej powoli ociekającą rękę, ruchem dłoni prosząc niemo o podanie, walcząc z zamykającymi się oczami. Przyjemny zapach, względny spokój i otaczająca, ciepła woda robiły swoje. Po tak nieprzyjemnych nocach, doceniała to o wiele bardziej. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|