| Autor |
Wiadomość |
Temat: Salon z kuchnią |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1198
|
Forum: J. Duncan Wysłany: 2018-08-12, 00:25 Temat: Salon z kuchnią |
– Ta, to też w sumie – odparł, myśląc, że w sumie tak czy siak częściej robili to drugie, bo biegać wolał sam. Nie tylko dlatego, że był niekiedy jak kot, który podążał własnymi ścieżkami, potrafił włóczyć się przez pół nocy po mieście, wchodził w najciemniejsze uliczki żeby zabić nudę i wzbudzić w sobie adrenalinę bez korzystania z bardziej radykalnych środków, ale też dlatego, że podczas biegania lubił myśleć. A myśli zawsze miał dużo. Kłębiły się one w jego głowie i niekiedy nie dawały mu spokoju. Najgorsze były te ponure myśli, bo choć był niesamowicie pozytywnym człowiekiem, który patrzył na świat przez szkła różowych okularów, nieraz i jego nawiedzały te negatywne myśli; niczym ciemne burzowe chmury zwiastujące wielką ulewę, może nawet ciężkie i niebezpieczne gradobicie.
Za to związek na dłuższa metę był czymś, o czym Raegan często myślał. W końcu jego przyjaciółka nieraz wspominała mu o tym, jak to jest mieć męża. U niej nie było to nic pozytywnego, ale… No. Chevalier nieraz myślał o tym, jak to jest. Koniec końców chciałby się ustatkować, pobrać się z kimś, kto byłby dla niego ważny i podświadomie czuł, że już pora. W końcu był coraz starszy, a nie wiedział jak długo jeszcze pożyje, bo jego życie było jedną wielką niewiadomą od kiedy mutanci „wyszli” na światło dzienne i od kiedy ludzie zaczęli być do nich tak wrogo nastawieni. No bo nazywali ich terrorystami; uważali za gorszych, bali się ich – w dużej mierze bezpodstawnie, bo przecież naprawdę wielu mutantów chciało po prostu pełnej wolności i zwykłej ludzkiej tolerancji. Bo zasługiwali na to. Co nie? Wracając jednak do związków. Raeganowi zdarzało się myśleć o długim i trwałym związku i choć nie był pewien tego, kiedy znajdzie miłość swojego życia, jedno wiedział na pewno. Nie był nią Jamie. Rudzielec był zauroczeniem, jednym z wielu zresztą. Trwało ono długo i wciąż się do niego nie przyznawał, ale nie tracił dla młodszego chłopaka głowy. I w gruncie rzeczy nie zamierzał.
Lubił mieć głowę na karku. Nawet jeśli zdarzało mu się z owej głowy nie korzystać.
– Frajda? Niekoniecznie nazwałbym to frajdą. Raczej… Hmm. Miłym uczuciem dla takiego kochającego adrenalinę idioty jak ja. – Wzruszył nieznacznie ramionami, uśmiechając się powoli. Znów nabrał trochę sałatki widelcem i włożył ją do ust, powoli ja jedząc. Matka zawsze mu powtarzała, że nie mówi się z pełnymi ustami więc chwilę poczekał i dopiero gdy przeżuł i przełknął jedzenie odpowiedział. – To co, już się patrzeć nie mogę? Jesteś nieznośny – stwierdził, nie mówiąc oczywiście poważnie. Po prostu nie w tym celu przyszedł, ale w innej sytuacji pewnie rozmowa byłaby ostateczną ostatecznością. Najgorsze, że Jamie pewnie zdawał sobie z tego sprawę. – Tak, mam jeszcze jedno. Ta dziewczyna, mutantka. Rozmawialiście? – Duncan nie mówił mu wiele o tej lasce, która uratował, ale Raegan słyszał o niej kilka rzeczy i ciekawiło go to, czy daje sobie jakoś radę. A nóż widelec Jamie utrzymuje z nią kontakt i coś wie. Nie żeby Chevalierowi zależało na jakichkolwiek informacjach o dziewczynie, bo też po co. Po prostu był ciekawy czy… w ogóle żyje. Byłoby słabo, gdyby umarła/została znów złapana i cała akcja rudzielca poszła na marne. Przynajmniej tak uważał Ray. |
Temat: Raegan |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 667
|
Forum: Relacje Wysłany: 2018-08-08, 18:14 Temat: Raegan |
/wybaczcie, że tak długo mi zeszło z tym odpisaniem, ale przyznam, ze kompletnie zapomniałam, że tu nie odpisałam :-:/
Tak, Mike’a może znać już z imprez i w ogóle na pewno się lubią, bo nie dość, że mają masę tematów do gadania, to jeszcze oboje są (lub w przypadku Raegana byli) zieloni w uczucia xD Także my mamy ustalone wszystko właściwie!
Bradley, długo myślałam co by mogło zacząć ich znajomość i jak najbardziej jestem za ziomkami, ale sęk w tym, że Raegan nie należy do bractwa, a do Seattle przeniósł się już wtedy, gdy Brad mieszkał w Olympii :/ Mogliby się znać jakoś z Bostonu lub Waszyngtonu (mieszkał tam rok przed przyjazdem do Seattle), ale nie wiem czy Grey tam kiedykolwiek bywał :-: Chyba, że dopiero poznamy ich i zaprzyjaźnimy fabularnie, bo to też jest jakieś rozwiązanie!
Lasair, to mi powiedz w jakim kierunku chciałabyś pójść? Bo ja tu widzę pozytyw (mają podobne przekonania + Raegan jest dobrym człowiekiem, który najchętniej działałby na korzyść mutantów, gdyby nie bał się ujawnienia, więc jak najbardziej biernie i z ukrycia popierał działalność FPTP (i wciąż popiera, choć oficjalnie organizacji już nie ma), ale jeśli masz jakieś preferencje czy pomysł na typ relacji to wal, bo to zawsze jakaś baza do wymyślania relki! |
Temat: Salon z kuchnią |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1198
|
Forum: J. Duncan Wysłany: 2018-08-03, 21:38 Temat: Salon z kuchnią |
I w tym też się różnili. Raegan umiał słuchać i chętnie to robił. Był wystarczająco empatyczny, aby wysłuchać i ewentualnie pomóc. Sam nie wiedział skąd się to brało, bo niewiele osób tak chętnie podchodziło do tego typu spraw. I tak, czasami nie był wzorem, bywał chamski, arogancki i prawie zawsze z jego słów wylewał się sarkazm, ale był dobry, miał dobre serce. Gdyby się tak zastanowić, Chevalier i Duncan byli jak woda i ogień i niewiele ich łączyło. Czasem nawet Ray zastanawiał się czy ich znajomość nie trzyma się przypadkiem tylko dlatego, że ze sobą sypiają.
– Nas naprawdę łączy tylko łóżko, stary – powiedział i pokręcił głową. Nie żeby się temu sprzeciwiał, podobało mu się to. Jasne, brakowało mu często takiego pełnego związku, w którym nie był… O chryste panie, dwa lata, ale nie narzekał. A przynajmniej nie na głos i nie przy Jamiem. Spiorunował go wzrokiem i przewrócił oczami, nie skomentował jednak jego słów. Raegan miał to do siebie, że często brał rzeczy na poważnie. Łatwo go było wkręcić, choć zawsze starał się być uważny i ostrożny. No ale był roztrzepany i uważności mu niezbyt często wychodziła. Łatwo się rozkojarzał, szczególnie gdy nie potrafił przeczytać z jakiegoś człowieka, jak z otwartej księgi. A do tych ludzi, mimo wszystko, należał Duncan, którego nie umiał ogarnąć. Po prostu.
– Właśnie o to mi chodziło – stwierdził z przekonaniem, choć sam nie do końca wiedział o co mu chodziło. Zbyt często paplał, nie myśląc o tym, co mówił. A po chwili, co najlepsze, wyłączał się i już kompletnie nie wiedział o czym była mowa. Taki już był. I nie umiał tego zmienić, choć teraz i tak już bywał poważniejszy, niż dawniej.
Podczas tej chwili ciszy po zadanym przez Raegana pytaniu, sam nałożył sobie trochę sałatki, ale zamiast zacząć ją jeść, zaczął bawić się widelcem, mieszając nim w misce. Przełknął cicho ślinę, słuchając jego słów i patrząc na przyjaciela. Oddychał spokojnie, przybrał obojętny wyraz twarzy i sam nabrał na widelec trochę sałatki. Słuchał go w ciszy i w skupieniu, co chwile wkładając widelec do ust. Prawda była taka, że pod koniec jego wywodu, miał już pustą miskę, ale o dziwo przestało mu się chcieć jeść. Nie wiedział czy z nerwów czy… Czy z jakiegoś innego powodu. Wiedział jedynie, że słowa o poderżnięciu jej gardła nie zadziałały na niego w żaden specjalny sposób. Znał Jamiego na tyle dobrze i długo, że wiedział o jego odpalać i myślach. Z początku, gdy poznał je po raz pierwszy, trochę się go bał, ale teraz? Teraz bał się tylko o niego, nie jego samego. I choć czasami przerażało go myślenie o zabijaniu innych ludzi, znał dosyć radykalne poglądy Jamiego i nie zamierzał go powstrzymywać. Nie chciał ryzykować. Chyba. – Wcale się nie martwię, ani trochę – skłamał gładko, patrząc mu w oczy. Oparł łokcie na blacie stołu i spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło mu to raczej słabo i niemrawo. – Po prostu mnie to ciekawiło, bo ja byłbym pewnie… przerażony. – Zacisnął mocno usta w cienka kreskę, nie zrywając kontaktu wzrokowego, choć, cholera jasna, naprawdę chciał spojrzeć na pustą miseczkę i zacząć przeklinać samego siebie w myślach. Choć w gruncie rzeczy już teraz to robił. |
Temat: Salon z kuchnią |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1198
|
Forum: J. Duncan Wysłany: 2018-08-01, 23:59 Temat: Salon z kuchnią |
– Zdaję sobie sprawę z tego, że taniec na rurze nie jest prosty – powiedział, bo przecież nieraz go widział. Pewnie nie przyznałby tego na głos, ale owszem, łaził po klubach nocnych. Może nie tak często, jak mogłoby się po nim spodziewać, ale wciąż mu się to zdarzało. I jakkolwiek mało dojrzały emocjonalnie mógł się wydawać, nie zawsze taki był. Zwykle głównie się krył za maską infantylnego dorosłego, który nie ogarnia życia. To, że był nerdem i geekiem, było zupełnie inną sprawą. – Jeśli to pomoże, to umiem tańczyć walca, nie tylko taniec robota, Kleopatry i kraba. Jak byłem w liceum, uczyłem się też tanga, ale nie wyszło. Była mnie... namówiła. – Nagle spoważniał na samą myśl o Amandzie. Nie powinien o niej myśleć, bo wiedział, że myślenie o dziewczynie mogło wzbudzić w nim poczucie winy, którego nie chciał i którego nie czuł od dawna. No bo miesiąc to całkiem długo, nie? Przewrócił oczami, bo nie chciał na głos przyznawać mu racji. No bo Jamie się nie mylił. Prawda była taka, że przeżywałby nawet przejechanie gołębia samochodem. Gdyby samochodem jeździł, ha!
– Nie chcę. Wolę się trzymać drobnych kradzieży, których nikt nie zauważa, bo oficjalnie to ludzie sami mi dają. Kasę, nie dupy. – Pokiwał głową ze śmiertelną powagą i przekonaniem. Po chwili jednak dodał coś jeszcze: – Ale jeśli te kobiety po trzydziestce wyglądają jak Scarlett lub Natasha, brałbym w ciemno. Chociaż nie jestem przekonany do Natashy w blondzie, wiesz? – zapytał retorycznie. Czemu on w ogóle o tym gadał? Idiota i tyle. Poza tym Raegan nie tyle był uzależniony, ile po prostu go lubił. I choć tego nie umiał przyznać, najbardziej lubił go z Jamiem. Już wolał mówić, że jest uzależniony, niż żeby się wydało, że mógł coś do niego poczuć.
– Chcesz mi wsadzić świeczkę w dupę i ją zapalić. – mruknął, marszcząc lekko brwi. Chociaż w sumie? Nie świadczyło to o złości. Źle zinterpretował. Jak zwykle zresztą, bo choć znał go już rok, czasami wciąż miał problemy z ogarnięciem co tak do końca mu w głowie siedzi. Koniec końców nie było to prostym zadaniem. I, jak sądził, nigdy nie będzie.
– Ja? A czy widać po mnie, żebym się nakręcił? W życiu – powiedział z przekonaniem i nawet nie musiał sprawdzać, żeby wiedzieć, że na serio się nie nakręcił. Bo nie myślał nawet o tym, żeby trafić z nim do łóżka. I jasne, bliskość Jamiego nie pomagała, ale przyszedł w innym celu. Przyszedł się napić z kumplem i sprawdzić, czy w ogóle jeszcze żyje. Kiwnął głową po usłyszeniu słów Duncana, wyjął dwie miski i wziął kieliszki wraz z alkoholem, żeby po chwili postawić je na stole i usiąść na krześle, które przesunął tak, aby widzieć rudzielca siedzącego na kanapie. – Nie martwisz się? Tą całą sprawą z DOGS-ami? – zapytał w końcu, bo chciał o to spytać już od wejścia do mieszkania. |
Temat: Salon z kuchnią |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1198
|
Forum: J. Duncan Wysłany: 2018-08-01, 12:42 Temat: Salon z kuchnią |
W czasach liceum sam Raegan kochał sport. Lacrosse był jego życiem, ale oprócz niego kochał koszykówkę i piłkę nożną, choć ta nie była typowym zainteresowaniem amerykańskiego nastolatka. Prawda była taka, że kochał sport nie tylko dlatego, że chciał być zawsze w formie żeby podobać się dziewczynom, ale też dlatego, że dbał o swoje zdrowie i chciał zostać policjantem. I to naprawdę dobrym policjantem, który goni gnojków po dachach i tak dalej. Czy wyszło? Nie za bardzo.
– Nawet nie masz pojęcia jak trafiłeś z opisem – puścił mu oczko i pstryknął palcami, wskazując nimi na niego. – Masz na myśli taniec na rurze? Zawsze jestem chętny na taniec na rurze! – musiał powstrzymać się przed radosnym klaśnięciem w dłonie, bo wtedy Jamie uznałby go za mentalnego dzieciaka (którym zdarzało mu się być) i nie nauczyłby go tańca na rurze, bo to sprawy dla dorosłych. – W gruncie rzeczy bym nikogo nie zabijał. Przecież tylko bym śmierć zasugerował, a to jest różnica… – kij z tym, że sugestia tego typu kończyła się spełnieniem jego słów. Jak był na studiach, powiedział do kumpla „Idź się pierdolić” w złości, a następnego dnia usłyszał od swojej dziewczyny, że go tak jakby troszkę z jego kumplem zdradziła. I już wtedy wiedział, że musi uważać na swoją złość. I słowa, które w niej wypowiadał. – Nie chcę krakać, Jamie, ale ciebie też ścigają – nie skomentował jego słów o Bractwie, którego działania w zupełności popierał. Nie musiał należeć do niego, aby z tyłu głowy myśleć o tym, że ich akcje są słuszne, nawet wtedy, gdy kończą się fiaskiem.
– Wolałbym być tostem lub ciasteczkiem, ale jak już tam sobie chcesz, Duncan – rzucił obojętnie i wzruszył ramionami. Wiedział, że niepotrzebnie mówił to o seksie, bo czuł, że coś się zmieniło. Nie wiedział tylko co. Chociaż nie… Doskonale wiedział. Udawał jednak, że nawet jego kolejne słowa go nie ruszyły. Choć tak naprawdę poczuł jakieś dziwne ukłucie zazdrości. – Masz na myśli Natashę Romanoff? Scarlett Johansson? O ja, może zabierzesz mnie ze sobą? – zażartował, choć brzmiało to tak, jakby mówił w stu procentach poważnie. Oby tylko to nie zmyliło Jamiego… Uśmiechnął się lekko, czując jak rozwiał mu trochę tych niesfornych loków.
– Mistrz refleksu… – mruknął pod nosem, powstrzymując się przed strzeleniem sobie bolesnego facepalma. Dobrze, że nigdy nie był przesądny i nie zwracał uwagi na rozbite lustra czy kota, który przeszedł mu drogę.
– Złość piękności szkodzi, Jam. Przecież tylko żartowałem i wiem, że przyszedłem tak… Z dupy i nawet nie myślałeś o tym, że możemy się dzisiaj spotkać. I wierz mi lub nie, ale naprawdę przyszedłem tylko upewnić się że wszystko jest w porządku – gdy się nudził, za dużo myślał. A to kończyło się właśnie zamartwianie się o przyjaciół, rodzinę i znajomych, którzy byli w jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Próbował zignorować jego bliskość i to, że chwile wcześniej klepnął go w tyłek. Zamknął oczy, kładąc dłonie na blacie. – Żyję i mam się wspaniale, dziękuję za troskę. – szybciutko wywinął się chłopakowi i chwycił jeszcze swój kieliszek, aby szybko napić się tequili. – Mistrz refleksu, mówiłem. – Prawda była taka, że musiał się wyswobodzić z tego… Cóż. Nie mógł tego nazwać uściskiem, ale było to dla niego w jakiś sposób niekomfortowe, bo wiedział, że serce mu zaraz zwariuje przez bliskość rudzielca. Dodatkową sprawą był ten nóż zbyt blisko tętnicy, który sprawiał, że czuł się niekomfortowo, ale jednocześnie czuł tę dziwną adrenalinę, która zaczęła płynąć mu w żyłach. Wiedział, że wiele ryzykuje wyswobadzając się Jamiemu, ale nie żałował ryzyka, które podjął i które w gruncie rzeczy się opłaciło, bo mógł napić się w spokoju alkoholu. |
Temat: Salon z kuchnią |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1198
|
Forum: J. Duncan Wysłany: 2018-08-01, 01:22 Temat: Salon z kuchnią |
Chevalier chętnie wróciłby do czasów, kiedy miał czas i ochotę na chodzenie na siłownię czy bieganie kilka razy dziennie. Z okresu studiów pozostało mu tylko w miarę zdrowe odżywianie i bieganie raz dziennie, co rano. Robił to dlatego, że nie mógł spać, zwykle wystarczało mu 6 godzin snu, a gdy kładł się regularnie o północy, nie potrafił wstać później niż o szóstej rano. Po prostu nie był w stanie i wtedy dla zabicia czasu biegał. I choć kondycję wciąż miał w porządku, dostrzegał wiele różnic, bo odkąd zaczął palić po śmierci matki, znacznie podupadł na zdrowiu. I choć wiedział, że bóle głowy i słabszy wzrok spowodowane były rozwojem jego mocy, wiedział też, że fajki mu tylko szkodzą. Ale hej, nie był uzależniony. Palił wtedy, gdy się stresował lub o coś martwił. W kwietniu palił dużo. Wolałby chyba nie wiedzieć o tym, że psy szukają Jamiego, bo to wszystko mu komplikowało.
– Właściwie ten pomysł nie jest znowu taki zły, ale nie umiem tańczyć. Umiem tylko taniec robota, Kleopatry i kraba. Łatwiejszym sposobem na śmierć byłoby po prostu powiedzenie komuś „skocz z mostu”. Ale się do tego nie posunę – powiedział. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego moc miała wiele zastosowań i nie tylko mógł dzięki niej kraść, ale mógł nawet kogoś dzięki temu zabić, zachowując przy tym czyste rączki. Wiedział jednak też to, że nie posunąłby się aż tak daleko. Nie chciał zabijać, nie chciał zwalczać przemocy przemocą. Kiedyś usłyszał, że oko za oko, a świat stanie się ślepy. Raegan należał do ludzi spokojnych i takich, które zwyczajnie unikają przemocy. Na stówę padłby jako jeden z pierwszych podczas potyczki z władzami, ale czy żałował, że był taki, a nie inny? Niekoniecznie. Choć pewne było to, że gdyby ktoś choćby tknął kogoś mu bliskiego, nie ręczyłby za siebie, bo nawet on ma jakieś granice swojego spokoju.
– Przecież mam szczotkę. Nie moja wina, że mam kręcone włosy i mi się loczki robią. Poza tym one są urocze. Wyglądam... Jak do schrupania. Kilka razy już to słyszałem i nie zamierzam zmieniać wyglądu – dla podkreślenia swoich słów przejechał dłońmi w powietrzu wzdłuż swojego ciała. – Poza tym, przecież biegam co rano. Chciałem ostatnio kupić sobie worek treningowy, ale muszę zapłacić za mieszkanie, bo mnie kiedyś eksmitują — I nagle wpadło mu do głowy, że nikogo nie eksmitują, jak użyje na nich perswazji. Logika!
Wiedział, że z niego żartuje, ale nie reagował. Miał nadzieję, że jeśli to zignoruje, to rudzielec przestanie, choć znał go na tyle, że wiedział, że to tylko... złudna nadzieja.
– Po pierwsze, wspominam ten ostatni sprzed tygodnia, po drugie, raz w tygodniu zawsze było za mało, bo, po trzecie, jesteś uzależniający jak takie słodkie różowe wino musujące dla delikatnej kobiety ze słabą głową. – Tak, właśnie zasugerował, że jest uzależniony od seksu i że jest kobietą ze słabą głową. Do reszty tego Raegana pojebało. Złapał limonkę w locie i uśmiechnął się z satysfakcją. Ma się ten refleks, co nie? Po chwili jednak udowodnił, że go nie ma, bo rozsypał trochę soli na blat. Nie jego wina, że strącił solniczkę łokciem... – Nie jestem nerwowy, Tygrysku – żałował, że nie nazwał go Prosiaczkiem, ale pewnie by wtedy dostał. Skupił się na przygotowywaniu kieliszków, a gdy wszystko było już gotowe, przesunął pełne tequili szkło po blacie w kierunku przyjaciela. – Jesteś uroczy, zrobiłeś nam romantyczną kolację – popatrzył w stronę kumpla, uśmiechając się z prawdziwym rozczuleniem. Kusiło go zrobienie głośnego „awww”, ale wiedział, że samo słowo „uroczy” w odniesieniu do Jamiego było przesadą. Ale to nie wina Chevaliera, że odpłacał się dobrym za nadobne. Po prostu odbijał piłeczkę, którą wcześniej wysłał mu Duncan. |
Temat: Salon z kuchnią |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1198
|
Forum: J. Duncan Wysłany: 2018-07-31, 23:26 Temat: Salon z kuchnią |
Raegan nigdy nie miał takiej sytuacji. Nigdy nie uciekał przed DOGS-ami, nigdy nie uciekał w ogóle. Nie wychylał się, choć używał swojej mocy dosyć ciężko, ale, szczerze mówiąc, miał taką moc, że czasami naprawdę ciężko było ją dostrzec. Przecież ani nie rzucał kulami ognia, ani nie kontrolował metalu, wody, powietrza. Wyglądał jak normalny facet. Może mógł wydawać się ciut dziwny, gdy patrzył komuś głęboko w oczy i przekonywał osobę do wykonania jakiejś czynności pokroju taniec na stole czy zamówienie kolejnych kilku kolejek i zwiększenie napiwku, ale na ogół nikt nie zwracał na to uwagi. Chyba że Chevalier po prostu nie wiedział, że już ją u kogoś przykuł, ale… W gruncie rzeczy by go to ucieszyło. Przynajmniej nie byłoby nudno. Choć, na dobrą sprawę, jego marudzenie było bezpodstawne. Przecież lepiej było wieść spokojne życie niż ciągle uciekać. Mógł kupić psa, wykupić pakiet Netflixa bez obaw, że za kilka dni go złapią, a abonament się zmarnuje. Poza tym była jedna osoba, która urozmaicała mu życie. I właśnie odwiedzał tę osobę, która dodawała mu zmartwień i nerwów do tego lajtowego i zbyt spokojnego jak na mutanta życia. Dodawała mu też zazdrości. Bo naprawdę bywał zazdrosny o tego cholernego rudzielca. Nie do końca tylko wiedział, skąd się w nim ta zazdrość brała.
– Jasne, że wiem. W jakich ty czasach żyjesz, Duncan – powiedział i dopiero po kilku sekundach dotarło do niego to, że Jamie musiał mówić to ironicznie. Nie dał tego po sobie jednak poznać i zamrugał kilkakrotnie oczami. Sam nie wiedział do końca dlaczego, może po to, aby trochę wyostrzyć swój pogarszający się wzrok? Chyba nadchodził czas na zainwestowanie w okulary lub chociaż soczewki. – Tylko mówię, Jamie. Dbam o twoją prywatność, a wiem, jakie to uczucie czuć na sobie wzrok staruszek podchodzących wiekiem do osiemdziesiątki. Wierz mi, to niezbyt przyjemne. Chociaż z drugiej strony… Nie. Nie! – Zacisnął mocno powieki, próbując wyrzucić ten obraz ze swojej głowy. Powinien trochę przystopować ze swoją wyobraźnią, bo to chyba źle, że wyobraził sobie staruszkę flirtującą z nim samym i wysyłającą mu oczko? Boże, co on miał w tym kędzierzawym i rozczochranym łbie... – Tymczasem ja dzisiaj z nudów wypaliłem pół paczki papierosów. Jak tak dalej będzie, to moja wypłata pójdzie się jebać – stwierdził i wzruszył nieznacznie ramionami, co chyba miało znaczyć, że jest mu to obojętne. Ale nie było, bo nie zarabiał jakoś bardzo dużo, choć sporo udawało mu się ukraść. Musiał zapłacić za mieszkanie, jedzenie, alkohol, papierosy, prąd, gaz, wodę... O matko przenajświętsza, pewnie było tego więcej. Jeszcze miał przecież wcześniej wspomnianego Netflixa i szybki internet, bez którego obejść się nie potrafił! Całkiem możliwe, że był uzależniony. Całkiem możliwe było też to, że nie umiał oszczędzać, bo wszystko, co zbierał, trwonił po maksymalnie dwóch tygodniach na jakieś głupoty. Ostatnio kupił grę, która okazała się stara i na xboxa 360, którego nie miał. A w sklepie nie chcieli mu jej przyjąć, bo powiedzieli, że jak jest odpakowana, to niech sobie ją w dupę wsadzi. To znaczy, nie powiedzieli tego w ten sposób, to tylko parafraza Raegana. – Wcale nie – oburzył się, podchodząc do blatu i stawiając na nim butelkę z hukiem. Skrzywił się, bo już myślał, że ją rozbił, ale wszystko z nią było w porządku. Szkoda by było zarówno butelki, jak i dobrego alkoholu. – Nie mogłem przyjść, żeby upewnić się, że żyjesz i że naszym ostatnim seksem nie był ten sprzed tygodnia? – zapytał, nawet nie patrząc na Jamiego. Po prostu otworzył jedną szafek i wyjął dwa kieliszki do tequili. Zanim rudzielec zapytał, czy piją na czysto, czy może z limonką i solą, wyjął już sól i popatrzył na niego z obojętnym wyrazem twarzy. – Domyśl się. Podaj limonkę – rozkazał, choć nie użył na nim perswazji. Bez kitu, przecież Jam by go zabił na miejscu, gdyby posunął się tak daleko. I prawdopodobnie straciłby całe zaufanie do szatyna. |
Temat: Salon z kuchnią |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1198
|
Forum: J. Duncan Wysłany: 2018-07-31, 01:33 Temat: Salon z kuchnią |
Brakowało mu w życiu rozrywek. Czasem nawet bardzo żałował, że go nie szukają, bo to zawsze było jakieś urozmaicenie, a coraz częściej było mu naprawdę obojętne czy będzie chodził na wolności, czy z jednego laboratorium do drugiego. Życie mu się coraz bardziej nudziło i nie umiał nic na to poradzić. Może właśnie dlatego ostatnio się tak często wychylał, używając perswazji na coraz większej ilości osób. Ostatnio udało mu się jej użyć na dwóch dziewczynach naraz i, cholera, chodził po tym napuszony i dumny jak paw. Ale hej, miał powody, prawda? Gdyby nie był tak moralny, pewnie by je nawet zaciągnął do łóżka. O b i e. Wracając jednak do sedna, nudziło mu się. Brakowało mu tej adrenaliny, która płynęła w jego żyłach, gdy był przesłuchiwany przez funkcjonariusza policji po jakiejś większej bójce w barze. A zdarzyło się to dwa razy. I naprawdę kusiło go użycie na policjancie perswazji... Może nawet lepiej, że tego nie zrobił? Obojętne mu to było. Kiedyś by się pewnie przejmował.
Tego dnia był bliski zanudzenia się na śmierć w swoim mieszkaniu. Od rana przeczytał do końca książkę, która nie była jakichś wysokich lotów i obejrzał pięć swoich ukochanych odcinków Przyjaciół, gdy nagle wpadł na to, że może odwiedzić Jamiego. Może akurat nie będzie się kurwił pracował w klubie, skoro unikał tego miejsca jak ognia, od kiedy psy zaczęły za nim węszyć. Wziął z domu butelkę tequilli — która była opróżniona w połowie, bo czasami po prostu potrzebował się napić w samotności — i całkiem szybko dotarł przed drzwi... przyjaciela? Nie wiedział jak nazwać ich relację. Od samego początku nie wiedział, bo słowo „kochanek” wydawało mu się zbyt zobowiązujące. W końcu jego ojciec podobno miał kochankę i to też z jej powodu rozstał się z jego mamą... Ale co on tam wiedział o swoim ojcu, przecież ostatni raz widział go około dziewiętnaście lat temu.
Już podniósł pięść, żeby zapukać do drzwi Jamiego, gdy nagle przypomniał sobie o kluczach, które mu dał. Zaczął obmacywać wszystkie swoje kieszenie i już chciał zacząć panikować, że ich nie wziął lub – co gorsza – zgubił, gdy poczuł je w kieszeni koszuli. Westchnął z ulgą i szybko je wyjął, aby po chwili wsunąć klucz w zamek, przekręcić go i otworzyć drzwi do mieszkania Duncana. Uśmiechnął się pod nosem, wszedł do środka i zamknął za sobą. Odwrócił się, obrzucił rudzielca wzrokiem i niekontrolowanie uśmiechnął się trochę szerzej.
– Nie mogłeś się ubrać? Wścibskie sąsiadki mogą cię podglądać ze swoich okien. Raz mi się to zdarzyło, gdy chodziłem sobie nago po mieszkaniu. Potem sąsiedzi mówili, że jestem ekshibicjonistą, a ja tylko, kurwa, szukałem ubrań, bo zapomniałem je wziąć do łazienki – powiedział, a jak już zaczął, to nie mógł porzucić opowiedzenia swojej historyjki. Tak, musiał się tym podzielić. W końcu nie chciał, żeby Jamiemu spadł ręcznik i żeby jakiś wścibski sąsiad to widział, prawda? Dbał o niego. W pokrętny dosyć sposób, ale to robił. – Nie żebym narzekał. Ja tam się cieszę z takiego widoku. Tequilli? – zapytał, unosząc nieznacznie butelkę i obczajając go bezwstydnie. |
Temat: Raegan Chevalier |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 373
|
Forum: Informatory Wysłany: 2018-07-31, 00:59 Temat: Raegan Chevalier |
Raegan Percival Chevalier alias - na razie brak lat 26  Choroby i alergie: łagodna hemofilia typu a, uczulenie na orzechy, końską i króliczą sierść, pyłki | Obrażenia: wpisz | Frakcja i pozycja: bezfrakcyjny Zawód: barman | Rodzina:
Lucille Chevalier - matka, martwa;
Ronald Anderson - ojciec, policjant, żyje (prawdopodobnie);
3 wujów, dziadkowie - mieszkają we Francji, nie ma z nimi zbytnio kontaktu, ostatni raz widział ich na pogrzebie mamy; | Opis mocy i poziom mocy: Perswazja — Umiejętność kontrolowania myśli, zachowań, czynów i słów innych osób. W zależności od poziomu rozwinięcia tej umiejętności może się ona odbywać sprawnie i bez większych komplikacji; ma ona także różne skutki i konsekwencje zależne od jej zaawansowania.
Poziom I 0-24%
▶ Mutant jest w stanie zmusić inną osobę jedynie do prostych czynności. Nie ma jednak stuprocentowej pewności, że osoba ta będzie podatna na wpływ i często może nie wykonać całego polecenia, które musi zostać wypowiedziane wyraźnie i na tyle głośno, aby je usłyszała. Dodatkowo musi zostać zachowany kontakt wzrokowy. "Ofiara" pamięta, co się stało, choć z początku może być trochę zdezorientowana, tak samo, jak i mutant.
Wady: dezorientacja u wykonawcy czynności, lekki ból głowy, krótkotrwała utrata koncentracji, możliwość przekazania nie tego, co chciał przekazać wykonawca,
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 1/6
Poziom II -25-48%
▶ Czynności, do których mutant może zmusić inną osobę są skomplikowane, a osoba, na której umiejętność ta została użyta nie pamięta dokładnie całej zaistniałej sytuacji.
Wady: zwiększony ból głowy, chwilowe mroczki przed oczami, krótkotrwała utrata koncentracji, minimalna możliwość przekazania nie tego, co chciał przekazać wykonawca
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 1/5
Poziom III - 49-78%
▶ Zwiększona ilość osób podatnych na perswazję — Mutant dysponujący tą mocą na trzecim poziomie opanowania umiejętności jest w stanie wywrzeć wpływ na dwie osoby jednocześnie. Nie potrzebuje do tego kontaktu wzrokowego, wystarczy jedynie obu osób dotknąć. W przypadku chęci zapanowania nad jedną osobą zalecany, choć nie konieczny jest kontakt wzrokowy dla skuteczniejszego wykonania perswazji.
Wady: silny ból głowy po korzystaniu z mocy, delikatne pogorszenie wzroku, krótkotrwałe zawroty głowy połączone z mroczkami przed oczami, krótkotrwała utrata koncentracji
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 2/4
Poziom IV - 79-94%
▶ Zwiększona ilość osób podatnych na perswazję — Na tym etapie opanowania umiejętności perswazji mutant jest w stanie zmusić do czegoś maksymalnie czteroosobową grupę osób (w tym mutantów) bez używania do tego kontaktu wzrokowego czy dotyku.
▶ Perswazja na odległość — Umiejętność ta na czwartym poziomie nie jest zaawansowana, ale użytkownik jest w stanie użyć perswazji na innej osobie przez telefon. Jedynym warunkiem, jaki musi zostać spełniony, jest to, że osoba ta słyszy mutanta wyraźnie. Jakiekolwiek zakłócenia mogą skreślić szansę na udaną perswazję. Ofiara dokładnie pamięta całe zajście. Gdy ofiarą jest silny mutant, możliwe jest niepowodzenie pomimo tego, że użytkownika słychać było głośno i dokładnie.
Wady: nieregularny, silny ból głowy, wymagająca okularów lub soczewek wada wzroku, częste zawroty głowy i mroczki przed oczami (trwające max 2-3 posty), utrata koncentracji (na max 3 posty)
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 3/3
Poziom V - 95-100%
▶ Kontrola nad większą ilością osób (max 7 osób), bez konieczności dotykania ich lub utrzymywania z nimi choćby krótkotrwałego kontaktu wzrokowego.
▶ Perswazja na odległość — Zaawansowana umiejętność skorzystania z perswazji na odległość. Tak, jak w poziomie niżej, spełniony musi zostać jeden warunek — druga osoba musi dokładnie słyszeć słowa mutanta, korzystającego z tej mocy. Zakłócenia wciąż mogą zniszczyć szansę na skuteczne użycie mocy. Warto też wspomnieć, że ofiara nie pamięta dokładnie całego zajścia. Dodatkowo działa to także na mutantów.
Wady: regularny, silny ból głowy, głęboka wada wzroku, krótkotrwała amnezja (max 8 postów) po zbyt częstym korzystaniu z mocy, zdarzać się mogą zasłabnięcia, utrata koncentracji (na max 6 postów)
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 5/2
Jeśli mutant użyje mocy zbyt długo (powyżej odpowiedniej ilości postów na poziom) lub — w przypadku poziomu III, IV i V — na większej ilości osób, skutkuje to kilkuwątkowym pogorszonym samopoczuciem (na III (1 wątek) i IV poziomie (do 3 wątków)) oraz kilkuwątkowe osłabienie wraz z objawami grypy, głównie gorączką i mdłościami (na V poziomie) — w zależności od przekroczenia "limitu" od 1 do 3 wątków.
Dodatkowe umiejętności: walka wręcz, biegle posługuje się językiem angielskim, francuskim, komunikatywnie hiszpańskim, jazda samochodem, gra na skrzypcach | Mocne i słabe strony:
+ charyzma i umiejętność wygadania się z każdej sytuacji (no, prawie z każdej);
- nerwowość w stresujących sytuacjach;
+ łatwo się przywiązuje do ludzi i rzeczy;
- zarozumiałość, zbyt wielka pewność siebie i arogancja, które mogą być niekiedy zgubne; | Przyjmowane leki: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
Cele życiowe i marzenia: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
Lęki: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
Uwagi do MG: | Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
|---|
|
Temat: Raegan |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 667
|
Forum: Relacje Wysłany: 2018-07-31, 00:40 Temat: Raegan |
 Raegan Percival Chevalier
Amerykanin francuskiego pochodzenia. Urodzony i wychowany w Bostonie, od dwóch lat mieszka w Seattle, a wcześniej przez rok mieszkał w Waszyngtonie. Pracuje w barze, nie umie flirtować i wciąż trzyma misia z dzieciństwa, choć otwarcie tego nie przyzna. Kocha ryzyko, dobrą zabawę, towarzystwo innych ludzi, czytać książki, oglądać filmy i seriale, żartować z wszystkiego. Panseksualny. Jest trochę nerdem i trochę geekiem.
Raegan zaprasza. Raegan ukocha, bo jest pozytywnym, choć trochę aroganckim i świrniętym człowiekiem. Raegan nie ugryzie ani nie połknie w całości, jeśli mu nie podpadniesz. pozytywne IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji negatywne IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji neutralne IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
IMI? I NAZWISKO - opis relacji
|
Temat: Raegan |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 382
|
Forum: Telefony Wysłany: 2018-07-30, 23:17 Temat: Raegan |
 (1) nowa wiadomość od ZIOMKA TREŚĆ
| Ukryta Wiadomosc: | JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message --- |
|
Temat: Raegan Chevalier |
Raegan Chevalier
Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 778
|
Forum: Karty Postaci Wysłany: 2018-07-25, 00:07 Temat: Raegan Chevalier |
Raegan Percival Chevalier  urodzony w Bostonie 30 września 1991 roku, mieszka w Seattle od dwóch lat, przynależy do bezfrakcyjnych, piastuje stanowisko barmana, wizerunku użycza Bryan Dechart historia Mama od zawsze powtarzała wszystkim, że jestem aniołem, a nie dzieckiem. Prawda była jednak taka, że aniołkiem byłem tylko w domu. W przedszkolu byłem jedynym dzieciakiem, który robił wszystko wbrew poleceniom przedszkolanek, a w szkole przynajmniej raz w tygodniu dostawałem uwagę. Moja mama — Lucille Chevalier — jednak zdawała się nie zwracać na to uwagi. Lub, co jest nawet gorsze, ignorować to, że już jako dziecko mogłem być podobny do swojego ojca, który opuścił nas, gdy miałem osiem lat. Pamiętałem go słabo, najbardziej w pamięć zapadł mi jego alkoholizm i to jaki zmęczony wracał z pracy. Gdy rozstał się z mamą, bardzo to przeżyłem, ale nie mogłem przecież nic zrobić. No bo co miał robić chuderlawy ośmiolatek?
Wychowałem się w Bostonie, choć mama nieraz myślała o zabraniu mnie do Francji, do jej rodzinnego Amiens. Mimo wszystko tego nie zrobiła, ponieważ dostała pracę jako nauczycielka francuskiego z jednym z najlepszych liceów i było jej szkoda dobrych zarobków i porzucenia jej amerykańskiego snu.
Gdy dorastałem, nic nie wskazywało na to, że mogę być w jakikolwiek sposób inny. To znaczy, jasne, byłem cwany i bardziej pyskaty niż inne dzieciaki w moim wieku, przesiadywałem w kozie dwa razy więcej czasu, ale nic innego się ze mną nie działo. Gdy poszedłem do liceum, zakochałem się w przyjaciółce z dzieciństwa i znacznie się uspokoiłem. Zacząłem marzyć o pracy w policji, starałem się, jak mogłem, aby dostawać co najmniej dobre stopnie i godzić naukę z grą w drużynie lacrosse'a. Próbowałem też swoich sił w futbolu amerykańskim, ale wolałem biegać z kijkiem za mniejszą piłką. Miałem niemal idealne życie, naprawdę. Dziewczynę, dobrą pozycję w szkole, tytuł szkolnego przystojnego cwaniaka, plany na przyszłość, które mogły się łatwo spełnić. Dodatkowo żyłem z kochającą mamą i choć wychowywałem się bez ojca, wszystko było idealne.
Przynajmniej do czasu jednej imprezy. Miałem nieco ponad szesnaście lat, kilka miesięcy wcześniej zdałem egzamin na prawo jazdy. Mój dobry przyjaciel, Damien, urządził swoją urodzinową imprezę. Oczywiście, był na niej alkohol. No bo skoro jego rodziców nie było w domu, to czemu nie mielibyśmy zabalować? I wszystko byłoby w porządku, gdybym został u niego na noc. Wypiłem kilka shotów, dwa piwa. Amanda nic nie piła. To ona wpadła na pomysł, że musi mnie odwieźć do domu. Mówiłem, że zostanę, przecież jedna noc w tę czy we w tę u Damiena nie robiła nikomu żadnej różnicy. I tak już praktycznie u niego mieszkałem, szczególnie gdy jego rodzice byli poza Bostonem. Amy jednak była uparta jak osioł i wpakowała mnie do samochodu. Pamiętam, że chciałem ją pocałować, ale mnie odepchnęła. Nie byłem aż tak pijany, do tej pory pamiętam wszystko, co mówiłem w drodze. Przeklinam siebie za to, bo wolałbym nie pamiętać tego, że przez moje gadanie i ciągłe rozpraszanie dziewczyny, zdarzył się wypadek. Wyjechała na skrzyżowanie, patrząc na mnie z politowaniem. Mieliśmy zderzenie z innym samochodem. Nawet nie wiem, kiedy dokładnie uderzyłem głową w deskę rozdzielczą i straciłem przytomność.
Obudziłem się w szpitalu z owiniętą bandażem głową, złamaną ręką i kilkoma żebrami. Miałem też wstrząs mózgu. Siedziała obok mnie mama. Gdy zapytałem ją o Amy, usłyszałem... No nic nie usłyszałem. Głucha cisza. Podświadomie wiedziałem, co to oznacza, ale mój umysł chyba nie za bardzo kontaktował. A przynajmniej nie przez pierwsze godziny po przebudzeniu.
Wciąż nie wiem, co dokładnie się wydarzyło, nie wiem też, co dokładnie stało się Amy. Wiem jedynie, że trafiła w śpiączkę, choć wypadek nie był tak poważny, jak mógłby się wydawać. Skoro ja, ten niezapięty pasami skończył tylko z połamanymi żebrami, złamaną ręką i wstrząsem mózgu, to nie było chyba aż tak źle. Jej śpiączka jednak była zagadką. A noc z 5 na 6 kwietnia 2008 roku oficjalnie stała się najgorszą nocą w całym moim życiu. Nocą, która zmieniła tak naprawdę wszystko.
Po wyjściu ze szpitala, gdy bałem się wsiąść do samochodu i wybierałem chodzenie kilometr pieszo do szkoły, zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Nie rozumiałem tego, czemu raz czy dwa przekonałem mamę do zrobienia czegoś niemożliwego. Raz powiedziałem, żeby nie dawała mi znów tego śniadania składającego się z króliczego żarcia, a ona powtórzyła moje słowa i odłożyła pojemnik z sałatką. Innym razem, gdy byłem zupełnie zdrowy i chciałem symulować chorobę, patrząc głęboko w jej brązowe oczy, odparłem, że mam gorączkę, a ona stwierdziła, że faktycznie ją mam i muszę zostać w domu. I choć z początku nie działało za każdym razem, trybiki w mojej głowie pracowały na pełnych obrotach. Właśnie wtedy, gdy zostałem w domu z domniemaną gorączką, zacząłem szukać informacji o mutantach. Wciąż jednak nie byłem pewien, czy to właśnie przez wypadek i traumę z nim związaną, czy przez coś innego uaktywnił się mój gen X. Logiczną odpowiedzią wydawał się wypadek. Wiecie, bardzo to przeżyłem. W sensie, wiadomo, wypadek wypadkiem, ale moja ówczesna dziewczyna wylądowała po nim w śpiączce z niewiadomych powodów. Dodatkowo od tej pory bałem się nie tylko przebywania za kółkiem, ale także siedzenia na miejscu pasażera czy choćby z tyłu. Z tygodnia na tydzień zacząłem próbować używać swojej... mocy, na innych. Czasem się udawało, czasem nie. Wiele razy słyszałem od znajomych, żebym przestał się tak dziwnie patrzyć im w oczy, a ja się wtedy dziwnie płoszyłem. Próbowałem wielu sposobów ćwiczenia koncentracji. Przez miesiąc nawet uprawiałem jogę i całkiem często medytowałem. Nic oprócz posiadania mocy i chęci opanowania jej się jednak nie zmieniło. To oraz może ta wieczna nieobecność Amandy i odwiedzanie jej w szpitalu z kwiatami. Po roku w jej sali była masa pluszowych misiów i kwiatów, które pielęgniarki ciągle tylko sprzątały, bo szybko więdły.
A ja chciałem zaryzykować i wciąż chciałem uczyć się na policjanta. Postanowiłem zacząć jednak uzyskaniem tytułu bakałarza na UMass w Bostonie. Nie chciałem opuszczać miasta, w którym się wychowałem, a wszystko z powodu mamy, która zaczęła chorować. Miała raka, w dodatku w średnio zaawansowanym stadium. Zrezygnowała z chemioterapii, bo lekarze nie dawali jej żadnych większych szans, ciągle mówili, że został jej rok życia, może dwa, jeśliby się podjęła leczenia. Wtedy wkroczyłem ja cały na biało i użyłem na niej perswazji, aby nalegała na chemię. Nie było nas na to wszystko stać, ale przecież mieliśmy rodzinę we Francji. Mama miała trójkę braci, dziadkowie wciąż prowadzili własną firmę, byli dziani. Nawet zacząłem wtedy szukać swojego ojca z nadzieją, że może będzie skory do pomocy dawnej miłości swojego życia. Nie znalazłem go. Niestety. Wiele bym mu wtedy wygarnął, a teraz jeszcze więcej.
W college'u uchodziłem za ambitnego i otwartego, choć tak naprawdę byłem... zagubiony. I dużo kradłem, używając wtedy do tego swoich mocy i ćwicząc jednocześnie. Czasami się nie udawało, ale zwykle udawało mi się przegadać daną osobę. Lubiłem tak ryzykować. Raz na jakiś czas używałem też perswazji na swojej mamie, zanim umarła. Chciałem, aby uwierzyła, że wszystko będzie dobrze. Udawało mi się ją przekonywać coraz częściej, siedząc przy jej szpitalnym łóżku.
Gdy umarła, został mi rok college'u. Sam nie wiem co mi padło na mózg, że postanowiłem raz spróbować perswazji na jednym z wykładowców. Ten jednak nie dał się podejść i powiedział, że musimy porozmawiać. Wiecie, przez chwilę naprawdę bałem się, że mnie zdemaskował i że przez to wyleją mnie z uczelni. Całe szczęście (lub szczęście w nieszczęściu), że owszem, zdemaskował mnie, ale sam był mutantem i ukrywał się ze swoją mocą. Wiele ryzykował, pracując na uczelni, choć wtedy jeszcze władze nie podchodziły do nas aż tak rygorystycznie. Sam zaproponował bycie moim mentorem, a ja się zgodziłem. Nie myślałem wtedy o tym, że może zdarzyć się coś złego. Chciałem się tylko rozwijać, chciałem być coraz lepszy. Chciałem umieć więcej rzeczy, chciałem... Sam nie wiem, czego chciałem. Nie wiem, może chciałem też go poznać? Chuj wie.
Nie mam zielonego pojęcia, kiedy zacząłem czuć miętę do Francisa. Nazywałem go Frankiem. Miał psa, fajny dom, ciężki charakter i prawdopodobnie depresję, ale tego nie potrafiłem stwierdzić w stu procentach. Wiem, że na pewno go lubiłem, choć był dosyć destrukcyjną osobą i całkiem możliwe, że poczułem do niego coś więcej, choć nie mogłem tego głośno przyznać. I nie przyznawałem. Z pewnością nie było to tym samym, czym była moja znajomość z Amandą, w której naprawdę byłem zakochany po uszy i której chciałem się w przyszłości oświadczyć. No, ale, tak czy siak, odłączyli ją od aparatury rok wcześniej.
Frank naprowadził mnie na dobrą drogę rozwoju i uczyłem się panować nad mocą perswazji. Przez dwa lata naprawdę wiele osiągnąłem, na pewno więcej niż wcześniej, gdy tylko korzystałem ze swojej mocy na kolegach ze szkoły, osobach, u których zobaczyłem pełen portfel czy ekspedientkach w sklepach, które nie chciały mi sprzedawać alkoholu i fajek przed osiągnięciem dwudziestego pierwszego roku życia. Wciąż jednak nie potrafiłem dokładnie nazwać naszej relacji. Nieco ponad trzy lata temu, postanowiłem go o to zapytać. I tak jakby... To był błąd. Pocałowaliśmy się i tak wyszło, że nie tylko na tym się skończyło. A mi było głupio. I zwiałem. Wcześniej używając na nim perswazji, żeby nie rozpamiętywał i mnie nawet nie szukał. Nie wiem, czy się udało, ale nie wnikałem. Zamieszkałem w Waszyngtonie, gdzie spędziłem rok i gdzie mogłem wyrywać laski (i nie tylko laski) na swoje urocze loczki i szarmancki uśmiech oraz wciąż po kryjomu uczyć się swojej mocy. Nie było to proste zadanie, ale podejrzewałem, że nauka szła mi coraz lepiej, bo z każdym dłuższym użyciem perswazji wiązał się coraz to większy ból głowy, a to był chyba... dobry znak? Nie znałem się na tym.
Wtedy też, w 2014 i 2015 roku zaczęły dziać się… Różne rzeczy. Rzeczy niezbyt dobre dla mutantów. I choć ukrywałem swoją moc, jak tylko mogłem, nie potrafiłem podchodzić do tego obojętnie. Przez pewien czas bałem się korzystać z perswazji, bo wiedziałem, że wiąże się to z wielkim, naprawdę olbrzymim ryzykiem. Ktoś z Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego w końcu mógł mnie schwytać jak hycel bezpańskiego psa i mógłbym skończyć martwy. Dobra, może nie od razu martwy. Mógłbym skończyć znacznie gorzej. Sytuacja mutantów się przecież nie zmieniała i wciąż byliśmy na przegranej pozycji. Ludzie myśleli, że jesteśmy terrorystami, a Bractwo Mutantów, którego działania uważałem za słuszne oficjalnie było uważane za organizację terrorystyczną. Wtedy też zacząłem zauważać to, że ludzie to jednak wielkie szuje, skoro nie tolerują inności, której zwykle nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero po kilku miesiącach przestałem być aż tak bardzo ostrożny i znów zacząłem używać perswazji. Nie tak często jak dawniej, ale hej, musiałem się jakoś rozwijać, prawda? Nie mogłem ze strachu przed złapaniem zrezygnować z postępów, jakie zrobiłem przez ostatnie kilka lat.
Dwa lata temu zamieszkałem w Seattle (choć nie do końca wiem, czemu podjąłem decyzję o zamieszkaniu właśnie w tym mieście), znalazłem pracę jako barman i... Wciąż po kryjomu się rozwijam, używając perswazji na niektórych osobach, od którychś czegoś chcę. Ostatnio użyłem jej na jednej brunetce, która dzięki temu zostawiła mi dwadzieścia dolarów napiwku.
Biznes życia, ta moja moc. A mam nadzieje, że jeszcze ją rozwinę. Nie mam pojęcia, do czego jestem zdolny, tak szczerze, ale myślę, że jestem na dobrej drodze, aby się tego dowiedzieć... charakter | arogancki | pewny siebie | towarzyski | przyjazny | sarkastyczny | uparty | pracowity | ambitny | unikający zobowiązań | roztrzepany | nieodpowiedzialny | nerwowy w stresujących sytuacjach | spokojny | opanowany | dyplomatyczny | charyzmatyczny | cyniczny | szarmancki | czarujący | uprzejmy | dwulicowy | sprytny | bystry | inteligentny | ostrożny | punktualny | cierpliwy | zazdrosny | gadatliwy | śmiały | lojalny (szczególnie bliskim i swoim własnym przekonaniom) | dobry |
opis mocy Perswazja — Umiejętność kontrolowania myśli, zachowań, czynów i słów innych osób. W zależności od poziomu rozwinięcia tej umiejętności może się ona odbywać sprawnie i bez większych komplikacji; ma ona także różne skutki i konsekwencje zależne od jej zaawansowania.
I poziom — [0-24%]
▶ Mutant jest w stanie zmusić inną osobę jedynie do prostych czynności. Nie ma jednak stuprocentowej pewności, że osoba ta będzie podatna na wpływ i często może nie wykonać całego polecenia, które musi zostać wypowiedziane wyraźnie i na tyle głośno, aby je usłyszała. Dodatkowo musi zostać zachowany kontakt wzrokowy. "Ofiara" pamięta, co się stało, choć z początku może być trochę zdezorientowana, tak samo, jak i mutant.
Wady: dezorientacja u wykonawcy czynności, lekki ból głowy, krótkotrwała utrata koncentracji, możliwość przekazania nie tego, co chciał przekazać wykonawca,
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 1/6
II poziom — [25-48%]
▶ Czynności, do których mutant może zmusić inną osobę są skomplikowane, a osoba, na której umiejętność ta została użyta nie pamięta dokładnie całej zaistniałej sytuacji.
Wady: zwiększony ból głowy, chwilowe mroczki przed oczami, krótkotrwała utrata koncentracji, minimalna możliwość przekazania nie tego, co chciał przekazać wykonawca
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 1/5
III poziom — [49-78%]
▶ Zwiększona ilość osób podatnych na perswazję — Mutant dysponujący tą mocą na trzecim poziomie opanowania umiejętności jest w stanie wywrzeć wpływ na dwie osoby jednocześnie. Nie potrzebuje do tego kontaktu wzrokowego, wystarczy jedynie obu osób dotknąć. W przypadku chęci zapanowania nad jedną osobą zalecany, choć nie konieczny jest kontakt wzrokowy dla skuteczniejszego wykonania perswazji.
Wady: silny ból głowy po korzystaniu z mocy, delikatne pogorszenie wzroku, krótkotrwałe zawroty głowy połączone z mroczkami przed oczami, krótkotrwała utrata koncentracji
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 2/4
IV poziom — [79-94%]
▶ Zwiększona ilość osób podatnych na perswazję — Na tym etapie opanowania umiejętności perswazji mutant jest w stanie zmusić do czegoś maksymalnie czteroosobową grupę osób (w tym mutantów) bez używania do tego kontaktu wzrokowego czy dotyku.
▶ Perswazja na odległość — Umiejętność ta na czwartym poziomie nie jest zaawansowana, ale użytkownik jest w stanie użyć perswazji na innej osobie przez telefon. Jedynym warunkiem, jaki musi zostać spełniony, jest to, że osoba ta słyszy mutanta wyraźnie. Jakiekolwiek zakłócenia mogą skreślić szansę na udaną perswazję. Ofiara dokładnie pamięta całe zajście. Gdy ofiarą jest silny mutant, możliwe jest niepowodzenie pomimo tego, że użytkownika słychać było głośno i dokładnie.
Wady: nieregularny, silny ból głowy, wymagająca okularów lub soczewek wada wzroku, częste zawroty głowy i mroczki przed oczami (trwające max 2-3 posty), utrata koncentracji (na max 3 posty)
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 3/3
V poziom — [95-100%]
▶ Kontrola nad większą ilością osób (max 7 osób), bez konieczności dotykania ich lub utrzymywania z nimi choćby krótkotrwałego kontaktu wzrokowego.
▶ Perswazja na odległość — Zaawansowana umiejętność skorzystania z perswazji na odległość. Tak, jak w poziomie niżej, spełniony musi zostać jeden warunek — druga osoba musi dokładnie słyszeć słowa mutanta, korzystającego z tej mocy. Zakłócenia wciąż mogą zniszczyć szansę na skuteczne użycie mocy. Warto też wspomnieć, że ofiara nie pamięta dokładnie całego zajścia. Dodatkowo działa to także na mutantów.
Wady: regularny, silny ból głowy, głęboka wada wzroku, krótkotrwała amnezja (max 8 postów) po zbyt częstym korzystaniu z mocy, zdarzać się mogą zasłabnięcia, utrata koncentracji (na max 6 postów)
Czas korzystania na czas odpoczynku (w postach): 5/2
Jeśli mutant użyje mocy zbyt długo (powyżej odpowiedniej ilości postów na poziom) lub — w przypadku poziomu III, IV i V — na większej ilości osób, skutkuje to kilkuwątkowym pogorszonym samopoczuciem (na III (1 wątek) i IV poziomie (do 3 wątków)) oraz kilkuwątkowe osłabienie wraz z objawami grypy, głównie gorączką i mdłościami (na V poziomie) — w zależności od przekroczenia "limitu" od 1 do 3 wątków.
ciekawostki
→ Mam mocno Francuskie korzenie. W gruncie rzeczy jestem w połowie Francuzem, bo moja mama urodziła się i wychowała w Paryżu. Raz mi nawet powiedziała, że trochę żałuje, że ubzdurała sobie studia w Stanach Zjednoczonych, na których poznała mojego ojca, który... Ech. Nie wspominajmy tego dupka.
→ Mam prawo jazdy, ale od czasu wypadku rzadko z niego korzystam. Już wolę zapierdzielać na rowerze lub na piechotę.
→ W myślach przeklinam cały czas, słownie staram się to ograniczać, choć rzadko mi się to udaje.
→ Jestem panseksualny.
→ Nieraz zdarzyło mi się korzystać ze swojej mocy, gdy chciałem cos ukraść. A w ostatniej klasie, chodząc jeszcze do liceum wycwaniłem się, każąc nauczycielom stawiać mi lepsze stopnie. No, nieraz trafiłem przez to na dywanik, choć na ogół wszyscy myśleli, że po prostu o oceny proszę w niekonwencjonalny sposób, a nie używam mocy. Chociaż musze przyznać, że ryzyko złapania na gorącym uczynku wprawiało mnie w dobry nastrój. Nadal wprawia...
→ ...jestem przez to jebanym masochistą, prawda?
→ Nienawidzę swojego imienia, ale za cholerę nie umiem wymyślić do niego racjonalnego skrótu, więc często przedstawiam się "Ray". Oczywiście zaraz po tym myślę o ojcu Hanny Montany, a to nie jest dobre.
→ Notorycznie śpiewam pod prysznicem.
→ Mam pluszowego misia, który wygląda jak Kubuś Puchatek. Nie ma jednego ucha, a na czerwonej koszulce ma narysowanego kutasa, ale bardzo go lubię. Tylko tę koszulkę mu zdejmuję, żeby... nikt nie myślał, że rysuje penisy na koszulkach misiów, które mam z dzieciństwa. I, dla jasności, to nie ja go narysowałem. To moja była, u której go przypadkowo zostawiłem. I naprawdę nie mam pojęcia, czemu go do niej ze sobą wziąłem. Wiem tylko, że ten kutas to chyba metafora mnie i tego, że zerwałem z nią przez telefon. Ale to nie moja wina, że była w innym kraju i nie wiedziałem kiedy wraca...
→ Zawsze chciałem mieć psa, ale teraz... Teraz chyba nie ma sensu go kupować, skoro w każdej chwili mogę zacząć być na muszce tych innych psów. Co ja bym wtedy z takim szczeniakiem zrobił? Przecież nie miałbym serca takiej kruszyny gdzieś oddać...
→ Zbyt łatwo się przywiązuję i nie lubię większych zmian.
→ Jak byłem mały chciałem zostać: aktorem, muzykiem, weterynarzem, strażakiem, agentem FBI, tancerzem, lekarzem, reżyserem, pisarzem i detektywem. Na detektywa wpadłem w liceum i gdy już byłem nastawiony na naukę w kierunku tego zawodu, zdarzył się ten nieszczęsny wypadek i pod wpływem traumy i strachu związanego z zagrożeniem życia uaktywnił się mój przeklęty gen X. I już z detektywa zrezygnowałem. Nie żeby praca barmana mnie zadowalała...
→ Lubię flirtować, ale nie potrafię flirtować, bo zawsze powiem coś nieodpowiedniego. Ostatnio porównałem jakąś blondynkę do żyrafy, chcąc skomplementować jej długie nogi.
→ Kiedyś przygarnąłem ślepego kota, który wyszedł pewnej nocy przez okno i nie wrócił. Moje serce się wtedy złamało, bo był ślepy i czuję, że nie miał swojego psa przewodnika, który przeprowadziłby go przez ulicę.
→ Lubię rano lub wieczorem trochę pobiegać. Tylko nie przed policją, Chociaż to byłoby fajne ze względu na dawkę adrenaliny... Hmm.
→ Mam niski głos, którym lubię naśladować inne głosy, nawet te niższe i wyższe od mojego. Nie wychodzi mi to. Ale umiem idealnie naśladować Golluma z Władcy Pierścieni.
→ Może i jestem chujkiem, hipokrytą i niekiedy wychodzę na dupka, ale w gruncie rzeczy jestem dobrym i uprzejmym człowiekiem, który nie skrzywdziłby muchy. Pewnie dlatego na wszelkie przejawy większej agresji reaguję dosyć nerwowo i gwałtownie.
→ Kocham rock, szczególnie klasyczny i alternatywny.
→ Jak tak dalej pójdzie to będę musiał nosić soczewki lub okulary.
→ Zdarza mi się sporo palić, szczególnie, gdy się stresuję.
→ Kocham czytać, oglądać filmy i seriale oraz jeść. Kocham jeść i cieszę się, że mam naturalnie całkiem niezły metabolizm.
|
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|