Znalezionych wyników: 197
|
| Autor |
Wiadomość |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-31, 16:47 Temat: #1 |20.01.2019| |
Nawet jeśli w pierwszej chwili nie wiedziała, czemu poczuła nieprzyjemne ukłucie wewnątrz klatki piersiowej, podświadomość Maysilee nie pozwoliła jej zbyt długo pozostać w tym stanie. Mimo jak najszczerszych, jak najbardziej przyjacielskich - chociaż z pewnością niezbyt przemyślanych - chęci, po raz kolejny tego wieczoru poczuła się jak bardzo niepożądany intruz. Być może w dużym stopniu wpływał na to fakt, iż nie tak dawno temu znalazła się w podobnej sytuacji, pozwalając sobie na impulsywny uścisk, ale wtedy została przynajmniej leciuteńko poklepana po plecach. Nie stała jak kółek i nie poczuła się źle z tym, co zrobiła. Najwyraźniej miniony rok całkowicie wymazał ten drobny kontakt fizyczny, jaki kiedyś przecież z pewnością istniał i nie był aż tak nienaturalny.
Nic dziwnego, że tak szybko się odsunęła. Możliwe, że nie była najbardziej szanującą przestrzeń osobistą osobą, przez znaczną większość czasu wcale nie żałując tego naginania reguł społecznych, ale kiedy już tak otwarcie dano jej do zrozumienia, że nie powinna tego robić... Cóż, w pewnym stopniu pożałowała tej nadmiernej czułości, usiłując jakoś zamaskować, wyprzeć wrażenie sprzed paru chwil. Zdecydowanie nie chciała przecież pokazywać, że ją to dotknęło. Nie potrzebowała jakichkolwiek rozmów o tym, co uległo zmianie, zbyt wyraźnie to dostrzegała. Skoro jednak podjęła już decyzję o zostaniu, nie zamierzała nagle wychodzić. Mogła przynajmniej spróbować zrobić z tego w miarę przyjemny - albo przynajmniej neutralny - wieczór.
- Uważaj, bo jeśli dalej będziesz tak bardzo świdrować mnie wzrokiem, to kiedyś pęknie ci żyłka w oku i faktycznie przedwcześnie umrzesz. - Stwierdziła, kontynuując dokładnie w tym samym tonie, co wcześniej. Musiała rozładować atmosferę. Czuła się do tego wręcz zobowiązana po tym, jak sama znowu w sporym stopniu ją skiepściła. Całe szczęście, zawsze mogła zaproponować coś w miarę neutralnego, dzięki czemu zmienili temat na luźniejszy.
- Wyciągniesz to coś? - Spytała, nawet jeśli jednocześnie nie oczekiwała jednak przeczącej odpowiedzi. Wręcz przeciwnie, mimo pytającego tonu głosu, sugerowała, że jedyną prawidłową, powszechnie akceptowalną odpowiedzią było tak, mój mistrzu. Zresztą. Nie czekała zbyt długo na potwierdzenie, unosząc się na czubkach palców, by chociaż na moment sprawić poważniejsze wrażenie, po czym po prostu ruszyła we wskazanym kierunku, tym razem już się nie obracając.
- A więc idę się rozgościć. Zaraz wracam, życz mi powodzenia. - Sama nie wiedziała, w czym tak właściwie potrzebowała tego mentalnego wsparcia, jednak... Przyznajmy szczerze, nie zawsze wybitnie radziła sobie z technologią, a to mieszkanie wyglądało dokładnie tak, jakby miało mieć wyjątkowo skomplikowany w obsłudze prysznic. Taki z miliardem nieopisanych przycisków, systemem innych guziczków, automatycznie wysuwaną rączką i strumieniem piekielnie gorącej albo przeraźliwie lodowatej wody - niczym pomiędzy.
Zanim jednak przeszła do testowania własnych umiejętności, sprawdzając stopień skomplikowania w działaniu prysznica, faktycznie w pełni się rozgościła. Czym innym byłby w końcu rzeczywisty nalot na szafę w poszukiwaniu czegoś, na co mogłaby potem zamienić mokre, częściowo zimne ubrania? Być może nie zamierzała bawić się w konesera mody czy detektywa otwierającego każdą, nawet najmniejszą szufladę. Nie to, że nie była ciekawska - aczkolwiek miała na tyle poszanowania prywatności, by trzymać się tylko tej części rzeczy, o których pożyczaniu faktycznie wspomniała. Jednocześnie spędziła jednak dosyć sporo czasu na ocenianiu, co nie byłoby na nią drastycznie za duże i nie sprawiłoby, że skończyłaby bardziej odsłonięta niż przeciętna striptizerka. Z dwojga złego, wolała już chyba przypominać młodszą wersję ludka Michelin, niż zbyt mocno świecić ciałem. Nie w tym konkretnym przypadku, nie w takiej sytuacji. Całe szczęście, najwyraźniej nie musiała dokonywać aż tak drastycznego wyboru, zadowalając się prostym, ciemnym t-shirtem, który dla niej samej znacznie bardziej przypominał krótką sukienkę.
W połączeniu z pierwszym lepszym paskiem, którym po prysznicu związała kieckę w talii... Naprawdę nie było źle. Może trochę krócej niż mogłaby chcieć, ale wciąż na tyle dobrze, że była z tego dosyć mocno zadowolona. Przepierając ubłocone nogawki przy pomocy odrobiny mydła, zawiesiła spodnie na kaloryferze, chwilę później zajmując go też resztą rzeczy. Mokrawe końcówki rozpuszczonych włosów przeczesała palcami, jeszcze przez moment spoglądając w lustro, by dojść do wniosku, że było całkiem dobrze. Nie mogła pozbyć się tylko tego uporczywego wrażenia, że może trochę za bardzo przypominała starą wyjadaczkę w takich sytuacjach. Co lepsze, wcale specjalnie jej to nie przeszkadzało. Poprawiając fryzurę, wzruszyła ramionami, po czym opuściła łazienkę, pozostawiając tam większość swoich rzeczy - tak, aby rano mieć je w jednym miejscu.
Sama nie do końca wiedziała, gdzie powinna była szukać Vera, jednak wystarczyło jedno spojrzenie, by zarejestrować, że nie było go w miejscu, w którym go zostawiła. Czekał tam na nią wyłącznie kot, który zeskoczył z kanapy, kilka razy ocierając się o jej gołe nogi, a następnie ruszając w tylko sobie znanym kierunku. Nie do końca orientując się w rozkładzie mieszkania, po prostu ruszyła za nim, podświadomie uznając, że pewnie miał swój kąt w jaskini właściciela.
- A już myślałam, że zaginąłeś w akcji i zostawiłeś mi mieszkanie. - Stwierdziła, stanąć w progu drzwi i rzucając spojrzenie na śmiertelnie zajętego gospodarza przy komputerze. - Jeśli masz coś mega ważnego do roboty, powiedz mi tylko, gdzie mogę się położyć i już cię zostawiam. - Dodała pogodnie. |
Temat: Parowanie |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 499
Wyświetleń: 20287
|
Forum: off-top Wysłany: 2019-03-27, 21:05 Temat: Parowanie |
Wellerowie |
Temat: Skojarzenia |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 227
Wyświetleń: 8668
|
Forum: off-top Wysłany: 2019-03-27, 21:03 Temat: Skojarzenia |
| krew |
Temat: X czy Y? |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 6337
|
Forum: off-top Wysłany: 2019-03-27, 21:03 Temat: X czy Y? |
Noc.
Słońce czy deszcz? |
Temat: Kto pode mną napisze? |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 288
Wyświetleń: 10513
|
Forum: off-top Wysłany: 2019-03-27, 21:02 Temat: Kto pode mną napisze? |
Nah, to ta pani powyżej.
Ktoś, komu się nie chce? |
Temat: Co mówi avatar użytkownika powyżej? |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 73
Wyświetleń: 3703
|
Forum: off-top Wysłany: 2019-03-27, 21:00 Temat: Co mówi avatar użytkownika powyżej? |
| Czy ty się dobrze czujesz? |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-27, 20:58 Temat: #1 |20.01.2019| |
- Znajomy ma mieszkanie w tej... Okolicy. - Szeroko pojętej, ale cóż. Nie za bardzo chciała się przyznawać, o kogo chodziło, zwłaszcza że dokładnie ta sama osoba na pewno nie przebywała w swoim lokum. Była tego w stu procentach pewna. Po prostu planowała się tam... No, tenteges... Włamać. Dokładnie tak jak zrobiła to w tym nieszczęsnym przypadku, teraz otwarcie wywracając oczami.
Podobne żarciki z pewnością nieco ją bawiły - w końcu były tak niezręcznie zaprezentowane, jak tylko mogły być - ale zaprzestała na samym uśmiechu, nadal pozostając w dokładnie tej samej pozycji. W innych okolicznościach pewnie.... Ale cóż, to nie były inne okoliczności, a atmosfera pomiędzy nimi dopiero zaczynała odrobinę się rozrzedzać. Zupełnie jak nie ona, Maysilee obawiała się, że jeden nieprzemyślany ruch mógł znowu doprowadzić do czegoś niezręcznego. A w końcu, chcąc nie chcąc, mieli spędzić razem kilka kolejnych godzin.
Dla tej starej części Maisie nie byłoby to praktycznie żadnym problemem. W końcu wielokrotnie przebywali ze sobą przez znacznie dłuższy czas, co nigdy specjalnie jej nie przeszkadzało. No, przynajmniej odkąd przyzwyczaiła się do obecności Vera, po prostu akceptując jego niekoniecznie gadatliwe, czasem nadmiernie milczące ja.
W tym momencie wolałaby zresztą kolejny napad ciszy. Bez wcześniejszych słów, które sprawiły, że miała ochotę nieprzyjemnie się skrzywić, po raz kolejny podejmując próbę opuszczenia tego miejsca. Teoretycznie wiedziała jednak, że niewiele by to dało. Drzwi były zamknięte i to nie ona decydowała o tym, czy i kiedy się otworzą. Obecność kota była więc dla niej swego rodzaju wybawieniem. Przynajmniej mogła skupić na nim swoją uwagę, podejmując pierwszy z brzegu temat dotyczący zwierzęcia, by po chwili znowu zacząć trochę się rozluźniać.
- Niech zgadnę... Lubi chodzić ci po głowie? - Spytała, rzucając okiem przez ramię, ponownie nieznacznie się uśmiechając. Problem w tym, że wciąż niekoniecznie było jej do śmiechu. Poruszenie tematu, który w pewnym sensie nadal nie był dla niej najprzyjemniejszy, wywołało prawdziwą lawinę myśli. Oczywiście, nie sądziła, by zrobił to specjalnie. Dostrzegała tę przypadkowość, ot, próbę rozładowania atmosfery, ale tak jak się wcześniej obawiała - wystarczył jeden nie do końca przemyślany tekst, by na nowo zapanowało niezręczne milczenie. Nie dało się tego zmienić.
Zresztą... Ani przez chwilę nie spodziewała się jakichkolwiek prób... Przeproszenia? No, czegoś na kształt przeprosin za to, jak wyglądało ich spotkanie i odnawianie relacji. Kiedy zatem usłyszała słowa sugerujące coś takiego, przez moment czuła się naprawdę skonsternowana. Nie była mistrzem w związkach międzyludzkich, nawet jeśli starała się dobierać dobre słowa i zachowywać tak, żeby ludzie sądzili, że było inaczej.
- To nie twoja wina. - Zaczęła poważnie, siląc się na przeniesienie spojrzenia w jego kierunku, nawet jeśli tak naprawdę tego nie chciała. Coś w tonie głosu Theseusa nakazywało jej jednak, by to zrobiła, a jeśli czemuś ufała, to własnej intuicji. - Oboje wiemy, że w dzieciństwie gryzłeś ołowiane pręty. - Nie miała pojęcia, do czego zmierzał w swoich słowach, ale na tyle mocno cisnęło jej się to na usta, że nie była w stanie powstrzymać komentarza. Planowała jeszcze zresztą dodać coś, co sprawiłoby, iż spuściłby z tego tonu, jednak ten nagły zryw całkowicie ją skonsternował.
Zmarszczyła brwi, mrużąc przy tym oczy i wbijając spojrzenie w plecy Vera, dopóki ten nie przeniósł na nią wzroku. Ponownie zbyt intensywnego, chociaż teraz bardziej nieogarniętego niż morderczego. Tym razem nie zamierzała jednak uciekać, odpowiadając mu podobnym wpatrywaniem się. Nie do końca rozumiała to, co się działo. Ba! Kompletnie nie pojmowała całej tej sytuacji - od początku do chwili obecnej. Wiedziała tylko, że ten rok najwyraźniej naprawdę mocno namieszał w ich relacji. Ona w tym namieszała, łapiąc się na tym, że wciąż nie chciała, by było dokładnie tak jak wcześniej. Po prostu nie była w stanie powrócić do typowego stanu i naprawdę sądziła, że nie miała tego zrobić. Przyszłość raczej nie mogła tego zmienić, więc odejście faktycznie byłoby najlepszą opcją.
Mimo to... Cóż, sama nie wiedziała, kiedy tak właściwie przestało być jej to w smak. Tak naprawdę nie uświadomiła sobie tego praktycznie do momentu, w którym pilot znalazł się tuż przed jej nosem - w małych, czarnych, kocich łapach. Nie od razu zrozumiała też, do czego tak właściwie służył. Bądźmy szczerzy, mało kto miał tak wypasiony system zamków w drzwiach. Kiedy jednak wreszcie jej umysł trochę się rozjaśnił, instynktownie potrząsnęła głową.
Ten cały monolog, jaki do niej dotarł, nadal brzmiał w uszach Maysilee. Najwyraźniej myliła się, co do tego, kto był tu dużo bardziej zdenerwowany. Prawdę mówiąc, to sprawiało nawet całkiem - o nie - urocze wrażenie, przypominając jej widok uczniów początkowych klas, którzy stawali przed nauczycielami, ze stresem tłumacząc się z jakiegoś najnowszego wybryku. W tym wypadku teoretycznie chyba dało się to zaliczyć do zamknięcia koleżanki w schowku na mopy, nawet jeśli mieszkanie Theseusa zdecydowanie nie wyglądało jak mały, ciasny składzik. Z podobnych cech, cóż, było tylko trochę ciemne - nie do przesady, ale jednak.
- Czemu wszyscy myślą, że sobie nie poradzę... - Powtórzyła z kamienną twarzą, tym razem jednak nie tym tonem, co wcześniej. Przedrzeźniając Vera przedrzeźniającego ją samą, uniosła wzrok w kierunku nieba zadziwiająco czystego sufitu, powoli podnosząc się z kolan, by sięgnąć po pilota, który ostrożnie wyjęła spomiędzy ostrych, kocich pazurków. Nie bez walki, oczywiście, ostatecznie oddając kotu szeleszczący papierek po cukierku, jaki do tej pory nieświadomie przechowywała w kieszeni.
- Wiesz... Przetrzymywanie ludzi we własnym domu nie jest zgodne z prawem, a nie pamiętam, żebym dostała areszt domowy. - Stwierdziła, przekręcając urządzenie w palcach i przyglądając mu się z każdej możliwej strony. - Aczkolwiek, skoro tak to przedstawiasz... - Być może powinna sobie pójść, ale tak naprawdę wcale nie chciała tego zrobić. Teraz już nie, mimo to wykonując kilka kroków.
Ponownie wbijając spojrzenie w Theseusa, po prostu uniosła brwi, bez słowa odrzucając mu pilota. Teoretycznie jej mina mówiła sama za siebie. W praktyce Maysilee już chwilę później zaczerpnęła głęboki wdech, podchodząc bliżej, żeby bezceremonialnie objąć go w uścisku, mrucząc przy okazji:
- Nie dam ci się zabić, okej? Nie przeze mnie. - To brzmiało poważnie, naprawdę poważnie, nawet jeśli wypowiedziała to z czymś na kształt starannie maskowanej... Czułości? Nie planowała tego, musiała improwizować. - Zresztą. Już jesteś jedną nogą w grobie, więc niedługo sam z siebie rozsypiesz się w proch, co nie? - Dodała żartobliwie, momentalnie odsuwając się na tyle, żeby dać mu kuksańca w bok. Nie chciała się odkrywać, nie tak jak przed chwilą. To było głupie.
- Splądruję ci szafę, wezmę prysznic, a potem... Może jakiś film? Masz coś w lodówce? - Spytała, paradoksalnie wcale nie chcąc brzmieć aż tak kumpelsko, ale uznając to za najmniej szkodliwe wyjście. Życie było pełne trudnych wyborów, ona zdecydowała się na mniejsze zło. |
Temat: Tył kamienicy |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 559
|
Forum: Kamienica #1 Wysłany: 2019-03-24, 19:07 Temat: Tył kamienicy |
- To brzmi całkiem... - Wymamrotała w odpowiedzi, przerywając na moment w poszukiwaniu dostatecznie dobrego określenia. Gdy zaś kompletnie na nie nie wpadła, odkaszlnąwszy, uniosła lekko kąciki ust i stwierdziła prosto. - Zabójczo.
Być może nie była w najlepszym stanie emocjonalnym, ba, na pewno w nim nie była. Nigdy także nie popierała całej tej walki, wojny i tego makabrycznego rozlewu krwi, jednak zasłyszana deklaracja w dużym stopniu podniosła ją na duchu. Nie była, co prawda, rozweselona niczym dziecko w wesołym miasteczku - chociaż z pewnością czuła się niczym po zejściu z karuzeli - ale przynajmniej nie zachowywała się niczym robot.
Zarówno psychiczna, jak i fizyczna pomoc, cóż, każdy rodzaj pomocy był teraz jak najbardziej na miejscu, a ona była za to naprawdę wdzięczna. Gdyby nie własny stan, zapewne okazałaby to w jakiś bardziej energiczny sposób, ale w tym momencie wyłącznie podtrzymała ten nikły uśmiech. Spróbowała także odwzajemnić uścisk - przynajmniej na tyle, na ile mogła to zrobić, nie czując każdej, nawet najmniejszej kostki w swoim ciele. Cieszyła się, że trafiła na kogoś takiego, naprawdę się z tego cieszyła...
- Masz swoją przepustkę? Dali ci ją? - Wspierając się na nim, spojrzała badawczo na Bradleya. Nie chciała wplątywać go w kłopoty, zwłaszcza że sama teoretycznie miała odpowiednie papiery. Zawsze mogła spróbować coś wykombinować, gdy tylko... Faktycznie, gdy tylko jakoś się ogarnie. Nie mogła raczej podejść do rogatek wyglądając w taki sposób - z ranami wymagającymi opatrzenia i śladami krwi na rękach. Nie chciała nawet wiedzieć, jakby to wyglądało. |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-24, 02:34 Temat: #1 |20.01.2019| |
- Następni w kolejności bycia złymi są już tylko DOGSi, jak sądzę. - Odpowiedziała, próbując zmienić to w swego rodzaju niezręczny, kiepski żart i naprawdę usiłując nie zabrzmieć tak, jakby sama zastanawiała się nad tym, o czym mówił. A przecież jeszcze chwilę temu myślała, że zdecydowanie lepiej byłoby już bliżej spotkać funkcjonariuszy prawa niż przebywać w tym mieszkaniu, w tej atmosferze. Teraz być może w pewnym stopniu się to zmieniło, ale sama nie wiedziała, czy nie byłoby lepiej, gdyby pozostała na korytarzu. Przynajmniej czułaby się bardziej stabilna psychicznie.
- To nie tak, że wybrałam ten budynek bez powodu. - Zwracając uwagę na specyficzną nutę w jego głosie, po prostu nie umiała powstrzymać się przed podjęciem próby wyjaśnienia przyczyny, dla której się tu znalazła. Nie, nie lubiła tego tonu. Zbyt mocno kojarzył jej się z typowym podejściem Theseusa do ich całej relacji - tym piekielnym braciszkowaniem, które tak bardzo ją dręczyło, będąc powodem wielu nieprzespanych nocy pełnych przewracania się z boku na bok. Być może właśnie z tego powodu mimowolnie bardziej się spięła, nawet jeśli jeszcze sekundę temu zdawała się zaczynać wyluzowywać. Teraz znowu zaczynała się odcinać.
Nie to, że chciała to robić. Nie, ale... W tym konkretnym przypadku dystans sprawiał, że było trochę lepiej. Oczywiście, nadal czuła się rozchwiana niczym malutka tratwa z chwiejącym się żaglem puszczona w sztorm na sam środek oceanu, ale przynajmniej odnosiła wrażenie, że nie pokazywała tego po sobie. Zdecydowanie ostatnią rzeczą, jakiej kiedykolwiek by chciała, była rozmowa o emocjach w towarzystwie człowieka, który wzbudzał w niej tyle niepokojących, niezrozumiałych uczuć. O ironio, był czas, kiedy planowała coś powiedzieć, jednak minął bezpowrotnie już dawno temu. Mniej więcej na etapie Harmony-Heleny-Hestii-Heather-Haylee-Hailee. Teraz pozostało tylko dalsze maskowanie.
Nawet najbardziej przekonująca maska musiała jednak opaść na widok prawdopodobnie najbardziej uroczego stworzenia, jakie widziała w ciągu ostatnich miesięcy. Zawsze lubiła zwierzaki, a ten był po prostu przeuroczy w tej swojej nadaktywności i w zdziwieniu, z jakim na nią spoglądał. Uśmiechając się pod nosem, otworzyła usta, żeby skomentować zarówno pojawienie się kota, jak i specyficzny sposób przywołania go... Ale kolejna wypowiedź Vera sprawiła, że Griffith instynktownie zacisnęła wargi, zbliżając ramiona bardziej do szyi i... Cóż, milknąc.
Na sekundę, dwie trzy, trzydzieści trzy...
Przedłużająca się cisza zdawała się wdzierać w jej uszy, nieprzyjemnie w nich wibrując, jednak Maysilee nie potrafiła jakoś zebrać się w sobie na tyle, by spróbować ją przerwać. Wręcz przeciwnie, czując ścisk w gardle, nie potrafiła nawet odchrząknąć, co przynajmniej byłoby jakimś dźwiękiem czy jakąś reakcją na tamte słowa. Stanowczo zbyt intensywnie wpatrując się także w jeden migoczący punkt za oknem - prawdopodobnie rozbłysk od jakiegoś neonu czy innego świecącego szyldu - dopiero po dłuższej chwili przeniosła spojrzenie na kota na kanapie. Mocząc usta w kawie, upiła nieduży łyk - tylko po to, by przedłużyć moment, w którym nie musiała się odzywać - po tym zaś z głośnym stuknięciem odstawiła kubek na pierwszą lepszą szafkę.
- Jak się nazywa? - Pewnie nie powinna była tego robić. Ignorowanie czegoś wcale nie oznaczało, że to nie istniało i nie mogło zostać niezręcznie wyciągnięte po raz kolejny - gdzieś w bliższej lub dalszej przyszłości, kiedy to nie będzie dało się tego załatwić w podobny sposób, ale w tym wypadku była niczym budżetowa wersja Scarlett O'Hary. Skłonna do prostego odepchnięcia od siebie tej myśli i stwierdzenia: nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro.
- Jest naprawdę śliczny. - Cóż, zapewne dziecko też byłoby śliczne. Tak samo jak żona, drugie dziecko, trzecie dziecko, teść, teściowa i pół tej nowej rodziny, jaką faktycznie spodziewała się tu zobaczyć. Paradoksalnie, wypowiedź sugerująca, że w jego obecnym życiu rządził wyłącznie kot... No, cóż... Powinna ją uspokoić, ale odczuwana ulga bardzo szybko gdzieś wyparowała. Maisie sama nie wiedziała, gdzie, ale to nie miało większego znaczenia. Najważniejsze, że przez to jedno, niewinnie, nieświadomie piekielne pytanie atmosfera znowu stała się nie do zniesienia. Przynajmniej dla niej.
Nie chciała dłużej stać w jednym miejscu, a podejście do kanapy wydawało się najbardziej naturalnym rozwiązaniem, toteż przykucnęła przy niej, przypatrując się kotu. Ostrożnie wyciągnęła rękę w jego kierunku, jakby czekając na pozwolenie, by dał się pogłaskać. Tak naprawdę myślami była jednak gdzieś zupełnie indziej, marszcząc czoło i nadal nie odwracając się w kierunku gospodarza, nawet jeśli z jej ust padło kolejne pytanie.
- Skoro samowolnie zdecydowałeś, że mam tu zostać... - To mówiąc, chrząknęła znacząco, podkreślając jego decyzyjność. - Zaoferujesz mi coś do przebrania, tak w miejsce przybłoconych spodni? I prysznic, zanim pójdziemy spać? - Naprawdę, naprawdę potrzebowała pobyć sama, najlepiej pod strumieniami ciepłej wody. Gdzieś, gdzie mogłaby poczuć się chociaż trochę mniej prześwietlana wzrokiem, bo nawet teraz czuła spojrzenie wbite w jej plecy, a to powodowało gęsią skórkę ja jej karku. |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-22, 01:07 Temat: #1 |20.01.2019| |
Nie mogła powiedzieć, że było jej tu specjalnie wygodnie, jednak jak na podłogę... Było całkiem miękko. Paradoksalnie, czując także charakterystyczny chłód pod rękami, jaki bił od podłogi, miała także większe wrażenie realności tej sytuacji. Bądź co bądź, to wszystko równie dobrze mogło brzmieć i wyglądać jak bardzo kiepski, zawiły i niepożądany sen... Ale nim nie było. Ilekroć potrzebowała to poczuć, nie szczypała się w przedramię, tylko po raz kolejny sunęła palcami po twardym, szorstkim obrysie wycieraczki, przejeżdżając nimi po zimnej podłodze... Ten krótki okres spędzony na podłodze w mieszkaniu w DOMu chyba nigdy nie miał do końca jej opuścić, objawiając się na różne, nierzadko niezbyt logiczne sposoby...
Ale nie zamierzała o tym mówić. Przyjmując kubek kawy, zaciągnęła się jej aromatem, spoglądając do wnętrza kubka - zupełnie tak, jakby mogła zobaczyć tam jakiś wzór niczym w filiżance z fusami po herbacie. Utrzymywanie kontaktu wzrokowego z rozmówcą było być może istotą kulturalnego zachowania, ale nie sądziła, by potrafiła zbyt długo to zrobić. W tym konkretnym przypadku najprawdopodobniej już wykorzystała zasoby swoich możliwości.
- Może się mylę, ale siedzenie w jednym miejscu z tytanowymi, automatycznymi, zaczarowanymi zamkami raczej zalicza się do tej przesadnej ostrożności, nie uważasz? - Uśmiechając się pod nosem, gdy dosłownie wcięła mu się w połowę zdania, częściowo skapitulowała. Potrząsnęła tylko lekko głową, odstawiając swój kubek na podłogę, by przyjąć wyciągniętą ku niej dłoń, mamrocząc przy tym coś, co brzmiało jak typowa formułka wykorzystywana przy przedstawianiu się komuś. W końcu kazał jej to zrobić, co nie?
Podniosła się jednak z tą drobną pomocą, pochylając się ku kubkowi i praktycznie nie zauważając, że została - no, przynajmniej częściowo i w pewnym sensie - sama, dopóki nie dosłyszała drugiej części przerwanej wypowiedzi, która zabrzmiała już odrobinę odlegle - nie tak blisko jak wcześniej.
- Myślisz, że ten wasz cudowny darmowy system leczenia tyczy się także obrażeń doznanych przy próbie przejścia przez granicę? - Odparła, parskając przy tym cicho. Oczywiście, Kanada - czego innego można byłoby się spodziewać, prawda? Napotykając przy tym niepożądane spojrzenie, nieznacznie wzruszyła ramionami, jakby chciała strzepnąć z siebie wrażenie towarzyszące temu kontaktowi. Niestety, przeniesienie wzroku na kubek z kawą niewiele dało, bo... Cholera, jeśli miałaby do czegoś porównać kolor tęczówek tego człowieka, to prawdopodobnie właśnie do kawy. Czy nie mogła chociaż na chwilę poczuć się mniej osaczona? I fizycznie, i psychicznie?
Dopiero cisza, jaka zapadła po zakończeniu wypowiedzi Theseusa, sprawiła, że Maysilee powróciła myślami do bieżącej chwili, otrząsając się na tyle, by podłapać pierwszą z brzegu rzecz, jaka nie byłaby powiązana z mówieniem o samej sobie. W przeciwieństwie do skłonności do gadulstwa i paplaniny na praktycznie każdy możliwy temat, to było coś, czego nie lubiła - mówienie o samej sobie. I szczerze? Naprawdę wolała tego uniknąć, zwłaszcza przy obecnych odczuciach.
- A więc masz... - ...kota? Nie dziewczynę, tylko kota? Zaczęła, marszcząc przy tym brwi i nieco przymykając oczy, żeby spojrzeć na niego badawczo, ale wciąż powstrzymała słowa cisnące jej się na usta. Cóż, ludziom nie wychodziło. To bywało raczej zwyczajne, naturalne. Nie zaliczało się do niczego niezwykłego, prawda. Ludzie odchodzili i nie wracali na dźwięk otwieranej lodówki. Coś o tym wiedziała, to byłoby zdecydowanie zbyt proste. Nie chcąc jednak napędzać tej karuzeli niezręczności i dłużej karmić ciszy, odchrząknęła, zaczynając po raz kolejny.
- A więc masz drugiego kota? Takiego, którego trzeba karmić czymś więcej niż kofeiną i dzienną porcją nieprzystępności? - Mówiąc to, mimowolnie spojrzała pod nogi, jakby spodziewała się zobaczyć wspomniane stworzenie. Kiedy jednak tak się nie stało, obróciła się wokół własnej osi, spoglądając dookoła, żeby dostrzec... Cóż, nic. Na tym etapie była skłonna stwierdzić, że chodziło po prostu o towarzystwo dla tamtego kota z głowy Vera, o jeszcze większe szaleństwo. Prawdę mówiąc, to całkiem pasowałoby do tamtej wcześniejszej chęci zamordowania jej i utopienia zwłok w basenie... |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-20, 00:21 Temat: #1 |20.01.2019| |
Mimo upływu czasu, nadal nie miała bladego pojęcia, co powinna o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony było to niezaprzeczalnym wynikiem jej własnego zachowania, tego zadziwiająco naiwnego braku pomyślenia przed rozpoczęciem jakiegokolwiek działania, jednak z drugiej... Skąd mogła wiedzieć, jaki obrót będzie mieć cała ta sytuacja? Nawet z niezmiernie rozbudowaną wyobraźnią, ba!, nawet z nadmierną skłonnością do przewidywania tysiąca scenariuszy, jakie mogły mieć miejsce... Cóż, zdecydowanie nie pomyślałaby o tym. To było jak gigantyczny pstryczek w nos prosto z ręki wrednego losu, który ostatnio chyba lubił obserwować jej miotanie się z kąta w kąt, z miejsca na miejsce. Do tego stopnia, że zaczynała czuć się jak ta biała myszka, która usiłowała znaleźć drogę w poplątanym, niemożliwym do ogarnięcia labiryncie. I chyba tylko łut szczęścia mógł ją z niego wyprowadzić.
Nie to, że nie lubiła zwierząt. Nie piszczała na widok myszy - podczas swojej wyprawy zdecydowanie przyzwyczaiła się do ich widoku - jednak zdecydowanie nie chciała być jak jedna z nich. Nigdy nie planowała zachowywać się jak tchórz. Wręcz przeciwnie, ale... Ale po prostu jakoś tak wychodziło. Co gorsza, praktycznie za każdym razem, gdy już tak się działo, konsekwencje tego były jeszcze bardziej nieprzyjemne i gorsze do przełknięcia niż samo inne, potencjalnie bardziej odważne rozwiązanie sprawy. Choć zatem nie wiedziała, co powinna zrobić, czuła, że... No, niewątpliwie powinna coś zrobić, a siedzenie na wycieraczce najprawdopodobniej się do tego nie zaliczało.
Rozprostowując palce dłoni i rozmasowując knykcie, ostrożnie podniosła się z miejsca, jeszcze przez dłuższą chwilę stojąc w nim jednak bez ruchu. Okej, teoretycznie to nie powinno być trudne. Przecież ludzie raz po raz przychodzili do kogoś w odwiedziny, siadali na kanapie, wypijali filiżankę kawy czy herbaty, rozmawiali o mijającym dniu, bieżących wydarzeniach czy wspólnych znajomych... Zachowywali się normalnie. Z tą drobną różnicą, że to nie była po prostu jedna z tych zwyczajnych, normalnych sytuacji. Maysilee śmiałaby nawet stwierdził, że ta wizyta była tak daleka od zwykłej, jak tylko było to możliwe... A Griffith naprawdę stresowała wizja jakiegokolwiek small talku.
Oczywiście, znali się, a nawet byli sobie bliscy, jednakże od tamtego czasu minął już praktycznie rok. Rok żalu, rok braku jakichkolwiek rozmów, rok bez kontaktu, rok życia swoim własnym życiem. Nawet nie wyobrażała sobie, jak miałoby to teraz wyglądać. Gdyby atmosfera między nimi wygląda chociaż trochę inaczej... Być może byłoby łatwiej, ale cała ta sztuczność i mrukliwość wraz z wcześniejszą nieprzystępnością - to nie wyglądało obiecująco, a ona nie miała nastroju, by próbować zamaskować to paplaniną. Kiedyś tak, ale nie teraz. Najwyraźniej ten rok zmienił więcej niż mogliby myśleć.
Zresztą... Co miałaby powiedzieć?
Instynktownie znowu zsuwając się w dół, nim wykonała choć malutki kroczek, pokręciła głową. Miałaby spytać o tę... Jak jej było? Heather? Helen? Heidi? Hester? No, dobrze. Doskonale pamiętała, że to była Hailee czy tam Haylee, ale przynajmniej mogła udawać, że tego nie wie, tym samym zaznaczając swoją pokrętną wyższość. Nie, żeby robiła to zbyt często, ale w tym konkretnym przypadku po prostu nie mogła się powstrzymać. I nie, napraaaaawdę nie chciała znać odpowiedzi. Nie chciała wiedzieć, co stało się z tą kobietą. Dla własnego dobra. Dostatecznie mocno ją to zabolało.
Jak na złość, nie pamiętała, żeby zapomnieć o skupianiu się na tym. Paradoksalne, prawda? Nie chciała o tym myśleć, mówiła sobie, że nie powinna, ale wciąż wciągnęło ją to na tyle, iż dopiero kubek podstawiony praktycznie pod nos sprawił, że uniosła wzrok, mrugając kilka razy i pozwalając słowom dotrzeć do uszu. Unosząc kącik ust, jedną ręką poklepała kawałek podłogi obok siebie, dopiero po tym wyciągając dłoń po gorący napój. Cóż, jeśli mieli rozmawiać, równie dobrze mógł zniżyć się do jej poziomu. No, chociaż trochę.
- Powinnam się teraz przedstawić, czy zaczniemy trochę dalej? - Spytała, przyglądając się jego twarzy, ale wciąż odwracając wzrok, gdy napotkała spojrzenie. To było takie... Po prostu nie chciała. - Myślałam, że Seattle to nie miejsce dla przesadnie ostrożnych ludzi. - Dodając, nieco bardziej się uśmiechnęła. - Bardziej pasowałaby Alaska albo okolice Machu Picchu. |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-14, 00:00 Temat: #1 |20.01.2019| |
Jeżeli spojrzałaby na to wszystko z boku, zapewne dosyć szybko zorientowałaby się, jak absurdalnie wyglądała ta cała sytuacja. Tyle niepotrzebnego stresu, tyle oschłości czy jawnej wrogości, które - nawet po tak długim czasie - po prostu tu nie pasowały, zdecydowanie nie przy tego typu relacji. Sama Griffith nakręcała się jednak w dostatecznie mocny sposób, by całkowicie pomijać te kwestie. Skupiona na tym, jak paskudnie czuła się podczas tego uroczego reunionu, praktycznie nie dbała o całą resztę. Pamiętała wyłącznie, jak dobrze było kiedyś, zestawiając to z fatalnym teraz. Mimo to, cóż, wciąż zauważała pewne szczegóły. Zdecydowanie zbyt mocno wgapiała się w swojego gospodarza, by tego nie robić.
- Czy ty właśnie ukradkowo mnie oceniłeś? - Cóż, nieważne, jak bardzo spięta czy zestresowana czuła się w tym momencie. Nie mogła nie zareagować na to tym niedowierzającym parsknięciem i uniesieniem wzroku ku sufitowi. Czyżby rozłąka naprawdę na tyle ich zmieniła, że Ver zaczynał zamieniać się w przesadnie chudą, zołzowatą, tlenioną blondynę, która była uzależniona od żucia gumy i bezgłośnego krytykowania wyglądu innych ludzi? Być może potencjalne jaśniejsze pasmo czy pojedynczy włosek w jego fryzurze nie były efektem upływu czasu, a transformacji? Jeśli jednak faktycznie przeistaczał się w aroganckie coś, zapewne już wkrótce miał na własną nogę przekonać się, jak to było uciekać na obcasach.
Wbrew pozorom, gdyby nie aktualny ból nóg - szczególnie odczuwalny w podeszwach stóp - nie narzekałaby na to zbytnio. Prawdę mówiąc, w podobnych butach miała przynajmniej większego kopa, gnając po prostu siłą rozpędu. Plus przynajmniej nie czuła się aż taka bezbronna, zyskując chociaż kilka centymetrów wzrostu, co przy spotkaniu z kimś szczególnie wysokim zawsze odrobinę się przydawało. Oczywiście, jeśli tylko nie był aż tak wysoki, jak w tym przypadku, bo tutaj najpewniej nie było miejsca na mam pięć centymetrów więcej, prawie dmucham w twoje gardło.
- A więc uważasz, że...? - Nie kończąc, zmrużyła oczy, poszukując jakiejś dobrej odpowiedzi. Jak na złość, nawet jeśli w jej czaszce nadal panował solidny mętlik, a kolejne myśli przelatywały w tempie błyskawicy, plącząc się ze sobą i doprowadzając Maysilee do bólu głowy, wciąż niezmiernie trudno było jej formułować racjonalne odpowiedzi. Bądźmy szczerzy, nawet w normalnych okolicznościach niespecjalnie jej to wychodziło. Znacznie łatwiej było przecież powiedzieć coś nielogicznego, ale pasującego do sytuacji.
- Mam pięć lat albo jestem małym, szczekliwym pieskiem? Jedno z dwóch? - Spytała ostatecznie, przesuwając językiem po zębach i kręcąc głową. Oczywiście, niewątpliwie czuła się tak, jakby ktoś wrzucił ją do typowego koszmaru, ale nie oznaczało to, że miała zachowywać się jak byle bohaterka taniego horroru. Od panicznego piszczenia zazwyczaj bolało ją gardło, poza tym wciąż nie wyleczyła się po praktycznie tygodniowym pobycie w lodowatym mieszkaniu w getcie. Wciąż miała chrypkę. Z dwojga złego, chyba wolała włożyć praktycznie całą energię w urywanie klamki w drzwiach wejściowych.
- Czyli ciastek też nie będzie? Mam zacząć krzyczeć czy mogę zrobić to później? - Spytała, o ironio, praktycznie za nim zakrzykując, gdy częściowo zniknął jej z oczu. I choć jakaś jej cząstka - no, może znacznie więcej niż cząstka - instynktownie chciała za nim podążyć, Maya złapała się na tym w połowie kroku. Zawieszając nogę nad ziemią, przez chwilę patrzyła w kierunku wnętrza mieszkania, by ostatecznie potrząsnąć głową.
Nie, nie mogła, nie chciała, nie planowała i nie powinna bawić się w nadmierną gościnę. W ostatnim czasie wielokrotnie słyszała, że nieustannie robiła te same rzeczy, kompletnie ignorując fakt, że nie uczyła się na swoich błędach. Nieważne, czego teraz chciała jej emocjonalna strona. Zbyt wiele razy pozwoliła sobie na ulegnięcie uczuciom, które zdecydowanie nie powinny nią kierować. Sparzyła się raz, drugi, trzeci czy piętnasty, nie chciała tego zrobić po raz n-ty, gdy miała już dostatecznie dużo problemów na głowie. Musiała być racjonalna, nawet jeśli to oznaczało, że czuła się kiepsko.
Po raz kolejny zaciskając dłonie tak, że dosłownie wbiła sobie paznokcie w ich wnętrza - już zresztą noszące czerwone ślady po wcześniejszych takich chwilach - przełknęła ślinę, znowu sięgając do klamki. Tym razem jednak ciszej i ostrożniej, zerkając wcześniej w wiadomym kierunku, jakby miała nadzieję, że setna próba przyniesie pożądany efekt. Tak się jednak nie stało, a ona - zamiast podążyć w stronę kuchni, zachowując się jak człowiek - bezradnie osunęła się plecami po drzwiach, siadając na wewnętrznej wycieraczce. To była najlepsza najgorsza opcja, tak przynajmniej podpowiadał jej rozsądek. |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-13, 01:31 Temat: #1 |20.01.2019| |
- Basenu też najwyraźniej nie. - Odmruknęła, wciąż spinając ciało i przyciągając ramiona bliżej korpusu - z ręką na nieruchomej, zimnej klamce. Sama nie wiedziała, skąd jej się to wzięło, jednak była święcie przekonana, że ktoś taki jak on nie pozostałby w Seattle bez większego powodu. Przeciwnie, najpewniej błyskawicznie by się z niego wyniósł, znajdując sobie jakieś bardziej prywatne, mniej groźne miejsce. Tymczasem... Tymczasem czuła się jeszcze bardziej skonsternowana, ostrożnie, wręcz spłoszenie rozglądając się po pomieszczeniu, w którym stali.
Na etapie życia, w którym się spotkali i spędzili razem trochę - no, dosyć dużo - czasu, nie była w stanie dokładnie określić tego, jak wyglądałoby jego lokum. Nawet sobie tego nie wyobrażała, przynajmniej nie w jakiś głębszy sposób. To nie był ten czas, kiedy którekolwiek z nich mogłoby pozwolić sobie na własne mieszkanie, na coś przed Bractwem, co nie byłoby motelową klitką... Czy poza Bractwem, co nie byłoby trochę obskurnym, niezbyt ciepłym pokoikiem w domku kempingowym. Tymczasem teraz... Los wiedział, gdzie się znaleźli. Najwyraźniej miała znowu poczuć się zaskoczona, czując, że jeszcze bardziej nie znała Theseusa. Zdecydowanie nie tak widziałaby chociażby tę małą cząstkę czegoś jego.
Chociaż niewątpliwie całkiem pasowała do tego wizerunku, jaki jej teraz prezentował. Zimnego, zdystansowanego, nieprzyjaznego, jeszcze bardziej poważnego niż kiedykolwiek... Nieznajomego, co chyba najmocniej ją bolało. Nawet przy tym, jak zdradzona i przybita się czuła, gdzieś tam podświadomie nadal chciała poczuć jego przyjaźń, te nadmiernie maskowane ciepło, coś naprawdę ludzkiego. Tymczasem stali naprzeciwko siebie, obdarzając się nieprzystępnymi spojrzeniami, które naprawdę ją raniły. Znacznie bardziej niż powinny. Chciała tego uniknąć, ewakuować się stąd i nigdy więcej nie wrócić, pamiętając ten moment. Czy tak ciężko było dać jej to zrobić? Dla dobra wszystkich?
Słysząc coś, co miało być... Zwykłym zagajeniem? A może podważeniem jej wcześniejszych słów? Albo czymś jeszcze innym? Cóż, słysząc te słowa, instynktownie otworzyła usta, by wyrazić sprzeciw. Nawet w plątaninie myśli i uczuć, nie zamierzała potulnie się z nim zgadzać. Zwłaszcza jeśli miałaby to robić wyłącznie przez to, że była na jego terenie. Nie wzięła jednak pod uwagę jednej, bardzo istotnej rzeczy - po raz kolejny zamotała się na tyle, by sądzić, że ich rozmowa będzie przebiegać dokładnie w tym samym układzie, w jakim dotąd się odbywała. Ona nie zamierzała przecież ruszać się ze swojego miejsca...Ona nie... Ale nie tylko ona tu była.
Wciągając powietrze w płuca i tym samym uspokajając trochę ruch piersi, przełknęła ślinę. Jej usta - otwarte przez zdecydowanie zbyt długą chwilę - zamknęły się, a spomiędzy warg wydusiła wyłącznie coś na kształt roztargnionego mhm. Zastygła w miejscu, kompletnie nie wiedząc, co powinna zrobić. Nie mogła jeszcze bardziej się odsunąć, ale nie zamierzała także ulec chęci podejścia bliżej. Od tego byłoby zdecydowanie zbyt łatwo do starych nawyków. Do uścisków, przytuleń i innych rzeczy, jakie natrętnie nękały teraz myśli Maysilee. Nie, nie zamierzała znowu popełnić tego błędu.
- Tupnęłabym, gdyby mnie nie bolały. - Zezując na własne stopy, nieznacznie wzruszyła ramionami. - Spróbuj kiedyś przebiec się na obcasach, a potem okazywać gniew. - Owszem, to brzmiało dosyć absurdalnie, nie tylko przez wzgląd na to, że mówiła do dorosłego, nadmiernie poważnego faceta. Chodziło też o to, że nawet na obcasach - choć w tym momencie raczej niedużych - musiała dosyć solidnie zadzierać podbródek, by nie czuć się aż tak niska. Gdyby jeszcze dorzuciła mu szpilki, prawdopodobnie musiałaby także wnieść o dodatkowe oświetlenie sygnalizujące samolotom, jak nisko mogły zejść, zanim zaczepią o czubek głowy Theseusa. Nieduże, migające światełka i baner reklamujący picie mleka...
Jak na złość, Maya doskonale pamiętała, że myślała tak praktycznie od zawsze. Nieważne, ile minęło, odkąd tak naprawdę mieli ze sobą styczność, ta jedna rzecz zdecydowanie się nie zmieniła. To ją... Rozczulało. Serio? To ją po prostu rozczulało, nawet w tej całej nieznośnej, gniewnej atmosferze, która raczej nie sprzyjała powrotom do przeszłości. W tym momencie była na siebie zresztą zła za te wszystkie wewnętrzne wspominki. Doskonale wiedziała przecież, czemu ich unikała i dlaczego wolałaby już spędzić najbliższe godziny pod schodami na korytarzu niż w tym mieszkaniu. Zwyczajnie wierciło jej to bolesną dziurę w brzuchu.
- Czemu wszyscy zawsze zakładają, że nie jestem w stanie poradzić sobie na własną rękę? - Spytała, tym razem już nie powstrzymując ciężkiego, niezbyt zadowolonego westchnięcia. Tak naprawdę wcale nie oczekiwała odpowiedzi. Prawdopodobnie nawet zbyt dobrze znała przyczynę takiego a nie innego traktowania. W końcu nie urodziła się wczoraj - nawet jeśli niektórzy najwyraźniej sądzili inaczej - i praktycznie od zawsze mierzyła się z dokładnie takim samym traktowaniem, nawet jeśli nie wyglądała już na pięciolatkę.
- Przyznaj, sprawia ci to satysfakcję. - Unosząc jedną brew, pokręciła głową z politowaniem, unosząc kącik ust w uśmiechu, którego nie potrafiła już zbytnio powstrzymać. Być może od ich ostatniej interakcji upłynęło już naprawdę dużo czasu, jednak w tym momencie nie sądziła już, że zbyt wiele uległo zmianie. Wręcz przeciwnie, być może tylko wyglądał jeszcze bardziej jak zombie, całkowicie pozbywając się tęczówek, które w tym świetle... Cóż, nie istniały. W połączeniu z cieniami pod oczami i skórą, która raczej od dłuższego czasu nie widziała prawdziwych - nie tych wpadających przez okno - promieni słonecznych, był jak malowany Dracula. Brakowało tylko, by zaczął wgapiać się w jej szyję, choć i tego byli prawdopodobnie dosyć blisko, bo wciąż zdawał się świdrować ją wzrokiem.
- Masz chociaż ciasto albo kawę? - Spytała, zasysając dolną wargę, zbyt rozkojarzona, żeby myśleć o szmince na zębach. Nawet jeśli ta ciężka, upiorna atmosfera w znacznym stopniu zelżała, Maisie wciąż odczuwała tę specyficzną gęstość w powietrzu. A przecież minęło tyle czasu. |
Temat: Archiwum |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 1261
|
Forum: Hala magazynowa Wysłany: 2019-03-11, 16:57 Temat: Archiwum |
- Jeszcze nie skończyły najgorzej. - Podkreśliła z nieznacznym przekąsem, moment później wzruszając ramionami i - nawet ku własnemu zdziwieniu - uśmiechając się do Hoppera. Co prawda, nadal był to zaledwie cień uśmiechu, ale z pewnością już go nie wymuszała. Przynajmniej nie w tej chwili i przy słowach, jakie padły z jej ust.
- W innych okolicznościach pewnie spróbowałabym ukryć zniszczenia, wpychając wszystko na miejsce i udając, że wcale nie popsułam tygodni własnego i cudzego dziobania długopisem po papierze. Pobieżnie naprawiłabym problem, żeby nie ryzykować dalszego niszczenia zawartości, skoro prawdopodobnie nikomu i tak się nigdy więcej nie przyda. Mogłaby tu sobie siedzieć w spokoju, skitrana gdzieś na jednej z kilkudziesięciu półek. - To mówiąc, po raz kolejny leciutko uniosła kąciki ust.
Cóż, nigdy nie mówiła, że była wyjątkowo poprawna, jeśli chodziło o te wszystkie wewnętrzne przepisy i procedury. Pisane czy też nie. Wręcz przeciwnie, zdecydowanie bardziej wolała działać, niż bawić się w papierkową robotę. W żadnym wypadku nie mogłaby być archiwistką i tylko zwykłe zrządzenie losu doprowadziło do tego, że znalazła się w tym miejscu.
- Prawdopodobnie nawet zaangażowałabym w to tego przypadkowego świadka, czyniąc z tego naszą wspólną zbrodnię przeciwko ładowi i porządkowi. - Wbrew pozorom, nieważne, jak irracjonalnie i głupio to brzmiało... Na jej oko, tkwił w tym jakiś głębszy sens. Istniał tylko jeden, jedyny, malusieńki problem. - Gdyby tylko nie był on głową Bractwa... - Ups? Prawdopodobnie nawet nie powinna wspominać o tym wszystkim, jednak widząc poważną minę Williama i samej czując się zdecydowanie zbyt fatalnie, podjęła przynajmniej jakąś niewielką próbę zmiany atmosfery.
Tak naprawdę żałowała jednak tego wszystkiego. Począwszy od własnej nieporadności w przypadku tych nieszczęsnych papierzysk, poprzez te głębsze, bardziej istotne rzeczy... Jak fakt, iż choć w jakimś sensie pomogli wszystkim, których dane znajdowały się na kartkach, na świecie wciąż pozostawało zbyt wiele osób, jakie nadal potrzebowały wsparcia... Coraz mniej na nie licząc i coraz bardziej dziczejąc, co wyraźnie dostrzegła podczas tamtego chorego rytuału. Nie wierząc już w jakikolwiek ratunek czy pomoc - a do jej prób częstokroć podchodząc z naprawdę głębokim sceptycyzmem i podejrzliwością - sami usiłowali przetrwać, robiąc coraz to gorsze rzeczy. Pogrążając się i tracąc resztki niewinności, resztki tej ludzkiej dobroci.
To wszystko było tak cholernie chore. I, co gorsza, dotykało praktycznie wszystkich. Po raz kolejny odczuła to, gdy do jej uszu dotarły te słowa. Powodując u Maysilee gęsią skórkę, nagłą bladość i... Niepewność. Choć były szczere, prawdziwe, o zgrozo, prawdopodobne, raczej nie chciała ich słyszeć. Owszem, teoretycznie na wszystko się zgodziła, ale naprawdę nie sądziła, że usłyszy coś takiego. Podlanie kwiatków, zaopiekowanie się dzieckiem przez kilka godzin, wyprowadzenie nieistniejącego psa, ale nie... Coś tak... Pośmiertnego.
W pierwszej chwili nie wiedziała nawet, jak powinna zareagować. W kolejnej zaś zbliżyła się do Hoppera, bez słowa ściskając. Na tyle niezręcznie, na ile tylko mogła to zrobić w swoim obecnym stanie psychicznym i fizycznym, przytulając go jedną dłonią i nie planując chwilowo się od niego odkleić. Przynajmniej nie w momencie, w którym zadarła głowę, żeby spojrzeć na niego z przyganą.
- Ktoś, kto ma się dobrze, nie przewiduje takich rzeczy. Nawet jeśli jest tobą. - Cóż, brzmiała jak jakiś wybitny znawca przypadku? Do jasnej ciasnej, najwyraźniej zamierzała nim być. - Wiesz, że zrobiłabym to nawet bez proszenia, ale w porządku, obiecuję. - Skinęła głową, odsuwając się o krok. - Aczkolwiek tylko, jeśli zobaczę cię na zewnątrz. Dłużej niż pięć minut. Na słońcu. Obok roślinek. Szczególnie warzyw. Jak kurczaka. Masz o siebie zadbać, być chrupiący i złocisty, okej? Nie jak... - Wyciągnęła rękę, stukając go palcem w wierzch dłoni. - Mokry papier. |
Temat: #1 |20.01.2019| |
Maysilee Griffith
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 1339
|
Forum: T. Verhoeven Wysłany: 2019-03-11, 13:39 Temat: #1 |20.01.2019| |
Oczywiście, że były takie chwile, kiedy wyobrażała sobie ten moment. No, być może nie dokładnie w takiej wersji, w jakiej odbywał się naprawdę, ale z pewnością o nim myślała. Nie była w stanie temu zaprzeczyć, nawet jeśli oznaczało to, że w pewnym sensie wciąż była słaba. Póki jednak dobrowolnie dręczyła się czymś, co ją raniło, nie czuła... Tego wszystkiego. Zbyt wielu myśli kotłujących się w głowie, podenerwowania - o zgrozo - na poziomie wyższym niż jeszcze przed chwilą, gdy miała przed sobą prawdziwie morderczych ludzi, jednoczesnego przeładowania emocjami i emocjonalnej pustki. Do tej pory nawet nie sądziła, że było to możliwe.
A jednak... Jednocześnie zdecydowanie zbyt wiele myślała i kompletnie nie wiedziała, co powinna myśleć. Czuła się jak dzikie zwierzę zapędzone w potrzask - spłoszone, spanikowane, bezwładnie miotające się w pułapce. Dokładnie tak jak w swoistej walce, jaką nadal toczyła z klamką, szarpiąc za nią na oślep, choć w głębi duszy wiedziała, że było to całkowicie niepotrzebne. Drzwi nie zamierzały ustąpić. Nie, jeśli wyłącznie ona tego chciała, nawet jeśli w tym momencie miała wrażenie, że mogłaby giąć metal przy pomocy samego spojrzenia.
Tak bardzo chciałaby wycofać się z tego miejsca, z tej sytuacji. Tak bardzo chciałaby, by okazało się to wyłącznie bardzo złym snem, a ona sama obudziłaby się zlana potem na niewygodnym, przesadnie twardym łóżku w Bractwie. Teoretycznie było jej gorąco. Na przemian lodowato i nazbyt ciepło, więc... Nie, nie sądziła, by było to urojenie. To był koszmar, ale dział się naprawdę, a ona musiała reagować.
- Możesz mnie też zamordować i rozpuścić zwłoki w kwasie, tylko pamiętaj, żeby nie robić tego w wannie. - Odparła hardo bez większego zastanowienia, uderzając przy tym językiem o podniebienie i wzruszając przy tym ramionami. Nie spodziewała się po nim takich słów. Ten lodowaty ton głosu całkowicie wybijał ją z jakiegokolwiek rytmu, ale naprawdę mocno usiłowała tego nie okazywać. Teoretycznie nigdy nie była bardzo dobrą aktorką, praktycznie nie umiała zachować całkowicie kamiennej twarzy, gdy coś głęboko ją dotykało, a teraz... Teraz czuła się wręcz fatalnie. O ile było to możliwe, jeszcze gorzej niż przed tymi słowami, jakie do niej wypowiedział.
W porządku... Przynajmniej wiedziała, że do końca pozbyli się jakichkolwiek cieplejszych relacji. Gdyby jeszcze zaakceptowanie tego mogło przyjść równie łatwo, co zauważenie...
- Jest już po dwudziestej drugiej... - Zauważyła, przelotnie spoglądając przy tym na noszony zegarek. Mimo tego szaleńczego biegu, jakimś cudem wciąż wisiał na tym cieniutkim łańcuszku, dyndając się obok szalika Maysilee. - Jeśli planowałabym tę wizytę, raczej nie zrezygnowałabym z niej dla spotkania z D.O.G.S., nie uważasz? - O ironio, w tym momencie wolała jednak swój znajomy patrol, który zapewne wciąż jeszcze nie odpuścił pościgu i przeszukiwania pobliskich ulic. Prawdę mówiąc, wszystko było lepsze od tego wymuszonego utrzymywania kontaktu wzrokowego - w tym momencie odrobinę przypominającego walkę o to, kto dłużej wytrzyma bez mrugania - tej całej ciężkiej, nerwowej atmosfery i kompletnej sieczki, jaką zdawała się mieć w mózgu.
- Chcę... Stąd... Wyjść... - Powtórzyła, jakoś powstrzymując się od ciężkiego westchnienia, zamiast którego zaakcentowała niezbyt przekonujące. - Teraz. - Z gulą w gardle, przesadnie zadarła podbródek, starając się ignorować zbyt mocne łomotanie serca. Nie miała pojęcia, kiedy nagle stali się wrogami i gdzie tkwiła ta szpila, która to spowodowała, ale... Musiała spróbować jakoś to zrozumieć. Byleby jak najdalej stąd... |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|