Znalezionych wyników: 770
|
| Autor |
Wiadomość |
Temat: Opuszczona część |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 59
Wyświetleń: 3937
|
Forum: Hala magazynowa Wysłany: 2019-03-11, 21:49 Temat: Opuszczona część |
Wciąż nie mogła w to wszystko uwierzyć. Ostatni miesiąc, ostatnie trzydzieści trzy dni… to było jak koszmar. Mało jadła, praktycznie w ogóle nie sypiała… Po prostu umierała. Umierała razem z miłością swojego życia. Nie potrafiła nic na to poradzić. Tak bardzo walczyła… Ze sobą, z nim, ze śmiercią, z życiem. I choć była tak cholernie zmęczona, choć jedyne czego pragnęła to po prostu się poddać, nie była tego typu człowiekiem. Nie mogła na to pozwolić. Musiała zawalczyć o przyszłość dla Josie. A Josie… Josie była idealnym dzieckiem. Kiedy pierwszy raz się uśmiechnęła, te dwa dni przed operacją Willa, Matilde zdała sobie sprawę, że nie mogli tego stracić. Musieli być obecni w jej życiu. I chyba bardziej jej potrzebowali, niż ona ich…
Ciężko jej było się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Do myśli, że wszystko było w porządku. I kiedy Will zniknął z zasięgu jej wzroku, chyba się przestraszyła. Nie powinna. Nie, kiedy wiedziała, że wszystko było dobrze. Ale ten ostatni miesiąc życia w strachu, stresie… nie umiała tak po prostu się tego pozbyć. Znalezienie zguby zajęło jej wystarczająco dużo czasu, by kiedy wreszcie pojawił się w zasięgu wzroku, obdarzyć go nieco zdenerwowanym spojrzeniem.
– Ogniska ci się zachciało, Hopper? – wyrzuciła z siebie, mimo wszystko odczuwając ulgę. Był cały. Cały i zdrowy. Nie powinna tak reagować. Przecież nie będzie przy nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Prędzej, by chyba zwariowała… I musiała się jakoś do tego przyzwyczaić. Ale to na czym go przyłapała… nie umiała się pozbyć tego zaniepokojenia. – Co robisz? – spytała ciszej, zaplatając dłonie na wysokości piersi. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-28, 23:53 Temat: Come inside my mausoleum |
To wszystko to był jeden wielki paradoks. Z jednej strony tak rozpaczliwie potrzebowała zostać sama, a z kolei z drugiej strony… ciągle czekała na jakiś jego gest. Coś co sprawi, że nagle zapragnie tu z nim zostać. Z jakiegoś powodu chyba potrzebowała go mniej więcej tak samo jak potrzebowała teraz zniknąć. Więc kiedy się do niej odezwał… nie mogła wyjść. Musiała zostać i odpowiedzieć. Musiała jeszcze przez chwilę pooddychać tym samym powietrzem. Czy to w ogóle miało jakikolwiek sens?
Nie mówiła mu tego wszystkiego, by wpędzić go w poczucie winy. Nie było ważne czego chciał, a czego nie. To po prostu się stało. Z jakiegoś powodu, taki dupek jak on, był w stanie trafić do jej serca w sposób jaki nikt inny nie potrafił. Nie tylko przywrócił ją do życia, ale przede wszystkim dał jej poczucie, że mimo wszystko była coś warta. I że nie była sama. Był przy niej. Kochał ją na ten swój poroniony sposób. Nic lepszego nie mógł jej zaoferować. A to co się teraz działo… to było tylko produktem ubocznym miłości. Wszystko miało swoje produkty uboczne. Nawet coś tak prawdziwego i niewinnego.
– Nie szkodzi – powiedziała cicho, ale tak bardzo zgodnie z tym co o tym wszystkim sądziła. To nie była jego wina. To się po prostu stało. I nie dało się tego w żadnym stopniu zatrzymać. Tak to już było z produktami ubocznymi...
Chyba chciała coś takiego usłyszeć. Chyba potrzebowała coś takiego usłyszeć. A jednocześnie… to wcale niczego nie ułatwiało. Wciąż tak przeraźliwie ją wszystko bolało. Wciąż miała wrażenie, że umiera. Wciąż była tą samą Wallace, która minuty temu rozpadła się na kawałki i teraz brudziła tą okropną podłogę. Ale nie potrafiła sięgnąć do tej klamki. Chciał, by została, a ona… chciała jego. Tylko jego. Zawsze jego. Matilde… przez krótką chwilę stała ciągle w tym samym miejscu, sprawiając wrażenie osoby, która się nad czymś potwornie zastanawia. Ale w rzeczywistości… nie zastanawiała się ani trochę. Potrzebowała tylko czasu. Czasu, by słowami po prostu zostań pozamiatać z podłogi resztki siebie. I kiedy z tej kupki powstało coś na tyle sensownego, że była w stanie się poruszyć… niemal od razu odwróciła się na pięcie i zdecydowanie zbyt gwałtownym krokiem, pokonała dzielącą ich odległość, by mocno się do niego przytulić. Opierając się policzkiem o jego klatkę piersiową, była w stanie usłyszeć przez koszulkę bicie jego serca. A to… to było najlepszym dźwiękiem na świecie. Dźwiękiem, który uspokajał ją do tego stopnia, że tak spokojnie przymknęła powieki. Żył. Ona też żyła. I wciąż byli razem. Tylko to się liczyło. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-28, 19:48 Temat: Come inside my mausoleum |
Jedyne czego chciała to być wreszcie szczęśliwa. Ostatnie miesiące… nieważne ile sprzeczek pojawiało się na horyzoncie, ile razy podwinęła im się noga… to były najlepsze miesiące jej życia. I gdy jeszcze te trzy godziny siedziała w samochodzie, przekraczając granice Seattle, przepełniała ją nadzieja. Była przekonana, że właśnie udało jej się to wszystko wydłużyć. Że być może wreszcie odkupiła wszystkie swoje winy. Że być może los postanowił wynagrodzić jej te wszystkie cierpienia i skupić całą swoją uwagę na innym nieszczęśniku.
Teraz jednak, kilka godzin później, brutalnie pozbawiona wszystkich marzeń i złudzeń… nie wiedziała co ze sobą zrobić. Potrzebowała zostać sama. Potrzebowała chwili dla siebie, by przetrawić to wszystko i pogodzić się z nową – niesamowicie szarą i pachnącą śmiercią – rzeczywistością. Tylko… czy to w ogóle było możliwe? Zwłaszcza po tym wszystkim co razem przeszli? Nie zamierzała zostawać tu ani sekundę dłużej. Już wyciągała dłoń w kierunku klamki, by tak po prostu ją nacisnąć i zniknąć w nicości.
Ale wtedy usłyszała słowa Willa i cała nagle zesztywniała. Matilde, wciąż stojąc do niego tyłem, zawiesiła dłoń w powietrzu, przełykając cicho ślinę. Tak, obiecała mu. Pamiętała to dokładnie. Ale czy on nie rozumiał jak bardzo zmieniła się cała sytuacja? I jak bardzo cała ta obietnica była nieaktualna? Cholera, przecież właściwie to ją złamała już w kwietniu. Ćpała. Sam ją odebrał z tego pieprzonego przystanku. Musiał to pamiętać.
– Nie sądziłam, że się z tym pogodzisz – odezwała się cicho, przekrzywiając głowę przez ramię. Bolało ją to wszystko. Poddał się. Poddał się samej śmierci, a ona… nie potrafiła tego zrozumieć. Nie powinien nawet dopuszczać do siebie tego najgorszego scenariusza. Nie, jeśli rzeczywiście chciał dalej walczyć. Dalej żyć. Jeśli rzeczywiście sądził, że ma jakieś szanse… A teraz wymagał od niej złożenia obietnicy, tylko po to, by uspokoić swoje sumienie. Po to, by móc zaszyć się w jakimś lesie i strzelić sobie w głowę, czy cokolwiek tam chciał? Jak niby miała mu na to pozwolić. Matilde przełknęła cicho ślinę. – To o co prosisz… – potrząsnęła po prostu głową, by po chwili wykrzywić usta w niesamowicie smutnym uśmiechu. Może po prostu nie rozumiał tego co do niego czuła. Nie rozumiał ile dla niej znaczył. Może, kiedy mu powie to zrozumie… Może da jej spokój… – Kiedy Jeśli odejdziesz… – poprawiła się dość szybko, łamiącym się głosem. Wszystko byłoby o wiele prostsze gdyby nie kochała tego człowieka. Gdyby nic dla siebie nie znaczyli. Gdyby był tylko kolejnym epizodem, a nie cholera jasna, miłością życia. – Zabierzesz ze sobą wszystko, Will. Wszystko. A ja już nie chcę dłużej być sama… – i znowu zaczęła płakać. Przekrzywiła więc głowę, by wbić wzrok w drzwi. Nie mógł oczekiwać, że będzie dalej walczyć z wiatrakami, kiedy nic tu dla niej nie zostanie. Kiedy jego nie będzie. Matilde przełknęła słone łzy, by wydusić z siebie jeszcze jedno pytanie: – potrzebujesz, by coś ci przynieść? |
Temat: Dyżurka |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 658
|
Forum: Bractwo Mutantów Wysłany: 2019-02-27, 21:12 Temat: Dyżurka |
– Niewątpliwie – skwitowała, wznosząc lewy kącik ust w ironicznym uśmieszku. Czuła ogromną satysfakcję z oglądania zmieszanej i szukającej wymówki Addams. Cóż, może nie powinna się tak rządzić i szefować, ale błagam… przecież była w tym taka dobra. Aż żal było nie wykorzystać tej sytuacji. Zwłaszcza, że to wszystko samo się prosiło. No… może nie do końca się prosiło, ale… Wallace nie mogła być sama. Tylko w towarzystwie innych ludzi była w stanie wciąż stać na nogach i nie rozpadać się na kawałeczki. I nieważne jak bardzo nienawidziła tej myśli, chyba właśnie znalazła się na tym etapie swojego życia, w którym potrzebowała Leilah…
Teraz kiedy sama miała córkę, kiedy sama była matką… chyba potrafiła zrozumieć brunetkę. Nie wiedziała czego się po niej spodziewać. Ani jak Addams zareaguje. Ale szczerze? Nawet gdyby skoczyła jej do gardła, zraniła ją nożem, czy poraziła prądem… Wallace nie zamierzała się przed niczym cofać. I może… może wściekłość na zachowanie Leilah zastąpiłaby poczucie bezradności i smutku. W pewnym sensie chyba chciała, by Leilah ją poturbowała. Przypomniałoby jej to, że jeszcze żyje. Że to co się działo naokoło wcale nie było koszmarem…
– Nieważne jak jesteś beznadziejna, zasługujesz poznać prawdę – wyrzuciła z siebie, nie tracąc kontaktu wzrokowego. Mimo wypowiadanych słów, w jej głosie nie było słychać złośliwości. Leilah była beznadziejna – to był fakt. Coś niesamowicie oczywistego. Matilde przełknęła cicho ślinę, po czym dodała. – Wiem więcej niż się wydaje, więc jeśli wciąż szukasz odpowiedzi… – a potem urwała, posyłając jej znaczące spojrzenie. Spojrzenie, które mówiło: ja bym chciała wiedzieć. Gdyby chodziło o Josie… Wallace nawet nie wyobrażała sobie jak bardzo musiała cierpieć Leilah. Autentycznie jej współczuła. |
Temat: Ogródek z basenem |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 27
Wyświetleń: 1552
|
Forum: J. Smith Wysłany: 2019-02-27, 20:39 Temat: Ogródek z basenem |
– I mówi o tym gościu nazywający się Philip Ashley? – wzniosła wysoko brwi, by posłać mu dość wymowne spojrzenie. Był ostatnią osobą na świecie, która mogła cokolwiek krytykować. Poza tym był ciołkiem i się nie znał. Josie… to było naprawdę ładne imię. I naprawdę pasowało tej drobnej kruszynce, po którą Phil teraz wyciągał ręce. Wallace… nie wiedziała czy mogła mu na to pozwolić. Był najmniej odpowiedzialną osobą jaką znała. Neumann był wielkim dzieckiem, intelektualnie na podobnym poziomie co Jocelyn. Kto wie, czy zaraz nie postanowi nakarmić ją czekoladą, huh? Wallace przełknęła cicho ślinę, a potem… po stanowczo zbyt długiej chwili zastanawiania się skinęła głową i ostrożnie podała małą kuzynowi.
– Główka – upomniała go niemal od razu, krzywiąc się przy tym. Jakoś czuła się nieswojo kiedy inni ludzie ją trzymali. Nawet jeśli była to Imari, czy David. Wallace miała wrażenie, że tylko ona i Will są w stanie odpowiednio zająć się swoim dzieckiem. To było niesamowicie głupie, ale prawdziwe.
– Założę się, że kolorystycznie wszystko kuleje. Za bardzo próbujesz szpanować, a przez to cały twój styl jest dość tandetny – wyrzucała z siebie kolejne złośliwe uwagi. To nie tak, że koniecznie chciała mu wbić szpilkę. Po prostu bała się, że jeśli nie będzie grać roli zołzy, to kompletnie się rozpadnie na kawałki. Tak ciężko jej było się trzymać w kupie. I kiedy to wszystko pęknie… nie wiedziała, czy da radę powrotem się pozbierać. A musiała. Musiała jeszcze żyć w ten sposób przez kolejne osiem dni…
– Bliżej niż do Nowego Jorku – skwitowała wymijająco. Nie mogła poruszać tematu ani Bractwa, ani tym bardziej Willa. Musiała o tym pamiętać. Wallace na moment spuściła wzrok, po czym westchnęła ciężko: – musiałam wykupić receptę i… – nie, to nawet dla niej nie zabrzmiało przekonywująco. Tak nagle zrobiło jej się słabo. Wallace przytrzymała się najbliższego mebla, a potem… z jej ust tak niespodziewanie wydobyło się to żałosne: – ja już nie daję sobie rady. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-26, 23:22 Temat: Come inside my mausoleum |
Była przekonana, że zamknie mu tym usta. Że dzięki temu, on da jej spokój. I kiedy tak zastanawiał się nad odpowiedzią, Wallace wyraźnie świdrowała wzrokiem jego twarz. W tym momencie naprawdę chciała poznać jego myśli. Wiedzieć co aż tak bardzo pochłonęło jego umysł, że nie był w stanie odpowiedzieć na tak proste pytanie. I kiedy wreszcie z jego ust padła odpowiedź, Matilde… Matilde odwróciła wzrok, wbijając go w podłogę. To było dziwne uczucie. Jeszcze nigdy wcześniej nie myślała o tym, co będzie kiedy ona umrze jako pierwsza. Właściwie to nawet nigdy nie miała okazji, by się nad tym zastanowić. Zawsze skupiali się na Willu i jego niecierpiącym zwłoki problemie. Ona… ona miała żyć. Po prostu. Z czystej definicji tego jaką zołzą była. Nieważne jak chujowy miała charakter, to nigdy się nie poddawała. I śmierć w jej przypadku… zawsze wydawała się całkiem absurdalna. A teraz… teraz kiedy stanęła jej przed oczami wizja umierania. Wizja zostawiania na ziemi wszystko co kocha. Wizja poddawania się… Matilde przełknęła cicho ślinę.
– Przykro mi, nie jestem tak wyjątkowa jak ty – była zdenerwowana i sama nie do końca potrafiła zrozumieć dlaczego. Nie umiała myśleć w takich kategoriach jak Will. A Josie… Josie będzie lepiej bez kogoś, kto od dobrej godziny myślał jedynie o tym, by wbić sobie igłę w żyłę. Prawda była taka, że Josie trzeba było najbardziej chronić przed nią samą. Ale Will był zbyt ślepy, by to zrozumieć. Nawet na niego nie spojrzała, kiedy postanowił wytrzeć jej twarz chusteczką. Rozumiała to, że potrzebował odpowiedzi. Że chciał mieć pewność, że umrze w spokoju. Ale nieważne jak chujowa była sytuacja. Ona po prostu nie mogła go okłamać.
– Przykro mi, Will – odpowiedziała w końcu, powracając do niego spojrzeniem. To nie była jego decyzja. I nie mógł jej kontrolować. Powinien się wreszcie tego nauczyć. Cóż, skoro tak bardzo mu zależało na jej życiu to ma kolejną motywację, by wszystko poszło po ich myśli. Ona nie zamierzała zmieniać zdania. Nie zamierzała składać obietnicy, której nie dotrzyma. To, by za bardzo ją bolało.
– Muszę iść do łazienki – dodała cicho, kierując się do wyjścia. Skoro nie mogła się wybrać do Seattle, to przynajmniej chciała zostać sama. W końcu… musiała się zacząć przyzwyczajać, huh?
/zt? |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-25, 17:47 Temat: Come inside my mausoleum |
Nie, nie wiedział. Mógł sobie mówić co chciał, ale cholera jasna nie wiedział. Matilde patrzyła w jego oczy, czując jak obezwładnia ją ta cała cholerna bezradność. Tonęła w tym i wyglądało, że nie miało być dla niej już żadnego ratunku. A człowiek, którego kochała, jeszcze bardziej spychał ją na dno. Znowu chciała stąd wyjść. Znowu chciała tak po prostu zniknąć.
– Gdybyś był na moim miejscu to byś mi to obiecał? – zapytała po prostu. Może dla niego to wydawało się banalnie proste, ale ona nie była taka jak on. Daleko jej było do bycia pierdolonym najgenialniejszym człowiekiem na ziemi i nie byłaby w stanie opanować życia bez niego. Życia po śmierci. Nigdy nie wierzyła w tego typu bzdury. Więc nie. Nie miał cholernego pojęcia o co ją prosił. I nigdy nie spodziewałaby się po nim, że tak umyślnie postanowi złamać jej serce. Że będzie patrzeć, dobijać ją… Nawet nie wykonała najmniejszego wysiłku, by wyciągnąć rękę po chusteczkę. Nie chciała tego. Nie chciała już właściwie niczego. Jedynie zaszyć się pod ziemią.
– Więc nie umieraj – odpowiedziała chłodno na jego słowa. Skoro jej życie było tak piekielnie ważne i tylko to się liczyło… nie miał wyjścia. Bo ona nie zamierzała go okłamywać. Nie zamierzała składać obietnicy, której nie będzie w stanie dotrzymać. Mógł się wkurzać, irytować. Mógł ją jeszcze bardziej torturować… W zasadzie to nie było chyba możliwe, by zranił ją jeszcze bardziej. Już teraz nic z niej nie było. Nie umiera – to było tak banalnie proste. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-24, 22:25 Temat: Come inside my mausoleum |
Czy on tego nie rozumiał? Dla niej jedyne szczęśliwe zakończenie było przy nim. Ja mógł jej to robić? Jak mógł ją prosić, by żyła dalej? Nie miała tego zrobić. Już teraz umierała. Z każdą sekundą coraz bardziej. A przecież wciąż mogła go dotknąć. Wciąż słyszała jego głos. Wciąż widziała to w jego oczach. A on chciał… chciał, żeby ułożyła sobie życie? Po wszystkim? Wallace potrząsnęła głową.
– Nie – powiedziała stanowczo, chociaż ze łzami spływającymi po policzkach i strużce krwi wypływającej z nozdrzy, nie zabrzmiało to na tyle silnie. Nie, tak jakby tego chciała. Mogła mu obiecać wszystko co chciał. Wszystko. Ale nie to. Nie wierzyła w życie po śmierci. A jego śmierć była dla niej końcem. I dla Josie będzie zdecydowanie lepiej jeśli straci dwójkę rodziców. To było cholernie przykre, cholernie niesprawiedliwe, ale… prawdziwe.
– Nie możesz – powtórzyła, totalnie się rozklejając. Nienawidziła tego jak ckliwa teraz była. Jak bardzo się przed nim obnażała. Ale on chyba nie rozumiał, co dla niej zrobił. To co było teraz… to było jedyne zakończenie. Nie chciała innego. Nie pozwoli sobie na inne. Bolało. Bolało tak samo, jak wtedy kiedy jej mówił o tym, że nie mają już czasu. Dlaczego wbijał jej nóż w tak bardzo poranione i połamane serce?
– Nawet nie wiesz o co mnie prosisz, Will – wyrzuciła z siebie przecierając ręką twarz i jednocześnie rozmazując na skórze łzy i krew. – Zostanę z tobą, tylko nie mów więcej takich… takich rzeczy – wydawało się, że znowu się uspokoiła. Łzy wciąż płynęły po jej policzkach, ale przynajmniej głos miała całkiem stabilny. Spokojny. Wybaczy mu to co mówił, po prostu… niech już zamilknie. Niech nic więcej nie mówi. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-24, 21:36 Temat: Come inside my mausoleum |
Wallace kołysała Josie, jednocześnie przyciskając ją do swojej piersi. Nie wiedziała jak zajmować się dzieckiem. Nie umiała tego robić. Prawdopodobnie była najbardziej chujową matką na świecie. I to był kolejny powód, dla którego los nie mógł im zabierać Willa. Matilde nie da sobie rady. On… on był w tym o wiele, wiele lepszy. A teraz ona tak bardzo panikowała i martwiła się o niego, a równocześnie musiała przekonać własne dziecko, że wszystko było w porządku. Przecież Jocelyn musiała czuć, że coś było nie tak. To dlatego płakała, prawda? Matilde przycisnęła usta do czubka głowy córeczki, cichutko nucąc melodię Sweet child o’ mine.
I z jakiegoś powodu… z jakiegoś powodu to zadziałało. Z każdą kolejną sekundą płacz dziecka coraz bardziej zanikał, aż wreszcie Josie uspokoiła się na dobre. Matilde jeszcze przez krótką chwilę trzymała małą w ramionach, ale kiedy dziewczynka całkowicie zasnęła, Wallace odłożyła ją do łóżeczka. Może gdyby wiedziała co ją czeka… ale nie wiedziała. Przyglądała się tak spokojnie leżącej córeczce, kiedy usłyszała pierwsze słowa Willa. Obiecać. Wallace automatycznie obróciła głowę przez ramię, by posłać Hopperowi zdezorientowane spojrzenie. Co miała mu obiecać? Obieca mu wszystko co tylko zechce. Wallace zrobi wszystko, czego sobie tylko zażyczy. Niech jej tylko nie zostawia. Niech nie umiera. Już uchylała usta, by go poprosić o szczegóły, ale wtedy one same nadeszły, a ona… znowu poczuła jak jej brakuje powietrza. Znowu zabolało. Tak cholernie zabolało. Matilde musiała się mocniej przytrzymać łóżeczka Jocelyn.
– Nie możesz… – szepnęła na jednym wdechu, czując jak gula w gardle się powiększa. Nie mógł tego od niej wymagać. To było nie w porządku. Oboje wiedzieli, że nie dotrzyma danego słowa. Tak bardzo nie chciała go okłamywać. Dlaczego jej to robił? Jej dolna warga zaczęła drżeć. – Ja… nie mogę… bez ciebie… – to nie było jakieś głupie wyznanie miłosne, to był fakt. Jej nie było. Nie bez niego. Jak mógł od niej wymagać, że kiedy odejdzie ona będzie tutaj… Nie mógł. Nie poradzi sobie. Już ledwo trzymała się na nogach, a przecież wciąż oddychał. Wallace potrząsnęła głową. – Nie mogę. |
Temat: Dyżurka |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 658
|
Forum: Bractwo Mutantów Wysłany: 2019-02-24, 19:31 Temat: Dyżurka |
– Wyglądasz, jakbyś właśnie marnowała powietrze – odpowiedziała z cynicznym uśmiechem, wbijając wzrok w tę małą ucztę na biurku Leilah. Wallace nie do końca wiedziała, dlaczego się tu znalazła, ale chyba w tym całym dramacie potrzebowała na swojej drodze kogoś tak nieznośnego i irytującego jak Leilah. I gdzieś z tyłu głowy pozostawało to dziwne przeczucie, że między nimi były jakieś niedokończone sprawy.
– Nikt ci nie powiedział, że w tych czasach niebezpiecznie jest korzystać z telefonu? Jesteś szefem ochrony, na litość boską. Nie każ mi się wysyłać na szkolenia – dorzuciła do tego, robiąc kilka kroków w głąb dyżurki i szukając spojrzeniem czegoś na czym ewentualnie mogłaby usiąść. Ostatecznie jednak zdecydowała się oprzeć plecami o ścianę i westchnąć ciężko.
– Musimy pogadać – o proszę. Jednak potrafiła bez złośliwości i zgryźliwości. W zasadzie chyba była z tego powodu najbardziej zszokowaną osobą. Nigdy nie przypuszczałaby, że potrafi się odezwać do Addams głosem nienacechowanym negatywnie. – O twojej córce – dodała po dłuższej przerwie, wbijając wzrok w twarz kobiety. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-24, 18:50 Temat: Come inside my mausoleum |
Mogła się nie godzić z tym stanem rzeczy. Mogła przeklinać cały świat, nienawidzić tego niesprawiedliwego losu i mieć ochotę zgasić wszystkie gwiazdy, w których to było zapisane. Ale koniec końców… to niczego nie zmieniało. Nieważne jak bardzo rozpaczała, jak bardzo na to nie zasługiwali, rzeczywistość wciąż pozostawała taka sama. Wciąż siedzieli na tej podłodze, a ona rozpaczliwie próbowała zabrać od niego cały ten ból. Pomóc mu chociaż troszeczkę. Wiedziała, że nie mogła przesadzić z mocą. Nie, kiedy wszystko się dosłownie waliło. Ale jak niby miała zachować umiar, kiedy ktoś kogo kochała cierpiał?
– Jeszcze trochę – powiedziała cicho, mocniej ściskając jego dłoń. Wallace doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że płacz Jocelyn w niczym mu nie pomagał. Ale nie mogła teraz go puścić. Nie, kiedy nie zrobiła wystarczająco dużo. Cóż za ironia, że niecały rok temu odgrażała się, że nigdy w życiu go nie dotknie. W tamtym czasie wolała raczej umrzeć, niż kiedykolwiek pomóc mu swoją mocą. A teraz…? Teraz śmierć z przeforsowania nie wydawała się aż taka zła. Nie, jeśli to mu w czymś pomagało. Wallace nachyliła się nad nim, by przycisnąć swoje usta do jego ramienia. Miał ją. Cokolwiek miało się wydarzyć, ile czasu miało upłynąć. Miał ją.
– Zostanę do samego końca – wyszeptała łamliwym tonem głosu Nieważne, czy ten koniec będzie jutro, czy za dwadzieścia lat. Chyba potrzebowała, by to wiedział. A potem… kiedy poczuła szum w uszach, wiedziała, że musi przestać. Puściła jego rękę prawdopodobnie w tym samym momencie, w którym pojedyncza kropelka krwi wypłynęła z jej nosa. – Już, już idę – jęknęła, w kierunku łóżeczka. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Jocelyn nie była aż tak genialna jak jej ojciec, by to zrozumieć, ale Wallace naprawdę nie wiedziała co robić. Nienawidziła tego w jakiej sytuacji się znalazła. Wzięła więc głęboki oddech, a potem złapała Hoppera pod ramię, by pomóc mu wstać i usiąść na łóżku. I dopiero kiedy jej się to udało, podeszła do małej, by wziąć ją na ręce i do siebie przytulić. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-14, 23:03 Temat: Come inside my mausoleum |
To nie powinno tak wyglądać. Powinni być szczęśliwi. Powinni opiekować się Jocelyn i dalej planować wspólną przyszłość. Takie rzeczy nie powinny stawać im na drodze. Nieważne jak chujowi byli, zasługiwali na szczęśliwe zakończenie. Naprawdę w to wierzyła. Przecież… wcale nie byli złymi ludźmi. Źli ludzie nie byliby w stanie zrobić tak dobrych rzeczy. Ratowali się nawzajem. Wzajemnie zmieniali się na lepsze. Cholera, stworzyli Josie – najbardziej niewinną i uroczą istotę na świecie. Dlaczego nagle ktoś chciał im to wszystko zabrać? Matilde nawet nie próbowała tego zrozumieć. Nie obchodziło ją, czy była na to za głupia. Nie obchodziło ją to, czy to co się właśnie działo było w ogóle ludzkie. Po prostu potrzebowała Willa. Zawsze będzie go potrzebować.
Chciała, by to wszystko okazało się złym snem. Chciała obudzić się jutro rano ze świadomością, że nic złego się nie dzieje. Że będą razem naprawdę, naprawdę długo. Płakała. Nie była na tyle silna, by się powstrzymywać. Czuła jego dotyk i to jeszcze bardziej w nią uderzało. Co jeśli to był jeden z ostatnich razów? Co jeśli nawet nie zdążą się pożegnać?
– Przecież cię kocham – wyrzuciła z siebie łamiącym się głosem, jakby to miało coś zmienić. Jakby te dwa magiczne słowa miały moc uzdrawiania. Jakby… jakby los nagle o tym zapomniał, a Matilde miała mu o tym przypomnieć. Przecież to robiło ogromną różnicę. Kochała go. Kochała i takie rzeczy nie powinny w ogóle mieć miejsca. Dlaczego to nie wystarczało? Dlaczego nic się nie zmieniało? A potem… po prostu nie mogła tego powstrzymać. Ten bezradny krzyk tak po prostu wydobył się z jej ust, budząc przy okazji Jocelyn. Ale to nie na niej Wallace skupiła uwagę. Początkowo wciąż tkwiła w tej samej pozycji, opierając się czołem o czubek jego głowy. Dopiero po chwili zrozumiała, że coś było nie tak. Tak bardzo się przestraszyła. Wallace położyła dłoń na jego policzku, momentalnie przestając płakać.
– Will? – spytała drżącym głosem, szukając dłonią jego ręki. Nie wiedziała co się działo. Może gdyby nie stan w jakim się znalazła, może wtedy wiedziałaby co robić. Ale tak cholernie się bała. Gdzieś z tyłu głowy przemknęła jej myśl, że może to… może to już. – Nie zostawiaj mnie – przełknęła kolejną porcję słonych łez. Nie wiedziała co robić. Może to nie było nie poważnego. Zwykły ból głowy, który miał zaraz przejść. Ale nie mogła się powstrzymać. Nie mogła nie skupić się na swojej mocy i spróbować naprawić tego wszystkiego. To wciąż była ta sama uparta i niemożliwa Wallace. Jedynie płacz Jocelyn przeszkadzał, ale przecież nie mogła teraz do niej podejść… |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-14, 22:07 Temat: Come inside my mausoleum |
Nienawidziła go za to. Nienawidziła go za to, że nie mógł jej zostawić w spokoju. Nienawidziła go za to, że stawał jej na drodze i robił te wszystkie rzeczy, za które go tak cholernie kochała. Nie chciała, by patrzył na nią w tym stanie. Nie chciała, by widział to, jak traci całą nadzieję. Nie chciała, by oglądał to co z niej zostało. Nie chciała, by obserwował jej powolną, wyniszczającą śmierć. Matilde nie była w stanie przestać. Szarpała się z nim. Uderzała pięściami o jego klatkę piersiową. Drapała go po twarzy, szyi, czy czymkolwiek co się właściwie nawinęło. Tak rozpaczliwie potrzebowała teraz zniknąć.
A on… on tak uparcie stawał jej na drodze, nie pozwalając jej zrobić jedynej rzeczy, która mogłaby ją właściwie uspokoić. Miała przecież wrócić. Do niego i Josie. Nieważne co się miało dziać, kiedy chodziło o nich… zawsze miała ich wybrać. Zawsze. Potrzebowała tylko poczuć ten dreszcz. Potrzebowała poczuć to ciepło w żyłach. Wiedziała jak kretyńsko to brzmiało, ale bez tego miała nie przetrwać. Jak niby miała zapewnić Willowi odpowiednie wsparcie, kiedy sama była w rozsypce?
I kiedy mężczyzna złapał ją za ręce, kiedy wykręcił jej nadgarstki, tak nagle poczuła jak uchodzi z niej życie. Nie tylko nie miała sił, by dalej z nim walczyć, ale nie miała też sił by dalej funkcjonować. Kolana ugięły się pod ciężarem jej ciała, a ona… tak po prostu osunęła się powoli na podłogę, nie będąc w stanie dłużej powstrzymywać łez. Nie mogła tego stracić. To co razem mieli… Nigdy nikogo nie kochała w ten sposób. Nigdy nie była szczęśliwsza. Bez niego nic nie miało sensu. Kompletnie nic. Tyle dla nich poświęciła, tak bardzo walczyła, by to wciąż trwało. A teraz… teraz się dowiadywała, że to właściwie nie miało sensu. Że los nie zamierzał się nad nimi zlitować. I wtedy z jej ust tak niespodziewanie wydobył się rozdzierający, zrozpaczony (zbudowany z resztek sił) krzyk, który z całą pewnością miał obudzić małą Jocelyn. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-14, 21:03 Temat: Come inside my mausoleum |
Nie umiała sobie z tym poradzić. Nie po tym co razem przeszli. Przecież już w marcu to było tak piekielnie trudne, a praktycznie w ogóle się nie znali. A teraz, kiedy mieli za sobą tyle wspólnych przeżyć, tyle miesięcy, tyle planów na przyszłość… to było coś czego nie była w stanie przeskoczyć. Coś, z czego nigdy nie miała się otrząsnąć. Hopper był pierwszą osobą, z którą chciała mieć coś więcej. Był jej jedyną, prawdziwą rodziną. I przywrócił ją do życia, kiedy tkwiła w tym żałosnym letargu. A teraz… teraz spełniały się jej najgorsze koszmary i nie dawała sobie z tym rady.
Will miał rację. Doskonale wiedziała, że jej jazda bez celu to miała być tylko wymówka. Doskonale wiedziała, gdzie ostatecznie miała trafić. Doskonale wiedziała co miała zrobić. Już nawet podświadomie przeliczała w swojej głowie ile zdoła kupić towaru za pieniądze, które trzymała w kieszeni kurtki. Dwie ćwiartki. Dwie ćwiartki, które mogły zabrać cały ten ból. Dwie ćwiartki, które mogły pozwolić jej zapomnieć. Matilde mierzyła wzrokiem twarz Hoppera. Widziała co chciał zrobić, kiedy zagrodził jej wyjście. Ale ona naprawdę musiała stąd wyjść. Czy on nie rozumiał, że zaczynała się dusić? Cała się trzęsła. Musiała się znaleźć z dala od tego pokoju.
– Posuń się, Hopper – powiedziała po prostu, przeciskając się koło niego. Był silniejszy, postawniejszy. A ona? Ona była w żałosnej kondycji. Wystarczył podmuch wiatru, by całkowicie się rozsypała. Ale to nie miało znaczenia. I tak próbowała go odepchnąć, czy coś w tym stylu. I jeśli Hopper był dalej tak niesamowicie głupi i uparty, to po prostu zaczęła się z nim szarpać. – Zostaw mnie, do cholery – warknęła wściekle. I tak miał to przecież zrobić, nie? Więc… – Im szybciej, tym lepiej – dodała łamiącym się głosem, wciąż próbując wydostać się z tego pokoju. |
Temat: Come inside my mausoleum |
Matilde Wallace
Odpowiedzi: 32
Wyświetleń: 1600
|
Forum: zakończone Wysłany: 2019-02-14, 19:45 Temat: Come inside my mausoleum |
To nie było możliwe. To, o czym teraz mówił nie mogło się dziać naprawdę. To… to musiała być jakaś pomyłka. Matilde, choć właściwie i tak już nic nie widziała przez tą nagromadzoną wodę, nie spuszczała wzroku z twarzy Hoppera, zupełnie jakby oczekiwała od niego, że wszystkiemu zaprzeczy. Cholera, nie byłaby nawet aż tak piekielnie zła, gdyby stwierdził, że tylko żartował. Dlaczego tego nie robił? Dlaczego nie mówił, że to tylko głupie żarty? Wallace… Wallace miała wrażenie, jakby to co zostało z jej serca, właśnie zapłonęło żywym ogniem. To tak cholernie bolało. Jak miała niby z tym żyć? I nawet nie wiedziała, czy mogła mu wierzyć. Mówił o trzydziestu trzech dniach, ale co jeśli to była wersja tylko dla niej? Co jeśli zrobi to co chciał zrobić w lutym? Wyjdzie w środku nocy i już nigdy nie wróci?
Ta operacja… to był łut szczęścia. Jeśli rzeczywiście miał dożyć do tego czasu, to… to co by było gdyby Wallace jej nie załatwiła? Co byłoby dalej? Jak do cholery miała się z nim pożegnać? Jasne. Mieli nadzieję, mieli mało czasu… ale ona już w to wszystko nie wierzyła. Nie potrafiła. Najgorszym dniem kochania kogoś jest dzień, w którym tego kogoś tracisz. I nie umiała się oprzeć wrażeniu, że to właśnie był ten dzień.
– Muszę… muszę wyjść – wyszeptała rozpaczliwie, odsuwając się od niego. Nie mogła sobie pozwolić, by na to patrzył. On musiał myśleć, że ona wierzy w te wszystkie jego zapewnienia. Jeśli miał wyzdrowieć, musiał być pewien, że ona podziela jego optymizm. A przecież nie podzielała. Nie była głupia, a życie naprawdę jej nienawidziło. Nie mogła oddychać. Musiała stąd wyjść. Wsiąść w samochód i odjechać. Gdzieś. Gdziekolwiek. Po prostu przed siebie. Wallace chwyciła do ręki kurtkę, po czym zaczęła ją niedbale ubierać. Następnym krokiem miało być opuszczenie tego pokoju. Nie mogła tu zostać. Umierała. Naprawdę umierała. |
| |
| Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |
Saphic 1.2 // Theme created by Sopel |
| | Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10 |
|