Znalezionych wyników: 34
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Sypialnia #1
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 580

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-08-24, 12:33   Temat: Sypialnia #1
Margaret potrzebowała tego typu znajomości. Może niekoniecznie musiał to być Billy, bo z pewnością mogłaby znaleźć kogoś podobnego, kto dotrzymywał by jej towarzystwa, gdy sobie tego życzyła i partnerowałby jej na różnego typu spotkaniach czy wyjazdach. Padło jednak na Sandersa i... Marg całkiem go lubiła. Dobrze wyglądał, umiał się zachować, nie był nudny... w skrócie: sprawdzał się.
Oczywiście, że Trailor wiedziała o tym, kto pociągnąl za spust na marszu. Dbała o to, żeby nie umknął jej żaden fakt dotyczący inwestycji, w które wkładała pieniądze. Ba, miała nawet ludzi, którzy pomagali jej w byciu na bieżąco, trzymając razem z nią rękę na pulsie.
Zerknęła na mężczyznę i przez chwilę delektowała się lekkim zaskoczeniem malującym się na jego twarzy. O tak, nie mogła powiedzieć, lubiła to. Lubiła wiedzieć, lubiła szokować, lubiła być krok czy dwa przez innymi. To w końcu dawało jej władzę i pewnego rodzaju przewagę. A tu, w swoim mieszkaniu? Mogła swobodnie o tym wszystkim mówić. Bardzo dbała o to, żeby nic nigdy nie wychodziło poza te ściany. To było jedno z ważniejszych zadań jej ochrony.
- Och, jestem pewna, że o liczby potrafisz dbać równie mocno, jak ja - odparła, uśmiechając się pod nosem. Czyż to właśnie nie głównie dlatego pracował dla GC? Dla tych dodatkowych cyferek, większej ilości zer.
- Skąd te opinie? Jakieś zaufane źródło? - spytała, unosząc brwi ku górze. Na razie nie zaprzeczała, ani nie potwierdzała, po prostu chciała wiedzieć, na ile poważnie Sanders może brać te wiadomości. Czy były to jedynie pogłoski sprzedane podczas przerwy śniadaniowej, czy jednak informacje zdobyte od kogoś znaczącego - Mhm, nieprzyjemnych? Też bywam nieprzyjemna, a jednak do mnie nie masz zastrzeżeń - powiedziała, przekręcając się lekko na bok, żeby mieć lepszy widok na jego twarz. Wzięła ostatniego łyka wina i podniosła się na moment, żeby odstawić pusty kieliszek na stolik obok łóżka.
  Temat: Łazienka
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 214

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-08-22, 09:48   Temat: Łazienka
  Temat: Taras
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 235

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-08-22, 09:47   Temat: Taras


  Temat: Sypialnia #2
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 271

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-08-22, 09:44   Temat: Sypialnia #2

  Temat: Salon
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 181

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-08-22, 09:41   Temat: Salon



  Temat: Kuchnia
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 148

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-08-22, 09:40   Temat: Kuchnia

  Temat: Sala konferencyjna
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 3100

PostForum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN   Wysłany: 2018-08-20, 01:24   Temat: Sala konferencyjna
Kiwnęła głową na słowa Louanne szczęśliwa, że dopięła swego. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo zaraz potem głos z powrotem zabrała Vera, oburzając się na ich decyzje i mówiąc o marnotrawstwie pieniędzy. Cóż... Margaret tego tak nie widziała. Z własnymi pieniędzmi miała prawo robić to, co jej się żywnie podobało, a czy to będzie kupno piątego samochodu, trzydziestej pary butów od Louboutin'a czy Blahnika, czy może opłacenie kilku miesięcy szpitala ciężarnej kobiecie - to już jej sprawa i jej kaprys.
Błędne też było myślenie, że sprawa jest już przesądzona, że Henning powiedziała ostatnie słowo i było po wszystkim. Zrozumiała to w momencie, gdy w dłoni Very zobaczyła broń, a sekundę później usłyszała odgłos wystrzału.
Polityk, który nie znał się na polityce. Prezes, którego decyzja najwyraźniej nic nie znaczyła. Podrzędny dowódca, który rozstawiał wszystkich po kątach. Więc tak teraz funkcjonowało Genetically Clean? Jak dla Margaret całe to przedstawienie nie zrobiło na większości żadnego wrażenia, a jedynie pokazało, że to organizacja tej firmy miała pewien problem. Bo to, co się tu właśnie wydarzyło? Krzyczą o skuteczności, o wyplenieniu zarazy, jaką są mutanci i... na tym się właściwie kończy. Fakty są takie, że na czele organizacji przez dłuższy czas stał mutant, mieli problem po jakże bohaterskim czynie Louanne, a lokalizację Bractwa kto odkrył? DOGS. Które zresztą zaczynało dyktować im warunki.
Same sukcesy.
A zamiast zająć się poważnymi problemami, ich czas był marnowany na takie coś.
Margaret wstała, bo wychodziło na to, że zebranie dobiegło końca i nie pozostawało nic innego jak pożegnać pozostałych zebranych w sali, sztywno pożyczyć im miłego dnia i opuścić pomieszczenie. Dopiero tam odezwała się do swojego ochroniarza.
- W środku postrzelono ciężarną kobietę. Jeśli żyje, zadzwoń po kogo trzeba - mają utrzymać ją w tym stanie. Informuj mnie na bieżąco - rzuciła zwięźle i obserwowała przez chwilę, jak mężczyzna znika za drzwiami, przez które przed chwilą wyszła. Cokolwiek sobie Vera nie myślała, Margaret miała zamiar zostać przy pierwotnej decyzji, tej zatwierdzonej przez Louanne nawet, jeśli w chwili obecnej jej autorytet można było zagarniać szufelką z podłogi.
Sama Trailor dłużej nie zwlekając udała się do czarnego samochodu, który podjechał pod wejście w momencie, gdy kobieta wyszła z budynku i odjechała, najpewniej w kierunku budynku własnej firmy.

//zt
  Temat: Sala konferencyjna
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 3100

PostForum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN   Wysłany: 2018-08-08, 21:27   Temat: Sala konferencyjna
- A co jeśli nie okaże się być jednym ze wczesnych? Nie dowiemy się tego, jeśli umrze teraz, a poza tym... od kiedy niby dzieci mutantów są problemem, o ile nie opowiadają się po ich stronie? Pragnę przypomnieć, że na sali jest taka osoba, co więcej, piastuje stanowisko prezesa tej organizacji. Skoro ona nie stanowi problemu, to czemu to dziecko ma? - spytała Very, bo nie wiedziała, jak inni, ale ona widziała tu pewien zgrzyt. Przez ostatnie tygodnie nie była zbytnio na bieżąco, zajęta swoimi obowiązkami wobec własnej firmy, ale skoro w GC zaczęli przejmować dowodzenie tacy ludzie, chcący unicestwiać wszystkich za wszelką cenę, a nie chcący zatrzymać się na chwilę i chociaż odrobinę pomyśleć to... cóż, to mógł być początek. Właściwie to zaraz przestanie się dziwić pojmanemu tutaj Johnowi Smitchowi, bo skoro pewne zasady nie były przestrzegane na górze, to jak niby można było wymagać ich poważania u niższych jednostek?
Parę osób na sali zdawało się mówić całkiem rozsądnie, jednak Marg obawiała się, że nie wiele to da i ostatecznie jak zwykle skończy się na bezsensownej przemocy, którą na dodatek będzie musiała oglądać. A nie chciała. Odcinała się myślami od tego, co działo się ze schwytanymi mutantami w tym budynku, co działo się z mutantami w bractwie. Płaciła, podejmowała decyzje, ale łatwiej było nie widzieć ich efektów. Wystarczała informacja, że były zadowalające. Dzięki temu lepiej sypiała.
Z Very Marg przeniosła spojrzenie na mężczyznę, który właśnie zbliżał się do niej z nożem. Odnotowała w pamięci, żeby przy okazji następnego zebrania jednak pozwolić ochroniarzowi wejść z nią do środka. Była zbyt ważna, żeby dopuszczać do sytuacji, żeby niezrównoważony psychicznie człowiek podchodził do niej z ostrym narzędziem. Wiedziała, jaka bywa Vera, ale żeby być aż tak niepoważną, żeby wpuszczać kogoś takiego na zebranie? Albo tak zdesperowaną.
- Naprawdę, nie trzeba być lekarzem żeby widzieć, że dla dziecka jest jeszcze za wcześnie na cesarskie cięcie - odparła mężczyźnie, biorąc od niego nóż jednak tylko po to, żeby położyć go na stole przed sobą - Kwestia pieniędzy i utrzymania tak Pana boli? W porządku. Zadbam o to, żeby mutantka została przeniesiona do kliniki pod okiem wyznaczonych przeze mnie ludzi i doczekała tam dnia porodu. Dziecko zostanie odebrane jej zaraz po porodzie i umieszczone w sprawdzonej pod kątem poparcia naszej sprawy rodzinie. Gdy tak się stanie, kobieta będzie wasza, a jej dalszy los będzie mi obojętny. To samo się tyczy dziecka, w przypadku gdy okaże się być mutantem - powiedziała chłodno, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, jednak zwracając się także do całej reszty zebranej na sali - Czy taka opcja was zadowala? - odwróciła się do reszty, przenosząc spojrzenie od jednej osoby do drugiej. Będą głupcami mając coś przeciwko, bo ostatecznie wszyscy wygrywali, prawda? Oprócz mutantki, ale dla niej z założenia nie było dobrego wyjścia z tej sytuacji.
To by było na tyle z jej strony, bo po chwili mężczyzna postanowił pognębić nieco innych, dla odmiany zajmując się Asystentką.
Dalsze zdarzenia zdecydowanie przerosły jej oczekiwania. Może i była członkiem tej organizacji, może i ją finansowała, podejmowała decyzje, jednak zawsze była ponad wydarzenia, które miały tu miejsce. Chciała mieć kontrolę nad tym, co się tu dzieje, jednak płaciła chcąc pewnych efektów końcowych, niekoniecznie być świadkiem całego procesu.
Pierwszy raz ktoś w jej obecności został zabity i mimo, że na czas odwróciła wzrok i tak pobladła. Ale nie, nie ze strachu czy smutku. Ze złości. Miała swoje zasady i właśnie zostawały one łamane jedna po drugiej, nie dając jej nawet szansy na jakąkolwiek uprzednią reakcję.
I po to ją tutaj sprowadzili? Dla prób zastraszania i publicznych egzekucji? Przykre, że Vera upadła aż tak nisko.
  Temat: Sala konferencyjna
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 3100

PostForum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN   Wysłany: 2018-07-28, 14:52   Temat: Sala konferencyjna
Z wielką chęcią wymieniłaby jeszcze parę uprzejmości z Verą, jednak gdy ostatnie osoby dotarły na salę zabrakło już na to czasu. Kobieta zaczęła mówić i Margaret skupiła się na tym, po co tu przyszła, a nie na zabawie w polepszanie relacji z ludźmi.
Słuchała uważnie Very, z początku się nie odzywając nawet, jeśli temat chwilowo zszedł na finanse, które były przecież jej działką. Przez chwilę była nawet zaciekawiona tym tajemniczym gościem, który miał się pojawić na zebraniu, ale gdy już to zrobił i nakreślił sytuację... cóż, pozostał jedynie niesmak.
Szczerze nie znosiła takich tanich zagrywek, chęci zastraszenia i wymuszenia na niej pewnych działań. Oczywiście wiedziała jak działa ta organizacja, że bardzo często miała swoje za uszami, ale o ile działania te wymierzone były w innych nie miała nic do tego. Na nią takie rzeczy zwyczajnie nie działały.
- To chyba oczywiste - odparła na pierwsze pytanie Ruiz, gdy ta cała szopka dowódcy Czarnych Helis się skończyła. Skądś kojarzyła tą kobietę, jakaś... sekretarka Very, tak? Ciekawe, że sama pani Neumann najpierw wspomina o informacjach opuszczających siedzibę GC i pachołkach na nieodpowiednim miejscu, po czym sama wprowadza osobę z ulicy na zebranie zarządu. Co z tego, że zaufana, co z tego, że sprawdzona. Swojemu ochroniarzowi też ufała, jednak mimo to pozostał za zamkniętymi drzwiami, bo pewne sprawy po prostu nie były przeznaczone dla jego uszu. Nie wspominając już o zabieraniu głosu.
- Może, może, może... może lepiej z kolei nie wybiegać aż tak do przodu, bo z takim podejściem, jakie zostało zaprezentowane tu przed nami, za te dwadzieścia lat może nie być organizacji, której członkiem mogłoby zostać to dziecko. Nikt już nie pamięta, ilu problemów przysporzyła kula wymierzona na marszu w młodą mutantkę? Nie chcę nawet myśleć o burzy, jaką może wywołać zabicie nienarodzonego dziecka - powiedziała, kręcąc lekko głową i prostując się na siedzeniu - Genetically Clean to nie przedszkole, tu się nie wychowuje, tylko rekrutuje i zatrudnia - dodała jeszcze tylko. Pomysł kobiety był... mocno nietrafiony. Idea w porządku, ale reszta... kompletnie nieopłacalna i zbyt rozległa w czasie. Zbyt wiele rzeczy mogło pójść nie tak, zaczynając od tego, że dziecko mogłoby zwyczajnie nie mieć predyspozycji do pewnych rzeczy, kończąc na tym, że nic nie jest w stanie zniwelować szansy na pojawienie się mutacji. Inwestować kilkanaście lat w osobę, która na każdym etapie może doznać traumy i aktywować gen x? Nie, jako finansitka podziękuje.
- Po części jednak trudno się nie zgodzić z asystentką pani Neumann. To, co jest tu przedstawiane zwyczajnie kłóci się z ideą GC, która, o ironio, miała być tutaj chyba przypomniana. Likwidowanie mutantów? W porządku. Jednak w tym konkretnym przypadku byłabym za odroczeniem wyroku o kilka miesięcy. Do porodu. Potem róbcie, co trzeba - zakończyła swoje, przesuwając wzrokiem po zebranych tu osobach. Miała świadomość, że połowa może się z nią nie zgodzić, niektórzy mogą być nawet oburzeni jej stanowiskiem w tej sprawie. Jednak Margaret... płaciła za kule wypuszczane w kierunku mutantów, nie ludzi. I o tym przede wszystkim powinni pamiętać.
  Temat: Sypialnia #1
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 580

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-07-26, 21:07   Temat: Sypialnia #1
Na tym polegała ich relacja, prawda? Oboje się w nią jakoś zbytnio emocjonalnie nie angażowali, ale każde z nich miało z tego jakieś korzyści i obojgu taki układ pasował. Billy'emu przy kobiecie niczego nie brakowało, a Marg... cóż, niestety przy takim natłoku pracy i obowiązków rzadko kiedy miała dla kogoś czas, a jak wiadomo, znajomości których się w żaden sposób nie pielęgnuje szybko zanikają. Czasami zwyczajnie brakowało jej towarzystwa kogoś, kto umiałby powiedzieć coś więcej niż "Tak, pani Trailor" i "Nie, pani Trailor", nie mówiąc już o zaspokajaniu innych jej potrzeb, które miała jak każda normalna kobieta. Dodatkowo musząc kontrolować tak wiele rzeczy, dobrze było raz na jakiś czas przekazać pałeczkę komuś innemu. Nawet, jeśli tylko w granicach łóżka.
Mając przed sobą widok na nocną panoramę Seattle, rozpościerającą się za oknem, jej wzrok wciąż skierowany był na ekran telefonu. Nie miała zbyt wiele do nadrobienia, ale mimo to chciała to zrobić teraz, żeby być na bieżąco. Najpierw obowiązki, potem przyjemności, tak? Inaczej o zajściu gdzieś wysoko nie było mowy.
Pokiwała tylko głową na jego słowa, dopiero po chwili obracając ją odrobinę, żeby móc na niego spojrzeć.
- Nie powiem ci nic więcej, czego sam nie byłbyś w stanie dostrzec. A wzrok masz chyba całkiem niezły, prawda? Ktoś, kto posługuje się bronią dalekiego zasięgu musi - odparła, uśmiechając się kątem ust, jednocześnie też sygnalizując mu, że jeśli chodzi o działania Genetically Clean to jest wtajemniczana w całkiem sporo rzeczy, o których inni nie mieli pojęcia. Jak przykładowo to, że to Sanders stał po drugiej stronie karabinu snajperskiego, którego kula ugodziła w Haywella - Wiesz, że nie jestem jedyną osobą finansującą tą organizację. Za to zdecydowanie jedną z bardziej ugodowych, bardziej zdolnych do nawiązywania porozumień. Niektórzy nie są tak cierpliwi - powiedziała, spuszczając na chwilę wzrok na jego dłoń, wędrującą gdzieś po jej ramieniu, powodującą lekki dreszczyk. W jakiś sposób jednak na nią działał - Aczkolwiek cierpliwość każdego kiedyś się kończy. Inwestując w coś oczekuje się efektów. Nie problemów - dodała, podnosząc kieliszek do ust i na powrót zajmując się telefonem, jeszcze na krótką chwilę, bo zaraz potem odrzuciła go gdzieś w bok, zajmując się już głównie widokiem, który miała za oknem.
  Temat: Sala konferencyjna
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 3100

PostForum: Była Siedziba GENETICALLY CLEAN   Wysłany: 2018-07-20, 19:26   Temat: Sala konferencyjna
//18.04.2018

Także Margaret Vera nie poinformowała czego dokładnie miało się tyczyć dzisiejsze zebranie. Nie mogła powiedzieć, żeby jej się to podobało, naprawdę nie znosiła niespodzianek. Wolała mieć wszystko jasno określone i poukładane, żeby móc kontrolować sytuację i przygotować się na każdą ewentualność.
Dodatkowo irytujący był fakt, że nie wiedziała na ile poważnie sprawy się mają i... jeśli za kilka minut okaże się, że to jakże istotne spotkanie ma dotyczyć reform treningu czy omówienia kolejnej akcji, na czym ani trochę się nie znała... cóż, nie będzie zbytnio zadowolona, bo takie rzeczy mogła załatwić zdalnie, a nie fatygować się do siedziby. Ostatnio i tak prawie nie wychodziła z biura, a dzisiaj w związku z tym wydarzeniem będzie musiała zostać w nim jeszcze dłużej.
Wychodząc z czarnego samochodu nie przestawała rozmawiać przez telefon, to samo w drodze korytarzem i w windzie. Dopiero będąc kilka metrów od sali konferencyjnej musiała przerwać połączenie i wsunąć telefon do jednej z przegródek torebki. Ochroniarzowi poleciła zostać na zewnątrz, a sama weszła do środka.
W sali nie było zbyt wiele osób, z czego jakoś nieszczególnie była zadowolona, bo już widziała te minuty zmarnowane na czekanie na pozostałych. Z jedną z kobiet przywitała się jedynie skinieniem głowy, a jeśli chodziło o Verę, to postanowiła zająć miejsce naprzeciwko.
- Witaj, Vero, mam nadzieję, że powrót do zdrowia idzie całkiem sprawnie? - spytała uprzejmie, rzucając krótkie spojrzenie na jej temblak. torebkę położyła na krześle obok, po chwili także zawieszając na jego oparciu szary płaszcz, zostając w samej klasycznej, czarnej, ołówkowej sukience z niewielkim dekoltem i szarym paseczkiem w talii - Czego omówienie jest tak ważne, że do ostatniej chwili nie można uchylić nawet rąbka tajemnicy? - dodała, zajmując swoje miejsce i zakładając nogę na nogę. Najwyraźniej mieli jeszcze chwilkę, więc pewnie gdy dostała od kobiety odpowiedź nie podjęła dalszej rozmowy zajmując się telefonem, który po rozpoczęciu zebrania położyła na stole obok siebie.
  Temat: Margaret Trailor
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 2
Wyświetleń: 604

PostForum: Informatory   Wysłany: 2018-07-20, 14:54   Temat: Margaret Trailor
KWIECIŃ

Kto: Margaret Trailor & Billy Sanders
Gdzie: sypialnia Marg
Kiedy: 17.04.2018
Opis:

  Temat: Sypialnia #1
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 580

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-07-20, 14:52   Temat: Sypialnia #1
//17.04.2018, wieczór

Już niemal zapomniała o dziwnych wydarzeniach z kafejki, w której jej noga już nigdy miała nie stanąć. Sprawę z pączkami ostatecznie odpuściła, przynajmniej na razie, mając o wiele ważniejsze i nie cierpiące zwłoki sprawy do załatwienia. Jak przykładoowo firma, która miała obecnie bardziej intensywny okres. Albo Genetically Clean, które z kolei przędło trochę słabiej, co było dość niepokojące i coraz częściej zajmowało myśli Marg. Przypuszczała, że to właśnie tego będzie dotyczyło jutrzejsze zebranie, o którym, o którym dostała informację od Neumann. Jako członkini zarządu pewnie powinna się do niego w jakiś sposób przygotować, odświeżyć sobie ostatnie działania i wydarzenia GC. Nie potrzeba jej było na to zbyt wiele czasu, bo jednak starała się być na bieżąco, ale postanowiła sobie przeznaczyć tą godzinę po śniadaniu na nadrobienie zaległości.
Tak, jej myśli mimowolnie uciekały już w stronę tego, co miała do zrobienia następnego dnia. Najwyraźniej nie potrafiła zrelaksować się przez dłuższą chwilę, nawet w takim momencie, nawet wsuwając ramiona w rękawy atłasowego szlafroku, ubieranego na dopiero co odnalezioną gdzieś obok łóżka czarną bieliznę. Nawet wyrównując oddech, mając na owym łóżku zajebiście przystojnego mężczyznę, sprawiało jej to trudność. Czasem udawało mu się skutecznie rozproszyć jej uwagę, rozkojarzyć ją na tyle, by przez chwilę skupiła się tylko na nim. Teraz jednak... przed Billym postawione było wyjątkowo trudne zadanie.
Sięgnęła dłonią w kierunku szafki nocnej, na której wcześniej zostawiła kieliszek czerwonego wina. Sanders raz był, raz go nie było, ale przynajmniej ta jedna rzecz była niezmienna każdego dnia. Świetne lekarstwo na samotność i sposób na spęczenie wieczoru. Dzisiaj pełniło tylko drugą z tych funkcji.
- Wybierasz się jutro na zebranie? - spytała, wracając na łóżko, po drodze zgarniając jeszcze swój telefon, z którym rzadko kiedy się rozstawała. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy będzie potrzebna, prawda? - Powinnam coś wiedzieć? - zmarszczyła lekko brwi, ciekawa czy może posiadał jakieś informacje, które jej mogły umknąć. Bo nie ukrywała, że ostatnio wolała zająć się swoją działalnością niż organizacją, którą z założenia głównie wspierała finansowo i cóż... czasem nie dało się ogarnąć wszystkiego.
Wzięła jeszcze łyk wina zanim położyła się na łóżku na plecach, opierając głowę o tors mężczyzny. Telefon wzięła między innymi do sprawdzenia skrzynki mailowej, ale najpierw weszła w jedną z aplikacji odpowiadającej za jej mieszkanie i kliknęła dwa przyciski, żeby rozsunąć zasłony dużych okien, których widok był szczelnie zasłonięty od wczorajszej burzy.
  Temat: Sypialnia #1
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 580

PostForum: m. trailor   Wysłany: 2018-07-19, 22:40   Temat: Sypialnia #1

  Temat: Starbucks
Margaret Trailor

Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 952

PostForum: west seattle   Wysłany: 2018-07-15, 23:29   Temat: Starbucks
Minuty jak na złość wlekły się niemiłosiernie. Zupełnie jak jej kierowca, który do jasnej cholery powinien już tu być, oszczędzając jej upokorzenia i spojrzeń przechodniów. W tym momencie cieszyła się, że nie była osobą aż tak rozpoznawalną na ulicy i fotografowie szukający sensacji raczej do niej nie lgnęli. A nawet jeśli jakimś cudem ktoś zrobiłby jej zdjęcie w niekorzystnej sytuacji w nadziei na kilkadziesiąt dolców w jakimś wydawnictwie... cóż, naprawdę nietrudno było przebić taką ofertę.
Trochę się ogarnęła czekając na samochód. Miała przy sobie wilgotne chusteczki, więc mogła zebrać kawałki pączków i lukru chociaż z tych odkrytych części ciała, reszty nawet nie próbując domyć, bo nie miało to większego sensu. Wyrzucając chustkę do śmietnika, zauważyła idącą w jej stronę wariatkę z kafejki.
- Znowu ty... - niemal jęknęła pod nosem, bo tylko jej jeszcze tutaj brakowało. Nie wystarczyło jej wrażeń jak na jeden dzień, musiała się dodatkowo użerać jeszcze z tą kobietą - Wyjaśnijmy coś sobie - powiedziała, gdy ta była już wystarczająco blisko, robiąc krok w jej stronę - Nie mam kurwa pojęcia, kim jest Alison. Nie znam żadnej, tak samo jak i nie znam ciebie. Bo niby skąd miałabym? Spójrz na siebie, a potem na mnie i powiedz, czy wyglądam jak osoba, którą można spotkać w jednej z podrzędnych melin, do których najwyraźniej sama uczęszczasz? Rozumowanie topornie ci idzie, więc pozwól, że odpowiem: nie. Pomyśl o tym, gdy następnym razem zaczniesz zawracać dupę osobie która, chociaż ty najwyraźniej tego nie dostrzegasz, sobie tego nie życzy.
I tyle. Wyrzuciła to wszystko z siebie jednym tchem, napędzana całą tą frustracją spowodowaną wcześniejszym wydarzeniem, po czym nie dając szans na jakąkolwiek odpowiedź po prostu odwróciła się i ruszyła do samochodu, który w tej samej chwili pojawił się przy chodniku.
Zazwyczaj lepiej panowała nad emocjami. Była przyzwyczajona do wielu sytuacji, do działania pod wpływem stresu, ale to... dawno nie została aż tak mocno wyprowadzona z równowagi. Wsiadła do auta, starając się nie odezwać, żeby przypadkiem nie oberwało się kierowcy czy ochroniarzowi. Oboje jednak rozumieli ją bez słów, bo już po chwili ruszyli prosto do jej mieszkania.
 
Strona 1 z 3
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10